Dodaj do ulubionych

może jestem niedojrzała ale....

21.10.04, 12:31
mysle że nie dojrzałam jeszcze do macierzyństwa
a to dlatego ze boje sie rozstepów, tycia, utraty pracy, obwisłego biustu,
zniesmaczonego męża , monotematycznosci, braku pieniędzy, braku czasu,
braku "swojego"życia, bólu rodzenia, nacięcia krocza, szwów, nieprzespanych
nocy, braku imprez
BOJE SIĘ!!!!!!!
a mimo to mysle ze nie chce zyc we dwoje, że pragne dziecka tylko moze
jeszcze nie teraz
i co?
i PCO!
los mnie zmusza do podjecia decyzji za szybko bo potem moze byc za pozno.
mam ponad 27 lat
gdybym byla zdrowa moglabym poczekac jesze 2-3 lata nabrac pewnosci
ale nie jestem
i musze sie tak strasznie bac
i nie ma obok mnie nikogo kto zrozumie albo choc popchnie ku jakiejs
decyzji...
Edytor zaawansowany
  • mj77 21.10.04, 13:01
    Zastanów się przede wszystkim o co Ci chodzi, czego oczekujesz od życia.
    Hmm, myślę, że prawie wszystkie się tego boimy. Też myślę, że odpowiedzialność
    tylko za siebie jest fajna. Można poimprezować, jest full czasu, więcej
    pieniędzy itd, same plusy. Jasne, że te wszystkie rozstępy, nacięcia krocza,
    ból rodzenia (można wziąć jakieś znieczulenie, albo, co jest teraz modne,
    zrobić cesarkę) odstraszają. Ale to wszystko na pewno zrekompensuje Ci uśmiech
    Twojego dziecka, którego tyle czasu nosiłaś pod sercem i które jest połączeniem
    Ciebie i Twojego ukochanego. To jest przecież piękne! Inną sprawą jest utrata
    pracy. Ja tez mam wiele wątpliwości, ale ja akurat mam wspaniałego szefa. Sam
    namawia, żeby się starać, bo rodzina to najpiękniejsza rzecz na świecie. I
    zapewnia, że w pracy wszystko załatwimy tak jak należy. Też szkoda mi tych
    straconych rzeczy związanych z narodzinami, o których piszesz. Ale staram się o
    tym tak nie myśleć. Nie chcę myśleć, że dziecko to zakończenie czegoś dobrego.
    To chyba początek czegoś pięknego. Wiem, że nie mogę odkładać poczęcia dziecka.
    Mam 27 lat, też PCO, staram się dopiero pierwszy miesiąc, ale nie wiadomo, jak
    to nam się życie ułoży. Też wolałabym jeszcze poczekać, ale co, jesli później
    zabraknie mi czasu? Będę żałować. Pomyśl sobie, że już się wyszalałaś. Chcoaiż
    z drugiej strony, jeśli zdecydujesz się na dziecko na siłę, to chyba tez nie ma
    sensu.
    W każdym razie wiedz, że każda z nas przeżywa to samo. A i tak myślę, że jest
    pięknie, jak jest maleństwo. Trzymaj się, będę trzymać kciuki, żebyś podjęła
    słuszną decyzję.
    Pozdrawiam
  • justynek13 21.10.04, 13:34
    cos we mnie mówi ze chce takie cos co ja nazywam zwierzęciem,
    to jest poza mozliwościa logicznego rozumowania ,
    takie pierwotne pragnienie(i teraz uwaga) nie potomka a bycia w ciązy, czy ja
    jestem normalna?
    logicznie to ja sie wypowiedzialam w pierwszym wywnętrznieniu a teraz pisze o
    czyms niezidentyfikowanym co każe mi na przekór strachom i oporom męża walczyc
    o fasolkę
  • dazzle 21.10.04, 14:14
    Justynka, czujemy to samo! Czuć jak rośnie w nas człowieczek, jak bolą piersi,
    jak rośnie brzuch, czuć pierwsze ruchy dziecka - w nas! Fizyczność ciąży...
    Wiesz, myślę, że jest to świetny początek. Potem będziesz chciała czuć dziecko
    przy piersi, a potem... jak już powąchasz jak pachnie Twoje dziecko, jak
    pierwszy raz poczujesz jego ciężąr w ramionach... potem będziesz chciała
    potomka. Wierzę w to. Wierzę naprawdę.
  • justynek13 21.10.04, 14:36
    dzieki bogu ze jesteś!!!
    ze mnie rozumiesz
    masz duzo racji mysle ze dorosne przez te 9 miesięcy do bycia matką
  • mj77 21.10.04, 14:21
    bycia w ciąży? dlaczego? bo będziesz bardziej kobieca, zauważana, otoczona
    troską? jeśli tak, to troche egoistyczne podejście, bo narodzi sie dzieciaczek.
    I co? przestaniesz byc w ciąży. Wydaje mi się, że wiele dziewczyn nie potrafi
    sobie wyobrazić, jak to będzie żyć z potomkiem. Może daj sobie jeszcze trochę
    czasu, odpocznij od myśli o ciąży. Przede wszystkim dogadaj sie z mężem w tej
    sprawie. Dobrze byłoby, gdybyście byli jednomyślni. I żebyś pragnęła również
    dziecka, a nie tylko ciąży. Może jeszcze nie jesteś gotowa.
  • justynek13 21.10.04, 14:34
    no własnie nie jestem!!! i własnie dlatego sie boje bo nie jestem gotowa a moja
    lekarz ponagla nie ma czasu nie ma czasu
    to nie tak ze niechce dziecka
    ja chce tylko nie jestem gotowa
    a czas ucieka
  • mj77 21.10.04, 14:50
    pierwsze, co przyszło mi na myśl, to zmień lekarza, ale mam świadomość, że gin-
    endo jest i tak niewielu. Nie bardzo jest w czym wybierać. Po Twoich
    wypowiedziach (też na niepłodności) wydaje mi się, że za bardzo o tym myślisz.
    Usiądź spokojnie, dogadaj się najpierw sama ze sobą. Znajdź plusy i minusy
    każdej strony i zdecyduj. Nie panikuj i nie denerwuj się.
    Dla mnie też ten tydzień wlecze się niesamowicie. W sobotę albo w niedzielę
    robię sobie test ciążowy. I do tej pory, cały czas i na pewno będzie tak długo,
    mam szereg wątpliwości. Z jednej strony już chcę, a z drugiej wiem, że jak
    wyjdą dwie kreski, to już na zawsze zmieni sie moje życie.
    Nie martw się, jakoś to się wszystko ułoży. Naprawdę uważam, że musisz
    spokojnie do sprawy podejść. Żaden lekarz nie zmusi Cię do niczego, jeśli nie
    będziesz tego chciała, nieważne co mówi.
  • dazzle 21.10.04, 14:48
    MJ77, mam młodszego od siebie męża. Zanim on dojrzeje do bycia ojcem, mój czas
    może minąć bezpowrotnie. Dogadanie się z facetem w takiej sprawie to często po
    prostu postawienie go przed faktem dokonanym - bo co tu gdybać "a jak by to
    było, gdybyś został ojcem"? Oni myślą inaczej, mniej spekulują, operują
    faktami. Nie namawiam Justynka13 do bycia nielojalną w stos. do męża, ale też
    nie wierzę w sytuację idealną, kiedy to mężczyzna chce i pragnie dziecka równie
    mocno jak kobieta. Mężczyzna zostaje ojcem w chwili, kiedy złapie z dzieckiem
    kontakt - to może być w chwili, gdy poczuje pierwsze ruchy, ale też w momencie
    przecięcia pępowiny, ale także (tak!) dopiero, gdy dziecko zaczyna na niego
    reagować... Kobieta zostaje matką, choćby z racji fizjologii, prawie w chwili
    poczęcia.
    Myślę, że Justynek13 jest na dobrej drodze. Nie każdy musi chcieć od razu tak
    strasznie, że aż purpurowo!
  • mj77 21.10.04, 14:57
    Zgadzam się z Tobą, że mężczyźni na dziecko reagują inaczej. W moim małżeństwie
    ja też bardziej tego chcę. Ale nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, kiedy mąż
    nie, a ja tak. Nie będę miała wtedy w nim wsparcia. Wszystko zależy nawet od
    tego, jakie relacje są w małżeństwie. Ja znam swojego męża od 10 lat, od 6
    jesteśmy razem, a od ponad roku jestesmy małżeństwem. Myślę, że to dobry moment
    na zajście. A (przynajmniej dla mnie) to bardzo dużo znaczy mieć oparcie w
    ukochanej osobie.
    A tak poza tym, to nie jest chyba problem głównie męża tylko Justynka13.
  • justynek13 21.10.04, 15:04
    pewnie jak sie upre to on sie zgodzi i co z tego?
    gdyby tak powiedzial: kochanie chce miec dziecko to ja bylabym juz gotowsza
    jesli nie calkiem gotowa
    a tak do moich rozterek dochodzi jeszcze to: poczekajmy odłózmy, chce ale nie
    teraz itp
  • mj77 21.10.04, 15:18
    Nie wiem, wydaje mi się, że nie może być to tylko Twoja decyzja, to nie będzie
    tylko Twoje dziecko. Owszem, mężczyzna może pokochać dziecko dopiero później,
    ale i podobnie w drugą stronę, może go nie kochać, bo go np. nie chciał tak
    szybko. Albo wszystkimi możliwymi sposobami przekonaj męża, rozmawiajcie dużo,
    albo poczekajcie jeszcze trochę. Podobała mi się jedna wypowiedź dziewczyny na
    niepłodności. Pisała, że przy PCO nie ma musu się spieszyć, bo ciąża i tak jest
    możliwa dopiero po tabletkach.
    Powodzenia
  • dazzle 21.10.04, 15:23
    Hm. Nie zgadzam się z wypowiedzią Nowej. Bo to ona właśnie zacytowała swojego
    lekarza, który jej powiedział, że dwa lata w tę, czy w tę nie robią różnicy, bo
    i tak zaciąży dopiero w wyniku stymulacji...
    A tu z wiekiem naturalnie spada płodność, to raz. Dwa, wzrasta znacznie ryzyko
    chorób genetycznych u dziecka. Trzy, chemia nie zawsze działa od kopa, nie
    wiadomo jak długo się trzeba będzie starać o efekt - a czas płynie. Nota bene,
    mówisz jak mój mąż - wystymulujesz się chemią i zajdziesz. A przecież jest tyle
    dziewczyn, na które stymulacja nie podziałała! Poza tym PCOwe ciąże są ciążami
    trudnymi - trzeba, niestety, brać pod uwagę, że można ciążę stracić (tfu, tfu).
    I potem a piat' od nowa. A czas płynie.... NIEUBŁAGANIE.
  • mj77 21.10.04, 15:25
    Czyli uważasz, że lepiej zajść w ciąże nie będąc gotową i pewną, że się chce
    dzidzi?
  • dazzle 21.10.04, 15:30
    Wydaje mi się, że powinnaś rozgraniczyć chcenie od bycia gotową. To nie to
    samo. My chcemy mieć dzieci, ale nie jesteśmy gotowe mieć je teraz bo a. b. c.
    itd. Skoro jednak zostajemy postawione w sytuacji - teraz albo nigdy - bo
    jakieś kiedyś dla nas oznacza raczej nigdy - to wybieramy teraz. Z
    wątpliwościami. I z nadzieją, że one się rozwieją. Myślę, że to bardzo ludzkie.
    Justynek13 przepraszam, że podpinam CIę pod moją opinię w tej sprawie.
  • justynek13 21.10.04, 15:32
    alez ja sie zgadzam w calej rozciagłości!!!!!
    potrafisz tak ladnie napisac to co siedzi w mojej glowie a nie zawsze potrafie
    wyrazic slowami
  • dazzle 21.10.04, 15:33
    Zresztą - spójrz na te matki, dla których ciąża jest wynikiem wpadki - one
    jednak w większości kochają te swoje wpadkowe dzieci. Oczywiście nie mówię tu o
    rodzinach patologicznych itd. Mówię o "normalnych" kobietach, którym zdarzyła
    się niezaplanowana (przynajmniej przez nie) ciąża...
  • morskiblekit 21.10.04, 16:07
    Zgadzam sie z dazzle.To dowodzi tego co chce dalej napisac.
    Czytajac niektore wypowiedzi mam wrazenie ze one maja gotowy plan na najblizsza
    przyszlosc i zawsze postepuja tak jak to przemyslaly i to zapewnia zadowolenie
    i postepowanie "wlasciwe". Czy nigdy sie nie zdazylo niektorym cieszyc z czegos
    czego przedtem nie bylyscie pewne. A z drugiej strony czy nie czulyscie sie
    jakby najgorszym co sie wydarzylo to wlasnie spelnienie marzen (okazalo sie az
    tak nie to co sie oczekiwalo). Dlatego wcale nie uwazam ze tylko pragnienie
    dziecka bez zadnych "ale" i czucie sie gotowa - cokolwiek to znaczy- oznacza ze
    powinno sie zostac matka. Moim zdaniem wlasnie wahanie oznacza ze czlowiek
    zdaje sobie chociaz w pewnym zakresie sprawe jak moze byc ciezko a nie mysli ze
    samo wewnetrzne poczucie zalatwi sprawe i bedzie OK. Bo np. tyle jest depresji
    poporodowych nawet u tych matek ktore naprawde oczekiwaly dziecka
    Chyba sie rozpisalam. Nie chce moja wypowiedzia nikogo atakowac tylko nie sadze
    aby wszystkiego trzeba bylo byc pewnym czegos na granit aby podjac decyzje.
  • dazzle 21.10.04, 16:11
    Dziękuję :)
  • justynek13 21.10.04, 17:20
    dokładnie tak
  • dazzle 21.10.04, 22:17
    jak? Jak Justynku13, bo dazzle się pogubiła?
  • justynek13 22.10.04, 08:25
    dokladnie tak jak ty mowisz i morskiblekit , tak dokladnie czuje
    wczoraj powiedzialam mojejmu mezowi ze chce dzidzie i juz a on tylko sie
    usmiecha z poblazaniem patrzy na mnie jak na dziecko ktore chce cukierka przed
    obiadem
  • mj77 22.10.04, 10:09
    Jejku, wyszlo na to, ze strasznie zle zycze Justynkowi. To nie tak. Wydaje mi
    sie, ze Justynek i tak musi posluchac najpierw siebie.
    Powodzenia
  • morskiblekit 22.10.04, 10:50
    Ja nie odnioslam takiego wrazenia ze zle zyczysz, poprostu moze inaczej
    odbierasz swiat.
    I wlasnie problem jest w sluchaniu siebie. Bo jak to zrobic jesli zyje sie w
    rzeczywistosci skladajacej sie na wahanie i zadawanie sobie pytan czy dobrze
    robie nawet gdy wszystko idzie wydawaloby sie pozytywnie. (a poczucia
    wewnetrznego nakazu nie ma sladu chyba ze w chwili uniesienia a pozniej znow
    tylko watpliwosci )
    pozdr
    A moze pytanie powinno wiec brzmiec jak stac sie osoba, ktora wierzy swoim
    wewnetrznym poczuciom, nie martwi sie na zapas i nie jest tak pelna sprzecznych
    uczuc?:)
  • mj77 22.10.04, 14:15
    no właśnie każdy jest inny. ja mam cały czas wątpliwości, czy sobie poradzę,
    wiem, że będzie ciężko, boję się cały czas. ale wiem, że chcę już teraz się
    starać i tego jestem pewna. chociaż moje pojęcie na ten temat było jeszcze rok
    temu zupełnie inne. czuję, że się wyszalałam i tyle. dlaczego przez moje
    niezdecydowanie może potem cierpieć dziecko, jakieś problemy zdrowotne itd.
    Takie jest moje zdanie.
  • dazzle 22.10.04, 19:32
    Wydaje mi się, że jeśli pogodzimy się z tym, jakie jesteśmy, zaakceptujemy swoją
    ludzką ułomność i to, że towarzyszą nam wątpliwości to to jest dobry początek.
    Grunt, ze się nie poddajemy, że walczymy, że próbujemy i mamy nadzieję. Gdyby
    tak czekać, aż człowiek dojrzeje do wszystkiego i osiągnie godny i właściwy stan
    do różnych rzeczy, to świat nie poszedłby do przodu!
    Uważam, że fakt uświadomienia sobie wątpliwości, rozważanie za i przeciw,
    zastanawianie się czy jestem gotowa - świadczy właśnie o odpowiedzialności i
    dojrzałości. Tylko głupiec rzuca się w coś głową naprzód i bez zastanowienia.
    Wątpliwości to jakiś etap przygotowań.
    Rozfilozofowałam się, a tu trzeba wziąć bromergon...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka