Dodaj do ulubionych

Mam romans w pracy i wiem że źle robie...

25.11.06, 19:57
Mam romans w pracy. Zaczęło się od flirtu dwa lata temu, po pól roku
pocalowalismy się, od tego czasu flirt poteguje sie... Nie spalam z nim, choc
nasze pieszczoty sa coraz bardziej zaawansowane. Pociagamy się wzajemnie
bardzo... Widujemy się tylko w pracy, czasem wychodzimy gdzieś, ale z innymi
znajomymi, wyjatkowo mamy wtedy zcas tylko dla siebie (np jak wszyscy sie juz
rozejdą). Często po 16 zostajemy sami w biurze.... walcze z tym ,ale nie daje
rady... Wytrzymuę tydzień, dwa i znów to samo... Oboje jestśmy w związkach,
ja w tym roku wyszłam za mąż... Chce być z męzem, a nie umiem zrezygnować z
tamtego. Nie prawcie mi morałow - doskonale wiem, ze robię źle ale jestem
zbyt slaba by to zmienić... Musialam tylko to z siebie wyrzucić...
Nie pisze pod swoim zwyklym nickiem, bo jestem znana na tym forum... wstyd
mi, bardzo mi wstyd...
Edytor zaawansowany
  • 25.11.06, 20:00
    no, chwalić się nie ma czym

    --
    natural woman
  • 25.11.06, 20:02
    nie chce sie chwalic, bo rzeczywiście nie ma czym, własna niemoc i glupota nie
    jest dla mnie powodem do dumy, wierz mi... chciaam wiedzieć, czy ktoś kiedyś
    byl w podobnej sytuacji i jak to sie skonczylo...
  • 26.11.09, 20:06
    Źle moja droga, oj źle skończyło się to w moim przypadku.I całe
    życie będzie to już za mną chodzić.Zdecyduj sama, ale pamiętaj-nie
    wiesz, co będzie za jakis czas. Niestety, z uczuciami nie ma żartów-
    nie wiesz tak do końca, jak oddziałują one na drugą osobę....Masz
    męża-jeśli go naprawdę kochasz-nie ryzykuj!Romans w pracy to
    najgorsze, co może być.Lepiej wybrać się na jakąś imprezę i zdradzić
    z przypadkową osobą-nie z kolegą z pracy!Zastanów się-później
    spędzasz z nim jakis czas dziennie....-czasem trudno się z
    tego "wyplątać"....I powiem Ci tak-gdybym miała "wtedy", kiedy to
    zaczynałam rozum, jaki mam obecnie-nigdy, ale to nigdy bym się w to
    nie wepchała.....Zapamiętaj, i nie powielaj błędów innych-ucz się na
    nich....Pozdrawiam
  • 26.11.09, 20:17
    Z kurestwa, ajie można zrobić swojemu zężowi to najgorszy rodzaj.....
  • 04.12.09, 18:22
    takie jak ty tez sa potrzebne

    bez ciebie i tobie podobnych nie było by funu i darmowych obiadków
  • 04.12.09, 23:28
    Ten watek to CONSERWA z CONSTARU!
    --
    Każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem szczególnym dobrem narodu!
  • 05.01.09, 15:46
    Hehehehehe!
    Cywilizacja współczesna Was nauczyła, że można mieć wszystko... jeśli sie tylko chce...
    A tu dupa!!
    Bo albo ponosi sie koszty mając jakie takie poczucie przyzwoitości albo przybiera się postawę wrednej, cynicznej suki.... to się teraz nazywa hedonizm....
    Masz wybór.... na Twoim miejscu pokładałbym się z obydwoma... na raz oczywiście ;-).
    Pozdrawiam i życzę udanego dwuzwiązku!
  • 04.12.09, 15:55
    Misku,
    czyzby cie zonka z twoim kumplem o piekne poroze przyprawila???

    skad w Tobie tyle zgorzknienia ???

    Przeciez chciec to moc, a nie na odwrot.

    Kolezanka ma romans, do seksu nie doszlo, kolega w pracy ja
    podrasuje erotycznie a caly obfity deszczyk dostaje zaskoczony mezus
    w domu. Dobrze sie sprawia, wiec nasza bohaterka nie idzie dalej z
    kolega...
    Wiesz dopoki apetyt ostrzy sie na miescie, a konsumuje sie w domu,
    to jeszcze nic zlego. My faceci uprawiamy to nagminnie:

    zgrabne nozki kolezanek z pracy, dekolty w autobusie, perfumy
    sasiadki w windzie... a pozniej chocby i zmaczona i w papilotach
    zonke do wyrka.

    tejk it easy jordanbull.
    ja mialem najlepszy seks, gdy zona miala wirtualny romans przez
    webcam. Qrka, co ona wtedy ze mna wyprawiala... !!

    jordanbull napisał:

    > Hehehehehe!
    > Cywilizacja współczesna Was nauczyła, że można mieć wszystko...
    jeśli sie tylko
    > chce...
    > A tu dupa!!
    > Bo albo ponosi sie koszty mając jakie takie poczucie przyzwoitości
    albo przybie
    > ra się postawę wrednej, cynicznej suki.... to się teraz nazywa
    hedonizm....
    > Masz wybór.... na Twoim miejscu pokładałbym się z obydwoma... na
    raz oczywiście
    > ;-).
    > Pozdrawiam i życzę udanego dwuzwiązku!

  • 04.12.09, 23:20
    "do seksu nie doszlo"

    No wiesz, Bill Clinton klarował, że pieszczoty oralne to nie seks, choć pewnie
    Hillary mogła uznać relacje małżonka z panią Lewinsky za zdradę.
    --
    Każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem szczególnym dobrem narodu!
  • 05.12.09, 07:09
    O, matko! Co za eunuch bez honoru.

    Żona go w sieci puszczała a ten się tym wszem i wobec chwali. No takie osobistości to tylko na tym forum można spotkać. W takich chwilach sprawdza się stwierdzenie Lema, na temat idiotów i internetu. :) Jestem setnie ubawiony.

    Nie wiem czy wiesz (zapewne nie wiesz), ale "rasowy" facet nie powinien sie cieszyć z tego że ma fajny seks, bo jego żona puszcza się na webcamie. Prawdziwy facet cieszy się z tego że dostarcza żonie orgazmów i żona chce robić to tylko z nim i oglądać tylko jego. No chyba, że do oglądania jest wielki brzuch, brudne nogi, zaniedbane paznokcie i głośne bekanie po obiedzie. Wtedy pozostaje webcam i szybki seks z domowym trolem przy zamkniętych oczach i zatkanym nosie. Jesteś tylko wibratorem, który sam w sobie nie jest w stanie podniecić żony, ale rozumiem że jesteś z tego dumny. hahahaha Take it easy, man... :)

    Więc jeśli chcesz przynajmniej udawać "rasowego" mężczyznę to nie rozpowiadaj po forach o tego typu żałosnych rzeczach z twojego życia, bo wychodzisz na impotenta, który tylko czeka aż go żona puści po rogach i da mu dobry seks, a nie on jej.

    Teraz pewnie żona jest ci "wierna", i seks masz nudny jak flaki z olejem, a może wogóle go już nie masz, bo żona awansowała z wirtuala na real. :) :) :) Warto tu zajrzeć żeby spotkać takie imponderabilia rozśmieszające i poprawiające humor na cały dzień.

    --
    "Łamanie prawa jest wtedy, gdy własciciel terenu żąda jego opuszczenia." Mariusz Błaszczak, rzecznik PiS
  • 08.12.09, 17:19
    klaniam sie pieknie i powiem z zachwytem, ze i niejedna cudza zonka
    smakowala moja sprytna pyte...

    ta przygoda otwarla mi oczy na inne mozliwosci... wiesz nie musisz
    kupowac browaru, zeby napic sie piwa.

    Zonie w koncu zrobilem dziecko - ma teraz zajecie, a ja spokoj i
    plawie sie przy tym w innych mezatkach. Wiesz - takiej to ani
    utrzymywac, ani nawet pilnowac nie trzeba - bo to fucha jej meza -
    czyz nie ?? To zas zasluga braku brzucha.

    he he


    no i po narodzinach dziecka, zonce odbilo w druga strone. A mi to
    nawet pasi, ze sie tak wyraze.



    protoplex napisał:

    > O, matko! Co za eunuch bez honoru.
    >
    > Żona go w sieci puszczała a ten się tym wszem i wobec chwali. No
    takie osobisto
    > ści to tylko na tym forum można spotkać. W takich chwilach
    sprawdza się stwierd
    > zenie Lema, na temat idiotów i internetu. :) Jestem setnie
    ubawiony.
  • 05.12.09, 13:45
    mowia, ze milosc to uczucie glupie, zaczyn sie na ustach a konczy na d....
    mowia, ze to ku--wstwo, mowia, ze to be...
    ale mowia tez, ze lepiej zalowac za grzechy niz za to, ze sie nie skorzystalo a okazji i nie zgrzeszylo. Mowia, tez, ze PAN ma swoj plan i wie co robi. Nigdy nie wiadomo, co z tego wyniknie a rezygnowanie z uczucia bylo by twym najwiekszym "grzechem", czyz dzieki temu nie masz "troche slonca w calym miescie?"
    A tymi wszystkimi moralistami sie nie przejmuj - przyjdzie czas, ze beda zalowali nie tego, ze nie grzeszyli, ale tego, ze nie mieli szansy na "takie grzeszenie".
    Kieruj sie uczuciem i korzystaj z kazdej chwili, zycie jest takie krotkie... nawet jesli okaze sie, z czasem, ze zrobilas blad, to po 30-40 latach bedziesz miala co wspominac, a to tez sie liczy....
  • 25.11.06, 20:15
    Jesteś pewna, że wasz romans nie jest już biurową "tajemnicą"? Zastanów się co
    będzie jak znajdzie się ktoś "życzliwy"....Jeśli myśl o ewentualnym rozpadzie
    własnego małżeństwa nie boli to chyba nie masz nic do stracenia....


  • 25.11.06, 20:38
    Gosik ma racje, z pewnoscia ludzie nie sa slepi i sie domyslaja co jest grane,
    przy czym pewnie jeszcze podkoloryzowuja sobie ten romans. Tylko czekac, az maz
    sie dowie... Wez sie w garsc i skoncz z tym zwiazkiem, bo kiedys moze na tym
    ucierpiec twoje malzenstwo.

    --
    Make love, not war :)
  • 25.11.06, 20:57
    Na razie nie wiedzą, jestem pewna, bo przy wszytskich zachowujemy pozory (boze,
    jak to żenujaco brzmi), wie tylko mój przyjeciel, który kiedys pracowal z nami
    oraz jego przyjaciel, ktory nas razem zobaczył... wiem jednak, ze w kazdej
    chwili sie to może wydać... ale najstraszniejsze jest to, że świadoma
    konsekwencji nie umiem z tym zerwac przez tak dlugi czas... mysłałm o zmianie
    pracy, ale ja tę prace naprawde lubię, odnajduje sie w niej, jest tym, o czym
    marzylam....wiem, ze ejstem glupia, wiem, ze powinnam z tym skonczyć ,ale
    jestem tak żenująco słaba...
  • 26.11.06, 13:36
    znam to, niestety . jestem w takiej samej sytuacji i tez nie wiem jak wybrnac.
    jak chcesz to pisz na priva.....
  • 04.12.09, 20:39
    A czemu tak sama, bez koleżanek? :)

    --
    Ktoś, kto to czyta, może zostać doprowadzony do rozpusty.
    (Jarosław Olesiak)
  • 04.02.08, 21:00
    Twoj maz to ma pecha, biedny nie wie z kim sie ozenil...
    Ale predzej czy pozniej prawda ujrzy swiatlo dzienne i spadna
    mu klapki z oczu...pewnie cie pogoni!
  • 10.03.08, 11:37
    Pomijajac moralny aspekt Twoich "słabosci"....zrozum!, że działasz
    AUTODESTRUKCYJNIE ! a to jest głębszy problem, który moze objawić w
    (bezposrednio i co gorsza skutecznie).... rownież w innych dziedzinach Twojego
    życia. Bez cienia złośliwosci....POWINNAś PORADZIC SIE TERAPEUTY!!!!Powodzenia...
  • 29.09.09, 22:34
    mhy, masz poczucie winy jak widać tylko pytanie czy jestes temu
    winna że się serce nie chce słuchać, ogólnie watpliwe jest czy mamy
    na to wpływ,
    rozumiem Cie bo mam podobny problem, niestety moja wybranka ma
    stalowe zasady.. więc pozostaje mi tylko do niej wzdychać. Trzymam
    kciuki za przyszłe decyzje, jeśli partner by się dowiedział to
    bedziesz miała jazdę..
  • 05.12.09, 11:54
    Dwie kwestie:

    W sprawie moralności. Dlaczego uważacie, że coś jest moralne a coś innego nie?
    Jakim prawem to oceniacie. Dla jednego moralna jest zdrada dla innego zabicie
    komara jest niemoralne. Kto ma rację? Może ten i ten a może żaden? Zgadzam się z
    przyjaciel1231. Jaki mamy wpływ na to jacy jesteśmy? Po prostu jesteśmy i już.

    Druga sprawa. Mam również romans w pracy za sobą. Ona się już z tego jakoś
    wyplątała, bo chyba zrozumiała, że skoro przez pół roku nie odszedłem od żony to
    już chyba nie odejdę. Mnie trzyma do dziś choć minął już prawie rok. Pozostało
    mi też tylko wzdychać i wspominać. Depresja już prawie wyleczona choć do końca
    życia już nie będę taki jak kiedyś. Przestrzegam ludzi o słabszej psychice.
    Przygoda świetna ale jak się nie uda, to koniec. Ja jestem właśnie skończony.
    Żałuję że się w to wplątałem.
  • 04.12.09, 17:32
    nie tłumacz się i nie usprawiedliwiaj. To, co robisz kwalifikuje się do
    najgorszej kategorii. Nie masz odwagi zerwać z tym kolesiem, nie masz tez odwagi
    zakończyć małżeństwa dla tego typeczka, bo wiesz, że to jedynie romans.
    Najwygodniej tak mieć se męża, który jest miły i czuły, a do tego mieć jeszcze
    kochaneczka w pracy. Ja pierdole, gdy widzę takie posty, to niedobrze mi.
    Najgorsze w ogóle w tym wszystkim jest to, że jest Ci jeszcze z tym źle.
    Przemyśl i pozdro.
  • 05.12.09, 10:41
    niech_bedzie_x napisała:

    > jestem tak żenująco słaba...

    Nie jesteś słaba, tylko żałosna.
    Śmieszą mnie takie tekściki...
    Znalazłaś sobie tu na forum miejsce do wyżalania się. I co pewnie lżej ci na
    duszy? Bo tak naprawdę to nie chcesz rady, chcesz się wygadać, jaka to jesteś
    biedna i nieszczęśliwa. Szkoda ci kasy na psychoterapeutę, to tu nadrabiasz...


    --
    www.kravmaga-wschod.org.pl
    "Na świecie jest bardzo dużo różnej broni i bardzo mało tolerancji i to jest
    powód dla którego cała ta broń jest potrzebna"
  • 25.11.06, 20:57
    Na razie nie wiedzą, jestem pewna, bo przy wszytskich zachowujemy pozory (boze,
    jak to żenujaco brzmi), wie tylko mój przyjeciel, który kiedys pracowal z nami
    oraz jego przyjaciel, ktory nas razem zobaczył... wiem jednak, ze w kazdej
    chwili sie to może wydać... ale najstraszniejsze jest to, że świadoma
    konsekwencji nie umiem z tym zerwac przez tak dlugi czas... mysłałm o zmianie
    pracy, ale ja tę prace naprawde lubię, odnajduje sie w niej, jest tym, o czym
    marzylam....wiem, ze ejstem glupia, wiem, ze powinnam z tym skonczyć ,ale
    jestem tak żenująco słaba...
  • 04.04.08, 14:55
    witam!
    powiem ci jak to sie moze skonczyc- to jedna opcja z wielu, niekoniecznie tak
    musi byc w twoim przypadku:) ja wlasnie sie rozwodze po 7 miesiacach malzenstwa,
    nie dalam sobie rady z emocjami, pokreconymi uczuciami, powiedzialam mezowi- a
    on mi wybaczyl. chcial dac nastepna szanse. ale jesli posuniesz sie za daleko-
    nie chodzi mi nawet o sex, ale o bliskosc z tym "drugim", to moze byc za
    pozno...i nie bedzie juz co skladac. poszlam za glosem serca? glupoty?
    zakochalam sie i nawet nie wiem kiedy to sie stalo, stracilam wspanialego
    faceta, zespusal udany zwiazek, i zostalam sama. a wszystko dla porywu serca.
    nie wiem czy zrobilam dobrze czy zle. ale to smutne i zalosne:( nie popelnij
    tego samego bledu.
  • 04.12.09, 19:12
    więc nie ma co uskuteczniać samobiczowania.Można rozważyć sytuację
    na zimno, a przynajmniej spróbować się zastanowić, co robić, bo
    monogamia jest powszechnie akceptowana, ku cierpieniu wszystkich,
    ale widocznie ma jakies wyjątkowe zalety.
    Jeżeli te zalety dostrzegasz, to możesz spróbować wyskoczyć z
    galopującego pociągu.
  • 25.11.06, 21:28
    jesli chcesz poznac moja podobna historie napisz na priva, opowiem ci jak to sie
    skonczylo.
  • 26.11.06, 11:42
    co ci daje ten biurowy romans? czy nie możesz tego znaleźć w małżeństwie? po co
    chesz być z mężem? po co chcesz ciągnąć ten flirt? dlaczego wyszłaś za mąż skoro
    to już trwało? dlaczego pozwoliłaś żeby on tak cię przywiązał do siebie
    (uzależnił)? jak (i z kim) siebie widzisz w przyszłości? co stoi za twoim wstydem?
    wybacz porównanie, ale czytając twój post miałam wrażenie, że pisze to osoba
    uzależniona. pogubiłaś się.
    --
    panna turkus
    suwak
    ta!
  • 26.11.06, 17:54
    moja psiapsióła była w takiej sytuacji... też myslała że nikt nie wie. Skończyło
    się źle. teraz nie ma ani męza ani kochanka.
    Radzę zacisnąć zęby i skończyć z tym romansem.
  • 26.11.06, 18:33
    pogubiłam się calkowicie, postawiłaś dobre pytania, a ja próbujac na nie
    odpowiedzeć uświadomiłam obie, że rzeczywiście to jest uzależnienie.
    Poztanowilam zrobic dwie rzeczy - porozmawiać z Nim jasno i rzeczowo, bo myśle
    że jego odczucia są odobne i zagubil sie tak samo jak ja orazb umówic sie do
    psychologa, bo sama sobie z tym nie poradze. dzieki
  • 04.12.09, 13:55
    a zmiana pracy nie wchodzi w grę? Albo chociaż działu? Bo mnie się w takich
    sytuacjach(nieokiełznane pożądanie wbrew rozsądkowi mam na myśli) sprawdzało
    tylko i wyłącznie całkowite odcięcie kontaktu. Inaczej to zawsze wracało...
  • 26.11.06, 20:34
    sprawdz poczte;-)
  • 27.11.06, 08:36
    Jestem w takiej samej sytuaci z tą różnicą że nie mam męża a tylko stałego
    partnera a kolega z pracy jest sam. U mnie pokomplikowalo się to na tyle że ja
    strasznie pragnę małżeństwa z moim chłopakiem a on nie chce. Mieszkamy razem
    więc chyba mu tak wygodnie (pisałam już kiedyś o tym wątek)...No i przez to że
    mnie odrzuca w tej kwesti ja coraz bardziej zatapiam się w ten romans. Mój
    kolega (kochanek) z kolei naciska żebyśmy byli razem na stałe. Mówi o
    małżeństwie , dzieciach itp.... a ja mam mętlik w glowie.A najgorsze że chyba do
    obu coś czuję...
    Najchętniej wyprowadziłabym się gdzieś daleko i zaczęla wszystko od nowa...
  • 27.11.06, 09:19
    > Najchętniej wyprowadziłabym się gdzieś daleko i zaczęla wszystko od nowa...

    brzmi sensownie, ale może wystarczyłoby gdybyś pomieszkała jakiś czas sama.
    potrzeba ci czasu i spokoju żeby przyjrzeć się sytuacji z boku. pomysleć o sobie
    a nie o nich! porozmawiaj z aktualnym partnerem o tym, że czujesz się
    nieszczęśliwa w związku i potrzebujesz czasu na zastanowienie się co dalej. jest
    w tobie tęsknota do stabilizacji... ale nie myl tego z miłością! uderzył mnie w
    twojej wypowiedzi fragment "strasznie pragnę małżeństwa". mimo słów które
    pojawiły się po nich mam wrażenie, że niekoniecznie z aktualnym chłopakiem. nie
    daj sobą manipulować ani jednemu ani drugiemu. wychodzi na to, że jeden ignoruje
    twoje potrzeby ("on nie chce", "chyba mu tak wygodnie") a drugi robi wszystko
    zeby to wykorzystać (piszesz: "mój kolega (kochanek) naciska").
    może i jeden i drugi są dobrymi ludzmi, ale manipulują tobą przedkładając własne
    potrzeby. paradoksalnie pierwszy chce mieć w tobie kochankę (najlepiej taką co i
    posprząta i ugotuje), drugi matkę jego dzieci i żonę.
    -------
    panna turkus
    suwak
    ta!
  • 04.12.09, 14:55
    Zatem jest dwóch facetów, do których coś czujesz. Jeden z nich nie chce ślubu
    (ktorego Ty pragniesz), a drugi chce ślubu i wspolnej rodziny. Jeszcze raz się
    zastanów, którego z nich kochasz i wybierz. Nie rań ich i nie niszcz siebie.
    --
    floproject.wordpress.com/about/maria/
    - E-kobiety: macochy, żony, kochanki, matki.
    - Nie w parze: nowa praca, mieszkanie, mąż i...
  • 27.11.06, 09:19
    Twojego romansu nie będę piętnował, bo wcześniej czy później większości z nas
    przytrafi się jakaś przygoda. Podstawowy błąd jaki robisz to, że spotykasz się z
    kolegą z pracy. Moja babcia zawsze powtarzała: Nie romansuje się tam gdzie się
    mieszka i pracuje.
  • 04.12.09, 19:58
    Stare przysłowie mówi dosadniej:
    Nie pi-er-dol jurku na swoim biurku.
  • 27.11.06, 14:03
    też nie uważam że jesteśmy po to by Cię potępiać. Mogę zrozumieć jak ciężko
    porzucić Ci ten romans. Obawiam się też, jak poprzednicy, że to może być
    niedługo tajemnicą poliszynela i jakiś "życzliwy" poinformuje o tym Twojego
    męża. A potem to już odkręcić wszystko będzie bardzo trudno. Pozdrawiam i życzę
    dużo siły
    --
    szelesttafty.blox.pl
  • 27.11.06, 18:39
    Dziekuje wam wszystkim bardzo... spodziewałam sie napietnowania o morałow, a
    dostałam troche slów otuchy (przynajmniej tak odebrałam niektóre wypowiedzi)
    oraz dobrych rad. W piatek mam wizyte u psychologa, pójdzie ze mna mój
    przyjaciel, bo sama moge nie miec tyle siły i moge próbować uciec po prostu.
    Kocham mojego męza i wiem że nie warto tego psuc dla odrobiny emocji wywołanych
    potajemnym pocałunkiem w biurze. I mam nadzieje, że w tym przekonaniu wytrwam.
  • 27.11.06, 18:56
    Napisz jak bylo. I co zamierzasz...
  • 29.11.06, 15:29
    niech_bedzie_x napisała:

    > Kocham mojego męza i wiem że nie warto tego psuc dla odrobiny emocji wywołanych
    >
    > potajemnym pocałunkiem w biurze. I mam nadzieje, że w tym przekonaniu wytrwam.


    i tego się babko trzymaj.
    a my trzymamy kciuki :)
  • 29.11.06, 18:06
    Boże - ja przechodziłam przez to samo, nienawidziłam siebie za to ale było to
    silniejsze odemnie. Oboje oszukiwaliśmy swoich partnerów, ale kiedyś musiałam
    powiedzieć dośc i kogoś wybrac - teraz nie żałuje wyboru- bylo cięzko ale
    wytrwałam. Jestem już mężatką i staram sie o wszystkim zapomnieć. Mój partner
    mi wybaczył...
    --
    <
  • 30.11.06, 11:51
    Mam pytanie do megi: jak twój partner dowiedział sie o tym, ty mu o tym
    powiedziałas?napisz mi prosze jak to skonczyłas, nie widujecie sie juz wogóle?
    jestem w takiej samej sytuacji i tez jest mi ciężko to skończyć chociaz wiem ze
    powinnam.
  • 30.11.06, 15:57
    Gorzej byłoby gdyby sie o tym dowiedział od kogoś - wtedy by mi pewnie nie
    wybaczył. Powiedziałam mu sama - było cięzko ale nie mogłam go okłamywać bo
    zrozumiałam że tylko on sie liczy i że tylko go kocham. Dzisiaj już jesteśmy
    małzeństwem i mamy cudownego synka . Nigdy pózniej nie poruszalismy tego tematu
    i nigdy nie poruszymy.
    --
    <
  • 30.11.06, 16:05
    Ach a czasami sie spotkamy gdzieś przypadkiem na ulicy ale tylko chwileczkę
    porozmawiamy (nigdy w obecności męża). On zresztą chce też zapomnieć - również
    ma juz żone. To ja przerwałam ten romans - bo zrozumiałam ze nie tylko męzowi
    (wtedy jeszcze partnerowi wyrządzam krzywde). Skonczyłam to definitywnie z dnia
    na dzień i naprawde załuje z całego serca że taką byłam perfidną oszustką. Mam
    nadzieję ze ty również wybrniesz z tego - wiem co czujesz - to okropne uczucie
    ale czasami niestety silniejsze od nas samych.
    --
    <
  • 27.12.06, 02:18
    "Oboje oszukiwaliśmy swoich partnerów, ale kiedyś musiałam
    > powiedzieć dośc i kogoś wybrac - teraz nie żałuje wyboru- ",

    ja również dokonałam wyboru, wybrałam męża, i teraz wybaczyć sobie tego nie mogę
    że taka głupia byłam. Miałam kogoś kto mnie bardzo szanował, nigdy nie zrobił i
    nie powiedział nic przykrego...a teraz co? już ponad 3 lata, jak ciągle jestem
    upokarzana,lekceważona na każdym kroku,mój mąż myśli wyłącznie o sobie i swoim
    gardełku,bo to alkoholik jest,choć 1000 razy obiecywał że się zmieni. Ale teraz
    jest już dla mnie za późno na normalne życie. Nie mogę odejść.Mamy 10 m-czne
    dziecko i to jest dla niego największa broń przeciw mnie.
  • 27.12.06, 08:19
    nigdy nie jest za późno! tym bardziej teraz, gdy masz malutkie dziecko, jeśli
    mąz jest alkoholikiem, do tego niebezpiecznym, może zrobić maleństwu krzywdę
    (oby nie!).
    --
    Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się, znaczy nigdy się nie zaczęło.
    Co było a nie jest nie pisze się w rejestr.
  • 04.12.09, 14:58
    Dziecko powinno być dla Ciebie motywacją żeby odejść. Chyba nie chcesz,żeby
    patrzyło na zapitego ojca, który poniża żonę i brało z niego przykład?
    --
    floproject.wordpress.com/about/maria/
    - E-kobiety: macochy, żony, kochanki, matki.
    - Nie w parze: nowa praca, mieszkanie, mąż i...
  • 16.12.06, 22:34
    nawet dwa razy byłam, ale nic mi te wizyty nie daly... zreszta mniejsza z
    psychologiem. Podjelam decyzję, ze z tym konczę. Nie rozmwaialam z Nim długo -
    powiedzialm tylko, że nie może juz wiecej zdarzyc sie to, co sie zdarzalo.
    Wczesniej tez mówilam takie rzeczy, ale kończyło sie to po kilku dniach, albo
    nie raz od razu pocalunkiem. Teraz także zachowaniem dalam mu do zrozumienia, o
    co chodzi - jestem miła, uprzejma, kolezeńska, ale nie zostaję z nim w pokoju
    sam na sam, nie pozwalam sobie na flirciarskie rozmowy, po prostu nie prowokuje
    losu. Wytrwalam 2 tygodnie, pierwsze dni były najgorsze. Na poczatku On byl
    zdziwiony, ale nie pytal, teraz chyba to zaakceptowal. Moj przyjaciel dzielnie
    mnie dopinguje i teraz czuje, że to koniec. Oby tak bylo.
  • 19.12.06, 18:57
    Gratuluje wyboru.

    Pisz nam cos od czasu do czasu.
  • 27.12.06, 14:04
    nie zaduz sie teraz tylko w tym dopingujacycm przyjacielu bo sie cala impreza zacznie od poczatku.
  • 27.12.06, 17:33
    Mogę odetchnąć, minęlo kilka tygodni a ja trwam w swoim postanowieniu. Powiem
    więcej, w ogóle mnie do Niego nie ciągnie. Poza tym doszło do pewnej sytuacji,
    w której okazal sie kompletnym tchórzem i w jednej chwili cały czar prysł -
    zorientowałam się, że ja go tak naprawde nie znam... i nie chce poznawać. A
    odpowiadajac na watpliwości jendej z forumowiczek - nie zakocham się w
    przyjacielu :) my sie po prostu lubimy, sznujemy i nic więcej :)
    PS. teraz znów czuję co to szczeście, bez stresu i wyrzutów sumienia :)
  • 29.12.06, 19:59
    Witaj ! Wiem ze najlepiej jest gdy ta druga,osoba na której nam zależy nie
    dowiedziałe sie nigdy o naszym romansie z takich a nie innych wzgledów ale
    spróbuj postawic sie na jego miejscu , pomysl jak Ty bys sie czuła gdyby role
    sie odwróciły. Po to zostalismy wyposarzeni w rozumy zeby ich uzywac. pomysl o
    tym. Pozdrawiam!
  • 31.12.06, 03:03
    nie mam zamiaru cię krytykować, bo świetnie Cię rozumie, ponieważ mi również
    przydarzyło się coś podobnego. Po ślubie jestem prawie 2 lata w pracy poznałam
    fajnego faceta, zaprzyjaźniliśmy się, po jakimś czasie dochodziło między nami do
    pocałunków i przytulania, do niczego więcej nie doszło. Niestety w momencie
    kiedy nasze uczucie się zaczęło rozwijać, on odszedł. Nie żyje, zmarł śmiercią
    tragiczną, do dziś nie potrafię się pozbierać. I tęsknię to był cudowny facet
    (żonaty)
  • 15.01.07, 13:09
    współczuję, bo jestem już 100 kroków dalej i wiele bym dała, by to cofnąć...
    --
    "When the half-gods go, the gods arrive" /Emerson/
  • 15.01.07, 16:12
    Dziwne ze sie twoj mąż nie domyslił może jak sie dowie to może otrzezwiejesz...
  • 18.01.07, 14:52
    Nie przejmuje się fajna kolezanka z Ciebie. Żeby wszystkie były takie...
    Mhhhmmmm... Rozmarzyłem się....
  • 23.11.07, 12:30
    witaj niech_bedzie_x... ja doskonale Cię rozumiem. od paru miesiecy przezywam to
    samo... to jest straszne ale nie potrafie sie uwolnic... tez nie potrafie z
    niego zrezygnowac. zwiazek z nim daje mi chyba to czego na codzien mi brak..
  • 23.11.07, 21:15
    Ktos wrócił do tego watku, ja nie mialam odwagi go odgrzebywać...
    Nie wytrwalam. Wydarzyło sie jeszcze wiecej miedzy nami niz
    poprzednio. Nie umiem przerwać. Dziś znów to sie stało.

    Ktos z was napisał - tylko nie zakochaj się w przyjacielu. Stało się
    odwrotnie, to on się zakochał, nie widuje go od pól roku.

    Nie wiem co robic, życie wymyka mi się z rak...
  • 24.11.07, 11:57
    Nie wiem jak CI pomoc,bo ja bym nigdy nie doprowadzila romansu do
    tego etapu,wiem jedno: Twoj przyjaciel jest naprawde prawdziwym
    przyjacielem. Wybral Twoje dobro (jestes mezatka),a sam sie odsuna.
    Piekna i bardzo trudna decyzja-powinnas miec duzo szacunku dla tego
    czlowieka.
  • 24.11.07, 23:40
    Nie on się odsunąl yadrall... ja sie odsunęlam.. on chcial byc ze
    mną, chciał żebym się rozwiodla
    to stalo sie po tym, jak zerwalam kontakty (poza czysto zawodowymi)
    z tym kolega z pracy
    powiedziałąm przyjacielowi, ze nie bede z nim, wiedziałam ze nie
    zostawie meza i nie moglam mu tego zrobić
    i znów(ja głupia!!!) wplątałam się w ten stary romans
    jaka jestem niekonsekwenta, żalosna i slaba...

  • 24.11.07, 23:58
    Dlaczego znów? Znowu się spotykacie? Piszesz, że nie widziałas go od pół roku.
    Jesli Twojego uczucie do tego gościa jest tak silne że nie możesz sie przed tym
    obronić to zdecyduj się kogo tak naprawdę kochasz. Może ulec zniszczeniu życie
    trzech osób. Twoje ( nieszczęśliwie zakochana ), męża ( bo wkońcu zepchniesz go
    na boczny tor, nie da szczerą miłością darzyć dwóch osób jednocześnie ) oraz
    przyjaciela ( nieszczęśliwie zakochanego ) Jeszcze jedno, masz dzieci?
  • 25.11.07, 17:26
    Mój przykaciel to osoba, która mnie wpierała a potem zakochal się we
    mnie i zerwaliśmy kontakty, romans mam z kolega z pracy
    Były przerwy w tym romansie, kilkutygodniowe, bo walczylam sama ze
    sobą. Nie udało się. Po 3 latach doszło między nami do pelnego
    seksu. Najgorsze jest to, że ja nie chce z nim byc na zawsze, chce
    byc z moim męzem.
    Nie mam dzieci i to jest mój dramat. Chce je miec, ale w tej
    sytuacji...
    Wiem ze jestem nienormalna, pokręcona i moralnie zwichnieta. I nie
    jest mi z tym dobrze. Nie mam juz sił.
  • 25.11.07, 17:58
    Rozumem,ze lubisz swoja prace itp.,ale uwazam,ze jezeli faktycznie
    chcesz byc ze swoim mezem to juz dawno powinnas znalezc inna prace.
    Nie wierze,ze nie mozesz robic tego co teraz tylko w zupelnie innej
    firmie. A nawet gdybys miala przezucac karofle to i tak warto
    zmienic praca jezeli chcesz uratowac swoje malzenstwo.
    Co wiecej ja na Twoim miejscu juz rok temu zmienilabym prace-wcale
    sie nie dziwie,ze jest ciezko zerwac romans jezeli razem
    pracujecie,ale w tym wypadku jest jedynie metoda ostrego ciecia.
    Raz,a dobrze i na mozliwie najwieksza odleglosc. Moze nawet zmiana
    miejsca zamieszkania?
    zrob cos z tym zanim rozwalisz dwa malzenstwa (swoje i kochanka),a
    dodatkowo wykonczysz sie psychicznie! Powodzenia!
  • 25.11.07, 19:48
    To ja powiem, to co chcesz usłyszeć: jesteś beznadziejna! Założyłaś cały
    wątek,żeby usłyszeć słowa otuchy i żeby dowiedzieć się co dalej, tymczasem to,
    co się wydarzy nie zależy od rachunku podobieństwa wyliczonego z podobnych
    historii innych osób, TYLKO OD CIEBIE SAMEJ. W życiu jednak często dzieje się
    to, do czego dążymy, a Ty igrałaś z ogniem i stało się.
    Piszesz, że nie chcesz być na zawsze z kochankiem, tylko z mężem, a dajesz się
    wyruchać jak jakaś licealistka po trzech latach gier i zabaw! Czego Ty się
    spodziewałaś, że facet będzie za Tobą latał po to, żeby się pomiziać w biurowej
    garderobie????? Nie możesz być aż TAK naiwna!!!

    Obawiam się, że nigdy nie będziesz szczęśliwa, z tego prostego powodu, że nie
    wiesz, czego chcesz, a jak nie wiesz, czego chcesz, to nigdy tego nie osiągniesz.
    --
    If homosapiens were in fact homo sapiens, is it why they're extinct?
    To nie to samo mieć jacuzzi, co puszczać bąki w wannie.
  • 25.11.07, 21:51
    Niech_będzie_x a Twój Mąż dalej o niczym nie wie??Jak to możliwe??
    Dużo czasu ze sobą spędzacie na co dzień??Nie widzi po Twoich
    reakcjach,że coś jest nie tak??Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę Ci
    dużo siły w zerwaniu romansu.
    --
    mój suwaczek
  • 01.12.07, 00:49
    Daj spokoj nie jestes nienormalna. To sa ludzkie odczucia nie słuchaj tych co
    udają świętych. Powiedz czego ci tak naprawde brakuje w Twoim małżeństwie.
  • 04.12.09, 19:04
    Tak tak, teraz czas na dorobienie teorii do tego, że dała facetowi, który jej
    się spodobał. Na pewno mąż ją zaniedbuje/jest nachalny, ciągle baluje/jest
    nudny, nie jest dość czuły/nie jest dość męski.
  • 05.12.09, 00:18
    (1) Najpierw bylas za slaba, zeby sie oprzec pierwszemu.

    (2) A teraz dalas drugiemu?

    Czyli chyba dziwka.
    A moze cos rozumiem nie tak.
  • 28.11.07, 06:13
    Rozumiem, choć nie rozgrzeszam oczywiscie.
    Wiem tylko jak strasznie trudno jest wyplątać sie z tego, co się
    dzieje obok. Łatwo jest powiedzieć "wybierz to, co jest dla Ciebie
    ważne". Realizacja nie jest taka prosta...
    Ze mna jest podobnie; pewnie stąd to zrozumienie...
    Niby nie mam żadncyh wielkich romansów, ale wciąż szukam czegoś, co
    będzie podkręcac temperaturę w moim związku z mężem. Z mężem jest
    dobrze. Po prostu dobrze. Prowadzimy normalne życie, bez wiekszych
    kłótni. Tylko że tej "normalności" jest jakby nieco za duzo. Taka
    proza, że aż czasami żal ściska. Próby wprowadzenia czegos nowego w
    nasz układ spełzaja na niczym. Zatraciła sie gdzies spontaniczność,
    radość bycia razem, namiętność i pożadanie - nie ma o czym mówic...
    Czasem oczywiście cos tam sie fajnego zadzieje, ale to wszystko
    mało, za mało. Juz teraz z perspektywy czasu wiem, że mamy inne
    potrzeby, inne wymagania wzgledem siebie. Nie widziałam tego
    wczesniej chyba...Albo nie chciałam widziec...
    I swoja kobiecość sprawdzam zawsze, gdy tylko nadazy sie okazja...
    Tak, flirtuję. Tylko. Na razie. Od dobrych dwóch lat.
    To tylko niewinne gierki, ale takie iskrzenie jest mi potrzebne jak
    tlen.
    Dlatego Cie rozumiem.
    Ja tez męża kocham; o rozwodzie nie myslę. Moje życie w pracy
    biegnie jakby drugim, równoległym torem. Tam są jakies gierki,
    jakies dwuznaczne teksty, jakies gorace spojrzenia. A potem wracam
    do domu, gdzie jest moje zupełnie inne "ja". Pojawiaja się wyrzuty
    sumienia, że po co mi to, że bez sensu się zachowuje, ale
    jednoczesnie myśl, że przecież jedno drugiemu nie przeszkadza. Te
    myśli kotłuja sie we mnie i mnie męczą, a jednak nie potrafię
    przerwać tego, co sie dzieje tam.
    Nawet chyba nie umiem tego dobrze wytłumaczyć...
  • 03.12.07, 23:15
    Ja tez taka wlaśnie jestem. Nieraz mam z tym problem. Konsekwencją jest rodzące
    się uczucie z kolegą z pracy. Nie wiem jak sobie dam z tym radę.
  • 23.02.08, 16:58
    też mogę sie pod tym podpisać. Do niczego więcej niż rozmowy i to przez
    komunikator nigdy nie doszło. Ale uwielabiam flirtować. Chociaż raz miałam
    "dziwną" sytuację. Na firmowej imprezie kolega powiedział, że chciałby ze mną
    porozmawiać. A ja naiwna uwierzyłam. Wyszliśmy w mało uczęszczane miejsce. I ...
    I tam próbował mnie pocałować. Na całe szczęście nie pozwoliłam na to.
    Następnego dnia nie mogłam dojść do siebie, całą sobotę zastanawiałam się jak On
    tak mógł, przecież ma żonę i dzieci. Dzień później doszłam do wniosku, że jednak
    było w tym trochę winy. Często rozmawialiśmy wirtualnie i żartowaliśmy
    niedwuznacznie. Tyle, że dla mnie to były żarty a On wziął to wszystko do
    siebie. Chociaż to pewnie był zwierzęcy instynkt a On jako samiec nie chciał
    przeoczyć jak się z pozoru okazji. Nie wiedziałam pózniej jak mam się zachować,
    ponieważ pracujemy razem. Myślałam, że w poniedziałek On będzie udawał, że
    niczego nie pamięta, jednak nie. Zaczął rozmowę od przeprosin, nie wiedziałam
    czy wogóle mam z nim rozmawiac i co robić.
    Jednak zaczęłam rozmawaić i powiedział, że się zakochał(utarty banał) jednak nie
    jestem tak naiwna, ale zaczął pisać dla mnie wiersze. KAzałam mu przestać i na
    nowo zakochać się w zonie, na szczęście później był na szkoleniu także przez
    jakiś czas nie widzielismy się.
    Cały czas sie do mnie odzywa, na walentynki dostałam od niego kwiaty. Podkłada
    mi słodycze na biurko. Tak na prawdę to nie wiem jak się z tego wszystkiego
    wyplątać. JA nic do niego nie czuję. Powtarzam Mu to średnio raz dziennie,
    mówiąc, że kocham męża i jest moim jedynym mężczyzną w życiu. Nie wiem jak to
    wszystko zakończyć, żeby nie popsuć atmosfery w pracy(siedzimy w jednym pokoju -
    to też jego sprawka). A zmiana pracy niestety nie wchodzi w grę, w mojej
    miejscowości nie ma takiej możliwości.
  • 05.12.09, 00:26
    Powiedz, że jak się nie odczepi to powiesz jego żonie.
  • 03.12.07, 23:25
    Jeżeli możesz to napisz więcej. Ja mam taki sam problem. Mam kochającego dobrego
    męża, którego nie ma tygodniami. Jestem sama. Dziecka nie mamy. I pojawił sie
    on, równiez w związku małżeńskim. Zawsze chętny do pomocy, długich rozmów.
    Napisz jak sobie z tym radzisz. Ja wielokrotnie kończyłam ,ale brak mi
    konsekwencji, gdy on przychodzi do mnie i zagaduje lub tylko sie patrzy, nie
    umiem być twarda.
  • 04.12.07, 22:40
    Nie radzę sobie wcale. Zyję chwilą. Z tamtym w pracy, w domu z
    męzem. Kocham męza, ale bardziej pociaga mmnie tamten. Nie ma żony,
    choć jest w stalym związku. Jak się to wszystko rozwali będę wyła i
    wyrywala wlosy z glowy, bo pewnie zostanę sama (zreszta z
    kochankiem nie chcialabym być w oficjalnym związku) Ale nie umiem
    przerwać. Chyba już nie chcę... Mam dwa zycia, dwa odrębne zycia...
  • 05.12.07, 22:27
    i moze to bedzie banalne... ale ale wiernosc czesto wymaga zabijania wlasnego
    egoizmu czyli wyrzekania sie samoego siebie. U ciebie ego rozsiadlo sie na
    tronie i panuje.

    "Ale nie umiem przerwać. Chyba już nie chcę..."

    czyli co dobic cie juz nalezy?


    + + +
    Miałbym rozwiązanie, ale ono nie pasuje do tego poblemu.
  • 05.12.07, 22:30
    Ja narazie nie potrafię się zdobyc na to, aby się przespać z kolegą. Nie mniej
    jest między nami dużo fizycznej bliskości. Za każdym razem, gdy widzę mojego
    męża jest mi przykro. Na razie jestem na etapie rozluźnienia więzów z kolegą,
    ale idzie mi ciężko, bo on wciąż jest przy mnie. Nie wiem co robić. Poradź coś,
    z tego co czytałam masz ten etap juz za sobą. Ja cały czas walcze ze sobą.
    Powiedz jakiego momentu nie przegapić, by było juz za późno.
  • 06.12.07, 13:33
    wg mnie juz przegapilas ten etap. Teraz pora na decyzje-maz czy
    kochanek,bo na dluzsza mete to sie nie da dwoch srok za ogon
    trzymac. Jezeli maz to z kolega musisz przestac sie calowicie
    widywac (jezeli to praca-to zmien prace-malzenstwo jest wg mnie
    wazniejsze, poza tym maz jest jeden,a prace naprawde mozna zmienic).
    Pozdrawiam i zycze madrych decyzji.
  • 10.12.07, 21:50
    to ja wróciłam do tego wątku , nie wiem czy potrzebnie dla Ciebie niech bedzie
    x. chcialam po prostu porozmawiac z kims o takim samym problemie . czy cos sie
    zmienilo w Twojej sytuacji?bo ja nadal prowadze takie podwojne zycie... ale nie
    wiem jak dlugo dam rade bo nie jest mi dobrze
  • 10.12.07, 21:51
    niulinka jak czytalam twojego posta czulam sie jak bym czytala o sobie tyle ze
    nie mam meza tylko stalego partnera
  • 15.12.07, 21:26
    Znajomośc z kolega znowu nabrała tempa. Sytuacja staje się dla mnie coraz
    bardziej obciążająca, ponieważ wiem, że nie chciałabym z nim byc a jednak nie
    potrafię z niego całkowicie zrezygnować. Uwielbiam z nim spędzać czas, chodzic
    na spacery i sie przytulać. Zdaję sobie sprawę z tego, że coraz trudniej będzie
    mi oddalić się od niego.
    Na początku był jak sądziłam tylko kimś kto wypełniał mi czas, gdy nie ma męża.
    Teraz nawet jak on jest brakuje mi tego mojego ,,kolegi".
    Mam świadomość, że przyjdzie dzień wyboru i tego się boję.
    Napisz jak to jest u Ciebie. Może skorzystam z Twojego doświadczenia.
  • 16.12.07, 19:15
    Widzę dziewczyny, że wplatuje cie się doklądnie jak ja. Myslalam, ze
    tylko ja jestem taka niemądra. Ja nadal tkwię w tym układzie - w
    domu mąż, w pracy tamten... Ale doszedl sex z kolega (po trzech
    latach znajomości) i przez to sex z męzem nie jest już tak samo
    satysfakconujacy (do tej pory, mimo romansu z tamtym, byl). Myslę
    ciagle o tamtym, obsesyjnie. Jestem chora. Jesli możecie się jescze
    wyplatać, to zróbcie to, potem jest coraz trudniej.
  • 16.12.07, 22:23
    niulinka z mojego doswiadczenia nie ma co korzystac bo zawsze sobie postanawiam
    ze koncze z tym ale nigdy nie daje rady. nie moge wytrzymam bez napisania sms'a
    do niego. czuje ze coraz bardziej poglebiam sie w ta sytacje i nie moge juz
    wrocic bo nie czuje juz do swojego partnera tego co kiedys ale mimo to nie
    potrafie go zostawic. nie wiem czemu ale nie umiem, chociaz wiem ze zycie taj
    jak dotychczas nie jest mozliwe. niech bedzie x ja nie wiem ze Ty sie nie
    wykonczylas psychicznie przez te 3 lata i masz sile nadal grac, bo tak ja to
    nazywam... co do seksu to moj partner orientuje sie ze cos jest nie tak ale nie
    zna przyczyny,nie potrafie sie kochac z nim jak kiedys odkad poznalam Ł. czuje
    sie wtedy jak bym go zdradzala mimo to ze oficjalnie nic nas nie laczy ani nigdy
    nie uprawialam z nim seksu. seks z partnerem jest dla mnie sztuczny i nie taki
    jak powinien byc i sie raz prawie npoplakalam w trakcie. nie wiem dlaczego nie
    potrafie tego skonczyc,on jest bardzo dobry i bardzo mnie kocha,i to moze dla
    tego ale w Ł odnajduje chyba to czego w szarym moim codziennym zyciu mi brak.
    pojawil sie wtedy kiedy mielismy kryzys i dal mi to czego nie czulam
    wczesniej... wiem ze to co robie jest nie tak jak powinno i czuje sie zwichnieta
    moralnie ale nie potrafie sie powstrzymac , czekam na sms'a od niego , na
    spotkianie, mile slowa , jego usmiech. mysle ze moj zwiazek predzej czy poizniej
    sie rozpadnie ale sama nie potrafie o tym zdecydowac. ranie najbardziej swojego
    partnera chociaz nie chcialabym tego bo on oprocz niektorych wad ktore ma kazdy
    czlowiek jest dobra osoba i nie zasluguje na takie traktowanie. mij problem
    polega natym ze nie potrafie podjac jakiejs decyzji. widze dziewczyny ze
    niezaleznie od czasu trwania naszych romansow tkwimy w jednym i tym samym
    punkcie... pozdrawiam i czekam na wiadomosci
  • 17.12.07, 23:01
    rruby88 - wiem co czujesz, ja przeszłam to na poczatku, nie umialam
    zerwac z wtedy jeszcze nie-mężem, czułam ze zdradzam, choc nie
    zdradzałam fizycznie... tez nie moglam normalnie uprawiac seksu z
    (wówczas)narzeczonym
    wydawalo mi się, że to koniec, zgodzilam sie na slub z moim męzem,
    bylam pewna że to koniec romansu
    dzien slubu byl jednym z najpiekniejszych w moim zyciu
    wrocilo to co kiedyś (w tym także normalny seks), nie na długo
    nie oszukalam siebie sama, mimo ze chcialam
    też czuję się zwichnieta moralnie, glupia, pusta i egzoistyczna
    ale zbyt slaba zeby to smonczyc na zawsze
  • 18.12.07, 12:18
    jestem troche po drugiej stronie barykady, ja nie zrobilem czegos takiego ale
    cos troche podobnego mi zrobiono.

    Widze, ze u wszystkich pan jest jeden i ten sam mianownik, nieumiejetnosc
    podjecia decyzji i dylemat osiolka co chce miec i sianko i owies. Wasze problemy
    wynikaja chyba z cech charakteru, nieumiejetnosci podejmowania trudnych decyzji,
    nieumjejetnosc mowienia nie. Dzwie sie bo mam inna konstrukcje. Naprawde tak
    trudno napisac np. list (skoro rozmowa taka trudna) w ktorym wszystko powiecie i
    okreslicie sie jednoznacnie? A moze to zwykle tchorzostwo przed konsekwencjami.
    A moze nie znam sie na qubietach.
    Prosze niech mi ktos to wytlumaczy... co w tym do cholery trudnego.


    + + +
    Miałbym rozwiązanie, ale ono nie pasuje do tego poblemu.
  • 05.12.09, 00:25
    Trudnosc jest w tym, ze one chca miec podwojne zycie. Ale tu pisza, ze
    nie, bo tak wypada.
  • 05.12.09, 00:46
    Podejrzewam na swoim przykładzie (pisałam kilka postów niżej),że
    większość nie chce tak funkcjonować.To nie jest kwestia wypada czy
    nie.Oczywiście,część osób to lubi...Ale to ten mniejszy procent.
    Ja póki co też żyję w takim zawieszeniu,ale wiem,że to kwestia
    czasu.Nie chcę tak funkcjonować jeszcze przez kilka lat.Mi to
    zwyczajnie nie pasuje.Ale np.mojemu mężowi takie życie by
    odpowiadało-żoka zajmująca się domem i dzieckiem,a on robi co chce i
    oprowadza się z młodszą panienką.Wiem,sama nie jestem święta,więc
    nie rozwijam dalej tematu...
  • 16.12.07, 22:30
    ps. niulinka raz juz mialam chwile wyboru gdy partner sie dowiedzial cos na ten
    temat, wtedy do mnie dotarlo ze nie chce go stracic i to bylo najwazniesze. i
    odzyskalam ,zerwalam z tamtym kontakt ale nie na dlugo. bo gdy wszystko wrocilo
    do normy w domu to znow zaczelam sie kontaktowac z nim. no i trwa to tak az do
    dzis... mam tylko o tyle dobrze ze on juz ze mna nie pracuje, bo w moim zawodzie
    zwiazek z osaba z jego zawodu nie moze miec miejsca i on zrezygnowal z pracy
    zeby mi nie stawac na drodze. chociaz nawet jego odejscie z pracy nie zmienilo
    tego co bylo miedzy nami, a myslalam ze to cos da..
  • 17.12.07, 13:09
    nie potrafię, nie umiem, nie wyobrażam sobie, kocham męża to tylko niektóre ale
    zawsze powtarzające się wypowiedzi kobiet zdradzających.
    a ja wam życzę na ten nowy rok drogie zakłamane baby aby odszedł ten czuły i
    kochający mąż -od każdej- BEZ WYJĄTKU. abyście poczuły tą gorycz bólu jaki
    zadaje najbliższa osoba. chciałabym też życzyć abyście zmadrzały- ale nie będę
    bo to przecież niemożliwe.
    amen
    --
    __N_ A __T_O __P_O_L_U_J_Ą __I_N_N_I

    search.ebay.pl/_W0QQsassZe-xcite.pl
  • 05.02.08, 17:02
    ...i tchórzostwo, a kiedy życie Ci odpołaci pieknym za nadobne, aaaaa to wtedy
    będziesz na mężczyzn pomstować!
    --
    ,
  • 20.02.08, 16:39
    zgadzam sie z wielorakiem...jestes zdzira...ok,jesli wyszlabys za maz kilka lat przed tym romansidlem ale sorry...to nawet sie w glowie nie miesci...to po co wychodzilas za maz,majac juz kogos kto Cie piesci i caluje???nierozumie???musisz byc prawdziwa nie kumata blondyna...zresetuj sobie mozg i zacznij myslec..a ja mam nadzieje,ze jak i Twoj tak i inni kochani mezowie Was wyczuja,przylapia...i kopna w dupe...tego Wam zycze!!!a mowia ze Facet to swinia...ja tez na powodzenie nienarzekam ale patrze na innych facetow jak na pionkow...porownujac ich do mojego Meza,nawet nie musze ich porownywac!!Kocham Go i nie w glowie mi jakies inne chlopy,ktore tylko czychaja na glupie mezatki,zeby potem moc sie chwalic kumplom przy piwsku!!Glupie jestescie i tyle!!!blleee...zygac mi sie chce
  • 20.02.08, 18:41
    well, well...
    mysle ze zycie moze Ci pokazac, ze to nie takie proste, maz nie taki
    kochany, a Ty nie taka niedostepna...
  • 05.12.09, 00:23
    ...bedzie ci wsadzal. Powiedz wtedy: cooo, taki nmaly, jak smiesz sie z
    takim malym do mnie zabierac?! Trzasnij drzwiami i wyjdz. A potem
    opowiedz wszystkim w pracy jakiego ma malego.
  • 29.02.08, 12:51
    Miałam identyczną sytuację. Na początku całkiem ciekawie się
    zapowiadało taki flirt bardziej na gesty czy słowa było miło.
    Potem bardziej zaawansowanie ale do sexu nie doszło bo w porę to
    skończyłam z czego bardzo się cieszę bo lepiej poźno niż wcale.
    Taki luźny związek tym bardziej potajemny jest w pewnym sensie
    odskocznią od rzeczywistości w domu kochany mąż i ty idealna a w
    pracy miły kolega :) ale to nie może wiecznie trwać bo nie wróży
    dobrze a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ja Cię napewno nie potępie
    bo sama wiem jak szybko można się w taką sprawę zaplątać ale jedyna
    rada to skończ z tym szybko!!
  • 07.03.08, 10:40
    Nie myślisz teraz o konsekwencjach, tylko żyjesz chwilą. Do tego
    wiosna się zbliża.
    Pewnie nic nie da mohje pisanie, bo esencją Twojego postu jest to,
    że Ty chcesz tego romansu, ale dziewczyno zastanów się. Zastanów się
    czy będziesz umiała żyć później z mężem, jakie będą tego
    konsekwencje. Zdrada, oszustwo, kłamstwa, ukrywanie się. Możesz tego
    nie dźwignąć, więc zastanów się czy warto tym bardziej, ze dopiero
    co wyszłas za mąz.
  • 08.03.08, 19:03
    A ja myślałam, że tylko ja tak mam - że tylko ja jestem taka głupia i tak beznadziejnie się zakochałam, mając w sumie całkiem niezłego, mimo wszystko, męża i nie umiem nad tym zapanować. Mój pozamałżeński ukochany okazał się szują zanim męża zdradziłam fizycznie, ale nie mogę tego przeboleć - mimo wszystko. Tego, że w któryms momencie mu się odwidziałam po prostu. I póki co powtarzanie sobie, że tak jest lepiej, niewiele pomaga.
  • 10.03.08, 13:59
    uch. jak mnie wkurzyly te slowa potępienia.
    takie jesteście niewinne i dobre, panie krytyczki?! takie bez skazy?
    niestety, czlowiek blądzi. czasem potrafi sobie odmowić, czasem sie
    nie udaje. dopiero jak sie przezyje X lat i wyjdzie zwyciesko z
    wielu prob, to mozna...
    ale niewazne

    do pani X:

    na gazeta.pl jest bardzo sympatyczne, empatyczne i MĄDRE forum pt.
    NIełatwe miłości. Gdybyś potrzebowała rady, ocenty Twojej sytuacji,
    koniecznie tam idź. Buziak. I nie mow o sobie ciagle, ze jestes
    slaba, zla i glupia. Fakt, robisz źle i juz zaczelas ponosic tego
    konsekwencje - bo dręczy Cię sumienie. Wyjść jest wiele, życzę Ci,
    żebyś znalazła właściwe. Trzymaj sie cieplo
  • 10.03.08, 16:54
    ALBO W JEDNAK ALBO W DRUGA STRONĘ

    nie da się siedzieć okrakiem na płocie
    od tego tylko jaja bolą:)
    --
    Każdy jest niewolnikiem swoich myśli

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.