Dodaj do ulubionych

o Warszawiakach :-((( smutne

  • wonsz 12.08.03, 10:33
    Szukalem w Warszawie ulicy Pieknej. Wiedzialem, ze jestem juz blisko, ale mapy
    nie mialem i postanowilem zassssiegnac jezyka. Na dzwadziescia kilka
    zapytanych osob zadna nie wiedziala, wszyscy odpowiadali, ze "ja
    przyjezdny/a". Do tej pory zastanawiam sie, czy mialem takiego pecha czy
    faktycznie warszawiak to w Warszawie unikat. Ostatecznie bladzac trafilem do
    celu, ale zastanawia mnie to do dzisiaj...

    K.

    --
    Flying in one easy step: aim for the ground... and miss.
  • ja_nek 12.08.03, 11:10
    wonsz napisał:

    > Szukalem w Warszawie ulicy Pieknej. Wiedzialem, ze jestem juz blisko, ale
    mapy
    > nie mialem i postanowilem zassssiegnac jezyka. Na dzwadziescia kilka
    > zapytanych osob zadna nie wiedziala, wszyscy odpowiadali, ze "ja
    > przyjezdny/a". Do tej pory zastanawiam sie, czy mialem takiego pecha czy
    > faktycznie warszawiak to w Warszawie unikat. Ostatecznie bladzac trafilem do
    > celu, ale zastanawia mnie to do dzisiaj...

    Jako Warszawiak powiem, że problem z ulicą Piękną bierze się z tego, że jest to
    ulica "łamana". Przed wojną szła ukośnie w stosunku do dzisiejszego Placu
    Konstytuacji, teraz już prostopadle. Owocuje to tym, że nagle się kończy i
    zaczyna dalej, ale nie na tej samej "wysokości".
    Potwierdza to położenie jednej ze starych kamienic, która również stoi ukośnie,
    zale zostałą schowana za socjalistycznym budownictwem.
    Podobny problem jest z Koszykową

    Pozdrawiam
    janek
  • wonsz 12.08.03, 11:14
    ja_nek napisał:

    > Jako Warszawiak powiem, że problem z ulicą Piękną bierze się z tego, że jest
    > to
    >
    > ulica "łamana".

    Wlasnie dlatego mialem klopoty z nawigacja! :)

    Ale Ty wiesz, a tamto stado nawet nie zastanawialo sie nad odpowiedzia. Oni
    wszyscy byli przejazdem.

    K.



    --
    Flying in one easy step: aim for the ground... and miss.
  • ja_nek 12.08.03, 11:23
    Moze to była rozciągnięta międzyklasowa, koedukacyjna wycieczka?;))
  • wonsz 12.08.03, 11:24
    ja_nek napisał:

    > Moze to była rozciągnięta międzyklasowa, koedukacyjna wycieczka?;))

    Chyba z 3 klasy Podstawowej Szkoly Wieczorowej w PGR Sladkowo Podgorne. :)

    K.


    --
    Flying in one easy step: aim for the ground... and miss.
  • ja_nek 12.08.03, 11:28
    Może Uniwersytet Trzeciego Wieku:)
  • gal_ja 12.08.03, 11:31
    wonsz napisał:

    > Ale Ty wiesz, a tamto stado nawet nie zastanawialo sie nad odpowiedzia. Oni
    > wszyscy byli przejazdem.

    "Bycie przejazdem" albo "nie stąd" to najczęstsza forma zbycia natrętnego
    jegomościa z prowincji, który zawraca głowę spieszącemu się obywatelowi miasta
    stołecznego. :)

    W większości krajów mieszkańcy stolicy uważani są przez resztę za niezbyt
    sympatycznych i co najmniej aroganckich ludzi. Widocznie tak być musi.:))

    Kiedyś mijałem na ulicy (w Warszawie) grupkę młodzieży idącą z przeciwka,
    kiedy byli na mojej wysokości doleciało do mnie pytanie jednego z nich do
    koleżanki; "Ale to było w Warszawie, czy w Polsce???"

    :)))))))

    Może tu jest jedno ze żródeł niechęci do Warszawiaków...


    Pzdr.
    Gal



  • malen_a 12.08.03, 12:15
    a mnie sie wydaje, ze tak nie reaguja normalni warszawiacy, a ludzie, ktorzy tu
    przyjechali z mniejszego miasta z wielkimi kompleksami i teraz sobie "odbijaja"
    probujac swoje kompleksy przeniesc na innych spoza
  • gal_ja 12.08.03, 12:47
    To całkiem możliwe ale trudne do udowodnienia:). Należałoby jednak zdefiniować
    najpierw "normalnego Warszawiaka". Masz jakąś propozycję?

    Pzdr.
    Gal
  • malen_a 12.08.03, 12:53
    gal_ja napisał:

    > To całkiem możliwe ale trudne do udowodnienia:). Należałoby jednak
    zdefiniować
    > najpierw "normalnego Warszawiaka". Masz jakąś propozycję?
    >
    > Pzdr.
    > Gal
    -------------------------------
    no nie za bardzo, daleka jestem od tworzenia jakich kolwiek definicji; trudno
    jest uchwycic ta granice, bo nie mozna przeciez mowic o "pokoleniowym
    pochodzeniu" lub "uwarszawieniu przez zasiedzenie" :-))
  • gal_ja 12.08.03, 13:09
    malen_a napisała:


    > no nie za bardzo, daleka jestem od tworzenia jakich kolwiek definicji;
    trudno
    > jest uchwycic ta granice, bo nie mozna przeciez mowic o "pokoleniowym
    > pochodzeniu" lub "uwarszawieniu przez zasiedzenie" :-))

    Mniej więcej o to mi chodziło:)
    Warszawiakiem jest określany każdy, kto w tym mieście mieszka - od dwóch lat
    lub piętnastu pokoleń.

    W tym artykule od którego zaczęłaś wątek, przewijają się opinie, które
    funkcjonują "w Polsce" z jakiegoś powodu. Czy jest to skutkiem
    prowincjonalnych kompleksów mieszkańców reszty kraju? Prawdę mówiąc wątpię.
    Jak każdy stereotyp, tak i obraz standardowego Warszawiaka opiera się
    przynajmniej w części na własnych obserwacjach i doświadczeniach ludzi
    z "prowincji", a jakie one są - można było przeczytać.

    Pzdr.
    Gal
  • wonsz 12.08.03, 12:19
    gal_ja napisał:

    > "Bycie przejazdem" albo "nie stąd" to najczęstsza forma zbycia natrętnego
    > jegomościa z prowincji, który zawraca głowę spieszącemu się obywatelowi
    miasta
    > stołecznego. :)

    Tak? U mnie na prowincji mowia, ze w Warszawie wszyscy jezdza Lanciami. :)

    Oni nie wygladali na mieszkancow jakiegokolwiek miasta...

    K.


    --
    Flying in one easy step: aim for the ground... and miss.
  • gal_ja 12.08.03, 12:51
    wonsz napisał:

    >
    > Tak? U mnie na prowincji mowia, ze w Warszawie wszyscy jezdza Lanciami. :)

    Nie wszyscy. Tylko od ciecia w górę.:)

    >
    > Oni nie wygladali na mieszkancow jakiegokolwiek miasta...
    >

    Nie szata zdobi człowieka:) Pozory mylą:)
    To Ty na Dworcu Centralnym się o drogę pytałeś?

    Gal
  • wonsz 12.08.03, 12:58
    gal_ja napisał:

    >> Nie szata zdobi człowieka:) Pozory mylą:)

    Ja nie po szacie sadze. Ja nie sadze. Takie tylko odnioslem wrazenie.

    > To Ty na Dworcu Centralnym się o drogę pytałeś?

    Nie, z tego cudnego budynku pryskam tak szybko jak mozliwe. Stalem na Pieknej,
    niedaleko siedziby centertela, ktorej szukalem. I tam pytalem. Zniechecony
    brakiem rezultatow zrobilem maly rekonesans i okazalo sie, ze jestem na
    miejscu :)

    K.

    --
    Flying in one easy step: aim for the ground... and miss.
  • gal_ja 12.08.03, 13:19
    wonsz napisał:



    > Nie, z tego cudnego budynku pryskam tak szybko jak mozliwe. Stalem na
    Pieknej,
    > niedaleko siedziby centertela, ktorej szukalem. I tam pytalem. Zniechecony
    > brakiem rezultatow zrobilem maly rekonesans i okazalo sie, ze jestem na
    > miejscu :)

    Można to więc tłumaczyć tylko wyjątkowym pechem - centrum Warszawy... i
    żadnego Warszawiaka w pobliżu:). Rachunek prawdopodobieństwa powinien się
    spalić ze wstydu:)

    Gal

  • wo_bi 12.08.03, 14:00
    gal_ja napisał:

    > Można to więc tłumaczyć tylko wyjątkowym pechem - centrum Warszawy... i
    > żadnego Warszawiaka w pobliżu:). Rachunek prawdopodobieństwa powinien się
    > spalić ze wstydu:)
    >
    > Gal
    -----------------------------------
    A ja wychodze z zalozenia, ze juz nie ma prawdziwych warszawiakow... dawno
    wygineli. Teraz sa tylko "warszawiacy".

    byly "warszawiak" ;)
  • gal_ja 12.08.03, 14:03
    wo_bi napisał:


    > A ja wychodze z zalozenia, ze juz nie ma prawdziwych warszawiakow...

    To coś tak jak z Cyganami; "Dziś prawdziwych..."
    ;)))

    Pzdr.
    Gal
  • wo_bi 12.08.03, 14:09
    gal_ja napisał:

    > To coś tak jak z Cyganami; "Dziś prawdziwych..."
    > ;)))
    >
    > Pzdr.
    > Gal
    Cos w tym stylu.

    Jestem "warszawiakiem" z trzeciego pokolenia. Hmm mieszkajacym teraz w bliskiej okolicy... Ale w miescie tez dzialajacym na wyobraznie... ;) I czesto zastanawiam sie, co powiedziec: mieszkam w warszawie czy pruszkowie? Za jedno i drugie moge oberwac ;)
  • gal_ja 12.08.03, 14:19
    wo_bi napisał:

    >
    > Jestem "warszawiakiem" z trzeciego pokolenia. Hmm mieszkajacym teraz w
    bliskiej
    > okolicy... Ale w miescie tez dzialajacym na wyobraznie... ;) I czesto
    zastanaw
    > iam sie, co powiedziec: mieszkam w warszawie czy pruszkowie? Za jedno i
    drugie
    > moge oberwac ;)

    :)))

    Musisz przyjąć "elastyczne" podejście do tego tematu i stosować wersję
    odpowiednią do rozmówcy - Jak "łysy" to rzucić mimochodem "Bo u nas w
    Pruszkowie...":)
    hmm, choć on może być z Wołomina i wtedy krewa...
    Nie masz dobrego rozwiązania. Jedyne wyjście - przeprowadzić się do Krakowa:)

    Pzdr.
    Gal

    Pzdr.
    Gal
  • wo_bi 12.08.03, 14:30
    gal_ja napisał:

    > :)))
    >
    > Musisz przyjąć "elastyczne" podejście do tego tematu i stosować wersję
    > odpowiednią do rozmówcy - Jak "łysy" to rzucić mimochodem "Bo u nas w
    > Pruszkowie...":)
    > hmm, choć on może być z Wołomina i wtedy krewa...
    > Nie masz dobrego rozwiązania. Jedyne wyjście - przeprowadzić się do Krakowa:)
    >
    > Pzdr.
    > Gal
    ---------------------
    Znam takich co "elastyczne" rozwiazania stosowali. Ja na szczescie ta wycieczke ominalem. Nio i takim lysym nie spodobalo sie, rzucone mimochodem "u nas w pruszkowa...". Znajomi dokladnie poznali uklad budynku pogotowia w Zakopanem oraz caly personel medyczny. ;) W koncu, po skopaniu pruszkowiaka, w oczach znajomych zyskuje sie pare punktow wiecej.

    A co do Krakowa, mnie raczej ciagnie do Gdanska. Jesli moglbym wybierac,to tam chcialbym na dobre zapuscic korzenie. ;)
  • gal_ja 12.08.03, 14:48
    wo_bi napisał:

    > Znam takich co "elastyczne" rozwiazania stosowali. Ja na szczescie ta
    wycieczke
    > ominalem. Nio i takim lysym nie spodobalo sie, rzucone mimochodem "u nas w
    pru
    > szkowa...". Znajomi dokladnie poznali uklad budynku pogotowia w Zakopanem
    oraz
    > caly personel medyczny. ;) W koncu, po skopaniu pruszkowiaka, w oczach
    znajomyc
    > h zyskuje sie pare punktow wiecej.

    Z łysymi generalnie człowiek ostrożny być powinien. Znajomość geografii nie
    jest ich mocną stroną i Pruszków, Warszawa... eech, co za różnica - "wp****ol
    zawsze dać można".:))

    >
    > A co do Krakowa, mnie raczej ciagnie do Gdanska. Jesli moglbym wybierac,to
    tam
    > chcialbym na dobre zapuscic korzenie. ;)

    Miód na serce moje lejesz:), bo ja, choć na zesłaniu w Warszawie od lat, to z
    Gdańska pochodzę i chętnie bym tam wrócił:)

    Pzdr.
    Gal
  • betty-bt 12.08.03, 14:54
    gal_ja napisał:


    > > A co do Krakowa, mnie raczej ciagnie do Gdanska. Jesli moglbym wybierac,to
    >
    > tam
    > > chcialbym na dobre zapuscic korzenie. ;)
    >
    > Miód na serce moje lejesz:), bo ja, choć na zesłaniu w Warszawie od lat, to z
    > Gdańska pochodzę i chętnie bym tam wrócił:)
    >

    chodzcie wszyscy do gdanska! to i ja wroce :(

  • gal_ja 12.08.03, 15:00
    betty-bt napisała:

    > chodzcie wszyscy do gdanska! to i ja wroce :(

    A Kaska też z nami pójdzie?:)))

    Pzdr.
    Gal
  • wo_bi 12.08.03, 17:22
    gal_ja napisał:

    > Miód na serce moje lejesz:), bo ja, choć na zesłaniu w Warszawie od lat, to
    z
    > Gdańska pochodzę i chętnie bym tam wrócił:)
    >
    > Pzdr.
    > Gal
    ------------------------------------
    no baaa w koncu to jedno z najpiekniejszych miast w Polsce :)
  • lolyta 12.08.03, 15:42
    Jako nie-warszawianka powiem, ze to nie byl problem z ulica Piekna, ja sie
    spotkalam z takim samym podejsciem kiedy jako nastolatka pojechalam do Warszawy
    obejrzec "Arsenal" i chcialam jeszcze zajrzec co w Zachecie - wiedzialam ze jak
    bede szla dlugo i prosto to dojde, ale ze ja sie wszedzie gubie to kolega z
    ktorym szlam mi nie wierzyl i kazdego napotkanego przechodnia pytal, czy ta
    ulica dojdziemy do Zachety - no chyba to jest jednak dosc charakterystyczne
    miejsce w stolicy i ktos to powinien wiedziec, a tu kazdy, nawet nie
    zatrzymujac sie, odpowiadal "nie wiem" i pedzil dalej. Zdumiewajace. niemozliwe
    ze to byli sami turysci, bo to byl wrzesien, niemozliwe, ze wszyscy mieli
    chandre, bo dzien przecudny, cos takiego spotkalo mnie tylko w Warszawie. Innym
    razem szukalam wlasnie Pieknej, to znaczy z mapy wiedzialam ze ona blisko
    centrum i w najwyzej 25 minut dojde piechota, tez jakos nikt nie wiedzial gdzie
    to, jeden zapytany taksowkarz w okolicach Palacu Kultury byl mnie gotow tam
    podwiezc za jedyne 35 zlotych. Ja jakos nigdy nic personalnie do zadnego
    Warszawiaka nie mialam, no ale kurcze mam wrazenie ze mieszkancy -
    niekoniecznie wszyscy - tego miasta jednak sobie zapracowuja na taka opinie,
    jaka Warszawiacy maja.


    --
    Wsadź-że waść ósmą jaźń w tę głęboką gęślą gżąśl!
  • anahella 12.08.03, 16:03
    Powiem tak: ilekroc ktos mnie pyta o droge a ja moge pomoc
    to pomagam. Jak nie wiem to mowie "nie wiem", jak wiem to
    pokazuje droge. Wydaje mi sie

    Co do Zachety. No niestety lud tu prosty i po wystawach
    sie nie wloczy:> Pewnie wielu Warszawiakow nie wie co to
    Zacheta a nieliczni kojarza to z miejscem zabojstwa
    jakiegos prezydenta. Tak samo jakbys spytala o Muzeum
    Niepodleglosci (dawne Muzeum Lenina). Ciekawa jestem czy
    ktos z tu obecnych wie?

    Ale chyba jednak cos w tym jest. Ja mam taka manie, ze nie
    pojade do obcego miasta bez planu. Uwazam ze nie wypada
    zaczepiac ludzi na ulicy, i chyba stad takie podejscie u
    nas: "zaczepia mnie, moze chce mi cos sprzedac albo
    okrasc?"

    --
    Gdyby ktos mi zechcial mi za to zaplacic, to ja moglabym
    lazic z jelenimi rogami na glowie i krowskim ogonie przy
    dupie i tez bym szczerzyla zeby
    (c) Moniorek1


    Jak na gorze, tak na dole
    zapraszam
  • lolyta 12.08.03, 16:07
    Ja tez zazwyczaj plan mam, ale ja jestem wyjatkowy antytalent w znajdowaniu
    drogi. W czwartej klasie liceum, jesli byla mgla, potrafilam zabladzic po
    drodze do szkoly. I jakos ile razy jestem zmuszona skonfrontowac moje
    wyobrazenia o obranej drodze z rzeczywistoscia, spotykam sie ze albo mi ktos
    droge pokaze, albo - z inicjatywy zapytanego - zostane odprowadzona p[rzez
    niego na miejsce czy odwieziona samochodem. Ale to jest zawsze w innych
    miastach.


    --
    Wsadź-że waść ósmą jaźń w tę głęboką gęślą gżąśl!
  • anahella 12.08.03, 16:14
    lolyta napisała:

    > albo - z inicjatywy zapytanego - zostane odprowadzona p[rzez
    > niego na miejsce czy odwieziona samochodem. Ale to jest zawsze w innych
    > miastach.

    Widzisz, a ja ma opory w zaczepianiu ludzi. Nie lubie
    przeszkadzac, oni maja swoje sprawy, gdzies sie spiesza.
    Wiec stad zapewne ten warszawski chlod

    --
    Gdyby ktos mi zechcial mi za to zaplacic, to ja moglabym
    lazic z jelenimi rogami na glowie i krowskim ogonie przy
    dupie i tez bym szczerzyla zeby
    (c) Moniorek1


    Jak na gorze, tak na dole
    zapraszam
  • lolyta 12.08.03, 16:33
    Widzisz, ja nie kazdego zaczepiam. Sa ludzie, na ktorych popatrzysz i wiesz, ze
    sie odniosa z zyczliwoscia. sa tacy, do ktorych nawet nie bede probowac
    podchodzic, chyba ze sytuacja jest naprawde ekstremalna, typu jestem sama na
    przejsciu granicznym w srodku Europy o 11 wieczorem. Zreszta sama jestem czesto
    zaczepiana, pytana o droge, wtedy jesli ja znam i mam chwile czasu to wole
    delikwenta podprowadzic albo wsadzic we wlasciwy srodek komunikacji bo z
    wytlumaczeniem kierunku mialabym klopoty. Zdarza mi sie - co lepsze - ze w
    jakims obcym miejscu jestem pytana, czy sie nie zgubilam (i na ogol to prawda,
    jakos to po mnie widac), w czasach nastoletnich i studenckich nawiazalam wiele
    znajomosci w ten sposob, ktore zaowocowaly pisywaniem do siebie kartek itp. No
    moze jest tak ze okreslony rodzaj ludzi, ktory wzajemnie wyczuwa swoich
    przedstawicieli, dopuszcza takie zachowania i uwaza za normalne w obie strony
    (czyli pytac i byc pytanym), a w Warszawie, no coz, wszyscy sa zabiegani i ten
    gatunek ludzi jest na wymarciu.
    --
    Wsadź-że waść ósmą jaźń w tę głęboką gęślą gżąśl!
  • wo_bi 12.08.03, 17:30
    lolyta napisała:
    W czwartej klasie liceum, jesli byla mgla, potrafilam zabladzic po
    > drodze do szkoly.
    --------------------------
    Przepraszam za moja uszczypliwosc, ale musialem. Rozumiem, ze rzadko
    pojawialas sie w szkole, skoro mialas problemy z trafieniem do niej w czasie
    mgly. ;)
  • raszefka 12.08.03, 16:19
    A obawa przed warszawiakami kilka lat temu kazała mi uczyć się drogi po mieście
    na pamięć w czasie 2 godzin podróży do stolycy. Wstydziłam się rozłożyć plan na
    ulicy :))))


    Mniej na temat, bo o małym prowincjonalnym miasteczku: kiedy przyjezdny wujek
    pytał o drogę do mojego domu, to połowa ludzi w tramwaju twierdziła, że ulicy,
    na której mieszkam - nie ma, a druga połowa, że nie ma tam bloków!
    --
    "A ja chcę tu byyyć,
    Nie przychodzę z nieeeba!"
    ;)))
  • gal_ja 12.08.03, 16:21
    raszefka napisała:

    >
    > Mniej na temat, bo o małym prowincjonalnym miasteczku: kiedy przyjezdny
    wujek
    > pytał o drogę do mojego domu, to połowa ludzi w tramwaju twierdziła, że
    ulicy,
    > na której mieszkam - nie ma, a druga połowa, że nie ma tam bloków!

    Ale "cały tramwaj" starał się wujkowi pomóc.
    :)

    Pozdr.
    Gal
  • raszefka 12.08.03, 16:24
    hihihihi, no bo to nie byłą Warszawa :)
    --
    "A ja chcę tu byyyć,
    Nie przychodzę z nieeeba!"
    ;)))
  • wo_bi 12.08.03, 17:47
    raszefka napisała:

    > A obawa przed warszawiakami kilka lat temu kazała mi uczyć się drogi po
    mieście na pamięć w czasie 2 godzin podróży do stolycy. Wstydziłam się
    rozłożyć plan na ulicy :))))
    -------------------------------------

    Sama sie nawet przekonalas, ze nawet stali bywalcy stolycy czasem sie gubia w
    tym miescie. ;)
  • raszefka 12.08.03, 17:54
    noooo, jak im policja pomaga się zgubić, to nic nie poradzisz
    --
    "A ja chcę tu byyyć,
    Nie przychodzę z nieeeba!"
    ;)))
  • gal_ja 12.08.03, 16:19
    anahella napisała:

    > i chyba stad takie podejscie u
    > nas: "zaczepia mnie, moze chce mi cos sprzedac albo
    > okrasc?"


    I o to chyba tu chodzi - o podejście do ludzi:)
    Przy całej świadomości, że świat nie składa się wyłącznie z naszych
    przyjaciół, czy nie lepiej zakładać, że człowiek który zwraca się do nas z
    prośbą, nie jest naszym wrogiem?

    Pzdr.
    Gal
  • anahella 12.08.03, 16:29
    gal_ja napisał:

    > anahella napisała:
    >
    > > i chyba stad takie podejscie u
    > > nas: "zaczepia mnie, moze chce mi cos sprzedac albo
    > > okrasc?"
    >
    >
    > I o to chyba tu chodzi - o podejście do ludzi:)
    > Przy całej świadomości, że świat nie składa się wyłącznie z naszych
    > przyjaciół, czy nie lepiej zakładać, że człowiek który zwraca się do nas z
    > prośbą, nie jest naszym wrogiem?


    Ja tak zakladam:) Ale uwierz mi: bylam wielokrotnie
    okradziona, nagabywana i zaczepiana w sposob niemily.
    Warszawa to straszna zbieranina, z czego kupe tu swirow,
    bandytow i lobuzow. To plus moje zalozneie ze swiat sklada
    sie tylko z ludzi zyczliwych pewnie dalo taki efekt, ze co
    jakis czas moj portfel ladowal w cudzej kieszeni:(

    --
    Gdyby ktos mi zechcial mi za to zaplacic, to ja moglabym
    lazic z jelenimi rogami na glowie i krowskim ogonie przy
    dupie i tez bym szczerzyla zeby
    (c) Moniorek1


    Jak na gorze, tak na dole
    zapraszam
  • lolyta 12.08.03, 16:36
    anahella napisała:

    To plus moje zalozneie ze swiat sklada
    > sie tylko z ludzi zyczliwych pewnie dalo taki efekt, ze co
    > jakis czas moj portfel ladowal w cudzej kieszeni:(
    >

    Hm, ja kilka razy w zyciu zgubilam portfel. Zawsze ktos mi go przynosil do domu
    lub do szkoly zanim sie zorientowalam ze go zgubilam. Z jednym wyjatkiem, kiedy
    faktycznie zostalam okradziona, W Warszawie. (nie wiem, czy przez Warszawiaka
    czy przyjezdnego).


    --
    Wsadź-że waść ósmą jaźń w tę głęboką gęślą gżąśl!
  • anahella 12.08.03, 17:42
    lolyta napisała:


    > faktycznie zostalam okradziona, W Warszawie. (nie wiem, czy przez Warszawiaka
    > czy przyjezdnego).

    I sama widzisz. Teraz nie co sie dziwic ze ludzie nie
    lubia jak obcy zaczepia.

    Wielokrotnie bylam okradziona, naciagnieta itp. jednak
    wiele razy zdarzylo mi sie zostawic portfel na biurku w
    pracy. Zawsze sprzataczka chowala mi do szuflady
    zostawiajac o tym dyskretna informacje. Wiec nie wiem jak
    to jest. Moze po prostu u nas jest tego wiecej bo mamy 2
    miliony mieszkancow, ludzie sa ciut bogatsi a to - wiadomo
    przyciaga zlodziei?

    --
    Gdyby ktos mi zechcial mi za to zaplacic, to ja moglabym
    lazic z jelenimi rogami na glowie i krowskim ogonie przy
    dupie i tez bym szczerzyla zeby
    (c) Moniorek1


    Jak na gorze, tak na dole
    zapraszam
  • lolyta 12.08.03, 17:55
    anahella napisała:

    > lolyta napisała:
    >
    >
    > > faktycznie zostalam okradziona, W Warszawie. (nie wiem, czy przez Warszawi
    > aka
    > > czy przyjezdnego).
    >
    > I sama widzisz. Teraz nie co sie dziwic ze ludzie nie
    > lubia jak obcy zaczepia.

    To nie bylo <<teraz>. To bylo jakies 17-18 lat temu, kiedy jeszcze Warszawa nie
    byla kojarzona z takim bogactwem bo wszyscy mieli mniej wiecej "po rowno". I
    nikogo nie zaczepialam - zniknela mi kurtka od ktorej na moment odwrocilam
    oczy.


    --
    Wsadź-że waść ósmą jaźń w tę głęboką gęślą gżąśl!
  • gal_ja 12.08.03, 17:22
    anahella napisała:

    >
    > Ja tak zakladam:) Ale uwierz mi: bylam wielokrotnie
    > okradziona, nagabywana i zaczepiana w sposob niemily.
    > Warszawa to straszna zbieranina, z czego kupe tu swirow,
    > bandytow i lobuzow. To plus moje zalozneie ze swiat sklada
    > sie tylko z ludzi zyczliwych pewnie dalo taki efekt, ze co
    > jakis czas moj portfel ladowal w cudzej kieszeni:(
    >

    Niedawno gdzieś (skleroza) czytałem o "upadku zaufania społecznego" w Polsce i
    o konsekwencjach jakie to rodzi. Ludzie czują się zagrożeni, oszukiwani,
    bronią się więc nieufnością. Może zagrożenia największe są w Warszawie, więc i
    lęki najsilniejsze? Tylko, że później życie wśród tak nieufnych ludzi staje
    się niezbyt przyjemne.

    Całe licealno-studenckie czasy podróżowałem autostopem. W Polsce i po całej
    Europie. Na wylocie autostrady z Berlina Zachodniego do Hannoweru, w miejscu w
    którym autostopowicze się zbierali, była tablica wystawiona bodajże przez
    Policję berlińską z napisem w stylu "POLICJA OSTRZEGA! Podróżowanie autostopem
    jest przygodą, sposobem na poznanie świata i ludzi ble,ble,ble .... niemniej
    Policja ostrzega, że nie wszyscy kierowcy zabierający autostopowiczów mają
    wobec nich uczciwe zamiary...ble,ble,ble" pod tym tekstem były wypisane po
    kolei lata i przy każdym roku piktogramy "ludzików" odpowiadające liczbie
    autostopowiczów zamordowanych w danym roku przez podwożących. Bieżący rok był
    opatrzony znakiem zapytania. Nie przepadałem za tą tablicą... Któregoś roku,
    na dole tablicy (pod piktogramami) zauważyłem dopisek flamastrem "WIR LEBEN
    NOCH..." :))))
    Dotąd mam gdzieś zdjęcie pod tą tablicą "z dopiskiem" i staram się na codzień
    nie zapominać życiowego optymizmu tej osoby.


    Nie jestem kruchą kobietą (wręcz przeciwnie:)), więc nie obawiam się raczej,
    że ktoś mi wyrwie torebkę na ulicy, co wpływa niewątpliwie na mój punkt
    widzenia;) ale myślę, że przesadzamy nieco z lękiem przed zagrożeniami jakie
    ten świat niesie w codziennych kontaktach z ludźmi. Zwłaszcza w Warszawie:)

    Pzdr.
    Gal
  • anahella 12.08.03, 17:49
    gal_ja napisał:

    > Któregoś roku, na dole tablicy (pod piktogramami)
    > zauważyłem dopisek flamastrem "WIR LEBEN
    > NOCH..." :))))

    a co to znaczy?

    > ale myślę, że przesadzamy nieco z lękiem przed
    > zagrożeniami jakie
    > ten świat niesie w codziennych kontaktach z ludźmi.
    > Zwłaszcza w Warszawie:)

    Nie chce robic z siebie osoby chorej na zlodziejofobie, bo
    oczywiscie taka nie jestem. Ja tylko chce udowodnic, ze tu
    jest bandyteria i ludzie sie boja. No niestety tak jest.
    Im wieksze miasto tym wieksza przestepczosc. Do tego zanik
    zwiazkow miedzyludzkich i masz to co masz. Podobnie jest w
    Paryzu czy Lyonie. Tam tez nikt nic nie wiem, kazdy sie
    boi. Po prostu uroki zycia w metropolii.
    --
    Gdyby ktos mi zechcial mi za to zaplacic, to ja moglabym
    lazic z jelenimi rogami na glowie i krowskim ogonie przy
    dupie i tez bym szczerzyla zeby
    (c) Moniorek1


    Jak na gorze, tak na dole
    zapraszam
  • raszefka 12.08.03, 17:53
    Nie ma jak małe miasteczko. Podobno u mnie jest najbezpiecznej :)
    --
    "A ja chcę tu byyyć,
    Nie przychodzę z nieeeba!"
    ;)))
  • lolyta 12.08.03, 18:15
    anahella napisała:

    > Im wieksze miasto tym wieksza przestepczosc. Do tego zanik
    > zwiazkow miedzyludzkich i masz to co masz. Podobnie jest w
    > Paryzu czy Lyonie. Tam tez nikt nic nie wiem, kazdy sie
    > boi. Po prostu uroki zycia w metropolii.

    No wlasnie nie do konca, znaczy pewnie z przestepczoscia jako taka to prawda,
    ale w innych metropoliach - Londyn, Nowy Jork, Wieden, Praga, berlin, Monachium
    - ludzie sa bardziej interaktywni, niejeden raz wyprawa do miasta (samotna lub
    w dwu-trzy osobowym towarzystwie) konczyla sie dla mnie jakas nowa znajomoscia,
    nieraz zdarzylo mi sie nocowac u nowo poznanej na ulicy osoby, samej tez mi sie
    zdarzylo komus noclegu udzielic, nikt nikogo nie usilowal gwalcic ani okradac,
    no ludzie nie dajmy sie zwariowac ze wszyscy tylko patrza jak tu komus dokopac.
    No chyba ze tak jest wlasnie w Warszawie, ale mam nadzieje, ze mimo wszystko
    nie jest tam az tak zle - w koncu jakby nie bylo jest to jakas wizytowka
    naszego kraju.

    --
    Wsadź-że waść ósmą jaźń w tę głęboką gęślą gżąśl!
  • wo_bi 12.08.03, 17:26
    anahella napisała:

    Tak samo jakbys spytala o Muzeum
    > Niepodleglosci (dawne Muzeum Lenina). Ciekawa jestem czy
    > ktos z tu obecnych wie?
    --------------------------------
    No baa z zamknietymi oczami trafie ;)
  • anahella 12.08.03, 17:55
    wo_bi napisał:

    > No baa z zamknietymi oczami trafie ;)

    Serio? Bo kazdemu to sie wydawalo ze muzeum Lenina bylo w
    Palacu Kultury, a nie!

    --
    Gdyby ktos mi zechcial mi za to zaplacic, to ja moglabym
    lazic z jelenimi rogami na glowie i krowskim ogonie przy
    dupie i tez bym szczerzyla zeby
    (c) Moniorek1


    Jak na gorze, tak na dole
    zapraszam
  • wo_bi 12.08.03, 17:57
    anahella napisała:

    > Serio? Bo kazdemu to sie wydawalo ze muzeum Lenina bylo w
    > Palacu Kultury, a nie!
    ------------------------------
    Jakbys podala sama nazwe Muzeum Lenina to bym zdebial i nie wiedzial o jakim
    przybytku kultury mowisz... ;)
  • raszefka 12.08.03, 17:59

    --
    "A ja chcę tu byyyć,
    Nie przychodzę z nieeeba!"
    ;)))
  • wo_bi 12.08.03, 18:03
  • raszefka 12.08.03, 18:05
    --
    "A ja chcę tu byyyć,
    Nie przychodzę z nieeeba!"
    ;)))
  • wo_bi 12.08.03, 18:07
    Jestem dobrze wychowany i kobiet o wiek nie pytam. :)
    A poza tym, moze po prostu interesuje sie historia Warszawy i wie takie
    rzeczy...

  • wonsz 12.08.03, 19:14
    wo_bi napisał:

    > Jestem dobrze wychowany i kobiet o wiek nie pytam. :)

    A siedzisz wyprostowany?

    hihihi :)))

    K.

    --
    Flying in one easy step: aim for the ground... and miss.
  • anahella 14.08.03, 11:55
    wo_bi napisał:

    > Jestem dobrze wychowany i kobiet o wiek nie pytam. :)
    > A poza tym, moze po prostu interesuje sie historia Warszawy i wie takie
    > rzeczy...
    >

    Jestem stara i pomarszczona jak tysiacletni peramin:P A
    Muzeum Lenina pamietam, bo jak chodzilam do liceum (za
    komuny) to pani od polskiego wynajmowala w Muzeum Lenina
    sale kinowa i puszczali nam tak zwane polkowniki. To bylo
    we wczesnych latach 80-tych:)


    --
    Gdyby ktos mi zechcial mi za to zaplacic, to ja moglabym
    lazic z jelenimi rogami na glowie i krowskim ogonie przy
    dupie i tez bym szczerzyla zeby
    (c) Moniorek1


    Jak na gorze, tak na dole
    zapraszam
  • raszefka 14.08.03, 17:45
    Masz tyle co moja siostra, a ja prawie tyle co ona. Wobi prawie tyle, co ja. I
    tak wszyscy jesteśmy rówieśnikami :))))
    --
    "A ja chcę tu byyyć,
    Nie przychodzę z nieeeba!"
    ;)))
  • anahella 14.08.03, 17:52
    raszefka napisała:

    > Masz tyle co moja siostra, a ja prawie tyle co ona. Wobi prawie tyle, co ja. I
    > tak wszyscy jesteśmy rówieśnikami :))))

    Czyli wy tez jestescie starzy i pomarszczeni jak
    tysiacletnie pergaminy czy tylko jak stuletnie
    pomarancze?;)


    --
    Gdyby ktos mi zechcial mi za to zaplacic, to ja moglabym
    lazic z jelenimi rogami na glowie i krowskim ogonie przy
    dupie i tez bym szczerzyla zeby
    (c) Moniorek1


    Jak na gorze, tak na dole
    zapraszam
  • gal_ja 14.08.03, 18:14
    raszefka napisała:

    > Masz tyle co moja siostra, a ja prawie tyle co ona. Wobi prawie tyle, co ja.
    I
    > tak wszyscy jesteśmy rówieśnikami :))))

    Oprócz mnie. Ja mam tyle lat co Wy wszyscy razem wzięci... A przynajmniej tak
    się czuję. Pewnie to z niewyspania. Tylko padalcowa może mnie zrozumieć.

    :)

    Pzdr.
    Gal
  • wonsz 12.08.03, 19:16
    anahella napisała:

    > zaczepia mnie, moze chce mi cos sprzedac albo
    > okrasc?"

    To na pewno dlatego. Kto mnie widzial moze potwierdzic :)))

    K.

    --
    Flying in one easy step: aim for the ground... and miss.
  • summa 12.08.03, 18:50
    W Warszawie często bywałam w latach 80-tych (służbowo lub towarzysko) i zawsze
    wpadałam do centrum na zakupy - jak wiadomo w owych czasach różnica w
    zaopatrzeniu między stolicą a prowincją była dość spora. I notorycznie nie
    mozna się było nikogo dopytac o drogę, ale wtedy chyba w centrum dominowali
    przyjezdni, zwłaszcza przed południem - tacy delegacyjni lub "zaopatrzeniowi".
    Ja po jakims czasie opanowałam topografię, ale często i mnie ktoś zahaczał z
    pytaniem o drogę :)

    --
    Lepiej cięgiem grać w makao
    niż klientem być PeKaO
  • ja_nek 12.08.03, 22:49
    Jako mieszkający w Warszawie notorycznie jestem nagabywany: "niech pan da 5
    złotych na paliwo, skończyła się właśnie benzyna, nie mam jak dojechać do
    domu" albo "potrezbuję 6 zł na bilet do......" albo "pożycz 2 złote na piwo".

    Czasem rzeczywiście śpieszę się i pytającemu o drogę mówię "nie wiem". Ale też
    jest to duże miasto i nie wszystko potrafię wytłumaczyć.

    Pozdrawiam
    janek
  • malen_a 14.08.03, 10:49
    pomna Waszych przykrych doswiadczen z Warszawiakami dzis na pytanie "jak
    dojechac do dworca zachodniego" pojechalam z dziewczyna kilka przystankow
    autobusem a potem wsadzilam do nastepnego autobusu i pomachalam lapka na
    pozegnanie :-))) chyba juz nikt ni nie zarzuci, ze nie pomagam
  • gal_ja 14.08.03, 11:28
    malen_a napisała:

    > pomna Waszych przykrych doswiadczen z Warszawiakami dzis na pytanie "jak
    > dojechac do dworca zachodniego" pojechalam z dziewczyna kilka przystankow
    > autobusem a potem wsadzilam do nastepnego autobusu i pomachalam lapka na
    > pozegnanie :-))) chyba juz nikt ni nie zarzuci, ze nie pomagam

    I tak to Internet zmienia obyczaje na lepsze:)) I za jakiś czas, cała Polska
    będzie mówiła; "Jacy czarujący, uprzejmi i pomocni ludzie w tej Warszawie
    mieszkają. Żeby to u nas tacy byli..."
    :)))

    Pzdr.
    Gal
  • malen_a 14.08.03, 11:49
    gal_ja napisał:

    > malen_a napisała:
    >
    > > pomna Waszych przykrych doswiadczen z Warszawiakami dzis na pytanie "jak
    > > dojechac do dworca zachodniego" pojechalam z dziewczyna kilka przystankow
    > > autobusem a potem wsadzilam do nastepnego autobusu i pomachalam lapka na
    > > pozegnanie :-))) chyba juz nikt ni nie zarzuci, ze nie pomagam
    >
    > I tak to Internet zmienia obyczaje na lepsze:)) I za jakiś czas, cała Polska
    > będzie mówiła; "Jacy czarujący, uprzejmi i pomocni ludzie w tej Warszawie
    > mieszkają. Żeby to u nas tacy byli..."
    > :)))
    >
    > Pzdr.
    > Gal


    ------------

    mam nadzieje, ze juz niebawem tak bedzie, tylko wiecej Warszawiakow powinno
    czytac DEKAMERON :-)
  • summa 14.08.03, 13:23
    Oooo, Malena, jestem pod wrażeniem!!! To Ci się chwali!

    malen_a napisała:

    > pomna Waszych przykrych doswiadczen z Warszawiakami dzis na pytanie "jak
    > dojechac do dworca zachodniego" pojechalam z dziewczyna kilka przystankow
    > autobusem a potem wsadzilam do nastepnego autobusu i pomachalam lapka na
    > pozegnanie :-))) chyba juz nikt ni nie zarzuci, ze nie pomagam


    --
    Lepiej cięgiem grać w makao
    niż klientem być PeKaO

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka