Dodaj do ulubionych

My tu gadu gadu ... a tam ... :-) Czesc 36

20.11.04, 10:44
Andaluzja. Mala wioska Matalascañas na atlantyckim wybrzezu, lipiec, 37C w
cieniu ale nie czuje sie tego, bo wiatr od oceanu... Siedze w chiringuito u
Francisa przy "moim" stoliku, patrze na ocean, na ludzi, popijajac wino z
lemoniada. W barze gra pierwsza, dopiero wypuszczona plyta Montse Cortés,
mlodziutkiej Gitana z Triany, a Francis tlumaczy mi kto zacz.

Wszystko wydaje sie swietliste i jasne i pewne, jestem pewna jutra i pojutrza,
znam przyszlosc. Wiem tez, ze po obiedzie pojde plaza na dlugi spacer w
strone delty Doñana, dalej niz hotele i pensjonaty i ludzie, a w uszach bede
miec Montse. I wiem, ze jutro zrobie to samo, i ze za rok tu wroce, i za dwa
lata tez.

Otwieram oczy. Patrze na paryskie sloneczne niebo i widok dachow, i wieze E.,
rozgladam sie po mieszkaniu, ktorego za tydzien juz nie bedzie. Tzn. bedzie
ale beze mnie, bez moich rzeczy, obrazow, bez zapachu kawy.

Jedyne co sie zgadza na tym obrazku to pierwsza plyta Montse. Reszta byla
tylko wspomnieniem, a mnie w oczy uporczywie zaglada niepewnosc jutra.

Biorac niepewnosc za reke ide stawiac tzw. czola. Mam 6 godzin do przyjscia
gosci, sporo do zrobienia, ale stawiam sie do pionu i "ryjem do przodu"...
Bede gadac tutaj tak czy owak smile))

Grafomansko przedkladam

Jutka wink))

--
Wywabiam plamy na schody i piore po mordzie
Wysadzam skrzynki balkonowe
Obserwuj wątek