Dodaj do ulubionych

"Singapur Czwarta Rano" -wątek

20.11.05, 11:09
pomyślałam sobie, że jednak założę.
Ja dopiero zaczynam, więc...
ale widzę, że już pierwsi po lekturze są. Zachęcam do wpisywania się do tego
wątku, żeby nie mieszać z wątkiem o "Bezsenności...".
--
Japonia
Kabaty
Edytor zaawansowany
  • 20.11.05, 22:35
    W piatek zakupilem, dzis skonczylem. Poszlo by szybciej ale trzeba bylo robic
    przerwy na zakupy, jedzenie, spanie, takie tam prozaiczne czynnosci. No i
    czytalem na glos mojej Pani (kiss) zeby razem przezywac a to zawsze troche
    wolniej. Aaaale super!! Bardzo mi sie podobalo! Znajomy po przeczytaniu
    powiedzial ze woli "Bezsennosc..." ale to dlatego ze sam jest informatykiem i
    chcialby do Japonii. smile Ja natomiast kiedys tez gralem na perkusji i muzyka jest
    dla mnie bardzo wazna, przez co (jak sadze) emocje bohatera zwiazane z
    koncertami (tymi granymi i tymi sluchanymi), dzem-sesjami i muzyka w ogole
    przezywalem w dwojnasob. Na dodatek moje klimaty - The Doors, Pink Floyd, Alice
    in Chains, Cream, Led Zeppelin, The Beatles i mnostwo innych, rock, blues. No
    poprostu bylem w niebo wziety!! big_grin Autor po raz kolejny zapewnil rozrywke w
    swietnym stylu, i do posmiania i do podumania. Drogi Panie Marcinie! Jezeli
    kiedykolwiek przyjdzie Ci do glowy wiecej nie pisac wywre na Tobie sroga
    pomste!! ;D Uhhh, ale sie rozemocjonowalem smile Trzeba zapuscic odpowiednia
    muzyczke i ochlonac bo spiewac mi sie chce. wink
  • 21.11.05, 00:27
    la!! ;D
  • 21.11.05, 09:14
    chiara76 napisała:

    > pomyślałam sobie, że jednak założę.
    > Ja dopiero zaczynam, więc...
    > ale widzę, że już pierwsi po lekturze są. Zachęcam do wpisywania się do tego
    > wątku, żeby nie mieszać z wątkiem o "Bezsenności...".
    A ja jeszcze nie zaczynam. Jak mi sie uda to moze pojde jutro do EMPIKU na
    spotkanie, ale nie wiem, bo od 19 jest w Teatrze Dramatycznym koncert muzyki
    japonskiej na ktory ide, moze przyjde na sam poczatek (z zona), a moze nie...
    Ale nawet jak kupie "Singapur..." to i tak jej nie zaczne ( ;P ). Postanowilem
    ze przeczytam ja w samolocie no Japonii (to juz za miesiac i
    tydzien!!!!)."Bezsennosc..." czytalem w samolocie do Paryza, ale do Paryza to
    tylko kilka godzin, nie to co kilkanascie do Osaki. Wiec powinienem miec milo
    spedzony czas. Poza tym, bedzie to jedyna polska ksiazka, ktora ze soba wezme,
    wiec mam nadzieje, ze bedzie na tyle dobra, ze bede chcial do niej wracac przez
    poltora miesiaca pobytu w Japonii (moze jak mi sie spodoba Singapur z ksiazki,
    to wyskocze do niego na kilka dni, myslalem raczej o Korei, ale kto wie, kto
    wie ... smile ).
    --
    Z powazaniem
    Ser
  • 21.11.05, 14:10
    To ja się przeklejam ze starego wątku.
    _____________________________________________________________________________

    Przeczytałam.W dwa wieczory. To już mówi wiele ale jeszcze parę słów.
    Na początku sceptycznie, bo temat kapeli jako takiej nie podnosi mi ciśnienia
    ale im dalej czytałam tym bardziej byłam zachwycona.
    Jest parę elementów wspólnych z "Bezsennością..." ale tym razem więcej w niej
    refleksji, przemysleń, filozofowania. Nie telewizyjnie napuszonych ale takich
    wieczorno-ogniskowych w grupie przyjaciół.
    Marcin - napisałeś znowu (!) świetną książkę. O miłości, przyjaźni, fascynacji,
    otwartości i serdeczności. O tym czego chyba każdy chiałby mieć w nadmiarze. I
    pięknie piszesz o kobietach!
    Trochę patetycznie wyszło ale taki mam nastrój po lekturze smile
    Czekam na więcej i pozdrawiam.
    M.
    P.S. T.Czyżew to mój kolega z departamentu firmy znanej Ci zapewne. Świat jest
    mały!
  • 21.11.05, 22:28
    A mnie się książka nie podobała, niestety sad Ale jak uznacie jednym chórem, że
    jest świetna (mam nadzieję, że obiektywnie, nie przez pryzmat Bezsenności), to
    przeczytam drugi raz, może ze mną coś nie tak?
  • 22.11.05, 07:40
    hmmm tak sobie dzisiaj poczytalem o tych ksiazkach i przed chwila zlozylem
    zamowienie na bezsennosc i singapur takze za jakies 2 tygodnie zaczne"
    dopiero " czytac.mam nadzieje ze juz w koncu w przyszlym roku zawitam do tokio(
    ehhh te ograniczenia urlopowe)
  • 22.11.05, 10:09
    myślę, że powinny Ci się spodobać.
    Dopisz się potem z opinią do wątków o książkachwink
    --
    Japonia
    Kabaty
  • 22.11.05, 13:02
    ze sie glupio zapytam, ile ksiazka kosztuje?
  • 22.11.05, 13:25
    na merlinie jest w specjalnej cenie jako bestseller (20,14 zeta). Nie wiem, po
    ile w księgarniach.
    --
    Japonia
    Kabaty
  • 22.11.05, 13:41
    bestseller to powinien byc chyba strasznie drogi smile)

    hm, pewnie okolo 30 zet bedzie...
  • 22.11.05, 20:51
    Po lekturze...
    Mam mieszane uczucia.
    Hmmm, książka rzeczywiście zupełnie inna od "Bezsenności..." i nie ma sensu jej
    porównywać.
    Z tego, co wyczytałam , Marcin chce zabrać się za kolejną książkę z akcją w
    Japonii, z której mamy się więcej dowiedzieć o Japończykach.
    Cóż, powiem tak. Bardzo pasowała mi konwencja poznawania Japonii i Japończyków
    w "Bezsenności...". Nie przeszkadzał mi humor i wesoły nie raz ton.
    Tego zabrakło mi w "Singapur...". Ponadto książka jest jak dla mnie
    niedokończona. Nie, nie chodzi mi o zaden happy end. Ale mam wrażenie, jakby
    autor na siłę skończył w tym miejscu.
    Cóż, podsumowując. Książkę czyta się dobrze. Pomimo, że sprawy zespołu
    muzycznego generalnie mnie nie interesują, książkę przeczytałam, a więc nie
    jest źle.
    Mimo wszystko czegoś mi w niej zabrakło.
    Chyba pasowało mi bardziej humorystyczne podejście w pierwszej książce, niż
    analiza mieszkańców Singapuru w drugiej książce.
    Mam nadzieję, że Marcin nie obrazi się na mnie, czy nie weźmie tego za złe, ale
    niestety, szczerość, to moja główna cecha (hehe, pewnie dlatego tak trudno ze
    mną wytrzymać), i właśnie Marcinowi chciałam szczerze swoją opinię o książce
    przedstawić.
    Ponadto, proszę pamiętać, że jest to TYLKO I WYŁĄCZNIE moje zdanie, nie trzeba
    się z nim zgadzać, a można wręcz nie zgadzać się z moją opiniąwink
    --
    Japonia
    Kabaty
  • 23.11.05, 00:04
    No niech bedzie, to ja dla rownowagi sie nie zgodze wink Szkoda troche ze ksiazka
    niektorych nie porwala tak jak mnie ale sadze ze nie mozna sie dziwic. Ze
    wzgledu na to ze obraca sie ona wokol muzyki bylem dla niej idealnym targetem.
    smile Nie potrafie przedlozyc jej nad "Bezsennosc..." czy odwrotnie - obe traktuja
    o pasjonujacych mnie rzeczach. "Bezsennosc..." o informatyku w Japonii,
    "Singapur..." o muzyce, laczy je Marcin, ktory, jak dla mnie, w obu przypadkach
    pokazal styl, poczucie humoru i z jednej strony lekkosc piora, z drugiej
    umiejetnosc wyrazistego opisywania emocji. Na dodatek na spotkaniu w empiku
    wywarl na mnie bardzo pozytywne wrazenie, niezwykle sympatyczny facet. Tym
    bardziej nie moge sie doczekac nastepnych ksiazek. Takie wlasnie mam odczucia,
    la. ;]
  • 23.11.05, 01:46
    Hm, to może jednak nie jest ze mną tak źle smile

    Ja też przeczytałam książkę w (ile to było?) dwa wieczory, ale trwało to tak
    krótko nie dlatego, że mnie książka wciągnęła. Po pierwsze szybko się czyta, bo
    są tam prawie same dialogi, dużo zdjęć i cytatów z piosenek smile a po drugie
    chciałam ją szybko skończyć i zamknąć temat a głównym powodem było to, że
    pewnie rozgorzeje dyskusja i chciałabym wiedzieć o czym ludzie piszą.

    Lubię jak książki dają mi powiew świeżości, pomysłów i polotu umysłu autora,
    który mnie wciąga. W Singapurze niestety nic nie zdołało mnie wciągnąć. Nie
    lubię czytać książek dla samego czytania, może dlatego trudniej jest z takimi
    czytelnikami jak ja. Zabrakło mi pomysłu a pomysł na książkę dla mnie to nie
    tylko ułożona historia od punktu A do punktu Z, to za mało.

    Bezsenność, jak dla mnie, psuje się od połowy, nie jest taka pędna i robi się
    po prostu trochę nudno i naciąganie. Są momenty jednak, w tej drugiej połowie,
    które rozbawiły mnie do łez, tak więc uznałam obie części jako całość i było
    ok. Singapur, to niestety w całej książce przeważająca druga część Bezsenności.
    Żart jakoś mnie nie bawił, miałam wrażenie, że autor na siłę „próbował” mnie
    rozbawić. I... trochę się powtarza.

    Początku to już w ogóle nie mogłam przebrnąć, czułam się jakbym czytała
    encyklopedię o instrumentach i zjawiskach muzycznych. Ja rozumiem, że autor się
    na tym zna, ale jeżeli już chce tą wiedzą zarazić innych to powinien coś tak
    sprytnego wymyślić, żeby czytelników tym zaciekawić a nie krzyczeć samymi
    hasłami i pokazywać, że wie. Autorze, ja naprawdę wierzę, że się na tym znasz smile

    Napiszę szczerze, bo nawet sobie zaznaczyłam w książce, dopiero od strony 168
    moje napięcie się poluzowało i zaczęłam czytać nie myśląc o książce jako o
    rzeczy materialnej i o tym, o co tak naprawdę w niej chodzi. Niestety taki stan
    nie trwał długo.

    Singapur wskoczył mi do paczki razem z płytami (pojawił się do kupienia
    dokładnie w dniu zamykania mojej paczki smile tak więc trochę muzyczna jestem, tak
    mi się przynajmniej wydaje. I książka tak naszpikowana muzyką, szczerze mówiąc,
    nie podobała mi się. Szkoda. Nie ukrywam, że czekałam na tą książkę...

    Ale papier i jakość zdjęć zdecydowanie się poprawiły! Sama okładka natomiast
    mniej smile) Długo się zastanawiałam patrząc na nią, ilu rodzajów czcionek można
    użyć w jednym projekcie. Oj, tak się nie powinno robić, chyba, że przyświeca
    temu zauważalny cel. Mało profesjonalnie jak na moje wyczucie. Nie leży dobrze
    w ręce smile Może to głupie, ale ja na to zwracam dużą uwagę...

    Tyle z moich wrażeń. Żeby nie było tak gołosłownie jak w moim poprzednim
    poście smile
  • 23.11.05, 12:22
    No więc tak:
    w "Bezsenności" podobały mi się
    po pierwsze - humor,
    po drugie - mnóstwo "kolorytu lokalnego"

    W "Singapurze" to pierwsze jeszcze występuje, ale tego drugiego już całkiem
    zabrakło. Ta książka mogłaby dziać się właściwie wszędzie
  • 23.11.05, 21:39
    Poniewaz dopiero zaczelem dzis czytac, czepne sie innej sprawy: okladka - za
    darmo chetnie zaprojektowalbym 50 razy lepsza - bo z tej nic nie wynika. Kolory
    na przyklad - szaro buro zielone - czy tak wyglada pogoda w Singapurze? ;P
    --
    _|____|___|___|___|___|___|___|___|___|___|___|
    ___|___|___|___|___|___|___|___|___|___|___|
    _|____|___|___|___|___|___|___|___|___|___|___|
  • 23.11.05, 23:13
    speer napisał:
    >okladka - za darmo chetnie zaprojektowalbym 50 razy lepsza

    Speerze Albercie, dokładnie to samo napisałam dzisiaj w nocy (na samym dole),
    także jak widzisz ktoś już zwrócił uwagę na okładkę smile

    nihiru napisała:
    >Ta książka mogłaby dziać się właściwie wszędzie

    Całkowicie się zgadzam! Czytając książkę myślami byłam w Warszawie. Nie wiem
    dlaczego w Warszawie, może dlatego, że autor tam właśnie mieszka smile Zupełnie
    nie czułam klimatu Singapuru. Gdyby nie mapka i kilka nazw w tekście można by
    było zrezygnować z Singapuru w tytule.

    Z innej beczki:
    „Lars Urlich”- gigantyczny i nie do podrobienia perkusista from Metallica
    nazywa się Lars Ulrich wink Taki drobiazg wpadł mi w oczy.

    a może to jako załącznik:
    www.tokyoplastic.com/dm.html
  • 23.11.05, 23:40
    Nierozumiem, przeciez caly czas natykamy sie na singapurskie atrakcje w postaci
    wielorasowosci, sklepow, knajp itp, itd. Np. nadzy do pasa hindusi zamiatajacy
    ulice - widzieliscie cos takiego w Warszawie??? Ciagly upal i kontrastujace z
    nim klimatyzowane lokale i pojazdy. Nie znam sie zabardzo na Singapurze ale jak
    dla mnie nie ma mozliwosci ani przez chwile pomyslec ze akcja dzieje sie
    gdziekolwiek w Polsce. Moze jakas Tajladnia czy Indie (przepraszam jesli wlasnie
    niapisalem cos glupiego ale na tych krajach tez sie nie znam wink) ale Polska??
  • 24.11.05, 00:12
    no właśnie Suihi, jedna sprawa to opis a druga sprawa to klimat opisu.
    Oczywiście, że wszystko jest opisane, jakby się działo w Singapurze, co do tego
    nie mam wątpliwości. Co ja zrobię, że myślami byłam w Warszawie. To właśnie
    udowadnia mi tylko, że zabrakło mi klimatu opisu, który by mnie na stałe
    wciągnął do Singapuru.

    >nadzy do pasa hindusi zamiatajacy ulice - widzieliscie cos takiego w
    Warszawie???

    Nie, nie widziałam i na tą chwilę byłam w Singapurze, ale za sekundę już
    siedziałam w mieszkaniu w warszawskim bloku smile))))) Nie wiem, może przez to, że
    ta cała opisana muzyka tak swojsko mi brzmiała. Po prostu temat przewodni całej
    książki od początku do końca może się dziać wszędzie, nawet w Warszawie. A czy
    tam stoi Hindus czy nie to tylko tak jakby dodatek smile))
  • 24.11.05, 07:13
    Moze i racja ale w takim razie "Bezsennosc w Tokio" rownie dobrze mogla by byc
    "Bezsennoscia w Pekinie", przynajmniej dla ludzi na rowno zainteresowanych (lub
    nie) Japonia co Chinami. Odnosze wrazenie ze rzeczami skupiajacymi nawet
    podswiadomie "nasza" (czyli ludzi zainteresowanych Japonia) uwage w
    "Bezsennosci..." byl kazdy szczegol opisujacy i dotyczacy Japonii. W
    "Singapurze..." tego zabraklo bo nie jest on o Japonii. Dla mnie tymi
    przykuwajacymi detalami byla wszechobecna muzyka ale przeciez nie musi byc dla
    kazdego, podobnie jak "Bezsennosc..." dla fana wyspy Bora Bora moze i bedzie
    fajna ale nie pasjonujaca bo go to nie interesuje. Pragne podkreslic ze moja
    wypowiedz nie ma na celu wytykania bledow czy czegos tam osobom ktorych ksiazka
    nie wciagnela tylko oczywistym jest ze pasjonujace nas rzeczy wciagaja
    najbardziej. Gdyby bohaterem byl mechanik samochodowy i ksiazka w tym stopniu co
    o muzyce traktowala o naprawie, tuningu i ogolnie o samochodach pewnie byla by
    dla mnie "tylko" fajna a nie pasjonujaca, bo, o zgrozo smile, samochody nie
    interesuja mnie ani troche - mam z nimi do czynienia na codzien i jezdze nimi
    ale nie sa moja pasja, nie "siedze" w samochodach. Wydaje mi sie ze to jest
    glowny powod tego ze niektorzy sa zawiedzeni "Singapurem..." ale oczywiscie moge
    byc w bledzie. smile
  • 24.11.05, 09:50
    suichi napisał:
    Pragne podkreslic ze moja
    > wypowiedz nie ma na celu wytykania bledow czy czegos tam osobom ktorych
    ksiazka
    > nie wciagnela tylko oczywistym jest ze pasjonujace nas rzeczy wciagaja
    > najbardziej. Gdyby bohaterem byl mechanik samochodowy i ksiazka w tym stopniu
    c
    > o
    > o muzyce traktowala o naprawie, tuningu i ogolnie o samochodach pewnie byla by
    > dla mnie "tylko" fajna a nie pasjonujaca, bo, o zgrozo smile, samochody nie
    > interesuja mnie ani troche - mam z nimi do czynienia na codzien i jezdze nimi
    > ale nie sa moja pasja, nie "siedze" w samochodach. Wydaje mi sie ze to jest
    > glowny powod tego ze niektorzy sa zawiedzeni "Singapurem..." ale oczywiscie
    mog
    > e
    > byc w bledzie. smile


    acha, i tu dochodzimy do sedna. Może w takim razie warto było zmienić tytuł na
    jakiś związany z muzyką. Bo tak naprawdę książka ta bardziej, niż o Singapurze
    traktuje o muzycznej braci. Co też ma swój smaczek.

    A co do procentów Japonii w "Bezsenności...", zapewniam Cię, że tam akurat jej
    koloryt był odmalowany wspaniale, począwszy od braku ogrzewania w domach (co, w
    Japononii, tym bogatym państwie?? niemożliwewink), przez kampingowanie, poprzez
    opis "podwójnej" moralności niektórych dziewczyn i słynne "ciastko 25 Grudnia",
    itd itd.

    O, to znowu mój wstrętwink


    --
    Japonia
    Kabaty
  • 24.11.05, 10:31
    Suihi, przepraszam, ale nie zgadzam się z Tobą. Nie czytam książek o rzeczach
    tylko mi znanych. Po to czytam, żeby się czegoś dowiedzieć.

    >Odnosze wrazenie ze rzeczami skupiajacymi nawet
    >podswiadomie "nasza" (czyli ludzi zainteresowanych Japonia) uwage w
    >"Bezsennosci..." byl kazdy szczegol opisujacy i dotyczacy Japonii.

    To znaczy jak mi dasz każdą książkę o Japonii to stwierdzę, że jest dobra?? Mój
    egzemplarz Bezsenności czytały osoby, które o Japonii wiedziały tyle, że są tam
    roboty i były zachwycone.

    >...dla fana wyspy Bora Bora moze i bedzie
    >fajna ale nie pasjonujaca bo go to nie interesuje

    Suihi, przecież można napisać nawet książkę o niczym, ale tak napisać, że byś
    był zafascynowany tym właśnie niczym.

    Swoją drogą mnie interesuje i Singapur i Białoruś, także nie możesz powiedzieć,
    że jak ludzi nie interesuje Singapur to książka nie będzie pasjonująca. Co
    więcej, mnie interesuje na równym stopniu a może i większym muzyka!

    >...tylko oczywistym jest ze pasjonujace nas rzeczy wciagaja najbardziej.

    Tym zdaniem stwierdzasz, że już nie jesteś otwarty na nowe rzeczy, którymi
    zaczniesz się pasjonować. A żeby zacząć potrzeba stymulatorów smile

    >Gdyby bohaterem byl mechanik samochodowy i ksiazka w tym stopniu co
    o muzyce traktowala o naprawie, tuningu i ogolnie o samochodach...

    To zależy. Czy ta książka jest podręcznikiem mechaniki i budowy pojazdów
    czterokołowych o napędzie paliwowym czy pasjonującym opowiadaniem.

    Ale ja się naprawdę cieszę, że jednym się książka podoba a innym nie. Na tym to
    przecież polega smile

  • 24.11.05, 11:27
    o matko, ale gafa. Suichi przepraszam za Suihiego smile) Znowu ręka pisze, oko
    czyta...
  • 24.11.05, 12:46
    HA! Dziś jestem w nastroju bojowym, więc zrobię wyjątek i zamiast się ze
    wszystkim zgadzać, ruszę do obrony mego dzieła smile

    Czy "Singapur" mógłby się dziać wszędzie i brak w nim kolorytu lokalnego? Co
    prawda napisałem już na jakimś forum, że w Singapurze jest tyleż Azji co w San
    Francisco (tam TEŻ jest China Town), ale tyle, ile z tej wyjałowionej z kultury
    wysepki dało się wyssać, chyba wyssałem. Są to nie tylko rzeczy, na które
    zwraca uwagę Suichi (upał, przeklimatyzowane pojazdy, wielorasowość) i które
    faktycznie mogłyby dotyczyć Malezji czy Tajlandii, ale przede wszystkim:
    - obsesja robienia pieniędzy (o czym mówią taksówkarze? Jaki jest odpowiednik
    rozmowy o pogodzie? Dlaczego dzieci są wychowywane przez służące?)
    - podejście młodych Singapurczyków do życia, ich ambicje, plany,
    zainteresowania, stosunek do pracy, rodziny, seksu, religii, tradycji, itd.
    (vide wypowiedzi Julie, June, Meera, Eu Ren)
    - brak kultury i sztuki (brak teatrów, szkół muzycznych, itp., karaoke zamiast
    żywej muzyki)
    - kultura krańcowo komercyjna (jedyna rozrywka rodzinna - zakupy, jedzenie
    zawsze na zewnątrz)
    - kluczowa cecha narodowa: "kiasu", b. charakterystyczna dla Singapuru
    - Singlish i problemy językowe - ludzie nie mówiący biegle w ŻADNYM języku,
    unikat na skalę światową! (połowę dialogów napisałem po singielsku - i to ma
    być brak kolorytu lokalnego???)
    - kultura kopi tiam i picia kawy (z torebki! smile (kulminacja w "kryzysie
    kawowym" Pawła...)
    - starannie tworzona przez rząd wizja Singapuru, w wyniku czego istnieją tam
    dwa światy - jeden dla turystów: czysto (armia półnagich Hindusów...smile,
    przestrzeganie prawa, piękna architektura; drugi - świat osiedli HDB, gdzie
    nawet winda nie staje na każdym piętrze (a jak staje, to ktoś w niej siusia),
    brudnych jadalni publicznych (hawker food centres), itd.

    Wszystkie te elementy są świadomie powtarzane w kilku miejscach - np.
    filipińskie służące, tak charakterystyczny element krajobrazu Singapuru, albo
    taksówkarze i ich krąg zainteresowań... Ważne są też wszystkie spotkania z
    Sąsiadem - kopalnia wiedzy o inności myślenia Singapurczyka i Polaka!

    Natomiast co do kolorytu Japonii, który wg. Chiary był w Bezsenności odmalowany
    wspaniale, to pozwolę sobie się trochę nie zgodzić. W Bezsenności nie
    dowiadujemy się NICZEGO o Japończykach - co naprawdę myślą, czym się kierują,
    itd. Może z wyjątkiem paru słów nt. Riki, reszta postaci japońskich jest
    niesłychanie płytka. Kultura to przede wszystkim LUDZIE, a nie piecyki na naftę
    czy "zepsute" automaty z piwem... A ludzi - Japończyków - w Bezsenności
    właściwie nie ma. Dlatego to NIE JEST w sumie książka o Japonii, tylko o
    Gajdziniźmie, o zderzeniach Europejczyka z obcością Azji.

    Reasumując, z "Singapuru" można się dowiedzieć o WIELE więcej o Singapurze, niż
    z "Bezsenności" o Japonii. Oczywiście wyeksploatować Singapur w 1 książce było
    dużo łatwiej, niż Japonię. Singapur to malutka wysepka o 100 letniej historii,
    Japonia - wielki kraj o 1000+ letniej historii.

    Jeśli natomiast wszystkie te elementy kolorytu lokalnego Singapuru umykają w
    pierwszej chwili to pewnie efekt świadomego zabiegu pokazania obcej kultury za
    pomocą "wizji peryferyjnej", czyli dokładnie tak, jak poznają swoją kulturę jej
    przedstawiciele. Dlatego właśnie wątkiem przewodnim jest muzyka a nie Singapur.
    Na pewno jednak więcej dowiemy się z tej książki o Singapurze niż o graniu na
    scenie.

    I jeszcze jedno: bohater Singapuru ma większą dynamikę, tzn. bardziej się
    zmienia od 1 do ostatniej strony. Taki przynajmniej był zamysł. Czy mi się
    udało to pokazać – inna sprawa…smile

    Pozdrawiam serdecznie,

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com

  • 24.11.05, 13:24
    Chylę czoła przed autorem, który tak celną przedstawił tutaj obronę swojego
    dzieła.smile

    Niestety nie zmienia to faktu, ze do bezsenności będę wracała częściej niż do
    singapuru. Może jest to kwestia tego, ze japonia bardziej "elektryzuje"
    wyobraźnię niż singapur? nie wiem, ale czekam niecierpliwie na trzeci utwór
    (wiem, wiem - to okrutne z mojej strony: mówić o trzecim w momencie kiedy autor
    jeszcze nie odsapnął po drugimsmile).
  • 24.11.05, 17:24
    Zgadzam się całkowicie z nihiru - Japonia jest tematem 1000 razy bardziej
    elektryzującym. Miałem tego świadomość pisząc "Singapur". Z jednej strony nic
    łatwiejszego niż napisać po prostu kolejną porcję przygód Gajdzina w Tokio - do
    Bezsenności wykorzystałem zaledwie 50% przygotowanego materiału... Ale ile
    mógłbym takich "Bezsenności" napisać? Gwarantuję, że już trzecia by była nie do
    czytania smile

    Dlatego chciałem zmienić klimat i zmienić styl. Tym bardziej, że za kilka lat
    chcę się podjąć NAPRAWDĘ trudnego wyzwania, czyli książki dziejącej się w...
    Polsce. A do tego będę potrzebował lepszego warsztatu niż mam dzisiaj. Singapur
    jest ku temu wprawką i jeśli mam być szczery, to jako zwykły kawałek prozy
    (tzn. abstrahując od TEMATU), Singapur jest LEPSZĄ KSIĄŻKĄ od Bezsenności. Ma
    bardziej rozbudowane wątki - Bezsenność w ogóle ma tylko 1 wątek (gajdzina)
    dlatego technicznie nie jest powieścią, tylko długim opowiadaniem, podobnie jak
    np. Przygody Robinsona Crusoe nie są powieścią). Ma lepszą charakterystykę
    bohaterów (więcej wglądu w ich myślenie i motywacje), większą dynamikę (tzn.
    zmiany w czasie) głównych postaci, itd.

    Bezsenność broni się więc tylko magią tematu i to jest 80% przyczyny, dla
    której jest tak powszechnie lubiana. Jako kawałek literatury nie stanowi ona
    nic specjalnie wybitnego – i trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, że napisał ją
    absolutny debiutant…

    Pozdrawiam serdecznie,

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 27.11.05, 15:33
    >gajdzin napisał:
    >Natomiast co do kolorytu Japonii, który wg. Chiary był
    >w Bezsenności odmalowany wspaniale, to pozwolę
    >sobie się trochę nie zgodzić

    A kto to ma się zgadzać czy nie zgadzać, my czy Gajdzin, zwany autorem smile

    Gajdzinie, może pozwolisz nam, że sami zdecydujemy o czym tak naprawdę są Twoje
    książki! Może cenne są często Twoje uwagi i dopowiedzenia, ale nie zajmuj się
    proszę oceną swoich rzeczy, bo to jest lekko nieeleganckie!

    >Na pewno jednak więcej dowiemy się z tej książki
    >o Singapurze niż o graniu na scenie.

    Ale nikt nie zaprzecza, że nie można się czegoś dowiedzieć o Singapurze, można.
    Ja np. krytykuję tą książkę za całokształt literacki. Jest to obiekt zamknięty,
    sprawdzony, skorygowany i przez autora i przez wydawnictwo, z okładką, ceną,
    obiekt napisany dla szerszej publiczności, nie dla przyjaciół i znajomych.
    Nieważne o czym jest, ważne, że jako książka i zamknięty twór twórczy osobiście
    mi się nie podobał.

    >I jeszcze jedno: bohater Singapuru ma większą dynamikę,
    >tzn. bardziej się zmienia od 1 do ostatniej strony.
    >Taki przynajmniej był zamysł.

    Czy sztuczna zmiana autora od pierwszej do ostatniej sceny buduje zawsze
    dynamikę postaci? Pytanie retoryczne. Nie na tym polega budowanie dynamiki.

    >chiara76 napisała:
    >o Japonii dowiedziałam się wiele, ale tak właśnie
    >"po japonsku". po cichu, półsłówkami, między słowami,

    tak właśnie myślę i ja smile

    >gajdzin napisał:
    >zwykły kawałek prozy (tzn. abstrahując od TEMATU),
    >Singapur jest LEPSZĄ KSIĄŻKĄ od Bezsenności.

    Słucham? Dlaczego Marcinie tak krzyczysz. Zapytam po raz kolejny, kto powinien
    czy ma prawo wygłaszać takie zdania? Ja naprawdę z chęcią usłyszę (tak jak
    naukowo- poznawcza wymiana myśli z Suichim smile), że czytelnikom się podoba,
    naprawdę chętnie to usłyszę i nie ukrywam, że czekam również na takie opinie smile

    >Ma bardziej rozbudowane wątki - Bezsenność w ogóle
    >ma tylko 1 wątek (gajdzina)dlatego technicznie nie
    >jest powieścią, tylko długim opowiadaniem, podobnie
    >jak np. Przygody Robinsona Crusoe nie są powieścią).
    >Ma lepszą charakterystykę bohaterów (więcej wglądu
    >w ich myślenie i motywacje), większą dynamikę (tzn.
    >zmiany w czasie) głównych postaci, itd.

    no i co z tego? Proszę. Nie chcę Cię w żaden sposób urazić, ale uważam, że
    książka jednowątkowa może być tak samo lepsza od książki wielowątkowej jak i
    gorsza. Czy to jest jakaś zasada? Nikt by przecież nie pisał książek
    jednowątkowych gdyby tak było. Wydaje mi się, że za bardzo technicznie
    podchodzisz do tematu i nie ukrywam, sam wyjaśniłeś mi dlaczego książka mi się
    nie spodobała. Powoli zaczynam to rozumieć smile

    >chiara76 napisała:
    >A "Bezsenność..." ma u mnie
    >5* (dla wyjaśnienia perełki dostają 6* lub 5 i pół*).

    Chiaro, tu mnie zaciekawiło smile A możesz mi podać jeden przykład książki, której
    dałaś 6 gwiazdek? Po Singapurze widzę, że myślimy podobnie, jestem ciekawa. Ale
    jak nie chcesz to rozumiem, to nie jest w końcu forum o książkach smile Ja chyba
    tylko oceniam: genialne, nudne- może być, nie podoba mi się smile Może być na
    priva, jak chcesz smile
  • 24.11.05, 13:30
    Drogi Autorzewink
    Dzięki przede wszystkim za obronę.
    Hmm, ale nie pogniewaj się, ja dalej twierdzę, że z "Bezsenności..." o Japonii
    dowiedziałam się wiele, ale tak właśnie "po japonsku". po cichu, półsłówkami,
    między słowami, że tak się wyrażę.

    I do niej będę wracać na pewno. Do Singapuru mnie niezbyt ciągnie. Cóż, nie
    jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził. Zauważ, że książka ma na
    naszym forum chyba w większości zwolennikówwink
    --
    Japonia
    Kabaty
  • 24.11.05, 17:30
    Droga Chiaro,

    jasne, z Bezsenności można się sporo dowiedzieć o Japonii, tylko niestety mało
    o Japończykach. Może dlatego, że po 10 latach w ich kraju nadal nic o nich nie
    wiem smile Ale tak poważnie - w następnej książce obiecuję to naprawić i
    spróbować wejść trochę w ich głowy. To na pewno trudniejsze, niż pisanie o
    puszkach z piwem, ale spróbuję...

    Pozdrawiam,

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 24.11.05, 19:28
    Z Bezsennosci bardzo duzo dowiedzialem sie o Japonii. Na przyklad tego, ze
    raczej nie bylbym zdolny by tam mieszkac wink ale za to chetnie bym tam pojechal
    na wakacje. Bezsennosc rozwiala moj idealistyczny obraz Japonii. I dobrze.
    --
    fields of love
  • 24.11.05, 21:55
    gajdzin napisał:

    > Droga Chiaro,
    >
    > jasne, z Bezsenności można się sporo dowiedzieć o Japonii, tylko niestety
    mało
    > o Japończykach. Może dlatego, że po 10 latach w ich kraju nadal nic o nich
    nie
    > wiem smile Ale tak poważnie - w następnej książce obiecuję to naprawić i
    > spróbować wejść trochę w ich głowy. To na pewno trudniejsze, niż pisanie o
    > puszkach z piwem, ale spróbuję...
    >
    > Pozdrawiam,
    >
    > Marcin Bruczkowski
    > www.marcin.bruczkowski.com


    Marcinie, mam nadzieję, że niesłusznie mam wrażenie, że Jesteś zagniewany za
    moją opinię o książkach. Mam nadzieję, że tak nie jest . Swojego zdanie nie
    zmienię, o Japonii dowiedziałam się z Twojej książki bardzo dużo, dokładnie
    było w niej to, czego ja w tym momencie o Japonii szukałam, nic na to nie
    poradzę, że uważam "bezsenność..." za super książkęwink

    Mam nadzieję, że zgadzasz się z tym, że na szczęście każdy czytelnik ma prawo
    do własnej opinii.
    W dodatku, jeśli jest to opinia odosobniona, bo z tego, co widzę, większość na
    forum jest bardzo zadowolona z lektury. Ja na nią nie narzekam, ale nie jest to
    książka, której dałam w mojej punktacji (a tak, prowadzę listę książek
    przeczytanych i oceniam je sobie) najwyższą notę. A "Bezsenność..." ma u mnie
    5* (dla wyjaśnienia perełki dostają 6* lub 5 i pół*).

    Pozdrawiam i mimo wszystko mam nadzieję, że jeszcze trochę mnie Lubiszwink

    --
    Japonia
    Kabaty
  • 24.11.05, 22:49
    > W dodatku, jeśli jest to opinia odosobniona, bo z tego, co widzę, większość na
    > forum jest bardzo zadowolona z lektury.

    Nie no, narazie przewage maja "niezachwyceni" smile Moze tak wyglada ze wiekszosc
    bo to ja beszczelnie raz za razem sie wcinam. wink Gome ^^
  • 24.11.05, 23:02
    suichi napisał:

    > > W dodatku, jeśli jest to opinia odosobniona, bo z tego, co widzę, większo
    > ść na
    > > forum jest bardzo zadowolona z lektury.
    >
    > Nie no, narazie przewage maja "niezachwyceni" smile Moze tak wyglada ze wiekszosc
    > bo to ja beszczelnie raz za razem sie wcinam. wink Gome ^^

    no a ja mam wrażenie, że jest przynajmniej remis.smile


    --
    Japonia
    Kabaty
  • 24.11.05, 19:20
    Alez nie ma za co, bywa. smile
  • 24.11.05, 20:05
    > To znaczy jak mi dasz każdą książkę o Japonii to stwierdzę, że jest dobra??

    Nie, nie, chodzi o to ze "Bezsennosc" nie dosc ze o Japonii to jeszcze JEST
    dobra. "Singapur" moim zdaniem tez jest dobra tylko nie ma tam Japonii ktora do
    "Bezsennosci" przyciagnela i trzyma w zelaznym uscisku wiele osob, w tym mnie. smile

    > Co więcej, mnie interesuje na równym stopniu a może i większym muzyka!

    Okej, ale inaczej do muzyki podchodza ludzie jej sluchajacy a inaczej ja
    wykonujacy, tak jak napewno inaczej postrzegaja "Bezsennosc" Twoi znajomi nie
    znajacy Japonii niz Ty, co nie znaczy ze gorzej. Jest to dobrze napisana ksiazka
    z duza iloscia humoru wiec podoba sie wielu ludziom, ale zauwaz ze nie wszystkim
    - byly glosy krytyki chociazby na watku o "Bezsennosci".

    > Tym zdaniem stwierdzasz, że już nie jesteś otwarty na nowe rzeczy, którymi
    > zaczniesz się pasjonować. A żeby zacząć potrzeba stymulatorów smile

    Alez skad, jestem jak najbardziej odtwarty np. na Singapur o ktorym przed
    lektora wiedzialem tyle ze jest a po lekturze juz znacznie wiecej. Ale przeciez
    nie siegasz po kazdy temat tylko dlatego ze jest, cos Cie musi do niego
    naklonic. Jak bym nie czytal wczesniej "Bezsennosci" i nie wiedzial nic o
    Marcinie to prawdopodobnie "Singpuru" bym nie przeczytal, pare ksiazek juz czeka
    w kolejce do kupienia, gorzej z mozliwoscia. smile Chyba ze by wpadla mi w rece i
    przeczytal bym opis na okadce - wtedy kupil bym ze wzgledu na muzyke i przygody
    perkusisty ktorym sam kiedys bylem. Nie szukam nowych tematow majac kilka
    otwartych i nawet nie tyle nie zakonczonych co jeszcze nie okreslonych czy sa
    warte drazenia.

    > To zależy. Czy ta książka jest podręcznikiem mechaniki i budowy pojazdów
    > czterokołowych o napędzie paliwowym czy pasjonującym opowiadaniem.

    Ale "Singapur" nie jest vademecum muzyka amatora czy instruktarzem gry na
    perkusji. Moim zdaniem granie jest tu motywem przewodnim na rowni z Singapurem,
    gdyby akcja dziala sie gdzie indziej ksiazka napewno byla by inna, takie a nie
    inne przygody z muzyka wynikaly z charakteru kraju. Dla mnie jest to pasjonujaca
    opowiesc o innym miejscu i ludziach. Wydaje mi sie ze Singapur jest w niej
    odmalowany bardzo wyraziscie, napewno dowiedzialem sie o nim wiecej niz o
    Japonii z "Bezsennosci" ale to moze dlatego ze o Japonii niewiele bo niewiele
    ale cos tam wiedzialem a o Singapurze praktycznie nic. smile Z reszta sadze ze np.
    roznice w kwestii mieszkaniowej miedzy Polska a Japonia sa duzo wieksze niz
    miedzy Polska a Singapurem. Na pierwszy, najprostrzy rzut oka - w Japonii
    mieszkania male, brak ogrzewania, tatami (gdzieniegdzie), a w Singapurze -
    mieszkania duze, ogrzewanie nie potrzebne, na podlodze polerowany gres. big_grin
    Przeciez Marcin nie mogl na sile wymyslac nieistniejacych roznic zeby bardziej
    uegzotycznic Singapur a Japonia sama w sobie, jak juz bylo powiedziane, jest
    tematem 1000 razy szerszym, dluzszym czy glebszym, jak kto woli. smile A muzyka
    sprawila ze ksiazka spodobala mi sie baaardzo, zafascynowala, co nie znaczy ze
    gdyby byla o samochodach nie podobala by mi sie. Dobra ksiazka bedzie dobra
    nawet jesli temat nie jest "moj", a ta moim zdaniem jest dobra.

    > Ale ja się naprawdę cieszę, że jednym się książka podoba a innym nie. Na tym to
    > przecież polega smile

    No wlasnie! Konstruktywna wymiana opinii bawiac - uczy, uczac - bawi. wink
  • 27.11.05, 13:40
    > Marcinie, mam nadzieję, że niesłusznie mam wrażenie, że jesteś zagniewany za
    moją opinię o książkach.

    Słuszną masz nadzieje i niesłuszne masz wrażenie smile


    > Przeciez Marcin nie mogl na sile wymyslac nieistniejacych roznic zeby bardziej
    uegzotycznic Singapur

    Mógł. Ale nie chciał smile


    > Czy ta książka jest podręcznikiem mechaniki i budowy pojazdów
    > czterokołowych o napędzie paliwowym

    Świetny pomysł! Pojawiła mi się wizja książki dziejącej się w Malezji, której
    głównym motywem będzie konstrukcja pojazdów czterokołowych o napędzie
    spalinowym. Temat pasjonujący mnie w stopniu bliskim muzyki i perkusji! W
    ramach wprawki, główny (acz nieobecny) bohater mojej następnej książki
    (dziejącej się znowu w Japonii) będzie wynalazcą, a jednym z jego największych
    osiągnięć - właśnie nowa koncepcja silnika spalinowego o zmiennej pojemności
    skokowej. Wyzwaniem będzie tylko napisać to tak, żeby nie-techniczna część
    społeczeństwa (czyli jego 90%) nie umarła z nudów po stronie trzeciej...

    Pozdrawiam serdecznie!

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 27.11.05, 17:43
    gajdzin napisał:
    > Świetny pomysł! Pojawiła mi się wizja...
    Uoou, moze kiedys zaczniesz pisywac sajansfikszyn? wink)
  • 28.11.05, 16:40
    Dobiegam do konca ksiazki i... no wlasnie...

    Jakby nie patrzec Bezsennosc, moze dlatego ze byla pierwsza jest dla mnie
    ksiazka o lepsza. I to niestety duuuuzo lepsza.

    Singapur rozczarowuje. Sa tu dwa swiaty, ktore dla mnie przynajmniej nie lacza
    sie w jeden. Jeden swiat to swiat Singapuru drugi to swiat zespolow rockowych.
    Jesli chodzi o rock to szczerze mowiac "nie czuje bluesa" i w przenosni i w
    rzeczywsitosci... takze temat zespolow raczej mnie nie zainteresowal. Singapur
    zas odmalowany jest troche jako tlo tego wszystkiego wiec zamiast zachlystnac
    sie miastem w wyobrazni mam tylko ogolnie odmalowany Singapur... Troche to
    rozczarowuje.

    Wolalbym przeczytac Bezsennosc w Singapurze, niz Historie tworzenia amatorskich
    zespolow rockowych w Singauprze.

    Ale to tylko to co bym wolal. Tak czy inaczej jestem juz prawie przy koncu
    ksiazki, wciagnela mnie wiec nie jest zle.

    ALe i tak niedoscignionym wzorem jest Bezsennosc.



    --
    fields of love
  • 28.11.05, 19:28
    > Singapur
    > zas odmalowany jest troche jako tlo tego wszystkiego wiec zamiast zachlystnac
    > sie miastem w wyobrazni mam tylko ogolnie odmalowany Singapur...

    Nigdy nie słyszałem o człowieku, któremu udałoby się zachłystnąć Singapurem
    (chyba, że wpadł do kanału w Geylang), ale znam paru Sinapurczyków, którzy
    wyemigrowali ze swojej ojczyzny, żeby nie umrzeć z nudów smile)
    Singapur jest bardzo sympatyczny, jeśli pojedzie się tam na parę tygodni.
    Natomiast żyć tam parę lat nie życzę nikomu!


    > Wolalbym przeczytac Bezsennosc w Singapurze, niz Historie tworzenia
    amatorskich zespolow rockowych w Singauprze.

    Niestety, Bezsenność w Singapurze skończyła by się śmiercią protagnisty z
    nudów, gdzieś w połowie rozdziału 2 (cytując Gajdzina, str. 218: "Poza tym...
    nudno, jeśli wiesz co mam na myśli, Prosiaczku"). Albo jego metamorfozą w
    mrówkę... Singapur to maleńka wysepka o 100-letniej historii, a nie wielki
    naród o ponad 1000-letniej historii, jak Japonia. Materiału więc starczyło by
    może na 3 rozdziały, ale to pod warunkiem, że strzeliłbym parę dłuuugich opisów
    przyrody smile

    Stąd muzyka jako temat główny. Mój protagonista w życiu by nie wytrzymał w
    Singapurze przez 3 lata, gdyby nie jego pasja - gra w zespole. Przedziwnym
    zbiegiem okoliczności JA też nie wytrzymałbym w Singapurze, gdyby nie moje
    przygody estradowe. Na początku usiłowałem jeszcze zwiedzać i interesować się
    kulturą lokalną, ale to pierwsze się skończyło, bo zabrakło miejsc, w których
    nie byłem, a to drugie jak się okazało nie istnieje - została mi więc tylko
    muzyka... i ona mnie uratowała.

    Pozdrawiam serdecznie!

    Marcin Bruczkowski
  • 28.11.05, 19:55
    Marcin, jasne, rozumiem! Dzieki tobie widze jaka jest roznica miedzy Japonia a
    Singapurem, bo do tej pory nie zdawalem sobie sprawy z az takiej roznicy.

    Bardzo mi sie podobal fragment dosc chyba osobisty, w ktorym Pawel przymiera
    glodem i wyprzedaje po kolei rzeczy z mieszkania... Wczolem sie tu troche w
    ciezki los bohatera...

    A fragmenty o tworzeniu zespolu rockowego... dla mnie niestety sa dosc
    nudnawe...

    Ale jak mowie - czytam ksiazke i generalnie mi sie podoba, wiec nie jest zle! :-
    )
    fields of love
  • 29.11.05, 19:52
    > fragment dosc chyba osobisty

    Zgadłeś - dość osobisty... smile


    > A fragmenty o tworzeniu zespolu rockowego... dla mnie niestety sa dosc
    > nudnawe...

    Cóż, nie jest łatwo zarazić kogoś swoją pasją. Myślę, że jakby napisano nie
    wiem jak pasjonującą książkę z życia filatelistów, to zasnąłbym w połowie
    pierwszego rozdziału smile

    Pozdrawiam serdecznie,

    Marcin Bruczkowski
  • 01.12.05, 20:39
    No to dotarlem do konca. Przede wszystkim dzieki, za kolejna ksiazke, ktora
    chcialo sie czytac! smile

    Jedna sugestia: i tak wszyscy wiedza, ze to twoje wspomnienia, wiec ten Pawel
    jedynie wprowadza zamieszanie. Co do zmieniana imion innych ludzi - to rozumiem
    (moze nie wszyscy chcieliby czytac o sobie), ale ty sam powinienes pozostac
    Marcinem a nie Pawlem. W ten sposob ksiazka bylaby jeszcze fajniejsza!

    --
    fields of love
  • 02.12.05, 13:39
    Wlasnie czytam na wegierskim Nepszabadsagu, ze:

    "Kábítószer-kereskedelem miatt kivégeztek pénteken Szingapúrban egy ausztrál
    állampolgárt - közölte a szingapúri belügyminisztérium. A 25 éves Nguyen Tuong
    Van vietnami származású ausztrál állampolgárt 2002 decemberében ítélték halálra
    400 gramm heroin Szingapúrba csempészéséért, ahol 15 grammnál nagyobb
    mennyiségű kábítószer birtoklásáért halálbüntetés szabható ki."

    Czyli, ze w Singapurze wlasnie powieszono 25 letniego obywatela Australii
    pochodzenia wietamskiego, Nguyena Tuonga Vana, za posiadanie 400 gramow
    ciezkich dragow. Posiadanie powyzej 15 gramow takich dragow karane jest tam
    smiercia. Hmmm... tak wiec czasami kogos ukarza dla przykladu...


    --
    fields of love
  • 02.12.05, 15:15
    > ty sam powinienes pozostac Marcinem a nie Pawlem.

    Ale wtedy Paweł nie mógłby spotkać Marcina, co przecież staje się punktem
    zwrotnym w jego życiu. Gajdzin zapoczątkowuje proces wyciągania go z depresji i
    upadku, podsuwa mu lek - muzykę, która w tej książce pokazuje się właśnie jako
    siła zarówno niszcząca (upadek Pawła z powodu zaniedbywania pracy przez granie,
    Vincent i kokaina) jak i uzdrawiająca.

    Znany z Besenności w Tokio Gajdzin na pewno nie miałby takich przygód, jak
    Paweł. Jest człowiekiem bardziej pewnym siebie, mniej podlegającym wpływom
    zewnętrznym i mniej skłonnym do tak głębokiej pasji, jaką przejawia Paweł. Z
    drugiej strony Gajdzin ma dużo mniejsze powodzenie u płci pięknej (vide
    Bezsenność: 8 lat i tylko 2 dziewczyny!)

    Oczywiście jest jeszcze wątek wątpliwości, czy przypadkiem Gajdzin nie jest
    wytworem chorej wyobraźni Pawła, albo Paweł - rozdwojeniem jaźni Gajdzina
    (patrz str. 295/296). Interpretacja należy do czytelnika. W końcu dobra książka
    powinna mieć drugie dno, a najlepiej i trzecie smile No i delikatna sugestia
    teorii, że cała książka dzieje się w alternatywnej rzeczywistości, co niejako
    przypisało by ją do nurtu science fiction - nie powiem, na której stronie to
    się pojawia, odkrycie wymaga bardzo wnikliwego czytania i dobrej znajomości
    zespołów Pink Floyd i The Doors...

    Pozdrawiam!

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 02.12.05, 15:20
    PS. Dokładnie - dla przykładu. Takie rzeczy trafiają na strony gazet, a to, że
    w licznych centrach odwykowych siedzą tłumy kokainistów a na każdej dyskotece
    można kupić Ecstasy, a więc narkotyki walą szerokim strumieniem do Singapuru
    (bo skądś muszą się tam brać) - jakby mniej...

    PPS. Proponuję dyskusję o Singapurze przenieść na wątek "Singapur, czwarta
    rano":
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12466&w=32243433
    Pozdrawiam serdecznie!

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 02.12.05, 19:53
    Zaraz - ja chyba się chyba zaplątałem - to JEST na wątku singapurskim. A
    przysiągłbym, że było na japońskim... Chyba za dużo pracuję?

    Marcin Bruczkowski
  • 03.12.05, 10:26
    > Zaraz - ja chyba się chyba zaplątałem - to JEST na wątku singapurskim.

    smile)) No rzeczywiscie sie zaplatales, pewnie dlatego ze to watek o
    "Singapurze..." na forum Japonia ktory wydzielil sie z watku o "Bezsennosci..." smile
  • 03.12.05, 10:22
    > No i delikatna sugestia
    > teorii, że cała książka dzieje się w alternatywnej rzeczywistości...

    Taa, Doorsi z basista smile)
  • 06.12.05, 14:53
    Brawo!!! Moja pani redaktor była z tego trochę niezadowolona. Chciała dodać
    przypis z wyjaśnieniem, że The Doors nie mieli basisty. Ja argumentowałem: nie
    złapanie tego detalu w niczym nie zmniejszy przyjemności z czytania książki, a
    fajnie jest, kiedy w tekście ukryte są jakieś aluzje i mini-zagadki dla
    wtajemniczonych. Łopatologii stosowanej mówimy stanowcze NIE!

    smile

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 06.12.05, 18:49
    No i chwala bogu ze sie obylo bez przypisu, wygladalo by to cokolwiek... nie
    wiem jak ale by nie pasowalo wink
  • 06.12.05, 19:01
    A a'propos Pink Floyd wlasnie kupilem ojcu pod choinke The Wall na DVD,
    sprawdzimy w wigilie z ktorej rzeczywistosci jest to wydanie :]

    Hey you, out there in the cold
    Getting lonely, getting old
    Can you feel me?
  • 07.12.05, 15:09
    "Hey You" zostało nakręcone jako video-klip i dodane do "rozszerzonych" wersji
    DVD filmu The Wall jako materiał dodatkowy. Ale nigdy nie było elementem filmu.
    Pamiętam, jak oglądałem The Wall pierwszy raz w Anglii na obozie letnim, miałem
    wtedy 17 lat i film zrobił na mnie piorunujące wrażenie, ale byłem też okropnie
    rozczarowany, że właśnie mojej ulubionej piosenki tam nie ma...

    Pozdrawiam serdecznie,

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 09.12.05, 01:02
    Mój egzemplarz przekazałam do dalszego czytania ze słowami: ”przeczytaj, dobra
    książka”, żeby przypadkiem nie uprzedzać moim rozczarowaniem. No i właśnie
    dostałam informację zwrotną: „to jest dobre? co to za książka, nudna i nic w
    niej nie ma. Coś ty mi dała i po co (...)”. I tym sposobem oberwałam w ucho smile

  • 09.12.05, 09:23
    Na ucho polecam zimny okład!

    Uważam, że ten czytelnik/-czka ma całkowitą rację - książka jest nudna i NIC w
    niej nie ma. Kontunuuję w ten sposób tradycję Bezsenności w Tokio - bo to jest
    dopiero książka O NICZYM. Której to opinii jestem gotów bronić na polu
    merytorycznym.

    Ale nie przejmuj się - właśnie pracuję nad następną powieścią, w której nie
    będzie tak bardzo NIC, że to nic z Singapuru jest niczym w porównaniu z tym
    niczym które tam będzie a raczej nie będzie!

    Oczywiście mam nadzieję, że teraz będziesz mądrzejsza i w obronie własnego ucha
    nie dasz tej osobie w/w książki do przeczytania. Mogłoby się to skończyć czymś
    nawet gorszym niż uchem...

    smile

    Pozdrawiam serdecznie,

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 09.12.05, 19:13
    Oj, bo wy sie wszyscy nie znacie, gajdzin tez! ;P Dla mnie ksiazka wcale nie
    jest nudna i jest o czyms - o przygodach z muzyka w Singapurze. Jest humor i sa
    przemyslenia, sa zabawne sytuacje i jest proba wnikniecia w psychike
    przebywajacych tam ludzi. Jak zyja, czym sie kieruja, jakie sa ich priorytety -
    ludzie mlodsi, starsi, roznych narodowosci. Moim zdaniem ksiazka bardzo dobrze
    pokazuje jak sie czuje polski "grzybek" w miedzynarodowym, glownie azjatyckim
    "bigosie", jak sobie w nim radzi, jakie tworzy relacje z innymi skladnikami. smile)
    Poza tym pozwole sobie wyrazic moja opinie ze jest to ksiazka dojrzalsza od
    "Bezsennosci...", bardziej przemyslana, pisana z wiekszym zaangazowaniem autora.
    O! smile
  • 10.12.05, 13:45
    Suichi, jakbym Cię miał pod ręką, to bym Cię pocałował (mam nadzieję, że jesteś
    płci pięknej, bo mężczyzn całować nie lubię...) Strasznie mi się podoba ten
    grzybek!

    A tutaj coś do śmiechu: www.vivi.strefa.pl/japan/
    Popatrzcie, jaką książkę napisałem, sam o tym nie wiedząc. A może oni są
    jasnowidzami i ja coś takiego napiszę? To by była książka o mojej młodości i
    studiach na UW, bo wtedy właśnie lubiłem zabierać kolejne narzeczone do jedynej
    chińskiej knajpy w Warszawie - "Szanghaj", żeby im zaimponować umiejętnością
    jedzenia okrutnie (jak na ówczesne czasy) ostrych potraw i to pałeczkami! smile

    Pozdrawiam serdecznie,

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 10.12.05, 13:53
    dali do pieca...

    "Sznaghaj czwarta rano", zaraz się okaże, że napisałeś jeszcze Nowy York piąta
    po południu, albo coś takiego.

    Osobiście mogłabym popełnić "Sopot, 4 rano", niestety raz miałam w swoim
    autostopowym epizodzie moment, że na dworcu kolejowym w Sopocie spędziłam czas
    poranny w oczekiwaniu na pierwszą kolejkę pomiejską...niby jedna noc, a byłoby
    o czym pisać...
    --
    Japonia
    Kabaty
  • 10.12.05, 15:56
    Opowiedz, opowiedz!!! smile

    (Tak, wysłałem sprostowanie, chociaż wątpię, żeby przeczytali maila przed
    poniedziałkiem.)

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 12.12.05, 10:35
    He he, jak milo, dzieki smile Niestety naleze do brzydszej czesci ludzkosci ale 19
    w Empiku bede polowal na Uscisk Dloni Autora[tm] big_grin
  • 13.12.05, 20:29
    Super, będę Cię wyglądał! Tylko od razu się przyznaj, że jesteś SUICHI...

    smile

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 13.12.05, 22:40
    Jasna sprawa. Raz sie juz spotkalismy ale przedstawilem sie imieniem nie
    nickiem, tym razem to naprawie. smile
  • 16.12.05, 07:46
    No to do zobaczenia!

    Właśnie zaczynam rozbierać mój zestaw, zaraz będzie pakowany do samochodu
    (właściwie do 2 samochodów, bo w 1 się nie zmieści) i pojedzie do Torunia,
    nagrywać reklamę "Singapur, czwarta rano" dla TV Podróże. Scenariusz reklamy
    zakłada, że ja będę grał na perkusji do jakiegoś podkładu, a za każdym razem,
    kiedy uderzę w naciąg jakiegoś bębna, na naciągu "wywkitnie" jedno ze zdjęć z
    Singapuru, które im w tym celu przygotowałem i wysłałem. Jestem pełen obaw, jak
    to pójdzie, bo załoga tej stacji nigdy nic podobnego nie zrobiła. Dopiero
    wczoraj im uświadomiłem mailowo, że już przy nagrywaniu muszę mieć podkład
    muzyczny - inaczej skąd mam wiedzieć w który bęben uderzyć kiedy? Teraz biegają
    i szukają jakiegoś utworu...

    Wracam dopiero w niedzielę, do tego czasu będę poza zasięgiem Internetu.

    Pozdrawiam serdecznie!

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 16.12.05, 09:43
    dasz znać, kiedy będzie ten program?
    Kiedyś złapałam tam całkiem fajny z babeczką, która od lat jeździ do Indii.

    Powodzenia na nagraniu. Zazdroszczę, że nie masz tremywink

    --
    Japonia
    Kabaty
  • 16.12.05, 09:58
    chiara76 napisała:
    > Powodzenia na nagraniu. Zazdroszczę, że nie masz tremywink

    No co ty? Dr Kim Bauer z niejednego pieca chleb jadl!! big_grinD
  • 18.12.05, 18:55
    Ano, wróciłem (jak stwierdził Sam). Nagranie poszło świetnie. TV Podróże
    wynajęło salę balową w toruńskim hotelu, a ja radośnie robiłem w niej nieludzki
    hałas przez cały sobotni ranek, podczas kiedy przez szklane drzwi grupka
    autochtonów zawzięcie trzaskała zdjęcia, przekonana, że to co najmniej Charlie
    Watts przyjechał ze Stones'ami do Torunia na niespodziewany koncert... smile

    Dam znać na mojej stronie, kiedy będę znał datę i czas emisji reklamy i
    programów.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 20.12.05, 06:45
    No i dupa, tak to wlasnie jest z baba. sad Przepraszam wszystkich ale jestem
    poprostu zly. sad Moze ktos napisze jak bylo na spotkaniu w empiku? sad((
  • 20.12.05, 09:33
    suichi napisał:

    > No i dupa, tak to wlasnie jest z baba. sad Przepraszam wszystkich ale jestem
    > poprostu zly. sad Moze ktos napisze jak bylo na spotkaniu w empiku? sad((
    Jak wroce do domu to napisze i wrzuce kilka zdjec, a co mi tam... Zdjecia beda
    pozniej.
    Wrazenia ... goraco, moze to z okazji tego, ze najnowsza ksiazka jest o
    Singapurze, ale mozna by bylo wlaczyc jakis nawiew czy cus... Po drugie tlok,
    to byla akurat wypadkowa, malej ilosci miejsca i duzej ilosci ludzi.
    Ogolnie bylo ?fajnie?. Dostalem autograf, troche porozmawialem (ale tylko
    troche, bo bylo kupe ludzi), spotkalem kilku znajomych i szybko sie zmylem (ten
    koszmarny upal). Moze pozniej bylo jakos inaczej, ale nie bylo zadnego
    spotkania w szerszym gronie (jak poprzednio w Empiku Junior), raczej jeden na
    jeden.

    PS. Jako że mnie tylko interesowalo spotanie z "gaijinem" to nie zwracalem
    uwagi na inne atrakcje (origami, herbate, podobno makijaz).
    PS2. Ciekawy jestem jak duzo osob z tego forum bylo na spotkaniu.

    --
    Z powazaniem
    Ser
  • 21.12.05, 09:07
    duch.mimuw.edu.pl/~ser/empik/
    Jak już wspomniałem, nie interesowałem się innymi atrakcjami, więc tylko kilka
    zdjęć i tak głównie gajdzina wink

    --
    Z poważaniem
    Ser
  • 21.12.05, 09:47
    Fajne zdjęcia.
    W tle ślicznie wydana przez Muzę jakaś książka Isabel Allende (lubię jej
    książkiwink) i widzę, że ktoś podetknął do zautografowania "Bezsenność w Tokio"smile
    Sorry, mam taki hopel na punkcie szczegółówwink
    --
    Japonia
    Kabaty
  • 21.12.05, 16:50
    > Fajne zdjęcia.
    > W tle ślicznie wydana przez Muzę jakaś książka Isabel Allende (lubię jej
    > książkiwink) i widzę, że ktoś podetknął do zautografowania "Bezsenność w
    Tokio"smile
    Tym ktosiem byłem ja wink
    >
    > Sorry, mam taki hopel na punkcie szczegółówwink
    Hmm, na takim zmniejszeniu i tak niewiele widać wink
    --
    Z poważaniem
    Ser
  • 22.12.05, 20:05
    Wszystkim forumowiczom i życzę Wesołych Świąt, a życzenia bardziej szczegółowe
    pozwolę sobie skopiować z mojej strony:

    1. dobrej książki pod choinką,
    2. czasu na jej przeczytanie,
    3. ochoty i możliwości podzielenia się co lepszymi fragmentami z kimś bliskim.

    Pozdrawiam serdecznie!

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com

  • 23.12.05, 10:58
    Jak milo ze nie zapomniales o swoich wiernych czytelnikach! smile Meri kurisumasu! smile
  • 23.12.05, 01:28
    Wszystkim Forumowiczom wszystkiego Najlepszego,
    samych miłych chwil, mnóstwa radości i szczęścia smile)
    --
    Arie
  • 26.12.05, 14:01
    Pierwsza [z kilku] lektura 'singapuru' za mną...
    Wrażenia - nawet, nawet...
    Styl - baaaaardzo odmieny od 'Bezsennosci' - no i to naszpikowanie
    terminami muzyczno-perkusyjnymi smile, ale generalnie fajnie się czyta...
    Muszę poszukać czegoś o Malezji i Singapurze, bo ciekawość została
    rozbudzona smile

    Ps. Małże sercówki można dostać w Polsce smile
    Ps2. Gajdzin - jak już wypytasz szacowną małżonkę o pewien przepis, zapodaj go
    na forum smile

    Więcej uwag po powtórnej uważniejszej lekturze smile))0
    --
    Kabaty Site
    Moja Strona Domowa
    Forum Kabackie
  • 28.12.05, 21:20
    książkę podrzuciłam komuś pod choinkę,a potem perfidnie zabrałam się do
    czytania.
    inna..zdecydowanie. Mąż powiedział- czytałem że nudy, same terminy.
    Ja jednak niezrażona.
    Może przez to że pracuję z takim jednym perkusistą i przez kilkanaście
    pierwszysch stron myślałam o nim.
    Singapur dla mnie to wielkie nico- pomieszane style, narodowości,jedzenie.

    Na razie skończyłam na stronie 240..nie wiem dlaczego,ale jak na razie mam
    wrażenie,że Gajdzin w tej książece mogłby nie istnieć(dziwne uczucie)
    --
    pozdrawiam.Pasik
  • 29.12.05, 08:54
    > Singapur dla mnie to wielkie nico- pomieszane style, narodowości,jedzenie.

    Dokładnie! Taki właśnie jest Singapur. Wszystko pomieszane, totalny brak
    rdzennej kultury, a właściwie wszelkiej kultury. Trzeba im to jednak wybaczyć,
    jako że są wysepką o 100-letniej zaledwie historii, na której 100% narodu to
    gastarbeiterzy albo ich potomkowie. Pisarzy, malarzy, językoznawców czy
    astronomów nikt tam nie sprowadzał, bo po co? Stąd ubóstwo kultury, myślenia,
    zakresu zainteresowań Singapurczyków (wystarczy posłuchać taksówkarzy, Julie
    czy June)...

    > Gajdzin w tej książece mogłby nie istnieć

    Gdyby nie było w tej książce Gajdzina, Paweł popełniłby samobójstwo, zmarniał
    totalnie albo przynajmniej wyjechał z Singapuru i książka skończyłaby się w
    rozdz. 10. Przecież to właśnie Gajdzin (niezależnie od tego, czy jest postacią
    rzeczywistą, czy np. wytworem chorej wyobraźni Pawła) pojawia się w momencie,
    kiedy nasz bohater osiągnął dno, i daje mu kopa, który pozwala się od tego dna
    odbić. Skierowuje go przy okazji w stronę muzyki, a więc tej samej siły, która
    stała się przyczyną jego upadku, a teraz ma go uzdrowić. Co jest
    nieprzypadkowe, bo wszelka ludzka pasja, z muzyką włącznie, jest właśnie siłą
    zarówno niszczącą jak i uzdrawiającą (obrazuje to w książce zarówno Paweł jak i
    Vincent).

    Pozdrawiam!

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 04.01.06, 16:26
    gajdzin napisał:

    > Wszystko pomieszane, totalny brak
    > rdzennej kultury, a właściwie wszelkiej kultury.

    Tak wlasnie odebralam ten kraj po lekturze i nie widze w zwiazku z tym
    argumentu, ze w ksiazce brak samego Singapuru - jest, tylko on taki wlasnie
    jest, czyli nijaki, materialistyczny, ale bez "ducha". Moze przez chwile
    ciekawic, ale na dluzej te ciagle pieniadze/interesy/gospodarka +
    upal/karaluchy/mrówki nie sa zbyt pociagajace...

    Mnie sie ksiazka bardzo podobala, smiem twierdzic ze nawet ciut bardziej niz
    Bezsennosc smile, choc wole Japonie. Nota bene intersuje sie muzyke nie tylko na
    sluchajaco wiec i glówny temat mi pasowal.

    Duze dzieki za napisanie i czekam na kolejna. Do roboty! wink
  • 06.01.06, 10:03
    martolka napisała:
    > Tak wlasnie odebralam ten kraj po lekturze i nie widze w zwiazku z tym
    > argumentu, ze w ksiazce brak samego Singapuru - jest, tylko on taki wlasnie
    > jest, czyli nijaki, materialistyczny, ale bez "ducha". Moze przez chwile
    > ciekawic, ale na dluzej te ciagle pieniadze/interesy/gospodarka +
    > upal/karaluchy/mrówki nie sa zbyt pociagajace...
    >
    > Mnie sie ksiazka bardzo podobala, smiem twierdzic ze nawet ciut bardziej niz
    > Bezsennosc smile, choc wole Japonie. Nota bene intersuje sie muzyke nie tylko na
    > sluchajaco wiec i glówny temat mi pasowal.

    No wlasnie!! Caly czas to powtarzam! ;D
  • 29.12.05, 17:04
    Głębsze przemyślenia w materii Singapuru
    [Jestem w trakcie powtórnej lektury
    więc czytam uważniej i nie tak łapczywie wink ]

    Kompozycyjnie - zupełnie odmienne od Bezsenności - jest ciągłość
    chronologiczna i narracyjna akcji... Bezsenność przypomina na tym
    tle raczej wyrywkowe zapiski z pamiętnika.
    Przy pierwszym czytaniu trudno przebrnąć przez rozsiane niczym
    bakalie w cieście terminy muzyczne,
    ale potem idzie łatwiej...
    Skłaniam się powoli ku tezie, że akcja jednak dzieje się
    w innej rzeczywistości - jak sugerował Gajdzin parę wypowiedzi wyżej...


    --
    Kabaty Site
    Moja Strona Domowa
    Forum Kabackie
  • 30.12.05, 09:20
    Umówiłem się z Rubeusem na dłuższą odpowiedź na forum, więc do roboty:

    > jest ciągłość chronologiczna

    Bo ja wim? W sumie Singapur wykorzystuje podobną technikę do Bezsenności:
    prezentuje kilkudniowe wyrywki między którymi upływa większa ilość czasu.
    Różnica jest tylko w skali. Bezsenność obejmuje okres ośmiu lat, a Singapur -
    dwóch. Dlatego te "dziury" w Bezsenności sięgają 1 roku, a w Singapurze - 2
    miesięcy.

    > Bezsenność przypomina na tym tle raczej wyrywkowe zapiski z pamiętnika.

    I taki trochę był zamysł, bo gdybym szczegółowo opisał 8 lat czyjegoś życia, to
    książka miałaby objętość Encyclopeadia Britannica... smile To akurat uważam za
    aspekt dający się obronienić. Gorzej z brakiem wielowątkowości w Bezsenności,
    co czyni z niej bardzo długie opowiadanie zamiast powieści. Trochę jak Robinson
    Crusoe.

    > na początku trudno przebrnąć przez rozsiane niczym bakalie w cieście terminy
    muzyczne

    Podejrzewam, że może być ich nadmiar, ponieważ redaktorem książki była pani
    Dorota Koman (ta sama co przy Bezsenności), która po pierwsze była żoną
    gitarzysty rockowego, a po drugie napisała w swoim czasie pracę magisterską na
    polonistyce UW ze... slangu muzyków rockowych. Jest więc skrzywiona zawodowo i
    nadmiar zwrotów "estradowych", mało zrozumiałych dla przeciętnego odbiorcy,
    cieszy ją zamiast niepokoić. Ja natomiast bardzo lubię wszelkie slangi
    zawodowe, uważam, że bardzo dodają realizmu książce czy filmowi. Denerwuje mnie
    niepomiernie, kiedy w powieści albo filmie rozmiawia dwóch hydraulików a my
    wszystko rozumiemy. W rzeczywistości przecież tacy fachowcy nałogowo produkują
    wypowiedzi typu "droselklapa jest tandetnie zblindowana i ryksztosuje", których
    żaden szanujący się nie-hydraulik nie ma prawa zrozumieć! Obiecuję więc, że
    jeśli napiszę kiedyś powieść z życia japońskich hydraulików, to będzie usiana
    ryksztosującymi doserklapami.

    > Skłaniam się ku tezie, że akcja jednak dzieje się w innej rzeczywistości -
    jak sugerowałeś na forum

    O, nie, ja wcale tego nie sugerowałem! Zwróciłem tylko uwagę, że JEST w tej
    książce zaszyta taka sugestia, ponieważ dla kogoś, kto nie zna filmu i płyty
    The Wall, ani składu instrumentalnego The Doors, sugestia ta może spokojnie
    umknąć (i bardzo dobrze, taki był zamysł). Ale to jest tylko sugestia,
    natomiast interpretacja należy do czytelnika. Podobnie jak np. kwestia
    Gajdzina - czy to był prawdziwy człowiek, który w swoim czasie wyciągnął Pawła
    z depresji dając mu kopa w stronę muzyki, tej samej siły, która go kiedyś
    zniszczyła, a teraz ma uzdrowić? Czy może był on tylko wytworem chorej
    wyobraźni Pawła? Nie ma tutaj oczywistej odpowiedzi.

    Nie dalej jak przedwczoraj dostałem gniewny email od jakiegoś czytelnika, że
    jakim prawem mącę mu w głowie - najpierw Gajdzin jest, a potem okazuje się, że
    wcale go nie było... Nie odpowiedziałem oczywiście, że ja po prostu uwielbiam
    mącić w głowie czytelnikom smile tylko zwróciłem uwagę, że teoria o nie istnieniu
    Gajdzina jest teorią w/w czytelnika, a nie moją. Można przecież równie dobrze
    założyć, że Gajdzin go nie znalazł, bo wcale się do tego nie przyłożył. Nie
    spróbował nawet zwrócić się do Fuji Xerox, gdzie Gajdzin był zaproszony na D&D,
    ani do Urzędu Imigracyjnego. A to, że jakaś paniena na recepcji nie umiała
    znaleźć Gajdzina w bazie, albo że miejscowi bali się przyznać nieznanej osobie
    (może urzędnikowi HDB?) że nielegalnie wynajmowali komuś mieszkanie, to
    naprawdę niczego nie dowodzi...

    Śmieszne jest natomiast to, że w młodości nieziemsko mnie irytowali autorzy
    zostawiający czytelnikom odpowiedzi do własnego uznania (vide
    zakończenie "Lalki" Prusa, czyli kwestia, co się stało z Wokulskim), a teraz
    sam robię właśnie takie numery... smile których nasilenie, obawiam się, jeszcze
    się zidentyfikuje w mojej następnej książce.

    Pozdrawiam serdecznie!

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 30.12.05, 20:38
    Dużo bystrości i domyślności jest w tej uwadze - mam w Singapurze bliską
    rodzinę (siostra mojej żony z mężem i dziećmi, różni powinowaci kuzyni, itd.)
    Nie bardzo chcę robić im kłopoty albo sam się narażać na jakieś problemy z
    wjazdem do kraju. Rząd Singapuru potrafi być zazdrosny i bezlitosny dla tych,
    którzy źle się o nim wypowiadają. Ale z drugiej stony "Singapur, czwarta rano"
    jest książką całkiem politycznie poprawną, jak na to, co MÓGŁBYM napisać o tym
    kraju smile

    Nie, na razie nie myślę o wydaniu anglojęzycznym, ale za kilka lat powrócę do
    tego tematu. Teraz chcę się skupić po prostu na następnej książce.

    Pozdrawiam serdecznie!

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 05.01.06, 10:51
    Kupiłem wczoraj i zaczynam w weekend czytać smile

    Oczywiście podzielę się wrażeniami.
    --
    Pozdr,
    Marcin

    formerly known here as HYAKUMAN smile
  • 06.01.06, 10:06
    Już się na to cieszę... smile

    A mnie jakoś ostatnio nie idzie pisanie Wielkiej Japońskiej Powieści, więc w
    ramach odskoczni zacząłem sobie planować drugą część Singapuru, którą chcę
    napisać za 2 książki. Będzie się działa w dużym stopniu w Malezji (żeby było
    przewrotniej) i chcę do niej dołączyć CD single z paroma numerami mojego
    zespołu. A w ogóle jak ktoś ma jakieś pomysły i zapotrzebowania na wątki,
    historie czy bohaterów, to piszcie! Pisarzem, który do perfekcji doprowadził
    zbieranie pomysłów od czytelników był Piers Anthony, jeszcze przed erą
    Internetu. Wszyscy pomysłodawcy byli oczywiście z pełnymi honorami wymieniani w
    jego książkach. Uważam, że to bardzo fajny system.

    Pozdrawiam,

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com


  • 16.01.06, 10:28
    Wiadomości z ostatniej chwili - właśnie dogadałem się z pewną firmą, która na
    wiosnę planuje pierwszy nakład nowego czasopisma. W jego pierwszych trzech
    wydaniach ukaże się w częściach opowiadanie mojego autorstwa. Motywem
    przewodnim będzie masaż japoński, a bohaterami - Sean i Gajdzin. Czyli coś w
    codzaju 14go, nie napisanego rozdziału Bezsenności w Tokio smile

    Pozdrawiam,

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 16.01.06, 10:43
    zaliczyles soapland w Japonii?
  • 17.01.06, 18:59
    Nie - zaliczyłem kurs masażu w japońskiej szkole masażu i akupunktury w
    Akihabara.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 16.01.06, 15:12
    gajdzin napisał:

    > Wiadomości z ostatniej chwili - właśnie dogadałem się z pewną firmą, która na
    > wiosnę planuje pierwszy nakład nowego czasopisma. W jego pierwszych trzech
    > wydaniach ukaże się w częściach opowiadanie mojego autorstwa. Motywem
    > przewodnim będzie masaż japoński, a bohaterami - Sean i Gajdzin. Czyli coś w
    > codzaju 14go, nie napisanego rozdziału Bezsenności w Tokio smile
    >
    > Pozdrawiam,
    >
    > Marcin Bruczkowski
    > www.marcin.bruczkowski.com

    a co masz dla tych ktorzy nie maja dostepu do czasopisma???
    --
    ネコス
  • 17.01.06, 19:01
    Spróbuję wynegocjować z wydawcą, żebym w powiedzmy miesiąc po ukazaniu się
    czasopisma mógł umieścić to opowiadanie na ich, albo mojej stronie internetowej.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 18.01.06, 15:36
    to sie cieszesmile
    --
    ネコス
  • 19.01.06, 14:13
    A ja jeszcze bardziej... smile

    Z innych ciekawostek, właśnie poznałem termin najbliższego spotkania
    autorskiego połączonego z mini-koncertem mojego zespołu: Łódź, POS (Poleski
    Ośrodek Sztuki), 24 Marca, 18:00. Potem będzie Wrocław (kwiecień) i Warszawa
    (maj).

    Pozdrawiam!

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 19.01.06, 14:18
    a kiedy tournee po japoniismile???
    --
    ネコス
  • 20.01.06, 17:35
    ŚWIETNE pytanie. "Gajdzin - 10 years after" nie powstanie, dopóki ktoś mi nie
    zafunduje półrocznego pobytu w Japonii smile Ale abstrahując już od kosztów, nikt
    mi przede wszystkim nie da takiego urlopu w pracy. A już na pewno nie mój
    szef...

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 19.01.06, 15:02
    Sergeant Pepper Gaijin Hearts Club Band?
  • 19.01.06, 15:08
    hmm, niezla nazwasmile
    --
    ネコス
  • 20.01.06, 17:38
    Ja bym wolał Dr KimBauer's Lonely Hearts Club Band.

    Zespół nazywa się Hebi. A nazywa się tak dopiero od paru tygodni, bo jest
    właściwie nowym tworem - stary się rozpadł parę miesięcy temu. Dlatego poza
    samymi członkami zespołu nazwę tę znają tylko Wtajemniczeni...

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 20.01.06, 00:03
    Heh, fajnie. Nie wiem jeszcze gdzie mamy Poleski Ośrodek Sztuki, ale trzeba będzie poszukać i się wybrać wink

    --
    pzdr.
    MacLorcan
  • 20.01.06, 17:42
    Google mówi, że na Krzemienieckiej 2a.

    www.pos.lodz.pl
    Dzisiaj z nimi rozmawiałem i chyba byli ciut przerażeni wizją Głośnego Rocka
    serwowanego sali pełnej Różnych Grup Wiekowych, jakie zazwyczaj przychodzą na
    spotkania autorskie smile Ale będą dzielnie nas wspierać i dają nawet miejscowego
    akustyka, żeby nas ładnie nagłośnił.

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 20.01.06, 23:56
    No tak, Google Twoim Przyjacielem wink
    W sumie to rzut beretem ode mnie czyli jest jeszcze lepiej smile

    Co do muzyki - jeśli zagracie starego rocka to może nawet Różne Grupy Wiekowe znajdą coś dla siebie smile Chyba że będą też grupy bardzo "wiekowe" wink

    --
    pzdr.
    MacLorcan
  • 22.01.06, 11:42
    Jest dokładnie tak, jak mówisz. Rozkład demograficzny moich czytelników wygląda
    jak wielbłąd dwugarbny. Pierwszy garb to grupa 16-24, potem jest dziura, a
    potem szerszy garb: 40-60. Ciekawe, czy to dlatego, że pokolenie młodych
    profesjonalistów nie ma czasu na czytanie książek, a młodych nie-
    profesjonalistów nie ma na nie pieniędzy?

    W każdym razie na moich spotkaniach autorskich zawsze jest kilka osób w
    kosmatych nakryciach głowy i wybór muzyki został podytkowany potrzebą
    uniknięcia ambarasujących scen zatykanych uszu i pośpiesznego opuszczania
    widowni.

    Starego Rocka jednak zasadniczo nie gramy. Planujemy odtworzyć 4 oryginały i 2
    covery (The Cure - "Lullaby" i Kraftwerk - "Computer World"). Oryginały są
    skomponowane przez nszego wokalistę / gitarzystę, Andrzeja Archanowicza i są w
    moim skromnym mniemaniu Mistrzostwem Świata i Okolic. Klimat ogólnie rzecz
    biorąc pinkfloydowao-direstraitsowaty, ale czasem trochę ciężej (co ze względu
    na Kosmate Nakrycia Głowy będziemy trochę ograniczać).

    Pozdrawiam serdecznie,

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 22.01.06, 12:21
    ciekawe, nie potwierdzam po zesżłorocznym spotkaniu styczniowym w Warszawie.
    Mam na myśli wiek czytelników.
    Ale cóż, może ja się nie znam.
    --
    Japonia
    Kabaty
  • 23.01.06, 07:51
    Styczeń 2005 to był sam początek. Od tego czasu Bezsenność trafiła pod
    strzechy smile Ostatnio pompował mi prawicę i dopytywał o losy Seana starszy
    bagażowy z hotelu w Toruniu. Okazało się, że czyta wszystko, co kupuje jego
    wnuczka. To pewnie nie jest odosobnione zjawisko.

    Poza tym rozkład demograficzny czytelników, a kto chodzi na spotkania
    autorskie, to trochę dwie różne sprawy. Ja, mówiąc szczerze, nigdy w życiu nie
    byłem na spotkaniu z autorem (poza sobą samym). Po prostu genialny polonista
    liceum ogólnoształcącego im. K. Hoffmanowej, prof. Wacław Wawrzyniak, przekonał
    mnie dość skutecznie, żeby interesować się samym dziełem, a nie jego stwórcą.
    Podawał nam w klasie przykłady lekkich i wesołych komedii towarzyskich,
    spłodzonych przez niezwykle ponurego i depresyjnego pisarza. I na odwrót -
    ponure dramaty pisane przez pewnego dowcipnisia i bawidamka. Ja sam przekonałem
    się do tego podejścia, kiedy odbiór muzyki pewnego dziewiętnastowiecznego
    kompozytora został mi na zawsze zepsuty przez odkrycie, że w życiu prywatnym
    był niebywałym skurwysynem.

    Niestety, przyjął się zwyczaj analizowania samej osoby autora, kompozytora czy
    malarza, w nadziei lepszego zrozumienia jego dzieł. Nic bardziej błędnego.
    Jedyne, czego możemy przy takim podejściu być pewni, to trafienia na fałszywe
    tropy w rodzaju powiązania emanuującego z wiersza bólu ze złamanym sercem,
    podczas kiedy tak naprawdę przyczyną był wystający gwóźdź w bucie.

    smile

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 23.01.06, 23:51
    Ostatni raz byłem na nartach w Iwappara w roku 1995, ale mam nadzieję, że z
    jazdą na nartach jest jak z rowerem i tego się nie zapomina, bo właśnie ruszam
    na tydzień do Białki Tatrzańskiej. Chyba nie będę miał tam dostępu do
    Internetu - do przeczytania za tydzień!

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 24.01.06, 06:44
    ..ma odbior tej ksiazki, no powiedzmy przefiltrowany - jakkolwiek subiektywnie?
    Np. wspomnienia, biezace wrazenia, kontakty itp. (ale i nie tylko) z singapurem?

    Oczywiscie nie liczac Autora.

    Z gory przepraszam za prawdopodobnie glupie pytanie - wskoczylem tutaj dzisiaj,
    przeczytalem ze 20 przypadkowo wybranych postow, ale nie natknalem sie...
    (Ja sam jeszcze nie jestem "calkiem" przeczytwaszy.. od gwiazdki..)
    pozdrawiam
  • 18.03.06, 10:00
    kumpel mi przyslal 'singapur,' zabieram sie do czytania, zobaczymy, czy ksiazka
    rzeczywiscie zasluguje na az 108 wpisow na tym forum smile
  • 20.03.06, 14:01
    I Singapur i Bezsenność przeczytałam jednym tchem.
    I najbardziej męczyła mnie niemożliwość spróbowania kawy z woreczkawink
    Świetna książka.

    --
    I ♥ NY

    STOP
  • 22.03.06, 13:03
    Dzięki, Mika_1!

    Możliwość spróbowania kawy z woreczka będzie na moim spotkaniu autorskim w
    Łodzi (piątek, 24 marca), jeśli dobrze pójdzie. A jak nie (przepisy BHP), to po
    spotkaniu, w pobliskim pubie, gdzie planuję zrobić "przedłużacz" z
    czytelnikami. W każdym razie zabieram parę oryginalnych, singapurskich
    woreczków i słomek z kopi tiam.

    Więcej informacji o tym i innych spotkaniach autorskich tu:
    www.marcin.bruczkowski.com

    Pozdrawiam!

    Marcin Bruczkowski
  • 22.03.06, 19:03
    O, kurcze, do Lodzi nie dam rady. sad Mam nadzieje ze w Warszawie tez bedzie kawa
    z woreczkow i "przedluzacz" w jakiejs knajpce? wink
  • 23.03.06, 19:37
    Zobaczymy, jak pójdzie z tym przedłużaczem w Łodzi. Do tej pory wzbraniałem się
    przed taką opcją, bo po 2 godzinach spotkania jestem zwykle totalnie padnięty.
    Ale może właśnie przedłużacz w miłym towarzystwie okaże się lekarstwem na
    padnięcość i złapię drugi oddech? Taką mam przynajmniej nadzieję. Test bojowy
    jutro.

    Z kawą natomiast jest mały kłopot, bo organizator nie bardzo chce mieć wśród
    publiczności osoby z gorącym płynem w plastikowych woreczkach. Jak widać BPH
    jest inaczej rozumiane w Singapurze i w Polsce. Ale może warszawski EMPIK da
    się namówić. Na razie wydawca ma już firmę (singapurską zresztą), która jest
    chętna serwować kawę gratis. Kwestia dogadania się w sprawie woreczków.

    Pozdrawiam!

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com
  • 17.04.06, 23:07
    Ha - też liczę, że w Warszawie będziesmile

    --
    I ♥ NY

    STOP
  • 09.05.06, 11:09
    W koncu dostalem ksiazke smile i przeczytalem wink

    Na poczatek mala dygresja. Nikt z lodzkiego TPJ (lacznie ze mna), nie rzucil sie
    do ksiegarni (choc wszyscy Marcina bardzo cenimy, czego radosnie dalismy
    przyklad w pubie - Boze musze w koncu napisac male sprawozdanie i wystawic
    zdjecia), ale "Singapur..." z racji bycia ksiazka o Singapurze, a nie o Japonii,
    nie jawil sie nikomu z nas az tak cennym nabytkiem...

    Acz od czego sa urodziny (moje, dodam skromnie)? Na urodzinowa impreze (ktore
    poczatkowo mialo byc spokojnym spotkaniem, w bardzo kameralnym gronie,
    polaczanym z ogladaniem dramy ("Kimi Wa Peto") i saczeniem piwa), przyszlo kilka
    osob z tortem (Hiyoko, arigatou), prezentem ("Singapur..." - dziewczyny i
    chlopaki, arigatou) i... mala zgrzewka Asahi Super Dry (Critt, arigatou; acz
    jeszcze Asahi egzystuje w lodowce czekajac na dogodny moment, by zostac
    docenione w ciszy, spokoju i nie byc mieszane z innymi smakami). Po wreczeniu
    prezentu okazalo sie, ze jest w nim zakladka na stronie 250, to Hiyoko nie mogla
    sie oprzec i czekajac na odpowiednia godzine, skladala sobie radosnie literki wink
    Zatem pierwsza osoba z TPJ-tu, ktora przeczytala "Singapur..." byla Hiyoko,
    druga ja, a teraz jest... kolejka spoleczna smile)) jak za ciemnych lat komuny
    (rotfl!!!)

    Wracajac do ksiazki. Czyta sie ja bardzo dobrze, brakowalo mi tylko jednego
    (wiem, ze nie jest to do zrealizowania, bo znacznie podwyzszyloby cene ksiazki),
    mianowicie do czesci piosenek cytowaych w tekscie za nic nie moglem sobie
    przypomniec melodii... koszmar, piosenke znam, ale jak to szlo? Co wiecej, skoro
    juz Marcin pracowicie zebral ulubione tytuly na koncu ksiazki, to az by sie
    chcialo puscic to wszystko... Marzenia scietej glowy. btw, czy ktos sprawdzil,
    czy w filmie "The Wall" faktycznie brakuje tej jednej piosenki?
    O czym to ja... w sumie powinienem ja przeczytac po raz drugi (bo gdzies mi sie
    zaponiewieruszyla obecna zona gaijina, ktora byc powinna, a jej nie bylo), lecz
    ksiazka juz poszla do znajomych. Jak wroci za pol roku z okladem, to ja sobie
    poczytam (ciekawe swoja droga u kogo jest moja "Bezsennosc...").

    Podobnie jak w "Bezsennosci..." w "Singapurze..." jest malo Singapuru (cudowne
    "zwiedzanie" miasta razem z Taro - gaijinie, jesli tak zwiedzales Singapur, to
    wcale sie nie dziwie, ze w ksiazce nie ma miasta wink ...), za to jest troszke o
    ludziach... I te mysli krazace po glowie, a jakby tak zostac expatem o.O
    Choc gaijin za kazdym razem zarzeka sie, ze ksiazki te nie opisuja miejsc, w
    ktorych sie tocza, nieswiadomie wprowadza nas w ciekawy, daleki swiat, gdzie
    ludzie albo jedza cos, co do nich macha z talerza, albo pija kawe z plastikowej
    torebki (przed oczyma stanela mi cudownie barwiaca wszystko na czerwono ciecz,
    ktora w koncowce lat 80-tych byla sprzedawana w Lodzi w plastikowych torebkach,
    nazywalo sie toto oranzada, a wypic toto, nie wylewajac zawartosci ani na siebie
    ani na trotuar, graniczylo z cudem - ale bylo slodkie i tanie... hmmm... czyli
    picie czegos z torebki nie jest az takim dla mnie novum).

    Brakowalo mi jednego rozdzialu. Wiem, ze pisanie o administrowaniu w Novelu jest
    rownie pasjonujace, jak porywajace jest opowiadanie o pracy ksiegowego (jesli
    ktos nie wie, o co mi chodzi, niechaj przypomni sobie skecze Monty Pytona), ale
    bardzo brakowalo mi choc jednego rozdzialu o tym administratorze, jak sie on
    nazywal... Bruczkowski, czy jakos tak wink)) W koncu facet mial zone, moznabyloby
    sie dowiedziec, czy siedzial pod pantoflem (jak iektorzy) czy nie i dlaczego nie
    wzial, dla przypomnienia sobie dawnych lat, choc jednej lekcji gry na perkusji u
    Pawla.

    Wrazen jest duzo wiecej, acz mysli potwornie potarganymi sa, zatem zakoncze to
    pisanie... Choc nie, jeszcze jedno.

    Czekam na nastepna ksiazke, la!

    PS: a jak jest w singlish "da sie, la" i "nie da sie, la"; gdyz podejrzewam, ze
    powiedzenie tego po prostu po angielsku byloby zbyt proste, la. wink))
  • 09.05.06, 12:29
    przylaczam sie do pochwal pod adresem "sinagpuru", czytalo sie swietnie... i
    zgadzam sie z opinia, ze "singapur" to jednak nie "bezsennosc".
    Tez brakowalo mi w "singapurze" samego singapuru...
    W przeciwienstwie do Tokio, spostrzezenia z Singapuru byly bardziej
    powierzchowne, troszke jakby zbitka historii zaslyszana od ekspatow.
    Wbrew temu co twierdzi Gajdzin, "singapur" jest sequelem "bezsennosci,"
    poniewaz jeden bohater prawie nie rozni sie od drugiego, to samo poczucie
    humoru itd. Gajdzin po prostu sportretowal siebie (lub kogos, kim by chcial byc
    w marzeniach).

    najbardziej spodobala mi sie uwaga o nieestetyczynie rzucanym zarciu na talerze
    w wielkich ilosciach w food-courtach...
  • 18.05.06, 19:22
    Pytajcie gaijina, a wiedziec bedziecie wink

    W koncu sie zmobilizowalem i zapytalem Marcina, jak jest "sie nie da, la" w
    singlish i ku mojemu zdumieniu, zaskoczeniu, etc., etc., etc. jest to po prostu
    "cannot, lah" wink))
    Przykladowe zdanie:
    "We go makan, can?" (Mozemy isc cos zjesc? [sie da?])
    "Cannot, lah!" (Sie nie da, la!)

    Proste, jak konstrukcja cepa (szczegolnie pytanie), zatem ci, ktorzy znaja
    angielski za nic by na to nie wpadli i juz smile))
  • 31.05.06, 22:01
    Ostatnio coraz rzadziej mam czas zajrzeć na to forum. Liczba maili, jakie
    dostaję, wzrosła w tym roku mniej więcej dziesięciokrotnie! Chyba muszę się
    odzywyczaić od snu. I jedzenia. Ale wreszcie dziś znalazłem chwilę, mimo, że
    jestem po dość okropnym weekendzie w studio. Okropnym, bo nagrywaliśmy z
    zespołem demo, po 2 dniach pracy wiatr zwalił drzewo na przewody wysokiego
    napięcia, w Mysiadle wysiadło światło, a ze świeżo nagranych ścieżek na twardym
    dysku zrobiła się jajecznica sad

    Co do książki: w "Singapurze" jest bardzo mało Singapuru, ponieważ w samym
    Singapurze jest mało Singapuru. Albo czegokolwiek innego. Po prostu to malutki
    kraik z malutkim społeczeństwem o zaledwie 100-letniej historii i totalnym
    braku rdzennej kultury. A właściwie jakiejkolwiek kultury, chyba, że kulturą
    nazwiemy karaoke i lekturę sprawozdań giełdowych. Jeśli więc ta książka by była
    o Singapurze, to musiałaby się skończyć na stronie 20. Na szczęście nie jest -
    tylko o muzyce. Niemniej wydaje mi sie, że wyssałem z tego kraju prawie
    wszystko, co się dało...

    W każdym razie to dla mnie dobry kierunek, bo nie chcę wiecznie pisać o Azji i
    krajach azjatyckich - wolę pisać książki o ludziach. I chyba portrety
    autochtonów w "Singapurze" są lepsze niż w "Bezsenności", bo więcej się o nich
    dowiadujemy, a przede wszystkim poznajemy ich prywatne myśli i rozmowy między
    sobą - coś, czego w Bezsenności bardzo brak.

    Nb. pisałem już chyba o tym wcześniej na forum: kiedy wyjeżdżałem z Japonii po
    10 latach, miałem mocne poczucie, że nie widziałem nawet połowy tego, co warto
    było obejrzeć. Natomiast po 1 roku w Singapurze miałem równie mocne wrażenie,
    że wszystko już widziałem i wszędzie byłem (ze trzy razy). A od śmierci z nudów
    uchroniła mnie jedynie moja pasja dla muzyki i estrady - dokładnie tak, jak
    Pawła smile

    Co do kawy w torebkach, to w ostatniej chwili EMPIK nie zgodził się z
    powodów... przepisów BHP. Powiedzieli, że się nie da, la. Jeszcze nie daj Boże
    komuś by się ta kawa z torebki wylała i co by było? Nieszczęście na miarę
    Czernobyla, albo gorsze, la! A szkoda, bo specjalnie mi przyjaciele wysyłali
    100 sztuk owych torebek prosto z kopi tiam. A potem pewna przemiła
    czytelniczka, w Singapurze zamieszkała, jeszcze wysyłała słomki osobnym
    transportem, bo w Polsce nie mogłem znaleźć wystarczająco autentycznych.
    Perfekcjonizm to moje drugie imię. No nic, mam nadzieję, że pewnego dnia
    wszystkich Was tą kawą z kopi tiam poczęstuję.

    Pozdrawiam serdecznie!

    Marcin Bruczkowski
    www.marcin.bruczkowski.com

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.