"Singapur Czwarta Rano" -wątek Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • pomyślałam sobie, że jednak założę.
    Ja dopiero zaczynam, więc...
    ale widzę, że już pierwsi po lekturze są. Zachęcam do wpisywania się do tego
    wątku, żeby nie mieszać z wątkiem o "Bezsenności...".
    --
    Japonia
    Kabaty
    • W piatek zakupilem, dzis skonczylem. Poszlo by szybciej ale trzeba bylo robic
      przerwy na zakupy, jedzenie, spanie, takie tam prozaiczne czynnosci. No i
      czytalem na glos mojej Pani (kiss) zeby razem przezywac a to zawsze troche
      wolniej. Aaaale super!! Bardzo mi sie podobalo! Znajomy po przeczytaniu
      powiedzial ze woli "Bezsennosc..." ale to dlatego ze sam jest informatykiem i
      chcialby do Japonii. smile Ja natomiast kiedys tez gralem na perkusji i muzyka jest
      dla mnie bardzo wazna, przez co (jak sadze) emocje bohatera zwiazane z
      koncertami (tymi granymi i tymi sluchanymi), dzem-sesjami i muzyka w ogole
      przezywalem w dwojnasob. Na dodatek moje klimaty - The Doors, Pink Floyd, Alice
      in Chains, Cream, Led Zeppelin, The Beatles i mnostwo innych, rock, blues. No
      poprostu bylem w niebo wziety!! big_grin Autor po raz kolejny zapewnil rozrywke w
      swietnym stylu, i do posmiania i do podumania. Drogi Panie Marcinie! Jezeli
      kiedykolwiek przyjdzie Ci do glowy wiecej nie pisac wywre na Tobie sroga
      pomste!! ;D Uhhh, ale sie rozemocjonowalem smile Trzeba zapuscic odpowiednia
      muzyczke i ochlonac bo spiewac mi sie chce. wink
    • chiara76 napisała:

      > pomyślałam sobie, że jednak założę.
      > Ja dopiero zaczynam, więc...
      > ale widzę, że już pierwsi po lekturze są. Zachęcam do wpisywania się do tego
      > wątku, żeby nie mieszać z wątkiem o "Bezsenności...".
      A ja jeszcze nie zaczynam. Jak mi sie uda to moze pojde jutro do EMPIKU na
      spotkanie, ale nie wiem, bo od 19 jest w Teatrze Dramatycznym koncert muzyki
      japonskiej na ktory ide, moze przyjde na sam poczatek (z zona), a moze nie...
      Ale nawet jak kupie "Singapur..." to i tak jej nie zaczne ( ;P ). Postanowilem
      ze przeczytam ja w samolocie no Japonii (to juz za miesiac i
      tydzien!!!!)."Bezsennosc..." czytalem w samolocie do Paryza, ale do Paryza to
      tylko kilka godzin, nie to co kilkanascie do Osaki. Wiec powinienem miec milo
      spedzony czas. Poza tym, bedzie to jedyna polska ksiazka, ktora ze soba wezme,
      wiec mam nadzieje, ze bedzie na tyle dobra, ze bede chcial do niej wracac przez
      poltora miesiaca pobytu w Japonii (moze jak mi sie spodoba Singapur z ksiazki,
      to wyskocze do niego na kilka dni, myslalem raczej o Korei, ale kto wie, kto
      wie ... smile ).
      --
      Z powazaniem
      Ser
    • To ja się przeklejam ze starego wątku.
      _____________________________________________________________________________

      Przeczytałam.W dwa wieczory. To już mówi wiele ale jeszcze parę słów.
      Na początku sceptycznie, bo temat kapeli jako takiej nie podnosi mi ciśnienia
      ale im dalej czytałam tym bardziej byłam zachwycona.
      Jest parę elementów wspólnych z "Bezsennością..." ale tym razem więcej w niej
      refleksji, przemysleń, filozofowania. Nie telewizyjnie napuszonych ale takich
      wieczorno-ogniskowych w grupie przyjaciół.
      Marcin - napisałeś znowu (!) świetną książkę. O miłości, przyjaźni, fascynacji,
      otwartości i serdeczności. O tym czego chyba każdy chiałby mieć w nadmiarze. I
      pięknie piszesz o kobietach!
      Trochę patetycznie wyszło ale taki mam nastrój po lekturze smile
      Czekam na więcej i pozdrawiam.
      M.
      P.S. T.Czyżew to mój kolega z departamentu firmy znanej Ci zapewne. Świat jest
      mały!
    • A mnie się książka nie podobała, niestety sad Ale jak uznacie jednym chórem, że
      jest świetna (mam nadzieję, że obiektywnie, nie przez pryzmat Bezsenności), to
      przeczytam drugi raz, może ze mną coś nie tak?
    • hmmm tak sobie dzisiaj poczytalem o tych ksiazkach i przed chwila zlozylem
      zamowienie na bezsennosc i singapur takze za jakies 2 tygodnie zaczne"
      dopiero " czytac.mam nadzieje ze juz w koncu w przyszlym roku zawitam do tokio(
      ehhh te ograniczenia urlopowe)
    • ze sie glupio zapytam, ile ksiazka kosztuje?
    • Po lekturze...
      Mam mieszane uczucia.
      Hmmm, książka rzeczywiście zupełnie inna od "Bezsenności..." i nie ma sensu jej
      porównywać.
      Z tego, co wyczytałam , Marcin chce zabrać się za kolejną książkę z akcją w
      Japonii, z której mamy się więcej dowiedzieć o Japończykach.
      Cóż, powiem tak. Bardzo pasowała mi konwencja poznawania Japonii i Japończyków
      w "Bezsenności...". Nie przeszkadzał mi humor i wesoły nie raz ton.
      Tego zabrakło mi w "Singapur...". Ponadto książka jest jak dla mnie
      niedokończona. Nie, nie chodzi mi o zaden happy end. Ale mam wrażenie, jakby
      autor na siłę skończył w tym miejscu.
      Cóż, podsumowując. Książkę czyta się dobrze. Pomimo, że sprawy zespołu
      muzycznego generalnie mnie nie interesują, książkę przeczytałam, a więc nie
      jest źle.
      Mimo wszystko czegoś mi w niej zabrakło.
      Chyba pasowało mi bardziej humorystyczne podejście w pierwszej książce, niż
      analiza mieszkańców Singapuru w drugiej książce.
      Mam nadzieję, że Marcin nie obrazi się na mnie, czy nie weźmie tego za złe, ale
      niestety, szczerość, to moja główna cecha (hehe, pewnie dlatego tak trudno ze
      mną wytrzymać), i właśnie Marcinowi chciałam szczerze swoją opinię o książce
      przedstawić.
      Ponadto, proszę pamiętać, że jest to TYLKO I WYŁĄCZNIE moje zdanie, nie trzeba
      się z nim zgadzać, a można wręcz nie zgadzać się z moją opiniąwink
      --
      Japonia
      Kabaty
      • No niech bedzie, to ja dla rownowagi sie nie zgodze wink Szkoda troche ze ksiazka
        niektorych nie porwala tak jak mnie ale sadze ze nie mozna sie dziwic. Ze
        wzgledu na to ze obraca sie ona wokol muzyki bylem dla niej idealnym targetem.
        smile Nie potrafie przedlozyc jej nad "Bezsennosc..." czy odwrotnie - obe traktuja
        o pasjonujacych mnie rzeczach. "Bezsennosc..." o informatyku w Japonii,
        "Singapur..." o muzyce, laczy je Marcin, ktory, jak dla mnie, w obu przypadkach
        pokazal styl, poczucie humoru i z jednej strony lekkosc piora, z drugiej
        umiejetnosc wyrazistego opisywania emocji. Na dodatek na spotkaniu w empiku
        wywarl na mnie bardzo pozytywne wrazenie, niezwykle sympatyczny facet. Tym
        bardziej nie moge sie doczekac nastepnych ksiazek. Takie wlasnie mam odczucia,
        la. ;]
    • Hm, to może jednak nie jest ze mną tak źle smile

      Ja też przeczytałam książkę w (ile to było?) dwa wieczory, ale trwało to tak
      krótko nie dlatego, że mnie książka wciągnęła. Po pierwsze szybko się czyta, bo
      są tam prawie same dialogi, dużo zdjęć i cytatów z piosenek smile a po drugie
      chciałam ją szybko skończyć i zamknąć temat a głównym powodem było to, że
      pewnie rozgorzeje dyskusja i chciałabym wiedzieć o czym ludzie piszą.

      Lubię jak książki dają mi powiew świeżości, pomysłów i polotu umysłu autora,
      który mnie wciąga. W Singapurze niestety nic nie zdołało mnie wciągnąć. Nie
      lubię czytać książek dla samego czytania, może dlatego trudniej jest z takimi
      czytelnikami jak ja. Zabrakło mi pomysłu a pomysł na książkę dla mnie to nie
      tylko ułożona historia od punktu A do punktu Z, to za mało.

      Bezsenność, jak dla mnie, psuje się od połowy, nie jest taka pędna i robi się
      po prostu trochę nudno i naciąganie. Są momenty jednak, w tej drugiej połowie,
      które rozbawiły mnie do łez, tak więc uznałam obie części jako całość i było
      ok. Singapur, to niestety w całej książce przeważająca druga część Bezsenności.
      Żart jakoś mnie nie bawił, miałam wrażenie, że autor na siłę „próbował” mnie
      rozbawić. I... trochę się powtarza.

      Początku to już w ogóle nie mogłam przebrnąć, czułam się jakbym czytała
      encyklopedię o instrumentach i zjawiskach muzycznych. Ja rozumiem, że autor się
      na tym zna, ale jeżeli już chce tą wiedzą zarazić innych to powinien coś tak
      sprytnego wymyślić, żeby czytelników tym zaciekawić a nie krzyczeć samymi
      hasłami i pokazywać, że wie. Autorze, ja naprawdę wierzę, że się na tym znasz smile

      Napiszę szczerze, bo nawet sobie zaznaczyłam w książce, dopiero od strony 168
      moje napięcie się poluzowało i zaczęłam czytać nie myśląc o książce jako o
      rzeczy materialnej i o tym, o co tak naprawdę w niej chodzi. Niestety taki stan
      nie trwał długo.

      Singapur wskoczył mi do paczki razem z płytami (pojawił się do kupienia
      dokładnie w dniu zamykania mojej paczki smile tak więc trochę muzyczna jestem, tak
      mi się przynajmniej wydaje. I książka tak naszpikowana muzyką, szczerze mówiąc,
      nie podobała mi się. Szkoda. Nie ukrywam, że czekałam na tą książkę...

      Ale papier i jakość zdjęć zdecydowanie się poprawiły! Sama okładka natomiast
      mniej smile) Długo się zastanawiałam patrząc na nią, ilu rodzajów czcionek można
      użyć w jednym projekcie. Oj, tak się nie powinno robić, chyba, że przyświeca
      temu zauważalny cel. Mało profesjonalnie jak na moje wyczucie. Nie leży dobrze
      w ręce smile Może to głupie, ale ja na to zwracam dużą uwagę...

      Tyle z moich wrażeń. Żeby nie było tak gołosłownie jak w moim poprzednim
      poście smile
    • No więc tak:
      w "Bezsenności" podobały mi się
      po pierwsze - humor,
      po drugie - mnóstwo "kolorytu lokalnego"

      W "Singapurze" to pierwsze jeszcze występuje, ale tego drugiego już całkiem
      zabrakło. Ta książka mogłaby dziać się właściwie wszędzie
      • Poniewaz dopiero zaczelem dzis czytac, czepne sie innej sprawy: okladka - za
        darmo chetnie zaprojektowalbym 50 razy lepsza - bo z tej nic nie wynika. Kolory
        na przyklad - szaro buro zielone - czy tak wyglada pogoda w Singapurze? ;P
        --
        _|____|___|___|___|___|___|___|___|___|___|___|
        ___|___|___|___|___|___|___|___|___|___|___|
        _|____|___|___|___|___|___|___|___|___|___|___|
        • speer napisał:
          >okladka - za darmo chetnie zaprojektowalbym 50 razy lepsza

          Speerze Albercie, dokładnie to samo napisałam dzisiaj w nocy (na samym dole),
          także jak widzisz ktoś już zwrócił uwagę na okładkę smile

          nihiru napisała:
          >Ta książka mogłaby dziać się właściwie wszędzie

          Całkowicie się zgadzam! Czytając książkę myślami byłam w Warszawie. Nie wiem
          dlaczego w Warszawie, może dlatego, że autor tam właśnie mieszka smile Zupełnie
          nie czułam klimatu Singapuru. Gdyby nie mapka i kilka nazw w tekście można by
          było zrezygnować z Singapuru w tytule.

          Z innej beczki:
          „Lars Urlich”- gigantyczny i nie do podrobienia perkusista from Metallica
          nazywa się Lars Ulrich wink Taki drobiazg wpadł mi w oczy.

          a może to jako załącznik:
          www.tokyoplastic.com/dm.html
      • Nierozumiem, przeciez caly czas natykamy sie na singapurskie atrakcje w postaci
        wielorasowosci, sklepow, knajp itp, itd. Np. nadzy do pasa hindusi zamiatajacy
        ulice - widzieliscie cos takiego w Warszawie??? Ciagly upal i kontrastujace z
        nim klimatyzowane lokale i pojazdy. Nie znam sie zabardzo na Singapurze ale jak
        dla mnie nie ma mozliwosci ani przez chwile pomyslec ze akcja dzieje sie
        gdziekolwiek w Polsce. Moze jakas Tajladnia czy Indie (przepraszam jesli wlasnie
        niapisalem cos glupiego ale na tych krajach tez sie nie znam wink) ale Polska??
        • no właśnie Suihi, jedna sprawa to opis a druga sprawa to klimat opisu.
          Oczywiście, że wszystko jest opisane, jakby się działo w Singapurze, co do tego
          nie mam wątpliwości. Co ja zrobię, że myślami byłam w Warszawie. To właśnie
          udowadnia mi tylko, że zabrakło mi klimatu opisu, który by mnie na stałe
          wciągnął do Singapuru.

          >nadzy do pasa hindusi zamiatajacy ulice - widzieliscie cos takiego w
          Warszawie???

          Nie, nie widziałam i na tą chwilę byłam w Singapurze, ale za sekundę już
          siedziałam w mieszkaniu w warszawskim bloku smile))))) Nie wiem, może przez to, że
          ta cała opisana muzyka tak swojsko mi brzmiała. Po prostu temat przewodni całej
          książki od początku do końca może się dziać wszędzie, nawet w Warszawie. A czy
          tam stoi Hindus czy nie to tylko tak jakby dodatek smile))
          • Moze i racja ale w takim razie "Bezsennosc w Tokio" rownie dobrze mogla by byc
            "Bezsennoscia w Pekinie", przynajmniej dla ludzi na rowno zainteresowanych (lub
            nie) Japonia co Chinami. Odnosze wrazenie ze rzeczami skupiajacymi nawet
            podswiadomie "nasza" (czyli ludzi zainteresowanych Japonia) uwage w
            "Bezsennosci..." byl kazdy szczegol opisujacy i dotyczacy Japonii. W
            "Singapurze..." tego zabraklo bo nie jest on o Japonii. Dla mnie tymi
            przykuwajacymi detalami byla wszechobecna muzyka ale przeciez nie musi byc dla
            kazdego, podobnie jak "Bezsennosc..." dla fana wyspy Bora Bora moze i bedzie
            fajna ale nie pasjonujaca bo go to nie interesuje. Pragne podkreslic ze moja
            wypowiedz nie ma na celu wytykania bledow czy czegos tam osobom ktorych ksiazka
            nie wciagnela tylko oczywistym jest ze pasjonujace nas rzeczy wciagaja
            najbardziej. Gdyby bohaterem byl mechanik samochodowy i ksiazka w tym stopniu co
            o muzyce traktowala o naprawie, tuningu i ogolnie o samochodach pewnie byla by
            dla mnie "tylko" fajna a nie pasjonujaca, bo, o zgrozo smile, samochody nie
            interesuja mnie ani troche - mam z nimi do czynienia na codzien i jezdze nimi
            ale nie sa moja pasja, nie "siedze" w samochodach. Wydaje mi sie ze to jest
            glowny powod tego ze niektorzy sa zawiedzeni "Singapurem..." ale oczywiscie moge
            byc w bledzie. smile
            • suichi napisał:
              Pragne podkreslic ze moja
              > wypowiedz nie ma na celu wytykania bledow czy czegos tam osobom ktorych
              ksiazka
              > nie wciagnela tylko oczywistym jest ze pasjonujace nas rzeczy wciagaja
              > najbardziej. Gdyby bohaterem byl mechanik samochodowy i ksiazka w tym stopniu
              c
              > o
              > o muzyce traktowala o naprawie, tuningu i ogolnie o samochodach pewnie byla by
              > dla mnie "tylko" fajna a nie pasjonujaca, bo, o zgrozo smile, samochody nie
              > interesuja mnie ani troche - mam z nimi do czynienia na codzien i jezdze nimi
              > ale nie sa moja pasja, nie "siedze" w samochodach. Wydaje mi sie ze to jest
              > glowny powod tego ze niektorzy sa zawiedzeni "Singapurem..." ale oczywiscie
              mog
              > e
              > byc w bledzie. smile


              acha, i tu dochodzimy do sedna. Może w takim razie warto było zmienić tytuł na
              jakiś związany z muzyką. Bo tak naprawdę książka ta bardziej, niż o Singapurze
              traktuje o muzycznej braci. Co też ma swój smaczek.

              A co do procentów Japonii w "Bezsenności...", zapewniam Cię, że tam akurat jej
              koloryt był odmalowany wspaniale, począwszy od braku ogrzewania w domach (co, w
              Japononii, tym bogatym państwie?? niemożliwewink), przez kampingowanie, poprzez
              opis "podwójnej" moralności niektórych dziewczyn i słynne "ciastko 25 Grudnia",
              itd itd.

              O, to znowu mój wstrętwink


              --
              Japonia
              Kabaty
            • Suihi, przepraszam, ale nie zgadzam się z Tobą. Nie czytam książek o rzeczach
              tylko mi znanych. Po to czytam, żeby się czegoś dowiedzieć.

              >Odnosze wrazenie ze rzeczami skupiajacymi nawet
              >podswiadomie "nasza" (czyli ludzi zainteresowanych Japonia) uwage w
              >"Bezsennosci..." byl kazdy szczegol opisujacy i dotyczacy Japonii.

              To znaczy jak mi dasz każdą książkę o Japonii to stwierdzę, że jest dobra?? Mój
              egzemplarz Bezsenności czytały osoby, które o Japonii wiedziały tyle, że są tam
              roboty i były zachwycone.

              >...dla fana wyspy Bora Bora moze i bedzie
              >fajna ale nie pasjonujaca bo go to nie interesuje

              Suihi, przecież można napisać nawet książkę o niczym, ale tak napisać, że byś
              był zafascynowany tym właśnie niczym.

              Swoją drogą mnie interesuje i Singapur i Białoruś, także nie możesz powiedzieć,
              że jak ludzi nie interesuje Singapur to książka nie będzie pasjonująca. Co
              więcej, mnie interesuje na równym stopniu a może i większym muzyka!

              >...tylko oczywistym jest ze pasjonujace nas rzeczy wciagaja najbardziej.

              Tym zdaniem stwierdzasz, że już nie jesteś otwarty na nowe rzeczy, którymi
              zaczniesz się pasjonować. A żeby zacząć potrzeba stymulatorów smile

              >Gdyby bohaterem byl mechanik samochodowy i ksiazka w tym stopniu co
              o muzyce traktowala o naprawie, tuningu i ogolnie o samochodach...

              To zależy. Czy ta książka jest podręcznikiem mechaniki i budowy pojazdów
              czterokołowych o napędzie paliwowym czy pasjonującym opowiadaniem.

              Ale ja się naprawdę cieszę, że jednym się książka podoba a innym nie. Na tym to
              przecież polega smile

              • o matko, ale gafa. Suichi przepraszam za Suihiego smile) Znowu ręka pisze, oko
                czyta...
                • HA! Dziś jestem w nastroju bojowym, więc zrobię wyjątek i zamiast się ze
                  wszystkim zgadzać, ruszę do obrony mego dzieła smile

                  Czy "Singapur" mógłby się dziać wszędzie i brak w nim kolorytu lokalnego? Co
                  prawda napisałem już na jakimś forum, że w Singapurze jest tyleż Azji co w San
                  Francisco (tam TEŻ jest China Town), ale tyle, ile z tej wyjałowionej z kultury
                  wysepki dało się wyssać, chyba wyssałem. Są to nie tylko rzeczy, na które
                  zwraca uwagę Suichi (upał, przeklimatyzowane pojazdy, wielorasowość) i które
                  faktycznie mogłyby dotyczyć Malezji czy Tajlandii, ale przede wszystkim:
                  - obsesja robienia pieniędzy (o czym mówią taksówkarze? Jaki jest odpowiednik
                  rozmowy o pogodzie? Dlaczego dzieci są wychowywane przez służące?)
                  - podejście młodych Singapurczyków do życia, ich ambicje, plany,
                  zainteresowania, stosunek do pracy, rodziny, seksu, religii, tradycji, itd.
                  (vide wypowiedzi Julie, June, Meera, Eu Ren)
                  - brak kultury i sztuki (brak teatrów, szkół muzycznych, itp., karaoke zamiast
                  żywej muzyki)
                  - kultura krańcowo komercyjna (jedyna rozrywka rodzinna - zakupy, jedzenie
                  zawsze na zewnątrz)
                  - kluczowa cecha narodowa: "kiasu", b. charakterystyczna dla Singapuru
                  - Singlish i problemy językowe - ludzie nie mówiący biegle w ŻADNYM języku,
                  unikat na skalę światową! (połowę dialogów napisałem po singielsku - i to ma
                  być brak kolorytu lokalnego???)
                  - kultura kopi tiam i picia kawy (z torebki! smile (kulminacja w "kryzysie
                  kawowym" Pawła...)
                  - starannie tworzona przez rząd wizja Singapuru, w wyniku czego istnieją tam
                  dwa światy - jeden dla turystów: czysto (armia półnagich Hindusów...smile,
                  przestrzeganie prawa, piękna architektura; drugi - świat osiedli HDB, gdzie
                  nawet winda nie staje na każdym piętrze (a jak staje, to ktoś w niej siusia),
                  brudnych jadalni publicznych (hawker food centres), itd.

                  Wszystkie te elementy są świadomie powtarzane w kilku miejscach - np.
                  filipińskie służące, tak charakterystyczny element krajobrazu Singapuru, albo
                  taksówkarze i ich krąg zainteresowań... Ważne są też wszystkie spotkania z
                  Sąsiadem - kopalnia wiedzy o inności myślenia Singapurczyka i Polaka!

                  Natomiast co do kolorytu Japonii, który wg. Chiary był w Bezsenności odmalowany
                  wspaniale, to pozwolę sobie się trochę nie zgodzić. W Bezsenności nie
                  dowiadujemy się NICZEGO o Japończykach - co naprawdę myślą, czym się kierują,
                  itd. Może z wyjątkiem paru słów nt. Riki, reszta postaci japońskich jest
                  niesłychanie płytka. Kultura to przede wszystkim LUDZIE, a nie piecyki na naftę
                  czy "zepsute" automaty z piwem... A ludzi - Japończyków - w Bezsenności
                  właściwie nie ma. Dlatego to NIE JEST w sumie książka o Japonii, tylko o
                  Gajdziniźmie, o zderzeniach Europejczyka z obcością Azji.

                  Reasumując, z "Singapuru" można się dowiedzieć o WIELE więcej o Singapurze, niż
                  z "Bezsenności" o Japonii. Oczywiście wyeksploatować Singapur w 1 książce było
                  dużo łatwiej, niż Japonię. Singapur to malutka wysepka o 100 letniej historii,
                  Japonia - wielki kraj o 1000+ letniej historii.

                  Jeśli natomiast wszystkie te elementy kolorytu lokalnego Singapuru umykają w
                  pierwszej chwili to pewnie efekt świadomego zabiegu pokazania obcej kultury za
                  pomocą "wizji peryferyjnej", czyli dokładnie tak, jak poznają swoją kulturę jej
                  przedstawiciele. Dlatego właśnie wątkiem przewodnim jest muzyka a nie Singapur.
                  Na pewno jednak więcej dowiemy się z tej książki o Singapurze niż o graniu na
                  scenie.

                  I jeszcze jedno: bohater Singapuru ma większą dynamikę, tzn. bardziej się
                  zmienia od 1 do ostatniej strony. Taki przynajmniej był zamysł. Czy mi się
                  udało to pokazać – inna sprawa…smile

                  Pozdrawiam serdecznie,

                  Marcin Bruczkowski
                  www.marcin.bruczkowski.com

                  • Chylę czoła przed autorem, który tak celną przedstawił tutaj obronę swojego
                    dzieła.smile

                    Niestety nie zmienia to faktu, ze do bezsenności będę wracała częściej niż do
                    singapuru. Może jest to kwestia tego, ze japonia bardziej "elektryzuje"
                    wyobraźnię niż singapur? nie wiem, ale czekam niecierpliwie na trzeci utwór
                    (wiem, wiem - to okrutne z mojej strony: mówić o trzecim w momencie kiedy autor
                    jeszcze nie odsapnął po drugimsmile).
                    • Zgadzam się całkowicie z nihiru - Japonia jest tematem 1000 razy bardziej
                      elektryzującym. Miałem tego świadomość pisząc "Singapur". Z jednej strony nic
                      łatwiejszego niż napisać po prostu kolejną porcję przygód Gajdzina w Tokio - do
                      Bezsenności wykorzystałem zaledwie 50% przygotowanego materiału... Ale ile
                      mógłbym takich "Bezsenności" napisać? Gwarantuję, że już trzecia by była nie do
                      czytania smile

                      Dlatego chciałem zmienić klimat i zmienić styl. Tym bardziej, że za kilka lat
                      chcę się podjąć NAPRAWDĘ trudnego wyzwania, czyli książki dziejącej się w...
                      Polsce. A do tego będę potrzebował lepszego warsztatu niż mam dzisiaj. Singapur
                      jest ku temu wprawką i jeśli mam być szczery, to jako zwykły kawałek prozy
                      (tzn. abstrahując od TEMATU), Singapur jest LEPSZĄ KSIĄŻKĄ od Bezsenności. Ma
                      bardziej rozbudowane wątki - Bezsenność w ogóle ma tylko 1 wątek (gajdzina)
                      dlatego technicznie nie jest powieścią, tylko długim opowiadaniem, podobnie jak
                      np. Przygody Robinsona Crusoe nie są powieścią). Ma lepszą charakterystykę
                      bohaterów (więcej wglądu w ich myślenie i motywacje), większą dynamikę (tzn.
                      zmiany w czasie) głównych postaci, itd.

                      Bezsenność broni się więc tylko magią tematu i to jest 80% przyczyny, dla
                      której jest tak powszechnie lubiana. Jako kawałek literatury nie stanowi ona
                      nic specjalnie wybitnego – i trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, że napisał ją
                      absolutny debiutant…

                      Pozdrawiam serdecznie,

                      Marcin Bruczkowski
                      www.marcin.bruczkowski.com
                      • >gajdzin napisał:
                        >Natomiast co do kolorytu Japonii, który wg. Chiary był
                        >w Bezsenności odmalowany wspaniale, to pozwolę
                        >sobie się trochę nie zgodzić

                        A kto to ma się zgadzać czy nie zgadzać, my czy Gajdzin, zwany autorem smile

                        Gajdzinie, może pozwolisz nam, że sami zdecydujemy o czym tak naprawdę są Twoje
                        książki! Może cenne są często Twoje uwagi i dopowiedzenia, ale nie zajmuj się
                        proszę oceną swoich rzeczy, bo to jest lekko nieeleganckie!

                        >Na pewno jednak więcej dowiemy się z tej książki
                        >o Singapurze niż o graniu na scenie.

                        Ale nikt nie zaprzecza, że nie można się czegoś dowiedzieć o Singapurze, można.
                        Ja np. krytykuję tą książkę za całokształt literacki. Jest to obiekt zamknięty,
                        sprawdzony, skorygowany i przez autora i przez wydawnictwo, z okładką, ceną,
                        obiekt napisany dla szerszej publiczności, nie dla przyjaciół i znajomych.
                        Nieważne o czym jest, ważne, że jako książka i zamknięty twór twórczy osobiście
                        mi się nie podobał.

                        >I jeszcze jedno: bohater Singapuru ma większą dynamikę,
                        >tzn. bardziej się zmienia od 1 do ostatniej strony.
                        >Taki przynajmniej był zamysł.

                        Czy sztuczna zmiana autora od pierwszej do ostatniej sceny buduje zawsze
                        dynamikę postaci? Pytanie retoryczne. Nie na tym polega budowanie dynamiki.

                        >chiara76 napisała:
                        >o Japonii dowiedziałam się wiele, ale tak właśnie
                        >"po japonsku". po cichu, półsłówkami, między słowami,

                        tak właśnie myślę i ja smile

                        >gajdzin napisał:
                        >zwykły kawałek prozy (tzn. abstrahując od TEMATU),
                        >Singapur jest LEPSZĄ KSIĄŻKĄ od Bezsenności.

                        Słucham? Dlaczego Marcinie tak krzyczysz. Zapytam po raz kolejny, kto powinien
                        czy ma prawo wygłaszać takie zdania? Ja naprawdę z chęcią usłyszę (tak jak
                        naukowo- poznawcza wymiana myśli z Suichim smile), że czytelnikom się podoba,
                        naprawdę chętnie to usłyszę i nie ukrywam, że czekam również na takie opinie smile

                        >Ma bardziej rozbudowane wątki - Bezsenność w ogóle
                        >ma tylko 1 wątek (gajdzina)dlatego technicznie nie
                        >jest powieścią, tylko długim opowiadaniem, podobnie
                        >jak np. Przygody Robinsona Crusoe nie są powieścią).
                        >Ma lepszą charakterystykę bohaterów (więcej wglądu
                        >w ich myślenie i motywacje), większą dynamikę (tzn.
                        >zmiany w czasie) głównych postaci, itd.

                        no i co z tego? Proszę. Nie chcę Cię w żaden sposób urazić, ale uważam, że
                        książka jednowątkowa może być tak samo lepsza od książki wielowątkowej jak i
                        gorsza. Czy to jest jakaś zasada? Nikt by przecież nie pisał książek
                        jednowątkowych gdyby tak było. Wydaje mi się, że za bardzo technicznie
                        podchodzisz do tematu i nie ukrywam, sam wyjaśniłeś mi dlaczego książka mi się
                        nie spodobała. Powoli zaczynam to rozumieć smile

                        >chiara76 napisała:
                        >A "Bezsenność..." ma u mnie
                        >5* (dla wyjaśnienia perełki dostają 6* lub 5 i pół*).

                        Chiaro, tu mnie zaciekawiło smile A możesz mi podać jeden przykład książki, której
                        dałaś 6 gwiazdek? Po Singapurze widzę, że myślimy podobnie, jestem ciekawa. Ale
                        jak nie chcesz to rozumiem, to nie jest w końcu forum o książkach smile Ja chyba
                        tylko oceniam: genialne, nudne- może być, nie podoba mi się smile Może być na
                        priva, jak chcesz smile
                  • Drogi Autorzewink
                    Dzięki przede wszystkim za obronę.
                    Hmm, ale nie pogniewaj się, ja dalej twierdzę, że z "Bezsenności..." o Japonii
                    dowiedziałam się wiele, ale tak właśnie "po japonsku". po cichu, półsłówkami,
                    między słowami, że tak się wyrażę.

                    I do niej będę wracać na pewno. Do Singapuru mnie niezbyt ciągnie. Cóż, nie
                    jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził. Zauważ, że książka ma na
                    naszym forum chyba w większości zwolennikówwink
                    --
                    Japonia
                    Kabaty
                    • Droga Chiaro,

                      jasne, z Bezsenności można się sporo dowiedzieć o Japonii, tylko niestety mało
                      o Japończykach. Może dlatego, że po 10 latach w ich kraju nadal nic o nich nie
                      wiem smile Ale tak poważnie - w następnej książce obiecuję to naprawić i
                      spróbować wejść trochę w ich głowy. To na pewno trudniejsze, niż pisanie o
                      puszkach z piwem, ale spróbuję...

                      Pozdrawiam,

                      Marcin Bruczkowski
                      www.marcin.bruczkowski.com
                      • Z Bezsennosci bardzo duzo dowiedzialem sie o Japonii. Na przyklad tego, ze
                        raczej nie bylbym zdolny by tam mieszkac wink ale za to chetnie bym tam pojechal
                        na wakacje. Bezsennosc rozwiala moj idealistyczny obraz Japonii. I dobrze.
                        --
                        fields of love
                      • 24.11.05, 21:55
                        gajdzin napisał:

                        > Droga Chiaro,
                        >
                        > jasne, z Bezsenności można się sporo dowiedzieć o Japonii, tylko niestety
                        mało
                        > o Japończykach. Może dlatego, że po 10 latach w ich kraju nadal nic o nich
                        nie
                        > wiem smile Ale tak poważnie - w następnej książce obiecuję to naprawić i
                        > spróbować wejść trochę w ich głowy. To na pewno trudniejsze, niż pisanie o
                        > puszkach z piwem, ale spróbuję...
                        >
                        > Pozdrawiam,
                        >
                        > Marcin Bruczkowski
                        > www.marcin.bruczkowski.com


                        Marcinie, mam nadzieję, że niesłusznie mam wrażenie, że Jesteś zagniewany za
                        moją opinię o książkach. Mam nadzieję, że tak nie jest . Swojego zdanie nie
                        zmienię, o Japonii dowiedziałam się z Twojej książki bardzo dużo, dokładnie
                        było w niej to, czego ja w tym momencie o Japonii szukałam, nic na to nie
                        poradzę, że uważam "bezsenność..." za super książkęwink

                        Mam nadzieję, że zgadzasz się z tym, że na szczęście każdy czytelnik ma prawo
                        do własnej opinii.
                        W dodatku, jeśli jest to opinia odosobniona, bo z tego, co widzę, większość na
                        forum jest bardzo zadowolona z lektury. Ja na nią nie narzekam, ale nie jest to
                        książka, której dałam w mojej punktacji (a tak, prowadzę listę książek
                        przeczytanych i oceniam je sobie) najwyższą notę. A "Bezsenność..." ma u mnie
                        5* (dla wyjaśnienia perełki dostają 6* lub 5 i pół*).

                        Pozdrawiam i mimo wszystko mam nadzieję, że jeszcze trochę mnie Lubiszwink

                        --
                        Japonia
                        Kabaty
                        • 24.11.05, 22:49
                          > W dodatku, jeśli jest to opinia odosobniona, bo z tego, co widzę, większość na
                          > forum jest bardzo zadowolona z lektury.

                          Nie no, narazie przewage maja "niezachwyceni" smile Moze tak wyglada ze wiekszosc
                          bo to ja beszczelnie raz za razem sie wcinam. wink Gome ^^
                          • 24.11.05, 23:02
                            suichi napisał:

                            > > W dodatku, jeśli jest to opinia odosobniona, bo z tego, co widzę, większo
                            > ść na
                            > > forum jest bardzo zadowolona z lektury.
                            >
                            > Nie no, narazie przewage maja "niezachwyceni" smile Moze tak wyglada ze wiekszosc
                            > bo to ja beszczelnie raz za razem sie wcinam. wink Gome ^^

                            no a ja mam wrażenie, że jest przynajmniej remis.smile


                            --
                            Japonia
                            Kabaty
                • Alez nie ma za co, bywa. smile
              • > To znaczy jak mi dasz każdą książkę o Japonii to stwierdzę, że jest dobra??

                Nie, nie, chodzi o to ze "Bezsennosc" nie dosc ze o Japonii to jeszcze JEST
                dobra. "Singapur" moim zdaniem tez jest dobra tylko nie ma tam Japonii ktora do
                "Bezsennosci" przyciagnela i trzyma w zelaznym uscisku wiele osob, w tym mnie. smile

                > Co więcej, mnie interesuje na równym stopniu a może i większym muzyka!

                Okej, ale inaczej do muzyki podchodza ludzie jej sluchajacy a inaczej ja
                wykonujacy, tak jak napewno inaczej postrzegaja "Bezsennosc" Twoi znajomi nie
                znajacy Japonii niz Ty, co nie znaczy ze gorzej. Jest to dobrze napisana ksiazka
                z duza iloscia humoru wiec podoba sie wielu ludziom, ale zauwaz ze nie wszystkim
                - byly glosy krytyki chociazby na watku o "Bezsennosci".

                > Tym zdaniem stwierdzasz, że już nie jesteś otwarty na nowe rzeczy, którymi
                > zaczniesz się pasjonować. A żeby zacząć potrzeba stymulatorów smile

                Alez skad, jestem jak najbardziej odtwarty np. na Singapur o ktorym przed
                lektora wiedzialem tyle ze jest a po lekturze juz znacznie wiecej. Ale przeciez
                nie siegasz po kazdy temat tylko dlatego ze jest, cos Cie musi do niego
                naklonic. Jak bym nie czytal wczesniej "Bezsennosci" i nie wiedzial nic o
                Marcinie to prawdopodobnie "Singpuru" bym nie przeczytal, pare ksiazek juz czeka
                w kolejce do kupienia, gorzej z mozliwoscia. smile Chyba ze by wpadla mi w rece i
                przeczytal bym opis na okadce - wtedy kupil bym ze wzgledu na muzyke i przygody
                perkusisty ktorym sam kiedys bylem. Nie szukam nowych tematow majac kilka
                otwartych i nawet nie tyle nie zakonczonych co jeszcze nie okreslonych czy sa
                warte drazenia.

                > To zależy. Czy ta książka jest podręcznikiem mechaniki i budowy pojazdów
                > czterokołowych o napędzie paliwowym czy pasjonującym opowiadaniem.

                Ale "Singapur" nie jest vademecum muzyka amatora czy instruktarzem gry na
                perkusji. Moim zdaniem granie jest tu motywem przewodnim na rowni z Singapurem,
                gdyby akcja dziala sie gdzie indziej ksiazka napewno byla by inna, takie a nie
                inne przygody z muzyka wynikaly z charakteru kraju. Dla mnie jest to pasjonujaca
                opowiesc o innym miejscu i ludziach. Wydaje mi sie ze Singapur jest w niej
                odmalowany bardzo wyraziscie, napewno dowiedzialem sie o nim wiecej niz o
                Japonii z "Bezsennosci" ale to moze dlatego ze o Japonii niewiele bo niewiele
                ale cos tam wiedzialem a o Singapurze praktycznie nic. smile Z reszta sadze ze np.
                roznice w kwestii mieszkaniowej miedzy Polska a Japonia sa duzo wieksze niz
                miedzy Polska a Singapurem. Na pierwszy, najprostrzy rzut oka - w Japonii
                mieszkania male, brak ogrzewania, tatami (gdzieniegdzie), a w Singapurze -
                mieszkania duze, ogrzewanie nie potrzebne, na podlodze polerowany gres. big_grin
                Przeciez Marcin nie mogl na sile wymyslac nieistniejacych roznic zeby bardziej
                uegzotycznic Singapur a Japonia sama w sobie, jak juz bylo powiedziane, jest
                tematem 1000 razy szerszym, dluzszym czy glebszym, jak kto woli. smile A muzyka
                sprawila ze ksiazka spodobala mi sie baaardzo, zafascynowala, co nie znaczy ze
                gdyby byla o samochodach nie podobala by mi sie. Dobra ksiazka bedzie dobra
                nawet jesli temat nie jest "moj", a ta moim zdaniem jest dobra.

                > Ale ja się naprawdę cieszę, że jednym się książka podoba a innym nie. Na tym to
                > przecież polega smile

                No wlasnie! Konstruktywna wymiana opinii bawiac - uczy, uczac - bawi. wink
                • > Marcinie, mam nadzieję, że niesłusznie mam wrażenie, że jesteś zagniewany za
                  moją opinię o książkach.

                  Słuszną masz nadzieje i niesłuszne masz wrażenie smile


                  > Przeciez Marcin nie mogl na sile wymyslac nieistniejacych roznic zeby bardziej
                  uegzotycznic Singapur

                  Mógł. Ale nie chciał smile


                  > Czy ta książka jest podręcznikiem mechaniki i budowy pojazdów
                  > czterokołowych o napędzie paliwowym

                  Świetny pomysł! Pojawiła mi się wizja książki dziejącej się w Malezji, której
                  głównym motywem będzie konstrukcja pojazdów czterokołowych o napędzie
                  spalinowym. Temat pasjonujący mnie w stopniu bliskim muzyki i perkusji! W
                  ramach wprawki, główny (acz nieobecny) bohater mojej następnej książki
                  (dziejącej się znowu w Japonii) będzie wynalazcą, a jednym z jego największych
                  osiągnięć - właśnie nowa koncepcja silnika spalinowego o zmiennej pojemności
                  skokowej. Wyzwaniem będzie tylko napisać to tak, żeby nie-techniczna część
                  społeczeństwa (czyli jego 90%) nie umarła z nudów po stronie trzeciej...

                  Pozdrawiam serdecznie!

                  Marcin Bruczkowski
                  www.marcin.bruczkowski.com
    • Zamówiłem wczoraj w Merlinie wraz z innymi książkami...
      Może na święta dotrze...
      --
      Kabaty Site
      Moja Strona Domowa
      Forum Kabackie
      • Dobiegam do konca ksiazki i... no wlasnie...

        Jakby nie patrzec Bezsennosc, moze dlatego ze byla pierwsza jest dla mnie
        ksiazka o lepsza. I to niestety duuuuzo lepsza.

        Singapur rozczarowuje. Sa tu dwa swiaty, ktore dla mnie przynajmniej nie lacza
        sie w jeden. Jeden swiat to swiat Singapuru drugi to swiat zespolow rockowych.
        Jesli chodzi o rock to szczerze mowiac "nie czuje bluesa" i w przenosni i w
        rzeczywsitosci... takze temat zespolow raczej mnie nie zainteresowal. Singapur
        zas odmalowany jest troche jako tlo tego wszystkiego wiec zamiast zachlystnac
        sie miastem w wyobrazni mam tylko ogolnie odmalowany Singapur... Troche to
        rozczarowuje.

        Wolalbym przeczytac Bezsennosc w Singapurze, niz Historie tworzenia amatorskich
        zespolow rockowych w Singauprze.

        Ale to tylko to co bym wolal. Tak czy inaczej jestem juz prawie przy koncu
        ksiazki, wciagnela mnie wiec nie jest zle.

        ALe i tak niedoscignionym wzorem jest Bezsennosc.



        --
        fields of love
        • > Singapur
          > zas odmalowany jest troche jako tlo tego wszystkiego wiec zamiast zachlystnac
          > sie miastem w wyobrazni mam tylko ogolnie odmalowany Singapur...

          Nigdy nie słyszałem o człowieku, któremu udałoby się zachłystnąć Singapurem
          (chyba, że wpadł do kanału w Geylang), ale znam paru Sinapurczyków, którzy
          wyemigrowali ze swojej ojczyzny, żeby nie umrzeć z nudów smile)
          Singapur jest bardzo sympatyczny, jeśli pojedzie się tam na parę tygodni.
          Natomiast żyć tam parę lat nie życzę nikomu!


          > Wolalbym przeczytac Bezsennosc w Singapurze, niz Historie tworzenia
          amatorskich zespolow rockowych w Singauprze.

          Niestety, Bezsenność w Singapurze skończyła by się śmiercią protagnisty z
          nudów, gdzieś w połowie rozdziału 2 (cytując Gajdzina, str. 218: "Poza tym...
          nudno, jeśli wiesz co mam na myśli, Prosiaczku"). Albo jego metamorfozą w
          mrówkę... Singapur to maleńka wysepka o 100-letniej historii, a nie wielki
          naród o ponad 1000-letniej historii, jak Japonia. Materiału więc starczyło by
          może na 3 rozdziały, ale to pod warunkiem, że strzeliłbym parę dłuuugich opisów
          przyrody smile

          Stąd muzyka jako temat główny. Mój protagonista w życiu by nie wytrzymał w
          Singapurze przez 3 lata, gdyby nie jego pasja - gra w zespole. Przedziwnym
          zbiegiem okoliczności JA też nie wytrzymałbym w Singapurze, gdyby nie moje
          przygody estradowe. Na początku usiłowałem jeszcze zwiedzać i interesować się
          kulturą lokalną, ale to pierwsze się skończyło, bo zabrakło miejsc, w których
          nie byłem, a to drugie jak się okazało nie istnieje - została mi więc tylko
          muzyka... i ona mnie uratowała.

          Pozdrawiam serdecznie!

          Marcin Bruczkowski
          • Marcin, jasne, rozumiem! Dzieki tobie widze jaka jest roznica miedzy Japonia a
            Singapurem, bo do tej pory nie zdawalem sobie sprawy z az takiej roznicy.

            Bardzo mi sie podobal fragment dosc chyba osobisty, w ktorym Pawel przymiera
            glodem i wyprzedaje po kolei rzeczy z mieszkania... Wczolem sie tu troche w
            ciezki los bohatera...

            A fragmenty o tworzeniu zespolu rockowego... dla mnie niestety sa dosc
            nudnawe...

            Ale jak mowie - czytam ksiazke i generalnie mi sie podoba, wiec nie jest zle! :-
            )
            fields of love
            • > fragment dosc chyba osobisty

              Zgadłeś - dość osobisty... smile


              > A fragmenty o tworzeniu zespolu rockowego... dla mnie niestety sa dosc
              > nudnawe...

              Cóż, nie jest łatwo zarazić kogoś swoją pasją. Myślę, że jakby napisano nie
              wiem jak pasjonującą książkę z życia filatelistów, to zasnąłbym w połowie
              pierwszego rozdziału smile

              Pozdrawiam serdecznie,

              Marcin Bruczkowski
              • No to dotarlem do konca. Przede wszystkim dzieki, za kolejna ksiazke, ktora
                chcialo sie czytac! smile

                Jedna sugestia: i tak wszyscy wiedza, ze to twoje wspomnienia, wiec ten Pawel
                jedynie wprowadza zamieszanie. Co do zmieniana imion innych ludzi - to rozumiem
                (moze nie wszyscy chcieliby czytac o sobie), ale ty sam powinienes pozostac
                Marcinem a nie Pawlem. W ten sposob ksiazka bylaby jeszcze fajniejsza!

                --
                fields of love
                • Wlasnie czytam na wegierskim Nepszabadsagu, ze:

                  "Kábítószer-kereskedelem miatt kivégeztek pénteken Szingapúrban egy ausztrál
                  állampolgárt - közölte a szingapúri belügyminisztérium. A 25 éves Nguyen Tuong
                  Van vietnami származású ausztrál állampolgárt 2002 decemberében ítélték halálra
                  400 gramm heroin Szingapúrba csempészéséért, ahol 15 grammnál nagyobb
                  mennyiségű kábítószer birtoklásáért halálbüntetés szabható ki."

                  Czyli, ze w Singapurze wlasnie powieszono 25 letniego obywatela Australii
                  pochodzenia wietamskiego, Nguyena Tuonga Vana, za posiadanie 400 gramow
                  ciezkich dragow. Posiadanie powyzej 15 gramow takich dragow karane jest tam
                  smiercia. Hmmm... tak wiec czasami kogos ukarza dla przykladu...


                  --
                  fields of love
                • > ty sam powinienes pozostac Marcinem a nie Pawlem.

                  Ale wtedy Paweł nie mógłby spotkać Marcina, co przecież staje się punktem
                  zwrotnym w jego życiu. Gajdzin zapoczątkowuje proces wyciągania go z depresji i
                  upadku, podsuwa mu lek - muzykę, która w tej książce pokazuje się właśnie jako
                  siła zarówno niszcząca (upadek Pawła z powodu zaniedbywania pracy przez granie,
                  Vincent i kokaina) jak i uzdrawiająca.

                  Znany z Besenności w Tokio Gajdzin na pewno nie miałby takich przygód, jak
                  Paweł. Jest człowiekiem bardziej pewnym siebie, mniej podlegającym wpływom
                  zewnętrznym i mniej skłonnym do tak głębokiej pasji, jaką przejawia Paweł. Z
                  drugiej strony Gajdzin ma dużo mniejsze powodzenie u płci pięknej (vide
                  Bezsenność: 8 lat i tylko 2 dziewczyny!)

                  Oczywiście jest jeszcze wątek wątpliwości, czy przypadkiem Gajdzin nie jest
                  wytworem chorej wyobraźni Pawła, albo Paweł - rozdwojeniem jaźni Gajdzina
                  (patrz str. 295/296). Interpretacja należy do czytelnika. W końcu dobra książka
                  powinna mieć drugie dno, a najlepiej i trzecie smile No i delikatna sugestia
                  teorii, że cała książka dzieje się w alternatywnej rzeczywistości, co niejako
                  przypisało by ją do nurtu science fiction - nie powiem, na której stronie to
                  się pojawia, odkrycie wymaga bardzo wnikliwego czytania i dobrej znajomości
                  zespołów Pink Floyd i The Doors...

                  Pozdrawiam!

                  Marcin Bruczkowski
                  www.marcin.bruczkowski.com
                  • PS. Dokładnie - dla przykładu. Takie rzeczy trafiają na strony gazet, a to, że
                    w licznych centrach odwykowych siedzą tłumy kokainistów a na każdej dyskotece
                    można kupić Ecstasy, a więc narkotyki walą szerokim strumieniem do Singapuru
                    (bo skądś muszą się tam brać) - jakby mniej...

                    PPS. Proponuję dyskusję o Singapurze przenieść na wątek "Singapur, czwarta
                    rano":
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12466&w=32243433
                    Pozdrawiam serdecznie!

                    Marcin Bruczkowski
                    www.marcin.bruczkowski.com
                    • Zaraz - ja chyba się chyba zaplątałem - to JEST na wątku singapurskim. A
                      przysiągłbym, że było na japońskim... Chyba za dużo pracuję?

                      Marcin Bruczkowski
                      • > Zaraz - ja chyba się chyba zaplątałem - to JEST na wątku singapurskim.

                        smile)) No rzeczywiscie sie zaplatales, pewnie dlatego ze to watek o
                        "Singapurze..." na forum Japonia ktory wydzielil sie z watku o "Bezsennosci..." smile
                  • > No i delikatna sugestia
                    > teorii, że cała książka dzieje się w alternatywnej rzeczywistości...

                    Taa, Doorsi z basista smile)
                    • Brawo!!! Moja pani redaktor była z tego trochę niezadowolona. Chciała dodać
                      przypis z wyjaśnieniem, że The Doors nie mieli basisty. Ja argumentowałem: nie
                      złapanie tego detalu w niczym nie zmniejszy przyjemności z czytania książki, a
                      fajnie jest, kiedy w tekście ukryte są jakieś aluzje i mini-zagadki dla
                      wtajemniczonych. Łopatologii stosowanej mówimy stanowcze NIE!

                      smile

                      Marcin Bruczkowski
                      www.marcin.bruczkowski.com
                      • No i chwala bogu ze sie obylo bez przypisu, wygladalo by to cokolwiek... nie
                        wiem jak ale by nie pasowalo wink
                      • A a'propos Pink Floyd wlasnie kupilem ojcu pod choinke The Wall na DVD,
                        sprawdzimy w wigilie z ktorej rzeczywistosci jest to wydanie :]

                        Hey you, out there in the cold
                        Getting lonely, getting old
                        Can you feel me?
                        • "Hey You" zostało nakręcone jako video-klip i dodane do "rozszerzonych" wersji
                          DVD filmu The Wall jako materiał dodatkowy. Ale nigdy nie było elementem filmu.
                          Pamiętam, jak oglądałem The Wall pierwszy raz w Anglii na obozie letnim, miałem
                          wtedy 17 lat i film zrobił na mnie piorunujące wrażenie, ale byłem też okropnie
                          rozczarowany, że właśnie mojej ulubionej piosenki tam nie ma...

                          Pozdrawiam serdecznie,

                          Marcin Bruczkowski
                          www.marcin.bruczkowski.com
    • Mój egzemplarz przekazałam do dalszego czytania ze słowami: ”przeczytaj, dobra
      książka”, żeby przypadkiem nie uprzedzać moim rozczarowaniem. No i właśnie
      dostałam informację zwrotną: „to jest dobre? co to za książka, nudna i nic w
      niej nie ma. Coś ty mi dała i po co (...)”. I tym sposobem oberwałam w ucho smile

      • Na ucho polecam zimny okład!

        Uważam, że ten czytelnik/-czka ma całkowitą rację - książka jest nudna i NIC w
        niej nie ma. Kontunuuję w ten sposób tradycję Bezsenności w Tokio - bo to jest
        dopiero książka O NICZYM. Której to opinii jestem gotów bronić na polu
        merytorycznym.

        Ale nie przejmuj się - właśnie pracuję nad następną powieścią, w której nie
        będzie tak bardzo NIC, że to nic z Singapuru jest niczym w porównaniu z tym
        niczym które tam będzie a raczej nie będzie!

        Oczywiście mam nadzieję, że teraz będziesz mądrzejsza i w obronie własnego ucha
        nie dasz tej osobie w/w książki do przeczytania. Mogłoby się to skończyć czymś
        nawet gorszym niż uchem...

        smile

        Pozdrawiam serdecznie,

        Marcin Bruczkowski
        www.marcin.bruczkowski.com
        • Oj, bo wy sie wszyscy nie znacie, gajdzin tez! ;P Dla mnie ksiazka wcale nie
          jest nudna i jest o czyms - o przygodach z muzyka w Singapurze. Jest humor i sa
          przemyslenia, sa zabawne sytuacje i jest proba wnikniecia w psychike
          przebywajacych tam ludzi. Jak zyja, czym sie kieruja, jakie sa ich priorytety -
          ludzie mlodsi, starsi, roznych narodowosci. Moim zdaniem ksiazka bardzo dobrze
          pokazuje jak sie czuje polski "grzybek" w miedzynarodowym, glownie azjatyckim
          "bigosie", jak sobie w nim radzi, jakie tworzy relacje z innymi skladnikami. smile)
          Poza tym pozwole sobie wyrazic moja opinie ze jest to ksiazka dojrzalsza od
          "Bezsennosci...", bardziej przemyslana, pisana z wiekszym zaangazowaniem autora.
          O! smile
          • Suichi, jakbym Cię miał pod ręką, to bym Cię pocałował (mam nadzieję, że jesteś
            płci pięknej, bo mężczyzn całować nie lubię...) Strasznie mi się podoba ten
            grzybek!

            A tutaj coś do śmiechu: www.vivi.strefa.pl/japan/
            Popatrzcie, jaką książkę napisałem, sam o tym nie wiedząc. A może oni są
            jasnowidzami i ja coś takiego napiszę? To by była książka o mojej młodości i
            studiach na UW, bo wtedy właśnie lubiłem zabierać kolejne narzeczone do jedynej
            chińskiej knajpy w Warszawie - "Szanghaj", żeby im zaimponować umiejętnością
            jedzenia okrutnie (jak na ówczesne czasy) ostrych potraw i to pałeczkami! smile

            Pozdrawiam serdecznie,

            Marcin Bruczkowski
            www.marcin.bruczkowski.com
            • dali do pieca...

              "Sznaghaj czwarta rano", zaraz się okaże, że napisałeś jeszcze Nowy York piąta
              po południu, albo coś takiego.

              Osobiście mogłabym popełnić "Sopot, 4 rano", niestety raz miałam w swoim
              autostopowym epizodzie moment, że na dworcu kolejowym w Sopocie spędziłam czas
              poranny w oczekiwaniu na pierwszą kolejkę pomiejską...niby jedna noc, a byłoby
              o czym pisać...
              --
              Japonia
              Kabaty
              • Opowiedz, opowiedz!!! smile

                (Tak, wysłałem sprostowanie, chociaż wątpię, żeby przeczytali maila przed
                poniedziałkiem.)

                Marcin Bruczkowski
                www.marcin.bruczkowski.com
            • He he, jak milo, dzieki smile Niestety naleze do brzydszej czesci ludzkosci ale 19
              w Empiku bede polowal na Uscisk Dloni Autora[tm] big_grin
              • Super, będę Cię wyglądał! Tylko od razu się przyznaj, że jesteś SUICHI...

                smile

                Marcin Bruczkowski
                www.marcin.bruczkowski.com
                • Jasna sprawa. Raz sie juz spotkalismy ale przedstawilem sie imieniem nie
                  nickiem, tym razem to naprawie. smile
                  • No to do zobaczenia!

                    Właśnie zaczynam rozbierać mój zestaw, zaraz będzie pakowany do samochodu
                    (właściwie do 2 samochodów, bo w 1 się nie zmieści) i pojedzie do Torunia,
                    nagrywać reklamę "Singapur, czwarta rano" dla TV Podróże. Scenariusz reklamy
                    zakłada, że ja będę grał na perkusji do jakiegoś podkładu, a za każdym razem,
                    kiedy uderzę w naciąg jakiegoś bębna, na naciągu "wywkitnie" jedno ze zdjęć z
                    Singapuru, które im w tym celu przygotowałem i wysłałem. Jestem pełen obaw, jak
                    to pójdzie, bo załoga tej stacji nigdy nic podobnego nie zrobiła. Dopiero
                    wczoraj im uświadomiłem mailowo, że już przy nagrywaniu muszę mieć podkład
                    muzyczny - inaczej skąd mam wiedzieć w który bęben uderzyć kiedy? Teraz biegają
                    i szukają jakiegoś utworu...

                    Wracam dopiero w niedzielę, do tego czasu będę poza zasięgiem Internetu.

                    Pozdrawiam serdecznie!

                    Marcin Bruczkowski
                    www.marcin.bruczkowski.com
                    • dasz znać, kiedy będzie ten program?
                      Kiedyś złapałam tam całkiem fajny z babeczką, która od lat jeździ do Indii.

                      Powodzenia na nagraniu. Zazdroszczę, że nie masz tremywink

                      --
                      Japonia
                      Kabaty
                      • chiara76 napisała:
                        > Powodzenia na nagraniu. Zazdroszczę, że nie masz tremywink

                        No co ty? Dr Kim Bauer z niejednego pieca chleb jadl!! big_grinD
                        • Ano, wróciłem (jak stwierdził Sam). Nagranie poszło świetnie. TV Podróże
                          wynajęło salę balową w toruńskim hotelu, a ja radośnie robiłem w niej nieludzki
                          hałas przez cały sobotni ranek, podczas kiedy przez szklane drzwi grupka
                          autochtonów zawzięcie trzaskała zdjęcia, przekonana, że to co najmniej Charlie
                          Watts przyjechał ze Stones'ami do Torunia na niespodziewany koncert... smile

                          Dam znać na mojej stronie, kiedy będę znał datę i czas emisji reklamy i
                          programów.

                          Pozdrawiam serdecznie,

                          Marcin Bruczkowski
                          www.marcin.bruczkowski.com
                  • No i dupa, tak to wlasnie jest z baba. sad Przepraszam wszystkich ale jestem
                    poprostu zly. sad Moze ktos napisze jak bylo na spotkaniu w empiku? sad((
                    • suichi napisał:

                      > No i dupa, tak to wlasnie jest z baba. sad Przepraszam wszystkich ale jestem
                      > poprostu zly. sad Moze ktos napisze jak bylo na spotkaniu w empiku? sad((
                      Jak wroce do domu to napisze i wrzuce kilka zdjec, a co mi tam... Zdjecia beda
                      pozniej.
                      Wrazenia ... goraco, moze to z okazji tego, ze najnowsza ksiazka jest o
                      Singapurze, ale mozna by bylo wlaczyc jakis nawiew czy cus... Po drugie tlok,
                      to byla akurat wypadkowa, malej ilosci miejsca i duzej ilosci ludzi.
                      Ogolnie bylo ?fajnie?. Dostalem autograf, troche porozmawialem (ale tylko
                      troche, bo bylo kupe ludzi), spotkalem kilku znajomych i szybko sie zmylem (ten
                      koszmarny upal). Moze pozniej bylo jakos inaczej, ale nie bylo zadnego
                      spotkania w szerszym gronie (jak poprzednio w Empiku Junior), raczej jeden na
                      jeden.

                      PS. Jako że mnie tylko interesowalo spotanie z "gaijinem" to nie zwracalem
                      uwagi na inne atrakcje (origami, herbate, podobno makijaz).
                      PS2. Ciekawy jestem jak duzo osob z tego forum bylo na spotkaniu.

                      --
                      Z powazaniem
                      Ser
    • Pierwsza [z kilku] lektura 'singapuru' za mną...
      Wrażenia - nawet, nawet...
      Styl - baaaaardzo odmieny od 'Bezsennosci' - no i to naszpikowanie
      terminami muzyczno-perkusyjnymi smile, ale generalnie fajnie się czyta...
      Muszę poszukać czegoś o Malezji i Singapurze, bo ciekawość została
      rozbudzona smile

      Ps. Małże sercówki można dostać w Polsce smile
      Ps2. Gajdzin - jak już wypytasz szacowną małżonkę o pewien przepis, zapodaj go
      na forum smile

      Więcej uwag po powtórnej uważniejszej lekturze smile))0
      --
      Kabaty Site
      Moja Strona Domowa
      Forum Kabackie
      • książkę podrzuciłam komuś pod choinkę,a potem perfidnie zabrałam się do
        czytania.
        inna..zdecydowanie. Mąż powiedział- czytałem że nudy, same terminy.
        Ja jednak niezrażona.
        Może przez to że pracuję z takim jednym perkusistą i przez kilkanaście
        pierwszysch stron myślałam o nim.
        Singapur dla mnie to wielkie nico- pomieszane style, narodowości,jedzenie.

        Na razie skończyłam na stronie 240..nie wiem dlaczego,ale jak na razie mam
        wrażenie,że Gajdzin w tej książece mogłby nie istnieć(dziwne uczucie)
        --
        pozdrawiam.Pasik
        • > Singapur dla mnie to wielkie nico- pomieszane style, narodowości,jedzenie.

          Dokładnie! Taki właśnie jest Singapur. Wszystko pomieszane, totalny brak
          rdzennej kultury, a właściwie wszelkiej kultury. Trzeba im to jednak wybaczyć,
          jako że są wysepką o 100-letniej zaledwie historii, na której 100% narodu to
          gastarbeiterzy albo ich potomkowie. Pisarzy, malarzy, językoznawców czy
          astronomów nikt tam nie sprowadzał, bo po co? Stąd ubóstwo kultury, myślenia,
          zakresu zainteresowań Singapurczyków (wystarczy posłuchać taksówkarzy, Julie
          czy June)...

          > Gajdzin w tej książece mogłby nie istnieć

          Gdyby nie było w tej książce Gajdzina, Paweł popełniłby samobójstwo, zmarniał
          totalnie albo przynajmniej wyjechał z Singapuru i książka skończyłaby się w
          rozdz. 10. Przecież to właśnie Gajdzin (niezależnie od tego, czy jest postacią
          rzeczywistą, czy np. wytworem chorej wyobraźni Pawła) pojawia się w momencie,
          kiedy nasz bohater osiągnął dno, i daje mu kopa, który pozwala się od tego dna
          odbić. Skierowuje go przy okazji w stronę muzyki, a więc tej samej siły, która
          stała się przyczyną jego upadku, a teraz ma go uzdrowić. Co jest
          nieprzypadkowe, bo wszelka ludzka pasja, z muzyką włącznie, jest właśnie siłą
          zarówno niszczącą jak i uzdrawiającą (obrazuje to w książce zarówno Paweł jak i
          Vincent).

          Pozdrawiam!

          Marcin Bruczkowski
          www.marcin.bruczkowski.com
          • gajdzin napisał:

            > Wszystko pomieszane, totalny brak
            > rdzennej kultury, a właściwie wszelkiej kultury.

            Tak wlasnie odebralam ten kraj po lekturze i nie widze w zwiazku z tym
            argumentu, ze w ksiazce brak samego Singapuru - jest, tylko on taki wlasnie
            jest, czyli nijaki, materialistyczny, ale bez "ducha". Moze przez chwile
            ciekawic, ale na dluzej te ciagle pieniadze/interesy/gospodarka +
            upal/karaluchy/mrówki nie sa zbyt pociagajace...

            Mnie sie ksiazka bardzo podobala, smiem twierdzic ze nawet ciut bardziej niz
            Bezsennosc smile, choc wole Japonie. Nota bene intersuje sie muzyke nie tylko na
            sluchajaco wiec i glówny temat mi pasowal.

            Duze dzieki za napisanie i czekam na kolejna. Do roboty! wink
            • martolka napisała:
              > Tak wlasnie odebralam ten kraj po lekturze i nie widze w zwiazku z tym
              > argumentu, ze w ksiazce brak samego Singapuru - jest, tylko on taki wlasnie
              > jest, czyli nijaki, materialistyczny, ale bez "ducha". Moze przez chwile
              > ciekawic, ale na dluzej te ciagle pieniadze/interesy/gospodarka +
              > upal/karaluchy/mrówki nie sa zbyt pociagajace...
              >
              > Mnie sie ksiazka bardzo podobala, smiem twierdzic ze nawet ciut bardziej niz
              > Bezsennosc smile, choc wole Japonie. Nota bene intersuje sie muzyke nie tylko na
              > sluchajaco wiec i glówny temat mi pasowal.

              No wlasnie!! Caly czas to powtarzam! ;D
      • Głębsze przemyślenia w materii Singapuru
        [Jestem w trakcie powtórnej lektury
        więc czytam uważniej i nie tak łapczywie wink ]

        Kompozycyjnie - zupełnie odmienne od Bezsenności - jest ciągłość
        chronologiczna i narracyjna akcji... Bezsenność przypomina na tym
        tle raczej wyrywkowe zapiski z pamiętnika.
        Przy pierwszym czytaniu trudno przebrnąć przez rozsiane niczym
        bakalie w cieście terminy muzyczne,
        ale potem idzie łatwiej...
        Skłaniam się powoli ku tezie, że akcja jednak dzieje się
        w innej rzeczywistości - jak sugerował Gajdzin parę wypowiedzi wyżej...


        --
        Kabaty Site
        Moja Strona Domowa
        Forum Kabackie
        • Umówiłem się z Rubeusem na dłuższą odpowiedź na forum, więc do roboty:

          > jest ciągłość chronologiczna

          Bo ja wim? W sumie Singapur wykorzystuje podobną technikę do Bezsenności:
          prezentuje kilkudniowe wyrywki między którymi upływa większa ilość czasu.
          Różnica jest tylko w skali. Bezsenność obejmuje okres ośmiu lat, a Singapur -
          dwóch. Dlatego te "dziury" w Bezsenności sięgają 1 roku, a w Singapurze - 2
          miesięcy.

          > Bezsenność przypomina na tym tle raczej wyrywkowe zapiski z pamiętnika.

          I taki trochę był zamysł, bo gdybym szczegółowo opisał 8 lat czyjegoś życia, to
          książka miałaby objętość Encyclopeadia Britannica... smile To akurat uważam za
          aspekt dający się obronienić. Gorzej z brakiem wielowątkowości w Bezsenności,
          co czyni z niej bardzo długie opowiadanie zamiast powieści. Trochę jak Robinson
          Crusoe.

          > na początku trudno przebrnąć przez rozsiane niczym bakalie w cieście terminy
          muzyczne

          Podejrzewam, że może być ich nadmiar, ponieważ redaktorem książki była pani
          Dorota Koman (ta sama co przy Bezsenności), która po pierwsze była żoną
          gitarzysty rockowego, a po drugie napisała w swoim czasie pracę magisterską na
          polonistyce UW ze... slangu muzyków rockowych. Jest więc skrzywiona zawodowo i
          nadmiar zwrotów "estradowych", mało zrozumiałych dla przeciętnego odbiorcy,
          cieszy ją zamiast niepokoić. Ja natomiast bardzo lubię wszelkie slangi
          zawodowe, uważam, że bardzo dodają realizmu książce czy filmowi. Denerwuje mnie
          niepomiernie, kiedy w powieści albo filmie rozmiawia dwóch hydraulików a my
          wszystko rozumiemy. W rzeczywistości przecież tacy fachowcy nałogowo produkują
          wypowiedzi typu "droselklapa jest tandetnie zblindowana i ryksztosuje", których
          żaden szanujący się nie-hydraulik nie ma prawa zrozumieć! Obiecuję więc, że
          jeśli napiszę kiedyś powieść z życia japońskich hydraulików, to będzie usiana
          ryksztosującymi doserklapami.

          > Skłaniam się ku tezie, że akcja jednak dzieje się w innej rzeczywistości -
          jak sugerowałeś na forum

          O, nie, ja wcale tego nie sugerowałem! Zwróciłem tylko uwagę, że JEST w tej
          książce zaszyta taka sugestia, ponieważ dla kogoś, kto nie zna filmu i płyty
          The Wall, ani składu instrumentalnego The Doors, sugestia ta może spokojnie
          umknąć (i bardzo dobrze, taki był zamysł). Ale to jest tylko sugestia,
          natomiast interpretacja należy do czytelnika. Podobnie jak np. kwestia
          Gajdzina - czy to był prawdziwy człowiek, który w swoim czasie wyciągnął Pawła
          z depresji dając mu kopa w stronę muzyki, tej samej siły, która go kiedyś
          zniszczyła, a teraz ma uzdrowić? Czy może był on tylko wytworem chorej
          wyobraźni Pawła? Nie ma tutaj oczywistej odpowiedzi.

          Nie dalej jak przedwczoraj dostałem gniewny email od jakiegoś czytelnika, że
          jakim prawem mącę mu w głowie - najpierw Gajdzin jest, a potem okazuje się, że
          wcale go nie było... Nie odpowiedziałem oczywiście, że ja po prostu uwielbiam
          mącić w głowie czytelnikom smile tylko zwróciłem uwagę, że teoria o nie istnieniu
          Gajdzina jest teorią w/w czytelnika, a nie moją. Można przecież równie dobrze
          założyć, że Gajdzin go nie znalazł, bo wcale się do tego nie przyłożył. Nie
          spróbował nawet zwrócić się do Fuji Xerox, gdzie Gajdzin był zaproszony na D&D,
          ani do Urzędu Imigracyjnego. A to, że jakaś paniena na recepcji nie umiała
          znaleźć Gajdzina w bazie, albo że miejscowi bali się przyznać nieznanej osobie
          (może urzędnikowi HDB?) że nielegalnie wynajmowali komuś mieszkanie, to
          naprawdę niczego nie dowodzi...

          Śmieszne jest natomiast to, że w młodości nieziemsko mnie irytowali autorzy
          zostawiający czytelnikom odpowiedzi do własnego uznania (vide
          zakończenie "Lalki" Prusa, czyli kwestia, co się stało z Wokulskim), a teraz
          sam robię właśnie takie numery... smile których nasilenie, obawiam się, jeszcze
          się zidentyfikuje w mojej następnej książce.

          Pozdrawiam serdecznie!

          Marcin Bruczkowski
          www.marcin.bruczkowski.com
          • A tak na marginesie - czy 'Singapur' ma mieć wydanie anglojęzyczne smile
            Czy, ze względów politycznych ^^ takowego nie będzie...



            --
            Kabaty Site
            Moja Strona Domowa
            Forum Kabackie
            • Dużo bystrości i domyślności jest w tej uwadze - mam w Singapurze bliską
              rodzinę (siostra mojej żony z mężem i dziećmi, różni powinowaci kuzyni, itd.)
              Nie bardzo chcę robić im kłopoty albo sam się narażać na jakieś problemy z
              wjazdem do kraju. Rząd Singapuru potrafi być zazdrosny i bezlitosny dla tych,
              którzy źle się o nim wypowiadają. Ale z drugiej stony "Singapur, czwarta rano"
              jest książką całkiem politycznie poprawną, jak na to, co MÓGŁBYM napisać o tym
              kraju smile

              Nie, na razie nie myślę o wydaniu anglojęzycznym, ale za kilka lat powrócę do
              tego tematu. Teraz chcę się skupić po prostu na następnej książce.

              Pozdrawiam serdecznie!

              Marcin Bruczkowski
              www.marcin.bruczkowski.com
    • Kupiłem wczoraj i zaczynam w weekend czytać smile

      Oczywiście podzielę się wrażeniami.
      --
      Pozdr,
      Marcin

      formerly known here as HYAKUMAN smile
      • Już się na to cieszę... smile

        A mnie jakoś ostatnio nie idzie pisanie Wielkiej Japońskiej Powieści, więc w
        ramach odskoczni zacząłem sobie planować drugą część Singapuru, którą chcę
        napisać za 2 książki. Będzie się działa w dużym stopniu w Malezji (żeby było
        przewrotniej) i chcę do niej dołączyć CD single z paroma numerami mojego
        zespołu. A w ogóle jak ktoś ma jakieś pomysły i zapotrzebowania na wątki,
        historie czy bohaterów, to piszcie! Pisarzem, który do perfekcji doprowadził
        zbieranie pomysłów od czytelników był Piers Anthony, jeszcze przed erą
        Internetu. Wszyscy pomysłodawcy byli oczywiście z pełnymi honorami wymieniani w
        jego książkach. Uważam, że to bardzo fajny system.

        Pozdrawiam,

        Marcin Bruczkowski
        www.marcin.bruczkowski.com


    • Wiadomości z ostatniej chwili - właśnie dogadałem się z pewną firmą, która na
      wiosnę planuje pierwszy nakład nowego czasopisma. W jego pierwszych trzech
      wydaniach ukaże się w częściach opowiadanie mojego autorstwa. Motywem
      przewodnim będzie masaż japoński, a bohaterami - Sean i Gajdzin. Czyli coś w
      codzaju 14go, nie napisanego rozdziału Bezsenności w Tokio smile

      Pozdrawiam,

      Marcin Bruczkowski
      www.marcin.bruczkowski.com
przejdź do: 1-100 101-118
(101-118)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.