Dodaj do ulubionych

Cisza o świcie

29.08.19, 11:37
Chce się z Wami podzielić moimi spostrzezeniami.Mieszkam w Warszawie w pobliżu lasu otaczającego lotnisko Bemowo.Do tej pory budził mnie świergot ptaków o świcie. Często w ciągu dnia słyszałam i widziałam ich obecność. W tym roku o świcie panuje absolutna cisza.
Jak sądzicie, co moze być powodem tego zjawiska?
Edytor zaawansowany
  • elle_du_jour 29.08.19, 16:21
    w przyblokowym parku zauważam zawsze ogromne wzmożenie ptasie od wczesnej wiosny naturalnie (marzec) do lata (późny czerwiec). ptaki budzą mnie świergotem o świcie, i generalnie jest ich pełno, są widoczne i słyszalne wszędzie. potem gdzieś tak od połowy lipca cichną, o poranku ich już nie słyszę, gdzieś znikają, gdzieś się rozpraszają, odwiedzają chyba dalsze okolice po fazie zalotów, gniazdowania i wychowywania młodych - tak sobie to tłumaczę. widuję dosłownie pojedyncze sztuki. ale to nie jest to coś co zauważyłam tylko w tym roku, raczej zawsze tak jest, tzn odkąd zwracam większą uwagę na ptasie zachowanie czyli od kilku lat : )
  • dar61 29.08.19, 18:06
    Nieźle pytanie rozgryzła sąsiadka, mnie wypada dodać, że wystarczy na swym domu dowiesić kilka budek lęgowych, jak jest u nas (5 szt.), by osadziły się tam wróble stadka.

    A jeśli (jak u nas w ogrodzie przydomowym) mieć będziemy samosiejki i intencjosiejki słonecznika, to i teraz o świcie, i zimą w zimowisku, nie będzie ni chwili ciszy.
    Teraz akurat cisza jest, ale jest od świtu 20 stp. C, o zachodzie [w cieniu] 29 stp. C, w apogeum cień miał 32 stopnie celsjuszowe.
    Nawet szpakom-szkodnikom w tak czas się odechciało robić na naszą węgierkę naloty, a mnie - stawiania tam masztu z atrapami drapieżników u szczytu.
    Na razie, szpaku, na razie...
  • elle_du_jour 29.08.19, 22:42
    Dar, czy te budki dla wróbli masz kupne czy własnoręcznie poczynione?
  • dar61 31.08.19, 14:15
    Kupne budki, dostępne u nas czasem w marketach, to jakieś nieporozumienie - ODRADZAM je kupować. Mają różne fikuśne fidrygałki i są tylko ozdobą - w takich pisklęta by z powodu nadwyżkowej temperatury zmarły.
    Jeśli już budki kupne, gotowe, zachwalam kupować je 'by Internet po rozpoznaniu producenta, jakości - a przede wszystkim grubości ścianek.
    Nawet tzw. trocinobetonowe warte są użycia, choć są one z estetyką na bakier.
    Ale są dość termoodporne, łatwe do czyszczenia dorocznego, pancerne na wieki.

    Nasze ptasie budki wyprodukowałem sam, bo akurat sąsiad rozwalał wiekowe jakieś komórki - a zostało po nich wiele BARDZO GRUBYCH (calowe i półtoracalowe podłogówki) sosnowych desek, jakie grzech byłoby nie przerobić na budki ptasie. Drugim powodem było, że chciałem te swe budki dać jako wzór dzieciarni w szkole średniej, jaką miałem chęć zakazić tematem ptasim. Z tym drugim przeznaczeniem były opory materii i idei, stąd (...).

    Dla rodziców i dla mego domu w lesie skleciłem budek coś z 20 plus jedną dla nietoperzy.
    Na początek ręcznie ciąłem, a rok potem mechanicznie - wtedy szło już taśmowo.
    Rozmiary długości szerokości desek dawały okazję zmontować nawet gigantyczną dla sów, jaką na łańcuchach zawiesiłem na 160-letniej sośnie u skraju lasu na mej osadzie.
    Starałem się robić różnego typu budki - z początku posiłkowałem się wzorami, schematami z Instrukcji Ochrony Lasu z Lasów Państwowych. Jak nabyłem wprawy, rok potem czyniłem własne warianty.
    Zasada prosta - im większe/ głębsze przedsionki, tym budka odporniejsza na wkładanie łapy do budki przez koty i kuny (na naszym osiedlu są oba szkodniki ptasie). Dodawane tam słynne patyczki-lądowiska to zbędna zabawka [...]

    Z początku zakładałem nawet wodoodporne pokrycia daszków z linoleum, jakie się walało tam i ówdzie w ogrodzie na ścieżkach u sąsiada.
    Cała tajemnica w szczelności montażu i w jednej ze ścianek, jaka jest na zawiaskach z gwoździ - daje to doroczną szansę czyszczenia wnętrza, wchodząc pod nie z drabiną.
    W jednej z budek otwór wlotowy wyrzezałem na kształt serduszka - zakochane sikorki może to doceniają...

    Zachwalam uczynić budki nie jednego typu, ale i bez otworów wlotowych - bo są tzw. przedsionkowe półotwarte, półkowe korytkopodobne, „ukośnopodłogowe” dla pełzaczy.
    Ich zasiedlanie doroczne zależy od lokalizacji, odległości od siebie, nasłonecznienia.
    Część z nich umocowałem pod okapem dachu, część (u mych rodziców) na ścianie domu, nawet na słupie telefonicznym, pod balkonem.
    A najciekawsze wskazały mi same ptaki (sikory) Jedna z sikor wleciała do ogrodowego garażyku przez sporą tam w ścianie z desek dziurę po sękach.
    Na ten widok/podpowiedź - od wnętrza tam (tam stryszek rzadko nawiedzany) - dodałem skrzynkę na haczyki zawieszoną (łatwość czyszczenia). A dla naszej uciechy w ściankę dobudowałem ... lusterko ukośne, takie jak w peryskopach. Ptaki w nich widziały wnętrze stryszku, a my - lekko wyglądając nad podłogę stryszku - mogliśmy dyskretnie zerkać do wnętrza.
    Z czasem nałożyłem na to wielki karton, by ptaki miały jednak spokój.
    Drugą ciekawą lokalizacją gniazda było wykorzystanie dziurki w desce (zaglądała tam sikorka) na sąsiedniej ścianie tej altanki (na wysokości niżej niż 1,8 m!). Odjąłem tę deskę, dociąłem otwór wlotowy dla ptaków szerzej, pod spodem w ścianie zabudowałem wnękę półką, deskę zakładam tam na haczyki. Praktycznie co rok ma lokatorów.

    Wszystkie budki nie są u nas zasiedlone, ale to naturalne, jeśli jest ich dużo - ptaki decydują.
    Część z mych budek założyłem sąsiadom na ich garażyki bez pytania ich o zgodę - wykorzystałem po prostu możliwość wbudowania tam półki. Nie wyglądają na typowe budki, ale mają ptasich amatorów.
    Osiedla nasz śródleśne zostało z czasem sprywatyzowane, część drzew mi sąsiedzi wycięli razem z budkami, ale te co tam są, mają już 20 lat i nieźle się trzymają.

    Warunkiem wyjściowym dla konstrukcji budek był solidny montaż, GRUBOŚĆ ich ścianek oraz doroczne czyszczenie z resztek po gniazdach.
    U rodziców, ze ściany ich domu, budki ściągam w lutym, marcu na lince na ziemię, na ziemi je czyszczę, naprawiam zawiaski [wymiana gwoździa w otworach], sprawdzam szczelność daszka, czasem nakładkę na nim naprawiam - i wciągam je linką, wieszając na zaczepach na ścianie. Mają te budki wkręcone haczyki, są ciężkie, więc nie trzeba ich dodatkowo kotwiczyć. Haki te obłożyłem nakładką z rurki, by mniej rdzewiały, podobnie haki w ścianie. Jedna mi kiedyś się z hukiem zwaliła (uff, dobrze, że nikt tam nie przechodził...) z wysokości 2 piętra na bruk obok, ale wytrzymała - miała źle osadzony haczyk. Na szczęście była pusta. Wzmocniłem, wisi następne 10 lat...
    Na każdej wysokości te 3 budki na jednej ścianie zajmują chmary wróbli - im sąsiedzki jazgot nie zawadza i zagęszczenie osiedla. Mniemam, że to jedna wielka rodzina.

    Rozpisałem się - bo warto promować budkologię i majsterklepkologię wink

    PS Pominąłem temat tzw. kieszeni lęgowych, pojników, zimowego wspomagania karmą, wodą - nasadzeń owoco-, spadzio- i ściółkodajnych, choć to działa holistycznie i jest niezbędne w okolicy budek.
  • elle_du_jour 02.09.19, 10:21
    budkologia niczym rocket science : ) dzięki za to wysycenie cennymi informacjami!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka