Dodaj do ulubionych

Smaczki z tłumaczeń

01.05.08, 12:15
Na sąsiednim, skądinąd bardzo sympatycznym forum fanow Malgorzaty
Musierowicz pojawił się wątek o nazwie "Nutria - tłumaczka
kryminałów". Teoretycznie mówi on o jednej z bohaterek Jeżycjady, w
praktyce zaś traktuje o różnych zabawnych wpadkach tłumaczy, w tym
równiez tłumaczy kryminałow Agatki. I tak myślę, że jednak
wypadaloby, aby takie wpadki można było znaleźc i na naszym forum :)
Dlatego proszę uprzejmie o wpisywanie tutaj różnego rodzaju smaczków
z tłumaczeń:) mogą być to smaczki zabawne, wkurzające, świadczące o
nieznajomości realiów i tak dalej.
Ja nie znalazłam ostatnio żadnych uderzających pomyłek. Tylko
czytając wczoraj "Noc w bibliotece" zdenerwowało mnie nazwanie
Raymonda Westa Ryszardem! Notabene, sam tytuł też jest moim zdaniem
bez sensu przetłumaczony. Dosłownie powinien brzmieć "Ciało w
bibliotece" - wydawałoby mi się to bardziej sensowne, jako ze o nocy
w bibliotece może opowiedzieć nam co najwyżej trup.
--
"Będziemy szli, nieprzerwanie,w ulewie,skwarze,huraganie,przez
chwiejne mosty,grząskie bagna,chaszcze,pustynie i mokradla...z wiarą
w następny zakręt drogi,co znów okaże się nie ten..."(SDM)
Obserwuj wątek
    • bejaa Re: Smaczki z tłumaczeń 01.05.08, 17:48
      Mnie osobiście bardzo denerwowały tłumaczenia tytułów powieści Agathy
      występujące w "Autobiografii". Czy ta tłumaczka nie mogła przed rozpoczęciem
      pracy zadać sobie trudu zaznajomienia się z powszechnie przyjętymi tłumaczeniami
      tytułów? Zamiast tego wymyśla jakieś niestworzone nazwy - niektórych przez to
      wogóle nie mogłam skojarzyć! Nie pamiętam już teraz konkretnych przykładów, bo
      oddałam już tę książkę do biblioteki, ale jak ktoś ma możliwość to niech
      przytoczy. Pamiętam, że były niezłe... :/
    • drfell1 Re: Smaczki z tłumaczeń 06.05.08, 16:49
      An Autobiography Agatha Christie
      "The last chapter, for instance; I had written it as a court scene, but it was quite impossible written like that. It was in no way like a court scene—it would be merely ridiculous. Did I think I could do something to bring about the denoument in another way? "

      Autobiografia Agatha Christir tom I tłum. Teresa Lechowska (II tom tłumaczy ktoś inny)

      "Na przykład ostatni rozdział — koncypowałam go jako scenę zalotów, ale zrobiłam to nie tak, jak należy. W efekcie nie przypomina sceny zalotów i jest po prostu śmieszny! Czy myślę, że umiałabym coś z nim zrobić, by doprowadzić w inny sposób do rozwiązania zagadki?"

      Tłumaczka nie dość, że słabo zna angielski to jeszcze nie zna twórczości Vhristie.
      • anchema Re: Smaczki z tłumaczeń 17.06.08, 12:09
        nie pamiętam gdzie, ale w którejś z książek, chyba "Hotel Bertram", żona Raymonda staje się nagle siostrzenicą panny Marple, zamiast Raymonda
        w ogóle wydania Wyd.Dolnośląskiego są dosyć niechlujne, czasem nie ma nawet ortograficznej korekty - mam na myśli wydania z końca lat 90-tych, nie te najnowsze

        tak w ogóle to dzień dobry, bardzo fajne forum
        • ewa9717 Re: Smaczki z tłumaczeń 17.06.08, 20:51
          Irytuje mnie, że rózne wydawnictwa wydają tę samą książkę pod
          różnymi tytułami.
          A, przypomniało mi się: w "Śmierci na nilu" ginie złota dziewczyna
          Linnet (Linett?), a w jakimś innym kryminale wspomina się o tym jako
          o śmierci męzczyzny.
          • blue_eyes Re: Smaczki z tłumaczeń 18.06.08, 14:22
            jeden ze 'smaczków' wyszedł kiedyś przy Zagadkach - odpowiedź była
            utrudniona ze względu właśnie na odmienne tłumaczenie:
            zagadka brzmiała: Jakie znaczenie miał powrót Amosa Perry'ego z
            Tsingtau?, a dotyczyła tego konkretnego fragmentu opowiadania:
            "Kochany doktorze Rosen! Dr Helmut Spalh przesyła serdeczne
            pozdrowienia. Któregoś dnia spotkałam Edgara Jacksona. Zarówno on,
            jak Amos Perry powrócili już z Tsingtau. Daję słowo Honoru, nie mogę
            powiedzieć, bym zazdrościła im tej eskapady. Czekam na wiadomości.
            Pamiętaj, co pisałam wcześniej: strzeż się pewnej osoby. Wiesz, kogo
            mam na myśli, choć nie zgadzasz się ze mną. Georgine”.

            Okazało sie, że w różnych tłumaczeniach są zupełnie inne dane! nie
            mam tego wydania, więc wiem tylko tyle, co podała ANCZA7 w
            odpowiedzi - "Zagadka była tym trudniejsza, że w wydaniu z Hachette
            (tłum. Ewa Mikina) to był Matthew Perry i Rangun."

            Anczo, tak z ciekawosci, czy mozesz zacytować dokładnie ten list z
            Twojego wydania?

            poza tym mnie też drażnią różne wersje imion i nazw, tłumaczone albo
            i nie (veto dla Ryszarda:).
            właśnie czytam 'Wigilię Wszystkich Świetych' i nazwa domu
            funkcjonuje tutaj jako 'Apple Trees' na przemian z 'Jabłonkami'...
            aż tak słaba pamięć?
            • ewa9717 Re: Smaczki z tłumaczeń 18.06.08, 16:15
              Nie, po prostu niektóre wydawnictwa oszukują, łudząc szansą
              zatrudnienia i dają róznym ludziom do przetłumaczenia 1 rozdział "na
              próbę". Potem mówią, ze niestety, a z "prób" klecą całość. Może i z
              którąś agatką tak było?
            • ancza7 Re: Smaczki z tłumaczeń 19.06.08, 09:22
              Cytuję:
              "Drogi Doktorze Rosen
              Wróciliśmy ze Śnieżnej Doliny, gdzie towarzyszył nam Matthew Perry. W tych
              dniach odwiedził mnie Ian Spath - on i Edgar Jackson właśnie zakończyli wyprawę
              do Rangunu. Zna Pan moją Ćekawość świata, a jednak zazdroszczę im tej podróży.
              Czekam na wieści od Pana. Powtarzam raz jeszcze: niech się Pan strzeże pewnej
              osoby. Wie Pan, o kim mówię, choć nie chce się Pan ze mną zgodzić.
              Pozdrawiam
              Georgine"
              Nie mam niestety oryginału żeby porównać, ale widać, że różnice spore:) Ćekawość
              - tak jest właśnie napisane i ma zawierać ostatnią literę ostrzeżenia: ŚMIERĆ
              • blue_eyes Re: Smaczki z tłumaczeń 19.06.08, 10:04
                ok, mam: "My Dear Rosen, Just back from Dr Helmuth Spath's. I saw
                Edgar Jackson the other day. He and Amos Perry have just come back
                from Tsingtau. In all Honesty I can't say I envy them the trip. Let
                me have news of you soon. As I said before: Beware of a certain
                person. You know who I mean, though you don't agree. Yours Georgina."

                czyli w moim tłumaczeniu (Dolnośląskie) pozostali przy układzie
                oryginału D-E-A-T-H, w Hachette przekombinowali na polską wersję
                słowa. co lepsze?

                --
                Słoniocy!
                    • aliana Re: Smaczki z tłumaczeń 11.07.08, 10:54
                      też czytam stare wydanie Zatrutego pióra i jedna rzecz mnie ciekawi.
                      Herbata pita jest tam w SZKLANKACH, A NIE FILIŻANKACH, nie wiem czy
                      to wymysł tłumacza, czy też na wsi angielskiej przejęto nasze
                      słowiańskie zwyczaje
                      --
                      nie ma ludzi zdrowych psychicznie, są tylko niezdiagnozowani
                      • robespier Re: Smaczki z tłumaczeń 11.07.08, 12:47
                        Tego akurat to nie jestem taki pewien...
                        Pamiętam, że D. Suchet w filmach często pił coś ze szklanki w
                        srebrnym koszyczku (wielu z nas zapewne pamięta takie uchwyty z
                        czasów PRL)
                        Również firmy takie jak WMF (niemiecka) czy Fraget (polska, ale
                        znana w całej Europie) produkowały takowe koszyczki do szklanej w
                        stylu secesji czy art deco.
                        • aliana Re: Smaczki z tłumaczeń 11.07.08, 13:52
                          tyle że zazwyczaj w ksiażkach A.C. była mowa o "filiżance mocnej,
                          gorącej herbaty", jako lekarstwu na nerwy a tutaj po raz pierwszy
                          spotkałam "szklankę dobrej, mocnej herbaty", stąd moje zdziwienie,
                          no chyba, że bohaterowie tak się zdenerwowali że filiżanka
                          niewystarczyłaby :)
                          --
                          nie ma ludzi zdrowych psychicznie, są tylko niezdiagnozowani
                          • dominikjandomin Re: Smaczki z tłumaczeń 14.07.08, 11:29
                            aliana napisała:

                            > tyle że zazwyczaj w ksiażkach A.C. była mowa o "filiżance mocnej,
                            > gorącej herbaty", jako lekarstwu na nerwy a tutaj po raz pierwszy
                            > spotkałam "szklankę dobrej, mocnej herbaty", stąd moje zdziwienie,
                            > no chyba, że bohaterowie tak się zdenerwowali że filiżanka
                            > niewystarczyłaby :)

                            W Anglii pojawiały się wpływy rosyjskie, a ta szklanka z koszyczkiem jest typowo
                            rosyjska. Może to o to chodzi?
                            • blue_eyes Re: Smaczki z tłumaczeń 14.07.08, 13:55
                              1) masz rację aliano, w moim wyd. też są szklanki, jakoś nie
                              zwróciłam uwagi
                              po 2) sprawdziłam jak to jest w oryg. z tymi szklankami - stoi jak
                              byk "cup of tea", co o ile wiem znaczy jednak filiżanka (ew. kubek,
                              ale nie mieszajmy dodatkowo kolejnych naczyń;)
                              nie rzuciło mi się jakos w oczy "teacup", co mogłoby jeszcze
                              tłumaczyć tłumacza...
    • the_dzidka Re: Smaczki z tłumaczeń 15.09.08, 15:52
      To ja wspomnę o tym, co pisałam na forum MM: w Nemezis do panny
      Marple podchodzi mężczyzna i przedstawia się: "Nazywam się
      Archdeacon Brabazon". Jak mnie ten Archdeacon trzepnął po oczach...
      Tamże, lub w Karaibskiej Tajemnicy, panna Marple jest nazywana po
      prostu Marple. Wiem, że tak pisała AC, ale jednak w polskich
      wydaniach przywykłam do "eleganciejszej" wersji z panną Marple i
      strasznie mi zgrzyta taki brak szacunku.

      --
      Dzidka

      ~~ Outernet. To ten dziwny i niezrozumiały świat, który znajduje się
      poza Internetem. ~~
      • sowca Re: Smaczki z tłumaczeń 15.09.08, 21:29
        Tak, panna Marple brzmi zdecydowanie lepiej. Co ciekawe, nie
        przeszkadza mi, kiedy jest napisane Poirot, a nie pan Poirot.
        W moim wydaniu "Morderstwa na plebanii" panna Marple ma na imię
        Janina. Buntuję się zarówno przeciwko Janinie, jak i Joannie. Tylko
        Jane!!!
        --
        www.rosemond.ovh.org/ - moja strona :)
        • chudonoga Re: Smaczki z tłumaczeń 02.12.08, 13:49
          W ramach jesiennego odświeżania twórczości Christie sięgnęłam
          po "Zerwane zaręczyny" (wyd.Hachette). Jedna z głównych bohaterek
          przez całą książkę "zmienia" imię i nazwisko. Bywa Mary Gerrard,
          bywa Mery Genard itp. Nie wiem czy to błąd tłumacza, czy raczej
          niedbalstwo korekty, ale wkurza.
          • the_dzidka Re: Smaczki z tłumaczeń 04.12.08, 09:22
            O tym już było w jakiejś dyskusji:
            "(...) Kolejnym drobnym punktem była oczywista łatwość, z jaką panna
            Debenham użyła terminu „rozmowa międzynarodowa” na rozmowę
            telefoniczną. A przecież twierdziła, że nigdy nie była w Stanach."
            Znający angielski z grubsza rozumieją, w czym rzecz, ale
            przetłumaczone to zostało wyjątkowo niezręcznie :-)

            --
            Dzidka

            ~~ Outernet. To ten dziwny i niezrozumiały świat, który znajduje się
            poza Internetem. ~~
              • the_dzidka Re: Smaczki z tłumaczeń 05.12.08, 12:12
                sowca napisała:

                > Ja z grubsza znam angielski, ale nie rozumiem, o co tu chodzi :P

                hehe :-) Panna Mary Debenham uzyła jakiegoś zwrotu
                charakterystycznego dla Amerykanów, którego nie miała prawa użyć,
                jeśli - jak twierdziła - nie była w Stanach. Cos mi się majaczy, że
                Amerykanie mają jakies dziwne określenia na rozmowy krajowe,
                zagraniczne i międzykontynentalne, ale "rozmowa międzynarodowa" to
                jakies ni przypiął, ni wypiął, zgrzyta okropnie i jestem pewna, że
                zostało to źle przetłumaczone. Muszę sięgnąć po oryginał :-)



                --
                Dzidka

                ~~ Outernet. To ten dziwny i niezrozumiały świat, który znajduje się
                poza Internetem. ~~
    • zzdorka Re: Smaczki z tłumaczeń 10.02.09, 22:59
      Bardzo lubię wolne tłumaczenia zachowujące sens.

      W Teatrze Syrena w Wawie na przedstawieniu "Pajęcza sieć" bardzo fajnie
      przetłumaczono:

      "A horse chestnut or a chestnut horse - one of them makes all the difference"

      przetłumaczono jako - kamień węgielny to nie to samo co węgiel kamienny.
    • blue_eyes Re: Smaczki z tłumaczeń 08.04.09, 13:36
      czytam Smierć lorda Edgware'a, w wydaniu Phantom Press (z 1993, ci
      od dużej czcionki) i znów słabość... przez cały tekst zachowano
      francuskie wtrącenia Poirota jak i innych osób, z oryginalną
      pisownią itd. a tu nagle zobaczyłam coś takiego:
      "Nie mogę pana zrozumieć, mąsjer."

      chwilę mi zajęło załapanie, o co chodzi...
      sprawdziłam dla pewności wersję ang., tam jest OK, monsieur i nic
      więcej, 'skąd to coś' wyskoczyło, nie wiem.
    • qbin2001 Re: Smaczki z tłumaczeń 30.04.09, 19:29
      A mnie od lat gryzie tytuł "Noc w Bibliotece". Irytuje mnie to strasznie. W
      oryginale jest "Body in the library" i powinno być po prostu "Trup w bibliotece"
      i basta. Noc nie ma nic wspólnego z tą książką. Kto to wymyślił? I czemu od lat
      nikt tego nie sprostował?
      • sowca Re: Smaczki z tłumaczeń 14.07.09, 22:50
        Zakupiłam ostatnio "Tajemnicę rezydencji Chimneys" i "Zbrodnię na
        festynie" Wydawnictwa Dolnośląskiego i jestem zdegustowana. Ilośc
        literówek przekracza wszelkie normy, a tłumaczenie woła o pomstę do
        nieba.Jak już ktoś wyżej pisał, Poirot układa PUCLA, natomiast w
        schowku można znaleźc kije do KROKIETA.
        --
        Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
        • diego_8 Re: Smaczki z tłumaczeń 19.12.09, 18:30
          > Jak już ktoś wyżej pisał, Poirot układa PUCLA, natomiast w
          > schowku można znaleźc kije do KROKIETA.

          Pucel to zbyt daleko idące spolszczenie :) Ale z krokietem wszystko jest OK -
          przecież to nazwa gry, takiej, w jaką grali w "Alicji w Krainie Czarów", z
          kijami w kształcie młotków. chyba że z treści wyraźnie wynika, że chodzi o
          krykieta - to dwie różne gry.
          • qbin2001 Re: Smaczki z tłumaczeń 21.12.09, 23:50
            diego_8 napisała:

            > Ale z krokietem wszystko jest OK -
            > przecież to nazwa gry, takiej, w jaką grali w "Alicji w Krainie Czarów", z
            > kijami w kształcie młotków. chyba że z treści wyraźnie wynika, że chodzi o
            > krykieta - to dwie różne gry.

            Dodam jeszcze:
            Młotków używa się w Polo (na koniach).
            W Krykiecie używa się płaskich kijów.

            A krokiet... się je!
            • slotna Re: Smaczki z tłumaczeń 28.12.09, 16:52
              Za wiki:
              "Krokiet (z ang. croquet) - gra sportowa uprawiana głównie w Anglii i Stanach Zjednoczonych.

              Polega na jak najszybszym przetoczeniu kuli krokietowej za pomocą drewnianego młotka z jednej linii końcowej boiska na drugą i z powrotem. Zawodnicy muszą przetoczyć kulę wg ustalonego porządku poprzez 6-7 bramek.

              Popularna w XIX w. (opisana m.in. przez Lewisa Carrolla w Przygodach Alicji w Krainie Czarów). Przez pewien czas krokiet był nawet dyscypliną olimpijską."

              --
              Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
        • mamuka_z_boru Re: Smaczki z tłumaczeń 20.01.18, 17:34
          Pozwolę sobie na archeologię forumową, bo przeczytałam ponownie "Zbrodnię na festynie", i rany jeszcze dymią.
          Rezolutna, nastoletnia dziewczynka woła do Poirota: "Halo, Pan! " (domyślać się mogę, że w oryginale było "Hallo, sir!", ale na Odyna, po polsku tak powie najwyżej trzylatka). A zdruzgotana dama wykrzykuje "Och, drogi!"... I tak przez całą książkę...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka