Młoda żona alkoholika (długie) Dodaj do ulubionych


Dziś zastanawiam się jakim cudem udało mi się wkopać w ten kanał.
Niby młoda, niebrzydka, niegłupia i niebiedna dziewczyna a związała
się alkoholikiem... Ale to o mnie i chyba nie na temat.

Tutaj ma być o NIM. Może ktoś, kto zna temat z autopsji będzie w
stanie mi sensownie doradzić, jak namówić go na leczenie.

Mój mąż ma 36 lat. Jesteśmy razem od 5. Inteligentny, wykształcony,
z dobrą pracą. Syn zamożnego i wpływowego człowieka, bez pamięci
zakochany w ojcu-tyranie.

Chyba w trakcie studiów zdał sobie sprawę, że nie będzie w stanie
dorównać ojcu. Ubóstwianemu ojcu. Ojcu, którego za nic nie chciał
zawieść. Zaczął pić.

A może było odwrotnie? Zaczął pić. Zrujnowało to jego karierę
naukową. Zawiódł ojca. Pił jeszcze więcej. Dziś nie wiem, jak
dokładnie to się zaczęło. Nie znałam go w tym okresie.

Teraz pije codziennie. I chyba było tak na długo zanim się
poznaliśmy. Proszę nie pytajcie, czy tego nie widziałam przed
ślubem, dlaczego za niego wyszłam. To temat na inny wątek.

W dni powszednie pije mniej (rano musi jechac samochodem), ale pije
zawsze. W weekendy, święta, wakacje - zdecydowanie więcej. Nie
jestem w stanie określić ile dokładnie.

Ma bardzo silną głowę. Na palcach jednej ręki mogę policzyć
przypadki, kiedy widziałam go naprawdę pijanego. Ale trzeźwego
spotykam tylko w drodze z pracy. Poznałam, wyszłam za i żyję z
facetem na wiecznym rauszu.

Najgorsze są weekendowe wieczory - po wielogodzinnym piciu, o ile
nie zaśnie, staje się gwałtowny. Awantury z publicznym wymyślaniem
od najgorszych, szarpaniny (ja jestem drobna, on to potężny facet),
terror psychiczny.

Czy nie zdaje sobie sprawy co robi? Wydaje się, że wręcz przeciwnie.
Jak pisałam to inteligentny facet. Ale z nonszalancją twierdzi, że
wie, że nie dozyje 60. Nie chce słyszeć o leczeniu. Twierdzi, że nie
ma w życiu lepszej od picia alternatywy. A przecież ma dom, porządną
pracę, żonę, kochającą rodzinę.

Czy ktoś może mieć na niego pozytywny wpływ, nakłonić go do podjęcia
leczenia?

1/ Ja? Nie sądzę. Na propozycje leczenia jak dotąd odpowiadał, że
jeśli mi jego picie nie odpowiada, to mogę zmienić męża.

2/ Ok, może jestem niedoskonałą żoną. Inna kobieta? Nie sądzę.
Poprzednia narzeczona, wielka miłość, groziła mu odejściem, jeśli
nie przestanie pić. Trochę się ukrywał ale nie podjął żadnych
konkretnych działań. Odeszła.

3/ Moi rodzice? Widzą problem. Zamartwiaja się, że sama wpadnę przy
nim w alkoholizm (Piję wyłącznie okazjonalnie. Do alkoholu ani
żadnych innych używek mnie zupełnie nie ciągnie. Inaczej chyba
zginięłabym w tym bagnie. Ale w moi rodzinnym domu alkoholu niemal w
ogóle nie było, więc dla nich więcej niż jeden kieliszek "przy
okazji" to i tak za dużo). Ale, wracając do problemu, rodzice wyszli
z założenia, że będą idealnymi teściami. Jemu złego słowa mu nie
powiedzą cokolwiek by zrobił.

4/ Jego matka? Chyba też alkoholiczka (choć z tytułem naukowym).

5/ Ukochany ojciec? I tu jest dla mnie niewiadoma. Zdaje sobie
sprawę ze skali problemu chyba lepiej niż ja. Wielokrotnie poważnie
z nim rozmawiałam. Prosiłam o pomoc. Za każdym razem deklarował, że
podejmiemy razem zdecydowane działania. I nic. Boi się, że wybuchnie
skandal, gdy media odkryją, że jego syn leczy się z alkoholizmu? Nie
wiem.

Macie jeszcze jakiś pomysł?

Ten alkohol, to co robi ze swoim zyciem (zwłaszcza w kontraście z
tym co mógłby osiągnąć gdyby wykorzystywal swoje możliwości), te
awantury, te wszystkie złe słowa, które od niego usłyszałam, i
jeszcze na dodatek to, jak tyje nie dbając zupełnie o swoje zdrowie
i to by podobac się mnie... Zaczynam powoli czuć do niego nienawiść.
Uciekam w pracę, albo do ludzi - wszystko żeby tylko nie siedzieć z
nim w domu, nie być obiektem ataków i wyzwisk pijaka. Gdy myślę o
swoim zyciu, o tym, że miałabym mieć z nim jeszcze na dodatek
dzieci - depresja, czarna rozpacz.

Czasem bywa miły, słodki - zwykle gdzy chce seksu (ale i to nie
zawsze).

Ale ogólnie staram się żyć krótką perspektywą. Pochwała szefa (choć
sytuacja w życiu prywatnm powoli odbiera mi i chęć do pracy), piękny
dom na święta (co z tego, że awantura przy wigilii), dobra książka
(czytana gdy śpi zmożony wódką)... Taka iluzja szczęścia.
Przeczytaj całą dyskusję
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.