Usiadłem do śniadania i zacząłem rozmyślać o tym, co przed chwilą napisałem. Jestem akurat w Kaliforni i czuję się tu wyśmienicie, tylko dlaczego wszędzie tak się czuję? Chyba jednak dzięki ludziom, z którymi pracuję, przebywam. Atmosfera w Krzemowej Dolinie zawsze była jakaś taka inna, mimo ciągłego zabiegania otaczający mnie ludzie powtarzaja, że tu jest idealna pogoda, nieodczuwalny kryzys, napawający optmizmem spokój i stabilizacja, dlatego czują się dobrze i ja też się tak powinienem czuć. Włączam telewizor, słucham o podwyżkach za opłaty w bankach, o GM na skraju bankructwa i porwanym szkolnym autobusie. Gofrem, który mi się jak zwykle nie udał, zagryzam posmak wczorajszych okropnych sushi, które zjadłem mimo zasady "surowa ryba poza Japonią jest niejadalna", i wciąż się uśmiecham. Jestem optymistą, zadaje się z optymistami, ale na narzekaczy nie powienienem tak alergicznie reagować. Przepraszam więc za uszczypliwości w poprzednim poście i życzę jak najwięcej optymistów w swoim nowym otoczeniu.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.