Dodaj do ulubionych

dokarmianie ptaków – pytania

07.11.19, 13:17
mieszkam w mieście, na dużym osiedlu i chciałabym dokarmiać małe ptaki w karmniku na balkonie.
mam parę pytań, wątpliwości, których nie rozwiewa lektura tekstów na ten temat w necie.

1. wszędzie czytam sugestie, że należy rozpocząć dokarmianie dopiero jak spadnie pierwszy śnieg. czyli listopad to za wcześnie na karmienie? czy zaszkodzę ptakom jeśli będę dokarmiać teraz?

2. zakładając, że czekam na ten śnieg: co jeśli ...śnieg nie spadnie? lub spadnie marny i stopnieje po 3 godzinach. czy zatem w przypadku łagodnej zimy nie należy dokarmiać w ogóle?

3. co z twierdzeniem o żelaznej konsekwencji: że jak już zacznę, to NIE WOLNO mi przestać, bo ptaki zdechną, gdyż tak się przyzwyczajają do karmienia. czy dokarmiane ptaki przestają poszukiwać pokarmu na własną rękę/łapę? co mam zrobić jak chcę gdzieś wyjechać na 3 dni, na tydzień?
dodam, że karmnik chciałam zamontować taki klasyczny drewniany (skąd jedzenie znika w ciągu kilku godzin), a nie zrobiony np z butelki (czy kupny podobny - taka przezroczysta tuba) gdzie można wsypać dużo ziarna, którego starcza na dłuższy czas.

4. w związku z powyższym czy miałoby sens dokarmianie tylko kilka razy w tyg, np 2-3 razy, tak aby ptaki nie polegały wyłącznie na karmniku i same szukały pożywienia w międzyczasie.
Obserwuj wątek
    • dar61 Przyzwyczajanie ptaków – zadania 08.11.19, 01:53
      elle_du_jour napisała:

      > mieszkam w mieście, na dużym osiedlu i chciałabym dokarmiać małe ptaki w karmni
      > ku na balkonie.

      Miejsce nie ma zwykle znaczenia, ale np. kos zimą nic w tym karmniku nie znajdzie, żeruje piechotą, choć u nas zimą włazi i w gąszcz bluszczu.

      > mam parę pytań, wątpliwości, których nie rozwiewa lektura tekstów na ten temat
      > w necie.
      >
      > 1. wszędzie czytam sugestie, że należy rozpocząć dokarmianie dopiero jak spadn
      > ie pierwszy śnieg. czyli listopad to za wcześnie na karmienie? czy zaszkodzę pt
      > akom jeśli będę dokarmiać teraz?

      Teraz cokilkudniowe zadawanie smakołyków byłoby sygnalizacją/ próbą też na czas srogiej zimy.
      Ale by trzeba, co ważne, czynić to z rozmysłem, by karma się nie psuła, nie kwaśniała, a i by była na razie ciekawa. Tłuszczyk z nadzieniem zawsze się sprawdza, nawet wróble (ziarnojady) nim nie wzgardzą. Selekcję gatunkową czyni też oczywiście sposób zawieszania (uniedostępniania). Nawet barykadowanie jest ważne szybkami, dodatkowymi ogrodzeniami - ku atakom [zimowym!] np. jastrzębi przy samum karmniku [tak, tak - w czas żerowania jego „karmy” wróblopodobnej u nas w karmniku] - są specjalne karmniki, z przedpokojami, z dobrą widocznością, ale są one wtedy większe, na słupach, podstawach [...].

      >
      > 2. zakładając, że czekam na ten śnieg: co jeśli ...śnieg nie spadnie? lub spadn
      > ie marny i stopnieje po 3 godzinach. czy zatem w przypadku łagodnej zimy nie na
      > leży dokarmiać w ogóle?
      Chwila prawdy?
      Dokarmianie ptaków zimą jest właściwie ZBĘDNE. Zima jest naturalnym selekcjonerem, nie powinna dawać szans cherlakom.
      Nie zaprzeczę, że samo dokarmianie jest sposobem na edukację dla np. naszych pociech, ale edukację szeroko pojętą - od okazywania bogactwa gatunków, przez dobieranie karmy, jej kontrolę, wymianę - aż do uczenia zakładania naturalnych karmników = nasadzeń drzew i krzewów ku osadzaniu się/ kuszeniu atrakcyjną strukturą tychże/ wprowadzaniu struktur pseudoekotonu (skraju biocenoz) - temat rzeka [nie bez powodu wspomniałem o jw. bluszczu].
      A odpowiedź na pytanie, czy już, zawsze dają same ptaki - pogoda roztopowa zawsze je od nas gdzieś wygania, prawdopodobnie szukają wtedy szans ucieczki na zasobniejsze siedliska, nawet za góry. Wyczuwają z dużym wyprzedzeniem - prognozują wręcz - pogodę. A naszą superaśną dotąd karmą wtedy mają w nosie.
      Jeśli więc zaczniemy dokarmiać, przerywajmy na czas za ciepłej [dla danej karmy] pogody, zerkajmy na choć prognozy pół/ tydzień do przodu - i na pojaw nowego zagonu pierzaków. Część karmy i tak pojdzie na straty.

      >
      > 3. co z twierdzeniem o żelaznej konsekwencji: że jak już zacznę, to NIE WOLNO m
      > i przestać, bo ptaki zdechną, gdyż tak się przyzwyczajają do karmienia. czy dok
      > armiane ptaki przestają poszukiwać pokarmu na własną rękę/łapę?

      Tak, ten mechanizm działa, ale w lute mrozy i w środku miast-pustyń. Na osiedlach małych, śródleśnych, z bogatą strukturą nieużytków niekoszonych [ziarnojady], z możliwością takim korytarzem migracji dalej, ptaki sobie radzą lepiej - ale to należy analizować dość szeroko.
      Ptaki wodne, większe, mają nieco odsunięty w czasie mechanizm przetrwania, ptaki drobne wręcz przeciwnie - tu liczą sie godziny i kilometry migracji nie wchodzą w grę w czasie mrozów. A takie np. łuszczaki/ kujony-dzięcioły są wręcz zimą bezpieczne, byle miały bazę w okolicy dorosłych, wiekowych drzew-żywicieli szyszkonośnych/ chorujących.
      W mym śródlesiu mam enklawę 160-letnich sosen, nieźle szyszkujacych, ale jest ich za mało na setki dziobów, jedna zwinna wiewiórka potrafi im bazę przerzedzić w kilka dni.

      co mam zrobić j
      > ak chcę gdzieś wyjechać na 3 dni, na tydzień?

      Trzeba sobie ... wychować sąsiada, jeszcze latem wink
      Ja moim śp. sąsiadom-emerytom latem - i nie tylko - czyniłem usługi w czas ich wojaży [podlewanie, doglądanie pszczół etc) - oni mnie w czas moich, zimowych, zastępowali. Zostawiałem im zawczasu przygotowywane specyjały, mieszanki, tłuszczyki, byle mieli na nie miejsce w spiżarce czy w zamrażarce. Proszę np. też nie zapominać o zapasie np. jabłek kosom etc.
      Namawiam jednak na jakąś specjalizację gatunkową, bo nie nastarczymy wszystkim gatunkom do syta.
      Ja np. z sąsiadem testowaliśmy różne strategie przeciw [wykradaniu przez] dzięciołom - one zimą mają wokół co jadać, a ich porywanie całej porcji tłuszczu głodziło tuzin sikor. W innej lokalizacji, w miejskim interiorze, utrapieniem takim były np. sroki, też ciężkie do upilnowania, sprytne gadziny. Dla kosów miałem konkurencję [koty sąsiadów/ nasze]. A sprawdziła się, o dziwo, zwykła stara suszarka do naczyń - nakładka=klatka na kęsy dostępne tylko kosom, na długość łapy koto, ale dalej nie dosięgały te kociska spasione.

      > dodam, że karmnik chciałam zamontować taki klasyczny drewniany (skąd jedzenie z
      > nika w ciągu kilku godzin), a nie zrobiony np z butelki (czy kupny podobny - ta
      > ka przezroczysta tuba) gdzie można wsypać dużo ziarna, którego starcza na dłużs
      > zy czas.

      Legeeendy - ciekawa karma w takich tubach zwabi taką masę stadną, że też ją pierzaki wyjedzą w mig, a połowę wygubią - kiełkujące u nas wiosną np. słoneczniki [nasze nadwyżki „ziarek”, niełuszczone] tego potwierdzeniem.
      Krócej: tylko sąsiad zastępca, nawet wychowany przez nas jakiś małolat, z zacięciem eko - zawsze zlokalizujemy takowego.

      >
      > 4. w związku z powyższym czy miałoby sens dokarmianie tylko kilka razy w tyg. n
      > p 2-3 razy, tak aby ptaki nie polegały wyłącznie na karmniku i same szukały poż
      > ywienia w międzyczasie.

      To zależy od pogody, od szybkości przemiany materii w mrozy, od liczebności zalatujących stad, od typu karmy [kaszomieszanki dla papużek to bzdet diet] ORAZ - od naszych wieloletnich i wielorakich przygotowań >>>>>>

      BO:
      - nasadzenia owocodajne zimą nie rosną od razu; rzewne, krzewne, pnączowe się i żywopłotowe;
      - całoletnie przywiązywanie=kuszenie LETNIĄ stołówką/ bazą osiedla [budki/ półki/ kieszenie/ sztuczne dziupelki w ścianach, pod okapami]/ i gęstwin naszych nasadzeń // pojnikami min. dwoma [jeśli penetrowane przez koty] // całą skomplikowana mieszaniną biocenoz drzewno-krzewowo-łąkowych [koszonym trawnikom śmierć!!!] i-tak-dalej nie działa od ręki.
      A jeśli są w okolicy jakieś zwinne zwierzaki, jakie łatwo dosięgają gniazd, pojników, też i właśnie karmników, to trzeba albo stawiać je wyżej, jak chce sama wątkozakładczyni (cóż, zmniejszając listę chętnych ptaków), zakładać przeszkody*, uniedostępniać, przekarmiać je [zapasiony kocur spasuje, ale nie kocica, a jeśli jest przy przychówku...), stosować strategie jw. opisałem ... albo?

      Albo uwierzyć biologii i dać szansę zimie. W okresie nie-lutych zim czynię właśnie tak. Bardziej obserwuję i buduję bazę na lato. Chodzę po chaszczach zimą i ptaki liczę (akcja ogólno...europejska).

      Ptak ma skrzydła i wręcz wyczuwa zimę na kwartał do przodu, migrując zawczasu.
      Po co go oszukiwać?

      Zdecyduje każdy i każda z nas według swych możliwości i rozeznania.
      Powodzenia!
      d61

      */ Miałem znajomka antykociarza. Miał ptasi karmnik, słupek tegoż - gdy mu jego dzieci podrosły i zmądrzały - oplatał oddolnie kablami pod napięciem, a kable powyżej obnażał do metalu. Mówił, że koty były wstrząsane, ale i zmieszane...

      • elle_du_jour Re: Przyzwyczajanie ptaków – zadania 09.11.19, 00:01
        ufff, dziękuję Dar, sporo mi rozjaśniłeś!

        wreszcie wiem o co chodzi z tą koniecznością stałego dokarmiania gdy już zacznie się to robić - faktycznie, ma to sens gdy weźmie się pod uwagę zabetonowane centra miast i srogą zimę. moje osiedle jest starym PRLowskim osiedlem z wielkiej płyty, wybudowanym w latach 70 na granicy miasta (teraz już kompletnie wchłonięte). nadal (!) są na jego terenie spore nieużytki z wysoką trawą i chaszczami, to niemal łąki, prócz tego mnóstwo 50 letnich drzew, mniejszych zadrzewień, krzaków. ptaki mają tu jedzenia w bród, widzę je żerujące w koronach i na ziemi całymi stadami. więc myślę, że śmierć głodowa w tym miejscu im nie grozi.
        co do gatunków - planowałabym karmienie tylko wróbli i sikorek, lub ewentualnie innych maluchów - choć innych gatunków nie widuję (raz czy dwa stadka raniuszków kiedyś), tudzież nie rozpoznaję ; ). przy poidle miałam tylko wróble, sikorki i sroki. kosy się tu w okolicy kręcą, ale nigdy do poidła nie zajrzały. karmnik nie byłby duży, większy ptak się po prostu tam nie zmieści. jako karmę - użyłabym słonecznika. koty nie są zagrożeniem, od lat nie widuję ich swobodnie łażących, a nawet gdyby - to nie są w stanie wejść tam gdzie byłby karmnik. wiewiórek też brak.

        no nic, pewnie jeszcze trochę porozważam czy startować z tym karmieniem w ogóle, jeśli zima będzie bardzo lekka. ech, tak ciężko się oprzeć, bo to taki cudny widok, który po prostu uwielbiam i który działa jak balsam na wszystkie smutki duszy... ileż ja miałam radochy w tym roku z poidłem/kąpidłem! : )

        > Dokarmianie ptaków zimą jest właściwie ZBĘDNE. Zima jest naturalnym selekcjonerem, nie powinna dawać szans cherlakom.

        ha, i to jest bardzo ciekawe! na zdrowy rozum bardzo logiczne i uzasadnione. ilość ptaków w miastach spada, i należy wzmacniać liczebnie te populacje. pytanie tylko, czy dokarmianie słabych osobników rzeczywiście je umacnia czy też, paradoksalnie osłabia na dłuższą metę...
        • dar61 próba dopowiadania, nieco historyzująca 10.11.19, 23:45
          ..'.ufff, dziękuję Dar, sporo mi rozjaśniłeś...'
          Wątpię, bym to mógł skończyć...

          A. Temat decyzji o dokarmianiu zima jest obszerny, też tajemniczy nieco, ale i kontrowersyjny - co do właśnie decyzji o dokarmianiu w ogóle.
          Zostawmy go na inną okazję, chętnie wspomnę też o [zmianach, ewolucji, nawet o polityce] poglądach naukowców na dokarmianie.

          B. Ciekawszą rzeczą jest śródzimowa baza ... noclegowo-odpoczynkowa, od niej warto zacząć Appendix.

          Zimą ptaki, szczególnie drobne, wolą krótki dystans od schronień do stołówki.
          Jeśli koło stołówki brakuje CIEPŁYCH schronień [zimą to jest nieco dla ludzi względne, ale ptakom te kilka stopni daje plus],do nas mogą nie dolecieć konsumenci, ale wiele daje właśnie to wspomniane przeze mnie poprzednio 'sygnalizowanie [miejsca] karmienia'.
          Sikorki u nas sprawdzały tę dostępność żeru już na początku października, a wtedy np, naszych wróbli już nie było [3 pokolenia wysiedziane w naszym półtuzinie budek na domu].

          Przyczyną może być typ życia obu pierzaków zimą/ latem. Zimą wróble tworzą nawet chmary kilkudziesięcioosobnicze, byłe miały one gdzie nocować [bezpiecznie] u nas jeszcze zimę, dwie temu miały - ale sąsiad z naprzeciwka zdarł swój gąszcz winobluszczu na ścianie [2-piętrowy!], gdzie zimą szwargot wróbli słychać było z daleka, drugi nasz sąsiad zrobił to samo z bluszczem z 7 lat temu.

          Ciekawe, czy są takie gąszcze u Was, Wątkozakładczyni Szanowna. Bez tego w lute mrozy wróblom trudno.

          Nasz, moją ręką sadzony, gąszcz bluszczu jest zbyt przewiewny, choć wysoki - bo wplotłem go w balustrady schodów [sięgają 1. piętra] i w ściankę ażurową na balkon, gdzie go szykuję do wplecenia w następną balustradę, tym razem balkonotarasu. Wiszą jego kiście, nieźle już kwitną i owocują - kosom w to zimą graj, a nawet na przednówku [bluszcz owocuje zimą].
          Może doczekam, że wielka płyta w miastach nauczy się obsadzać ściany pnączami?

          Ten nasz bluszcz jest jeszcze na 10 m płotu ceglanego i na 5 m tam siatki - za niski dla wróbli, za blisko dla koTów - ale koSy o tym się dowiadują tak w czerwcu, jak tracą tam swój 1. lęg i próbują wyżej.
          Latoś miały lęg na naszym 3-m wysokości wiciokrzewie, aż musieliśmy zrezygnować z niezbędnego remontu trejaża, ale znów lęg był na marne - sroki go wyniuchały.

          Analiza nieco długawa ale to był zimą też punkt schronienia wróbli w lute mrozy.

          Trzecim był nasz 3-metrowy, silnie cięty cis, gęstwina na metr szeroka. Zimą w kilkunastostopniowe mrozy zimą tam (też i w gąszczach sąsiadów) świrgoliło z kilkanaście wróbli po zmroku, moszcząc się z hałasem kilka godzin, tak do północka czasem [silne latarnie obok]. Widziałem też w te mrozy dwie ulice dalej gęste żywopłoty z ligustra, też tam po zmroku wróble nocowały, i też się po ciemku długo kłóciły, a koty nie mogły tam sięgnąć, choć nisko.
          Słowem - niech się {Elle_du_jour} rozgląda, analizuje rozważa. Baza pokarmu i skład to za mało.

          Pomocą dla wróbli u nas, więc i u Was, są budki lęgowe ZIMĄ - nocują i tam, więc zalecany jest termin ich czyszczenia dopiero na przedwiośniu, bo stare gniazda grzeją im kostki zimą.

          Dopiero drugim wyborem ptaka zimą jest, jak mi się zdaje, karma.
          Wszystko zależy oczywiście też od pogody zimowej, o czym wyżej wspominałem - a całość, jak widać, jest trudna do analizy, stąd może i milczenie innych forumian.
          A - jak sama {E.} już wspomina - analiza rozszerza się wręcz na pół miasta, na te łąki śródmiejskie, na jeszcze występujące gdzieś śmietniska z resztkami żywności, kosze ze śmieciami bez pokryw itd.

          Ciekawą analizą, wręcz historyczna, byłoby - np. dla wróbli - jak się zmieniła dostępność wyrzucanych resztek żywności, nawet zmiana w III RP niedawna - rewolucyjna dla ptaków - workowanie śmieci, zamykane kosze.
          Na mej enklawie śródleśnej, jeszcze ja pamiętam sprzed nastu lat, kiedy sąsiedzi trzymali obok nas kurki luzem, karmili też je luzem - więc i chmary wróbli to był standard, potem jaskółek oknówek standardowe gniazda, bo baza dla nic pokarmowa była, dziś jej brak, kurek brak, much brak(!), a sąsiedzi ... pomarli.
          Chciała {E.} analiz, to są.

          Analizować można i wróble od czasu ich pojawu w Europie pn, bo są to [mazurka naszego rdzennego pomińmy] synantropy u nas, bez [siedzib cieplejszych] u człowiek nie przeżywają, kiedyś kusiły je stajnie, obórki i koryta, dziś głodowałyby nawet latem - tak jak znikły z naszego osiedla.
          • nukula4 Re: próba dopowiadania, nieco historyzująca 11.11.19, 14:56
            Dziś głodowałyby no właśnie wyciągasz taki wniosek i mówisz aby nie dokarmiać? ty kumasz co piszesz? bo to osłabia gatunek? Trzeba dokarmiać bo może to jest ostatni przedstawiciel! Pamiętasz jak się skończyła historia Sudana? Co z tego że kompania wojska go pilnowała skoro przyszła starość! a są inne jeszcze czynniki o których człowiekowi się nie śniło albo nie doceniał.
            • dar61 Próba poskramiania, nieco teoretyzująca 11.11.19, 21:58
              Spokojnie, Kumie, bez paniki.
              Przecież się nie będziemy spierać, co było pierwsze - zaniechanie przez nas dokarmiania, czy odlot ptactwa pochodzącego z ciepłych okolic na powrót do Włoch, na Bałkany, do Iberii, skąd takie wróblopodobne zmarzluchy pochodzą.

              Chyba Kum nie sugeruje, byśmy na powrót konie/woły do stajni masowo wprowadzali, by wróble im z koryt wyjadały i tam gniazdowały, jak to od 7 tysięcy lat czyniły, włażąc po wylewie-potopie Morza Czarnego te 5,5 tys. lat p.n.e. z rolnikami wzdłuż Dunaju do Śr. Europy?

              Też, by końskie defekacje penetrowały, by nadal miały dostęp do żywności na śmietniskach/ w śmietnikach?

              Prawdę mówiąc, nie wiedzą nawet naukowcy, dlaczego te wróblowate synatropy południowoeuropejskie ubywają nam z północy, hoć gołębie typu sierpówek wręcz przeciwnie - mnie tylko domyślać się przychodzi, że to wina zbytniego ubożenia siedlisk, a dokładniej, ich ekotonu.

              Ponoć odwrót zaniku drobnych pierzaków waha się już w drugą stronę - bo może np. UE zaleca i finansuje ponowne zdziczenie upraw, forsuje (dopłaca) nieużytki - co bardzo naszym mazurkom np. pomaga.

              Ale do tego trzeba i analiz stopnia kastracji dziczejących i domowych kotów, morderczych dla ptactwa drobnego
              Trzeba, by odrodziły się rozdrobnione gospodarstwa rolne = miedze.
              [...]
              Trzeba, by zanikły pustynie trawnikowe przydomowe, jakie na razie wręcz narastają, a na ich miejsce by tam się znów różne chaszcze i zakątki pojawiły, z krzewami, gęstwinami, bogactwem roślinności i zwierząt podszytu i runa, zwałów nieuprzątanego listowia, liszek na drzewach, krzewach, chmar komarów i much.... -
              - i wiele innych na pozór dla nas nieistotnych rzeczy.

              Byle karmnik na takie pustynnienie nam krajobrazu zwierzęcego nie poradzi.
              A tym bardziej karmnik źle i nie tak, jak by chciały pierzaki, stosowany.
            • dar61 Re: próba dopowiadania, nieco historyzująca 11.11.19, 22:02
              Nie znam historii Sudana*, ale czy to nie był ostatni gołąb wędrowny usański? Bo chyba nie wilk workowaty?
              Wolałbym do kompletu znajomość i chińskich eksperymentów ścigania wróbli swego czasu, a nawet olśnienia ludzi, co kieruje pojawami szarańczy.

              * umyślnie nie zerkam w czeluść Sieci
          • elle_du_jour Re: próba dopowiadania, nieco historyzująca 13.11.19, 17:32
            dar61 napisał:

            > Przyczyną może być typ życia obu pierzaków zimą/ latem. Zimą wróble tworzą nawe
            > t chmary kilkudziesięcioosobnicze, byłe miały one gdzie nocować [bezpiecznie] u
            > nas jeszcze zimę, dwie temu miały - ale sąsiad z naprzeciwka zdarł swój gąszcz
            > winobluszczu na ścianie [2-piętrowy!], gdzie zimą szwargot wróbli słychać było
            > z daleka, drugi nasz sąsiad zrobił to samo z bluszczem z 7 lat temu.
            >
            > Ciekawe, czy są takie gąszcze u Was, Wątkozakładczyni Szanowna. Bez tego w lute
            > mrozy wróblom trudno.

            trochę takich gąszczy jest: winobluszcz na altance przyśmietnikowej, na oko wysoki na 2.5m, długi na 3m. a na długości połowy mojego bloku ciągną się pod ścianą "żywopłoty" forsycji, w tej chwili przycięte na jakiś 1.2m wysokości. praktycznie na całym osiedlu rosną zimozielone iglaki – krzewy i drzewa. tworzą takie mini-parki, zieleńce między blokami.
            stadka wróbli liczą sobie może po kilkanaście sztuk max, takich po kilkadziesiąt raczej nie zaobserwowałam. kiedyś owszem, w latach 70-80 wróble latały tutaj całymi chmarami.

            > Może doczekam, że wielka płyta w miastach nauczy się obsadzać ściany pnączami?

            podsunąłeś mi pomysł: ciekawa jestem czy mogę posadzić taki bluszcz samodzielnie, nie pytając nikogo, w tym przypadku spółdzielni. po prostu wsadzę w ziemię pod blokiem i już. czy tak się da? urośnie? pójdzie po ścianie? : ) przepraszam za ewentualną naiwność, jestem całkowicie zielona w sprawach ogrodnictwa.
            • nukula4 Re: próba dopowiadania, nieco historyzująca 13.11.19, 19:07
              zjadłem winogron zielony i wsadziłem do doniczki po dwóch latach zajął cały balkon a winogrona zeżarł szpak który na jesieni robił obchód swojego domku. Winogron niestety jest kwaśny i nie ma nic wspólnego z tym co go kupiłem (kto mi to wyjaśni). Miałem go wyrzucić ale szpak mnie powstrzymał - komuś się przyda. Wracając do tematu. Winogron należy posadzić na ziemi i zmobilizować mieszkańców by poszczególne gałązki prowadzili w górę - kto nie chce niech prowadzi po brzegach balkonu. Mój już wyłazi do sąsiada na górze. On nie obcina ale ile wytrzyma to nie wiem.
              • elle_du_jour Re: próba dopowiadania, nieco historyzująca 13.11.19, 20:11
                nukula4 napisał:

                > Winogron należy posadzić na ziemi i zmobilizować mieszkańców
                > by poszczególne gałązki prowadzili w górę - kto nie chce niech prowadzi po br
                > zegach balkonu. Mój już wyłazi do sąsiada na górze

                super, dzięki!
                czytam w sieci, że winobluszcz jest bardzo mało wymagający, więc chyba sobie poradzę : )
                • dar61 Próba dosmaczania, nieco zimowa 14.11.19, 13:31
                  Odróżniajmyż „winogron” i winogrono od winorośli...

                  '...czytam w sieci, że winobluszcz jest bardzo mało wymagający, więc chyba sobie poradzę...'

                  Wymaga jednak solidnej podpory i dobrej doń przyczepności. Ściany szorstkiej - i najlepiej prywatnej...

                  Nieco, widzę, władowałem Wątkozakładczynię w temat pnączy.

                  Namawiam jednak do kompletu o dyskretne lub oficjalne zbadanie w swojej administracji osiedla/ wspólnoty tego tematu, bo np. docieplone ściany bloków nie dźwigną na sobie masy pnączy, ona potrafi te ociepliny oderwać, odspoić swym ciężarem, z wysokich bloków są dość trudne potem do usunięcia, jeśli nadejdzie epoka ludzi-nienawistników.

                  Nasz sąsiad kiedyś ten bluszcz, o jakim wspominałem, usuwał z drabiny - i to klnąc, tak było pnącze już wrośnięte w sufit b.wysokiego ganku (do dziś widać tam jego, bluszczu, wręcz cień) - a drugi sąsiad do swego winobluszczu wynajął miejski podnośnik.
                  Sprawa jest więc delikatna, nawet obsadzenie swego balkonu potrafi być w konflikcie z regulaminami.
                  Namawiam na pnącza zawsze, jeśli to są domy czy mieszkania własnościowe.

                  A winogrono ja posadziłem _o_b_o_k_ ściany domu wspólnotowego i u rodziców własnościowego, na tle rozgrzanej kupołudniowej ścianie, ale na stojącej tam w gruncie i lekko zakotwiczonej w ścianie na haczykach i podpórkach konstrukcji trejażopodobnej, tanio z półwałków i listew wykonanej.
                  Sama winorośl się ścian nie chwyci, musi coś oplatać.

                  Tnę tę winorośl b. mocno, by wręcz nie szła na ścianę - jest to wersja konsumpcyjna, nie ozdoba - ptaki mają u nas inne miejsca do gniazdowania i ochrony zimą, o czym pisałem.
                  Ostatnie winogrona, jakie wiszą do przymrozków, też i opadłe, są oczywiście ukierunkowane na kosy.
                  Ale tych już właściwie u nas nie ma, za miesiąc, dwa, przylecą ich zmiennicy z północy - z krajów przybałtyckich chyba, nawykłe do zim.

                  Nasze są już chyba za Karpatami.
                  A tam są winogrona większe na winorośli bałkańsko-węgierskiej.
    • nukula4 Re: dokarmianie ptaków – pytania 08.11.19, 16:33
      Co wpis to inne zalecenia. Komu wierzyć? Otóż ja dokarmiam bo mi to sprawia przyjemność jak kilka ptaków k©eci mi się na balkonie. Jest to lepsze niż brać sobie kotka lub nie daj ... psa!
      Kiedy dokarmiać? Ano Polska nie jest zbyt szerokim krajem ale na wschodzie zima zaczyna się wcześniej a na północnym zachodzie całkiem i długo trzyma. Gdy temperatura spada poniżej 8 stopni to już ptaki raczej żadnych owadów nie znajdą. U mnie z ziarna w butelce korzystają sikorki i Wróble (takie sprytne że nie widzę różnicy - zasuwają jak sikorki). Bardzo dobra jest słonina na skórce (nie solona! - należy namoczyć kilka godzin aby sól się rozpuściła) - to karma na czarną godziną gdy np. kończy się ziarno - sikorki mają bardzo szybką przemianę materii i każdy brak może się skończyć zejściem.
      Inna karma - okruszki i inne sypie się okazjonalnie do karmnika - wystarcza jej chwilę więc nie ma problemu. To bzdura - żadne źródło pokarmu nie jest wieczne i ptaki to wiedzą, z doświadczenia, kończy się lecą dalej nawet za granicę. Problem jest w tym ze istnieją pustynie pokarmowe, zwłaszcza duże miasta. Dobrze że część ludzi dokarmia.
      Na zimę przylatują do nas krukowate z Rosji. To duże ptaki i trudno je dokarmiać dostatnio. ja od wiosny zbieram suchy chleb ( kroje na plastry i suszę, później magazynuję w workach . Zima też nie ma stale minusowej temperatury, miejsca rur ciepłowniczych są rozmrożone itp. W takich sytuacjach chleb moczę i daję gawronom Robię to rano - koło 10. zanim chwyci ponownie mróz nie ma po nim śladu. Przy mrozie daję chleb wczorajszy - nie jest zsechnięty na kamień. Dobrze przy karmieniu zapewnić WODĘ! zwłaszcza gdy w okolicy nie ma sypkiego śniegu!
      • elle_du_jour Re: dokarmianie ptaków – pytania 09.11.19, 00:20
        nukula4 napisał:

        > Otóż ja dokarmiam bo mi to sprawia prz
        > yjemność jak kilka ptaków k©eci mi się na balkonie.

        też to kocham!

        > Pr
        > oblem jest w tym ze istnieją pustynie pokarmowe, zwłaszcza duże miasta. Dobrze
        > że część ludzi dokarmia.

        tak, to ma absolutnie sens w tych okolicznościach, co w końcu zrozumiałam.

        > Dobrze pr
        > zy karmieniu zapewnić WODĘ! zwłaszcza gdy w okolicy nie ma sypkiego śniegu!

        woda będzie stała u mnie już na okrągło, przez cały rok : )

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka