Dodaj do ulubionych

wróbelek ma ropień, co robić?

19.05.11, 18:55
2 dni temu znaleźliśmy małego wróbelka w studzience okna piwnicznego. Zostałby tam na pewną śmierć, więc zabraliśmy go do domu. Jest już trochę opierzony, tylko ogonek ma jakiś taki krótki. Karmimy go wg rad weterynarza i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że na karku zrobił mu się ropień - duży. Byliśmy u weterynarza, który próbował go wycisnąć, wyszło mało ropy, ale sam guzek się znacznie zmniejszył. Co się stało z tą pozostałą zawartością ropnia? Czy mogla się gdzieś dostać głębiej, do środka? Weterynarz kazał przemywać riwanolem żeby odkazić i spirytusem, żeby rozgrzać i wydobyć tą pozostałą zawartość. Biedna ptaszyna strasznie się zestresowała tym całym zabiegiem i tak prawdę powiedziawszy to nie wiem co byłoby dla ptaszka lepiej. Może cierpi i trzeba by go uśpić? Czy ten ropień da się wyleczyć. Możecie coś poradzić?
Edytor zaawansowany
  • palczak.madagaskarski 19.05.11, 21:10
    Co się stało z tą pozostałą zawartością ropnia? Czy mogla się g
    > dzieś dostać głębiej, do środka?
    Nie jestem weterynarzem, ale podejrzewam że jest to możliwe. Co nie znaczy że na pewno tak się stało.

    >Karmimy go wg rad weterynarza
    A możesz napisać jak?

    tak prawdę powiedziawszy to
    > nie wiem co byłoby dla ptaszka lepiej. Może cierpi i trzeba by go uśpić? Czy t
    > en ropień da się wyleczyć. Możecie coś poradzić?
    Myślę, że najlepiej skontaktować się z jednym z ptasich azyli. Nie napisałaś skąd jesteś więc będziesz sama musiała poszukać jakiegoś azylu blisko Ciebie. W przyklejonych tematach na tym forum są adresy lecznic, wydaje mi się że dość aktualne:
    klubciconia.ptaki.info.pl/forum/viewforum.php?f=15&sid=590a4af952e4585e0f0f035926c643ff
    Gdyby się okazało że nie masz blisko azylu, a nie możesz załatwić transportu lub nie chcesz stresować wróbelka niepotrzebnie (uśpić może i weterynarz na miejscu, chociaż mam nadzieję że to nie będzie konieczne uncertain) to na tym forum są też telefony, gdzie można uzyskać poradę.
  • rickky 19.05.11, 22:11
    Sądzę, że należy mu podać jakiś antybiotyk, jeżeli to rzeczywiście jest zakażenie (ropień)
    Nie mam jednak zupełnie pojęcia co do dawki, stosowanej w takim przypadku. Należałoby wróbla zważyć i dawkę obliczyć na jednostkę masy ciała zgodnie z ulotką informacyjną leku. Wydaje się, że mogłaby to być jakaś cefalosporyna lub coś z grupy nowych penicylin.
    --
    Dziękuję za uwagę
  • sandycandy 20.05.11, 22:51
    Dziękuję za odpowiedzi. Dzisiaj jest już lepiej. Ropień się nie powiększył, więc chyba ta pozostała część zawartości ropnia albo nie była taka duża, albo wyszło więcej niż się na początku wydawało. Jest co prawda strupek, ale bąbel się znacznie zmniejszył i nic na razie nie rośnie. Przemywamy wg rady weterynarza jodyną, riwanolem i spirytusem. Wróbelek je dużo, jest wesoły, ćwierka i próbuje latać, więc chyba wszystko idzie w dobrym kierunku.
    Co do karmienia to robimy mu kulki z sera i jajka (chętnie je zjada) i trochę karmimy rozdrobnionym pokarmem dla papug (weterynarz uznał, że jest już na tyle duży, że sobie powinien z takim rozdrobnionym ziarnem poradzić). Poza tym podajemy wodę pipetką do dzióbka.
    Dziękuję za namiaru azylu, w ogóle nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Spróbuje coś znaleźć w okolicy, jeśli uznamy, że nie damy sobie z nim rady. Tak na marginesie jestem ze Śląska. Czy coś jest w okolicy?
    Co do antybiotyku, to weterynarz powiedział, że na razie mu nie poda, bo za bardzo by go wyjałowił. Jeśli jednak ropa znowu by podeszła, to wtedy włączy antybiotyk. Mam nadzieję, że nie będzie to potrzebne.
    Póki co uczymy go latać smile
  • sandycandy 21.05.11, 09:35
    Otóż dzisiaj wróbelek nam uciekł. Znalazł szczelinę między takim woalem, którym zasłoniliśmy balkon, żeby nie wyleciał i dał nogę. Siedzi teraz na szczycie najbliższego jaśminu i co jakiś czas podlatują do niego inne wróble. Wygląda to tak jakby go animowały do latania i ruszenia się z miejsca. Trochę się martwimy, bo jeszcze nie jest całkiem do końca opierzony ( tak mi się wydaje, nie znam się na tym) i to są jego pierwsze próby latania. Jest bardzo prawdopodobne, że spadnie między gałęzie i tam dopadnie go nasz kot. Wróbel wybrał wolność - może sobie poradzi. Zawsze może wrócić na balkon, gdzie nadal ma swoje pudełko i jedzonko. Trochę szkoda biedaka, ale ropień najwidoczniej został wyleczony. No cóż, więcej zrobić nie możemy.
  • palczak.madagaskarski 21.05.11, 15:29
    No to ja Ci powiem, że możliwe, że stało się bardzo dobrze dla wróbelka smile Jeżeli ropień nie powróci, to najlepsze dla niego jest dorosnąć wśród dzikich wróbli. Człowiekowi bardzo trudno byłoby nauczyć młodego ptaka tego, czego uczy się w naturze, przygotować go do samodzielności. Jeżeli dorosłe wróble zainteresowały się maluchem, to można podejrzewać, że krzywda mu się nie stanie. Zostawianie jedzenia i wody na balkonie (nawet ewentualnie gdzieś w pobliżu rzeczonego jaśminu smile) jest bardzo dobrym pomysłem. Ewentualnie możesz obserwować, czy wróbelek nie poczuł się gorzej i nie siedzi gdzieś osowiały w miejscu, skąd można (trzeba) by było go zabrać. (To na wypadek, gdyby ropień jednak się nie zaleczył). Ale mam nadzieję, że maluch już do Was nie będzie musiał wracać smile
    Jeśli chodzi o upierzenie, to nie widziałam go, ale ptakom pióra nie rosną z całego ciała, tylko są miejsca "gołe", które zakrywają normalnie inne pióra. Mając ptaszka w ręku, mogłaś właśnie takie miejsca zauważyć.
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za powodzenie waszego podopiecznego w "dorosłym" życiu smile
  • sandycandy 21.05.11, 18:21
    Też myśleliśmy, że będzie tak najlepiej i taką mieliśmy nadzieję, ale wróbelek do nas powrócił. Pół dnia obserwowaliśmy go z balkonu i z ogródka. Podlatywał od krzewów ( wysokich jaśminów) do drzewa. Obserwowaliśmy też relacje z dorosłymi wróblami ( chyba z rodzicami, bo pod okapem mamy gniazdo), no i niestety wygląda na to, że te dorosłe wróble, go odganiały. Na początku myślałam, że podleciała do niego matka (?) i dawała mu coś dzióbkiem do jedzenia, ale kazało się, że strąciła go tylko niżej w gęsty krzew jaśminu. A ten mały biedak nie umiał odlecieć i cały czas nawoływał. Doszło do tego, że po długim czasie wygramolił się znowu na szczyt jaśminu, ale nie bardzo wiedział czy ma wrócić na balkon czy zostać, a może nie miał już siły. Wyglądał już na dosyć zmaltretowanego. Więc podaliśmy mu z balkonu taką długą gałąź i po jakimś czasie w końcu na nią wskoczył i jest znowu u nas.
    Dobrze się chyba stało, bo bardzo chciało mu się pić ( dziś u nas upał), no i był trochę głodny.
    Teraz ma się dobrze, najedzony, napojony i wysmarowany riwanolem lata po balkonie, na którym ma skleconą przez nas wolierę. Cały balkon jest otoczony taką siateczką/firanką i ma do dyspozycji gałęzie jaśminu, na których sobie siedzi, jak na prawdziwym drzewie.
    Ropień wygląda już całkiem dobrze. Ptaszek zaczyna sobie radzić z lataniem ( choć jeszcze na bardzo krótkie dystanse i kiepsko w górę), ale jeszcze nie potrafi sam jeść, nie mówiąc o zdobywaniu pokarmu. Postaramy się go przytrzymać tak długo, póki nie nauczy się sam jeść. Nie wiem jak to zrobić, bo do tej pory trzeba mu dawać kuleczki jedzenia i wodę do dzióbka. Jest na to jakiś sposób?
    Oczywiście nasz kot, cały czas obserwował z dołu całą akcję ratowania wróbla i tylko czekał, aż spadnie. Nie chcę nawet wiedzieć, co myślą o nas sąsiedzi, bo pewnie mieli niezły ubaw, jak obserwowali naszą akcję ratowniczą smile O szczegółach akcji wolę nie pisać, bo uznacie, że żeśmy zwariowały.
    Proszę, napiszcie jak nauczyć wróbla samodzielnie jeść z miseczki, bo nie chciałybyśmy go trzymać dłużej niż to jest konieczne. Jeśli macie jakieś jeszcze inne pomysły co do jego rekonwalescencji, to również proszę o radę.
  • palczak.madagaskarski 21.05.11, 19:16
    Z wolierą bardzo dobrze, mały może się ćwiczyć w lataniu smile A właściwie jak go karmicie? Sam otwiera dziób, nie musicie go karmić siłą, tak? Jeśli chodzi o naukę samodzielnego jedzenia, to możecie mu zostawić na dnie woliery (na podłodze balkonu smile ) jakieś ziarna, żeby cały czas miał je do dyspozycji. może w końcu się namyśli. Można mu dawać mniej jeść żeby poczuł głód i spróbował sam coś "upolować", ale jednak ja bym nie ryzykowała nadmiernego "przegłodzenia" go - w końcu to młodziak, potrzebuje energii na rośnięcie.
    Możesz zrobić mu zdjęcie i wrzucić w internet, a tu dać link? Chciałabym zobaczyć jaki właściwie jest duży. (Nie żebym się znała na wieku wróbli, tak z ciekawości bardziej proszę).
    Jeśli chodzi o azyle, to w Mikołowie jest "Leśne Pogotowie" (zresztą przyjmuje nie tylko ptaki). Innych azyli w pobliżu nie znam, ale poszukaj na liście, może coś się pojawiło.
  • sandycandy 21.05.11, 19:36
    Karmimy go kulkami z białego sera, żółtka i czasami obtaczamy te kuleczki w rozdrobnionym pokarmie dla papug ( pomysł weterynarza). Sam otwiera dzióbek a my te kuleczki mu wkładamy do dzióbka. To samo z wodą - pipetką. Jak ma dość to po prostu obraca główkę i nie otwiera dzióbka. Co do ziaren na podłodze to nie bardzo jest nimi zainteresowany, a nie mamy sumienia go głodzić. Na patyczek na którym siedzi zatknęłam mu kulkę serowo-jajeczną, ale też nie jest zainteresowany (póki co). Jutro spróbuję zrobić zdjęcie - dziś już za ciemno, a nie chcę go straszyć lampą błyskową.
  • wrexham 23.05.11, 07:09
    czytam z wielkim zainteresowaniem;
    trzymam kciuki, zeby sie udalo;
    z tym glodzeniem to faktycznie trzeba uwazac, bo takie ptaszki maja podobno bardzo szybka przemiane materii i mozna przeholowac;
    a moze takie kulki mu podsuwac tylko, a nie wrzucac do dzioba?
    to znaczy jak dziob otwiera to przytrzymac kolo centymetra od niego, zeby sie przestawil z biernego odbioru na aktywne pobieranie? i potem coraz dalej i dalej mu trzymac od dzioba; wstawcie mu moze tez jakis plytki talerz z woda; moze w koncu pokojarzy, ze woda nie tylko z pipetki...
    i czekamy na zdjecia smile
    --
    no bo niestety nie jest zbyt ladna,
    lecz za to zgrabna tez jednak nie
    (jk)
  • sandycandy 23.05.11, 09:02
    Wow, nie wiedziałam, że takie zainteresowanie wzbudziła moja opowieść.
    Zdjęcie zrobił tato i jak tylko prześle mi to wkleję. Ja nie mieszkam z rodzicami więc z lenistwa i zapominalstwa muszę posłużyć ich fotografiami, ale mieszkam po sąsiedzku i bardzo często doglądam wróbla. Wczorajsza historia wyglądała tak, że rano ropień znowu się pojawił. W tym samym miejscu, ale troszkę mniejszy. Więc znowu go smarowaliśmy i koło południa pojechaliśmy do weterynarza. Myśleliśmy, że z tym ciągle pojawiającym się ropniem w końcu go uśpi, żeby biedak się nie męczył ani tymi zabiegami - smarowaniem, ani tą swoją chorobą. Weterynarz oglądnął go bardzo dokładnie, a tam nic. Zero ropy. Tylko dwa podsuszone strupki. Czy to możliwe, że tak szybko się to u ptaków goi? W tej sytuacji nie zdecydowaliśmy się oczywiście na uśpienie, będziemy walczyć dalej, ale uzgodniliśmy, że jeśli ropień się pokaże znowu, to wtedy do uśpiąsad Jak więc widzicie, rokowania są niepewne. Staramy się jak możemy, ale jak cała sprawa się zakończy, tego nie wie nikt. Szczególnie, że nasz kot ma na wróbla chrapkę. Siedzi pod zamkniętymi drzwiami balkonu i cały czas śpiewa kocie serenady.
  • palczak.madagaskarski 23.05.11, 12:33
    Ja myślę, że jak wróbelek sam otwiera dziobek i nie ma problemu z karmieniem, to na razie można poczekać i nie martwić się nauką samodzielnego jedzenia. Może jeszcze nie jest na to gotowy. Oczywiście ziarno do dyspozycji niech cały czas ma, możecie dyskretnie obserwować czy bierze się za nie. Myślę, że chyba powinien w końcu zadziałać instynkt.
    Z ropniem gorsza sprawa, tak sobie pomyślałam o ptasiej ospie... Ale to tylko taki strzał w ciemno, w zasadzie nigdy na żywo nie widziałam objawów "na ptaku". www.birdwatching.pl/wiadomosci/18/art/125 tutaj można poczytać/pooglądać. Na marginesie - chociaż brzmi strasznie i dla ptaków jest groźna, to NIE jest zagrożeniem dla człowieka!! To nie ptasia grypa smile
  • sandycandy 23.05.11, 22:05
    Zgodnie z obietnicą wstawiam zdjęcia - robię to pierwszy raz, nie wiem czy zadziała. Z góry przepraszam, jak coś będzie nie tak
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,sandycandy.html
    Niech was nie zwiedzie kolor piórek na szyjce. To jest wróbel, ale farbowany jodyną i riwanolem smile Czy na podstawie upierzenia może ktoś określić wiek, lub przewidywany czas usamodzielnienia się ?

    Co do ptasiej ospy, to faktycznie trochę przerażająca wiadomość ...
    Weterynarz widział i to 2 razy i nic o tym nie wspomniał !?

    Jeśli chodzi o samodzielne jedzenie, to póki co, zdarza mu się wydziobać z palców kulkę (mały postęp). A jak mu się nie chce, to trzeba mu ją wrzucić do dziobka.
  • wrexham 24.05.11, 12:14
    a ten ropien to nie zrobil sie na skutek zahaczenia pzez koci pazur albo kieł? czytalam gdzies, ze ptaki chociaz same odfruwaja po uratowaniu ze szponow kota to nistety czesto potem umieraja na zakazenie od ran zadanych wyzej wymienionymi "narzedziami"
    --
    no bo niestety nie jest zbyt ladna,
    lecz za to zgrabna tez jednak nie
    (jk)
  • sandycandy 24.05.11, 17:55
    To jest niestety bardzo możliwe, z uwagi na to, że w okolicy jest kilka kotów, łącznie z naszym. Z tym ropniem (?) to jest dziwna sprawa, bo on raz jest, a potem znowu go nie ma. I tak w kółko. Już sami nie wiemy co o tym myśleć. Podchowamy wróbla ile będzie się dało i wypuścimy. Martwi nas jedynie to, że nie potrafi jeszcze sam jeść.
  • cereusfoto 26.05.11, 12:39
    Ale słodziaksmile. Kategorycznie zabraniam go usypiaćsmile)) Masz walczyć - dasz radę! Proponuję włączyć do jadłospisu mięsko w postaci jakiś owadów etc.
    --
    autorska galeria fotografii:
    www.cereusfoto.republika.pl
  • sandycandy 27.05.11, 19:14
    Udało się, wróbel sam je. Ma ziarna i okruszki wysypane na podłodze balkonu i sam dziobie i nawet wodę sam popija. Nie bierzemy już go do rąk, żeby trochę zdziczał i się odzwyczaił, więc nie wiem co z ropniem. Lata sobie po balkonie, podśpiewuje, więc chyba nie jest źle. Jeszcze parę dni, żeby okrzepł i wypuszczamy małego w świat. Mamy nadzieję, że będzie wracał, żeby trochę podjeść.
  • wrexham 30.05.11, 07:43
    oj, choc jedna dobra wiadomośc z poniedziałku...
    w przeciwienstwie do tej makabrycznej historii o psie, który zniszczył gniazdo z malenkimi pisklakami...
    --
    no bo niestety nie jest zbyt ladna,
    lecz za to zgrabna tez jednak nie
    (jk)
  • sandycandy 01.06.11, 18:16
    Moi drodzy, to już koniec historii o wróbelku ( mam nadzieję). Wróbel wypuszczony! Poleciał od razu i tyle go widzieli. Pojawił się na drugi dzień na balkonie. Trochę podzióbał zostawionych dla niego ziarenek, więc wygląda na to, że akcja się udała. Mam nadzieję, że da sobie biedak radę i nasz wysiłek nie pójdzie na marne. Dziękuję wszystkim za rady i dobre słowo. Trzymajcie kciuki za wróbelka smile
  • palczak.madagaskarski 01.06.11, 19:04
    Świetna wiadomość! Chociaż jak zobaczyłam tytuł "to już koniec" to mi się nieprzyjemnie zrobiło wink Dobrze że to o taki koniec chodziło.
    Jeśli wróbelek przyleciał do Was następnego dnia (jak go rozpoznaliście?) to ja bym mu wróżyła jak najlepiej. Zostawiajcie dla niego teraz wodę i ziarenka przez jakiś czas, żeby miał do czego wracać, póki będzie czuł taką potrzebę.
    Jeszcze raz gratulacje, że dobrnęliście do szczęśliwego zakończenia smile
  • sandycandy 02.06.11, 15:46
    Rozpoznaliśmy, bo ma żółtą plamkę na piórkach od riwanolu. Poza tym to jedyna taka chudzina w okolicy. Wczoraj niestety deszcz go zmoczył i widzieliśmy, że schował się między obciętymi gałęziami na ziemi. Nie bardzo potrafił taki mokry latać, bo te jego piórka to jeszcze nie całkiem były chyba "dorosłe". Po deszczu chcieliśmy go odszukać w tej stercie gałęzi, żeby znowu jakiś kot go nie dopadł, ale już go nie było. Nie było też nigdzie w okolicy (najbliższej) piórek, które mogły zostać po ataku kota. Mamy więc nadzieję, że dał sobie jakoś radę. Gorzej, że nie widzieliśmy go dzisiaj na balkonie. Może przyłączył się do jakiejś wróblowej ferajny latającej po okolicy?
  • borysa 02.06.11, 10:38
    Też mnie tytuł zmroził !
    Bardzo optymistyczna opowieść, czytałam z ogromnym zainteresowaniem, dobrze, że są ludzie, którym nie jest obojętny los jednego wróbelka.
  • czarna.kotka.psotka 02.06.11, 12:44
    Wróbli jest teraz tak mało, że warto walczyć o każde ćwierkające gardziołko. Oby więcej takich optymistycznych opowieści.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka