...gdyby nie nadgorliwi czescy urzędnicy, to by nie było problemu. Problem wywołali Czesi:
Kiedy syn Dobruka kończył zasypywać kręgi w rowie, na szosie zatrzymał się samochód na czeskich rejestracjach. Wysiadł mężczyzna i zapytał: – Macie na to pozwolenie? – Mamy – odparł syn i ruszył do domu po ojca. Zanim wrócili, Czecha już nie było. Po jakichś dwóch tygodniach przyjechała czeska policja. Auto zostawili na szosie. Na polską stronę nie przeszli, ale zaczęli fotografować przejazd przez rów.
– Poszedłem do nich porozmawiać – opowiada dalej rolnik. – Oznajmili, że u nich za takie coś byłby mandat, ale Polaka ukarać nie mogą, więc przekażą to naszej Straży Granicznej. Powiedzieli też, że im osobiście to nie przeszkadza. Musieli interweniować, bo ktoś do nich napisał oficjalną skargę.
Faktycznie, na drugi dzień przyjechał patrol polskiej Straży Granicznej. Pochodzili, obejrzeli.
– Pośmiali się nawet z całej sytuacji – mówi Dobruk. – Powiedzieli, że gdybym sobie jeździł przez pole do czeskiej szosy, to nic by mi nie mogli zrobić. Ale że zrobiłem mostek, to może być kłopot.
www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100130/REPORTAZ/73968611
--
Księstwo Cieszyńskie