pół roku po ślubie- wyzwiska, pretensje męza :(
jestem załamana zachowaniem mojego meża, jestesmy poł roku po slubie, nie mamy dzieci. na początku naszego związku mój (wtedy) chłopak miał dobre kontakty z moja mamą i bratem, ale poźniej zmienił zdanie. po slubie całkowicie zmienił nastawienie, ma pretensje do mnie ze moja mama (samotna matka od wielu lat) nie robi nam prezentów, nie daje pieniędzy, bo przecież jego rodzice od czasu do czasu nam cos kupią. ma do niej jakiś żal (nawet nie wiem o co) ze kiepsko zarabia, ze jak tak mozna życ takiej pensji, bo jego rodzice mają dużo pieniędzy odłożonych. do tego z czasem zaczęły się jakieś wyzwiska, pod moim adresm i mojej mamy. tak bardzo mnie to to bolało, ze uderzylam go w twarz. mojej mamy nie dam obrazic. do tego jakies pretensjie do mojego brata, ze zarabia pieniądze, ale je przepuszcza, ze jak tak mozna zyc, ze sie rozwala całą pensje. uwarzam ze jak ktos ma swoje pieniądze to niech sobie z tym robi co chce, jego sprawa, jakieś dąsy nie
nie skonczyl szkoły i milion oszczerstw... az nie chce pisać.
jestem załamna, albo się rozwiedziemy, albo ja się wyprowadzę, poprostu jakiś koszmar. zastanawiam sie dlaczego zostalam ukarana tak przez los, nasz rodzina (ja, mama i brat) jest szczęśliwa, choc czasami brakowało pieniędzy, a po ślubie spotyka mnie takie cos.
nie mam sie komu wyżalic, bo jest mi wstyd, ze tak nam sie nie układa, nie wiem co zrobic, isc na terapię rodzinną. tak chciałam miec dziecko, ale nie chce zeby patrzyło na kłótnie rodziców, i sluchało wyzwisk pod adresem moim i mojej rodziny. mam chcęć sie wypłakac. wpadam juz w jakąs nerwicę.
rozmawiałam wiele razy z mężęm, nic nie dociera, tłumaczy ze załuje, ale nie moze powstrzymać słów. to jest chore. nie wiem ile tak wytrzymam.