Dodaj do ulubionych

poidełka dla ptaków ...w bloku

18.06.19, 13:11
Mieszkam w bloku z wielkiej płyty (na parterze, w otoczeniu licznych drzew i krzewów). Chciałabym dopajać ptaki w upały, i wystawiłam w tym celu na parapecie dwie gliniane podstawki pod doniczki, mniejszą i większą, dolewam tam codziennie świeżą wodę. Ptaszki przylatują (tylko wróble i sroki), ale niezwykle rzadko - jeden, dwa dziennie. Wydają się podchodzić bardzo ostrożnie, wręcz bojaźliwie. Czasem wylądują na parapecie i natychmiast odlatują, nie pijąc; czasem przyglądają się daszka klatki schodowej w odległości 1 m, widzę, że kusi je ta woda, ale boją się jednak i odlatują. Czy wiecie dlaczego tak się dzieje? Czy nie są po prostu tak bardzo spragnione? Czy też poidełko w bloku nie ma sensu? Dodam, że dokarmiam ptaki zimą w tym samym miejscu i przylatują bardzo chętnie i dużo liczniej.
Edytor zaawansowany
  • elle_du_jour 18.06.19, 13:17
    * "z daszka" miało być
  • nukula4 18.06.19, 20:26
    Bardzo dobrze z czasem będziesz miał ich więcej. Zobacz hasło poidło w wikipedii. Moje poidełko jest takie seledynowe i 7 zdjęć z ptakami które przylatują do mojego poidła. U ciebie nie przylatują bokiss sąsiedzi płoszą
    *nikogo nie karmią *nikogo nie poją*bloki to pustynia. Załóż skrzynkę lęgowa wtedy ptaki które będą korzystać ze skrzynki na pewno będą korzystać też z poidła. Poidło z podstawki może być za lekkie i przesuwać się od wiatru (moje jak widzisz ma lokalizację stałą, jest głębokie i ptaki kosy i szpaki się kąpią!
    Skrzynki masz pod hasłem skrzynka lęgowa - do wyboru do koloru w zależność od piętra i od strony świata Z południa i zachodu musisz zrobić ssianki podwójnej grubości (najmniej 4 cm)
  • nukula4 18.06.19, 20:47
    A i jesteś na parterze - niczym się nie wyróżnia od okolicy - masz przynajmniej kwiaty na balkonie - twój balkon niczym się nie wyróżnia od otoczenia. Jak się zabezpieczasz od złodziei? Możew jeden rok posadź jakieś zboze - ptaki muszą się prztzwtczaiź i coś je nusi przyciągać.
  • elle_du_jour 18.06.19, 21:36
    dziękuję za porady i sugestie. nie wspomniałam, że nie mam balkonu, mam tylko taką płytką barierkę przy oknie tzw balkonowym. stąd umieszczam te spodki poidła (są gliniane, ciężkie i nie przesuwają się) na zwykłym parapecie okiennym. pomyślę o korytku z roślinami, bo nie mam w tej chwili żadnego.
  • nukula4 05.07.19, 12:38
    Przyszło mi do głowy że problemem jest iż pojnik jest bezpośrednio przy szybie, boją się swego odbicia a może już się uderzyły o szybę. ja bym pomyślał o czymś w rodzaju półki 10-15 cm za ścianę bloku. Szczegółów nie podaję, Mając wgląd n miejscu łatwiej ci będzie coś wymyślić.
  • elle_du_jour 09.07.19, 19:41
    już sytuacja się zmieniła, bo zaczęły przylatywać w większych ilościach. wygląda na to, że potrzebowały czasu by oswoić się z poidełkiem, które było dla nich nowym obiektem. co ciekawe, więcej ich przylatuje teraz w chłodniejsze dni, niż w upały, nie wiem czy to moje złudzenie, czy przypadek, czy jakaś prawidłowość. tłumaczyłam sobie to tym, że w upały siedzą pochowane w drzewach i krzewach, może niechętnie podejmują wtedy wysiłek. no ale nie wiem, czy rzeczywiście tak jest. w każdym razie przylatują i czasem się kąpią, i kocham ten widok : )
  • dar61 10.07.19, 13:52
    Zgadza się, upały sortują ptakom dni na lotne i bezlotne.
    U nas dobrym próbnikiem upałów/deszczu były loty s_z_k_o_d_n_i_k_ó_w typu szpaki.
    Atakują tylko w dni o pogodzie stonowanej.

    A tak mówiąc konkretniej - nie wyobrażam sobie, by zakładając budki/ półki/ kieszenie lęgowe nie doposażać ich w okolicy o pojników DWA.
    Dwa dlatego, że n_a_z_i_e_m_n_e pojniki, w których okolicy przydomowe koty naprzykrzają się ptakom, muszą mieć swych dublerów.
    Ptak wybierze w danej chwili bezpieczniejszy, lepiej zlokalizowany. Dzikie gołębie typu grzywaczy i przyleśnych sierpówek-cukrówek wolały jednak pojnik zapłotowy, o którym nieco poniżej.

    Ptaki chętnie skorzystają i z oczek wodnych przydomowych, przyziemnych, ale trzeba zlikwidować przy oczkach za blisko osadzone wysokie krzewy, barykady z jakichś ozdóbek wysokich typu kamienia, płotka.

    Na osiedlach w blokowiskach każda taka lokalizacja - jeśli wydębi się na nią placet urzędników - będzie dobrą atrakcją dla lornetkujących, nawet niedaleko postawiona ławka dla odpoczywania/ zerkania na pojnik ptaki nie przestraszy, byle tak z kilka metrów obok stała. U mnie na skraju lasu musiało być tego z 10 m (odstępu człowieka, nie np. krzewu), po mam ptaki płochliwsze/ większe. No i mamy nasze koty, bardzo chętnie bytujące w naszym ogródku, latem na okrągło [mają 3 klapki we wszystkich drzwiach z domu do ogrodu].

    Ptak musi tam koło dowolnego pojnika mieć widoczność dla oglądu swego bezpieczeństwa - unika tego, gdzie jest atakowane, a skorzysta tylko w ostateczności (upał). Koty lubią przesiadywać w chaszczach koło takiego pojnika/ oczka, jeśli ukrycie jest praktycznie tuż obok.
    Warunki dobrej, naziemnej lokalizacji pojnika są dość proste:
    - zimą nieco słońca, by woda była nieco cieplejsza;
    - latem, o dziwo, podobnie - cieplejsza sprzyja kąpielom* wodnym;
    - skraj (oczka wodne), jeśli to samoróbka, musi mieć albo płaski, płytki obszar, gdzie ptak przycupnie - musi być woda zawsze dolana, by to w upał nie wyschło/ albo dołożony dobry kamień (lub coś podobnego, nawet deseczka), jaka swym pochyleniem wnika w wodę.
    U nas wody w jednym oczku pojnikopodobnym położyliśmy długaśny kamień BARDZO płaski i podparliśmy go w wodzie innym, okrągłym tak, że nawet przy ubywaniu wody w upały jakiś skraj kamienia wystawał na brzeg wody.

    W drugim: poukładaliśmy na dnie oczka okrągłe kamienie polne tak, że w dowolnym poziomie wody jakiś kamień zawsze gdzieś był dostępny dla ptaków - z tego oczka (jest zapłotowe, pozaogrodowe, w przeciwieństwie do w.opisanego) nam w upały sarny wodę potrafiły wypić na raz tak, że znikała w jeden dzień. Z czasem wpadłem na pomysł doprowadzenia tam - podziemnie - wody z rynny z daszku altany ogrodowej, starczało to na lata, choć ostatnio sąsiedzi dostęp sarnom zabrali, posesję swej wspólnoty ogradzając siatką. Ptakom to nie przeszkadza.
    - o bezpiecznym skraju/ otoczeniu pisałem powyżej;
    - woda dla ptaków nie musi być świeża, nasze nawet podgniłą piją [w wodzie zatapiam wiązkę słomy ku odtlenieniu - rybek tam nie ma, są ślimaki wodne etc. - brat tlenu zmniejsza lęgi komarów (...).
    - pojnikom wodnym warto dołożyć w okolicy i naczynie do kąpieli ... piaskowych; starczy byle hałd(k)a drobnego żwirku - nasze ogrodowe wróble to uwielbiają latem!
    - swego czasu przebojem dla naszych wróbli były duże, płytkie kuwety kwadratowe eks-fotograficzne, jakie stawialiśmy na plandekę ściółkującą truskawki; nagrzana w nich woda dawały wróblom okazję kąpieli - całe rodziny jej zażywały, do kilkunastu wróbli po kolei; musieliśmy tylko wychlapywaną wodę dolewać!

    */ No i clou programu napojenia bydlątek - z wody w pojnikach, byle nagrzanej, korzystają i błonkówki typu żądłówek: pszczoły/ trzmiele. Zasada ich udostępnienia owadom jest taka sama - musi być w niej coś wnikającego w toń wodną ukosem, by owad mógł się ... wydostać, gdy wpadnie. A wpadać będzie niechybnie i do waszych przyokiennych, o Wątozakładźcy - pomyślcie i o nich.
    Tratewką ratunku będzie nawet ukośnie wbity w coś patyk, oparty o brzeg/ deseczka nielekkka, niepływająca, dębowa np. - oparta o brzeg jw. pływająca w głębinie żywina sie do niej sama dopluszcze - i wylizie, i wysuszy - i odfrunie.
    Sposób inny, estetycznie ciekawszy - pływający tam sztuczny liść z kwiatkiem, lotosopodobny. ŁAdny, ale po roku robi się brudny i trzeba go ... regenerować.

    Mój śp. sąsiad-pszczelarz z takich przydomowych, naziemnych bajorek swe pszczoły zmoczone wyjmował - a znajdował je w moim oczku wodnym, ptasim pojniku, w jego pojniku, nieco zbyt cienistym, woda była mało nagrzana - i wkładał te znajdy do ... pustego pudełka po zapałkach. Pudełko wkładał w kieszeń na piersi, apo kwadransie takiego wygrzewania i wylizywania jego pszczołą głośnym brzęczeniem przekazywała, że już jest znów gotowa do oblotów. Sąsiad ją wypuszczał, a mnie dokształcał i doinformowywał, co i ja Wam przekazuję, a nuż przyda się.

    PS W moim przydomowym ogródku koty (nasze, sąsiadów - i kuny!) się czaiły na pojące się ptaki - trzeba było wokół usunąć roślinną barykadę, dla śpiącego tam dotąd kota nawtykałem pionowo druty tak go kolące, że przestał tam drzemać. Następnego kocura częstowaliśmy wodą z węża/ przywiesiliśmy kotu dzwoneczek (oj nie lubił go!).
    Z czasem dowiedzieliśmy się o fotokomórce, jaka latem podłączoną tam tryskawkę wodą uruchamia, gdy z danego kierunku kot się skrada i (...)
  • elle_du_jour 10.07.19, 20:31
    o, jaki ciekawy wpis, dzięki! potwierdzam, że owady przylatują do pojnika, widziałam pijące osy, i jeszcze żadnej utopionej. i chyba pomyślę o tym piasku! wiele lat temu, gdy byłam dzieckiem, wychowywaliśmy pisklę wróbla w domu i ona (bo to była dziewczyna) przepadała za kąpielami w piasku, w dużej, szklanej popielnicy : )
  • dar61 10.07.19, 21:11
    Furda przegadane porady.
    Ależ bym chętnie sczytywał wspomnienia, nawet dziecięce, właśnie na przykład o ratowanych kawkach/ wronach/ krukach - nawet o nieco od nich mniej kumatych wróblach. I to na kilka szpalt z podrozdziałami.
    Załóżcież o tym odrębny wątek, ptakoluby. Toż to samograj.
    Mnie w dzieciństwie takich znajd nie pozwalano w domu trzymać, dużo by wspominać*.

    Może kamień węgielny pod inicjację wątku złoży sama {Elle_du_jour}?
    Podobne temu tematy w śp. forum o zwierzętach cieszyły się dużą estymą.
    d61

    */ Dziś stoję właściwie po drugiej stronie barykady - gdy już dość upierzone pisklęta do mnie dzieci sąsiadów odnosiły, zmuszałem je, by odnosiły znajdy dokładnie w miejsce znalezienia - i to jak najszybciej.
    Mym rodzicom swego czasu doradziłem, by niedorostka grzywaczy, na naszym taraso-balkonie zaplątanym, nigdzie nie odnosić, a na balkon nie wchodzić. Opowiadali mi, że kilka dni go rodzice podkarmiali, potem znikł. Może to nie wróbel czy Wajrakowa kawka (?), ale...
  • elle_du_jour 10.07.19, 21:57
    ach, myślałabym, że taki wątek dawno już tu założony... może się zbiorę i założę, wiadomo, praca, zajęcia jakieś, ciągle coś na głowie. ale może założy ktoś inny, nie mam nic przeciwko.
    nasz wróbelek trafił do nas zupełnie goły, bez piór, niechodzący ani nic. niemowlę ptasie. dzieci znalazły w trawie pod blokiem, i dały mojej mamie, bo nie wiedziały co z nim zrobić. myślę, że wypadł z gniazda, z jednej ze szczelin wielkopłytowych, to były lata 80, blokowisko, nie było jeszcze ociepleń. wróble latały ogromnymi stadami, i jazgotały niemiłosiernie w krzakach. pamiętam jak moja mama czasem nie mogła znieść tego świergotu : )) a potem okazała się najlepszą wróblową mamą pod słońcem, ja dziesięciolatka pomagałam. no, historia fajna, kochaliśmy tego wróbelka strasznie, kupa radości i frajdy.
  • dar61 12.07.19, 13:44
    '...zupełnie goły, bez piór, niechodzący ani nic...'

    Zgoda - takie wypadnięte golasy, w takich nienaturalnych warunkach warto doglądać, ale umiejętnie. Dobrze, że mamy tutaj świetnie doradzających na ten temat, nie każdemu się uda, choćby bardzo chciał.
    W urb-krajobrazie takiemu golaskowi wróblowi, a i wróblicy, tylko kot by skrócił męki albo jakaś sroka może.
    Po latach patrzę na to dość naturalistycznie - w warunkach natury każdy znajda pod gniazdem znajdzie swego smakosza. Szokiem dla nas jest się dowiedzieć, że takie pisklę może być zrzucona przez swe rodzeństwo, a nawet przez rodziców...

    '....myślałabym, że taki wątek dawno już tu założony...'

    Nie szukałem tu wątków-wspominek samarytanów-ornitologów.
    Może gdzieś tkwią w czeluściach.
    Gospodyni tej strony mogłaby takie podczepić na stałe na szczycie forum, ma taką władzę.

    '...mama czasem nie mogła znieść tego świergotu...'

    Mam ci ja - mą ręką wieszane - 5 budek ptasich na ścianie naszego domu, zasiedlonych rok-w rok przez cały rok [2-3 lęgi rocznie!], nie licząc innych budek półotwartych, niezasiedlonych (wróbel nie lubi sąsiadów-niewróblowców).
    Czasem żałuję, że wróble opanowały to osiedle budek - wydzierają się na siebie praktycznie cały dzień, konkurując. A trel ich to partanina, kos świadkiem. I kosica.

    Życzę {Elle_du_jour}, by mogła mieć dla równowagi obok siebie osiadłą parę kosów.
    my mamy taką całoroczną, chyba zimą mają zmianę z północy Europy.
    Wyjdzie sobie {E.} w ogródek, a jak kos-samczyk oznajmi, że to jego teren, można się z nim poprzekomarzać.
    Gwizdaniem do niego. Na początek, by go zaciekawić, wystarczy dokładnie starać się powtarzać jego trele, choć jest mistrzem i to niełatwe.
    A potem zmieniać mu linię melodyczną - na przemian z nim. On w końcu przylatuje z komina na słup, potem na antenę, na t-ele-drut - i świrgoli, świerszczy, parlanduje - niezła konkurencja. Wystarczy mu na koniec dać coś typu rozbudowanego melodycznie wstępu do opery Carmen (zabiłem byka, cóż to był za byk) albo taką np. serenadkę Dla Elizy.
    Zasłucha się, podziwia, milknie.

    Ale nasz jest nieco dostosowany do warunków miejskich. Gdy tak np. się próbuje podejść drozda śpiewaka [krewniaka kosiego], taki nie daje sobą pomiatać i zmiata na inny czub sosny, o kilometr dalej.
    Tak jest w mojej innej rezydencji, śródleśnej, tam są takie gatunki, jakich ja z głosu nie znam.
    Ale i tam zdarza się jakaś sikora - paplanina takiej też potrafi być natrętna jak wróblowa...
    czego
    Szanownej
    {Elle_du_jour}
    ani i reszcie rezydentów tutejszych
    nie życzy
    dar61
  • nukula4 09.07.19, 20:37
    Systematyczność daje efekty. Teraz tylko pilnować by woda był czysta. Gratuluję!
  • dar61 10.07.19, 14:00
    Czysta? Nie!
    Wystarczy woda z kałuży, woda taka jak dla psa.
    Pies mały i piesek duży
    pije ją
    pije ją
    i łka
    🎶

    W swych pojnikach okresowo trułem lęgi komarów jedną mini-mini kroplą (!) insektycydu na mały pojnik o pojemności średniej beczki.
    Ślad tej chemii niczemu nie przeszkadzał prócz komarom - pszczoły się poiły z drugiego, nagrzanego, gdziem siatką b.gęstą skutecznie, okresowo, te komary unicestwiałem w 1 minutę.
    W tym drugim nawet, o czym powyżej piszę, zatopiona była sieczka reżowa w siatce, ku odtlenianiu - zapach gnilny - jak w dowolnym stawie - nie przeszkadzał się ptakom nawet tam pluskać na płyciźnie brzeżnej...
  • nukula4 10.07.19, 21:46
    Nie opowiadaj bzdur.Woda z kranu żadne zanieczyszczenia, żadne trutki. Ptaki mocząc dzioby same robią ze staje się brudniejsza ale bez przesady. na słońcu będzie zielona i dlatego należy raz na dobę UMYĆ miskę i nalać CZYSTEJ kranówy.
  • dar61 12.07.19, 13:13
    Pisałem o poidłach prawdziwych, a nie o miskach.
    Ptaki w naturze piją z kałuż, byle naturalnych.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.