Dodaj do ulubionych

Muzyka i jej pochodne.

25.01.09, 18:35
Muzyka towarzyszy nam na codzien. W chwilach waznych i na spacerach
z psami.
Wlasnie odsluchalam Groszek i Roze Eway Demarczyk i Zbigniewa
Koniecznego i uswiadomolam sobie ze jednak sa pewne "kawalki" ktore
potrafia mnie, osobe calkowicie nieromantyczna, malo wrzliwa,
wprowadzic w trans. Inne podrywaja mnie do boju, jeszcze inne
powodoja ze krok moj staje sie marszowy, lub zwyczajnie zaczynam
podtancowywac na ulicy.
Oczywiscie to jest jeden z efektow chodzenia w muzycznoradiowych
nausznikach.
Jak reagujecie na muzyke? Jakie miejsce zajmuje w Waszym zyciu
codziennym i niecodziennym?
--
Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
Edytor zaawansowany
  • dado11 25.01.09, 19:58
    No cóż, nie lubię muzyki, która mnie napastuje, która wwierca mi się
    krzykliwie w uszy czy dudni we wątpiach, głusząc rytm mojego
    serca...
    Lubię muzykę ciepłą, "z dużą ilością nutsmile", niekoniecznie
    melodyjną, ale taką która mi towarzyszy. Nie jestem w stanie
    zapamiętać tekstów, więc się nimi nie kłopoczę, ale czasem nie
    zdzierżam powalającej brzydoty "poezji"...
    Lubię jazz, lubię muzykę klezmerską, cygańską, lubię rytmy gorącego
    południa, i klasykę, choć za młodu wydawała mi się nieznośna...
    ---
    Kobiety nie można zmienić. Można zmienić kobietę, ale to niczego nie
    zmienia...smile
  • mammaja 25.01.09, 20:14
    Ostatnio na moje pytanie "jaka lubi muzyke" - pewna mloda osoba odpowiedziala:
    "a taka z radia". odpowiedz ta wprawila mnie w zdumienie, ktore trwa do
    dzisiaj, ale powolutku zaczynam domyslec sie o co jej chodzi smile Otoz ja takiej z
    radia, czyli byle co, przypadkowo pomieszane nie bardzo lubie. Ale jak np.
    prasuje to moze byc np. z radia clasic. O roli muzyki w moim zyciu moglabym
    napisac prace conajmniej licencjacka, wiec moze wroce do tego tematu smile
  • verbena1 25.01.09, 20:48
    No wlasnie, muzyka z radia jako tlo wydarzen ,okresow zycia i uczuc.
    Kiedy jeszcze nie bylo tych irytujaco glosnych i denerwujacych
    reklam,radio bylo wlaczone non stop.
    Do tej pory kiedy slysze np.Kore i Mannam widze corke i siebie
    sluchajacych Listy przebojow w naszym starym, przytulnym mieszkanku,
    a "Plaza,dzika plaza" Czerwonych Gitar kojarzy mi sie z pewnym
    brodatym blondynemsmile
  • fedorczyk4 25.01.09, 20:55
    Wroc bardzo Cie prosze, bo wlasnie prace licencjackie na temat mnie
    interesujawink
    Ja jestem podobno kompletnie pozbawiona i sluchu i pamieci
    muzycznej. To o pamieci to wiem sama, to drugie twierdzi moja Mama.
    Niemniej muzyka towarzyszy mi w zyciu od zawsze. Nie wiem jakim
    cudem, jako gluchy i tepy pien, ale od pierwszj licealnej zaczelam
    uczeszczac do filharmonii i na koncerty wszelakie. Maz mojej Pani od
    Fizyki byl glownym specem radiowym od kalsyki. Mial tony plyt i jak
    na tamte czasy swietny sprzet. No i staral sie takie debile muzyczne
    jak ja ukulturalniac. Robil nam sesje operowe i inne.
    W Demarczyk zakochalam sie chyba wczesniej, nie pamitam kiedy, bo
    mam takie dziwne wrazenie jakbym od poczatku swidomosci rosla z jej
    pisenkami, poezja i dramatem w nich zawartych.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
  • foxie777 26.01.09, 16:19
    Fed ja zawsze uwielbialam Demarczyk,przypomnialas mi o niej to sobie
    wlacze cd.Czy Ona teraz wystepuje?
    Muzyka jest dla mnie wazna bardzo,od klasycznej do bluesa .
    Moglabym tez o tym pisac dlugo.
    pozdr
  • mammaja 26.01.09, 18:08
    Fed, to musze zrobic jakas wewnetrzna selekcje zdarzen i wrazen, bo naprawde
    byloby za dlugie smile
  • mammaja 02.02.09, 00:07
    No podnosze ten watek. Zaczne od wuja za sciana. Wuj wieczorami gral na
    fortepianie, akurat jego mieszkanie przylegalo do mojego pokoju ,
    nie gral nadzwyczjnie - ot, amatorsko, ale przyjemnie. Moge wiec powiedziec ze
    doslownie do snu kolysal mnie sonatami Bethovena czy Mozarta. Potem odnajdywalam
    te znane z dziecinstwa utwory ,poznajac ich tytuly i autorow, juz w szkole
    muzycznej i pozniej.
    Biedna w rozrywki mlodosc w socjaliznmie sprawiala, ze masami chodzilam do
    filharmonii. Chodzila tam duza czesc mojej rodziny, a miejscowki dostawalismy od
    bardzo zaprzyjaznionej pani, ktora tam pracowala.
    Znalo sie przynajmniej z widzenia wszystkich krakowskich melomanow,
    a bardzo wielu osobiscie. Nie bede tu wymieniac nazwisk, ale sa ogolnie znane.
    Pare lat szkoly muzycznej dalo mi pewne przygotowanie do sluchania muzyki
    powaznej - i jest ona poprostu jakas czescia nierozerwalna mojej egzystencji.
    Poza tym u dziadka byl patefon - przedwojenny, swietnej firmy, przerobiony z
    czasem na elektryczny - a do niego stosy plyt firmy "His master voice". Ten
    bialy foksterierek na obrazku, sluchajacy przez tube glosu swojego pana - jak mi
    powiedziano - bardzo dzialal na wyobraznie. Najbardziej lubilam, jako dziecko,
    "Ucznia czarnoksieznika" , "Miłośc do trzech pomaranczy" i "Rok 1912 - (ten
    ostatni Czajkowskiego. Takie utwory muzyczne "z fabula" smile
    No i to jest tylko poczatek o muzyce w mmoim zyciu - ale ostrzegalam, ze to
    wielki temat!
  • ma-rgot 02.02.09, 15:49
    Dzien dobrysmile
    Muzyka...piękny i wdzięczny temat
    Jestem rozkochana w muzyce lat 60-ych
    Chętnie tu w gronie muzykujących zostane... o ile mnie gospodyni przyjmie
    Pozdrawiam serdeczniesmile
  • mammaja 02.02.09, 16:58
    Witaj mar-got! Wprawdzie nie jestem gospodynia tego watku, ale rownie
    serdecznie zaprasza, do pisania o muzyce i nie tylko smile
    A lata 60 te to lata wspanialej muzyki! I do tego mam zamiar dojsc smile
  • gaudia 02.02.09, 20:26
    mogłabym o muzyce w zyciu dużo, choc nie jestem melomanką

    przede wszystkim miałam szczęście w podstawówce. Pierwsze cztery lata szkoły to
    "przerabianie" Śpiewnika dla dzieci z piosenkami/pieśniami Noskowskiego do słów
    Konopnickiej, z fotografiami Puchalskiego. Uczylismy się czytania partytury,
    każdy z nas miał ...rany, jak to się nazywało?...duże cymbałki w walizeczce, z
    półtonami....No oczywiście takoż instrumenty perkusyjne..
    Piekne uczenie muzyki, naprawdę. Śpiew, gra, rozmowy...


    Nawet bez muzyki w domu - powstają ciągoty i tęsknoty, które chce się zaspokoić.
    Jest też wskazanie na dobre "zestawy dźwięków".

    Jak dobrze, że wtedy nie było sieczki "muzycznej" w radio i tv smile

    --
    ***Radosław Sikorski zapewnił, że prezydent będzie wysyłany na Kaukaz aż do
    skutku... ***
  • fedorczyk4 03.02.09, 09:44
    Czy muzyka trzeba zarazic sie w dziecinstwie? Z dziecinstwa w latach
    60 pamietam jedynie jakies hity z radia. Pomimo ze teraz w ramach
    tworzenia etosu rodzinnego, slysze ze sluchalo sie Chopina i nie
    tylko, to ja uwazam ze to sa opowiesci dziwnej tresci. Muzyka nie
    zajmowala zadnego miejsca w zyciu rodzinnym. Jako pachole bylam
    kilkakrotnie zabierana do opery i filharmonii, przez najlepszego
    przyjaciela moich dziadkow, ktory chcial zapelnic muzyczna pustynie
    mego zycia, ale wspomnienia z tych bytnosci mam raczej metne i
    glownie wspominam nuuude. Muzyka zaistniala w sposob swiadomy w moim
    zyciu kiedy mialam 13/14 lat i to strasznie uparcie. Wszystko co mi
    sie od tego czasu przytrafilo jest muzycznie zilustrowane. Wystarczy
    ze o czyms pomysle a juz slysze dzwieki ktore mi prry tym
    towarzyszyly. I na odwyrtke.
    --
    Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka