Dodaj do ulubionych

Reakcje rodziców na wiadomośc o wyprowadzce

19.04.06, 22:28
Cześc wszystkim młodym pannom i mężatkom :)
Ciekawa jestem, jak Wasi rodzice zareagowali na wiadomośc, że zamierzacie
zamieszkać z facetem przed ślubem? Pytam, bo mam za sobą małą (?) awanturę na
ten temat i przeprowadzam sondaż, czy to ja jestem powalona czy mój ojciec :)
Otóż jestem z moim facetem już ponad 6 lat. Mamy oboje po 23 lata, w
listopadzie się zaręczyliśmy, a ślub będzie wiosną przyszłego roku. Oboje
pracujemy, nie zarabiamy kokosów, ale tyle, że spokojnie możemy się utrzymać,
nie ciągnąc kasy od rodziców.
Niedawno postanowiliśmy, że chcemy razem zamieszkać jak najszybciej.
Ustaliliśmy datę przeprowadzki na czerwiec. Powiedziałam o tym mamie - OK. Nie
była może rozradowana, ale przyjęła do wiadomości bez żadnych problemów.
Powiedziałam ojcu - zrobił mi karczemną awanturę, powiedział, że się mnie
wstydzi, że jestem pozbawiona wszelkich zasad moralnych i chcę się tylko
kotłować (cytat) z moim narzeczonym. Nie muszę dodawać, że takimi tekstami
tylko mnie utwierdził w mojej decyzji. Dodam, że ojciec nie jest jakoś
sczególnie religijny, więc za bardzo nie wiem, czego się wstydzi...
Jak reagowali Wasi rodzice. Czy dla wszystkich wiadomość o tym, że
dwudziestoparoletnia córka/syn chce się wyprowadzić była ciężkim szokiem, czy
może mnie się trafił taki wybitny egzemplarz?

Pozdrawiam wiosennie :)
Edytor zaawansowany
  • metnia 19.04.06, 23:20
    Ja mam 23 lata, jestem z moim chlopakiem 4 lata i od pazdziernika zamieszkamy
    razem. Moi rodzice oboje uwazaja ze to swietny pomysl, ze jestesmy juz dorosli
    i powinnismy miec swoj dom no i ze trzeba sie sprawdzic przed slubem :) a ten
    planujemy za 2-3 lata :) Gorzej z mama mojego chlopaka - jest zalamana i nie
    przyjmuje do wiadomosci ze pierworodny sie wyprowadzi i nie bedzie za nia
    wysylala maili (ona ponoc nie umie;).


    Wracajac do twojego postu, to uwazam, ze Twoja decyzja jest jedyna sluszna :) a
    tata moze sie boi, ze juz kompletnie nie bedzie Cie mogl kontrolowac? jak nie
    to to nie wiem :) u mnie tego problemu nie ma na szczescie. a mieszkasz w duzym
    miescie, czy nie? bo moze chodzi o to, co ludzie powiedza... W wiekszym miescie latwiej o anonimowosc i to ze mlodzi szybko sie wyprowadzaja i mieszkaja na kocia lape jest normalne.


    pozdrawiam
  • fangora 20.04.06, 08:31
    Mnie do wyprowadzki doprowadził mój własny ojciec. Nie pochodze z rodziny z
    problemami alkoholowymi, czy patologicznej, biednej, a jednak, zachowanie
    mojego ojca, ciągłe wyzwiska, poniżanie, poderzanie sprawiły,ze postanowiłam
    sie wyprowadzić i wynająć mieszkanie z chłopakiem. Mam 25 lat, pracuję, nie
    zarabiam duzo, lubie oszczędzać bardziej niz wydawac, ale uznałam,że najwyższy
    czas zacząć płacic za...spokój, godnośc, intymnośc jakiej nie miałam w domu.
    Na wieść o mojej wyprowadzce ojciec tylko się zasmiał i powiedział,że taka
    pierdoła jak ja nigdy nie da sobie rady sama. To mnie tym bardziej
    zmobilizowało. W ciągu tygodnia znaleźlismy mieszkanie. I jeszcze ani razu nie
    żałowałam swoejj decyzji.
    Do domu zaglądam rzadko, choc to kilka przystanków autobusem ode mnie. Mam żal
    do ojca, że jest takim sku...(zawsze był), nigdy nie pochwalił, tylko wymagał,
    ponizał, ale mam tez żal do matki,ze nigdy na to nie reagowała. Potrafiła sie
    tylko kłócic z ojcem, a te kłótnie nigdy do niczego nie prowadziły. Ja i mój 10
    lat starszy brat, który wcześniej tez się wyprowadził z domu przez ojca mamy
    bardzo luźne kontakty z domem, nie ma między nami wszystkimi więzi. Nie tęsknie
    za domem.
    W czasie świat ojcec mnie pyta: kiedy wyjde za mąż, ile będziemy mieskzac na
    kocią łapę? A ja sobie myślę: nie twoja sprawa, nie potrafiłes wychowac, nie
    byłes autorytetem, nie dokładasz się do mojego zycia ani kasa ,ani żadnym
    wsparciem, wieć sie ode mnie odwal raz na zawsze!!
  • madziaq 20.04.06, 10:00
    > Mnie do wyprowadzki doprowadził mój własny ojciec. Nie pochodze z rodziny z
    > problemami alkoholowymi, czy patologicznej, biednej, a jednak, zachowanie
    > mojego ojca, ciągłe wyzwiska, poniżanie, poderzanie sprawiły,ze postanowiłam
    > sie wyprowadzić i wynająć mieszkanie z chłopakiem. Mam 25 lat, pracuję, nie
    > zarabiam duzo, lubie oszczędzać bardziej niz wydawac, ale uznałam,że najwyższy
    > czas zacząć płacic za...spokój, godnośc, intymnośc jakiej nie miałam w domu.

    Kurcze, jakbym czytała o swoim :-/
    Wiem, że moja decyzja jest słuszna i nie mam zamiaru jej zmianiać, tym bardziej,
    że dochodzą jeszcze duże problemy w domu mojego narzeczonego, które też
    popychają nas do wyprowadzki.
    A co do tego, czego mój ojciec się wstydzi, to naprawdę nie mam pojęcia.
    Prawdopodobnie rzeczywiście chodzi o to, co ludzie powiedzą, chociaż mieszkam w
    Warszawie, czyli w największym możliwym mieście :) A tak w ogóle, to gdzie bym
    nie mieszkała, to moim skromnym zdaniem nikomu nic do mojego zycia osobistego i
    na pewno nie będę się w mojej decyzji o przeprowadzce oglądać na sąsiadów,
    ciocie czy kolegów ojca.

    Dzięki za wsparcie wszystkim :)
  • calineczka2 20.04.06, 19:09
    A ja sobie myślę: nie twoja sprawa, nie potrafiłes wychowac, nie
    > byłes autorytetem, nie dokładasz się do mojego zycia ani kasa ,ani żadnym
    > wsparciem, wieć sie ode mnie odwal raz na zawsze!!

    Szkoda, ze ja taka nie bylam... jak mialam 23 lata, bylam w zwiazku na
    odleglosc: Polska-Niemcy. Moj naowczas chlopak przyjezdzal raz na 2 tygodnie na
    doslownie poltora dnia... Tato kazal wracac do domu o 12. Skonczylam studia
    (licencjat), chcialam do juz narzeczonego pojechac, z nim zamieszkac, tam dalej
    studiowac, pracowac. Rodzice nic, tylko ma byc slub, bo nie pojade. Teraz to
    ciekawe, jak by mnie zatrzymali... wtedy bylam pod silnym ich wplywem.
    I byl slub. I po 2 latach rozwod. Gdybym wyjechala, pomieszkala z bylym pol
    roku, toby pewnie slubu nie bylo.
    Dopiero po tym wszystkim mnie oswiecilo - to jest moje zycie i moje wybory. Za
    ich konsekwencje place sama, a nie rodzice.
  • dorcik_wk 20.04.06, 08:21
    Moi nie mieli nic przeciwko, ale musieliśmy spytać moją mamę czy zgodzi się,
    zeby mój wtedy chłopak, a obecnie mąż ze mną zamieszkał. Musieliśmy, bo
    mieszkam w mieszkaniu które co prawda kupiła dla mnie ale zapisane jest na nią
    i do niej na razie należy. I zgodziła się bez problemu, szczególnie, ze
    pytaliśmy w sylwestra, gdy do nas przyjechała, zeby złożyć mojemu mężowi
    życzenia imieninowe :-)))
    --
    Hardi Maślanka - Moje Szczęście
  • shilla01 20.04.06, 08:43
    a ja mam fajnych rodziców i niezwykle tolerancyjnych. Pewnego dnia po prosut
    przyszłam i powiedziałam ze wynajelismy mieszkanie ( wszystko działo sie bardoz
    szybko, wiec nie bylo czasu wczescniej o tym rozmawiac) Miałam 24 lata i nikogo
    nie pytałam o pozwolenie. To moje zycie ... wkoncu tak ?? Rodzicom było troche
    smutno, ale wiadomo, bylo to zarówno dla mnie i jak i dla nich zamknięcie
    pewnego rozdziału w życiu. Bardzo często sie widujemy, wpadają często na
    kawkę , nie mają nic przeciwko, a nawet są za tym , zeby najpierw ze sobą
    zamieszkać , bo to nie jest takie kolorowe jak sie wiekszosci wydaje. Takze
    radzę spróbować przekonać rodziców , ze to lepsze niz rozwód po roku. Zyczę
    powodzenia
    --
    www.allegro.pl/show_user_auctions.php?uid=3990661
  • ewelita 20.04.06, 11:44
    Moi rodzice zareagowali spokojnie. W zasadzie nie pytałam o zgode, tylko im
    oznajmiłam, że zamieszkamy razem. Nie byli zachwyceni, pobąkiwali o ślubie,
    itp. Powiedziałam im, ze musimy zobaczyć, czy pasujemy. Po kilku latach
    mieszkania razem przestali mówić o ślubie, traktowali nas jak małżeństwo. Było
    im trochę przykro, bo mieszkają w małym mieście i sąsiedzi ich pytali, czy
    córka za mąż wyszła.
    No a teraz w drugim związku ( wtedy niałam 23 lata) gdy mówiłam, ze nie
    zamieszkam z moim facetem, to sam ojciec namawiał mnie - zobacz, przekonaj się,
    czy pasujecie. No to go posłuchałam :-)

    Myslę, że reakcja rodziców to lęk przed nieznanym. Jak to będzie, bez ślubu, za
    naszych czasów tak nie było, a jak z dzieckiem zostaniesz? No i najgłupszy
    tekst jaki kiedyś słyszałam ( nie od swoich) -Spaskudzi cię i z brzuchem
    zostawi! tak jakby po ślubie nie mógł..
    --
    Gdy zamykasz lodówkę to właśnie Chuck Norris gasi w niej światło
  • deelaylah 20.04.06, 12:53
    Moi rodzice dowiedzieli sie po fakcie.:) W sumie ja sama tego nie planowalam
    (tzn. planowalam, ale raczej troche pozniej, bo wydawalo mi sie, ze moje zycie
    potoczy sie troszke inaczej. Przyjechalam na wakacje do mojego faceta, ale tak
    sie zlozylo, ze niespodziewanie znalazlam prace i juz tu zostalam. W zwiazku z
    tym nie widzialam na wlasne oczy reakcji moich rodzicow, moglam tylko na ten
    temat przez telefon z nimi rozmawiac. Tata w zasadzie nic nie powiedzial, pytal
    tylko, czy mi tu dobrze (pewnie dlatego, ze poza krajem), czy z pracy jestem
    zadowolona i czy zapisalam sie juz do tutejszej sluzby zdrowia.:) Mama
    natomiast... coz, reakcja nie byla zbyt pozytywna. Po pytaniu: "To ty juz tam
    zostajesz?..." nastapilo cos w rodzaju strajku, nie moglam sie mamie wyzalic,
    powiedziec o zadnych problemach, a nawet wspomniec o tesknocie za grochowka, bo
    zaraz nastepowal komentarz: "Nie trzeba bylo wyjezdzac, gdybys zostala w Polsce
    mialabys grochowke na zawolanie." albo "Sama tego chcialas, teraz mi tu nie
    narzekaj." Mysle, ze to wynika z tego, ze moja mama sie o mnie bardzo martwi, ze
    w razie czego nie bedzie mogla mi pomoc, bo jestem za daleko, wiec woli nie
    wiedziec o moich problemach. Zreszta moze ma racje, tez nie chce jej martwic, bo
    w koncu ma dosyc wlasnych. Inna sprawa to fakt, ze moja mama jest wierzaca
    katoliczka i moje mieszkanie bez slubu jest dla niej czyms w rodzaju porazki
    wychowawczej. Wiem, ze jest jej z tego powodu przykro i ze sie zadrecza i
    obwinia (nieslusznie), bo tata mi o tym kiedys wspomnial.

    Ja generalnie wychodze z zalozenia, ze nikt za mnie mojego zycia nie przezyje,
    wiec tak istotne decyzje musze podejmowac sama, zgodnie z moimi pogladami, nie
    ulegajac rodzinie czy otoczeniu. Nawet jesli kiedys dojde do wniosku (a nie
    dojde;)), ze popelnilam blad, to trudno, czlowiek uczy sie na wlasnych pomylkach.
  • athandavan 21.04.06, 11:45
    Droga deelaylah - jakbym czytala o sobie. Przyjezdzajac na wakacje do UK
    zamieszkalam ze swoja polowka. W pierwsze wakacje spedzalismy razem weekendy,
    bo pracowalam w innym miescie. Potem, gdy wrocilam na studia do Krakowa -
    staralismy sie widziec co miesiac. Ash byl u nas na swieta BN. Rodzice go
    strasznie pokochali. Nastepne wakacje spedzilismy juz calkowicie razem, potem
    ja rozpoczelam studia w UK - wiec znowu weekendy. Teraz, jak juz dostalam stala
    prace - jakos tak naturalnie wyszlo, ze zamieszkamy razem. Rodzicom moze
    latwiej, bo wiedza, ze mam 'na obczyznie' kogos, na kogo zawsze moge liczyc, i
    kto 'po staropolsku' sie mna opiekuje. Pozdrawiam serdecznie.
  • moboj 20.04.06, 13:21
    po dwóch latach bycia razem wyjechaliśmy na studia do tego samego miasta.
    pomysł ze wspólnym zamieszkaniem wyszedł od moich rodziców, więc nie miałam
    żadnych awantur. rodzice połówka - katolicy pod tytułem "co ludzie powiedzą" -
    mają do dzisiaj pretensje, ale to już ich problem, nie nasz.
    --
    www.kobitkowo.pl
  • kalina81 20.04.06, 16:59
    mnie wyprowadziła mama jak zdałam na studia, więc jeśli chodzi o tęsknotę itd to
    przerobiłyśmy to szybko. Natomisat jeśli chodzi o facetów, to jednym z jej
    głównych przkyazań było "nie ma mowy o ślubie przed wspólnym mieszkaniem razem",
    a że ja posłuszna córka jestem z radością na to przystałam i mieszkamy sobie od
    października z moim lubym razem. Tylko dziadkowie mają z tym problem, bo u nas
    nawet zaręczyn nie było i raczej się na to nie zanosi:D.

    --
    grzeszę
    pozwól, bym zatopiła w tobiekły
  • kasica_33 20.04.06, 17:28
    Kiedy ja z moim facetem podjęlismy decyzję o wyprowadzce...strasznie obawiałam
    sie reakcji mojej matki.Kiedy zaczęłam z nia o tym rozmawiać,byłam wręcz
    zaskoczona,przyjęła to bezboleśnie i bez żadnych fochów czy awantur.Jeśli
    chodzi o reakcje twego ojca to może po prostu nie może się pogodzić z faktem,
    że jego córeczka wyfruwa z rodzinnego gniazda:)Nie przejmuj się,przyjdzie taki
    dzień, że sam zrozumie że podjęłaś słuszną decyzję i będzie cieszył się twoim
    szczęsciem.Po prostu jesteś kochaną(może jedyną)córeczka tatusia:)Pozdrawiam i
    głowa do góry!
  • madziaq 22.04.06, 13:24
    > Nie przejmuj się,przyjdzie taki
    > dzień, że sam zrozumie że podjęłaś słuszną decyzję i będzie cieszył się twoim
    > szczęsciem.Po prostu jesteś kochaną(może jedyną)córeczka tatusia:)

    Niestety, nie jestem kochaną córeczką tatusia. Nigdy nie byłam i zapewne już nie
    będę. Odkąd pamiętam, mój ojciec nie był nigdy zadowolony ze mnie, a nieskromnie
    mówiąc, miał trochę powodów do zadowolenia. Jako małe dziecko - bałam się go,
    jako nastolatka - nienawidziłam go. Teraz jest dla mnie obcym człowiekiem, z
    którym jestem zmuszona mieszkać pod jednym dachem... Na szczęście już tylko
    przez dwa miesiące :)
  • favilka 20.04.06, 22:34
    My zamieszkamy ze sobą za miesiąc. Zarówno moi jak i mojego chłopaka rodzice
    zareagowali bardzo w porządku. Jego nalegali już od dawna, że powinniśmy ze
    sobą zamieszkać, ale nie było warunków itp itd, a z nimi to nie chciałam. Teraz
    wszystko tak się potoczyło, że trafiła nam się niezła okazja i kupiliśmy
    nieduże mieszkanko. Moi rodzice sami nas namawiali do jego kupna, gdy się
    zastanawialiśmy, a jak już to zrobiliśmy - to mama zaczęła marudzić, że
    właściwie to po co się wyprowadzam, że mogłabym jeszcze kilka lat pomieszkać z
    nimi (mam 22 lata). Ale cieszy się, że dobrze nam się układa, a marudzi bo
    będzie tęsknić. Tak poza tym nie było żadnych sprzeciwów, żebyśmy mogli
    zamieszkać ze sobą przed ślubem - w końcu jesteśmy dorośli.
  • pepperann 24.04.06, 14:44
    U mnie było OK. Nikt nie miał pretensji. Zresztą nie pytaliśmy o zezwlenie,
    tylko zakomunikowaliśmy tę decyzję. Moja babcia wyskoczyła z niezłym tekstem:
    "Dawniej jak młodzi ludzie chcieli żyć razem, to się urządzało wesele z tej
    okazji, a teraz nic? To smutno".

    Natomiast rodzice mojego (wtedy jeszcze nie) męża, którzy mieszkają na wsi, (my
    w Warszawie) też nie mieli nic przeciwko, ale ukrywali ten fakt przed dalszą
    rodziną, a jak do nich przyjeżdżaliśy z wizytą, to nie było mowy, żebyśmy w
    jednym pokoju spali. Hihi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka