• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

pies uciekinier Dodaj do ulubionych

  • 25.11.08, 11:59
    witam. mam psa łobuza. to 4 letni mieszaniec sznaucera miniatury.
    problem polega na tym, że łobuz ucieka na spacerach. czasem wraca po
    kilku godzinach i ujada na klatce, żeby go wpuścic. tresura na
    długiej lince nie pomogła. on doskonale wie,kiedy znajduje się na
    lince i wtedy wraca. a jak biega luzem - to już jak chce. nie
    pomogły także smakołyki zabierane na spacer i nagradzanie psa po
    każdym powrocie. nic. zaznaczam że to nie jest mój pierwszy pies,
    całe życie obcowałam z tymi wspaniałymi zwierzętami, mąż także ma
    doświadczenie. ale wobec tego łobuza jesteśmy bezsilni.
    a, jeszcze i to. on idzie w samowolkę tylko w pobliżu domu, kiedy
    wie, że potrafi wrócić sam - kiedy jesteśmy na spacerze poza
    miastem, w okolicach których nie zna- raczej się pilnuje.
    oglądałam niedawno w tv "mądre' porady że w takich wypadkach należy
    biec w odwrotną stronę niż udał się pies. ha,ha, nawet nie zwrócił
    uwagi że nas nie ma.
    jeśli ktoś ma jakiś złoty środek, proszę podzielcie się!!!
    Zaawansowany formularz
    • 25.11.08, 12:31
      Niektórzy mnie tu zaraz zjedzą :D
      ale:
      czy pies jest wykastrowany? Może on ma po prostu "duży temperament".
      Skoro nic już nie działa można spróbować kastracji.
      Po tym zabiegu psy stają się spokojniejsze, mniej temperamentne, bardziej przywiązane do właściciela...
      --
      Galeria Mojej Księżniczki

      I don't need to fight to prove I'am right, and I don't need to be forgiven
      • 25.11.08, 12:50
        nie, nie jest. mieliśmy to w planach właśnie z powodu dużego
        temperamentu (gwałci i psy i suki, wszystko mu jedno) ale..
        dostał hormony, nic nie pomogło, więc dwóch weterynarzy stwierdziło
        że kastracja nie pomoże. bo " on ma to we łbie". i dlatego
        zrezygnowaliśmy z kastracji. jest to pies bardzo żywiołowy, uwielbia
        biegać, dlatego ciężko go trzymać na smyczy, a nie codzień mamy czas
        jechać z nim za miasto. ponieważ nie jestem zwolenniczką puszczania
        psa na żywioł samopas biedak chodzi na smyczy. wcześniej miałam psy
        (w tym sznaucera olbrzyma z charakterkiem diabła) i nigdy nie miałam
        takich problemów. mąż jak pisałam, też psiarz.
        teraz mnie pewnie niektórzy tu zjedzą ale...
        Uciekinier to pies znaleziony, 3 lata temu ktoś przywiązał go do
        drzewa i zostawił. zabraliśmy go do domu. po kontroli weterynaryjej
        okazało się że to zdrowy ok 7 miesięczny psiak. został u nas. w domu
        jest idealny:nic nie niszczy, bawi się tylko swoimi zabawkami
        (no,kiedyś jak podczas sprzątania pochowałam jego piłki i
        zapomniałam oddać - skonsumował mi skarpety z kaloryfera). ale...
        jak tak biegam za nim dookoła bloku przez 2 godziny na deszczu to
        mnie szlag trafia!!! i pytam siebie czemu go do diabła nie odwiozłam
        do schroniska, niewdzięcznego drania.no, takie chwile słabości.
        • 25.11.08, 13:45
          Jeszcze jedno - trochę mnie dziwi stwierdzenie że ma we łbie - może być żywiołowy ale to gwałcenie psów i suk, uciekanie do suk raczej nie bierze się z głowy tylko "z jąder". To tak jak mówienie, że suka ma ciąże w głowie i stąd ciąże urojone itd, a przecież po sterylizacji, wycięciu jajników ciąż urojonych nie ma nbo to właśnie kwestia hormonów - no chyba ze przytrafi się syndrom trzeciego jajnika ale to rzadka przypadłość i z tego co wiem raczej występująca u kocic... Hmmm... Pogubiłam się chyba ;)
          --
          Galeria Mojej Księżniczki

          I don't need to fight to prove I'am right, and I don't need to be forgiven
      • 25.11.08, 12:50
        Tak, tak!!! Nie dajesz sobie rady z psem??? Kastruj!!!
        Są inne metody, ale ta jest najprostsza:)
        • 25.11.08, 12:52
          Ps. nie skuteczna oczywiście.
          • 25.11.08, 13:14
            jak już wspominałam kastracja nie jest brana pod uwagę jako
            nieskuteczna. ale ogólnie jestem zwolenniczką kastracji psów nie
            przeznaczonych do rozmnażania. powód? pełne schroniska. ludzie
            rozmnażają psy nie zdając sobie sprawy z konsekwencji. a bo " suka
            uciekła i się puściła" a bo pies uciekł i zapłodnił jakąs sukę. i
            mamy pełne schroniska, szczeniaki których nikt nie chce, które
            kończą przywiązane do drzewa tak jak mój pies!!! co by się z nim
            stało gdybysmy nie wracali tego dnia tą drogą? to był listopad,
            parking w lesie.
            dzięki ludziom rozmnażającym bezplanowo, bez potrzeby psy dochodzi
            do takich zdarzeń.
            powtarzam: mój pies nie będzie kastrowany. jest PILNOWANY aby nie
            zapładnial przygodnych suk i nie produkował nowych mieszkańców
            schronisk.
            natomiast moja mama wysterylizowała kocicę. dorosłe, mądre
            podejście. gdy kotka osiągneła odpowiedni wiek poszła pod nóż.
            dlaczego? dlatego że jak stwierdziła Mama, ona kota nie dopilnuje.
            a nie jest w stanie znaleźć DOBRE CIEPŁE DOMY Z ODPOWIEDZIALNYMI
            WŁAŚCICIELAMI dla kociąt. a byle komu kota by nie oddała. dlatego
            kocica została wysterylizowana. i pragnę zapewnić że to nie było hop
            siup i po kłopocie. zwierzę po sterylizacji wymaga odpowiedniej
            opieki, czasem lekarstw, nie mówiąc o kosztach.
            • 25.11.08, 13:21
              no comment laiczka. No comment.
              :)))
            • 25.11.08, 13:42
              Hmm. Nie pwoiem że nie jestem zdziwona. Jak to dostał hormony? Czy kastracja nie ma na celu ich pozbawienia? Widziałam wiele psów, które po kastracji zupełnie inaczej się zachowywały - łącznie z moim.

              --
              Galeria Mojej Księżniczki

              I don't need to fight to prove I'am right, and I don't need to be forgiven
              • 25.11.08, 13:49
                widzisz,ja też do końca nie rozumiem. weterynarz z którym
                rozmawiliśmy o kastracji stwierdził że najpierw podamy mu zastrzyk
                HAMUJĄCY
                • 25.11.08, 13:54
                  No to może idź do jeszcze jednego weta.
                  Takie zastrzyki pewnie trzeba podawać cały czas i pewnie jest to coś podobnego do zastrzyków hormonalnych podawanych sukom żeby zapobiegać ciąży, a te - uwierz mi - nie są dobre.
                  --
                  Galeria Mojej Księżniczki

                  I don't need to fight to prove I'am right, and I don't need to be forgiven
                  • 25.11.08, 13:57
                    zastrzyk miał działać przez 3 miesiące. ale nie zauważyłam poprawy
                    nawet na jeden dzień:) uznałam że nie ma sensu faszerować psa lekami
                    skoro i tak nie pomagają.
                • 25.11.08, 13:54
                  laiczka9 napisała:

                  > widzisz,ja też do końca nie rozumiem. weterynarz z którym
                  > rozmawiliśmy o kastracji stwierdził że najpierw podamy mu zastrzyk
                  > HAMUjący
                  ucieło mnie:)
                  zastzyk hamujący hormony , oczywiście. miał podziałać jak kastracja,
                  źle się wyraziłam. ale nie pomógł. ponieważ mając psy przez wiele
                  lat nie ufam diagnozie jednego weterynarza - poszliśmy do drugiego.
                  jak wyżej.
                  a swoją drogą, jak to jest z tymi zastrzykami? nigdy wcześniej nie
                  musiam uciekać się do takich srodków, natomiast znajoma właścicielka
                  dalmatyńczyka stwierdziła że są nic nie warte i nie dają prawdziwego
                  obrazu psa po kastracji.
                  stwierdzenie "ma to we łbie" jest weterynarza - nie moje,.
                  • 25.11.08, 14:04
                    Moim zdaniem, podobnie jak zdaniem koleżanki, zastrzyk to sobie można....
                    Rozumiem również, że to stwierdzenie weterynarza, lecz tym bardziej wydaje mi się to dziwne, bo to on powinien najlepiej wiedzieć że to kwestia hormonów, a nie głowy.
                    Ja wiem po swoim psie - w poprzednim miejscu zamieszkania mógł sobie swobodnie biegać i to nie tylko po podwórku - był typem przywódcy, wszystkie psy były mu podporządkowane, był również dość pobudliwy seksualnie. Byłam wtedy dzieckiem i nie miałam pojęcia że sprawę może rozwiązać kastracja.
                    Niestety museliśmy się przeprowadzić a tu juz musiał chodzić na smyczy. Był wielkim agresorem, chciał znów zawładnąć okolicą i zawłaszczyć sobie wszystkie suki. Czasami uciekał. Wył. Nie jadł itd.
                    Po jakimś czasie pojawiły się guzy na odbycie i miał operację. Został wtedy wykastrowany. Stał się zupełnie inny. Sama nie mogłam go poznać ! Miły, kochany, nawet bawił się z innymi psami jak nigdy!
                    --
                    Galeria Mojej Księżniczki

                    I don't need to fight to prove I'am right, and I don't need to be forgiven
            • 25.11.08, 15:05
              laiczka9 napisała:

              > powtarzam: mój pies nie będzie kastrowany. jest PILNOWANY aby nie
              > zapładnial przygodnych suk i nie produkował nowych mieszkańców
              > schronisk.

              ze tak sie spytam - w jaki sposob pilnujesz psa podczas jego
              parogodzinnym nieobecnosci? bo z pierwszego wpisu wynika ze pies
              potrafi uciec na pare godzin. wiec tak naprawde nie wiesz co w tym
              czasie robil. dla mnie wlasciwie tylko juz to byloby wskazaniem do
              kastracji - "nie moge psa upilnowac, pies ucieka wiec przynajmniej
              dopilnuje aby nie przyczynial sie do "produkcji".

              co do kastracji i ucieczek - jesli ucieczki maja podloze "seksualne"
              i pies gania za suczkami to kastracja jak najbardziej pomoze. jesli
              zas pies ucieka bo ma taki charakter to na dwoje babka wrozyla.
              wykastrowanie moze zmienic zachowanie psa na spokojniejsze ale nie
              mus wpynac na potrzebe ucieczek.
              • 25.11.08, 17:17
                blue.berry
                przecież właśnie w tej sprawie piszę! chcę ukrócić samowolkę! jeżeli
                nie znajdę innych sposobów rozważę kastrację. dla mnie jednak to
                ostatecznośc. to nie jest tak że kastracja w żaden sposób nie wpływa
                na zdrowie zwierzęcia. każda operaacja pod narkozą jest ryzykiem.
                ryzykiem które rozważę gdy wyczerpię inne środki.do tej pory nie
                będzie kastracji.
                ale będę wdzięczna za wszelkie za i przeciw takiemu rozwiązaniu.
                • 25.11.08, 17:40
                  tematow o sterylizacji bylo tu juz wiele. ze wszystkimi argumentami
                  za i przeciw. ja wyzej napisalam co sadze w temacie "pomoze-nie
                  pomoze".
                  oczywiscie ze kazdy zabieg i narkoza moze byc niebezpieczna dla
                  zwierzecia. podobnie tez jak kazda ucieczka z mozliwoscia potracenia
                  przez samochod albo pogryzienia przez innego psa. co do sposobow to
                  oprocz szukania pomocy u naprawde dobrego szkoleniowca klasy pani
                  Zofii Mrzewinskiej czy Kłosińskiego, nie widze tutaj za bardzo
                  innych mozliwosci (zakladajac ze wykorzystaliscie juz wszelkie Wam
                  znane sposoby szkolenia i nauki). czasem spojrzenie zewnatrz bardzo
                  pomaga - okazuje sie ze problem mozna skorygowac naprawde
                  neiwielkimi zmianami w zachowaniu na ktore my sami nie ejstesmy w
                  stanie wpasc.
                  jest jeszcze opcja obrozy elekrycznej ale to tez trzeba robic pod
                  opieka szkoleniowca - metoda brutalna bardzo ale niestety czasem
                  wykorzystywana w opcji ostatecznej niemocy.





                  --
                  One World, One Dream: Free Tibet 2008
                  • 25.11.08, 18:35
                    tylko krowa nie zmienia zdania.
                    jak już napisałam kastracja nie była brana pod uwagę jako
                    nieskuteczna. (sugestia - zachowanie psa po zastrzykach). jestem
                    zwolenniczką kastracji ( też pisałam) ale z odpowiednich powodów. a
                    nie - wykastrować - żeby- wykastrować.
                    bardziej interesuje mnie temat tych zastrzyków. co o nich wiecie.
                    czy rzeczywiście sa do ... ?
                    • 25.11.08, 18:45
                      Laiczko - ja tu widzę pewne dwa przeczące sobie fakty:
                      1) jeśli kastracja chemiczna nie pomaga to może (chociaż to tylko takie przypuszczenia) również nie będzie skuteczna kastracja operacyjna, ale wówczas pies będzie uciekał i zapładniał suki, a temu jesteś przeciwna...
                      2)...zatem jeśli będzie uciekał i je zapładniał to tu potrzebna jest kastracja fizyczna żeby tego nie robił, a być może zmieni ona również jego zachowanie

                      Dodatkowo tak jak napisała Blue.berry - uciekając również stwarza ryzyko śmierci i to w cierpieniach, moim zdaniem ryzyko śmierci w trakcie operacji jest tu o wiele mniejsze...
                      --
                      Galeria Mojej Księżniczki

                      I don't need to fight to prove I'am right, and I don't need to be forgiven
                      • 25.11.08, 19:27
                        masz rację, coś tu nie gra. pisząc "pies ucieka" miałam na myśli to
                        co napisałam. tyle że te ucieczki zdażają się raz na miesiąc, raz na
                        dwa miesiące. dlatego że pies jest pilnowany,jak pisałam. może
                        uważacie że rozdmuchuję problem ale tak nie jest. gdyby nie był
                        pilnowany zjeżdzał by pewnie co drugi dzień:) jego możliwości
                        rozpłodowe jak widac są niewielkie. dwóch weterynarzy stwierdziło że
                        zachowanie psa po kastracji fizycznej nie ulegnie zmianie. inaczej
                        dawno zostałby "przycięty". i stąd dylemat.kastrować żeby ...
                        kastrować,czy szukać innych sposobów.stąd moje słowa że mój pies
                        kastrowany nie będzie. znając okolice wokół domu ma naprawdę
                        niewielkie szanse zapłodnić jakąś sukę. natomiast co do
                        niebezpieczeństw - jak pisałam, zgadzam sie. i kółko się zamyka.
                        kastrować, nie kastrowac.
                        • 25.11.08, 19:35
                          Kochana, to że nie widzisz np suk chodząc na spacery nie zonacza że ich nie ma.
                          Moim zdaniem kastrować.
                          --
                          Galeria Mojej Księżniczki

                          I don't need to fight to prove I'am right, and I don't need to be forgiven
                          • 25.11.08, 19:42
                            jak już pisałam, tylko krowa nie zmienia zdania. dziwi mnie że taka
                            psiara jak ja, tak mało wie o problemie. ale do czasu naszego gada
                            takich problemów nie miałam. być może się zdecyduję a potem
                            oczywiście napiszę jaki jest rezultat.
                            • 25.11.08, 19:58
                              Ja też bałam się sterylizacji swojej Daisy.
                              Ale zrobiłam to pomimo obaw.
                              Poza tym tak jak Ci pisałam wcześniej mój poprzedni piesek (samiec) cierpiał na guz odbytu, który zostal usunięty operacyjnie (wówczas został też od razu wykastrowany). Niestey było za późno i pół roku później odszedł, pękła mu wątroba.
                              Wielu weterynarzy powiedziało mi, że umiejscowienie guza wskazywało na to, że pojawił się wskutek braku kastracji w odpowiednim wieku. Burze hormonalne na starość zrobiły swoje i Napi przez to zachorował, więc wolałam wysterylizować Daisy póki jest młoda, silna i zdrowa. Operacja w przypadku choroby tylko powiększałaby ryzyko...
                              --
                              Galeria Mojej Księżniczki

                              I don't need to fight to prove I'am right, and I don't need to be forgiven
        • 25.11.08, 13:42
          Jak widzimy powyżej j_adore - inne metody NIE działają.
          --
          Galeria Mojej Księżniczki

          I don't need to fight to prove I'am right, and I don't need to be forgiven
          • 25.11.08, 21:33
            - czy pies aportuje ?
            - czy pies zawsze uciekał ?
            • 26.11.08, 07:14
              nie, nie aportuje. na spacerach absolutnie nie zwraca na nas uwagi -
              taki jest zajęty. zabieranie na spacer jego ulubionych zabawek nie
              zdało egzaminu. znajomi twierdzą że on nie potrafi chodzić - na
              spacer biegnie, ze spaceru biegnie, zawsze zasuwa jak motorówka.
              chodzi na kolczatce(!), od czasu jak dwa razy pociągnął mnie z
              półpiętra (zjechałam na tyłku po schodach). nigdy żaden nasz pies
              nie był traktowany kolczatką - on tak. najśmieszniejsze że on
              potrafi chodzić przy nodze - jak coś przeskrobie nadaje się na
              konkurs posłuszności - idzie idealnie bez smyczy, nie wyprzedzi
              nawet o pół kroku. mąż się śmieje że pies łapie plusy. a w innej
              sytuacji? cóż, przez dwa lata (tak, dwa lata) ćwiczyłam z nim
              chodzenie przy nodze. efekty nędzne.
              czxy zawsze uciekał? tak. co jest dziwne, bo psy raz porzucone
              raczej pilnują potem nowych właścicieli. on też pilnuje., jak
              pisałam, ale tylko gdy znajduje się daleko od domu. w znajomej
              okolicy robi co chce.
    • 26.11.08, 08:05
      Czy pies:

      1. Niechętnie zostaje sam w domu, a kiedy zostaje demoluje meble i
      sprzęty?
      2. Po Twoim powrocie do domu szczeka, skacze, wspina się na Ciebie,
      przynosi swoje zabawki?
      3. Szczeka na dźwięk dzwonka do drzwi i atakuje lub obskakuje Twoich
      gości?
      4. Wyleguje się na Twoich kanapach i łóżku, kładzie się i ani myśli
      ustąpić?
      5. Domaga się jedzenia przy stole?
      6. Pierwszy wychodzi przez drzwi i na spacerze ciągnie na smyczy?


      --
      "Posiadanie psa jest jak tęcza.Szczenięta są radością na jednym jej
      końcu. Stare psy są skarbem na drugim" -Carolyn Alexander
      • 26.11.08, 08:55
        tak + na punkt 3 i 6. 6 nie do konca. ja wychodzę pierwsza a na
        spacerze ciągnie jak opętany. natomiast nie wyleguje się na
        kanapach, nie niszczy mebli i absolutnie nie przeszkadza przy
        jedzeniu.owszem, próbował porządzić jak go przygarneliśmy, ale
        zostało to natychmiast ukrócone.
        • 26.11.08, 18:16
          Pierwszym i podstawowym problemem jest problem hierarchii, w naturalnym
          środowisku zwierze zawsze stoi przy przywódcy i reaguje natychmiast na
          przywoływanie. Przyjrzyjcie się bliżej waszym wspólnym relacją.

          Możecie sami spróbować popracować na pupilem, jeżeli solidnie się przyłożycie to
          z całą pewnością już wkrótce zaobserwujecie pierwsze efekty.

          1. jak pies ucieknie na spacerze nie karć go natychmiast po złapaniu i nie kończ
          od razu spaceru, inaczej przywołanie przez właściciela kojarzyć zawsze będzie
          się z awanturą i powrotem do nudnego domu.

          2. naukę posłuszeństwa rozpocznij na nowym terenie, pies zawsze będzie czuł się
          mniej pewnie i bardziej zwróci uwagę na proponowane przez Ciebie zabawy.

          3. uatrakcyjnij wasze spacery zabawami , na pewno znajdzie się coś czym
          zainteresujesz pupila.

          4. spróbuj po powrocie ze spaceru dać psiakowi coś baaardzo smacznego. System
          nagradzania zarówno jak w trakcie jak i po spacerze zawsze daje genialne rezultaty.

          Praca, która Was czeka z całą pewnością nie należy do łatwych ale jak pomyśleć,
          co może spotkać psa w trakcie jego samotnych spacerów to myślę, że warto włożyć
          trochę wysiłku aby uzyskać pożądany efekt.

          Pomyszkuj jak można nauczyć psa aportowania i bądź konsekwentna, tylko wtedy
          zrobicie postępy.

          • 26.11.08, 20:28
            Nie mam psów, ale jako osoba, która wykastrowała w swoim życiu kilka kotów
            jestem (przez coraz bardziej świadomych) właścicieli proszona o porady, gdzie
            najlepiej kastrować.
            Może moi znajomi (i rodzina) mają szczęście, bo NIE trafił się jeszcze ani jeden
            pies, który po kastracji by umarł, natomiast wszystkie się uspokoiły, przestały
            uciekać. Jeszcze raz powtarzam - nie prowadzę statystyk, a jedynie rozmowy z
            ludźmi, którzy chwalą mi się swoimi psami i (dzięki Bogu - to moje prywatne
            zdanie) propagują kastrację wśród swoich znajomych jako naprawdę dobre rozwiązanie.
            No i jedna z dziewczyn pisała o zagrożeniu dla psa niekastrowanego - zagrożeniu
            ze strony człowieka. Dla mnie wyrzutem sumienia jest fakt, że niewykastrowany
            pies mojej cioci zginął pod kołami samochodu, kiedy uciekł bo poczuł suczkę (a
            psy mogą wyczuć suczki na wiele wiele km). Ciocia mówiła, że psa wykastruje, ale
            chciała żeby jeszcze trochę podrósł (miał rok). No i stało się....
            Dlatego dla mnie decyzja jest prosta - robimy badania, szukamy dobrego
            weterynarza i kastrujemy. Ale to moje zdanie.
          • 26.11.08, 22:17
            Talareczka napisała już wszystko, co miałam na myśli :)
            --
            "Posiadanie psa jest jak tęcza.Szczenięta są radością na jednym jej
            końcu. Stare psy są skarbem na drugim" -Carolyn Alexander
            • 26.11.08, 22:40
              Pies uciekający za suką, pies uciekający dla urozmaicenia sobie spaceru, pies
              uciekający za tropem czy zwierzyną to bardzo różne przypadki i niestety
              kastracja pomaga tylko w niektórych przypadkach.
              Owszem złagodzi charakter i osłabi hormony ale na pewno nie ułoży za właściciela
              psa.

              W przypadku tego psa podejrzewam bardziej monotonię dnia codziennego niż pociąg
              do płci przeciwnej, wtedy pies nie wracałby po godzinie a znacznie później i z
              całą pewnością niekiedy poturbowany przez większych i bardziej zajadłych rywali.

              Właścicielka pisze jak to pies nie śpi na kanapie, jak nie prosi przy stole o
              jedzenie itp., aż ciężko uwierzyć że tak idealnie ułożony pies jest tak
              nieposłuszny na spacerze.
              • 27.11.08, 08:43
                trudno uwierzyć ale to prawda. pies w domu zachowuje się idealnie.
                nie rozkłada się na kanapch, nie żebra przy jedzeniu, nic nie
                niszczy, co więcej, jesli np. zabawka wpadnie mu pod kanapę lub
                między kwiaty ( w domu mam mnóstwo kwiatów, część stoi na podłodze)
                pies siada i czeka aż mu ktoś zabawkę wyjmie - i to w czasie zabawy -
                nie drapie mebli i nie demoluje kwiatów! gdy jesteśmy u rodziców w
                ogrodzie - chodzi TYLKO po scieżkach lub trawie - nigdy po rabatach
                (nawet w zabawie z kotem, gdy kot śmiga przez kwiaty, pies biegnie
                wokół). wszystkie moje psy były tak szkolone, to żaden kuriozum.
                jak już pisałam, kiedy spacer odbywa się daleko od domu, pies jest
                posłuszny, natomiast w pobliżu domu robi co chce. stąd moja
                bezradność. mężowi i mnie nie mieści się w głowie, jakim cudem tak
                się dzieje. on doskonale wie, czego od niego wymagamy i w tym jednym
                przypadku całkowicie to lekceważy. i to nie jest monotonia. 3, 4
                razy w tygodniu jeździmy na zamiejskie spacery. w sobotę i w
                niedzielę zawsze. więc gdzie tu monotonia? Talareczko, on ma więcej
                rozrywek niż większość psów. zdajemy sobie sprawę że jest
                zwierzęciem niesamowicie energicznym, żywiołowym i zapewniamy mu
                urozmaicone spacery. a pomimo to - bliskość domu zmienia naszego
                ułożonego psa w głuchego psa. nie słyszy jak go wołamy i koniec.
          • 27.11.08, 08:52
            probelem hierahi rozwiązaliśmy już dawno. on wie kto rządzi. nie
            karcimy psa jak wróci, wręcz przeciwnie zawsze jest chwalony. zawsze
            po spacerze dostaje ciacho. nie muszę szukać jak uczyć psa
            aportowania. oboje z mężem potrafimy to robić od dawna:)
            te rady są niezłe, niestety w tym przypadku absolutnie nieskuteczne.
            • 27.11.08, 09:20
              Jak nie spojrzeć macie spory problem, pies zasmakował najzwyczajniej w świecie
              samotnych wojaży.
              Z całą pewnością istnieją metody, które spowodują jego większą karność na
              spacerach i tu najlepiej skorzystać z pomocy fachowca, który ćwiczenia pokaże w
              plenerze.
              Jak pokazuje Twój przykład każdy pies to zupełnie odrębny przypadek.

              Ja niestety mam podobny problem, jednak moje psy mają rok i ćwiczmy do bólu. W
              przypadku jednej dzidzi efekty już widać niestety, co do drugiej jeszcze długo nie.
              • 27.11.08, 09:37
                no właśnie. w plenerze.
                w plenerze to ten gad wraca.
                chyba będę musiała ściągnąć fachowca pod mój dom:) bo gdzie indziej
                jeszcze fachman pomyśli że mamy urojenia:)))
                • 27.11.08, 11:06
                  no niestety - w takich przypadkach naprawde warto aby ktos rzucil
                  fachowym okiem i to okiem z zewnątrz : )
                  u jednej mojej znajomej kwestia nie przychodzenia psa na wolanie (na
                  spacerach) zostala rozwiazana w totalny sposob. behawior kazal jej
                  zaczac psa przytulac i poklepywac wlasnie na spacerach, nie tylko w
                  domu (znajoma jest dosc oszczedna w wyrazaniu uczuc). zadzialalo
                  super bo psiak ogolnie totalnie uczuciowy pieszczoch. ale musial
                  ktos z zewnatrz popatrzec na calosc zeby wylowic taki szczegol.


                  --
                  One World, One Dream: Free Tibet 2008
                  • 27.11.08, 11:22
                    będę musiała spróbować. ta mała psina o sile konia pociągowego i
                    wielkich oczyskach oraz "okresowymi utratami słuchu":))) sama się
                    nie zmieni:))))
                    • 28.11.08, 02:58
                      ""nie, nie jest. mieliśmy to w planach właśnie z powodu dużego
                      temperamentu (gwałci i psy i suki, wszystko mu jedno) ale..
                      dostał hormony, nic nie pomogło, więc dwóch weterynarzy stwierdziło
                      że kastracja nie pomoże. bo " on ma to we łbie".""


                      "we lbie to maja" ci weterynarze - nie powiem glosno co ale zaczyna
                      sie na gie i konczy na o.
                      powinnas poszukac innego, z porzadnym wyksztalceniem i wiedza.
                      szukaj az znajdziesz.

                      to ze pies "gwalci i psy i suki" to nie jest jedynie chec
                      prokreacji (chociaz jest z tym w pewien sposob zwiazane).
                      taka niby kopulacja u psa to jest takze objaw dominacji lub proby
                      dominacji i plec nie ma wtedy znaczenia.

                      suka wcale nie musi byc w rui aby pies na nia wchodzil,
                      i moze sama 'wlazic' na psa i wykonywac ruchy kopulacyjne aby
                      ustalic swoja dominacje nad nim. "kopuluja" juz malenkie szczeniaki
                      u ktorych system plciowy nie jest nawet jeszcze dobrze rozwiniety.

                      to takie podstawowe fakty na temat tego zachowania dominacyjnego
                      (jest tego wiecej).

                      druga rzecz, kazdy niewykastrowany pies ma silny instynkt
                      podtrzymania gatunku, i to wiaze sie z jego wielu innymi
                      zachowaniami.

                      w naturze bowiem tylko najsilniejszy, najzdrowszy samiec tzw 'alfa
                      male' ma prawo do kopulacji i przekazania swojego doskonalego
                      materialu genetycznego. z tym zwiazane jest staczanie walk o samice,
                      o terrytorium, o jedzenie.

                      i dlatego wykastrowany pies oprocz tego ze nie bedzie przyczynial
                      sie do nadpopulacji, z chwila utracenia tego silnego instynktu do
                      rozmnazania traci chec do walk, do wloczenia sie. czyli
                      potocznie "lagodnieje".

                      Niemniej jednak sama kastracja oprocz nieplodnosci jeszcze nic nie
                      da.
                      pies jeszcze potrzebuje silnej reki i konsekwentnego treningu.
                      szkoda ze u was nie leci Brad Pattison. on naprawde ma wspaniale
                      efekty ale wychowuje wlascicieli nie podopiecznych.
                      bo to jaki pies jest zalezy tylko i wylacznie od wlasciciela.


                      a pies bez wzgledu na wszystko powienien byc wykastrowany.
                      szczegolnie ze jak sama piszesz "wszystko gwalci".
                      jak ci zalezy na losie zwierzat to nie dopuszczaj do potomostwa.

                      Minnie
                      • 28.11.08, 08:41
                        ależ ja to wszystko wiem. nie wiem, czemu piszxesz o silnej ręce,
                        kiedy, zdaje się, że pisałam o tym że mam doswiadczenie. po prostu
                        natrafiłam na probelem z którym nie potrafię sobie poradzić.
                        i znów było o rozrodzie... czegoś nie rozumiem. prosiłam o radę w
                        konkretnej sprawie. a sypią się na moją głowę gromy.

                        myślałam ze wyraziłam się dostatecznie jasno: sytuacja jest
                        nietypowa. o dominacji okazywanej poprzez próby stosunku wiedziałam
                        ponad 25 lat temu. i uwierz, demencja mnie nie dopadła, nie dośc że
                        wszystko pamiętam, to jeszcze przez ten czas uzupełniłam wiedzę:)
                        serdecznie pozdrawiam.

                        --
                        człowiek ma tą wyższość nad maszyną, że potrafi sprzedać się sam
                        • 28.11.08, 12:13
                          widocznie twoje doswiadczenie nie jest wystarczajace.
                          znam paru wlascicieli psow ktorym tez sie wydawalo ze maja
                          doswiadczenie bo tez mieli wczesniej psy,
                          potem sie okazalo ze mieli po prostu szczescie i jak im sie trafil
                          pies o silnym charakterze to nagle stali sie bezradni.

                          Dominacja to nie proby stosunku.

                          Minnie
                          • 28.11.08, 12:26

                            -- ależ nie będę sie z Tobą licytować czy mam doświadczenie czy nie.
                            co to jest 25 lat opieki nad zwierzętami. pryszcz. próby stosunku są
                            oznaką próby zdobycia dominacji. no, ale moja wiedza pochodzi z
                            życia nie z książek.
                            człowiek ma tą wyższość nad maszyną, że potrafi sprzedać się sam
                            • 28.11.08, 12:28
                              mając na myśli próby stosunku chodzi mnie oczywiście o ten niby
                              gwałt.
                              --
                              człowiek ma tą wyższość nad maszyną, że potrafi sprzedać się sam
                            • 28.11.08, 12:31
                              moze wpierw wyjasnij co ty rozumiesz poprzez "probe stosunku".
                              bo jesli chodzi o dominacje to to nie ma nic wspolnego z seksem.
                              jakbys umiala obserwowac to bys zauwazyla roznice jak zachowuje sie
                              pies ktory rzeczywscie chce kopulowac a ktory tylko przyjmuje
                              dominujaca pozycje wygladajaca jak kopulacja.

                              a tak ogole to w ktoryms z watkocw nie tak dawno pisalam jak mozna
                              probowac ustawic nieposlusznego psa. tylko nie pamietam w ktorym,
                              jak znajde to ci podam linka.

                              Minnie
                              • 28.11.08, 12:43
                                wiesz, zastanawia mnie jedno. brak wiary w ludzi. skoro pisze że mam
                                doświadczenie w prowadzeniu psów, skoro przyznaję że natrafiłam na
                                problem z którym nie potrafię sobie poradzić - czemu nie znając mnie
                                uważasz że moje doświadczenie jest żadne albo niewystarczające? skąd
                                taki brak wiary. nie twierdzę że wiem wszystko. ale twierdzę że wiem
                                więcej niż ktoś kto np. od 10 lat hoduje psy. nie zajmuję się
                                zawodowo tresurą psów, choć wszystkie swoje psy szkoliłam sama z
                                bardzo dobrym wynkiem. a przecież; nawet zawodowi treserzy
                                napotykają czasem problem wobec którego są bezradni. doskonale wiem
                                jak wygląda pies który chce kopulować a jak pies który chce zdobyć
                                dominację. nie sądziłam że jak napiszę ogólnikowo zostanie to
                                wykorzystane jako dowód na mój brak doświadczenia.
                                --
                                człowiek ma tą wyższość nad maszyną, że potrafi sprzedać się sam
                                • 29.11.08, 02:49
                                  a nie przyszlo ci do glowy ze sposob w jaki sie wyrazilas moze byc
                                  niejasny, po prostu. (to a propos kopulacji/dominacji)

                                  """czemu nie znając mnie
                                  > uważasz że moje doświadczenie jest żadne albo niewystarczające?"""

                                  wcale nie twierdze ze zadne, mozesz miec jakies ale musisz chyba
                                  sama przyznac ze skoro z tym nie mozesz sobie poradzic to chyba
                                  jednak niewystarczajace.

                                  poza tym widze to z innych wypowiedzi - dawanie smakolykow,
                                  uciekanie w odwrotna strone niz pies, zbyt malo czasu na wybieganie
                                  sie podczas gdy pies ewidentnie potrzebuje duzo ruchu i to
                                  energicznego, zabieranie zabawek na spacer!!!, przekonanie ze
                                  upilnujesz psa przy jego jednoczesnym lataniu samopas, efekty
                                  zastrzykow porownujesz do kastracji... ahhh wystarczy.

                                  ""pies siada i czeka aż mu ktoś zabawkę wyjmie - i to w czasie
                                  zabawy""

                                  ja tez jakbym miala jelenia do podawania zabawek to bym tak
                                  robila :)


                                  Wiesz co gdybys miala sluzacego co ci nosi na spacer zabawki
                                  przejmowalabys sie co on od ciebie chce? :)

                                  Minnie
                                  • 29.11.08, 09:48
                                    przykro mi, ale dalsza rozmowa z Tobą mija się z celem. i owszem,
                                    nauczyłam psa aby czekał jak mu zabawka wpadnie pod kanapę. tak,
                                    jestem jeleniem, który nie pozwala psu niszczyć mebli (pies łapy nie
                                    wsadzi i zabawki nie wyjmie, o czym najwyraźniej nie wiesz, tylko
                                    drapie - ale o tym w książkach nie piszą, a najwyraźniej stamtąd
                                    czerpiesz swoją wiedzę.
                                    życzę więcej pokory.
                                    --
                                    człowiek ma tą wyższość nad maszyną, że potrafi sprzedać się sam
                                    • 29.11.08, 12:13
                                      laiczko ciężko pojąć Twoje zachowanie, prosisz o konkretną pomoc jednak żaden
                                      post nie był dla Ciebie zadowalający, coś tu nie gra.
                                      Jak twierdzisz posiadasz wiedzę i doświadczenie a próbujesz zresocjalizowć psa w
                                      takim wieku, zapytam gdzie byłaś do tej pory.
                                      Pozwoliłaś aby Twój pies rozsmakował się w samotnych wypadach, jeżeli posiadasz
                                      doświadczenie jak twierdzisz, to już po drugiej góra trzeciej ucieczce
                                      zrobiłabyś z psem porządek.
                                      Pragniesz uzyskać pomoc a jak tylko maleńka krytyka to dostajesz piany i sama
                                      sobie przeczysz.

                                      Fakt mini czasem jest namolna i upierdliwa jednak nie można przejść obojętnie
                                      obok wiedzy jaką posiada, jak pominąć zagadnienie sterylizacji to z wielu jej
                                      porad z dobrym skutkiem można skorzystać.

                                      Przez wzgląd na dobro swojego psa (i nie tylko) zrób z nim porządek i choć
                                      spróbuj przeanalizować wasze wzajemne relacje, może akurat znajdziesz powód jego
                                      skandalicznego zachowania.




                                      • 29.11.08, 12:39
                                        może wyrażam się nieprecyzyjnie. fakt posiadania doświadczenia nie
                                        wyklucza pojawienia się problemu. nie jest prawdą zę zaden post nie
                                        był dla mnie zadawalający. a osoba cytująca podstawowe wiadomości z
                                        podręcznika nie jest dla mnie autorytetem. tak, mówię o minnie.
                                        życie, i tak, doświadczenie nauczyło mnie ze czasem właściciele psów
                                        znajdują własne nietypowe metody na radzenie sobie z problemem,
                                        miałam nadzieję że tu znajdę taką osobę. i rzeczywiście, uzyskałam
                                        wiele cennych rad, z których skorzystam.każde zwierzę jest
                                        indywidualnością i nie zawsze działają na nie stare wypróbowane
                                        metody. tak jest właśnie w przypadku tego psa. jeśli piszę wyraźnie
                                        że mam dobrze wyszkolonego psa który w JEDNYM przypadku jest
                                        nieposłuszny, trudno posadzać mnie o brak doświadczenia. a nazywanie
                                        mnie jeleniem dlatego że nauczyłam psa nie niszczyć mebli jest ...
                                        dziwne. jeśli piszę że pies 3, 4 razy w tygodniu oprócz normalnych
                                        spacerów jedzie za miasto się wybiegać a w odpowiedzi czytam że pies
                                        ma za mało ruchu - przykro mi, trudno to traktować poważnie. mam
                                        wrażenie że to nie były odpowiedzi na moje pytania tylko żałosna
                                        próba udowodnienia mi że ... nic nie wiem. mini powinna czytać tekst
                                        ze zrozumieniem, może wtedy nie byłoby problemu.
                                        a tak na marginesie, z psem pracuję od trzech lat. systematycznie,
                                        dokładnie. napiszę jeszcze raz. on zostaje na rozkaz, siada, waruje,
                                        daje głos, robi wszystko czego od niego wymagam. długo tu wymieniać.
                                        i nie wraca na spacerach. jeden problem.
                                        widzisz, ja nie będę radzić komuś jak np karmić psa cukrzyka - bo
                                        nie mam o tym pojęcia. nie będę radzić jak często strzyc pudla - bo
                                        nie wiem.
                                        piszesz, że dostaję piany na maleńką krytykę. a nie. irytuje mnie
                                        gdy ktoś najwyraźniej nie mający o niczym pojęcia naskakuje na mnie.
                                        jak wyżej. piszę że pies ma dużo ruchu- w odpowiedzi czytam że pies
                                        najwyraźniej ma mało ruchu. litości!!!
                                        --
                                        człowiek ma tą wyższość nad maszyną, że potrafi sprzedać się sam
                                        • 29.11.08, 13:13
                                          i jeszcze taka ciekawostka.
                                          suka sznaucer olbrzym. szkolona przez właścicielkę. natomiast jeśli
                                          chodzi o takie nieoficjane PO szkolona pod okiem fachowca. suka na
                                          rozkaz "bierz go" rzucała się pozorantowi do gardła. całkowicie
                                          lekceważyła rękaw. po wieeelu godzinach ćwiczeń fachman rozłożył
                                          bezradnie ręce. stwierdził że to pierwszy taki przypadek odkąd
                                          pracuje z psami i niestety on nie potrafi tego zmienic. dodam,że nie
                                          był to jakiś podwórkowy szkoleniowiec, a człowiek od wielu lat z
                                          powodzeniem szkolący psy. ja przy tym człowieku jestem taaaka
                                          malutka. chciałabym posiadać choc część jego wiedzy i umiejętności.
                                          ale skoro on potrafił się przyznać że czegoś nie jest w stanie
                                          zmienić - ja tym bardziej potrafię to zrobić. jak widzisz, czasem
                                          tak już jest.
                                          ps. to była moja Sunia. i to ja przez wiele godzin uczestniczyłam w
                                          szkoleniu które nie przyniosło spodziewanych efektów/--
                                          człowiek ma tą wyższość nad maszyną, że potrafi sprzedać się sam
    • 29.11.08, 13:09
      Myślę, że cała afera rozpętała się niepotrzebnie, napisz może czego oprócz linki
      próbowałaś a wtedy będzie łatwiej coś wymyślić.

      Nie napisałaś czy pies aportuje a jedynie postawiłaś ostrą ripostę na mnie, że
      masz doświadczenie i nie musisz nigdzie myszkować aby to wiedzieć, ja nadal nie
      wiem jak i czym próbujesz go oduczyć ucieczek.

      Nie dziw się proszę, że rady są niewystarczające gdyż Twoje odpowiedzi nie
      wnoszą niczego na czym można bazować chcąc Ci pomóc. Na wszystko odpowiadasz, że
      wiesz bądź masz doświadczenie.

      Z doświadczenia wiem, że najlepsze efekty przynoszą ćwiczenia na obcym terenie,
      wtedy pies skupia się bardziej na nas i łatwiej pokazać mu, że może fajnie i
      miło spędzić ten czas z nami.
    • 29.11.08, 13:18
      Ja ćwiczyłam na ogrodzonym terenie. Chowałam się za dzrzewo, za
      krzak i obserwowałam suńkę. Dobrze było, gdy był ktoś jeszcze i od
      czasu do czasu zawołał: gdzie pani? szukaj pani! Wtedy
      szukała "jeszcze bardziej".
      Teraz nie mam problemów. Gdziekolwiek idziemy, bardzo uważa, czy
      jestem przy niej. Czy na smyczy, czy bez co chwilę zerka, czy aby
      jej się nie zgubiłam.
      Myślę jednak, że z psem (samcem) moze być trudniej.
      • 29.11.08, 13:24
        Fajnie, że miałaś do dyspozycji zamknięty teren.
        Na otwartym terenie nie należy chować się psu gdyż skutek może być odwrotny,
        pies może wpaść w panikę i zacząć biec przed siebie nie koniecznie w naszą
        stronę. Wtedy dopiero można narobić bigosu, szczególnie w nowym otoczeniu.
    • 29.11.08, 14:07
      czego próbowaliśmy? linki, chwalenia psa po powrocie, nagradzania go
      smakołykami, ucieczek w odwrotnym kierunku, "ukrytego monstrum
      straszącego psa"( porada znajomej zastosowana w
      desperacji).towarzystwa psa posłusznego,
      czy mały aportuje? potrafi to robić ale wyjątkowo nie cierpi. trudno
      to wyjaśnić ale na spacerze, choćby nie wiadomo jak długim, on ma
      przyjemność zajmowania się swoimi sprawami. to dziwne bo w domu bawi
      się aż nazbyt chętnie:). natomiast gdy jesteśmy za miastem a pies
      się wybiega_-czeka przy samochodzie. jakiekolwiek próby
      zainteresowania go czymkolwiek spalają na panewce.mąż stwierdził że
      to jedyny pies na świecie który nie lubi się bawić z właścicielem na
      spacerze. ale gdy jesteśmy na obcym terenie na zawołanie zawsze
      przybiega. nawet jeśli jest wzywany 2 min po spuszczeniu ze smyczy.
      ale zamierzam wykorzystać radę blu berry. może właśnie w tym rzecz.
      może nalezy go oprócz chwalenia długo przytulać jeśli wróci na
      rozkaz. przyznam, że na to nie wpadłam.
      --
      człowiek ma tą wyższość nad maszyną, że potrafi sprzedać się sam
      • 30.11.08, 00:28
        Posluchaj, Laiczko, moja opinia moze ci sie podobac albo nie
        niemniej jednak nie zmienia to faktu ze masz psa ktory ciebie
        najzwyczajniej w swiecie nie respektuje i nie slucha,
        czyli nie uwaza cie za lidera tylko siebie.
        krotko mowiac, nie uznaje twojego autorytetu.


        Przecietni zawodowi trenerzy rzadko sa Cezarem Millan albo Bradem
        Pattison lub Vicky Stillwel.
        najczesciej sa to ludzie ktorzy maja wiecej pojecia i cierpliwosci
        do tresury niz przecietny wlasciciel ale zwykle sztywno trzymaja sie
        ogolnych zasad ktorych sie nauczyli. a wsrod z nich sa nawet
        zwolennicy karania psa biciem - i to jest "trener".
        dla mnie to ze ktos nazywa siebie treserem psow nie jest od razu
        autorytetem.

        Kompletnie nie zrozumialas mojej uwagi na temat jelenia
        wyciagajacego psu zabawki - przeciez nie wiem ze to ty go tak
        nauczylas. napisalas doslownie tak:
        "nic nie niszczy, co więcej, jesli np. zabawka wpadnie mu pod kanapę
        lub między kwiaty ( w domu mam mnóstwo kwiatów, część stoi na
        podłodze) pies siada i czeka aż mu ktoś zabawkę wyjmie ""

        wiec wytlumacz mi w jaki sposob ja mam wiedziec ze to wynik
        szkolenia.


        Moj cel w napisaniu ze "pies ma jelenia" byl taki zeby ci
        uswiadomic jak kazda akcja ma jakis efekt u psa, niekoniecznie taki
        jaki byl zamierzony.
        jezeli ty nosisz za psem zabawki, biegasz za nim, podajesz mu
        zabawki to pies "mysli" ze on jest twoim szefem poniewaz ty
        mu 'sluzysz'.

        oczywscie w przypadku kiedy to TY zabraniasz psu wyciagac zabawki z
        kwiatow jest inaczej ale jak pisalam jasnowidzem nie jestem.


        Skoro pies nie uznaje twojego autorytetu jasne jest ze dotychczasowe
        metody nie sa skuteczne.

        na poczatek trzeba nauczyc psa kto rzadzi, sprobuj zaczac od tego ze
        oboje z mezem zastosujecie metode "na pepowine".
        polega to na tym ze okrecacie sie w pasie dluzsza smycza (ale nie
        linka) i zarowno w domu jak i na zewnatrz pies jest to was przypiety
        tak dlugo jak sie da i musi za wami wszedzie podazac.

        chodzisz po pokojach pies za toba. odkurzasz, pies przy tobie itd.
        (chyba ze sie boi odkurzacza).
        to nauczy psa ze musi zwracac na was uwage i robic to co WY chcecie
        a nie to co on chce.
        Na spacerze to samo, z tym ze jak tylko pies zaczyna ciagnac
        natychmiast robic zwrot w przeciwna strone bez zadnego zwracania mu
        uwagi. musisz tez tobic to w miare energicznie aby pies sie nie
        znudzil. biegasz miedzy przeszkodami aby byla to tez dla psa zabawa
        i cwiczenie. taka metode stosuje Brad Pattison i to daje naprawde
        swietne wyniki.

        Psa nie odczepiasz od smyczy ale podczas dalszej tresury puszczasz
        smycz wolno.
        i cwiczysz komendy siad, stop, itd. cwiczac "siad"
        trzymasz smycz tak wby psa pociagnac do gory zmuszajac go w ten
        sposob do pozycji siedzacej.
        jak pies opanuje te komendy i zacznie je wykonywac automatycznie to
        znaczy ze zaczyna ciebie respektowac. dalszy sukces bedzie jak
        kazesz mu siasc i poczekac az go zawolasz.

        W domu nie ma smakolykow dla psa, i rozrzuconych zabawek.
        za to sa rygory co pies moze a co nie moze, konsekwetnie wykonywane.
        pies zanim cokolwiek dostanie - nawet jedzenie - musi najpierw
        wykonac jakas komende. zwykle siad, czekaj (ma czekac przy misce) i
        przyzwolenie na jedzenie wystarczy.

        To takie podstawy. wiecej pomoc ci nie moge bo musialabym was
        poobserwowac a to jest niemozliwe.

        a chwalenie i przytulanie psa jest fajna rzecza ale watpie aby
        oduczylo psa uciekania. zastanow sie gdybys byla psem i miala do
        wyboru nieslychanie atrakcyjna okolice i pieszczoty i przytulanki
        przez minute, co bys wybrala?

        nagradzanie za przyjscie ma taki sens ze pies ktorego inaczej by
        czekal opieprz po przyjsciu nie bedzie mial oporow aby wrocic ale
        nic specjalnie wiecej.

        Minnie
      • 30.11.08, 00:53
        OK chcesz eksperymentów to proszę, gwarantuję, że niektórzy z krzeseł
        pospadająjak to przeczytają. Przynajmniej fachowiec z koła łowieckiego (jak już
        zdecydowaliśmy się na jego pomoc) tak uczynił.

        Mam dwie młode gadziny, których ułożenie od samego początku szło wręcz
        książkowo, aż nagle zaczęło im odbijać ( zresztą również książkowo), każdy
        kolejny miesiąc życia szczeniaka przynosi nowe zmiany w jego zachowaniu, a to
        dominacja, a to hormony itd....

        Pewnego pięknego poranka kundle moje przebrzydłe wytropiły jakąś dziczyznę i
        tyle je widziałam, byłam w ciężkim szoku jednak uznałam, że to pojedyńczy epizod
        i na następnym spacerze puściłam kundle tak jak zawsze, oczywiście przepadły jak
        kamień w wodę.

        I tu schodki się zaczęły, zmiana kierunku, wołanie na kolanach z rozpostartymi
        rękoma, nawet kładłam się na ziemi plackiem (gdzieś wyczytałam, że pomaga) i
        cała reszta metod, które na normalne psy działają. Zresztą jak to miało działać,
        jak mi tyłek zaczynał odmarzać a one nawet nie spojrzały w moją stronę.
        Myślę sobie jak to ja taka fachura i sobie nie poradzę, co to to nie i dawaj
        myśleć.

        Poszłam do sklepu za sprzętem alpinistycznym zakupiłam 20 metrów liny do
        wspinaczki i parę karabińczyków i w las. Rozciągnęłam linę pomiędzy drzewami w
        linii prostej i przymocowałam końce (na wys,1,5metra), do liny przypięłam na
        przelotkach smycze i dawaj wszystko po kolei, stój, siad, idź (oczywiście
        chwalenie, łakocie itd.). Aha gwizdka gadziny już były nauczone.
        Później poszły w ruch patyki i piłki ( luzem aportowanie zawsze miały w nosie) i
        tak po kolei i do znudzenia. Nadszedł czas na sprawdzenie moich idiotyzmów
        luzem, zaczęłam puszczać je po kolei.
        W tej jakże przełomowej chwili okazało się, że odniosłam częściowy sukces, jakaż
        była moja radość jak okazało się, że jedna gadzina tylko patrzy i czeka kiedy ją
        zawołam. Niestety czar prysł przy drugiej, bolesna porażka ona nadal nie
        zwracała na nic uwagi (znaczy na mnie), nos w dół i do przodu.
        I tu powiedziałam stop, po powrocie z kolejnego spaceru poszłam po rozum do
        głowy i stwierdziłam,że jednak sama sobie nie poradzę. Poruszyłam niebo i ziemię
        i dotarłam po pomoc do ZŁ, gdyż w przypadku takiego psa tresura PT niestety nie
        pomoże.

        Dziś ćwiczę drugą gadzinę pod okiem fachowca i na efekty jeszcze długo będziemy
        czekać, taka gadzina zawzięta na tę dziczyznę. Najprawdopodobniej bez obroży
        elektrycznej się nie obejdzie.

        Aha Pan Mirek, znaczy nasz fachowiec po dziś dzień dostaje dziwnych ataków
        (chyba śmiechu) jak rozpamiętuje moje wyczyny w lesie, jednak zdarza mu się
        również pochwalić pomysłowość i efekt końcowy naturalnie.
        Bądź, co bądź z jedną się udało.

        Pomyśl więc proszę, co wolisz robić z siebie idiotkę czy udać się do fachowca.
        Szczerze POLECAM drugie wyjście.
        • 30.11.08, 10:18
          ale o jakich eksperymentach piszesz? chodzi o to przytulanie? to
          rada jednej z uczestniczek forum. a ja, jestem gotowa wypróbować
          każdy sensowny pomysł.
          --
          człowiek ma tą wyższość nad maszyną, że potrafi sprzedać się sam
          • 30.11.08, 12:24
            Mówiłaś, że pytając o radę nie chciałaś wiadomości książkowych, które znasz.
            Wyraziłaś nadzieję, że może ktoś ma swoje sprawdzone sposoby na pracę z psem. Ja
            tylko swoje działania nazwałam mianem eksperymentów.

            Przytulanie jest OK.
            • 30.11.08, 13:10
              aaaa, rozumiem. Twoje eksperymenty były całkiem fajne.)))))
              a jak ktoś chce się pośmiać to proszę bardzo.
              nasz gad był psim młodzieńcem jak go przygarnelismy.
              przebywał u nas tydzień kiedy miała miejsce następująca scenka.
              (wiem, że niektórzy jak to przeczytają, uznają mnie za niespełna
              rozumu:).
              pies poczęstował się kośćmi ze śmietnika (nasza wina, zostawiliśmy
              kubeł przed szafką).przy próbie zabrania mu kości, pokazał że ma
              zęby i zaraz ich użyje. zabieranie kości bądź co bądź jeszcze
              obcemu, rozwścieczonemu psu nie należy do rzeczy przyjemnych. ale
              wiedziałam że coś zrobić muszę. przyniosłam jego kaganiec, odwołałam
              psa, założyłam kaganiec (tak, bałam się że mnie rąbnie, w końcu
              tydzień to nie jest okres w którym można poznać psa). więc założyłam
              kaganiec, usiadłam obok i ... zaczełam "wcinać" zabrane mu kości.
              pies usiłował zareagować, przewróciłam go na grzbiet. wystarczyło.
              ja "jadłam" kości, pies (już bez kagańca) siedział obok, mąż na
              kanapie tracił oddech ze śmiechu. potem położyłam kośc na podłodze,
              pies chciał ją zabrać, ostre " nie wolno" zatrzymało go w miejscu.
              od tamtej pory oddaje wszystko. czy to kość, czy michę. w psim
              rozumie pojął że ja jestem przewodnikiem, i ja jestem pierwsza do
              michy. teraz można mnie już posądzić o stosowanie
              niekonwencjonalnych metod. oczywiście wiem że taki8e problemy
              załatwia się inaczej. ale coż, zadziałał impuls. i podziałał.
              pozdrawiam serdecznie.
              --
              człowiek ma tą wyższość nad maszyną, że potrafi sprzedać się sam
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.