ciotka gorsza niż teściowa-pomocy
Wiele jest wątków dotyczących problemów z kłótliwą i zrzędzącą teściową.Ale co zrobić gdy sprawa jest nieco bardziej skomplikowana?Zacznę może od początku...Mieszkamy z narzeczonym i naszym 8 miesięcznym synkiem od roku. Razem jesteśmy od 4 lat. Niestety mieszka z nami też przyszywana ciotka mojego narzeczonego (nazywanego dalej M.). Ciocia jest osobą leżącą od kilkunastu lat w łóżku, nie wstaje, trzeba jej podać jeść (na szczęście zje już sama), trzeba podać jej basen, umyć ją i zrobić wszystko co zrobić wokół leżącego trzeba. Jest dodatkowo jeszcze opieka nad naszym synkiem, moje studia...Trzeba też za coś żyć...I można tak jeszcze długo wymieniać. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby....
1. po pierwsze ciotka nigdy mnie nie znosiła, nawet wtedy jak jeszcze nawet dobrze mnie nie poznała, zresztą ona nikogo poza sobą nie lubi. Z tego też powodu nawet nie wie, że mieszkamy razem (myśli, że mieszka tylko z M.). O istnieniu naszego synka też nie ma bladego pojęcia. Gdyby wiedziała to by się dopiero zaczęło...
2. po drugie prosi o basen nawet i 10 razy na godzinę!!!!!!!!!więc M. tak biega do niej non stop...a jak nie pójdzie to ciocia odsuwa pieluchę na której leży i robi na złość w łóżko.
3. po trzecie ja i M. nie możemy nawet spokojnie zjeść czy się umyć bo jak ciocia usłyszy, że ktoś się kręci w pobliżu od razu woła. Zaraz ona nie woła-ona się poprostu drze jak nieboskie stworzenie przypalane na palu, a jak M. nie przychodzi dzwoni (wtedy sama potrafi) do przyjaciółek i mówi, że M. zostawił ja samą, że jest głodna, to czy tamto
4. po czwarte jak nawet dostanie super obiad to i tak dzwoni do koleżanek, że np. jadła dziś same ziemniaki...
5. po piąte jak wieczorem M. zaśnie (każdy by padł po 1 dniu z nia) i do niej nie pójdzie żeby np. "zakropić jej nosek", czy podać jej lekarstwa to wrzeszczy pół nocy aż budzi naszego synka i wtedy ja budze M. żeby wreszcie do niej poszedł
6. po szóste nie musze chyba mówić, nasze życie wygląda tak jakbyśmy byli z 50 lat po slubie, nie mamy na nic sił. Wieczorem zasypiamy od razu, a w dzień złościmy się na siebie. Ja na M. bo nie ma prawie czasu dla mnie i małego, że prawie nie rozmawiamy, a jak juz tak to albo ona nam przerywa, albo rozmawiamy o niej. Nie możemy nigdzie pojechać, całe wakacje siedzieliśmy w domu, w święta tez. Wigilia wyglądała tak, że zanim M. podał jej to całe żarcie, miał już dość żeby nawet z nami pobyć. A to była 1 Wigilia naszego synka.
7. po siódme nie powiem mu przeciez oddaj ja do dps-u bo na kogo wyjde. Jak jego własny brat mu tak powiedział to M. się na niego obraził.
8. zaraz usłyszę że są przecież opiekunki- są, u nas też były, ale po ok. 2 tygodniach wyjeżdżały z płaczem, bo nie mogły z nią wytrzymać.
I pewno zaraz usłyszę że nie mam serca, że wiedziałam w co sie pakuje, że nie dorosłam. Ale na swoją obronę napiszę tylko , że ta kobieta nie miała z nami mieszkać. miała mieszkac w swoim mieszkaniu miały się nią zajmowac opiekunki ktore mięliśmy zatrudniac.... poprostu sytuacja wygląda tak, dlatego że zadna opiekunka nie chciała z nią być. Poza tym to nie jest ani jego mama ani tata...Liczyłam że M. wreszcie zrozumie co czuje, ze mam dosc tej całej sytuacji i że ta baba ciągnie się za nami jak kula u nogi...ale jest coraz gorzej.Ostatnio jak chorowałam, nawet nie miał kto zająć się małym, bo M. cały czas do niej biegał, bo tu chce obiadek, tu jej pazurki obetnij, tu jej zakrop nosek, to jej basen podaj, to ją umyj. A widok faceta ciągle biegającego z basenami też nie jest przyjemny. Wiem że jemu też nie jest łatwo...POMOCY!!!!!!!!!!!!!!!CO MAM ZROBIĆ??????????