03.07.04, 21:39
Pamietacie piosenke "jak dobrze miec sasiada" ? Napewno dobrze miec dobrego
sasiada.Ale czy utrzymujecie w ogole kontakty z ludzmi, ktorych w koncu los
uasadowil za waszym plotem,na klatce czy ponizej? Czy zdarzaja wam sie
towarzyskie imprezki z sasiadami?
Edytor zaawansowany
  • wedrowiec2 03.07.04, 22:00
    Sąsiedzi. Przypadkowo, na ogół, dobrani ludzie. Uciekam na ich widoksad czasami
    z krzykiem, czasami oniemiała po usłyszeniu dziwnych pytań i opinii. Na piętrze
    (parterze), na którym mieszkam mam jedna sąsiadkę. Drugie mieszkanie jest
    używane 2-3 razy w roku. Sąsiadka jest stara, głucha (gdy chce) i wredna. Nie
    wiem, która z tych cech przeważa. Hoduje koty, ale nie wyprowadza ich na dwór i
    nie czyści ich kuwet. Dokarmia koty z całej dzielnicy. Kocham koty, ale nie
    znoszę zapach gotowanej, rybiej padliny. Codziennie!
    Najlepszych sąsiadów miałam w budynku, który budowaliśmy samismile Założyliśmy
    małą spółdzielnię mieszkaniową i ciężką, własną pracą postawiliśmy dwa wielkie
    budynki. Mieszkali w nim głównie ludzie, z którymi pracowałamsmile Nikt nie
    potrafił określić, kiedy kończyło się życie prywatne, a zaczynała praca.
    Jeśli trafi się na odpowiednich ludzi, to dobrze jest mieć sąsiadów.
    Przypilnują mieszkania, kwiatki podleją, porozmawiają jak ludzie. Czasami
    pomogą. Najczęściej jednak żądają czy wymagają pomocy. Trudno, pomagamsmile
  • edeka5 03.07.04, 22:39
    Właśnie zmarła moja najbliższa sąsiadka, pani 81-letnia.
    Lekarz nie tylko z zawodu, ale i powołania. Chyba pół osiedla zachodziło do
    Niej po pomoc, wiem bo czasami się mylili i zachodzili do nas.
    Matka moich przyjaciół. Spędziłam połowę dzieciństwa w ich domu. Byłam
    jedynaczką, a tam była czwórka dzieci.
    Przeżyła wiele tragedii w życiu - pochowała 3 swoich dzieci, męża.
    Wiedziała, że to już koniec, ale nie poddawała się. Starała się nie
    być "ciężarem" dla nikogo.

    Może to trochę nie na temat, ale cały czas myślę o Niej.
    To przykład takiego, bliskiego sąsiada. O innych napiszę później.
  • mammaja 03.07.04, 22:53
    To smutne, Edeko, taka sasiadka to "kawalek zycia" - rozumiem ,ze jest ci
    smutno.
    Mielismy tez dosc dziwnych sasiadow,ale utrzymywalismy z niemi kontakty, jakos
    tak po ludzku. Tez zamrli dosc nieoczekiwanie,jedno po drugim, chciaz byli
    znacznie mlodsi.Ci nowi sasiedzi maja automatyczna brame, wjezdzaja do garazu i
    tyle ich widac. Na poczatku, kiedy potrzebowali jakiejs pomocy, przychodzili -
    teraz znikaja w garazu i nieazr tygodniami ich nie widze,tylko krzatajaca sie
    gosposie - Ukrainke,ktore zreszta zmieniaja sie co pol roku.
    W Niemczech bylam kiedys na podworkowym przyjeciu - stoly na podworku i
    mieszkancy duzego domu w miescie wspolnie bawili sie i grilowali.Bardzo mi sie
    to podobalo.
  • verbena1 03.07.04, 22:47
    W poprzednim miejscu mieszkalismy w szeregowych domkach,kazdy z malenkim
    ogrodkiem ,przedzielonym plotem. Czesto widzi sie takie w angielskich filmach.
    Przyszlam tam jako nowa ,w dodatku Polka z mala znajomoscia jezyka.
    Czesc sasiadow usilowala mnie ignorowac ale wiekszosc przyjela mnie cieplo.
    Zaznajamialismy sie powoli przy pomocy meza jako tlumacza. Sasiad obok zaczal
    dzielic sie ze mna roslinkami, inna sasiadka zaoferowala pomoc w nauce jezyka a
    ja odwdzieczalam sie wlasnymi wypiekami.
    Mieszkalam tam 6 lat i kiedy trzeba bylo sie wyprowadzac pomyslalam czy znajde
    w nowym miejscu podobnych ludzi.
    Teraz mieszkamy duzo ladniej ale ludzie sa inni, zamknieci w swoich domkach,z
    dystansem.
    To przyjecie na ogrodzie w czerwcu zrobilismy wlasnie dla starych sasiadow ,aby
    podziekowac za pomoc w przeprowadzce i pozegnac sie z bardzo milymi ludzmi.
  • marialudwika 03.07.04, 23:12
    W W-wie mialam sasidow wieloletnich,niektorzy znali mnie od malej
    diewczynki.Syn ma 3 najlepszych przyjaciol z tego samego domu,zreszta n=maja
    razem f-me.Tutaj sa poprawne stosunki,mam milych sasiadow,ale bez przyjazni.Z
    niektorymi pije czsem kawke i to wszystko,jedna mi pilnuje pieska jak na dluzej
    wycghodze.Pieska-wyjcasmile.
    ml
  • monia.i 04.07.04, 00:29
    Mamy świetnych sąsiadów. Przez te kilka lat mieszkania na podwarszawskim
    osiedlu zdążyliśmy się już nieźle poznać, zżyć ze sobą i zaprzyjaźnić. Bywamy u
    siebie na przeróznych imprezach, poznaliśmy "krewnych i znajomych", no i
    oczywiście - pomagamy sobie w razie potrzeby...
    Poszczęściło nam się.
  • ewelina10 04.07.04, 08:12
    Obowiązywało takie "niepisane prawo" raz my raz oni raz my raz oni .... wink
    Przyjęcia przy drinkach i kominku a latem na grilu. Czasami sąsiad wpadał z
    piwkiem "pogadywać" .... Jakoś to się urwało. Bez żadnej przyczyny. Ot tak,
    pstryk i miesiące mijają, a tu nic. Sąsiedzi rano wyjeżdżają do pracy a
    wieczorem wracają, a w ciągu dnia służba się kręci: ogrodnik strzyże, przycina
    i podlewa, stróż czyści i zamiata, jakaś opiekunka dzieci, korepetytor uczy,
    sprzątaczka .... Kiedyś to jeszcze ich dziadki przyjeżdżali na działkę, a teraz
    sami obcy ludzie się kręcą.
    Z innymi też były drinki i już nawet bardziej było to kumpelstwo niż sąsiedztwo
    i też się samo urwało. Nasze działki przedzieliły teraz już nowe budowy, a my
    czasami wpadniemy na siebie w sklepie, uściskamy się i ucałujemy, wymienimy
    przysłowiowe: "ileż to już czasu" i "musimy się koniecznie spotkać" i znowu
    mijają kolejne miesiące....
    Mamy nowych sąsiadów i ... chodzimy od Was do Was wink
    --
    ----------------------
    Ew.
  • wedrowiec2 04.07.04, 11:08
    Ciężką miałam dziś noc. O drugiej nad ranem obudził mnie dzwonek do drzwi; nie
    pojedynczy, ale długi, powtarzający się, połączony z szarpaniem za klamkę.
    Wstałam. Światło na klatce schodowej zgaszone.Przez domofon widać zarys jakiejś
    postaci. Postać dobija się, ja gromko pokrzykuję najpierw pytając się o co
    chodzi, potem strasząc policją. Chwila przerwy. Cisza, ale postać stoi.
    Zastanawiam się, co robic. Może to wredna sąsiadka, którą obsmarowałam w
    pierwszym poście? Karmi wieczorami osiedlowe koty, często gubi klucze do domu,
    albo nie jest w stanie otworzyć drzwi do swojego mieszkania i wtedy wkraczam do
    akcji przechowując ją w mieszkaniu (potem długie wietrzeniesad) i organizując
    ślusarzy, mobilizując jej rodzinę... Po kilku(mastu?) minutach szarpania za
    klamkę (postać) i pokrzykiwania (ja), to coś, bardzo wolno zeszło na dół. Nie
    słyszałam zamykanych drzwi i zaczęło podgryzać mnie sumienie. Może to coś
    potrzebowało pomocy, może leży i wydaje ostatnie tchnienie? Strachliwa nie
    jestem, ale nie miałam odwagi wyjść z mieszkania i sprawdzić. Zadzwoniłam na
    policję. Wysłuchali i kazali iść spaćsmile Za jakis czas ktoś schodził z góry.
    Nasłuchiwałam - spokojnie wyszedł z klatki schodowej nie potykając się o
    istniejące w mojej wyobraźni ciało.
    Kilka minut temu usłyszałam za oknem hałas. Sąsiad, ten którego widzę kilka
    razy w roku, wyłamuje okno do swojego mieszkania. Zgubił klucze, a zamki ma
    lepsze niż w Fort Knox. Wolę nie pytać się, ale z rozmów toczonych pod oknem z
    innymi sąsiadami domyśliłam się, że to on, w nocy, w pijanym widzie...
  • mammaja 04.07.04, 11:17
    To rzeczywiscie nockasmile))Ale nie dziwie sie,ze nie otwarlas.Ja tez bym nie
    ryzykowala.
  • marialudwika 04.07.04, 11:57
    Mam miedzynarodowych sasiadow,choc Holendrow tez troche jeszcze jestsmile Na
    naszej klatce mieszkaja Japonczycy,Indonezyjczycy,Hindusow dwoch,Czeszka
    Vanda,Polka=ja,babeczka z Ghany-urocza osoba,piekne stroje nosi!,Chinczyk,kiku
    Surinamcow i Surinamek....Ciekawe,ze jakos,choc bez przyjazni,wszystko jest
    przyjemne,jest czysciutko az pachnie czystoscia,od 22-giej cisza totalna.A co
    najwazniejsze nikt w nic sie nie wtracasmile
    ml
  • sorta 04.07.04, 14:27
    Sasiedzi rzecz świeta smile)

    Do mnie przyszli raz, z petycja : balangi zakonczyc natychmiast smile

    Nigdy nie byłam głucha na głos ludu. Wysłuchałam, przemyslałam i postanowiłam
    przeprosic wszystkich smile)

    Zaproszenie na przeprosinowy koniak przyjęli z radościa.
    Do koniaczku z rozwiniętą nad wyraz fantazja dorzuciłam część artystyczną i
    rózne małe i duze przyjemności. Przepraszalismy sie na kolejnej balandze smile))
    Balandze długiej, uczciwej, głosnej i przyjaznej smile)))

    Mogłabym już robić co chcę z tymi sasiadami ale... nie robie smile))
    Lubimy sie bardzo chociaz imprezy nigdy nie powtórzyliśmy smile)
  • sorta 04.07.04, 14:44
    Zapomniałam dodać - nie powtórzylismy bo ja wypełniam dane przyrzeczenie. A
    oni chcą , i owszem smile)) wspominaja czasami : moze bysmy.... Głucha
    jestem smile)))

  • antyproton 04.07.04, 14:49
    Tez chcialbym taka sasiadke co urzadza balangi .
    I jeszcze mnie zaprasza .
    Szczegolnie jak maz na rybach smile))
  • sorta 04.07.04, 15:07
    Łe.... Antyprotonie smile) To Ty masz zone ?

    > Szczegolnie jak maz na rybach smile))

    Przeciez nie wiadomo czy ja tego męza mam smile))Kto mnie zapytał ?

    Antyprotonie, to nie balangi przyciągają, to NOGI smile)))
  • antyproton 04.07.04, 14:47
    Mialem zawsze fajnych sasiadow.
    Moze nie az przyjazn , ale dobre , mile stosunki.
    Pisze tylko o sobie bo moja zona to juz inna historia.
    Gdziekolwiek nie mieszkalismy , po pierwszym okresie euforycznych stosunkow
    zawsze konczylo sie na gwaltownym zerwaniu czesto polaczonym z awantura.
    W jednym przypadku poszlo o opalanie sie na balkonie .
    Sasiadki zwrocily uwage , ze nie wypada.
    To ona na to ze sa dewotkami i ze sie moga wypchac.

    Z obecna sasiadka wywolala awanture po tym jak malemu weszla w stope igla
    z zywoplotu.Poniewaz wczesniej sprzatali w ogrodku dmuchajac kompresorem
    do wydmuchiwania lisci spod krzewow - zostali obarczeni wina.
    Przykre , ze przy okazji pokazala na co ja stac , wygarniajac biednej
    kobiecie najgorsze rzeczy.
    Przyszla do nas z przeprosinami i az sie poplakala .
    Teraz mowia sobie tylko dzien dobry , ja zachowalem z nimi nadal
    normalne , mile stosunki .

    Ach , te baby smile
  • marialudwika 04.07.04, 14:54
    Moze sie myle,ale cos mi "wygladasz" Antyprotonie na...anty-feministe smile))
    ml
  • warum 04.07.04, 15:09
    ML-kosmile A skad Ci wpadl taki pomysl do glowy? AntyP-a zona jest temperamentna
    kobieta / moze bardziej choleryczna niz te rodowite Wloszki po sasiedzku?/a ...
    temat opalania na balkonie sugeruje,ze on sam lubi piekne widokismile)Nigdzie zle
    sie nie wypowiedzial o paniachsmile
  • marialudwika 04.07.04, 15:12
    Zle,to za duzo powiedziane,ale ironicznie to owszemsmile).Widac,ze Antyproton jest
    znawca kobiet!!
    ml
  • sorta 04.07.04, 15:19
    Widac,ze Antyproton jest
    >
    > znawca kobiet!!

    Potwierdzam smile)) Rozgryzł mnie przy piwie i frytkach smile))


  • antyproton 04.07.04, 19:37
    Mialem pewne przeczucie.
    A teraz mam pewnosc wink
  • ada296 05.07.04, 16:21
    poprawnie ale bez emocji
    powitanie, dwa zdania zupełnie grzecznościowe
    i koniec
    jedna sąsiadka zaprzyjaźniona, której można dać klucz do domu w razie gdyby
    i tyle

    --
    Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą gdzie chcą.

    salon
  • antyproton 04.07.04, 15:10
    Wbrew pozorom nie jestem.
    Chociaz moglbym , bo mialbym po temu podstawy.
    Ale nie naleze do ludzi , ktorzy sa np. rasistami bo spotkali
    na swojej drodze zlego kolorowego .
    Moze nawet byloby mi latwiej byc antyfeminista.
    Przynajmniej nie mialbym nadziei smile
  • ewelina10 04.07.04, 17:26
    Zapomniałam jeszcze dodać, że ciągłym argumentem przeszkadzającym nam dzisiaj
    skrzyknąć się na wspólne spotkanie jest permanentny brak czasu. Im jesteśmy
    starsi, tym mniej tego czasu crying Podczas naszego przypadkowego wpadnięcia na
    siebie muszę najpierw wysłuchać o czekającej "kupie" pracy i braku czasu, ja
    się też tym samym rewanżuję, a potem dłuuugo, dłuuugo usiłujemy dopasować nasz
    wspólny wolny czas, a kiedy już się tak zmęczymy tym dopasowywaniem pozostaje w
    zapasie telefon, że pewno się jeszcze zdzwonimy i ustalimy.....
    --
    ----------------------
    Ew.
  • axsa 07.08.04, 08:13
    Sasiadów mamy różnych.
    Takich co to są i my o nich wiemy tyle
    ile oni o nas czyli mało.
    Są tacy,
    z którymi po prostu dobrze żyjemy,
    wpadamy do siebie na chwilę,
    albo na jakieś improwizowane spotkania,
    pomagamy sobie nawzajem.
    Czyli takie normalne układy.

    I jeden egzemplarz specjalny.
    Co to wszystko wie najlepiej,
    wszystko widzi, wszystko wie,
    a jak nie wie to bierze
    w krzyżowy ogień pytań
    i tak długo męczy delikwenta,
    aż coś z niego wyciśnie.
    A jeśli nie uda mu się
    zasięgnąć języka w jakiejś sprawie,
    to sam dorobi "ideologię",
    więc najlepiej od razu "składać zeznania",
    żeby nie dawać mu szansy na domysły
    i przedziwne interpretacje.
    Łazi, wtyka nos we wszystko,
    ale czasem jego wszystkowidztwo
    jest bardzo przydatne,
    bo np. wie
    kto był podczas naszej nieobecności,
    ile razy nacisnął domofon,
    jakim przyjechał samochodem,
    nawet nr rejestracyjny zapisze.

  • lablafox 07.08.04, 09:33
    Na starym mieszkaniu mieliśmy sąsiadów , z którymi mieszkaliśmy spokojnie,
    przyjaźnie ,niezbyt blisko , ale sympatycznie. Mamy dużo miłych wspólnych
    wspomnień.
    Okazało się to teraz , gdy zaoferowali pomoc. W tzw. międzyczasie wymieniali
    się starzy na nowych , 26 lat to kawał czasu , jedni zmarli , inni
    wyprowadzili się , tak ,że obecnie w klatce było nas 4 (rodzinnie 4) stałych ,
    starych lokatowów.Teraz zostało ich 3 na 10 mieszkań.
    W klatce , gdzie obecnie mieszkamy , kontaktujemy się na zasadzie dzień
    dobry/miłego dnia , choć sąsiedzi z przeciwka , na samym poczatku byli bardzo
    chętni do nawiazania kontaktów .Wpuszczałam , pani, bardzo wścibska, robiła
    przegląd pomieszczeń , notowała postęp prac , albo ich brak , ja się z tego
    podśmiewałam , do czasu .
    Do czasu kiedy miałam jakąś potrzebę , a oni przyjęli mnie na korytarzu , w
    lekko uchylonych drzwiach. Zastosowałam tę samą metodę.
    Amen.
    --
    Lx
  • dan8 07.08.04, 16:13
    Ulica na ktorej mieszkam jest nieprzejezdna tzw."close".
    Najpierw kupilismy dzialke,potem byl budowany dom.
    Wprowadzilismy sie na tydzien przed Bozym Narodzeniem,trzeba bylo jeszcze
    wykonac troche roznych prac jak np.oprawienie klamek w drzwiach,zamkow
    itp.drobiazgi.
    W pewnym momencie byl dzwonek do drzwi,okazalo sie,ze to sasiedzi z
    naprzeciwka,ich dom stal po drugiej stronie ulicy.
    Starsze malzenstwo,australijczycy,przysli nas zaprosic na party z okazji swiat
    i powitac jako nowych sasiadow.
    Do dzisiaj utrzymujemy przyjane stosunki,zapraszamy sie wzajemnie na lamke wina
    i pogaduszki.
    Inni sasiedzi,zaproponowali pomoc w przenoseniu mebli i innych pracach.
    Pionierski ruch w australijskim country zyje nadal,a stosunki ze wszystkimi
    sasiadami sa bardo dobre.
  • marialudwika 07.08.04, 16:34
    Mozna tylko tego pozazdroscic!!Zupelnie jak w serialu "Neighbours",ktory wprost
    uwielbiam.
    Niestety nie mozna tego samego powiedziec o milych,ale chlodnych
    Holendrach,choc na szczescie zdarzaja sie wyjatki.
    Tu,gdzie mieszkamy jest spora rotacja lokatorow,niewielu jest takich
    mieszkajacych od lat.Moi najblizsi sasiedzi sa sympatyczni i uczynni,czasem u
    nich bywamy na kawce.Zrewanzowac sie im nie mozna bo maja alergie na psy,choc
    bardzo je lubiasmile
    ml
  • olga55 07.08.04, 17:06
    W bloku,jak to w bloku,jednych sie zna więcej innych mniej.Baaardzo szeroki
    przekrój ludkich typów.Czasem cos sie zagada w windzie, innym razem cos pomoże
    wnieść. Najbliższy sąsiad ma zwyczaj otwierania drzw w samych gaciach błeee
    (wiem, bo czsem widzę jak np. otwiera żonnie czy listonoszowi).z jednymi
    sąsiadami spotykamy sie czasem na winko czy piwko, ale oni wprowadzając sie tu
    już byli naszymi znajomymi.Dawniej mieliśmy więcej kontaktów towarzyskich z
    sąsiadami, ale ja mam zbyt wiele innych zajęć, i jakoś sie to "rozlazło".
  • marialudwika 07.08.04, 19:06
    Najlepsze stosunki mam z osiedlowymi psiarzami,a jest ich bardzo duzo smile)
    Wielu ludzi ma po kilka psow i na spacerach spotykaja sie "klubiki" ludzko-
    psie.Ludzie gadaja,oczywiscie o psach,ale nie tylko ,a pieski swawola w swoim
    wlasnym gronie,baraszkuja w trawie,plywaja w jeziorze etc.
    ml
  • chris.w4 29.08.19, 20:30
    w bloku w którym mieszkam mam wielokulturowe sasiedztwo.
    Po prawej Turcy, naprzeciwko Rosjanka, po lewej nowi sąsiedzi sądząc po nazwisku chyba z byłej Jugosławii,
    dalej po lewej Niemcy i jeszcze jedna rodzina, skąd nie wiem, nie wypada zapytać.
    Nade mną Rosjanka, pode mną Rosjanin.

    I mieszkamy sobie zgodnie i bezproblemowo

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka