Dodaj do ulubionych

Ptasi Azyl w Warszawie skazuje bociany na śmierć

02.09.08, 11:34
Dzwoniłam dzisiaj do Ptasiego Azylu w Warszawie w sprawie bociana,
który nie odleciał a Pani mi powiedziała, że mogę go sama złapać i
przywieźć do azylu albo zostawić i jak mu się pokarm zacznie kończyć
to powoli się wykończy. Czy tak wygląda pomoc dla ptaków w Polsce?
Edytor zaawansowany
  • greenam 04.09.08, 22:40
    Mocny ten temat. Jakby to odwrócić to właśnie ty skazujesz bociana
    na śmierć nie chcąc go dostarczyć do Azylu.
    Technicznie to w Azylu nie ma ekipy wyposażonej w sprzęt który
    pozwoliłby na łapanie i przywożenie ptaków. Na terenie Warszawy
    zajmuje się tym patrol ekologiczny straży miejskiej. Poza Warszawa
    jest już tylko dobra wola ludzi którzy przywożą ptaki do Azylu.

    A tak, z innej strony to Bociany jeszcze nie odleciały z Polski i
    ten ma jeszcze szansę przyłączyć się do jakiejś grupy. Nie wiem po
    co pisać że jest skazany na śmierć. Nawet jeśli zostanie to
    pojedyńcze bociany zimują w Polsce i potrafią przeżyć jeśli nie ma
    silnych mrozów i dużej pokrywy śniegu. Jeśli nie będzie sobie radził
    i osłabnie to można go wówczas spróbować złapać, inaczej nie bardzo
    wiem jak sobie wyobrażasz łapanie sprawnie latającego bociana?
  • uwazna 05.09.08, 12:42
    Zgadzam się. Wielokrotnie dostarczałam do Azylu różne ptaki (bociany
    też) i do głowy by mi nie przyszło, żeby oczekiwać, że Azyl mnie w
    tym wyręczy. Jeżeli ptak jest osłabiony, to trzeba wykazać chociaż
    trochę wysiłku i osobiście go złapać i dowieźć. Dobre sobie! Niezły
    tupet trzeba mieć, żeby założyć taki wątek.
  • ulabard 10.09.08, 15:58
    Przepraszam, pomyliłam się.
  • strix1 17.10.08, 09:55
    I ja mam dwa zdania na temat Warszawskiego Azylu dla ptaków. Niedawno zawiozłem do nich ptaka, wcześniej przyjęcia odmówiono mi w ZOO w Łodzi, więc pomyślałem skoro tyle ciepłych rzeczy pisze się o tym miejscu, to jadę. Nic to że gróbo ponad 200 km. Wczesniej przeczytałem sobie o azylu na stronie Stołecznego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Zadzwoniłem, pani poprosiła bym był przed 17-sta bo do tej godz. pracują. No super. Jednak kiedy zajechałem, o\kazało się że muszę ptaka zostawić ochroniażowi, który na bagażniku roweru zawiózł go gdześ tam. Pan ochroniarz grzecznie acz stanowczo powiedział ze moja rola się skończyła i jak chcę to mogę sobie na następny dzień zadzwonić do azylu i dowiedzieć się co z ptakiem. No po prostu szok, ja już nie mówię o zwykłym dziękuję, ale o zainteresowaniu skąd ten ptak co się stało.No zero zainteresowania. Po wymianie korespondencji z dr Kruszewiczem , dowiedziałem się że oczekuję wyjątkowego traktowania !!!! i w ogóle to wykazuję się zupełnym brakiem zrozumienia !!! I w ogóle że chcę ich odrywać od pracy. Na Boga ja tam przecież nie przyjechałem z ciasteczkami i kawą tylko z ptakiem, więc przyjęcie tego ptaka i krótki wywaiad, oraz owo dziękuję to chyba także praca ludzi z Azylu. Cóż po wymianie korespondencji z w/w panem doktorem dalej nie usłyszałem "dziękuję, fajnie że pan sie tym ptakiem zajął" tylko o zakazie wchodzenia na teren azylu w związku z ptasią grypą, i o tym że procedury są jakie są i oni czyt. azyl zmieniać ich nie zamierzają.
    Mój apel jest taki, STOP napisz na swej stronie jakie są obecne procedury. Nie chcecie mnie w azylu ok, ale choć wyślijcie na ta bramę po ptaka kompetentnego człowieka, a nie ptak w kartonie na bagażnik składaki i dowidzenia.Cały czas mam poczucie że zostałem tam nieźle olany. Duza przykrość.
  • ampulla 12.02.09, 20:01
    Wydaje mi sie ze troche przesadzasz, to ze pan ochroniarz zawiozl
    ptaka na bagazniku (do azylu )nie jest straszna rzecza, skoro sam
    wiozles go 200 km. W koncu jaka jest roznica czy czlowiek przewiezie
    go rowerem czy samochodem? Rola takich ludzi jak Ty konczy sie gdyz
    takie sa procedury z reszta patk trafil w rece odpowiednich ludzi
    ktorzy na pewno mu pomogli. Pan ochroniarz nie powiedzial dziekuje
    bo...moze nie jest w zwyczaju mowic takie slowa...ale to juz jego
    sprawa, ale to nie oznacza ze zostales olany. Pod opieka azyla jest
    mnostwo ptakow, poza tym w okresie wylegania trafia tam czasem co 10
    min ptak z ulicy wiec ja sie nie dziwie ze zloszcza sie kiedy dzwoni
    sie do nich pytajac o ptaka( czasem moga nawet nie pamietac o ktory
    chodzi bo do tego czasu trafia ich mnostwo) pozdrawiam
  • wrexham 25.02.09, 22:23
    strix, na pewno pamietasz moja nieszczesna jaskolke z borow tucholskich? ja tez
    ja wiozlam z wakacji do wawy; tez w kartonie; i tez pan 'na bramie' mnie
    shaltowal i kazal ptaka zostawic; zapuscilam zurawia do tej smierdzacej
    papierochami dyzurki i powiedzialam, ze ja tego ptaka karmilam przez tydzien i
    wiozlam setki kilometrow i na pewno go tu nie zostawie juz chocby dlatego, ze
    ktos kto go przejmie powinien wiedziec czym i jak byl karmiony, co potrafi itd;
    i stwierdzilam, ze w takim razie jestem gosciem zoo i poprosze do cholery o
    bilet; pan zdurnial, pozwolil mi wejsc i powiedzial, ze zaplace przy wyjsciu;
    kiedy wychodzilam skasowal za bilet do wlasnej kieszeni, ale nawet nic nie
    powiedzialam szczesliwa, ze udalo mi sie wejsc do srodka; przy drzwiach do azylu
    zobaczylam kartke takiej mniej wiecej tresci: prosze dzwonic tylko raz i czekac
    - my tu pomagamy ptakom; pani na poczatku byla niezbyt przyjemna, ale jak
    zobaczyla kartonik z 'okienkami' i drazek dla ptaszka w srodku to wyraznie
    zmiekla; on tam sa zapracowani; trzeba im wybaczyc brak cierpliwosci do ludzi;
    see you wink
    wrex.
    --
    no bo niestety nie jest zbyt ladna,
    lecz za to zgrabna tez jednak nie
    (jk)
  • strix1 04.03.09, 09:03
    A ja się z Toba i tak nie zgodzę, bo poza historia z jaskółką, pamiętam też Twoją historię z UK, gdzie nie dość ze przygarnęli ptaszka, to jeszcze dzwonili na następny dzień czy za kilka dni co się ze skrzydlakiem dzieje. Dopuki będziemy pozwalać instytucjom na to żeby nas miały w nosie to będzie tutaj źle. Owszem ja też jestem zapracowany, od mnie też wymagało to jakiegoś wysiłku i poświęcenia.
    Jak już pisałem nie przyjechałem do nich na kawę tylko z ptakiem.

    A poza tematem u mnie od 27 II lecą skowronki i sporo innych ptaków. Ale u Ciebie Wrex nad rzeką to musi być teraz czyste ptasie szaleństwo smile)))).
    I do zobaczenia, myslę że całkiem niedługo smile)))))

    P.
  • wrexham 05.03.09, 14:01
    hmmmm... u mnie jest tylko "calkiem sporo innych ptakow" ktorych za diabla nie
    umiem rozroznic; tym bardziej sie nie moge doczekac smile))))
    a ten dziwny dzwiek, takie ziuuuuuu, ziuuuuuu na jednej nucie, takie jakby na
    flecie, to mogly byc gile???? od 2 tygodni zamilkly.... moze odlecialy?
    --
    no bo niestety nie jest zbyt ladna,
    lecz za to zgrabna tez jednak nie
    (jk)
  • wrexham 05.03.09, 14:20
    oj nieeee, to nie gile; sprawdzilam glos gila na wikipedii - calkiem inny.... to
    juz nie wiem co to bylo...
    --
    no bo niestety nie jest zbyt ladna,
    lecz za to zgrabna tez jednak nie
    (jk)
  • lamarta 27.05.09, 23:26
    Podłącze się pod wątek, mimo ze nei do końca na ten temat chcę
    napisać.
    Dzisiaj widziałam, jak na ulicy dwie wrony atakują gołębia, pomogłam
    mu odganiając ptaki, ale widziałam, że one nei dadza mu spokoju, bo
    chca go zjeść. Wzielism z siostrzeńcem gołębia na rece i w te pędy
    do weta. Wet kazał jechac do Ptasiego Azylu, fajna pani
    zainteresowała się i bardzo mi pomogła, dzwoniąc po taksówkę itp.
    Dotarłam do Azylu kilka minut po 17 - pan straznik faktycznie nie
    był zbyt miły (poczułam się jak jedna z tych "nawiedzonych", co to
    ratuje ptaki i zawraca mu cztery litery...), ale ok, pomógł mi,
    przyniósł pudełko (ptaka wiozłam w rękach, bo cała akcja trwała
    strasznei szybko i nie mialam skąd pudełka wytrzasnąć).
    Obejrzałam gołebia w taksówce na tyle, na ile byłam w stanie - miał
    poraniony grzbiet, rany na glowie i w poblizu, ale najbardziej
    zaniepokoiła mnie krew z "nosa", czyli z tych dziurek na dziobie
    (przepraszam, w kwestii ptaków jestem laikiem). Z jednej dziurki
    wypłynęła mała struzka, to nawet moze kropla nie była, ale to mnie
    zaniepokoiło...
    I tak sobie pomyslalam, zostawiając ptaka (i mając podobne odczucia
    jak moi poprzednicy) - co dalej? Pan straznik postawił go w tym
    pudle, mówiąc cos pod nosem, ze zaraz ktos przyjedzie. Kurcze,
    chciałabym się dowieziec, jak to tam działa i czy faktycvznie "ktos
    przyjezdza". No jechałam kurcze z ptakiem na drugi koniec Warszawy
    trzymając go w dłoniach, martwiąc się itd..., a potem nic,
    kompletnie nic nie wiem. Mam nadzieje, że ptaka w tym pudełku nie
    zostawiono samemu sobie. On potrzebował pomocy.
    Sama nie wiem co myśleć... Jutro zadzwonię, ale nawet nie podałam
    swoich danych, bo wszystko tak szybko się działo.

    --
    Przechowalnia
  • lamarta 28.05.09, 10:34
    Dzwoniłam w sprawie mojego gołębia - nie zyje. Cięzko się było
    dogadac, bo panipowiedziała, ze był nie do odratowania. Tia, jak
    siedział całą noc w pudełku, ranny, to sie nie dziwię.
    A może gołąb to zbyt pospolity ptak, by go ratować?...
    --
    Przechowalnia
  • wrexham 30.05.09, 17:38
    czasem ptaka sie nie da odratowac, moze mial powazne obrazenia glowy? watpie,
    zeby trzymali go cala noc w pudelku; ja ze trzy tygodnie temu zlapalam w
    praktikerze jaskolke (co ja z tymi jaskolkami do czorta?); tez zawiezlismy ja do
    azylu - niestety umarla w nocy; tyle, ze mialam swiadomosc, ze nie umierala
    wsrod dzikiegoo tlumu ludzi, wystraszona na puszcze z farbami, tylko miala
    spokojny, cichy kacik; ty tez pomysl o swoim golebiu w ten sposob;
    --
    no bo niestety nie jest zbyt ladna,
    lecz za to zgrabna tez jednak nie
    (jk)
  • foczka111 21.04.15, 15:33
    W Ptasim Azylu wszystkie ptaki są usypiane , oprócz dzikich. Dlatego jak znalazłam niewidoma wronę to jej tam nie zawiozłam bo od razu by ją uśpili. Dlatego wszystkie te pospolite ptaki nie przeżyły nocy w azylu. Jak sami zainteresowani mi odpowiedzieli rezydentów nie trzymają. Taki to Ptasi Azyl jest. Nawet weterynarz odradził mi zawożenia tam wrony i potwierdził usypianie nie dzikich ptaków.
  • morgen_stern 21.04.15, 17:03
    Nie opowiadaj kłamstw z tym usypianiem. Chodziłam tam kiedyś na wolontariat i wiem nieco więcej, niż "pan weterynarz powiedział". Prawda jest taka, że ludzie masowo zwożą tam ptaki pospolite typu gołąb miejski, a na leczenie ich i karmienie po prostu nie ma pieniędzy! Ratowane są tam głównie ptaki dzikie, z bardziej zagrożonych gatunków, oni tam naprawdę nie leżą na pieniądzach. Trochę wyobraźni.
    --
    Piękne Anioły
  • adrian1881 20.07.15, 02:13
    Czyli jednak usypiają nie opowiada kłamstw żadna osoba a ty to teraz potwierdzasz że ni opowiada wielki ptasi azyl a ja myślałem że wczoraj uratowałem gołębia wioząc go tam a pewnie go uśmierciłem niestety wielki pożal się boże ptasi azyl
  • palczak.madagaskarski 27.07.15, 16:17
    Też pracowałam tam w azylu, wprawdzie bardzo króciutko (praktyki), ale coś niecoś widziałam. Tak, część ptaków się w Azylu w Warszawie usypia. Do Azylu trafia mnóstwo ptaków, nie tylko śliczne zdrowe pisklaki, ale też ptaki w takim stanie, w którym nie mają szans na przeżycie, bądź na powrót do natury. "rezydentów nie trzymają" - tak, bo nie od tego są. Ptasi Azyl to szpital, gdzie się ptaki leczy i wypuszcza, a nie placówka do zapewnienia im dożywotniej opieki. Może w przypadku gatunków rzadkich Azyl robi wyjątek i leczy ptaki, które nie rokują szans na powrót na wolność, a potem szuka im miejsca dożywotniego (bo na pewno nie zostają w samym azylu, jeśli już to trafiają do wolier ogrodu zoologicznego). Ale to jest wyjątek robiony dla rzadkich ptaków, a nie standard odmawiany gatunkom pospolitym! Gdyby wszystkie ptaki nienadające się do wypuszczenia były leczone i zostawały w azylu, to po jakim czasie azyl przestałby działać? Po roku? pół? Pewnie nawet nie.
    Natomiast co do leczenia tych ptaków, które miały szansę na powrót na wolność - kiedy ja tam byłam, zajmowano się tak samo wszystkimi ptakami, nawet gołębiami miejskimi (tak tak, sama codziennie karmiłam gołębiowe pisklaki).

    --
    Pod kreską (moje rysunki)
  • foczka111 24.07.17, 15:58
    Nie gadam glupot ale wiecej ptakow tam nie zawioze a to ze uspia ja mam na pismie i trzyman dla potomnosci gdyby ktos chcial dowodow. Teraz mam na odchowaniu 6 mazurkow i w zyciu bie zawioze ich na smierc do azylu. To ty nie gadaj glupot, jesli cie oklamuja.
  • palczak.madagaskarski 26.07.17, 22:30
    Odgrzewanie starego tematu? To ja bardzo poproszę o wspomniane dowody na piśmie, skoro piszesz że masz i trzymasz, bardzo ich jestem ciekawa.
    A że odchowujesz mazurki, to chwała Tobie, azyle są przepełnione i na pewno lepiej, jeśli się je odciąży od zajmowania się prostymi przypadkami, żeby mogły się zajmować ptakami, którym nie da się pomóc w warunkach domowych.

    --
    Pod kreską (moje rysunki)
  • marcin8800 01.07.19, 09:53
    Nie wiem czy w ptasim azylu w Warszawie usypiają czy nie. Jeśli wolontariuszka sama przyznała, że zajmują się raczej rzadkimi okazami, to pospolita sikorka, gołąb czy inne tego typu będą po prostu w najlepszym wypadku olane. Tak samo jak olewany jest człowiek przez wszelkiej maści funta kłaków warte instytucje, gdy chce ptakowi zwyczajnie pomóc. Gdy znalazłem pisklę (bez piór, z zamkniętymi oczami) i nie było technicznej możliwości wrzucenia go z powrotem do gniazda, to wziąłem je i zgodnie z instrukcją otoczyłem podstawową opieką i od pierwszego dnia zacząłem szukać miejsca, do którego mógłbym zawieźć ptaszka by dostał fachową pomoc. Stosunkowo blisko miałem do Łodzi, więc zadzwoniłem właśnie tam. Usłyszałem, że nikt takiemu zwierzakowi nie pomoże, bo to tylko sikorka - jedyna szansa to właśnie ptasi azyl w Warszawie. Zgodnie z instrukcją na ich stronie napisałem mail, wysłałem zdjęcia, opisałem całą sytuację i zacząłem dzwonić. Dzisiaj mija 19 dni od mojej próby kontaktu. Wysłałem kolejnego maila, wykonałem w różnych porach kilkadziesiąt telefonów. Nikt nie odbiera. Niby jest informacja o tym, żeby ptaka przywieźć, ale żaden poważny dorosły człowiek nie pojedzie w ciemno ponad 130 km w jedną stronę - informacje na stronie są na tyle niejasne, że nie wiadomo czy pospolitego pisklaka przyjmą, skoro jest zdrowy i czy w ogóle ktoś zainteresuje się problemem. Nie zwykłem jechać taki kawał, aby dowiedzieć się, że ptakowi nie pomogą albo przyjmą go tylko aby uśpić. Po wykonaniu kroci telefonów do innych placówek również nikt nie chciał pomóc a pomoc w ptasim azylu w Warszawie poddawali w wątpliwość. Takim właśnie cudem ptak przywiązał się do człowieka (bo niby jak miałby się nie przywiązać?) i nadal nie mam rozwiązania. I błagam - proszę oszczędzić mi historii o tym, ile to pracy mają w ptasim azylu. To nie jest kopalnia. Jak się na stronie podaje informację, że mają telefon, pod który można dzwonić aby się skontaktować, to mają psi obowiązek ten telefon odbierać albo chociaż odpisywać na maile. Każdy pracuje i ma masę obowiązków, ale jednak znajduje czas aby dodatkowy obowiązek w postaci kontaktu telefonicznego, do którego się zobligował jednak zrealizować. Nadmienię tylko, że po tych wykonanych kilkudziesięciu, jeśli nie więcej, telefonach przez tyle dni tylko raz natrafiłem na "zajęte". Do azylu naprawdę nie dzwoni masa osób - gdyby tak było, to chyba przez ponad 2 tygodnie i tyle połączeń nieco częściej trafiałbym na zajętą linię.
  • antrop 25.07.17, 15:19
    Szanowni Państwo w Polsce są schroniska dla zwierząt głównie psów które powinny mieć właścicieli i schronisk nie potrzebują. Problem polega na tym że nikt nie chce wprowadzić ewidencji psów i czipów. W moim mieście pierwszą decyzją radnych było zniesienie psiego podatku. Schroniska są bo radni mają znajomych którym trzeba zapewnić pracę. Tam się zamyka psy po to by odebrać przeznaczoną dla psa dotację.Dotacja nie wpływa na warunki bytowania psa lecz opiekuna (bardzo często). Ocenia się że w Polsce żyje 10 milionów psów i polowa z nich przynajmniej raz w nocy zaznaje swobody i lata bez opieki po polach. Efektem jest brak wielu dzikich zwierząt bo o ile zając dorosły sobie poradzi to mały zajączek już nie. Do czego zmierzam Ano zamiast schronisk dla psów zrobić schroniska dla dzikich zwierząt które mają coraz mniej miejsca a ludzie coraz bardziej im zanieczyszczają (w sensie ogólnym) środowisko. Złamane skrzydła, potrącenia itp. przy szybkiej pomocy można pomóc skutecznie, Potrzeba schronisk i lekarzy i tam właśnie wolontariuszy. Zamiast w każdym mieszkaniu pies można zajać się np. dokarmianiem ptaków. Obserwacją itp. Schroniska będą miały pieniądze i nie będą musiały usypiać lekko rannych. Zdziczałe gołębie domowe są tak samo pożyteczne jak psy. Problem polega na tym ze ludzie nie rozróżniają gołębia domowego zdziczałego od gołębi dzikich. Jak się zainteresują przyrodą to będą rozróżniać. Rozmnażanie zwierząt domowych które są niepotrzebne szkodzi dzikim. Popatrzcie na liczby ile jest w Polsce łosi, bobrów, niedźwiedzi - parę sztuk, ledwie na granicy istnienia gatunku a my troszczymy się o takie psy! Na Szyszko nie ma co liczyć że podejmie mądre decyzje.
  • behemot17-13 25.07.17, 19:56
    Nie będę ściemniał, nie znam przyczyny wytrzebienia zajączków, faktem jest, jest ich coraz mniej, właściwie ich nie ma. Kiedyś zając był był wszędzie, dziś praktycznie robi za okaz. Z obserwacji i z tego co mówią więcej zaangażowani, lisy dewastują. A z puszczaniem piesków samopas, w nocy lekka przesada.


    --
    "po co iść tropem tego, co się już skończyło ?" <*> ci co weszli na szczyt, widzieli świat z góry. niestety, niektórzy zamiast zejść powoli, stoczyli się na łeb i szyję.<*> "Przód tej wypowiedzi leci do tyłu czyli bokiem w dół czy jakoś tak."
  • behemot17-13 25.07.17, 19:59
    *... w nocy, lekka przesada


    --
    "po co iść tropem tego, co się już skończyło ?" <*> ci co weszli na szczyt, widzieli świat z góry. niestety, niektórzy zamiast zejść powoli, stoczyli się na łeb i szyję.<*> "Przód tej wypowiedzi leci do tyłu czyli bokiem w dół czy jakoś tak."
  • palczak.madagaskarski 26.07.17, 22:35
    Nie ma co popadać w skrajności. Psy i koty to zwierzęta domowe, jako gatunek udomawiający wink jesteśmy za nie odpowiedzialni i należy im się od nas opieka. Również dotyczy to takiego zabezpieczenia zwierzaka, żeby nie wyrządzał szkody dzikiej przyrodzie. Natomiast dzikimi zwierzętami i ogólnie ochroną środowiska należy się zajmować niezależnie. Wiele osób, które działają aktywnie na rzecz ochrony śrdowiska/przyrody, również ma swoje psy czy koty, jedno drugiego nie wyklucza. Ze szczegółów - na temat tego, czy dokarmianie ptaków rzeczywiście jest realną pomocą, zdania są podzielone, polecam poczytać na ten temat.

    --
    Pod kreską (moje rysunki)
  • antrop 27.07.17, 08:08
    Znam tę teorię że pomaganie innym wypacza istotę ewolucji. Ale popatrz racjonalnie na liczby. 10 milionów psów (w samej Polsce) i kilka tysięcy łosi albo bobrów o paru sztukach niedźwiedzi nie wspominając. Pomagaj psom wtedy będą się lepiej rozmnażać co jest istotą ewolucji i racjonalnego postępowania. Gratuluję logiki.
  • palczak.madagaskarski 27.07.17, 09:08
    Dziękuję, i gratuluję wzajem. Bo likwidacja schronisk spowoduje, że bezdomne zwierzęta, które teraz są trzymane w zamknięciu w schroniskach, i tam między innymi sterylizowane, będą chodziły samopas i zjadały wspomniane przez Ciebie zajączki. No chyba że chciałbyś też, żeby zamiast porzucone psy wyłapywać, strzelano do nich? Nie przeczę, że schroniska są przepełnione, że nie wszędzie działa to jak powinno, ale Ty krytykujesz same założenia, które naprawdę nie są podstawą problemu. Odpowiedzialni opiekunowie dbają właśnie o to, żeby psy nie rozmnażały się niekontrolowanie i nie biegały bez opieki.

    --
    Pod kreską (moje rysunki)
  • antrop 27.07.17, 15:04
    Ja nic nie krytykuję poza tym że hodowla iluś tysięcy psów jest zła z założenia. Pies powinien mieć właścicieli i kontrolę prze czipy i podatki.Kupa ludzi hoduje kundle na sprzedaż i dba o kolejne pokolenia. Przed wojną psa mieli tylko hrabiowie - mieli psiniec i psiarczyka. Dziś każdy kto się nudzi ma psa i jeszcze daje zarobić opiekunowi schroniska. Lubisz psy hoduj je w domu na własnym wybiegu i pilnuj! Schroniska tylko dla dzikich zwierząt!Świadomość ludzi jest dzisiaj zerowa. Sąsiad ma pieska to ja też. Po co? Piesek w schronisku to ja go przygarnę. Łoś na ulicy to go zastrzelę! To ma być adekwatność?
  • palczak.madagaskarski 27.07.17, 19:13
    antrop napisał(a):

    > . Pies powinien mieć właścicieli i kontrolę prze czipy i podatki.
    Ależ oczywiście, że kontrola powinna być. Natomiast na pierwszym miejscu stawiałabym dbanie o zwierzaka i pilnowanie go, tak żeby nie wyrządzał nikomu szkody, w tym środowisku.

    >Lubisz psy hoduj je w domu na własnym wy
    > biegu i pilnuj!
    Też zgoda, jak wyżej.

    Schroniska tylko dla dzikich zwierząt!
    Ale świat nie jest idealny i są ludzie, którzy psa wyrzucą na ulicę. Co z tym psem zrobić, jeśli zlikwiduje się schroniska?

    >Piesek w schronisku to ja go pr
    > zygarnę.
    ??? Najpierw chcesz likwidować schroniska, a potem krytykujesz to, że ludzie przygarniają z nich psy, czyniąc je mniej przepełnionymi?

    >Łoś na ulicy to go zastrzelę! To ma być adekwatność?
    Co ma przygarnianie/hodowla psów do strzelania do łosi?




    --
    Pod kreską (moje rysunki)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka