Dodaj do ulubionych

Czy czasem czujecie i myślicie ...

10.09.12, 13:32
Czy myśleliście o tym co powoduje, że nie widzicie niczego zdrożnego w kupowaniu psa zamiast adopcji?
Można spotkać się ze stwierdzeniem, że kupując rasowego psa ma się taki charakter jaki się chce. Jednakże, przy obecnym systemie adopcji także można wybrać psa zarówno pod kątem jego cech charakteru jak i wyglądu. Dostępne są tysiące ofert.
A zatem jakie ważne powody decydują o tym, że nie chcecie dać jakiemuś żyjącemu już psu szansy na przeżycie, w zamian za to zgłaszacie zapotrzebowanie na produkcję nowego psa?
Edytor zaawansowany
  • mmk9 10.09.12, 15:05
    > Czy myśleliście o tym co powoduje, że nie widzicie niczego zdrożnego w kupowani
    > u psa zamiast adopcji?

    Zdaje sie, że próżny trud wyjaśniać, czym różni się adopcja od przygarnięcia zwierzęcia, wiec co do meritum: bo na przykład chcemy mieć jamnika szorstkowłosego, a nie mieszańca amstaffa, husky, kaukaza, labradora. Z kaprysu więc wyłącznie.
  • cosymut 10.09.12, 15:47
    Czyli decyzja o nabyciu psa jest równoważna np. z decyzją o nabyciu samochodu? Liczy się marka, kolor i stan zużycia bądź nowości?
  • blue.berry 10.09.12, 17:03
    Myślę że wiele osób decydując się na pierwszego psa w życiu, po prostu nie dostrzega innej opcji niż jego kupienie. Pierwszy pies to bardzo często generalnie pierwsze jakiekolwiek doświadczenia związane z psim światem. i bardzo często nie ma w nich wiedzy o tym, że psa można adoptować. lub jest (ta wiedza) mocno zasłonięta mitami o wielkich problemach z psami wziętymi ze schronisk (że psy są chore, agresywne a do tego same stare kundle). ludzie nie wiedza o tym, że w schroniskach sa zarówno szczeniaczki jak i psy rasowe czy w typie rasy. nie wiedzą też, że istnieją fundacje zajmujące się adopcjami czy domy tymczasowe, które bardzo ułatwiają proces adopcji i psy stamtąd są zarówno zdrowe jak i poznane z zachowań i charakteru.
    ja swojego psa kupiłam 11 lat temu z hodowli. dziś wiem, że jeśli kiedykolwiek zdecyduje się na drugiego psa, będzie on przygarnięty. wiem również, że jeśli chciałabym zostać przy swojej ukochanej rasie to prędzej czy później bym znalazła jakaś biedę potrzebująca pomocy. ale nabycie tej wiedzy, świadomości o pewnych sprawach zajęło mi parę lat. i wynikło z tego, że psa już miałam. że dzięki niemu otworzyły mi się szeroko oczy.
    dzisiaj zdecydowanie namawiam do adopcji, ale też rozumiem, że ktoś chce mieć psa konkretnej rasy. wtedy namawiam jedynie i wyłącznie do kupienia psa w dobrej hodowli i unikanie pseudohodowli. w pełni rozumiem to, że ktoś chce mieć boksera czy jamnika. i nie ma to nic wspólnego z kupowaniem kanapy czy samochodu, tylko z fascynacją psem danego typu. rozumiem ją bo taką sama posiadam : )
    "tłok" w bezdomnym psim świecie nie jest robiony przez hodowle - psów rasowych, z tatuażami w schroniskach jest mały promil. bezdomność psów wynika z beztroskiego podejścia do ich rozmnażania, braku sterylizacji lub nadzoru, przesądu (który panuje również u weterynarzy) że sunia raz w życiu powinna mieć małe i z pazerności ludzi, którzy na psach postanowili zarobić, bynajmniej ani ich nie kochając ani nie pasjonując się kynologią czyli z pazerności pseudohodowców.
    a tutaj pomoże tylko edukacja. bo zazwyczaj jest tak że ludzie kupujący psy w typie rasy mają za mała wiedzę i wyobrażenia aby zarówno zrozumieć że nabijają kieszeń oszustowi i aby podjąć decyzję o świadomej adopcji.
  • cosymut 11.09.12, 07:28
    Dziękuję za twój post. Myślę, że wiele tez w nim zawartych może być prawdziwych. Mój pies znalazł mnie, co umożliwiło mi przeskoczenie opisanego przez ciebie etapu dochodzenia do empatii skierowanej na psy. Może rzeczywiście moje myślenie i brak zrozumienia jest zbyt krótkowzroczny. Może rzeczywiście każdy swoją drogę rozwoju musi przejść sam, nie jest łatwo uczyć się na doświadczeniach innych. A nie każdy ma szczęście znaleźć psa zanim go kupi :). No chyba, że sobie to szczęście sprowokuje i obejrzy oferty psów do adopcji , co każdemu kto myśli o powiększenie rodziny o psa gorąco polecam.
    Nie przekonuje mnie „tylko z fascynacją psem danego typu”. Tego nie rozumiem, może dlatego że dla mnie każdy pies, tak jak każdy człowiek, jest niezależny i fascynujący. No, ale może do zrozumienia tego ja potrzebuję dojrzeć.
  • blue.berry 11.09.12, 09:59
    > Nie przekonuje mnie „tylko z fascynacją psem danego typu”.
    nie musi. ale nie oceniaj ludzi z tego powodu, szczególnie jak go nie rozumiesz.
    ja od wielu lat jestem na przeróżny sposób zaangażowana w pomoc psom bezdomnym. i tym rasowym, i w typie rasy i mieszańcom. ale w domu mogłabym mieć tylko dwie rasy - doga de bordeaux i boksera. bo generalnie fascynują mnie molosy, a najbardziej właśnie te dwie rasy. i nie widzę w tym nic złego. a ludzie, którzy czują się lepsi bo "kochają kundelki" mnie śmieszą troszkę.
  • cosymut 11.09.12, 11:25
    „nie oceniaj ludzi z tego powodu..”
    Mam dziwne wrażenie, że my ludzie już tak mamy, że ocena innych wpisana jest w naszą codziennośćm, we wszystkich obszarach. Także twój post ją zawiera.

    „szczególnie jak go nie rozumiesz”
    No właśnie ten wątek jest dlatego, że próbuję zrozumieć.

    „ja od wielu lat jestem na przeróżny sposób zaangażowana w pomoc psom bezdomnym. i tym rasowym, i w typie rasy i mieszańcom.”
    To rozumiem świetnie i jest to spójne z tym co napisałaś wcześniej. Podejrzewam też, że mając styczność z psami rozumiesz, że to co można im dać najbardziej to jest „dom”. Czy zatem stojąc w obliczu decyzji o sposobie wejścia w posiadanie psa zdecydowałabyś się na adopcję któregoś z tych psów w typie doga de bordeaux lub boksera, czy zażyczyłabyś sobie wyprodukowanie nowego psa ulubionej rasy?

    „ale w domu mogłabym mieć tylko dwie rasy - doga de bordeaux i boksera. bo generalnie fascynują mnie molosy, a najbardziej właśnie te dwie rasy. i nie widzę w tym nic złego.”
    Ja też nie widzę w tym nic złego, ale tylko do momentu, kiedy te psy są adoptowane lub wyprodukowane wówczas gdy nie ma psów czekających na twoją opiekę. Obecnie jak sprawdzisz w intrenecie takich czekających psów rasowych lub w typie rasy jest bardzo wiele.

    „ a ludzie, którzy czują się lepsi bo "kochają kundelki" mnie śmieszą troszkę”
    A co takiego cię w tym śmieszy?
  • blue.berry 11.09.12, 12:54
    > Czy zatem stojąc w obliczu decyzji o sposobie wejścia
    > w posiadanie psa zdecydowałabyś się na adopcję któregoś z tych psów w typie do
    > ga de bordeaux lub boksera, czy zażyczyłabyś sobie wyprodukowanie nowego psa ul
    > ubionej rasy?

    wydaje mi się że dość jasno się na ten temat wypowiedziałam wcześniej. swojego psa kupiłam - 11 lat temu nawet gdybym chciała nie było (na szczęście) takiej możliwości aby psa tej rasy adoptować (mam doga de bordeaux). na przyszłość wiem, że jeśli kiedyś znów bym chciała mieć psa w domu (czego na razie nie zakładam) to pewnie go adoptuję. wiem również, że akurat w tej rasie (na szczęście) psów do adopcji nie ma wiele (aktualnie są dwa na 100% i coś tam słyszałam o trzecim). osobom, które chciałby mieć doga de bordeaux poddaję pod rozwagę adopcję, ale tez rozumiem w pełni, że ktoś kto wcześniej nie miał żadnego psa, woli szczenię z poleconej hodowli po prześwietlonych na dysplazję rodzicach i przewidywalnym charakterze. z bordogów, które szły do adopcji w ostatnich lata cześć była takich, że mogły pójść do ludzi tylko z naprawdę wielkim doświadczaniem, a cześć do ludzi zamożnych - bo koszty leczenia.
    tym samym nie mam żadnych pretensji do osob kupujących rasowe szczeniaki. w przeciwieństwie do posiadania ogromnych pretensji do osób kupujących w pseudohodowlach, co by zaoszczędzić. choćby z tego powodu że potem matkom tym szczeniaków tacy ludzie jak ja muszą szukać nowych domów a wcześniej wyciągać je z gnoju i leczyć oraz naprawiać psychikę.

    > Ja też nie widzę w tym nic złego, ale tylko do momentu, kiedy te psy są adoptow
    > ane lub wyprodukowane wówczas gdy nie ma psów czekających na twoją opiekę.

    napiszę jeszcze raz - bezdomne psy z dobrych hodowli to mały promil ogólnej populacji psów bezdomnych. nawet jeśli tracą domy, to często właściciele sami szukają im nowych czy zwracają do hodowli. psów rodowodowych w schroniskach prawie nie ma. zaś w typie rasy (czyli rasowy bez rodowodu) za to jak najbardziej. przyczyną wielkiej "nadprodukcji" psów w Polsce nie są hodowle ale bezmyślni ludzie nie potrafiący dopilnować swoich psów lub rozmnażający bo "suka raz w życiu musi mieć małe" i cwaniacy próbujący zarobić na modzie i ludzkiej chciwości (bo po co kupować psa za 1500 jak można za 200).
  • cosymut 11.09.12, 13:12
    Moje pytanie i moja ciekawość dotyczy dlaczego ludzie kupują psy zamiast je adoptować, a nie tego dlaczego ludzie psy produkują. Trochę schodzimy z tematu. Zapewne trudniej wyrzucić psa za 1500 zł niż 200.
    Ja to wszystko co napisałaś rozumiem i zgadzam się z twoim oburzeniem. Wątpię tylko, że pobudki "tych prawdziwych hodowców" są poza materialne. To co napisałaś jest trochę takim usprawiedliwianie się: "Ja ukradłem 1000 zł, ale X ukradł 100 000 i jeszcze przy tym poturbował kasjera.
    Nie chcę już więcej dyskutować na ten temat, czy hodowcy robią dobrze czy źle produkując psy.
    Chcę się dowiedzieć dlaczego ludzie je kupują i te 100% rasowe i te pseudo rasowe.
  • blue.berry 11.09.12, 13:32
    > Chcę się dowiedzieć dlaczego ludzie je kupują i te 100% rasowe i te pseudo rasowe.

    wydaje mi się że zostało to już wyjaśnione. no ale jeszcze raz:

    ludzi kupują psy rasowe ponieważ zależy im na konkretnym charakterze, wyglądzie i predyspozycjach psa. a rasy - uwierz mi - naprawdę się od siebie różnią. i choćby się wydawało ze molos to molos to jednak różnice miedzy bordogiem, mastifem angielskim, dogiem niemieckim czy dogiem argentyńskim są ogromne.
    ludzie kupują psy od dobrych hodowców, bo zależy im na zminimalizowaniu ryzyka występujących w danej rasie chorób, bo zależy im na zrównoważonym charakterze i psie o znanym pochodzeniu. na koniec - istnieje też grupa ludzi którzy mają takie hobby - kynologia - i chcą uczestniczyć np. w wystawach.

    ludzie kupują psy pseudorasowe bo chcieliby, ale szkoda im pieniędzy. bo brak im wiedzy. bo wydaje im się że metryka to tylko nikomu niepotrzebny papierek. bo posiadają mylne przekonanie, że ten co sprzedaje za 1000 pln to oszust i naciągacz, a ten co sprzedaje za 300 to taki "brat-łata" co oddaje prawie za darmo. a psa sie kupuje do kochania a nie do wystawiania.

    ludzie kupują psy bo chcą mieć psa, ale nie chcą wziąć psa ze schroniska. bo boją się że nie dadzą sobie rady z wychowaniem czy z ciągnącymi sie latami traumami. że nie będzie ich stać, na często długotrwałe, leczenie. bo nie wiedza o istnieniu psich fundacji, które ułatwiają takie decyzje. bo chcą mieć psa "od szczeniaczka, takiego wychowanego przez samych siebie." bo często aby adoptować psa trzeba się o wiele bardziej wysilić i przejść przez twarde adopcyjne procedury, niż ma to miejsce przy kupowaniu (szczególnie takim na giełdzie lub od sprzedawcy w necie).

    a może teraz odwrócimy pytanie - dlaczego ludzie adoptują psy. bo jeśli wydaje ci sie, ze tylko z przyczyn czysto altruistycznych, to nic bardziej mylnego. cała masa ludzi adoptuje psy
    (głownie ze schronisk) PONIEWAŻ SĄ ZA DARMO.
  • cosymut 11.09.12, 14:03
    Z tego napisałaś wynika, że:
    - ludzie są pozbawieni empatii i kierują się w swoim życiu tylko i wyłącznie zaspokajaniem swoich własnych, dosyć przyziemnych potrzeb;
    -przekonanie, że ludzie kochają psy podmiotowo jest mitem – jeżeli już to przedmiotowo;
    - na podejmowane decyzje zupełnie nie mają wpływu żadne „wyższe” racje czy uczucia.
    Byłby to raczej smutny obraz naszej rasy.
    Co do tego, że ludzie biorą psy ze schroniska, bo „za darmo” mam kontr argument. Mieszkam w dużym mieście i jak to w dużych miastach bywa na spacerach spotkam dużo różnych osób z różnymi psami. Wielokrotnie zdarzyło mi się, że ludzie z psami informują mnie sami z siebie, że mają psa ze schroniska. Często jest to pies rasowy. Gdyby była to tylko kwestia kasy, po co by o tym mówili. Udawali by, że ich po prostu stać na takiego psa.
    Ja wierzę, że są jeszcze jakieś inne powody.
    A jeżeli są tylko takie jakie wymieniłaś, to moje kolejne pytanie dążące do sedna jest dlaczego np. uczestniczenie w wystawach, czy cokolwiek innego z tego co wymieniłaś jest ważniejsze niż uratowanie jakiegoś psa, który może być zbliżony do ideału psa jakiego chce się mieć (co do tego, że w masie 100 000 psów można takiego znaleźć chyba się zgadzamy).
    Czy na prawdę świadomy i myślący człowiek nie może sobie poradzić z obawą i ewentualną niedogodnością związaną ze schroniskiem?
    Oczywiście są i tacy ludzie, którzy psów w ogóle nie lubię, ale rozmawiamy to o ludziach, którzy mają do nich stosunek pozytywny.
  • blue.berry 11.09.12, 15:14
    > Z tego napisałaś wynika, że:
    > - ludzie są pozbawieni empatii i kierują się w swoim życiu tylko i wyłącznie za
    > spokajaniem swoich własnych, dosyć przyziemnych potrzeb;
    > -przekonanie, że ludzie kochają psy podmiotowo jest mitem – jeżeli już to
    > przedmiotowo;
    > - na podejmowane decyzje zupełnie nie mają wpływu żadne „wyższe” ra
    > cje czy uczucia.

    witamy w prawdziwym świecie.

    wszystko co miałam do napisania, napisałam. dalsze odpowiedzi byłby powtarzaniem tego samego w kółko. mam wrażenie, że jesteś osobą dla której świat jest biało-czarny, albo jak wolisz zero-jedynkowy. to nie zarzut, tylko stwierdzenie faktu.
    to co napisałam wcześniej, nie wynika z mojego wyobrażenia świata, tylko z doświadczenia. ja dookoła siebie też mam całą masę osób, które psy adoptowały - większość z nich z przyczyn czysto altruistycznych, o które tutaj tak zabiegasz. co nie zmienia faktu, że jest cała masa osób, które psa ze schroniska biorą dlatego, że jest za darmo. czy ratują mu życie - w części przypadków oczywiście, ze tak. w części kompletnie nie, bo to co za darmo, łatwo można oddać lub porzucić. nie można podzielić ludzi na tych "super" bo adoptowali psa i na tych "niesuper" bo psa kupili. to tak nie działa - uwierz mi. ci niesuper też adoptują psy.

    losu bezdomnych psów nie rozwiąże się za pomocą samej adopcji. to wiele złożonych na które wpływa brak wiedzy, brak szacunku do zwierząt, brak odpowiednich przepisów czy respektowania prawa. rozumiem cię co chciałbyś osiągnąć ta dyskusją, ale takimi rozważaniami raczej osiągniesz efekt odwrotny od zamierzonego. nie próbuj ludziom na siłę narzucać konieczności popełniania dobrych uczynków. aby takie robić, należy do tego dojrzeć.

    ja spotkałam się przez ostatnie 5-6 lat z niewiarygodnym ogromem psiego nieszczęścia. przeszłam tez przez fazę czarno-białego świata. i jeśli ktoś chce kupić psa konkretnej rasy i zależy mu na rodowodzie to ja to akceptuję. staram się jedynie nakierować taką osobę na to aby zapłacił za tego psa osobie, której warto zapłacić. jeśli zaś ktoś chce dać psu dom i nie zależy mu na rasie czy metryce, to jak najbardziej namawiam do adopcji. i nie oceniam, która z tych osób jest lepsza czy gorsza. bo dla mnie najważniejsze jest to aby oba te psy były kochane i szanowane aż do śmierci.

    tez chciałabym żyć w idealnym świecie. ale takiego nie ma. problemu bezdomności nie rozwiąże się adopcjami, tylko kompletna zmianą naszego stosunku do zwierząt. bo każdy bezdomny pies miał kiedyś właściciela, który go porzucił. i dopóki ludzie będą porzucać swoje psy (nieważne czy te kupione czy te adoptowane czy te znalezione czy te, jak to piszesz, "wyprodukowane") to ten problem będzie istniał.

  • cosymut 12.09.12, 07:34

    „rozumiem cię co chciałbyś osiągnąć ta dyskusją”
    Może rozumiesz, a może nie
    „ale takimi rozważaniami raczej osiągniesz efekt odwrotny od zamierzonego”
    Efekt jaki przyniesie ta dyskusja jest ściśle skorelowany z jej treścią, co oznacza że masz na to duży wpływ.
    „nie próbuj ludziom na siłę narzucać konieczności popełniania dobrych uczynków. aby takie robić, należy do tego dojrzeć. „
    Zgadzam się. Przy czym według mnie proces dojrzewania jest wynikiem procesu doświadczania, ale także myślenia, w tym również na temat różnych opinii.
    Myślę, że zasadniczo zgadzamy się w podstawowych kwestiach. Mam wrażenie, że główna linia podziału przebiega przez „fascynację określona rasą”. Odczucia empatii jakie ty masz związane z tą ulubioną rasą lub typem psa ja mam w odniesieniu do wszystkich psów również tych kundelków z zakręconymi ogonami. To że dla ciebie rasa ma znaczenie a dla mnie nie powoduje, że masz w sobie znacznie więcej wyrozumiałości dla rozmnażania psów rasowych niż ja.
    Pozostaję także przy swoim przekonaniu, że ludzie adoptują psy przede wszystkim po to, żeby im pomóc. Tak jest na pewno w przypadku kundli. Może twoje doświadczenia dotyczą bardziej psów rasowych, gdzie pewnie jest i tak i tak.
    Zgadzam się natomiast z tobą, że problem jest wielkoprzyczynowy, ale główna przyczyna leży w człowieku i jego świadomości na temat otaczającego go świata i roli tego określonego człowieka w tym świecie. Również zgadzam się, że zmiany muszą być ukierunkowane na wiele obszarów.
  • cosymut 11.09.12, 13:25
    I jeszcze wyrazy uznania za woluntarystyczną pracę na rzecz psów :)
  • semi-dolce 10.09.12, 21:27
    Zdrożnego? Wolne żarty. Szczenię, które kupuję ma mieć doskonały rodowód, rodziców i dziadków o konkretnych cechach charakteru, eksterieru i zdrowia, konkretny wygląd, kolor (i ma nieść geny konkretnych kolorów, nie koniecznie widoczne w fenotypie), ma mieć duże szanse na wyrośnięcie na piękne, jak najbardziej zgodne ze wzorcem rasy zwierzę, ba ma reprezentowac konkretny typ tejże rasy, ma dawać nadzieje w wieku szczenięcym na sukcesy wystawowe w wieku dorosłym, ma w końcu służyć także do hodowli kolejnych pięknych, mądrych i zdrowych psów.

    Adopcje? Jasne, miałam i psy z adopcji i psy na tymczasie. Te adopcyjne dozyły u mnie swoich dni, na kolejne nie mam miejsca. Jedyne co mogę zrobić to wspierać adopcje psów mojej ukochanej rasy finansowo, co regularnie robię.

    Mimo że, jak twierdzisz, "produkuję" psy, żaden pies z moim przydomkiem nie był nigdy w schronisku. Owszem, zdarza się, na szczęście bardzo rzadko, że zmieniają dom - wówczas pomagam włascicielom czy to zabierając psa do siebie i szukając domu, czy tylko pośrednicząc w znalezieniu.

    --
    hugowaferajna.pl/
  • cosymut 11.09.12, 07:30
    Do bardzo dobrze, że dbasz o jakość swoich produktów i działasz w kierunku zabezpieczenia ich przed skończeniem w schronisku. To chwalebne.
    Pobudki producentów psów są dla mnie bardziej oczywiste, niż decyzje o zakupie psa.
    Jak widać po załączonym linku każda okazja na poszerzenie biznesu jest dobra.
  • blue.berry 11.09.12, 09:55
    > Jak widać po załączonym linku każda okazja na poszerzenie biznesu jest dobra.

    najśmieszniejsze jest to że te najlepsze hodowle to pasja a nie biznes. dosłownie bo często zamiast zarabiać dopłaca się do tego "interesu". szczenięta sa bardzo rzadko, z przemyślanych połączeń, często wyjeżdża się z sunią do innego miasta lub kraju na krycie lub ściąga nasienie co jest bardzo kosztowne. do tego wystawy (nie tylko te 3 do uzyskania hodowlanki), badania, świetna opieka nad szczenna suką i szczeniakami. które zazwyczaj są u hodowcy po 8 tygodni i dłużej. biznes jest dla tych co pakują suke do klatki lub chlewu i kryją co cieczkę swoim psem lub psem sąsiada, suka i szczeniaki są bez odrobaczania i szczepień a miot wydawany jest w wieku 6 tygodni. o tak - wtedy się zarabia.

    zawsze warto uważać z oskarżeniami - tutaj uderzyłeś kulą w płot bo podejrzewam że semi więcej wydała na pomoc adopcyjniakom i na opiekę nad tymi, których miała na DT niż kiedykolwiek zarobiła na swoich szczeniakach.
  • cosymut 11.09.12, 11:30
    „dosłownie bo często zamiast zarabiać dopłaca się do tego "interesu". „
    Skoro się dokłada, to znaczy, że mogą je prowadzić tylko bardzo zamożni ludzie, którzy mają z czego dokładać.
    Gdyby rzeczywiście była to tylko działalność hobbystyczna, a ludzie ci robili by to z miłości do psów wszystkie oddawane i porzucane psy trafiałyby z powrotem do tych hodowli i tam odnajdowały swój dom. A czy tak jest? Może jakby nie produkowali tych psów tak wiele nie byłoby takiej konieczności?
    Nie znam, ani tej konkretnej hodowli ani tej konkretnej Pani. Nie znam także motywów jej postępowania. Więc to co pisze nię dotyczy tej konkretnej sprawy, ale ogółu.
    Po prostu jest we mnie niezgoda na to, że produkowane są psy w bardzo dużej liczbie i nikt z tych producentów nie myśli o tym, że każdy nowo wytworzony pies odbiera szanse na przeżycie, na znalezienie domu innym psom. Mam prawo tego nie rozumieć i mam prawo o to pytać. Może zrozumiem, że psa w typie dog czy molos czy malamut można kochać i podziwiać, a kundla już nie.
    Podzielam twoją opinię w sprawie „dzikich hodowli”, ale jest mi bardzo daleko do gloryfikowania hodowli z certyfikatami.
  • ajaksiowa 11.09.12, 12:08
    Nigdy bym nie kupiła rasowca ,sumienie spokoju by nie dało-a tak wiem że w choć szczątkowy sposób przyczyniłam się do poprawy losu tej nędzy-której udziałowcem był mój pies.:)
  • semi-dolce 11.09.12, 12:31
    > Gdyby rzeczywiście była to tylko działalność hobbystyczna, a ludzie ci robili b
    > y to z miłości do psów wszystkie oddawane i porzucane psy trafiałyby z powrotem
    > do tych hodowli i tam odnajdowały swój dom. A czy tak jest?

    No tak, tak jest. Dwa z psów ode mnie dotychczas zmieniały dom. Jedna suka jest u mnie, zabrałam i została, mimo że wyobraź sobie jest niehodowlana, drugi pies właśnie zmienia dom, nie wraca do mnie, jedzie do osoby, którą mu znalazłam. Mogę go zabrać do siebie, tylko po co i dlaczego, skoro już ktoś, zakochany w nim i w rasie i sprawdzony jako własciciel na niego czeka?
    --
    www.dzikiedzieci.pl/
  • semi-dolce 11.09.12, 12:28
    No, faktycznie szerzę biznes. Jak zapewne zobaczyłeś/aś w załączonym linku moje ostatnie szczeniaki maja obecnie 15 miesięcy (było ich 5 w miocie, 2 zostały u mnie) i nowych na razie ani widu ani słychu. Biznes pełna parą :) Zarazem dość intensywnie jeżdżę na wystawy (wyniki w tym samym linku), każda z nich to wydatek około 600 zł (wystawa, paliwo, czasem hotel). Licz kochanie jakiż to super interes. A, moje psy ostatnio są dość intesywnie szkolone, do wystaw i w kierunku obedience, maja indywidualne lekcje (obecnie dwa psy), raz w tygodniu, każda kosztuje mnie 85 zł.

    Widzę że ty z tej frakcji, która twierdzi, że hodowcy to zło. Walczysz nie tam, gdzie trzeba. Psy z hodowli jak moja rzadko kiedy lądują w schronisku, naprawdę. Walcz z faktycznymi producentami. Tylko z nimi trudno, bo takich jak ty mają głęboko w mało szlachetnej części ciała.

    Wyobraź sobie jednak, że tacy zwykli ludzie, tez czasem chcą od psa czegoś więcej, niż żeby był. Chcą psa o określonych predyspozycjach - eksterierowych (bo chcą na wystawy), psychicznych (bo chcą na obedience, agility, fly ball, frisbee, rower, jogging itd.), chcą psa konkretnej rasy, bo charakter tejże rasy współgra z ich własnym, tudzież z trybem życia, aktywnościa codzienną, składem rodziny. Tego pies adopcyjny zazwyczaj im nie da. A nawet jeśli jest w stanie dać to często nikt tego nie wie - bo psa w schronisku nikt nie zna, nikt z nim nie pracuje, jest jednym z setek innych.

    Zachwalanie adopcji i jakaś walka z kupowaniem szczeniąt działa tak naprawdę na niekorzyść adopcyjnych psów. Łatwiej wychować szczenię kupione w dobrej hodowli, a więc odpowiednio zsocjalizowane, i łatwiej nabrać na nim obycia i doświadczenia. Adopcja psa po przejściach człowiekowi bez tego doświadczenia zazwyczaj kończy się kolejną zmiana domu dla psa.

    Ponad to sa ludzie, którzy nie spełniaja wymagań niektórych organizacji adopcyjnych jako własciciele zwierzaka, a którzy bez problemu mogą go kupić i stają się razem cudowną rodziną. Nie wiem jak psie organizacje, ale jedna z kocich nie oddaje kotów do domów z innymi zwierzakami, dziećmi i osobom powyżej 50 roku życia (bo sa stare i niebawem umrą i osierocą kota).

    --
    hugowaferajna.pl/
  • cosymut 11.09.12, 13:17
    Oj, dyskusja zmierza „na manowce”.
    Jeżeli zamieszcza się ogłoszenia biznesowe (zresztą wbrew regulaminowi forum) to się reklamuje swój biznes. Ja przynajmniej tak to rozumiem.
    Nie mam nic wspólnego z Urzędem Skarbowym, więc twoje straty i dochody finansowe średnio mnie interesują. Moje zainteresowanie i priorytety skierowane są na 100 000 psów w schroniskach.

    „Walcz z faktycznymi producentami. Tylko z nimi trudno, bo takich jak ty mają głęboko w mało szlachetnej części ciała.”
    Jak na razie jeszcze z nikim nie walczę – niestety. Może pora żeby zacząć.
    A dlaczego wy (rozmnażający psy jako hobby) nie walczycie z producentami psów, którzy okaleczają waszą ukochaną rasę? Przecież łamią oni ustawę o ochronie zwierząt (kara do 100 ooo zł) i łamią prawo skarbowe, bo zazwyczaj nie płacą podatków. Informujcie policję, urząd skarbowy. Walka z tym jest w waszym interesie.

    „Adopcja psa po przejściach człowiekowi bez tego doświadczenia zazwyczaj kończy się kolejną zmiana domu dla psa.”
    Znam wiele osób, które adoptowały psy i nikt psa nie oddał. Dlatego, że psy są zazwyczaj adoptowane przez osoby odpowiedzialne, które wiedzą po co biorą psa. A osoby, które psy kupują często tego nie wiedzą i stąd tyle psów jest porzucanych.

    „Wyobraź sobie jednak, że tacy zwykli ludzie, tez czasem chcą od psa czegoś więcej, niż żeby był. Chcą psa o określonych predyspozycjach - eksterierowych (bo chcą na wystawy), psychicznych (bo chcą na obedience, agility, fly ball, frisbee, rower, jogging itd.), chcą psa konkretnej rasy, bo charakter tejże rasy współgra z ich własnym, tudzież z trybem życia, aktywnościa codzienną, składem rodziny. Tego pies adopcyjny zazwyczaj im nie da. A nawet jeśli jest w stanie dać to często nikt tego nie wie - bo psa w schronisku nikt nie zna, nikt z nim nie pracuje, jest jednym z setek innych.”
    No właśnie to mnie interesuje dlaczego dla zwykłych ludzi jest tak ważne żeby jeździć z psem na wystawę, żeby wyglądał jak… itd.
    A co do tego, że o psach ze schroniska nic nie wiadomo to nie prawda. Armia wolontariusz jest naprawdę potężna. Opiekują się psami w schroniskach, bardzo wiele o nich wiedzą i są bardzo pomocni w aklimatyzacji psa do nowych warunków.
    No a po za tym znowu zbliżamy się do sedna zagadnienia, czyli po co ludzie biorą psa. Co jest dla nich ważne, czy to że uratują jakiegoś zwierzaka (i tych ludzi rozumiem) czy po to żeby pojechać na wystawę lub coś innego (i tych ludzi chcę zrozumieć).

    Nie traktuj moich postów personalnie. Rozmawiamy o problemie. Może dla ciebie tak samo ważnym jak dla mnie.
  • semi-dolce 11.09.12, 14:30
    Urząd Skarbowy moje straty i dochody też ma raczej w poważaniu, bo płacimy ryczałt od "sztuki stada podstawowego". Niezależnie czy sprzedaż miotu przyniesie dochód czy stratę (a bywa i tak).

    Hodowcy jak najbardziej zwalczają pseudo i pomagają psom w potrzebie, nie tylko tym ze swoim nazwiskiem. Jasne, nie wszyscy, ale znam wielu, którzy tak. Każdy robi, co może - jedni ratują psy z pseudo, inni wyciągają ze schronisk (a czasem wydzierają, bo te wspaniałe schroniska wcale nie chcą oddać), inni dają domy tymczasowe, kolejni dają pieniądze. Każdą z tych aktywnosci mam "zaliczoną", aktualnie z braku miejsca w domu i czasu ograniczam się do ostatniej.

    Nie, nie rozmawiamy o problemie. Hodowla psów rasowych i ich kupno to nie żaden problem.

    Piszesz, że nie rozumiesz po co ludziom pies na wystawy. Ja na przykład nie rozumiem filatelistów, którzy potrafią wydać grube tysiące euro na stary skraweczek papieru zamiast wspomóc głodujące dzieci/psy/koty/rybki akwariowe. Nie muszę rozumieć, to nie moja pasja. Ważne, bym nie brała się za liczenie nie swoich pieniędzy.

    Nie walcz z hodowcami, naprawdę. Popatrz taka Szwecja. U nich są tylko psy z hodowli, z rodowodem. Nie ma psów bezdomnych. To nie hodowcy zasilają schroniska w nowe psy.

    Pamiętaj także o tym, że psy z hodowli są zawsze oznakowane i zarejestrowane w bazie ZK. To nie są psy, które znalezione w lesie bo ktoś porzucił, nie są możliwe do zidentyfikowania. Tu zawsze można odnaleźć hodowcę (który wie kto był właścicielem psa) lub samego właściciela i pociągnąć do odpowiedzialności za porzucenie zwierzęcia. Pod warunkiem, że się chce znaleźć - wyciągnęłam kiedyś, z dużym trudem i po 2 miesiącach walki, ze schroniska psa. Rasowego. W schronisku, przez ponad 2 miesiące, nie zadano sobie trudu by znaleźć i odczytać tatuaż, mnie zajęło to 5 minut.

    www.dzikiedzieci.pl/
  • cosymut 12.09.12, 07:40
    Ja naprawdę rozumiem, że jest różnica między różnymi osobami rozmnażającymi psy.
    Z cała pewnością filateliści wykazują mniejsze zainteresowanie sprzedanymi znaczkami - bardzo interesująca Twoja paralela myślowa między hobby rozmnażania psów a zbierania znaczków.
    Co do Szwecji, nie znam ich rozwiązań odnośnie psów bezdomnych. Natomiast co do kundli, to jeszcze trzy lata temu były.
    „ Hodowla psów rasowych i ich kupno to nie żaden problem”
    Oczywiście, że nie. Podobnie problemem nie jest hodowla psów nie całkiem rasowych, brak sterylizacji, czy przekonanie że suczka musi urodzić. Problemem nie jest ludzka podłość, okrucieństwo, głupota, chciwość, próżność, obojętność i wiele innych podobnych cech. To są tylko zjawiska, które połączone tworzą bardzo duży problem bezdomności i cierpienia bądź mordowania psów (patrz Ukraina).
    Piszesz jakie te schroniska są złe. Schroniska są po drugiej stronie tej czarnej tęczy. Wiele schronisk jest nastawionych na zysk, wcale nie na pomoc psom. A te, które chcą pomagać są podobnie jak wolontariusze uwikłani w pracę Syzyfa. Dopóki psy będą rozmnażane, nie da się tego opanować. A będą rozmnażane tak długo jak długo będzie popyt. A popyt jest umiejętnie podsycany, również przez ciebie. Wmówiono ludziom, że jak mieć psa to tylko szczeniaka i rasowego. Że psy ze schroniska to samo zło i że ludzie są za głupi żeby sobie z nimi poradzić. Stąd też wątki „Jaką rasę psa mam kupić” A dlaczego nie jak mam sobie poradzić z zaadoptowanym psem?
    „Twój” pies w schronisku został potraktowany w taki sam sposób jak wszystkie inne psy. Schronisko nie sprawdza do kogo należy pies, robi to straż miejska. A dla wielu ludzi, w tym i dla mnie, potomek wielokrotnego medalisty jest dokładnie takim samym psem i zasługuje dokładnie na to somo co kundel.
  • semi-dolce 12.09.12, 12:59
    Ja nie hoduję psów nie całkiem rasowych i nie uważam, że suka musi mieć szczeniaki. Serio. Mam suki, rasowe, nawet z uprawnieniami hodowlanymi, których nie rozmnażam i sterylizuję. No i? Jaki to ma wpłym na pogłowie w schronisku? Żaden, absolutnie żaden.

    Tak, mówię ludziom by chcąc mieć psa kupili rasowe szczenię. Żeby nie kupowali w rozmnażalni a w dobrej hodowli. Są ludzie, którzy nie chcą adoptowac psa tylko go kupić. I nie ma w tym absolutnie nic złego.

    A skoro mój pies, zanim został moim, był traktowany w schronisku jak wszystkie to znak, że to schronisko nie powinno w ogóle istnieć - stary, chory pies, z zapaleniem stawów tak bolesnym, że nie stawał samodzielnie, tylko siadał i leżał, był przywiązany łańcuchem do płotu, na ziemi mając garść słomy. Zimą. A nie sprawdzanie tatuażu/chipa jest po prostu głupotą. Po cos się przecież te psy znakuje i nie wszystkie do schronu przywozi straż miejska. Ot kompletne olewanie losu psa - przyjęli, dostana za to kasę, reszta się nie liczy.
    --
    www.dzikiedzieci.pl/
  • blue.berry 11.09.12, 15:29
    > A dlaczego wy (rozmnażający psy jako hobby) nie walczycie z producentami psów,
    > którzy okaleczają waszą ukochaną rasę? Przecież łamią oni ustawę o ochronie zwi
    > erząt (kara do 100 ooo zł) i łamią prawo skarbowe, bo zazwyczaj nie płacą podat
    > ków. Informujcie policję, urząd skarbowy. Walka z tym jest w waszym interesie.

    ależ walczą. i nie hodowcy też walczą. nowa ustawa jest chociażby dowodem na to (pomijając fakt jak jest kulawa i ile ma w sobie dziur). interwencje w pseudo są na to dowodem. zabieranie psów z takich miejsc też. niestety wielokrotnie rozbijamy się o rafy "mała szkodliwość czynu", "a co mnie to obchodzi". to wcale nie jest takie proste jak ci się wydaje. zacznij sam a zobaczysz.

    > Znam wiele osób, które adoptowały psy i nikt psa nie oddał.
    no i? bo ja dla odmiany znam wiele przypadków, kiedy psy z adopcji wracały do schroniska lub fundacji. lub też zostały porzucane (czym właściciele łamali zapisy w umowach adopcyjnych).

    > Dlatego, że psy są zazwyczaj adoptowane przez osoby odpowiedzialne, które wiedzą po co biorą psa.
    a to jest teza wyssana z palca. rozumiem, ze tak naprawdę nie masz nic wspólnego z adopcjami psów, a swoje tezy wyciągasz z kieszonki "bo tak mi się wydaje".

    > A co do tego, że o psach ze schroniska nic nie wiadomo to nie prawda.
    owszem, prawda. ocena psa w schronisku potrafi być bardzo myląca i nieprawdziwa. zarówno w jedną jak i drugą stronę. największy agresor może się poza schronem okazać potulnym barankiem, a najspokojniejszy pies niebezpiecznym dominantem (co przy niektórych rasach lub gabarytach jest naprawdę sporym problemem). warunki w schronisku maksymalnie wypaczają psie zachowania. dlatego osobom, które nie maja wiedzy, doświadczenia i samozaparcia o wiele lepiej podsuwać psy z fundacji, które zazwyczaj mają swoje psiaki w hotelach lub domach tymczasowych, gdzie oceniane jest ich prawdziwe zachowanie i wprowadzane są korekty i szkolenia.
  • cosymut 12.09.12, 07:44
    Ty masz takie przykłady, a ja inne. Może moje są regułą a twoje wyjątkiem, a może odwrotnie. Żeby zagadnienie rzeczywiście zdefiniować potrzebne byłyby ścisłe dane, np. jaki procent psów adoptowanych, a jaki procent psów kupionych jest wyrzucany. Analiza statystyczna pewnie pozwoliłaby na określenie różnic pomiędzy grupami. Tylko o czym to mówi. O tym kto sobie lepiej radzi z problemami: osoby, które adoptują czy te które kupują?
  • claratrueba 12.09.12, 06:31
    > Można spotkać się ze stwierdzeniem, że kupując rasowego psa ma się taki charakt
    > er jaki się chce. Jednakże, przy obecnym systemie adopcji także można wybrać ps
    > a zarówno pod kątem jego cech charakteru jak i wyglądu. Dostępne są tysiące ofe
    > rt.

    Naprawdę są oferty szczeniaków bardzo młodych a więc bez urazów psychicznych po przodkach, w których wyszkolenie zainwestowano sporo czasu i pieniędzy?
    Ja dałam szanse na dobry dom nieuleczalnych psiarzy i psom rasowym po wybitnych rodzicach (decydowała psychika rasy i psychika rodziców, wygląd tylko pod pewnymi względami np. pies z sierścią umożliwiającą spędzanie dużej ilości czasu na dworze) i psom bezdomnym. Różnica jest bardzo duża.
    Geny mają duży wpływ na charakter i inteligencję. To jest również doświadczenie rodziców adoptujących dzieci. To jest również przedmiot badań genetyków i psychologów ewolucyjnych w przypadku ludzi. Nikt już nie kwestionuje istnienia czynnika genetycznego, spory dot. jedynie stopnia jego wpływu. Bardzo ciekawe zagadnienie, polecam szczególnie badania Plomina nad bliźniakami.
    Wracając do psów- pewne rasy powstały w wyniku rozmnażania psów o określonych cechach psychicznych. Dlatego pies przewodnik niewidomych nie będzie mieszańcem bliżej niekreślonych ras, nie będzie przedstawicielem psów mysliwskich czy obronnych. Najprawdopodobniej będzie labradorem.
    Nie jest prawdą, że kundelek o bliżej nieokreslonym materiale genetycznym to jest taki sam przewidywalny pies jak pies, którego rasa pewne cechy posiada od pokoleń kształtowane. Szkoliłam i psa obronnego i pasterskiego i kundelki. Ogromna różnica i w samym pojmowaniu i stopniu przewidywalności zachowań. Szczególnie w syt. zagrożenia gdzie wrodzone cechy biorą górę. Nawiązując do Twojego porównania do samochodu- na równej drodze nie ma znaczenia czy sportowy, czy "normalny" czy 4x4. Na bezdrożach ma ogromne. Tak jak najlepszy kierowca nie poradzi sobie w błocie po kolana samochodem nieterenowym, tak najlepszy psiarz nie ukształtuje psa nierasowego tak jak można to zrobić wydobywając cechy wbudowane w psychikę psa od kilkunastu, kilkudziesięciu pokoleń.
    Wszystkie moje psy jednakowo kochane, przy porównywalnym wysiłku włożonym w szkolenie jednak się różniły i różnią.
    O tu jest problem z przygarnięciem bezdomnego- jeśli szczeniak nie wiadomo czy nie wyrośnie z niego olbrzym o niepewnej psychice. Chciałbyś mieć do czynienia z wielkim psem, którego nie może opanować jego pani ważąca tyle co pies? Pewnie nie, ale zetknięcie z parą ja i mój sznaucer olbrzym wspominałbyś miło.
    Jeśli bezdomny psiak nie jest już szczeniakiem może mieć urazy psychiczne bardzo poważne. Pies znajomych w typie wilczur na widok kazdej osoby z czymś co przypominało mu kij stawał się kompletnie nieobliczalny, inny- tracił rozum na widok studzienki kanalizacyjnej. Mój kundelek przybłęda na widok osoby w roboczym kombinezonie po prostu dostaje szału. Na szczęście jest malutki. Znam ten problem również od strony "jasia wędrowniczka"- mój kundelek nieżyjący od 25 lat- każda okazja by uciec i się szwędać był wykorzystywana. To był pies niewielki ale włóczącego się np. dobermana nie chciałbyś spotkać raczej.

  • cosymut 12.09.12, 08:00
    Nie podważam znaczenia genów. Podważam natomiast założenie, że geny kundli są w jakikolwiek sposób gorsze od genów rasowych. Jeżeli się tym problem interesujesz to też zapewne wiesz, że rozmnażanie w ograniczonej wąskiej populacji prowadzi do zwyrodnień. A dowiedziono także, że mieszanki ras ludzkich sprzyjają wyższej inteligencji. Więc założenie, że kundle są mniej inteligentne chyba jest mylne.
    Pewnie tak jest, że psy rasowe są bardziej przewidywalne, co nie oznacza, że tak całkiem i do końca. Też często mogą „wywinąć numer”.
    I znowu jak powyżej, Ty masz swoje historyjki ja mam swoje. Znam również uciekające rasowce i uciekające kundle, które już nie uciekają.
    Rozumiem, że stawiasz tezę, że ludzie wybierają psy rasowe, bo tak jest łatwiej i że mają na myśli, że te tysiące psów w schroniskach nie są moją odpowiedzialnością i nic mnie to nie obchodzi. Ważne jest tylko zapewnienie swojej wygody, a broń boże jakiś wysiłek czy wyzwanie?
  • claratrueba 12.09.12, 09:48
    Wiesz, zapewne łatwiej byłoby mi nie przygarniać moich kundelków i nie pracować nad nimi. To nie jest wysiłek mniejszy czy większy w moim przypadku. To jest możliwość lub niemożliwość osiągnięcia pewnego rezultatu nawet przy intensywnej pracy. Oczywiście, bez takiej pracy nie osiągnie się nic nawet z psem po najlepszych przodkach. Ale szanse są większe jeśli potencjał jest znany niż jeśli pracujemy w ciemno.
    To nie do końca jest kwestia inteligencji jako zdolności uczenia się. Tu porównanie szkolonego kundelka i zaniedbanego w szkoleniu psa rasowego wypadnie na korzyść kundelka zawsze. To kwestia cech psychicznych, charakterologicznych. Bardziej przewidywalnych przy znanych przodkach- stąd szkolenie określonych ras ze znanych hodowli na psich terapeutów, przewodników, ratowników a innych na psy mysliwskie, pasterskie czy policyjne.
    Tu nie jest kwestia takich czy innych historyjek- każdy pies i każdy właściciel ma swoje. Ale historyjki właścicieli dobrze wyszkolonych psów danej rasy, z hodowli, która dba o dobór charakterologiczny psów a nie tylko urodę, są bardzo podobne. Historie kundelków takim podobieństwem się nie cechują.
    Oczywiście, że problem bezdomności psów jest okropny. Ale nie jest jego rozwiązaniem konfliktowanie właścicieli rasowych i nierasowych. Bo problem nie zależy od istnienia hodowli, które są również tam, gdzie bezdomnych psów jest nieporównanie mniej. I nieporównanie więcej tam, gdzie hodowli praktycznie nie ma- w krajach nierozwiniętych. To kwestia społeczna- stos. do zwierząt. To kwestia regulacji prawnych, dostępności do sterylizacji lub wręcz jej obowiązek - obowiązek sterylizacji psów poza rejestrowanymi hodowlami w Norwegii spowodował, że tam problemu bezdomnych psów nie ma. Schroniska są hotelami, gdzie trafia pies, który uciekł, zgubił się i natychmiast znajduje się właściciel bo psy są czipowane. I słono mus zapłacić za niedopilnowanie zwierzęcia.
    Tylko takie rozwiązanie i jego dopilnowanie (co trudniejsze w Polsce) da szanse na zlikwidowanie osiego cierpienia. Nie emocje. Fajnie, że uratowałam dwa kundelki. Ile urodziło się tym czasie?



  • cosymut 12.09.12, 10:22
    Jest to niewątpliwie problem, który ma wiele wątków i zrobić trzeba bardzo wiele w wielu obszarach aby go jakoś rozwiązać. Jest nowa ustawa, która miała ograniczyć rozmnażanie psów. Czy ogranicza? Na pewno nie w zakresie ich rozmnażania dla zysku. Hodowle jak działały tak działają. Psa rasowego można kupić za 200 zł i idą „jak woda”. Dlaczego? Bo jest rozbudzony popyt na rasowe szczeniaki, bo ludziom się wmówiło, że tylko taki pies ma wartość, bo jest to dla nich coś jak maskotka tyle że się rusza.
    Napisano powyżej, że schroniska utrudniają adopcję, że sprawdzają ludzi. A może właśnie tak powinno być że ludzie dostają psa tylko wówczas gdy na niego zasłużą. Może powinno być tak, że ludzie dostają psa tylko wówczas gdy są zdeterminowani na pokonywanie trudności z tym związanych.
    Tylko że tak nie będzie, tak długo jak długo na rozmnażaniu psów ludzie będą zarabiać.
    Moim zamiarem nie było atakowanie hodowców, czy walka z nimi. Raczej ciekawość co powoduje, że pobudki konsumpcyjne i rożne rozbudzone aspiracje wygrywają nad refleksją, poczuciem odpowiedzialności czy współczuciem. Również ciekawość dlaczego ludzie tak lubią iść na łatwiznę. Miałkość priorytetów.
  • semi-dolce 12.09.12, 09:58
    A jak się mierzy inteligencję psa?

    Rasy psów były tworzone po coś. I rozwijano w nich instynkty zgodne z tym "czymś". I tak rasy myśliwskie mają silny instynkt myśliwski, lepszy węch itd. Rasy stróżujące mają instynkt pilnowania swojego terenu silniejszy niż rasy myśliwskie. Rasy obronne bronią swojego człowieka z wieksza łatwością, niż rasy ozdobne czy stróżujące. I łatwiej sie szkoli psy zgodnie z ich przeznaczeniem. Zapewniam cię, że szkolenie buldożka francuskiego na ipo zakończy się klapą. I teraz kundel, przy całej swej mądrości, pochodzenie ma nieznane. Nie wiadomo co w tym psie drzemie, jakich miał przodków, jest więc niespodzianką. Dla osoby, która chce mieć psa o konkretnym instynkcie nie jest do zazwyczaj dobra inwestycja (czasu, pracy, wysiłku włożonego w szkolenie). Zakup psa rasowego jest także docenieniem pracy hodowców, włożonej w ukształtowanie rasy. Nie, nie tych dzisiejszych, tych sprzed 250 lat.

    Poza tym dlaczego zakładasz, że każda rzecz w życiu powinna wiązać się z wysiłkiem czy wyzwaniem? Chcę mieć psa rasowego to go kupuję w dobrej hodowli, chcę kundelka to adoptuję. Gdyby tak było psów bezdomnych byłoby mniej, uwierz. Problemem są psy w typie rasy, stowarzyszenia, które teraz powstały i zrzeszają pseudo i wypisują sobie rodowody dla psów kompletnie nieznanego pochodzenia, czesto nawet nie przypominających rasy. Problemem sa psy "rasowe" jako gratis do smyczy za 600 zł czy też szczeniaki z "rodowodem" po 750. Ludzie mają też taką brzydką cechę, że "łatwo przyszło, łatwo poszło" - kiedy zapłacą za psa 4 tysiące to z reguły trudniej im jest go oddac, a jesli oddają to z szacunkiem.


    A tysiące psów w schroniskach... gdyby z tych tysięcy pousypiać te chore, nie mające szans na adopcję, kiblujące w schronisku od kilku lat i wszystkie noworodki (bo one się w schroniskach rozmnażają, wiesz?) to byłoby ich mniej. I ludzi byłoby łatwiej znaleźć - mniej psów oznacza, że mniej osób do adopcji potrzeba, że lepiej te psy w schronisku można poznać i przygotowac do adopcji. Z jednej strony taka fala bezdomniaków, z drugiej dyrektor schroniska (już zamkniętego) z dumą mówiąca w tv, że oni są dobrzy, bo nie usypiają psów. A potem okazuje się, że na podwórku schroniska jest zakopanych kilkaset psich trupów, bo się pozagryzały, zmarły z głodu albo je podobijali szpadlem.

    Nie, nie czuję się odpowiedzialna, za psy w schroniskach. To nie są moje psy, nie ode mnie. I wiem, że gdybym postanowiła działać tak, jak sugerujesz że się powinno, to ani ja nie byłabym szczęśliwa z adoptowanymi kundlami, ani one ze mną. Bo mam konkretne oczekiwania co do psa. Z miłości do rasy pomagam adopcjom dogów, choć żaden z nich nie cierpi z mojej winy.
    --
    hugowaferajna.pl/
  • blue.berry 12.09.12, 10:17
    a ja to mam tylko już właściwie jedno pytanie (jako że dyskusja zaczyna się kręcić w kółko i coraz mniej chce mi się w niej uczestniczyć):
    cosymut - czy ty masz jakiekolwiek doświadczenie w wolontariacie w schronisku czy przy jakiejś fundacji? zajmowałeś się jakimikolwiek adopcjami, przystosowywaniem psów do adopcji, szkoleniami? zajmowałeś się jakąś konkretną działalnością na rzecz poprawienia losu psów w Polsce?
  • cosymut 12.09.12, 10:32
    Poprzednia odpowiedz była do semi-dolce.

    Ta jest do ciebie

    Nie, nie mam doświadczenia z wolontariatem. Mam tylko trzy kundle (jeden znaleziony a dwa ze schroniska) wzięte z litości, nie z potrzeby. I może to jest mój problem. Może zagryza mnie sumienie, że moje życie i praca ciągle nie pozwala mi na znalezienie czasu, żeby dać z siebie coś więcej.
  • blue.berry 12.09.12, 11:22
    o to teraz popatrzmy:
    ty masz trzy adoptowane psiaki czyli po twojej stronie jest +3 uratowane psy
    ja mam jednego kupionego w hodowli czyli po mojej stronie jest -1 uratowany psiak.

    z tym ze w międzyczasie dzięki moim działaniom kilka / kilkanaście / kilkadziesiąt psów znalazło dom. nie umiem tego wymiernie policzyć bo mam takie swoje psy, czysto prywatne (wygrzebany z zaspy przy drodze, wykupiony z pseudo, zabrany ze schroniska, odebrany rodzinie, która się nim nie zajmowała) które poszły do nowych domów (niektóre z nich po kosztownym leczeniu i paromiesięcznym hotelowaniu), ale też mam takie psy, w których drodze po nowe życie miałam udział, współpracując z fundacjami i luźnymi grupami ludźmi i zajmując się takimi rzeczami jak: spacery, zajmowanie się psami w klinikach, podstawowe szkolenia, prace u podstaw czyli przyzwyczajanie psa do człowieka, ogłoszenia adopcyjne, sesje foto potrzebne do tychże, opłaty, wożenie do weterynarzy na zabiegi i operacje itd. (i bynajmniej zajmowałam się wszystkimi rodzajami psów od rasowych rodowodowych, po te w typie rasy jak i kundel). aktualnie jestem wolontariuszem w jednej z fundacji (skądinąd zajmującej się psami kompletnie nie wchodzącymi w zakres moich prywatnych psich pasji jeśli chodzi o rasy) i zajmuję się tam kluczową sekcją umożliwiającą działanie tejże fundacji.
    mam od wielu lat naprawdę duży wgląd w procedury adopcyjne, w to kto chce adoptować psy, ile psów wraca z adopcji, jakie psy są w schroniskach, jakie psy są porzucane i jak to ogólnie wygląda.
    dlaczego zadałam to pytanie i dlaczego o tym piszę (bo nie bynajmniej po to aby sie chwalić). po to aby zwrócić ci uwagę że pisząc: "Ty masz takie przykłady, a ja inne. Może moje są regułą a twoje wyjątkiem, a może odwrotnie." podpierasz się głownie swoimi wyobrażeniami, ja zaś doświadczeniem. doświadczeniem, które bardzo zrewidowało moje wyobrażenia sprzed paru / parunastu lat. i dlatego mój świat nie jest juz zero-jedynkowy.
    i wiem że zarówno ludzie którzy psy kupują jak i ci którzy je adoptują radzą sobie z nimi równie, jedni lepiej, inni gorzej a jeszcze inni w ogóle. nie ma wpływu na to bynajmniej "źródło pochodzenia psa". jak również wiem (o czym pisałam wcześniej) a w co najwyraźniej nie wierzysz, że jest cała grupa ludzi którzy adoptacja psa tylko z jednego powodu - bo jest za darmo. i bynajmniej nie chcą mu przychylić nieba tylko np. przypiąć do budy na łańcuch.

    ze wszystkich twoich wypowiedzi wybija się spore "zaperzenie" i mocna chęć oceniania ludzi. oceniania ich tylko z jednego powodu - bo kupili psa. a wiesz co ci powiem - największy krąg moich znajomych to ludzie związani z pomocą psom, ludzie którzy zajmują sie tym od kilku a nawet kilkunastu lat. i nikt z nich, nigdy nie zrobił mi najmniejszego wyrzutu z powodu tego że mój pies został kupiony. a ty sięgając po argumenty z holokaustem oceniasz np. semi, która, jakby ja podliczyć ma na swoim koncie zdecydowanie więcej ocalonych psich żyć niż twoje +3.

    dostałeś bardzo sensowne odpowiedzi, od osób które maja naprawdę sporo doświadczenie zarówno jaki i w pracy z psami jak i w pomocy im. proponuje żebyś sobie to ponownie przeczytał i trochę przemyślał.
    a i tak na przyszłość - jak się chce pomagać, to zawsze znajdzie się takie miejsce czy sposób aby to robić. bo pomagać można na wiele sposobów, nawet mimo braku czasu czy takiego czy innego życia i pracy.
  • semi-dolce 12.09.12, 12:51
    Ok, masz trzy kundle. Świetnie. I co? Chcesz się podbudować jakoś, mówiąc, że wszyscy powinni robić jak ty a kupowanie psów jest złe? No dajże spokój, przecież ludzie są różni. Dla jednych sensem życia jest adopcja z litości (nie wiem czy to jest dobra motywacja adopcji akurat) dla innych hodowla psów rasowych. Widzę, że lubisz uogólniać - wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za los psów w schroniskach, wszyscy powinni tak jak ty.... Nie wszyscy. Na szczęście. Jedni wolą kawę a inni herbatę. Jedni psy inni koty. Jest tyle dróg przez życie, ilu ludzi. I sposobów pomagania też jest wiele. Fajnie, że kochasz swoje psy. Ja kocham i uwielbiam swoje.
    --
    www.dzikiedzieci.pl/
  • cosymut 12.09.12, 10:30
    No właśnie, ty się nie czujesz odpowiedzialna, a ja tak. Tak jak po II wojnie światowej cały naród niemiecki był odpowiedzialny za holocaust. Tak wszyscy Polacy są odpowiedzialni za to co się dzieje z psami w Polsce. Taka jest moja opinia.
  • semi-dolce 12.09.12, 12:41
    Odpowiedzialność zbiorowa jest tak samo szkodliwa jak gwałt zbiorowy.

    Za nieszczęście porzuconego psa odpowiedzialny jest tylko ten, kto go porzucił. Naszym problemem jest to, że nie ponosi on konsekwencji swojego czynu.
    --
    www.dzikiedzieci.pl/
  • claratrueba 12.09.12, 13:31
    semi-dolce napisała:

    > Odpowiedzialność zbiorowa jest tak samo szkodliwa jak gwałt zbiorowy.
    >
    > Za nieszczęście porzuconego psa odpowiedzialny jest tylko ten, kto go porzucił.
    > Naszym problemem jest to, że nie ponosi on konsekwencji swojego czynu.

    Dokładnie.
    Czy jako osoba, ktora przygarnęła psy bezdomne czujesz się winny za moich sąsiadów, którzy biorą takie psy TYLKO dlatego, że nic nie kosztują bo tu w dzielnicy, która była wsią 10 lat temu, za psa zapłacić to może taka jak ja dziwaczka ( w tych dwóch stówach to Ci chyba zero uciekło albo nie o hodowlanych psach mowa). Im sie to w głowie nie mieści. Podobnie jak sterylka (tyle piniędzy!), dobra karma (skisła zupa wystarczy!), operacja (chyba pani zwariowała przecież to kundel, wywalić toto).
    Nie dzielę właścicieli na dobrych-od-znajd i złych-od-rodowodowych. A po prostu na dobrych i złych, co dotyczy obu grup.
  • ajaksiowa 12.09.12, 15:18
    Chylę czoła przed Tobą ,Cosymucie kochany-za te Trzy uratowane Istnienia!:*
  • cosymut 12.09.12, 16:44
    No teraz jest już trzy na jednego :)
    Zapewne osoby, które zajmują się porzuconymi psami mają znacznie większe prawo do krytykowania i oceniania innych.
    Mam wrażenie że, nasze myśli i intencje gdzieś się mijają.
    Po prostu oczekuję od ludzi, że myśląc o kupieniu psa rozważają to w szerszym kontekście niż tylko swojej wygody i koloru swojej sukienki lub samochodu. Że wezmą pod uwagę, że mogą coś dać nie tylko zyskać. A może dając zyskają jeszcze więcej.
    Z waszych postów wynika, że ludzie doskonale wiedzą jakie chcą mieć psy. Skąd to wiedzą, czy aby nie z kolorowych gazet, a może z rozpowszechnianego przekonania, że pies powinien być kupionym, rasowym szczeniakiem, bo te ze schroniska mają zwichrowaną psychikę? A jak nie wiedzą to wtedy pytają na forach jaką rasę wybrać, żeby najbardziej pasowała do koloru torebki.
    To prawda, że w moich pytaniach jest krytyka dotycząca osób kupujących psy i myślących tylko i wyłącznie egoistycznie. Ale też jest i tak, że chcę zrozumieć dlaczego tak do tego podchodzą. Może na podstawie tego co napisałyście zrozumiem a może całkiem nie.
    Może ze mnie wyjątkowo durny człowiek, ale w tej chwili ciągle bardziej rozumiem ludzi, którzy nie lubią psów i najchętniej by się ich pozbyli ze swojego otoczenia, niż tych, którzy niby kochają psy, ale to, że tysiące psów czeka na adopcję nie ma znaczenia w ich planach nabycia swojego pupila.
    Zapewne dobór psa pod oczekiwania właściciela ma znaczenie w ich wzajemnym współistnieniu. Ale, czy koniecznie musi to być rasowy szczeniak? Przecież porzucanie psów rasowych wcale nie świadczy o tym, że wybranie określonej rasy zapewnia dobre rezultaty.
    Znalazłyście domy dla bezdomnych psów, ale przecież nie udałoby się wam to w żaden sposób, gdyby nie było takich ludzi którzy na psa patrzą podobnie jak ja.
    Oczywiście, że stosunek do psów to sprawa świadomości. Tylko jeżeli tej świadomości nie będzie się rozwijać, to wkrótce zabraknie wam domów gdzie można oddać psy do bezpiecznej adopcji.
    Ja mocno wierzę w rozwój człowieka, w to, że wspina się coraz wyżej i podejmuje wyzwania, bo daje mu to satysfakcję, której nie da się przeliczyć na pieniądze. Wy zakładacie, że jest duchowym karłem, dla którego najważniejsza jest wygoda i poczucie, że może mieć wszystko za co może zapłacić i że tylko takie nabytki mają znaczenie i że nie musi od siebie niczego wymagać. Pewnie w rzeczywistości jest i tak i tak.
    A co do odpowiedzialności zbiorowej, nie mam takiego poczucia w odniesieniu do innego człowieka. Natomiast mam jeżeli odnosi się to do innych zwierząt. Są one całkowicie zależne od człowieka i wszystko co je spotyka zależy od nas. Ja mam swoją winę w tym, że poświęcam za mało ze swojego czasu na pomoc. Wiem, że moja pomoc finansowa jest tylko czyszczeniem sumienia i że to za mało. Dlatego mam dużo szacunku dla wolontariuszy. Ale przecież wszyscy wiemy, że pies potrzebuje głównie domu i kochającego właściciela.
  • blue.berry 12.09.12, 18:42
    no dobra, to spróbujmy dalej. mam dzisiaj czas a i w sumie ta dyskusja dotyka na tyle ważnych rzeczy że warto ją ciągnąc, choć niestety zaczynam pisać juz to samo co napisałam wcześniej.

    > No teraz jest już trzy na jednego :)
    myślę że ajaksiowa napisała to co napisała jak najbardziej szczerze i bez złośliwości. zreszta to prawda - to super że masz 3 adoptowane psy. ale to nie daje ci prawa do takiego oceniania tych ludzi, którzy psa kupili.

    > Zapewne osoby, które zajmują się porzuconymi psami mają znacznie większe prawo
    > do krytykowania i oceniania innych.
    ale widzisz tutaj kwesta leży przy tym, że to ty krytykujesz i oceniasz innych - tych którzy kupują psa zamiast adoptować. mimo że cześć tez, które ci do tego służą, jest błędnych. jak chociażby ta poniższa.

    > Po prostu oczekuję od ludzi, że myśląc o kupieniu psa rozważają to w szerszym k
    > ontekście niż tylko swojej wygody i koloru swojej sukienki lub samochodu.
    cała masa ludzi, którzy kupują rasowe psy nie dobiera ich do swojej wygody czy koloru sukienki, tylko do swoich możliwości, wiedzy, ilości czasu, pasji i zainteresowań. ktoś uprawiający jogging czy jeżdżący na rowerze wybierze takiego psa, który nie tylko temu sprosta ale tez będzie miał z tego wielką frajdę. a ktoś ceniący spokój i powolne spacery, wybierze rasę która ceni dokładnie to samo. bo jednym z czynników jak wpływają na dobre życie psa w ludzkim stadzie jest jak najlepsze dobranie psa i człowieka.
    i ponownie - jeśli uważasz że wśród ludzi adoptujących psy nie ma takich, którzy dobierają je do swojej wygody i koloru sukienki to jesteś w błędzie. część schroniskowych powrotów to argumenty w typie: bo nie szczekał, bo szczekał za dużo, bo skakał, bo wyrósł za wysoki, bo jest brązowy, bo myślałam że będzie z nim mniej roboty. ja tego nie wymyślam - to sa fakty.

    > Z waszych postów wynika, że ludzie doskonale wiedzą jakie chcą mieć psy. Skąd t
    > o wiedzą, czy aby nie z kolorowych gazet, a może z rozpowszechnianego przekonan
    > ia, że pies powinien być kupionym, rasowym szczeniakiem, bo te ze schroniska ma
    > ją zwichrowaną psychikę? A jak nie wiedzą to wtedy pytają na forach jaką rasę w
    > ybrać, żeby najbardziej pasowała do koloru torebki.
    w tym temacie dostałeś już naprawdę sporo podpowiedzi. ludzie są różni - jedni chcą mieć rasowego psa bo faktycznie takiego zobaczyli na zdjęciach w gazecie czy w serialu tv. ale inny chcą mieć konkretnego psa bo po prostu zakochali się w rasie, poznali ją u swoich znajomych, obserwowali podczas wystaw, czytali książki dotyczące ras. przykład znów mój - ja pierwszy raz dogi de bordeaux zobaczyłam na wystawie bodajże w 93 czy 95 roku. przez lata śledziłam tą rasę na wystawach, rozmawiałam z hodowcami, czytałam na jej temat. psa nie miałam bo nie miałam warunków. ale miłośc rosła i zaowocowała zakupem szczeniaka w 2001 r. dalej uwazasz że wybrałam psa do torebki?
    na forach są różne tematy - cześć osób wypytuje o rasy bardzo konkretnie - mają swoje oczekiwania i swoje możliwości. jak najbardziej idealne dopasowanie daje jak największą szansę na obopólne szczęście. i właściciela i psa. oczywiście nie mówię tu o ludziach którzy poszukują takiej rasy której nie trzeba wychowywać i z defoltu będzie grzeczna i idealna do dzieci. takich psów nie ma, ani rasowych, ani w schroniskach.

    > Zapewne dobór psa pod oczekiwania właściciela ma znaczenie w ich wzajemnym wspó
    > łistnieniu. Ale, czy koniecznie musi to być rasowy szczeniak?
    zazwyczaj tak - to musi być rasowy pies, niekoniecznie szczeniak (niekoniecznie też pies kupiony, może być adoptowany). powody zostały ci już w tym wątku dokładnie i wielokrotnie opisane. ponieważ konkretna rasa daje konkretne predyspozycje. czego nie można zapewnić w przypadku mieszańców. są oczywiście sytuacje, że np ktoś szuka psa aktywnego, z zacięciem agility bo sam jest aktywny i takie ma hobby. wtedy szuka takiego psa w fundacjach i po domach tymczasowych, które sa w stanie określić charakter psa. ze schroniska takiego psa nie weźmie, bo nie ma żadnej gwarancji że właśnie taki pies mu się trafi. no chyba że znajdzie w schronisku rasowego border collie albo sheltie. widzisz stopień skomplikowania? nie kazdy człowiek jest na niego gotowy.

    > Przecież porzucan
    > ie psów rasowych wcale nie świadczy o tym, że wybranie określonej rasy zapewnia
    > dobre rezultaty.
    i tutaj ponownie jeszcze raz - psów rasowych z metryka i tatuażem ZK w schronach jest bardzo mało. w niektórych rasach to naprawdę rzadkość. wynika to z tego że jak ktoś decymuje się na szczenię za 2000-4000 tysiące to zazwyczaj naprawde wie, czego chce. a nawet jak jednak się okazuje że nie to często pies wraca do hodowcy (bo tak jest w umowie) lub sam szuka mu nowego domu
    psów w typie rasy jest o wiele więcej w schronach - to dla odmiany wynika z tego że decyzja o zakupie psa w cenie 200-500 zł już wcale nie musi być taka przemyślana i rzeczywiscie czesto wynika z mody, kaprysu lub durnego pomysłu.
    ale w schroniskach najwięcej jest kundelków, nie przypominających żadnej rasy. o czym to świadczy?

    > Znalazłyście domy dla bezdomnych psów, ale przecież nie udałoby się wam to w ża
    > den sposób, gdyby nie było takich ludzi którzy na psa patrzą podobnie jak ja.
    gdyby nie było ludzi, którzy porzucają psy, my nie musiałybyśmy szukać im domów.
    problemu bezdomności nie rozwiąże sie adopcjami bo na miejsce jednego adoptowanego psa pojawia się dziesięć nowych. problem bezdomności można próbować osiągnąć edukacją, uregulowaniami prawnymi, zmianą stosunku ludzi do zwierząt, zwiększeniem odpowiedzialności, również tej karnej, za porzucenia itd itd.

    > Oczywiście, że stosunek do psów to sprawa świadomości. Tylko jeżeli tej świadom
    > ości nie będzie się rozwijać, to wkrótce zabraknie wam domów gdzie można oddać
    > psy do bezpiecznej adopcji.
    rozwijaj ją - w twoje ręce. ale nie w taki sposób jak teraz. nie antagonizując ludzi ze względu na to w jaki sposób weszli w posiadanie psa. rozwijaj ta świadomość, tłumacząc potrzebę sterylizacji, tłumacząc czym sa pseudohodowle i dlaczego nie należy w nich kupować, wyjaśniaj dlaczego nie każdy musi i powinien mieć psa i tak dalej. samo nawoływanie "nie kupujcie - adoptujcie" nie wystarcza.

    > Ja mocno wierzę w rozwój człowieka, w to, że wspina się coraz wyżej i podejmuje
    > wyzwania, bo daje mu to satysfakcję, której nie da się przeliczyć na pieniądze
    > . Wy zakładacie, że jest duchowym karłem, dla którego najważniejsza jest wygoda
    > i poczucie, że może mieć wszystko za co może zapłacić i że tylko takie nabytki
    > mają znaczenie i że nie musi od siebie niczego wymagać. Pewnie w rzeczywistości
    > i jest i tak i tak.
    zazdroszczę tej wiary. ja po tylu latach już jej nie mam. bowiem widzę codziennie po stronie ludzi naprawdę wiele złego. dobro, które widzę pozwala mi przeć do przodu i nie rezygnować, ale nie równoważy zła.

    to co próbujemy ci wyjaśnić to to że zło nie leży w kupowaniu psów rasowych. zło leży w ich porzucaniu. bo nie byłoby psów do adopcji gdyby nie było porzuceń. przed porzuceniem nie ratuje ani metryka ani uroda ani zapłacone pieniądze ani też trud jaki poszedł we wcześniejszą adopcję (procedury przedadopcyjne bywają skomplikowane). nie należy oceniać ludzi przez pryzmat tego że kupili psa rasowego. nie należy oceniać ich za to że chcą mieć psa konkretnej rasy. ludzi można oceniać względem tego jak tego psa traktują. a w innych tematach można ich edukować (adopcja zamiast kupna, kupno psa rasowego zamiast w typie rasy itd).
    musisz trochę rozszerzyć swoje widzenie świata - nie jest on bowiem czarno-biały. zazwyczaj jest szary choć i na szczęście zdarzają sie kolory.


  • blue.berry 12.09.12, 20:03
    ....bo temat mi się w sumie rozmył, z powodu wielowątkowości.
    to nie jest tak, że ja jestem przeciwna namawianiu do adopcji zamiast kupowania, wręcz przeciwnie. często to robię. ale zawsze staram sie dopasować do potrzeb konkretnej osoby.
    po pierwsze szanuje ludzi z zacięciem kynologicznym, pasją do jakiejś rasy i wiedzą, że należy kupować w renomowanych hodowlach. takim ludziom prędzej polecę konkretną hodowlę niż będą ich namawiać do adopcji. chyba ze widzę że nie zależy im na metryce czy wystawach - wtedy można pokazać że są do adopcji psy z tej rasy. ale bez spinki.
    po drugie - zawsze i wszędzie będę edukować ludzi którzy chcą kupić rasowego psa ale nie mają wiedzy i wydaje im się że zakup w pseudo jest ok i że mogą na tym oszczędzić. wtedy namawiam ich (tłumacząc i pokazując fakty) że jeśli chcą psa kupić to tylko w prawdziwej hodowli. inaczej lepiej aby psa adoptowali albo sobie w ogóle odpuścili.
    ludzi którzy po prostu chcą mieć psa namawiam zazwyczaj na adopcję, ale w sposób odpowiedzialny, tz wskazując opcje odpowiednie do ich możliwości. nie każdy nadaje się do tego aby pójść do schroniska i wybrać sobie psa, z którym da sobie rade.
    rozumiem ludzi, którzy chcą mieć psa ale nie czują sie na siłach, aby mierzyć się z nieznanym. wtedy warto pomóc im wybrać najbardziej odpowiednia rasę i namówić do kupna w dobrej hodowli lub do adopcji od fundacji zajmującej sie tą rasę.
    sa tez ludzie, po których wpisach na forum lub rozmowach widać, że nie powinni mieć żadnego psa, ani tego kupionego ani tego adoptowanego. i im próbuje to właśnie wytłumaczyć. ze tak naprawdę wcale nie chcą ani nie potrzebują psa.

    jak najbardziej można i trzeba szerzyć idee "adoptuj - nie kupuj", ale nie w taki sposób że ludzi, którzy kupują z góry ocenia się jako tych złych. i zawsze trzeba pamiętać, że nie każdy nadaje się do tego aby adoptować psa oraz że nie można zmuszać do dobrych uczynków.
  • ajaksiowa 13.09.12, 08:06
    Cosymucie kochany,to naprawdę nie była ironia z mojej strony:)
  • cosymut 13.09.12, 08:10
    „ludzi którzy po prostu chcą mieć psa namawiam zazwyczaj na adopcję, ale w sposób odpowiedzialny, tz wskazując opcje odpowiednie do ich możliwości. nie każdy nadaje się do tego aby pójść do schroniska i wybrać sobie psa, z którym da sobie rade. rozumiem ludzi, którzy chcą mieć psa ale nie czują sie na siłach, aby mierzyć się z nieznanym. wtedy warto pomóc im wybrać najbardziej odpowiednia rasę i namówić do kupna w dobrej hodowli lub do adopcji od fundacji zajmującej sie tą rasę.”
    Tak, pewnie to jest OK! Ale też, jest w tym po pierwsze założenie, że ludzie są tacy biedni i bezradni a po drugie, że wszystko powinno przychodzić im łatwo i przyjemnie. Pewnie wiesz, bo wszyscy to wiedzą, że bardziej cenimy to co zdobywamy z większym trudem. Może jak ktoś chce mieć psa powinien być na ten trud gotowy, bo przecież kupując rasowego, też nie ma 100% pewności, że będzie dokładnie taki jak sobie właściciel wyobrażał. Naprawdę nie wszyscy muszą mieć psy.
    Na koniec mam taką refleksję, że może masz rację, że ten wątek nie był najbardziej trafiony. Zabrał mi wiele z mojego cennego czasu, a w rezultacie zamiast pobudzić do myślenia i refleksji jakie są przyczyny naszych decyzji i jaki jest nasz prawdziwy stosunek do psów, skoncentrował się na mojej wrogości do hodowców :)
  • cosymut 13.09.12, 08:09
    Nie uważam, że dobrałaś psa do torebki. I nie uważam, że wszyscy dobierają psy do torebki. Ale niestety takich jest wiele. Ile procent jest takich ludzi którzy psy kupują na podstawie takich przesłanek, jak np. moda na określony typ, bo im ktoś wmówił że jest trendy mieć psa rasowego, bo nie wiedzą, że psa można np. adpotować?` Są pisemka ‘cztery łapy, osiem łap’.. itp. tudzież różne strony internetowe. Czy one służą psom i ich właścicielom? A może służą reklamodawcom, czyli producentom psów, karmy, itp. Czy w interesie której kogokolwiek z tych grup jest adopcja psów? Czy będą zatem zachęcać do adopcji psów, czy raczej straszyć jakie psy ze schroniska są straszne i obciążone traumą, a jakie cool są psy rasowe. W takich pisemkach bardzo często pojawiają się artykuliki na temat „do kogo jaki pies pasuje” (ciekawe cz są tacy ludzie do których pasuje zwykły kundel?). Jakiś koleś wyczyta, że np. amstaf to pasuje to takiego faceta jakim on chciałby być, to kupuje sobie takie amstafa i ma wrażenie, że jest takim fajnym facetem. Ludzie są przeważnie bardzo wrażliwi na sugestię. Bardzo łatwo im wmówić, że potrzebują czegoś czego tak naprawdę nie potrzebują. A jeżeli to coś traktują jak rzecz to jak im się znudzi, to wyrzucają.
    Piszesz o tym co zdecydowało o tym, że masz taką rasę jaką masz, to był jeden z celów tego wątku. Żeby różni właściciele psów rasowych wejrzeli w siebie i podstawy swoich decyzji.
    „cała masa ludzi, którzy kupują rasowe psy nie dobiera ich do swojej wygody czy koloru sukienki, tylko do swoich możliwości, wiedzy, ilości czasu, pasji i zainteresowań. ktoś uprawiający jogging czy jeżdżący na rowerze wybierze takiego psa, który nie tylko temu sprosta ale tez będzie miał z tego wielką frajdę. a ktoś ceniący spokój i powolne spacery, wybierze rasę która ceni dokładnie to samo.”
    Przeanalizujmy przykład joggingu. Jestem osobą biegającą. Myślę sobie ‘fajnie było by biegać z psem’. Więc co robię, szukam rasy która świetnie biega. Kupuję np. charta. Ale trafia mi się egzemplarz, który nie chce biegać. Jeżeli zakupiłem w dobrej firmie co daje gwarancję, to mi wymienią na lepszy egzemplarz. Jeżeli nie to albo pokocham go takim jaki jest, albo wyrzucę.
    I tutaj są dwie kwestie: a) dobieranie rasy według swoich potrzeb i oczekiwań jest wpisywaniem psa w szufladkę przedmiotowości, bo celem nie jest pies ale moje bieganie; b) to co mnie interesuje w tej dyskusji to to, co powoduje, że taki biegacz nie myśli sobie OK! chcę biegać z psem. Może znajdę jakiegoś który mi będzie towarzyszył a jednocześnie wyciągnę go z okropieństwa jakim jest schronisko. Wkłada w to swoją energię, swoje emocje. Jest gotów na pewne niewygody z tym związane. Wtedy pies jest podmiotem a bieganie dodatkiem.
    Ktoś ceniący spokój może oczywiście zakupić sobie psa, który poprzez dobór hodowców ledwo się rusza, ale może także wziąć starszego psa ze schroniska.
    Według tego przy czym się upieracie prawdziwe hodowle są super, a te nie prawdziwe są samym złem. Tylko dlaczego one są? Może są ponieważ jest popyt, bo promujecie modę na psy rasowe (oczywiście przed wami i równolegle z wami jest wielu lepszych w tej mierze. Nie jesteście jedyne). Twoje stwierdzenie ‘a ludzie, którzy czują się lepsi bo "kochają kundelki" mnie śmieszą troszkę’ pokazuje, że dla ciebie kundle są psem drugiego sortu (i strasznie mi to zgrzyta w kontekście twojej pracy w organizacji zajmującej się adopcją psów). Więc psy rasowe są czymś lepszym, nobilitują. Taki przekaz idzie z waszych wypowiedzi i od wielu lat z wypowiedzi innych osób. Można psa świetnie dobrać wedle różnych cech, można być z nim szczęśliwym bo jest dokładnie taki jaki chcemy. To samo w sobie według mnie jest chybione (patrz powyżej). A na dodatek większość ludzi wcale nie dobiera według różnych cech, a według panującej mody i tego co im wmówiono.
    Więc z rasowymi psami dzieje się tak jak z torebką Channel. Na skutek świetnego marketingu wszyscy chcą ją mieć, ale mogą tylko wybrani. Więc nie wybrani chcą jeszcze bardziej. Oczywiście cwaniacy od razu widzą biznes dla siebie i pojawiają się podróbki, na które stać już wszystkich. A później firma Channel strasznie się złości, że ktoś takie podróbki produkuje.
    Oczywiście, że w schroniskach są przede wszystkim kundle, bo jest ich w ogóle więcej w całkowitej populacji. Ale bezdomnych psów rasowych przybywa w szybkim tempie. Gwałtowny przyrost liczby szczęśliwych posiadaczy psów rasowych to efekt ostatnich lat. Więc poczekaj jeszcze trochę a przyrost rasowców w schroniskach będzie narastał. Pewnie tych wyjątkowych i wyjątkowo oznaczonych psów jest porzucanych znacznie mniej niż innych, bo też w ogólnej populacji jest ich mniej. Zwróć także uwagę, że wśród tych kundli jest wielu potomków rasówców wyrzuconych gdzieś w lesie z samochodu.
    A i jeszcze jedno. Prosty obserwator zauważył, że psy rasowe już nie są już takie trendy. Teraz hitem są mieszańce wybranych ras. To zapewne zwiększy liczbę tych prostych rasowiaczków w schroniskach.
    „gdyby nie było ludzi, którzy porzucają psy, my nie musiałybyśmy szukać im domów” – Tak, tylko pytanie dlaczego ludzie psy porzucają? Bo ludzie źle dobrali sobie rasę? Bo im się pies znudził, bo dostali prezent, którego nie chcą? A dlaczego robią nieprzemyślane zakupy i nieprzemyślane prezenty - Bo traktują psy przedmiotowo, bo to takie trendy podarować komuś pieska. Czy ludzie sobie robią prezenty z kundli? A skąd im przychodzą takie pomysły do głowy – A… może ktoś wypromował taką modę? A może ktoś im wmówił, że jak moją kundla to nie mają się czym chwalić, więc lepiej się go pozbyć i zakupić sasowego, dobranego pod katem osobowości.
    Może jakbyś się trochę postarała udałoby ci się znaleźć coś fajnego w zwykłych kundlach. Może to fajnie mieć psach, który jest zagadką, wyzwaniem. Psa, który jest całkiem inny od wszystkich pozostałych. Gdyby więcej osób zwróciło się w tym kierunku spadł by popyt na psy rasowe. Pewnie wiele spośród tych „dzikich” hodowli by po prostu zbankrutowało.
    Chybione adopcje na pewno są, ale są też i te pomyślne. Koncentrujesz się na tych adopcjach ze względu na kasę. Ale są i adopcje ze względu na psa, gdzie pies jest podmiotem. Twój ostatni post łagodzi trochę wcześniejszy przekaz, więc nie będę tego dalej rozwijać.

    „problemu bezdomności nie rozwiąże sie adopcjami bo na miejsce jednego adoptowanego psa pojawia się dziesięć nowych.” – No właśnie tutaj jest źródło problemu. Skąd te psy się pojawiają? - bo ktoś je wyprodukował, z głupoty lub z chęci zysku. Oczywiście można edukować ludzi, którzy na psach nie zarabiają, żeby je sterylizowali, ale można także pokazywać zarabiającym, że to co robią może nie do końca jest takie fajne. Oczywiście, w mojej opinii, bo w waszej jeżeli tylko hodowla rozmnaża medalistów jest OK! Wtedy może się promować, zachęcać do kupna i promować modę na określoną rasę psów. Promowanie adopcji jest be, bo adopcje wiążą się z trudem, a życie ma być łatwe i przyjemne.
    „ problem bezdomności można próbować osiągnąć edukacją, uregulowaniami prawnymi, zmianą stosunku ludzi do zwierząt, zwiększeniem odpowiedzialności, również tej karnej, za porzucenia itd itd. „ - Ty kładziesz nacisk na określone obszary działań, ja te obszary też wspieram, ale pokazuje ci także inne, których ty nie chcesz dojrzeć. A poza tym w jaki sposób można wspierać szacunek do zwierząt, jeżeli równolegle promowane jest przekonanie, że pies na ten szacunek zasługuje tylko wówczas gdy służy jakimś naszym celom i ma szlachetne urodzenie. Mówić komuś ‘szanuj psy, pies nie jest rzeczą’ a jednocześnie przekonywać go, że najlepiej będzie jak sobie dobierze psa według tego jakie funkcje w jego życiu ma pełnić, co możliwe jest tylko w przypadku psów rasowych jest jak mówienie dziecku, żeby jadł szpinak i samu objadanie się chipsami.
    „samo nawoływanie "nie kupujcie - adoptujcie" nie wystarcza” Niestety,
  • blue.berry 13.09.12, 09:18
    mam wrażenie że niewiele zrozumiałeś z tego co napisałam. więc na ta okoliczność po prostu mi się już dalej nie chce.
    ewentualnie - jeszcze jedno - ponownie strzeliłeś kulą w płot i pokazałeś że piszesz o rzeczkach o których niewiele wiesz a tylko sobie wyobrażasz. akurat dwa największe "psie" miesięczniki w Polsce: Mój Pies i Pies Przyjaciel od dawna już promują adopcje, ogłaszają psy ze schronisk i fundacji, przybliżają sylwetki ludzi i organizacji pomagających zwierzętom, piszą o mądrym podejściu do posiadania psów, o odpowiedzialności, o wyborze, pojawiają sie artykuły o wolontariuszach, o psach adoptowanych itd. rasy zaś są przedstawianie pod kątem "jaki śliczny piesek" ale przede wszystkim ze względu na wymagania, specyfikę i dokładne nakreślenia dla kogo są a dla kogo nie.

    widzisz - ja nie segreguję ludzi ze względu na to jakie psy kochają. dla mnie jest ważne, aby je kochali. i tak - śmieszą mnie ludzie, którzy ustawiają się w pozycji lepszego, bo mają kundelka. który zapewne jest mądrzejszy, lepszy i zdrowszy od psa rasowego. i tym samym oni tez są lepsi, bo nie ulegli modzie i "pochylili się nad biedakiem", "podjęli wyzwanie", "mają psa zagadkę". podobnie jak śmieszą mnie ludzie, którzy ustawiają się w pozycji lepszego bo maja psa rasowego. dla mnie nie ma znaczenia kto ma jakiego psa, ale jak go traktuje i jakim jest człowiekiem. swoimi wpisami nie pokazałeś mi nic nowego. żadnych "obszarów" ani sposobów myślenia. pokazałeś że masz zerowa wiedzę na temat kynologii i niewielką na temat psów ogólnie i oraz na temat adopcji / schronisk / pomocy / szkoleń. do tego kompletnie nie chcesz lub tez nie potrafisz zrozumieć tego o czym ci piszemy, a właściwie już tylko ja pisze, bo dziewczyny machnęły ręką.
    życzę mniej zacietrzewienia, za to więcej wiedzy.
  • semi-dolce 13.09.12, 10:14
    Jak wybierzesz charta do joggingu to na pewno się on nie sprawdzi, bo... nie dogonisz go :) Cosymucie nie idź tą drogą.

    Teraz to już nie tylko hodowcy i psy rasowe są źli, ale również prasa oraz producenci karm. A jeden Cosymut dobry, bo ma trzy kundelki. Tak, mnie też takie podejście śmieszy.

    Przyszedłeś na forum o psach rasowych mówić nam, że jesteśmy źli bo je mamy, że powinno się być jak ty i mieć kundle i to nasza wina, że schroniska są pełne. Idź może na sasiednie forum "dla starających się", gdzie pary piszą o swoich staraniach o poczęcie dziecka, jedni o miesięcznych, inni o wieloletnich i ogłos im, że są źli, bo tyle dzieci czeka na adopcję i w sumie to ich wina, te pełne domy dziecka, bo oni wolą mieć własne.

    Nie umiesz pojąć, że ludzie są różni i co więcej nie ma w tym nic złego, tak ma być, że cudownie się między sobą różnimy. Nie umiesz pojąć, ale to już twój problem. Dla mnie śmieszne jest to twoje zaperzanie się ja dobry - wy źli, postrzeganie świata jedynie w czerni i w bieli, wypowiadanie się z mądrą mina na tematy, o których pojęcie masz nikłe.

    Masz 3 znajdy - świetnie. Ja nie mam już żadnej. Ale kiedy znalazłam to wzięłam, leczyłam i oddałam do dobrego domu psa z rozległymi oparzeniami chemicznymi i okrutnie uszkodzoną wątrobą, którego ktoś prawdopodobnie usiłował otruć i oblał jakimiś chemikaliami. Miałam wzmiankowanego już psa ze schronu, o którego najpierw walczyłam w schronie a potem walczyłam, by zaczął chodzić, jego stawy były tak obolałe, że na każdy dotyk reagował agresją, a jednak udało mi się go doprowadzić do dobrego stanu, między innymi codziennymi masażami. Pomijam tak oczywiste przypadki, jak znalezienie psa w lesie uwiązanego do drzewa czy szczeniaki z interwencji tozu (miały tyle robaków i pcheł, że cała powierzchnia psa, skóry, oczu, nosa, odbytu się po prostu ruszała) albo pieska, którego własciciel oznajmił, że jak nie wezmę to zarąbie siekierą (nie, to nie był pies rasowy, to był kundel, którego adoptowano ze schroniska w młodym wieku). Dwa z takich psów zostały u mnie na zawsze. Jeden był cocker spanielem i życie z nim wspominam jako mocno trudne. Drugi był dogiem niemieckim. Tak tak - rasowym. Żaden kundel na świecie nie ma takiego charakteru jak dog. Ten drugi, choć żył od czasu zabrania ze schronu tylko rok, był psem mojego życia. Pozostałe - owczarki, labradory, amstaffy, kundelki - nie pasowały do naszej rodziny. Nie ten typ. charakter, sposób pojmowania świata, relacja z człowiekiem. Pojechały więc do nowych domów - zdrowe, przygotowane do adopcji, nauczone życia z człowiekiem, wysterylizowane. No ale ty jesteś dobry, a ja zła bo mam rasowe.

    Zastanów się dlaczego właściciele psów konkretnych ras w pewien sposób łączą się ze sobą. Skąd taka popularność monorasowych spotkań, zlotów (parę dni temu w Warszawie był zlot buldogów francuskich), organizowanie szkoleń tylko dla danej rasy, znajomości zawierane na forach i same fora dotyczące tylko jednej rasy. Ja mam przede wszystkim dogi i wiesz, mieć doga to nie jest takie po prostu mieć psa, to sposób na życie. Nie chciałabym żyć z kundlami tak jak ty możesz kompletnie nie pasowac do życia z dogiem. Każdemu według potrzeb.
    --
    hugowaferajna.pl/
  • ajaksiowa 13.09.12, 11:29
    Cosymucie kochany, w pełni solidaryzuję się z Tobą w spojrzeniu na ten temat a nie zabieram głosu tylko dlatego że staram się wprowadzać w swoje życie to co powiedziała Matka Teresa z Kalkuty:Nie walcz ze złem,czyń dobro!Pozdrawiam Gorąco.:)
  • cosymut 13.09.12, 12:08
    Blue.berry, Semi-dolce i Claratureba;
    Bardzo wam dziękuję za poświęcony czas i emocje jakie włożyłyście w swoje wypowiedzi. Bardzo to doceniam.
    Zwróćcie proszę uwagę, że wasze wypowiedzi mogą być również rozumiane tak jak ja to rozumiałem. A brak porozumienia stron zwykle leży gdzieś pomiędzy a nie tylko po jednej ze stron.
  • semi-dolce 13.09.12, 14:25
    Tak jak brak porozumienia zazwyczaj leży po środku, tak i świat nie jest dwuwymiarowy dobry-zły, czarny-biały, kundel z adopcji (ze schroniska, rowu) - rasowiec z hodowli.

    Około 2 tygodni temu dostałam maila od właścicieli psa ode mnie, że życie im się wywróciło do góry nogami i muszą oddać psa. Tego samego dnia zrobiłam to, co od razu mogłam - rozgłosiłam wśród znajomych. Domy znalazły się dwa następnego ranka, po sprawdzeniu, zweryfikowaniu (bo ów dom ma sukę ze znajomej hodowli, zrobiłam więc wywiad z hodowcą), porozmawianiu wybrałam jeden. Odesłałam do włascicielki, bowiem to jej pies i ona decyduje, ja mogę jedynie pomóc - dom tez jej podpasował, pies niebawem do niego jedzie. I teraz pytanie: czy ta dziewczyna, która bierze tego psa jest w twoich kategoriach dobra czy zła? Bo bierze psa "z odzysku", psa, który jest w potrzebie, szuka domu, ale zarazem jest to zwierze w miare młode, zdrowe, piękne, o świetnym charakterze i po doskonałych (i znanych, w sensie wiadomych) przodkach, z rodowodem.

    Mam znajomą, która robi jak ja, z tym że z racji zamieszkania nieco częściej (zamieszkuje bowiem w miejscu "na końcu świata", gdzie ludzie chętnie wywożą psy i porzucają). Ona te psy bierze, leczy, socjalizuje i szuka im domów. Nie zostają u niej. Jednocześnie hoduje psy rasowe, tak - ma szczenięta i je sprzedaje.

    Ludzie, którzy zgłaszają się po kundelka do oddania to zazwyczaj zupełnie inne osoby, niż te kupujące psa rasowego. Ba - obecnie mam bf i dogi, ludzi chcący bf są kompletnie rózni od tych, chcących doga. I według ciebie nalezy im mówic, nie nie kupujcie doga, weźcie kundla? Cóz z tego, że chcecie psa wielkiego, o konkretnym temperamencie doga, a więc raczej flegmatycznego, choć chetnie, przy odpowiednim podejściu sie szkolącego, psa, który nie swiruje na widok piłeczki/patyczka/frisbee, psa, który nie potrzebuje 3 godzin pracy i 10 biegania dziennie, psa o tym cudownym, lekko powolnym, stoickim podejściu do życia, nie wykazujacego agresji, nie umiejacego stróżować? Myslisz, że jeśli wezma kundla to będa z nim szczęśliwi, bo po prostu jest? Cóż z tego, że roznosi im mieszkanie, bo nie maja siły/chęci/czasu na 5 dwugodzinnych spacerów dziennie, połączonych z ćwiczeniami? Cóż z tego, że okazał się być doskonałym stróżem i mocno szczeka na każdego, kto przechodzi pod drzwiami a oni mieszkają w bloku o "fantastycznej" akustyce i sąsiedzi zaczynaja ich nienawidzić? Jest, uratowali, to mają być szczęśliwi chociaż marzyli o czymś kompletnie innym? A jeśli komuś marzy się bf, ta cudowna płaska twarz z lekkim zezem, stanowiąca najlepszy sposób na zły nastrój ale wezmą kundelka, bo "tak trzeba" i nie dość, że wyrośnie z niego pies nieco większych niż chcieli gabarytów, marzenia o płaskopyskim nie spełni to jeszcze notorycznie na spacerach będzie starał się upolowac ptaki/koty/zające bo ma silny instynkt mysliwski, którego wymarzony bf nie ma za grosz?

    Branie psa konkretnej rasy dlatego, że widziało się go nareklamie/w telewizji/ w kreskówce i taki fajny to se kupię nie jest dobrym pomysłem (po filme Marmaduke napisłam na ten temat artykuł do Mojego Psa, akurat o dogach, o ich kupowaniu i adopcjach, odsyłam do lektury - niestety który to był numer nie pamiętam, ale chyba artykuły sa dostępne na stronie www gazety). Ale branie jakiegokolwiek psa "bo mi się podoba", bez względu na rasę lub jej brak, zazwyczaj nie jest najlepsze. Zazwyczaj bo.... pierwszego doga zobaczyłam będąc dziewczynką w telewizji. Była taki cudowny: wielki, powolny i taki mądry. Towarzyszył swojej pani, chodził po chodniku bez smyczy, zapatrzony był w nią jak obrazek a w razie niebezpieczeństwa sam z siebie bronił, nie atakując a strasząc swoimi gabarytami. Dwadzieścia lat później wiem, że aby dog był właśnie taki, trzeba włożyć weń mnóstwo pracy. Wychowania, szkolenia ale i odpowiedniego doboru psów do hodowli. Wiem to i... mam dokładnie takie psy, a kiedy idę z któryms nadmorskim deptakiem ludzie patrza z podziwem i pytają jak to zrobic, by miec takie psa. Tak, o moich psach będa później opowiadać, że w wakacyjnym miasteczku X był taki dog - wielki, piękny i taaaaki mądry. I o takich psach będą marzyć. Ale nie martw się - gdy przyjda po szczenię długo będę ich zniechęcać i uświadamac jak wiele kosztuje by miec w końcu takiego psa. Większość zrezygnuje a ja postaram się wybrac dla moich szczeniąt zasługujące na nie domy.
    --
    hugowaferajna.pl/
  • szyszkasosny 23.09.12, 07:54
    Przyłączę się, bo miałam psa przygarniętego, psy kupione i wychowywane od szczeniąt. A teraz mam psa ni to kupionego, ni to przygarniętego.
    Zaginął mi ukochany collie, wychowany od szczeniaczka. Przeżywałam to bardzo, szukając jakiegoś śladu w Internecie, w ogłoszeniach o zwierzętach, co rusz natrafiałam na zdjęcie labradorki, której cena na allegro spadała systematycznie, były też jej zdjęcia na innych stronach o psach. Szukając dalej zaginionego, postanowiłam kupić, za naprawdę symboliczną cenę labradorkę, po to, żeby wypełnić pustkę po tamtym psie, licząc też na to, że 9 miesięczny pies jest już łatwiejszy do wychowania. I dziś czasem żałuję. Nie mam na tyle czasu, żeby zlikwidować złe nawyki labradorki. Mam ją już ponad rok, ale naprawdę dużo pracy kosztuje mnie nauczenie jej, że nie wolno kąsać pana, gryźć smyczy, szmat i butów, zachować się odpowiednio na drodze.

    Pies prowadzony konsekwentnie od szczeniaka, jest przez myślących właścicieli ukształtowany na dobrze wychowanego, zrównoważonego osobnika. Jeśli ktoś ma szczególne potrzeby, może przez wychowanie pogłębić jego cechy hodowlane.( Przeważnie - to tak jak z dziećmi, starasz się, a ono i tak wyrośnie na chuligana).
    Pies zabrany ze schroniska ma jakieś nawyki, złe skłonności, może nawet zmiany w psychice - i osoby, które nie mogą poświęcić uwagi na wykorzenienie tego, bądź nie mają takich umiejętności, mogą mieć kłopot.
    Mój pies, kupiony przez poprzednich właścicieli, wychowywał się praktycznie sam, zamykany w ciasnym pomieszczeniu, nie wyprowadzany - nawet nie bardzo umiał chodzić na smyczy gdzieś dalej, bo w domu było dziecko chore na astmę, uczulone na sierść.

    Mam poczucie, że dobrze zrobiłam kupując go, bo ma normalny dom. Ale czasem jest mi ciężko i wpadam w złość na źle wychowanego, niepoddającego się poleceniom labradora i na siebie, że chciałam sobie ułatwić życie, a tylko sobie utrudniłam.
    --
    ********************************************************************
    Naturalność, to bardzo trudna do utrzymania poza...
  • agniwoda999 29.09.12, 11:34
    Też się czasami zastanawiałam nad tym problemem i dlatego chciałabym się włączyć do dyskusji i napisać coś, co w zasadzie wynika z wcześniejszych wpisów.
    Jedna z osób napisała, że śmieszy ją, iż ludzie czują się lepsi bo mają psy rasowe lub czują się lepsi bo mają psy kundelki. Mnie się wydaje, że poczucie bycia lepszym jest wspólne dla obydwu grup. Jednakże, powody, dla których ludzie z tych dwóch grup czują się lepsi są inne. Ludzie czują się dumni, lepsi jeżeli robią coś co jest dla nich ważne, co jest dla nich wartością. I tak dla osoby, która psa kupuje wartością jest:
    - Wygoda - bo wydaje mu się, że pies danej rasy nie będzie stwarzał problemów, a zaadoptowany tak
    - Chęć uchodzenia za osobę zamożną, którą stać na zakup psa (przecież nie przyzna się, że kupił od pseudohodowcy)
    - Piękny obraz jaki ma przed sobą przedstawiający samego siebie w towarzystwie psa danej rasy, dodający poczucia własnej wartości

    Dla osoby adoptującej dużo większą wartością jest pomaganie, empatia, poczucie, że dzięki jej decyzji jakiś pies został uratowany.
  • bieszczadzkiwloczega 18.01.13, 21:22
    jako miłośnik psów - amator akceptuje dwie formy nabycia psa:

    - kupno z zarejestrowanej hodowli
    - adopcja

    wybrałam kupno psa rasowego i nie widze w tym nic zlego bo:
    - chciałam wychować szczenię
    - zależy mi na określonych cechach charakteru rasy oraz na piesku właściwie socjalizowanym od oseska (mam w domu dzieci wiec nie moge i nie chcę ryzykować)

    kupno psa od zarejstrowanego hodowcy gwarantuje to, ze zarówno suka jak i szczeniaki sa zadbane i przebywają w dobrych i godnych warunkach. Dodatkowo pieski są znakowane więc nieodpowiedzialny właściciel nie pozbędzie się pieska w niehumanitarny sposob łatwo bo można go będzie zidentyfikować, a także, zwykle, hodowca woli aby piesek został zwrócony do niego co gwarantuje psu, który się komuś znudził dobre życie

    osobiscie lubie i kundle i rasowce, i absolutnie nie widze nic zdrożnego w kupowaniu rasowego psiaka, ani nie uważam, że wzięcie kundla ze schroniska to same kłopoty (też kiedyś takiego miałam). TO co mnie oburza to nieodpowiedzialne rozmnażanie piesków i produkowanie w ten sposób tego calego psiego nieszczęścia

    Cosymucie, z ciekawości, czy Twoje kundelki (na pewno wspaniałe) są wysterilizowane? Mój psaik jeszcze nie bo za m lody jest
  • 0czescpaula0 12.06.13, 13:22
    Ja wybrałam rasowego psa. Od zawsze moim marzeniem byl whippet. Dostojny, piekny królewicz, koto-pies, niesforny ale go uwielbiam za jego delikatność i to że pięknie pachnie.

    Długo wahałam się przed wyborem psa, czy skusić się na zrealizowanie tego marzenia i mieć wymarzonego psa czy jednak uratować juz jakiegoś który czeka na nowy dom.

    Jednak nie żałuję, że kupiłam rasowego psiaka. Mój tez jest "uratowany". Jest wnętrem, więc gdyby trafił w niepowołane ręce mogłby być katowany na czarnym rynku w wyścigach albo mogłby być reproduktorem w pseudohodowli :(


    Mam takiego samego jak ta dziewczyna tutaj: www.youtube.com/user/psiesympatyczni




  • misiuloka 05.07.13, 18:07
    No tak, Twój królewicz jest uratowany, ale co z tymi, którzy jednak trafili do hodowli jako reproduktory. Każdy kto kupuje psa, a więc także Ty zwiększa popyt, a zwiększenie popytu wiąże się ze zwiększeniem liczby reproduktorów w pseudo hodowlach. Więc nie łudź się, że zrobiłaś coś dobrego dla kogoś. Zaspokoiłaś tylko i wyłącznie swoją potrzebę posiadania psa określonej rasy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka