Dodaj do ulubionych

O zabiegu.

19.10.06, 12:11
Jako, ze jestem mamą dziecka, które w wieku 2,5 r. przeszło NA MOJĄ WYRAŹNĄ
PROŚBĘ (wcześniej 2 okulistów zwodziło nas mówiąc o korekcji okularami,
których syn nie chciał nisić i o czekaniu) zabieg uzunięcia zeza (zakończony
sukcesem - ani zeza, ani okularów dziś nie mamy!). Pytam się, dlaczego
zabiegi w Polsce traktuje się jako ostateczność?! Dlaczego w państwowych
ośrodkach mowią "można czekać aż dorośnie", a w prywatnym gabinecie zrobili
nam zabieg od ręki i z gwarancją, że nie musi on być powtarzany. Już któryś
raz odpieram ataki matek, które się upieraja, że na zabieg nie idą, bo im
mowiono, żeby czekać. Na co niby czekać? Nie rozumiem. Skoro można dziecku
pomoc, tylko należy oddać je w ręce specjalisty.
Czy się mylę?
pzdr
--
Armia baranów, której przewodzi lew, jest silniejsza od armii lwów
prowadzonej przez barana. /Napoleon Bonaparte/
Edytor zaawansowany
  • aneczka42111 19.10.06, 19:30
    Tyniu,

    Jestem w pewnym sensie ofiarą takiego "czekania" choć pierwszy zabieg miałam
    gdy byłam znacznie młodsza od Twojego dziecka. Problem w tym, że był kompletnie
    nieudany i została po nim najbardziej rozległa blizna (byłam operowana jeszcze
    jakąś starszą metodą, której dziś się już chyba nie stosuje). Kolejny zabieg
    miał efekt podobny do poprzedniego. Następnie moim rodzicom wytłumaczono, że
    moje mięśnie są "oporne" (!!!) i może trzeba poczekać aż dorosnę... A oni
    stwierdzili,że nie będą już walczyć o to bym widziała i wygladała normalnie.
    Chcieli próbowac pryzmatów, ale nie mieli pieniedzy na częste zmiany szkieł i
    podróże do Szczecina więc... nie robili już nic, a mnie w wieku 16 lat nie
    wyrazili zgody na zabieg. Myślę, że nie jestem im tego w stanie wybaczyć nawet
    teraz, kiedy ta choroba nie ma już żadnych śladów w moim wyglądzie. Gorzej ze
    śladami pozostawionymi w środku...Każda matka która odbiera swojemu dziecku
    szansę na normalne dzieciństwo i normalny wygląd myśląc, że "poczekamy, nie
    będziemy męczyć dziecka zabiegiem i może samo się jakoś rozwiąże" powinna się
    zastanowić jak za 10 czy 15 lat spojrzy mu w te w oczy (!)...
    Rozumiem Cię Tyniu i... podziwiam.


    Ania
    --
    ZEZisko...:)))
  • agatak7 23.10.06, 15:35
    Tyniu jesteś wspaniałą matką. Twoje dziecko podziękuje Ci kiedyś za to, że
    umożliwiłaś mi normale życie - życie bez zeza.
    Nie ma na co czekać - im wcześniej podjęta decyzja tym krótsza męka dziecka. A
    zycie z zezem dla takiego malucha to też nie jest prosta sprawa.
    Trzymaj się dzielnie!
    Jesteś wielka:-)

    Pozdrawiam
    Agata
  • lewu 24.10.06, 07:59
    Myślę, że to strach przed ewentualnymi komplikacjami i niewiedza.
    Może właśnie to powstrzymało moich rodziców przed korekcją moich oczu?

    Moja córka niedługo skonczy 2 lata - i wierzcie mi - moim największym
    zmartwieniem w ciąży bło to, czy nie przejmie mojej wady. Na szczęście wszystko
    jest w porządku - wiem jednak, że w przeciwnym wypadku zdecydowałabym się na
    jak najszybszą operację. Tylko ja wiem, ile sił potrzeba było na codzienne 30
    km dojazdy do Warszawy na ćwiczenia - gdy miałam 3,4,5,6 lat... Teraz medycyna
    moze sprawić cuda i jeśli jest taka możliwość, to trzeba z niej korzystać.

    Inna kwestią jest to, że przez te lata zdażyło mi się być "kilka" razy u
    okulisty - i co? I żaden z nich nie zająknął sie o możliwości operacji. Dopiero
    przypadkiem dzięki forum znalazłam potrzebne informacje, jutro jadę na badanie
    i marzę o szybkiej operacji.
  • aniazez 24.10.06, 10:06
    Myślę Tyniu że to nie jest takie proste jak by wyglądało, ty piszesz z pozycji
    mamy której się udało wyleczyć dziecko dość szybko, ale nie ma to raczej związku
    z tym czy decyzja o zabiego była podjęta od razu tylko z tym że on się od razu
    udał. Ja też podjęłam decyzję o zabiegu szybko ale niestety nie przyniósł on
    całkowitego wyleczenia zeza u mojej 5 letniej córeczki. I nastąpił okres
    zalecany przez lekarza czyli czekanie że w miarę wzrostu dziecka nastąpi
    poprawa, gdy takie zalecenie otrzymuje się od lekarza specjalisty z wojewódzkiej
    poradni , doświadczonego to raczej się mu wierzy. Zwłaszcza, że tak naprawdę jak
    się nie ma doświadczenia z tą chorobą i możliwości takiej jak chociażby to forum
    (a jeszcze 5 lat temu mało kto miał dostep do internetu)to nie wie się o zezie
    tyle co teraz. Ja ciągle walczę,córka ma w tej chwili 13 lat, mam wrażenie że
    mimo wszystko zez nie wywarł na niej takiego piętna jak na osobach dorosłych
    które tu piszą, może dlatego że w okularach jest niewidoczny, nigdy nie skarzyła
    sie że ktoś jej z tego powodu dokucza, no i niestety nie wykształciła się u niej
    ta determinacja z jaka można przeczytać walczą tutaj młodzi ludzie o proste
    spojrzenie.
    To moja determinacja jest ciągle niezmienna, żeby ją wyleczyć, żeby uzyskała
    widzenie obuoczne, o którym nie mówił lekarz , a o którym tu sie dowiedziałam.
    Tylko teraz jest trudniej jak za pierwszym razem, bo jestem bogatsza o te
    doświadczenia, informacje nawet z tego forum o powrotach zeza, o wielokrotnych
    próbach, a tego jako matka chciała bym uniknąć, chiałabym żeby ten zabieg który
    nas czeka w październiku był drugi i ostatni. Bo rodzice też ciężko znoszą te
    niepowodzenia, miałaś naprawdę szczęście że tak dobrze udał się zabieg.
    Bardzo ciepło pozdrawiam Ania
  • nawoj29 24.10.06, 13:04
    Cześć, Aniu. Pamiętam Twoją sytuację i życzę powodzenia. Oczywiście, że każda
    sytacja może być inna. Oby było tak, że jedna operacja zmienia wszystko na
    lepsze. Jednak nie zawsze tak jest.
    Rodzice walczą, starają się swoim dzieciom zapewnić dobrą opiekę medyczną.
    Mi udało się wykształcić u dzieci widzenie obuoczne, ale było to okupione
    ciężką pracą - moją i dzieci.
    Będę trzymać kciuki za waszą operację!
  • tynia3 24.10.06, 13:59
    Dziękuję Wam bardzo za odzew i za słowa pochwały ;ppp.

    Bez względu na wszystko chciałabym zauważyć, że nie można pominąć następujących
    spraw:
    -dziś medycyna,a w tym zabiegi usunięcia zeza są o wiele bardziej nowoczesne,
    niż kilka lat temu;
    -niestety, to czy zabieg się uda zależy w dużej mierze od tego, w czyje ręce
    się trafi i na jakiej klasy sprzęcie będzie on przeprowadzany.

    Nasza lekarka operuje zezy różnymi technikami, w zależności od rodzaju wady -
    wiadomo. Już przed zabiegiem gwarantowała, że zez nie wróci a okulary będą
    zbędne. I nie bez znaczenia jest tu fakt, że syn miał 2,5 roku, a nie 3,5, 4, 5
    itd. Zanim jednak do niej trafiliśmy, przewijaliśmy się przez gabinety
    innych "wybitnych", którzy radzili tylko :okularki i czekamy... .

    A tak na marginesie. Mamy w rodzinie zaprzyjaźnionego psychologa dziecięcego.
    Co ciekawe - kategorycznie stwierdza, że aby dziecko zapamiętało prawidłowy
    obraz rzeczywistości, zabieg taki musi być wykonany przed trzecim rokiem życia
    (ma to związek z etapami rozwoju psychofiz., z których pierwszy liczy się od
    poczęcia do 3 r.).
    Każdy zabieg niesie przecież poprawę, a jeśli całkowitą - tym lepiej.

    pzdr serdecznie

    --
    Armia baranów, której przewodzi lew, jest silniejsza od armii lwów prowadzonej
    przez barana. /Napoleon Bonaparte/
  • aneczka42111 24.10.06, 22:24
    Wiem, że pewnie niektóre mamy się ze mną nie zgodzą, ale chciałabym
    powiedzieć, że moim zdaniem ŻADNA NIEWIEDZA NIE MOŻE BYĆ USPRAWIEDLIWIENIEM
    BIERNOŚCI WOBEC CHOROBY. I nie chodzi tu tylko o zeza przecież. Myślę, że
    zezujące siedmio czy ośmiolatek (sama nim kiedyś byłam) to PORAŻKA zarówno
    rodziców jak i słuzby zdrowia w naszym kraju.Niestety, tłumaczenie "nie
    wiedzieliśmy, nikt nam nie powiedział" nie ejst dla mnie wiarygodne. Ja sama
    załatwiłam sprawe swojego zabiegu w ciągu jednego dnia (znając oczywiście już
    wczesniej panią doktor) - moi rodzice nie potrafili tego zrobić przez ok.
    12lat.Nie przeszkadzały im złe wyniki szkolnych bilansów zdrowia (w szkole
    podstawowej i średniej) jeśli chodzi o mój wzrok. Nie wzruszyła też perspektywa
    zamkniętej drogi do wymarzonego zawodu... Zastanówcie się zanim kolejny raz
    przyjmiecie ze stoickim spokojem diagnozę "poczekajmy jeszcze az dorośnie..."

    Ania
    --
    ZEZisko...:)))
  • kaja_01 24.10.06, 20:02
    Ja również byłam ofiarą "czekania". I pewnie do teraz by tak bylo, gdyby nie to że wzięłam sprawy w swoje ręce..i oczywiście gdyby nie to forum.To dzięki niemu dowiedziałam się o możliwosci operacji zeza w moim i starszym wieku. Poza tym kiedy byłam młodsza, mój zez nie przeszkadzał mi.Taka determinacja przyszła z czasem, postanowiłam coś z tym zrobić. Wcześniej chodziłam od "specjalisty" do "specjalisty", i słyszałam tylko zdawkowe: "już nic nie da się zrobić, poza tym po co operować skoro oko jest niedowidzące?" i powoli zaczynałam w to wierzyć. Drugą opcją było wykonywanie ćwiczeń, i zaklejanie oka, których jako małe dziecko( jak każde dziecko) nie chciałam wykonywać,tym bardziej że nie było to łatwe,a nie przynosiło efektów. Jednak nie poddałam się, dziś już jestem tydzień po zabiegu i nie żałuję żadnej związanej z nim decyzji.
    Tyniu wspaniale, że zrobiłas wszystko żeby Twoje dziecko miało możliwie zdrowe oczka.Podziwiam, za walkę determinację i.. odwagę. Moi rodzice też próbowali, ale bali się porażki i że kiedyś bede miała im za złe jakies niepowodzenie. Do żadnego takiego jednak nie doszło, teraz jestem pełonletnia i w pełni decyduje o tym co robię. Obawy z ich strony jednak pozostały, lecz rozumieją i wspierają mnie na każdym kroku w drodze do mojego szczęścia.Za co bardzo im dziękuję. Twoje dziecko też napewno będzie Ci kiedyś bardzo wdzięczne..ściskam cieplutko.
  • aniazez 25.10.06, 10:43
    Bardzo dziękuję Tyni i Nawoj za ciepłe słowa, żeby uściślić swoją wypowiedź
    dodam tylko że moja córka do 3 roku życia widziała prawidłowo, dopiero wykonany
    w tym czasie zabieg na przepuklinę pachwinową ( wina narkozy, stresu, ukrytej
    wady)spowodował że u dziecka nagle oczy zaczęły zezować. Gdy tylko się
    zorientowałam podjęłam leczenie natychmiast, nie czekałam. Wtedy wydawało mi się
    to wszystko kwestią paru miesięcy kiedy oczy wrócą na swoje miejsce ale tak sie
    niestety nie stało. Leczyłam dziecko w poradni specjalistycznej, jestem z
    Wrocławia u najlepszej specjalistki (jej nazwisko pojawiło sie to na forum jako
    polecane)i nie miałam podstaw wątpić w to co mówi lekarz z dużym doświadczeniem.
    Teraz córka od roku nosi pryzmaty, wyprawy do Szczecina co 2 miesiące, trzy
    pobyty w szpitalu przez ten rok, podejście do zabiegu nieudane, bo ciągle
    jeszcze nie łapie widzenia obuocznego co tam jest podstawą do zabiegu.
    W tym miejscu parę słów do dzieci mających żal do rodziców.
    Wydaje mi się że, ocena jaka wystawiają niektórzy rodzicom za próby wyleczenia
    ich z zeza jest czasami niezbyt sprawiedliwa. Często nie biorą pod uwagę jak
    wielkim lękiem przed podjęciem niewłaściwej decyzji są obarczeni,przecież
    decyzja o zabiegu może także okazać się błędem. Ja żałuję na przykład że sie
    dałam namówić na zabieg przepukliny, bo przez niego wywołał sie zez u mojego
    dziecka gdybym poczekała jeszcze może nie było by takich następstw.
    To co się czuje gdy za dzieckiem zamykają się drzwi sali operacyjnej jest trudne
    do opisania, wiem bo przeszłam przez to juz dwa razy a z gwarancjami jak widać
    tez jest różnie, jedno można naprawić inne zepsuć, tak naprawdę może sie zdarzyć
    wszystko.
    Ja bardzo bym chciała, żeby ta która czzeka moje dziecko była juz ostatnia,
    wierzę że tak będzie. Pozdrawiam. Ania

  • nawoj29 25.10.06, 18:35
    Aniu, dobrze rozumiem odczucia matki. Myślę, że niektóre dzieci to zrozumieją,
    gdy same będą matkami. Perspektywa widzenia się zmienia. Ale też nie wszystkie
    dzieci mają pretensje do rodziców o to, czy o tamto. Może twoje dziecko ci
    podziękuje?
    Bądź dobrej myśli, ćwicz to widzenie obuoczne. Może czekający was zabieg
    przyspieszy całą sytuację. Nie znam metody Szczecina, bo ja jeżdżę do dr.
    Wójcik w Krakowie. Każdy ośrodek oczywiście chwali swoje metody.
    Ostatnio był tam tata z dziewczynką, u której pani dr. Wójcik też kazała czekać
    z operacją. Przed zabiegiem konsultowała przypadek z lekarzami z USA, w końcu
    ona ma duże znajomych z różnych konferencji. Tata z dzieckiem był już po
    zabiegu, córcia w wieku chyba 9 lat i wszystko wyglądało dobrze i z perspektywą
    braku konieczności powtarzania zabiegu.
    U moich dzieci jedno miało zabieg, drugie miało zlecone zasłanianie oka przez
    pewnien czas. Dzięki temu pozbyło się niedowidzenia. Oboje ćwiczenia ortopt. i
    uzyskali widzenie obuoczne. Obecnie dr. Wójcik zdecydowanie odradza zabieg,
    więc myślę, że wie, co robi.
    Powodzenia.
    Przy okazji powodzenia wszystkim matkom, dzieciom i dorosłym!
  • annarut 30.11.06, 09:36
    Witam,
    też jestem mamą, która zmaga się z zezem u swojej córci. Basia ma 17 miesięcy i
    od urodzenia zeza naprzemiennego zbieżnego. Prawdę powiedziawszy, od lekarzy
    dowiedziałam się, że operacja raczej będzie miała efekt kosmetyczny, a mi tak
    naprawdę zależy ogromnie na tym, by Basia widziała prawidłowo obuocznie.
    Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się na pryzmaty. Byliśmy już w Szczecinie (piszę
    o tym w wątku "Pierwsza wizyta w Szczecinie") i teraz czekamy za okularkami z
    pryzmatami. Nawoj, bardzo proszę, napisz jak udało Ci się nauczyć swoje dzieci
    prawidłowo widzieć obuocznie? Jak duże/małe wtedy były? Z jakim zezem
    walczyłaś? Będę wdzięczna za wszelkie sugestie... Pozdrawiam gorąco wszystkie
    Mamy z ich rozterkami i dylematami!!!
  • malinowa14 25.10.06, 11:21
    Hej, jestem tu pierwszy raz. Jestem w podobnej sytuacji, jak wiekszosc tu
    zagladających- mam zeza. mam 20 lat i zaczelam zezowac w wieku 3 lat. Rodzice
    chodzili ze mna od lekarza do lekarza i osze okulary od kiedy tylko pamietam...
    a wlascciwie, to nie pamietam zebym ich nie nosila ;( Operacje przeszlam w
    wieku 14 lat. mam na tyle slabe miesnei oka ze efekt nie byl trwaly, Na
    poczatku oczywiscie kat zeza zmniejszyl sie, ale teraz jest troszke gorzej.
    Zauwazylam tez ze ostrosc widzenia sie pogorszyla ;( Ciagle zadaje sobie
    pytanie, dlaczego nikt z okulistow nie wyslal mnie w dziecinstwie na
    zabieg...?! Oprocz tego, ze Estetycznie wyglaga to nie tak jak bym tego teraz
    chciala, to mam problemy ze soba- ciezko mi jest nawiazac nowe znajomosci,
    kontakty z l;udzmi, bo duzo osob patrzy na mnie jak na Cos dziwnego,
    innego,...gorszego...? Zez przeszkadza mi w wielu sprawach, w udzielaniu sie na
    uczelni, w zyciu prywatnym... nie dlatego, ze wstydze sie tego, lecz dlatego,
    ze moja osobowosc juz sie tak przez ta nieszczesna wade uksztaltowala i pewnym
    rzezcy nie zmienie ;( Ciezko zmienic brak pewnosci siebie, unikanie kontaktu
    wzrokowego, z facetami szczegolnie....... Eh, co bede narzekac...? Powiem
    tylko,ze tez zadaje sobie, Wam, lekarzom pytanie o to, DLACZEGO ZABIEGI TO
    OSTATECZNOSC?
    Smutna...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka