Dodaj do ulubionych

Prostota zycia

08.05.13, 14:26
Od tematow administracyjnych duzo bardziej mnie ciekawi zapatrywanie sie ludzi na poluzowanie swych ambicji celem mniej stresujacego funkcjonowania, a wiekszej wygody dla umyslu. Sa tu w UK dosc niedawne przypadki wysoko wykwalifikowanych pracownikow/inzynierow pracujacych dla jednej z firm lotniczych, firma ta w panice zalamania rynkowego dokonala zwolnien wielu z owych specjalistow. Co sie stalo, owi ludzie znalezli sobie 'zwykla' robote w nowo wybudowanym Tesco, na magazynie, mniej platna, z mniejszymi wyzwaniami intelektualnymi itd., mozna by domniemywac ze lepszy golab w garsci....ale chyba nie do konca...ta sama firma lotnicza, odzyskala dosc szybko liczbe zlecen na ich uslugi i zaczelo jej brakowac owych specjalistow. Zamiescili wiec ogloszenia z przekonaniem ze odzyskaja swoich bylym fachowcow, sek w tym ze zaden z nich nie odpowiedzial. Doszlo do tego ze zaniols sie lament w prasie, jak to tak, byly wywiady z tymi osobami, stwierdzili oni wszyscy, ze ta sytuacja, pozwolila im zdac sobie sprawe ze cenia sobie w zyciu inne wartosci i ze sa duzo szczesliwsi niz wczesniej, i nie maja wcale problemow z tym ze ich zarobki spadly o 30% i ze studiowali ciezko co innego robiac poten kolejne certyfikaty.

Albo owi bezrobotni naukowcy wloscy sadzacy warzywka na wykupionej ziemi, pielegnujac je wlasnorecznie i sprzedajac tylko po to aby moc sie utrzymac..

Moze to jest rozwiazanie dla wielu korporacyjnych co to marudza wiecznie i na nic czasu nie maja...moze to jest tez rozwiazanie dla mnie ? Moze zawod trzeba zmieniac raz na 7-10lat ?
    • shachar Re: Prostota zycia 08.05.13, 16:28
      Teoretycznie założeniem wyższego wykształcenia i specjalizacji jest nie pracować ciężko, bo praca w ziemi ain't no picnic smile Tak przynajmniej mówiła bacia. Jak wiadomo, nie zawsze to ma miejsce, kiedy się czyta o korporacyjnym życiu; stukanie w blat biurka głową i wyjazd integracyjny z paintballem.

      Wiem o czym mówisz, moim ulubionym zajęciem jest planowanie, gdzie pod jodełką, ktorej jeszcze nie ma, zasadzę ewentualne smardze, czy inną grzybnię. Mam też kozę i imię dla niej, Ilona. Wszystko to w wyobraźni. Na razie jednak muszę zapracować na coś, co mi da dochód, żeby potem móc szwendać się i nie mieć nad sobą żadnego bauera z kijem.
      • jan_stereo Re: Prostota zycia 08.05.13, 22:19
        W Polsce sa oczywiste ograniczenia, zwlaszcza jak ma sie zyc w duzym miescie, ale...mialem na studiach znajomych przyjezdnych z roznych wioseczek, co to SGH meczyli, ci sa obecnie okolo dyrektorscy, tacy mogliby smialo wrocic na wiejskie podworze (majac tam dobytek od ktorego uciekli do zgielku miejskiego) i zyc dla siebie, pracowac dla siebie. Mnie by to krecilo, od zawsze lubilem takie prace na prowincji, ktore byly ciezkie ale dawaly ukojenie psychiczne i radosc dla oka...
        • shachar Re: Prostota zycia 09.05.13, 02:43
          W Polsce to nie jest takie proste wrócić na wioseczkę, bo chcąc hodować cokolwiek, zderzasz sie z niskim popytem w okolicy, bo każdy potencjalny klient ma na grządce pomidorka i ogóreczka. Ciężko coś zamienić na gotówkę, a zęby naprawiać trzeba i benzynę lać do baku. Te dzieciaki z małych miejscowości to wiedzą. A chcąc rozkręcać coś na poważnie i masowo, trzeba się w to rzucić z głową i na dłuższy czas, od rana do nocy bez wakacji.
          Tak więc najlepiej w tej sytuacji jest być względnym minimalistą ze skromnym dochodem na boku, wtedy można się bawić w pasieki, w dizajnerskie bakłażany i to może być całkiem przyjemne zajęcie smile
          • krytyk2 Re: Prostota zycia 09.05.13, 05:26
            Jest to perspektywa ,ktora i mnie od dawna pociaga,ale relacje sa dokladnie takie jak mowisz.Hektar ziemi za 3-4 tys zl kupisz pod biala podlaską,o rzut beretem do Bialorusi,ale w takiej okolicy nie znajdziesz jednej zywej duszy ,bo dawno wyemigrowala do jednego z krajow UE.Z kolei pod Poznaniem,gdzie aktualnie mieszkam,nabycie kawalka ziemi graniczy z cudem,kazdy kto ją ma trzyma jak zloto,a rozmowa czasem zaczyna się od 300 tys za 1 ha!Wg mnie minimum obszarowe-przy w miare intensywnej uprawie ogrodniczej,ktore mialoby dac utrzymanie 4 osobowej rodzinie ,to obocnie ok 3-4 ha.Ale warunek jest taki ,ze mam w poblizu dużą aglomeracje,ktora wessie moj produkt.Odleglosc pow 150 km to kaplica.
            • jan_stereo Re: Prostota zycia 09.05.13, 12:14
              U mnie jest troche inaczej, moja rodzina ma troche tej ziemi (i to dobrej klasy) w okolicy zamieszkanej (Rokietnica pod Jaroslawiem) i w zasadzie dla takiej osoby co spzredaje mieszkanie w stolicy aby sie przeniesc do rodzinnych pieleszy i istniejacej juz infrastruktory (domek, stajnia, stodola) na wsi jest to w miare osiagalne finansowo. Zwlaszcza jak sie nie ma przesadnych wymagan.
    • rzeka.suf Re: Prostota zycia 09.05.13, 00:37
      to trend pokolenia x.
      zawsze mozesz sprobowac, szczegolnie, ze masz do czego ewentualnie wrocic/ w sensie koloru kolnierzyka/. tu, w hiszpanii, jest duzo taniej ziemi, ze nieurodzajnej to inna sprawa wink
      w portugalii to chyba nawet daja cos tam na zachete, zeby zaludnic opustoszale tereny kraju.

      nie jestem pewna, czy pracujac na roli czy w markecie, gastronomii itd, zyskasz wiele czasu. zeby utrzymac dotychczasowy poziom zycia, chocby w kwestii wynajmu wlasnego mieszkania a nie wlasnego pokoju jedynie, bedziesz zapieprzac jak maly motorek. wiele sie zmienilo, przynajmniej tutaj, od czasu gdy znajdowales sie na nizszym levelu. teraz robi sie wiecej za mniej, wszystko usprawiedliwia kryzys, a w kupie trzymaja zastepy chetnych na twoje miejsce, jakby ono chujowe nie bylo.

      choc jesli wie sie, ze to jest kaprys wlasny, i ma sie inne drzwi stale otwarte, to na pewno jest latwiej, w sensie na wiekszym luzie sie do tego podchodzi i wszystko bardziej gladko idzie.
      pewnie tez po prostu inaczej, przyjemniej, sensowniej, odczuwa sie nawet meczaca i wielogodzinna prace, ale wykonywana w dziedzinie nas interesujacej. lub chocby w przyjemnym towarzystwie.
      • jan_stereo Re: Prostota zycia 09.05.13, 12:24
        rzeka.suf napisała:

        > nie jestem pewna, czy pracujac na roli czy w markecie, gastronomii itd, zyskasz
        > wiele czasu. zeby utrzymac dotychczasowy poziom zycia

        Caly widz ma polegac na tym aby nie utrzymywac dotychczasowego poziomu zycia (samochod, elektronika, wypasione wakacje itp pierdoly na ciaglych kredytach), bo od tego chcemy uciec wlasnie. Mam jednego znajomego, kupil mieszkanie, orze od rana do nocy aby moc je splacic, i to tak leci latami, nigdzie nie jezdzi (mimo dobrej pracy, ktorej boi sie zmienic)...mam tez druga postac, nie rzucala sie na wlasne lokum, robote ma prosta, produkuje naklejki leki i zyje sobie beztrosko, bez obciazen wynikajacych z koniecznosci splaty mieszkaniowego kredytu. W tym kierunku idzie moje myslenie. Miec mniej, ale zyc jako ktos wolny.
        • rzeka.suf Re: Prostota zycia 09.05.13, 12:49
          alez od tego mozesz uciec nie zmieniajac wcale pracy. przeciez nikt ci nie kaze brac domu na kredyt.
          naklejanie naklejek jako zrodlo dochodu, mysle ze znaczaco zaweza obszar ekonomicznej swobody. po paru latach takiego zarobkowania najpewniej sie okaze, ze stac cie jedynie na wolnosc duchowa. i nie jestem pewna, czy bedziesz to odczuwac jako wolnosc.
          oczywiscie, wtedy moze pojawic sie jakas inna idea i znow sobie przeskoczysz na inny level. ale - sądząc po znajomych - takie przeskoki i niefrasobliwosc - znacznie latwiejsze sa w mlodszym wieku. pozostaje jeszcze wlasny biznes, jesli ktos ma leb do tego.
          • jan_stereo Re: Prostota zycia 09.05.13, 13:05
            no nie do konca. z dana praca zwiazane sa pewne obowiazki, siedzenie do pozna i dosc czesto koncentracja na problemach rowniez w weekend, za owa godna pensje, ale zmieniajac ja (przynajmniej w UK cos takiego jeszcze dziala) na troche mniej 'ambitna', nie stajemy sie od razu zebrakami co to na nic nie maja (zwlaszcza ze juz cos sobie zesmy wypracowali), ale zyskujemy ow drugi oddech. To taka opcja dla osobnikow co napierdalali dobrych pare lat na mocnych finansowo stanowiskach i sie wypalili z deka, albo jak podani na wstepie inzynierowie pracujace teraz w Tesco na magazynie, kierujac logistyka przyjec i wydan, czy jakos tak.
            • rzeka.suf Re: Prostota zycia 09.05.13, 13:11
              no to sprobuj, jesli tak bardzo cie to pociaga. zawsze, jesli znudzi ci sie naklejanie naklejek czy gdzies indziej trawa okaze sie mniej jednak zielona niz sie spodziewales, mozesz sie zalapac na re-rekrutacje.
              • shachar Re: Prostota zycia 09.05.13, 13:42
                Ważne, żeby plan był realistyczny. I tak: Chyba będziesz musiałJanie jeszcze trochę popracować, no chyba że masz naodkładane. Chociaż czy ja wiem...samochód , wakacje..rąsia złamana..
                Kup coś w Londonku, niech się wynajmuje i spłaca, a sam rozejrzyj się za mniej drogim lokum na kuli ziemskiej.
                Ja juz pisałam o tym, ale przypomnę. Jestem wielką faną programu 'House Hunters', to są takie migawki, kiedy ludzie kupują, bądź wynajmują mieszkania ,domy po całym świecie i zaskakujące jest, jak czasami są to relatywnie niewielkie pieniądze i mieszkają o wiele piękniej niż w metropolii. Taki dom w Toskanii za $1,200 na przykład, jak ma się cos na wynajem w Londynie za $3,000, to jest warte kombinowania. Kupuje się potem słomkowy kapelusz, hamak i torebkę nasion i wystarczy ołowek do robienia dziur w ziemi i jest zabawa smile Ja wierzę ,ze wszystko jest możliwe.

                http://farm8.staticflickr.com/7291/8721377388_ae5faee9fa_z.jpg
          • krytyk2 Re: Prostota zycia 09.05.13, 14:25
            ja tam wolę rolnictwo.uprawiasz np szparagi.Cały wysiłek kumulujesz w roku na 2-3 mce/łącznie z przygotowaniem ziemi,odchwaszczeniem itp/kasujesz forse i jestes wolnysmile
            • shachar Re: Prostota zycia 09.05.13, 14:44
              Z tymi szparagami to trzeba by było policzyć smile Sezon trwa z miesiąc góra, zbierać trzeba szybko= Meksyków zatrudnić do tego =płacić im..a pęczek szparagów po $1,99 w detalu. Może lepiej beD+breakfast, o ile lubi się ludzi zmieniających się jak w kalejdoskopie. Własnie znalazłam video o parze z Londynu w House Hunters International, ktorzy zanim coś znajdą na stałe zarobkowo, otworzyli B+B na wsi we Francji.
              Można też hodować ślachetne grzyby smile U nas 1 funt borowików surowych =$40 w sprzedaży detalicznej.
              • jan_stereo Re: Prostota zycia 09.05.13, 14:52
                shachar napisała:

                > Z tymi szparagami to trzeba by było policzyć smile Sezon trwa z miesiąc góra, zbi
                > erać trzeba szybko= Meksyków zatrudnić do tego =płacić im..a pęczek szparagów p
                > o $1,99 w detalu.

                Ale jak juz by to byly organic to cene cos czuje skacze do $3.99, a chetni sie znajda, zdrowa zywnosc teraz najdrozsza, wiecej kosztuje niz zloto ;D
                • jan_stereo Re: Prostota zycia 09.05.13, 14:59
                  Ja myslalem kiedys o jablkach. Nasi rolnicy plakali wiele razy ze to bandytyzm kiedy na skupie daja im 10groszy za kilogram jablek, a ja w sklepie musze placic 10PLN. To jaka ta przebitka jest tutaj ? 100:1 ?
                  • krytyk2 Re: Prostota zycia 09.05.13, 21:21
                    tak było 4-5 lat temu,kiedy rosja na nas dupe wypiela a Zachod mial akurat urodzaj.Dzis rosja podbija nsze ceny hurtowe i np Delicji ,czy Gali royal nie dostaniesz za mniej niz 2,40 w hurcie/ma sie rozumiec wielkosc eksportowa 8+/.Sprawa rozbija sie o koszty transportu-jeszcze do zniesienia w kier UK ale juz nie do wytrzymania w kier USA/bo czym -samolotem?/.Zanim nasze piekne jablko trafi do waszych angielskich sklepow haracz wezma po drodze dwaj posrednicy i juz sie robi cena hurtu ok 5-6 zlotych.A bez 100% marzy detalicznej nie ma w ogole sensu bawic się w detalwink
                    • jan_stereo Re: Prostota zycia 09.05.13, 22:08
                      wiesz skad sa jablka u nas w UK ? wymienie:

                      - Poludniowa Afryka,
                      - Niemcy,
                      - Francja i Belgia,
                      - Hiszpania,
                      - Czile,
                      - Brazylia,

                      Czyli w sumie wrecz z kosmosu doplywaja czasem statkiem, i chyba im sie oplaca.
                      • shachar Re: Prostota zycia 09.05.13, 22:22
                        U nas jabłka hodują już na drutach, drzewa nie wyglądają jak drzewa tylko jak winorośl z jabłkami, rozpięte gałęzie na płasko, może żeby było łatwiej zbierać. Jabłka w sezonie są po $0.99, trzeba miec je gdzie przechować, zeby wziąć więcej, albo sprzedać po $0.25 od razu.
                        A może japcoki robić ??smile
                          • jan_stereo Re: Prostota zycia 10.05.13, 14:54
                            shachar napisała:

                            > Albo inne destylaty.Jest tu ktoś po chemii? smile

                            Pamitem jak zesmy tu kiedys komus na forrum pomagali robic jakies zadania z chemii, test czy cus (Zahir ?), ale to tak dawno bylo ze nie pamietam zagajenia tej historyjki.

                            A aparat do destylacji to ja sobie moge kupic w UK bez zadnej laski.
                            • shachar Re: Prostota zycia 10.05.13, 15:24
                              To dobrze. Pamiętam jak z kolegą Czerym pojechałam pod Warszawę na jabłka. Napakowaliśmy cały bagażnik małego fiata. Potem w domu to obierałam, przepuszczałam przez sokowirówkę i do baniaka, ktory posiadałam. dosypałam drożdży z paczki pt "drożdże winne". Powiem tylko, że następnym razem lepiej przygotuję się teoretycznie, bo to co wyszło, nie było ani smaczne, ani mocne smile
                      • mona.blue Re: Prostota zycia 09.05.13, 22:24
                        jan_stereo napisał:

                        > wiesz skad sa jablka u nas w UK ? wymienie:
                        >
                        > - Poludniowa Afryka,
                        > - Niemcy,
                        > - Francja i Belgia,
                        > - Hiszpania,
                        > - Czile,
                        > - Brazylia,
                        >
                        > Czyli w sumie wrecz z kosmosu doplywaja czasem statkiem, i chyba im sie oplaca.

                        A kiedyś było chyba sporo sadów w UK? W latach 80-tych sama pracowałam przy zbiorze jabłek w UK smile

                        --
                        inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
                        dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
                        • jan_stereo Re: Prostota zycia 09.05.13, 22:35
                          mona.blue napisała:

                          > A kiedyś było chyba sporo sadów w UK? W latach 80-tych sama pracowałam przy zbi
                          > orze jabłek w UK smile

                          Nie kupisz jablek z UK do jedzenia, te najlepsze ida tutaj na produkcje tzw cyderow (jabcokow), bardzo dobrych, bez chemii, 100% soku jablkowego, a w Polsce jest dokladnie odwrotnie, na jabcoki uzywa sie spadowek, czesto podsputych.
                      • krytyk2 Re: Prostota zycia 09.05.13, 22:36
                        z takich odleglosci statkiem?to tylko pod jednym warunkiem-,ze bedą przewozone w kontenerach chłodniach,bo dzis -przy temperaturze powietrza 25st C-po miesiacu dowozisz tzw czekoladę,czyli calkiem zgniły owoc
                • shachar Re: Prostota zycia 09.05.13, 15:18
                  W tym wątku mówią, że nawet $50
                  chowhound.chow.com/topics/371628
                  Producent ma o tyle kiepsko, nawet jeśli chodzi o te jabłka, że nie jest w stanie wżiąć ceny detalicznej. Musiałby otworzyć sklep z jabłkami. Widzieliście takie sklepy? Już lepiej nastawiać uli między drzewami i otworzyć sklep z miodem smile
                  • jan_stereo Re: Prostota zycia 09.05.13, 15:57
                    shachar napisała:

                    > Już lepiej nastawiać uli między drzewami i otworzyć sklep z miodem smile

                    Pszczoly gina w takim tempie ze ceny naturalnego miodu rzeczywiscie moga pojsc w gore. Poza tym miodek jest zdrowiusi. Jeden bieszczadzki ubogi kiedys sie chwalil ze zyl kilka lat tylko na miodzie (nie majac nic innego do spozycia).
    • mona.blue Re: Prostota zycia 09.05.13, 16:06
      Ja zrobiłam cos podobnego 5 lat temu. To znaczy zostawiłam amerykańską korporację i bardzo dobra pensję i zamieniłam to na rentę (nie żebym oszukiwała, należała mi się, komisja potwierdziła juz 3 krotnie). Ponieważ moja córka też ma rentę (socjalną) to jakoś żyjemy.
      Przez te wszystkie lata podobało mi się to życie - spokój, możliwość pomocy córce w skończeniu szkoły, możliwość przeprowadzenia rozwodu, sprzedaży i kupna mieszkania, urządzenia się. No i przede wszystkim możliwość realizacji swoich pasji (w moim przypadku psychologia i informatyka), przeczytałam całe mnóstwo książek, skończyłam studia podyplomowe informatyczne (zawsze to było moim marzeniem), miałam czas na wspólnotę i przyjaciół, skończyłam terapię. Ostatnio zaczęłam chodzić na fitness, pływam sobie niespiesznie w basenie. Pieniędzy co prawda jak na lekarstwo, życie z tabelką w Excelu, aby starczyło do pierwszego. Ale co za poczucie wolności, niezależności, spełnienia.
      A teraz mnie podkusiło, żeby jednak po tych 5 latach wrócić do jakieś korporacji. Mam właśnie teraz takie dokładnie rozterki, czy warta skórka za wyprawkę. Byłam na kilku rozmowach kwalifikacyjnych, nawet na jednej dzisiaj znów w jakiejś amerykańskiej korporacji, która ma biuro w Londynie, któremu podlega polski oddział. Wymaglowali mnie na rozmowie kwalifikacyjnej niemożebnie, najpierw test techniczny, potem pytania dotyczące mojej dziedziny (razem chyba z 1.5 godz. intensywnej i stresującej pracy umysłowej), potem jeszcze pani z HR. Przyszłam skołowana i wypluta i zastanawiam się, czy ja na pewno chciałabym tam pracować. Może człowiek znów przystosowałby sie do kieratu, ale czy warto?
      Na pewno materialnie, stać by mnie było na wyjazdy zagraniczne, na różne luksusy typu kosmetyczka, dietetyczka, na ten fitness, na markowe ciuchy. Kurcze, mam zgryz.
      --
      inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
      dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
      • jan_stereo Re: Prostota zycia 09.05.13, 16:37
        To bardzo ciekawe, nie wiedzialem zes monska taka szczwana bestyja jest wink)

        Jesli masz takie rozterki, to chyba najlepszym posobem na ich rozwianie byloby faktycznie pojscie do tej roboty, najwyzej nia jebniesz po paru miesiacach odzyskujac wczesniejsze przekonanie co do tego ,co sluszne i zdrowe dla Twojej psychiki. Ludzie lubia i potrzebuja adrenaliny, stresu, ale ja z czasem coraz mniej (a juz na pewno nie takiej pracowniczej), a bardziej cenie sobie wlasnie to, co Ty opisalas jako 'zycie na rencie'.
        • mona.blue Re: Prostota zycia 09.05.13, 17:44
          Janie, bardzo Ci dziękuję, jak zwykle trafiłeś w dziesiątkę, twój rozsadek jest niezawodny smile
          Po to w sumie jest okres próbny, żeby obie strony stwierdziły, czy odpowiada im wzajemny kontrakt. Poza tym przed chwila rozmawiałam z psiapsiółą, w której firmie tez trwa rekrutacja, a jest to polska firma i nie ma takiego "wyścigu szczurów".

          Co do lekkości bytu, to chcę ci jeszcze napisać, że bardzo sobie chwalę to, że miałam czas eksperymentować z gotowaniem rożnych potraw, wg rożnych książek kucharskich, delektować się tym jedzeniem, bo muszę nieskromnie przyznać, że nawet mi to wychodzi. Również zabawami z naszym kotem, który jest niezmiernie uroczy i zabawny, niespiesznymi zakupami poza godzinami szczytu, medytacją, bliskimi kontaktami z przyjaciółmi, kontaktem z przyrodą, wyjściami do kafejek, ewnagelizacją, pisaniem bloga, dyskusjami na forach, wymianą maili i czatowaniem z bliską osobą smile
          --
          inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
          dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
      • shachar Re: Prostota zycia 10.05.13, 23:27
        20 minut temu..

        "-Ty, zobacz"
        "ale kurde co mam zobaczyć, znowu ci zimno, to mogę zamknąć balkon"
        "-ty, zobacz"


        a za siatką domowo-balkonową twarz kota Tigera, odłączonego od domu, trochę zafrasowanego.
        to mi się nie zdarza zostawić zwierzaka na zewnątrz, po prostu mi się nie zdarza. Boże, a jakby wypadł??
        • shachar Re: Prostota zycia 10.05.13, 23:38
          Tiger, mimo, że jest amerykański kot, wie co to jest kici kici i roumie polską mowę. To w zasadzie Polak uziemiony na wyspie Manhattan. O, wlaśnie skoczył mi na podołek i masuje mi brzuch, tylko kurwa mać, dlaczego tak drapie? zostawiłam mu pazury, żeby miał się czym bronić przed tym warszawskim bandytą, Czarnym. Teraz bezczelnie rozwinął się na pół mojego półtułowia, a taki z niego drobny kotek, może ze 3 kilo wagi.
    • jan_stereo Silownia... 11.05.13, 15:33
      Bylem dzis sie wypocic i pomeczyc troche te zlamana reke aby wiedziala, ze jeszcze jej potrzebuje, poza tem, pada u mnie deszcz na przemian ze sloncem, mam zamiar spedzic ten czas na sluchaniu muzyki, czytaniu ksiazek i ogladaniu filmow, tak jak Mona na rencie, ja ja mam niestety tylko w weekendy ;D
      • shachar Re: Silownia... 11.05.13, 15:41
        A ja chyba książkę, która mnie w końcu uśpi, a potem może znowu na ten festiwal filmowy. Dziś będzie Supermarket, Piąta pora roku i Juma. Przeczytałam opisy i szczerze mówiąc nie chce mi się. Czy ktoś z was widział któryś tych filmów?
      • mona.blue Re: Silownia... 11.05.13, 15:46
        jan_stereo napisał:

        > Bylem dzis sie wypocic i pomeczyc troche te zlamana reke aby wiedziala, ze jesz
        > cze jej potrzebuje, poza tem, pada u mnie deszcz na przemian ze sloncem, mam za
        > miar spedzic ten czas na sluchaniu muzyki, czytaniu ksiazek i ogladaniu filmow,
        > tak jak Mona na rencie, ja ja mam niestety tylko w weekendy ;D

        strasznie mi się dostało od znajomego za tę wypowiedź
        --
        inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
        dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
        • mona.blue Re: Silownia... 11.05.13, 15:58
          mona.blue napisała:

          > strasznie mi się dostało od znajomego za tę wypowiedź

          tym bardziej, że nie jest to cała prawda

          brak pracy to również w kółko prace domowe, porządki, zakupy, martwienie się, czy starczy forsy, długi, ciuchy z lumpeksu, brak wyjazdów wakacyjnych, wyjście gdzieś na miasto góra raz w miesiącu, niemożliwość pójścia do kina z dziewczynami (3 bilety to juz majątek) itp.
          --
          inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
          dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
          • jan_stereo Re: Silownia... 11.05.13, 16:06
            liczy sie balans Mona,rownowaga. W zadna strone nie ma co przeginac, bo taki zarobiony nawet majac kase nigdzie nie wyjdzie, abo jest sterany albo sie odzwyczail, badz pracuje ;'))


            Poza tym jestem zachwycony Twoim wpisem.

            Nie siłuj sie ze świnią, bo obie sie ubrudzicie. Tylko, że świni sie to spodoba.
        • jan_stereo Re: Silownia... 11.05.13, 16:09
          mona.blue napisała:

          > strasznie mi się dostało od znajomego za tę wypowiedź

          a ten to Ci zwyczajnie zazdroscil bo musi zapierdzielac pewnie i tylko od Ciebie takie rzeczy uslyszec moze...
    • shachar Re: Prostota zycia 11.05.13, 15:53
      A dziś rano sprawdziłam duuużo nieruchomości na sprzedaż w New Paltz, NY. Dlaczego tam? Bo to miasteczko studenckie, czyli nie same zgredy tam rezydują. Jest sławna na cały świat szkoła kulinarna też. Knajpki takie bardziej hipsterskie, parę bardziej wyrafinowanych przybytków z jedzeniem niż McDonald. Poza tym blisko do parku narodowego Mohonk, do Woodstock, do NY też jak zajdzie potrzeba. Mam chytry plan spylic tą warszawską ruderę i pokryć w części choć cenę jakiegoś domka w Nowym Palcu, lub najbliższej okolicy. Cała Hudson Valley to zaplecze jadalno-rękodzielnicze dla NY. Kozodoje, kiełbasiarze, sadownicy, całkiem ciekawy ludek. Jak będę stara, to żeby się odmłodzić wynajme pięterko studentom za bezcen, niech się kręcą po obejściu.
        • shachar Re: Prostota zycia 11.05.13, 16:17
          Nie jestem jedynaczką, a tym sęk smile Żartuję. Ale po spyleniu starczy na własną część udziału, a raty, jak od razu wyświetla się na ekranie, są do objęcia rozumem, do spłacenia znaczy.
          A z cenami w Wawie, masz rację, są wyśrubowane na maxa. I co do zaoferowania? Idziesz do teatru, to ci na schodach siedzą pod nogami jacyś ludzie, idziesz do kiosku to gburowata baba nie da ci przejrzeć gazet, chcesz zjeść ciacho- 'właśnie zamykamy'. Już nie chce mi się dalej wymieniać.
    • jan_stereo nic nie robie.... 11.05.13, 19:03
      siadlem, slucham muzy i planuje nowy wyjazd, chcialbym zjezdzic polnocna czesc Hiszpanii, bardzo mi ja kiedys pewne 2 niemieckie turystki zachwalaly, tylko musze dojsc do formy sprawnosciowej, bo to bedzie takie jezdzenie i spanie przy samochodzie, pod namiotem, zadnych tam luksusow hotelowych, no moze co jakis czas aby sie pod prysznic zalapac....ale to raczej w pazdzierniku najwczesniej, teraz jest dla mnie za cieplo w tym kraju i nie wybralbym sie tam za nic w swiecie na kalendarzowej prostej biegnacej od czerwca do sierpnia.
      • rzeka.suf Re: nic nie robie.... 11.05.13, 19:50
        w pazdzierniku na polnocy bedzie juz prawie jak w polsce, albo w uk. w maju bylo jak na jakichs fiordach. tam duzo pada. to juz daleka polnoc, a nie tropiki. a myc sie mozesz na stacjach benzynowych, jak juz chcesz byc taki hipis hehe
      • mona.blue Re: nic nie robie.... 11.05.13, 20:29
        Ja wybieram sie na początku czerwca do Barcelony, spędzimy z przyjaciółmi tam dwa dni, będziemy nocować w tanim hostelu. Potem przenosimy sie do Walencji, ze zwiedzeniem czegoś po drodze (szczególnie fajnej plaży smile), tam pod Walencją mamy do dyspozycji naszej paczki (trochę osób ze wspólnoty) dom za darmo, a pod koniec tygodnia ślub i wesele naszej kumpeli ze wspólnoty, wychodzi za Hiszpana i tam zostają na stałe.
        --
        inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
        dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
        • jan_stereo Re: nic nie robie.... 11.05.13, 20:32
          mona.blue napisała:

          > Ja wybieram sie na początku czerwca do Barcelony, spędzimy z przyjaciółmi tam d
          > wa dni, będziemy nocować w tanim hostelu.

          Czerwiec w Barcelonie to nie na moje sily, ja mialem klopoty temperaturowe na poczatku kwietnia, juz sie robilo tam za cieplo jak na moj gust.

          > Potem przenosimy sie do Walencji, ze zwiedzeniem czegoś po drodze (szczególnie fajnej plaży smile)

          Te Mona, a jak Wy sie przenosicie, to jakies triki wiary sa czy masz na mysli zwykly samolot ;P

          Mnie sie podoba taka forma podrozy, zmieniac miejsca, byc z miejscowymi, od nich sie dowiadywac co i jak.
          • mona.blue Re: nic nie robie.... 11.05.13, 20:38
            jan_stereo napisał:

            > mona.blue napisała:

            > > Potem przenosimy sie do Walencji, ze zwiedzeniem czegoś po drodze (szczeg
            > ólnie fajnej plaży smile)
            >
            > Te Mona, a jak Wy sie przenosicie, to jakies triki wiary sa czy masz na mysli z
            > wykly samolot ;P
            >
            Wynajęliśmy samochód w Alianz, na tydzień, bo potem wracamy z powrotem do Barcelony i stamtąd tanie linie Ryanair do W-wy smile

            > Mnie sie podoba taka forma podrozy, zmieniac miejsca, byc z miejscowymi, od nic
            > h sie dowiadywac co i jak.

            Tak, myślę że będzie fajnie, bo tam sa ludzie ze wspólnot kumpeli, Hiszpanie, z nimi sie będziemy bawić na weselu, od nich pewnie tez ciekawostek będzie można sie dowiedzieć.
            Już coś niecoś wiem na temat jedzenia (m.in. Rzeka się wykazała) i na temat zabytków (moi starzy byli tam kilka lat temu, dali mi tez fajne przewodniki, opowiedzieli co nieco i pokazali zdjęcia).


            --
            inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
            dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
            • jan_stereo Re: nic nie robie.... 11.05.13, 20:43
              Mnie strasznie smakowalo jedzenie w Hiszpanii, idz w Barcelonie na ichni targ z owocami morza i sprobuj smazonych osmiornic, cos niesamowitego jakie to pyszne. W Barsie placi sie za tapas, natomist w takiej Grenadzie sa one wciaz darmowe. Super zakaski dawali w Barcelonie tuz przy glownym placu (nie pamietam nazwy), ale taki na rogu fajny lokal, wzdluz lady stoja w rzedach rozne zakaski, codziennie je zmieniaja a jest ich ze 30, cos niesamowitego, i ceny dosc przystepne. Ja Barcelone schodzilem z buta wzdluz i wszez. Omijaj tylko glowny deptak, chyba ze znajomi z bractwa chca pogadac z prostytutkami ucieknietymi z Afryki, dosc namolne.

              Fajne sa tam skwerki, pochowane za blokami z dala od glownych ulic, na kawe lub lampke wina idealne.
              • mona.blue Re: nic nie robie.... 11.05.13, 20:50
                jan_stereo napisał:

                > Mnie strasznie smakowalo jedzenie w Hiszpanii, idz w Barcelonie na ichni targ z
                > owocami morza i sprobuj smazonych osmiornic, cos niesamowitego jakie to pyszne.

                Dziękismile Musze sobie chyba zacząć spisywac te wszytkie wskazówki. Raz w życiu jadłam ośmiorniczkę, taka małą, w knajpce u Kręglickiej - dobra była.

                Owoców morza prawie nie jadam, ale chyba będzie okazja nauczyc się.

                > Ja Barcelone schodzilem z buta wzdluz i wszez.

                My tez tak chcemy.

                Omijaj tylko glowny deptak, chyba ze znajomi z bractwa chca pogadac z prostytutkami ucieknietymi z Afryki, dosc namolne.

                big_grinDD
                >
                > Fajne sa tam skwerki, pochowane za blokami z dala od glownych ulic, na kawe lub
                > lampke wina idealne.

                O to, to!
                --
                inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
                dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
                • jan_stereo Re: nic nie robie.... 11.05.13, 20:56
                  mona.blue napisała:

                  > Owoców morza prawie nie jadam, ale chyba będzie okazja nauczyc się.

                  Te sa swieze , kompletnie inna historia i inny smak. pyszne sa tez salatki z kraba z oliwa czosnkowa i cieplym grilowanym chlebem, bardzo pyszne.
                  • mona.blue Re: nic nie robie.... 11.05.13, 21:01
                    jan_stereo napisał:

                    > mona.blue napisała:
                    >
                    > > Owoców morza prawie nie jadam, ale chyba będzie okazja nauczyc się.
                    >
                    > Te sa swieze , kompletnie inna historia i inny smak. pyszne sa tez salatki z kr
                    > aba z oliwa czosnkowa i cieplym grilowanym chlebem, bardzo pyszne.

                    Czy to sie zamawia w jakichs knajpkach? A jak sprzedaja to na tym bazarze, tak na ulicy?

                    --
                    inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
                    dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
                    • jan_stereo Re: nic nie robie.... 11.05.13, 21:04
                      mona.blue napisała:

                      > Czy to sie zamawia w jakichs knajpkach? A jak sprzedaja to na tym bazarze, tak
                      > na ulicy?

                      Te krabie salatki jadlem na stacji benzynowej, lepsze to bylo niz z wypasionej restauracji w UK, a te osmiorniczki to juz na owym targowisku, bierzesz na wynos ;'))

                      Tam masz kawiarenki doslownie w kazdej ulicy i jest ich po kilkanascie na krotkim odcinku, wrecz jedna obok drugiej. Sprobujcie sobie tez ichnie Moijto (rum z mieta) Fidel Castro go pijal oraz Hemingway. Mnie smakowal ;'))
                      • mona.blue Re: nic nie robie.... 11.05.13, 21:15
                        jan_stereo napisał:

                        > mona.blue napisała:
                        >
                        > > Czy to sie zamawia w jakichs knajpkach? A jak sprzedaja to na tym bazarze
                        > , tak
                        > > na ulicy?
                        >
                        > Te krabie salatki jadlem na stacji benzynowej, lepsze to bylo niz z wypasionej
                        > restauracji w UK, a te osmiorniczki to juz na owym targowisku, bierzesz na wyno
                        > s ;'))

                        Ale juz przyrządzone?

                        >
                        > Tam masz kawiarenki doslownie w kazdej ulicy i jest ich po kilkanascie na krotk
                        > im odcinku, wrecz jedna obok drugiej. Sprobujcie sobie tez ichnie Moijto (rum z
                        > mieta) Fidel Castro go pijal oraz Hemingway. Mnie smakowal ;'))

                        Moijto piłam u nas, ale rozumiem, że co u źródła, to u źródła smile

                        Dzisiaj uraczyłam się Breezerem, czyli rum & fruit falvours & sparkling water smile

                        --
                        inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
                        dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
                            • jan_stereo Re: to moze ktos jeszcze poleci 12.05.13, 18:48
                              absolutnie nie gotuje sie tam samemu (to raczej ostatecznosc), to jest takie miejsce, ze wrecz nalezy jesc na miescie, raz ze pysznie przyzadzone przez zdolnych kucharzy (to moze byc nawet zwykla kawiarenka, a i tak bedzie smacznie) to jeszcze po przystepnych cenach. szkoda czasu na pichcenie w domu/hotelu, bo i tak na 100% nie uzyska sie tego co oni tam serwuja.
                                • jan_stereo Re: to moze ktos jeszcze poleci 12.05.13, 22:44
                                  po co skoro sa przesliczne kafejki otwarte juz od rana, toz to przyjemniej sobie wyjsc, usiasc w takim parku, pod baldachimem i zamowic swieza kawe i kanapki, usiasc i popatrzec na ladna scenerie, budowle, ciekawych ludzi (ladnie sie tam ubieraja), niz siedzec w hotelowej kuchni, no serio mowie, trza chlonac tomiejsce ile tylko. Tam jest naprawde bardzo tanio, bylem wielce zaskoczony, w UK zaplacilbym za to samo ze 2-3 razy wiecej.
                                  • kryska-etka Re: to moze ktos jeszcze poleci 12.05.13, 22:50
                                    nie mam hotelowej kuchni..bo mam normalne mieszkanie wynajęte .. nad samym morzem ale ok 20 minut od Barcelony kolejką.. i tam chyba nie ma kafejek ..wiec śniadanie i tak w domu będziemy jeść.. tym bardziej ze z dziećmi z rana po knajpach to się nie będziemy uganiać...

                                    • jan_stereo Re: to moze ktos jeszcze poleci 12.05.13, 22:54
                                      a to co innego, ja myslalem ze macie chate w sercu miasta, no to tak, jakies tam w supermarkecie mozna kupic kanaopki, ale ja bym mimo wszystko wolal pojechac do miasta. jak bylem 5 dni w tym miescie to jadlem sniadania na bazarku z owocami morza oraz w tych ichnich kafejkach na skwerku, bo to jedzenie wowczas tak jakos nawet lepiej smakowalo na swiezym powietrzu i z przesympatyczna obsluga(tak wczesnie nie wstawalem bo do pozna sie pilo wino w knajpkach i jadlo te tapas ichnie). Oni sie staraja bo klient daje im prace.
                                    • rzeka.suf Re: to moze ktos jeszcze poleci 12.05.13, 23:41
                                      knajpy sa tu jakims cudem wszedzie. no moze poza nowymi osiedlami - widmami.

                                      a jesli juz, to serio mercadona albo supersol/troche drozszy, niekoniecznie lepszy, po prostu inne produkty, wiec urozmaicenie/. jakis jamon serrano, sery roznych rodzajow, swieza bagietka albo inne pieczywo, warzywa, soki / swieze w lodowce/ i co tam sobie zechcesz.

                                      co do osmiornic i tych tam sepii, to caly sekret polega na tym, ze truchlo musi byc swieze / wiec standardowo, zadnych ryb w sklepach czy knajpach w poniedzialki/ , nie za dlugo smazone/pieczone, szybko podane i od razu skonsumowane. naprawde, tylko tyle. akurat morskie truchla umiem robic/ bo to proste/.
                                  • mona.blue Re: to moze ktos jeszcze poleci 12.05.13, 22:58
                                    Ale jak mają sie ceny w tych kafejkach w porównaniu do Polski?

                                    My chyba jednak będziemy gotować, nie wiem, czy stać nas będzie na stołowanie sie w tych knajpkach.
                                    --
                                    inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
                                    dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
                  • shachar Re: nic nie robie.... 11.05.13, 21:09
                    Bardzo proszę mnie nie podjudzać jedzonkiem. Ośmiornica to nie wiem, ale jakbym takie gambas w oliwie z ostrą papryczką opędzlowała! o mamuniu. Chleb sama umiem nie chwaląc się, upieczony na ruszcia albo patelni i potem natarty czosnkiem, ajaj!
                    Tu w pobliżu jest bar, 121Fulton się nazywa, trochę drożyzna, ale takie właśnie małe conieco krewetkowe robią. Ale to i tak nie to samo, co u źródła.
                    • lola165 Re: nic nie robie.... 12.05.13, 21:17
                      hehe, a ja najlepsze calamari jadlam na nowojorskiej Astorii, w restauracji prowdzonej prze Chorwatow, na wlasnym podworku i tylko dla "swoich". znajomek zaprowadzil.
                      z rusztu byly, cudnie crispy, bo jak je sie za dlugo obrabia to gumieja. w lekkiej oliwce czosnkowej i trikoloru salatu podali i wino w takich karafkach jak butelki po mleku, jedna na na łeb. a potem druga. a i pamietam wszyscy espresso z sambuca pili .
      • jan_stereo Re: Prostota zycia 15.05.13, 22:40
        Jasne, 100tys turystow i kazdy chce zobaczyc cos unikatowego, niech wiec jada poza Barcelone albo niech sie tam kurna nie pchaja w obecncyh miesiacach kiedy ludu najwiecej, bo tak wlasnie bedzie, wszystkie kafejki zawalone. Ja pojechalem w pierwszym tygodniu kwietnia i bylo jeszcze znosnie, juz duzo ludzi ale jeszcze w sam raz. Dla mnie porazka jechac tam teraz w takie cieple miesiace, ale to ja mam skrzywienie na cieplo w miescie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka