Znowu problem z tesciowa, poradzcie !! Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Opisze Wam najnowsze wyczyny = teksty mojej tesciowej.
    1) Mowi mi ze kosciol katolicki wprowadzil nowy przepis ze mezczyzna
    ktory "zrobi" dziecko innej kobiecie a nie zonie (ktora np jeszcze nie chce)
    to od razu dostanie uniewaznienie koscielne malzenstwa. Jak dla mnie to
    kompletna bzdura i miala na celu dogryzienie mi, bo ja chce jeszcze troszke
    poczekac z macierzynstwem.
    2) Tydzien temu przed pojsciem spac zapytala mojego meza czy sie wysiusial.
    Bylo to akurat w domku w gorach. Zrobila karczemna awanture kiedy
    odpowiedzial ze akurat mu sie nie chce i po prostu idzie spac. I wczoraj
    wrocila do tematu mowiac to samo,
    3) Cellulitis powstaje i tworzy sie w celu ulatwienia urodzenia dziecka. I
    kiedy u kobiety sie pojawia cellulit to znak ze trzeba zajsc w ciaze, bo
    organizm jest do tego gotowy. No dla mnie to kolejna bzdura.
    Nie moge nerwowo wytrzymac. To tylko ostatnie przyklady. Takiego typu rzeczy
    gada caly czas, oczywiscie proba sprzeciwu i obalenia takich teorii konczy
    sie krzykiem tesciowej i wtedy slysze ze ja nic nie wiem, na niczym sie nie
    znam, itp. Wszsytko tonem nie znoszacym sprzeciwu. POwiedzcie czy to co ona
    gada jest normalne? Bo moja mama nie ma takich odpalow, wiec mi sie wydaje to
    nienormalne. Czy to ze sie denerwuje takimi bzdurami jest uzasadnione? A moze
    to ja sie czepiam? Jak mam na to reagowac?????? Nie daje rady juz z nia i to
    od prawie 5 lat... :-(
    • Rany!!!współczuje Ci,a co moge doradzic?Chyba tylko ignorowac.'
      pozdrawiam
      • moja teściowa też nie lepsza, swoją drogą czemu ci nasi męzowie/partnerzy są
        tacy ślepi i dają się tak elegancko manipulować?-na czym polega ten fenomen?
        mój mąż też zawsze ale to zawsze bierze stronę mamuńci, nigdy mnie mnie obronił
        i zawsze do do mnie miał pretencje, że nie potrafię się zachować
        co mogę poradzić?- tylko totalną ignorancję, ja do moich teściów przestałąm
        jeździć i ...dobrze mi z tym, zajmij się swoim zyciem, swoimi pasjami i planami
        a a mąż też może pójdzie po rozum, chociaż mój ma 35 lat i idzie chyba w
        przeciwną stonę-ja poczekam, aż sam zrozumie gdzie jego rodzina, pozdrawiam
        wszystkie dziewczyny
    • Tak, tylko ignorowac takie osoby, bo zerwac kontaktow raczej sie nie da :-( Ale
      dlaczego ona z Wami na wakacje jezdzi? (ten domek w gorach to na wakacjach byl,
      jak rozumiem?)
      --
      Jak się piszesz, tak cię widzą.
    • Nie, to co Twoja tesciowa wygaduje nie jest normalne.
      Ale to, iz Ty sie zaglebiasz w takie bzdety i najwyrazniej rajcujesz tym tez
      normalne nie jest.
      Pozdrowienia i rozsadku zycze dla Was obu.
    • Nie przejmuj się, pewnie przechodzi klimakterium.
      Nie możesz się odgryźć?
      Zapytałabym np. czy chce mi dokuczyć, czy naprawdę wierzy w te niedorzeczności,
      albo gdzie ona to wyczytała, bo chętnie sama sprawdzę. Stwórzcie z mężem
      wspólny front obrony - to, kiedy będziecie mieć dziecko jest tylko i wyłącznie
      Waszą decyzją.
      • Nie mozemy sie wyprowadzic bo ze wzgleduna firme rodzinna i moj maz obecnie
        pomaga w niej (tak po godzinach) a potem ma ja przejac.
        Staram sie ignorac tego typu bzdury bo ona produkuje ich tygodniowo setki ale
        gotuje sie w srodku kiedy slysze co wygaduje. I chociaz staram sie ignorowac i
        nie wchodzic w dyskusje to czasem nerwowo juz sie nie da wytrzymac. Jak nie
        odwiedzi mnie w pracy (firma rodzinna wiec mimo ze ona tu nie pracuje to
        mnie "odwiedza") to przez telefon albo ewentualnie pranie mozgu mojego meza. On
        niby sie opiera ale jakos slabo. Uwaza ze mam nawet tego nie wpuszczac do uszu.
        Staram sie tak robic ale kiedy ona przychodzi lub dzwoni i wtedy prowadzi taki
        monolog przez kilka godzin (przez tel 1-1,5 godziny)to potem trzese sie cala. A
        jesli jej mowie delikatnie ze mam inne zdanie i nie sadze ze to jest prawda to
        jest awantura. No i jeszcze dochodzi obgadywanie calej rodziny (wszyscy sa
        bepoza nia). POwiedzialam ze nie chce sluchac jak o innych zle mowi bo ja do
        nich nic nie mam to po prostu darla sie i probowala znowu nastawic przeciw mnie
        tescia i syna (na szczescie oniwiedza swoje:-). Dzieki za rady. Kiedy napisze
        co mi lezy na watrobie i czytam takie komentarze, wtedy utwierdzam sie w
        przekonaniu ze moge przeciez miec inne zdanie i wlasne poglady i moge to glosno
        powiedziec.
      • 21.07.04, 08:02
        brn napisała:

        > Nie przejmuj się, pewnie przechodzi klimakterium.
        Dziewczyny nie zwalajmy wszystkiego na klimakterium,pewnie mogłoby to być
        niezłe usprawiedliwienie dla naszych teściowych i mam...Takie "klimakterium" u
        matki mojego ojca trwa już od ponad 30 lat.
        Mi również brakuje cierpliwości do teściowej,a na niedzielnych obiadkach po
        prostu się nudzę..Gadanie o niczym,powarzanie pewnych tematów i opinii po raz
        nasty..Pozdrawiam wszystkie synowe i życzę cierpliwości..
        • Rany, ale się uśmiałam ;)) Jak masz tego więcej to podeślij ;D
          Co do reagowania - w zasadzie są trzy sposoby - 1. ignorować 2. śmiać się (zwłaszcza 'przepis' Kościelny mnie powalił 3. kontratakować czyli, potwierdzać i kontratakowac większymi bdzurami np. (Kościół) "Tak, tak słyszałam, a jeszcze jak zrobi drugie dziecko to ksiądz ma obowiązek zgłosić to do Watykanu, bo tam liczą takie rzeczy", (cellulit) "no to prawda, a jak kobieta urodzi mniej niż (tu wstawić liczbę dzieci teściowej +2) dzieci, to na pewno jej będzie wypadać macica na starość" ;DDD. Najbardziej bzdurne teksty zapisywać, a potem zebrać w książkę, wydać pod tytułem "Brednik codzienny, czyli moja teściowa powiedziała", zarobić kupę kasy i się wyprowadzić ;)
        • No tak - nie można wszystkiego zwalić na klimakterium, ale czasem warto to
          sobie tak tłumaczyć po to, żeby się po prostu nie denerwować. Jasne, że
          niektóre zachowania to przegięcie.
          Nata76 - bardzo mi przykro. Rzeczywiście - po takich słowach nie ma sensu nawet
          się starać utrzymywać "poprawnych" relacji z teściową. Brak słów na takie - co
          tu dużo mówić - chamstwo.
    • Hej, trudno mówić byś się nie przejmowała. Ja mam nie lepiej, mnie powiedziała
      dwa dni po poronieniu, gdy płakałam, że jestem egoistką, bo patrzę tylko na
      siebie, a następnie, że zrobiłam ślub na pokaz a teraz poroniłam. Cóż.... bez
      komentarza Ci to zostawiam. Z nami koniec!
      • Mialam okazje ja widziec i zastosowalam sposob: ignorowac. No ja mialam spokoj.
        Ale wczoraj zadzwonila do mojego meza do pracy (czego mi zabraniala, bo nie
        wolno mu przeszkadzac i gadac o glupotach, on tak ciezko pracuje). No wiec
        zadzwonila i zaczelela sie zalic jak to ja jestem straszna i ze ja ignoruje.
        Mezus na to, ze ja jestem dla niej taka jak ona dla mnie, wiec czego sie
        spodziewa. Bylo pare ostrych slow i trzasnela sluchawka. A potem wieczorem m
        zaczela zapewne buntowac tescia przeciw mnie bo dzis jakis przygaszony
        (pracujemy w jednej firmie). Nie to zeby cos do mnie mnial, ale widac ze
        zmeczony atmosfera w jego domu. Wspolczuje mu, bo go lubie i ma chlop ciezkie
        zycie z nia chociaz jest spokojny typ (o nim jeszcze dobrego slowa nie
        powiedzialam, a wrecz mam wrazenie ze czeka az on na jakis zawal umrze).

        A co do tekstow tesciowej to po opublikowaniu byloby tego pewnie pare tomow ;-D
    • miedzymorze świetnie Ci odpowiedziała. A ja mam taki fajny sposób, tylko trzeba
      duuuużo samozaparcia i konsekwencji. Jesteś gotowa?
      Na każde bzdurne zdanie, niemiłą czy inną uwagę, komentarz
      odpowiedaj: "ROZUMIEM". I tylko tyle. Samo "rozumiem". No zatyka, nie? I nie
      dawaj się wciągać w dalsze dyskusje. To, co robi ta kobieta to już dręczenie.
      Nie masz obowiązku tego znosić i już. Nie ma się co tłumaczyć czy przejmować.
      Jeśli nie możecie się wyprowadzić czy inaczej odizolować, to tylko taka forma
      obrony pozostaje. "rozumiem", i koniec dyskusji.
      Do dzieła!
      Jesli skorzystasz, to napisz koniecznie jak poszło!
      • Nie bede miala juz chyba okazji skorzystac z Waszych rad, on powiedzial ze nie
        kocha i zabral sie za organizacje rozwodu. A ja pije i zaczynam kolejne
        opakowanie tabletek. Wszystko stracilo do mnie sens... A dziekuje Wam za otuche
        • Hej, Mazi, co się dzieje? Poczekaj chwilkę z tymi tabletkami, nic nie jest
          warte więcej, niż Twoje życie...
          Mazi, napisz coś!
        • mazi27 napisała:

          > Nie bede miala juz chyba okazji skorzystac z Waszych rad, on powiedzial ze
          nie
          > kocha i zabral sie za organizacje rozwodu. A ja pije i zaczynam kolejne
          > opakowanie tabletek. Wszystko stracilo do mnie sens... A dziekuje Wam za
          otuche

          no i stało się kolejna "kochana" mamusia , która zawsze chce dobrze rozbiła
          małżeństwo, pewnie jest z siebie zadowolona.Ja miałam więcej szcześcia, mój mąż
          w porę opamiętał się i otworzył oczy.
          Mazi nie pogrążaj się , spróbuj z mężem porozmawiać, SPOKOJNIE, rzeczowo, może
          jeszcze nie wszystko stracone
          zyczę powodzenia i przesyłam dobrą energię
        • Ludzie czasem nie wiedzą, co mówią. Porozmawiaj z mężem, powiedz mu o swojej
          złości na teściową i o tym, że chcesz z nim być.
          Może zgodziłby się na zmianę pracy i przeprowadzkę?
          Nie załamuj się, nie warto!!!
        • Mazi, nie poddawaj sie. Nawet jesli trafilas do domu wariatow z tesciowa na
          czele, to Ty nie musisz wariowac!
          Z twoich postow widze, ze jestes madra kobieta i wierze w Ciebie!
          Trzymaj sie, porozmawiaj spokojnie z Mezem, najlepiej poza domem...
          Bede sie za Ciebie modlic,
          A.
          • Nie ma szans na ciag dalszy malzenstwa. Szansa trwala pol roku, ale to ja
            walczylam a on czekal na dobry moment zeby definitywnie to skonczyc (tak mowi).
            Nie ma szans na nic, choc ja zrobilambym wszystko zeby uratowac nasze
            malzenstwo. Nie moge nic zrobic skoro on juz nie kocha. Przedwczoraj zdjal
            obraczke... On chce pokojowo to skonczyc i wziac na siebie wszystkie koszty
            finansowe. I poznac kogos nowego...
            Modle sie o sily bo jestem za slaba....
            • Mazi, mysle o Tobie... Ten czlowiek jest okrutny. Postaraj sie jak najszybciej
              wyprowadzic, jak najdalej... Na razie - chocby do rodzicow. Nie pokazuj mu, ze
              cierpisz. Wrecz odwrotnie - kup kolorowa sukienke, extra mini, pojdz do
              fryzjera, usmiechaj sie od rana do wieczora. I baw sie dobrze przygladajac sie
              jego reakcji i zdziwionym minom!
            • O, mazi, jak dobrze, że jesteś :)))
              Wiesz, zmartwiłam się. Ale widzę, że noc minęła... Jak chcesz pogadać, to to
              jest moj gg (czynne gdy dzidzia nie śpi)4286748
              Pozdrawiam.
              • Dziekuje ze jestescie:-) Przetrwalam noc, ale siedze w pracy jak kawalek
                zmietego papieru, bez sily do czegokolwiek. Trudno udawac bo kazdy pyta
                dlaczego tak zle wygladam. Tylko szukam tu jakiejs otuchy. Niestety nie mam gg
                a jedynie tlen i to w domu.
                Ja tak naprawde licze jeszcze tylko na cud. Jestem wierzaca i zawierzylam to
                wszystko Matce Najsw. Jutro przyjezdza moja siostra do mnie i zabiera mnie na
                pielgrzymke piesza. To moja ostatnia nadzieja, chcialabym wrocic silniejsza,
                ale to juz nie zalezy ode mnie. Jest mi tak strasznie ciezko ze nie potrafie
                tego opisac. A on chodzi i pogwizduje sobie caly czas, czyta gazety, oglada
                swoje programy.... Zawsze swoje odczucia mial dla siebie. Nie mowil ze dzieje
                sie cos w nim. Tylko mial wlasne mysli dla siebie, nawet te ktore dotyczyly
                nas. Nie moge zrozumiec jego zachowania. Nie moge zrozumiec obojetnosci. I nie
                moge zrozumiec dlaczego nie chcial i nie chce sie przelamac. Dla niego to byla
                chyba przygoda ktora jesli przestaje sie podobac to trzeba ja zakonczyc.
                Niestety jego rodzice stworzyli malzenstwo gehenne i moze to bylo caly czas
                pietnem na jego uczuciach. Zadal zwiazku niemozliwego, bez odmiennych pogladow
                i bez najmniejszej sprzeczki (a takich malzenstw chyba nie ma?) Nie bylo to na
                dobre i zle, tylko na dobre. Nie mial w swoich rodzicach dobrych doradcow, bo
                oni mowili ze jesli cos nie gra to po jest rozwod. Mnie moi rodzice zawsze
                wpajali ze malzenstwo jest swiete i musze o nie zawsze walczyc a rozwod to
                ostatecznosc. I nadeszla ta ostatecznosc a ja jestem calkiem bezradna....
            • 04.08.04, 09:43
              Mazi, jesli moge Ci jakos pomoc... Nie wahaj sie napisac...Mam taki pomysl, ale
              nie chce o tym pisac na forum, ani narzucac Ci sie wysylajac to na Twoj adres
              mailowy...
              Caluje mocno,
              O.
              • 04.08.04, 10:04

                Dziekuje Ci bardzo. Teraz w moim otoczeniu pewnie sie przekonam na kim moge
                polegac. Tego tez sie boje, ze zawioda ci na ktorym myslalam ze moge liczyc.
                Ograniaja mnie coraz wieksze wyrzuty, bo tez chcialam stawiac na swoim, bo
                popelnilam tyle bledow, bo jakkolwiek by nie dzielic winy to moja w tym jest
                czy mniejsza czy wieksza, nie wiem ale jest.
                Jesli zechcesz to prosze pisz na magnunha@tlen.pl, dziekuje :-)

                angieblue26 napisała:

                > Mazi, jesli moge Ci jakos pomoc... Nie wahaj sie napisac...Mam taki pomysl,
                ale
                >
                > nie chce o tym pisac na forum, ani narzucac Ci sie wysylajac to na Twoj adres
                > mailowy...
                > Caluje mocno,
                > O.
                • 04.08.04, 13:19
                  Trzymaj się dziewczyno! Mam nadzieję, że szczęście i spokuj wrócą do Ciebie
                  szybciej niż się tego spodziewasz!
                  Pozdrawiam
                  Dagmara

                  Jeszcze się taaam żagiel bieli...
            • Droga Mazi,

              Dobrze, ze wyruszasz. Odpocznij psychicznie, jesli jestes w stanie i trzymaj ie!
              Zawsze chetnie z Toba pogadam, wiec odzywaj sie, gdy tylko chcesz, mozesz pisac
              takze na priv!
              Do zobaczenia,
              A.
              • Przychodzi mi do glowy wszystko. Kiedy sa chwile nadziei to mysle co zrobic by
                jakos uratowac to malzenstwo.On jest spokojny jak zawsze choc mowi ze tez mu
                trudno i gdybym sie szybko wyprowadzila byloby mu latwiej. Wieczorem wylam z
                bolu a on powiedzial ze takim samym placzem go uraczylam kiedy martwilam sie o
                mame (czekalam na wyniki czy ma zlosliwego raka piersi) i nie mogl przeze mnie
                spac. Szkoda mu bylo godzinke dla mnie wtedy zeby pogadac i przytulic do serca.
                Mysle czy jeszcze nie sprobowac czegos szalonego? Moze pod pozorem spokoju i
                przyzwyczajania sie do rozwodu sprobowac jakos zajsc w ciaze? Nawet jesli i tak
                sie rozstaniemy to kiedy urodzi sie malenstwo i przyjedzie je zobaczyc cos w
                nim peknie???
                Jest mi tak ciezko jak nigdy wczesniej, ten bol tak potwornie pali...
                • 05.08.04, 11:35
                  Mazi,
                  Rozumiem, ze myslisz, co zrobic i rozne rzeczy Ci po glowie chodza. Ale w zadnym
                  wypadku nie zachodz w ciaze po to, zeby go odzyskac! Niezaleznie od wyniku
                  (ktory wydaje mi sie watpliwy) jest to po prostu nie w porzadku wobec Malenstwa,
                  ktore ma byc karta przetargowa...
                  Moze jeszcze doczekacie sie szczesliwego Malucha, kto wie, ale to nie jest
                  ndobry moment.
                  Trzymaj sie
                • Ciążą nikogo nie przyciągniesz do siebie. A możesz jedynie skrzywdzić dziecko.
                  Poza tym z tego, co piszesz, Twojemu mężowi brak serca (sprawa z rakiem mamy).
                  Daj sobie spokój. Rozwiedź się, zakochaj w kimś innym i bądź szczęsliwa. Na
                  siłę nic nie zdzialasz. Możesz jeynie przegrać życie.
                  Jesteś wierząca i rozwód jest trudny do zzakceptowania? Wyobraż sobie, że to
                  tylko zdanie urzędników KK. Inne kościoły chrześcijańskie (protestanci,
                  prawosławni) dopuszczają rozwód i ponowny slub).
                  • kia5 napisała:
                    > Jesteś wierząca i rozwód jest trudny do zzakceptowania? Wyobraż sobie, że to
                    > tylko zdanie urzędników KK. Inne kościoły chrześcijańskie (protestanci,
                    > prawosławni) dopuszczają rozwód i ponowny slub).

                    Droga Kia, to prawda ze inne koscioly (nie wszystkie) dopuszczaja w skrajnych
                    przyapdkach ponowne malzenstwo.
                    Ja nie jestem wzorowa katoliczka, ale wiem jedno - trzeba uszanowac to, kiey
                    ktos slowa Chrystusa o nierozerwalnosci malzenswa traktuje na serio.
                    Co nie oznacza, ze nalezy zmuzac do pozostania przy sobie meza (zony), ktory juz
                    nie kocha, ale ze ponosi sie za niego (nia) odpowiedzialnosc czy raczej, ze
                    duchowo mu sie towarzyzy, chocby on dawna milosc juz ze swego serca wyrzucil. Co
                    innego moze znaczyc slubowanie, ze sie "nie opusci az do smierci"?

                    Ale zostawmy to na razie, Mazi poki co jeszcze sie nie rozwodzi.
                    Mazi, odpocznij. I trzymaj sie!
                    Kia - pozdrawiam!
                    A.
                • To co napiszę do pocieszających informacji raczej nie będzie należało, ale na
                  pewno do praktycznych. Pielgrzymka jest na pewno dobrym pomysłem, pozwoli Ci
                  się wyciszyć i zmęczyć (a to doskonale robi przy kłopotach sercowych). Jak mu
                  się nie podoba to niech się sam wyprowadzi, dlaczego to Ty masz szukać nowego
                  lokum. Ciąża stanowczo nie jest dobrym rozwiązaniem w tym momencie, raczej będą
                  to same kłopoty (przede wszystkim finansowe dla Ciebie) a przy jego nastawieniu
                  to raczej małe są szanse, że wróci do Ciebie dla dziecka (zresztą czy warto go
                  byłoby wtedy przyjąć), jest zbyt dużym egoistą. Z szalonych rzeczy to najlepiej
                  mu powiedz (ale obowiązkowo przed samym wyjściem na pielgrzymkę, żeby nie miał
                  szans na zrobienie awantury), że ze względów religijnych (światopoglądowych)
                  nie zgadzasz się na rozwód, co najwyżej w grę wchodzi separacja (swoją drogą to
                  będzie doskonały test na to czy on ma kogoś na boku). A w ogóle to najlepiej
                  zabezpiecz sobie miejsce powrotu z pielgrzymki i usuń z domu wartościowe dla
                  Ciebie rzeczy. Niestety miałam do czynienia w życiu z różnymi złośliwcami i
                  przy najczarniejszym scenariuszu obawaim się, że po powrocie możesz zastać
                  zmienione zamki w drzwiach i mieć problem nawet z zabraniem bielizny na zmianę
                  (nie mówiąc o zostawionych w domu dokumentach czy np. kartach bankowych.
                  Wiem, że to co napisałam momentami jest okrutne ale niestety nauczyłam się, że
                  po facetach można się wielu rzeczy spodziewać. Najlepsze co Ci mogę teraz
                  poradzić to wypłakanie się w rękaw siostrze (jeśli jest też Twoją
                  przyjaciółką), dużo zajęć żeby nie mieć czasu na myślenie i zadbanie o siebie
                  (kosmetyczka, fryzjer, zakupy nawet jak się nie chce to to poprawia humor
                  uwierz mi). Jeśli masz ochotę na rozmowę (z cyklu sprowadzajacych na ziemię bo
                  wiem, że takie będą najlepsze) to pisz na priva. USzy do góry i pomachać (jak
                  mawia moja przyjaciółka, świat nie jest taki zły, chociaż tak się czasami
                  wydaje (wiem z doświadczenia). Pozdrawiam i szerokiej drogi
                  • Jestem w pracy a jakby mnie nie bylo...
                    Jedno co potrafie robic to co chwila zagladac na forum.
                    To ja musze sie wyprowadzic bo to jego mieszkanie (bez mozliwosci podzilau
                    itd). Martwie sie skad wezme pieniadze na wynajem mieszkania bo jeszcze musze
                    znalezc prace.
                    Wiem ze on nie mial i nie ma nikogo, byl 100% wierny i tak wiernego mezczyzny
                    nie znajde napewno.
                    Jak mam powiedziec rodzicom? Zlamie ich tym.
                    Teraz musze udac prace, potem sie pakuje i jutro ruszam w droge z wielka
                    nadzieja i strachem. Dziekuje Wam za wsparcie, tak trudno wyrazic jak bardzo :-)
                    • 05.08.04, 13:28
                      Mazi,
                      Nie mogę napisać za dużo publicznie, jak chcesz to pisz na prv. Ja dzięki
                      szwagierce i teściowej siedzę teraz u rodziców i myślę co dalej. wydaje mi się,
                      że jedziemy na tym samym wózku.
                      ściskam
                      andzia
                      ps. adres to oczywiście anuteczek@gazeta.pl
                    • hej,

                      czasem trzeba kogos zasmucic czy zlamac. Ja kiedys bylam bardzo chora i nie
                      chcialam tym zamartwiac Rodzicow, ale kiedy w koncu nie wytrzymalam i im
                      powiedzialam, to mi bardzo pomogli. Jak sie kocha, to sie naraza a cierpienie.
                      zwlaszcza jak sie jest rodzicem.
                      pozdrowienia,
                      A.
    • Droga Mazi,
      nie znam Cie, ale bardzo mnie poruszyla Twoja historia.
      Co u Ciebie slychac?
      Daj znak zycia!
      • Caly czas pisze do was bo dostaaje tu duzo wsparcia. Dzis dopadlo mnie to co na
        poczatku, ehh
        • Droga mazi27!
          Trzymaj sie i uwierz w to, co brzmi banalnie, ale w co ja na podstawie wlasnego
          doswiadczenia mocno wierze: co nas nie zabije, to nas wzmocni. Co u Twojego
          meza? Gdzie mieszkasz? Czy zglosilas sie juz moze do jakiegos punktu pomocy
          rodzinie, gdzie udzielaja pomocy psychologicznej malzenstwom w sytuacjach
          kryzysowych? W moim miescie jedna z nich dziala przy kosciele. Polecam
          publikacje Jacka Pulikowskiego, choc juz na pewno znasz je na pamiec. Obawiam
          sie, ze u Twojego meza dziala mocno "syndrom nieodcietej pepowiny". To kwestia
          dojrzalosci. Nie jestem psychologiem, ale podstawie wlasnych perypetii widze,
          ze w dialogu z mezem mozna jednak wiele osiagnac (choc to tez kwestia jego
          charakteru), bo to ON wlasnie, a nie jego matka jest ta postacia, od ktorej
          wszystko zalezy. Grunt to nie oskarzac i mowic "jestes bes", tylko mowic, co JA
          czuje, co MNIE boli.
          Chociaz pewnie to juz teraz tylko takie moje gadanie, ale to mi wlasnie
          przyszlo do glowy.
          Na pocieszenie - u mnie koszmar zaczal sie przed slubem i trwal przez dwa
          pierwsze lata. Choc nie mieszkam z tesciowa, wprawia mnie ona w stan
          rozdygotania emocjonalnego. Wiele daje mi jednak swiadomosc, ze moj maz ma juz
          do jej gadania inny stosunek.
          Moze nie bede mogla w najblizszych dniach korzystac z Internetu, ale wspieram
          Cie mocno myslami!!!!
          Pozdrawiam!
          P.S. No i dziewczyno, nie obawiaj zwrocic sie o pomoc do psychologa. Mi - co
          prawda w innej sprawie - ale bardzo pomoglo. Trzymam kciuki i sciskam!!!
          • Kochana mazi27!
            Jestem gappa! Dopiero teraz znalazlam watek "Wrocilam do Was".
            No coz, musze przyznac, ze najbardziej sensowne wydaje mi sie jednak
            uniewaznienie malzenstwa koscielnego. Naprawde. W przeciwnym razie nie bedziesz
            zyc, tylko za zycia polozysz sie do trumny. Bo zycie z takim czlowiekiem nie
            wypali. Powalil mnie juz wczesniej przyklad z jego prtensjami o Twoje lzy z
            powodu choroby Twojej mamy.
            Ale to co opisujesz jest naprawde nie do przyjecia. Jest on moim zdaniem kaleka
            emocjonalna.
            Ciesze sie, ze rodzice to zrozumieli. Oni tak naprawde beda tylko wtedy
            szczesliwi, kiedy Ty bedziesz szczesliwa - obojetnie, czy z obecym mezem, czy
            bez niego.
            Kwestia dzieci i wieku nie warto zawracac sobie teraz glowy - polecam goraco
            link: kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,54921,1326681.html
            Stan jak najpredzej na wlasne nogi, wyprowadz sie, przeprowadz uniewaznienie
            malzenstwa i ZACZNIJ ZYC!!!!!!!!
            Bo zycie masz tylko jedno i szkoda je w tak mlodym wieku wrzucac do smieci...
            Sciskam Cie goraco!!!
            • No i juz ostatnie Postscriptum:
              Mam kolezanke, ktora po uniewaznieniu malzenstwa jest obecnie szczesliwa
              mezatka, a jej obecny maz wpatrzony w nia jak w obrazek...
              To tak "ku pokrzepieniu serc".
              • Nika, dziekuje Ci za pokrzepienie. Boje sie tego co przede mna, bardzo sie
                boje. I kiedy juz przebrne przez to wszysytko: przeprowdzke, zmiane miejsca
                zamieszkania, szukanie pracy, rozwod itd napewno bedzie mi lzej - bo juz nie
                bede miala sie czego bac. ALe zanim to nastapi boje sie strasznie. I jeszcze
                musze pozbyc sie z serca mojego meza, a tego zupelnie sie nie uda. Zbyt wiele
                nas laczylo, wspolne lata i wiele wspolnych radosci, to na zawsze bedzie dla
                mnie wazny czlowiek. Czy z tym pietnem bede umiala zbudowac inny zwiazek? Tego
                tez sie boje. Moze na mojej drodze stanie wspanialy czlowiek a ja go skresle
                przez to? Ja zawsze sie martwie na zapas. Moj maz mowil i tu mial racje zebym
                sie martwila dopiero wtedy kiedy okaze sie ze faktycznie cos sie nie udalo, a
                nie wtedy kiedy moze sie nie udac. Ale taka jestem i tez mi z tym ciezko.
                Zamartwianie na zapas tez mnie sama meczy. Ale jak to w sobie wytepic?
                Z uniewaznieniem bedzie ciezko, bardzo ciezko. Ale jelsi bedzie chociaz 1%
                szansy to sprobuje. W sobote jade do Wroclawia i sprobuje poszukac jakiegos
                mieszkania. Dziekuje Ci i wszystkim ktorzy sa tu ze mna :-)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.