Dodaj do ulubionych

a jednak sama...pomóżcie!!!!

20.06.05, 07:27
Mam męża a jednak jestem sama...Od prawie 2 lat jestesmy malzenstwem. Zawsze
byly raz lepsze raz gorsze chwile, ale zawsze marzylismy o dziecku. w
listopadzie 2004 uznalismy ze juz pora miec bobaska i udalo sie. niestety w
styczniu poronilam. bylam z tym sama. Moj maz by przy mnie przez tydzien lecz
czulam ze nie chcial wtedy przy mnie byc. potem wyjechal w delegacje(juz
wczesniej ustaloną)Nasze malzenstwo sie niemal rozpadlo. Potem udalo nam sie
dogadac i zdecydowalismy sie na malenstwo gdyz uznalismy ze jego brak jest
powodem naszych sprzeczek. teraz znow jestem w ciazy-konczy sie 3 miesiac. A
do mojego meza wciaz niedociera ze mamy dzidziusiusia. ciagle tlumaczy
ze: "niechce sie do niego przyzwyczajac bo moze byc tak jak poprzednio".
strasznie mi ciezko bo nienawidzi rozmawiac o dziecku, niechce o nim nic
slyszec. Mam wrazenie ze najlepiej to by bylo dla niego jakbym wyjechala na
te 9 miesiecy ciazy i wrocila z malenstwem na reku.Wczoraj znów była
awantura,o dziecko. Martwie sie o moje malenstwo , bo boje sie ze powturzy
sie to co ostatnio,ale bardzo je kocham.lubie z nim rozmawiac i glaskac
brzuszek. ZACZYNAM NIENAWIDZIC MEZA za za to co mowi i jak traktuje mnie i
nasze dziecko.Blagam pomozcie jak mam sobie poradzic z ta sytuacja?? niemam
juz sil. NIE CHCE MI SIE ZYC!!! niedam rady przebrnac przez kolejne miesiace
sama.
Obserwuj wątek
    • maya2006 Re: a jednak sama...pomóżcie!!!! 20.06.05, 08:13
      maz ma problem, bo boi sie rozczarowania i bolu... owszem, mozna to zrozumiec..
      z tym, ze wydaje mi sie, ze ty jako ososba, ktora nie tylko psychicznie ale tez
      fizycznie stracila tamto dziecko, bardziej przezywasz to wszystko. on po prostu
      ucieka przed emocjami, ale nie widzi, jak strasznie cie rani i jak egoistycznie
      sie zachowuje. mysle, ze wazne jest, by mu to uswiadomic. powiedz mu, ze owszem,
      rozumiesz, ze on sie nie chce rozczarowac, bo boi sie bolu.. ale uwazasz, ze ten
      strach nie powinnien niszczcyc twojej radosci i stosunku do przyszlego dziecka.
      powiedz, ze potrzebujesz jego ciepla, zainteresowania. szczerze mowiac stres
      moze byc jednym z czynnikow powodujacych poronienia, wiec troche bledne kolo
      sie tworzy.
      i jeszcze jedno: koniecznie znajdz sobie jakies ciezarne kolezanki!!! zebys sie
      dowoli mogla nagadac na temat ciazy itd. oczywiscie te nieciezarne i
      zainteresowane tez:-) zycze zrozumienia i spokoju:-))))
    • tumoi Re: a jednak sama...pomóżcie!!!! 20.06.05, 09:31
      Podpisuję sie pod powyższym. Daj mężowi jeszcze z miesiąc a potem idźcie razem
      do lekarza, myślę że on przekona męża, że nie ma żadnego zagrożenia. A w
      momencie gdy Twój mąż przestanie się bać zacznie pomału z Tobą przeżywać ciążę.
      My ze swoim mężczyzną staraliśmy się ok. 3 lat o dziecko,w przeciwieństwie do
      Ciebie nie mam za sobą poronienia ani trudnej ciąży, ale gdy na teście ukazały
      się 2 krechy nie okazał entuzjazmu - bał się cieszyć, Podobnie jak Ty jestem w
      końcówce 3 miesiąca, a on dopiero od ostatniego USG traktuje ciążę z radością i
      bez strachu, nadrabiając czas gdy udawał, że ciąży nie ma. Więc nie martw się
      na zapas, przyjdzie czas gdy będziesz się musiała odganiać od męża, który
      ciągle będzie chciał dotykać brzuszka - właśnie jestem na takim etapie.
      A na razie posiedź sobie na forum przeznaczonym dla ciężarówek. Trzymaj się
      cieplutko
    • amwaw Re: a jednak sama...pomóżcie!!!! 20.06.05, 10:15
      Martusiu!Dokładnie taką samą sytuacje miałam jak Ty. Kiedys(1,5 roku temu)
      poroniłam w 8tc. Leżałam w szpitalu, On bardzo to przeżywał, ja udawałam
      twardą. Po roku następne starania zakończone sukcesem. I nagle mąż stał się
      zimny, obojętny, ciąże traktował jak przeziębienie, powiedziała nawet, że
      sądził, że jednak nie zajde, potem były ciągłe kłótnie( bo ja nie rozumiałam co
      sie dzieje- szukałam wytłumaczenia i znajdowałam oczywiście najgłupsze), mi
      znowu zagrażało poronienie, on nadal był obojętny( nie wobec mnie- wobec
      ciąży), w końcu decyzja o wyprowadzce...I nic nie lepiej...Ostatecznie
      zdecydowałam się na terapeute( sama w to nie wierze, chodziło mi o to, żeby
      porozmawiać z człowiekiem, który ma doświadczenie w problemach małżeńskich i
      który potrafii obiektywnie spojrzeć na to wszystko i pomóc nam w tej sytuacji
      rozmawiać).1 sesja- rozmowa razem i osobno z terapeutą. I pomogło- okazało się,
      że mąż nie potrafii sobie poradzić z emocjami, ze strachem o mnie, o moje
      zdrowie, nie chce sie przywiązywac do ojcowstwa, bo może się okazać to złudne i
      po prosty robi to co najlepiej- "odcina sie" od myśli o dziecku, ignoruje ten
      fakt, żeby nie bolało i żeby się codziennie nie bać.
      Potem zaczelismy rozmawiać, no i wszystko wróciło do normy, przeszliśmy przez
      ten okres, zagrożenie minęło, dziecko rozwija się dobrze. A mąż jest
      najszczęśliwszym z oczekujących ojców na świecie. W nocy o północy obudzony
      potrafi powiedzieć w którym( dokładnie co do dnia) tygodniu jestem, co teraz
      się u dziecka rozwija, dzwoni pare razy z pracy, żeby dowiedzieć się jak się
      czuje, czy mała się już obudziła, czy bardzo kopie itp itd
      Także- może u Ciebie też tak jest- może On się po prostu o Ciebie boi, boi się
      odpowiedzialności i nie bardzo potrafii tego wyartykułować?Niedługo brzuszek
      już bedzie widać, dziecko zacznie kopać i zobaczysz, zmieni się.
      Ja wiem, że takie tłumaczenia niewiele Ci pomogą bo powinien być przy Tobie,
      powinien Cie wspierać- Ty przeżywasz to przecież znacznie bardziej niż On, a On
      zachowuje się jak za przeproszeniem siusiumajtek. Ale, zobaczysz- zmieni się,
      będzie Cię wspierał, daj mu tylko czas.
      Pozdrawiam, współczuje
      --
      lilypie.com/days/051021/4/21/0/+10
    • martusiamp Re: a jednak sama...pomóżcie!!!! 22.06.05, 06:34
      Dziekuje za slowa otuchy i wsparcie. przez chwilke myslalam ze naprawde sie
      ulozy, ale chyba nie!!! Jest coraz gorzej. Moj maz czepia sie mnie o to ze leze
      w lozku,bo akurat zle sie czuje(z jego punktu widzenia niemam prawa zle sie
      czuc!!!)To malzenstwo chyba tego nie przetrwa.Tak bardzo chcialam zeby moje
      malenstwo mialo NORMALNY dom-mama tata i ono.Niedam juz rady.cale zycie mi sie
      wali. Calymi dniami placze,juz niemam poprostu sil. Strasznie BOLI mnie
      BRZUSZEK.Boje sie ze to sie tez zle skonczy.... Niemam wsparcia,zadnej
      pomocy,jestem sama. JESTEM ZALAMANA.
      • anetta75 Re: a jednak sama...pomóżcie!!!! 22.06.05, 10:30
        Hej nie łam się! Uwierz w to co powiedziały dziewczyny wyżej - twó mąż
        potrzebuje z pewnością trochę czasu..Popłacz sobie jeżeli Ci to pomaga, ale
        wiedz również, że takie spadki nastroju są typowe dla ciężarnych. Ja moją
        pierwszą ciążę (całą) spędziłam całkiem sama, ojciec dziecka był kilka tysięcy
        kilometrów ode mnie i początkowo nie cieszył się z faktu, że zostanie ojcem.
        Czułam się samotna i opuszczona i tak byłam postrzegana przez otoczenie- a
        jednak świat się nie zawalił, jesteśmy małżeństwem, mamy córeczkę, teraz
        czekamy na nasze drugie dziecko, kochamy się. nie wiem czy moja historia Cię
        pocieszy, ale może natchnie wiarą, że wszystko odwróci się na lepsze.
        Uściski .A.
        --
        lilypie.com/days/050709/2/0/1/+1
      • rosa_de_vratislavia Re: a jednak sama...pomóżcie!!!! 23.06.05, 15:02
        martusiamp napisała:
        Calymi dniami placze,juz niemam poprostu sil. Strasznie BOLI mnie
        > BRZUSZEK.

        To szybko - bierz auto/taksówke i jedź na izbe przyjec szpitala gin/poł. Bo
        moze się okazac, ze to nie przygłupawy mąż będzie Twoim najwiekszym problemem -
        sio do lekarza. JUŻ.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka