Dodaj do ulubionych

Drodzy forumowicze, doradzcie

29.10.08, 13:28
Witam,

Przeczytałam Wasze forum w miarę skrupulatnie. Proszę - doradzcie.
Mieszkam teraz z rodziną na południu Francji. Wydawałoby się - raj. Żyje się
tu wygodnie, jedzenie dobre, klimat łagodny, ludzie - na pierwszy rzut oka -
usmiechnięci.
Ale przyznam szczerze - to chyba nie jest miejsce dla nas smile Francuzi są "za
bardzo poukładani", po skończeniu podstawówki decydują się na zawód, którego
się uczą, a potem pracują w nim do końca życia. Całe dnie od 9 do 18 - od
niemowlęctwa do emerytury - spędzają w żłobku, przedszkolu, szkole, pracy.
Praktycznie nie widzą swoich dzieci. Dziećmi zajmują sie wyspecjalizowane
instytucje. Wszystkim tutaj zajmują się specjaliści.
Francuzi nie przepracowują się, nie są też specjalnie ambitni - ale całe dnie
spędzają w pracy. Całe życie odbębniają. Nie ma tu raczej miejsca na kulturę,
prócz kultury jedzenia (która jest fantastyczna smile.
Prócz tego średnio lubią emigrantów. Uważają, że Francja to jest najlepszy
kraj na ziemi, a oni sami - obywatele nr 1, z którymi nikt się nie równa. Nie
są też zbyt ciekawi innych kultur...
I jeszcze jedna zabawna rzecz - Francuzi nie lubią chodzić. Jeżdzą wszędzie
samochodem. Czasem nawet nie budują chodników - bo po co. Mają piękne lasy,
ale nikogo nigdy tam nie spotkaliśmy. To oczywiście ich kraj i ich wybór. Ale
dla nas są jednak chyba zbyt odlegli kulturowo.

Z drugiej strony to naprawdę pogodni ludzie, umieją ze sobą żyć w zgodzie,
pomagają sobie, uśmiechają się do siebie na ulicach, rozmawiają w korkach -
to, czego zupełnie nie umieją Polacy. Mają też niezłą opiekę zdrowotną. No i
te ich ryby i reszta jedzenia - coś wspaniałego.

Przyznam szczerze - nie chcę, żeby moje dziecko wyrosło na Francuza smile To nie
jest nacjonalizm, cenię Francję, ale jak już wspomniałam - to chyba nie to.
Mamy jeszcze jakiś rok-1,5 na podjęcie decyzji, czy tu czy w Czechach - moment
graniczny to pójście dziecka do przedszkola. O powrocie do Polski raczej nie
myślimy...Mamy wrażenie, że nikt ani nic tam na nas nie czeka smile

Myślicie, że Czechy mogły by nam się spodobać?
Edytor zaawansowany
  • gambriunus1 29.10.08, 15:50
    Na podstawie osobistego doswiadczenia odpowiem krotko: Czechy to
    dobre miejsce do zycia dla Polaka i uwazam, ze nie bedzie to zla
    decyzja gdy zechcecie tutaj zamieszkac.
    Dziwi mnie to co piszesz na temat Francji, ale chyba wypada Ci
    wierzyc skoro tam mieszkacie smile
  • uli 29.10.08, 17:02
    Dzięki za odpowiedzi smile

    Hehe, nas też wiele rzeczy tu zdziwiło i nadal dziwi tongue_out Dlatego teraz
    przymierzamy się bardzo pomału i z zimna krwią do kolejnej przeprowadzki - nie
    tak jak ostatnim razem wink
    Co do Francji - oni to skrupulatnie maskują, że tacy są tongue_out np mit 35
    tygodniowego tygodnia pracy. Siedzą od świtu do zmierzchu w robocie, piją z 8
    kaw dziennie i mają 2-godzinny obiad w środku dnia - tak, wykroi się z tego max
    7 godzin pracy dziennie wink Przy 10-11 godzinach w pracy. Rewelacja wink
    Mój mąż widuje dziecko głównie w weekendy. Dziwi się, że tak się rozwinęło przez
    tydzień, a on tego nie zauważył smile

    A południe i tak jest ponoć luźne jeśli chodzi o pracę. Co do znajomości
    francuskiego - trudno powiedzieć. Ja znam, mąż nie i radzi sobie, ale pracuje w
    firmie, w której obowiązuje angielski. Na południu brak znajomości francuskiego
    to chyba nie taki problem, wiadomo - turyści itd.
    Czy czeski jest trudny? Wydaje mi się, że nie, w końcu czeski i polski to był
    przecież kiedyś jeden język. Dobrze mi się wydaje smile ?
  • gambriunus1 30.10.08, 07:44
    Wedlug mnie czeski nie jest trudny dla Polaka jesli poprzestaje sie
    na zwyklej, codzienej komunikacji, bez zbytniego kontrolowania
    poprawnosci itd.. Trudnosci moga sie pojawic gdy chcesz sie
    poslugiwac czeskim perfekt w mowie i pismie. Tutaj takie
    zwykle "samouctowo" nie wystarcza, mimo tego ze polski i czeski sa
    podobne.
  • aniiiah 30.10.08, 10:35
    Powiedziałabym nawet, że "samouctwo" nie wystarcza właśnie DLATEGO,
    że czeski i polski są podobne. To podobieństwo na pewno
    pomaga "załapać" podstawy, rozumieć gramatykę i rozumieć, co inni
    mówią, ale problemem jest mieszanie końcówek polskich i czeskich,
    odmian itd.
  • daghda.irish.pub 29.10.08, 15:54
    Jakoś mnie nie dziwią Twoje (Uli) wypowiedzi - Francuzi są mało gościnni jeżeli
    chodzi o obcokrajowców. Ich kraj jest we wszystkim "naj", bez znajomości
    francuskiego to lepiej się (podobno) nie ruszać...

    Może nie będzie tak pięknie, jak na południu Francji, ale Czechy też się mogą
    podobać. Jedzenie, kulruta, ludzie... coś się znajdzie wink

    --
    Šedá špína škodí.
  • aniiiah 29.10.08, 16:46
    Mój kamyczek do Twojego ogródka:

    -Czesi obcokrajowców też nie kochają i z tego, co obserwuję, średnio
    interesują ich inne kultury. Oczywiście, podejście do osoby mówiącej
    w języku czeskim jest zupełnie inne i nawet całkiem przyjazne. Poza
    tym - przynajmniej w Pradze - nie mają wyboru i musieli się
    przyzwyczaić wink

    -Czesi chodzą i w ogóle dużo sportują. Pod tym względem nie są nam
    bliscy kulturowo, ale to chyba na plus smile

    -Czesi nie uśmiechają się do obcych na ulicach i nie rozmawiają w
    korkach, czyli zupełnie jak my Polacy, ale dla odmiany są zgodni i
    opanowani;

    -jeśli lubisz kuchnię francuską (czyli innymi słowy, jeśli cenisz
    dobrą kuchnię), niestety spotka Cię zawód, chyba że planujesz Pragę,
    gdzie jest duży wybór restauracji kuchni światowej.
  • uli 29.10.08, 17:12
    O - chodzą, świetna wiadomość wink
    Nie uśmiechają się - trudno, byleby się nie wykrzywiali smile
    Co do kuchni francuskiej - to nawet nie chodzi o restauracje czy konkretne
    przepisy. Oni tu mają świetne żarcie w sklepach, mało dodatków i konserwantów,
    chleb jest pyszny, jedzenie świeże. Nie zdarzyło nam się kupić niczego starego
    (np zamazana data, stare, fuj, ryby), co nam się notoryczne zdarzało w
    Katowicach czy Krakowie, gdzie mieszkaliśmy przed wyjazdem. W ogóle, tak
    odbiegając od tematu, to oni tu nie mają w zwyczaju się oszukiwać (dziwne bardzo
    wink. Może dlatego się do siebie usmiechają - bo nie muszą się wzajemnie
    podejrzewać - taka umowa społeczna.
  • aniiiah 29.10.08, 17:26
    Myślę, że Czesi też są bardzo uczciwi, przynajmniej takie mam
    doświadczenie smile
    Jakość produktów żywnościowych w sklepach raczej ok (pomijając
    warzywa, o których dyskusję pewnie już widziałaś wink
  • kropkacom 29.10.08, 17:50
    > Jakość produktów żywnościowych w sklepach raczej ok (pomijając
    > warzywa, o których dyskusję pewnie już widziałaś wink

    No i ze świeżymi rybami krucho smile
    --
    "Możecie mówić o Czechach jak najgorzej - nie ruszy ich to. Najwyżej potwierdzą,
    że macie rację. Ale niech się tylko dowiedzą, że benzyna podrożała - usta im się
    nie będą zamykały od przekleństw".
  • aniiiah 29.10.08, 17:53
    Na szczęście w puszkach importują z Polski big_grin
  • daghda.irish.pub 29.10.08, 18:37
    ...a w Tesco to i żywiecką czy krakowsą można kupić (Kania).

    --
    Šedá špína škodí.
  • cypron 29.10.08, 21:24
    aniulka jeszcze bolsa importuja. wodka wodka leczy, zawsze slowaczkom wegierskim
    polecam pol na pol z czajem na rime, ale jak to mowi Milan wodke pija dzieci i
    polacy smile. przyjezdzajcie do Czech tutaj cos fajnego zawsze sie znajdzie, ja
    naprzyklad lecze czechow w bilarda (FAJNIE) i ta mina Damianie jest bezcenna jak
    czarna wpada i musza krzysiowi czapowane postawic. aaaaaaaaa jest pieknie
  • daghda.irish.pub 29.10.08, 18:43
    Brno je zlatá loď - może ja jestem zbyt zauroczony Morawami, ale ludzie
    są tutaj trochę inni, niż te tłumy w Pradze. Fakt, jeżeli się mówi po czesku, to
    traktuja cię jak "prawie swojego". Gorzej mają się Hindusi czy Rosjanie, których
    to jakoś jakby unikają... ale to tylko moje własne obserwacje wink

    Czesi dzielą się na tych, co sportują albo siedzą w knajpie big_grin Czyli zawsze ma
    się dwa wyjścia wink

    Ja nie wiem, ale z tym uśmiechaniem się u mnie to działa inaczej... zawsze ktoś
    do mnie zagada, przywita się, pozdrowi. Jak odkrywają, że nie jestem z CZ/SK -
    mina bezcenna ;D

    Z tym dobrym jedzeniem to bym tak nie przesadzał i nie stawiał wiecznie Pragi na
    piedestale - w Brnie też można smacznie i dobrze zjeść.

    Jednym słowem, co "kraj" to obyczaj wink

    --
    Šedá špína škodí.
  • uli 29.10.08, 22:52
    Ale miło piszecie o tych Czechach, dzięki wielkie za odzew big_grin
    Bardzo miło piszecie i nowa nadzieja pojawia się w naszym życiu tułaczy -
    poszukiwaczy smile

    Pozdrawiam i zabieram się za dalszą lekturę forum.
  • wislok1 29.10.08, 21:53
    Jak wam się we Francji nie podoba, to w Czechach dopiero wam się nie będzie podobać
    --
    Księstwo Cieszyńskie
  • wislok1 29.10.08, 22:15
    Przygotujcie się na skokowy spadek realnych zarobków.
    Fajnie się wybrzydza na Francję. Ale bez znajomości czeskiego
    kokosów finansowych nie będzie.
    Trudno żeby Francuzi was uważali za swoich, skoro nie mówicie na co dzień po
    francusku.
    I stąd wasze problemy.

    Czech akceptuje Polaka czy Słowaka, bo wszyscy mamy prawie taką samą mentalność
    ( bajki o tym, że Czesi są inni, mnie śmieszą ).
    Inność ta poza wyborem wódka zamiast piwo, jest iluzoryczna.
    Po prostu ja mieszkając na pograniczu nie widzę realnej różnicy między PL a CZ.
    Może kiedyś Polacy byli wielkimi romantykami, ale teraz to historia.
    Śląsk polski czy czeski - te same blokowiska, kopalnie, zadbane domy
    jednorodzinne, hipermarkety, odnowione starówki, te same auta na ulicach, nowe
    drogi,itd.
    Współcześni Polacy i Czesi różnią się językiem



    --
    Księstwo Cieszyńskie
  • uli 29.10.08, 22:18
    Ale ja mówię po francusku na codzień. Nie mamy żadnych problemów prócz (sic!)
    tego, że coś nam tu kurcze nie pasi wink Może o prostu nie nadajemy się do raju.
  • uyu 29.10.08, 22:57
    hm... od mojego wyjazdu z kraju minelo prawie cwierc wieku z czego
    21 lat spedzilam we Francji. Dwa lata na poludniu, a reszte w Lille
    do ktorego do dzis 'przynaleze' administracyjnie (bank, Trésor
    public, Sécurité sociale). Pozostale kilka lat spedzilam
    pomieszkujac w roznych miejscach na ziemi, w tym ostatnie pol roku w
    Czechach. Dokladniej na Morawach, i bardzo sobie to chwalimy oboje.

    Wbrew temu co pisze wislok najwieksze roznice widze pomiedzy Polska
    a Czechami - na korzysc Czechow. Jest to moje subiektywne odczucie
    ale mam prawo je wyrazic tym bardziej dlatego, ze mam skale
    porownawcza po 20 miesiacach spedzonych w Polsce.
    Pogranicze to nie caly kraj, a poludniowe Morawy to nie polnocne.
    Roznica jest widoczna i bardzo wyraznai.

    Czujemy sie tu tak dobrze, ze postanowilismy sie juz stad nie
    ruszac. Nasze podrozowanie po swiecie ograniczy sie do kilku
    wyjazdow, bez potrzeby migrowania od kraju do kraju.

    Oponentom z gory odpowiadam, ze nie twierdze ze w Czechach zamiast
    deszczu pada wino lub piwo a ptasie guano zmienia sie w zloto.
    Ale nikt nie zaprzeczy, ze relacje miedzyludzkie sa prostsze. No i
    nie ma tego paskudnego klucia w oczy "patrzta ludzie co ja mam i kim
    ja jestem".
    Od pieciu miesiecy naleze do klubu Nording Walking i dopiero
    przedwczoraj zupelnym przypadkiem (dyskusja o sponsoringu klubu)
    dowiedzialam sie, ze jedna z kolezanek jest radna, ktos inny
    wlascicielem wielkiej firmy, jeszcze inny lekarzem itp.
    Najwazniejsze jest wspolne chodzenie i dobra zabawa oraz udane
    zakonczenia naszych rajdow w hospodkach, a nie kto co robi i ile
    zarabia. Wszyscy sa na ty i wszyscy tak samo dogorywaja pod koniec
    rajdu.

    No i trafilismy na mieszkanie perelke. Mury 70 cm grubosci, ale
    chocby mialy tylko 5 cm to i tak sasiadow wcale nie slychac.
    Kultura smile

    --
    Jdu, nevím kam, ale těším se. /Luba Skořepová – herečka/
    Dwa lata na koncu swiata www.uyu.bloog.pl/
  • uli 30.10.08, 00:15
    To bardzo ciekawe co piszesz, Uyu. Twoje doświadczenie jest imponujace,
    podziwiam. Jak zniesliscie te wszystkie przeprowadzki?? Jak rozwiązujesz problem
    ubezpieczenia, emerytury itd? Ubezpieczacie się w dwóch państwach??

    Przynam szczerze, że i ja marzę o tym, żeby znaleźć takie miejsce, z którego nie
    będzie nam się chciało ruszać. Na razie mam wrażenie, że cały czas jestem na
    takich długich, dziwnych wakacjach. Może to jakas choroba przeprowadzkowa. A
    może nie wszyscy sa stworzeni do emigracji, a Czechy to taka "tylko trochę"
    emigracja?

    To co piszesz o ludziach z Nording Walking - i o tym, że nieistotne, jakie kto
    zajmuje stanowisko, to chyba najlepszy dowód na klasę człowieka. Że widzi w
    innych ludziach tylko ludzi, a nie potencjał, jaki może dana znajomość nieść.
    Francja (a może jeszcze bardziej Polska?) jest niestety antyprzykładem.
    Jakie są Twoje wspomnienia z Francji?

    Pozdrawiam

    U
  • uyu 15.12.08, 23:15
    Jestesmy ubezpieczeni w Sécurité sociale. Skladki odciagaja nam od
    dochodow we Francji. Za pomoca unijnego formularza w
    zarejestrowalismy sie czeskiej w ubezpieczalni. W ten sposob koszty
    naszego leczenia automatycznie pokrywa Séc.Soc.
    Poza Europa placilismy wazne na caly swiat specjalne dodatkowe
    ubezpieczenie dla wychodzcow.

    Nie wszyscy sa stworzeni do migracji. Znam wielu ludzi, ktorzy z
    pewnoscia lepiej czuliby sie zostajac w rodzinnym kraju. I nie
    dotyczy to tylko Polakow.

    --
    Jdu, nevím kam, ale těším se. /Luba Skořepová – herečka/
    Dwa lata na koncu swiata www.uyu.bloog.pl/
  • wislok1 30.10.08, 00:12
    No, ale wy jako para nie mówicie po francusku z Francuzami.
    Francuzi mają fioła na punkcie swojego języka
    --
    Księstwo Cieszyńskie
  • uli 30.10.08, 00:24
    Nie wiem jak Ci to wyjaśnić, ale problemem nie jest język.
  • gambriunus1 30.10.08, 07:40
    He he, mysle, ze taki wewnetrzny dyskomfort polegajacy na tym, ze
    niby wszystko jest OK, ALE JEDNAK COS NIE TAK (i czasem trudno
    powiedziec nawet co...) sa bardzo dobrym wskaznikiem na to czy
    idziemy w dobrym czy zlym kierunku....powodzenia!smile
  • uli 29.10.08, 23:58
    Co do zarobków, mój mąż jest w tej szczęśliwej sytuacji, że to właściwie zawsze
    praca jego szukała, pracował dla Holendrów bez znajomosci holenderskiego, teraz
    pracuje dla Francuzów bez znajomosci francuskiego - za godziwy piniądz. Tak to
    już jest w branży IT, na razie. Robilismy research płacowy, szczerze mówiąc
    wyszlibysmy na tym chyba lepiej, bo tu nie jestesmy w stanie odkładac zbyt wiele
    - mieszkanie jest drogie. A wkrótce bedziemy potrzebowali osobnego pokoju dla
    dziecka, mieszkanie z dwiema sypialniami to jest tutaj minimum 1000 e uncertain
    Podejrzewam, że to ze mną byłby większy problem w Czechach. Zakładam jednak, że
    czeski to nie chiński...
    Moim zdaniem Czesi i Polacy róznią się - widać to choćby w kinematografii.
    A z realnych różnic między naszą ojczyzną a Czechami - to służba zdrowia jest
    jednak wielkim nieodrobionym zadaniem domowym Polaków.
  • wislok1 30.10.08, 00:09
    W kinematografii ?!
    Zdaniem Czechów ich kino jest teraz do d... i dziwią się zachwytom Polaków
    --
    Księstwo Cieszyńskie
  • uli 30.10.08, 00:18
    Skończyłam szkołę filmową, trochę tych filmów pooglądałam. Uważam, że czeska
    kinematografia jest świetna. Współczesna wcale nie gorsza. To moje prywatne
    odczucie...Dla mnie to jest ważne, że oni się nie snobują.
  • aniiiah 30.10.08, 10:46
    Będę się upierać, że różnice w mentalności są spore i że nie są to
    bajki.

    Na przykład, "współczesny" Polak, taki powiedzmy 25-letni lub
    starszy, na 90% został ochrzczony, prowadzany od małego na religię
    do domu katechetycznego, uczony "Aniele Boży Stróżu mój" itd. Moim
    zdaniem ma to ogromny wpływ na to, jak widzi rzeczywistość, nawet
    jeśli deklaruje się jako osoba niewierząca (już sama taka deklaracja
    w ustach Polaka to spory wyczyn na płaszczyźnie społeczno-
    rodzinnej). Przeciętnego Czecha transcendencja nie dotyczy i nie
    porusza. "Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową"
    to dla nich taka trochę niezrozumiała, abstrakcyjna komedia.

    Taki przykład mi się z rana nasunął...
  • gambriunus1 30.10.08, 11:07
    Chcialas powiedziec: "przecietnego Czecha w Pradze..." Inaczej sie
    te sprawy maja juz chociazby na Morawach gdzie wrazliwosc na
    transcendencje wydaje sie byc znaczenie wieksza.

    A ten brak wrazliwosc na sprawy niematerialne (przesuniecie punktu
    ciezkosci z byc na miec) to niestety nie tylko problem Czechow, ale
    generlanie Europy Zachodniej i, tak jak napisala Uli, nawet w raju
    typu poludniowa Francja moze byc trudno odnalezc sie komus w kim juz
    kiedys jakas wrazliwosc bedaca czyms wiecej niz potrzeba fajnego
    zycia i powierzchownego dobrobytu byla choc troche zaszczepiona
    (moze moje wniski sa zbyt dalekosiezne; nie wiem tak naprawde co
    doskwiera Uli w poludniowej Francji, ale skoro tam taki raj a jednak
    jest cos nie ok to domyslam sie ze moze chodzic wlasnie o cos
    takiego).
  • aniiiah 30.10.08, 11:13
    Masz rację, w dużej mierze dotyczy to właśnie Prażaków. I masz też
    rację, że jest to problem nie tylko Czechów (choć to Czechy są
    najbardziej ateistycznym krajem Europy). To, co piszesz o
    wrażliwości i potrzebie czegoś więcej, w Czechach spotyka się z
    zimnym prysznicem.
  • gambriunus1 30.10.08, 11:51
    Tak, tylko ze w moim odbiorze ten zimny prysznic jest znacznie
    lagodzony przez bliskosc kulturowa, historyczna, jezykowa itd.
    miedzy Polska a Czechami (ktos tu nawet napisal ze emigracja do
    Czech to taka tylko troche emigracja i ja sie z tym zgadzamsmile)
    Uwazam, ze jesli jakis Polak odbarzony wrazliwosci i majacy potrzeby
    trancendencji przyjezdza do Czech to moze je spokojnie tutaj
    realizowac jesli tylko chce. Obawiam sie, ze w innym kraju Europy
    Zachodniej polskosc moze zostac konkretnie stlumiona ze wzgledu na
    duze roznice na wielu poziomach. Ale zalezy to oczywiscie od danego
    przypadku i determinacji danej osoby w walce o swoja tozsamosc.
    Wydaje mi sie jednak, ze latwiej zostac Polakiem i czuc sie dobrze w
    Czechach niz w innym kraju Europy Zachodniej. Po prostu jestesmy do
    siebie bardziej podobni.
  • aniiiah 30.10.08, 11:58
    Pewnie, że tak. Oczywiście to banał, ale mamy wspólną przeszłość
    (komunizm i wszystko, co za tym idzie), łączy nas "wschodniość" wink
    itp. Polakowi w Czechach nie grozi raczej poczucie wyobcowania.
  • uli 30.10.08, 13:09
    Hehe, wydaje mi się, że może chodzić właśnie o tą transcendencję. Jest takie
    opowiadanie Nikolaja Gogola ("Wij"), w którym jest opisane, jak kozacy wiozą
    jednego studenta, mają go dowieźć na miejsce i nie wypuszczać za żadne skarby.
    Po drodze w karczmie się upijają, i te groźne chłopy płaczą nad swoim losem,
    zwłaszcza nad losem jednego kolegi, który jest sierotą. student chce uciekać,
    ale sam też w końcu uznaje, że jest nie w nastroju, no i poza tym jest za bardzo
    pijany, żeby to zrobić. Więc kozacy i nad nim się litują i opłakują jego los.

    Nie chcę pisać, że tego mi brakuje, ale coś w ten deseń wink Że są jednak jakieś
    uczucia, mimo, że sprzeczne, to jednak są wink
  • uyu 15.12.08, 23:20
    uli,
    naprawde sadzisz, ze francuska literatura i sztuka jest pozbawiona
    glebszego sensu?
    A propos, zauwazylam, ze francuskie kino, sztuka, architektura i sam
    kraj ciesza sie tu wielkim zainteresowaniem i sympatia.

    --
    Jdu, nevím kam, ale těším se. /Luba Skořepová – herečka/
    Dwa lata na koncu swiata www.uyu.bloog.pl/
  • uli 15.12.08, 23:48
    Uyu,

    Gdzie ja to napisałam, wskaż mi proszę.
    Uwielbiam literaturę i sztukę francuską.
    Nie uwielbiam we Francji oddawania dziecka do żłobka od poniedziałku do piątku w
    3 mies życia. A na sobotę do opiekunki. Nie uwielbiam wybielania spraw Algierii
    (kulturalne kolonie).
    Lubię Francję ale słabo mi się robi na myśl, że miałabym tu przeżyć całe życie.
  • daghda.irish.pub 30.10.08, 16:13
    Eee, Ania - ja tak miałem, znamy się - czy ja pasuję w te ramy?

    big_grin big_grin big_grin

    --
    Šedá špína škodí.
  • wislok1 31.10.08, 15:07
    Na Zaolziu procent wierzących sięga w wielu miejscowościach 90%
    Poza tym Polsce mamy rytuał, tradycję chodzenia do Kościoła, a nie wiarę.
    To chodzenie spływa po ludziach i śladów w mentalności nie widać poza moherami
    --
    Księstwo Cieszyńskie
  • uli 29.10.08, 22:53
    Skąd ta analogia?? Czy Czechy są podobne do Francji??
  • uyu 29.10.08, 23:11
    Zeby bylo obiektywnie spytalam meza, ktory stwierdzil, ze pod
    wzgledem zyciowego tempa Czesi zyja lepiej i starannie unikaja
    niepotrzebnych stresow. Oboje uwazamy, ze sa troche jak ostrygi,
    trzeba ich poznac zeby sie otworzyli. Sa o wiele spokojniejsi od
    Francuzow, no chyba, ze sa w hospodce wink

    --
    Jdu, nevím kam, ale těším se. /Luba Skořepová – herečka/
    Dwa lata na koncu swiata www.uyu.bloog.pl/
  • wislok1 30.10.08, 00:16
    Co prawda mniejszy typ. Ale zawsze.
    A tak na serio:
    Francuzi są przeświadczeni o własnej genialności,
    a Czesi tak jak Polacy i Słowacy wyznają zasadę:
    tam dobrze, gdzie nas nie ma i na swój kraj psioczą, a cudzy chwalą.
    Generalnie zawsze chwalą kraje na zachód od siebie, hehe
    --
    Księstwo Cieszyńskie
  • uli 30.10.08, 00:26
    Ano chwalą smile Póki nie wyjadą... wink
  • uyu 30.10.08, 00:47
    wislok,
    mozesz mi powiedziec gdzie i w jaki sposob tak doglebnie poznales
    Francuzow ?

    Nie sadzisz, ze rozsadniej jest pisac o tym co sie zna?

    Z mojej strony nie wydaje opinii o, np. Wietnamczykach, bo znam ich
    tylku kilkoro, i w tych kilkoro jest pazerna idiotka, doskonaly i
    bardzo ludzki lekarz, byla portowa dziwka i farmaceuta. I dlatego,
    ze tych kilkoro oceniam jako ludzi, a nie jako narod, nigdy nie
    powiem, ze wszystkie Wietnamki to pazerne idiotki i portowe dziwki a
    Wietnamczycy to wspaniali lekarze i farmaceuci.

    Kazdy narod ma swoj wlasny odsetek durniow i medrcow, wiec bez
    przesady.

    --
    Jdu, nevím kam, ale těším se. /Luba Skořepová – herečka/
    Dwa lata na koncu swiata www.uyu.bloog.pl/
  • slavko2 30.10.08, 10:11
    w 21 wieku w świecie mediów elektronicznych nie trzeba jechać do
    Francji aby mieć pogląd na temat tego kraju i ludzi. A ze ten obraz
    jest pesymistyczny to nie miej pretensji do wiśloka czy innych ze
    tak oceniaja Francuzów. Oni tacy są i te twoje zaklęcia na nic sie
    nie zdadzą
  • uyu 30.10.08, 10:25
    Postrzeganie innych w duzym stopniu zalezy od tego w jaki sposob
    widzimy sami siebie.
    Kompleks nizszosci leczy sie ale to trudna i dlugotrwala kuracja.
    Tym bardziej, ze czesto przeksztalca sie w niezdrowa niechec.

    To czy ktos lubi Francuzow, Czechow, Polakow i innych jest mi
    doskonale obojetne, a programowa niechec do kogokolwiek uzasadniona
    tylko tym co ktos gdzies tam wyczytal cos swiadczy tylko o braku
    wyobrazni i ograniczonych horyzontach.
    Nie lepiej to myslec samodzielnie ?
    No tak, ale to boli.
    wink

    PS. Jesli ktokolwiek opiera swa wiedze o Francji na relacjach pani
    Tadeusiak z TVP 1, to mi go sterdecznie zal. Owa pani ma niezdrowa
    tendencje do mylenia rzeczywistosci z tym co sie jej zdaje. Zalosna.

    --
    Jdu, nevím kam, ale těším se. /Luba Skořepová – herečka/
    Dwa lata na koncu swiata www.uyu.bloog.pl/
  • uli 30.10.08, 10:57
    A co to za Pani Tadeusiak? i co mówi o Francji?

    Jak dla mnie to słowa takie jak niechęć do Francuzów czy Polaków są za duże.
    Lubię Francję, lubię i Polskę. Ale to tak jakby przekonywać jarosza, że bitki i
    szynka parmeńska są najsmaczniejsze. Może i są, ale jak ktoś z zasady nie je
    mięsa to i tak na nic mu bitki i szynka, tylko się zniesmaczy.
    Tako jak i to nasze Lazurowe. Myślę, że Lazurowe jest w sam raz na późną
    emeryturę smile
  • slavko2 30.10.08, 11:20
    a wiec Twoim zdaniem szukając info o Francji i Francuzach jesteśmy
    skazani na panią Tadeusiak?smile) smieszniutkie to co piszesz, nie wiem
    skad to zacietrzewienie, zrobiła Ci coś. Ja w ocenie kraju zdaje sie
    na fakty. Jeśli w 2002 lub 2003 prezydent Francji, a wiec osoba
    numer 1 w państwie zwraca sie do Polski z obelgami nota bene nie
    przyjętymi w świecie dyplomacji ,,macie siedzieć cicho'' czego nawet
    publicznie Brezniew za głebokiej komuny nie osmielił sie powiedzieć
    to chyba cos jest nie halo. Ja nie wiem jak Ty to nazwiesz, dla mnie
    to jest chamstwo w największym wydaniu i nic nie zmienią Twoje
    zapewnienia ze kazdego człowieka trzeba oceniac indywidualnie. Nie
    wim równiez o jakich kompleksach byłas miła napisać, czy to
    jesytmoze prztyczek do mnie? jeśli tak to powiem krótko jestes
    załosna
  • gambriunus1 30.10.08, 13:06
    Niestety: 10/10 slavko2.

    Tak sie rozgadalismy na temat jedzenia, stosunku do chodzenia i do
    pracy Francuzow, ze pewnie Uyu zapomniala o polityce...smile ale
    tamtego incydentu nie sposob zapomniec. To chyba jeden z kolejnych
    argumentow dla Uli zeby jednak wybrala Czechy. Chyba nie jest milo
    zyc w panstwie gdzie maja nas za cos gorszego i jawnie daja to do
    zrozumienia......
  • uli 30.10.08, 13:26
    Francuzi się strasznie nabijają z Sarko smile On też jest przecież półwęgrem i
    półgrekiem (zdajsie) - więc nie jest to chyba rdzennie francuski konserwatyzm.
    Czy to z resztą jest powazne pobierać się z topmodelką i chodzić w butach na
    obcasach?
    Co nie zmienia faktu, że ktoś przecież na niego głosował. Ale to chyba nie tylko
    problem Francji, tylko wielu państw europejskich, w których wybory wygrali
    radykałowie.
    Abstrahując jednak od polityki - gdzieś tam między słowami jest taki bardzo
    słaby cień podejrzenia, że jesteśmy troglodytami wink Może z resztą i słuszny wink

    Na rozładowanie atmosfery - dowód na to, że Francuzi mają poczucie humoru smile
    www.youtube.com/watch?v=GAONkS06LFU
    Pozdrawiam
  • bohemian1 30.10.08, 16:36
    ...mhm, moje nedrazsi, blondate slunicko je z Nimes, a Provence i
    Moravu milujeme shodne a ty vina, tam i tu...
  • uli 30.10.08, 18:11
    Skąd ten wniosek? Doceniać to co innego niz miłowac wink
  • uli 30.10.08, 18:33
    Gdyby chodziło tylko o jedzenie, to chyba nie miałabym żadnych wątpliwości, co
    wybrać smile Nie byłoby tego wątku.
  • daghda.irish.pub 30.10.08, 16:23
    uyu napisała:

    > Kazdy narod ma swoj wlasny odsetek durniow i medrcow, wiec bez
    > przesady.
    >

    AVE - święte słowa.

    --
    Šedá špína škodí.
  • daghda.irish.pub 30.10.08, 16:21
    wislok1 napisał:

    > Co prawda mniejszy typ. Ale zawsze.
    > A tak na serio:
    > Francuzi są przeświadczeni o własnej genialności,
    > a Czesi tak jak Polacy i Słowacy wyznają zasadę:
    > tam dobrze, gdzie nas nie ma i na swój kraj psioczą, a cudzy chwalą.
    > Generalnie zawsze chwalą kraje na zachód od siebie, hehe

    Chyba jest trochę na odwrót - więcej to marudzimy my i Słowacy. Czechom się u
    siebie podoba (przynajmniej na Morawach i Śląsku), z moich znajomych Pepików,
    którzy mogą marudzić - na palach jednej ręki mogę policzyć. Dwóch uwielbia
    Niemcy i wszystko tamtejsze jest lepsze a jeden dla przykładu... woli Chorwację.

    --
    Šedá špína škodí.
  • uyu 30.10.08, 21:53
    uli napisala:
    "Francuzi się strasznie nabijają z Sarko smile On też jest przecież
    półwęgrem i półgrekiem (zdajsie) - więc nie jest to chyba rdzennie
    francuski konserwatyzm."

    Bo Francuzi maja poczucie humoru i ogromna tradycje satyry
    politycznej. O tym, ze Sarkozy jest konserwatysta slysze po raz
    pierwszy w zyciu. Moze cos umknelo mojej uwadze, bo od zawsze
    wystepowal w barwach partii gaullistowskiej. Tego, ze gaullisme nie
    ma nic wspolnego z konserwatyzmem, wrecz przeciwnie, jest
    powszechnie znane na calym swiecie.

    "Czy to z resztą jest powazne pobierać się z topmodelką i chodzić w
    butach na obcasach?"
    To z kim spi Sarkozy, legalnie czy nie, oraz jak sie ubiera tak
    naprawde nikogo nie interesuje. Choc przyznac trzeba, ze pod wplywem
    szmatlawej prasy dla gawiedzi, dobry obyczaj nieinteresowania sie
    zyciem prywatnym politykow zdaje sie odsuwac na dalszy plan.

    "Co nie zmienia faktu, że ktoś przecież na niego głosował. Ale to
    chyba nie tylko problem Francji, tylko wielu państw europejskich, w
    których wybory wygrali radykałowie."

    Prezydentury Sarkozy'ego nie nazwalabym problemem. Wole miec
    dynamicznego prezydenta na obcasach i zona top modelka od
    zapyzialego paranoika cierpiacego na manie przesladowcza.
    Sarkozy radykalem? A od kiedy to?
    Kto na niego glosowal? 53 % Francuzow, ktorzy pomimo tego, ze od
    dwoch kadencji socjalistycznej prezydentury Mitterand'a dzielily
    dwie kadencje gaullisty Chirac'a, nie zapomnieli balaganu jaki
    pozostawili po sobie socjalisci.
    Ja takze glosowalam na Sarkozy'ego i nie zaluje choc nie we
    wszystkich punktach sie z nim zgadzam.

    "Abstrahując jednak od polityki - gdzieś tam między słowami jest
    taki bardzo słaby cień podejrzenia, że jesteśmy troglodytami wink Może
    z resztą i słuszny wink"
    Sformulowanie ktorego swego czasu uzyl Jacques Chirac w stosunku do
    polskiej polityki europejskiej elegancja dorownywalo tejze polityce,
    ktora mozna zreasumowac jednym zdaniem: Europa jest be, europejski
    szmal jest cacy.


    "Na rozładowanie atmosfery - dowód na to, że Francuzi mają poczucie
    humoru smile www.youtube.com/watch?v=GAONkS06LFU
    Pozdrawiam"

    Jako dodatkowe dowody francuskiego poczucia humoru wymienie takie
    postacie jak: Guy Bedos, Michel Audiar, Couluche, Alphonse Allais,
    Jean Amadou, Philippe Bouvard, Stéphane Collaro, Jacques Marti,
    Audiar, Devos, Desproges i wielu, wielu innych z pokolenia Canal+.


    PS. O tym, ze sie zna i rozumie jakis kraj, jego jezyk, zwyczaje i
    kulture mozna powiedziec wtedy gdy rozumie sie jego komikow i poetow.


    --
    Jdu, nevím kam, ale těším se. /Luba Skořepová – herečka/
    Dwa lata na koncu swiata www.uyu.bloog.pl/
  • mateuszkrzeszowiec 30.10.08, 23:11
    Podoba mi się na lazurowym wybrzeżu. Znajomi z pracy nie traktują mnie (chyba)
    jak zadżumionego, staram się interesować tym co się dzieje we Francji. To tak
    gwoli wstępu żeby rozwiać ewentualne wątpliwości o mojej złej woli czy niechęci
    do Francuzów.

    O Sarko:
    Sugeruję poczytać wypowiedzi Nicolasa, tak nie wypowiada się socjalista. Może
    trafiłem na jakichś dziwaków ale raczej wstydzą się swojego prezydenta. Jest za co.

    Nie twierdzę że nie jest skutecznym politykiem!

    i jego życiu prywatnym:
    zmiana partnera na nowszy i lepszy model po zdobyciu większej władzy jest
    żałosna niezależnie od pozycji i płci.

    o woli wyborców:
    Jarosława Kaczyńskiego również ktoś wybrał.

    i troglodytach:
    Nie mówimy o polityce zagranicznej tylko stosunku do obcokrajowców. Ludzie z
    którymi pracuję bez żenady naśmiewają się z Tunezyjczyków ale może brak mi
    poczucia humoru. Firmę sprzątają emigrantki z afryki.
    Zdanie wypowiedziane w trakcie szkolenia przez prowadzącego szkolenia. Francuza.
    "Jednym z powodów dla których korzystamy z tego rozwiązania jest problem z
    naszymi partnerami w Indiach. Ich developerzy są niedouczeni i nie poradziliby
    sobie z bardziej skomplikowaną technologią"
    Dla tych którzy nie złapali: jak poczułby Hindus siedzący na sali?
  • uli 31.10.08, 00:08
    Zaczynając wątek o Sarkozym, odpowiadałam na posta Slavko - chodziło o wypowiedz
    Sarko "macie siedzieć cicho" (o tym jakoś nie piszesz, ciekawe czemu). I o to,
    że jednak nie należy oceniać całego kraju po osobie prezydenta. Może jednak
    Slavko ma rację, że należy.

    Skoro jednak tak się skupiłaś na prezydencie Francji i jego żonie, to odpisuję.
    1 dama jest osobą publiczną, nie tylko kimś, z kim sypia prezydent. Jest w
    dobrym zwyczaju, żeby nie powiedzieć, obowiązku pierwszej damy, zajmować
    stanowisko w ważnych kwestiach społecznych. U niej to moim zdaniem miałko
    wygląda, moda i miauczące piosenki to jednak mało jeśli chodzi o zainteresowanie
    kwestiami społecznymi. Ale dla mnie to naprawdę nie jest problem, nie ma to
    żadnego wpływu na mój obraz Francji. W ogóle chyba Carla nie usiłuje na nic
    wpłynąć, a przecież mogłaby zrobić dla świata coś dobrego. Taka współczesna
    Antonina. Tyle.

    Zwątpiłam w Sarko, jak pojechał na olimpiadę w Chinach. Prawa człowieka prawami
    człowieka, a interesy interesami. A Francja to duży kraj i MOŻE, w odróżnieniu
    od Polski. Ale rozumiem, że Francja to kraj postkolonialny, z ciągle silnym
    wspomnieniem bycia imperium, stąd może charaker ich polityki. Nota bene wiesz,
    że Francja nie zamierza wypłacić odszkodowań mieszkańcom atolu Mururoa z
    chorobą popromienną? Brzydko, jak dla mnie. Powinni przynajmniej spróbować po
    sobie posprzątać.

    Co do komików i poezji - poezja, literatura, film, mysl francuska są mi o wiele
    bliższe, niż francuska codzienność.
    Wolność, równość, braterstwo, ale tylko między nami, nistety.
    W teorii równe prawa kobiet i mężczyzn, w praktyce Mme [Imię i Nazwisko męża].
    Dodam, ze mamy różne nazwiska i jest to dla mnie podwójnie bezsensowne. Bo
    jestem sobą, nie moim meżem, po drugie - bo naprawdę nie każda kobieta chce
    zmieniać nazwisko. Pewnie zetknełas się z Luce Irgaray, skoro tak długo
    mieszkałas we Francji. Zdziwiło mnie to że korespondencja do mnie przychodzi na
    nazwisko mojego męza.
    Chociaż o tak jest o niebo lepiej niż w Polsce, Polska jest poza konkursem jeśli
    chodzi o prawa kobiet, urlopy macierzyńskie (np posiadając firmę nie mogłam iść
    na urlop wychowawczy. Jak się ma firmę i niemowlaka NIE MOZNA ISC NA URLOP
    WYCHOWAWCZY). Ale nie będę się już wytrząsać nad Polską i Francją, w sumie kogo
    to obchodzi, to przecież forum Czechy.

    A jak jest w Czechach jeśli chodzi np o stosunek płac kobiet i mężczyzn?
  • slavko2 31.10.08, 09:23
    uli pamiętaj ze slavko ma zawsze racjesmile)
    a co do uyu sama widzisz, nie ma co komentować
  • slavko2 31.10.08, 09:31
    a co do Twego zapytania, Czechy mogą sie pochwalić obok Szwecji
    najniższą rozpiętością społeczną, relacje w firmach są bardziej
    partnerskie niz np w Polsce. Na pewno nie miałbys prawa narzekać,
    choć kobiety zarabiają mniej niz mężczyźni, no ale to jest problem
    ogólnoswiatowy
  • uli 31.10.08, 12:02
    Zapamiętałam - Slavko zawsze ma rację wink

    To co piszecie o Czechach brzmi bardzo zachęcająco. Pozostaje nauczyć się
    czeskiego, przyoszczędzić trochu i zaplanować przenosiny.
    Odezwę się za jakiś rok smile

    Danke za rozmowę

    Pozdrawiam serdecznie

    Uli
  • slavko2 31.10.08, 13:10
    tres bien, ale dlaczego masz sie odzywać za rok? tu sais c;est la
    foliesmile)
  • uli 31.10.08, 13:15
    Ha, no tak z grzeczności napisałam, nie mam zbyt wiele do napisania o Czechach,
    póki co mogę głównie czytać smile Chociaż zaczełam się dopisywać do starszych
    wątków, trochę bałaganu Wam tu zrobię, ale niedużo smile
  • slavko2 31.10.08, 14:00
    tu vois ca ce mieuxsmile) spoko z tym balaganem , poczytaj troche
    popisz- juz jesteś mundra, ale jaka mundra będziesz juz za chwile to
    sie w głowie nie mieścismile)
  • uyu 15.12.08, 23:36
    Co do roli pierwszej damy pomylilas kraje. Francja to nie USA.
    Vide Madamme de Gaulle.

    "Nota bene wiesz, że Francja nie zamierza wypłacić odszkodowań
    mieszkańcom atolu Mururoa z chorobą popromienną? Brzydko, jak dla
    mnie. Powinni przynajmniej spróbować po sobie posprzątać."

    Piszesz o czyms o czym nie masz pelnej informacji. Atol jest
    oczyszczony z odpadow radioaktywnych juz od dawna. Sprawa o ktorej
    mowisz dotyczy ludzi ktorzy pracowali przy oczyszczaniu oczyszczaniu
    bunkra w ktorym skladowano wszystko co bylo promieniotworcze, i
    ktorzy na wlasna odpowiedzialnsc nie zakladali ubran ochronnych, co
    sami potwierdzili w tahitanskiej telewizji w programie ktory mialam
    okazje ogladac na zywo. Ci ktorzy ja zakladali nie maja zadnych
    problemow ze zdrowiem
    Spedzilam w Polinezji 2 lata, moj maz 4 w tym 18 miesiecy na
    Mururoa. Zyje i cieszy sie doskonalym zdrowiem.

    "W teorii równe prawa kobiet i mężczyzn, w praktyce Mme [Imię i
    Nazwisko męża].
    > Dodam, ze mamy różne nazwiska i jest to dla mnie podwójnie
    bezsensowne. Bo
    > jestem sobą, nie moim meżem, po drugie - bo naprawdę nie każda
    kobieta chce
    > zmieniać nazwisko. Pewnie zetknełas się z Luce Irgaray, skoro tak
    długo
    > mieszkałas we Francji. Zdziwiło mnie to że korespondencja do mnie
    przychodzi na
    > nazwisko mojego męza."

    Mieszkasz we Francj trzy kwadranse? Nie wiesz o tym, ze kobieta
    zawsze i wszedzie, w kazdej administracji wystepuje pod panieniskim
    nazwiskiem? Ja mam w paszporcie: urodzona Iksinska malzonka
    Ygrekowskiego. Mezow mozna zmieniac, a nazwiska panienskiego nie.
    To na czyje nazwisko przychodzi twoja poczta zalezy tylko od ciebie.
    Karty wizytowe w rodzaju Mr et Mme Thierry Iksinski nie maja nic
    wspolnego z degradowaniem kobiety tylko wynikaja z obyczaju.
    Gdyby bylo tak jak mowisz Sklodowska nie mialaby podwojnego Nobla
    tylko do zakichanej smierci bawilaby szlacheckie bachory na zapadlej
    wsi.


    --
    Jdu, nevím kam, ale těším se. /Luba Skořepová – herečka/
    Dwa lata na koncu swiata www.uyu.bloog.pl/
  • wislok1 31.10.08, 15:13
    No to masz innych znajomych niż ja
    --
    Księstwo Cieszyńskie
  • uli 12.11.08, 12:14
    No i może się uda z tą naszą emigracją z emigracji smile

    Jakie są koszty życia w Pradze? chodzi nam o 3 pok mieszkanie nie-w-centrum (w
    jakimś spokojnym miejscu), ile będziemy musieli wydać na życie (3-os + kot):
    jedzenie, telefon, internet, bilet mies, przedszkole itd.

    No i jakie są zarobki w branży IT??
    Przejrzałam starsze wątki, ale mąż twierdzi, że to się pozmieniało, bo inflacja itd.

    PS. Jak jestem garncarką/ceramiczką, to mam tam w ogóle po co jechać? (mam też
    bardziej strawne dla potencjalnego pracodawcy wykształcenie i 2-l doświadczenie
    w reklamie, ale idealnie by było zostać przy ceramice). Nie chcę zakładać firmy,
    dopóki nie nauczę się biegle czeskiego. Czy w Czechach popularne są internetowe
    galerie typu www.etsy.com/ ??

    Pozdrawiam

    U
  • uli 12.11.08, 12:16
    Myślicie, że Praga to jest dobre miejsce do życia z małym dzieckiem? Tam jest
    bezpiecznie? Czy poczekać jeszcze na coś w innym miejscu?
  • bw-k 12.11.08, 16:22
    Mieszkam w Pradze od dwóch lat, mąż od pięciu, syn od czterech. Moja
    opinia, to moje doświadczenia. Zakładam, że inni widzą Pragę z
    innej perspektywy smile
    Ceny mieszkań, bywają horrendalne np.80 do 45 tys. w River Diamond
    na Karlinie ( Praha 8) + 12 tys. opłat , wysokie np. 35 tys. + 6,
    normalne np. 25 tys. + 4 i niskie 14 tys. + 4 opłaty. W mojej ocenie
    mieszkanie wielkości do 100 m2 za 20 – 22 tys. koron miesięcznie z
    opłatami jest atrakcyjne.
    Warto zaglądnąć np. tu www.prazskereality.cz , by zobaczyć
    i ceny, i jakoś proponowanych mieszkań.
    Praga jako miasto jest bardzo bezpieczna i dobrze skomunikowana.
    Mieszkanie od Centrum jest zaletą - nie wadą. Zwłaszcza, gdy chce
    się uniknąć codziennego przedzierania się przez rozbawiony tłum
    turystów. Pomimo, iż mam znajomych mieszkających na Żiżkovie, tego
    miejsca bym nie wybrała.
    W Centrum (np. Mala Strana) funkcjonuje wiele galerii z ręczne
    wykonaną ceramiką, ale jaki jest ich status, kto ją wykonuje i jak
    w tym obszarze jest z pracą – nie wiem.
    Specjalista w branży IT może zarabiać koło 35 tys. koron
    miesięcznie, ale jeśli jest wysokiej klasy ekspertem może liczyć na
    dużo więcej .Gdyby się okazało, że istnieje możliwość aplikowania do
    firmy prowadzącej program dla expatów, to koszty wynajmu mieszkania
    pokryje firma. Poszukaj ofert na czeskich portalach typu
    WWW.jobs.cz . Podobnie jak w Anglii, często i tu, do oferty
    dołączona jest informacja o zarobkach.
    W mojej ocenie koszty życia są trudne do porównania. To, co
    zauważyłam:
    - sprzęt elektroniczny i agd– ceny niższe w Polsce
    - CD, DVD – ceny niższe w Polsce
    - kosmetyki ( zachodnie marki) i środki czystości – ceny niższe w
    Polsce
    - ubrania ( marki takie jak np. Esprit, Levis, itd. ) – ceny
    niższe w Polsce
    - meble – ceny niższe w Polsce,
    - słodycze – ceny niższe w Czechach,
    - alkohole – ceny niższe w Czechach,
    - pieczywo, wędliny –nie zauważam istotnych różnic,
    - antyki – ceny niższe w Czechach,
    - samochody ( ale nie skoda) – ceny niższe w Czechach
    Itd., itd. ….
    Od dwóch lat prowadzę własną firmę ( sp. z.o.o).Wierz mi, biegła
    znajomość czeskiego nie jest konieczna. Założenie firmy i jej
    prowadzenie, nie jest tu żadnym problemem.
    Powodzenia smile
  • uli 13.11.08, 09:55
    Wielkie, wielkie dzięki.
    A jak w praktyce wygląda ten podatek liniowy ??

    Pozdrawiam

    U
  • bw-k 13.11.08, 11:04
    O ile mi wiadomo,stawka 15% podatku liniowego od osob fizycznych nie
    zostala jeszcze wprowadzona...
    Ponizej garść podatkowych ( w miare aktualnych ) informacji o
    podatkach w Czechach.
    "Podatek dochodowy od osób prawnych, który muszą płacić w Czechach
    przedsiębiorcy, wynosi 24 proc. W podatku dochodowym od osób
    fizycznych obowiązują stawki progresywne, rosnące wraz z
    podnoszeniem się podstawy opodatkowania. Od dochodu do 121 200 koron
    trzeba zapłacić 12 proc. podatku. W przedziale od 121 200 do 218 400
    koron podatek wynosi 14 544 korony plus 19 proc. od nadwyżki ponad
    121 200 koron. Od 218 400 do 331 200 koron jest 33 012 koron plus 25
    proc. od nadwyżki ponad 218 400 koron. Od kwoty przekraczającej 331
    200 koron trzeba zapłacić 61 212 koron plus 32 proc. od nadwyżki
    ponad 331 200 koron.
    Natomiast podstawowa stawka czeskiego VAT (DPH) wynosi 19 proc.,
    stawka obniżona zaś już 9 proc. Preferencyjne opodatkowanie
    obejmuje: niektóre artykuły żywnościowe, książki, farmaceutyki,
    sprzęt dla niepełnosprawnych, foteliki dziecięce, usługi w zakresie
    zakwaterowania, w dziedzinie kultury i sportu.
    Przedsiębiorca musi zarejestrować się na potrzeby VAT, jeżeli jego
    obroty roczne przekroczą 1 mln koron, czyli równowartość ok. 35 tys.
    euro. Przy dostawach wewnątrzwspólnotowych próg ten wynosi 326 tys.
    koron, czyli ok. 11 400 euro. Deklaracje VAT muszą być składane do
    25. dnia miesiąca następującego po tym, w którym powstał obowiązek
    podatkowy (przy rozliczeniach miesięcznych) albo do 25. dnia
    pierwszego miesiąca kwartału następnego po tym, w którym powstał ów
    obowiązek (przy rozliczeniach kwartalnych)".
    smile
  • uli 13.11.08, 12:03
    Danke za informacje.
    Damy tam radę za 55K na początek?
  • bw-k 13.11.08, 12:54
    Jesli to 55 ma tez tys. - to dacie smile
  • uli 13.11.08, 13:13
    No to spróbujemy się za to zabrać.
    Jak nam wyjdzie to zapraszam na kawę/piwo/wino smile
    I jeszcze raz dziękuję za informacje.
  • mateuszkrzeszowiec 13.11.08, 13:25
    Hm... no ale od tych 55 tysięcy czeba zapłacić podatek dochodowy i socjal, ile z tego zostanie tak mniejwiącej?
  • jb1602 13.11.08, 13:44
    dołączając się do dyskusji na temat kosztów życia w Pradze muszę
    stwierdzić, że średnie koszty życia w Pradze są wyższe niż w
    Warszawie. Porównanie cen z którym się generalnie zgadzam było też
    przedstawione.
    Co do bezpieczeństwa - to chyba jedno z najbezpieczniejszych miast.
    Ok za małymi wyjątkami + pijani turyści.
    Żyje się tutaj bardzo dobrze - nie czujesz, że mieszkasz w dużym
    mieście.
    Ceramika - to narodowe "hobby" tego kraju. Każde dziecko ma zajęcia
    z ceramiki - więc duża konkurencja smile ale i duże możliwości -
    chyba smile
    55 kKc brutto czy netto? Jeśli brutto - to około 40 netto (plus
    koszty mieszkania - całkowite do 30 tys) więc nie pozostaje zbyt dużo
    www.finance.cz/dane-a-mzda/financni-kalkulacky/mzdovy-kalkulator/
    mieszkania koszty to:
    www.sreality.cz/
    Porównajcie i podejmnijcie dobrą decyzję.
  • bw-k 13.11.08, 14:52
    Sluszna uwaga jb.
    Piszac post o tym, czy 55 to dosc na zycie,czy nie jakos z automatu
    widzialam kwote netto. To chyba jakies zwichrowanie biznesowe.
    55 tys. brutto - to oszczedne,ale wciaz mozliwe, zycie.
  • uli 14.11.08, 09:36
    Ha, zobaczymy czy netto czy brutto, a jak brutto, to chyba zaczekamy na taką
    pracę, żeby jednak było netto (co może wymagać trochę czasu, pracy i nowych
    projektów w CV na co mój mąż się już przygotował).

    A ile Wam zajęła nauka czeskiego smile ?

    Miłego dnia

    Uli
  • bw-k 14.11.08, 10:27
    Masz racje - poczekac lub moze ponegocjowac,by firma placila za
    mieszkanie smile
    Co do czeskiego. Cala nasza rodzina nie posluguje sie nim na co
    dzien. Maz uczyl sie na kursie dwa lata - mowi biegle, ja - radzilam
    sobie sama - rozumiem swietnie, czytam ksiazki - w mojej ocenie
    mowie fatalnie, ale w urzedach sobie radze. Jak zawsze tempo zalezy
    od motywacji smile
    Pozdrawiam,B.
  • uli 17.11.08, 12:12
    Noo, koniec roku to chyba nie jest dobry moment na szukanie pracy.
    Swoją drogą głupio, że od razu nie przeprowadzilismy się do tych Czech (bo tak
    żeśmy chcieli zrobić, to się przewijało ze 2 lata), tylko jakąś dziwną trasą
    przez Francję, no ale cóż... jak kto głupi, to go bieda łupi wink !

    Pozdrawiam również

    U
  • daghda.irish.pub 16.11.08, 13:01
    Proponuję jeszcze rzucić okiem na jedną z wypowiedzi Dariusza Sieczkowskiego (znanego tutaj jako Sieczu) odnośnie "życia" w Czechach i jego opinii nt. Polaków tutaj żyjących:

    99% młodych Polaków w Czechach ma następujące wyobrażenie o Polsce i o Czechach:

    Czechy:
    - każdy Czech jest miły, przyjazny
    - ludzie nie mają żadnych kłopotów
    - nikt nikomu nie zazdrości
    - wszystko jest tanie i dobre
    - czeskie koleje są najlepsze na świecie
    - czescy politycy są wzorem moralnych cnót
    - większość Czechów jest ateistami, więc dzięki temu nie ma przestępczości i przemocy

    Polska:
    - kraj faszystowski
    - kraj, gdzie łamane są podstawowe prawa człowieka
    - homoseksualiści są prześladowani
    - politycy są zniszczeni do spodu, za wyjątkiem PO
    - w Polsce wszystko jest najgorsze

    To tylko podstawowe wnioski. 99% Polaków w Czechach to wielbiciele telewizji TVN i "Gazety Wyborczej", którzy na siłę chcą być nowocześni i postępowi, więc niestety - obraz Polski i Czech jest taki, jaki jest.

    Słowem: raj i piekło


    --
    Šedá špína škodí.
  • uli 17.11.08, 12:06
    Cóż zrobić, spróbujemy dołączyć do tych 99% i żyć jakoś z tą świadomością, że
    ktoś zna o nas jedyną, słuszną prawdę wink
  • eliska41 30.11.08, 02:45
    Miła Uli
    Od desky do desky przeczytałam posty i mimo nocnej godziny nie chce się mi spać , wiele ciekawych rzeczy się człowiek doczyta.
    O ile dobrze zrozumiałam już się zdecydowałaś ?
    Mam małą uwagę, jeśli będziesz decydować o miejscu zamieszkania w Czechach myślę że jest wielka różnica między życiem w Pradze a resztą Czech. Jeśli chcesz naprwdę poznać i pokochać Czechy nie wybieraj Pragi. To miasto jest urocze / ale życie tam jest bardzo męczące, pełne turystów. Stare miasto jest pozbawione normalnego życia , gdzie są biegające dzieci i sąsiedzi.
    Lubie Pragę ale tylko na wycieczce. Jest mnóstwo w okolicy pięknych miast (np. na pólnocy Litoměřice) swietne są też południowe Czechy, bogate w starą architekturę, swietne lasy , przystosowane dość dobrze dla cyklistów. W Czechach mieszkam 13 lat, z czeskim meżem i s każdym rokiem jest mi tu lepiej.Choć początki były dla mnie trudne.
    Mam tu 3 dzieci i nie chciałabym się wrócić. Napewno czas kiedy oddasz dzieci do szkoły pomoże Ci w pełni nanowo zapuścić korzenie, zangarzować się w życie tutaj a ewentualnie pokochać ten kraj. Myślę że jest do tego potrzebnz czas. Nie wiem jak długo jesteś we Francji. Ale myślę żeby się poczuć w pełni integrowanym potrzebujemy kilka lat. Ja potrzebowałam 6 lat. Ciekawa jestem jak to mają inni?

    Lubię czeską kulturę , aż poznasz czeski fenomen Jaru Cimermana, masz o śmiech postarano. Czechy to świetny kraj. Poczułam tu wolność ,której w Polsce nigdy nie mogłam poczuć. Wolność od tej katolickiej tradycji granicząecej z kultem i tego wszystkiego co muszę ... Dopiro tutaj na nowo ynalazłam tego sens. (Ale nie wiem może to nie od miejsca żależy ale pokroczyłego wieku smile
    Polecam ciekawą książkę o Czechach Mariusza Szczygła z trochę prowokacyjnym tytułem: Gottland.
    Popatrz tam:mariuszszczygiel.com.pl/284,ksiazki
    Pozdrawiam


  • kanapony 30.11.08, 02:56
    eliska41 napisała:

    > Polecam ciekawą książkę o Czechach Mariusza Szczygła z trochę
    prowokacyjnym tyt
    > ułem: Gottland.
    > Popatrz tam:mariuszszczygiel.com.pl/284,ksiazki
    > Pozdrawiam
    >
    >


    a ja jestem ciekawa osobistego przewodnika po Pradze, oczywiście
    autorstwa pana Szczygła
    (swoją drogą - bardzo się zmienił ostatnio, zmizerniał jakby???)

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • eliska41 30.11.08, 12:51
    Ahoj Kanapony
    a Ty go znasz osobiście? Co masz na myśli że zmizerniał? dojem z fotek, czy też
    masz na myśli coś innego.
    Ale to już inny wątek.
  • slavko2 30.11.08, 16:51
    na fotkach strasznie zmizerniał
  • kanapony 01.12.08, 01:59
    eliska41 napisała:

    > Ahoj Kanapony
    > a Ty go znasz osobiście? Co masz na myśli że zmizerniał? dojem z
    fotek, czy też
    > masz na myśli coś innego.
    > Ale to już inny wątek.

    ups... jak wyslałam post, to zrozumiałam, że gafę popełniłam
    [rumieniec]
    spojrzałam na fotki (nie znam osobiście pana Szczygła - Slavko ma
    rację w poście powyżej) i napisałam, co pomyślałam
    to, pozwolisz, nie będę się pogrążac i wyjaśniac, co rozumiem
    pod "zmizerniał"

    ale ta broda, hmmmm
    [rumieniec]

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • uli 05.12.08, 16:03
    Droga Elisko,

    Dzięki za odpowiedz.
    Właśnie jestes 3 osobą, która chyba w najbardziej bezpośredni sposób odradza nam
    Pragę. Praga to centrum dużych firm na wschodnią Europę więc najłatwiej tam
    znaleźć pracę, nie wiem czy gdzie indziej nam się uda.

    Wszyscy tak dobrze piszecie o tych Czechach, że to aż podejrzane big_grin Żartuję. Czy
    te Czechy to jest jakieś ostateczne miejsce??

    Mam nadzieję, że nam się uda przenieść w to lato/jesień...Mam nadzieję, że w
    ogóle kiedyś nam się uda stąd wydostać smile !!!

    Człowiek jest jednak głupi, chcieliśmy do Czech a wylądowaliśmy we Francji, a
    czemu - bo się nadarzyło. Jestem przykładem na to, że naprawdę lepiej jest długo
    i dobrze pomyśleć zanim się coś zrobi wink

    Mariusza Szczygła kupiłam ojcu w zeszłym roku od choinkę, może mi kiedyś pożyczy
    smile. Aczkolwiek pamiętam jego reportaże z Dużego Formatu. Mariusz Szczygieł
    powinien być chyba ambasadorem Czech w Polsce.

    Pozdrawiam serdecznie z obcego piachu (obcej ziemi)

    Uli
  • uli 05.12.08, 16:21
    Niesamowity ten wywiad:

    mariuszszczygiel.com.pl/377,-gottland-(wersja-polska)/jestem-krypto-czechem-rozmowa-agnieszki-hamkalo
    Bardzo podoba mi się ten fragment:

    "Jak się zagłębić w Hrabala to myślę, że porażające może być dla polskiego
    czytelnika, że on się nie wstydzi przyznać do własnego strachu. Na przykład
    mówi, że jeździł po Pradze bez celu autobusami, żeby go służba bezpieczeństwa
    nie mogła zastać w domu. I tak się bał, że aż sam siebie trzymał za rękę. "
  • eliska41 05.12.08, 18:29
    Ja myślę Uli że na to forum piszą głównie ludzie którzy Czechy lubią. Znam
    wiele Polek , które i po bardzo długim pobycie tutaj nie są w stanie się tu czuć
    dobrze. Moja blizka koleżanka (maluje obrazy, miała tu swoją galerię)po 25 życia
    tutaj , ciągle mówi o tym jak życie w Czechach jest straszne.Ona nie znosi
    Czechów twierdzi że są zazdrośni i bardzo zakompleksieni.

  • kanapony 05.12.08, 22:59
    jeżeli mówi tak o wszystkich Czechach - dla mnie to sygnał - że sama
    taka jest

    aż dziw... zawsze wydawało mi się, że artyści są otwarci i
    tolerancyjni, poszukują nowych wrażeń...
    a tu - klapki na oczach i sądzenie po sobie???

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • eliska41 06.12.08, 00:05
    możliwe że to tak z nią jest jak piszesz ? Ona bardzo chce odjechać do Kanady. A
    ja w duchu zastanawiam się jeśli tam jej znowu nie będzie żle.
    Nie wiem na ile nasza nieumiejętność przystosowania się do życia w innym kraju ,
    zależy od nas samych a na ile od specyfiki tego konkretnego kraju.
    Odnośnie Uli a jej planów związanych z Czechami jestem prawie pewna że odkryje
    tutaj w Czechach rzeczy z którymi jej będzie trudno żyć czy się pogodzić, ale to
    mamy wszędzie bez względu na to jeśli mieszkamy w Polsce czy też w zagranicy.

    A jeśli chodzi o artystów (pseudoartystów) to ja z koleji mam wrażenie że są to
    zazwyczaj dość egocentryczni ludzie, którzy umieją widzieć świat obok siebie
    tylko z własnej perspektywy. Ale zbyt wielu ich nie znam

    A Tobie Kanapony tutaj w Czechach się wszystko podoba ????
  • kanapony 06.12.08, 15:53
    ja zbyt krótko byłam w RC
    i zbyt wielu Czechów jeszcze nie znam
    więc nie wiem
    ale znając siebie, nawet jeśli coś mi odpowiadac nie będzie to
    problemu z tego nie zrobię
    i na pewno nie będę myślała o problemach, że "to oni"
    bo byc może "to ja"?
    tylko jakieś ograniczenia rozumkowe nie pozwalają mi tego dostrzec?

    pal licho

    ale, tak!!! jest jedna rzecz, która mnie strrrrrrrrrrasznie wkurza w
    RC - tabliczki na domach
    jest dzielnica, a nawet dwa numery są na nich
    ale za cholerę nie chce się Czechom dodac tam nazwy ulicy
    tabliczki z nazwami ulic są zwykle dwie:
    u wlotu i wylotu ulicy
    a ja mam to szczęście, że zwykle wchodziłam na daną ulicę gdzieś
    pośrodku...

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • uli 08.12.08, 14:55
    Telefon z internetem jest jakimś rozwiązaniem. Google maps ma taki lokalizator,
    który pokazuje mniej więcej gdzie jesteś big_grin Wiem, bo sama miewam takie
    przygody...Zawsze to jakiś dreszczyk emocji wink
  • kanapony 08.12.08, 15:42
    ach, jak ja lubię takie przygody
    nie ma to jak papierowy plan miasta w łapie i łażenie po nieznanym

    o! przypomniało mi się
    jak była w Pradze to musiałam się z tym planem kryc, bo mi zbyt dużo
    ludzi chciało pomagac z znalezieniu ulicy

    a zwiedzanie z telefonem z guglem w środku...
    jakoś sobie nie wyobrażam
    jednak staroświecka jestem?

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • uli 07.12.08, 09:59
    Zastanawiałam się kiedyś nad tym, czego ludzie w zasadzie szukają podróżując po
    świecie. I to jest tak, że w pierwszych miesiącach po przenosinach chyba
    wszędzie jest jak na zbyt długich wakacjach, z których chciałoby się wrócić do
    domu, którego już niestety nie ma, który trzeba sobie zbudować od nowa
    (urządzić, poznać otoczenie w okół, ludzi, parki, kina, knajpy, sklepiki itd). I
    jednak są miejsca, w których łatwiej się urządzić. Tutaj we Francji naprawdę nie
    doświadczyliśmy żadnych większych przykrości. Francuzi fajnie sobie tutaj
    urządzili, ale dla mnie to za wysoka cena jak za komfortowe życie. Legia
    cudzoziemska, która załatwia niewygodne sprawy w naprawdę paskudny sposób - no
    ale przecież legia to zawodowe wojsko składające się z obcokrajowcó, nie
    Francuzi wink Tak samo z koloniami - chodzi mi np o Algierię, w której Francja
    zrobiła krwawą jatkę, parę milionów ofiar (rózne liczby są podawane),
    wywłaszczanie ludzi z ziemi, i co Francja chce teraz zrobić? Uznać wersję, że
    kolonizacja była wyłącznie w celu krzewienia kultury, to już był przegłosowany
    projekt. Oczywiście Algieria zaprotestowała, ale sam pomysł, żeby w tak
    bezczelny sposób wymazywać swieżą jeszcze historię jest dla mnie nie do
    zaakceptowania. Ja wiem, że zwykli ludzie nie są temu winni, podoba mi się tu,
    ludzie naprawdę dobrze sobie tutaj zyją, uśmiechają się do siebie i sobie
    pomagają, a sąsiad to jest przyjaciel a nie największy wróg i rywal. I taki
    obraz Francji miałam jak wyjeżdżałam z Polski (w której też wcale mi źle nie
    było, ale zachciało nam się podróży) - jako kraju równych praw. Szacunku dla
    praw człowieka. A tu niespodzianka. Myślicie, że przesadzam?
  • uli 07.12.08, 10:01
    I skończę jak ta koleżanka - malarka wink ?
  • kanapony 07.12.08, 17:22
    big_grin skończysz jako malarka? big_grin

    jeszcze karierę zrobisz big_grin


    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • slavko2 07.12.08, 11:52
    bonjour ca va? je pense oui.Allors ok przejde na polski bo przeca my
    Polokismile Nie nie przesadzasz. Masz rację. Nie wnikam w osobiste
    wątki, ale Algieria i to co zrobili Francuzi tam to była rzź
    niewiniątek. Tu na forum była jedna taka nawiedzona, która uważa ze
    wszytko było ok, ale mam nadzieję ze sie juz na zawsze zmyła
    frustratka. Pozdrawiam normalną smile)a bientot a Prague
  • uli 08.12.08, 14:08
    Ca va, et toi?

    Ja myslę, że chyba każdy kraj ma coś na sumieniu, coś naprawdę paskudnego.
    Ludzie aż tak się nie różnią przecież. Nie chcę się jakoś specjalnie wywyższać,
    że niby mój kraj lepszy, bo czy aby na pewno?
    Mnie się tylko nie podobają pomysły typu wymazywanie historii. Swoją drogą
    dziwne, że tą Algierią zainteresowałam się naprawdę dopiero po spacerze na
    cmentarz. Był tam pomnik dla bohaterów którzy zginęli
    podczas wojen kolonialnych, cały w kwiatach (to było we Wszystkich Św). I to
    mnie trochę ruszyło, bo
    kurcze, nie przesadzając to tak jakby Niemcy zbudowali sobie pomnik dla
    bohaterów II wojny światowej. O tym, co się działo w Algierii (a przecież
    ostatni zamach w metrze paryskim to był 95 rok bodajże, a to przecież też trzeba
    wpisac na rachunek wojny kolonialnej) jakoś dziwnie się w Europie milczy, tzn
    jest wersja soft której uczą w szkołach i wersja hard, którą się zna, jak się
    samemu poszuka. Czy może tylko ja taka ciemna i niedouczona byłam. No
    nieistotne. We Francji na pewno są ludzie, którym to wszystko się nie podoba,
    tak jak i w Polsce są ludzie, którzy mają inny pomysł na Polskę. Francja ma też
    mnóstwo plusów. Np Francja daje azyl ludziom, którzy w swoim kraju by marnie
    skończyli (np Marjane Satrapi). Albo przyziemnie - Francuzi naprawdę potrafią
    uczynić swoje życie przyjemnym - to też jest jakas sztuka. Ale jak juz
    wspominałam, cena jest czasem za wysoka, i do tego to zadzieranie nosa.

    PS> Nie ma żadnych osobistych wątków, prócz tego, że mamy chyba piórko w dupie i
    musimy się nieustannie przemieszczać smile
  • uli 08.12.08, 14:45
    Slavko czemu AŻ TAK nie cierpisz tej Francji? Jeśli mogę spytać smile
  • kanapony 08.12.08, 15:45
    czy Wy musicie wstawiac tu te okropne francuskie słówka?
    nie dośc, że mało (czytaj: nic) nie kapuję
    ale jak czytam, to mnie trzęsie
    i bynajmniej bez przyjemności - francuski to okropny język

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • uli 09.12.08, 13:55
    Ja nie muszę big_grin Slavko mnie prowokuje wink
  • slavko2 09.12.08, 21:58
    uli tranquille smile) ca marchesmile quelle est le temps a Midi de la
    France?On fait froid? Tu habite a Nice. Ciao slavko
  • uli 10.12.08, 14:27
    No Slavko, zdradz odrobinę tajemnicy - czym Ci się narazili bracia i siostry
    Żabojadowie? To tylko na złość Uyu czy...

    Nie, nie w Nice, Nice-tety nie tam smile Ale blisko.

    Ciao

    U
  • slavko2 10.12.08, 14:51
    Francuzi to wredni ludzie, chociaz Ty mieszkajac na południu mozesz
    to inaczej widziec, słońce plaza itp, Ci z Poludnia są
    sympatyczniejsismile) nas Polaków mają za nic, no moze prawie za nic. W
    Polsce pracodawcy z Francji sa uwazani za jednych z najgorszych, nie
    dbaja o ludzi, czesto szykanuja ich itp. Był jeden głosny przypadek
    z firma Lafarge moze ci znana (cement) gdzie jeden z członków
    zarzadu Polak oskarzył swojego przełozonego Francuza o mobbing.
    Ponoc ten Francuz publicznie wyzywłl go od imbecyli,bo Polak to
    gorszy. Drugiego takiego przypadku aby na takimm szczeblu doszło do
    konfliktu na takim szczeblu w wawie nie było. Sprawa była głośno w
    srodowisku biznesowym komentowana. A na tym forum pojawiła sie
    niejaka uyu, ktoraw moim przekonaniu stara sie okazac swoja
    wyzszosc. bo 25 lat we Francji mieszkała, a wiec usprawiedliwia ja
    to w pouczaniu wszystkich Poczytaj jej posty na temat Polski i
    Polaków. Zero klasy. dno siegneło zenitu. Jakos pieknie jej postawa
    wpisuje z zachowaniem Francuzów w Polsce. Jesli do tego dołozymy
    opinie tego dziada chiraca na temat Polski i w mniejszym, stopniu
    Sarko to obraz mamy dopełniony.a plus tardsmile)
  • uli 10.12.08, 15:39
    Tzn na pewno jest coś takiego, co zostało im z kolonii. Imperialne myślenie -
    tzn że inne nacje można gorzej traktować. W firmie mojego męża nie są to może
    Polacy (lub inaczej - w mniejszym stopniu), ale Brazylijczycy czy Hindusi już np
    sa jawnie gorzej traktowani...
    Co do Uyu - czytałam jej posty o Polsce, odpisałam na jednego czy dwa, ciężko mi
    się z nią zgodzić czy nawet zrozumieć. Lub inaczej - zrozumiałam, że w Polsce
    wydarzyło się jej coś, co jej bardzo nie pasuje i rzutuje to na obraz wszystkich
    Polaków, jako współwinnych jej złych wspomnień.
    Wydaje mi się, że we Francji można całkowicie zatonąć w ich kulturze (tzn
    całkowita afirmacja), albo całe życie być odmieńcem (bo tu nie ma miejsca dla
    kogoś pół na pół). Ona wybrała to pierwsze - mimikrę - jej prawo. Dziwi mnie, że
    Uyu nie rozumie, że można Francji nie lubić. Ale to chyba też cecha nabyta we
    Francji.
    Takie koktajle międzynarodowe są najbardziej kopiące smile
  • slavko2 10.12.08, 16:29
    całkowita zgoda. kolonializm jak najbardziej, narcyzm tych ludzi
    kolejna rzecz. Moim zdaniem perfidia Francuzów polega na tym, ze
    staraja sie byc na pierwszy rzut oka przyjacielscy aby w odpowiednim
    dla nich momencie powiedzieć gdzie jest nasze miejsce w szeregu. u
    Anglików tez kolonialiści wygląda to inaczej. Oni nawet nie udaja
    przyjaciół tylko od razu ,ze sie tak potocznie wyraze. Czy
    zauwazyłaś ze Francuzi nie zawiazuja głębszych więzi
    przyjacielskich?
    a co do uyu, to jest oczywiste, ze spotkało ja w Polsce
    niepowodzenie. Reakcja obronna jest negacja polskosci, niechec do
    Polski i Polaków. Jestem w stanie to zrozumiec ale zaakceptować nie
  • uli 12.12.08, 13:41
    Ahoj Slavko,

    Z tymi przyjaźniami - masz rację (zapamiętałam - "Slavko ma zawsze rację").
    Wiesz, wydaje mi się, że Francuzi mają po prostu inną umowę społeczną. Nie chcę
    już o tym pisać, bo to czcze pisanie. Mamy różne wartości, tak różne, że trudne
    czasem do pogodzenia. A nacjonalizm - każde państwo ma pewnie swój
    nacjonalizm...Poza tym wszyscy jesteśmy Europejczykami i więcej nas ciągle łączy
    niż dzieli, i łączą nas też niestety złe cechy - z ksenofobią i przekonaniem o
    własnej wyjątkowości włącznie. To jest taki specjalny antropocentryzm -
    europocentryzm, niestety nic nowego, nic nowego się nie wydarzyło w myśleniu.

    Ex oriente lux wink

    Co do tego, co pisze Uyu o Polsce - też nie potrafię tego zaakceptować, dla mnie
    to nie jest żadne bohaterstwo tak pisać o Polsce, bądź co bądź na polskim forum
    (tego podwójnie nie rozumiem - tak na logikę to przecież rzucanie pereł przed
    wieprze). Nie wiem, emigracja to nie jest dla mnie zaden powód do dumy, ani
    żaden awans. Ot, życie, ani lepsze ani gorsze, może tylko spokojniejsze, ale też
    nie za darmo (nie piszę o pieniądzach).

    Miłego dnia Slavko, ciao

    U
  • kanapony 07.12.08, 17:20
    uli napisała:

    > Zastanawiałam się kiedyś nad tym, czego ludzie w zasadzie szukają
    podróżując po
    > świecie. I to jest tak, że w pierwszych miesiącach po przenosinach
    chyba
    > wszędzie jest jak na zbyt długich wakacjach, z których chciałoby
    się wrócić do
    > domu, którego już niestety nie ma, który trzeba sobie zbudować od
    nowa
    > (urządzić, poznać otoczenie w okół, ludzi, parki, kina, knajpy,
    sklepiki itd).
    > I
    > jednak są miejsca, w których łatwiej się urządzić.

    to chyba zależy od człowieka...
    nie, to napewno zależy od człowieka i jego stosunku do miejsca,
    ludzi, zjawisk, które napotyka w nowym miejscu

    chyba rozumiem, co myślisz
    wyjeżdżając w jakiekolwiek nowe miejsce zawsze czuje się obawę -
    właśnie przed nowym: ludźmi, sytuacjami... ale jednocześnie ta
    nowośc jest pociągająca - bo może coś nowego wnieśc w życie,
    nauczyc, itp

    tylko nie nazwałabym tego wakacjami, raczej 'zesłaniem'
    i mimo, iż niejednokrotnie jest ono dobrowolne to i tak ciężko jakoś
    chce się rzucic wszystko w diabły i wrócic do czegoś, czego nie ma -
    tak, ale i jest się ciekawym, co będzie jutro w tym nowym miejscu


    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • eliska41 07.12.08, 23:31
    Uli oczywiście że nie przesadzasz.
    W każdym kraju natrafisz na trudne rzeczy.Zagraniczna polityka Czech (np.Klausa)
    pewnie tez by Ci się nie podobała. Kolejny problem w Czechach to Cyganie których
    jest tu dość dużo...państwo ma z nimi mnóstwo problemów a zwykli ludzie
    również....atd.

    Dla mnie osobiście było np. problemem pogodzić się (nic innego nie zostaje) z
    tym że dzieci się tu wychowuje bardzo rygorystycznie w tzw niemieckim drylu. A
    znalazłabym pewnie więcej rzeczy, z którymi się nie utożsamię. Ale to nie
    zmienia faktu że ten kraj lubię, czuję się tu w domu. Choć wiem że mam jeszcze
    jeden ,w którym coraz częściej się czuję jak obcokrajowiec.
    Ale myślę że Cie rozumiem dlaczego we Francji nie czujesz się dobrze. Byłam
    przez dwa lata W USA a 8 msc w Japonii / wiem że nie wybrałabym żadnego z tego
    kraju na stały pobyt. W USA mi brakowało historii, starych miast i jeszcze
    czegoś co się ani porządnie nie da wyrazić, w Japonii czułam że nasze kultury
    się tak różnią że chyba nigdy się tam nie poczuję w domu.
    Nie wiem czemu mi jest w Czechach dobrze, w pewnym sensie nawte lepiej niż w
    Polsce? Czasami mam wrażenie że Polska i Czechy to jak rodzeństwo, różnimy się
    ale mamy tych samych rodziców.
    Mamy te same korzenie. A łączy nas to, że byliśmy 40 lat tzw East Europe. A i
    nasze pozycje teraz w EU są podobne.

    A jeśli chodzi o podróże to fantastyczne dla mnie jest to że nic konkretnego nie
    poszukuje kiedy jadę gdzieś na nowe miejsce . Najlepsze jest to poznawanie,
    odkrywanie tych niesamowitych różnic które istnieją miedzy np. potrzebami które
    ludzie mają. Ale myślę że na to jest głównie czas studiów, kiedy jeszcze nie
    mamy dzieci. Później jest dobrze mieć stałe miejsce, swoje miasto, dom,
    sąsiadów, rzeczy o które się troszczymy.
    Ja myślę że i tak nam to życie samo przynosi, a złe wybory / czasami mam
    wrażenie że takich nie ma. Wszystko nas może czegoś nauczyć. Z pewnością byś nie
    wiedziała o Francji tego co teraz wiesz kdybyś tam nie żyła. A tak hurra do Czech.
  • kanapony 08.12.08, 00:13
    "dzieci się tu wychowuje bardzo rygorystycznie w tzw niemieckim
    drylu"

    jak się ostatnio przekonuję na każdym krogu - rygor jest niezbędny w
    wychowaniu dziecka na porządnego człowieka
    oczywiście rygor to nie znaczy stawianie zawsze na swoim,
    pokazywanie że się jest mądrzejszym, przesadna surowośc i brak
    miłości

    może dzięki temu w Czechach jest mniejsza przestępczośc i ludzie nie
    wtykają wiecznie nosa do cudzych spraw?
    czyli odwrotnie niż w Polsce
    i nie ma tego przerażającego i wszędobylskiego kultu dla pieniądza

    nie lubię, jak ktoś mówi że Polska i CR są krajami podobnymi,
    jak "rodzeństwo",
    my (Polacy i Czesi) może tylko mówimy podobnie
    i w pewnych warunkach podobnie reagujemy, ale zwykle na podsawie
    zupełnie innych myśli

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • kropkacom 08.12.08, 10:53
    > jak się ostatnio przekonuję na każdym krogu - rygor jest niezbędny w
    > wychowaniu dziecka na porządnego człowieka

    Absolutnie nie rygor robi z nas wartościowych, porządnych ludzi. Zasady i
    stawianie granic to nie musi być niemiecki dryl, który kojarzy mi się z pewnego
    rodzaju ubezwłasnowolnieniem jednostki i surowością. Co do Czeskich rodziców to
    mam wrażenie że młodsze pokolenie już zupełnie inaczej podchodzi do wychowania.
    Ale faktem jest że tutejsze dzieci często robią wrażenie takich lekko zahukanych.

    --
    Don't Shoot Me Santa
  • eliska41 08.12.08, 14:13
    "może dzięki temu w Czechach jest mniejsza przestępczośc i ludzie nie
    wtykają wiecznie nosa do cudzych spraw?
    czyli odwrotnie niż w Polsce
    i nie ma tego przerażającego i wszędobylskiego kultu dla pieniądza"

    mysle ze nie rygor w wychowywaniu dzieci decyduje o tym že beda lub nie beda z
    nich przestepcy. Co np. Skandynawia , dzieci tam nie maja rygor prawie zaden , a
    przestepczosc - nizka.
    A to ze Czesi nie wtykaja nosa w cudze sprawy to wynika z zupelnie czegos innego
    niz rygor w wychowywaniu dzieci.
  • kanapony 08.12.08, 15:55
    owszem, macie rację

    ale ja słowo "rygor" zrozumiałam, jako założenie pewnych zasad i
    trzymanie się ich

    jeśli ktoś jest "z natury" porządny to go rygor nie zepsuje
    wychowanie rozsądne choc surowe to powiedzmy 70% sukcesu
    a pobłażanie ... ci, którzy mogliby wyjśc na ludzi, staczają się

    przykład ze Skandynawią czy nawet wtykaniem nosa w nie swoje sprawy -
    tak nie robią rodzice i tak nie będą robiły ich dzieci
    a gdyby spróbowały - miałyby kłopoty, w sensie społeczeństwo
    przestałoby ich akceptowac
    to też jest jakiś rodzaj rygoru
    w Polsce tego nie ma

    mam nadzieję, że to nowe pokolenie w Czechach nie zacznie wychowywac
    swoich dzieci na wzór polskiego młodego polokenia

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • uli 08.12.08, 14:41
    Elisko, fantastycznie się czyta Twoje posty.

    Właśnie to Twoje: "Nie wiem czemu mi jest w Czechach dobrze" jest dla mnie
    przekonywujące. Może dlatego, że nie wiem czemu nie wyobrażam sobie, że na
    zawsze zostajemy we Francji.

    To prawda, że podróże są przyjemne i to prawda, że w którymś momencie trzeba
    gdzieś osiąść, zwłaszcza gdy nadchodzi taki moment, że trzeba posłać dziecko "do
    ludzi" (tzn do przedszkola). Potem chyba można od nowa, jak dzieci wyfruną. Nie
    ma się co łamać big_grin

    Co do drylu i dzieci - hmm...No ale to jak, w szkole jest ten dryl? Czy rodzice
    musztrują swoje dzieci? I jakie są te dzieci takie musztrowane?

    Pozdrawiam

    Uli
  • kanapony 08.12.08, 15:58
    rany, co z tymi przedszkolami?
    czy w Czechach też takie świrnięte myślenie jest?
    kilka moich kuzynek i znajomych nie posłało swoich dzieci do
    przedszkola, by im dzieciństwa nie zabierac, by przedłużyc
    dzieciństwo i w jednym przypadku, by mu w przedszkolu krzywdy nie
    zrobiono...
    :o

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • eliska41 08.12.08, 21:29
    > Co do drylu i dzieci - hmm...No ale to jak, w szkole jest ten dryl? Czy rodzice
    > musztrują swoje dzieci? I jakie są te dzieci takie musztrowane?
    >
    > Pozdrawiam
    >
    > Uli
    Mam wrażenie że tutaj się obcina dzieciom skrzydla. A to musztrowanie wygląda
    tak niejak :
    To nie wolno tamto nie wolno, to sie nie robi, ....nie wstaje sie od stolu,
    jedzenie z talerza sie musi dojeść ... a jesli nie dojesz obiadku maleństwo
    ...dostaniesz to na kolacje atd.. a jesli nie zjesz na kolacje dostaniesz to
    kochanie na sniadanko atd

    Od dzieci sie zbyt dużo wymaga ale nie dla ich dobra, ale po to aby sie rodzice
    mogli nimi przed innymi pochwalić. Nie wiem jak to jest w innych krajach
    A szkoła o tym raczej pisać już nie będę. Wyobraż sobie że dla nich niesamowitym
    przestępstwem jest iść na wagary. Ja w LO chodziłam na wagary ciągle, a mój mąż
    nie mógł w to uwierzyć On nie był na wagrach ani raz. Poprostu lojalni,
    zdyscyplinowani (może trochę zastraszeni?)Czesi/słodke Pepiczki.
    Kanapone a tym co tu piszę już się u ciebie odpisałam co wink
    Tak zatim nazdar.
  • kropkacom 08.12.08, 21:50
    > Mam wrażenie że tutaj się obcina dzieciom skrzydla. A to musztrowanie wygląda
    > tak niejak :
    > To nie wolno tamto nie wolno, to sie nie robi,

    Nasza sąsiadka mieszka z wnukiem. Chłopak jest układny i na każde skinienie. W
    lany poniedziałek wypchnęła go na przykład żeby mnie, obcą dla niego babę, rózgą
    "obił". Widziałam że to było wymuszone ale babcia stała mu za plecami więc co
    miał robić. Babka go strasznie ogranicza. Wołała mojego męża żeby mu drukarkę
    podłączył. Mam wrażenie że w Polsce średnio zaradny nastolatek dałby sobie z tym
    sam radę i ten wnuk sąsiadki pewnie też by dał ale babcia kazała zawołać
    specjalistę smile Zdziwiliśmy się przy okazji że jest pełnoletni smile
    --
    Don't Shoot Me Santa
  • uli 09.12.08, 14:14
    To ciekawe, bo Francuzi pozwalają swoim dzieciom na wszystko (jak np wieksze
    dzieci biją mniejsze, to ich mamy udają, że nie widzą, może to taki styl
    chowania), a też wyrastają na bardzo ułożonych, "wzorowych obywateli".

    A w szkole też ich musztrują, czy to "tylko" rodzice tacy są? Kanapony o co
    chodzi z tymi przedszkolami? O Pl piszesz czy o Czechach? Chciałabym posłać
    dziecko do przedszkola, nie wyobrazam sobie, że nie - ale co, musztrują tam dzieci?
  • kanapony 09.12.08, 17:26
    nie martw się, to w Polsce tak jest

    ja jestem akurat w takim wieku, że moje koleżanki od kilku lat
    wzbogacają polskie społeczeństwo w nowych obywateli
    tak więc widząc to wszystko dochodzę do wniosku, że ktoś tu zwariował
    a może to lansowany w Polsce styl "dzieci nasz skarb i przyszłośc"
    dodam, że źle rozumiany przez 90% płodnych Polaków
    kórzy wychowując "bezstresowo" tworzą potwory

    durne baby "zostają z dzieckiem w domu"
    i czują się przez to jak ... [niestety, nie jestem w stanie wymyślec
    jakiegoś obrażającego, a nie wulgarnego słowa]
    bo tak się im trąbi z telewizora
    bo to dobrze widziane wśród znajomych
    bo wierzą, że jak w reklanie - wrócą do pracy z nowymi
    doświadczeniami... hehehehehehehe
    i tak bzdurniej dalej - takie święte krowy

    tylko, że te baby siedzą z dzieckiem w domu i tyle
    mają po prostu wakacje dla siebie
    a dzieciak siedzi i nic nie robi, poza bawieniem się klockami np.
    w przedszkolu w tym czasie inne dzieci mają zabawy usprawniające
    motorykę, mięśnie dłoni
    rozwijające zdolności interpersonalne, itd (nie moja działka, nie
    znam terminologii)

    ja już nawet nie reaguję, jak mi koleżanki,
    których urlop macierzyński się kończy,
    mówią, że będą miec następne dziecko
    wtedy to pierwsze może zostac w domu, nie będzie musiało (!) iśc do
    przedszkola

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • kropkacom 09.12.08, 18:32
    kanapony to chyba nie jest post na to forum.

    Owszem, w Republice Czeskiej większość dzieci chodzi do przedszkoli ale matki i
    tak nie pracują częściej niż Polki. No i Czeszki więcej dzieci płodzą smile
    --
    Don't Shoot Me Santa
  • kanapony 09.12.08, 20:13
    nasz świętą rację - nie na to
    big_grin
    więc już się przymykam

    swoją drogą
    pewne poglądy pewnego dnia pewnie mi się zweryfikują

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • kropkacom 09.12.08, 20:32
    Oczywiście też myślę że więcej dzieci w Polsce powinno mieć możliwość
    uczęszczania do przedszkoli. Jednak jak jest dobry dom to brak przedszkola nie
    zaszkodzi ale jak kiepski to wczesna edukacja jest jakąś szansą. Podobnie z
    matkami które chcą lub muszą pracować smileDla nich pozostawienie dziecka w tej
    placówce to szansa na realizację zawodową.
    --
    Don't Shoot Me Santa
  • kanapony 09.12.08, 21:39
    no otóż to!

    Ty masz dar mówienia zwięzłego i na temat

    ja bym mogła napisac epopeję i guzik by z niej wynikało big_grin
    a tu w 4 zdaniach wystarczy!
    smile

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • uli 10.12.08, 09:43
    Tu np jest przedszkole obowiązkowe od 3 r.ż. i myslę, że to jest dobry pomysł.
    Dziecko wtedy rozwija swoje umiejętnosci społeczne. Córką kolezanki zajmowała
    się babcia, dopóki Alicja nie zaczęła wychodzic codziennie na balkon i mówic
    "dzieci! dzieci!" big_grin Po tym można się chyba zorientować, że towarzystwo
    dorosłych nie wystarcza smile
  • kropkacom 08.12.08, 11:15
    > Zastanawiałam się kiedyś nad tym, czego ludzie w zasadzie szukają podróżując po
    > świecie. I to jest tak, że w pierwszych miesiącach po przenosinach chyba
    > wszędzie jest jak na zbyt długich wakacjach, z których chciałoby się wrócić do
    > domu, którego już niestety nie ma,

    Nie miałam uczucia że chce wrócić smile

    > Francuzi fajnie sobie tutaj
    > urządzili, ale dla mnie to za wysoka cena jak za komfortowe życie.

    No cóż, nie ma chyba kraju gdzie byłoby idealnie. Jak rozumiem rozpatrujesz
    wszystko przez pryzmat historii a ważne jest to co jest tu i teraz. NIe chodzi o
    to żeby zapomnieć ale żeby nie rozpamiętywać. Umiałabyś żyć w Niemczech? Tam to
    dopiero była historia. Każdy kraj ma na swoim sumieniu rzeczy, o których nie
    chciał by pamiętać. Nawet Watykan smile
    --
    Don't Shoot Me Santa
  • uli 08.12.08, 14:31
    > Nie miałam uczucia że chce wrócić smile

    Nigdy? Szczęściara smile

    > No cóż, nie ma chyba kraju gdzie byłoby idealnie. Jak rozumiem rozpatrujesz
    > wszystko przez pryzmat historii a ważne jest to co jest tu i teraz. NIe chodzi
    o to żeby zapomnieć ale żeby nie rozpamiętywać. Umiałabyś żyć w Niemczech?

    Wiesz, dla mnie jest różnica między nierozpamiętywaniem a zamazywaniem. Wyobraź
    sobie, że np polski rząd przegłosował ustawę o tym, że o Jedwabnem ma się w
    ogóle nie mówić, nie było tam żadnego mordu, może i byli Żydzi, ale nie podobało
    im się tam za bardzo, ale Polacy im pomogli spakowac walizki i dali na bilet do
    Izraela i wszyscy żyli długo i szczęsliwie.

    Czy umiałabym żyć w Niemczech - Niemcy nie udają baranków bożych, to uczciwe. I
    chyba o to chodzi. Tzn są tam różne Eriki Steinbach, ale gdzie ich nie ma? Póki
    nie są większością parlamentarną, to chyba znaczy, że ludzie sobie jakoś radzą.

    Nie wiem. Wydaje mi się, że skoro możemy wybrać, to czemu by tego nie zrobić.
    XXI wiek to trochę czas "wolnych najmitów" (tylko teraz jest jednak łatwiej nie
    umrzeć z głodu i zimna). Historia wróciła chyba do tego punktu sprzed
    państwowości, w którym ludzie sami wybierali sobie dla kogo będą pracować.
    Myślisz, że to naprawdę wszystko jedno gdzie się mieszka?
  • kropkacom 08.12.08, 14:51
    > Czy umiałabym żyć w Niemczech - Niemcy nie udają baranków bożych, to uczciwe.

    Czyli mam rozumieć Francuzi udają? Może masz rację nigdy nie mieszkałam w tym
    kraju.

    > Myślisz, że to naprawdę wszystko jedno gdzie się mieszka?

    A ja tak powiedziałam? smile
    --
    Don't Shoot Me Santa
  • uli 08.12.08, 15:12
    > Czyli mam rozumieć Francuzi udają? Może masz rację nigdy nie mieszkałam w tym
    > kraju

    Ha. Ja tego nie napiszę smile Mój mąż angażuje się w takie rozmowy, ja raczej nie
    (jestem w gościach i jestem tchórzem big_grin ). Z tego co opowiada mój mąż po tych
    rozmowach, to F. generalnie uważają, że nie było nic niestosownego w koloniach.
    A czemu wyrżnęli Algierczyków? Bo też na nich napadali. Nie wiem, nie osądzam.
    Sama osądź smile

    Pozdrawiam
  • uyu 15.12.08, 23:48
    uli,
    odloz lepiej program wyborczy Ségolène Royal i pisz od siebie.
    A zanim zabierzesz sie do pisania poznaj historie tego o czym
    piszesz. Zaden zachodnioeuropejski kraj, w przeciwienstwie do Europy
    Srodkowej, nie mial warunkow do innej ekspansji niz kolonialna.
    Myslac twoimi kategoriam, jesli mozna to nazwac mysleniem, to do
    Holendrow i Niemcow nie nalezy sie odzywac za stworzenie w oparciu o
    Biblie apartheidu. Belgowie tez sa beeeeee, wstretni kolonialisci. O
    Hiszpanach i tym, ze wycieli w pien poludniowoamerykanskich
    autochtonow lepiej nie wspominac. Portugalczycy to dranie, ktorzy
    niewolnikami zaludnili pol kraju. No a anglosasi to juz kompletne
    dno z tym co jeszcze do niedawna robimi aborygenom, a od dawna
    Indianom Ameryki Polnocnej.
    Proponuje podlozenie beczki prochu pod Europe i sruuuuuuuuuuuuuu!


    --
    Jdu, nevím kam, ale těším se. /Luba Skořepová – herečka/
    Dwa lata na koncu swiata www.uyu.bloog.pl/
  • kanapony 08.12.08, 16:03
    zwłaszcza Watykan!

    lecę na czeski
    i pomyslę sobioe o tych dzieciach i krajach, w których nam dobrze

    o Klausie, ODS i Topolanku nie będe myślec

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • uli 07.12.08, 09:34
    Ojej smile Ale jej się narazili smile
  • kanapony 05.12.08, 23:01
    miałam mieszane uczucia podczas lektury
    taką sinusoidę - od "bufon" po "o! ja też tak mam"

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • julicik 09.12.08, 15:08
    Ja mam troszeczke podobny lub moze nie problem.
    Otoz jestem Polka, a moj chlopak (jak mozna zgadnac) Czechem, razem
    mieszkamy w UK ponad 6 lat. W czym problem? Oboje mamy ten sam
    poglad na temat UK, nie chcemy tu zostac. Chodzi o to, ze kraj jest
    totalnie niszczacy wartosci, ktore sa w nas. Doszlismy do wniosku,
    ze nic nas tu nie trzyma (oprocz pracy i nas samych), ze nic nie
    mozna zamienic tesknoty za wszystkim co zostalo w naszych krajach
    pare lat temu.
    Jest cos czego nie mozna dokladnie wyrazic, opisac, podobnie jak u
    Uli. To cos, za czym sie teskni i potrzebuje do spelnienia.
    Mamy siebie i bardzo sie kochamy, ale ani jedno, ani drugie nie
    moglo podjac decyzji o zmianie, az do przedwczoraj, kiedy moj
    chlopak stwierdzil, ze to nie ma sensu i ze wyjezdza za 3 miesiace
    do Czech. Pytam co z miloscia, co z czterema latami spedzonymi
    razem...
    Rozwazalismy oboje chec zalozenia malej firmy w Polsce, tak aby nie
    bylo problemu z jezykiem dla niego podczas poszukiwania pracy.
    Myslelismy nad roznymi opcjami. Ja boje sie jechac do Czech, boje
    sie rozpoczynania ponownie wszystkiego od poczatku (tak jak w
    Anglii) nie znajac jezyka. Boje sie wielu rzeczy, boje sie
    przyszlosci w innym kraju. On stwierdzil, ze nawet gdyby pojechal ze
    mna, to zawsze bedzie musial byc ciagany za reke, gdziekolwiek. Ale
    tak moze byc tez i ze mna w Czechach...
    W planach nie ma miejsca na zmiane kraju na kolejny anglojezyczny.
    Porozumiewamy sie mieszanka polskiego, czeskiego, ale przede
    wszystkim angielskim. Nie mamy dzieci, nie jestesmy malzenstwem, ale
    kochamy sie niezmiernie.
    Oboje wiemy, ze decyzja rozstania moze byc bledem na cale zycie. To
    juz nie sa lata, w ktorych wyjezdzalo sie, aby zarobic i wracac. To
    jest czas na ukladanie zycia (jesli nie za pozno?) i bycie z kims
    bliskim, starzec sie z nim lub nia...
    Czy ktos z Was moglby wyrazic swoja opinie?
    Czy jest ktos z Was, kto mial choc troche podobny problem i
    rozwiazal go?
    Targam sie z myslami i nie moge sobie miejsca znalezc.

    Pozdrawiam Was wszystkich.
  • ondrys 09.12.08, 16:12
    Uli:
    Obawiam sie, ze nie ma na swiecie panstwa, w ktorym prawie 100,00% bede sie upodobnialo do waszych snow. Fakt, ze tu i owo nie podoba sie wam w Francji nie koniecznie musi byc powodem do ucieczki z kraju. W Czechach moze w tej dziedzinie bede lepiej, zas w innych gorzej od Francji. Pod wzgledem ekonomicznym jak najprawdziepodobniej w Czechach lepiej nie bede (choc place w IT sa niezle). Bede blizej, moze wiecej swojsko a moze i inne fajne rzeczy znalazniecie. Ale tego nikt nie zagwarantuje. Oczywiscie fajnie jest, ze moj kraj moze byc dla kogos atrakcyjny do zamieszkania, jednak zastanowilbym sie ze dwa razy, niz zrobilbym decyzje. Btw pamietajcie, ze ludzie tutaj raczej dobrze do Czech sa nastawieni i ze nie chodzi o reprezentacyjny zbior opinii smile.

    wislok:
    Jezli smieszy cie ludzie, ktorzy mentalnosc polska i czeska rozni od siebie, to raczej zastanow sie nad swoja usmiechnieta reakcja. Slask Cieszynski miedzy Frydkiem i Bielskeim moze sie w tej sprawie widac podobny. Roznica Domazlice - Siemantycze moze zostac jak najbardziej oczywista...

    julicik:
    Ciezki wybor sad. Zastanowujac sie nad tradycyjna pozycja mezczyzny i pozycja kobiety, mniej zlym rozwiadzaniem byloby, gdyby Ciebie wodziono za reke, nie jego... PS: Co to za wartosci, ktorych wam w UK brakuje?
  • julicik 09.12.08, 17:14
    Dzieki za przeczytanie moich wywodow!
    Brakuje nam spokoju, ciszy, lasow, mniejszej ilosci ludzi,
    mozliwosci wyjscia z domu i zagubienia sie bez wsiadania do metra
    (jestesmy w Londynie) czy autobusu, normalnych sasiadow (nasi sa
    glosni), niemoznosci znalezienia normalnego (czyt. czystego)
    mieszkania, dobrego jedzenia, dobrych lekarzy, praktycznie nie
    istnieje tutaj sluzba zdrowia - lekarze szukali rozwiazania na
    internecie, przy mnie. Dlugo mozna by jeszcze wymieniac.
    Londyn jest bardzo niebezpieczny, dzieci sztyletuja sie nawzajem na
    ulicy, lek przed wybuchem bomby podrozuje ze mna kazdego dnia jadac
    metrem.
  • uli 10.12.08, 13:27
    Julicik,

    Widziałaś taki film Idiokracja big_grin? On jest trochę głupi, ale taki obraz mi się
    wyłania jak piszesz o tym Londynie. To ciekawe z tymi lekarzami szukającymi
    rozwiazania w internecie, może to nie byli lekarze?? Może to była ukryta kamera?

    Myslę, że dobrze by było, gdybyście mieli jakąś firmę (albo pracowali w
    jakiejś), która działałaby i w Polsce i w Czechach, wtedy żadne z Was nie
    czułoby się ubezwłasnowolnione. Albo faktycznie zamieszkajcie w Cieszynie. Nie
    wiem jak tam jest z pracą, ale to pewnie nie jest niemożliwe zadanie. Ja wiem,
    że ten wieczór pewnie był dramatyczny, jak żescie o tym rozmawiali, ale mnie się
    wydaje, że to nie jest aż taka tragedia. Skoro obojgu Wam się nie podoba w
    Londynie - to już Was łączy podstawowa sprawa - chęć zmiany. Poszukajcie ze
    spokojna głową pracy, mieszkania...Przecież na obszarach przygranicznych siłą
    rzeczy ludzie lepiej znają języki sąsiadów. Jest coś takiego jak bierna nauka
    języka - słuchasz ludzi naokoło nawet mimowolnie, radia, rozmów - i Twój umysł
    sam się uczy smile Naprawdę tak jest. Widzę to po sobie, a naprawdę nie mam jakichs
    ozywionych kontaktów towarzyskich bo zajmuję się małym dzieckiem. I jakoś ten
    francuski sam wchodzi do głowy. Język to tylko narzędzie, ktorym, tak jak kazdym
    innym narzędziem, mozna nauczyc się posługiwać. Jak już się pewnie zorientowałaś
    - namawiam Cię na Czechy. Czechy wydają mi się Polską, która się nie zapuściła
    mentalnie, i to jest w nich pociągające. Ja się też boję w Polsce służby
    zdrowia...I chyba mam powody.

    Powinniście się najpierw rozejrzeć i w Czechach i w Polsce, poszukać jakiegoś
    realnego miejsca do życia, które obojgu by Wam pasowało. Jesli chcecie się
    dogadać, to na pewno się dogadacie. Nie wiem, znałam paru Czechów, którzy mówili
    po polsku bez żadnego akcentu, nawet nie wiedziałam, że są Czechami dopóki mi
    nie powiedzieli. Jesteście razem - na pewno się nauczycie czy polskiego, czy
    czeskiego. 800 lat (dobrze piszę?) temu to był jeden język.

    Co do psychicznych kosztów przeprowadzek - no to jest ciężka sprawa, np życie na
    kartonach a potem w ogole brak rzeczy przez jakieś 2 tygodnie bardzo mnie złości
    (nie wspominając o kosztach), ostatnio sobie obiecałam, że już nigdy więcej. No
    ale jakby ten miesiąc niewygody jest chyba łatwiejszy do przełknięcia niż cały
    czas takie uczucie, jakby Cię chciano wydac za mąż za jakiegoś obcego człowieka
    (to taka metafora mieszkania w kraju który Ci nie pasuje).

    Trzymam kciuki, nie podejmujcie pochopnych decyzji, lepiej to sobie wszystko
    zaplanować.

    Uli
  • uli 10.12.08, 14:20
    Ja wiem, że nigdzie nie jest idealnie, to nie tak, że szukam takiego miejsca.
    Tylko wiesz, sam fakt, że potrafisz napisać - Czechy nie są 100% fajne jest dla
    mnie taki nie wiem, swieży, po pobycie we Francji, gdzie wszystko jest 100%
    fajne, wszędzie są flagi Francji, nawet na pralni chemicznej. Tacy są świetni,
    że to już nosem wychodzi. O to właśnie chodzi - żeby było jakieś powietrze,
    jakiś luz umysłowy, jakaś skromność (inne kultury też są przecież wartościowe) i
    szacunek dla inności. Może każdy inny naród prócz Polaków uważa ze jego kraj
    jest najlepszy? Co ciekawe, znałam jednego Francuza, Sebastiena, który
    przyjeżdzał do Krakowa, bo mówił, że Polacy mają w sobie taki bunt i wolność. To
    chyba nie jest tak, że tylko ja nie lubię "jedynej słusznej drogi". Nie
    wiedziałam wtedy o co mu chodzi. Tu jest jak w ZSRR tylko wygodniej (jakieś 100
    razy wygodniej). A ten ich pokazowy, przeinwestowany samolot co to i tak nie
    lata (Concorde) to jest tego jawny przykład. Co nie znaczy, że wszystko co
    francuskie jest niefajne. Wszystko jest fajne ino atmosfera nie ta.

    Ciekawe że wyście tak dobrze wyszli z komunizmu, mimo, że u Was było znacznie
    gorzej, a Polska popadła w taka nędzę mentalną. Zazdroszczę smile

    Pozdrawiam

    U
  • uyu 15.12.08, 23:50
    Wybacz szczerosc ale klepiesz jak potluczona!
    Jesli alisz, to zwracaj uwage na siano, bo kiepska jakosc tobie
    sprzedali.

    --
    Jdu, nevím kam, ale těším se. /Luba Skořepová – herečka/
    Dwa lata na koncu swiata www.uyu.bloog.pl/
  • kanapony 09.12.08, 17:43
    julicik napisała:

    > juz nie sa lata, w ktorych wyjezdzalo sie, aby zarobic i wracac.
    > To
    > jest czas na ukladanie zycia (jesli nie za pozno?) i bycie z kims
    > bliskim, starzec sie z nim lub nia...

    co za bzdury piszesz
    na ułożenie sobie życia i wyjście nawet z najgorszej matni czy
    depresji
    NIGDY nie jest ani za późno, ani NIGDY to "już nie są te lata"
    są ludzie, którzy całe życie gonią za mrzonkami
    są ludzie, którzy jeszcze nie są pełnoletni a przykuwają się gdzieś
    kajdanami
    ocena, co lepsze zależy od człowieka i tego, co po sobie zostawia
    i to nie Ty nasz to oceniec

    ja myślę, że Twój problem jest tu:

    > Ja boje sie jechac do Czech, boje
    > sie rozpoczynania ponownie wszystkiego od poczatku (tak jak w
    > Anglii) nie znajac jezyka. Boje sie wielu rzeczy, boje sie
    > przyszlosci w innym kraju.

    i drugi problem, choc nieco zawoalowany:

    > On stwierdzil, ze nawet gdyby pojechal ze
    > mna, to zawsze bedzie musial byc ciagany za reke, gdziekolwiek.


    teraz trochę ostrych słów:

    jesteście dosyc dlugo razem - żadne z was nie nauczylo się jeszcze
    języka drugiej osoby?
    to dziwne - polski i czeski są dosyc podobne, a Wy wybraliście
    angielski...(no, plus ta "mieszanka")

    jeśli się Wam w UK nie podoba
    (czemu wcale się nie dziwę i Twoje obawy rozumiem bardzo dobrze -
    tam po prostu za dużo jest kultur, w tym Londynie, i nie ma się o co
    zahaczyc)
    to po prostu wrócie - tak jak już chyba zaplanowaliście

    wszystko jedno gdzie - do Polski, czy do Czech
    przecież zawsze można zmienic Polskę na Czechy, to nie jest inna
    planeta, i niemal żadne zaczynanie od nowa - za blisko

    albo zamieszkajcie w Tesine wink

    trzymam kciuki i życzę, aby się wszystko ułożyło po Waszej myśli

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • julicik 09.12.08, 17:58
    kanapony napisała:
    > ocena, co lepsze zależy od człowieka i tego, co po sobie zostawia
    > i to nie Ty nasz to oceniec

    ale mam na to ogromny wplyw

    > teraz trochę ostrych słów:
    >
    > jesteście dosyc dlugo razem - żadne z was nie nauczylo się jeszcze
    > języka drugiej osoby?

    nasza znajomosc jezykow wyglada dobrze, poniewaz rozumiemy sie w
    czeskim i polskim. mialam na mysli taka znajomosc, aby pisac i mowic
    bezblednie podejmujac prace lub radzic sobie ze sprawami
    codziennosci. angielskim musimy sie poslugiwac w wiekszosci dnia
    spedzonego w pracy (a jest to jednak caly dzien), a czeskim lub
    polskim kiedy sie widzimy wracajac z niej.

    > albo zamieszkajcie w Tesine wink

    kto wie...


    > trzymam kciuki i życzę, aby się wszystko ułożyło po Waszej myśli
    >

    dzieki wielkiewink
  • eliska41 10.12.08, 00:16
    Juliciku
    Prosisz o opinie, a tak bedziesz miała o jedną więcej.
    Chyba rozumiem Twoim obawam. Ale jesli dobrze rozumiem tak masz 3 ewentualne
    możliwości.
    1. Zostać nadal w Angli, w której ale nie czujesz sie dobrze,
    2.Odjechać do Polski za którą tęsknisz ale sama
    3. Zdecydować się odjechac do obcego Ci znowu kraju z człowiekiem którego
    kochasz, a którego miłości jestes pewna.

    Wybrałabym 3.
    Strach nie miałby być silniejszy niż miłość. Jeśli się kochacie , to jest to
    najważniejsze. A tak nawiasem mówiąc podziwiam zdecydowanie Twego chłopaka.
    Gorsze by było gdyby tam sie dreczył a nie miał odwagi podjąć decyzji o powrocie
    do własnego kraju. Umiejetność decydowania to bardzo dobra cecha u partnerów.
    Kdybyś Go wzięła do Polski na Tobie byłaby większa odpowiedzialność. a zdaję się
    że On jest tego świadomy. Może dlatego chce do Czech, że jest odpowiedzialny.
    Oczywiście, to zrozumiałe że się boisz, będziesz znowu w obcym środowisku ,
    będzie to trudniejsze dla Ciebie niż dla Twego chłopaka. Dla Ciebie to jak skok
    do nieznanej rzeki. To piękne że sie kochacie, ale życie często nam robi różne
    niespodzianki.Prawdopodobnie jego powrót do własnego kraju wpłynie i na waszą
    relację. On już nie będzie miał tylko Ciebie, pytanie jeśli będzie wstanie
    rozumieć Twojej sytuacji??? Jeśli przyjdzie kryzys w waszym związku,a to jest
    więcej niż prawdopodobne, z pewnością bedzie to dla Ciebie trudniejsze niż dla
    Niego. Nie chce cie absolutnie straszyć , piszę to z wlasnego doświadczenia.
    Byłam w podobnej sytuacji. Być może ta Twoja będzie zupełnie inna.

    Z powodu tej miłości odjechałabym z nim ale ja prawdopodobnie chciałabym od
    niego na Twoim miejscu jakiejs formy zobowiązania, jesli jest rzeczywiscie
    gotowy z Tobą być /np. wziąć z Tobą ślub. Ja wiem że teraz śluby nie są w
    modzie. Mężczyzni niechcą się wiązać. Ale normalne kobiety chcą mieć dzieci i
    pewnego rodzaju pewność że mimo wszystko ich partner będzie z nimi.
    No mam nadzieję że nie mówię jak stara baba albo ksiądz na ambonie.

    Zdecydowanie jesli kochasz swego chlopaka pojedz z Nim. Czesi są porządni. Ja
    tego swego dla ktorego opuściłam USA, karierę...a już ani nie wiem co...za
    nikogo bym nie wymieniła. Kocham ten kraj ponieważ kocham swego czeskiego męża.
    Nie bój się, jeśli się zorientujesz że tu nie dajesz rady, za miedzą masz
    Polskę. Ale ja zazwyczaj wracam się jeszcze szybciej niż wyjadę.

    Miłości nie wymieniaj za nic / to jest to najlepsze co w zyciu mamy i kdyby nie
    była na zawsze. Dobrou noc a sladke sny, pozdrowienia dla Twego Czecha.




  • kanapony 10.12.08, 00:40
    strasznie kiczowato Twój post brzmi... ale chyba masz rację
    podobno miłośc najważniejsza

    ale z tym poświęceniem to bym uważała - za dużo prawie zawsze obróci
    się przeciwko osobie poświęcającej
    i czy Polak, czy Czech, czy Anglik będzie chciał odejśc, to
    odejdzie, czy jako chłopak, czy mąż
    a wtedy rezygnacja może byc użyta jako argument "przeciw"

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • eliska41 10.12.08, 08:44
    Z tym argumentem przeciw - zabardzo Cie nierozumiem.
    A fakt ze ludzie sie rozejda i po latach milosci nie ma nic wspolnego z tym
    jakiej sa narodowosci.
    Mowilam o slubie, dlatego ze kdyby przypadkiem Julicik zostala v CR, miala
    dzieci a ich partnerstwo przestalo dzialac. Zostala by bez niczego, oprocz
    dziecka. A ten slub jest pewnego rodzaju gwarancja ze przynajmniej miala by
    prawne finansowe zabezpieczenie. To brzmi strasznie, zazwyczaj ludzie o tym nie
    mysla kiedy sie kochaja. Ale ...widze jak to czasami bywa.
    A jesli chodzi o to poswiecenie, w tym nie ma miejsca na kalkulacje. Tyle , a
    tyle sie Ci dam ale reszta jest moja. Albo kogos kocham albo boje sie o siebie.
    I jesli ci to brzmi kiczowicie czy nie nie zmienia to faktu ze tak porostu jest.
  • julicik 10.12.08, 10:19
    Zgadzam sie co do slubu, ja od poczatku bylam i jestem za tym. Mam
    wrazenie, ze Czesi nie sa skorzy to tego. Z czego to wynika? Ze
    zlego doswiadczenia znajomych, przyjaciol czy rodziny? Z wychowania
    przez rodzicow?
    Dlaczego faceci boja sie tego? Bo to zobowiazanie na reszte zycia?
  • eliska41 10.12.08, 10:39
    No mam nadzieje ze ci na to odpowie jakis rodowity Czech.
    Ja mysle ze tych powodow jest wiele.
    Jednym z nich jest fakt ze jest tu wysoky procent rozwodow ok. 50% a wiec brak
    zaufania do tzw "Slubu" Mam wrazenie ze czesto ludzie niechca slubu bo to niby i
    tak nic nie znaczy.
    Druga rzecz: spoleczenstwo czeskie jest ateistyczne nie maja zabran w stylu ja
    to przysiegalem przed oltarzem. Tutaj ludzie tak nie mysla.
    Kolejne zjawisko to chyba to ze boja sie zobowiazan. A kobiety skoleji chetnie
    biora takich swobodnikow pod swe skrzydla bo samotnosc jest dokuczliwa. A wiec
    do tego typu wolnych zwiazkow sluby sa nie potrzebne. Kobiety (te wykszatlcone i
    niezalezne) maja dzieci coraz pozniej.
    Mezczyznom jest wygodniej zyc bez slubu, bo zawsze maga odejsc bez wiekszej ujmy.
  • eliska41 10.12.08, 11:07
    a jeszce maly dodatek. Twoj pobyt W czechach bedzie mial mnostwo plusow i kdyby
    nie daj Boze cos sie stalo z twoim chlopakiem.
    Poznasz nowy kraj z pewnoscia nauczysz sie jezyka. Nie wiem jakie masz
    wykszatlcenie, zawod. O ile masz dyplom mgr (atp) masz wiele mozliwosci.Znasz
    angielski to wielki plus. Ja po przyjezdie tutaj mialm dosc szybko po sobie 2
    dzieci bylam w domu (przyznaje nie bylo to latwe) ale kiedy mlodszy syn poszedl
    do przedszkola znalazlam prace ,zaczelam sie intensywnie uczyc nowych rzeczy.
    Zaczelam kurz na UK . Zalezy od Ciebie na ile bedziesz aktywna. Bedziesz powoli
    budowac tu swoje wlasne zycie, poznawac ludzi.Zyje sie tu naprawde dobrze, jest
    tu spokoj. Wyobraz sobie ze jest tu dosc duzo ludzi np. z Holandií a innych
    zachodnich krajow ktorzy sie tu przeniesli bo chcieli uciec przed tym o czym
    piszesz.
  • julicik 10.12.08, 11:19
    Mam dyplom mgr i spore doswiadczenie zawodowe. Ale to moze nie
    wystarczyc, bo nauka jezyka zabralaby mi sporo czasu, aby poslugiwac
    sie nim w pracy. Jest wiele za i przeciw.
    Jestem pewna, ze zyje sie lepiej niz w zachodniej czesci Europy lub
    na Wyspie. Zycie plynie wolniej niz w zgielku.
  • kanapony 10.12.08, 12:34
    eliska41 napisała:

    > Mowilam o slubie, dlatego ze kdyby przypadkiem Julicik zostala v
    CR, miala
    > dzieci a ich partnerstwo przestalo dzialac. Zostala by bez
    niczego, oprocz
    > dziecka. A ten slub jest pewnego rodzaju gwarancja ze przynajmniej
    miala by
    > prawne finansowe zabezpieczenie.

    strasznie typowe polskie myślenie
    to nie te czasy
    teraz ślub nie jest gwarancją praktycznie niczego
    a facet nie wykręci się od bycia ojcem (a często wcale nie chce się
    wykręcac)
    zwłaszcza finansowo

    a pozatym, dlaczeg zakładac, że zostałaby bez niczego tylko z
    dzieckiem?
    dalszy ciąg polskiego myślenia
    dziecko to nie jest jakiś ciężar czy kula u nogi, a tu tak brzmi
    jakby nic tylko iśc i utopic (się)
    i przecież dzieciak równie dobrze może zostac z ojcem!



    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • eliska41 10.12.08, 12:50
    Mam wrazenie ze zyjemy w roznych swiatach Kanapony.

    Jesli moje myslenie jest typowo polskie(niezaprzeczam wiekszosc swego zycia
    spedzilam w Polsce)
    a twoje myslenie jest jakie... czeskie?
  • kanapony 10.12.08, 13:05
    a i tu mnie masz big_grin

    na światy się zgadzam
    ale - to bardzo dobrze
    jeden świat dla wszystkich - to by było nudno bardzo

    a moje myślenie - klina mi zabiłaś
    czeskie to na pewno (jeszcze?) nie
    bo za dużo spraw mnie jeszcze porusza
    nie potrafię przejśc spokojnie (i bez reagowania) obok

    jak sama zauważyłaś
    big_grin

    miłego dnia
    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • julicik 10.12.08, 10:14
    Dlatego wlasnie napisalam do Was. Ale decyzja musi byc podjeta.

    Zawsze instnieje mozliwosc, ze napotka sie inna dziewczyne (bo w
    soim kraju) i bedzie po wszystkim dla mnie.
  • kanapony 10.12.08, 12:28
    pewnie, że spotka inne
    i to całe tłumy
    na szczęście
    bo Ty nasz się starac, by byc ciągle dla niego atrakcyjna
    ciągle czymś zaskakiwac, nie dac się poznac tak "zupełnie" do końca
    (w negatywnym odczuciu)
    wydaje mi się, że to nas - kobiety - (też) napędza do działania i
    dbania o siebie (psychikę zwłaszcza)
    i już tłumaczę o co mi chodziło z tą rezygnacją - najpierw facet
    może czuc wdzięcznośc, ale potem - to się robi nudne!
    pomysl, czy chciałabyś, aby on zrezygnował ze swoich pasji, zajęc,
    kolegów, itp... jaki by się zrobił wkrótce?
    stary kapeĆ, którego chce się wyrzucic
    ale jakiś tam papier często nie pozwala

    a jeśli nawet odejdzie, to czym się martwisz?
    mało wartościowych na świecie?

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • julicik 10.12.08, 13:24
    Ale ja to wiem, jestem swiadoma tego, ale to nie to.
    Jest cos co sie zmieni diametralnie miedzy nami i nie bedzie to to
    co bylo. On bedzie sie czul u siebie zawsze i ja zawsze bede musiala
    nadganiac ze wszystkim, nie tylko z atrakcyjnoscia i takimi tam.

  • uli 10.12.08, 13:48
    Wiesz co, życie się cały czas zmienia, nie ma co oczekiwać, że świat,
    pragnienia, ludzie zatrzymają się choćby na chwilę. Pewnie, że teraz macie równy
    status społeczny - ale czy tylko to Was łączy? Czemu zakładasz, że będzie
    gorzej? Skoro Ci się nie podoba, to po co zatrzymywać tą chwilę. Może warto
    czasem podjąć ryzyko, skoro nie wyobrażasz sobie starości tam. A że on będzie u
    siebie a Ty nie u siebie - musisz zawsze mieć kontrolę nad wszystkim? Czasem
    przyjemnie ją stracić smile To się nazywa przygoda.
  • uli 10.12.08, 13:55
    Wiesz, ja myślę, że to jest atut, że Twój chłopak jest Czechem. Znacznie łatwiej
    poznac jakiś kraj, język, kulturę i w ogóle gdzieś się zaadaptować, kiedy znasz
    kogoś, kto już umie się tam poruszać. Popatrz - np Uyu, ona uwielbia Francję,
    jest bardziej francuska niż sami Francuzi. Gdyby nie jej mąż, pewnie nigdy by
    tej Francji nie miała szansy pokochać.
    Może pokochasz Czechy - przecież nie możesz z góry założyć, że nie?
  • julicik 10.12.08, 16:40
    Oczywiscie, nie zakladam, ze mi sie nie spodoba, ale ja nie chce
    robic bledow, ktorych efekty beda nie do przejscia i dla mnie i dla
    niego. To bez sensu jest. Dlaczego wybory sa tak trudne...
  • eliska41 10.12.08, 21:57
    Tez tak mysle ze najgorsze są w zyciu momenty kiedy musimy dokonać wyborów. Boli
    to, rodzi strach, człowiek traci grunt pod nogami nie wie co go czeka. Ale bez
    tych wyborow sie nie da zyc. Jesli sami się nie zdecydujemy, to zazwyczaj ktos
    inny to zrobi za nas.

    A błędy... tych również nie unikniesz , albo nas uczą albo nas dołują. Ja myślę
    ze błędy jako takie nie są wcale niczym strasznym, mnie zazwyczaj przeraża
    kiedy widzę że popełniam te same bez tego zebym się z nich czegoś nauczyła.

  • julicik 10.12.08, 22:21
    Tak, to prawda.
    I juz to zrobil. Wybral i teraz rowniez wybor nalezy do mnie...
    Najlepiej sie uczyc na cudzych bledach, ktos kiedys powiedzial.
    Ciekawe czy ten ktos nauczyl sie czegos z cudzych bledowwink
  • eliska41 10.12.08, 22:36
    jak tak patrzę na siebie i wokół siebie a na historię mam wrażenie że są z nas
    głowy kapuściane. Nie uczymy się ani z własnych ani cudzych błędów. Ciągle to
    smo dokoła te same ludzkie cechy akurat w innym podaniu
  • uyu 16.12.08, 00:14
    "Popatrz - np Uyu, ona uwielbia Francję, jest bardziej francuska niż
    sami Francuzi. Gdyby nie jej mąż, pewnie nigdy by tej Francji nie
    miała szansy pokochać."

    uli,
    badz tak mila i w dziedzinie tworzenia portretow psychologicznych
    ogranicz sie do swojego. Co i dzieki komu w zyciu widzialam to tylko
    i wylacznie moja sprawa. Wierz mi, ze do tego aby zobaczyc swiat
    nie potrzebuje zadnego wyrobnika, ktory by mi na to zapracowal.
    Umiem to zrobic sama.

    W ramach rewanzu pozwole sobie takze na maly portret smile
    Niby mila, niby kulturalna, niby myslaca ale... marudna, operujaca
    sloganami i z wielkim zapalem mowiaca o czyms, co zna tylko
    powierzchownie, bo dopiero od kilku miesiecy.
    Niby przystepna i komunikatywna ale... bardzo panciowata pancia
    slodko paplajaca o tym co jej slina na jezyk przyniesie.
    Mow o niczym! Bedzie szczerzej i ciekawiej.
    A ty co sobie wypracowalas, ze pozwalasz sobie innych mierzyc twoja
    miarka?

    --
    Jdu, nevím kam, ale těším se. /Luba Skořepová – herečka/
    Dwa lata na koncu swiata www.uyu.bloog.pl/
  • uli 16.12.08, 14:44
    Uyu,

    Przeczytałam Twoje posty. Pominę kwestię chamstwa i jadu jaki sączysz w swoje
    wypowiedzi pod moim adresem. Mnie uczono kulturalnego odnoszenia się do ludzi,
    Ciebie widać nie. No comment. Wydaje mi się, że ta dyskusja nie ma większego
    sensu bo różnią nas wartości, a nie Francja i jej miejsce w świecie. Może to
    jest konflikt pokoleń, żyjesz bowiem grubo ponad 2 razy niż ja, i niestety
    widzę, że kompletnie nie rozumiesz tego o czym piszę. Mądrzysz się, żeś taka
    światła, a ja żyję we Francji 3 kwadranse i co ja tam wiem. Widzisz, młodzi
    ludzie wbrew pozorom widzą czasem rzeczy, to których starzy przywykli. Wiedz, że
    pochodzę z rodziny filologów, moja matka jest romanistką i znam Paryż lepiej niż
    Warszawę (niestety, wierzę, że w końcu znajdę czas żeby ją lepiej poznać), więc
    te 3 kwadranse we Francji to Twoje blade pojęcie na mój temat. Mój obraz Francji
    to był tak naprawdę jej obraz Francji. A dostrzegam w Waszym myśleniu pewne
    podobieństwa (moja mama oczywiście jest mniej ordynarna w konwersacjach i
    potrafi wymieniać poglądy nie obrażając rozmówcy czego i Tobie życzę), stąd
    jasne jest dla mnie, że stary młodego nie zrozumie. Ona jechała do Nicei 3 dni,
    pociągiem przez Wiedeń. Ja leciałam 3 godziny. Emigracja i podróżowanie dla
    młodych Polaków to nie jest jakaś ucieczka z kołchozu - jak Ty to gdzieśtam
    przedstawiłaś - niemal jako akt bohaterstwa. Dla mnie i ludzi w moim wieku to
    jest przygoda. Wyjechałam z Polski jako ktoś, miałam już poukładane życie - na
    każdym poziomie, inaczej niż Ty 30 lat temu. Dla mnie Francja to nie było
    wybawienie od kołchozu, tylko telefon - chcecie jechać? Chcemy. I widzę po
    rozmowach z Tobą właśnie, że łatwiej mnie i mojemu mężowi porozumieć się z
    ludźmi w naszym wieku - z Francji, Belgii, Anglii, Egiptu czy choćby Polski, niż
    z Tobą. Bo nie mamy takiej presji na mózg, nie wiem jak to inaczej nazwać - to
    coś, co Ty reprezentujesz. A może dlatego, że dla naszego pokolenia I dama to
    nie jest już osoba, która leży i pachnie, bo zmieniła się rola i pozycja kobiety
    w Europie. Może dlatego, że świat pomału się zmienia i gospodarka rabunkowa
    (choćby własnie próby atomowe na atolu Mururoa - skoro to takie niegroźne, to
    czemu Francuzi nie zrobili tego na swoim wybrzeżu oceanu?? skoro przekraczają
    intelektualnie polinezyjczyków i na pewno nie zapomnieliby założyć kombinezonów)
    nie jest już normalnym robieniem interesów ani badań naukowych. Nie będę Ci tego
    tłumaczyła bo to bez sensu, masz już swój wiek i uważasz się za krynicę
    mądrości. Uważaj sobie, na zdrowie. Pytałam o Czechy, a Ty mi zaserwowałaś
    wykład pod tytułem "milcz pętaku gdy stoisz przed moim obliczem". Dziękuję, nie
    o to prosiłam. Ciao.
  • uyu 16.12.08, 23:09
    Ot, i nadete ego peklo z hukiem smile
    Zarzucasz mi chamstwo? Mylisz sie, w przeciwienstwie do ciebie
    unikam eufemizmow.
    Jesli uwazasz sie za kogos o wyjatkowo wysokiej kulturze to takze
    sie bardzo mylisz, bo kulturalni ludzie nie daja innym "niechcacy"
    do zrozumienia, ze mam to, a robie tamto, zarabiam tyle, pochodze z
    takiej a nie innej rodziny, studiowalam to i tamto, itp.
    czyli "milczcie petaki, bo stoicie przed moim obliczem". I to zaraz
    na wstepie, zeby wiedzieli z kim maja do czynienia. Dziecinada.
    Cierpisz takze na syndrom "czerwonego dywanu", ktorego nikt przed
    toba nie rozlozyl, bo i niby z jakiego powodu. Sadze, ze w Czechach
    takze nikt go nie rozlozy, bo i po co.
    Nastepnym przejawem chamstwa jest nazywanie Polski kolchozem. Miej
    odwage i nazwij jej mieszkancow parobkami, jasnie panienko. No i ja
    nie uciekalam - po prostu wyjechalam do meza. Gdyby nie on, sadze,
    ze nigdy nie wyjechalabym z kraju.
    Presji na mozg tez nie masz, bo presja na pustke jest fizycznie
    niemozliwa.
    Co do wieku, to z pewnoscia urodzilas sie pozniej. Nie zmienia to
    jednak w zaden spoob tego, ze zachowujesz sie jak pretensjonalna
    stara kobieta z zachwiana zdolnoscia postrzegania. I im dalej w
    lata, tym bedzie gorzej. Juz to widze smile

    To juz koniec tego cyrku. Szkoda na ciebie czasu.
    Adieu.

    --
    Jdu, nevím kam, ale těším se. /Luba Skořepová – herečka/
    Dwa lata na koncu swiata www.uyu.bloog.pl/
  • uli 17.12.08, 14:00
    Zatem rozmawiasz z pustką smile Nie o pustce to źle świadczy ale wyłącznie o tym,
    kto z pustką rozmawia.
  • eliska41 10.12.08, 14:16
    " - musisz zawsze mieć kontrolę nad wszystkim? Czasem
    przyjemnie ją stracić smile To się nazywa przygoda."

    Uli cudownie to napisalas - zauwazylam ze im bardziej sie tej kontroli dobrowolnie pozbawiam , tym bardziej czuje sie wolna i oczarowana zyciem jak male dziecko.

    PS: po przeczytaniu Twych postow ostatnie 2 dni ciagle mysle o Francjismile
  • uli 10.12.08, 14:39
    Elisko, właśnie miałam taki przełomowy moment, że wiem już co Polakom może nie
    pasować w FR. Nie wierzymy w takie pokazowe rzeczy jak flagi narodowe wszedzie i
    wiarę w to, że wszystko co francuskie jest najlepsze, bo kojarzy nam się to z
    propagandą (np sowiecką propagandą big_grin ), do której nie mamy jako naród zaufania.
    Moja mama tego nie widzi we Francji, jest zachwycona, że oni tacy patrioci, ale
    ona jest z innego pokolenia. Moja mama nie uważa np że jest coś niestosownego w
    tym, że Chiny okupują Tybet, Rosja Czeczenię itd itd - uważa, że to wewnętrzne
    sprawy tych państw. Moje pokolenie już tak chyba nie powie, to jest już inny chów...
  • eliska41 10.12.08, 14:50
    tak tak jestesmy dziecmi globalizacji,(takim ubocznym efektem) ludzmi ktorzy
    widza szerzej niz panstwowe granice. Te granice nam raczej przeszkadzaja niz nas
    chronia. ...
    cd nastapi pozniej, koncze prace ide do domu. Dzis bylam psychiczniej bardziej z
    Wami na forum niz w biurzue.
    Pa
  • kanapony 10.12.08, 15:54
    my jesteśmy jak narkotyk
    big_grin

    --
    Nejvĕtší lstí ďábla je, když sám o sobe prohlašuje, že není.
  • julicik 10.12.08, 10:11
    Bardzo dziekuje Eliska41. Dodalas mi otuchy, ktora jest u mnie
    znikoma.
    Dziekuje
  • marchewa69 12.12.08, 11:49
    Julcik, temat jest już solidnie przewałkowany przez mądre niewiasty powyżej
    postujące. Ja dodam tylko słówko w kwestii języka. Czeski jest naprawdę
    łatwiejszy niż inne języki, przynajmniej dla nas Słowian. Przecież Ty rozumiesz
    swojego Czecha i to nie tylko przez pryzmat Waszej miłości ;o)) ale uchem,że tak
    powiem . ROZUMIESZ, a to podstawa. Ośmiel się i zacznij mówić po Czesku. Już
    teraz, w Londku. Masz privet teacher :o)i to zdarma, korzystaj więc. Pisownia,
    czyli pravopis. Ej, i Czesi mają z tym problem, bo jest pogięta jak nasza
    ortografia. Ale Bóg dał nam komputery! Nie bój się. Przecież możesz na początku
    przepuścić swoją ewentualną korespondencję pracowniczą przez google dictonaire,
    ABC w wordzie czy coś w tym stylu. No a w CV jasno wpisujesz comunicativ czech
    więc potencjalny szef nie oczekuje, że mu z marszu zredagujesz bezbłędne ekspoze
    w cestine. Na razie twoim atutem jest anglicky a polsky jazyk. No a wieczorami
    szlifujesz pravopis czy uczęszczasz na kurs.

    RELOKACJA. Wiesz, gdy mój mąż nagle ogłasza, że może za 3 miechy przeprowadzimy
    się do kraju X ja zawsze popadam w popłoch. Mamy dwoje dzieci a im są starsze,
    tym trudniej to znoszą. Ale ja wiem, że mój strach przed zmiana mogę przegonić
    tylko w jeden sposób. Reaserching.
    Siadam przed kompem i czytam, czytam. Oficjalne raporty - standard of leaving,
    cost of leaving, no i posty na forach expatskich. www.expats.cz/
    Im więcej czytam tym więcej wiem... tym mniej się boję, tym łatwiej jest mi
    podjąć decyzję.

    Jeśli chodzi i bezpieczeństwo i swobodę poruszania - tu jest jak u nas w Polsce.
    Nie ma prywatnych lasów i parków. łazisz, dopóki nie trafisz na płot.
    Bezpieczeństwo - zależy od dzielnicy, czyli bardziej od lokalsów - np. w Pradze
    od zagęszczenia na danej ulicy lombardów lub hern non-stop otwartych. Tu dzieci
    8-10 letnie same podróżują do szkoły i na zajęcia - metrem czy innymi środkami
    lok. To o czymś świadczy.

    Służba zdrowia - jak opisywano w innych wątkach - lepsza niż w PL - dla osób
    ubezpieczonych. CZyli masz pracę - masz ubezpieczenie i prawo do szeregu badań i
    dostęp do specjalistów bez czekania na wizytę pół roku. Gdy nie pracujesz - ale
    jesteś w związku z osobą pracującą -a pro pos wątku ślub)jesteś dolepiona do
    ubezpieczenia tego drugiego. Możesz oczywiście korzystać ze służby zdrowia jako
    niepracujący singiel, posiadacz jedynie tej polskiej europejskiej karty
    ubezpieczenia, ale tylko w nagłych przypadkach - choroba, dentysta.

    Jak już pisano na tym forum. Czechy dla nas Polaków to taka pół-emigracja.
    Więcej tu podobieństw z żywotem w PL niż w GB.
    Ponadto - do PL masz 3,5 - 4 godziny autem. Już wkrótce znów puszczą pociągi na
    trasie Poznań-Praha, więc w razie tęsknoty, czy poczucia przegranej - pakujesz
    się i wracasz do kraju rodzinnego. To nie lot do Stanów i strach, że jak
    wyjedziesz to nie możesz wrócić, bo wiza wygaśnie.

    Siadaj do kompa i rozejrzyj się czy byłaby praca dla Ciebie w CR. Zobaczysz
    jakie są tu warunki płacowe, jakie ceny wynajmu. Może wówczas będzie łatwiej
    zaryzykować.
    Trzymam kciuki/drim palce



  • julicik 12.12.08, 12:08
    Dzieki Marchewa!
    Wiem, ze ten temat to jak rzeka i pewnie wiecej takich jak ja
    niedlugo sie zjawi na tym forum i bedzie pytac o to samo. Ale to
    forum to super sprawa.
    Siedze juz jakis czas na kompie i czytam, sledze, czytam sledze itd.
    Moze musze wiecej poczytac, aby sie upewnic. Ale wielkie dzieki za
    naprowadzenie.
    Dam Wam znac jaka decyzja bedzie.
    Buziaki slodziaki.
  • slavko2 12.12.08, 12:49
    julicik skąd pochodzisz? Opole? K-koźle? Nysa?, Brzeg?smile)
  • julicik 12.12.08, 13:03
    Slavko z Brzegu jestemwink Byles tam?
  • uli 12.12.08, 13:51
    Slavko pewnie nie był w Brzegu, ale ma za to coś wspólnego z branżą IT, coś mi
    się widzi wink
  • julicik 12.12.08, 14:02
    Slavko gdzie Ty nie byles jeszcze...
  • slavko2 12.12.08, 13:52
    julicik ja wszedzie byłem smile), ja pochodze z K-K? byłaś tam?
    Brzeg oczywiscie znam, ładny ale nieco zapuszczony troszke bidny ale
    zamek godny uwagi. chciałbym kiedys kupic złote dukaty brzeskie
    drogie sa ale zrealizuje tosmile)
  • julicik 12.12.08, 14:01
    jak ja malo wiem o tym forum, wieki mi zejdzie doczytac postywink ale
    nic to.
    bylam w K-K raz tylko, mam ciotke w Zdzieszowicach, a to niedaleko.
    tez tak mysle Brzeg jest ladny, ale zapuszczony.
    uda Ci sie je kupic.

  • eliska41 12.12.08, 14:07
    "ja wszedzie byłem"
    tak bedziemy sondowac gdzie wstedzie byles.????
    A poniewaz mowisz prawde jak sie sam deklarowales tak bedziemy wierzyc:
    Byles w Tisy? (Tise?)
    A byles w Tyncu? a ...Spoli...
  • uli 12.12.08, 13:49
    Marchewa ile razy się już przeprowadzaliście i w jakich odstępach czasu, i
    gdzie?? Pytam tak z ciekawości...
    Mądrze piszesz.

    PS. chciałam tylko dodać, że ja już od jakiegoś czasu nie jestem niewiastą tongue_out.
  • marchewa69 12.12.08, 20:19
    No, z tymi niewiastami to się tak wypsło... A przeprowadzki - Wroc-Krak.
    Krak-Praha 5 wieś; Praha 5 wieś - Praha 4 wielkie miasto;o). No ale muszę
    doliczyć dwa alarmy bombowe, czyli nerwówa, negocjacje, reaserching
    czteromiesięczny, kartony przygotowane i... decyzja, że jednak zostajemy. W Pradze.
  • uyu 13.12.08, 01:50

    do julcik, ktora pisze:

    "Brakuje nam spokoju, ciszy, lasow, mniejszej ilosci ludzi,
    mozliwosci wyjscia z domu i zagubienia sie bez wsiadania do metra
    (jestesmy w Londynie) czy autobusu, normalnych sasiadow (nasi sa
    glosni), niemoznosci znalezienia normalnego (czyt. czystego)
    mieszkania, dobrego jedzenia, dobrych lekarzy..."

    Sadze, ze to wszystko bez trudnosci znajdziesz w Czechach. Jestes
    mloda, dasz sobie rade. Kilka osob napisalo, ze czuje sie tu
    bezpiecznie. Dolaczam do nich. Tez czuje sie o wiele bezpieczniej
    niz w jakimkolwiek miejscu na swiecie w ktorym do tej pory
    mieszkalam, a jest ich kilka.

    Powodzenia smile

    --
    Jdu, nevím kam, ale těším se. /Luba Skořepová – herečka/
    Dwa lata na koncu swiata www.uyu.bloog.pl/
  • uli 13.12.08, 23:53
    Taka decyzja o zostaniu to chyba więcej znaczy niż przeprowadzka i
    cała zabawa od nowa...
  • marchewa69 14.12.08, 20:07
    Ech, taka karma. Ale nie narzekam, ponieważ my na tym zyskaliśmy. W cichości
    serca oboje woleliśmy zostać tu (wówczas mieliśmy za sobą tylko rok w CR zaś 2
    mies wcześniej zmieniliśmy mieszkanie, czyli właśnie rozpakowałam ostatni karton
    i zabrałam się za wieszanie obrazków gdy manża odebrał telefon z nową propozycją
    w nowym kraju). No a ponieważ tu się wówczas trochę psuło pracowniczo, więc nie
    pozostało mi nic innego jak rzucić się w neta i sprawdzić czy to będzie no win -
    no lost czy raczej lost. Cały mój reaserch znacznie dopomógł w manżelowych
    negocjacjach (jak masz liczby w garści to nie dasz się wpędzić w bambuko) Ej
    sama wiesz, choćby taka wysokość skali podatkowej, cena mechanika lub niani/hod
    albo biletu do Polski. Daje ci do myślenia. Ja jestem komputerowy mól, gromadzę
    zakładki i linki z obsesyjną pieczołowitością:o)ku rozpaczy manży.\
    Ad rem - dzięki takim akcjom stajesz się z czasem specem od relokacji, no i nie
    boisz się tak jak za pierwszym razem. Dzieci też się tego uczą, choć boleśniej....
  • uli 15.12.08, 14:15
    smile

    Łał, jestem pod wrażeniem big_grin Może powinnaś zająć się fachowym doradztwem smile?

    My nabyliśmy mądrości życiowej po tym naszym ostatnim skoku. Przeprowadzki
    wewnątrz Polski i bez dziecka to był jakiś tam brak komfortu przez tydzień, dwa,
    czy nawet dłużej.
    Z zagranicą jest moim zdaniem inaczej. Można policzyć pieniądze, ale czynnika
    ludzkiego czasem się nie da...To dotyczy obyczajów kraju, do którego jedziesz,
    albo choćby zachowania Twojego dziecka - ono też jest nieprzewidywalne,
    zwłaszcza gdy jest małe (w jakim wieku macie dzieci?? jak reagowały na zmiany??).

    Przyjechaliśmy tutaj w maju i miało być super, mieszkanie miało na nas czekać, a
    hmm nie było mieszkania a pan, który był za nie odpowiedzialny nie odbierał
    telefonu. Mieszkaliśmy 3 tyg w dwóch hotelach, jeden był koło lotniska, a
    drugi-firmowy - na końcu świata, nawet chodnika tam nie było (oczywiście firma
    za to płaciła, ale co z tego - nie tak to miało wyglądać), z niemowlakiem i z
    kotem, i byliśmy, że tak to ujmę, mocno zdziwieni tą sytuacją, że nikogo to nie
    obchodzi co się z nami dzieje, a przecież wiedzieli, że przylatujemy z maleńkim
    dzieckiem, które nie naje się pizzą itd i mówili, że pewnie, przylatujmy, że się
    nami zajmą. Oczywiście możesz się wściekać na kogoś czy nawet na siebie o własną
    naiwność, ale straconych nerwów Ci to nie wróci. Tzn jak się tu żyje, to się
    wkalkulowuje fakt, że wszyscy wszystko olewają i się nie spieszą (ale są za to
    bardzo uprzejmi i uśmiechnięci). Ale jak się tego nie wie, to wiadomo - można
    się mocno przejechać na tej "różnicy kulturowej".

    Dlatego założyłam ten wątek big_grin Coby nie dać ciała drugi raz.
    Jak Wam się żyje w Czechach??
  • marchewa69 16.12.08, 13:23
    Ech, na fachowe doradztwo nie mam szans - brak biznesowej żyłki. Z torbami bym
    poszła.
    Z reaserchem o CR jest łatwiej, bo sama zobaczysz, że nawet inzeraty
    nemovitosti, czyli ogłoszenia o nieruchomościach będziesz rozumieć sama, po
    dłuższej lekturze i przetłumaczeniu paru spornych słówek. Z tą waszą franc.
    relokacją to faktycznie niezła wpadka. Mycie niemowlęcia w umywalce hotelowej -
    no miodzio! U nas z przyczyn wiadomych (firma z początku nie chciała brać
    manżela z rodziną) scenariusz był inny. Wpierw on sam w hotelowym pokoju prawie
    rok, potem my - już do wynajętego mieszkania.
    Co do zdolności adaptacyjnych dzieci - te maleją wraz z kolejnymi etapami
    rozwojowymi. Jak obserwuję - do pierwszego zakochania nie ma większych dramatów.
    Oczywiście... zawsze jest żal za przyjaciółmi, ukochaną panią, kotkami sąsiada,
    itp ale... takie są czasy - rośnie nam generacja Nomadów lub jak kto woli -
    dzieci Europy.
    Ty masz małego skrzata, a ten w ogóle nie powinien przeżywać zmiany adresu.
    Jeśli tylko tata i mama (i ten sam kot) będą nadal w zasięgu ręki... Szybciej
    się nauczy języka niż Ty, za przeproszeniem i szybciej znajdzie towarzystwo w
    piaskownicy.
    CZechy. Nam tu dobrze. Mojej rodzinie. Wiesz, ten rok czekania, gdy widywaliśmy
    się tylko w wikendy, rok samotności... Teraz wiem, ze wszedzie dobrze, byle
    razem. No i byle bez wojny w tle.
    Znam tu kilku niezadowolonych Polaków/rodzin. I to nie z powodu złej pracy,
    małej kasy czy ogólnie niefajnych życiowych warunków. Denerwują ich Czesi,
    czeskie obyczaje i mentalność, a nawet czeskie smaki. Czują się lepsi/mądrzejsi
    od Czechów??? Ja obawiam się, że byłoby im źle wszędzie - poza Polską, czy
    miastem rodzinnym. Ja zaś wyznaję zasadę, że słowa kształtują rzeczywistość. I
    staram się nie mówić źle na wyrost. Nie jestem ślepa, ale przecież godząc się na
    mieszkanie w obcym kraju nie moge wymagać aby wszystko było swojskie. Pierogi
    robię sama albo przerzucam się na knedliki.
    Wiesz, ja wprost chorobliwie lubię ludzi, więc wiem, ze byłabym nieszczęśliwa w
    kraju, którego języka nie znam. Jestem leniuch ale czeski jest łatwy do
    nauczenia, przynajmniej na poziomie komunikacyjnym. Spędziwszy pierwsze 2 tyg. w
    CR - non stop w domu, z dziećmi w strupach po ospie, z głodu kontaktu
    zagadywałam obce staruszki na przystankach i sprzedawczynie.
    Dla mnie kluczem do tego kraju jest język. Gdy go znasz - możesz poznać ludzi
    (piszę poznać, ale nie zaprzyjaźnić - na to tu czekasz dłużej niż w Polsce). Nie
    tęsknisz tak strasznie za przyjaciółmi, bo masz internet i Skypa. A jak
    strasznie tęsknisz to ich zaprosisz do siebie albo zapakujesz auto i wyskoczysz
    na sb-nd. Nie tęsknisz za filmem, teatrem czy książką, bo to jest ogólnie
    dostępne i to w ludzkiej cenie. Fakt, w nieeksportowej-czeskojęzycznej wersji.
    Znają tu i doceniają Kieślowskiego. Była tu premiera Katynia. Trochę się z nas
    śmieją, że szeleścimy mówiąc i że jesteśmy religijny naród, którymi rządzą
    bliźniacy.
    Tu jest na pewno inaczej niż w PL, Czesi są inni niż Polacy ale... chyba mniej
    inni niż twoi Francuzi.
    Dalej - w czeskim języku nie istnieje pojęcie wyścig szczurów. Znają je ludzie
    korporacji, w wersji anglo. Ci - jak mój manża też pracują do 19. I mają też
    wedle prawa pracy obowiązkową przerwę na obiad, punkt 12.00. W piątek po
    południu nie znajdziesz doktora, mechanika, który byłby skłonny cię obsłużyć.
    Wszyscy w tym czasie pakują auto i ruszają gromadnie na chalupu - wolą o vikendu
    zażywać klidu a pohody.
    Religia kojarzy im się z monarchią habsburską i uciskiem. Ale w kościele
    spotkasz młodych ludzie aczkolwiek tylko tych, którzy się zdecydowanie
    opowiedzieli za.
    Zbiorowe żywienie jest tak popularne, że nie jest wielkim wydatkiem pójść do
    knajpy z całą rodziną. Kraj jest cholernie ciekawy a mały - zjeździsz go autem
    podczas wikendowych lub nawet jednodniowych wycieczek.
    Morawa - zwłaszcza południowa, Znojmo, Palava - człowiek się czuje jak w Italii.
    Do tego dodaj lokalne winnice i wino sprzedawane w piwniczkach od chłopa...
    Sporo ścieżek rowerowych. Możliwość wynajęcia na wakacje chalupy za śmieszne
    5000-7000 kc/tydzień, sezonowy basen prawie w każdym większym miasteczku z
    ambicjami, stawy, rzeki, górki, zamki, hrady, parki, najgęstsza sieć kolejowa.
    My się tu nie nudzimy i choć sporo widzieliśmy dalej jest co zwiedzać.
    Uf, to najdłuższy post w mym żywocie, pewnie dlatego, że powinna,m się uczyć
    zamiast pisać,
    Zdravim i trzymam kciuki za dobra decyzję.
  • uli 16.12.08, 15:01
    Ha, to prawda, czeski nie jest trudny.
    Nie wiem, teraz kiedy mój mąż już prawie dostał pracę w Brnie robi mi się słabo,
    jak myślę o kartonach i nowym miejscu. Co prawda ci Czesi wydają się naprawdę
    mili, mamy dostać mieszkanie służbowe do czasu aż nie znajdziemy sobie swojego
    lokum. Ale to wszystko, co tutaj piszecie jest naprawdę przekonujące. Ale
    straszno mi, straszno...
    Hehe, do pierwszego zakochania piszesz - to chyba mamy jeszcze trochę czasu...
    To prawda, że małżeństwo na odległość to straszna rzecz...
    Masz rację, słowa kształtują rzeczywistość, do pewnego stopnia...To jest np
    fajne u Irańczyków (nie wiem jak u innych Arabów) - żeby nie narzekać, nie
    krytykować bez sensu - bo to tylko ściąga nieszczęścia, świat jest od tego
    gorszy. Mamy dwóch znajomych Arabów, i oni naprawdę są zawsze uśmiechnięci, choć
    na pewno mają tu trudniej niż my. Myślę, że trzeba się od nich uczyć smile

    Teraz pozostaje dokończyć research, i podjąć jakąś decyzję...

    Pozdrawiam bardzo

    U

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka