Trzęsienie ziemi wywołało wczoraj pożar w jednej z największych na świecie
elektrowni atomowych
Ziemia w północno-zachodniej Japonii zatrzęsła się o 2.13 w nocy czasu
polskiego. Wiadomo już o siedmiu zabitych, kilkaset osób zostało rannych.
Na obszarze silnych wstrząsów znajduje się największa elektrownia atomowa w
Japonii i jedna z największych na świecie Kashiwazaki-Kariwa, która zaopatruje
w prąd region tokijski. Japońska telewizja pokazała kłęby czarnego dymu
wydobywające się z jednego z budynków elektrowni.
Szybko okazało się, że uszkodzeniu uległ jeden z transformatorów, ugaszono go w
kilka godzin. Reaktory wyłączyły się automatycznie, ale doszło do
rozszczelnienia i niewielkiego wycieku, najprawdopodobniej z wtórnego systemu
chłodzenia reaktorów.
- Wyciek nie jest niebezpieczny dla środowiska - uspokajał właściciel
elektrowni firma Tokyo Electric.
Epicentrum trzęsienia o mocy 6,8 stopnia w skali Richtera znajdowało się około
10 km pod wodą, ponad 50 km od wyspy Honsiu. Po południu naszego czasu
nastąpiło kolejne, równie silne podmorskie trzęsienie niedaleko zachodniego
wybrzeża Japonii.
Na liście największych użytkowników energii atomowej na świecie Japonia zajmuje
trzecie miejsce. 55 reaktorów w ponad 30 proc. zaspokaja potrzeby energetyczne
kraju. Rząd chce sukcesywnie zwiększać ten odsetek do 37 proc. w 2009 r. i do
41 proc. w 2014 r.
Przeciwnicy tych planów wskazują, że co piąte trzęsienie ziemi na świecie
nawiedza właśnie Kraj Kwitnącej Wiśni, a praktycznie wszystkie japońskie
siłownie jądrowe buduje się na terenach aktywnych sejsmicznie. Energetyka
jądrowa to temat delikatny także z powodów historycznych - w czasie II wojny
światowej Hiroszima i Nagasaki zostały całkowicie zniszczone przez amerykańskie
bomby jądrowe.
Władze twierdzą jednak, że energetykę jądrową muszą rozwijać, bo Japonia nie ma
swoich złóż naturalnych. Jak zapewniają bezpieczeństwo elektrowniom narażonym
na trzęsienia ziemi?
Podstawowym zabezpieczeniem jest grubsza płyta fundamentowa wylana pod
budynkiem reaktorowni. To hala, w której znajdują się reaktory, ale także
wymienniki ciepła pomiędzy pierwotnym (czyli tym, który wypływa z samego
rdzenia reaktora) i wtórnym obiegiem układu chłodzącego.
Jeżeli elektrownia ma pracować także w czasie trzęsienia ziemi, mocniejszą i
grubszą płytę trzeba wylać także pod turbinownią, czyli tam, gdzie rozgrzana
para wodna napędza generatory prądu.
Co to znaczy gruba płyta? - To przynajmniej 3 m zbrojonego betonu - mówi doc.
dr inż. Andrzej Stupczewski z Instytutu Energii Atomowej. - Powierzchnia takiej
płyty to w zależności od typu elektrowni od kilkaset do kilku tysięcy metrów
kwadratowych.
Płyta musi w całości wytrzymać trzęsienie ziemi. Nawet jeżeli pęka grunt pod
nią.
Poza tym projektanci w tego typu obiektach starają się maksymalnie obniżyć
środek ciężkości całej konstrukcji. Wszystkie ciężkie urządzenia umieszcza się
więc najniżej, jak tylko się da.
Elektrownie na terenach sejsmicznych wyposażone są także w bardzo czułe systemy
sejsmograficzne. Gdy nadchodzą wstrząsy, reaktory automatycznie się wyłączają.
We wrześniu 1999 roku Tajwan nawiedziło trzęsienie ziemi o sile 7,3 stopnia w
skali Richtera. Znajdujące się bardzo blisko epicentrum trzy reaktory atomowe
wyłączyły się automatycznie. W czwartym reaktorze w czasie wstrząsów akurat
uzupełniano paliwo jądrowe. Żaden z nich nie uległ zniszczeniu ani nawet
uszkodzeniu.
Dzięki mocniejszej konstrukcji to elektrownie jądrowe najszybciej - już po
dwóch dniach - wznowiły wówczas produkcję prądu. To szczególnie ważne, gdy na
zwiększonych obrotach muszą pracować szpitale czy punkty pomocy dla setek czy
tysięcy poszkodowanych.
Z kolei w USA dwa reaktory elektrowni Diablo Canyon zaprojektowano tak, że bez
przerwy pracowały w czasie trzęsienia ziemi o sile 6,6 stopnia w skali
Richtera, jakie nawiedziło ten rejon w styczniu 1994 roku.
W trakcie wstrząsów pracowały także reaktory w Armenii w 1988 roku. Trzęsienie
o sile 8 stopni zabiło wtedy 25 tys. ludzi. Kilkadziesiąt kilometrów od
epicentrum wstrząsów znajdowała się sowiecka elektrownia jądrowa z reaktorami
PWR, czyli takimi, jakie miały pracować w Żarnowcu.
- Byłem w elektrowni w Erewanie kilka razy - mówi doc. Stupczewski. - Kataklizm
zniszczył w Armenii dwie trzecie krajowej sieci energetycznej, ale reaktory nie
uległy zniszczeniu. Gdyby nie one, w czasie akcji ratunkowej nie byłoby prądu.
Źródło: Gazeta Wyborcza
--
ネコス