Dodaj do ulubionych

partner- rozumie czy tylko udaje?

17.06.04, 13:07
Mój mąż mnie kocha i raczej chce mieć dzieci, ale mam wrażenie ze tak do
końca nie rozumie mnie i tego leku, tego uczucia bycia dziwolągiem. Troche
mnie krępuje opowiadanie mu o tym ze mam za duzo testosteronu:-(. To straszne
znamy sie tyle lat rozmawiamy o wszytskim ale tu akurat nie potrafie, czy
nie powstanie w jego głowie myśl ze nie jestem kobieca...?
Jak to u Was wyglada?
Edytor zaawansowany
  • karolinach3 17.06.04, 14:02
    No Słońce Ty moje!!!!!!
    Ile czasu się znacie??
    widział Cie kiedys z niewydepilowanymi nóżkami (a własnie masz z nadmirem
    problem??)??
    Posłuchaj... wlasnie się z Tobą ożenil... Przy świadkach powiedział że Cie
    kocha i ze z Toba bedzie ;) a wiedzial jaki towar bierze ;) Ja jestem z moim
    męzem 9 lat w sumie, przed ślubem nie istaniły zadne problemy z włosami,
    nadwagą, hormonami.... potem zaistniały i może mam jakiś wyjątek obok siebie,
    ale w jego oczach widzę ze nadal mu się podobam.codziennie mówi mi że jestem
    piękna, że pełna seksu ;) poza tym kochanie kobiety z dużym testostronem tez
    mogą być kobiece :) mimo wszystkich moich mankamentów urodowych wynikajacych z
    pco - bardzo czesto słysze od meżczyzn ze jestem bardzo zmysłowa - a przeciez
    oni mnie nie kochaja ;) wiec jesli Twoj mąz Cie kocha, a tak jest to tym
    bardziej ... poza tym cóż - być może on Cie nie do końca rozumie - bo przeciez
    nie zrozumie nas nawet druga kobieta jesli sama nie ma pco ;) ale powinien byc
    chyba świadom Twojej choroby i jej skutków ... sa dwie szkoly - ukrywac, nie
    rozmawiac, zeby sie czasem tym nie przestarszyl ;) albo mówic otwarcie,
    zaangazowac go w to ;) teraz jak o tym mysle to ja chyba z moim mężem
    przekroczyłam wszystki granice, bo to on ostatnio zaproponowal zebym sie nie
    męczyła sama w łazience- że wydepiluje mi woskiem nogi- a sama pewnie wiesz ze
    to nic apetycznego;) wiec jesli robi to wszystko i nadal mnie kocha i pożąda -
    to znaczy że mężczyzni moga to zaakceptowac i nadal uwazac nas za kobiece ;)
    hmmmm moze powinnam to wszytko napisac wprost na maila??;)
  • pco 17.06.04, 18:54
    Przedewszystkim nie jestes dziwolagiem !!!! Organizm ludzki jakkolwiek to
    wspaniala nieprawdopodobna konstrukcja jednak nie perfekcyjna niestety :-(
    Kazdemu zdaza sie choroba mniejsza czy wieksza taka czy inna. Dawno minely
    czasy pokazywania w cyrku "kobiety z broda". Wyobraz sobie sytuacje ze to Twoj
    maz jest chory wydawalby ci sie dziwolagiem, czy stanelabys przy nim i starala
    sie pomoc? On tez na pewno bedzie cie wspieral pomimo ze moze nie pojmie do
    konca co to wlasciwie sa chormony jakie powinny byc ich wartosci i co sie
    dzieje jesli jest takowego wiecej.

    U nas bylo tak ze OBOJE staralismy sie o dziecko. To bylo najwazniejsze. Razem
    jezdzilismy do klinik, bez marudzenia wykonywal swoje badania (plemniczki)
    wysluchiwal moich zalow ze ciagle nic i nic, pocieszal, znal wyniki badan
    ale.... nic z tego nie rozumial :-o . Dla niego wyniki byly albo zle albo ok -
    koniec kropka. Jak sa ok to super , jak sa kiepskie to trzeba sie leczyc.
    Wyniki badan mowilam na zasadzie tego za malo tamtego za duzo, bez wnikania
    ktory chormon na co dziala, chyba ze pytal wtedy wyjasnialam - watpie jednak
    zeby pamietal to przez dluzszy czas. Dla niego bylo czarne i biale, nie widzial
    tych wszystkich odcieni szarosci ktore ja widzialam.
    Co do wygladu (mam niewielki ale jednak problem z nadmiernym owlosieniem i
    nadwage). Nadwaga - widzialy galy co braly, mialam ja kiedy sie poznalismy
    kiedy sie pobieralismy i mam do teraz - chyba stracilabym do niego szacunek
    gdyby w tej chwili zaczol wzdychac dlaczego nie mam figury modelki wrrr nadwage
    nadrabiam tym ze zawsze staram sie byc zadbana (czyste nieprzetluszczone wlosy
    zadbana skora, dlonie, paznokcie, dobrane ciuchy, lekki zapach perfum).
    Z wloskow, jak i dlaczego rosna mu sie nie spowiadam - wychodzac z zalozenia ze
    o ile palcem nie pokaze to nie zobaczy (tak, mam kompleksy na tym punkcie). Wie
    ze chodze na depilacje wasika (ba, kilka razy siedzial i czekal na mnie u
    kosmetyczki) ale chyba nigdy sie nad tym glebiej nie zastanowil a ja nie ciagne
    tematu.

    ufff ale nadrukowalam ;o)
  • justynek13 18.06.04, 09:46
    dziewczęta!!!
    Jesteście kochane!!! dziękuje!!! to co napisałyście jest takie ciepłe, az brak
    mi słów zeby podziękować.
    Zrobiło mi sie dziwnie ostatnio, bardzo prykro po pewnej sytuacji. Moja gin
    zapowiedziała że pierwsze 4 miesiące ciązy bede musiała byc na L4 i ogólnie
    bardzo uważac. Bardzo się tym przejęłam, opowiadałam mu o tym. kilka dni temu
    rozmawialiśmy o wakacjach i powiedzialam ze musimy jechac koniecznie w tym roku
    bo w przyszłym moze bedziemy juz w ciązy, on oczywiście zdziwiony spytal i co z
    tego?? On nie zauwaza jakby że jest jakis problem, chyba mysli ze ja
    wyolbrzymiam sprawę. Nie wiem może będzie wszystko OK i będe śmigać z
    brzuszkiem po gorach , a moze nie. On nie dopuszcza mysli że może byc cos nie
    tak i boje sie jak sobie poradzi jesli cos nie pojdzie dobrze czy bedzie
    wsparciem dla mnie. Jej ale sie nażaliłam, dzięki ze jesteście, buziaki
  • karolinach3 18.06.04, 10:22
    Justynko! a ja mysle ze on sie "naprawi" ;) jak juz sytaucja zaistnieje to
    stanie na wysokosci zadania;) a ze uwaza ze wyolbrzymiasz to pewne;) oni tak
    maja faceci- zawsze myslą ze przesadzamy i ... czasami maja racje co przyznaje
    bardzo niechetnie;) hmmm ale zastanawia mnie to lezenie przez 4 miesiac moja
    gin nigdy o tym nie wspomniala, ale moze dlatego ze na razie nie rozmawialysmy
    o zachodzeniu:)
  • justynek13 18.06.04, 11:16
    jesli chodzi o te 4 miesiace to nie było mowy o lezeniu, tylko jak to gin mi
    tłumaczyła nie moge pracowac, bo musze na siebie uwazac, np jak nagle zachce mi
    sie spac, mam spac, jak lezakowac to lezakowac,jak spacerowac to spacerowac, no
    i zero stresu bo podnosci prolaktyne, a pracę mam stresująca. do tego hormony
    na podtrzymanie. Po 4 miesiacach gdy wytworzy sie łozysko i przejmie funkcje
    produkcji hormonów powinno byc OK. Nie chcę nawet myslec o wersji z lezeniem
    non stop brrrr, tragedia
    no i przyznaję równie niechętnie że czasem przesadzam i panikuje, zwłaszcza na
    początku tak bylo pelna zalamka.
  • karolinach3 18.06.04, 13:14
    jezu to dobrze ze nie lezenie bo ja mam problem z siedzeniem przez godzine a co
    dopiero z lezeniem przez 4 m-ce;) poradzimy sobie ze wszystkim Justynko ;) mam
    akurat wyz emocjonalny i mysle sobie - jakie nasze zycie bylo by nudno-banalne
    gdyby nie nasza pcowa wyjatkowosc;)
  • pco 18.06.04, 17:40
    justynek - nie martw sie przed czasem bo takie gdybanie to jak trucizna bleee

    Jesli (podkreslam jesli) bedziesz musiala byc na L4 - to co taka tragedia?
    Odpoczniesz sobie ,przyzwyczaisz do tego ze w ciazy jestes i o ile nic sei nie
    bedzie dzialo niedobrego po 12 tyg wrocisz do pracy. Jednak gro dziewczyn
    pracuje, wiec nie jest powiedziane ze akurat Ty bedziesz miala na tyle powazne
    problemy zeby byc na zwolnieniu. Zreszta wierz mi ma poczatku ciazy kiedy
    chcialo mi sie na zmiane spac i rzygac nawet nie pomyslam o szkole czy pracy -
    najwazniejsza bylam ja i utrzymanie fasolki.
    Nie zakladaj z gory ze bedziesz miala trudna ciaze!!! Troche za bardzo wzielas
    do seibie slowa doktora - skoncentruj sei na chwili obecnej - nie przewidzisz
    przyszlosci wiec po co katowac sie jej czarnymi scenariuszami?

    Justynek wiecej optymizmu i usmiech na buzie - ale juz!!!!

    A o facetach - nie slyszalas ze oni sa z Marsa? Moj jako tako pojol ze w moim
    brzuchu rosnie dzidzia na usg, w 18tc, kiedy widzial podskakujaca dzidzie i
    doktor pokazal mu paluchem na monitorze " - to tutaj to nozki, glowka ,
    kregoslop itd" I choc mowi ze "ciaza to nie choroba", widac wyraznie ze nie
    jest o tym przekonany - zwlaszcza teraz, kiedy moj brzuch osiagnol rozmiary
    godne 9 mies ciazy ;-)

    Jestem pewna ze wybralas na pana mlodego super faceta ;-) miej wiecej wiary w
    niego :-)
    Lepiej ze jest taki niz gdyby zaczol razem z Toba budowac strach " ojjojooj co
    to bedzie gdy...." Placz mu w rekaw - jesli potrzebujesz, kaz sie przytulac,
    kaz sie pocieszac (jednak wczesniej wytlumacz mu dlaczego ma cie pocieszac,
    faceci czasami nie widza nawet problemu tam gdzie dla nas jest juz tragedia).
    Facet moze byc wspanialym partnerem, przyjacielem, podpora, mezem, ojcem ....
    ale nigdy nie bedzie jasnowidzem (zwlaszcza jesli chodzi o kobieca psychike),
    tutaj trzeba im pomoc, naprowadzic.

    Cmook!

    ps ja jeszcze w maju latalam po gorach
    www.home.no/lucy/images/photo/01.05.04%20030.jpg
    teraz moj polowek najchetniej zabieral by mnie na spacery do parku....
    przyszpitalnego ;-))))) panicznie boi sie ze zaczne rodzic i on bedzie musial
    sam odebrac porod (za duzo filmow sie naogladal!)
  • justynek13 18.06.04, 19:03
    wow!!!! ale zarąbiste brzucho!!! ZAZDROSZCZE CI !!! no i juz sie usmiecham:-)))
  • iwtryf 23.10.04, 00:38
    sprawa z partnerem - moze byc trudna - w szczegolnosci wtedy kiedy sie wie, ze
    ma sie pco i dopiero co sie kogos poznaje - pytanie kiedy mu to powiedziec -
    jesli od razu to pomysli, ze ma przed soba kretynke ktora o kazdej nowej
    znajomosci mysli powaznie, jesli potem poczuje sie moze oszukany.. - bo juz sie
    zaangazuje, a nieplodnosc to istotna sprawa w zwiazku.
    - to bylo tak a propos calego wywodu jaki przeczytalam o partnerach ;-)
    natomiast jest jedna sprawa z ktora sie nie zgadzam z Toba -

    "Nie zakladaj z gory, ze bedziesz miala ciezka ciaze"

    - niby pozytywne myslenie jest najwazniejsze, jednak trzeba miec swiadomosc, ze
    kobiety z pcos zaliczane sa do kobiet, ktore najczesciej maja tzw. poronienia
    nawykowe.

    i niestety - trzeba byc przygotowanym na najgorsze, ale spodziewac sie
    najlepszego (albo odwrotnie, nie pamietam..)

    ale spodziewajac sie najlepszego mam nadzieje, ze brzuszek jest juz pokazny ;-)
  • klkropka 23.10.04, 12:06
    witajcie,
    lekarz stwierdził na 95% PCOS teraz jestem w trakcie diagnozowania. nie
    jesteśmy małżeństwem ale jesteśmy razem juz 5 lat. po tej wizycie powiedziałam
    mu jakia jest opinia lekarza i że czeka mnie wiele badań w celu potwierdzenia
    diagnozy. muszę powiedzieć że podszedł do tego bezuczuciowo i było i jest mi
    smutno i przykro że póki co nie mam w nim oparcia. nie wiem czy się czegoś boi?
    minął miesiąc i nadszedł dzień pierwszych badań. byłam okropnie przestraszona i
    niepewna co będzie. cały dzień byłam w szpitalu (dodam, że była to moja
    pierwsza wizyta w szpitalu w życiu), różne badania, wywiady, czekanie, nerwy i
    niepewność. ale dzień ninął wróciłam a on nawet nie zapytał jak sie czuję?
    strasznie to zabolało. następnego dnia coś tam zaczął ale bardzo
    powierzchownie. przepraszam, że tak się rozpisuję ale jest to bardzo trudne,
    pewnie dla was czas kiedy pierwszy raz usłyszałyście diagnozę też nie był
    łatwy.
    przeglądam książki, artykuły, zaglądam na forum i czytam aby poznac tą chorobę
    i jakoś się z nią zaprzyjaźnić, jednak robię to sama. daję mu czas aby i on się
    z tym oswoił ale póki co jest mi bardzo smutno, że nie ma go wtedy kiedy
    naprawdę go potrzebuję.
    pozdrawiam wszystkie pco-wiczki
  • justynek13 24.10.04, 17:30
    tylko tu na forum znalazlam zrozumienie, zapraszamy
  • mj77 25.10.04, 08:03
    faktycznie musi być ciężko, jeśli nie masz oparcia w ukochanej osobie. postaraj
    się z nim rozmawiać jak najwięcej. nie czekaj, aż sam zacznie rozmowę, to Ty
    wyjdź do niego. na pewno dla Was obojga to nowa sytuacja, każdy przeżywa to na
    swój sposób. On może akurat tak, może musi się z tym wsyztskim pogodzić.
    tak ja myślę, spokojnie cierpliwie z nim porozmawiaj. Jemu jest ciężko, ale
    Tobie wcale nie łatwiej. kocha Cie, więc musi Cię zrozumieć.
  • justynek13 25.10.04, 08:33
    moj maz powiedział: przestań w kółko o tym gadać
    :-((((
  • anettebb 25.10.04, 10:37
    hej hej, myslę że nie powinnaś się zamartwiać....Twój mąż z pewnością Cię
    kocha...znacie się juz długo więc jest świadomy swojego wyboru....Mzđl także że
    mąż Cię rozumie choć tego nie okazuje...prawdopodobnie jest tak samo przejęty
    PCO jak i TY...mężczyzni zazwyczaj szukaja najprostszego rozwiązania na dany
    problem a w tym wypadku nie ma prostego rozwiązania i byc może włąsnie to
    Twojego męża przeraża i dusi w sobie swoją niemoc czyli to że nie może Ci pomóc
    od razu, nie może sprawić byś się nie martwiła i byś była szczęśliwa na 100%
    jako kobieta....poza tym Moja Droga dlaczego określasz siebie jako
    dziwoląg?...NIE JESTEŚ DZIWOLĄGIEM!!....i prosze Cię uwierz w siebie!!!...wiem
    że nie jest to łatwe w obliczu PCO, ale jeśli się załamiesz to co Ci
    pozostanie....ciesz się z tego kim Jesteś i co już w życiu osiągnęłaś...myśl
    pozytywnie....bo tylko w ten sposób możesz przejść przez życie i być
    szczęśliwa....ja tez mam PCO...dowiedziałam się o tym trzy lata temu...kiedy
    gin wysłała mnie na badania do szpitala...pamiętam doskonale moment kiedy
    lekarze oznajmili mi na co choruję i co to może oznaczać...zabrzmiało to jak
    wyrok i łzy same cisneły się do oczu...wybiegłam stamtąd i poryczałam się na
    korytarzu...świat na chwilę się zawalił...ale na drugi dzień poszłam do mojej
    gin i ta podniosła mnie na duchu...później przeprowadziłam się do innego mista
    i nowa gin poraziła mnie swoją niewiedza na temat PCO..wysłała mnie na USG i
    stwierdziłą że tutaj nie widać PCO...ręce mi opadły...najważniejsze to znaleźć
    dobrego specjalistę i pod jego okiem rozpocząć starania o dzidziusia i wierzyć
    że się uda...obecnie jestem świeżo upieczoną mężatką...znamy się już o d pieciu
    lat i o PCO powiedziałam mężowi kiedy miesiąc po badaniach w szpitalu...mama
    doradzała mi żeby nie mówić bo się wystraszy, ale ja zdecydowałam się
    powiedzieć żeby potem nikt nie miał do nikogo pretensji o zatajenie
    czegokolwiek...i od tej pory mówię otwarcie o PCO....mam kłopoty z utrzymaniem
    wagi...przytyłam 15 kg...chudnę i tyję...co mnie bardzo stresuje....w przyszłym
    roku planujemy rozpocząc starania o dzidziusia...mam nadzieję że wszystko
    bedzie ok i tylko tak staram się myśleć....a jesli bedą problemy to myslę że
    nie pozostanę z nimi sama i bede miała komu się wypłakać i pożalić a
    jednoczesnie usłyszę słowa otuchy...dwa dni temu znalazłam to forum i
    powiedziałm o nim mężowi....wczoraj powiedział mi że przeczytał większość
    Waszych listów i przeraził się tym jak wiele problemów może być przy
    PCO...myślę jednak że to dobry znak...bo zna mój lęk i jednoczesnie wierzy że
    moze nie bedzie tak źle:)))....kończe już bo chyba za bardzo się
    rozpisałam...pozdrawiam serdecznie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka