Dodaj do ulubionych

Spadająca szansa

01.12.18, 20:34
Kiedyś, dawno, postanowiłam zawalczyć ze swoją samotnością. Wykorzystywałam wiele dostępnych metod. Portale randkowe, wtedy GG, później skype, wyjazdy dla singli, imprezy dla singli. Poznałam wiele osób i wirtualnie i realnie i nic z tego ostatecznie nie wyszło. Po tak długim czasie jestem sama. Nie mam już kont, jedynie tutaj zaglądam, ale bardziej w poszukiwaniu kontaktu wirtualnego niż czegoś więcej.
Dzisiaj się zastanawiałam czy istnieje jeszcze jakakolwiek szansa, że nie będę sama? Wydaje mi się, że już nie.
Edytor zaawansowany
  • szarlotka_ja 01.12.18, 20:41
    Nigdy nie trać nadziei wink.
  • witrood 01.12.18, 20:58
    Przeżyłem parę śmierci tej nadziei i jak umrze, to jest bardzo, bardzo słabo. Bardzo niefajne uczucie. No, ale potrafi jak feniks z popiołów.

    --
    People are stranger, people in danger...
  • szarlotka_ja 01.12.18, 21:43
    Witold to jednak na konkretnego kopa zasługuje tongue_out.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 06.12.18, 09:23
    Witek ma rację. Ja nigdy jeszcze nie straciłam nadziei, ale wiem, że gdy ją stracę... to po pewnym czasie odzyskam. Już to kiedyś pisałam że uważam że szukanie jest w formie sinusoidy... mogą być baaardzo duże doły, ale w końcu znów będzie się próbować. Całkowita utrata nadziei... nie bardzo to sobie wyobrażam, chyba głęboka starość dopiero...

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • silencjariusz 01.12.18, 20:45
    Też mi się tak wydaje. Jestem w podobnej sytuacji i jestem niemal pewny, że szanse na zmianę są bliskie zeru.
  • szarlotka_ja 01.12.18, 21:45
    Silencjariusz też na kopa w tyłek zasługuje wink.
  • silencjariusz 01.12.18, 22:05
    Nie czarujmy się. Już pozamiatane jest.
  • szarlotka_ja 01.12.18, 22:08
    Ech,chyba jednak pójdę coś poczytać tongue_out.
  • silencjariusz 01.12.18, 22:14
    A ja zapakuję się chyba pod prysznic.tongue_out
  • szarlotka_ja 01.12.18, 22:17
    A ja już się spod prysznica wypakowałam wink.
  • silencjariusz 01.12.18, 22:19
    To zostało Szarlotcie koszulę uprasować.wink
  • szarlotka_ja 01.12.18, 22:22
    A po co?
  • silencjariusz 01.12.18, 22:31
    Jak po co? Żebym ja nie musiał prasować.tongue_out
  • szarlotka_ja 01.12.18, 22:37
    Żebym się żelazkiem poparzyła? tongue_out
  • silencjariusz 01.12.18, 22:44
    Nadzorowałbym Szarlotę i czuwał nad przestrzeganiem przepisów bhp.tongue_out
  • szarlotka_ja 01.12.18, 22:49
    I zginąłby Sil szybciej niż ja. Nic mnie bardziej nie irytuje niż nadzorowanie tongue_out.
  • silencjariusz 01.12.18, 22:52
    Może to i dobrze? Bo któż by chciał doczekać samotnej starości?tongue_out
  • szarlotka_ja 01.12.18, 22:54
    W DPSie Sil nie będzie samotny wink.
  • silencjariusz 01.12.18, 23:05
    Nie wybieram się do DPSu.wink
  • szarlotka_ja 01.12.18, 23:07
    A ja owszem. Już se nawet wybrałam wink.
    Słodkich snów kiss
  • silencjariusz 01.12.18, 23:16
    Dobranoc.kiss
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 06.12.18, 09:28
    Nie myśl tak Sil. Poczytaj o "prawie przyciągania" ... dla jednych to bzdura, ale niekiedy naprawdę działa. Przyciągasz podświadomie to, w jaki sposób myślisz, to zaczyna się dziać, być prawdą...
    Niektórzy żartują z wmawiania sobie że "będzie dobrze" - ale ja coraz bardziej wierzę, że coś w tym jest i trzeba afirmować pozytywnie.
    Chyba że jest tak, że podświadomie w takim stanie, w jakim Jesteś, jest Ci dobrze - przyzwyczaiłeś się i wcale nie chcesz tego zmieniać.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • aniolka13 06.12.18, 20:55
    To jest właśnie straszne. Człowiekowi niby źle tylko ze sobą, tęskni do drugiego człowieka, obecności, miłości, bliskości, a z drugiej strony nie widomo, czy tak nie jest lepiej. Czy nie lepiej, bo już odwykliśmy przestrzeń dzielić z kimś. Czy taka wielka miłość, jaka przytrafiała się w młodości może to zmienić? Czy jednak wizja bycia z kimś nie przerasta nas? Mnie?
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 08:29
    Tak. To duży problem. Coraz więcej ludzi jednak woli mieszkać samemu, żeby nie brać na swoje barki tego drugiego człowieka... stajemy się samotnikami, którzy najchętniej "parowaliby się" tylko na chwilę, po czym wracali do swojej samotni, gdzie czują się najlepiej.
    Podobno w skandynawii jakiś olbrzymi procent gospodarstw domowych, chyba ze 70%, to gospodarstwa jednoosobowe. Pary są ze sobą ale mieszkają w oddzielnych domach.
    U nas też to coraz częstsze - widać tendencję społeczną. Trochę smutno, trochę straszno.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • witrood 01.12.18, 20:56
    Niby widzę, że niektórym się udaje, a innym nie. To chyba zależy od tzw. szczęścia.

    --
    People are stranger, people in danger...
  • aniolka13 01.12.18, 21:02
    A może ci, którym się nie udaje, może nie nadają się do związków? Dlatego nie wychodzi.
  • margott_2 01.12.18, 21:24
    Dziewczyno, a kto się nadaje. Patrz ilu tu z odzysku. Też im te związki nie bardzo wyszły. Ludzie trafiają nam się na jakiś czas. A długoletnie związki to też temat rzeka.
  • autoteliczna 01.12.18, 21:22
    Przecież nigdy nie wiesz, kogo spotkasz.
    Może wydawać się to nieprawdą, ale to jest fakt, którego nie podważysz.
  • silencjariusz 01.12.18, 22:21
    I co mi po tym? Na dziecko w wieku 50 lat już za późno będzie.
  • autoteliczna 01.12.18, 22:26
    A może nie będzie?
    A nawet jeśli - bez dzieci też można dobrze żyć we dwoje.
  • silencjariusz 01.12.18, 23:15
    Można, ale ja wolałbym jednak mieć zstępnych.
  • autoteliczna 01.12.18, 23:20
    A nie bierze Sil pod uwagę kobiety już z dziećmi?
  • silencjariusz 01.12.18, 23:25
    Nie.
  • kevinjohnmalcolm 01.12.18, 22:59
    silencjariusz napisał:
    > Na dziecko w wieku 50 lat już za późno będzie.

    Facetowi???
    Znam kilku gości którym dziecko urodziło się gdy mieli grubo ponad 50 lat.
    Mój kumpel z klasy z podstawówki miał ojca starszego od siebie o prawie 60 lat. W piłkę co prawda z nami nie grał, ale ogólnie dawał radę.
  • silencjariusz 01.12.18, 23:08
    Zapominasz, że do tanga trzeba dwojga. Skoro teraz nie ma na mnie chętnej, to po 50 tym bardziej nie znajdę kobiety w wieku rozrodczym.
  • witamina_b12 01.12.18, 23:17
    Może warto przeprosić się z rozwodkami, jak dzieciata to i szansa na kolejną ciążę wieksza bo wiadomo, że płodna :p
  • witamina_b12 01.12.18, 23:25
    Życie jest sztuką kompromisów i wyborów. Czas by spełnić marzenie warto pójść na większy kompromis niż początkowo zakładaliśmy.
  • silencjariusz 01.12.18, 23:28
    Nie przekonuje mnie ta logika.tongue_out
  • witamina_b12 01.12.18, 23:30
    To pozostaje Silowi dalej tylko biadolić.
  • silencjariusz 01.12.18, 23:35
    Biadolić? Pytanie było o to czy jest szansa. Odpowiedziałem, że nie ma. To gdzie tu biadolenie?
  • kevinjohnmalcolm 02.12.18, 00:41
    silencjariusz napisał:
    > po 50 tym bardziej nie znajdę kobiety w wieku rozrodczym.

    A kto powiedział że ona ma być po 50-tce? Może mieć np. 30-40 lat, a w takim wieku mnóstwo kobiet rodzi dzieci. Znalezienie kobiety która chciałaby mieć dziecko jest dziesiątki lub setki razy łatwiejsze od znalezienia takiej która nie byłaby tym zainteresowana (to przykładowo mój problem).
  • silencjariusz 02.12.18, 11:59
    Jeżeli to takie proste, to czemu jesteś sam?tongue_out
    Śmiem twierdzić, że skoro będąc młodym, pięknym inaczej, gołodupcem z głębokiej prowincji nie udało mi się związać na dłużej z żadną duszką, to tym bardziej nie uda się teraz, gdy jestem już tylko starym gołodupcem z przygranicznego zadupia.wink
  • witrood 02.12.18, 12:10
    Może trzeba grzecznie czekać do 50-ki? big_grin
    Ja nie zaryzykuję . Za bardzo się boję tak nic nie robić.

    --
    People are stranger, people in danger...
  • dolores2222 02.12.18, 12:26
    Czego się boisz?
  • witrood 02.12.18, 12:48
    Braku efektu w bardzo ograniczonym czasie. A poza tym to ponad 10 lat w bezczynności. Nuda. wink

    --
    People are stranger, people in danger...
  • dolores2222 02.12.18, 13:38
    Znaczy bycie singlem oznacza dla ciebie bezczynność? wink
  • witrood 02.12.18, 18:03
    Bezsensowność. Już mam trochę dosyć tego singlowania, ale kogoś, kto mnie fascynuje znajduję dość rzadko.

    --
    People are stranger, people in danger...
  • dolores2222 02.12.18, 18:26
    O właśnie. Mam pytanie:
    jeśli facet mówi, że kobieta go zafascynowała, to co właściwie ma na myśli?
  • witrood 02.12.18, 18:36
    Wygląd, głos, treść wypowiedzi, uśmiech, spojrzenie, ruchy ciała, zapach.

    --
    People are stranger, people in danger...
  • kevinjohnmalcolm 02.12.18, 12:45
    silencjariusz napisał:
    > Jeżeli to takie proste, to czemu jesteś sam?tongue_out

    Napisałem przecież że znalezienie dziewczyny która nie chce dziecka jest nieporównywalnie trudniejsze niż takiej ktora dziecko chce. Mnie dzieci nie interesują, więc odpada mi jakieś 99% kandydatek.


    > Śmiem twierdzić, że skoro będąc młodym, pięknym inaczej, gołodupcem z głębokiej
    > prowincji nie udało mi się związać na dłużej z żadną duszką, to tym bardziej n
    > ie uda się teraz, gdy jestem już tylko starym gołodupcem z przygranicznego zadu
    > pia.wink

    A to już inna sprawa i sam w podobnej sytuacji się znajduję...
  • autoteliczna 02.12.18, 13:10
    kevinjohnmalcolm napisał:

    >
    > Napisałem przecież że znalezienie dziewczyny która nie chce dziecka jest niepor
    > ównywalnie trudniejsze niż takiej ktora dziecko chce. Mnie dzieci nie interesu
    > ją, więc odpada mi jakieś 99% kandydatek.
    >
    Ale przecież może być tak, że znajdziesz taką, która może by i chciała, ale jednak przyjmie to, że Ty nie chcesz. Nie wszystkie kobiety są zdeterminowane na "tak, chcę dziecka, muszę je mieć". Są też takie, które nie dążą do swego za wszelką cenę, tylko biorą pod uwagę poglądy partnera. Choć fakt, na pewno jest mniej takich, które przejdą do porządku dziennego nad brakiem dziecka. Prędzej chyba będą to kobiety dojrzalsze (35+) niż młodsze.
  • dolores2222 02.12.18, 13:41
    No właśnie.
    Pewnie nie ten target wink
    Już o tym pisałam, ale mnie się Młoda przydarzyła. I dziś nie żałuję ani chwili, bo jest najważniejszą osobą w moim życiu. A matką jestem trudną. A Młoda daje radę tongue_out
    Ale gdyby mi się nie przydarzyła, to nigdy nie miałam ciśnienia na dziecko. Czyli jestem w tym jednym procencie. Chyba pierwszy raz poczułam się wyjątkowo wink
  • kevinjohnmalcolm 02.12.18, 14:10
    autoteliczna napisała:
    > Nie wszystkie kobiety są zdeterminowane na "tak, chcę dziecka, muszę je mieć".

    To jest właśnie ten jeden procent o którym pisałem...


    dolores2222 napisała:
    > Czyli jestem w tym jednym procencie. Chyba pierwszy raz poczułam się wyjątkowo wink

    Gdyby dobrze poszukać, to jeszcze parę innych unikalnych rzeczy by się w Tobie znalazło. Ludzie są zazwyczaj bardzo krytyczni wobec siebie i nie dostrzegają niektórych swoich wspaniałych cech. Poza tym o wielu swoich ukrytych talentach możesz nie wiedzieć.
  • dolores2222 02.12.18, 14:15
    Kurczę, dzięki, Kev.
    Dawno nikt mi nie powiedział nic tak miłego w tak prostych żołnierskich słowach. smile
  • kevinjohnmalcolm 05.12.18, 23:20
    autoteliczna napisała:
    > Nie wszystkie kobiety są zdeterminowane na "tak, chcę dziecka, muszę je mieć".
    > Są też takie, które nie dążą do swego za wszelką cenę, tylko biorą pod uwagę
    > poglądy partnera.

    Właśnie mi się przypomniało, że na portalach randkowych jest zazwyczaj pole dotyczące chęci posiadania dzieci i ma ono zwykle następujące opcje:
    - Chcę mieć dzieci
    - Niezdecydowana
    - Nie chcę mieć dzieci

    Ta środkowa opcja powinna być niby zarezorwowana dla kobiet o których wspominasz.
    Tymczasem za każdym razem gdy w przeszłości pisałem z dziewczyną która miała ją w swoim profilu zaznaczoną, okazywało się że tak naprawdę BARDZO chciała mieć dzieci i albo nie potrafiła wytłumaczyć dlaczego zaznaczyła środkową opcję, albo się wykręcała że "przecież dzieci będą dopiero jak się zwiąże z partnerem, a nie w tej chwili".
    Teoria teorią, ale praktyka pokazała że w przypadku kobiet "niezdecydowana" zdecydowanie oznacza "chcę dzieci".
  • autoteliczna 05.12.18, 23:39
    Oj, Kevinie - i tak po nocy rozmyślasz... smile
    No wiem, że może być trudno... Kobiet, które nie chcą jest mniej niż tych, które chcą.
    Ale wśród tych z opcją "chcę", przecież może się zdarzyć taka, która doda "ale nie muszę".
    Szkoda, że akurat na takie nie trafiłeś - ale to nie znaczy, że one nie istnieją. W obecnych czasach jest ich coraz więcej. Kobiety mają pracę, w której się spełniają, swoje pasje, podróże, hobby, rozwój duchowy itp. - coraz częściej opóźniają lub odrzucają macierzyństwo na rzecz tych właśnie.

    A pomyśl odwrotnie - może Ty kiedyś zechcesz mieć dzieci - powiedzmy za kilka lat. Takiego scenariusza nie bierzesz pod uwagę?
  • kevinjohnmalcolm 06.12.18, 00:02
    autoteliczna napisała:

    > Szkoda, że akurat na takie nie trafiłeś - ale to nie znaczy, że one nie istnieją.

    A w której bajce? wink


    > A pomyśl odwrotnie - może Ty kiedyś zechcesz mieć dzieci - powiedzmy za kilka lat.
    > Takiego scenariusza nie bierzesz pod uwagę?

    NIE
    Im więcej mam lat bym bardziej zdaję sobie sprawę z tego że dzieci to nie moja bajka.
    Jak miałem 20 lat, to dopuszczałem taka możliwość, bo dałem sobie wmówić że wszyscy je mają, więc i ja powinienem, ale teraz WIEM że to zdecydowanie nie dla mnie.

    I (proszę, nie przyjmuj tego osobiście, to nie do Ciebie) krew mnie zalewa jak wszyscy wokół mi wmawiają że jeszcze zmienię zdanie.
    NIE, NIE ZMIENIĘ!
    Sam siebie znam najlepiej.
  • samysliciel 06.12.18, 00:11
    a ja bym chciał, najlepiej chłopaka, w rodzinie hurtowo rodzą się praktycznie same dziewczynki, coś widzę że chyba muszę dać wszystkim dobry przykład wink

    --
    myślę wiec jestem
  • autoteliczna 06.12.18, 06:31
    kevinjohnmalcolm napisał:

    > A w której bajce? wink

    A tego to ja już nie wiem... wink

    > I (proszę, nie przyjmuj tego osobiście, to nie do Ciebie) krew mnie zalewa jak
    > wszyscy wokół mi wmawiają że jeszcze zmienię zdanie.

    Nie przyjmuję. smile

    Po prostu nie wiedziałam, że na pewno NIE.
    Jakbym wiedziała, to bym Cię tak nie pytała, bo wiem, że Ciebie się nie da przekonać wink
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 06.12.18, 09:33
    Jak Ty masz taki problem z tymi dziećmi Kev, to naprawdę się zastanów, czy nie pomyśleć poważnie o takiej jakiejś dobrze zakonserwowanej trochę starszej kobiecie. Takim już dzieci nie w głowie, ewentualnie mają już odchowane, jak ja, więc jakby ich nie było... Są kobiety które pomimo wieku mają w sobie radość życia i takie światło i urok, że albo nie wyglądają na swoje lata, albo to po prostu nie przeszkadza...

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • kevinjohnmalcolm 06.12.18, 19:34
    Hmmm... ale ja szukam partnerki, a nie matki! tongue_out
    Kobiety od razu rodzą się dorosłe, zawsze są psychicznie dużo bardziej dojrzałe niż mężczyźni, więc kompletnie nie wyobrażam sobie związku z rówieśniczką, a co dopiero mówić o starszej ode mnie kobiecie. To nie ma prawa działać.
  • gwen75 06.12.18, 20:24
    kevinjohnmalcolm napisał:

    > Kobiety od razu rodzą się dorosłe
    > nie wyobrażam sobie związku z rówieśniczką, a co dopiero mówić o starszej ode mnie kobiecie.

    Skoro rodzą się dorosłe, to potem już nie będą bardziej dorosłe czy nad-dorosłe. Czyli w sumie nie ważne ile mają lat... ;P
  • aniolka13 06.12.18, 20:57
    Typowo, a czy pomyślałeś, że kobiety też nie chcą drugich ojców, tylko partnera?
  • kevinjohnmalcolm 06.12.18, 21:00
    No właśnie o tym piszę - o dobraniu się osób o takim samym wieku mentalnym, a nie matki i syna czy ojca i córki.
  • kevinjohnmalcolm 06.12.18, 21:04
    Mam kolegę którego żona jest o 17 lat starsza od niego. Mentalnie są jednak rówieśnikami! W wieku 42 lat zachowuje się on jak przeciętny 60-latek, jest straszliwie zdziadziały, powolny, pierniczy jak stary zgred. Przecież taki gość nie wybrałby rówieśniczki, bo wyglądałaby przy nim jak córka!
  • gwen75 06.12.18, 21:01
    Hm, skoro to do mnie, to chciałbym wyjaśnić, że pisałem żartobliwie. Kobiety ogólnie może są trochę bardziej dojrzalsze od mężczyzn w tym samym wieku, ale bez przesady wink
  • kevinjohnmalcolm 06.12.18, 20:59
    Jak się rodzą to mają od razu 18 lat.
    Spytaj się dowolnej 8- czy 11-latki, każda powie że ona jest dorosła, a jej rówieśnicy to dzieci.
    20-latka czy 30-latka powie dokładnie to samo.
    tongue_out
  • gwen75 06.12.18, 21:03
    E nie, mylisz się. Każda kobieta ma dokładnie 18 lat, nie mniej ani nie więcej wink
  • kevinjohnmalcolm 06.12.18, 21:05
    Znam wyjątek. Moja dobra kumpela od kilkunastu lat obchodzi co roku 25 urodziny. wink
  • autoteliczna 06.12.18, 21:05
    Alllle podlisss wink
  • gwen75 06.12.18, 21:08
    A jeśli to było ironicznie? wink
  • autoteliczna 06.12.18, 21:14
    suspicious
    Jak żyję od 18 lat, jeszcze takiej złośliwej ironii nie widziałam wink
  • gwen75 06.12.18, 21:21
    autoteliczna napisała:

    > suspicious
    > Jak żyję od 18 lat, jeszcze takiej złośliwej ironii nie widziałam wink

    No wiem - delikatna była - i taka miała być wink
  • autoteliczna 06.12.18, 21:37
    No już dobrze, dobrze smile
    Obaj jesteście rozgrzeszeni i nawet rózgi nie będzie wink
  • aniolka13 06.12.18, 21:06
    Załamię Was obu, zawsze pociągałam raczej młodszych panów. Rzeczywiści nasze mentalności się rozjeżdżały, ale bywało miło.
  • margott_2 06.12.18, 21:47
    Byłam i że starszym i z młodszym. Na chwilę obecną kompletnie nie wyobrażam sobie związku ze starszym.
  • kevinjohnmalcolm 07.12.18, 01:24
    A ile masz lat? smile
    Kobiety generalnie wolą facetów mniej więcej w swoim wieku, ale młodsze trochę starszych, a starsze trochę młodszych.

    https://i.imgur.com/j9aozmT.jpg



    Faceci natomiast wolą generalnie młodsze i to im starszy facet tym większa róznica wieku.

    https://i.imgur.com/rP1yT2f.jpg
  • heniek.8 07.12.18, 06:44
    margott_2 napisała:

    > Byłam i że starszym i z młodszym. Na chwilę obecną kompletnie nie wyobrażam sob
    > ie związku ze starszym.

    ale jakieś odchylenie na plus dopuszczasz? czy raczej rozglądasz się za jakimś młodzikiem? wink
  • margott_2 07.12.18, 16:48
    heniek.8 napisał:

    > margott_2 napisała:
    >
    > > Byłam i że starszym i z młodszym. Na chwilę obecną kompletnie nie wyobraż
    > am sob
    > > ie związku ze starszym.
    >
    > ale jakieś odchylenie na plus dopuszczasz? czy raczej rozglądasz się za jakimś
    > młodzikiem?

    Dość przekorna jestem. Jak Kevin tak zdecydowanie, że te rówieśniczki takie nudne i stare to ja muszę, że i w temacie rówieśników szału nie mawink. Tak poważnie to mam podobny jak on. Ze mną trzeba pójść w góry (wiem monotematyczna jestem), pomęczyć się na siłowni, pójść potańczyć, wyjechać i intensywnie zwiedzać. Może i są tacy po 50-tce, którzy mi to zapewnią, ale ja takiego nie spotkałam. Spotkałam za to takiego, którego trudno było z domu wyciągnąć.
  • margott_2 07.12.18, 16:50
    Podobny problem miało być
  • kevinjohnmalcolm 07.12.18, 19:45
    margott_2 napisała:
    > Ze mną trzeba pójść w góry (wiem monotematyczna jestem)
    > , pomęczyć się na siłowni, pójść potańczyć, wyjechać i intensywnie zwiedzać.

    No i właśnie o to chodzi! Takiej szukam! No, oprócz tańczenia tongue_out
    Hmm... Znowu mam pod górkę, pewnie nie spełniam Twojego wymogu bycia młodszym... suspicious

    A na poważnie - ile procent kobiet po 40-tce jest tak aktywna?
    Znam tylko jedną taką na grubo ponad setkę w moim otoczeniu. Wszystkie kursują tylko na trasie praca-dom, może czasem na spacer po innym mieście by się z wielkimi oporami umówiły, ale a o wycieczce w miejsce gdzie nie ma Starbucksa to można zapomnieć. Siedzą w jednym miejscu, zgrywają wielkie damy i nie ma mowy o wyciągnięciu ich gdziekolwiek. Raz do roku polecą na wczasy all-inclusive do ciepłych krajów i to im wystarczy.
    I nadal się dziwisz że szukam młodszej?
  • witrood 07.12.18, 19:50
    Angielki takie drętwe, wyjechane do UK Polki czy o innych nacjach piszesz?

    --
    People are stranger, people in danger...
  • kevinjohnmalcolm 07.12.18, 19:58
    Piszę o Polkach w UK.

    Angielki są dla mnie kompletnie niestrawne, jeszcze nie spotkałem w tym kraju ciepłej, sympatycznej, delikatnej, spokojniej dziewczyny, wszędzie wokół widzę jedynie pewne siebie imprezowiczki.
  • aniolka13 07.12.18, 20:01
    To współczucia.
  • witrood 07.12.18, 20:04
    Moje całe doświadczenie w UK to 4 dni w Londynie (i dwie przesiadki na Heathtrow w dalszych kierunkach), ale doświadczenie z ludźmi całkiem miłe. W tym spotkałem naprawdę ładne Angielki (ponoć nie istnieją). wink
    No ale to za krótko na pewno. Za to jak byłem w polskim kościele w Sheperd's Bush to wcale nie czułem się lepiej w tej społeczności.

    --
    People are stranger, people in danger...
  • kevinjohnmalcolm 07.12.18, 20:20
    witrood napisał:
    > spotkałem naprawdę ładne Angielki (ponoć nie istnieją). wink

    Pewnie się zdziwisz, ale jako stały mieszkaniec Krainy Deszczowców powiem, że jest sporo przepięknych Angielek! I to naprawdę obłędnie pięknych, takich że oczy z orbit by Ci wyskoczyły! Z tym że koncetrują się jedynie w określonych miejscach.

    W Polsce piękne dziewczyny są rozrzucone równomiernie - można je spotkać zarówno w wielkich miastach, jak i zabitych dechami wioskach, w miejscach eleganckich, jak również... hmm... bardzo mało reprezentacyjnych. wink

    W Anglii zdecydowanie najwięcej ładnych Angielek jest w Londynie. To absolutny numer jeden. W kilku pozostałych największych miastach też jeszcze trochę można ich spotkać. Są jednak rejony, gdzie łatwiej zobaczyć UFO niż ładną dziewczynę - to robotnicze miasta lub robotnicze dzielnice wielkich miast, miejsca w których od długich dziesięcioleci dominuje bezrobocie i życie z zasiłków, a ogromna większość osób kończy edukację w wieku 16 lat. Tam przeciętna dziewczyna ma 20-30kg nadwagi, nie porywa urodą, a już zdecydowanie intelektem.
  • autoteliczna 07.12.18, 20:52
    Ja akurat mieszkałam w Londynie dość krótko, ale faktycznie muszę stwierdzić, że Angielki ogólnie rzecz biorąc urodą nie powalają. I mam wrażenie, że wiele z nich nie ma po prostu klasy, co widać po ruchach, po tym jak mówią (a raczej krzyczą), jak się śmieją. Wiele z nich jest tak ordynarnych, że aż niesmak bierze. A nawet jak ma się okazję obserwować dziewczyny spokojne, to one są jakieś takie mało subtelne, nijakie. Mało się uśmiechają, dość głośno mówią, nie są miękkie, tylko jakieś takie... klockowate fizycznie i mentalnie. wink Nie wiem, jak to określić. W Polsce takich dziewczyn jest zdecydowanie mniej.
  • kevinjohnmalcolm 07.12.18, 21:04
    Autosiu, swoim komentarzem trafiłaś w punkt.
  • autoteliczna 07.12.18, 21:36
    sad

    https://img1.dmty.pl//uploads/201706/1498945193_yi31nx_600.jpg
  • kevinjohnmalcolm 07.12.18, 21:58
    Latem widuję takie w każdy piątek. Zimą też się zdarzają, ale znajomi szybciej je zgarniają do domu.

    A 200 metrów dalej jest przez całą dobę oświetlona wystawa galerii sztuki z regularnie zmienianymi ciekawymi ekspozycjami. Chyba jestem jedyną osobą w całym mieście która się tam zatrzymuje, a przynajmniej od 10 lat nikogo tam nie widziałem. Kluby i inne imprezownie za to pękają w szwach.
    Anglia...
  • gwen75 07.12.18, 20:17
    kevinjohnmalcolm napisał:

    > wszędzie wokół widzę jedynie pewne siebie imprezowiczki.

    Pewność siebie to raczej zaleta. Zastanawiam się nad tymi imprezami. Czy to wada, że ktoś lubi się bawić? Może zależy jak często, i jak ta zabawa się kończy... wink
  • kevinjohnmalcolm 07.12.18, 20:23
    gwen75 napisał:

    > Pewność siebie to raczej zaleta. Zastanawiam się nad tymi imprezami. Czy to wad
    > a, że ktoś lubi się bawić? Może zależy jak często, i jak ta zabawa się kończy... wink

    Zaleta dla kogoś, kto lubi imprezować, hucznie bawić się, czyli dla ekstrawertyków.

    Dla mocnego introwertyka to oznacza to że dana osoba jest z innej planety i nadaje na komletnie innych falach.

    Tu nie chodzi o to czy coś jest złe czy dobre, czy jest wadą czy zaletą. Tu chodzi o pasowanie do siebie.
  • gwen75 08.12.18, 00:17
    Mnie jakoś bardziej pociągają kobiety ekstrawertyczne. Znaczy bardziej otwarte niż ja. Taka żywiołowość mnie pobudza i inspiruje. Zaczynam też inaczej reagować i być bardziej otwarty. Oczywiście jest kwestia na ile ja byłbym interesujący dla takiej kobiety... wink
  • sowa.zagrodowa 08.12.18, 00:31
    gwen75 napisał:

    Taka żywiołowość mnie pobudza i inspiruje.

    A już myślałam, że moje odczucia wiodą mnie na manowce wink
  • kevinjohnmalcolm 08.12.18, 00:31
    I w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz wink
  • autoteliczna 08.12.18, 08:34
    To ja jeszcze tyko wtrącę, że z tym dopasowaniem osobowości to różnie może być. Nie zawsze osoby podobne do siebie z charakteru będą dobrze się dogadywać (mogą mieć np. obie takie cechy charakteru, które uniemożliwią komunikację). Czasem przeciwieństwa się przyciągną - ale też nie mogą być to duże różnice.
    No i niby psychologowie próbują określać, które typy osobowości pasują do których. Tak np. w teorii 16 osobowości zrobiono całą tabelę dopasowań, biorąc pod uwagę komplementarność cech: intuicyjności, asertywności, analityczności i czegoś tam jeszcze w myśleniu... Ale tabelka tabelką, przewidywania przewidywaniami, a życie życiem smile To jest tak nieoczywiste i skomplikowane, że aż fascynujące smile

    Aha, i jeszcze w jednym temacie muszę się odezwać:
    otóż na świecie istnieją ekstrawertycy, którzy nie lubią ciągle imprezować, wykrzykiwać się, zalewać ludzi potokiem swoich słów i narzucać im swoją żywiołową osobowość smile Ba, są nawet tacy, którzy doceniają introwertyków, umieją słuchać, sami nawet czasami lubią pobyć w ciszy.
    No ja wiem, Kevin, że nie wierzysz w istnienie takich ludzi, ale oni jednak istnieją wink
  • kevinjohnmalcolm 08.12.18, 12:39
    autoteliczna napisała:
    > Ba, są nawet tacy, którzy doceniają introwertyków, umieją słuchać,
    > sami nawet czasami lubią pobyć w ciszy.
    > No ja wiem, Kevin, że nie wierzysz w istnienie takich ludzi, ale oni jednak istnieją wink

    A kto powiedział że nie wierzę w istnienie takich ludzi? To są właśnie ekstrawertycy z którymi się przyjaźnię i głównie dzięki nim poznaję nowych ludzi, bo samemu to bardzo słabo by mi to szło. Introwertyzm/ekstrawertyzm nie jest binarny, są wszelkie odcienie szarości i do tego najróżniejsze kolory.
  • tdf-888 10.12.18, 10:33
    Kevinku
    Kto wybrzydza ten nie rucha! A istnieje naukowo potwierdzona teoria że organ nieużywany zanika. Tak że ten tego... Przemyśl sobie swoją postawę cumplu! 😎

    --
    nawet gdy jest cienko to jest GRUBO
  • gwen75 10.12.18, 10:59
    tdf-888 napisał:

    > Kto wybrzydza ten nie rucha!

    Tadeuszu, słabe masz te rozrywki wink
  • autoteliczna 10.12.18, 11:02
    A może to dlatego, że nieużywany organ zanika? wink

    PS Piszę o tej główce na górze wink
  • gwen75 10.12.18, 11:45
    To jest całkiem możliwe wink
  • tdf-888 10.12.18, 11:50
    Lubię jak sobie tak zartujecie ze mnie wink

    --
    nawet gdy jest cienko to jest GRUBO
  • autoteliczna 10.12.18, 12:00
    Pamiętam, pamiętam wink
    Jak to szło?
    A wiem: "zrobienie z siebie głupka nic mnie ne kosztuje, a inni mogą się pośmiać" wink
  • tdf-888 10.12.18, 12:02
    Donra pamiec. A Niektórzy to nawet w stopce sobie moje teksty umieszczają 😏

    --
    nawet gdy jest cienko to jest GRUBO
  • autoteliczna 10.12.18, 12:08
    Tylko patrzeć, aż trafisz na aforyzmy.com.pl wink
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 08:42
    kevinjohnmalcolm napisał:

    > Hmmm... ale ja szukam partnerki, a nie matki

    Jest typ dojrzałych kobiet, które po prostu mają młodzieńczą osobowość / sposób bycia. Jak taką spotkasz - dobrze się zastanów, czy nie uderzyć. Taka osobowość często zostaje do starości - z taką kobietą miło się żyje, nie czujesz jej lat.
    A najwięcej jojczenia to się nasłuchałam od tych młodych tongue_out ... także w życiowych sprawach warto wejrzeć głębiej wink




    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • heniek.8 07.12.18, 09:38
    bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:

    > Jest typ dojrzałych kobiet, które po prostu mają młodzieńczą osobowość / sposób
    > bycia.

    Buntoś, polecasz się?😀
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 09:42
    A jestem taka jaką opisałam? Bo nie jestem obiektywna. Ale nie - Kevinowi się nie polecam pomimo całej sympatii, bo nie dałabym rady w związku na odległość wink

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • kevinjohnmalcolm 07.12.18, 10:36
    Ale ja nie patrzę na wiek fizyczny, tylko właśnie wyłącznie na mentalny. I na tym właśnie polega problem - nie spotkałem jeszcze rówieśniczki fizycznej która by była jednocześnie rówieśniczką mentalnie. Może gdzieś takie istnieją, ale te które spotykam są zawsze przynajmniej kilkanaście lat starsze. Na spotkaniach z grupą rówieśniczek czuję się tak drętwo jak u cioci na imieninach, to kompletnie nie moje towarzystwo.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 11:04
    Cóż... faktycznie troszkę kiszka.
    Ja też się lepiej dogaduję z młodszymi osobami (chodzi o bardziej optymistyczne podejście, bo miałam długo męża mentalnego staruszka, okrutnie mnie wymęczył i chyba mam jakiś uraz na tle marudzenia i tworzenia "zdupyproblemów"), ale jak mówię - różne typy ludzkie bywają i można się zdziwić.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • obserwator-rzeczy-ulotnych 07.12.18, 11:12
    Ale fajna rozmowa, taka z deka pozytywna, konstruktywna, i bez wszechobecnego narzekania na facetów i kobiety, że to nie to co kiedyś, że czasy nie takie etc.
    Bo narzekać to nawet już artyści potrafią wink
    www.youtube.com/watch?v=NKl0MTW-dtk
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 12:34
    Tiaaaa... dzielnie pracujemy nad ucieczką od stereotypów, bo wiesz, Ulotny, jak jest - narzekanie to nasza wada narodowa tongue_out
    youtu.be/XcQdJyo1B-8

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • obserwator-rzeczy-ulotnych 07.12.18, 12:51
    Jaki fajny kawałek smile
    Taki bujający, z tekstem, nawet video zrealizowane z jakimś pomysłem i poczuciem humoru smile
    Można ?
    MOŻNA !
    smile
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 13:12
    No smile. Nie słucham takiej muzy, ale ten kawałek mnie urzekł treścią i formą wink
    Btw, bilet na SPA prawie załatwiony... Hurrra! big_grin

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • heniek.8 01.12.18, 22:46
    jako zoolog badający zwyczaje homo sapiens pragnę wyrazić moje zaciekawienie
    z tego co wywnioskowałem badając zachowania tego gatunku na takich portalach samice wprost nie mogą się opędzić od ofert samczyków,
    zatem z czego wynika brak pary? prawdopodobnie ze zbyt wysoko zawieszonej poprzeczki
  • apersona 01.12.18, 22:52
    a nie z tego że samczyki chcą się tylko parzyć?
  • heniek.8 01.12.18, 23:00
    aż mnie kiedyś korciło żeby założyć damski profil, wkleić  fotę jakiejś laski 7-8 /10 i zobaczyć co się będzie działo smile
    no ale tego jeszcze nie zrobiłem co jest dziwne przy moim hobby zoologa smile

    wracając do tematu - tak się spodziewam że zwolennicy takiej strategii reprodukcyjnej bez zobowiązań będą tutaj szukać swojej szansy ale to po stronie samicy jest odsiać i wybrać najlepiej rokującego kandydata,
    poza tym mamy XXI wiek : nowinki medyczne i postęp społeczny - ryzyko po stronie samicy jest o wiele niższe niż miało to miejsce w (pre)historii
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 06.12.18, 09:40
    No ale i tak wiesz Heniu, jaki będzie rezultat... mnóstwo panów liżących ekran kompa... ale co z tego? weź tu odsiej z tego NAPRAWDĘ DOBREGO CZŁOWIEKA, jak każdy miły i wspaniały, bo chce wiesz czego... to też problem, nadmiaru, ale naprawdę problem.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • witamina_b12 01.12.18, 22:53
    W większości nie są to jednak oferty stałych związków tylko bara bara wink
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 06.12.18, 09:36
    Raczej uważam Heniu że początki są obiecujące, a chrzani się szybko po rozpoczęciu znajomości. Niezrozumienie i niechęć do kompromisów, zbyt szybkie odpuszczanie, brak walki o to aby się do siebie prawdziwie zbliżyć, zrozumieć i zaakceptować wady - ludzie się parują dość często, tylko miesiąc do trzech... i jest po ptokach.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • gwen75 06.12.18, 20:34
    bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:

    > brak walki o to aby się do siebie prawdziwie zbliżyć

    Czasami myślę, że jakby dwoje ludzie zostało samych na bezludnej wyspie (lub gdzieś w zamknięciu, odizolowani od reszty świata), musiało się codziennie wspierać, pomagać sobie, z konieczności spędzać ze sobą dużo czasu - to by już poleciało szybko... wink
  • aniolka13 06.12.18, 20:58
    Tak, tylko, że w świecie w którym żyjemy, to nas absorbuje pęd codzienności.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 08:35
    Też uważam, że tak właśnie jest. Dlatego nie należy robić wielkiego halo z szybkiej decyzji o wspólnym zamieszkaniu.
    Miesiąc takiego mieszkania bardzo zbliży i pozna się tą osobę jak, jak w czasie półrocznego "spotykania się".

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • autoteliczna 07.12.18, 16:50
    bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:

    Dlatego nie należy robić wielkiego halo z szyb
    > kiej decyzji o wspólnym zamieszkaniu.
    > Miesiąc takiego mieszkania bardzo zbliży i pozna się tą osobę jak, jak w czasie
    > półrocznego "spotykania się".

    A ja np. nie jestem zwolenniczką szybkiego zamieszkania. Ja lubię ludzi poznawać powoli, a w sprawach sercowych jestem ostrożna. Na początku znajomości wg mnie ważniejsze jest, żeby poznać człowieka od strony psychologicznej, mentalnej, duchowej, uczuciowej - na to potrzeba sporo czasu. Jakaś poważniejsza refleksja by musiała się potem zrodzić: czy chcę z tym człowiekiem dzielić dom, wspólne codzienne życie - tworzyć coś razem, podzielać kłopoty, wspólnie radzić sobie z nimi? Ja akurat muszę być pewna, że chcę. Żadnych tam eksperymentów typu "zobaczy się".

    Jak nie ma dobrego poznania i fundamentu duchowego - to wspólne mieszkanie może wręcz to utrudnić. Wcześnie podjęty seks również.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 20:43
    autoteliczna napisała:

    Na początku znajomości wg mni
    > e ważniejsze jest, żeby poznać człowieka od strony psychologicznej, mentalnej,
    > duchowej, uczuciowej - na to potrzeba sporo czasu.

    Każdemu jego piaskownica, Autośka. Uważam że nie poznam człowieka od strony psychologicznej, mentalnej, duchowej, uczuciowej lepiej, niż będąc z nim dzień po dniu, godzina po godzinie, minuta po minucie, sekunda po sekundzie. Wiesz co myśli, czuje, jak reaguje na różne rzeczy, jak miesza herbate, co czyta, co ogląda, co je, jak wypoczywa, jak choruje, jak się złości, jak się cieszy, jak się martwi, z kim rozmawia, co pije, jak sprząta, jak się modli, w jakim humorze wstaje, jak reaguje na stres czy zaskoczenie, jak reaguje gdy wejdzie w kupę albo mu spłuczka zostanie w ręku, z czego się śmieje, czy bierze pracę do domu, co go drażni/irytuje ... żadne przegadane randki tego nie zastąpią. A na ważne tematy typu co myśli o eutanazji i czy wierzy w duchy wink - możecie porozmawiać nie tylko na spotkaniu, ale w każdej chwili.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • gwen75 07.12.18, 20:57
    Ja to widzę tak: na początku jest etap Auto, potem etap Rebelii wink
  • autoteliczna 07.12.18, 21:11
    Dokładnie tak, Gwen smile
  • autoteliczna 07.12.18, 21:06
    Mimo wszystko mnie to nie przekonuje. O wielu tych rzeczach, o których piszesz też można się dowiedzieć bez wczesnego zamieszkania.
    To jest dla mnie takie rzucanie się na głęboką wodę od razu. Jakieś takie eksperymentowanie na sobie. Niektórzy jeszcze z podejściem typu: a to najwyżej jak "nie wyjdzie", to się zaraz wyprowadzę... A potem rozczarowania, wyprowadzania... - po co to komu potrzebne?
    Jak już wpuścić kogoś do swojego świata (i zostać wpuszczonym do jego), to z jakąś rozwagą, odpowiedzialnością, stworzoną już duchową wspólnotą, miłością, pewnością - a nie tak "na próbę".
    No ale każdy robi jak uważa. smile
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 21:27
    Jasne, spoko. Dodam tylko, że prezentowany przeze mnie pogląd jest teoretyczny. Nie testowałam w praktyce, więc nie umiem powiedzieć, na ile mógłby się sprawdzić. Po prostu nie potępiam i nie krytykuję takich, co szybko razem zamieszkują.


    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • silencjariusz 07.12.18, 21:40
    A jak się miewa Twój turysta? Dalej z nim jesteś?
  • samysliciel 02.12.18, 00:24
    Wcale nie taka spadająca, ja dziś z ciekawości i dla św, spokoju poszedłem w miejsce, gdzie ruch jest większy niż spodziewałem, tyle że znaczna część kontaktów tyczy się ludzi +40. W sumie ciekawe doświadczenie, co do odczuć względem prób poszukiwania, to wszystko jakieś wtórne, niby jakieś chęci są ale równie silne jak zniechęcenie.
    Doszedłem też do wniosku że, chyba doszedłem już etapu w życiu, w którym poszukuje się kogoś, tylko już pod trochę innym kontem, to wszystko odarte jest z pewnych ideałów, a staje się bliższe polisie, mam w nosie coś takiego

    --
    żyć się da, dopóki w sercu muzyka gra
  • undead.mortis 02.12.18, 00:58
    to nie jest tak heh

    --
    morituri te salutant
  • witrood 02.12.18, 11:36
    Myślę, że wiem, o czym piszesz. Mam podobne odczucia. Brawo za odwagę. To wcale nie jest łatwe.

    --
    People are stranger, people in danger...
  • samysliciel 02.12.18, 16:53
    Myślę że wiesz. Ja to nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje, jeśli idzie się od tak, bez nadziei i większych oczekiwań to nie jest takie trudne. Teraz takie czasy, że albo są portale, gdzie niby się kogoś szuka ale bardziej to przypomina portale społecznościowe z chęcią lansu czy zwykłego pokazania się, z drugiej strony są miejsca gdzie można poznać kogoś na życie, tyle że to tak kontraktowo wygląda już. Jasne każda relacja damsko-męska to jakaś nieformalna lub formalna umowa, tyle że to jakieś mało naturalne, spontaniczne jest. Mnie właśnie obecność w takim miejscu uświadomiła, że nie mam parcia na poznanie kogoś, po części mam ale nie tak.
    Takie różne rozkminy mam ostatnio, odnośnie tego całego życiowego padołu, potrzebuję impulsu, takiego mentalnego, nie jara mnie ta przyziemność, materialność, to jest absolutne minimum, niezbędne do przeżycia. To co kręci znaczną część ludzi wokół mnie, to ploteczki, obrabianie dupy, ile kto zarabia, gdzie wyjechał na urlop, z kim kto zerwał, kto się połamał, wścibskość pod płaszczykiem troski i sympatii, jak ja to dobrze znam, często doświadczyłem, jak sobie to wszystko przypominam to mnie mdli.
    W przeciągu kilku dni przekonam się jaki będzie odzew 6 opcji, nie zdziwi mnie 0.

    --
    Noc, a nocą gdy nie śpię, wychodzę choć nie chcę, spojrzeć na chemiczny świat,
    pachnący szarością, z papieru miłością, gdzie Ty i ja...
  • samysliciel 06.12.18, 00:01
    samysliciel napisał:

    > W przeciągu kilku dni przekonam się jaki będzie odzew 6 opcji, nie zdziwi mnie
    > 0.

    i już na starcie jest odzew także 1/6 i 3,5h na start na telefonie, koniec wymusiła godzina, bardzo miłe zaskoczenie
    --
    myślę wiec jestem
  • kevinjohnmalcolm 06.12.18, 00:07
    Gratulacje! Trzymam kciuki!

    Napisz później jak się rozwinęła sprawa i/lub jak poszło na innych frontach. smile
  • samysliciel 06.12.18, 00:14
    Czas pokaże, brakowało mi takiego pogadania na każdy temat, na początek na pewno trybi, nie ma oporów, także już się znamy... jakby nie patrzeć

    --
    Noc, a nocą gdy nie śpię, wychodzę choć nie chcę, spojrzeć na chemiczny świat,
    pachnący szarością, z papieru miłością, gdzie Ty i ja...
  • samysliciel 07.12.18, 05:29
    2/6 drugi tel, nagrane pierwsze spotkanie

    --
    Jedna prawda niech mi świeci jak gwiazda,
    że moja miłość, to właśnie Ty.
  • kevinjohnmalcolm 07.12.18, 10:37
    Stary, imponujesz mi! piwo
  • samysliciel 08.12.18, 14:28
    3/6
    dwa spotkania umówione na dziś i jutro, pierwsze wnioski już są, napiszę w niedzielę.

    --
    myślę wiec jestem
  • searam 08.12.18, 22:10
    samysliciel napisał:

    > 3/6
    > dwa spotkania umówione na dziś i jutro, pierwsze wnioski już są, napiszę w nied
    > zielę.
    Chyba jestem jeszcze zielony...Czy to jest moze dzialalnosc akwizycyjna...? wink
  • kevinjohnmalcolm 08.12.18, 23:46
    searam napisał:
    > Chyba jestem jeszcze zielony...Czy to jest moze dzialalnosc akwizycyjna...? wink

    He, he, dobre! piwo

    A na poważnie, to Samyśliciel musi nam chyba powiedzieć jak to się robi. Pięćdziesięcioprocentowy odzew? O ile dobrze pamiętam to odzew na moje wiadomości na portalach randkowych wynosił około 2%.
  • searam 09.12.18, 00:28
    Kev..Aj lowe uomen..Ju tu..ale to inny swiat. My je chcemy w rajstopach ze szwem a one wkladaja spodnie..My je chcemy z makijazem i w szpilkach a one to olewaja..My je chcemy szczuple a one zra kotlety..My im robimy dzieci, a one sie potem nie chca bzykac bo "juz pozno.." My je uwielbiamy a one daja dupy tym zza rogu..after hours..Na koniec pisza o spadajacej szansie.. Eh...nadal obstaje..ze, za wlosy i do jaskini...Tym romantykom calujacym w dlon, otwierajacym drzwi,placacym rachunki i odprowadzajacym do domu...powiem robcie tak dalej, ale to ktos inny bedzie je bzykal nie wy ...smile Prawda chlopcy..?wink
  • autoteliczna 09.12.18, 00:51
    Kobiety nie są od spełniania Twoich życzeń.
    Co za durny wpis!
    No chyba, że to miał być żarcik - poczekajmy, aż ktoś zacznie się śmiać.
  • searam 09.12.18, 00:55
    Wiesz co ..? Zeby cie osmarkalo... Mialas juz spac. Sio..!
  • searam 09.12.18, 01:01
    Nawiedzona
  • autoteliczna 09.12.18, 01:05
    https://bebzol.com/data/201206/78009-52837c7fba1f693ed059f4eac5c87bb2.jpg
  • searam 09.12.18, 01:17
    Mimo najlepszych checi, to nie mozesz byc ty.Owa na miotle nie lata.I ma na pewno ladny usmiech downthere...
  • samysliciel 09.12.18, 00:53
    kevinjohnmalcolm napisał:

    > A na poważnie, to Samyśliciel musi nam chyba powiedzieć jak to się robi. Pięćd
    > ziesięcioprocentowy odzew? O ile dobrze pamiętam to odzew na moje wiadomości n
    > a portalach randkowych wynosił około 2%.

    10 lat temu też mniej więcej taki odzew miałem na tych portalach.
    Niedawno przeszedł mi wiek chrystusowy, czuję że to ostatni dzwonek aby w miarę zgodnie ze swymi wyobrażeniami spróbować się z kimś związać.
    Dostałem propozycję by spróbować z biurem matrymonialnym, więc także z czystej ciekawości i statystyki postanowiłem spróbować.
    Bez większych nadziei i oczekiwań poszedłem i sam jestem zadziwiony że tak to działa, ludzie są zdecydowanie bardziej konkretni w swych działaniach. Zaskoczyło mnie to mocno ale czy pozytywnie? Nie spodziewałem się... niech to jakoś zbiorę w całość jakiś czas, to zrobię oddzielny wątek. Myślę, że ciekawy i pasujący do tematyki tego forum. Przemyśleń już mam bardzo dużo i treści może być rekordowo dużo.
    --
    Noc, a nocą gdy nie śpię, wychodzę choć nie chcę, spojrzeć na chemiczny świat,
    pachnący szarością, z papieru miłością, gdzie Ty i ja...
  • gwen75 09.12.18, 12:01
    samysliciel napisał:

    > niech to jakoś zbio
    > rę w całość jakiś czas, to zrobię oddzielny wątek. Myślę, że ciekawy i pasujący
    > do tematyki tego forum. Przemyśleń już mam bardzo dużo i treści może być rekor
    > dowo dużo.

    To czekamy! Powodzenia! wink
  • aniolka13 09.12.18, 18:49
    Samyslicielu, jeśli myślisz na poważne o tych kobietach, to może w swoich opowieściach lepiej być powściągliwym. Pomyśl, czy o randkach z Tobą chciałbyś aby na forum pisano!
    Powodzenia.
  • samysliciel 10.12.18, 04:04
    Nie chodzi o podawanie jakiś detali lecz ogólne stwierdzenia, czy cokolwiek z tego wyjdzie.
    Bardzo często poruszane wątki tyczą się innych ludzi, tego co myślimy, czujemy względem nich, czy pisanie o tym świadczy o niepoważnym traktowaniu? Opcje zawsze są zawsze te same - uda się i będzie happy end (prawdopodobieństwo nikłe), przynajmniej miło raz czy dwa spędzi się z kimś trochę czasu (prawdopodobieństwo średnie) lub będzie rozczarowanie i zniechęcenie do dalszych prób (prawdopodobieństwo wysokie).
    Na tę chwilę po razie wyszła opcja druga i trzecia. Na trzecie podejście jakoś ochoty nie mam.

    --
    myślę wiec jestem
  • witrood 10.12.18, 06:53
    Ponieważ mam za sobą podobny epizod, mogę się pod tym popisać. Też spasowałem po drugim (każde z inną osobą).. Chciałbym napisać, że to dobry sposób, ale chyba nie mogę. wink

    --
    People are stranger, people in danger...
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 10.12.18, 09:01
    Nigdy nie mogę wyjść ze zdziwienia jak trudno znaleźć kogoś, kto "pasuje"... przecież tyle nas jest, nawet w samej wawie, to czemu najczęściej spotkanie kończy się rozczarowaniem? To dla mnie zagadka.
    Myślę sobie, że jak się spotka kogoś, z kim w miarę klika, to trzeba traktować jak prezent i szanować ... a potem jeszcze pogłębiać i dbać, by w natłoku codzienności znów się nie zagubić...
    Natomiast spasowanie po drugim podejściu to dużo, dużo za wcześnie. Odsapnijcie trochę chłopaki i do boju, bo gdzieś na pewno jest ta "odpowiednia"smile

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • witrood 10.12.18, 10:26
    Żeby to było drugie. Prędzej milion drugie. To było drugie tą metodą (Której nie polecam. No ale, przynajmniej spróbowałem). wink

    --
    People are stranger, people in danger...
  • kevinjohnmalcolm 10.12.18, 10:31
    bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:
    > Nigdy nie mogę wyjść ze zdziwienia jak trudno znaleźć kogoś, kto "pasuje"...

    To nie jest jeszcze tak trudne, prawdziwym problemem urastającym do rangi niemożliwości jest znalezienie osoby która pasuje i jednocześnie my pasujemy do niej i która na dodatek jest wolna.
    Załóżmy bardzo optymistycznie że jedna na 1000 osób spełnia powyższe warunki. Spotkanie się z 1000 osób parę ładnych lat zajmie, a i tak nie da gwarancji że spotka się tę właściwą osobę.
    To jest rachunek prawdopodobieństwa - jak ktoś ma szczęście, to trafi szóstkę w totka za pierwszym razem, inny będzie próbował całe życie, wyda majątek, a nic nie trafi http://emots.yetihehe.com/2/sciana.gif
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 10.12.18, 13:51
    Bo może chcemy od początku, żeby jakaś osoba "tak baaaardzo pasowała"?
    A może wystarczy po prostu, żeby "trochę" pasowała ... a resztę sobie na spokojnie pomału bez spiny wspólnie wypracować? Oczywiście warunkiem jest trafienie na osobę z mózgiem i sercem, która chce się dogadać, a nie udowodnić że "moje jest najmojsze".
    A "trochę" to mam na myśli że nie odrzuca fizycznie i intelektualnie. No po namyśle: też nie odrzuca światopoglądowo... bo pewnie niezbyt chętnie planowałabym nowy zamach nawet z najbardziej uroczym zwolennikiem allach akbar!wink ... albo takim faciem co po niedzielnej mszy znęca się nad małymi zwierzątkami tongue_out
    Ale całe mnóstwo innych rzeczy można dogadać, tylko trzeba dobrej woli, otwartości i trochę humoru smile

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • kevinjohnmalcolm 10.12.18, 20:27
    Hmmm... Chyba zdajesz sobie sprawę że większość tutaj nie jest już nastolatkami i nikt nie szuka ideału. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, sporo przeżyliśmy i doskonale sobie zdajemy sprawę z tego że ideałów nie ma. Na bezrybiu i rak ryba, ale co w sytuacji gdy jesteśmy na Saharze i nawet raka nie możemy znaleźć? To nie takie proste...
  • samysliciel 11.12.18, 16:55
    bywają i ideały smile

    --
    żyć się da, dopóki w sercu muzyka gra
  • autoteliczna 10.12.18, 11:10
    bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:

    > Natomiast spasowanie po drugim podejściu to dużo, dużo za wcześnie.

    Nie zawsze. Czasem jest tak, że ewidentnie wiesz, że to nie jest "to", bo dana osoba posiada cechy/zachowania, z którymi się nie pogodzisz, których nie chcesz... I to sprawia, że nie widzisz siebie przy boku takiej osoby.
    Owszem - można dalej z tą osobą spędzać miło czas, ale już tylko na zasadzie koleżeńskiej i tylko w sytuacji, gdy żadna ze stron nie jest uczuciowo zaangażowana.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 10.12.18, 13:24
    Ja pisałam w kontekście spotkania z kolejną kobitą... po poznaniu dwóch. Zanim się na coś fajnego trafi z neta, to trzeba trochę ludzi "przerzucić", nie tylko kobitę drugą i trzecią, ale jak trzeba to i fefnastą...smile
    Co do randkowania "z jedną osobą" to ja zazwyczaj WIEM po pierwszym spotkaniu, czasem po drugim... dalej nie brnę, bo jak coś mi nie leży fizycznie czy intelektualnie to po dwóch spotkaniach jestem w stanie stwierdzić, że już lepiej nie będzie...

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • autoteliczna 10.12.18, 13:58
    bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:

    > Ja pisałam w kontekście spotkania z kolejną kobitą... po poznaniu dwóch.

    Aaa, nie doczytałam, przepraszam http://emots.yetihehe.com/3/zawstydzony.gif
    W tym kontekście to OK. smile


  • gwen75 10.12.18, 10:15
    samysliciel napisał:

    > Na tę chwilę po razie wyszła opcja druga i trzecia. Na trzecie podejście jakoś
    > ochoty nie mam.

    A jeśli wśród pozostałych 4 będzie TA ? wink
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 09.12.18, 19:12
    Samysliciel, no dawaj już jakieś ogólne wioski, bom ciekawa tongue_out

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 09.12.18, 19:33
    *wnioski znaczy big_grin

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • samysliciel 02.12.18, 16:56
    samysliciel napisał:

    > Doszedłem też do wniosku że, chyba doszedłem już etapu w życiu, w którym poszuk
    > uje się kogoś, tylko już pod trochę innym kontem, to wszystko odarte jest z pew
    > nych ideałów, a staje się bliższe polisie, mam w nosie coś takiego

    brawo ja, taki babol big_grin tongue_out
    --
    Jedna prawda niech mi świeci jak gwiazda,
    że moja miłość, to właśnie Ty.
  • witrood 02.12.18, 10:14
    Jakakolwiek to może i tak, ale musisz spotkać kogoś kogo chcesz i kto Cię chce. Dla niektórych to jak pstryknięcie palcem, dla innych wręcz mission impossible. W przypadku tych drugich bierność do niczego na pewno nie doprowadzi, a aktywność - też niekoniecznie. Ja na pewno należę do drugiej grupy, bo nic jeszcze samo do mnie w życiu nie przyszło. Nie mam co liczyć na niespodzianki.

    --
    People are stranger, people in danger...
  • dolores2222 02.12.18, 11:42
    Aniołku, nie wiem, ile masz lat. Ale piszesz jak dojrzała kobieta, która sporo przeszła.
    Ja również przechodziłam przez to wszystko o czym piszesz.
    Doszłam do pewnych wniosków. Min. do takiego, że nie wierzę w tzw. wielką miłość, która czeka na każdego człowieka i to tylko kwestia momentu, w którym nas dopadnie, a na który nie mamy wpływu. Mając lat 45+ i rozpad małżeństwa, które zrodziło się z wielkiego uczucia, ale nie przetrwało, zrozumiałam jedno:
    nic nie jest nam dane raz na zawsze.
    A jedyną pewną rzeczą w życiu są zmiany.
    To ostatnie może budzić pewną nadzieję. Bo skoro zmiany są możliwe, to może coś się wydarzyć, ktoś się pojawić. Jednak świadomość osoby dojrzałej jest zupełnie inna niż 20 paro latki. Zdaję sobie sprawę, że nie obniżę swoich wymagań i nie będę z kimś jedynie po to, żeby nie być samą. Znam siebie i wiem, że nie wytrzymałabym w takiej relacji. Przede wszystkim dlatego, że cenię sobie uczciwość wobec innych, ale i wobec siebie. Nie umiem też udawać i nie chcę.
    Natomiast pojawił się też wątek, czy są osoby nienadające się do związków. Nie myślę tak. Znam kobiety, które nie potrafią być same i co chwilę ładują się w jakieś dziwne konfiguracje, leczą klin klinem, przeżywają rozczarowania ale to niczego nie zmienia. Za moment już szukają następnych podniet. Czy one nadają się do związków? Czy można takie coś związkiem nazwać? Wg mnie nie. A więc nie pocieszyłam cię. Ale nie sądzę, żebyś po to ten wątek założyła.
    Czuję, że jesteś zrezygnowana i szczerze o tym piszesz. Ujęło mnie to. Bo czuję podobnie. Są lepsze i gorsze dni. Czasem mam wrażenie, że już nic mnie dobrego nie spotka i wtedy jest taki bezbrzeżny smutek, jakiego nigdy wcześniej w życiu nie zaznałam. I szukam w życiu innych wartości. Ciągle szukam. Ciągle oswajam tę swoją samotność, ale już z nią nie walczę. Tak jest lepiej. Bo każda walka umacnia przeciwnika. A pogodzenie się daje pewną stabilizację. I pewien spokój.
  • witrood 02.12.18, 11:54
    dolores2222 napisała:

    > A jedyną pewną rzeczą w życiu są zmiany.

    Jakoś nie mogę się pod tym podpisać. Czasami jest stagnacja i marazm.



    --
    People are stranger, people in danger...
  • dolores2222 02.12.18, 12:04
    Witku, nie chodzi mi o takie zmiany na co dzień.
    Stagnacja bywa męcząca.
    Ale chodziło mi o to, że nawet jeśli masz coś, co wydaje ci się na całe życie i robisz wszystko co możesz, aby to trwało, czasem to nie wystarcza.
  • yesterday56 07.12.18, 13:30
    Pozwolicie Państwo, że ktoś obcy, Wam się wtrąci. Życzę Ci Aniołku, żebyś znalazła swojego Anioła. Nigdy nie trać nadziei. Natomiast ja sam chciałbym być samotny. A może to już zmęczenie życiem, przed emeryturą.
  • aniolka13 07.12.18, 13:41
    To jest jak najbardziej dobra opcja. Teraz tez tak mam i jest ok .
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 13:45
    Witamy. Forum otwarte - każdy może pisać co mu w duszy gra i co go gryzie smile
    Ciekawam, czy ta samotność to prawdziwy wybór, czy po prostu rezygnacja?
    Na emeryturze trochę odsapniesz od kieratu, inaczej spojrzysz na życie... i kto wie... kto wie... smile. Myślę, że starsze lata łatwiej znieść jednak z bratnią duszą przy boku.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • yesterday56 07.12.18, 13:52
    Nie jestem formalnie samotny. Takie uwarunkowania... Ale masz rację, z bratnią duszą tak, ale jak nie jest bratnia?
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 13:58
    yesterday56 napisał:

    > Ale masz rację, z bratnią
    > duszą tak, ale jak nie jest bratnia?

    To ja bym nie ciągnęła. Nie chciałabym spędzać ostatnich lat z osobą której jestem obojętna lub wroga. Wolałabym faktycznie samotność.
    Patrzę z wielkim bólem na te starsze pary, w których jedno drugie by chętnie w przysłowiowej "łyżce wody utopiło", a są ze sobą ze strachu czy z wyrachowania...
    Może nie być już miłości, wiadomo, ale szacunek, przywiązanie i zwykła sympatia - musowo - aby z kimś chcieć się zestarzeć.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • searam 07.12.18, 14:42
    bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:
    > Patrzę z wielkim bólem na te starsze pary, w których jedno drugie by chętnie w
    > przysłowiowej "łyżce wody utopiło", a są ze sobą ze strachu czy z wyrachowania.

    To ja to zilustruje...smile
    Malzenstwo po dziewiecdziesiatce w biurze adwokata zwraca sie o sporzadzenie wniosku rozwodowego. Prawnik im sie przyjzal i mowi : - Wiecie panstwo..moze jednak zostancie juz ze soba do konca..
    Na to ona mowi skrzekliwym glosem:
    - Prosze pana! Mysmy z tym czekali az nasze dzieci wymra..!
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 15:04
    doobreeewink big_grin big_grin big_grin

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • aniolka13 07.12.18, 13:58
    No to jest sytuacja zupełnie znów inna, to jest ta samotność w związku. Ludzie są razem, a jednak osobno.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 14:14
    Tak. Ja z takiego małżeństwa wyszłam - niszczyło mi duszę.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • obserwator-rzeczy-ulotnych 07.12.18, 14:27
    Już kiedyś chyba zachwalałem ten film - ZNA-KO-MI-TY smile
    Dokument, ledwie niecałe 20 minut - po prostu wbija w fotelik lub kanapę....
    "Więzi"
    (nie mylić z więzieniem.....)
  • obserwator-rzeczy-ulotnych 07.12.18, 14:28
    www.polishdocs.pl/pl/filmy/1692/
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 14:41
    Tak. Wtedy nie obejrzałam, jakoś mi wypadło z głowy. dziś sobie zobaczę z ciekawością.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • autoteliczna 07.12.18, 16:36
    Samotność w związku jest moim zdaniem o wiele gorsza niż samotność samemu.
    Wiem coś o tym.
    Frustruje niesamowicie, i ciężko jest to przerwać - człowiek może całkiem długo utrzymywać w sobie nadzieję, że jednak będzie inaczej... Takie samookłamywanie. Tworzenie iluzji "lepszego jutra", "innego partnera", "innego siebie" - na przemian z momentami strasznego poczucia, że przecież nie zmieni się nic.
  • yesterday56 07.12.18, 20:56
    Dziękuję za wypowiedzi, jednak opierają się one na dwóch zmiennych X i Y, czyli kot Schroedingera jest jednocześnie żywy i zdechły. Jednak w życiu występują jeszcze inne zmienne i mamy do czynienia z równaniami wyższej matematyki np. cząstka w pudle. Mam oprócz małżonki jeszcze dwoje dzieci i to one są tymi dodatkowymi zmiennymi. Co jest dobre dla mnie, nie jest dobre dla nich.
  • yesterday56 07.12.18, 21:21
    Czy w życiu mamy prawo posługiwać się tylko tym, co nam odpowiada? Nie zważając na uczucia innych?
  • yesterday56 07.12.18, 21:25
    Albo, jeśli inni nie stosują naszego systemu wartości, to należy ich nienawidzić?
  • aniolka13 07.12.18, 21:25
    Niestety nie,chyba że coś nas niszczy.
  • autoteliczna 07.12.18, 21:27
    Nie, nie mamy takiego prawa. Ale niekiedy trzeba wybrać "mniejsze zło". Niekiedy trzeba też chronić siebie przed tym, co nas niszczy.
    Czy człowiek zniszczony psychicznie jest w stanie nieść ze sobą radość, ciepło, dobro? Czy człowiek może dać innym coś czego nie ma?
  • yesterday56 07.12.18, 21:39
    Mniejsze zło jest zawsze porażką, zauważ że z powodu mniejszego zła wybuchła 2-ga wojna światowa. Niekiedy należy przeciwstawić się złu (na ulicy), bez względu na konsekwencje, ale większość ludzi bardziej ceni swoje zdrowie niż praworządność.
  • autoteliczna 07.12.18, 21:50
    Owszem, jest porażką. I masz rację, że należy mu się przeciwstawiać na tyle, na ile to możliwe.
    Moja uwaga dotyczyła kwestii psychologicznych, np. tkwienia w toksycznych relacjach.
  • searam 09.12.18, 01:19
    autoteliczna napisała:

    > Nie, nie mamy takiego prawa. Ale niekiedy trzeba wybrać "mniejsze zło". Niekied
    > y trzeba też chronić siebie przed tym, co nas niszczy.
    > Czy człowiek zniszczony psychicznie jest w stanie nieść ze sobą radość, ciepło,
    > dobro? Czy człowiek może dać innym coś czego nie ma?
    Znalazla sie madka teresa...
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 21:32
    Dzieci zmieniają postać rzeczy. Ja odeszłam od męża już po odchowaniu. Nie wiem w jakim wieku masz dzieci ale jeśli małżeństwo umarło to dzieci zawsze to czują i sprzedawanie im codziennie kłamstwa i zaciemnianie rzeczywistości tak naprawdę spacza je emocjonalnie. To tylko moje zdanie, które uważam za konieczne wtrącić w aspekcie naszej rozmowy.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • yesterday56 07.12.18, 21:41
    A jeżeli dziecko jest autystyczne i nie rozumie świata?
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 07.12.18, 22:05
    Ile ludzi - tyle przypadków. Poza tym piszę z pozycji kobiety, TY - mężczyzny rozpatrującego ewentualne odejście.
    Z pozycji kobiety - jeśli mężczyzna by mnie krzywdził emocjonalnie, zabierałby mi siłę potrzebną do codziennej walki przy trudnym dziecku - odeszłabym.
    Jeśli byłabym mężczyzną który rozpatruje odejście od matki autystycznego dziecka - zostałabym tyle ile niezbędne. Nie zawsze można być egoista, czasem trzeba być człowiekiem.
    Ale żadnych decyzji nie potępiłabym, bo nie czuję do tego prawa - każdy niesie swój krzyż, który polega także na podejmowaniu dramatycznych decyzji.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • yesterday56 08.12.18, 21:52
    Bunt_... . Czytam twoje wpisy i jestem pod wrażeniem głębokości twoich wypowiedzi. Podejrzewam, że twój partner nie dorastał Ci do pięt.
    Bunt_..., nigdy nikogo nie krzywdziłem emocjonalnie, jestem człowiekiem nieśmiałym, introwertykiem. Aby nie odejść, zastosowałem inną taktykę. Wiele lat pracowałem w biurach za granicą, jednocześnie zapewniając rodzinie w Polsce komfortowe warunki życia. Dzisiaj wróciłem do Polski na stałe i zajmuję wysokie stanowisko kierownicze w firmie zagranicznej działającej w Polsce. Ale to powoduje, że mieszkam cały czas z rodziną i ciągłe przebywanie ze sobą powoduje poważne konflikty.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 09.12.18, 16:56
    Dziękuję za Twą ocenę... to że mój exmąż nie okazał się wystarczająco "mądry", by umieć wspólnie przechodzić kryzysy i mielizny związku, było moją tragedią... w jego mniemaniu "wygrywał bitwy", tymczasem w praktyce niszczył naszą miłość. Ale nieważne - to już przeszłość.
    To co opisujesz jest bardzo częste u małżeństw, które żyły "oddzielnie". Albo będziecie dużo rozmawiać, okazywać sobie życzliwość, zrozumienie i chęć bycia razem, albo wzajemna obcość będzie narastać. Praktycznie od nowa musicie przebudować Wasz związek, przypomnieć sobie dlaczego kiedyś się pokochaliście... nie zawadzi trochę humoru w tym wszystkim i luzu. Przypomnieć sobie, że gracie do jednej bramki. Można dobrze żyć z drugą osobą nawet bez miłości, ale budować i dbać o przyjacielskie relacje, widzieć w partnerze drugiego człowieka, dać prawo do słabości i wad, a nawet (z przymrużeniem oka) - je polubić. Zawalczyć - a jak się nie uda - dopiero wtedy będziesz mógł sobie powiedzieć, że zrobiłeś co się dało... i czasem trzeba po prostu odpuścić.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • obserwator-rzeczy-ulotnych 10.12.18, 11:18
    Yesterday - przypominasz mi mojego ojca, który również wybierał pracę zamiast podjęcia decyzji być/odejść.
    Jedyna różnica była taka, że w pewnym momencie zamieszkał sam, niedaleko - ale sam.
    Nie rozwiódł się do tej pory, może nie chciał tak naprawdę ze względu na nas (najpierw) a potem się wszyscy jakoś przyzwyczaili i tak zostało - a jemu było z tym wygodnie. Oczywiście miał swoje drugie życie, od dawna (jako ekstrawertyk pewnie dużo łatwiej sobie z tym radził niż Ty jako introwertyk).

    Co chcę Ci powiedzieć ?
    Ludzie generalnie rzadko się zmieniają - i skoro przez długi czas żyliście oddzielnie to Twoja żona i Ty sam przyzwyczailiście się do takiego układu, każde znalazło w nim coś dla siebie i tyle.
    Ty miałeś coś w rodzaju 'świętego spokoju" od żony, ale także w pewnym stopniu od dzieci, trudów ich wychowania i opieki - żona bezpieczeństwo finansowe i spokojny dach nad głową swoją i dzieciaków. To dla bardzo wielu kobiet najważniejsza rzecz jaką może dać im mąż/partner gdy już ma z nim dzieci - bynajmniej nie uczucie, ono schodzi na drugi plan.
    Każdemu z tym w pewien sposób było ... no nie wiem czy dobrze, ale wydaje mi się, że tak trochę w myśl powiedzenia, że "jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma."

    I teraz bardzo ciężko to zmienić - a tak by być szczerym do końca, to wydaje mi się, że żadne z was nie chce ponosić kosztów żadnych istotnych zmian.
    Obojgu w pewien sposób było lepiej gdy byliście daleko od siebie (fizycznie i mentalnie) - przyszło by przede wszystkim zmieniać siebie, pracować nad sobą i to bez gwarancji "nagrody" w postaci akceptacji drugiej strony.
    Jakakolwiek decyzja wymaga uczciwego spojrzenia przede wszystkim wgłąb siebie i odwagi w ponoszeniu kosztów - albo w pracy nad sobą i próbą sklejenia związku jak to opisała koleżanka B. albo rozwiązania sytuacji, wyprowadzki, separacji czy rozwodu oraz poukładania spraw związanych z opieką na dziećmi + koszty opieki na autystycznym dzieckiem (ale to ostatnie to jak sądzę pewnie dużo łatwiejsze do udźwignięcia przy twoim statusie zawodowym / majątkowym).
    Tak czy inaczej - życzę tej odwagi oraz wytrwałości.
    Ty
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 10.12.18, 13:29
    Wszystko sprowadza się do jednego: czy się szczerze lubią. Jak się lubią jako para przyjaciół - trzeba zawalczyć.
    Jak została całkowita obojętność - to kiepskie rokowania.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • yesterday56 10.12.18, 13:47
    Obojętność była zawsze. Nasz związek, to było coś jak firma. Ja byłem skończonym durniem, że z powodu wpadki postanowiłem wziąć ślub.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 10.12.18, 14:03
    Ja też wzięłam ślub z powodu wpadki, ale bardzo kochałam męża ponad 20 lat. Różnie w życiu bywa. Jestem zdania, że miłość w życiu najważniejsza. Można żyć bez niej, ale czy człowiek wtedy będzie potrafił być szczęśliwy?
    W każdym razie nie oszukuj żony - ona i tak czuje co jest grane. Pewnie po tylu latach ma te same myśli co Ty.
    Można przecież ustalić partnerskie zasady współżycia dla dobra dziecka, ale równolegle oboje możecie starać się ułożyć sobie życie przy boku kogoś nieobojętnego.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • autoteliczna 10.12.18, 14:39
    bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:

    > Można przecież ustalić partnerskie zasady współżycia dla dobra dziecka, ale rów
    > nolegle oboje możecie starać się ułożyć sobie życie przy boku kogoś nieobojętne
    > go.

    ???
    Małżeństwo na papierze, a po boku drugie życie?
    Co kto lubi, ale dla mnie to nie do przyjęcia.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 10.12.18, 14:45
    A jakie teraz jest to małżeństwo, jak nie tylko na papierze?
    Nie chodzi o małżeństwo, mogą się też rozwieść, chodzi o wspólną opiekę nad niepełnosprawnym dzieckiem. Do wspólnej odpowiedzialności rodzice nie potrzebują papieru - nie przeceniajmy go.
    Jeśli małżeństwo zdechło, ale pozostało coś znacznie ważniejszego, co ich łączy - oboje mają prawo ustalić inne zasady współżycia, satysfakcjonujące obie strony.


    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • autoteliczna 10.12.18, 14:54
    bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:

    > A jakie teraz jest to małżeństwo, jak nie tylko na papierze?
    > Nie chodzi o małżeństwo, mogą się też rozwieść, chodzi o wspólną opiekę nad nie
    > pełnosprawnym dzieckiem. Do wspólnej odpowiedzialności rodzice nie potrzebują p
    > apieru - nie przeceniajmy go.
    > Jeśli małżeństwo zdechło, ale pozostało coś znacznie ważniejszego, co ich łączy
    > - oboje mają prawo ustalić inne zasady współżycia, satysfakcjonujące obie stro
    > ny.
    >
    Nie znam autora wpisu (ani żadnej osoby w necie) na tyle, żeby ośmielić się formułować rady pozostawania w związku przy jednoczesnym ułożeniu sobie życia z kim innym.
    Uderzyło mnie to mocno, gdyż ja akurat mam zasadę: zakończyć jedno, a dopiero potem zaczynać drugie.
    Może jestem staroświecka, ale wiązanie się z kimś w sytuacji, gdy nie ma się zakończonej definitywnie sprawy z poprzednim małżonkiem - nie mieści mi się w głowie. Uważam, że takie układanie może jeszcze dołożyć problemów zamiast część z nich rozwiązać.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 10.12.18, 15:15
    Ja też mam taką zasadę i dobrze o tym wiesz Autosiu, bo nieraz pisałam jak zakończyło się moje małżeństwo.
    Autor napisał, że między nimi jest obojętność, a jedyne co go trzyma we wspólnym domu to chore dziecko.
    Ja zasugerowałam albo odbudowanie związku z żoną (na co on odpowiedział, że jest tylko obojętność), albo szczerą rozmowę z żoną z ewentualnym "przebudowaniem" wzajemnych relacji, skoro łączy ich tylko chore dziecko.
    Nie radziłam pozostawania w związku przy równoległym układaniu sobie życia, tylko wypracowanie wspólnej umowy jak będą teraz żyć. Uważam że uczciwiej jest porozmawiać i ustalić coś, niż mydlić żonie oczy i zdradzać na boku, jak to czyni większość "obojętnych mężów".
    Nie wierzę też, że skoro przez lata byli fizycznie rozłączeni i łączyły ich tylko wspólne finanse i dzieci - że to małżeństwo nadal żyje, nie tylko na papierze.
    Ja nie namawiam do zdrady, tylko właśnie do uczciwości wobec żony. Jestem za nazywaniem rzeczy po imieniu i czynieniem spraw na zewnątrz takimi, jakie są w środku. Zawsze wolę nawet bolesną prawdę od owiniętej w sreberko ściemy. Dlatego uważam, że podtrzymywanie przy życiu tego, co dawno umarło - jest ściemą. Oboje mają prawo do szczęścia, ale to musi być wypracowane w formie wspólnej umowy.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • autoteliczna 10.12.18, 16:02
    bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:

    Jestem za nazywaniem rzeczy po imieniu i czynieniem spraw na zewnątrz takimi, jakie są w środku.

    Ależ ja też smile Właśnie dlatego uważam, że utrzymywanie małżeństwa na papierze przy jednoczesnym związku z kim innym jest tylko sytuacją, która niepotrzebnie komplikuje sprawy.

    Oboje
    > mają prawo do szczęścia, ale to musi być wypracowane w formie wspólnej umowy.

    Moim zdaniem umawianie się na związek z kim innym, będąc w małżeństwie, nie jest dobrą formą umowy wink Ale to tylko moje prywatne zdanie wynikające z określonych zasad moralnych przyjętych przeze mnie. Ktoś może mieć inne. W końcu ludzie różnie robią i jakoś żyją po swojemu. Wolny kraj, woni ludzie wink
    >
  • yesterday56 10.12.18, 15:24
    No właśnie. Buntowniczka chyba pojechała za daleko. Ta inna osoba akceptowałaby, że mam dwie rodziny?
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 10.12.18, 15:51
    Miałam na myśli wspólną umowę, że każdy żyje własnym życiem, ale oboje opiekujecie się dzieckiem. Szczegóły do dogadania, czy z rozwodem, czy bez rozwodu, czy ze wspólnym mieszkaniem, czy bez. Ehhh...

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • yesterday56 10.12.18, 16:04
    No źle zrozumieliśmy Cię. wink
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 10.12.18, 21:20
    A bo ja dziś pisze jak potłuczona deczko. Jutro już ajkiu się trochi podniesie tongue_out

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • yesterday56 10.12.18, 20:18
    Buntowniczko, wink Ty to jesteś stuprocentową kobietą. Mężczyźnie nie wychodzi w jednym związku to chcesz go wrzucić do drugiego, bo w tym drugim na pewno będzie mu lepiej. wink Ja przecież na początku napisałem, że zazdroszczę Aniołkowi jego samotności. Że chciałbym tak jak ona być samotnym. wink U mnie problem polega na tym, czy zrobić wszystko aby być samotnym, a nie w związku.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 10.12.18, 21:19
    Ok, Ok, faktycznie myślę jak kobieta - że wy misie, (no przecież po prostu) musicie (!) mieć jakąś misiową coby was drapała za uszkiem i rosołek gotowała. Ale ok - szanuję... choć (po prawdziewink) - to nie wierzę w istnienie prawdziwych singlów z wyboru... wierzę, że oni po prostu nie spotkali osoby dla siebie smile

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • yesterday56 10.12.18, 21:31
    OK. Tu mnie masz, tylko że ja nie wierzę, że znajdę taką, co bezintersownie będzie mnie drapała za uszkiem. wink Prędzej będzie to taka która poleci na moją kasę. wink
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 10.12.18, 22:15
    To nie pokazuj tej kasy od początku. Udawaj biednego. Niech jedyne, co jej błyśnie, to będzie blask Twoich oczu na jej widok wink
    Kobiety w Twoim wieku są już często ustawione finansowo i mają w dupie kasę, chcą Twojej uwagi, czasu, czułości, troski i oparcia. No nie zawadzi też zakupić wiaderko viagrywink
    Wszystko przed Tobą! big_grin

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 10.12.18, 22:18
    No i nie wiem co Wy Panowie macie z tym, że bezinteresowne kobiety są jak jednorożce... u mnie właśnie pod balkonem stadko stoi... no dobra, nawalonam dziś ibupromami, ale mimo to... ze trzy na 100% przechodziły...tongue_out

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • yesterday56 10.12.18, 22:28
    Jesteś złośliwa. wink Viagra nie jest mi potrzebna. Jestem zdrowy, mam ciśnienie 130/85, nie mam cukrzycy, cholesterol w normie. Nie noszę okularów. Nie palę. Miałem duże powodzenie u Niemek. Piję czasem tylko Żywca. A z kobietą potrafię nawet godzinę. smile
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 10.12.18, 22:34
    Oj Wczorajszy... to taki żarcik i... podpucha była... wyspowiadałeś się jak z nut wink big_grin
    Ale reklama "dźwignią" handlu wink

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • yesterday56 10.12.18, 23:28
    Znowu myślisz, że szukam związku.smilewinkwink A ja chciałbym mieć tylko serdeczną przyjaciółkę, nawet tylko wirtualnie. smile
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 11.12.18, 08:17
    No to dobrze trafiłeś, my tu wszyscy baaardzo przyjaźni tongue_out ... no z wyjątkiem momentów, kiedy sobie wirtualnie odgryzamy główki, ale to naprawdę rzadko big_grin

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • yesterday56 11.12.18, 10:28
    U mnie była wpadka i wzięcie odpowiedzialności za sytuację. Natomiast u Ciebie też była wpadka, ale do tego wielka miłość. To ciekawi mnie, co tak naprawdę się stało w waszym związku, że ta miłość wygasła? Czy to było stopniowe oddalanie się od siebie, czy jakieś jednorazowe zdarzenie?
  • bunt_jest_moim_obowiazkiem 11.12.18, 14:18
    Dłuuuugo by opowiadać... a już kilka razy to zrobiłam na forumwink
    Ogólnie powolny proces ciągły, mąż swoim postępowaniem skutecznie zabijał rok po roku moją wielką miłość, a potem jeszcze dobił "osikowym kołkiem" wink ... szoku nie było, tylko smutek i zniechęcenie, cztery lata bicia się z myślami zakończone decyzją, że nie chcę się z kimś takim zestarzeć.

    --
    Jestem tu tylko Alicją. Tak naprawdę nie jestem prawdziwa. Jak się nagle pojawiłam, tak nagle zniknę, nie zaburzając równowagi przy stole.
  • searam 11.12.18, 15:33
    Cyt.: .". że nie chcę się z kimś takim zestarzeć."
    To sie dzieje bez czyjejkolwiek obecnosci...smile
  • obserwator-rzeczy-ulotnych 11.12.18, 15:26
    Powodzenie u Niemek to akurat nie wiem czy aż taki znowu atut/sukces.... wink
    Ale przynajmniej po niemiecku potrafisz więcej zapewne niż "ja, naturlich" wink
  • yesterday56 11.12.18, 16:13
    Bo są brzydkie? Nie wszystkie. Chociaż jest taki kawał: skąd wiadomo, że wjechaliśmy już do Ostfriesien, bo krowy są ładniejsze od kobiet. Jedna taka, której mąż, zawodowy żołnierz, zginął w wypadku na poligonie miała nadzieję że z nią stworzę związek.
  • yesterday56 11.12.18, 19:21
    yesterday napisał:
    <<<że z nią stworzę związek.>>>
    No ale jak ja mogłem stworzyć z nią związek? Co prawda była ładna na buzi, ale dosyć „przy kości”. Do tego miała małe dziecko, to co, ja będę robił na niemieckie dzieci i je wychowywał? Ale miała duży plus, bo była dobrą aktorką, krzyczała głośno „ ich komme, ich komme, …”
  • searam 11.12.18, 19:40
    yesterday56 napisał:

    > yesterday napisał:
    "... Ale miała duży plus, bo ....."

    Byl kiedys dowcip o wedkarzu, ktory wprawdzie ozenil sie z gruba i brzydka...ale miala robaki..
    I TO byl jej duzy plus...wink

  • yesterday56 11.12.18, 20:09
    I to jest śmieszne? Chyba dla tych spod budki z piwem. smile
  • searam 11.12.18, 19:00
    bunt_jest_moim_obowiazkiem napisała:

    > Kobiety w Twoim wieku są już często ustawione finansowo i mają w dupie kasę,

    Az mnie zemdlilo...Ze co...?! Ustawione...Chyba w Biedronce i second hand-ach..
    Raczej te co na Karaibach przepuszczaja kase z zapisow testamentowych i polis po swoich zaoranych mezach...
  • obserwator-rzeczy-ulotnych 10.12.18, 15:24
    To ja nie rozumiem - od lat tkwisz w "związku" gdzie skutecznie unikałeś bycia z żoną.
    Masz jak piszesz dobre stanowisko, i jak sądzę takie też dochody.
    Wynajmij dobrego prawnika, który ustali zasady opieki na dziećmi, zapłacisz tym, czego jak sądzę masz sporo - i nie musisz szukać tego, czego ci brakuje i zastanawiać się jak tu próbować wskrzesić coś, czego jak sam piszesz chyba od dawna nie było ...
    Wolność nie ma ceny.
  • yesterday56 10.12.18, 15:35
    Starszym ludziom bardzo trudno jest wprowadzać zmiany do swojego życia. Za trzy lata będę już na emeryturze. Z której strony nie spojrzeć na sytuację, to wyjścia są tylko złe lub jeszcze gorsze.
  • obserwator-rzeczy-ulotnych 10.12.18, 15:57
    Owszem - nie ma łatwego, bezbolesnego rozwiązania.
    Z drugiej strony masz życie "bez życia", od którego jak widać chcesz uciec / które chce zmienić lub zamienić na lepsze, inne...
    Można oczywiście tkwić w tym, w czym tkwisz od lat - to tylko twoja decyzja w którą stronę pójdziesz.
    No i kiedy (ewentualnie) to zrobisz....
    Dodam tylko jedną kwestię - ten problem przerabia wielu, ale niewielu ma ten luksus finansowego luzu, braku uwiązania typu "kredyt na 30 lat + praca za średnią krajową". Wiele osób nie może rozejść się ze względu na właśnie ten aspekt życia - zwłaszcza jeszcze gdy dochodzą koszty związane np. z opieka nad chorym członkiem rodziny czy dzieckiem.

    Nie żebym był taki hop/siup/do przodu, choć trochę młodszy jestem - mam bardzo podobny dylemat dotyczący zamknięcia 20paroletniego związku i zbieram się do podjęcia decyzji od jakiegoś czasu.
    Ale wiem, że decyzję muszę podjąć i odkładanie jej na zasadzie "pomyślę o tym jutro" nic nie zmieni - czas płynie, młodszy nie będę (może co najwyżej ciut mądrzejszy wink )
  • yesterday56 10.12.18, 16:14
    Z tym "ciut mądrzejszy" z wiekiem, to widziałbym to raczej w drugą stronę. smile To w Niemczech była ta afera z bankami, że przy starszych ludziach dopisywano literki AD, (alt, dumm - stary i głupi) i wciskano tak oznaczonym ludziom różne świństwa.
  • obserwator-rzeczy-ulotnych 10.12.18, 16:30
    eeee z bankiem żaden Kowalski czy Schmitt nie wygra wink czy stary czy młody tongue_out
    No chyba, że ma akurat w dłoni argument odbezpieczony i gotowy do strzału - to chyba jedyna znana mi sytuacja kiedy to bank zgadza się bez najmniejszych oporów na propozycję Kowalskiego wink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.