Dodaj do ulubionych

Przemijająca trwałość rzeczy małych...

03.09.16, 00:25
..bo nie tych wielkich, nie uczuć, nie miłości, rodziny i innych dużych spraw. Mam na myśli nasze ubrania, może naczynia, meble..Znów uświadomiłam sobie, jak obecnie nietrwałe są nasze ...rzeczy, tak to nazwijmy. Brak mi teraz lepszego określenia. Świadomość pojawiła się przy okazji oglądania kolejnej, zużytej, teflonowej patelni. Wybaczcie mi trywialność tematu smile Gapię się na tę patelnię, niby niezużyta, delikatnie zadrapana...i zgodnie z przepisem, powinnam się jej pozbyć. Patrzę się na tę patelnię, i myślę - kurczę, półtora roku temu gapiłam się z podobnym brakiem zrozumienia na niemal identyczną patelnię, delikatnie zadrapaną. Wyrzuciłam i tę, i tamtą. Bo cóż było robić. Ale pomyślałam sobie, że następną, kupioną patelnią, będzie stalowa. Nie wiem, czy cygańska z allegro, czy Gerlacha. Ale po prostu nie zdzierżę kolejnej wyrzucanej po roku patelni. Teflonowej, z którą obchodzisz się jak z jajcem, drewnianymi łopatkami operując, która i tak się jakoś zarysuje..i której trwałość liczy rok albo dwa.
Z innej strony- chociaż nie do końca. Z moją ukochaną teściową mijałyśmy się w przedpokoju, gdy zdejmowała swój stary, znoszony płaszcz i odwieszała go do szafy. Zatrzymałam się przy niej, pogładziłam płaszcz po pleckach. Mamo - powiedziałam - a mi się marzy taki prawdziwy, wełniany płaszcz, w jodełkę, no prawie jak ten. Mama zawstydziła się bardzo, jest skromną osobą. Dziecko - powiedziała - ten płaszcz ma jakieś 30 lat, patrz, jaki poobsiepywany na dole. Wstyd chodzić, no ale źle wyrzucić dobrą rzecz.
Dopiero, gdy to powiedziała, zaczęłam przyglądać się szczegółom, zauważyłam nitki i cerowania na dole. Ale całość wyglądała, trzymała fason, nie była bezkształtna. I była zrobiona z wełny. Nie z jakiejś mieszanki. Dodatkowo, była w ponadczasowym, klasycznym fasonie..
Co jest dziś ponadczasowe? Który z dzisiejszych zakupów, ciuchowych, garnkowych, meblowych, ma szansę przetrwać, nie poddając się postępowi?
Mam takie osobiste pytanie - czy któraś z was ma coś, z czego korzysta do dziś, a co liczy więcej, niż 20 lat? Nie mam na myśli porcelany smile
Obserwuj wątek
    • alfredka1 Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 03.09.16, 10:40
      ..... piękny temat , niby o niczym a jakiś taki bliski ..
      mam maszynkę do mielenia mięsa Predom Zelmeks , starowinka - ponad 40 lat , przebarwiona obudowa , nawet przewód jakiś sparszywiały .. ale miele genialnie , ostrzymy nożyk u fachowca i działa .należałoby kupić jakąś wieloczynnościową ale przecież tej starowinki nie wyrzucę - to co z tego że brzydka i cholernie ciężka ?
      aha .. i młyek do kawy też stareńki , gdy mielę /mlam/ to muszę przytrzymywać wieczko , odleciałoby razem z ziarenkami kawy.
      i jeszcze ... mój mąż ma bardzo starą żonę i nie wiem dlaczego ale jeszcze jej się nie pozbywa smile)

      --
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/ua/qd/vorf/yZe6T48bp27nPbaraX.jpg
      • kanciasta Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 03.09.16, 13:30
        Tak samo pomyślałam: piękny temat smile

        Rozejrzałam się wkoło i znalazłam: żeliwny, podłużny gar/brytfanna z pokrywą, ciemnoniebieska emalia, do pieczenia mięsa. Kupiłam go w jakimś sklepie GS-u, równo 33 lata i 3 miesiące temu smile W czasach, gdy na wszystko się polowało - on sobie po prostu stał na półce w tym małym sklepiku i wyraźnie na mnie czekał smile
        Służy mi wiernie od tamtej pory i - co bardzo ważne - ząb czasu go nie tyka!


        --
        smile)
        Ba.
        • mammaja Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 03.09.16, 23:47
          Ojej skasowalam sobie dlugi post - dotyczył bardzo dlugiej rynienki do gotowania ryb, z wkladką - dodatkowym denkiem podnoszonym na specjalnych haczykach. Wspaniały do gotowania np. szczupaka z wody. Ma pewno kilkadziesiąt lat, bo pochodzi z domu rodziców męża. Odnalazłam go właśnie w garażu, o czym napiszę jutro, bo padam ze zmęczenia.
          Moniu, piekny temat i bardzo mi pasujący smile
            • kan_z_oz Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 04.09.16, 09:35
              Mam fieranki, ktore przywiozlam tutaj z Polski. Wlasnie wczoraj zawiesilam je znowu w oknie gabinetu. Ile maja lat? 30+?.
              Mam tez wciaz sporo recznikow - tyle samo lat, serwetek, obrusow.

              Z patelni; te teflonowe trwaja u mnie tyle samo co u Ciebie, pomimo, ze sluza tylko do robienia jajek sadzonych i jajecznicy. Stalowe - te trwaja znacznie dluzej i najdluzej trawajaca, ma juz 17 lat. Zeliwne sa nie do zdarcia. Mam jedna chyba 40+ zakupiona na pchlim targu.

              Z ubran; wszystko co jest z bawelny przerabiam obecnie jako material do spalania w urzadzeniu do okadzania pszczol. Ida wiec wszystkie porozciagane podkoszulki, mocno wyprane i znoszone spodnie. Inne ubrania/reczniki/scierki ida na szmaty do sprzatania do biznesu.

              Nie kupuje ostatnio prawie zadnych ciuchow. Planuje zredukowac do niezbednego minimum czyli jednej i niewielkiej szafy dla siebie oraz podobnej dla Pana meza.

              Przedmioty obecnie wyrabiane nie sa ogolnie trawale bo najczesciej ludzie je wykonujacy nie dosc, ze nienawidza swojej pracy, to nienawidza tez placy i tych przedmiotow oraz zachodu dla ktorego produkuja. Nie jest to wiec praca z zamilowania jak bylo kiedys ale przymus aby nie zdechnac z glodu.

              Tez mi sie marza przedmioty i rzeczy, ktore sa, i trwaja, i sa wyrabiane bo ludzie kochaja co robia. Mam nadzieje dozyc tych czasow.
              --
              Kan_z_oz
              • mammaja Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 04.09.16, 12:15
                Myslę, że to wyrabianie rzeczy nietrwalych wiążę sie także z potrzebą ruchu w handlu. Robią kiepskie - to wiadomo klient kupi nowe za jakis czas.
                Mnie ogarnęły podobne refleksje dotyczace mebli - kiedy pomyslalam co mogłyby moje dzieci chciec zabrac sobie do domu. Na pewno biurko robione na zamówienie mojej cioci przed wojną. jest tak ladnie wykończone w środku, ( z wierzchu orzech, fornir) i ma bardzo ladne proporcje. Czas sie go nie ima, oprócz rozkladanego blatu do pisania, ktory trzeba odnowić.
                Do ulubionych należy tez urządzenie do robienia puree z ziemniakow smile Wychodzi drobniutkie jak ziarnka ryżu. Używam tylko od święta!
                • verbena1 Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 04.09.16, 15:32
                  Po kilkukrotnym przenoszeniu sie , traceniu wszystkiego i zaczynaniu od nowa nie zdazylam obrosnac w przedmioty. Dlatego nie przywiazuje do nich wagi. Poza paroma wyjatkami.
                  Fartuszek kuchenny uszyty przeze mnie jeszcze w czasach komunistycznych. Sztuczny material w kropki, brzydactwo okropne ale kiedy go zakladam przychodza wspomnienia mojej kuchni w Polsce, stolu, deski do krojenia, zapachow. Nie mam serca go wyrzucic.
                  Mam jeszcze mala kosmetyczke, brazowa, wylozona jakas postrzepiona folia. Material pikowany, zamek wszyty bardzo nieudolnie.
                  To prezent od mojej, wtedy jeszcze , malej coreczki. Zakazdym razem ,kiedy widze te kosmetyczke ogarnia mnie czulosc i usmiecham sie do przeszlosci.
                  Przedmioty sa czescia naszego zycia, sa z nami caly czas chociaz ich przewaznie nie zauwazamy.


                  --
                  Zycie dzieli sie na dwa etapy: mlodosc i "swietnie wygladasz".
                  Erica Jong
                  • hallucination Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 05.09.16, 17:34

                    Bardzo fajny watek smile
                    W salonie mam antyki. Przeprowadzalam sie z nimi kilkukrotnie - sa niezniszczalne ! Stare meble i Ikei tez byly dobrej jakosci. Teraz w ikei mozna wiury jedynie dostac, szkoda, bo zniszczyli rynek meblarski tym samym.
                    Rzeczy AGD i RTV sluza obecnie prawie dokladnie tyle ile wynosi ich gwaracja. Wiadomo klient kupi znow gdyz potrzebuje.
                    O materialach obecnej odziezy szkoda wogole pisac. Stanislaw Lem kiedys napisal o odziezy w przyszlosci ktora miala date uzywalnosci i chyba wlasnie do tego doszlismy.
                    Btw. mam wiele swetrow pamietajace studenckie dzierganie big_grin

                    --
                    "Mówić nie szkodząc, ukazywać nie szokując, świadczyć bez agresji, ujawniać - nie potępiając, nie skazując..."
                    • felinecaline Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 05.09.16, 21:51
                      Niezniszczalne? Hmmm. Mam i ja, - te, ktore zastalam i "przejelam", czasem wydobywajac z wora z "wyrzutkami" wystawionymi przez przeprowadzajaca sie tesciowa, czasem obdarowana przez ktoras z jej siostr, czesto po powrotach z wakaci w Polsce i u rodzicow lub rodziny rozpakowywalam cos czym mnie obdarowano, bardzo wiele przynosilam po prosu z wszelkich "marchés aux puces" albo z "emmausa" czy innych "Cavernes" - niewyczerpalnyc totaj zrodel bardziej i mniej "nobliwej" starzyzny. W ogole jestem maniaczka szkla, ono tez mnie cyba "lubi", bo ie wypada mi z rak praktycznie nic nie tluke (choc tluke w sposob zamierzony, w chwili "szewskiej paski" rzucam na podloge jakis "dyzurny" sloik i wscieklica sie ulatnia. Natomiast Kicur ma wrecz talet do tluczenia i wszelkie manpulowanie przez niego moimi szkielkami jest bardzo niemile widziane. Dosc juz dawno temu "wymknela mu sie z ra sliczna cukiernica, ktora Tato dostal od swojej siosty, kiedyta po wojnie zamieszkala na terenach nieokielznanego szabru. "Trafila" do niej owa cukiernica - "mrozone szklo, pucharek na nozce z elementami emaliowanymi w postaci "lezek" klorowego szkla. No i chyba juz 80 letni okaz produkcji Huty Josephine brzdeknal i rozbil sie w "drebiezgi" (ktore...zachowalam). Jakic czas potem wyszperalam podobna na "Allegro", kupila ja dla mnie w rewanzu za nna przysluge przyjaciolka w Polsce i bedac na wakajach odebralam sobie nowy nabytek. No wlasnie! Nowy! Niby taki sam w ogolnej formie i szczegolach, ale...bez patyny tych juz bez mala 90 lat, z krzyczaca "bogato" i swiezo pozlotka, i nie wiem czym tam jeszcze, co mnie rozczarowalo. Po prostu nie potrafilam jej chciec! Pod pretekstem, ze moga ja zakwestionowac celnicy przekonalam goszczacych mnie przyjaciol, ze cukiernica powinna zostac u nich. Ja bede
                      uz do konca miala tylko te stluczona.
                      • goskaa.l Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 06.09.16, 00:16
                        Jakoś mam dziwne szczęście do trwałych przedmiotów. Pralka ma ok. lat 20 (tato zmarł w 1999, a o ile pamiętam kupiłam ją za jubileuszówkę - wychodzi, że w 1995). Lodówkę oddałam koleżance przy przeprowadzce (za duża dla mnie teraz, kupiona chyba w 2004, w pełni sprawna), kuchenkę też dostała inna koleżanka (5 lat, jak nowa).
                        Jestem właściwie otoczona starymi meblami (pan, który zajmuje się konserwacją części z nich, określił ich wiek pomiędzy 120 a 90 lat - pamiętają czasu niemieckie, bo mieszkam na terenach poniemieckich). Dlatego właśnie musiałam mieć niemałe mieszkanie, bo nie mogłam się zdobyć na pozbycie się choćby części z tych mebli. Zlikwidowałam jedynie pozostałość po sypialni.
                        Ze starego mieszkania zabrałam ze sobą szafy garderobiane które po liftingu zostały zamontowane przy ścianach i pełnią podobną rolę.
                        Mam jeszcze stare srebra, te stricte polskie. Ale niewiele z tego pamięta moich przodków, bo - jak już kiedyś pisałam - rodzice urodzeni w Warszawie niczego nie posiadali ze zbombardowanych mieszkań.
                        Przy okazji przeprowadzki pozbyłam się kryształów, których po prostu nie znoszę. Poszły w dobre, wdzięczne ręce.
                        Mam kilka obrazów, którym dałam inne ramy, ale nadal czekają w piwnicy na swoje miejsce.
                        W kuchni Ikea, ale będzie też stary przedwojenny kuchenny kredens, który szczęśliwie przeczekał na strychu. Na strychu była też stara otomana, która po naprawie i z nowym pokryciem wygląda prześlicznie, tylko że chwilowo jej miejsce jest w garażu sad

                        --
                        http://i35.tinypic.com/34s16qx.jpg
                        Właściciele jamników dzielą się na dwie kategorie. Jedna to ci, którzy śpią z psem. Druga to ci, którzy się do tego nie przyznają.
                        • mammaja Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 06.09.16, 00:58
                          Pomijam antyki, bo to oczywiste że są trwale i atrakcyjne. Pianino mojej babci ma przeszlo 100 lat i niestety nie jest juz do koncertowania ale raczej do wspólnego spiewu pod choinką. Ale maszyna do szycia marki Lada ( czeska) kupiona na 24 raty przed dziesiatkami lat jest calkowicie sprawna. Jak i elektryczna maszyna do pisania Erica - tylko nikt juz jej nie używa. Zalega w garazu wraz z zestawem tuner- gramofon - glosniki - produkcji Kasprzaka. Glosniki sa bardzo duże i może kiedys sprzedam ten caly zestaw kolekcjonerowi smile Do tego magnetofon szpulowy Dama Pik, ośmiościezkowy. Zal mi to wyrzucać, a garaż ma mnóstwo półek i tam gdzieś na końcu to sobie stoi, a kiedys było rarytasem smile
                          • kan_z_oz Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 06.09.16, 10:16
                            Ha, mam tylko pare krysztalow i trzymam je w lazience, jako kontenery na rozne produkty...haha
                            Sprawdzaja sie bardzo dobrze i wygladaja estetycznie.

                            W Australii mozna dosyc latwo poradzic sobie z meblami; mam dosyc nowo zakupione lozko - rama, ktore jest zrobione z eukaliptusa i moze smialo przetrwac 100 lat+.
                            Mam tez sporo takich bo wyrobyow z drewna twardszego niz dab, stali nierdzewnej, szkla, takie wyroby byly tutaj przez wiele lat niedocenianie. Mam wiec lopate do ogrodkowanie ze stali chirurgicznej....haha
                            --
                            Kan_z_oz
                            • monia.i Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 06.09.16, 21:51
                              smile)) czyli przekopujesz grządki z chirurgiczną precyzją smile
                              Większość naszych mebli (półki na książki, szafka pod telewizorem, stół, krzesła) jest sosnowa. Krzesła najmłodsze, bo dwuletnie, ale reszcie do 20 brakuje roku. Lubię wszystkie za to, jak się starzeją, z roku na rok ciemniejsze, z wyraźnymi słojami.
                              Przypomniałam sobie, że na działce stoi kompletny, w pełni sprawny Singer smile) Ojciec dawno temu, od kogoś dostał, podorabiał (bo potrafił) jakieś maleńkie, uszkodzone części i maszyna szyje, jak złoto. A w każdym razie szyła, gdy żył...Teraz nie ma kto sprawdzić. Zakładam, że nie zapomniała, to już prędzej my.
                              Mam bodaj 30 jak nie lepiej letnią patelnię żeliwną, wielką i ciężką. Ale przestałam z niej korzystać, gdy doczytałam, że najprawdopodobniej ją zamordowałam, rzecz jasna nieświadomie. Dopiero niedawno doczytałam, że takich patelni nie myje się płynem, tylko samą wodą. Bo żeliwo jest porowate i ten płyn gdzieś tam zostaje. A ja, co prawda niezbyt często, bo ciężka cholera, po użyciu płynem ją traktowałam, jak najbardziej. Dostałam w spadku dawno temu, pojęcia nie miałam, jak się z nią obchodzić sad Nie wyrzucę, bo ją uwielbiam, i w końcu ileś tego czegoś szkodliwego już wchłonęłam, więc może kiedyś machnę ręką. Jest i czeka wink
                              • monia.i Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 06.09.16, 23:45
                                Mam trochę starych książek smile Nie mam ich od zawsze, większość staroci kupiłam w antykwariacie. Skompletowałam sobie prawie całą Samozwaniec, biegając po antykwariatach. Zawsze lubiłam takie miejsca i książki, które szukają nowego domu. Najstarsze, co mam, to chyba "Targowisko próżności" z 1950. To zabrałam z własnego domu. Tak na wszelki wypadek. Moja mama potrafi bardzo szybko coś wyrzucić. W sumie - nie dziwię się jej - całe życie w maleńkim mieszkanku, trzydzieści parę metrów. Cztery osoby, pies, pianino. Wyrzucała wszystko, co mogło zabierać miejsce, przeważnie były to ubrania. Ale kilkanaście lat temu, po sprzeczce rodzinnej, wyrzuciła wszystkie książki, które zostawiłam w domu. Później powiedziała, że było jej duszno. A ja się ucieszyłam, że nie zostawiłam tych książek więcej. Cóż, jak to w rodzinie.
                                Tak sobie kiedyś myślałam, że to moje gromadzenie rzeczy, tworzenie historii, budowanie czegoś - ma początek w tym ciasnym, za ciasnym mieszkanku. A kobieta o szybkich dłoniach też się do tego przyczyniła mimowolnie. W niej do dzisiaj silny jest odruch wyrzucenia czegoś tam, we mnie - zostawienia, bo może się przyda. Jeden i drugi trochę smutny, gdy się głębiej zastanowić.
                                Trochę Wam nasmęciłam, przepraszam smile
                                • goskaa.l Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 07.09.16, 00:42
                                  W aspekcie książek. Przypomniało mi się, że nie wiem jakim cudem ocalała książka, którą mojej babci (mamie taty) podarował jej brat z dedykacją - bodajże w roku 22. Teraz nie sprawdzę, bo zalega w jakimś kartonie. To poradnik dla kobiet pt. "Gospodarstwo domowe". Nie ma roku wydania, ale podejrzewam, że pamięta okres zaborów lub pierwsze lata wolnej Polski (to jedynie na podstawie ilustracji).
                                  Jest tam mowa o wszystkim - poczynając od urządzenia kuchni i salonu, poprzez pralni i odkurzacze, porady dietetyczne i higieniczne, kończąc na krótkich poradach krawieckich.
                                  Rozdział "szycie i krawiecczyzna w domu" w części dotyczącej szycia majtek rozpoczyna się zdaniem: "Majtki obecnie szyje się bardzo krótkie, do kolan".

                                  --
                                  http://i35.tinypic.com/34s16qx.jpg
                                  Właściciele jamników dzielą się na dwie kategorie. Jedna to ci, którzy śpią z psem. Druga to ci, którzy się do tego nie przyznają.
                                    • monia.i Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 08.09.16, 23:13
                                      Kanie, metoda świetna smile Aczkolwiek kiedyś próbowałam wprowadzić ja w życie, i mi nie wyszło..W każdym razie - nie do końca. Bez problemu pozbywam się rzeczy 'znaszanych" codziennych. Czyli t-shirty, jeansy, cichobiegi "do latania". Ale, na przykład, mam parę ulubionych marynarek/żakietów. Wybitnie rzadko noszonych. Nieoficjalnych - mogą być dojeansowe. Jeden, sztruksowy, jest w kolorze ciekawie-zielonym, o pasiastej, beżowo-złotej podszewce. Ostatnio miałam go na sobie 4 lata temu. No i nie dam rady się z nim pożegnaćsmile) Jednostkowa sytuacja byłaby do strawienia - ale tak mam w przypadku rzeczy kilkunastu. Bo jak już coś poważniejszego kupię, to to lubię. Natomiast proces kupowania jest koszmarem. Nie, że nie lubię ciuchów - tylko moje oczekiwania są całkiem rozbieżne z moimi możliwościami i z tym, co jest w sklepach. A w sklepach..masowych, przeważnie, jest badziewie.
                                    • mammaja Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 08.09.16, 23:10
                                      Piekne ! Przypomina mi się spis garderoby mojej prababci opatrzony inwokacją : Porządek rzeczy to podstawa porządku duszy smile
                                      Do tego watku chetnie dodalabym przedmoity, ktore juz wyszly z uzycia jak np. ladne papeterie. Moja mam pisala dużo listow i cieszyła sie jak dostala w prezencie ładny papier listowy z kopertami wyklejanymi kolorową bibułka. I zostało tego trochę - jakże mogę wyrzucić ? Tudzież starannie uszyty, z przegrodkami, przechowalnik (?) na chusteczki do nosa, obszyty niebieską lamówką . Przechowuję z ładnymi chusteczkami znaczonymi monogramem. Ino nie używam smile ( słowo "ino" bardzo mi tu pasuje).
                                      • monia.i Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 08.09.16, 23:26
                                        Tudzież też pasuje smile Mammajko smile
                                        No tak, kto teraz listy pisze na papierze..Trochę szkoda. Obiecaj, że pokażesz, gdy już uda mi się dotrzeć smile A mój brat do dzisiaj wysyła pocztówki z pozdrowieniami, gdy jest na urlopie smile Rozczula mnie to, dla niego jest to wakacyjny rytuał, którego przestrzega rokrocznie. I lubi.
                                      • kan_z_oz Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 10.09.16, 07:48
                                        Moniu, z zakietami, marynarkami nie mozna sie rozstac, bo to przestepstwo kryminalne. Ja mam cala kolekcje, ktorej nie nosze. Mam nawet jeden zakiet z Polski z roku 1995...haha. Jaskrawo czerwony i chyba z Mody Polskiej. Mam tez kolekcje z Sydney, czesc lokalnych marek, ktore juz nie istnieja...jak Lisa Ho.
                                        W Sydney sie nosilo, a mnie jakos wtedy jeszcze interesowalo. Obecnie w pol-tropikach...gdzie??? na plazy, w ogrodzie, na zakupy do lokalnego supermarketu? Niby mozna ale po co.

                                        Mm, spotkalam sie z przepiekna papeteria w Japonii. Tam kaligrafia i sztuka pisania na ladnym papierze jest dalej kultywowana. Sa tak ladne i skomplikowane kawalki, ze dostawalam poprostu obledu patrzac.
                                        Mozna wiec to stare polaczyc z nowym.
                                        --
                                        Kan_z_oz
                        • goskaa.l Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 08.04.17, 22:05
                          Kontynuując:
                          Przypomniałam sobie, że mam dwa stare kajaki: jeden z nich to składak z roku bodajże 76, który w ubiegłym roku dostał nową powłokę, a drugi to nietypowe pływadełko (ni to kajak, ni to kanadyjka), które służy świetnie (nawet dziś się sprawdziło jako śmieciarka).
                          Mam stareńką maszynę do pisania (przedwojenną niemiecką ze zmienionymi na polskie czcionkami).

                          --
                          http://i35.tinypic.com/34s16qx.jpg
                          Właściciele jamników dzielą się na dwie kategorie. Jedna to ci, którzy śpią z psem. Druga to ci, którzy się do tego nie przyznają.
    • monia.i Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 25.02.17, 01:14
      Podnoszę wątek, z powodu bo nabyłam dziś patelnię..a dokładniej dwie. Mała i trochę większą, stalowe, wyprodukowane przez Spółdzielnię Inwalidów (tu nazwa). Hmm, sama ciekawa jestem, jak to będzie, z tymi patelniami smile Od września słowa dotrzymałam, żadnej nowej teflonowej, następna miała być trwalsza. Chciałam nabyć stalową - ale u mnie od pomysłu do zakupu przeważnie jest bardzo długa droga, zastanawiam się, drogą czy tanią, firmową czy no-name, teraz czy potem...Myślałam: kupię droższą trochę, ale to inwestycja na lata. A może tańsza, bo przywykłam do teflonu, na czymś trzeba się wprawić do nowego, niekoniecznie na najdroższej. Poza tym, i to też ciekawe - stalowych patelni w sklepach stacjonarnych jak na lekarstwo, w czasie tych kilku mesięcy może na jedną trafiłam. Wszędzie teflon, ceramiczne. Kiedyś się kupowało "u Cyganów" (ok, Romów) - teraz nie wiem, czy to się jeszcze praktykuje. No, nie ma i już, trzeba przez internet, przeglądałam allegro...Dziś z małżonkiem spędzaliśmy przedpołudnie razem, jakieś zakupy, bazarek (ooo, to też fajny temat, miejscowy bazarek), Smok zahaczył o sklep typu "małe AGD". Po coś tam. I ja się patrzę, a na ladzie leżą patelnie, metalowe, każda w zwykłej, plastikowej torebce, chyba otłuszczonej od impregnatu. Na zwykłej, czarnej rączce nalepka producenta. Spytałam o cenę, dwadzieścia parę. Więc kupiłam. Zaraz po zakupie zaczęłam się łamać, oczywiście wink A potem wlazłam do internetu, żeby sobie poczytać, jak też powinnam taką patelnię "przygotować do obróbki". Poczytałam o ponoszonych klęskach, będzie paliła, rdzewiała, dymiła, no, samo zło, wyboista droga do sukcesu. Już widzę, że będzie zabawnie smile) Od razu sobie przypomniałam, jak nienawidziłam tego dziadostwa i wiecznego przywierania trzydzieści lat temu smile Ale spróbuję, o ewentualnych sukcesach będę donosiła. Albo, co pewniejsze, o porażkach smile
        • monia.i Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 17.03.17, 00:26
          No, zabawnie jest smile Ale się nie poddaję i używam z lubością. Chyba niekoniecznie dobrze dokonałam pierwszego przepalenia, więc ochronna powłoka, zamiast pojawić się cudownie i od razu na miejscu, będzie przyrastała stopniowo i latami. Mam wrażenie, że im gorzej wygląda, tym lepiej działa. Zastanawiam się, czy to fascynacja nowością, czy one faktycznie inaczej smażą smile Inaczej wygląda jajo sadzone, odsmażane ziemniaczki też pyszne.
          I znów zaczęłam parzyć herbatę w czajniczku. Zaczynam podejrzewać, że coś ze mną jest nie tak, jak powinno smile
          • mammaja Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 17.03.17, 01:22
            Moniu, ja z upodobaniem parzę herbatę w czajniczku ! Ma jednak zupełnie inny smak - nawet younan pachnący młodością o charakterystycznym przydymionym zapachu. Zupełnie inna jakość niż torebkowe. Torebkowe to mogę owocowe - a od wielu lat pity lipton jakoś stracil smak. Może wciskaja nam jakies podróby ?
            • monia.i Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 19.03.17, 00:19
              Myślę, Mammaju, że kiedyś te liptony miały smak nowości. Jak wszystko. Znajomy działał w branży kawowo-herbacianej. W herbacie torebkowej przeważnie jest drobna sieczka, nie całe listki. Szczególnie w tej "masowej".
              Lubię yunan smile I w ogóle mocną herbatę, taką esencjonalną. Pamiętam, jak lata temu ojciec kupował różne herbaty, w paczuszkach, te, które udało się dostać, mieszał je i parzył taką mieszankę w czajniczku. Dodawał trochę Earl Greya, jeśli udało się upolować smile Minęło 30 lat i też dodaję smile Ale już nie muszę polować..stoi na regale w sklepie, różne marki.
      • monia.i Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 26.03.17, 23:45
        Tak, coś w tym jest. Moja pierwsza "małżeńska" lodówka przetrwała lat kilkanaście, kolejna - kilka. Tak samo z odbiornikiem tv, z pralką. Przy czym rozumiem, że wchodzą nowe rozwiązania, technologie, każdy nowy sprzęt ma nowe funkcje, więcej elektroniki..Postęp i tak dalej smile Ale te nieszczęsne, wywołane w startowym poście patelnie - no bez sensu produkowanie złomu, rok po roku. Teflonowe, porcelanowe, niby coraz lepsze - ale żywotność mała. No i myć miękką gąbeczką, używać drewnianych łopatek..jednym słowem cackać się jak z jajem. A i tak dziadostwo po mniej więcej roku było do wymiany, Te buty, kupowane na dwa sezony. Torebki, tanie i skóropodobne. Zaczęła mnie ta "chwilowość" uwierać. Poza tym - lubię, gdy rzeczy mają swoją historię smile Ale to już moje prywatne upodobanie, no i rzecz jasna nie obejmuje wszystkiego smile
        • skynews Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 30.03.17, 23:55

          no właśnie...z tymi patelniami to tak: chyba na początku 90'tych jakiś domokrążca namówił
          nas na bardzo drogą patelnie ze stali 18/10 (robi się podobno narzędzia chirurgiczne) znanej firmy, bardzo ciężką i solidną bo miała być "zdrowa" bez żadnego teflonu, chemii i innych, która jest do dzisiaj jak nowa tylko że wszystko się na niej przypala i przykleja - nie praktyczna. Teflonowe i ceramiczne są ostatnio relatywnie tanie i jak widzę że teflon podrapany a emalia odpryskuje to nowa...
          Albo przepiękny elektroniczny czajnik Philips'a - można było nastawić temp. wody od 20°C do 100°C w odstępach co 10 stopni. Np. podobno białą herbatę zalewa się wodą 85 - 90°C.
          Działało to super ale rok po upływie dwuletniej gwarancji nagle grzał tylko do 30°C - zbadałem sprawę i okazało się że był celowo tak zaprogramowany przez producenta żeby przestał działać po trzech latach od pierwszego uruchomienia - i co Philips z tego ma ?
          Prędko nic tej firmy nie kupię i pewnie nie tylko ja...
          Atrament do drukarek - czy się go używa czy nie to i tak zniknie bo ma specjalny dodatek aby wyparował po ca. 6, 7 miesiącach nawet szczelnie zamknięty pomijając to że komplet oryginalnych atramentów kosztuje więcej niż nowa drukarka...świństwo ale się nie damy smile

          --
          No hell below us - Above us only sky
          \J.Lennon\
          Enjoy the Music !
          • monia.i Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 01.04.17, 00:27
            Skynews, umiesz podejść człowieka wink
            No, między innymi takie bajery mnie wkurzają, jak super-hiper czajnik znanej firmy, który robi wszystko. Przez rok, a potem odmawia posłuszeństwa i kupujesz nowy, bo naprawa się nie opłaca. Albo kolejną maszynę do czegoś tam.
            Żeby nie było - lubię wydawać pieniądze, ale na coś sensownego. Na coś, co ma związek z pasją, dobry sprzęt stereo albo aparat fotograficzny. Fajna, ciepła kurtka puchowa. Coś, co ma sens.
            Skynews, a przygotowaliście tę patelnię do współpracy? Bo to chyba cały ceremoniał jest, trzeba ją przepalić wink Wówczas wytwarza się naturalna powłoka ochronna. No i one mają to do siebie, że im częściej używasz, tym staje się lepsza. Niewykluczone, że trzymacie w zamknięciu Feniksa, zamiast pozwolić mu latać wink
            • skynews Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 04.04.17, 23:48

              Monia...
              przygotowujemy zgodnie z zaleceniem patelnię do współpracy...rzeczywiście ceremoniał i nie takie to proste bo mamy płytę ceramiczną a ta jest tak zabezpieczona że w żaden sposób
              garnków i patelni przepalić się nie da.
              Trzeba było iść do sąsiadów - gaz mają.
              Coś w tym jest: metal trochę zmienił kolor na ciemniejszy i bardziej błyszczący się zrobił, jakby kropla wody na nim była ale nie na środku tylko dokładnie i cieniutko na całej powierzchni patelni...zobaczymy jakie np. karminadle wyjdą smile

              A ten czajnik to nie tylko mądry...to sztuka użytkowa, ładny był ale żeby robił to co chce...skandal sad i właściwie od tego czasu w ogóle nie używamy żadnego czajnika.

              ...dobry sprzęt stereo albo aparat fotograficzny: jest problem i nie wiadomo co z tym zrobić
              bo od jakiegoś czasu bezużyteczne to wszystko. Właściwie tylko jeszcze głośniki i wzmacniacz
              są potrzebne a reszta np. Blu-ray Disc, DVD, CD, gramofony, magnetofony, etc. niestety do lamusa łagodnie przeszły. Aparat fotograficzny też leży w szufladzie bo smartfon z dobrą kamerą ma się cały czas przy sobie...również cała domowa kolekcja CD mieści się w smartfonie i można to odtwarzać dosłownie wszędzie i żeby grało nic się nie musi kręcić...

              --
              No hell below us - Above us only sky
              \J.Lennon\
              Enjoy the Music !
              • monia.i Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 05.04.17, 00:30
                Skynews, i te dwie ostatnie linijki Twojego postu są niejako kwintesencją. Można mieć super sprzęt stereo, aparat-lustrzankę nagrywarkę też - ale najbardziej przydatny jest dobry smartfon. I zawsze pod ręką. Trudno z tym walczyć, no i w sumie po co.
                Karminadle wyjdą, pod warunkiem, że patelnia będzie rozgrzana, tłuszczu dowolnego nieco więcej, niż na teflonie, i pozwolicie się im zrumienić samoistnie smile
                • skynews Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 05.04.17, 01:44

                  Monia,
                  masz rację...nie ma co walczyć chociażby z tego powodu że dzisiaj ten super sprzęt mamy w
                  torebce albo w kieszeni. Tam np. gdzie tracimy czas w poczekalni do lekarza, urzędzie...
                  słuchawki na, albo w uszy i już przenosimy się w świat niuansów akustycznych i, albo wizualnych. To czekanie strasznie krótkie się staje smile
                  To tak jak z filmów science fiction z początku 90'tych: te wszystkie ekrany dotykowe, kamery, filmy, skanery, GPS'y...to wszystko teraz mamy, korzystamy na potęgę legalnie i prawie za darmo.
                  A w piwnicy kilka kartonów z kasetami magnetofonowymi i wideo...nawet nie wiem gdzie to do utylizacji oddać sad przemijająca trwałość rzeczy małych...może to jakaś taka zmiana pokoleń
                  wśród rzeczy spowodowana postępem technologicznym ?

                  --
                  No hell below us - Above us only sky
                  \J.Lennon\
                  Enjoy the Music !
                      • kan_z_oz Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 06.04.17, 00:21
                        Mam slabosc do muzyki. Nie mam wiec zamiaru pozbyc sie plyt CD i zaluje, ze nie mam juz plytoteki, czyli plyt. Nie slucham wiec u lekarza czy w innych miejscach. Lubie za to usiasc w domu i z kanapy sie delktowac. Wrocilam wiec do hifi zestawu lampowego. Brakuje mi wiec obecnie odpowiednich glosnikow, czyli stojacych na podlodze. Nie mam sie zamiaru pozbywac, czy unowoczesniac. Jak przyjdzie potrzeba to bede reperowac.
                        --
                        Kan_z_oz
                        • skynews Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 06.04.17, 03:15

                          nie, nie o to chodzi...
                          nikt nie proponuje pozbywania się CD (można CD traktować jako swojego rodzaju bardzo trwale archiwum) tylko zmianę na inny format zapisu cyfrowego: MPEG Audio Layer III,
                          krotko .mp3 o dużo lepszej jakości. .mp3 zapisujemy w smartfonach, na kartach pamięci...główna zaleta to lepsza jakość w porównaniu do CD i ca. dziesięciokrotnie mniejsza wielkość pliku.
                          Możemy .mp3 zapisać znowu na CD-R (Compact Disc Recordable) i odtwarzać na DVD/BlueRay. Na 1 CD-R da się nagrać ca. 8 - 10 CD - oszczędność miejsca ogromna.
                          Dodatkowa zaleta to to że widzimy tytuł i wykonawcę - na odtwarzaczach CD widzimy tylko
                          tzw. track_nr. i czas utworu. Jak ktoś chce może do plików .mp3 wpisać np. teksty piosenek
                          czy jakieś osobiste dedykacje, zdjęcie wykonawcy czy oryginalny cover CD...wszystko to pokaże wyświetlacz.
                          Ach...można bardzo dużo, np. zrobić dowolne składanki różnych utworów z różnych CD.
                          Odsłuchujemy to na dobrych słuchawkach - jest tego mnóstwo na rynku w przyzwoitej cenie
                          np. takie DJ_MDR-V55 albo przesyłamy naszą muzykę
                          z naszego tabletu albo smartfona do wzmacniacza przez bluetooth, domową sieć wi_fi albo
                          kablem z wyjścia słuchawkowego smartfona.
                          Siadamy sobie więc w domu i z kanapy się delektujemy...z wyświetlacza smartfona obsługujemy cały zestaw hifi bez żadnych dodatkowych pilotów a jak np. zadzwoni telefon to na czas rozmowy jest automatyczna pauza.
                          A jak idziemy z wizytą do przyjaciół i chcemy im zaprezentować naszą nową muzę to również to zagra bez problemu.

                          Nie ma tu raczej mowy o unowocześnianiu lecz o optymalnym wykorzystaniu tego co już mamy.

                          "hifi zestawu lampowego" - masz na myśli wzmacniacze lampowe (zamiast tranzystorów) ?
                          Pytam bo to wyższa klasa wzmacniaczy...dla perfekcjonistów, koneserów i kosztują tyje co dobry samochód.
                          Głośniki nie muszą stać na podłodze i być duże. Mogą stać na regale, obok telewizora, wisieć na ścianie albo suficie i być małe. Jako że ponad 80% mocy odtwarzanego dźwięku wytwarza głośnik niskotonowy to do pełnego brzmienia potrzebujemy oprócz co najmniej 2 małych głośników średnio_wysoko tonowych jeszcze aktywny subwoofer (głośnik niskotonowy z własnym wbudowanym wzmacniaczem). Ponieważ człowiek nie jest w stanie określić kierunku, z którego dochodzą niskie dźwięki o częstotliwości poniżej 250Hz (bass) to subwoofer można tak ustawić że będzie niewidoczny i dodatkowo można nim tak manipulować żeby w pomieszczeniu nie powstała niskotonowa akustyczna fala stojąca - buczenie.
                          W innym wątku napisałem już że jak są zainteresowani to możemy zająć się robieniem innych formatów (np. .mp3,FLAC)

                          ...mam nadzieję że Monia nie będzie zła za skręcanie jej wątku smile

                          --
                          No hell below us - Above us only sky
                          \J.Lennon\
                          Enjoy the Music !
                          • kan_z_oz Re: Przemijająca trwałość rzeczy małych... 06.04.17, 05:35
                            Jestem pewna, ze znajda sie chetni nauczenia sie innych formatow. Mnie sie nie za bardzo chce, bo to wymagaloby kupienia dodatkowego sprzetu.

                            Jest obecnie sporo sprzetu lampowego, ktory juz nie kosztuja jak samochod. Sporo jest hybrydow, czyli pare lamp i czesc tranzystorow. Zreszta, jak przegladam to glownie Niemcy lubia sie bawic takim sprzetem.

                            Oczywiscie, ze potrzebuje dwie kolumny stojace i pewnie do tego subwoofera. Moje obecne sa wlasnie szafkowe i zbyt male do wzmacniacza.

                            --
                            Kan_z_oz
                            • skynews Re: 06.04.17, 21:29

                              "Jestem pewna, ze znajda sie chetni nauczenia sie innych formatow. Mnie sie nie za bardzo chce, bo to wymagaloby kupienia dodatkowego sprzetu."

                              nie szukam chętnych do niczego i nic nie trzeba kupować, niezrozumienie totalne...dobrze,
                              zostawiamy ten temat smile

                              --
                              No hell below us - Above us only sky
                              \J.Lennon\
                              Enjoy the Music !

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka