Dodaj do ulubionych

Znowu problem z tesciowa, poradzcie !!

19.07.04, 22:59
Opisze Wam najnowsze wyczyny = teksty mojej tesciowej.
1) Mowi mi ze kosciol katolicki wprowadzil nowy przepis ze mezczyzna
ktory "zrobi" dziecko innej kobiecie a nie zonie (ktora np jeszcze nie chce)
to od razu dostanie uniewaznienie koscielne malzenstwa. Jak dla mnie to
kompletna bzdura i miala na celu dogryzienie mi, bo ja chce jeszcze troszke
poczekac z macierzynstwem.
2) Tydzien temu przed pojsciem spac zapytala mojego meza czy sie wysiusial.
Bylo to akurat w domku w gorach. Zrobila karczemna awanture kiedy
odpowiedzial ze akurat mu sie nie chce i po prostu idzie spac. I wczoraj
wrocila do tematu mowiac to samo,
3) Cellulitis powstaje i tworzy sie w celu ulatwienia urodzenia dziecka. I
kiedy u kobiety sie pojawia cellulit to znak ze trzeba zajsc w ciaze, bo
organizm jest do tego gotowy. No dla mnie to kolejna bzdura.
Nie moge nerwowo wytrzymac. To tylko ostatnie przyklady. Takiego typu rzeczy
gada caly czas, oczywiscie proba sprzeciwu i obalenia takich teorii konczy
sie krzykiem tesciowej i wtedy slysze ze ja nic nie wiem, na niczym sie nie
znam, itp. Wszsytko tonem nie znoszacym sprzeciwu. POwiedzcie czy to co ona
gada jest normalne? Bo moja mama nie ma takich odpalow, wiec mi sie wydaje to
nienormalne. Czy to ze sie denerwuje takimi bzdurami jest uzasadnione? A moze
to ja sie czepiam? Jak mam na to reagowac?????? Nie daje rady juz z nia i to
od prawie 5 lat... :-(
Edytor zaawansowany
  • 20.07.04, 00:04
    Rany!!!współczuje Ci,a co moge doradzic?Chyba tylko ignorowac.'
    pozdrawiam
  • 03.08.04, 22:35
    moja teściowa też nie lepsza, swoją drogą czemu ci nasi męzowie/partnerzy są
    tacy ślepi i dają się tak elegancko manipulować?-na czym polega ten fenomen?
    mój mąż też zawsze ale to zawsze bierze stronę mamuńci, nigdy mnie mnie obronił
    i zawsze do do mnie miał pretencje, że nie potrafię się zachować
    co mogę poradzić?- tylko totalną ignorancję, ja do moich teściów przestałąm
    jeździć i ...dobrze mi z tym, zajmij się swoim zyciem, swoimi pasjami i planami
    a a mąż też może pójdzie po rozum, chociaż mój ma 35 lat i idzie chyba w
    przeciwną stonę-ja poczekam, aż sam zrozumie gdzie jego rodzina, pozdrawiam
    wszystkie dziewczyny
  • 20.07.04, 00:20
    Tak, tylko ignorowac takie osoby, bo zerwac kontaktow raczej sie nie da :-( Ale
    dlaczego ona z Wami na wakacje jezdzi? (ten domek w gorach to na wakacjach byl,
    jak rozumiem?)
    --
    Jak się piszesz, tak cię widzą.
  • 20.07.04, 07:17
    Nie, to co Twoja tesciowa wygaduje nie jest normalne.
    Ale to, iz Ty sie zaglebiasz w takie bzdety i najwyrazniej rajcujesz tym tez
    normalne nie jest.
    Pozdrowienia i rozsadku zycze dla Was obu.
  • 20.07.04, 09:21
    wyemigrujcie do USA
    wtedy kontakty nie beda tak bliskie
    ja to zrobilem i gwarantuje ci ze to dziala
  • 20.07.04, 19:26
    Witamy w klubie.Tesciowa znam tylko ze zdjecia i rozmow telefonicznych.To my
    dzwonimy do niej bo dla nas jest taniej.Mysle ze przez te pare minut na laczach
    raz w miesiacu szkoda jej czasu na pytanie o pierdoly.
  • 20.07.04, 10:42
    Nie przejmuj się, pewnie przechodzi klimakterium.
    Nie możesz się odgryźć?
    Zapytałabym np. czy chce mi dokuczyć, czy naprawdę wierzy w te niedorzeczności,
    albo gdzie ona to wyczytała, bo chętnie sama sprawdzę. Stwórzcie z mężem
    wspólny front obrony - to, kiedy będziecie mieć dziecko jest tylko i wyłącznie
    Waszą decyzją.
  • 20.07.04, 11:32
    Nie mozemy sie wyprowadzic bo ze wzgleduna firme rodzinna i moj maz obecnie
    pomaga w niej (tak po godzinach) a potem ma ja przejac.
    Staram sie ignorac tego typu bzdury bo ona produkuje ich tygodniowo setki ale
    gotuje sie w srodku kiedy slysze co wygaduje. I chociaz staram sie ignorowac i
    nie wchodzic w dyskusje to czasem nerwowo juz sie nie da wytrzymac. Jak nie
    odwiedzi mnie w pracy (firma rodzinna wiec mimo ze ona tu nie pracuje to
    mnie "odwiedza") to przez telefon albo ewentualnie pranie mozgu mojego meza. On
    niby sie opiera ale jakos slabo. Uwaza ze mam nawet tego nie wpuszczac do uszu.
    Staram sie tak robic ale kiedy ona przychodzi lub dzwoni i wtedy prowadzi taki
    monolog przez kilka godzin (przez tel 1-1,5 godziny)to potem trzese sie cala. A
    jesli jej mowie delikatnie ze mam inne zdanie i nie sadze ze to jest prawda to
    jest awantura. No i jeszcze dochodzi obgadywanie calej rodziny (wszyscy sa
    bepoza nia). POwiedzialam ze nie chce sluchac jak o innych zle mowi bo ja do
    nich nic nie mam to po prostu darla sie i probowala znowu nastawic przeciw mnie
    tescia i syna (na szczescie oniwiedza swoje:-). Dzieki za rady. Kiedy napisze
    co mi lezy na watrobie i czytam takie komentarze, wtedy utwierdzam sie w
    przekonaniu ze moge przeciez miec inne zdanie i wlasne poglady i moge to glosno
    powiedziec.
  • 21.07.04, 08:02
    brn napisała:

    > Nie przejmuj się, pewnie przechodzi klimakterium.
    Dziewczyny nie zwalajmy wszystkiego na klimakterium,pewnie mogłoby to być
    niezłe usprawiedliwienie dla naszych teściowych i mam...Takie "klimakterium" u
    matki mojego ojca trwa już od ponad 30 lat.
    Mi również brakuje cierpliwości do teściowej,a na niedzielnych obiadkach po
    prostu się nudzę..Gadanie o niczym,powarzanie pewnych tematów i opinii po raz
    nasty..Pozdrawiam wszystkie synowe i życzę cierpliwości..
  • 21.07.04, 11:01
    Rany, ale się uśmiałam ;)) Jak masz tego więcej to podeślij ;D
    Co do reagowania - w zasadzie są trzy sposoby - 1. ignorować 2. śmiać się (zwłaszcza 'przepis' Kościelny mnie powalił 3. kontratakować czyli, potwierdzać i kontratakowac większymi bdzurami np. (Kościół) "Tak, tak słyszałam, a jeszcze jak zrobi drugie dziecko to ksiądz ma obowiązek zgłosić to do Watykanu, bo tam liczą takie rzeczy", (cellulit) "no to prawda, a jak kobieta urodzi mniej niż (tu wstawić liczbę dzieci teściowej +2) dzieci, to na pewno jej będzie wypadać macica na starość" ;DDD. Najbardziej bzdurne teksty zapisywać, a potem zebrać w książkę, wydać pod tytułem "Brednik codzienny, czyli moja teściowa powiedziała", zarobić kupę kasy i się wyprowadzić ;)
  • 22.07.04, 10:02
    No tak - nie można wszystkiego zwalić na klimakterium, ale czasem warto to
    sobie tak tłumaczyć po to, żeby się po prostu nie denerwować. Jasne, że
    niektóre zachowania to przegięcie.
    Nata76 - bardzo mi przykro. Rzeczywiście - po takich słowach nie ma sensu nawet
    się starać utrzymywać "poprawnych" relacji z teściową. Brak słów na takie - co
    tu dużo mówić - chamstwo.
  • 21.07.04, 12:02
    Hej, trudno mówić byś się nie przejmowała. Ja mam nie lepiej, mnie powiedziała
    dwa dni po poronieniu, gdy płakałam, że jestem egoistką, bo patrzę tylko na
    siebie, a następnie, że zrobiłam ślub na pokaz a teraz poroniłam. Cóż.... bez
    komentarza Ci to zostawiam. Z nami koniec!
  • 21.07.04, 14:19
    Mialam okazje ja widziec i zastosowalam sposob: ignorowac. No ja mialam spokoj.
    Ale wczoraj zadzwonila do mojego meza do pracy (czego mi zabraniala, bo nie
    wolno mu przeszkadzac i gadac o glupotach, on tak ciezko pracuje). No wiec
    zadzwonila i zaczelela sie zalic jak to ja jestem straszna i ze ja ignoruje.
    Mezus na to, ze ja jestem dla niej taka jak ona dla mnie, wiec czego sie
    spodziewa. Bylo pare ostrych slow i trzasnela sluchawka. A potem wieczorem m
    zaczela zapewne buntowac tescia przeciw mnie bo dzis jakis przygaszony
    (pracujemy w jednej firmie). Nie to zeby cos do mnie mnial, ale widac ze
    zmeczony atmosfera w jego domu. Wspolczuje mu, bo go lubie i ma chlop ciezkie
    zycie z nia chociaz jest spokojny typ (o nim jeszcze dobrego slowa nie
    powiedzialam, a wrecz mam wrazenie ze czeka az on na jakis zawal umrze).

    A co do tekstow tesciowej to po opublikowaniu byloby tego pewnie pare tomow ;-D
  • 03.08.04, 12:23
    miedzymorze świetnie Ci odpowiedziała. A ja mam taki fajny sposób, tylko trzeba
    duuuużo samozaparcia i konsekwencji. Jesteś gotowa?
    Na każde bzdurne zdanie, niemiłą czy inną uwagę, komentarz
    odpowiedaj: "ROZUMIEM". I tylko tyle. Samo "rozumiem". No zatyka, nie? I nie
    dawaj się wciągać w dalsze dyskusje. To, co robi ta kobieta to już dręczenie.
    Nie masz obowiązku tego znosić i już. Nie ma się co tłumaczyć czy przejmować.
    Jeśli nie możecie się wyprowadzić czy inaczej odizolować, to tylko taka forma
    obrony pozostaje. "rozumiem", i koniec dyskusji.
    Do dzieła!
    Jesli skorzystasz, to napisz koniecznie jak poszło!
  • 03.08.04, 21:45
    Nie bede miala juz chyba okazji skorzystac z Waszych rad, on powiedzial ze nie
    kocha i zabral sie za organizacje rozwodu. A ja pije i zaczynam kolejne
    opakowanie tabletek. Wszystko stracilo do mnie sens... A dziekuje Wam za otuche
  • 03.08.04, 21:50
    Hej, Mazi, co się dzieje? Poczekaj chwilkę z tymi tabletkami, nic nie jest
    warte więcej, niż Twoje życie...
    Mazi, napisz coś!
  • 03.08.04, 22:10
    mazi27 napisała:

    > Nie bede miala juz chyba okazji skorzystac z Waszych rad, on powiedzial ze
    nie
    > kocha i zabral sie za organizacje rozwodu. A ja pije i zaczynam kolejne
    > opakowanie tabletek. Wszystko stracilo do mnie sens... A dziekuje Wam za
    otuche

    no i stało się kolejna "kochana" mamusia , która zawsze chce dobrze rozbiła
    małżeństwo, pewnie jest z siebie zadowolona.Ja miałam więcej szcześcia, mój mąż
    w porę opamiętał się i otworzył oczy.
    Mazi nie pogrążaj się , spróbuj z mężem porozmawiać, SPOKOJNIE, rzeczowo, może
    jeszcze nie wszystko stracone
    zyczę powodzenia i przesyłam dobrą energię
  • 03.08.04, 22:26
    Ludzie czasem nie wiedzą, co mówią. Porozmawiaj z mężem, powiedz mu o swojej
    złości na teściową i o tym, że chcesz z nim być.
    Może zgodziłby się na zmianę pracy i przeprowadzkę?
    Nie załamuj się, nie warto!!!
  • 04.08.04, 06:27
    Mazi, nie poddawaj sie. Nawet jesli trafilas do domu wariatow z tesciowa na
    czele, to Ty nie musisz wariowac!
    Z twoich postow widze, ze jestes madra kobieta i wierze w Ciebie!
    Trzymaj sie, porozmawiaj spokojnie z Mezem, najlepiej poza domem...
    Bede sie za Ciebie modlic,
    A.
  • 04.08.04, 08:25
    Nie ma szans na ciag dalszy malzenstwa. Szansa trwala pol roku, ale to ja
    walczylam a on czekal na dobry moment zeby definitywnie to skonczyc (tak mowi).
    Nie ma szans na nic, choc ja zrobilambym wszystko zeby uratowac nasze
    malzenstwo. Nie moge nic zrobic skoro on juz nie kocha. Przedwczoraj zdjal
    obraczke... On chce pokojowo to skonczyc i wziac na siebie wszystkie koszty
    finansowe. I poznac kogos nowego...
    Modle sie o sily bo jestem za slaba....
  • 04.08.04, 09:17
    Mazi, mysle o Tobie... Ten czlowiek jest okrutny. Postaraj sie jak najszybciej
    wyprowadzic, jak najdalej... Na razie - chocby do rodzicow. Nie pokazuj mu, ze
    cierpisz. Wrecz odwrotnie - kup kolorowa sukienke, extra mini, pojdz do
    fryzjera, usmiechaj sie od rana do wieczora. I baw sie dobrze przygladajac sie
    jego reakcji i zdziwionym minom!
  • 04.08.04, 09:36
    O, mazi, jak dobrze, że jesteś :)))
    Wiesz, zmartwiłam się. Ale widzę, że noc minęła... Jak chcesz pogadać, to to
    jest moj gg (czynne gdy dzidzia nie śpi)4286748
    Pozdrawiam.
  • 04.08.04, 10:00
    Dziekuje ze jestescie:-) Przetrwalam noc, ale siedze w pracy jak kawalek
    zmietego papieru, bez sily do czegokolwiek. Trudno udawac bo kazdy pyta
    dlaczego tak zle wygladam. Tylko szukam tu jakiejs otuchy. Niestety nie mam gg
    a jedynie tlen i to w domu.
    Ja tak naprawde licze jeszcze tylko na cud. Jestem wierzaca i zawierzylam to
    wszystko Matce Najsw. Jutro przyjezdza moja siostra do mnie i zabiera mnie na
    pielgrzymke piesza. To moja ostatnia nadzieja, chcialabym wrocic silniejsza,
    ale to juz nie zalezy ode mnie. Jest mi tak strasznie ciezko ze nie potrafie
    tego opisac. A on chodzi i pogwizduje sobie caly czas, czyta gazety, oglada
    swoje programy.... Zawsze swoje odczucia mial dla siebie. Nie mowil ze dzieje
    sie cos w nim. Tylko mial wlasne mysli dla siebie, nawet te ktore dotyczyly
    nas. Nie moge zrozumiec jego zachowania. Nie moge zrozumiec obojetnosci. I nie
    moge zrozumiec dlaczego nie chcial i nie chce sie przelamac. Dla niego to byla
    chyba przygoda ktora jesli przestaje sie podobac to trzeba ja zakonczyc.
    Niestety jego rodzice stworzyli malzenstwo gehenne i moze to bylo caly czas
    pietnem na jego uczuciach. Zadal zwiazku niemozliwego, bez odmiennych pogladow
    i bez najmniejszej sprzeczki (a takich malzenstw chyba nie ma?) Nie bylo to na
    dobre i zle, tylko na dobre. Nie mial w swoich rodzicach dobrych doradcow, bo
    oni mowili ze jesli cos nie gra to po jest rozwod. Mnie moi rodzice zawsze
    wpajali ze malzenstwo jest swiete i musze o nie zawsze walczyc a rozwod to
    ostatecznosc. I nadeszla ta ostatecznosc a ja jestem calkiem bezradna....
  • 04.08.04, 09:43
    Mazi, jesli moge Ci jakos pomoc... Nie wahaj sie napisac...Mam taki pomysl, ale
    nie chce o tym pisac na forum, ani narzucac Ci sie wysylajac to na Twoj adres
    mailowy...
    Caluje mocno,
    O.
  • 04.08.04, 10:04

    Dziekuje Ci bardzo. Teraz w moim otoczeniu pewnie sie przekonam na kim moge
    polegac. Tego tez sie boje, ze zawioda ci na ktorym myslalam ze moge liczyc.
    Ograniaja mnie coraz wieksze wyrzuty, bo tez chcialam stawiac na swoim, bo
    popelnilam tyle bledow, bo jakkolwiek by nie dzielic winy to moja w tym jest
    czy mniejsza czy wieksza, nie wiem ale jest.
    Jesli zechcesz to prosze pisz na magnunha@tlen.pl, dziekuje :-)

    angieblue26 napisała:

    > Mazi, jesli moge Ci jakos pomoc... Nie wahaj sie napisac...Mam taki pomysl,
    ale
    >
    > nie chce o tym pisac na forum, ani narzucac Ci sie wysylajac to na Twoj adres
    > mailowy...
    > Caluje mocno,
    > O.
  • 04.08.04, 13:19
    Trzymaj się dziewczyno! Mam nadzieję, że szczęście i spokuj wrócą do Ciebie
    szybciej niż się tego spodziewasz!
    Pozdrawiam
    Dagmara

    Jeszcze się taaam żagiel bieli...
  • 05.08.04, 08:05
    Droga Mazi,

    Dobrze, ze wyruszasz. Odpocznij psychicznie, jesli jestes w stanie i trzymaj ie!
    Zawsze chetnie z Toba pogadam, wiec odzywaj sie, gdy tylko chcesz, mozesz pisac
    takze na priv!
    Do zobaczenia,
    A.
  • 05.08.04, 10:53
    Przychodzi mi do glowy wszystko. Kiedy sa chwile nadziei to mysle co zrobic by
    jakos uratowac to malzenstwo.On jest spokojny jak zawsze choc mowi ze tez mu
    trudno i gdybym sie szybko wyprowadzila byloby mu latwiej. Wieczorem wylam z
    bolu a on powiedzial ze takim samym placzem go uraczylam kiedy martwilam sie o
    mame (czekalam na wyniki czy ma zlosliwego raka piersi) i nie mogl przeze mnie
    spac. Szkoda mu bylo godzinke dla mnie wtedy zeby pogadac i przytulic do serca.
    Mysle czy jeszcze nie sprobowac czegos szalonego? Moze pod pozorem spokoju i
    przyzwyczajania sie do rozwodu sprobowac jakos zajsc w ciaze? Nawet jesli i tak
    sie rozstaniemy to kiedy urodzi sie malenstwo i przyjedzie je zobaczyc cos w
    nim peknie???
    Jest mi tak ciezko jak nigdy wczesniej, ten bol tak potwornie pali...
  • 05.08.04, 11:35
    Mazi,
    Rozumiem, ze myslisz, co zrobic i rozne rzeczy Ci po glowie chodza. Ale w zadnym
    wypadku nie zachodz w ciaze po to, zeby go odzyskac! Niezaleznie od wyniku
    (ktory wydaje mi sie watpliwy) jest to po prostu nie w porzadku wobec Malenstwa,
    ktore ma byc karta przetargowa...
    Moze jeszcze doczekacie sie szczesliwego Malucha, kto wie, ale to nie jest
    ndobry moment.
    Trzymaj sie
  • 05.08.04, 11:50
    Ciążą nikogo nie przyciągniesz do siebie. A możesz jedynie skrzywdzić dziecko.
    Poza tym z tego, co piszesz, Twojemu mężowi brak serca (sprawa z rakiem mamy).
    Daj sobie spokój. Rozwiedź się, zakochaj w kimś innym i bądź szczęsliwa. Na
    siłę nic nie zdzialasz. Możesz jeynie przegrać życie.
    Jesteś wierząca i rozwód jest trudny do zzakceptowania? Wyobraż sobie, że to
    tylko zdanie urzędników KK. Inne kościoły chrześcijańskie (protestanci,
    prawosławni) dopuszczają rozwód i ponowny slub).
  • 05.08.04, 12:16
    kia5 napisała:
    > Jesteś wierząca i rozwód jest trudny do zzakceptowania? Wyobraż sobie, że to
    > tylko zdanie urzędników KK. Inne kościoły chrześcijańskie (protestanci,
    > prawosławni) dopuszczają rozwód i ponowny slub).

    Droga Kia, to prawda ze inne koscioly (nie wszystkie) dopuszczaja w skrajnych
    przyapdkach ponowne malzenstwo.
    Ja nie jestem wzorowa katoliczka, ale wiem jedno - trzeba uszanowac to, kiey
    ktos slowa Chrystusa o nierozerwalnosci malzenswa traktuje na serio.
    Co nie oznacza, ze nalezy zmuzac do pozostania przy sobie meza (zony), ktory juz
    nie kocha, ale ze ponosi sie za niego (nia) odpowiedzialnosc czy raczej, ze
    duchowo mu sie towarzyzy, chocby on dawna milosc juz ze swego serca wyrzucil. Co
    innego moze znaczyc slubowanie, ze sie "nie opusci az do smierci"?

    Ale zostawmy to na razie, Mazi poki co jeszcze sie nie rozwodzi.
    Mazi, odpocznij. I trzymaj sie!
    Kia - pozdrawiam!
    A.
  • 05.08.04, 12:02
    To co napiszę do pocieszających informacji raczej nie będzie należało, ale na
    pewno do praktycznych. Pielgrzymka jest na pewno dobrym pomysłem, pozwoli Ci
    się wyciszyć i zmęczyć (a to doskonale robi przy kłopotach sercowych). Jak mu
    się nie podoba to niech się sam wyprowadzi, dlaczego to Ty masz szukać nowego
    lokum. Ciąża stanowczo nie jest dobrym rozwiązaniem w tym momencie, raczej będą
    to same kłopoty (przede wszystkim finansowe dla Ciebie) a przy jego nastawieniu
    to raczej małe są szanse, że wróci do Ciebie dla dziecka (zresztą czy warto go
    byłoby wtedy przyjąć), jest zbyt dużym egoistą. Z szalonych rzeczy to najlepiej
    mu powiedz (ale obowiązkowo przed samym wyjściem na pielgrzymkę, żeby nie miał
    szans na zrobienie awantury), że ze względów religijnych (światopoglądowych)
    nie zgadzasz się na rozwód, co najwyżej w grę wchodzi separacja (swoją drogą to
    będzie doskonały test na to czy on ma kogoś na boku). A w ogóle to najlepiej
    zabezpiecz sobie miejsce powrotu z pielgrzymki i usuń z domu wartościowe dla
    Ciebie rzeczy. Niestety miałam do czynienia w życiu z różnymi złośliwcami i
    przy najczarniejszym scenariuszu obawaim się, że po powrocie możesz zastać
    zmienione zamki w drzwiach i mieć problem nawet z zabraniem bielizny na zmianę
    (nie mówiąc o zostawionych w domu dokumentach czy np. kartach bankowych.
    Wiem, że to co napisałam momentami jest okrutne ale niestety nauczyłam się, że
    po facetach można się wielu rzeczy spodziewać. Najlepsze co Ci mogę teraz
    poradzić to wypłakanie się w rękaw siostrze (jeśli jest też Twoją
    przyjaciółką), dużo zajęć żeby nie mieć czasu na myślenie i zadbanie o siebie
    (kosmetyczka, fryzjer, zakupy nawet jak się nie chce to to poprawia humor
    uwierz mi). Jeśli masz ochotę na rozmowę (z cyklu sprowadzajacych na ziemię bo
    wiem, że takie będą najlepsze) to pisz na priva. USzy do góry i pomachać (jak
    mawia moja przyjaciółka, świat nie jest taki zły, chociaż tak się czasami
    wydaje (wiem z doświadczenia). Pozdrawiam i szerokiej drogi
  • 05.08.04, 12:27
    Jestem w pracy a jakby mnie nie bylo...
    Jedno co potrafie robic to co chwila zagladac na forum.
    To ja musze sie wyprowadzic bo to jego mieszkanie (bez mozliwosci podzilau
    itd). Martwie sie skad wezme pieniadze na wynajem mieszkania bo jeszcze musze
    znalezc prace.
    Wiem ze on nie mial i nie ma nikogo, byl 100% wierny i tak wiernego mezczyzny
    nie znajde napewno.
    Jak mam powiedziec rodzicom? Zlamie ich tym.
    Teraz musze udac prace, potem sie pakuje i jutro ruszam w droge z wielka
    nadzieja i strachem. Dziekuje Wam za wsparcie, tak trudno wyrazic jak bardzo :-)
  • 05.08.04, 13:28
    Mazi,
    Nie mogę napisać za dużo publicznie, jak chcesz to pisz na prv. Ja dzięki
    szwagierce i teściowej siedzę teraz u rodziców i myślę co dalej. wydaje mi się,
    że jedziemy na tym samym wózku.
    ściskam
    andzia
    ps. adres to oczywiście anuteczek@gazeta.pl
  • 05.08.04, 14:44
    hej,

    czasem trzeba kogos zasmucic czy zlamac. Ja kiedys bylam bardzo chora i nie
    chcialam tym zamartwiac Rodzicow, ale kiedy w koncu nie wytrzymalam i im
    powiedzialam, to mi bardzo pomogli. Jak sie kocha, to sie naraza a cierpienie.
    zwlaszcza jak sie jest rodzicem.
    pozdrowienia,
    A.
  • 24.08.04, 16:03
    Droga Mazi,
    nie znam Cie, ale bardzo mnie poruszyla Twoja historia.
    Co u Ciebie slychac?
    Daj znak zycia!
  • 24.08.04, 17:50
    Caly czas pisze do was bo dostaaje tu duzo wsparcia. Dzis dopadlo mnie to co na
    poczatku, ehh
  • 25.08.04, 12:11
    Droga mazi27!
    Trzymaj sie i uwierz w to, co brzmi banalnie, ale w co ja na podstawie wlasnego
    doswiadczenia mocno wierze: co nas nie zabije, to nas wzmocni. Co u Twojego
    meza? Gdzie mieszkasz? Czy zglosilas sie juz moze do jakiegos punktu pomocy
    rodzinie, gdzie udzielaja pomocy psychologicznej malzenstwom w sytuacjach
    kryzysowych? W moim miescie jedna z nich dziala przy kosciele. Polecam
    publikacje Jacka Pulikowskiego, choc juz na pewno znasz je na pamiec. Obawiam
    sie, ze u Twojego meza dziala mocno "syndrom nieodcietej pepowiny". To kwestia
    dojrzalosci. Nie jestem psychologiem, ale podstawie wlasnych perypetii widze,
    ze w dialogu z mezem mozna jednak wiele osiagnac (choc to tez kwestia jego
    charakteru), bo to ON wlasnie, a nie jego matka jest ta postacia, od ktorej
    wszystko zalezy. Grunt to nie oskarzac i mowic "jestes bes", tylko mowic, co JA
    czuje, co MNIE boli.
    Chociaz pewnie to juz teraz tylko takie moje gadanie, ale to mi wlasnie
    przyszlo do glowy.
    Na pocieszenie - u mnie koszmar zaczal sie przed slubem i trwal przez dwa
    pierwsze lata. Choc nie mieszkam z tesciowa, wprawia mnie ona w stan
    rozdygotania emocjonalnego. Wiele daje mi jednak swiadomosc, ze moj maz ma juz
    do jej gadania inny stosunek.
    Moze nie bede mogla w najblizszych dniach korzystac z Internetu, ale wspieram
    Cie mocno myslami!!!!
    Pozdrawiam!
    P.S. No i dziewczyno, nie obawiaj zwrocic sie o pomoc do psychologa. Mi - co
    prawda w innej sprawie - ale bardzo pomoglo. Trzymam kciuki i sciskam!!!
  • 25.08.04, 12:41
    Kochana mazi27!
    Jestem gappa! Dopiero teraz znalazlam watek "Wrocilam do Was".
    No coz, musze przyznac, ze najbardziej sensowne wydaje mi sie jednak
    uniewaznienie malzenstwa koscielnego. Naprawde. W przeciwnym razie nie bedziesz
    zyc, tylko za zycia polozysz sie do trumny. Bo zycie z takim czlowiekiem nie
    wypali. Powalil mnie juz wczesniej przyklad z jego prtensjami o Twoje lzy z
    powodu choroby Twojej mamy.
    Ale to co opisujesz jest naprawde nie do przyjecia. Jest on moim zdaniem kaleka
    emocjonalna.
    Ciesze sie, ze rodzice to zrozumieli. Oni tak naprawde beda tylko wtedy
    szczesliwi, kiedy Ty bedziesz szczesliwa - obojetnie, czy z obecym mezem, czy
    bez niego.
    Kwestia dzieci i wieku nie warto zawracac sobie teraz glowy - polecam goraco
    link: kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,54921,1326681.html
    Stan jak najpredzej na wlasne nogi, wyprowadz sie, przeprowadz uniewaznienie
    malzenstwa i ZACZNIJ ZYC!!!!!!!!
    Bo zycie masz tylko jedno i szkoda je w tak mlodym wieku wrzucac do smieci...
    Sciskam Cie goraco!!!
  • 25.08.04, 12:44
    No i juz ostatnie Postscriptum:
    Mam kolezanke, ktora po uniewaznieniu malzenstwa jest obecnie szczesliwa
    mezatka, a jej obecny maz wpatrzony w nia jak w obrazek...
    To tak "ku pokrzepieniu serc".
  • 25.08.04, 13:05
    Nika, dziekuje Ci za pokrzepienie. Boje sie tego co przede mna, bardzo sie
    boje. I kiedy juz przebrne przez to wszysytko: przeprowdzke, zmiane miejsca
    zamieszkania, szukanie pracy, rozwod itd napewno bedzie mi lzej - bo juz nie
    bede miala sie czego bac. ALe zanim to nastapi boje sie strasznie. I jeszcze
    musze pozbyc sie z serca mojego meza, a tego zupelnie sie nie uda. Zbyt wiele
    nas laczylo, wspolne lata i wiele wspolnych radosci, to na zawsze bedzie dla
    mnie wazny czlowiek. Czy z tym pietnem bede umiala zbudowac inny zwiazek? Tego
    tez sie boje. Moze na mojej drodze stanie wspanialy czlowiek a ja go skresle
    przez to? Ja zawsze sie martwie na zapas. Moj maz mowil i tu mial racje zebym
    sie martwila dopiero wtedy kiedy okaze sie ze faktycznie cos sie nie udalo, a
    nie wtedy kiedy moze sie nie udac. Ale taka jestem i tez mi z tym ciezko.
    Zamartwianie na zapas tez mnie sama meczy. Ale jak to w sobie wytepic?
    Z uniewaznieniem bedzie ciezko, bardzo ciezko. Ale jelsi bedzie chociaz 1%
    szansy to sprobuje. W sobote jade do Wroclawia i sprobuje poszukac jakiegos
    mieszkania. Dziekuje Ci i wszystkim ktorzy sa tu ze mna :-)

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.