• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Młoda żona alkoholika (długie) Dodaj do ulubionych

  • 29.12.08, 20:20
    Dziś zastanawiam się jakim cudem udało mi się wkopać w ten kanał.
    Niby młoda, niebrzydka, niegłupia i niebiedna dziewczyna a związała
    się alkoholikiem... Ale to o mnie i chyba nie na temat.

    Tutaj ma być o NIM. Może ktoś, kto zna temat z autopsji będzie w
    stanie mi sensownie doradzić, jak namówić go na leczenie.

    Mój mąż ma 36 lat. Jesteśmy razem od 5. Inteligentny, wykształcony,
    z dobrą pracą. Syn zamożnego i wpływowego człowieka, bez pamięci
    zakochany w ojcu-tyranie.

    Chyba w trakcie studiów zdał sobie sprawę, że nie będzie w stanie
    dorównać ojcu. Ubóstwianemu ojcu. Ojcu, którego za nic nie chciał
    zawieść. Zaczął pić.

    A może było odwrotnie? Zaczął pić. Zrujnowało to jego karierę
    naukową. Zawiódł ojca. Pił jeszcze więcej. Dziś nie wiem, jak
    dokładnie to się zaczęło. Nie znałam go w tym okresie.

    Teraz pije codziennie. I chyba było tak na długo zanim się
    poznaliśmy. Proszę nie pytajcie, czy tego nie widziałam przed
    ślubem, dlaczego za niego wyszłam. To temat na inny wątek.

    W dni powszednie pije mniej (rano musi jechac samochodem), ale pije
    zawsze. W weekendy, święta, wakacje - zdecydowanie więcej. Nie
    jestem w stanie określić ile dokładnie.

    Ma bardzo silną głowę. Na palcach jednej ręki mogę policzyć
    przypadki, kiedy widziałam go naprawdę pijanego. Ale trzeźwego
    spotykam tylko w drodze z pracy. Poznałam, wyszłam za i żyję z
    facetem na wiecznym rauszu.

    Najgorsze są weekendowe wieczory - po wielogodzinnym piciu, o ile
    nie zaśnie, staje się gwałtowny. Awantury z publicznym wymyślaniem
    od najgorszych, szarpaniny (ja jestem drobna, on to potężny facet),
    terror psychiczny.

    Czy nie zdaje sobie sprawy co robi? Wydaje się, że wręcz przeciwnie.
    Jak pisałam to inteligentny facet. Ale z nonszalancją twierdzi, że
    wie, że nie dozyje 60. Nie chce słyszeć o leczeniu. Twierdzi, że nie
    ma w życiu lepszej od picia alternatywy. A przecież ma dom, porządną
    pracę, żonę, kochającą rodzinę.

    Czy ktoś może mieć na niego pozytywny wpływ, nakłonić go do podjęcia
    leczenia?

    1/ Ja? Nie sądzę. Na propozycje leczenia jak dotąd odpowiadał, że
    jeśli mi jego picie nie odpowiada, to mogę zmienić męża.

    2/ Ok, może jestem niedoskonałą żoną. Inna kobieta? Nie sądzę.
    Poprzednia narzeczona, wielka miłość, groziła mu odejściem, jeśli
    nie przestanie pić. Trochę się ukrywał ale nie podjął żadnych
    konkretnych działań. Odeszła.

    3/ Moi rodzice? Widzą problem. Zamartwiaja się, że sama wpadnę przy
    nim w alkoholizm (Piję wyłącznie okazjonalnie. Do alkoholu ani
    żadnych innych używek mnie zupełnie nie ciągnie. Inaczej chyba
    zginięłabym w tym bagnie. Ale w moi rodzinnym domu alkoholu niemal w
    ogóle nie było, więc dla nich więcej niż jeden kieliszek "przy
    okazji" to i tak za dużo). Ale, wracając do problemu, rodzice wyszli
    z założenia, że będą idealnymi teściami. Jemu złego słowa mu nie
    powiedzą cokolwiek by zrobił.

    4/ Jego matka? Chyba też alkoholiczka (choć z tytułem naukowym).

    5/ Ukochany ojciec? I tu jest dla mnie niewiadoma. Zdaje sobie
    sprawę ze skali problemu chyba lepiej niż ja. Wielokrotnie poważnie
    z nim rozmawiałam. Prosiłam o pomoc. Za każdym razem deklarował, że
    podejmiemy razem zdecydowane działania. I nic. Boi się, że wybuchnie
    skandal, gdy media odkryją, że jego syn leczy się z alkoholizmu? Nie
    wiem.

    Macie jeszcze jakiś pomysł?

    Ten alkohol, to co robi ze swoim zyciem (zwłaszcza w kontraście z
    tym co mógłby osiągnąć gdyby wykorzystywal swoje możliwości), te
    awantury, te wszystkie złe słowa, które od niego usłyszałam, i
    jeszcze na dodatek to, jak tyje nie dbając zupełnie o swoje zdrowie
    i to by podobac się mnie... Zaczynam powoli czuć do niego nienawiść.
    Uciekam w pracę, albo do ludzi - wszystko żeby tylko nie siedzieć z
    nim w domu, nie być obiektem ataków i wyzwisk pijaka. Gdy myślę o
    swoim zyciu, o tym, że miałabym mieć z nim jeszcze na dodatek
    dzieci - depresja, czarna rozpacz.

    Czasem bywa miły, słodki - zwykle gdzy chce seksu (ale i to nie
    zawsze).

    Ale ogólnie staram się żyć krótką perspektywą. Pochwała szefa (choć
    sytuacja w życiu prywatnm powoli odbiera mi i chęć do pracy), piękny
    dom na święta (co z tego, że awantura przy wigilii), dobra książka
    (czytana gdy śpi zmożony wódką)... Taka iluzja szczęścia.
    Edytor zaawansowany
    • 29.12.08, 21:25
      A nie szkoda ci zwyczajnie życia na pijaka, który nie chce się leczyć???? Bo
      myślę,że skoro mamy je tylko jedno, warto je przeżyć jako człowiek szczęśliwy,
      spełniony, a ty- marnujesz je przy pijaku, uciekając w pracę. Nigdy nie
      wpłyniesz, nie zmienisz kogoś, kto tego nie chce. A decydując się,np. na dzieci
      z kimś takim jako ratunek małżeństwa lub naiwnie wierząc, że może wtedy
      przestanie pić- zafundowałabyś dzieciom piekło i dorastanie potem jako DDA.
      Poprzednia narzeczona była mądra- zwiała od życia z pijakiem i pewnie teraz jest
      szczęśliwa.
      Nikt nie musi znosić upokarzania, szarpania przez pijaka, bo i w imię czego???
      Oglądania zapitej mordy? Nawet mordy inteligentnej.
    • 29.12.08, 21:43
      Jeden blad juz popelnilas. Wyszlas za niego za maz. Czy chcesz
      popelnic drugi i zmarnowac sobie przy nim swoja mlodosc,swoje jedyne
      zycie jakie masz tu na ziemi? Czy on jest warty takiego poswiecenia
      szczegolnie wtedy gdy w pijackim widzie cie szarpie i wyzywa??????
    • 29.12.08, 22:05
      Wydaje mi się, że najlepsze, co możesz zrobić, to jak najszybciej od
      niego odejść. Będzie wtedy niewielka szansa, że to nim wstrząśnie.
      Bardzo niewielka, ale jednak może zdecydować się na leczenie, jeżeli
      zależy mu na Tobie.
      A jeżeli nie, to przynajmniej Ty nie zmarnujesz życia.
      Jeżeli będziesz przy nim tkwić, to nie ma szans na zmianę.
    • 29.12.08, 22:20
      2/ Ok, może jestem niedoskonałą żoną. Inna kobieta? Nie sądzę.
      Poprzednia narzeczona, wielka miłość, groziła mu odejściem, jeśli
      nie przestanie pić. Trochę się ukrywał ale nie podjął żadnych
      konkretnych działań. Odeszła.


      czyli pani ex zrobila bardzo dobrze
      ty zrob to samo
    • 30.12.08, 10:08
      Dziękuję za wszystkie wypowiedzi.

      Oczywiście łatwo jest powiedzieć, żeby odejść. Ale życie to nie
      bajka. W sumie każdą z nas trzyma przy mężu - dłużej lub krócej -
      cały zespół uwarunkowań i ograniczeń. Przemyślałam to sobie trochę i
      wyszło mi na to, że gdybym zostawiła go wiele bym straciła i
      niewiele w zasadzie nie zyskała.

      Nikt by może na mnie nie wrzeszczał, ale całe zycie musialabym
      postawic na głowie: zostawić pracę, dom, przyjaciół, rodzinę,
      zwierzęta. Jedno mozna odżałować, drugie znieść, ale wszystko na raz
      to przekracza siły.

      A te awantury? W moim domu rodzinnym było w sumie chyba jeszcze
      gorzej (choc alkoholu nie było). Oględnie mówiąc byle co mnie nie
      rusza. Czasem tylko dopadają mnie czarne myśli, gdy:

      1/ skonfrontuję swoje życie z młodzieńczymi planami (staram się
      unikać);

      2/ dłuższy czas muszę spędzić z nim sam na sam w domu (nawet jak
      akurat jest w miarę trzeźwy i cichy to i tak patrzeć na niego nie
      mogę, bo wszystko przypomina mi to jak daleki jest od ideału);

      3/ pomyślę o tym, że mielibyśmy mieć dzieci (tak bardzo w sumie tego
      na razie nie pragnę, ale przeraża mnie myśl, że miałabym nie miec
      ich w ogóle; sama wiele mogę znieść, to w sumie moje życie, ale
      fundować taki dom dzieciom???; teściowa-alkoholiczka namawia mnie na
      dziecko i przekonuje, że on się wtedy ustatkuje... wolne żarty! to
      już lepiej kamień młyński uwiązać sobie do szyi. i kto by mi pomógł
      z wychowaniem tego dziecka?)

      Tak więc szukam raczej wsparcia. I może jakiejś rady jak spróbować
      wyprowadzić to na prostą. Jestem sporo młodsza od mojego męża, ale
      po tym wszystkim czuję się naprawdę jak "kobieta po przejściach".

      • 30.12.08, 10:14
        moja rada jest jedna
        idz na terapie dla zon alkoholikow
        bo to co piszesz to klasyka


        moze jest jeszcze dla ciebie nadzieja
        oby

        --
        Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
        wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
        które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii, fochów,
        żądań i oczekiwań pod hasłem 'bo wszyscy tak robią'. - kawka74
      • 30.12.08, 10:23
        Kasa Cię przy nim trzyma? Czy satysfakcja z iluzji posiadania męża?
        Z takim podejściem możesz od razu założyć sobie torebkę foliową na głowę. Nikt
        Ci za poświęcenie nie podziękuje, za lata z alkoholikiem również nie.
        Zyskałabyś wolność.
        Pracę można zmienić, lokal też, rodzina ma się dostosować, przyjaciele również.
        Pan będzie chlał, masz jak w banku.
        • 30.12.08, 11:07
          Dzięki Ann. Ktoś mi to już doradził. Dziwne, ale mimo, że słyszałam
          o terpii dla rodzin sama jakoś nie wpadłam na to, że problem może
          dotyczyć MNIE. No bo przecież radzę sobie jakoś...

          Merigold... Ech, młoda chyba jeszcze jesteś... Też tak kiedyś
          myślałam jak Ty, więc się wcale nie dziwię. I wcale nie chcę Cię w
          ten sposób obrazić. Życzę Ci, żeby życie nigdy nie zmusiło Cię do
          weryfikacji poglądów.
          • 30.12.08, 11:16
            Wręcz przeciwnie. Jestem prawie w wieku Twojego męża. I mam za sobą
            bardzo radykalne decyzje podejmowane w sytuacji dużo trudniejszej od
            Twojej, bo z dzieckiem. Można. Tylko trzeba nie być tchórzem.
            Wystarczy zrobić bilans zysków i strat.

            Ty sobie kompletnie nie radzisz. Uciekasz, łudzisz się, udajesz sama
            przed sobą, że szukasz pomocy i to u osób kompletnie nieodpowiednich
            etc.
            Alkoholikowi nie można pomóc wbrew jego woli. Można się go natomiast
            pozbyć z własnego życia.
            • 30.12.08, 11:41
              triss_merigold6 napisała:

              > Wręcz przeciwnie. Jestem prawie w wieku Twojego męża. I mam za
              sobą
              > bardzo radykalne decyzje podejmowane w sytuacji dużo trudniejszej
              od
              > Twojej, bo z dzieckiem. Można. Tylko trzeba nie być tchórzem.

              Można. Raz można. Ja juz raz przewróciłam swoje życie do góry
              nogami. Na razie nie mam siły robic tego drugi raz.

              > Wystarczy zrobić bilans zysków i strat.

              No to zrobiłam. Pisałam o tym. I wyszło mi, że zysków jak na razie
              jest więcej (z pozostawania w tym związku). Więc dlatego nie idę na
              proste rozwiązania typu "weź się rozwiedź i po krzyku". To tez chyba
              pisałam. A, że masochistką do końca nie jestem chciałabym to jakoś
              wyprowadzić na prostą.
              >
              > Ty sobie kompletnie nie radzisz. Uciekasz, łudzisz się, udajesz
              sama
              > przed sobą, że szukasz pomocy i to u osób kompletnie
              nieodpowiednich
              > etc.

              Uważasz się za osobę "kompletnie nieodpowiednią"?

              > Alkoholikowi nie można pomóc wbrew jego woli.

              Zgadza się. Chciałabym więc na tę wole wpłynąć i namówić go do
              terapii.

              Można się go natomiast
              > pozbyć z własnego życia.
              • 30.12.08, 12:04
                terapia ci sie przyda
                moze sie dowiesz dlaczego wybierasz na towarzyszy zycia beznadziejne
                osobniki
                moze Ci to w czyms pomoze
                swoją drogą nie wiem co jest po stronie plusow w zwiazku z
                alkoholikiem
                serio
                nie dociera to do mnie

                IMHO bycie/zycie z alkoholikiem to jakas forma masochizmu
                ale co kto lubi





                --
                Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
                wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
                które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii, fochów,
                żądań i oczekiwań pod hasłem 'bo wszyscy tak robią'. - kawka74
                • 30.12.08, 12:31
                  annb napisała:

                  > terapia ci sie przyda
                  > moze sie dowiesz dlaczego wybierasz na towarzyszy zycia
                  beznadziejne
                  > osobniki

                  Nigdy nie napisałam, ze z poprzednimi coś tez było nie tak (w sensie
                  uzależnieniony/psychopata). Z poprzednim partnerem rozstałam się po
                  7 latach, bo zakochałam się z wzajemnością w aktualnym mężu. Bywa.
                  Nawet nie żałuję. Warto było tę miłość przeżyć.

                  > moze Ci to w czyms pomoze
                  > swoją drogą nie wiem co jest po stronie plusow w zwiazku z
                  > alkoholikiem
                  > serio
                  > nie dociera to do mnie

                  Z alkoholikiem może nie, ale z moim mężem (przy okazji alkoholikiem)
                  jakieś juz się znajdą.
                  >
                  > IMHO bycie/zycie z alkoholikiem to jakas forma masochizmu
                  > ale co kto lubi

                  Nie lubię, więc pytam jak go namówić na leczenie
                  >
                  >
                  >
                  >
                  >
                  • 30.12.08, 13:05
                    najpierw sobie pomoz
                    pan jak widac ma w glebokim powazaniu twoje chcenia
                    na sile nikogo nie zmienisz
                    nie znam sposobu jak namowic opornego alkoholika na terapie
                    nie znam
                    jesli pan nie zechce sie zmienic nie zrobisz nic

                    --
                    Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
                    wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
                    które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii, fochów,
                    żądań i oczekiwań pod hasłem 'bo wszyscy tak robią'. - kawka74
              • 30.12.08, 14:29
                Za osoby kompletnie nieodpowiednie uważam Twoją teściową
                alkoholiczkę i teścia zamiatającego pod dywan. Twoich rodziców
                również skoro nie potrafią Ci klarownie wyjaśnić, że życie z
                alkoholikiem jest stratą cennej energii.

                Pliz wskaż jakie są PLUSY związku z non stop podciętym/pijanym
                facetem? Kasa? Dom którym się można pochwalić? Status?

                - towarzysko wstyd się z nim pokazać
                - oparciem nie jest
                - na ojca się nie nadaje
                - planów nie można robić
                - seks z alkoholikiem fajny nie jest
                • 30.12.08, 14:40
                  wychodzi na to ze tylko nazwisko
                  ;)
                  i status mezatki
                  no glowkuje i tez nie znajduje
                  co takiego cudownego jest w zwiazku z alkoholikiem

                  --
                  Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
                  wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
                  które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii, fochów,
                  żądań i oczekiwań pod hasłem 'bo wszyscy tak robią'. - kawka74
                • 30.12.08, 16:01
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Za osoby kompletnie nieodpowiednie uważam Twoją teściową
                  > alkoholiczkę i teścia zamiatającego pod dywan.

                  Chętnie bym sprawiła aby przestał. Bo to naprawdę najodpowiedniejsza
                  osoba.

                  Twoich rodziców
                  > również skoro nie potrafią Ci klarownie wyjaśnić, że życie z
                  • 30.12.08, 16:23
                    Zaczynam podejrzewać, że trollujesz.
                    Moc sprawczą masz jedynie w odniesieniu do własnej osoby. Sądzisz,
                    że teść jest ślepy? Wie zapewne, że syn pije ale życzenie tatusia to
                    jeszcze za mało, żeby alkoholik pić przestał.
                    Sorry teść z dysfunkcyjnego układu nie jest odpowiednią osobą
                    do "naprawiania" syna. Odpowiedni, kompetentni ludzie pracują w
                    poradniach AA i powiedzą Ci to co mogłaś przeczytać na forum
                    uzależnienia - że dopóki pan nie zechce się leczyć to nie zacznie.

                    Na statusie mężatki Ci zależy czy iluzja wejścia w znaną rodzinę
                    uderzyła do głowy? Obsesja prasy i mediów robi się ludziom ze zbyt
                    dużym parciem na szkło. Widzisz, news, że ktoś znany ma chlejącego
                    dorosłego syna, jest newsem na skalę bardzo lokalną i to na pół
                    dnia. Na pudelka nie trafi, do "Super ekspersu" na pierwszą stronę
                    też nie, chyba, że spowoduje wypadek. Możesz mi wierzyć, znam
                    branżę.
                    A jak ktoś siedzi w polityce to dystans powinien sobie wyrobić.

                    BTW moja bywsza znajoma w nieco podobnym układzie siedziała, milion
                    powodów i wyjaśnień a prawda była brutalna - była utrzymanką i
                    musiałaby znaleźć nowego żywiciela.
          • 30.12.08, 11:22
            a terapia dla zon alkoholikow to nie jest bajka o tym jak pomagac
            mezowi i jak byc dla niego lepsza zona, ale jak nauczyc sie
            spieprzac jak najszybciej od alkoholika
            wiec nie ludz sie ze tam cie pochwala
      • 30.12.08, 11:10
        kobieto nie przedluzaj tego rodu alkoholikow i uciekaj z tej rodziny
        moze wspanialomyslna rodzina ustawionych alkoholikow odpali ci cos
        na nowe zycie zeby gowno nie wyplynelo poza krag rodzinny.
        • 30.12.08, 11:18
          To jest racjonalny pomysł. Kasa za rozwód bez orzekania o winie i
          niewyciąganie brudów przy świadkach.
          • 30.12.08, 15:56
            Czytam Twoje odpowiedzi i już wiem- NIC nie zrobisz. Gdy będziesz mieć 40+,
            50+, spojrzysz pewnego dnia w lustro , zobaczysz przedwcześnie postarzałą
            kobietę i... na pewno nie stwierdzisz, że warto było.
            Powiedz, bo ciekawi mnie to: JAKIE widzisz plusy życia z pijakiem na co
            dzień???- bo (jak ktoś wyżej napisał)- seks bez sensu z pijakiem, wstyd się
            pokazać, brak wsparcia, dziecko- szkoda dziecka. To jakie są te plusy, które
            przewyższają minusy???
            • 30.12.08, 16:17
              Co do seksu, wstydu itd. patrz moja poprzednia wypowiedź.

              Co do tego co mnie trzyma. Gdzieś juz pisałam. Nic bym na odejściu
              nie zyskała (poza ciszą i spokojem), a straciła wszystko: pracę (tak
              się składa, że musiałabym szukac nowej i to w innym mieście - mam
              dość wąską specjalność), dom (przeprowadzka do innego miasta),
              rozłąka z rodziną (jw., poza tym lubię też JEGO rodzinę), przyjaciół
              (tak się porobiło ze wzgledu na różne perypetie z dawnych czasów, że
              aktualnie nasi przyjaciele, to jego przyjaciele; poza tym
              przeprowadzka), zwierzęta (koty nienawidzą przeprowadzek, musiałabym
              je mu zostawić).

              Tylko nie mów mi, że nie mam odwagi, bo kiedys juz rzuciłam pracę,
              faceta, zostawiłam dom i przyjaciół oraz zmieniłam miasto. Ale tak
              mozna raz. I zrobiłam to dla mężczyzny, w którym byłam zakochana bez
              pamięci. Teraz nie mam już chęci ani siły budować swoje zycie trzeci
              raz. Koniec kropka.
              • 30.12.08, 16:24
                No jak koniec kropka, to cóż, żyj z pijakiem. Widać można. Pewnie nawet dasz się
                teściowej-alkoholiczce namówić na dziecko i utrwalisz pijacką dynastię. Tylko
                zwyczajnie szkoda mi ciebie. bo fajnie żyje się jako osoba szczęśliwa i
                spełniona w normalnym związku. Warto spróbować. Jesteś jeszcze młodą kobietą,
                brak szczęścia odbija się na nas, po takiej kobiecie widać gorycz życia (tzw.
                małpi pyszczek), szybciej widać starość.Każda z nas będzie kiedyś stara i będzie
                miała zmarszczki, ale są takie zmarszczki, które na twarzy ma człowiek
                szczęśliwy, a one wyglądają inaczej. Może warto chociaż wybrać się na terapię
                dla żon alkoholików, byś zobaczyła jak głęboko jesteś osobą uzależnioną (nawet
                nie pijąc).
                • 30.12.08, 16:30
                  Można, można. Nie w takiej ułudzie baby żyją. A potem zgorzknienie i
                  focha do reszty świata.
                  Może pan zrobi jednak tę uprzejmość i szybko dostanie marskości
                  wątroby, zanim pani zdecyduje się rozmnażać.
              • 30.12.08, 16:27
                Grasz w TAK, ALE.
                No to shit happens, nie będziesz miała normalnej, miłej, własnej
                rodziny, dzieci, autentycznego związku i oparcia w mężczyźnie. Na
                własne życzenie więc nie marudź, nie narzekaj i nie szukaj pomocy
                celowo nieskutecznie.
                Swoją drogą nieźle wytrenowałaś się w samookłamywaniu.
                • 30.12.08, 16:51
                  Fakt- samooszukiwanie opanowała do perfekcji, mnie rozwalił argument o kocie,
                  który musiałby się przeprowadzić, a nie lubi, więc musiałby zostać z mężem
                  pijakiem. Czym jest kot wobec przegranego, nieszczęśliwego życia???
                  • 30.12.08, 16:59
                    Kurczę Marzeka a juz miałam podziękować Ci za sensowną radę i
                    wsparcie.
                    Co do kotów. Ja nie mam dzieci więc te koty kocham tak jak się kocha
                    dzeci. Oboje z mężem je tak kochamy. Można się temu dziwić, mozna
                    tego nie rozumieć, zwłaszcza jak się nie ma własnych zwierząt, ale w
                    tym co piszę nie ma przesady.
                    Kiedyś miałam możliwość ubiegania się o pracę w centrali zagranicą.
                    Mąż protestował, ale przeważyło to, że 2 lata nie widziałabym
                    futrzaków. Były jeszcze wtedy młode. Bałam się, że nie będą mnie
                    pamiętać jak wrócę. Serio. A teraz możesz się posmiać.
                    • 30.12.08, 18:12
                      Nie masz dzieci i mieć nie będziesz, chyba, że zdecydujesz się
                      zaliczyć rozród z alkoholikiem i wychowywać je w patologicznej
                      rodzinie.
                      Koty? Miłe, można się przywiązać ale żyją krócej niż ludzie. Koty
                      zdychają, rozumiesz. Podobnie jak psy, kroliki czy inne świnki
                      morskie więc reszty życia z nimi nie przeżyjesz.

                      Wiesz co jest najgorsze w takich kobietach jak Ty? Nie to, że żyją
                      ze śmieciami, w końcu to wolny kraj i można trzymać w domu nawet
                      skrajnego menela. Najgorsze jest to, że mając lat 50-60 patrzą
                      wstecz, widzą, że zmarnowały życie i starają sie każdą młodą kobiete
                      udupić w podobny kanał. Oczywiście pod hasłami, rodziny, religii,
                      obyczajów, etc.
                      • 30.12.08, 19:14
                        a kto powiedzial ze koty nie lubia przeprowadzek?
                        bo ja majaca koty sie z tym nie zgadzam
                        chyba ze to ma byc kolejny argument w grze tak ale
                        i zapewne koty bardzo lubia atmosfere awantur i wyzwisk
                        bardzo
                        bo to dla nich bardzo zdrowe


                        --
                        Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
                        wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
                        które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii, fochów,
                        żądań i oczekiwań pod hasłem 'bo wszyscy tak robią'. - kawka74
                      • 30.12.08, 19:23
                        "Oczywiście pod hasłami, rodziny, religii,
                        obyczajów, etc. "- w czasie ślubu wypowiada się słowa o miłości, wierności i
                        uczciwości małżeńskiej, nie sądzę, Triss, by te słowa obowiązywały tylko
                        kobietę, dlatego nie uważam, że przysięga obowiązuje tylko kobietę, która ma
                        "dźwigać krzyż" (a jestem wierząca), podczas gdy mąż może być menelem, lać żonę,
                        dręczyć dzieci, a ona ma to znosić, bo "ślubowała".

                        A do autorki- nie wyśmiewałam się z Twojej miłości do kota, tylko nie mogę pojąć
                        wagi tego argumentu wobec możliwości zmarnowania sobie życia, a że je przy nim
                        marnujesz jest jasne dla wszystkich, które się tu wypowiadają.
              • 31.12.08, 15:56
                Przeczytałam ten twój post i juz dobrze wiem, jak ktos powyzej, z e
                nie zrobisz nic.
                Wystarczy przeczytać twoje argumenty w stylu:

                >zwierzęta (koty nienawidzą przeprowadzek, musiałabym
                > je mu zostawić).

                znam koty , które przeprowadziły się z Belgii do Polski w wyniku
                rozwodu państwa i jakoś nie odbiło im ;/

                pracę (tak
                > się składa, że musiałabym szukac nowej i to w innym mieście - mam
                > dość wąską specjalność),

                Pracujesz u męza i on ci płaci?

                Daj spokój kobieto. takie rzeczy to nei na forum, ale u psychologa.
                A poza tym skoro uwazasz, ze zycie z alkoholikiem to w zasadzie jest
                ok i da sie znieśc, nie tzreba zmeiniac - to poczekaj jeszcze z 5-8
                lat . Wtedy nie będzie miłego łaszenia sie o seks, ale j.eb.a.nie.
                po wódzie i podbite oczy.
                Żebyś sie nei zdziwiła.
                Taki uroczy domek pamietam z dzieciństwa, ze facet, który pije
                powyzej kilku kieliszków wina sporadycznie, dla mnie nie istnieje.

              • 10.01.09, 15:35

                Wytlumacz nam moze zwiazek miedzy zmiana pracy a rozwodem? Bo jago nie widze. Jesli chodzi o dom, to chyba jest wasza wspolna wlasnoscia, wiecmusialby ci oddac rownowartosc polowy domu, czyli domek prawdopodobnie poszedlby do sprzedazy, a pieniadze na pol. Hmm, przeprowadzka...czy ta twoja specjalnosc jest AZ tak waska, zeby nie moglo byc dwojga specjalistow w jednym miescie? Ewentualnie dojazdy.

                Rodzina i przyjaciele - tu pytanie, czy wypracowalas sobie z nimi autonomiczna relacje. Tzn. taka gdzie liczy sie dla nich Papua jako Papua, a nie zona Mareczka (czy jak tam ten twoj pijak ma na imie). Jesli tak, to beda cie zapraszac i tak, tylko tak, abys sie z bylym mijala. Jesli nie, to niewiele stracisz, zrywajac relacje z ludzmi dla ktorych mimo paru lat znajomosci jestes tylko "zona M.". Poza tym masz chyba wlasna rodzine? Aha, i nie mysl, ze to, ze wasi przyjaciele to jego przyjaciele, stalo sie "tak jakos", "samo z siebie". On zadbal o to, zeby wlasnie tak bylo, zeby cie odizolowac od twojej rodziny i przyjaciol. Patologiczne osobniki tak wlasnie robia, i to po mistrzowsku, niepostrzezenie. A ty na to co najmniej pozwolilas. Tak, tak, cytuje: "kiedys juz rzuciłam pracę,
                faceta, zostawiłam dom i przyjaciół oraz zmieniłam miasto (...)I zrobiłam to dla mężczyzny, w którym byłam zakochana bez pamięci"

                Koty wbrew panujacym plotkom calkiem niezle znosza przeprowadzki. Przez pierwsze kilka dni sa oniesmielone, a potem sie oswajaja. Poza tym chyba nie zostawisz bezbronnych zwierzat na lasce alkoholika??? To juz lepsza przeprowadzka.

    • 30.12.08, 17:00
      na uswiadamianiu pani ze zyje w bagnie, ona nie chce rady, ona chce
      poglaskania po glowie jaka to jest dobra zona i potwierdzenia ze
      milosc czyni cuda
      Pani to lubi, pasuje jej, jest za leniwa na zmiany, naiwnie wierzy
      ze maz ktoregos dnia niczym dziecko sam odstawi sie od butelki i
      tyle. I nie odejdzie. Leczyc sie tez nie bedzie bo on nie chce. On
      chce pic, a ona chce wierzyc ze go miloscia uzdrowi.
      No i niech se zyja tak,


      Do autorki - Ja wiem ze z nim zostaniesz, tylko po co tworzysz te
      posty?
      • 30.12.08, 18:03
        Lipcowa ma rację, Autorka ma świadomość, że jej mąż jest chory (
        alkoholizm to w końcu choroba), ale mimo wszystko nie chce odejść i
        pewnie nie odejdzie ... Heh, Dziewczyno tkwisz w bagnie na własne
        życzenie dalej będziesz w nim siedzieć :/ Masz tylko jedno życie,
        nie szkoda Ci go tak marnować u boku pijaka?
        --
        ...
        "Zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy - nigdy! Ktoś wam
        zadaje niespodziewane pytanie, nie zdradzacie się nawet drgnieniem,
        błyskawicznie bierzecie się w garść i wiecie, co należy powiedzieć,
        żeby ukryć prawdę, i wygłaszacie to niezmiernie przekonywająco, i
        nie drgnie na waszej twarzy żaden muskuł, ale - niestety - spłoszona
        pytaniem prawda na okamgnienie skacze z dna duszy w oczy i już
        wszystko stracone ..."
    • 30.12.08, 23:43
      a ja z innej beczki, bo reszta odwaliła już czarną robotę:)

      taki przypadek obserwowałam w rodzinie.

      Ma mocną głowę, nie widziałaś go pijanego? otóż kochana, nic
      bardziej mylnego. Ten z mojej rodziny wyglądał na uderzająco
      trzeźwego, kiedy policja przebadała go - miał ponad 2 promile. To,
      że nie widać po nim pijaństwa - świadczy jedynie o tym, ze organizm
      jest przyzwyczajony do stałych i dużych dawek alkoholu. Kwestia
      wprawy, rozumiesz.

      druga sprawa - awantury. Typowe dla alkoholika, urojenia, spiskowa
      teoria świata, wszyscy przeciwko niemu. Nieopanowana zazdrość,
      napady szału, przesłuchania za 10 minutowe spóźnienie...
      udowadnianie że do pracy nie chodzi się żeby się puszczać, a w
      drodze do sklepu nie gzi się z dozorcą w piwnicy... to narasta, jak
      każde szaleństwo.

      znamienne, że piszesz, że tak się jakoś złożyło, że wasz krąg
      znajomych to JEGO znajomi. Tak się jakoś złożyło, że jesteś od niego
      coraz bardziej zależna, omotana tymi powiązaniami praca, znajomi,
      otoczenie. MUSISZ znaleźć swój kawałek życia, kompletnie z nim nie
      związany. Żona tego faceta z mojej rodziny po rozwodzie została sama
      jak palec, bo trudno odnawiać znajomości po wieloletniej przerwie.

      jak to się ma rozwinąć wg ciebie? nie rzucił picia dla kogoś, kto
      był mu chyba bliższy niż ty, bo przed byłą narzeczoną choć ukrywał
      picie. Sorry, ale dla ciebie nawet mu się nie chce spróbować, tobie
      mówi wprost, że jak ci się nie podoba, to wypad.

      żadna z przeszkód które wymieniasz przeciwko rozstaniu nie jest
      poważna. NIE CHCESZ ODEJŚĆ, mimo że cholernie ci źle. Jeszcze nie na
      tyle, żeby zdać sobie sprawę, że wszystko jest lepsze niż takie
      życie. Piszesz że zyskasz "tylko" spokój i ciszę. Za parę lat
      będziesz błogosławić każdą minutę bez niego.

      Nie o koty ci przecież chodzi, ty chcesz być tą która zasłużyła na
      miłość, chcesz udowodnić wszystkim swoją wartość poprzez to, że TY
      zwalczysz jego nałóg... piszesz, że relacje w twojej rodzinie tez
      były nienajlepsze. To chyba początek wszystkiego - czy nie starasz
      się czegoś sobie skompensować tą bezsensowną szarpaniną?

      na co ty właściwie liczysz? skoro na kilometr widać, że nie jesteś
      gotowa do odejścia, to choć się wzmocnij psychicznie chodząc na
      psychoterapię, pomóż sobie. Terapia dla ciebie, bo tylko na siebie
      masz wpływ. I dobra antykoncepcja póki nie posprzątasz w życiu.
      • 31.12.08, 00:23
        > na co ty właściwie liczysz?

        jak to na co? każdy współuzależniony na początku uświadamiania sobie faktu
        istnienia w rodzinie choroby alkoholowej ma pierwszy odruch: pomóc uzależnionemu.

        więc idzie na terapie rodzin, DDA, do psychologów, terapeutów, gdzie dowiaduje
        się nie: jak pomóc, jak go/ją wyleczyć, jak sprawić, żeby przestał(a) pić,
        tylko: jak przeżyć, jak odejść, jak następnie sprawić, żeby życia sobie przez tę
        osobę do końca nie zmarnować.

        skoro tam pomocy nie dali, wierzy, że gdzieś jeszcze ją znajdzie. może na forum
        MM mają lepsze patenty?

        ja tam zazdroszczę żonom alkoholików, zawsze mogą odejść i zacząć od nowa.
        rodziców się wymienić nie da.
        • 31.12.08, 08:43
          to ja jeszcze wroce do kotow
          mam kota ktory zaliczyl zycie u alkoholika
          kot ten bardzo dlugo u mnie
          gdzie byl spokoj i normalne uklady
          wiec ten kot byl niewidoczny
          potrafil sie chowac
          lezec cicho i nieruchomo pod koldra
          bal sie kazdego podniesionego glosu
          kazdego dlugiego przedmiotu w rece
          wyszedl z tego
          ale po 2 latach
          tak
          alkoholicy moze i kochaja koty
          ale specyficzna miloscia

          --
          Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek, jest
          wdupiemanie, które polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
          które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberii, fochów,
          żądań i oczekiwań pod hasłem 'bo wszyscy tak robią'. - kawka74
      • 05.01.09, 10:44
        dzięki burza za sensowny post.

        burza4 napisała:

        > a ja z innej beczki, bo reszta odwaliła już czarną robotę:)
        >
        > taki przypadek obserwowałam w rodzinie.

        jak widać trzeba czasem czegos w zyciu doswiadczyć aby móc się
        mądrze wypowiadać.
        >
        > Ma mocną głowę, nie widziałaś go pijanego? otóż kochana, nic
        > bardziej mylnego. Ten z mojej rodziny wyglądał na uderzająco
        > trzeźwego, kiedy policja przebadała go - miał ponad 2 promile. To,
        > że nie widać po nim pijaństwa - świadczy jedynie o tym, ze
        organizm
        > jest przyzwyczajony do stałych i dużych dawek alkoholu. Kwestia
        > wprawy, rozumiesz.

        alez ja to doskonale rozumiem. co nie zmienia faktu, że ma to jednak
        swoje zalety praktyczne :-(
        >
        > druga sprawa - awantury. Typowe dla alkoholika, urojenia, spiskowa
        > teoria świata, wszyscy przeciwko niemu. Nieopanowana zazdrość,
        > napady szału, przesłuchania za 10 minutowe spóźnienie...
        > udowadnianie że do pracy nie chodzi się żeby się puszczać, a w
        > drodze do sklepu nie gzi się z dozorcą w piwnicy... to narasta,
        jak
        > każde szaleństwo.
        >
        > znamienne, że piszesz, że tak się jakoś złożyło, że wasz krąg
        > znajomych to JEGO znajomi. Tak się jakoś złożyło, że jesteś od
        niego
        > coraz bardziej zależna, omotana tymi powiązaniami praca, znajomi,
        > otoczenie.

        ano jestem. i próbowałam to wyjaśnić. dotąd rozumiesz. potem
        piszesz, że żadna z przeszkód nie jest poważna. żadna osobno moze
        nie, ale wszystkie razem już tak. i na tym polega omotanie.

        MUSISZ znaleźć swój kawałek życia, kompletnie z nim nie
        > związany. Żona tego faceta z mojej rodziny po rozwodzie została
        sama
        > jak palec, bo trudno odnawiać znajomości po wieloletniej przerwie.
        >
        i o to chodzi. ja tego nie chce. jesli chodzi o to dlaczego nie chcę
        odejść, to (poza tym, że mam jeszcze nadzieję, że będzie lepiej) to
        to że jestem PEWNA, że po rozstaniu byłoby mi 10x gorzej niz teraz -
        EMOCJONALNIE. A do tego doszłaby masa problemów praktycznych.

        > jak to się ma rozwinąć wg ciebie? nie rzucił picia dla kogoś, kto
        > był mu chyba bliższy niż ty, bo przed byłą narzeczoną choć ukrywał
        > picie. Sorry, ale dla ciebie nawet mu się nie chce spróbować,
        tobie
        > mówi wprost, że jak ci się nie podoba, to wypad.
        >


        > żadna z przeszkód które wymieniasz przeciwko rozstaniu nie jest
        > poważna. NIE CHCESZ ODEJŚĆ, mimo że cholernie ci źle. Jeszcze nie
        na
        > tyle, żeby zdać sobie sprawę, że wszystko jest lepsze niż takie
        > życie. Piszesz że zyskasz "tylko" spokój i ciszę. Za parę lat
        > będziesz błogosławić każdą minutę bez niego.
        >
        > Nie o koty ci przecież chodzi, ty chcesz być tą która zasłużyła na
        > miłość, chcesz udowodnić wszystkim swoją wartość poprzez to, że TY
        > zwalczysz jego nałóg... piszesz, że relacje w twojej rodzinie tez
        > były nienajlepsze. To chyba początek wszystkiego - czy nie starasz
        > się czegoś sobie skompensować tą bezsensowną szarpaniną?

        wiesz jedno chyba powinnam dopowiedzieć - on na samym początku
        związku wyraźnie mi powiedzial jak jego sprawy z piciem się mają.
        więc to rzeczywiscie był w pewnym sensie mój wybór. czemu się na to
        zdecydowałam - temat na inny watek.
        od samego początku nie miałam żadnych romantycznych iluzji, że go
        zmienię. zaakceptowałam go takim jakim jest.

        tragikomedia polega na tym, że akceptować przestałam. chyba w
        momencie gdy zaczęłam patrzeć na niego przez pryzmat "ojciec moich
        dzieci". kazdy kto zechce wytknąć mi błąd typu: wiedziałaś od
        początku a mimo to się z nim związałaś będzie miał rację. ale jestem
        tu gdzie jestem.

        a propos: "jak ci nie odpowiada to spadaj". ostatnio twierdzi, że
        nigdy tak tego nie postawił.
        w ogóle widzę pewna poprawę, która nosi pietno syndromu "wokół mojej
        zony kręci sie inny facet". to najstarsza metoda świata i aż dziwne,
        że na pare lat zapomniałam o jej stosowaniu.
        tylko proszę bez postów" "zostaw go i wiej z tym drugim". wierzcie
        mi, nie ma za czym biec. ale samopoczucie mi się ciutkę poprawiło, a
        mąż pierwszy raz nie szarpał sie ze mną gdy wyrwałam mu butelkę.
        >
        > na co ty właściwie liczysz? skoro na kilometr widać, że nie jesteś
        > gotowa do odejścia, to choć się wzmocnij psychicznie chodząc na
        > psychoterapię, pomóż sobie. Terapia dla ciebie, bo tylko na siebie
        > masz wpływ. I dobra antykoncepcja póki nie posprzątasz w życiu.
      • 10.01.09, 15:43

        Alez, Burza4, ona nie widziala go pijanego? Ona codziennie widuje go w takim stanie, tylko sie oszukuje okresleniami w stylu "na rauszu". Twierdzi, że trzezwego widzi go tylko w drodze z pracy. No to poza tym pijanego. U alkoholikow to jest sytuacja "albo-albo".

        No i drugie samooszustwo kryje sie pod eufemizmem "szarpanina". Czyli przemoc, czyli bicie. Bo bicie to nie tylko uderzanie czyms w kogos, to rozniez m.in. szarpanie itp. A przemoc to nie tylko przemoc fizyczna, ale rowniez werbalna np. wyzwiska. Mozna sie tez domyslac paru innych np. grozby, szantaze, przemoc skierowana na przedmioty (kiedy ktos rozbija szybe, co ma znaczenie demonstracyjne "z toba tez tak moge")oraz symbliczna (np. nieszczenie zdjec, pamiatek). Czyli przemoc w calej okazalosci.

        No to podsumowujac: pije i bije. A ona mysli, ze zyska spokoj i cisze jak z nim dalej bedzie. Kon by sie usmial.
    • 31.12.08, 10:32
      Witam! miałam podobny problem, z alkoholizmem mojego narzeczonego.
      Może z ta róznicą iż nie był aż tak bardzo wykształcony i
      inteligentny;)-nie mał skończonych studiów wyższych.
      To samo myślałam o sobie, jak ja mogłąm wdepnąć w takie g.., mądra,
      po studiach ech nawet ładna.
      Ile razy słyszłam, że wolalby nie uprawiać seksu do kańca życia niż
      odstawić alkohol, a na leczenie nie pójdzie bo tam pełno żuli w tym
      szpitalu.
      Dodam,ze jego ojciec jeszt pijącym-niepijącym alkoholikiem i nie
      pytaj jak masz to rozumieć.
      U mnie wrodzinie podobnie, ojciec może kilka piw na rok wypije a ja
      sama okazjonalnie.
      I dokładnie wiem jak wyglądają dni wolne, weekendy, świeta, nie daj
      boże jakieś wesela...wiecznie nachlany jak ja to mowiłam, czasami na
      urwanym filmie, kończyło się wyzwiskami, szarpaniną a potem padał na
      łózko i spał dopóki go głod alkoholowy nie obudził a zdarzało się,
      ze już rano gdy był w ciągu wychodził rano wracał za kilka godzin
      ledwo trzymając się nogach.
      Gdy był trzeżwy dobry, kochany, pomocny, uśmiechnięty człowiek.
      Trwało to około 3 lat, pisze wczasie przeszłym bo już nie trwa. I
      szczerze powiedziawszy nie wyobrażam sobie takiego życia, chodz w
      moim przypadku ja sama decyzję o odejsciu odciągała bo to bo tamto..
      i sama dobrze wiezdiałam że przy takim trybie życia w 50 -te
      urodziny nie będziemy razem.
      Decyzję podjeła Boźia tam w niebie;)
      Staraj się aby Twój mąż udał się na tą terapie, może do jakiegoś
      prywatnego ośrodka, przedstaw mu za i przeciw, a jaka nie to znajdz
      mu puste miejsce na cmentarzu i powiedz,że wykupiłaś dla niego..
      Pozdrawiam i przepraszam za dość dostadne ostanie zdanie.
      Aga
      • 31.12.08, 11:49
        jaka bozia?
        zapil sie zwyczajnie tak?

        --
        Moi fani ! Izabella Kastylijska, wszelkie ptaki szczegolnie rude
        gile, kapusty i inne warzywa oraz czepki i czepce - Pozdrawiam!
        • 01.01.09, 22:39
          ja zupełnie nie rozumiem jednej rzeczy.
          Skoro bilans ( o zgrozo) wychodzi Ci na plus, skoro masz w sobie
          zapędy na Matkę Teresę, co to będzie zbawiać świat i biednego męża
          (ciekawe co zrobisz, jak CI końcu po pijaku naklepie po dziubie),
          to po cholere się nad sobą użalasz?
          Na terapię pójść nie chcesz. Jeślii wierzysz, że namówisz jego,
          to wybacz ale mimo wieku i pewnie jakiś doświadczeń strasznie naiwna
          jesteś.
          Raz zrobiłaś życiową rewolucję (marnie się skończyła jak widać) -
          drugiej nie zrobisz, bo co? Bo nie masz siły? To cieniutko z Tobą
          kochana, a to jest ŻYCIE, czasem twarde i trudne. Ale trzeba wziać
          tyłek w garść i zachować zdrowy egoizm.
          A Ty na każda poradę nie po Twojej myśli generalnie jestes na nie,
          to nie marudź, tylkoo może mężowi regenerujący posiłek po kolejnym
          chlańsku przygotuj,

          wkurza mnie coś takiego. A potem huczą, że patologia, że przemoc w
          rodzinie - jak widać na własne życzenie.

          Poza tym kolejny dowód na to, jak niektóre kobiety uwsteczniają
          sie w związkach, pozywając się własnego życia.
          • 02.01.09, 19:00
            Niestety Ty mu pić tylko pomagasz-on przez Ciebie nie ponosi
            konsekwencji picia.W alkoholiźmie nie chodzi o to że ktoś pije
            alkohol tylko o to,że ma zaburzony obraz siebie samego w otaczającej
            rzeczywistości.Moze i terapia wydaje się stratą Twojego czasu ale
            pamiętaj,że zmiana ZAWSZE musi wyjść od nie-alkoholika.
            Dlaczego tyle osób doradza odejście-bo to jest jeden ze sposobów by
            alkoholik zaczął ponosić konsekwencje picia-poczytaj o tym w
            necie,pójdź choć na 1 spotkanie-zobaczysz,że twój przypadek nie jest
            taki tragiczny i taki wyjątkowy.Ztego można się wyleczyć!!!Można!!!!
      • 05.01.09, 10:58
        Dzięki, ygawa.
        U mnie może nie jest aż tak dramatycznie. Wiesz są alkoholicy,
        którzy piją w taki niewidzialny dla otoczenia sposób. Nikt by ich
        nie posądził. Do końca są szanowani, zajmują stanowiska (mam takie
        przykłady w obu rodzinach - profesorowie zwyczajni, lekarze,
        przedsiebiorcy). Nawet dozywają sędziwego wieku i koniec końcem
        umierają na to co przeciętni ludzie. Ech..
        I jemu to chyba nadzieję daje, że może pić bezkarnie. I mnie trochę
        też czasem mydli oczy, że może jednak w rynsztoku nie skończy, bo
        przecież, matka, wujek, cioteczny dziadek...
        • 11.01.09, 12:18
          Hmmmm.............ciężka sprawa z twoim rozumowaniem :(
          Może zacznę od tego, że byłam żoną alkoholika. Pierwsze leczenie przeszedł z
          nakazu sądowego ( nakaz był sprzed ślubu, a nawet zanim poznaliśmy się ). Potem
          byłam w 7-ym niebie, no bo chłop nie pije i będzie z górki (podczas pierwszego
          leczenia wspierałam go, ale zapowiedziałam, że jak się powtórzy to odejdę). Nic
          bardziej mylnego. Psychika osoby uzależnionej jest inna. Wytrzymał parę lat, ale
          było coraz gorzej. W końcu zapił. Złapałam za fraki i do poradni. Ja
          skorzystałam, bo zaczęłam terapię, a on ??W końcu popłynął. Nie miałam wyjścia.
          1) Obiecałam, że odejdę jak zacznie pić.
          2) Było coraz trudniej fizycznie i psychicznie.
          3) Wiedziałam, ze tylko tak mogę mu pomóc, czyli nie pomagać w piciu.
          I wiesz co ?? Miałam wtedy małe dzieci, nie pracowałam, ale SZANOWAŁAM siebie i
          wiedziałam, że dla niego to też szansa.
          Obecnie i tak nie jesteśmy razem, ale to już kwestia pozostałości po chorobie (
          chorobliwa zazdrość, długi, nadal lekkie podejście do obowiązków ), ale nie pije
          3,5 roku, dzieci mają ojca i jest szansa, ze jak popracuje nad sobą to będzie
          lepiej.
          Mylne jest pojęcie, że na terapii uczą jak odejść od alkoholika.
          Tam uzmysławiają, że alkoholik zmienić się może tylko na gorsze, a TY jesteś
          bezradna wobec alkoholu. Wybór należy do Ciebie, ale musisz być świadoma swojego
          wyboru. Nawet jak wybierzesz życie z alkoholikiem to nauczą cię żyć z tym ( np.
          że nie wystoisz w oknie jego wcześniejszego powrotu do domu ).
          Niestety żyjesz w ułudzie stworzonej przez jego rodzinę dla wygody, w ramach
          mechanizmów obronnych. Idź do kogoś obiektywnego i nie licz na to, że będzie
          lepiej- NIE MA TAKIEJ OPCJI :( może być tylko gorzej, chociaż Tobie zapewne
          włączą się następne mechanizmy obronne.
          A ja ?? :D Pracuje, wychowuje dzieci i jest mi trochę ciężko, ale MAM BEZCENNY
          SPOKÓJ. No i jestem z siebie dumna, że się zdecydowałam mimo wszystko,a i były
          dziękuje, bo najprawdopodobniej nie przestałby pić i tak jak część kolegów
          leżałby na cmentarzu.
          Pozdrawiam i życzę podjęcia dobrej i słusznej decyzji :)))))))))))))
    • 13.01.09, 02:09
      Wydajesz się być taką inteligentną kobietą. Co Ty robisz w tym bagnie ? Gdzie TY masz problem, że tak intensywnie zrypałaś sobie życie ???

      Nawet nie myśl o dzieciach z tym człowiekiem...

      --
      Toksyczni rodzice ?
    • 13.01.09, 20:05
      ... podobno Ci na plus wychodzi? A gdzie ujęłaś w tym bilansie, że tracisz samą siebie?
      Gdzie wykazałaś straty Waszych dzieci, jeśli się pojawią?
      Gdzie policzyłaś koszt własnych marzeń wyrzuconych na śmietnik (a przecież chyba marzyłaś, jak każdy, o dobrym domu, rozwoju, miłości i wsparciu)?
      Gdzie wielki minus za zmarnowane życie, zdrowie (psychiczne i fizyczne)?

      Nie wiem, co może przewyższyć te straty.

      Ja doszłam do wniosku, że nic, i po 3 latach zostawiłam mojego narzeczonego-alkoholika.
      Szczęściem i z pomocą przyjaciółki udało mi się zrozumieć, że jestem na drodze do współuzależnienia, i w porę odejść.

      Ty jesteś na tej samej drodze - kobieto, ona donikąd nie prowadzi. Pogódź się z tym, że nie zmienisz drugiego człowieka, jeśli on sam się zmienić nie może. Pogódź się z tym, że on nie chce zmiany. I po prostu poddaj się, nie walcz już o niego - nie wygrasz. Porzuć bezsensowne zmagania z czymś, czego nie pokonasz. Lepiej odżałować 3 czy 7 lat niż stracić siebie.

      Alkoholizm prowadzi Twojego męża do śmierci, a Ciebie do śmierci za życia. Już stajesz się martwa i uważasz, że to OK... chociaż napisałaś na forum, więc pewnie chcesz się ratować.

      A ze śmiercią nie przesadzam.

      Pozdrawiam

      • 13.01.09, 23:41
        Zupełnie cię nie rozumię i pytam ile ty masz kobieto lat!!!
        Zrozumiałabym jeżeli mielibyście wspólne dzieci to ok warto
        walczyć,dawać szanse i namawiać na leczenie,ale ty nie masz
        dzieci.Po co ci ta szarpanina.Ty widzisz chyba przed oczami te
        szczęśliwe chwile i nie potrafisz powiedzieć DOŚĆ TEGO.Myślisz o
        nim i o wszystkich na około a nie o sobie.Pomyśl najpierw o sobie i
        zadaj sobie pytanie czy chcesz całe życie się szarpać,a co będzie
        jak braknie ci sił albo ze stresów siądzie ci serducho albo
        wpadniesz w nerwicę albo nabawisz się raka.Jeśli już tak ci na nim
        zależy,pogadaj z nim szczerze jak będzie trzeżwy co było przyczyną
        ze zaczął pić i jeżeli się otworzy,zauważysz skruche zapisz go do
        psychologa nie uprzedzając go a jak będzie się wykręcał to nie warto
        się męczyc bo najprawdopodobniej to alkoholizm rodzinny i ŚWIĘTY
        BOŻE NIE POMOZE takiemu.
    • 14.01.09, 13:30
      ewidentnie jesteś współuzależniona
      terapia, terapia i jeszcze raz terapia
      jeśli ty sobie nie pomożesz, to nikt ci nie pomoże
    • 15.01.09, 08:40
      czytam te posty i widzę jak wielką prace zrobiły dziewczyny dla Ciebie... a ty
      jak ten twój mąż.. uparta i ślepa na argumenty...
      trudno.. chcesz zniszczyć sobie życie..twój wybór.. masz do tego prawo...
      jednak mnie zastanawia po co, tak na prawdę napisałaś swój post na forum.. co
      chciałaś uzyskać?? oklaski? żeś taka święta i poświęcasz się mężowi? prawda jest
      straszna.. ty mu tylko ułatwiasz wędrówkę w dół.. a zasłaniasz się miłością..
      może i go kochasz.. lecz tak pokrętnie, że staczacie się oboje w przepaść...
      szkoda was obojga.. ale widać wam tak dobrze.. miłego lotu....

      nadal, nie podałaś żadnego + za bycie ze swoim męzem.. być może zaczynasz
      rozumieć o czym pisały dziewczyny...

      ja ci powiem tylko jedno jeszcze.. rozumiem twoją miłośc do zwierząt.. mam tak
      samo...
      ale kochająca matka (dziecka), czy oddany opiekun(zwierzaka) robi wszytsko by
      je/go ratować.. i tak jak moja matka gy miałam niestełna roczek odeszła od
      alkoholika nie mając nic.. tak ja bym odeszła.. i tobie tez życze mądrej
      decyzji.. za dużo masz do stracenia... zastanów się.. czy wtój bilans nie jest
      sfałszowany...
      --
      .... wielokropek....
      abcslubu.pl/suwak/11_10_2007_11_2_1999_66.png
      tickers.TickerFactory.com/ezt/d/4;54;122/st/20071224/e/sie+zareczylismy.../k/21db/event.png
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.