Dodaj do ulubionych

Moskiewskie realia - prośba o pomoc

28.11.09, 19:10
Drodzy forumowicze! Mój wątek wprawdzie dotyczy rosyjskiej muzyki baardzo pośrednio, ale widzę, że zarówno wiedzę, jak i zainteresowania macie rozległe smile.
Piszę książkę związaną z Wysockim (beletrystyka, ale WW jest jej istotnym bohaterem) i potrzebuję informacji związanych z Moskwą w 1980 roku i dzisiaj. Niestety, nie miałam jeszcze przyjemności zobaczyć miasta na własne oczy, a z racji spraw niezależnych ode mnie jestem od prawie dekady zupełnie oderwana od, powiedzmy oględnie, kultury rosyjskiej - a to wystarczająco długi czas, żeby moja szczątkowa wiedza zdążyła się jeszcze bardziej zeszczątkowić.

Potrzebuję odpowiedzi na kilka pytań:
- jak wyglądała Moskwa 25.07.1980 roku (wiem, że z powodu olimpiady władze zadbały, by miasto było ludnościowo przerzedzone),
- czym jeździła milicja i jak wyglądał typowy moskiewski patrol milicyjny w tym dniu,
- jak wyglądała kwestia dodzwonienia się do pogotowia, czekania na karetkę i transportu (również na własną rękę) na oddział położniczy (gdzie?),
- jaka była pogoda tego dnia wczesnym rankiem (między 4.30 a, powiedzmy, 6.30),
- jak wyglądało typowe moskiewskie mieszkanie (z wyposażeniem) wtedy, a jak wygląda przeciętne mieszkanie dzisiaj (wiem, że to dość oględne pytanie, ale chodzi mi o pewne trendy),
- ubiór mieszkańców wtedy i dzisiaj - typowe mody,
- obecny wygląd (zdjęcia?) cmentarza Wagańkowskiego od wejścia do grobu Wysockiego,
- jak wygląda obecnie Moskwa: sklepy, samochody, reklamy, fasady domów itd. (możliwie najaktualniejsze zdjęcia by mi się przydały).

Wiem, że te pytania mogą wydawać się infantylne, ale ja naprawdę nie wiem, a informacje są bardzo istotne dla fabuły. Dziękuję za wszelkie linki, wspomnienia, relacje smile!
--
Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

Książki w prezencie
Edytor zaawansowany
  • czeget 28.11.09, 22:04
    Wiosna 1980-go bylem studentem w M, sesja egzamin. wtedy byla na ok.1-1.5 mies
    wczesnie niz zwykle, a potem studenci wyjechali na praktyki, to byla decyzja
    wladzy zeby na czas Olimpiady jak najmniej ludzi pozostalo w M.. Pare razy w
    tamtych latach bylem na "subbotnikach" - spzrataniu przy budowie nowej sceny w
    teatrze na Tagance, za prace dostawalismy wolny wstep na spektakle, ale WW na
    zywo nie widzialem.
  • nomina 28.11.09, 22:37
    Dzięki śliczne. Czy ja mogłabym Cię - może mailowo? - pomęczyć o trochę
    szczegółów? Chcę to odtworzyć jak najlepiej, a - niestety - na razie pozostaje
    mi pisanie metodą Karola Maya smile.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • czeget 28.11.09, 23:15
    cos odpisze jak bede wiedzial.. maslovka@gmail.com
  • lis888 29.11.09, 08:36
    MOskwa istotnie była pusta, ale ja tym byłam... z powodu mlodości -
    miałam wtedy 7 latwink Mama opowiadała, że pasażerów spoza Moskwy nie
    wolno było wpuszczac do do miasta, wszystkie delegacje były
    odwołane, pociągi wogółe nie jeździły. "Niepotrzebny element" (czyli
    prostytuki, bezdomni) był wyruzcony na przysłowiowy 101 kilometr,
    skąd "elektriczki" do Moskwy chwilowo nie jeździły.
    Miasto było wysprzątane na wysoki połysk, do sklepów w centrum i na
    trasach turystycznych a także w Olimpijskiej Dieriewni (miasteczko
    dla sportówców na obrzeżach miasta) rzucono rarytasy - szynki,
    kiełbasy, porządne mięso, deficytowe konserwy, pamiętam mama sie
    obkupiła w kurczaka i lososia w konserwie.
    Pojawiła sie nawet Fanta! Ale zaraz po Olimpiadzie znikłasad Za to
    pepsi nie znikła, powodując gigiantyczne kolejki.
    Wielkim ratytasem byly kubeczki po fancie - plastykowe, i slomki -
    po raz pierwszy w życiu toto oglądano i komentowano. Po raz pierwszy
    również pojawiły sie wtedy folie i tacki do pakowania naprz. wędlin
    i serów.
    Na pogotowie dzwoniło sie na "03" ze wszystkim, dyspozytor juz
    później przekierowywal wezwanie do konkretnej jednostki.
    W Moskwie i wogóle w związku radzieckim nie było (i nadal nie ma)
    prawie jako takich oddziałów położniczych w szpitalach (tylko przy
    akademiach dla szczeg. trudnych przypadków), tylko były "roddomy",
    czyli szpitale połoznicze, w których oprócz porodów była równbiez
    patologia ciązy i abortarium.
    Z powodu pustości miasta mysle, że na karetkę dlugo nie czekano,
    jesli chodzi o połoznictwo, to taki roddom był co najmniej jeden w
    każdej dzielnicy, więc załoga przyjeżdżała szybko. Chybo że sie
    mieszkało w Kapotni albo Tiepłym Staniesad
    Typowe moskiewskie mieszkanie znajdowało sie albo
    w "piatietażce", "chruszczobie" lub w bloku wyższym - 11 piętrowym,
    na obrzeżach były jeszcze wyższe, najświeższe bloku 16 piętrowe. Na
    mieszkanie się czekało po 10 lat conajmniej, chyba że sie miało
    chody, lub było sie robotnikiem w sektorze obronnym.
    Dostawało sie mieszkanie na zasadzie "-1" odnośnie liczby członków
    rodziny. Bardzo często w celu zwiększenia metrażu dokoptywało sie do
    rodziny rózne babcie pozamoskiewskie, meldowano je, aby otrzymac
    większy przydział. Wszak było wiadomo, że babcia to element czasowywink
    Typowa rodzina 2+2 miała trzypokojowe mieszkanie, najczęściej
    państwowe, lokatorskie, bardziej zamozna i umiejąca "kombinować" -
    społdzielcze.
    Mieszkania w chruszczobach był szalenie nieustawne, miały
    amfiladowy układ pokoi, niskie sufity, i bardzo wg moskawian wielki
    minus - lączona lazienkę.
    Ceniony był balkon (jako spiżarka na zimę), którego w chruszczobach
    prawie nie było - nie każde mieszkanie.
    We wnętrzu królowała meblościanka na wysoki połysk, z importu,
    wystana w pólrocznych kolejkach. Mieszkania wyłącznie tapetowano,
    nigdy nie malowano ścian, tylko w kuchni ewentualnie. Ceniono sobie
    tapety z importu, Przepokój chętnie tapetowano imitacja cegły
    klinkierowej.
    Kolorowy telewizor marki Rubin był ozodoba mieszkania, często pod
    szydelkowana serwetką i wazonem ze sztucznymi kwiatkami. Lubiano
    bardzo krzyształy - symbol statusu. amożne rodziny miewały meble z
    komisu, śeieczniki, zabytkowe żyrandole, zegary. Ale telewizor byl
    wszędzie taki sam, w biednych rodzinach - czarno-biały.
    Modny i porządany był serwis obiadowy Madonna, masowo przywożony z
    NRD przez wojskowych. Najmodniejszy żyrandol tamtych czasów - z
    plastykowymi zawieszkami imitującym krysztal, zawieszony jak
    kaskada - u góry wieksza obręcz, potem mniejsza i najmniejsza. Jako
    oświetlenie punktowe długo służył "torszer" - chybotliwa lampa
    stojąca z abażurem z tkaniny układanej w zakładke na dwóch
    połaczonych pionowym drucikiem obręczach. W kuchni - abazur
    najczęsciej plastykowy. W łązience - plafony. W toalecie spłuczka
    wysko, trzeba ciągnąć za sznurekwink Sznurki ogolnie obsługiwały
    wszystkie źdródła światła, długo tylko łazenka i kuchnia miały
    wyłączniki na scianie.
    Dywany bardzo często wieszano na ścianach, zamiast położyc na
    podlodze. Nie każdy miał odkurzaczcrying Rodzice sypiali w dużym pokoju
    na rozkladanej sofie, małe pokoje najczęściej dostawały dzieci. Na
    podłodze leżało linoleuum, lub - u zamozniejszych - parkiet w
    jodełkę. W kuchni lub w łazience - jak sie zmieściła - stała
    pralka - Wiatka, ZWM. Lodówka najczęstsza marki Minsk. Meble
    kuchenne prawie zawsze białe lub przynajmniej pastelowe, wystane -
    a jakże - w półrocznej co najmniej kolejce. W wielu mieszkania
    należącym do emerytów dogorywa ten sam sprzęt.
    Moda. Oczywiście jeansy. Dostępne u farcowszczyków marki - Levi
    Straus, Wrangler, Montana, Lee, Superrifle. Cena na czarnym rynku -
    150 rb, płaca inzyniera - 120-150. Dzinsy kupowane są albo
    mężczyznom, albo nastolatkom. Kobiety powyżej 25 lat dzinsów nie
    noszą, wztydzą sie.
    Odnosnie pogrzebu Wysosckiego - informacje o smierci podała
    tylko "Wieczerniaja Moskwa" i "Sowieckaja Kultura". Wszystkie
    główne gazety udawały, że nic takiego sie nie stało. O czasie i
    miejscu pogrzebu nie było żadnej informacji, ale poprzez poczte
    pantoflową było wiadomo, że pogrzeb sie odbędzie 28 lipca na Placu
    tagańskim.
    Mama pamięta, że było wtedy gorąco, ponad 25 stopnie na pewno.
    Wycocki leżał w trumnie w golfie i spodniach, co dla wielu było
    szokiem - wymagany był garnitur; ale Wysocki miał prawo do
    innności. Podczas pogrzebu opuszczane były non-stop taśmy z jego
    nagraniami.
  • nomina 29.11.09, 10:51
    Dziękuję bardzo za obszerne sprawozdanie smile.

    Kilka pytań:

    W Moskwie i wogóle w związku radzieckim nie było (i nadal nie ma)
    > prawie jako takich oddziałów położniczych w szpitalach (tylko przy
    > akademiach dla szczeg. trudnych przypadków), tylko były "roddomy",
    > czyli szpitale połoznicze, w których oprócz porodów była równbiez
    > patologia ciązy i abortarium.
    > Z powodu pustości miasta mysle, że na karetkę dlugo nie czekano,
    > jesli chodzi o połoznictwo, to taki roddom był co najmniej jeden w
    > każdej dzielnicy, więc załoga przyjeżdżała szybko.

    1.Możesz rozwinąć ten sylabowiec "roddom"? Próbuję się domyślić, ale nie chcę
    zrobić błędu.
    2.Jak wyglądała sprawa z dostępnością telefonów? W domach prywatnych,
    ewentualnie dostępność budek telefonicznych na osiedlu? A numer 03 - zawsze
    dostępny? Jeżeli kobieta w domu zaczyna rodzić, a jeszcze w dodatku wygląda to
    na jakieś komplikacje i nie bardzo powinna sama docierać do takiego roddomu,
    jakie są szanse, że jej mąż będzie miał problemy ze skontaktowaniem się z
    pogotowiem?

    Typowe moskiewskie mieszkanie znajdowało sie albo
    > w "piatietażce", "chruszczobie" lub w bloku wyższym - 11 piętrowym,
    > na obrzeżach były jeszcze wyższe, najświeższe bloku 16 piętrowe.

    3.Dysponujesz może jakąś mapą (lub linkiem do takiej informacji), gdzie będzie
    zaznaczone jakieś osiedle wybudowane w drugiej połowie lat 70. i jego położenie
    (i odległość) do najbliższego roddomu? No i oczywiście, żebym mogła sprawdzić
    nazwy ulic.
    4.Czy te blokowiska wyglądały mniej więcej jak nasze? Wielka płyta, zacinająca
    się wiecznie winda, krzywe ściany, odpadające, źle położone tynki itd.?

    mieszkanie, najczęściej
    > państwowe, lokatorskie, bardziej zamozna i umiejąca "kombinować" -
    > społdzielcze.

    5. Czym one się różnią? Coś jak u nas - mieszkanie komunalne i spółdzielcze?

    Mieszkania w chruszczobach był szalenie nieustawne, miały
    > amfiladowy układ pokoi, niskie sufity, i bardzo wg moskawian wielki
    > minus - lączona lazienkę.

    6. Wyjaśnij, proszę, tę łączoną łazienkę. I nie do końca rozumiem, czym były te
    chruszczoby - jakiego typu budownictwo?

    > Ceniony był balkon (jako spiżarka na zimę), którego w chruszczobach
    > prawie nie było - nie każde mieszkanie.

    7. A w tych kilkunastopiętrowych?
    Jakieś zdjęcia z epoki by mi się przydały smile.

    A propos toalet: górnopłuki z pociąganą spłuczką pamiętam u nas jeszcze na
    początku lat dziewięćdziesiątych.

    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • nomina 29.11.09, 11:08
    I jeszcze jedno:

    8. Możesz powiedzieć coś więcej na temat ówczesnej mody? Mniej więcej jak u nas
    w tym samym okresie?

    9. Czym jeździła milicja?

    10. Jakie były wtedy typowe alkohole - zarówno "lepszejsze", jak i takie podłe,
    dostępne dla każdego menela?

    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • natalia_sankowska1 29.11.09, 13:51
    A ja z kolei zastanawiam się, co sensownego mozna napisac nie
    posiadajac żadnej wiedzy o tak potrzebnych w każdej fabule
    szczegółach. Podejrzewam, że różnica pomiędzy pisaniną Karola Maya a
    rzeczywistością była mniejsza, niż to co wyjdzie wskutek mailowych
    konsultacji.
    Poza tym ktoś tu całkiem słusznie zauważył, ze rola konsultanta
    jednak powinna się spotkać z gratyfikacją.
    ________________________________________________

    Jeżeli chcesz dowiedzieć się na temat lipca'80 czegoś więcej (no i o
    samym Wysockim - podejrzewam, ze tu brak wiedzy jest podobny),
    doczekaj 25 stycznia - urodzin Poety i Aktora. W tym dzniu rosyjskie
    kanały telewizyjne zwykle dają sporo materiałów o Nim, a nawet
    powtarzają amatorski film z pogrzebu.
    _________________________________________________
    Wioska olimpijska znajdowała się rzeczywiście na ówczesnych
    obrzezach miasta - teraz to niedaleko centrum. Izmajłowski park,
    zespół hoteli "Izmajłowo".

    Roddoma - rodilnyje doma (Izby porodowe) - normalne szpitale
    połoznicze, często na terenie zespołu szpitalnego, gdzie znajdowaly
    sie także inne oddziały.

    "Żyliszcznyj koopieratiw" (skr."Koopieratiw") - spółdzielnia
    mieszkaniowa. BArdzo sie rózniła od systemu w Polsce. Po pierwsze, w
    Polsce spółdzielnie dominowały , wtedy jak w ZSRR było ich malo.
    Kredyt na 15 lat, obowiazkowy wkład własny w zależności od ilości
    pokojów. Łatwiej o wieksza powierzchnię (nie
    obowiązywały "państwowe" 9m na osobę) - z tym że metraż liczono
    jedynie w pokojach, reszty nie uwzględniano. Koopieratiw to był 1
    blok (bardzo rzadko 2 obok siebie). Pensje otrzymywali w trakcie
    budowy preses, czassami vice, no i księgowy. Po zakończeniu budowy -
    czasami księgowy 1/2 etatu, podpisywano umowę z ŻEK (żyliszczno-
    ekspłutacionnaja kantora), więc czy to "panstwowe", czy
    koopieratiwne mieszkania tak samo dostawały książeczki na opłatę z
    tym, że koopieratiw nie płacił czynszu.

    Co zaś do realiów sklepowych, to Moskwa miała I kategorię
    zaopatrzenia, ale też inną strefę cenową (ta zależała od warunków
    klimatycznych; na Ukrainie cukier kosztował 78kop/kg, ten sam w
    Moskwie - 86, zaś w Norilsku - 1,06).

    Milicja jeździła różnie. Patrole - moskwicze i żyguli żółto-
    kanarkowe z niebieskim pasem na boku, kierownictwo - wiadomo, wołga,
    najlepiej czarna.

    Moda: jadnak styl był nie ten sam. Radzę obejrzeć kilka radzieckich
    filmów z tego okresu, by się wczuć.

    I tak można w nieskończoność na każde pytanie. I tak z cudzych
    opisów ani miasta, ani czasu nie wyczujesz.

    A Moskwę najnowszą (ja i inne miasta) można zobaczyć na
    scyscreper.com, a całą - w Panoramie na yandexie.
  • nomina 29.11.09, 14:19
    Natalio, dziękuję i Tobie za informacje. Jeżeli oczekujesz gratyfikacji, napisz,
    proszę, do mnie maila, uzgodnimy tę kwestię. Ja wprawdzie i sama stykam się
    niejednokrotnie z bezinteresowną pomocą (zwłaszcza że nie proszę o
    specjalistyczną ekspertyzę, tylko wspomnienia), i sama jej udzielam innym do ich
    prac, więc dla mnie taka forma wymiany wiadomości jest naturalna - jednakże
    czułabym się niekomfortowo, gdyby ktokolwiek, kto udziela mi informacji, jakże
    dla mnie cennych, czuł się wykorzystany.

    Pisanie większości książek (pomijając płyciutkie czytadełka) ma to do siebie, że
    autor, przed rozpoczęciem pisania, ma niewielką wiedzę na dany temat i zbierając
    materiały, wiedzę tę poszerza. Czy uważasz, że o środowisku medycznym mogą pisać
    tylko lekarze, a kryminały wyłącznie policjanci (lub złodzieje)? Czy nie mogę
    bohaterem uczynić budowlańca tylko dlatego, że jestem filologiem, a ze
    stawianiem domów miałam jedynie do czynienia, budując domki z klocków?
    A że ja potrzebuję "Moskwy oczami mieszkańców" - szukam wśród osób, które tę
    Moskwę znają, pamiętają. Jeżeli jednak uważasz, że możesz wskazać mi inne źródła
    - chętnie z nich skorzystam.

    W kwestii Wysockiego - mylisz się. Kiedyś naukowo zajmowałam się i bardami, i
    Kaczmarskim, i - siłą rzeczy - trochę zahaczałam o Wysockiego, miałam też
    kontakt z wybitnymi polskimi znawcami biografii i twórczości WW. Nie jest mi
    więc on obcy. Niestety, ciężka choroba wyrzuciła mnie wiele lat temu ze
    środowiska i teraz muszę się dowiadywać wielu rzeczy niemalże od nowa (blisko
    dziesięć lat to przecież w każdej dyscyplinie wieczność, a o Wysockim odkrywane
    są coraz to nowe materiały). Ponadto chcę tę książkę napisać tak, by stanowiła
    ona hołd złożony Wysockiemu - nie chcę zatem popełniać mniejszych lub większych
    błędów, skoro mogą je skorygować osoby pamiętające interesujące mnie kwestie.

    Pewnie, że z cudzych opisów miasta nie wyczujesz - ale możesz przynajmniej
    próbować się wczuć i nie popełniać błędów amerykańskich pisarzy historycznych,
    wplatających w dialogi kwiatki typu "dzień dobry, Cezarze".

    Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję wszystkim za pomoc smile.

    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • natalia_sankowska1 29.11.09, 15:54
    "Gratyfikacja" - nie zrozumiałaś mnie (prawdopodobnie emotikon nie
    działa). A w ogóle napisałam o tym, ponieważ miewam kontakty z
    filmowcami - tam często potrzebni są konsultanci w różnych sprawach.
    Tak naprawdę nie da się zrobić nic porządnego polegając jedynie na
    przypadkowych wspomnieniach, uwierz mi.
    Np., napisano tu, że w okolicach 80.roku były modne meblościanki "na
    wysoki połysk". Otóż była taka moda - ale w Polsce! Natomiast w ZSRR
    po modzie z lat 60. na "garnitury polerowane" produkcji NRD
    (miniszafy, rozsuwane stoły, krzesła na nóżkach-smukłych stożkach,
    serwantkach z dużą przeszkloną częścią często z lustrem lub obiciem,
    kolory ciemne, często cieniowane) pojawiła się moda na
    meblościanki "antyczne" - matowe, dekorowane rzeźbieniami, często
    cieniowane lub z okleiną naturalnego drewna, z kolorowymi szybkami
    (produkcji Jugosławii oraz Polski). Bogatsi kupowali "garnitury"
    składające się ze stylizowanych na dawne meble przedmiotów -
    jugosłowiańskie, węgierskie, rumuńskie lub fińskie. A telewizory -
    nawet w Moskwie - nie same "Rubiny".

    Więc szczegółów i szczególików jest multum - właśnie dlatego (a też
    jestem m.in. filologiem) uważam, że podjęłaś się zadania
    niewykonalnego. Zawsze będzie jakiś lapsus - jak "radziecki" mundur
    Schwarzeneggera.
    Jeżeli chcesz mieć wgląd w realia, należałoby naprawdę naoglądać się
    filmów z tamtego okresu, bo tę wiedzę trzeba przyswajać raczej "na
    oko". Tak jak stara Moskwę najlepiej pokazał w swych artykułach
    Gilarowski.

    Co zaś do samego Wysockiego - jest to temat-rzeka. Każdy piszący ma
    prawo do swego poglądu na opisywaną postać - ale i tak ocenią to
    czytelnicy.
  • nomina 29.11.09, 16:10
    Z pewnością masz rację, że muszę się o Moskwie nie tylko naczytać, ale też, a może przede wszystkim - naoglądać. Dzięki za ten trop.
    Na razie dopiero zaczynam, więc moje poszukiwania materiału są niewątpliwie dość chaotyczne - wizja całości dopiero się wykluwa. Aczkolwiek książka jest "dwutorowa" i jej większa część dzieje się współcześnie (para współczesnych bohaterów odkrywa pewne szczegóły z życia Wysockiego, w podtekście tego wątku współczesnego ma to być leciuteńka parodia tych wszystkich Kodów Leonarda da Vinci i pociotków). Poza tym "ratuje" mnie to, że nie robię scenografii do filmu o życiu mieszkańców Moskwy smile - potrzebuję kilku domów, w których pojawią się bohaterowie, kilku scen takich detalicznych - reszta scen "przeszłych" to więcej wspomnień o Wysockim niż o obyczajowości Rosjan sprzed trzech dekad. Najważniejsze dla mnie, żeby się nie ośmieszyć w odtwarzaniu "lokalnego kolorytu" poszczególnych scen, a czy w Moskwie dominowały Rubiny, czy może Rubiny były już powoli wypierane, to już, moim zdaniem, rzecz drugorzędna.
    Te meblościanki "antyczne" gdzieś mi majaczą w pamięci (w domach polskich), chociaż nie pamiętam, u kogo je widziałam. Bo "wysoki połysk" to sztampa - znam domy, w których do dzisiaj zachowały się jakieś resztki wyposażenia smile.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • natalia_sankowska1 30.11.09, 00:20
    Przepraszam, a czy o rzeczywistym życiu Władimira Siemionowicza
    wiesz tak samo mało, jak o Moskwie w 1980r.? Znasz jego moskiewskie
    adresy? Wiesz, jak wyglądały realne mieszkania - choćby to Siewy
    Abdułowa? Czy wiesz, co tak naprawdę było przyczyną śmierci Aktora?
    Co zaś do "pewnych szczegółów" - jestem ciekawa, co uwazasz za trzon
    narracji, wokół czego wszystko się zakręci? Rozumiem, tajemnica
    autora, ale uwazaj, by nie zrobić sensacji z dawno znanych
    szczegółow i nie wymyślić czegoś nie mającego związku z tak znaną
    postacią.
  • sedona 29.11.09, 16:50
    I tak z cudzych
    opisów ani miasta, ani czasu nie wyczujesz.

    O tak? To co zrobic z pierwszorzedna literatura? Kijowem Bulhakowa, Kapuscinskim
    czy chociazby opisem manowcow Stasiuka?
    Poza tym, nie uwazasz, ze deprecjonowanie czyjejs pracy a priori nie jest
    eleganckie? Zwlaszcza, gdy tej pracy sie jeszcze nie czytalo?
  • natalia_sankowska1 29.11.09, 17:56
    Bułhakow opisywał Kijów który ZNAŁ - i my widzimy go JEGO oczyma.
    Zresztą Moskwa Bulhakowa też zasługuje na uwagę. Gogol też CZUŁ
    MIASTO - miał własne widzenie Petersburga, które niekoniecznie
    musiało odpowiadać widzeniu Puszkina i wielu innych pisarzy i nie
    tylko. Gilarowski zostawił nam opisy miasta i jego mieszkańców -
    interesujące właśnie dlatego, że opisywał go takim, jakie realnie
    widział. Jeżeli się zastanowisz, zauważysz, że wszyscy kto zostawił
    interesujący opis/obraz miasta przede wszystkim to miasto znał
    OSOBIŚCIE, A NIE Z CUDZYCH SŁÓW. Nikt z nich (a także wielu i wielu
    pisarzy - większych i mniejszych) nie przyszłoby do głowy pisać o
    czymś, czego się nie zna (nie mam na mysli technologii, np.,
    budownictwa - choć jeżeli rzecz się dzieje na budowie, należy
    odróżniać kolumnę od rygla).
    Wiesz, wokół opisów/obrazów miast powstała nawet literatura naukowa -
    "Miasto u ...".
    Dlatego uważam, że niestosowne jest pisanie o czymś, czego się nie
    zna. Owszem, autor robi co chce, lecz czy dobrze robi, że to właśnie
    robi?
    Nie deprecjonuję czyjejś pracy, po prosu włączam wyobraźnię i
    nawołuję autorkę do zrobienia tego samego.
    A może by tak zmieniła temat i napisała cos na temat "Moskwa 80. we
    wspomnieniach współczesnych"? Ciekawe mogłyby być aberracje ludzkiej
    pamięci, zestawienia różnych wspomnień, wyjawienie akcentów.
    Kiedy Ludmiła Aleksiejewa tworzyła wielką księgę o II Wojnie pt. "У
    войны не женское лицо", ułożyła ją ze wspomnień, nie próbując je
    wszystkie "przemleć" i stworzyć własną syntezę, choć ze swoim
    doświadczeniem mogła. Wyszła rzecz autentyczna.
    Powiesz, wiadomości o Moskwie lat 80. mogą być wykorzystane jako
    tło. Cóż, wtedy nie trzeba chyba wiedzieć, jak często były ustawione
    aparaty telefoniczne na ulicach miasta (a często, nawet grupami -
    lecz chłopaki ścinali słuchawki: mikrofony i membrany wykorzystywano
    przy "samopalnym" robieniu elektrycznych gitar), jak szybko
    przyjeżdżała karetka do rodzącej kobiety (prawie momentalnie), jak
    daleko znajdowały się roddomy (a i tak wszystkie chciały rodzić u
    Grauermana - jak w Wa-wie u św.Zofii).
    Na kanale @-film jest program "Kinolapy": pokazuje się, gdzie i
    jakie są błędy. Najzabawniejsze "lapy" były właśnie wtedy ,gdy to
    nie kokardka jest najpierw po lewej, a następnie po prawej stronie
    głowy, lecz gdy pokazane realia są w jaskrawym kontraście z
    rzeczowistością.
    Więc widzimy, że autorka chce się asekurować zbierając różnorodne
    wiadomości - ale śmiem wątpić, czy da się je zebrać w takiej
    objętości i róznorodności, by nie stworzyć "lapów".
  • nomina 29.11.09, 20:01
    Natalio, chyba przeceniasz to, co chcę napisać. Ja nie robię portretu miasta w literaturze.
    Owszem, wiadomości o Moskwie mają być wykorzystane jako tło, a informacja o gęstości rozstawienia aparatów telefonicznych jest istotna. Bohater bowiem musi mieć w drugiej scenie problem z możliwością dodzwonienia się do szpitala i musi mu to zająć trochę czasu oraz wymagać, że tak powiem, pewnego przemieszczenia się poza miejsce zamieszkania. Twoja uwaga o słuchawkach poddaje mi pewien pomysł.

    A tak z innej beczki: wedle Twojego rozumienia chyba nie ma racji bytu żadna powieść historyczna?
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • natalia_sankowska1 29.11.09, 23:06
    Jak napiszemy o antycznej Grecji lub Rzymie, trudno się spotkać z
    krytyką ze strony tychże "antycznych" - możemy jedynie narazić na
    głosny śmiech współczesnych nam historyków z powodu oczywistych
    niedorzeczności "nalapanych" przez nieświadomego a ambitnego laika.
    Jeżeli próbujemy pisać coś w otoczce czasow nam bliskich, spotkanie
    z rzeczową krytyką będzie częstsze i boleśniejsze.
    Co zaś do aparatów tel., to w przypadku porodu lub innego wezwania
    karetki swego telefonu zawsze udostępniał sąsiad posiadający telefon
    (a posiadali najczęściej inwalidzi WWO oraz inwalidzi I grupy, w tym
    niewidomi oraz słabowidzący). By nie dało się skorzystać z przysługi
    sąsiedzkiej, trzeba było mieszkać dość daleko od centrum.
    Poza tym powinnaś wiedzieć, że w całym ZSRR do wezwania
    różnych "interwencyjnych grup" służyły bezpłatne bardzo proste
    numery: 01 - gaz, 02 - milicja, 03 - pogotowie ratunkowe ("skoraja
    pomoszcz'"), 04 - wodokanał. Nie pamiętam co sie wzywało poprzez
    wykręcenie 05, 06, 07, ale 08 służyło do zamawiania rozmów tel.
    międzymiastowych i międzynarodowych, zaś 09 to numer informacji
    miejskiej.
    Co do tego, co ze spożywki pojawiło się w przededniu Igrzysk - sporo
    było produktów z Finlandii (w emaliowanych blaszanych wiaderkach -
    dżemy z czarnych jagód, leśnych malin, jeżyn, fińskie masło solone i
    niesolone na wagę i w paczkach 200g, a także masło topione - żółte,
    aromatyczne, z wygladu trochę przypominające zacukrowany miód. No i
    fińskie salami oraz parówki. Bo przed tym z wyrobów fińskich można
    było kupić jedynie wspaniały ser topiony "Viola" - i to nie
    wszędzie.
    NAtomiast w zimie Moskwa pachniała mandarymkami oraz węgierskimi
    jabłkami - przeważnie jonathanem. Z kolei latem wskutek częstych
    pożarów otaczających miasto torfowisk w miescie wisi niebieskawy
    duszący smog (tak było, np., w 1987r.)
  • nomina 29.11.09, 23:10
    08 do międzynarodowych?
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • natalia_sankowska1 29.11.09, 23:54
    Bo dzwoniono "przez telefonistkę" - zamawiano rozmowę.
  • myga 30.11.09, 10:51
    nomina napisał(a):

    > 08 do międzynarodowych?
    ___________
    Chcesz pisac o Wysockim, to powinnas przede wszystkim posluchac jego piosenek,
    kazda jego piosenka dostarczy ci wiele wiadomosci o zyciu we wspolczesnej mu
    Moskwie . Np ta o rozmowach miedzynarodowych wiele by ci dala: "девушка,
    здравствуйте, как вас звать, Тома?", dowiedzialabys sie przynajmniej, jak sie
    rozmawialo z "zagranica". Podzielam zdanie Natalii. Zbyt duzo osob pamieta te
    czasy, Wysocki jest postacia kultowa i i dusza rosyjska jest tak nieodgadnieta i
    nieprzewidywalna, ze nie sposob czysto teoretycznie tego wymyslec, albowiem
    jezeli nie mieszkalas w Rosji i nie znasz mentalnosci rosjan, to raczej pisz i
    neurochirurgach, mniej sie zblaznisz.
    --
    http://avatars.kards.ru/images/avatar/9d/fe/65181.gif
  • nomina 30.11.09, 14:52
    A skąd wiesz, że nie znam piosenek Wysockiego? Czy ja zadałam pytanie o polecenie mi piosenek Wysockiego, czy o moskiewskie realia we wspomnieniach mieszkańców?

    Odpowiadając na Twoją złośliwość - właśnie ze względu na zacytowaną przez Ciebie piosenkę zapytałam, czy na międzynarodowe było na pewno 08.

    I zupełnie nie rozumiem jadu niektórych osób, które kompletnie nic do wątku nie wniosły, ale koniecznie muszą zmieszać z błotem, ot, tak, dla czystej przyjemności dowalenia komuś? Nie znasz ani jednej strony tej książki, ale już uważasz, że się zbłaźnię? Przykro, że na forum zajmującym się rosyjską kulturą, tak mało znalazło się osób, z którymi można kulturalnie porozmawiać.
    Gdyby każdy nauczyciel/wykładowca reagował tak na dociekania ucznia/studenta dopiero uczącego się swojej dyscypliny - piękny mielibyśmy poziom edukacji!

    I tym samym gorąco dziękuję rozmówcom, którzy podjęli rozmowę i publicznie oraz prywatnie dzielą się ze mną swoimi wspomnieniami - i z którymi rozmowa jest prawdziwą przyjemnością. Mam nadzieję, że pomimo mocno rozwiniętego OT - pojawią się tu jeszcze inne wspomnienia, które czytam z prawdziwym zainteresowaniem.

    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • myga 30.11.09, 17:28
    nomina napisał(a):

    > A skąd wiesz, że nie znam piosenek Wysockiego? Czy ja zadałam pytanie o polecen
    > ie mi piosenek Wysockiego, czy o moskiewskie realia we wspomnieniach mieszkańców?
    -------------
    Wnosze stad, ze wyzej napisalas, ze nie znasz jezyka rosyjskiego.Aby zrozumiec
    piosenki Wysockiego znajomosc jezyka musi byc na najwyzszym poziomie. Co do
    realiow zycia w moskwie wspolczesnej WWS, to jego piosenki sa wlasnie bogatym
    zrodlem tegoz.
  • sedona 30.11.09, 18:55
    Przykro, że na forum zajmującym się rosyjską kulturą, tak mało znalazło się osób, z którymi można kulturalnie porozmawiać.

    Tez uwazam, ze glupio wyszlo na forum.
    A Twoja ksiazke chetnie przeczytam, jesli dasz znac, gdy juz bedzie wydana.
  • czeget 29.11.09, 13:10
    masz niesamowita pamiec.. na Twoim miejscu poprosilbym o wspoludzial w tym
    przedsiewzieciu.. wink w czasach kryzysu (i nie tylko) zawsze sie przyda kilka
    tys.zl.. smile
  • nomina 29.11.09, 13:59
    He, he, Czeget, na wysokich cenach książek to tylko dystrybutorzy zarabiają
    krocie smile. Ale wszystkim informatorom służę pisemnymi podziękowaniami w książce
    i - w miarę możliwości - innymi dowodami wdzięczności smile.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • sedona 29.11.09, 16:26
    Lis, ja tez dziekuje, fantastycznie sie czyta!
    Rzeczywiscie - dywany na scianach.
    Ja tez bylam w Moskwie w '80 i pamietam wyludnione miasto. mieszkalam w hotelu
    Kosmos zbudowanym na Olimpiade. Pamietam marmury i przepiekne, zrobione z
    ogromnym przepychem, toalety.
  • lis888 29.11.09, 13:08
    Napisałam Ci na priva
  • lis888 29.11.09, 13:10
    Ups, nie zauważyłam, że nie zaglądasz na gazetowy mail. Może jednak, bo trochę
    Ci tam naskrobałamwinkPodaję Ci mojego maila: polo888@onet.eu
  • nomina 29.11.09, 13:59
    Odebrałam, odpisuję smile.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • airam.as 29.11.09, 21:13
    Sorki , ale uważam, że nei mozna pisać książki o czymś, czego się nie zna. Z
    autopsji, z doświadczenia, z zycia.
    Co najwyżej mozna ksiazkę pisac z dziedziny fantastyki.
    Ale jak sądze WW jest poza tym.




    --
    Zaraz wytną.
    Cochonnes.
  • fanta-girl 29.11.09, 22:54
    to i ja sie podepnę, że uwazam podobnie.
    to ze nie wiesz jak rozszyfrowac roddom, albo chruszczowka swiadcza rowniez o
    nieznajomosci j.ros.

    to jest cos co moi uczniowie wiedzą uncertain
  • nomina 29.11.09, 23:18
    Owszem, z moim rosyjskim nie jest obecnie najlepiej. Ale argumentu o uczniach nie rozumiem - nie widzę związku. Chyba że chcesz powiedzieć, że Twoi uczniowie też piszą książki z wykorzystaniem tła rosyjskiego i z racji większej wiedzy praktycznej ich powieści będą zdecydowanie lepsze?

    W oblężeniu Kamieńca Podolskiego brało udział wielu żołnierzy - który z nich, mimo osobistego uczestnictwa, napisałby "Pana Wołodyjowskiego" lepiej niż Sienkiewicz, który - o ile pamiętam - przed skończeniem książki nawet Kamieńca na oczy nie widział?

    Rozumiem, że nigdy nie będzie mi wolno napisać książki o neurochirurgu, bo nigdy nie stanę za stołem przy takiej operacji? Po to są fachowcy i źródła, żeby od nich/z nich czerpać wiedzę. Czy aktor musi być gejem, żeby zagrał homoseksualistę? Czy autorka musi wylądować na obdukcji, żeby móc napisać książkę z perspektywy pobitej kobiety?
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • hajota 29.11.09, 23:09
    Ale gdyby się ściśle trzymać tej zasady, to nie powstałaby zapewne większość
    literatury światowej.
    Wspomniano już o powieściach historycznych. Dodam beletryzowane biografie, np.
    Feuchtwangera o Goi czy książki Irvinga Stone'a. Ale i Tołstoj nie mógłby
    napisać "Anny Kareniny", bo nie był przecież kobietą, która rzuciła męża dla
    przystojnego oficera (skrót myślowy). Z drugiej strony, ile kobiet, które
    rzuciły męża dla przystojnego oficera, potrafiłoby napisać "Annę Kareninę"?
    Fikcja literacka rządzi się swoimi prawami. O warsztacie pisarza, w tym o
    procesie researchu - zbierania materiałów do powieści, świetnie pisał Wańkowicz
    w "Karafce La Fontaine'a" i Parandowski w "Alchemii słowa". Zacytuję tego
    ostatniego: nie od rozmaitości przeżyć zależy bogactwo pisarza, ale od obszaru
    introspekcji.

    Nomino, a Tobie doradziłabym obejrzenie jakichś filmów z tamtego okresu. Nie
    muszą to być wybitne dzieła, tylko takie, w których pokazane są realia życia
    codziennego. W tej chwili nic nie przychodzi mi na myśl, ale może forumowicze
    podrzucą.
  • nomina 29.11.09, 23:19
    Dzięki, Hajota, ubiegłaś mnie w odpowiedzi smile.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • natalia_sankowska1 30.11.09, 00:07
    Haniu, nawet beletrysta Dumas siedział w archiwum! A więc korzystał
    ze źródeł. To samo uczynił Sienkiewicz (choc do jego twórczości ja
    akurat mam duuuże zastrzeżenia). Argument o Tołstoju jest zupelnie
    nietrafny: pisał o SPOLECZEŃSTWIE, ktore doskonale znał, o
    stosunkach w nim panujących. Przecież nie osadził "Anny Kareniny" w
    średnich wiekach ani nie zrobił z niej mieszczki, bo w tamtej
    warstwie społecznej sprawy mogłyby się potoczyć innym torem.
    Nie uwierzę w to, że można napisać coś sensownego nie władając
    materiałem z epoki. I nie władając jako tako językiem kraju, o
    którym się pisze.
  • hajota 30.11.09, 00:42
    Natalio, ale przecież nie wiemy, czy poza pytaniem na forum Nomina nie będzie
    zbierała materiałów także na inne sposoby, włącznie z kwerendą po bibliotekach.
    Mój przykład z Anną Kareniną był odpowiedzią na (dość potoczne) przekonanie, że
    "trzeba przeżyć osobiście, żeby opisać".
  • natalia_sankowska1 30.11.09, 01:40
    Co do przeżyć, Lew Nikolajewicz ze swoja Sofią Andriejewną tyle się
    naprzeżywał, że aż podziw bierze, iż uciekł w tak zaawansowanym
    wieku wink
    Ja chciałam uświadomić Nominie, że przed nią ciężka droga: nie
    posiadać żadnej wiedzy (niechby była jakaś połowiczna!) o czasach, o
    których zbyt dużo osób jeszcze coś pamięta, a planować pisanie o
    nich - to porywanie się z motyką na słońce.
    Za młodu miałam udział w tworzeniu pewnego muzeum. Otóż plastycy
    tworzący ekspozycyjne tło mało że namalowali "okno" z widokiem na
    bulwar, który powstał dopiero po 20 latach od ilustrowanej epoki,
    ustawili na nim znaną juz dorosłą osobę w stroju dam z czasów jej
    dzieciństwa i dodali dwie postacie ze świata literatury, które znały
    ową damę, lecz nie spotykały jej jednocześnie. A tu dwaj poeci pod
    rączkę z zamęzną damą-generał-gubernatorową! Na uwagę, że to
    wszystko narusza prawdę historyczną i obyczajową autorzy "dzieła"
    stwierdzili, że to jedynie nieistotne tło. A na obrazie widnieli
    Aleksandr Puszkin i Adam Mickiewicz wtuleni w Elżbietę de domo
    Branicką po mężu Woroncową na jeszcze nie istniejącym bulwarze w
    Odessie! A ktoś kto odwiedził to muzeum niechybnie odnosił wrażenie,
    że tak właśnie było!
    Dlatego uważam, że pisanie praktycznie o współczesności wymaga
    wiedzy nawet większej o realiach życia, aniżeli gdy się pisze o
    czasach odległych. Wieksze ryzyko ośmieszenia się.
    Co zaś do potocznie istniejącej tezy, że należy przezyć...TAk,
    należy wiele przeżyć, by pisanie było głębokie - ale to nie oznacza,
    że należy przezyć wszystkie możliwe wydarzenia i odczuć wszystkie
    możliwe emocje. Wystarczy mieć wrażliwość i (jednak) doświadczenie.
  • hajota 30.11.09, 16:15
    To ja się wypowiem trochę OT, ale pozostając w temacie realiów, wrażliwości i
    "iskry bożej" pisarza. Ot, taka dygresja, którą chciałam się z kimś podzielić
    (pisałam już zresztą o tym krótko na forum Książki). Przeczytałam latem dwie
    powieści anglosaskich autorów o Rosji. Obaj są historykami, jeden to uznany
    specjalista od dziejów Rosji Simon Sebag Montefiore, drugi - bliżej nieznany
    Travis Holland. Montefiore, jak się domyślam, dobrze zna język, bo korzysta z
    rosyjskich źródeł. Holland zna podstawy, w Rosji pracował z tłumaczką. Powieść
    Montefiorego "Saszeńka" to moim zdaniem kompletna porażka. Nie wątpię, że
    przerył archiwa, że zadbał o detale, ale niestety talentu do tworzenia fikcji
    literackiej Bozia poskąpiła. Postacie są papierowe, fabuła wydumana, całość
    nieznośnie sztuczna i irytująca. Czytając tę książkę, zastanawiałam się, po co
    mu to było? Jego dzieła historyczne czyta się świetnie. Naprawdę nie musiał się
    dowartościowywać pisaniem powieści.
    Natomiast w "Archiwiście z Łubianki" Travisa Hollanda jest to nieuchwytne coś,
    co pozwala odczuć grozę lat 30-tych w stalinowskim ZSRR, a czego moim zdaniem
    nie osiągnął Montefiore w "Saszeńce" nachalnymi opisami "seksu i przemocy". Nie
    umiem ocenić, czy są u Hollanda jakieś istotniejsze przekłamania dotyczące
    realiów, ale książka naprawdę robi wrażenie. (Zaznaczam, że czytałam niemało
    książek autorów rosyjskich i innych o omawianym okresie, więc mam pewną skalę
    porównawczą). Dla zainteresowanych - wywiad z autorem tnij.org/travisholland

    I jeszcze o realiach - tu już będzie zupełne OT. Zgadzam się, Natalio, że
    niedoróbki w tej kwestii bywają nieznośnie irytujące. Mnie szlag trafia, kiedy
    oglądam filmy - i to nie tylko hollywoodzkie C produkcje - których akcja dzieje
    się na Bliskim Wschodzie bądź zatrąca o tematykę terroryzmu itp. Otóż w takich
    filmach Araba (lub "strrasznego terrorystę") poznaje się po tym, że ma na głowie
    kraciastą kufijję czyli arafatkę. Choćby akcja rozgrywała się w jednym z
    licznych krajów arabskich, gdzie takich kraciastych chust się nie nosi, a
    wyróżniki miejscowego stroju są całkiem inne. Do tego chusty udrapowane są
    zazwyczaj w nader osobliwy sposób, jaki "w naturze" rzadko się zdarza. A
    wystarczyłby rzut oka do archiwów fotograficznych czy obejrzenie na byle filmie
    krajoznawczym obrazków z ulicy...
  • nomina 30.11.09, 15:00
    Jedno w rozlicznych atakach w tym wątku jest pocieszające - że mimo 30 lat od
    śmierci Wysockiego budzi on takie emocje i jest traktowany wciąż jako ikona,
    nieomal jak świętość.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • airam.as 30.11.09, 15:49
    On był ikoną za zycia. I tak zostalo. Bo wyprzedzal przecietna mentalność
    przeciętnego homosovieticusa o jakichś 30 lat.



    --
    Zaraz wytną.
    Cochonnes.
  • lis888 30.11.09, 17:59
    Taak - zadaje człowiek pytanie, a dostaje zamaist odpowiedzi -
    opieprz. Jakież to typowe dla forów internetowych! i smutne bardzosad
    Oczywiście, że znajomośc języka jest bardzo pożądana, ale ale
    dlaczego od razu deprymowac z "grubej rury" nazwiskami Z Dużej
    Litery? Zeby dac do zrozumienia w ten "subtelny sposób", że
    zalożycielka wątku nie z tej parafii?
    A ja bardzo lubię czytać książki zachodnich autorów o Rosji i
    wyłapywac w nich lapywink Travis Holland tez sie bez nich nie obszedłwink

    A propos meblościanki na połysk - macie rację - nie ona była
    przedmiotem westchnień, ale my taką mieliśmywink Lata 80-te
    charakteryzowały się dążeniem do okazania swojego statusu we wszelki
    mozliwy sposób - inteligenzja zdobywała deficytowe ksiązki,
    ludzie "poproszcze" kupowali złoto (na zęby i kilogramy!),
    kryształy, porcelane (modna była tak zwana Gżel, ale to fajans),
    pluszowe kanapy, dwuosobowe carskie łoża do sypialni. Esteci
    grzebali po komisach i antykwariatach za przedrewolucyjnymi meblami
    i innymi antykami.
    Oczywiście, samochód był w tym wyścigu najlepszym wyznacznikiem
    dochodu; dostępny był tylko marki radzieckiej, no chyba że ktoś
    pracował za granicą. Oprócz tego - fakt posiadania daczy
    (prestiżowy) lub działki (praktyczny). Ważne było też, gdzie sie
    jeździło na urlop: działka lub wieś (obciach); Krym (gol
    pieriekatnaja); Kaukaz (pretensjonalnie); Jurmała (prestiżowo).
    Zagranica tez potrafiła być rózna: Zlote Piaski w Bułgarii
    (najtaniej i najbardziej dostepne), Polska (po kremy, ciuchy);
    Jugosławia - najbardziej pożądane miejsce odpoczynku z demoludów.
    Każdy "niedemokratyczny" kraj był szczytem prestiżu, tym sie
    chwalono bez zażenowania.

  • airam.as 30.11.09, 19:28
    Lis , to ciekawe, co piszesz. Ale ja np mam nieco inne wspomnienia. Bo nie z Moskwy.
    Co do Moskwy to pamietam tylko,iż Moskwianie dość czesto jawili się jako wielce pretensjonalni. Bo nawet jak po rosyjsku mówili, to z takim bardzo specyficznym akcentem. Zmanierowaniem. Ale to chyba cecha części ludzi mieszkających w stolicy, niezależnie od państwa.

    Z tym chwaleniem się, to akurat nie pamiętam. Rzeczywiście, auto było jakimś tam wyznacznikiem statusu ( a to na dziadka-weterana-emerytę się kupilo, na talony wink, a to ktoś pomógł załatwić po "błatu" )
    Co do książek - problem straszliwy. Ksiązki się kupowało - jak sie wystało w kolejkach. aAle też znałam domy, gdzie cała meblościanka - to były tylko książki. Takich rodzin znalam może trzy czy cztery, może pięć. Ale dla nich to nie bylo "ukraszenie" mieszkania, tylko kupowali i stali w kolejkach dlatego - że jak powietrza tych ksiązek potrzebowali.
    Co do wakacji. Tez to trochę inaczej pamiętam. Na wieś sie jeździło bez obciachu. A to m.in dlatego,- że niektorzy byli tacy- że w zyciu ani krowy żywej, ani gęsi nie widzieli na oczy. I ci miastowi wręcz zazdrościli tym, co mają dziadków na wsi. Wakacje nad morzem - owszem. Nie wszyscy jeździli, bo nie kazdego bylo stać. Ja bylam nad morzem czarnym dwa rzy, i dwa razy w polsce, ale tez tylko dlatego, że w polsce byla dalsza rodzina, a na "jug" jechalo sie przez Lwów, gdzie tez była rodzina. Co do Jugoslawii - nie bardzo zrozumiałam, co mialaś na mysli, ale mam bardzo pozytywne skojarzenia z tym krajem. To akurat z opowieści. pamiętam ze moja siostra pojechała tam z chórem ze szkoły, pamiętam też płytę którą przywiozła. I....bloknot, ze znaczkiem natowskim w górnym rogu. Na płycie byly jedne z pierwszych kawałków Bregovicia, a z tylu - teksty. Znałam te wszystkie prawie teksty na pamięć, aż zajeździłam tę płytę na amen.
    Co do wyznacznika tzw "statusu". Magnetofon szpulowy. Taki jeszcze pamiętam po rodzicach. Pamiętam kręcilam to w te i we wte, nagrywałam odtwarzałam, frajda czysta. Na tych własnie szpulowych przekazywalo się z rąk do rąk nagrania WW. Potem pamiętam adaptery na płyty winylowe. Wraz z radiem. Takie wielkie pudło, co antenkę się robiło z drucika i podczepialo pod karnisz. Karnisz zrobiony w sposob prosty: dwie śruby po oby stronach ścian i naciągany drut stalowy poprzez wkręcanie śruby w śnianę. I na tym - firanki, zaslony, i ...antenka.smile
    Odbiór z radia super. Mozna było słuchać i wolnej ameryki i radia wolna europa. smile Sam adapter -miał trzy prędkości 33 i 69 i chyba, jesli dobrze pamiętam - jeszcze 45.
    Potem weszly adaptery, na polskiej płycie "unitra", reszta - obudowa robiona z pependeklu glancowanego, w związku radzieckim. do tego kolumny. Rezonowało to marnie, ale zawsze coś.
    Potem (juz jakby bliżej 86-87 rok) pojawiły się magnetofony kasetowe. Istny rarytas.
    Aha, jeszcze wcześniej - tzw - tranzistory. Czyli przenośny radio odbiornik. Fajne to było. Dało się odbierać Program trzeci polskiego radia i słuchac piosenek Maryli Rodowicz i Karela Gotta smile No i ten niezapomniany sygnał nadawczy tej stacji....
    Aaaa. no i jeszcze przedtem. radio typu kolchoxnik. W każdym domu obowiązkowo. I niezapomniane: "w efirieeeeeee, pionierskaja zorka!" big_grin. Oraz hymn: codziennie o szóstej rano - związku radzieckiego, po czym Bialorusi. A potem następowały - wiadomości z kraju i zagranicy smile

    Co do roku 80. Moja wieś, znaczy dziadków, leży tuż przy drodze (jakis kilometr) od tzw. olimpijki. Olimpijkę zaczęto budować przed Olimpiadą'80 i leci ona od Brześcia, przez Mińsk (obwodnica), aż po Moskwę.
    No ale , jak to w ZSRR - na dobrych chęciach się skończyło. Bo tam wtedy cokolwiek by to było, budowane bylo latami. Więc - nie zdążyli.
    Choć oczywiście było wielkie halo, że się buduje Olimpijkę. (mniej więcej jak w Polsce dziś autostrady się buduje).
    Trzeba jednak przyznać - że ta droga - jest bardzo dobra. W niczym (przynajmniej na odcinku Brześć- Mińsk) nie ustępuje poslik "autostradom". Bo zostala zrobiona - z betonu. Potem dopiero po latach - częściowo pokryli ja asfaltem. No ale beton ma jako podłoże - więc się trzyma. Na tej tez drodzę , siedząc u taty na kolanach (jak jeszcze nogi nie dorastały do pedałów), robiłam pierwsze kroki w lekchach prowadzenia auta.


    Co do płyt (winylowych) Wysockiego, masowo zaczeły sie pojawiać mniej wiecej ok 87 roku. Wtedy koncern państwowy "Melodia" wydał chyba całą jego dyskografię (oczywiscie bez piosenek stricte z prywatnych imprez). Miały białe okładki z duzym zdjęciem Wysockiego.



    --
    Zaraz wytną.
    Cochonnes.
  • lis888 30.11.09, 19:53
    Tak, moskwianie byli powszechnie nielubiani za swoje "zaznajstwo" i całkiem
    słuszniesmile Niestety, nadal im to zadzieranie nosa pozostałocrying
    Ja dopiero, jak pomieszkałam parę lat na "prowincji", jaką w oczach Moskwian
    jest niewątpliwie Warszawa i w ogóle Polska, zdołałam dostrzec tę
    pretensjonalność że tak powiem, z dystansu. Dzis w Moskwie i jej mieszkańcach
    wiele rzeczy mnie drażni, bulwersuje i obrzydza, a kiedyś byłam w niej
    bezkrytycznie zakochana i dziękowałam losowi, że mnie tam osadził, a nie gdzieś
    na peryferii.
    Z tym obciachem to tak trochę mrugającowink Pamiętasz, jak przeciętny mieszkaniec
    nawet 4-tysięcznego miasta wymawiał pod czyimś adresem epitet "dieriewnia"wink Nie
    do podrobienia...
    Moja rodzina: mama i ja - była biedna, nie miała nic z tych wszystkich rzeczy,
    które wymieniłam w poprzednim poście, no może z wyjątkiem książek,; ale
    widywałam to i owo u sąsiadów, słyszałam rozmowy, czytało się prasę, która
    surowo potępiała "wieszczizm" (gromadzenie rzeczy), wymieniając z nazwy te
    wszystkie rzeczy, dla których człowiek radziecki staczał sie po równej pochyłej
    moralnego zepsucia: wynosił wszystko, co źle leżało z pracy - przykład - moja
    babcia, która nie wiedzieć po co okradała laboratorium medyczne - z lancetów,
    nożyczek, strzykawek itd. - w kt była zatrudniona, za to potem, jak było
    trzęsienie ziemi w Armenii, wysłaliśmy to wszystko w olbrzymim kartonie, mam
    nadzieję, że sie przydało; dawał na prawo i na lewo łapówki, bobmbonierki,
    koniaki, wódkę; w czasie pracy pracował nad lewymi zadaniami; dawał sie
    molestować szefowi w zamian o podwyżkę i td. Najśmieszniejsze to,m że większość
    ludzi radzieckich dopiero z takich artykułów dowiadywała się o owych zakazanych
    dobrachcrying
    A wracając jeszcze raz w uporem maniaka do zarzutów pod adresem autorki wątku o
    nieznajomość realiów i języka; otóż wydaje mi sie, że znacznie ważniejsza jest
    znajomość mentalności przyszłego bohatera, jego myśli i motywacji. Dopiero wtedy
    uda się stworzyć pełnokrwista wiarygodną postać, która nie zabrzmi fałszywą nutą
    w uchu czytelnika. I tu szczerze mówiąc klops, bo nie przypominam sobie za
    bardzo, czy komuś z autorów zachodnich udało się stworzyć takiego 100% 4D (3D +
    Dusza) Rosjanina? Hmm...


  • airam.as 30.11.09, 20:05
    tAk, to moskiewskie "zanzanie" znalam od najstarszej siostry. Bo miała
    przyjaciólki które wychodzily za mąż za wojskowych, moj boże , jakiż to byl prestiż!
    Zenada.

    Co do hasła "deriewnia" smile... oczywiście że pamiętam, ze takie było (zresztą
    dzis sama mówię do swojego syna, ty wieśniaku, a on do mnie - ty wiesniaro), ale
    to nie ma dla mnie pejoratywnych konotacji.

    Pamiętam też trzesienie ziemi w Armenii. Raz, że miałam bliska przyjaciolke
    Ormianke z pochodzenia, dwa - ona była (pewnie ja Ty) zakochana w Moskwie (oraz
    Maszynie Wremieni i Wysockim), trzy - w związku z tragedią w Armenii przyjachał
    tam Charles Aznavour. A jakoze byłam zakochana z kolei we Francji.... no to
    pamiętam.
    Straszny to był ludzki dramat.

    Co do autorku postu - niczego jej nie zarzucam, tylko wydaje mi się, że akurat
    Były ZSRR jest jedynym krajem na świecie, ktorego nie da się poznać z książek,
    jeżeli nie przezyło sie go na własnej skórze.
    A pisać przecież może. Co najwyżej, nikt tego nie przeczyta wink







    --
    Zaraz wytną.
    Cochonnes.
  • sedona 30.11.09, 19:53
    Lis, Airam.as: dawajcie dalej. Czyta sie z zapartym tchem!
  • nomina 30.11.09, 20:13
    Popieram! Wasze opowieści to już gotowy materiał na książkę smile.

    Powtórzę jeszcze raz: ja naprawdę nie robię przewodnika turystyczno-socjologicznego po Moskwie. Ot, w części wspomnieniowej pojawiają się sceny, które rozgrywają się w czyichś mieszkaniach, jedzie się gdzieś, coś się je, coś się na siebie zakłada.
    Poza tym część wspomnieniowa będzie też uzależniona od materiałów biograficznych. Bo na nic zdadzą się kronikarskie opisy, jeśli z materiałów o WW wyjdzie, że ktoś był ubrany zupełnie inaczej, bo np. z planu filmowego we Francji sprowadził sobie ciuchy smile.

    Wiem też, że książka, w której WW pojawia się tylko jako jeden z wątków - budzi ogromne emocje. We mnie również - w końcu razem z Kaczmarskim byli nie tylko moimi mistrzami muzyczno-literackimi, ale to dzięki nim zajęłam się nietkniętą palcem nauki dyscypliną naukową. Mam więc wobec obu panów ogromny dług wdzięczności i nie wykluczam, że sobie z materią nie poradzę. Że napiszę, przeczytam całość i jednak stwierdzę - nie, nie wydam tego, to nie nadaje się na opus magnum, na moje własne "Epitafium dla WW". Zwłaszcza że po dekadzie poza branżą i z obecnym poziomem języka, na który spuśćmy zasłonę litościwego milczenia (nie używałam rosyjskiego kilkanaście lat), jestem jak dziecko - poznaję wszystko na nowo. Nie ukrywam, że ta książka to dla mnie ogromne wyzwanie, przed którym mam stracha - dlatego dopytuję o tyle szczegółów i chłonę Wasze wspomnienia, chociaż zapewne większości uzyskanych informacji w ogóle nie wykorzystam.

    Ale chcę spróbować. Jeśli nie spróbuję - nigdy się dowiem, czy umiem napisać dobrą książkę z Wysockim w tle.

    Tym bardziej że ten projekt ma drugie dno - wszyscy mi mówią, że mam pisać czytadła, bo to się sprzedaje. A ja chcę udowodnić, że można pisać ambitniej i nie być skazanym na dystrybucyjny niebyt. A powieść o WW na 30. rocznicę śmierci to dobry powód, zwłaszcza że ważny dla mnie z przyczyn prywatnych (choć wcale nie mam pewności, że zdążę w pół roku).

    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • myga 30.11.09, 20:25
    jeśli z materiałów o WW wyjdzie, że
    > ktoś był ubrany zupełnie inaczej, bo np. z planu filmowego we Francji sprowadz
    > ił sobie ciuchy smile.
    _________
    Mlodzez ubierala sie zawsze bardzo modnie, kupowalo sie ciuchy od zagranicznych
    studentow, rosjanki potrafily same sobie szyc piekne modne rzeczy i niemal kazda
    umiala robic na drutach i szydelkowac. W tych siermieznych czasach mlode
    rosjanki byly ubrane bardzo pieknie i modnie,mimo iz za pare dzinsow trzeba bylo
    zaplacic poltorej pensji inzyniera.
  • airam.as 30.11.09, 20:51
    To prawda. chyba każda kobieta i każda dziewczyna potrafiła szyć, cerowac, haftować robic na drutach.
    Maszyna do szycia byla w każdym domu. Matki siędziały (przynajmniej moja zawze po pracy) i non stop cos robiła, serwetki, obrusy, szyla firanki, robila swetry, spodnie, sukieneczki, spódniczki, skarpetki, kapcie i takie tam.
    Ponadto w każdej szkole był przedmiot pod tytułem "trud".
    Chlopaki pracowali w slusarsko-stolarskich pracowniach, dziewczyny - uczyly się kroić, projektować, szyć, szydelkować itp.
    Moja kalsa np liczyła 17 osób i nie było jak podzielić nas na dwie pracownie (pięciu chłopaków było w klasie, reszta- dziewczyny), więc dyrekcja stwierdziła, że chłopaki i dziewczyny bedą pracowac razem. Oczywiście w pracowni ślusarsko-stolarskiej. Stad każda z dziewczyn była w stanie obsłużyć "stanok", i "wytoczić" na danym urządzeniu "detal" o zadanych parametrach. Najpierw rysowanych schematycznie w zeszycie (jak na budowie maszyn prawie), a potem trzeba było to zrobić. Po dwóch latach po połaczeniu nas z kolejna klasą, zorganizowano dwie grupy. I były to juz typowo babskie zajęcia.
    Nudnawe nieco - szczerze powiem smile



    --
    Zaraz wytną.
    Cochonnes.
  • nomina 30.11.09, 21:25
    Szczerze mówiąc - nie różniło się to niczym od polskich ZPT-ów. Podobnie jak pęd
    dziewczyn do modnego ubioru.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • hajota 30.11.09, 20:14
    lis888 napisała:

    >A ja bardzo lubię czytać książki zachodnich autorów o Rosji i
    >wyłapywac w nich lapy

    A czytałaś może "Jeźdźca miedzianego" Paulliny Simons? Ja nie czytałam, ale
    ciekawa jestem opinii kompetentnych osób, jak autorka dała sobie radę z realiami
    i w ogóle. (Po "Saszeńce" nieprędko sięgnę po powieść zachodniego autora o
    Rosji... wink )
  • lis888 01.12.09, 12:59
    Tak, czytałam, i musze powiedziec, że jest jedna z bardziej udanych
    prób oddania tamtej rzeczywistości. Saszeńka przy tym wypada dośc
    żalośniesad Ale to wszystko w kontekście wiarygodności, natomiast w
    kontekście walorów czystoliterackich, nie wiem jak Saszeńka sie
    prezentuje(bo nie doczytałam do końca, padłam na 46 stronie),
    natomiast Jeźdca Miedzianego i bardziej trudno nazwac literaturą
    wysokich lotów,jest to raczej taka typowo babska litueratura, ale
    dość wiernie osadzona w realiach, pomijajać - uwaga spoiler! -
    skandaliczną kwestię braku akcentu u głównego bojatera. To juz
    czyasta fantasytka, natomiast rodzina Tatiany Mietanow i jej
    otoczenie przedstawione sa wiernie. Są zgrzyty w topografii
    leningradu (liczne notki tłumacza w ksiązce), mi one nie
    przeszkadzały, jakiem moskwianka i Petersburga nie znam zbyt dobrze.
    Autorka ma rosyjskie korzenie, jej rodzice (albo dziadkowie, nie
    pamiętam) uciekli z Rosji Sowieckiej po wojnie i myslę, że ona z
    nimi sie konsultowała i tu jest zakopany sukces faktograficzny tej
    ksiązki.
  • hajota 01.12.09, 18:47
    Dzięki! Czyli jest lepiej niż myślałam. Jak będę miała okazję skądś pożyczyć, to
    przeczytam.
    A "Saszeńka" to najwyraźniej wypadek przy pracy wink Podejrzewam, że Montefiore
    pozazdrościł własnej żonie, która jest powieściopisarką, i postanowił wykazać
    się na polu literatury pięknej.

    --
    "Ponieważ kraje te sąsiadują ze sobą, są z konieczności wrogami".
    Adam Smith
  • czeget 30.11.09, 22:49
    nomina napisala: "Wysocki.. jest traktowany wciąż jako ikona, nieomal jak
    świętość".. prosze bez przesady.. tak, niektore wierszy sa niezle, czasem cos z
    tego mozna posluchac jak masz specyficzny nastroj.. zgadzam sie, w latach 70-ch
    budzil emocje, bo wyroznial sie na tle innych (piosenki z pewnymi oraz
    niezwyklymi tekstami, M.Vlady, alkohol, narkotyki, Mercedes,..) ale zeby "wciaz
    jako ikona.. swietosc".. alez prosze bez przesady..
  • kacap_z_moskwy 30.11.09, 22:50
    nomina napisał(a):

    > Drodzy forumowicze! Mój wątek wprawdzie dotyczy rosyjskiej muzyki baardzo pośre
    > dnio, ale widzę, że zarówno wiedzę, jak i zainteresowania macie rozległe smile.
    > Piszę książkę związaną z Wysockim (beletrystyka, ale WW jest jej istotnym bohat
    > erem) i potrzebuję informacji związanych z Moskwą w 1980 roku i dzisiaj. Nieste
    > ty, nie miałam jeszcze przyjemności zobaczyć miasta na własne oczy, a z racji s
    > praw niezależnych ode mnie jestem od prawie dekady zupełnie oderwana od, powied
    > zmy oględnie, kultury rosyjskiej - a to wystarczająco długi czas, żeby moja szc
    > zątkowa wiedza zdążyła się jeszcze bardziej zeszczątkowić.
    >
    > Potrzebuję odpowiedzi na kilka pytań:
    > - jak wyglądała Moskwa 25.07.1980 roku (wiem, że z powodu olimpiady władze zadb
    > ały, by miasto było ludnościowo przerzedzon


    Wchodzisz na yandex.ru i naberasz фотографии москвы 80-х Tam bedziesz miala "картинки". Mysle ze zdjecia pokaza epoche bardzo dobze. Od siebie dodam ze na Olimpiade, i tu juz o tym napisali, duzo ludzi wyjechalo na przymusowe urlopy. Miasto bylo puste, samochodow malo, a ciezarowych prawie wogule nie bylo.

    A tu masz panorame budynku gdzie Wysockij spedzil duzo lat. Nawet spiewal o Bolszom Karetnom. Jak myszka przyblizysz zdjecie, zobaczysz tablice na domu o Wysockim.
    maps.yandex.ru/?ll=37.614979%2C55.773152&spn=0.010492%2C0.003301&z=17&l=map%2Cstv&ol=stv&oll=37.616233%2C55.771865&ost=dir%3A-129.217614%2C10.353918~spn%3A90%2C62.671394

    > - czym jeździła milicja i jak wyglądał typowy moskiewski patrol milicyjny w tym
    > dniu,

    pic.ipicture.ru/uploads/090303/n57Vh5HgK5.jpg
    moikompas.ru/img/compas/2008-11-03/dayofmilitia/47367000_orig.jpg W tym ostatnim wszystkie samochody z 80-ch. Tak wlasnie wygladali. Zolte z niebeska linija.


    > - jak wyglądała kwestia dodzwonienia się do pogotowia, czekania na karetkę i tr
    > ansportu (również na własną rękę) na oddział położniczy (gdzie?),

    Do pogotowia sie zwonilo latwo. I dosc szybko przyjezrzali. Bo u nas jada nie tylko z poblizkiego szpitala, ale moga i ze stacji pogotowia. Co nie jest szpitalem, ani objektem medycznym, tylko stacja gdzie stoja samochody pogotowia wraz z obsluga. I na wyzow jada po swym rejonie. To szybciej niz czekac na pogotowie ze szpitala. W rejonie gdzie jest szpital stacja jest na go terenie. Sa specjalne szpitale dla pogotowia. Tam wszystko jest skerowane na szybka pomoc. Pozniej z nego pacjenta juz wioza gdzie indziej. Na cmietaz na przyklad smile Taki czarny humor. Kazdy duzy szpital ma swoj odzial polozniczy. To nie prawda ze nie maja. Po prostu to zwykle odzielny budynek na teritorium szpitala, albo nie daleko. Sa i odzielne "roddoma". Czesc z nich nalerzy do miasta, czesc do federalnych wladz, albo wojskowych (malo).

    > - jaka była pogoda tego dnia wczesnym rankiem (między 4.30 a, powiedzmy, 6.30),

    Bylo jasno. Wystarczy poczytac wspomnienia o Wysockim smile yandex.ru bardzo ci w tym pomoze, jak wladasz rosyjskim, jak nie, o nie wiem...

    > - jak wyglądało typowe moskiewskie mieszkanie (z wyposażeniem) wtedy, a jak wyg
    > ląda przeciętne mieszkanie dzisiaj (wiem, że to dość oględne pytanie, ale chodz
    > i mi o pewne trendy),

    Wiekszosc wygladalo podobnie. Bo wybor mebli byl nie duzy.
    www.bavun.ru/property/photos/1230979135mzy.jpg
    snjat-v-marino.ucoz.ru/_si/0/15970489.jpg
    balog.ru/photos/ren/12-1509_bOv0NK4j2H.jpg
    Oczywiscie ze byli i nie typowe mieszkania. Albo z normalnymi na te czasy meblami. Byli stare mieszkania, z dorewolucyjnymi meblami. Dzisiaj wszystko zaerzy od pienedzy i pomyslu. Kazdy ma to co chce. Trendu zadnego nie ma. Wolnosc pomyslu i tyle.

    > - ubiór mieszkańców wtedy i dzisiaj - typowe mody,

    Tak jak i w Polsce. Choc napewno mniej bylo jakis ciuchow. Dzisiaj mamy wszystko co tylko sie chce. Juz nie jest jak w Poslce smile

    > - obecny wygląd (zdjęcia?) cmentarza Wagańkowskiego od wejścia do grobu Wysocki
    > ego,

    Zdjecia z Wagankowskogo kladbisia (cmietarza)

    http://images.yandex.ru/yandsearch?text=%D0%B2%D0%B0%D0%B3%D0%B0%D0%BD%D1%8C%D0%BA%D0%BE%D0%B2%D1%81%D0%BA%D0%BE%D0%B5%20%D0%BA%D0%BB%D0%B0%D0%B4%D0%B1%D0%B8%D1%89%D0%B5%20%D1%84%D0%BE%D1%82%D0%BE&nl=1&stype=image

    > - jak wygląda obecnie Moskwa: sklepy, samochody, reklamy, fasady domów itd. (mo
    > żliwie najaktualniejsze zdjęcia by mi się przydały).

    fotki.yandex.ru/tag/москва/?gid=213
    I masz na yandex.ru mozliwosc patrzec na ulicy larzac po mapie -
    Tu na przyklad ulica gdzie mieszkam
    maps.yandex.ru/?ll=37.62714%2C55.790223&spn=0.041969%2C0.013205&z=15&l=map%2Cstv&ol=stv&oll=37.632905%2C55.785074&ost=dir%3A-0.837927%2C4.744788~spn%3A90%2C62.671394
    >
    > Wiem, że te pytania mogą wydawać się infantylne, ale ja naprawdę nie wiem, a in
    > formacje są bardzo istotne dla fabuły. Dziękuję za wszelkie linki, wspomnienia,
    > relacje smile!
  • czeget 30.11.09, 23:36
    o kurcze.. znalazlem na tej mapie M-wy (gdzie ul.Gilarowkiego) swoja ulice:
    Leningradskij prospekt 33 (naprzeciwko metra Dinamo), skopiowalem link,
    wkleilem, ale wynik mialem inny - znowu ul.Gilarowskiego.. smile cos nie tak
    zrobilem.. sad
  • nomina 01.12.09, 09:14
    Czeget, Kacap - dziękuję smile.

    Czeget - ta ikona dotyczyła reakcji forumowiczów na mój pomysł książki z WW w tle.

    Natalio - odnośnie adresów, szczegółów - wiem. To znaczy - mam dane na 2000 rok,
    od tamtego czasu, jak wspomniałam, byłam "poza środowiskiem", więc na pewno
    muszę uzupełnić wiedzę, a i pewne niezmienione szczegóły sobie przypomnieć.
    Odnoszę wrażenie, że chyba przypisujesz mi co innego, niż zamierzam. Umówmy się
    - ja NIE PISZĘ ani biografii WW, ani kroniki Moskwy. Wykorzystując fragmenty
    życiorysu Wysockiego, wplatam je w swoją fabułę - książki beletrystycznej,
    przygodowej, z lekką nutką sensacji i romansu. To jest powieść, fikcja, więc i
    pewne ślady w biografii WW będą konfabulowane.
    Odwoływałam się do parodii Dana Browna, więc będę trzymać się porówniania:
    oczywiście, nie porównując się w żadnym innym względzie - Brown wymyślił sobie
    fikcyjnych bohaterów w realnej scenografii (Luwr, obrazy są autentyczne),
    wykorzystując fakty i prawdziwe ustalenia, dołożył fikcyjny wątek. Ja mam w
    planie zrobić to samo. Albo jak Kaczmarski w swoim "Autoportrecie z kanalią", w
    którym wplótł we własny życiorys zmyślone a obrzydliwe dane (upraszczam teraz),
    wywołując mały skandalik, bo część osób uznała je za element biografii JK.
    Idąc więc Twoim tropem - tak, wplotę tam coś niemającego związku z Wysockim. I
    na pewno wykorzystam rzeczy już znane, ale nie widzę powodu, żeby zrobić z tego
    zarzut - przecież nawet wybitni biografiści danych postaci w sporej większości
    powtarzają znane informacje, a co dopiero zwykła książka beletrystyczna, gdzie
    zarys fabularny ma zupełnie inny cel niż odtworzenie życia kogokolwiek.
    Wyjaśnijmy - ja nie robię habilitacji z biografii Wysockiego, ja piszę fikcyjną
    książkę wykorzystującą postać autentycznej, bardzo popularnej osoby.


    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • natalia_sankowska1 01.12.09, 10:20
    Wiesz, od razu zrozumiałam, że nie piszesz biografii WSW wink
    A to by było prostsze, zapewniam Cię. Bo wiadomo, gdzie mieszkał, z
    kim się przyjaźnił, w jakich teatrach służył (tak wałasnie mówi się
    po rosyjsku). Natomiast próbujesz popełnić dzieło dla osoby nie
    bywającej w Moskwie w różnych okresach, nieznającej miasta z jego
    zmiennym nazewnictwem (ostatnio poprzewracano historyczne nazwy
    ulicom w centrum), atmosferą itp. szczegółami (a to jest właśnie to,
    co będzie pozwalało uwierzyć autorowi - tak jak wielu uwierzyło, że
    Brown a)opisał całkiem możliwe przygody, b)odkrył tajemnicę - a ta
    od dawna
    istniała w naukowym obiegu znana jedynie istorykom tematu)
    niemożliwą. Bo chcesz odtworzyć realia sprzed 30 laty jako nasycone,
    żywe tło akcji - i tu mało dowiedzieć się, że w latach 60.
    szpanowano chodząc z radiem tranzystorowym "Selga", a już w 70. -
    VEF różnych modeli. Że czekano na połączenie przez telefonistkę
    nawet kilka godzin, bo tak naprawdę panie po niewidocznej stronie
    nieraz zapominały o zamówionej rozmowie. Że pierwszym alkoholem
    wielu (i często długo-długo jedynym znanym) był "Portwejn 777". To
    tło powinno naprawdę żyć, pulsować. Reakcje nie tylko głównych
    bohaterów powinny być autentyczne, zgodne ze zrozumiałą dla Rosjan i
    znaną wielu mentalnością. A że chcesz zobaczyć, jaka jest
    współczesna Moskwa - prawdopodobnie będziesz chciała połączyć te dwa
    czasy-światy. A Moskwa dzisiejsza (mam na myśli miasto w odczuciu
    Michaiła Aleksandrowicza Bułhakowa, taki żywy organizm nieoddzielny
    od jego mieszkańców) jest kontrastowo różna od tamtej. Więc miałabyś
    ją - tamtą i obecną - poznać dość głęboko. Chyba że postanowisz
    bohaterami uczynić osoby przyjezdne, wtedy i one będa patrzyły na
    miasto "obcymi" oczyma. No, ale i wtedy należałoby wiedzieć sporo o
    życiu w ówczesnym ZSRR i obecnej Rosji.

    Kilkakrotnie wspominasz Kaczmarskiego, używasz jego ksiązki jako
    przykładu i nie zauważasz, że jest to przykład a rebours: przecież
    on znał własną biografię i jedynie wplótł w nia fikcję. I wiedział,
    jak to zrobić zgrabnie, ponieważ wszystkie szczególiki znał z
    autopsji.

    Mysląc o pisaniu o, jak by nie było, współczesności bez autentycznej
    wiedzy i "odczuwania własną skórą" atmosfery czasu i miejsca,
    powtórzę za Stanisławskim: "Nie wierzę!"
  • nomina 01.12.09, 18:50
    Natalio, obiecuję Ci, że jeżeli ten tekst powstanie, ale zostanie przez
    testowych czytelników oceniony jako nie dość żywy - nie opublikuję tej książki
    smile. I z dużą przyjemnością przekażę ją również Tobie do - niechby i miażdżącej -
    oceny.
    Główni bohaterowie - połowicznie przyjezdni, ona Polka, on Rosjanin, który
    wyjechał do Polski - jeszcze nie wiem, czy jako dziecko, czy tylko na studia.
    Co do Moskwy teraz - bardzo sobie życzę "poczuć miasto", zanim książka powstanie
    - mam nadzieję, że uda mi się pojechać.
    Trochę chyba nie zgadzam się z Twoim tłumaczeniem akcji Browna - zasadnicza
    tajemnica to raczej dalej, delikatnie mówiąc, niezweryfikowana naukowo hipoteza?
    Kaczmarski - zgoda, sytuacja autora była inna, chodziło mi raczej o odbiór tekstu.
    I odpowiedź dla Sedony: tak i nie - wiele wyjaśnień jest w materiałach
    źródłowych (biografie, wywiady, stale dopisywane wspomnienia rodziny i
    przyjaciół). Oczywiście, jest możliwe, że najmroczniejszych rzeczy autor
    skutecznie się wyparł wink i być może jeszcze tego i owego nie wiemy, niemniej
    generalnie wiadomo, co jest fikcją, a co elementami biograficznymi, bywa, że i
    zdeformowanymi.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • natalia_sankowska1 01.12.09, 21:24
    W sprawie "Kodu" - posłużyłam się tzw. skrótem myślowym. Istnieje
    hipoteza wysunięta dość dawno, znana w kręgach zajmujących się
    tematem. Sensacyjności nadał jej Brown. W historii literatury daleko
    nie pierwszy przypadek.
    Wydaje mi się, że pomysł z TAKIMI bohaterami jest udany - odpadnie
    część problemów. Tylko zastanów się nad tym, kiedy się urodził Twój
    bohater. Bo wyjazd na studia z ZSRR za granicę nie był prosty
    (prawie niemożliwy), wyjeżdżali odpowiednio "ustawieni" i,
    oczywiście, po niejawnej zgodzie "organów". Zresztą, tę regułę
    skasowano dopiero w 1991r.
    Wybierz się do Moskwy, jeżeli możesz. Teraz jest to jednak inne
    miasto. W latach 80. i wyglądało, i żyło inaczej.
    JA Wysockiego usłyszałam z taśm niemiłosiernie rzęrzącego
    magnetofonu w 1964r. Wtedy Moskwa też była inna, niż dekadę lub dwie
    później. I gdy teraz piszą i mówią, że wszyscy słyszeli, lecz nikt
    nie wiedział, do kogo należy ten chrypiący głos i uderzenia
    gitarowego "błatnogo kwadratu", jest to nieprawda. W 1967 ukazuje
    się kultowy film "Wertikal", w 1969 - "Niebezpieczne gastrole", w
    tymże czasie "Interwencja". A i później występował w filmach, a
    amatorzy jego śpiewanej poezji (i nie tylko oni) dobrze wiedzieli,
    jak wygląda. W ogóle aberracje ludzkiej pamięci bywają zabawne.
    Pamiętasz, pisałam o konsultantach? Np., w filmie są to b.ważne
    osoby. Wiele arcydzieł zawdzięcza im sukces obrazkowy. A Michaił
    Żwaniecki niegdyś napisał humoreskę pt. "Konsultant" o takim dziadku
    uczącym nie tylko aktorów, ale także statystów noszenia fraku, muchy
    i co tam jeszcze, poruszania się i sposobu mówienia. Dobrze by było,
    by Tobie za takiego "konsultanta" posłużyły filmy z tamtych czasów.
    JA tu wielu namawiam do instalowania niezależnej telewizji
    satelitarnej. Na wielu rosyjskich oraz ukraińskich kanałach
    wyświetlają radzieckie filmy, więc można się napatrzeć. Polecam i
    ew. służę informacją.
  • jarucha_0 01.12.09, 22:06
    natalia_sankowska1 napisała:

    > W sprawie "Kodu" - posłużyłam się tzw. skrótem myślowym. Istnieje
    > hipoteza wysunięta dość dawno, znana w kręgach zajmujących się
    > tematem. Sensacyjności nadał jej Brown. W historii literatury
    daleko
    > nie pierwszy przypadek.
    > Wydaje mi się, że pomysł z TAKIMI bohaterami jest udany - odpadnie
    > część problemów. Tylko zastanów się nad tym, kiedy się urodził
    Twój
    > bohater. Bo wyjazd na studia z ZSRR za granicę nie był prosty
    > (prawie niemożliwy), wyjeżdżali odpowiednio "ustawieni" i,
    > oczywiście, po niejawnej zgodzie "organów". Zresztą, tę regułę
    > skasowano dopiero w 1991r.
    > Wybierz się do Moskwy, jeżeli możesz. Teraz jest to jednak inne
    > miasto. W latach 80. i wyglądało, i żyło inaczej.
    > JA Wysockiego usłyszałam z taśm niemiłosiernie rzęrzącego
    > magnetofonu w 1964r. Wtedy Moskwa też była inna, niż dekadę lub
    dwie
    > później. I gdy teraz piszą i mówią, że wszyscy słyszeli, lecz nikt
    > nie wiedział, do kogo należy ten chrypiący głos i uderzenia
    > gitarowego "błatnogo kwadratu", jest to nieprawda. W 1967 ukazuje
    > się kultowy film "Wertikal", w 1969 - "Niebezpieczne gastrole", w
    > tymże czasie "Interwencja". A i później występował w filmach, a
    > amatorzy jego śpiewanej poezji (i nie tylko oni) dobrze wiedzieli,
    > jak wygląda. W ogóle aberracje ludzkiej pamięci bywają zabawne.
    > Pamiętasz, pisałam o konsultantach? Np., w filmie są to b.ważne
    > osoby. Wiele arcydzieł zawdzięcza im sukces obrazkowy. A Michaił
    > Żwaniecki niegdyś napisał humoreskę pt. "Konsultant" o takim
    dziadku
    > uczącym nie tylko aktorów, ale także statystów noszenia fraku,
    muchy
    > i co tam jeszcze, poruszania się i sposobu mówienia. Dobrze by
    było,
    > by Tobie za takiego "konsultanta" posłużyły filmy z tamtych
    czasów.
    > JA tu wielu namawiam do instalowania niezależnej telewizji
    > satelitarnej. Na wielu rosyjskich oraz ukraińskich kanałach
    > wyświetlają radzieckie filmy, więc można się napatrzeć. Polecam i
    > ew. służę informacją.
    Jestem żywym przykładem skorzystania z namowy Natalii do
    zainstalowania TV sat.,i jestem zachwycona!Dziekuję,Natalio drogasmile
    Filmów z minionej epoki jest rzeczywiscie sporo i na pewno droga
    Nomino skorzystarz.Posłuchaj się Natalii -warto!!!
  • natalia_sankowska1 02.12.09, 11:00
    Miło mi smile smile smile
  • nomina 01.12.09, 22:08
    Młodzi są. On - urodził się dokładnie w dniu śmierci WW, nieomal o tej samej godzinie, ona - kilka miesięcy później. Zastanawiam się, czy jego przed tymi studiami, jako dziecko jeszcze, nie wysłać na Ukrainę - może dla fabuły dobrze by było, żeby i dla niego współczesna Moskwa nie była miastem codziennym; niech oboje mają tę nutkę "nowości".
    Filmy pooglądam - ostatnimi czasy, mam wrażenie, dostęp do filmów, książek, płyt jest trochę prostszy - już nie trzeba polować na znajomych znajomych jeżdżących za wschodnią granicę.
    Znowu okażę się ignorantką, ale jak zainstalować tę niezależną telewizję satelitarną?
    I ponownie - nie po raz ostatni - dziękuję za wszystkie wspomnienia smile.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • natalia_sankowska1 02.12.09, 11:17
    Krok 1. Kupujesz w sklepie TANI zestaw sat cyfrowy (taki za
    ok.300zl) plus 1 lub 2 talerze. Do tego dokupuje się 3 dodatkowe
    konwertery LNB (lub 5, jak chcesz mieć w sumie 3 talerze).
    Krok 2. Wzywasz techników-montazystów (ogłoszenia w gazetach). Niech
    Ci to wszystko zamontują. MAją być satelity Hot Bird, Sirius, Astra,
    Amos (2 talerze) oraz Hellas Sat i jeden z Ekspressów AM (na 3.
    talerzu).
    Krok 3. Wchodzisz na stronę www.sat-digest.com, otwierasz
    zakładkę "Kanały" i masz pełna listę kanałów z ich ulokowaniem.
    Zgodnie z instrukcją odbiornika dostrajasz go, bo fabryczne
    oprogramowanie może nie uwzględniać wszystkich rosyjsko- i
    ukrainskojęzycznych kanałów.
    Krok 4. Wchodzisz na stronę www.vsetv.com/tvprog.php?, rejestrujesz
    się i wybierasz z listy interesujące Cię kanały i masz ich program w
    jednym zbiorze.

    NAmawiam wszystkich, ponieważ koszt jest jednorazowy, a ratujesz się
    przed manipulacjami róznych "cyfr". Jedyny problem: nieraz dawniej
    otwarte kanały nagle się kodują, a w Polsce nie ma dystrybucji kart.
    Ale też są kanały otwarte dla zasady - "1", RTR-Planeta, TVCi, STB,
    KRT i wiele innych.
  • nomina 02.12.09, 11:28
    Dzięki. Rodzina ma talerz, ma jakiś konwerter, fachowca od tych ustrojstw też
    mam, pomyślę. A czy te kanały mają też swoją transmisję w Internecie? Ja
    telewizji nie oglądam (chyba że wyjątkowo). W kwestii stacji radiowych -
    czytałam wątek polecający, ale które stacje są raczej gadające niż grające i
    warte słuchania?
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • natalia_sankowska1 02.12.09, 18:33
    W internecie ciężej coś znaleźć na on-line. Jest fakne archiwum
    publicystyki na RTR-Planeta. Reszta w necie nie nadaje bezpośrednio.
    Z Korbiną jakoś siś nie zaprzyjaźniłam. Ponieważ komp cały czas mam
    zajęty czymś pożytecznym, po prostu oglądam TV. Po to mam program,
    by nie oglądać byle czego. Radia z kolei nie słucham. Wolę prasę w
    necie.
  • natalia_sankowska1 02.12.09, 11:28
    Nie odnoszę wrażenia, że dostę do książek i filmów jest ulatwiony.
    Jeżeli się mówi o TVP i Kulturze, albo kręcą w kółko to samo, albo
    coś dobrego ("Idiota", "Turecki gambit", "Azazel", "Bracia
    Karamazow" w obu wersjach), ale mało. Książki - problemy z
    asortymentem, drogo. Ja sobie zwożę sama.

    A o bohaterach - cóż, coś wymyslisz. A Ukrainę znasz?
  • nomina 02.12.09, 11:55
    No tak, jako osoba "zanurzona" w tej kulturze na pewno oczekujesz znacznie
    więcej. Ale ja pamiętam, jakim problemem było dla mnie kilka lat temu
    ściągnięcie filmów WW. Ja też nie mam na razie większych oczekiwań literackich
    czy muzycznych, więc to, co mnie interesuje na tyle, żeby mieć w swoich
    zasobach, znajduję w sklepach z "asortymentem rosyjskim". Ponadto - jakie by
    wieszać psy na Empiku, wprowadził łaskawie "kolekcję filmów radzieckich", z
    rzadka jakąś płytę się uświadczy. Z racji rozwoju Internetu i dostęp do
    zagranicznych serwisów jest prostszy. 10 lat temu to wszystko nie do pomyślenia.
    Cena - cóż, to już inna bajka.

    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • nomina 02.12.09, 12:01
    Ukraina - bywałam, trochę znam. Tyle że bywałam współcześnie, więc lat 80.-90.
    też nie znam z autopsji. Najwyżej wyślę bohatera jako kilkulatka do Polski - coś
    wymyślę, ten okres w życiu bohatera nie jest akurat istotny dla fabuły.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • airam.as 01.12.09, 22:17
    natalia_sankowska1 napisała:
    Twój
    > bohater. Bo wyjazd na studia z ZSRR za granicę nie był prosty
    > (prawie niemożliwy), wyjeżdżali odpowiednio "ustawieni" i,
    > oczywiście, po niejawnej zgodzie "organów". Zresztą, tę regułę
    > skasowano dopiero w 1991r.


    Nie byłam "ustawiona", a wyjechałam.
    Zastanawiam się zatem - kim byłam wink

    A Michaił
    > Żwaniecki niegdyś napisał humoreskę pt. "Konsultant" o takim dziadku uczącym nie tylko aktorów, ale także statystów noszenia fraku, muchy i co tam jeszcze, poruszania się i sposobu mówienia. Dobrze by było, by Tobie za takiego "konsultanta" posłużyły filmy z tamtych czasów.

    Czechow do przeczytania byłby w sam raz smile Epoka inna, ale mentalność ta sama w zasadzie.

    > JA tu wielu namawiam do instalowania niezależnej telewizji
    > satelitarnej.

    I słusznie wink


    --
    Zaraz wytną.
    Cochonnes.
  • natalia_sankowska1 02.12.09, 11:36
    airam.as napisała:

    >
    > Nie byłam "ustawiona", a wyjechałam.
    > Zastanawiam się zatem - kim byłam wink
    >
    Przecież był to kraj wielowektorowy, a więc, w zasadzie, nie dało
    się ustalić jednego i pewnego schematu. Dlatego ktoś, kto w okresie
    przed Gorbaczowem wyjechał na studia i uważa, że nie był z jakiegoś
    ukladu, tak do końca nie wie, jaki zbieg okoliczności na to
    pozwolił.
  • sedona 02.12.09, 13:08
    I odpowiedź dla Sedony: tak i nie - wiele wyjaśnień jest w
    materiałach
    źródłowych (biografie, wywiady, stale dopisywane wspomnienia rodziny
    i
    przyjaciół). Oczywiście, jest możliwe, że najmroczniejszych rzeczy
    autor
    skutecznie się wyparł i być może jeszcze tego i owego nie wiemy,
    niemniej
    generalnie wiadomo, co jest fikcją, a co elementami biograficznymi,
    bywa, że i
    zdeformowanymi.

    Wlasnie caly witz na tym polega, ze Kaczmarski nie wyparl sie
    najmroczniejszych rzeczy opisanych w Autoportrecie. Mysle ze (byc
    moze) w koncu odetchnal z ulga gdy "zniesiono" go z tego spizowego
    postumentu.
    Sam zreszta nie dal sobie taryfy ulgowej, vide tytul powiesci.
  • nomina 02.12.09, 13:49
    Ale co masz na myśli, mówiąc "nie wyparł się"? O tytule, a także o kilku wątkach
    z A. (np. rozpracowywanie przez SB) - sporo pisze Krzysiek Gajda w "To moja droga".
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • sedona 04.12.09, 09:11
    To, ze sie nie wyparl i nic wiecej. Ze nie fantazjowal piszac powiesc. A potem, gdy ksiazka wyszla, cieszyl sie, ze w koncu mogl zejsc z piedestalu barda.
    Poza tym, znajac troszke biografie Kaczmarskiego, i jego samego tez, nie trzeba czytac Gajdy (aczkolwiek z calym szacunkiem dla pracy tego drugiego), zeby zauwazyc cala (auto)ironie tytulu pierwszej powiesci.
  • nomina 04.12.09, 09:16
    Ale napisanie książki demitologizującej nie oznacza przyznania się do
    popełnienia wszystkich potworności, o których ta książka mówi. Co do Gajdy -
    poczytaj, jakie były propozycje tytułów, od "Drżączki" począwszy. Zresztą -
    książka w zamówieniu była pornograficzna, a odebrano ją, jak to w Polsce,
    antypolitycznie.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • sedona 04.12.09, 14:18
    Oczywiscie, ze nie oznacza, jednakze po wydaniu, JK nie zaprzeczal, ze
    byl bohaterem wydarzen. Malo, przekornie napisal o tym na okladce.
    Sam z usmiechem wspominal, ze jego babcia, przeczytawszy to,
    stwierdzila, ze potraktowal siebie bardzo poblazliwie.
  • nomina 04.12.09, 19:51
    A, to jest jasne, sam Jacek przecież mówił, że wymieszał w Błowskim swoją
    autobiografię z fikcją. Mnie chodziło o te najmroczniejsze elementy, które
    ludzie odczytywali jako prawdę.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • sedona 01.12.09, 12:02
    Czy rzeczywiscie dane byly zmyslone?
    To tylko Autor mogl wiedziec.
  • lis888 02.12.09, 09:57
    Polecam - skrabnica informacji, plotek, mód, zwyczajów, dowcipów z
    tamtych czasów. Istna perełkasmile Żeby reklamy przestały tak natrętnie
    migac, trzeba sie chyba zalogować.
    intv.ru/view/?film_id=24259
    intv.ru/view/?film_id=24477
  • natalia_sankowska1 02.12.09, 11:43
    MAło się zarejestrować - ściąganie jest płatne. Niestety, podane
    ceny nie odpowiadają polskiej rzeczywistości. W Polsce są to numery
    SMS Premium o wiele droższe sad
    Niektóre rzeczy da sie ściągnąć nieodplatnie s tfile.ru lub
    kinozal.tv (należy mieć program torrent).
  • lis888 02.12.09, 18:07
    Al zato można oglądac online - ze skaczącymi w oczy reklamami, ale
    jednakwink
  • natalia_sankowska1 02.12.09, 18:35
    A ja bym poszukała gdzie indziej wink
  • lis888 03.12.09, 09:33
    Nie ma, też szukałam - na tej stronie tylko wyłożone. Przekopałam
    caływink runet, i nic - na innych stronach maja ściągnięte właśnie
    stąd z całym tym reklamowo-przeszkadzającym inwentarzem
  • natalia_sankowska1 03.12.09, 14:40
    Przeciez mrugałam!
    Wchodzisz na kinozal.tv, rejestrujesz się, wpisujesz tytuł do
    wyszukiwarki - i sciągasz. Bierz samo złoto i uważaj - lepiej nie
    DVD-9.
    Potem w Nero nagrywasz.
  • tosia.ru 03.12.09, 17:05
    a ja mieszkam obecnie na Miczurinskim - w Olimpijskoj dieriewnie. O!
    --
    "współczesne kobiety chciałyby wyglądać pięknie
    także w wieku lat 30" - by nessie-jp
  • lis888 04.12.09, 13:32
    No to napisz nam, jak sie mieszkasmile
  • kacap_z_moskwy 05.12.09, 09:23
    Straszne miejsce. Te jednokowe mrowiska... W rzadnym wypadku nie chcialem obrazic. Nie wiem dlaczego ale ten caly lubiany przez wieliu Jugo-Zapad mi sie wogule nie podoba.
  • lis888 05.12.09, 09:35
    Dymi z Kapotni?
  • kacap_z_moskwy 09.12.09, 10:55
    Kapotnia jest na Poludniu, na granicy Poludnia i Poludniowo-wschodniej juz czesci miasta. Rafinerje tam zmodernizowali i juz nie ma jakis dymow. Ale i tak nie przyjemnie, a i widoki urbanistyczno-przemyslowe sa okropne. Choc jak by i reka jest obok... Ale Poludniowo-zachod to daleko od tych okropnosci. Ale i tak tam jest w tej chwili budynek na budynku i to duzo tych z czasow Breznewa, czyli okropnych jednakowych blokowcow. Dlatgo nie lubie Jugo-zapada. Jak i podobnych rejonow miasta. A jest ich duzo. Ale niektore choc jednak nie dzialaja na psychike.
  • tosia.ru 09.12.09, 12:31
    hmmm tez wolalabym mieszkac na Arbacie ale kurcze wypadlo tak ze mieszkam w
    Zapadnym (nie Jugo-Zapadnym) Administratiwnom Okrugie, wlasnie sie
    przeprowadzilam - 2 ulice dalej
    swoja droga poza blokowiskami (z ktorych sklada sie 80% calej Moskwy - niestety)
    na Miczurinskim buduja wlasnie kwartal 5-6, czyli Szuwalowski i inne domy -
    calkiem calkiem, ale to dla wyjatkowo bogatych, jesli brac pod uwage ze w
    zwyklej diewiatietazkie na Miczurinskim (dom 38) za trioszku (ok65m2) obecnie
    żądają 11 500 000 rubli, a w domu Lipieckstroja (nowy dom w kwartale 5-6) za
    trioszku ale ok112m2 924 000 $ - taki lajf smile

    swoja droga gdzie mieszkasz?

    --
    "współczesne kobiety chciałyby wyglądać pięknie
    także w wieku lat 30" - by nessie-jp
  • kacap_z_moskwy 13.12.09, 00:48
    Kolo metra Prospekt Mira. Blokowisk jest kolo mnie malo. Ale z drugiej strony prospektu - troche jest smile
  • kacap_z_moskwy 09.12.09, 10:58
    Masz tu kamere placu Taganskogo. Z prawej strony na gorze masz teatr na Taganke. Czyli ten, gdzie gral Wysockij. Plac praktycznie sie nie zmenil, tylko droga po srodku leci, a bylo duze kolo z malym parkiem po srodku, i na samym dole jest metro MArksistskaja. Go za Wysotskogo tez nie bylo. Nie patrzac na odnowione budynki, wszystko inne jest prawie takie same jak za Wysockogo.
    www.tvchannelsfree.com/watch/4899/Moscow-WebCam.html
  • nomina 09.12.09, 16:34
    Świetne, dzięki smile.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • lis888 09.12.09, 18:15
    allegro.pl/item847540836_spacerkiem_po_moskwie_piotr_akajomow_moskwa.html
    Masz tutaj świetna ksiązeczkę - mnóstwo zdjęć Moskwy z lat
    osiemdziesiątych, także ludzi. Oczywiście, zdjęcia ukazują Moskwe
    paradną, nie syfiaste blokowisko jak moje Tuszyno naprz., ale ludzie
    są prawdziwiwink
  • nomina 09.12.09, 23:12
    Dzięki, zapoznam się z rzeczoną pozycją smile.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie
  • lis888 12.12.09, 12:23
    www.76-82.ru/
    Stronka dla nostalgii. Głównie dla tych, czyje dzieciństwo
    przypadła na lata 1970-82. Polecam zwłaszzcza forum wspominkowe
  • nomina 29.12.09, 11:10
    Wracając do Waszych wspomnień i relacji, chciałabym jeszcze zapytać o:

    1. Wrażenia i opis Hamleta wystawionego przez Tagankę w Warszawie w maju 1980 (byliście?).

    2. Wspomnienia z pogrzebu Wysockiego. Wiem, że są w biografiach, ale mnie chodzi o wspomnienia ludzi stojących "dalej od grobu".
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę verbamed.pl

    Książki w prezencie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka