Dodaj do ulubionych

Korabiewice: schronisko dla bezdomnych zwierząt

IP: 193.0.117.* 13.01.04, 12:50
Korabiewice: schronisko dla bezdomnych zwierząt

Pani Szwarc nie występuje w telewizji w programach o zwierzętach. Nie nosi
kolorowych spódnic ani eleganckich kostiumów. Kiedy pierwszy raz - w
listopadzie - zjawiliśmy się u nie bez zapowiedzi, była w dziurawych
roboczych butach i kufajce.

Ale to ona właśnie codziennie walczy o przetrwanie 127 psów, 9 koni, 4
niedźwiedzi i kilkudziesięciu kotów - bo dom dla bezdomnych zwierząt w
Korabiewicach koło Mszczonowa to właśnie ona: Magdalena Szwarc.

... Ja jeszcze jak byłam pracownikiem Zakładu Widowisk Cyrkowych, to jak
jeździłam po różnych miasteczkach, to widziałam te straszne ilości psów
bezdomnych. I przygarniałam je, jeździły ze mną. Żaden dyrektor nie chciał ze
mną wyjeżdżać, bo tych moich zwierząt było więcej niż tych pracujących w
cyrku...

... Zamieszkałam tu na stałe w 1985 roku razem z moimi zwierzętami. A to już
była spora gromada, prawie dwadzieścia kilka psów i koty. Widziałam jak tutaj
ludzie obchodzili się ze zwierzętami,. No i zaczęłam się żreć z tymi
okolicznymi rolnikami. Oni się dowiedzieli, że ja lubię zwierzęta i zaczęli
mi nocą podrzucać psy, zamiast je zabijać siekierą albo przywiązywać w lesie
do drzewa. Tak chyba lepiej...

...Prawie wszystkie psy u nas mają swoje imiona, ale jest gromada psów, które
przyjechały do nas hurtem. One były wyłapane w Mszczonowie. Nie przyjęło ich
w schronisko w Żyrardowie, jedyne tutaj w województwie skierniewickim, więc
je przywieźli do nas.

Ja popatrzyłam na te szkielety zamknięte w tym samochodzie i nie potrafiłam
odmówić. To już było z mojej strony bardzo nierozsądne. I te wszystkie psy
nazwaliśmy 'mszczonowskie'...

...Telewizja pokazała program o zwierzętach w Rosji i jakiegoś człowieka,
który idzie przez Rosję i pcha klatkę przed sobą klatkę z dwoma stłamszonymi
niedźwiedziami. I on idzie znikąd do nikąd bo jest bezdomny. Ja go szukałam
przez różne konsulaty i przez telewizje ale go nie znalazłam
Ale cały czas o nim myślałam. Aż wreszcie po dwóch latach przeczytałam, że
przyjechał do Polski Rosjanin z dwoma niedźwiedziami. I pomyślałam sobie, że
to był właśnie on. Ale to nie był on. Tamten, z tamtymi gdzieś jeszcze przez
tą Rosję dalej idzie. Przyjechał jakiś inny..

Pierwszy koń, który do nas przyjechał, to był Glon. Kochany i niezwykle
mądry. To było dwa lata temu. A zaraz potem przyjechał Desperat. A potem
następne.
Rzeźnie przeliczają je na kilogramy mięsa i za każdy kilogram trzeba zapłacić
kupę pieniędzy. Wykupienie jednego konia to ponad dwa tysiąca złotych...
Teraz przyjechały dwa nowe konie, które wypadły z transportu do rzeźni do
Włoch. Na szczęście przy tym upadku nie połamały nóg. Jeszcze tu wykupiłam
jednego konia od rolnika, teraz jest jeszcze w lecznicy na Grochowskiej.

Koty głównie przywoziła nam pani M. z Warszawy; te wszystkie, które nie mogą
schronić się przed zimą, bo okienka piwniczne i klatki schodowe są zamknięte.
Było ich przeszło sto. Ale przyjechał jeden chory na parwowirozę i choroba
zdziesiątkowała stado. Ja je leczyłam przez dwa lata, ale podać każdemu dwa
razy w nocy lekarstwo to dla jednej osoby straszna praca. Myśmy je mazali
kremem, żeby było widać w nocy, który już dostał lekarstwo, ale jednak wiele
zginęło. One przedtem mieszkały w barakowozie, ale teraz przeniosły się do
stajni i mieszkają razem z końmi.

Był gołąb. Najukochańszy. Przywieźli mi go z Warszawy. Był goły -
nieopierzony - i wszyscy mówili, że się nie wychowa. Ale ja wpadałam tam raz
na dzień, otwierałam mu dziób i wkładałam parę okruchów chleba, po czym
wkładałam mu ten dziób do wody. Nie chciałam mieć wyrzutów sumienia, że go
zostawiłam i on umarł.
Ale co przyszłam, to było wszystko w porządku, a nawet pojawiły się pierwsze
piórka. Zrobiło się lato i ja mu na dachu taki domek. No i wreszcie zaczął
fruwać i jak tylko mnie zobaczył, to sfruwał i siadał mi na głowie albo na
ramieniu. A dookoła mnie było pełno psów albo kotów. Niebezpieczeństwo było
ogromne, więc ja chciałam, żeby on mnie nie widział i chodziłam po podwórzu z
parasolem. Podejrzewam, że musiał upolować go szczur. A może do jakiegoś
stada dołączył się i odfrunął.../

Jesienią przyszedł pierwszy szczur. I też mi go było żal wygonić. Bo on sobie
zamieszkał za szafką i sobie myślę, co mi będzie przeszkadzał ten jeden
szczur. Ale on przyprowadził całą kupę szczurów...

...zwierzęta się tu czują jak w domu. To trochę jak inne schronisko. Ja się
staram, żeby one miały jak największą przestrzeń. Nie mogę ich zamknąć w
boksach i raz czy dwa wychodzić dać im jeść. W takim schronisku czułabym się
źle.


Kto pomaga...

Pani Hanka Bielicka i pani Zosia Czerwińska pomagają nam wśród aktorów. Pani
Hanka co miesiąc przysyła nam pieniążki.
Prószyński i Spółka w zeszłym roku mi pomogli.
Pan mecenas G. do instytucji pisał w moim imieniu, bo ja tu nie mam żadnych
warunków.
Ale jedyna osoba, która odpowiedziała na ten apel to była pani Hanna
Gronkiewicz-Waltz. I z NBP napisała, że oni teraz muszą pomagać powodzianom.
Przysłała 4000 złotych.
Przyjechali z Fundacji Animals od razu pożyczyli nam swój samochód. przedtem
to ja musiałam wszystko wozić na przełaj cztery kilometry taczką...
Żołnierze przywieźli łóżka, koce i materace i te psy sobie siedzą w domu, w
cieple i ... są szczęśliwe.
Jedna firma wspaniała ofiarowała nam listwy grzewcze i ten wóz był grzany.
Dzieci ze szkół, młodzież wspaniała jest. W jednej ze szkół na Żoliborzu
zrobili zbiórkę; koce, miski mi przywieźli i jeszcze pieniądze tysiąc
siedemset złotych.
W naszej wsi mieszka weterynarz p. dr. K. On tu przede wszystkim szczepi i
leci na czyjś rachunek jak któreś zachoruje. A najczęściej chorują konie.
Pani M.K., studentka weterynarii, bardzo kocha konie i sama jeździ. Ona
zawsze wie którego konia już nie chcą i trzeba go oddać na rzeź.
Szkoła podstawowa w Warszawie. Jedno z rodziców przytaszczyło szafę i w tej
szafie otworzyli na przerwach sklepik. I ruch mieli taki, tyle pieniędzy
zebrali i przywieźli do mnie, że ja mam studni głębinową, czego bym w życiu
nie zrobiła. Bo to był koszt 3000 złotych.

Ja się przyjaźniłam w latach 70. z takim młodym chłopakiem, on miał 17 lat i
się koło cyrku kręcił, nie miał co ze sobą zrobić. I ja poprosiłam
dyrektora, żeby on mógł u nas pracować.
A jak doszedł do pełnoletności, to wyjechał do cyrku W.S. do Niemiec i jest
tam do dnia dzisiejszego. Ale nasza przyjaźń przetrwała. I jak te
niedźwiedzie były zagrożone tam w Szczecinie, to ja się natychmiast z tym
Markiem skontaktowałam i jemu o tym powiedziałam. I on przysłał mi pieniądze
na budowę tych klatek.
Nie było go w Polsce 20 lat, a jak tu przyjechały te niedźwiedzie, tak on
przyjeżdża co roku i dofinansowuje je, dba żeby one mogły przetrwać.

...ci Rosjanie przyjechali, ale już bez niedźwiedzi, bo w międzyczasie
niedźwiedzie pojechały do ZOO na przechowanie. Mieszkali tu w tym wozie trzy
miesiące i ustaliliśmy, że dla tamtych dwóch wybudujemy tu klatki. I tak się
wszystko stało zgodnie z planem. Tylko Rosjanie nie wytrzymali, bo zima była
ostra. Niedźwiedzie zostały w ogrodzie zoologicznym, a ja już sama z moim
pomocnikiem i jeszcze z panami ze wsi żeśmy tę klatkę dla tych niedźwiedzi
postawili.

Oczywiście też znalazła się sponsorka, bo byśmy nie dali rady, bo to ogromne
pieniądze postawić dwie klatki. Pani D.D., też bardzo kochająca zwierzęta.
Teraz mieszka w domu złotej jesieni.

...a kto nie.

Gmina się nie zainteresowała. TONZ zwracało się do wojewody skierniewickiego -
bo do nas przywożą zwierzęta z całego województwa - też nic. Tylko prezydent
Mszczonowa ofiarował 60 metrów siatki ogrodzeniowej.
Ja napisałam list do niego, że tu przyjechała taka gromada psów dla nich
wybiegu. I on tę siatkę kupił i przywiózł.
Towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami. Oni są skłóceni. Tu i tu są wspaniali
ludzie, tylk
Obserwuj wątek
    • Gość: makary Korabiewice: schronisko dla bezdomnych cd. IP: 193.0.117.* 13.01.04, 12:53

      Do mnie przysyłają "Wegetariański Świat", z którego się dowiaduję ciekawych
      rzeczy. Na przykład że jest taka organizacja, która na rzeź odprowadza
      zwierzęta, pilotuje je tam i pilnuje, żeby miały humanitarną śmierć.
      A innych organizacji ekologicznych to nie znam...

      ...Raz nawet ktoś mnie wysłał do Skierniewic i powiedział 'proszę się tam
      stawić, tam Pani pozałatwia swoje sprawy'. I ja usiadłam przed urzędnikiem,
      który cały czas odbierał telefony i za każdym razem odpowiadał, że on jedzie na
      jako łąś wycieczkę ekologiczną do jakiegoś państwa jakimś fantastycznym
      samochodem, który im przydzielili.
      A jak odkładał słuchawkę, to w międzyczasie się mnie pytał czego ja od niego
      chcę...

      Ile jest do zrobienia...

      Przysłano mi tutaj z Niemiec kasetę. Nie wiem nawet kto to, ale tam jest
      napisane, że w Bułgarii u Cyganów wędrownych są dwa niedźwiedzie którym wyrwali
      pazury i wybili zęby. I one muszą chodzić na tylnych łapach, bo przednimi sobie
      podtrzymują ciężkie łańcuchy które mają wpięte w nos i w górną wargę i wyrywają
      rany. I one okropnie cierpią.

      I napisane jest żebym ja pojechała i te niedźwiedzie zabrała.

      Gdzie ja znajdę tych wędrownych Cyganów ? Ale tym niemniej ja będę ich szukać.
      W przyszłym roku spróbuje ich znaleźć i te niedźwiedzie przywieść.

      I jeszcze jedną, niedźwiedzicę himalajską , którą ja kiedyś wykupiłam, a koło
      jej klatki postawili motocross i warczą od świtu do nocy i ten niedźwiedź
      szaleje z rozpaczy...

      Każde wykupienie konia kształtuje się w okolicach 2000 złotych. A tyle tych
      koni jeszcze jest. A potem trzeba je jeszcze utrzymać... Z tych koni, które
      wypadły z transportu na rzeź do Włoch, jednego wykupiła też bardzo młoda, miła
      dziewczyna i zabrała go do domu a drugi trafił do nas.

      A jeszcze trzy osoby zgłosiły nam trzy stare konie, których już nie mogą
      utrzymać. I trzeba te konie jakoś uratować, bo będą je musieli oddać do rzeźni.

      Tutaj jest 10 hektarów i chcę dokupić jeszcze. Dlatego, że bardzo marzę, żeby
      zostawić po sobie, żeby tu było dużo miejsca.

      Jeżeli się znajdzie jeszcze kilkanaście osób z małymi kwotkami , to ja mogę
      wybudować jeszcze kilkanaście takich wybiegów. Bo teraz weszła w życie ta nowa
      ustawa o ochronie zwierząt i co oni zrobią z tymi wszystkimi niedźwiedziami,
      które są w tresurze i w cyrkach?

      ...a ile jeszcze brakuje.

      Na utrzymanie tego co jest potrzebuję na miesiąc 6000 złotych. Zwierzęta
      utrzymać nawet i za połowę tego. Ale tu są potrzebni jeszcze ludzie do pracy.
      Ja już jestem coraz starsza, a pracuję jak mężczyzna w sile wieku. Bogu
      dziękuję, że ja to wszystko mogę robić. Ale nie mogę nagromadzić kupy zwierząt,
      jeżeli nie będzie ludzi którzy zapewnią im warunki. A oni muszą coś jeść i w
      coś się ubrać. Nie znam na razie nikogo, kto chciałby takie coś robić za darmo.

      Każdy przecież ma jakieś swoje plany i potrzeby. Więc gdyby to wszystko miało
      prosperować dobrze, to trzeba by było jednak do pracy te dwie-trzy osoby
      przyjąć.

      Oprócz pieniędzy najbardziej potrzebne jest chłodnia. Taka, żeby się zmieściło
      przynajmniej pół tony mięsa i dało się przechowywać przynajmniej w
      temperaturze -1 st.C.
      To jest nie do zdobycia bo to kosztuje bajońskie sumy. Chłodnia na jedną tonę
      mięsa 2000 dolarów.

      Żeby wysterylizować suki i wykastrować psy. Bo one się rozmnażają, a nie ma
      gorszej rzeczy niż jak ja muszę usypiać ślepe mioty. A to trzeba do lecznicy, a
      potem im zapewnić warunki, żeby doszły do siebie.

      Gdyby ludzie chcieli tu przyjeżdżać pomóc, to byłoby wspaniale, ale tu są
      bardzo prymitywne warunki...

      ...Ja chcę tu jeszcze dokupić ziemi i zrobić oddzielne pasy dla psów, dla koni
      i całkiem oddzielny dla niedźwiedzi. Bo ich będzie przybywać.

      Wyjeżdżamy z Korabiewic. Pani Szwarc idzie przez podwórze brodząc po kolana w
      psach. Ona zostaje tutaj. Dalej będzie naprawiać krzywdy i szkody wyrządzone
      zwierzętom. Ktoś musi.

      Od autora

      Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o Korabiewicach. Na pewno
      decyzja dojrzała jesienią, po artykule w
      Wyborczej. Pojechać, zobaczyć i opisać. Trochę to zajęło, ale było warto.
      Wracaliśmy z Korabiewic poruszeni. Mam nadzieję, że Wy wszyscy, którzy czytacie
      ten tekst, będziecie choć w części czuli to samo.
      To nie jest relacja dziennikarska. Nie chcę, aby była obiektywna. Chcę
      przekazać choć trochę jak najbardziej
      subiektywnych przeżyć ze spotkania ze wspaniałym człowiekiem.
      Proszę Was także o pomoc finansową dla schroniska. Poniżej podaję numer konta.
      Te pieniądze trafią bezpośrednio do
      pani Szwarc. Każda pomoc się liczy. Nawet małe kwoty - zwłaszcza jeśli byłyby
      regularnie wpłacane. Wpłacając wpiszcie
      proszę informację "z Internetu".
      Jeżeli ktoś może pomóc w inny sposób: jedzeniem, wyposażeniem, własną pracą, to
      proszę pisać maile na adres
      korabiewice@skulski.com. Przekażę wiadomość pani Szwarc.
      Bezpośredni kontakt ze schroniskiem podany jest poniżej numeru konta.

      Dziękuję, że doczytaliście aż dotąd.

      Piotr Skulski



      PKO BP I o/Warszawa nr rachunku 10201013-650234-270-43-PLN
      SCHRONISKO DLA BEZDOMNYCH ZWIERZĄT
      Korabiewice 11, 96-122 Puszcza Mariańska, Polska
      tel. +48 (46) 8 318 134
      p. Magdalena Szwarc
      • Gość: makary Schronisko dla duzych i malych IP: 193.0.117.* 13.01.04, 12:56

        Schronisko dla duzych i malych

        Zwierzat w schronisku w Korabiewicach jest ponad 200 (w tym cztery niedzwiedzie
        i dziewiec koni). Psy i koty najczesciej sa podrzucane pod brame, zabiedzone i
        chore. Konie (czesto wyscigowe), skazane na smierc w rzezni, znajduja tu opieke
        i dozywotni dom.

        MAJA KUPISZEWSKA

        Niedzwiedzie Wania i Michael mieszkaly na jedenastym pietrze moskiewskiego
        wiezowca u zapalonego milosnika egzotycznych zwierzat. Jeden z nich zostal
        odkupiony od klusownika, drugi z cyrku. Wlasciciel niedzwiedzi, po tym jak z
        kalasznikowa zastrzelono mu lamparta, postanowil opuscic Rosje i zamieszkac w
        bardziej cywilizowanym kraju. Do Polski przeszedl przez zielona granice,
        ciagnac swoje niedzwiedzie w dwoch ciasnych klatkach. Miskami nie cieszyl sie
        dlugo. Odebrano mu je. Trafily do warszawskiego zoo, gdzie grozilo im uspienie,
        poniewaz brakowalo tam dla nich miejsca.
        - Duzo czasu zajela mi walka o Wanke i Michaela. Nie chciano przekazac ich w
        prywatne rece. Dzieki pomocy prasy i dyrektora Rembiszewskiego udalo sie
        przekonac m.in. Ministerstwo Ochrony Srodowiska, ze zapewnie im wlasciwe
        warunki, a sobie i ludziom bezpieczenstwo. Niedzwiedzie w koncu trafily do
        mnie - opowiada Magda Szwarc, wlascicielka prywatnego Schroniska dla Bezdomnych
        Zwierzat w Korabiewicach. - W tej chwili mam cztery niedzwiedzie. Wiosna pojawi
        sie piaty, wykupiony ze szczecinskiego cyrku.

        Schronisko w Puszczy Marianskiej powstalo w 1986 roku. Wtedy to Magda Szwarc
        kupila tu okolo 10 ha ziemi.

        - Przez 25 lat pracowalam w Zakladzie Widowisk Cyrkowych. Trzy razy mnie
        zwalniali, bo przeciwstawialam sie ostrej tresurze zwierzat. Za kazdym razem
        odwolywalam sie do sadu pracy. Tam przegladali moje akta i stwierdzali, ze
        jestem nienagannym pracownikiem i przywracali mnie do pracy - mowi Magda
        Szwarc. - Kocham cyrk. Dopoki nie przeszlam na wczesniejsza emeryture, nie
        wyobrazalam sobie bez niego zycia. Teraz mam swoje zwierzaki.

        Pani Magda uratowala zycie wielu czworonogom. Nie tylko psom i kotom. Na
        terenie schroniska przechadzaja sie konie, uratowane od smierci w rzezni. W tej
        chwili jest ich dziewiec. Spaceruja luzno po podworku, zaprzyjaznione z
        pozostalymi mieszkancami. Jeden z koni o imieniu Desperat idzie krok w krok za
        nami, traca lbem, proszac o swoj ulubiony przysmak - kostke cukru.

        - Konie sa bardzo przyjacielskie i otwarte na nowe znajomosci. Gdy pojawia sie
        nowy kon otaczaja go opieka. W przeciwienstwie do psow, ktore niechetnie
        przyjmuja i akceptuja nowych towarzyszy - mowi Szwarc.

        W stajni mieszka stara klacz. Pani Magda obawia sie, ze nie doczeka juz wiosny.
        Nie ma ochoty biegac z pozostalymi po podworku, poklada sie, duzo spi. Caly
        czas czuwa przy niej druga, mloda klacz. Bardzo jest przywiazana do staruszki.
        Nie chce wychodzic ze stajni, by nawet na chwile nie zostawiac jej samej.

        Schronisko jest duze, podzielone na kilka podworek. Zabudowan jest niewiele,
        parterowy dom zamieszkany przez psy. Stara stodola z dziurawa strzecha, latana
        materacami, zaadaptowana na stajnie. Kurnik zostal przerobiony na kociarnie.
        Jedynie niedzwiedzie maja piekne, nowe i duze klatki. Jedna kosztuje okolo 10
        tys. zl.

        - Ciagle brakuje pieniedzy. A potrzteba ich sporo. Na pokarm dla zwierzat,
        oplacenie rachunkow, nie mowiac juz o jakimkolwiek remoncie. Do zeszlego roku
        wode mielismy jedynie ze studni. Co rano musialam ponad 60 wiader wody wlewac
        do parnikow, zeby ugotowac zwierzetom jedzenie i napoic konie - opowiada pani
        Magda. - W zeszlym roku dzieci z jednej z warszawskich szkol uzbieraly ok. 3
        tys. zl i przekazaly schronisku. Dzieki ich pomocy mamy biezaca wode, jest
        latwiej.

        W schronisku jest ok. 150 psow, 50 kotow, cztery niedzwiedzie i dziewiec koni.
        A pracownikow niewielu. Bo pani Magdzie pomaga jedynie pan Stanislaw.

        - To zloty czlowiek, dlatego musze dbac o niego jak o najwiekszy skarb - mowi
        wlascicielka schroniska. - Boje sie, ze kiedys zechce stad odejsc, jak mu sie
        zycie troche pouklada. Z pomoca mezczyzny zawsze latwiej, no i bezpieczniej.

        Na brak pracy ani pan Stanislaw, ani pani Magda nie narzekaja. Robota jest od
        samego rana do poznej nocy. Trzeba oporzadzic wszystkie zwierzeta, ugotowac
        jedzenie, nakarmic, posprzatac. Niektore sa chore, trzeba pojechac po lekarstwa
        albo do weterynarza.

        - U mnie nie ma usmiercania zwierzat. Poki sie da, to ratujemy. Obecnie jeden z
        koni jest w klinice na Grochowie. Jest po operacji. Ma chore nogi. Uginaja mu
        sie w pecinach, nie moze utrzymac rownowagi - mowi Magda Szwarc. - Operacja mu
        nie pomogla, dlatego musimy podjac trudna decyzje. Pocieszam sie, ze jezeli
        bedziemy musieli go uspic, nie bedzie przezywac strachu, jaki towarzyszylby mu
        w rzezni.

        W schronisku jest bardzo stary, czesciowo sparalizowany pies. Trzeba kilka razy
        dziennie go przekrecac, wymieniac koce. Ale zyje i ma swietny apetyt.

        - Przeciez chorzy ludzie tez chca zyc. Nie mam prawa decydowac o zyciu i
        smierci. Poki moge zapewnic mu swoj czas, jedzenie i cieplo, to bede to robic -
        mowi Szwarc.

        Wlascicielke schroniska cieszy ustawa o likwidacji tresury dzikich zwierzat w
        cyrkach, choc wie, ze szybko nie bedzie egzekwowana.Dlatego juz teraz mysli o
        dokupieniu ziemi. Marzy o utworzeniu w Korabiewicach centrum dla cyrkowych
        zwierzakow na emeryturze. Zeby zapewnic im jak najlepsze warunki na ostatnie
        lata zycia. Zadne ze schronisk nie ma tyle przestrzeni, co ona.

        - Bardzo chcialabym stworzyc to centrum. Dlatego gram w totolotka i modle sie.
        Ale jak na razie nic mi z tego nie wychodzi - smieje sie pani Szwarc.

        - Nigdy nie spotkalem czlowieka takiego jak pani Magda, ktory tak bardzo bylby
        oddany zwierzetom - mowi pan Stanislaw. - Ona naprawde je kocha.

        - Robie to co robie, bo widze, ze zwierzaki potrzebuja mojej pomocy. Sa bardzo
        nieszczesliwe, czuja sie zagrozone. Dlatego przygarniam wszystkie - mowi Magda
        Szwarc. - One potrafia sie odwdzieczyc swoim przywiazaniem i miloscia.



        • Gość: Anka Pomóżmy schronisku! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.04, 15:18
          Mnóstwo osób czyta posty na forum; mam w domu stare kocy, śpiwory, jakieś
          kordły, stare swetry, na pewno wyślę to jutro do schroniska.
          Kupię też jakiś makaron, kaszę - niewiele, pewnie nie więcej niż 5 kg, ale
          gdyby choć część osób, które odwiedzają to forum, wysłało coś od siebie, na
          pewno byłaby to nieoceniona pomoc.
          Dlatego proszę wszystkich miłośników zwierząt, aby, jeśli tylko mogą, kupili
          podstawowe produkty (właśnie kasza, makaron, ew. jakaś karma) i wysłali do
          schroniska - paczka kosztuje 6 zł......
          Mam nadzieję, że coś wyjdzie z tej prośby.
    • Gość: ~ Re: Korabiewice: schronisko dla bezdomnych zwierz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.04, 18:34
      przeslijcie te informacje lub linka do tej strony znajomym. moze oni tez beda
      mogli jakos pomoc. to naprawde nieprzecietne schronisko prowadzone przez
      niesamowita kobiete. kiedy tam bylam mialam dokladnie takie same odczucia, jak
      autor artykulu.
      musimy im pomoc. tym bardziej ze schronisko znajduje sie z dala od wiekszych
      miast, prawie nikt tam nie przyjezdza, ograniczone sa mozliwosci pomocy, adopcji
      i wolontariatu.

      ps: makary, koncowke pierwszej czesci artykulu ci ucielo. konczy sie na
      "tylk".... co dalej? a nawiasem mowiac to skad jest pierwszy artykul? bo drugi
      wyglada na wyborcza.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka