Znam policjanta od narkotyków w polskim Cieszynie i on to widzi trochę inaczej razem z czeskimi kolegami.
Nikogo nie zamknęli do ciupy za marychę. Złapanemu szczeniakowi groził dozór policyjny, zawiadamiano szkołe, rodziców,
co skutecznie odstraszało jego kolegów.
Teraz po czeskiej stronie szczeniaki są absolutnie bezkarne.
Po polskiej w praktyce też, bo teraz będzie wystarczyło przejść 50 metrów przez graniczny most, żeby kupić, co kto chce zaraz za mostem.
Zakaz marychy nie wynikał ze złośliwości,
upierdliwości polskiej policji, braku rozsądku, braku pragmatyzmu itp.
Postulował go ś.p. Marek Kotański. On mówił, że podstawą działania dealerów jest wmówienie
dzieciakom, że marycha to fajne zioło, a potem danie im czegoś mocniejszego.
A takie LSD czy Ecstasy zniszczą mózg ekspresowo.
Do tej pory w Czechach fakt, że coś jest zabronione działało.
Byli sobie ćpuny na Vaclavaku, ale Czesi omijali ich szerokim łukiem.
Teraz 5 tabeltek Ecstasy w kieszeni, LSD też, heroina z koką, zaczyna się ostra jazda.
Kto na tym skorzysta poza dealerami ?
Niemieckie menele z Mnichova czy Pasova czy Norimberku.
Tyle, że Niemcy sobie z nimi dadzą radę.
Widziałem w niemieckiej TV, jak robią łapanki na granicy. Grenzschutz i Policja obserwuje auta z lornetkami, śledzą młodych ludzi, robią kontrole wyrywkowo, raz na jakiś czas robi się totalną łapankę, wystarczy 1g marychy lub kierowca na prochach i sprawa wędruje do niemieckiego sądu.
Tak samo kontroluje się pociągi, młodzi ludzie są badani, czy nie zażywali narotyki.
Niestety narkotyki to realny problem i znam już 2 przypadki z moje rodziny ( na szczęscie dalszej ) , jak komuś spier... życie.
Stąd te, a nie inne działania policji
--
Księstwo Cieszyńskie