Gazeta.pl   Forum   Prywatne   Zdrowie   ZEZ isko   Byłam z Basią...

Byłam z Basią...

Autor: annarut 28.02.07, 11:39
Oto ciąg dalszy relacji z naszej walki z Basinym zezem.
Po pierwsze, byłam z Basią w Szczecinie, pani doktor obejrzała okularki,
sprawdziła Basi oczka, stwierdziła, że są dobrze dobrane i ... opierniczyła
mnie, że Basia ich nie nosi... Łatwo jej powiedzieć... Ale fakt, że
zmobilizowała mnie do większej stanowczości, na Baśkę ostro wsiadła,
przywiązała jej bandaż do oprawek, zawiązała na supełek i... od tego dnia Basia
nosi okulary przez cały dzień!!!!!!!!!!!! Sama nie mogę w to uwierzyć. Rzecz
jasna, czasami mnie testuje i sprawdza, co Mama zrobi, jak je zdejmie, ale Mama
jest uparta i na nowo zakłada... Jestem - prawdę powiedziawszy - w ciężkim
szoku. I to już tak 2 tygodnie. Widzi chyba dobrze, bo nie ma żadnych problemów
z trafianiem do celu, chwytaniem zabawek czy chodzeniem.
Po drugie, za radą wielu z Was, pojechałam z Basią do dr Wójcik, aby i ona
Basię zdiagnozowała. Dr potwierdziła stan oczu Basi i dała skierowanie na
zabieg... Ona twierdzi, że żadne okulary tu nie pomogą i szkoda Basię nimi
męczyć. Trzeba operować - najpierw jedno oko, ale to chyba nie wystarczy, bo
kąt zeza jest duży.
No i mamy problem. Niestety, na moje pytania o to, dlaczego jedna metoda jest
lepsza niż druga (u obu lekarek) nie uzyskałam odpowiedzi, stopień irytacji dr
się zdecydowanie powiększał i słyszałam coś z stylu: ja leczę tak, ale
oczywiście może Pani iść gdzieś indziej...
Szlag mnie trafia, jak przypomnę sobie obie wizyty... Pytanie retoryczne -
dlaczego lekarze nie potrafią zdobyć się na jako taki obiektywizm i przedstawić
swoje racje, tylko od razu się wkurzają na pacjentów. Kurka, płaci się za
poradę, a otrzymuje opierd...
No i coś jeszcze a'propos wizyty u dr Wójcik. Umówieni byliśmy na 16 w
poniedziałek, my jesteśmy z Poznania, więc jechaliśmy już w niedzielę do
znajomych koło Opola i w poniedziałek rano do Krakowa (wszyscy rodzice dobrze
wiedzą, jak dzieciaki znoszą długie podróże). Punkt 16 byliśmy w gabinecie a
tam - po prostu masakra, ciemno od ludzi, nie mieścili się w gabinecie, stali
na klatce schodowej, na schcdach, wychodzili, by za godzinę przyjść ponownie...
Tragedia. Sami po zmuszeniu pani pielęgniarki, by nam powiedziała, kiedy
prawdopodobnie będziemy przyjęci, poszliśmy na spacer i wróciliśmy o 18. A tam
znowu to samo... Masakra... Po moich ostrych interwencjach, zakończonych wręcz
krzykiem i awanturą dr przyjęła nas około 19:15, potem kropelki, przerwa...
Wychodziliśmy stamtąd po 20, Basia wykończona i zapłakana, ja - roztrzęsiona i
ze łzami w oczach, mój mąż - wkurzony i przeklinający. Warunki skandaliczne.
Mimo tego, że rozumiem, że dr chce pomóc wielu osobom, no to bez przesady...
Nie wiem, do której ludzie tam u niej siedzili... My w każdym razie w auto i do
Poznania.
Co zrobię - nie wiem, dałam sobie jeszcze czas do końca tygodnia, aby ze
spokojem się zastanowić i to wszystko rozważyć. Póki co okularki Basi zakładam.
Myślałam, że po tych wizytach będę mądrzejsza... A jestem jeszcze bardziej
niepewna...
Życzcie mi mądrej decyzji...
Ania
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie (1-100)
przejdź do: 1-100 101-142
(101-142)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.