• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Uśpienie psa. Też płakaliście?

  • 30.10.05, 19:06
    Ja muszę iść jutro uśpić.Była z nami 11 lat. Rycze jak cholera, przecież to
    członek rodziny!!
    Edytor zaawansowany
    • 30.10.05, 19:08
      ja na razie musialam uspic szczurka i plakalam caly dzien nie moge sobie
      wyobrazic ze musialabym mojego psiaka uspic, bardzo wspolczuje...:(
      • 30.10.05, 19:26
        Tak, bylam zrozpaczona, choc wiedzialam, ze dla mojej psiny to najlepsze
        wyjscie. Po roku walki o zdrowie, poteznej operacji i sprowadzaniu lekow z
        Anglii, musielismy sie poddac. Chcielismy oszczedzic jej stresow, zwiazanych z
        jazda do gabinetu lekarskiego i wezwalismy lekarza do domu. Odeszla na swoim
        kocyku, glaskana przez ukochanego pana. Minelo 3,5 roku, temat ten dalej budzi
        w nas duze emocje, czesto wspominamy nasza sunie, ma swoje miejsce w naszych
        sercach. Od nastepnego dnia po tym zdarzeniu, jest z nami inna suka, tez bardzo
        kochana, jako zapelnienie pustki i ciszy, ktorej potwornie sie obawialismy.
        Wszystko ma swoj poczatek i koniec.Decydujac sie na psa, decydujemy sie tez i
        na tak dramatyczne momenty, trzeba przez to przejsc, to bardzo trudne, ale
        nalezy sie to psinie, ktora cale swe zycie oddala swemu panu.
        Pozdrawiam, z nadzieja, ze moj list doda ci otuchy.
        • 30.10.05, 19:33
          Dziękuję.Robimy to wyłącznie dla jej dobra. Schorowana jest bardzo, leki już
          nie pomagają, guzy zaczynają krwawić. Będzie jej dobrze w psim świecie, gdzieś
          tam... Może to głupie, ale wierzę, że ją jeszcze kiedyś spotkam.
          • 30.10.05, 21:20
            teczowymost.atspace.com/
            --
            O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć...
            • 30.10.05, 21:28
              Mam to za sobą i nie wyobrażam sobie, że może mnie to czekać znowu :(((
              Ale taki nasz obowiązek! To lepsze niż gdyby to one miałyby zostać same tutaj
              bez nas...
              --
              ^@^
            • 24.05.06, 22:17
              cholera po co podajesz adresy takich stron. to dla jakiś psychopatów chyba.
              zaczęłam czytać wstęp i już się poryczałam. to nie jest na nerwy zwykłego
              człowieka. wyłączyłam to zanim dostanę naprawdę ataku histerii...
      • 27.02.07, 21:24
        Moj Doberman miaL bol,trzesl sie ,jest po wielu zakleczonych opracjach-
        wydawalo mi sie ze to juz koniec,postanowilem pomoc Mu w przejsciu do Lepszego
        Swiata,przyjechal weterynarz i stwierdziz ze serce pracuje OK,bol
        prawdopodobnie z zolodka (dzialanie uboczne Rimadilu,i do uspienia niedoszlo-
        CIESZE SIE ZE MOZE JESZCZE KILKA MIESIECY , XYSTOS-DUX zyje !!! oby do oktobra-
        zeby lato przezyl,ja jestem wykonczony,futrzak bedzie spal ze mna by go ani na
        chwile z oczu niespuscic.
        Bedziemy walczyc o kazdy dzien jego zycia ,jego i mojego tez gdyz bez dux´a
        niewidze powodu miejsce na tym lez padole zajmowac.
        Medycyna jest bezradna-bede sie modlil do Boga kochajacego Pieski - jeszcze
        jedno lato ...dla nas obojga.
        Jezeli mozecie to pomodlcie sie o Xystos wyzdrowienie,prosze . Pzdr
        • 23.01.08, 10:41
          Też tak strasznie chciałam, żeby moja Nela miała jeszcze jedno lato
          na działce, wśród pól i lasów, które tak bardzo kochała. A ona
          odeszła w piękny, słoneczny dzień na początku czerwca. Jak ja wtedy
          nienawidziłam tego słońca! - wszystko przez nie wokół tak
          intensywnie żyło i kwitło, a ja kopałam dół dla mojej ukochanej
          maleńkiej psiny. Na rododendronie w ogrodzie były jeszcze świeże
          kwiaty. Zerwałam wszystkie i obłożyłam ją nimi...
    • 30.10.05, 21:55
      Bardzo Ci współczuję. Uśpienie mojego ukochanego psa (2 lata temu) było jedną z
      nagorszych chwil w moim życiu. Wiedziałam że jest bardzo chory i że to dla
      niego będzie najlepsze co moge zrobić ale nie docierało do mnie że już mojego
      pieseczka nie będzie i że muszę się z nim rozstać. Do tej pory (pomimo że mam
      innego psa)nie mogę myśleć o tym bo od razu płaczę. Trzymaj się i bądź dzielny.
      Pozdrawiam
    • 30.10.05, 22:10
      Tak jak już ktoś napisał..lepiej jak kochany futrzak odchodzi a nie odwrotnie.
      Niedawno spotkałam panią na Koszutce w Katowicach u weta.Taka smutna i
      zapłakana.Była ze swym pupilem,chorym na białaczkę.Jakaż ona snutna
      była...wyobrażam sobie,że Ty też taka jesteś,ale zrozum,że to ten czas,ta
      chwila.Marne to pocieszenie,bo sama kilka "pożądnych"pupilów straciłam.Mam inne
      zwierzaki,młode.Czas pokaże jakie są naprawdę.Tylko tak jak piszą
      niektórzy...są zwierzaki kochane i są indywidualności.Ja tego zaznałam.Też
      tęsknię za indywidualnościami.Było ich dwóch. Pies i kot.
      --
      Szczęście to nic innego jak dobre zdrowie i krótka pamięć.
    • 30.10.05, 22:24
      Jak nie da się inaczej to trudno. A może weterynarz mógłby przyjść do domu?
      --
      beagle
      • 31.10.05, 08:27
        minęło już ponad 8 lat ale jak czytam te posty i tak łzy mi same lecą... nazywał
        się Dingo, miał 16lat... pzdr
    • 31.10.05, 09:51
      tak bardzo ,nie byłam przy tym i dobrze bo jest to bardzo drastyczne przeżycie,
      długo po wszytkim płakałam nawet teraz po 5 latach łza sie w oku kręci ,bardzo
      mi pieska brakowało, dużo osób zastępuje nowym psiakiem ale to jest
      rozczarowanie bo każdy pies ma inny charakter on może wyglądać idenycznie ale
      to już nie to samo, mi teraz jest trochę lżej bo przygarnełam kotkę lecz
      obiecywałam nigdy wiecej zwierzaka, ale tak sie nie da jak sie kocha zwierzęta
      to trzeba przygarnąć inne i pokochać,trzymaj sie czasem są w życiu takie chwile
      i musimy je znieść pozdrawiam
      • 31.10.05, 10:31
        Tak, to jest drastyczne przeżycie, ale ja nie wahałam się być przy mojej
        Balbince - uważałam to za mój obowiązek wobec niej, żeby nie zostawiać jej w
        ostatnich chwilach jej życia. Oczywiście weterynarz przyjechał do domu, nie
        miałabym serca, jak niektórzy, wieźć psa do obcej, groźnej przychodni i tam
        oddać w ręce wteterynarza i wyjść sobie. Balbinka była na moich kolanach cały
        czas - przy pierwszym zastrzyku, po którym łagodnie usnęła i potem kiedy
        dostała "złoty strzał" aż kiedy przestało stukać jej serduszko. A potem jeszcze
        długo trzymałam ją w ramionach i tuliłam, potem przyszły jej córeczki pożegnać
        się z nią. Owinęłam ją w jej kocyki, włożyłam do kolorowej poszewki i zaszyłam.
        Potem mąż wykopał głęboki dół w ogrodzie i pochowaliśmy ją. To było 3 lata
        temu. Teraz rośnie na tym miejscu piękny krzak dzikiej róży.
        A ja znowu się poryczałam.
        --
        ...wczoraj sobie siedzę, patrzę przez okno... i mnie myśl naszła...jak te
        dzieci się mogą bawić w piaskownicy przez cały dzień, bez alkoholu...
        • 31.10.05, 11:28
          ja nie byłam przy tym nie dlatego że nie chciałam ale miałam maleńkie dziecko i
          rodzice mi zaoszczędzili tego widoku dowiedziałam sie jak było po wszytkim, nie
          usypiliśmy pieska w klinice tylko w domu i zawinięty w białym
          prześcieradle ,zostałą pochowany w uroczym miejscu ,moje dzieci mówią że sobie
          biega po łoce i jest szczęśliwy, bo go nic nie boli...
    • 31.10.05, 13:34
      Z moją pierwszą suką było trochę inaczej, miała raka (wyrósł jej olbrzymi guz)
      za wszelką cenę chcieliśmy ją ratować i wzieliśmy ją na operację, teraz już
      wiem że to była zła decyzja, była z nami 9 lat i trochę miesięcy, nie wybudziła
      się po operacji, to straszne co muszą przechodzić właściciele, którzy muszą
      uśpić swoje ukochane zwierzątko, trzymaj się barti84
      • 31.10.05, 14:04
        Niestety rak był ogromny :( Już po wszystkim... Byłem razem z mamą i Bunia była
        do końca na moich rękach. Spoczywa na swoim kocyku, gdzieś pod ziemią u wuja w
        ogrodzie (niestety mieszkam w bloku). Tak teraz głucho bez niej w mieszkaniu,
        ale cóż... Teraz już gdzieś tam jest, nic ją nie boli... Dziękuję Wam za słowa
        wsparcia!
        • 31.10.05, 14:27
          zrobiłeś dla niej bardzo wiele ,byłeś z nią do końca napewno czuła się
          bezpiecznie, tak to prawda jest jej lepiej teraz, ta pustka będzie trwała długo
          dopóki inny zwierzak chociaż częściowo jej nie wypełni ,pomyśl o tym tak wiele
          zwierząt czeka na swojego pana ,trzymaj sie cieplutko pozdrawiam
          • 31.10.05, 16:51
            Trzymaj się cieplutko. Twoja Bunia jest szczęśliwa w Psiej Krainie bez bólu i
            strachu.
        • 01.11.05, 13:22
          Trzymaj się i pamiętaj czas leczy rany, wiem ze ci ciężko, zwłaszcza jak jest
          tak pusto w domu, ja też tak miałam, zaraz po odejściu mojej pierwszej Nory
          zdawało mi się ze jest tak cicho, wytrzymałam rok i wzięłam drugą Norę,
          wszystko się ułoży tylko daj sobie trochę czasu, a Bunia tam też jest
          szczęśliwa, za jakiś czas rana się wyleczy
        • 01.11.05, 13:55
          Jest już wola od cierpień ... biedna sunieczka :(
          --
          ▐►●◄▌
    • 01.11.05, 20:09
      Jak się czujesz? Poklepałabym Cię chętnie lekko po ramieniu, powiedziała ciepłe
      słowa o tęczowym moście. Bardzo Ci współczuję.
      TO jeszcze (mam nadzieję) bardzo daleko przede mną. Kiedyś, lecząc moją sunię z
      poważnych, acz w obliczu nieuchronnego, banalnych dolegliwości, obserwowałam
      ludzi, którzy przyszli TO zrobić. Bardzo im współczułam, miałam zaszczyt z
      Panią od usypianego psa porozmawiać, starałam się dodać jej otuchy, one też w
      jakimś raju się znajdą, spotkają się z kochającymi ich Paniami, Panami.
      • 02.11.05, 20:27
        Dziękuję za słowa otuchy! Pusto się strasznie zrobiło, ale cóż, nic nie jest
        wieczne... Życzę wszystkim wszystkiego dobrego :)
        --
        Bartek
    • 17.11.05, 10:44
      to jest mój pierwszy post na tym forum i pewnie ostatni. Moją sunię musieliśmy
      uśpić dzisiaj rano, Boże jakie to ciężkie... Nie potrafię normalnie
      funkcjonować bez Niej. Miała 14 lat, zanik mięśni i guz piersi. Miała takie
      piękne oczy a teraz i nie ma ... Strasznie to przeżyłam bo to był mój pierwszy
      pies. Moja Kochania Buba jest już w psim niebie.
      • 17.11.05, 11:16
        madameevil napisała:

        > to jest mój pierwszy post na tym forum i pewnie ostatni.

        Nie mow "nie". FOrum wciaga.

        > Moją sunię musieliśmy uśpić dzisiaj rano, Boże jakie to ciężkie...

        wiemy, wspolodczuwamy.

        > Nie potrafię normalnie funkcjonować bez Niej.

        Nowa sytuacja jest zawsze trudna, zwlaszcza po stracie domownika.

        > Miała 14 lat, zanik mięśni i guz piersi.

        NO to eutanazja byla jedynym dobrym wyjsciem.

        > Strasznie to przeżyłam bo to był mój pierwszy pies.

        Madameevil, bierz nastepnego. NIekoniecznie juz dzis, ale zrob dobry uczynek
        wobec kuzynow Buby. Zwlaszcza tych ze schroniska. MOze wez psa od Bozeny WAhl.

        Wyrazy wspolczucia.
        --
        Wy nam mówicie: Europa. A tu, co postawimy mleko na kwaśne, to skądś wyłażą
        garbate karzełki i szczają nam do garnków. (S. Mrożek, Z ciemności))
    • 07.02.06, 13:49
      ogromnie...i płaczę nadal..dzisiaj w nocy lekarz zakończył cierpienia naszego
      Jerrego...został pochowany w ogródku u mojej babci..
      teraz jest juz w krainie za Tęczowym Mostem..
      • 11.02.06, 22:20
        13 grudnia przestało bić serduszko mojego ukochanego Redzia. Był on bardzo
        chory,nowotwór złośliwy atakował po kolei wszystkie wewnętrzne narządy.Rak był
        szybszy od lekarzy. Red miał 12 lat i doktor powiedział, że to najlepsze co
        mogę dla niego zrobić. Wiecie, ja jechałam do kliniki z myślą że wrócę z psem,
        nie byłam kompletnie na to przygotowana. Dlatego też poprosiłam o czas na
        podjęcie decyzji.To było najgorsze 40 minut mojego życia. Zdecydowałam się na
        to.Byłam z Redziem do końca,podobno on już nie był świadomy, ale na pewno
        wyczuwał moją obecność.
        Moje kochane słoneczko.Biega teraz po tęczowym moście i czeka na swoją paniusię.
        • 11.02.06, 23:44
          Mój ukochany piesek odszedł 05/02/06. Byliśmy razem przez 14 lat. Choroba
          zabrała mi Go bardzo szybko. Decyzja o uśpieniu była najtrudniejszą w moim
          życiu. Wylałam już morze łeż i nadal nie mogę przestać płakać. Pozostawił po
          sobie niewyobrażalną pustkę. Odruchowo sprawdzam czy ma wodę w misce, chcę dać
          mu jakiś smakołyk. Wciąż nie mogę uwierzyć, że nie ma Go już ze mną. Wierzę, że
          jest w psim niebie i że kiedyś się spotkamy ale martwię się o niego, czy
          wszystko jest w porządku, czy nie tęskni. Nie mogę poradzić sobie z odejściem
          mojego Dżekusia. Żaden inny pies nie mógłby Go zastąpić bo był dla mnie jedyny.
          Po naszym rozstaniu życie straciło dla mnie sens. Gdyby mogło spełnić się jedno
          moje marzenie chciałabym żeby do mnie wrócił.
          Pzdr.
    • 15.02.06, 14:35
      Bardzo współczuję. Rok temu musiałam zrobić to samo, ryczałam miesiąc.
      Jak widzę weterynarza, który do tego doprowadził mam ochotę uśpić i jego.
      • 20.02.06, 09:21
        Ja to musialem zrobic w sobote, moj ukochany jamnik odszedl po 16 latach, w
        ostatnich 3 miesiacach walczylismy o jego zycie z mocznica, niestety choroba
        okazala sie silniejsza. Zostal uspiony w domu wsrod swoich najblizsych
        domownikow i pochowany w ogrodku za domem. Wiem,ze juz nie cierpi i czeka na
        swoich domownikow, na pewno sie kiedys wszyscy z nim spotkamy. Teraz jest
        straszna pustka po nim ale juz wiem,ze w okolicach wrzesnia bedziemy brali
        nastepnego jamnika, wiem,ze nie bedzie taki sam bo kazdy jest inny ale chodzi
        oto,zeby byl jakikolwiek bo nie wyobrazam sobie domu bez psa.
        • 21.02.06, 14:56
          Umo, nasz jamnik też miał 16 lat, gdy go uśpiliśmy, był już tak schorowany i
          tak cierpiał, że nie było sensu przedłużac tego bólu. Bardzo to przeżyliśmy ja,
          mąż i synek. Ale co ciekawe mamy też drugiego jamnika, teraz ma 9 lat i on
          bardzo przeżywał śmierć przyjaciela, brata? Wył całe dnie i noce, nie jadł, nie
          bawił się, leżał na ich wspolnym legowisku. Zmieniło się dopiero wtedy gdy
          wzięlismy mała jamniczkę, która obecnie ma 8 m-cy. Tłuczek zajął się małą,
          bawią się, myją sobie uszy.
          Widać, nie tylko my cierpimy po stracie przyjaciół, zwierzęta też.
          --
          "Mężczyźni dzielą się na dwie grupy, przystojnych i inteligentnych. Przystojni,
          to ci, którzy mi się podobają, a inteligentni, to ci, którym ja się podobam."
          • 13.04.06, 12:51
            Moja Aza odeszła wczoraj. Musiałam to zrobić piękna, mądra bokserka która miala
            9 lat i kochającą rodzinę. Bardzo cierpiała walczyłam o nią jak lwica , miała
            białaczkę.Choroba trwała 9 miesięcy,wyniszczyła jej organizm mimo
            leczenia.Niewydolność nerek ,oddychania itd.Teraz jest pustka ,serce pęka, spać
            nie mogę,nadsłuchuję jej sapania.Ciężko,ale wiedziałam ,że to jest bardziej
            ludzkie niż pozwolenie na to cierpienie ,myślę że ona wieże zrobiłam to żeby jej
            ulżyć w męczarni i kocha mnie za to tak bardzo jak ja ją .Nie chcę psa nigdy
            więcej bo tylko ją chcę kochać .Muszę sobie poradzić choć jest mi baaaaaardzo źle.
            • 13.04.06, 17:52
              Niestety to bardzo przykre przeżycie.Nawet najtwardsi ludzie pękają wtedy.
              Ja uważam, że obowiązkiem właściciela jest wtedy być razem z psem,nie można
              tego przeżucać na kogoś innego.
    • 15.04.06, 23:40
      Ryczeliście a nie płakaliście. Ryczeliście wniebogłosy. Na całe gardło, z glutem
      u nosa, zapuchniętymi oczami i rozpaczą czarną w sercu. A na drugi dzień
      poszukaliśmy małej następczyni, która zajęła koszyk, zajęła czas i teraz mocno
      już mieszka w sercu.
    • 23.05.06, 22:04
      po 20 latach...a urodzila sie moja Nora tez w maju. jest 21.13, Nora usnęła o
      19 i ciagle czekam jak bedzie slychac jej dreptanie w przedpokoju, albo
      pofukiwanie przez sen.wiem ze sie juz psina nie meczy, ale tak mi przykro.
      dostalam ja jak mialam 10 lat. teraz mam 30.
    • 24.05.06, 14:49
      Dzisiaj nad ranem odeszła moja suczka Wenus. Amstaff. Miała 11 lat. Też był
      dylemat, czy ją uśpić. Robiliśmy wszystko co w ludzkiej mocy: badania,
      kroplówki, zastrzyki. Zaprzyjaźniony weterynarz doradził, żeby zaczekać do
      czwartku... Niestety, nie doczekała. A ja siedzę w pracy i wyję...
      • 24.05.06, 15:45
        I to jak :( Usypiałam w swoim życiu 3 psy. 10 maja ukochaną 1,5 roczną
        goldenkę. Przegrała walkę z chłoniakiem, a raczej my nie pozwoliliśmy jej
        cierpieć...
      • 11.06.06, 09:24
        Wczoraj rano <beczy> 14lat, owczarek niemiecki nie umiał już chodzić na tylnie
        łapy :(
        • 12.03.14, 20:10
          W sobotę musieliśmy uśpić naszego Argonia. Też nie mógł chodzić już na tylnych łapach, wysiadł mu kręgosłup, zaczęły się problemy z krążeniem. Wykorzystaliśmy już wszelkie możliwości jakie może zaoferować weterynarz 12 letniemu owczarkowi. Wciąż nie mogę się otrząsnąć. Mam wrażenie że siedzi za mną. Kładąc się do łóżka mam odczucie, że za chwile położy swoją mordkę na moim łóżku tuż przy mojej twarzy. Rano nasłuchuję tak jak to robiłam przez 12 lat co pies robi na parterze w kuchni... a po chwili sobie uświadamiam, że Argosa już nie ma z nami. Wszyscy w domu czują jakby tu cały czas był.
    • 24.05.06, 16:56

      -- ja to czuje bardzo!!!!!!!!
      2lata temu 1goz powodu raka.mialam jeszcze jego brata i dobermana-te psiaki
      byly ze mna 12 lat.masakra,ostatnio tj 14go musialam te 2 uspic,dla mnie to
      horror,tzn byl przy tym maz i moj tato ja bym chyba zeszla na zawal.......nie
      umiem wyrazic jak mi zle i ciezko.jak pustoooooo
      mama Laury ur.22 marca 2004
      kliknij na LAURA
      • 27.05.06, 09:54
        moj piesek owczarek niemiecki ma 15 lat od roku stan jego zdrowia pogorszyl
        sie ... niewydolnosc krazenia arytmia ... nie wiem co robic weterynarz wspomnial
        o uspieniu dla mnie to cos okropnego nie dam rady chyba jak czytal posty to
        lzy leca mi po policzkach to musi byc straszne uczucie zakonczyc zycie tak
        wielkiegoi przyjaciela ;((( wiem ze jesli sie na to zdecyduje ulze mu w
        cierpieniu ale z drugiej strony bede czula ogromna pustke w sercu i zal ze jak
        znowu wroce do domu moj kochany piesek nie przywita mnie :((( ale wierze ze
        kiedys spotkamy sie... i znowu bedziemy razem
        • 28.05.06, 14:49
          Ja też mam wilczura, też ma 15 lat i wet powiedział, że czeka go 3 miesiące
          życia i że będę musiała go uśpić!Ryczę od 3 dni!
    • 07.06.06, 16:01
      Dziękuje losowi ze wszystko potoczyło sie tak ze nie musiałam podejmowac tej
      strasznej decyzji. Nasza 16 letnia suczka zdechła podczas kroplówki która miała
      ratowac a raczej podtrzymywac jej życie. Przez ostatni tydzień życia suni
      codziennie ryczałam jak pomyślałam że musze wreszcie coś postanowić - mój
      egoizm a moze tak miało być... Strata jest tak straszna że zrozumie to tylko
      osoba która sama przez to przeszła. Rycze nawet czasem teraz a minęło z 8
      miesięcy. Dla osób tzw "nie psiarzy" moja postawa czyli rozpacz była
      krytykowana i wysmiewana - dzięki temu pozbyłam sie kilkoro "przyjaciół".
      Niektórym empatia jest bardzo daleka. :(
      --
      Razem już...
    • 09.06.06, 22:28
      Tak. I do tej pory ryczę. Mimo,ze od paru miesięcy było wiadomo,ze Mora
      choruje. Mimo leków, w ostatjich dniach kroplówek. Ale dziś na USG okazało
      się,że ona nie ma już właściwie nerek... NIe było sesnu męczyć jej. Dopóki nie
      cierpiała - a przynajmniej tak nam się wydawało - walczyliśmy. POciesza mnie
      tylko to, ze zwłaszcza w ostatnich dniach miała to,czego zawsze najbardziej
      potrzebowała - naszą obecność. Stale ktos był przy niej,Kroplówki miała w domu,
      zastrzyki też - chcieliśmy oszczędzić jej chodzenia do gabinetu. NIedaleko, ale
      dla niej to już było dużo, a poza tym, który pies to lubi...

      Strasznie teraz pusto bez niej. Ale już się nie męczy. Pochowaliśmy ją na
      działce, koło kilku innych rodzinnych zwierzaków....
      --
      (\ /)
      {>'.'<)
      (")_(")
      • 10.06.06, 13:23
        wczoraj wieczorem...
        • 16.06.06, 00:06
          czy płaczę? serce mi pęka...teraz, kiedy patrzę jak z każdym dniem gaśnie, i
          chyba pęknie kiedy za chwilę będę musiała ją uśpić...
          • 10.08.06, 23:45
            Rycze jak bóbr od rana :-( Mój kochany pies odszedł dziś rano. Musieliśmy go
            uśpić , nie wstawał już na tylnie łapy , męczył się . Był taką kochaną psiną
            żaden nie będzie już taki :-( miał dopiero 7 lat :-( to straszne, tak strasznie
            mi źle. Cząstka mnie umarła , siedzę i patrzę na jego zdjęcie , tak mi go
            brak :-( moja kochana psina .... Dopóki Sen Wieczny Nie Zamknie Nam Powiek
            Będziemy Przyjaciółmi Ty - pies , Ja - człowiek :-(
            • 11.08.06, 00:31
              Trzymaj się.
              --
              Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot
    • 11.08.06, 09:10
      barti84 napisał:

      > Ja muszę iść jutro uśpić.Była z nami 11 lat. Rycze jak cholera, przecież to
      > członek rodziny!!
      Też plakaliśmy - wszyscy, kiedy odchodziły nasze zwierzęta. Naturalna reakcja,
      tym bardziej, że taka decyzja musi wyjść od nas samych. Pozwolić odejść czy
      zatrzymywać na siłę przez kolejne dni znaczone cierpieniem wszystkich stron...
      Nieuchronne jest to niestety, nasi bracia mniejsi żyją krocej i niekedy tylko
      przeżywają nas...
      Wspólczuję Ci bardzo - Ika
      • 22.12.06, 08:54
        Witam Ja wczoraj uśpiłam z mężem mojego ukochanego owczarka. Miał na imię Red.
        Był u nas prawie 12 lat. Nie mogę się pogodzić z tym, co się stało. iedzę w
        domu i ciągle płaczę. Mamy jeszcze sunię 12-latkę. Nie zostaliśmy zatem bez
        psa, ale jakoś pusto w domu. Byliśmy z naszym Redziem do końca. Weterynarz
        uśpił go w ogrodzie. Odszedł spokojnie. Ja jednak nigdy nie zapomnę jego
        smutnych oczu i tego, gdy zasypiał na rękach mojego męża. Podał nam wtedy
        ostatni raz łapę.
        Mam straszne wyrzuty smienia, ze to zrobiliśmy. Mąż twierdzi, że nie było sensu
        czekać aż będzie bardziej cierpiał. Chciał, żeby godnie odszedł. Smutek i żal
        jednak pozostanie....

    • 22.12.06, 10:19
      ja przeżyłam uśpienie mojego Beja bardzo, był chory, juz nie chciał walczyć,
      leczyłam go długo i kosztownie. Którejś nocy przestał walczyć... nawet teraz
      płacze pisząc choc mineło już 5 lat.
    • 25.12.06, 08:15
      mojego dziamdziaka bede musial uspic. Zapasc przyszla dzien przed Wigilia w tym
      roku. Juz nie mial tego blysku w oczach - meczyl sie. W samej chwili jak
      powiedzialem, ze niech lekarz robi swoje nie plakalem. Potem sie poryczalem jak
      bobr. W Wigilie go pochowalem. Jest w psim raju ....
      --
      "Pozwolić feministkom decydować o seksie to jak zafundować psu wakacje w
      Chinach."
      Matt Barry
      • 01.01.07, 22:08
        Mojej suni się pogorszyło właśnie przedwczoraj... ma raka, ale do tej pory czuła
        się nieźle a teraz nie chce jeść, dziś też wode jej musze wmuszać, chwieje sie
        na nogach, serce mi się ściska i wiem, że pewnie będę musiała ją uśpić, ale nie
        wyobrażam sobie tego, płacze na samą myśl, nie wiem jak sobie z tym poradze ;(
        jak się będę uczyć do zbliżającej sie sesji...
        Szkoda, że pies nie może powiedzieć co go boli...
        • 02.01.07, 08:29
          Nie piszcie tak, bo czytam ten wątek i nie mogę powstrzymać się od ryku.
          • 05.01.07, 23:05
            Nie musiałam jej usypiać- bo wcześniej sama zdechła..., ale to nie zmienia
            faktu, że ból jest straszny po stracie i żal, że cierpiała;(
    • 30.12.06, 11:53
      Współczuję. Mój pies został uśpiony w te wakacje. Kocham go nad życie i ciagle okropnie tęsknię, bo drugiego takiego nie ma i nie będzie. Ale teraz przynajmniej nic mu już nie dolega :-)
      • 03.01.07, 17:43
        Ja musiałem uśpić w sobotę,30 grudnia.Sznaucera trzynastoletniego.Robiłem
        wszystko aby przedłużyć mu życie.Niestety.Ten cholerny rak nie dał dłużej żyć
        mojemu psu.Jedyną pociechą pociechą jest to,że mam po nim syna.Ale biedak chodzi
        wciąż po domu i rozgląda się.Nie chce jeść.Po prostu nie poznaję go.Wciąż szuka
        swojego ojca,choć jest już kilkuletnim psem.Jest osowiały.Co mogę zrobić aby był
        jak kilka dni temu?
        • 03.01.07, 18:04
          Ja właśnie wczoraj musiałem uśpić mojego 11-letniego ukochanego pieska. Był dla
          mnie najlepszym przyjacielem, w wakacje dowiedziałem się o Jego powaznej
          chorobie, ale jeszcze jako tako dzieki lekom się trzymał, choć wiedziałem, że
          to kwestia miesięcy... w noc sylwestrową Mu się pogorszyło. Myślę, że to był
          najbardziej odpowiedni moment na uśpienie, przestał jeść, prawie nie chodził,
          nie spał...minął dzień, nie mogę się z tym pogodzić, że już go nie zobaczę, gdy
          wejdę do domu. Mój piękny czarno-biały kundelek spoczął na naszej działce 5 km
          za miastem, ale chcę wierzyć, że jest na tym lepszym świecie, jestem
          katolikiem, więc wierzę, że istnieje ten lepszy świat, bez cierpień, radosny,
          wierzę, że teraz mnie obserwuje i ciągle uczestniczy w życiu mojej rodziny, że
          znalazł tam sobie swoich nowych przyjaciół, bawi się, może spotkał swoją
          rodzinę i że kiedyś się z Nim jeszcze spotkam w tamtym lepszym życiu. Wierzę,
          że jest wciąż ze mną obecny, nie ciałem, ale duszą, ta wiara mnie uspokaja,
          choć chciałbym, żeby ktoś na 100% potwierdził, że istnieje życie po życiu, to
          by mnie uspokoiło, wiedziałbym, że jest tam szczęśliwy, nie jest samotny, ale
          jest tam z tysiącami innych zwierzaków. Mam 20 lat, jestem facetem, ale
          ryczałem jak dziecko, dzisiaj jest trochę lepiej, jutro muszę jechać na
          uczelnię. Pozostała pustka, na razie nie myślę o nowym zwierzaku, ale z czasem
          pewnie pojawi się inny piesek w moim życiu, co nie zmienia faktu, że to Ten,
          który odszedł, zawsze będzie dla mnie najukochańszy, życie powoli wróci do
          normy, ale o Nim nigdy nie zapomnę, nigdy! KOCHAM CIEBIE ESKIL, NIDGY CIĘ NIE
          ZAPOMNĘ I MAM NADZIEJĘ, ŻE JESTEŚ TERAZ SZCZĘŚLIWY, SZCZĘŚLIWSZY NIŻ W ZIEMSKIM
          ŻYCIU, MASZ TYSIĄCE INNYCH PIESKÓW PRZYJACIÓŁ, KTÓRE TEŻ PRZESZŁY NA TĄ DRUGĄ
          STRONĘ ŻYCIA, GDZIE JEST LEPIEJ, W KOŃCU WSZYSCY TAM DĄŻYMY...
          • 04.01.07, 03:55
            Przeżyłem to i zanosi się na to,że przeżyję jeszcze nie raz.Jednak tutaj
            refleksja, człowiek musi żyć dokąd nie padnie a pies ma ten przywilej,że może
            skorzystać z eutanazji.Nie musi się męczyć...
            --
            BULLOVE
          • 08.01.07, 02:18
            Moi rodzice dziś uśpili mojego pieska. Miał 16 lat i był z nami od szczeniaka.
            Ja od dwóch lat nie mieszkam w domu i mam również pieska, ale widziałam go
            codziennie. Oni bardzo go kochali więć wierzę, że podjęli słuszną decyzję.
            Lekarz powiedział, że bardzo cierpi. Wiem, że jemu jest lepiej, ale to tak
            strasznie boli, cały czas płaczę. Nie minęły jeszcze 24 godziny. Czy ten ból
            kiedyś minie?KoCHAM CIĘ BAMBO I NIGDY CIĘ NIE ZAPOMNĘ.
            • 08.01.07, 12:55
              W środe minie tydzień jak nie ma mojej suni, a jeszcze nie zdarzył mi się dzień
              bez płaczu, pierwsze dwa-trzy dni są najgorsze,potem człowiek oswaja się powoli
              z tą myślą, ale ja nadal czuje obecność psa w domu.
    • 07.01.07, 20:45
      To już 5 lat
      ale jak sobie przypomnęlekarka musiałasię mną zająć i wytłumaczyła mi że psy są
      w niebie przed nami.
      byłem w trakcie i do końca.
      zabrałem go do domu bo powiedziałem że wrócimy razem.
      ...Później przeczytałem (gdzie???) że do nieba dostanie się osiem zwierząt
      wśrod nich jest pies.
      więc sie spotkamy.
      Jan Sylwester Szarwark
      • 13.01.07, 23:22
        dziękuję za to co napisałeś o zwierzakach i niebie, piękne.
    • 10.01.07, 22:49
      Tak.Nawet najtwardsi ronią łzy jak ich zwierzak odchodzi.
    • 11.01.07, 19:09
      Dziś odeszła moja kochana sunia. Już tylko to można było dla niej zrobić...
      drapałam ją za uchem w trakcie, a potem przymknęłam jej oczka... Płakałam jak
      bóbr i płaczę nadal, mimo, że mam w domu jeszcze dwa futrzaki... Każdy płacze i
      to żaden wstyd, w końcu to członek rodziny... Niech będzie szczęśliwa tam,
      gdzie się teraz znajduje... już nie cierpi.
      • 14.01.07, 23:13
        Płakałam. I mąż płakał. I dzisiaj nawet, gdy wspomnę te okropne chwile - a było
        to prawie trzy lata temu - to też mnie w gardle dławi...
        • 15.01.07, 11:43
          Gdy moi teściowie stracili ukochanego owczarka niemieckiego, teść, mąż i
          szwagier płacząc nieśli go na kocu ( we trzech, bo to był psi olbrzym ) by go
          pochować w nocy w ogrodzie pod jabłonką. Teściowa nie towarzyszyła im, bo nie
          była w stanie w tym uczestniczyć, siedziała w domu i zanosiła się płaczem.
          Płakał i surowy dziadek, płakała babcia. Wszyscy, ilekroć go wspominają
          ocierają oczy do dziś.
          • 19.01.07, 16:37
            Ja zrobiłam ogromny błąd. Mój starszy już piesek-duży- miał problemy z prostatą- zdecydowałam się go operować, mimo, że i tak wiele życia już mu nie zostało. Do dziś nie mogę zapomnieć jak męczył się po operacji, jak drżał cały z bólu, a potem i tak sie pogorszyło i musiałam go uśpić...Nie wiem czy kiedykolwiek sobie wybacze, zę naraziłam go na takie męki. W dodatku usypiając go lekarka chyba mu trochę pozałowała leku usypiającego bo przy kolejnym zastrzyku...to było okropne...czasem się budzę w nocy, kiedy śnił mi się mój piesek i płaczę...a minęło już pare lat.
            Nie czekajcie-darujcie im cierpień...
    • 14.02.07, 18:11
      moj pies jest sparalizowany - w ogole sie nie rusza - weterynarz stosowal
      akopunkture, zastrzyki, magnez, wszystko co sie dalo... w tym tygodniu musze go
      uspic. ma 14 lat, i wiem, ze przyszla jego pora, ale dostalam go na komunie, i w
      zyciu sie nie pogodze z tym, ze umiera. widze jak lezy i czeka na smierc... ale
      jak mam uspic kogos kogo kocham?
      • 14.02.07, 19:42
        Czasem mozemy zrobić juz tylko to, właśnie dlatego, ze kochamy.Pomysl czym stalo
        sie jego życie.?Jak długo mozna patrzeć na cierpienie ukochanego
        zwierzaka?.Bardzo Ci współczuje wiem jakie to trudne ale musisz pozwolic mu
        odejść.Za TM będzie znów radośnie biegał i czekał, bo kiedys tam sie spotkacie
        --
        Ludzie dzielą się na tych, którzy lubią koty i na pokrzywdzonych przez los.
        Nina
        Czarek i Wacek
      • 15.02.07, 00:31
        Moj jamnik ma 10 lat.Tak jak wszyscy,którzy tutaj piszecie ja też Bardzo kocham
        moją psinę.Tak się złożyło,że przez kilka ostatnich miesięcy prawie co tydzień
        jezdzilismy z nim do lekarza.Jego przypadłości nie były grożne,zapalenie zatok
        przyodbytniczych,złapał grzybicę po kastracji itd.Na każdej wizycie miał
        osłuchiwane serce i niestety pan doktor nie wysluchał,ze pies ma bardzo chore
        serce,znacznie powiększone,wszystkie zastawki przepuszczają itd.Ratuję go już
        dwa miesiące,kiedy było krytycznie spałam na podłodze obok niego,cierpiałam tak
        jak on.Dzisiaj poraz pierwszy od dw och miesięcy moja psinka podeszła do mojego
        łóżka rano o własnych siłach.Ja wiem,ze juz nie będzie zupełnie dobrze,ale
        proszę Boga o każdy następny dzien życia dla mojego psa.Powtarzam sobie,ze
        jestem przygotowana na najgorsze,ale nie jestem i chyba nie będę.Rozgadałam
        się,a chciałam powiedzieć Wam moi kochani,Ci wszyscy,którzy niestety już
        musieliście przejść przez to najgorsze,że Wam współczuję z całego serca,myślę
        o Was i dziękuję Bogu,ze są na swiecie tak dobrzy,kochający zwierzęta ludzie.
        • 19.02.07, 22:32
          czytam wasze wypowiedzi, patrze na moja Nukusie ktora ma 6 lat,
          poki co jest zdrowa, nic jej nie dolega
          Ale czytam to i lzy leca mi po policzkach...
          nie wyobrazam sobie ze kiedys bede musiala przejsc przez to co wy
          chyba bym umarla razem z nia:(
          mam nadzieje ze nie bede musiala tego przezywac, ze ona odejdzie sama
          tak jak moj pierwszy piesek zasnal i juz sie nie obudzil...tak chyba mniej boli
          trzymajcie sie - nie wyobrazam sobei waszego cierpienia ale na pewno jest
          potworne
          • 26.02.07, 21:45
            Dzis o 12:15 odszedl moj ukochany piesek Kuba, mial 12 lat, mial chyba raka ( do
            tej pory niewiadomo) wszystko co zjadl zwrocil.... biedny sie meczyl, przez
            ostatni miesiac byl taki slaby ze sie zataczal jak wiatr zawiał... odwlekalem z
            dniem uspienia go, poniewaz codziennie jak do niego chodzilem z jedzeniem, to
            mimo ze byl glodny podchodzil do mnie zeby go poglaskac, wczoraj nic nie
            wskazywalo ze do jego ostatni dzien, zachowywal sie tak jak przez ostanie 5
            miesiecy, slaby ale mimo to probowal podolac temu, a dzis kolo godz 11 wyszedl z
            budy, piana mu z pyska leciala, zaczal sie przewracac i musielismy zadzwonic bo
            weterynarza i powiedzialem ze juz nic mu nie pomoze, nie ma krazenia, ma zanik
            miesni, i postanowilismy oszczedzic mu cierpien...

            nie rozumie ludzi ktorzy pisza "siekiera w leb i do wora" jak mozna cos takiego
            zrobic bezbronnemu zwierzeciu, ktore nas kocha...

          • 12.04.07, 22:42
            po pierwszym psie ( miał 15,5 roku jak odszedł do Psiego Raju) ryczałam i
            tydzień "chodziłam do tyłu" teraz tez siedzę i to pisząc ryczę. nawet mój mąż (
            nigdy w domu niemiał psa) stwierdził, że bez Kalifa jest tak inaczej, smutno.
            Teraz jest prawie 10 letni Fuksiu ( wielka miłość mojego syna i odwrotnie
            Fuksia do Młodego) i niedopuszczam mysli o jego śmierci.
            Jak mozna niepłakać po stracie kogos z Rodziny, kogoś kto cie kochał
            bezwarunkową miłością nastawiąna na dawanie a nie na branie.
            ~~~~~~~~~~
            jestem mamą Łobuziaka ;)
          • 31.08.07, 17:19
            Witam.Dziś się dowiedziałam,że ok g.19 moja psinka zostanie
            uśpiona.Siedzę i ryczę nie mogę się z tym pogodzić.Puńczyk ma prawie
            15 lat,półtora roku temu przeszła poważną operację miała
            ropomacicze.Właściwie już wtedy myślałam,że to koniec ale udało
            się.Niestety ze względu na jej wiek nie narażaliśmy jej na następną
            operację a przy sutku miała guz,który teraz jest wielkości
            grapefruita.Psinka nie widzi ,nie słyszy i właśnie się trzęsie co
            oznacza ,że cierpi.Mam doła -jestem bezradna.Starość jest okropna.
            Zawsze miałam nadzieję,że moja suczka umrze naturalnie,zaśnie i już
            się nie obudzi.Niestety ,nadzieja matką głupich.Serce mi pęka...
      • 27.02.07, 17:29
        Minal ponad tydzien jak musialam uspic psa - a wlasciwie uspili go moi rodzice,
        nie moglabym na to patrzec. Zmienilam weterynarza, poniewaz pierwszy (a
        wlasciwie pierwsza - kobieta) prawie go wykonczyla, twierdzac, ze to kregoslup i
        meczac go iglami na pobudzenie. Drugi natychmiast powiedzial, ze nie ma szans -
        mial sparalizowany uklad nerwowy i guza mozgu - powiedzial, zeby zaczekac jeden
        dzien, modlac sie o cud - cud sie nie zdarzyl, moje malenstwo nie zyje.
        • 05.03.07, 07:52
          Xystos - DUX

          *11-07-1997 +04-03-2007 godz.16:55

          zmarl w domu smiercia naturalna po dlugim okresie choroby

          ja juz niepotrafie plakac lecz jest mi bardzo smutno
          czuje sie taki pusty,nic juz niema sensu .
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.