Dodaj do ulubionych

Herbaciana tajemnica rosyjskiej duszy

07.01.05, 19:41
Prelekcja wygłoszona na spotkaniu Miłośników Dobrej Herbaty

(właśnie dostałam meilem smile- polecam )

Siergiej Matjunin -Herbaciana tajemnica rosyjskiej duszy


Europę przecinają widzialne i niewidzialne granice. Jedną z takowych jest
granica smakowa pomiędzy światem herbaty i kawy, przebiegająca w miejscu
zachodniej granicy Rosji, Białorusi i Ukrainy, a zarazem wschodniej granicy
Polski. W Rosji nikomu nie przyszłoby do głowy, aby żona przyniosła rolnikowi
na pole kawę. W Polsce – jak najbardziej. W Rosji mówi się nawet, że
Rosjanin, który nie pije herbaty, jest tak rzadko spotykany jak ten, który
nie pije wódki.
Herbata znana była w Rosji od bardzo dawna. W 1617 roku trafiła na dwór cara
Alieksieja w darze od cesarza Chin. Przedtem cieszył się tu dużą
popularnością inny gorący napój – zbicień. Była to mieszanka miodu, korzeni i
traw zaparzonych we wrzątku.
W XIX w. przepis na zbicień został utracony, ale wówczas na terenie imperium
królowała już herbata.
W ZSRR były dwa obszary, w których produkowano herbatę – Krasnodarski Kraj i
Gruzja. Herbatę produkowano również w Azerbejdżanie. Mimo to o dobrą herbatę
trzeba się było starać. W latach 70. i 80. na rosyjskim rynku królowały tzw.
herbaty „cyfrowe”, które zamiast nazwy miały na opakowaniach numer.
Szczególnie pożądany był numer 36 – mieszanka herbaty indyjskiej, uważanej w
Rosji za najlepszą i herbaty gruzińskiej lub krasnodarskiej, w proporcji 50
na 50.
Herbata jest nieodzowną częścią rosyjskiej kultury. Mówi się, że kto nie pije
herbaty, ten nie ma siły. Niektórzy żartują – herbata nie wódka, dużo się nie
wypije. Rosyjska tradycja picia herbaty ma szereg elementów
charakterystycznych. 99 proc. Rosjan uważa np., że o jakości herbaty świadczy
kolor. Według nich im ciemniejsza barwa, tym herbata lepsza. Wskazane jest
mieszanie różnych gatunków herbaty w słoiku albo metalowym pojemniczku. Pije
się herbatę czarną, liściastą i, jeśli zgodnie z tradycją, parzoną w małym
czajniczku.
Na całym świecie picie herbaty w Rosji kojarzone jest z samowarem. I
rzeczywiście, samowar to wyłącznie rosyjski wynalazek. Pierwszy powstał w
warsztacie metalowym braci Lisycynowów w II poł. XVIII w. Pod koniec XIX w.
produkowano je już na szeroką skalę i w przeróżnych kształtach. Najbardziej
powszechny stał się samowar kielichowy, wewnątrz którego wspawana była rura
do rozpalania ognia. W naczyniach o takim kształcie trudno podtrzymać ogień.
Może to brzmieć zabawnie, ale rolę miecha pełnił niejednokrotnie skórzany but
o długiej cholewie, nakładany na czubek rury. Paliwo do samowara stanowiły
często szyszki sosny.
Na samowarze stawiano mały, zwykle porcelanowy czajniczek do zawarki. Gdy
zawarka, czyli przygotowany w czajniczku napar, nabierała mocy, nalewano
trochę do szklanki i zalewano całość wrzącą wodą z samowara. W niektórych
zakątkach Rosji istniał pochodzący z Azji Środkowej zwyczaj żenienia herbaty,
czyli kilkakrotnego przelewania zawarki do szklanki i ponownego wlewania jej
do czajniczka. Miało to przyspieszyć osiągnięcie właściwej mocy naparu.
Herbatę w Rosji pije się w szklankach (stakanach) lub w filiżankach. Jako że
lubiana jest herbata bardzo gorąca, szklanki wyposażone są w specjalny
uchwyt, tzw. podstakannik.
Na Zachodzie uważa się za herbatę rosyjską herbatę z plasterkiem cytryny,
tymczasem sposobów picia herbaty w Rosji jest pewnie tyle, ile gustów jej
miłośników. Pija się oczywiście herbatę z cytryną, której skórkę tylko się
sparza, a nie odcina, tak jak to bywa czasami w Polsce.
Panuje tam powszechny zwyczaj słodzenia herbaty dżemami owocowymi,
najczęściej dżemem malinowym. Słodzi się również miodem i cukrem.
W Rosji opanowano także różne metody picia herbaty. Do kanonu opowieści o
rosyjskich szpiegach weszły już te o nie wyjmowaniu łyżeczki ze szklanki, ale
są i inne. Pod koniec XIX w. np. wśród woźniców pojawił się zwyczaj picia
herbaty ze spodeczka. Wylewało się troszeczkę na spodek i siorbało czaj,
który szybciej tracił swą bardzo wysoką temperaturę. Jest także kilka
sposobów na picie herbaty z cukrem: w nakładku – do herbaty trzeba nałożyć
troszkę cukru, w prikusku – koniuszek kostki cukru macza się w herbacie,
odgryza się go i popija gorzkim napojem, w prigladku – kładzie się kilka
kostek cukru na talerzyku i tylko się im przygląda.
Rosja leży w granicach świata wyznaczonego przez tradycje herbaciane. Herbata
jest napojem bardzo towarzyskim, pozwala się delektować, prowadzić długie
rozmowy z przyjaciółmi, dyskutować o sensie życia. Być może właśnie ona jest
jednym z elementów stanowiących o tajemnicy rosyjskiej duszy.
Edytor zaawansowany
  • 07.01.05, 21:40
    fanta-girl:
    > Prelekcja wygłoszona na spotkaniu Miłośników Dobrej Herbaty
    [ . . . ]
    > Siergiej Matjunin -Herbaciana tajemnica rosyjskiej duszy

    Bardzo ciekawe. Ale pozwolę sobie w kilku sprawach uzupełnić albo się nie
    zgodzić.

    Siergiej Matjunin:
    > Europę przecinają widzialne i niewidzialne granice. Jedną z takowych jest
    > granica smakowa pomiędzy światem herbaty i kawy, przebiegająca w miejscu
    > zachodniej granicy Rosji, Białorusi i Ukrainy, a zarazem wschodniej granicy
    > Polski. W Rosji nikomu nie przyszłoby do głowy, aby żona przyniosła rolnikowi
    > na pole kawę. W Polsce -- jak najbardziej.

    Moim zdaniem Polska do niedawna leżała po wschodniej stronie tej granicy.
    Powszechność kawy jest zjawiskiem stosunkowo nowym a jej przynoszenie na pole,
    hmmm... to jeszcze i dzisiaj nie jest częste, Matjunin przesadził dla efektu
    artystycznego. W Polsce za komuny niczego nie było, ale herbata była; w dodatku
    ludzie potrafili ją dobrze zaparzyć, nawet z herbaty Gruzińskiej czyniąc napój
    do picia... no, może trochę przesadzilem, z Gruzińskiej raczej się nie dawało,
    ale z Madrasa to już tak. Ta umiejętność zanika w miarę rozpowszechniania się
    herbaty w torebkach. Młodzież rozmoczony papier nazywa herbatą i nie rozumie,
    co starsi w niej widzą.

    Siergiej Matjunin:
    > W latach 70. i 80. na rosyjskim rynku królowały tzw. herbaty ,,cyfrowe'',
    > które zamiast nazwy miały na opakowaniach numer.

    U nas herbata chyba nigdy nie upadła tak nisko. W każdym razie NA PEWNO nie
    było żadnych cyfrowych herbat w latach 70. i 80.

    Siergiej Matjunin:
    > Jest także kilka sposobów na picie herbaty z cukrem: w nakładku -- do herbaty
    > trzeba nałożyć troszkę cukru, w prikusku -- koniuszek kostki cukru macza się w
    > herbacie, odgryza się go i popija gorzkim napojem, w prigladku -- kładzie się
    > kilka kostek cukru na talerzyku i tylko się im przygląda.

    I w pridumku -- marzy się o cukrze, i marzenie popija się herbatą.


    Na Zapoliariu reklamowano mi zamiast herbaty Iwan-czaj uzkolistnyj, czyli
    herbatę dla biednych. To jest ziele z fioletowymi kwiatkami, którego wszędzie
    jest pełno (Chamaenerion angustifolium; wierzbówka kiprzyca). Oprócz tego, że
    można je zaparzać same, można jego kwiatki wrzucać do herbaty i wtedy jest
    bardzo dobre... zapomniałem na co. Również po zjedzeniu moroszki jej kielich
    trzeba zabrać ze sobą i potem wrzucić do herbaty, bo to pomaga na coś innego.
    Właściwie z każdego ziela tundrowego można albo zrobić herbatę albo dorzucić do
    herbaty. Herbata staje się więc czymś w rodzaju ogólnego opakowania do różnych
    dobroczynnie działających specyfików. Gdyby Rosjaninowi powiedzieć, że herbata
    komuś na coś szkodzi, to chyba by uznał rozmówcę za sumassziedsziego.

    A Iwan-czaj za pierwszym razem bardzo mi smakował, za drugim mniej, trzeci
    wylałem i zaparzyłem sobie papierową torebkę przywiezioną z Polski.

    - Stefan

    www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
  • 07.01.05, 23:07
    Stefanku, tak sobie myślałam co porabiasz, dawno nie widziałam Twoich postówsmile
  • 07.01.05, 23:10
    Ja właśnie jestem miłośniczką herbaty, zawsze powtarzam, że dobra herbatka nie
    jest zła
  • 08.01.05, 00:14
    Nie ma to jak porządnie "zaczajniczyć", porządna herbata, porządnie po północy,
    w porządnym towarzystwie, przy porządnej muzyce, dyskutując nie koniecznie
    na "porządne" politycznie tematy... No i trochę prądu.
    Stefan ma rację, nie smućmy się zmianami, to jedyna stała rzecz jaką mamy
    systemowo zagwarantowanąwink. A wkurzając się/ nie wkurzając się nabijamy kabzę
    konowałom i producentom krajowego winka owocowegowink. Z każdej
    strony... "...все задом на перед...".
    Wznieśmy więc gorzki kielich (?plastikowy?) tego zacnego płynu ocierając brudną
    szmatką przyczajone cicho w kącikach ócz łezki uro/ni/j/one np. za
    starą "biską"smile(
    A'propos mieszanek herbacianych: 40% madras, 40% ulung, 20% lipton - parzona
    nocą księżycową daje najlepszy aromat. A jeśli pić "torebkowe" - zawsze
    wysypać. Precz z papierkami - ohydasmile. "Precz z preczem"smile
  • 08.01.05, 10:13
    otkin:
    > A'propos mieszanek herbacianych: 40% madras, 40% ulung, 20% lipton - parzona
    > nocą księżycową daje najlepszy aromat.

    Uwazaj z takimi przepisami, bo mozesz zniesmaczyć młodzież.

    Otóż smak herbaty (w przeciwieństwie do kawy) zależy krytycznie od rodzaju
    dostępnej wody. Nie tyle od jej jakości, co od jakichś innych cech lokalnych.
    Przez wiele lat warszawiacy pili Madras a krzywili się na Yunan; a w Gdańsku ten
    sam Yunan uchodził za herbatę szlachetną a ten sam Madras za śmiecie. OBIE
    STRONY MIAŁY RACJĘ -- tylko że rację miejscową: w różnych miastach należy używać
    różnych gatunków herbaty. A więc mieszanka ,,40% madras, 40% ulung, 20%
    lipton'' w innym miejscu Polski może być nie do picia. Natomiast co do
    księżycowej nocy, masz pełną rację.

    Teraz sytuacja w Warszawie się zmieniła, bo nikt w tym dziwnym mieście nie
    stosuje już kranówki do herbaty. Ja w Gdańsku kilka razy próbowałem zaparzyć
    herbatę na różnych wodach kupowanych, ale nie byłem w stanie odróżnić smaku od
    herbaty robionej na kranówce, dlatego jednak używam kranówki. Ale w takim razie
    być może Ty powinieneś dać ponowną szansę Yunanowi zaparzonym na wodzie
    butelkowanej. To jest naprawdę dobry napój.

    Często w zimie wędruję i wtedy robię sobie herbatę ze śniegu albo z jakichś
    małych strumyczków niepewnego pochodzenia. Na ogół nie mam wtedy możliwości
    porządnie jej zaparzyć. Otóż nie znalazłem jeszcze herbaty, która w takich
    warunkach dobrze by się udawała. Najlepsze herbaty wychodzą albo obrzydliwie
    albo co najmniej bez smaku. O wiele lepiej jest wtedy pić na przykład miętę a
    tęsknotę za herbatą koić dopiero po powrocie do domu. Czy ktoś może zna lepsze
    rozwiązanie tego problemu?

    - Stefan

    www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
  • 08.01.05, 10:24
    dokladnie!

    dobra herbata nie jest zła...
    chociaz ja w przeciwienstwie do typowego rosjanina z tej prelekcji lubie tez
    jasne i prawie przezroczyste.
    Pamietam, ze najlepsza jasna herbate pilam w Uzbekistanie- ale by to tak dawno
    temu, ze do dzis nie wiem czy to byla zielona herbata czy jakis napar z
    jakiegos zielska.

    Jesli chodzi o samowary, to ich jakos dobrze nie pamietam, ze to swietnie
    kojarze podstakancziki z pociagow....
  • 08.01.05, 09:54
    asiak44:
    > Stefanku, tak sobie myślałam co porabiasz

    Łapczywie piję herbatę, Asiu.

    - Stefan

    www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
  • 09.01.05, 08:43
    Ja też ide sobie teraz zaparzyć jakąś smaczną herbatkę.
    Pozdrawiam wszystkich pijących teraz herbatę.
    Joanna
  • 09.01.05, 17:39
    dzisiaj wypiłam cztery herbatki z cytrynką a jedna z napoleonką. Pycha!
  • 27.10.16, 18:27
    Oferujemy Iwan czaj.

    100% ekologiczny produkt. Jest wyprodukowany z roślin dziko rosnących. Mamy dużo różnych smaków.

    Nasza strona internetowa – www.iwan-czaj.com/

    Zapraszamy

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.