Dodaj do ulubionych

weekendy...

19.11.13, 18:11
ktos z nich korzysta ? ciekawe jakie proporcje byscie uznali za zdrowe jesli idzie o proporcje dni pracujacych i spoczynkowych...bo mnie sie kolace od dawna po glowie ze powinno to byc 4:3 dla pracy, jesli jakikolwiek postep technologiczny jest na swiecie, a tu jak siegnac pamiecia, 50 lat nazat tyle samo sie nawalalo co i teraz, to jaki cel temu przyswieca...
  • krytyk2 20.11.13, 18:49
    ja to chory jestem jak nie mam roboty-klasyka pracoholizmu.Ostatnio niedzielami przerabiam stolarkę budowlaną w połączeniu z blacharką dekarską/wybijanie kształtów młotkiem w blasze ocynk../,murarstwem i innymi zawodami.Brakuje mi po prostu doby i tygodnia żeby to wszystko ogarnąć.J estem za usunięciem świat i dni wolnych..wink
  • rzeka.suf 20.11.13, 19:36
    to troche chore, moim zdaniem.
  • jan_stereo 20.11.13, 22:50
    rzeka.suf napisała:

    > to troche chore, moim zdaniem.

    co no nie ?
  • jan_stereo 20.11.13, 22:49
    wyglada mi to bardziej na hobby w czasie wolnym, gdzie brakuje czasu wolnego na hobby ;'))

    Ja tu mowie o obowiazkjowej pracy ;'))

    Poza tym, jak ma sie czlowiek edukowac i byc swiadomy swiata i spoleczenstwa jak nie ma czasu sie doksztalcac i sledzic wlasciwie wydarzen z blizszego i dalszego otoczenia.

    Ja tam rozumiem odpoczynek od roboty, tacy ludzie zyja dluzej niz ciezko pracujacy robotnicy, bo tym sie organizm szybciej zuzywa ;'))
  • rzeka.suf 21.11.13, 00:30
    w tych artykulach z the victorianist, czytalam o pracy dzieci w XIX i poczatkach XX wieku. bardzo intersujace, jak dla mnie.
    art konczy taka refleksja autora bloga:


    'Whilst we should, of course, never go back to the working practices described here, we cannot deny that the kind of graft the children above showed in their lives and jobs made them survivors, and probably stronger and more determined if they reached adulthood – an attribute missing from so many of today’s youth.'

    mysle, ze kluczowym jest tutaj slowko 'if' ... i trudno mi orzec, ktora z rzeczywistosci jest dla czlowieka jako gatunku i jako jednostki lepsza.

    ale na pewno sprawia mi przykrosc konstatacja, ze wiele ludzkiego potencjalu ludzkiego marnuje sie z powodu braku sposobnosci do edukacji jakiejkolwiek badz pozazawodowej i braku perspektywy postrzegania swiata innej niz scisle praktyczna, konkurencyjna, surwiwalowa. ale, cholera wie, moze tak wlasnie jest lepiej...

  • jan_stereo 21.11.13, 15:52
    rzeka.suf napisała:


    > mysle, ze kluczowym jest tutaj slowko 'if' ... i trudno mi orzec, ktora z rzecz
    > ywistosci jest dla czlowieka jako gatunku i jako jednostki lepsza.

    Wiesz, rownie dobrze mozna by tu napisac ze wojna zrobila jakies tam dzieci badz i doroslych silniejszymi psychicznie i odporniejszymi na istote cierpienia ulatwiajac im zycie w trudnych czasach poprzez owa adaptacje. Ja nie mam jednak przekonania ze my tego potrzebujemy w takich ilosciach i ze to faktycznie jest priorytetowym doswiadczeniem ponad normalna edukacje i obeznanie sie z odmiennosciami na swiecie. To jest pewne skrzywienie psychiczne, ktore opisano w artykule.
  • krytyk2 21.11.13, 16:25
    pewnie zapoznawanie dzieci ,jak to mówia w wojsku-"przez walkę",jest ostatnia rzeczą ,którą można zalecać w podręcznikach wychowania,ale z drugiej strony,gdy patrze na te dorastające w nic nierobieniu lesery,to mi się niedobrze robi!
  • jan_stereo 21.11.13, 18:21
    Ja mysle Krytyku ze problem stanowia owe skrajnosci, nic nierobienie jest w koncowej opozycji do zarabiania sie na smierc fizyczno-psychiczna, ja szukam zdrowego balansu i wydaje sie, ze statystycznie za duzo jest tej pracy obowiazkowej, bo tak tez i normy instytucyjne dyktuja, owe 40h+ (czesto jest to 50 i wiecej) tygodniowo. Potem nastepuja zdziwienia liczne ze sie nie roumiemy i nie znamy i jestesmy jako ludzie ograniczeni, a jacy mamy byc skoro niczym wol u wozu wisimy caly bozy tydzien by w weekend wyczerpani psychicznie zawisnac nad jakims lezeniem.

    Przypomnij sobie jaka Shachar byla ostatnio zmeczona mega liczba godzin pracy na tygodniu ze nawet sil nie miala aby pojsc na wystawe, czy to jest zdrowe i normalne ?
  • krytyk2 21.11.13, 18:36
    oczywiście,ale chcę powiedzieć,że realne przechyły w zyciu dorosłym biorą się skądś.Jesli dziecko nie widzi swoich rodziców przy konkretnej pracy i nie uczestniczy w niej czy to jako pomocnik czy to jako osoba zabezpieczajaca funkcjonowanie domostwa w innych obszarach/np.zmywanie naczyń,wynoszenie smieci,sprzatanie,robienie posiłków,itp/ a zajmuje się tylko nauka lub/i zbijaniem bąków,to z takiego dziecka wyrasta osoba zupełnie nieprzystosowana do życia.Pełno takich wytworow chodzi w tej chwili po swiecie.Przy tym wg mnie największym grzechem takich osob jest brak wyobrażenia jak sensowne zajecie mogłoby wyglądać oraz lęk przed sprawdzaniem samego siebie w danym obszarze działania.Być może ten lęk jest najważniejszy,bo blokuje ciekawość poznawczą i twórczość, a co za tym idzie-możliwość rozwoju swoich możliwości twórczych,konfrontowania ich z różnorodnością świata.
  • rzeka.suf 22.11.13, 01:32
    pewnie to racja, ze wczesne przystosowanie do pracy ... lepiej do trudu i dyscypliny pracy przystosowuje. i tak zamiast trwac w traumie wyjecia spod klosza, ma sie energie i pomysly na udoskonalenie sposobu zarabiania na zycie. nie ma takiej przepasci miedzy sielanka dziecinstwa a realizmem doroslosci. ciekawe.
    podobnie ma sie pewnie sprawa z krajami wschodzacymi/ jak polska/ i tymi 'zachodzacymi' jak hiszpania.

    wazne jest chyba jednak okreslenie granicy, za ktora przystosowanie do rzeczywistosci staje sie zgubne dla probujacych sie przystosowac. ?
  • shachar 22.11.13, 11:20
    pewnie to racja, ze wczesne przystosowanie do pracy ... lepiej do trudu i dyscypliny pracy przystosowuje.

    smileno, i potem jest się tym frajerem ktory robi, kiedy ci nieprzystosowani nauczyli się jak przewracać gałami i kombinować ,zeby się nie narobić a zarobić.To jest o niebo lepsza umiejęstość, ktorej zazdroszczę.
  • rzeka.suf 22.11.13, 13:09


    nie turbuj sie, bywa gorzej, co zawsze na duchu podnosi wink
  • krytyk2 22.11.13, 16:10
    o nie koleżanko smile!
    Żeby tak dobrze kombinować to trzeba być na wyższym poziomie przystosowania-to bowiem wymaga nie lada dystansu emocjonalnego,zeby w zywe oczy ruchać innych wink
  • krytyk2 22.11.13, 16:13
    dla mnie nacisk nie kladzie się na przystosowanie /bo to powinno być oczywiste ,ze za darmo nie ma nic i wciąż trzeba się starac.../,lecz na zufanie do samego siebie.Ktoś ,kto nie zwarl się nigdy z rzeczywistoscia i jej wymaganiami po prostu nie wie gdzie sa jego granice,jakie posiada możliwości i czy w ogóle cos jest wart..
  • rzeka.suf 22.11.13, 22:41
    a czy ten, kto nauczyl sie manipulowac rzeczywistoscia w stopniu wyzszym, wyrobil w sobie dystans emocjonalny pozwalajacy umiejetnie ruchac innych w zywe oczy, czy ten ktos jest i czy powinien byc wart wiecej niz ten, kto tego nie umie?

    i jeszcze co do przystosowania: dobrze, niech bedzie ze za darmo nie ma nic. ale powinny tez istniec, imo, gorne granice wartosciowosci przynajmniej tych podstawowych dla przezycia rzeczy. inaczej wrocimy do sytuacji z wieku XIX, kiedy aby przezyc zaharowywalo sie niemal lub wrecz na smierc, a kradziez chleba byla karana wiezieniem.
    i zwroc uwage, prosze, bo to wydaje mi sie ciekawe, ze wowczas - w tym XIX wieku, mimo braku rozpieszczania/ bo brak bylo mozliwosci/ dzieci z klas nizszych, jakos one i tak w przewazajacej liczbie odnosily mniej zyciowych sukcesow niz 'bachory' elit.
  • krytyk2 23.11.13, 18:54
    i zwroc uwage, prosze, bo to wydaje mi sie ciekawe, ze wowczas - w tym XIX wiek
    > u, mimo braku rozpieszczania/ bo brak bylo mozliwosci/ dzieci z klas nizszych,
    > jakos one i tak w przewazajacej liczbie odnosily mniej zyciowych sukcesow niz '
    > bachory' elit.


    ja wiem jedno w temacie parcia na sukces:najsilniejszym motorem sa kompleksy.Więc trzeba mieć olbrzymia motywacje ,żeby chcieć ryzykować być pionierem zmian.Ktoś,kto onic nie musial się starać ,bo od poczatkujuż był wyżej ,nie ma żadnej motywacji ,żeby jeszcze coś więcej z siebie wykrzesać
  • rzeka.suf 24.11.13, 15:31
    czy zatem, w trosce o przyszle sukcesy swojej corki, wyrabiasz w niej kompleksy?
    zreszta, czy naprawde sądzisz, ze uczestnictwo w pracach domowych, uczyni dziecko bardziej ambitnym naukowo albo artystycznie? czy twoje wnioski nt sukcesu nie dotycza jedynie sukcesu w formie calkowicie materialnej, pienieznej, rzeczowej? i czy nie lepiej byloby - zamiast zapieprzac napedzanym kompleksami - usiasc i zastanowic sie nad calym tym mechanizmem?

    no i jeszcze: same kompleksy i ambicje moga stworzyc potwora - dilera dragow, alfonsa, skorumpowanego polityka. czegos jeszcze zatem potrzeba, aby do tego nie doszlo. ale jesli nie ma czasu na refleksje, ani nie ma jej nawyku, to co pozostaje? 10 przykazan?
  • krytyk2 25.11.13, 11:57
    czy zatem, w trosce o przyszle sukcesy swojej corki, wyrabiasz w niej kompleksy
    > ?


    ja na pewno nie,w każdym razie nie-świadomie.ale są tacy rodzice ,którzy bez przerwy wywierają swiadomie nacisk na dziecko,ze jest ono niedoskonale,ze powinno się bardziej postarać,to są ci rodzice ,którzy hodują przyszłego mistrza świata,wimbledonu,np ojciec siostr Wiliams.ale ja nie o tym przypadku.Mialem na myśli samorodki,talenty samoistne,ktore dumne się urodziły w slumsach i zapragnęły w dzicinstiwe być kiedyś słanymi i bogatymi.albo tacy ,którzy jak Schwarzenegger,byli cherlawego zdrowia i postury,takie podwórkowe popychadła,ktore tez sobie obiecaly ,ze kiedyś wszyscy będą się ich bac i podziwiać/por tez Michalczewski/Potem laureaci nobla z fizyki,chemii,itdTo towarzystwo w większości napędzane jest paliwem olbrzymich kompleksów
  • rzeka.suf 25.11.13, 13:26
    no ale dlaczego nie? skoro to dobre dla dziecka, to czemu tego nie robisz?
  • krytyk2 26.11.13, 14:00
    ponieważ to jest loteria-jednych trauma dzieciństwa załamuje i tacy przetrąceni idą potem przez zycie a tylko niewielu to pcha na szczyty.Więc mam świadomie krzywdzić swoje dziecko,zeby osiągnąć -co?Pomijajac to ze trzeba mieć charakter skurwysyna/ktorego nie mam/,nigdy nie zaryzykowalbym takiego eksperymentu.
  • jan_stereo 27.11.13, 14:33
    krytyk2 napisał:

    > ponieważ to jest loteria-jednych trauma dzieciństwa załamuje i tacy przetrąceni
    > idą potem przez zycie a tylko niewielu to pcha na szczyty.

    Zapytalbym teraz dlaczego jednych to udupia, a innych, dokladnie to samo, bierze i uskrzydla, co bys mi powiedzial ?
  • krytyk2 27.11.13, 17:56
    pierwsze co mi się narzuca to siła osobowości.Osobniki słabe się załamują,silne -przetrwają i pna się.Drugie co tutaj jest potrzebne to sila modelowania czyli naśladowania:w przeszłości taka osoba musiala mieć silny wzorzec osobowy do naśladowania.Ten wzorzec musial być realny i osiągalny.Ostatnio pierwsze zawody pucharu świata wygrał 19 latek z Polski -Biegun.Jego matka opowiadala,że w czasie zwycięstw Małysz abył malym chłopcem i bez przerwy skakal z tapczanu na podłogę wink
  • jan_stereo 30.11.13, 11:20
    krytyk2 napisał:

    > pierwsze co mi się narzuca to siła osobowości.Osobniki słabe się załamują,silne
    > -przetrwają i pna się.

    A skad sie bierze sila osobowosci u jednych i jej niedobory u drugich ? Czy kazdy moze miec silna osobowosc, byle go tylko rodzice odpowiednio tlamsili ?
  • shachar 01.12.13, 19:16
    Wydaje mi się, że nie ma czegoś takiego jak silna/słaba osobowość. Skuteczność danego osobnika w osiąganiu celu, jest, moim zdaniem, bezpośrednio związana z widzeniem sensowności tego celu, jego racji bytu, jako czegoś istotnego do osiągnięcia. Jest to tzw. 'ciung na bramkę', kiedy wszelkie przeszkody stają się nieważne.
    I tak nie każdy znakomity treser koni będzie dobrym księgowym, bo inne rzeczy ich motywują do doskonalenia się. A jakie , no to już beauty is in the eye of the beholder, jak to mówią..
    Człowiek który nie widzi sensu w niczym leży cały dzień i myśli o śmierci jako uwolnieniu się z absurdu bycia, o i tyle. Ktoś, kto widzi sens w drabinie kariery naturalnie będzie emocjonalnie zaangażowany w byciu managerem, kierownikiem i dyrektorem.
  • jan_stereo 02.12.13, 16:20
    shachar napisała:

    > Wydaje mi się, że nie ma czegoś takiego jak silna/słaba osobowość. Skuteczność
    > danego osobnika w osiąganiu celu, jest, moim zdaniem, bezpośrednio związana z w
    > idzeniem sensowności tego celu, jego racji bytu, jako czegoś istotnego do osiąg
    > nięcia.

    Jak zwal tak zwal, ja rownie dobrze moge dociekac w temacie: jak to sie dzieje, ze jakis czlowiek dostrzega sensownosc danych dzialan, a inny nie dostrzega. itd. Dlaczego jeden rodzi sie blondynem a inny mulatem, no dlaczego tak sie roznimy i czy mozna na to zaradzic po urodzeniu by nie roznic sie wcale badz roznic dowolnie ?
  • krytyk2 02.12.13, 17:42
    a ja to wiążę ze zwierzęcą siłą niezależna od celu,woli,itd.dlatego jedni będą tę podstawowa zwierzęcą sile będą mieli w większym stopniu.Potem oczywiście zaczyna się rola roznic w motywacji .ale to jest znowu sprawa bardziej złożona-zaczyna się od obserwacji rodziców w dzieciństwie,ich zmagan z zżyciem,to jakie cele sobie stawiali ,jak reagowali na trudności,idt.potem wpływ rowiesnikow,nauczycieli,ksiazek ,filmow,przedstawien teatralnych..I na koniec odkrycie wieku dojrzewania ,ze jest się niepowtarzalna jednostką o własnej tozsamosci ,potencjach,ograniczeniach upodobaniach ,temperemancie.i dopiero na koniec ustawianie celów i dazenie do nich.
  • krytyk2 02.12.13, 16:30
    dla mnie siła osobowości ma tylko i wyłącznie związek z siłą dana od natury,na pewno nie jest to wcale wynik wychowania.To co Ty jako posiadający silna osobowość zrobisz z nią, tj. czym ja wypełnisz -to jest rola wychowania
  • krytyk2 25.11.13, 12:05
    [i no i jeszcze: same kompleksy i ambicje moga stworzyc potwora - dilera dragow, a
    > lfonsa, skorumpowanego polityka. czegos jeszcze zatem potrzeba, aby do tego nie
    > doszlo. ][/i]

    no nie!a od czego mechanizmy kompensacji,sublimacji,racjoanlizacji?Jest jeszcze cos takiego jak indywidualna całkiem inteligencja i wrażliwość,na którą to osnowe wszystkie te kompleksy się kładą,osadzają i wrastają.Z dwóch osobników wychowujących się na tym samym podworku,pelnym przemocy i okrucieństwa,jeden wybierze w przyszłości trudna drogę emancypacji ze swojego środowiska
  • shachar 23.11.13, 13:43
    Jesli dziecko nie widzi swoich rodziców przy konkretnej pracy i nie uczestniczy w niej

    To pewnie zależy, przy jakiej pracy. Jeśli dziecko widzi tatę z teczką, tzw. "zarabiającego na życie", wracającego do domu jak wymiędolona szmata, i matkę z fabryki zakręcania słoików, to w głowie takiego dziecka nie będzie śladu myśli, że praca powinna i może być powiązana z kreatywnością i" sensownością". Taki człowiek wyrośnie na kolejnego szeregowego niesczęsnego, którzy co tu ukrywać, są potrzebni, bo kto by te słoiki zakręcał i papiery przewalał.
    Ale taki człowiek, mimo zdawania sobie sprawy z konieczności pracy, też pozostanie głęboko nieprzystosowany, może będzie przystosowany do pracy, ale nieprzystosowany do życia, bo nie będzie miał wizji życia w kontekście przyjemności.
    Bedzie może skrupulatny i będzie umiał nadzorować innych, ale nie będzie pozwalał ani sobie ani innym na szeroko pojęty FUN, w tym kreatywność i twórczość.
    Sęk w tym ,że praca jaką większość ludzi wykonuje, jest tak oddalona od zycia, jakie jest poza tą pracą i poza życiem w ogóle, że człowiek wraca z pracy, lawiruje gdzies w kosmosie, oderwany od życia i potem wraca do pracy. Kompletne ufo.

  • shachar 21.11.13, 01:39
    to troche chore, moim zdaniem.
    A moim zdaniem wogóle. Człowiek czujący się kompetentny do zrobienia czegoś i że to coś będzie potrzebne, będzie się czuł zadowolony ,że się przydał.
  • rzeka.suf 21.11.13, 11:23
    zalezy jak spojrzec, zawsze...

    "Busy-ness in the Tibetan tradition is considered the most extreme form of laziness. Because when you are busy you can turn your brain off. You’re on the treadmill. The only intelligence comes in the morning when you make your To Do list and you get rid of all the possible space that could happen in your day. There is intelligence in that: I fill up all the space so I don’t have to actually relate to myself!"
  • krytyk2 21.11.13, 16:29
    widzę,ze wyszukujesz ekstrema ,ąby udowodnić jakies swoje tezy
  • rzeka.suf 21.11.13, 19:08
    daleko szukac nie musialam, przyznaj wink sam sie na tacy podales, tylko konsumowac wink
  • krytyk2 21.11.13, 18:42
    cudowne jest poczucie sprawczości w dowolnej konkretnej dziedzinie-pasowania i składności,sensowności i estetyki!Jak to wszystko powstaje -obojętnie czy jest to dom,zwykla wiata,lawka ogrodowa czy prosto stojąca szafka na buty-chce się z etapu na etap robić to dalej.Czasem, jak mi idzie robota a musze ja przerwać- bo dzień się konczy, jestem tak radośnie podniecony tym dalszym ciagiem,ze nie mogę rano dospać !smile)
  • shachar 08.12.13, 11:23
    weekend to za mało, zwłaszcza jednodniowy, żeby powrócić do swojej ludzkości. Powrót musi być szybki , a potem na powrót wpasowanie się w ramy pracownika X. Ten X ma dwie nogi i dwie ręce, ale głowy swojej nie ma ,dają mu jakąś pracowniczą głowę, żeby robić to co chcą.
    Nie wiem, może coś bredzę. Jak pospłacam karty, a może wcześniej, koniecznie muszę wyjechać na miesiąc do jakiegoś odległego kraju, moze do Indii, może do jakiegoś Peru, bo ja wiem? może mnie co tknie, jakiś palec boży, przecież to jest niemożliwe, żeby życie polegało na ciągłej pracy i wychodzeniu z długów.
  • jan_stereo 09.12.13, 20:31
    system bankowy oraz panstwo samo w sobie promuja ttakie wlasnie puste zycie w spoleczenstwie, zarobionych i zadluzonych, aby nie mieli czasu na glowkowanie z jednej strony, a z drugiej generowali niekonczace sie zyski (dla bankow).

    Jakbys tak pojechala do jakiejs Gruzji, wynajela tam izbe i kisila sie w ich trybie zycia (jedzenie i picie dobrych win) to pewnie potem byloby szokiem ten powrot do mrowkowosci. Tylko dotego potrzeba bardzo dlugiego weekendu, aby sie wyrwac z grawitacyjnej orbity codziennosci.

    Mnie 2 tygodnie jezdzenia po zadupiach Portugalii juz mocno zakrecily psychicznie, ale potem wsiaklem na nowo w standardowe struktury.
  • shachar 14.12.13, 01:18
    To jest pomysł, dlaczego by nie pojechać do Gruzji?
    a tymczasem kupuje jakiś orientalny pide bread na tym moim ruskowie, gdzie pracuję.Ale, dojechałeś w końcu do Stambułu??
  • jan_stereo 14.12.13, 11:22
    Istanbul upadl w ostatniej (zgrzyt polaczeniowy, bo mialo byc fikusnie pociagami) chwili i skonczylo sie na Budapeszcie. Teraz pewnie bylaby jakas taka samochodowka do Slowenii i dalej do Dubronika, bo obok w Bosni maja ponoc prawdziwa piramide (visocica) co to dobrze na czlowieka wplywa.
  • shachar 30.03.14, 09:37
    Wczorajszy weekendowy dzien byl bardzo idiotyczny. Nie planowalam tej wycieczki i nie chcialo mi sie, ale tez nie chcialam byc antywycieczkowa, odrobina nieskoordynowanych i nieprzemyslanych ruchow jeszcze nikomu nie zaszkodzila , mysle sobie. A trzeba bylo byc czujnym...ale o tym potem. ...Mialam ci ja jezcze ukryta agende, jak to mowia, Pojade, pomyslalam, wedle tej chalupy co to ja sobie na internecie wynalazlam,jednokondygnacyjna, zeby na starosc kolana nie wysiadaly, z basenem, po dziesiatej przecenie, moze w rzeczywistosci bedzie szpetna, moze sie odkocham...No i pojechalismy. Chalupa stala w Poughkeepsie niby, ostatniej stacji Metro North, ale kierowcy nie spodobala sie okolica i sasiedzi za bardzo gospel, jak sie wyrazil, i on nie bedzie tam mieszkal. No faktycznie, o rzut beretem , w sasiedztwie, stalo na ganku domu jakichs dwoch crackheadow,meski i zenski. No dobra, jedziemy w te gory, niby fotografowac formacje lodowe utworzone ze sciekajacej na mrozie wody. Formacje formacjami, ale kiedy wyprobowalam nozka, ze snieg sliski i na dupsku trzeba bedzie ladowac co i rusz, to sie wypisalam, znaczy wrocilam do samochodu, poczekam na koniec wycieczki. W miedzyczasie zaczal padac deszcz, mnie tez zachcialo sie lac. I tak trzy i pol godziny lalo a ja w samochodzie na parkingu siedzialam niespokojnie wygladajac konca wycieczki. Przyjechala straz, postali, popatrzyli czy ludzzie calo na parking wracaja, potem pojechali. W koncu z lasu wylazl moj kompanion, plecak przekrzywiony, aparaty zawiniete w kurtke, wlosy w nieladzie, wypruty jakis taki...jak siadl, to nog nie mogl wtaszczyc do srodka saochodu. Wytarlam go papierowym piknikowym obrusem co to byl w bagazniku i pojechalismy na piwo do Niemca. Na szczescie Niemiec poprawil troche swoj repertuar jedzeniowy od ostatniego razu, stara sie,mimo ze i tak ma oblozenie, to dobrze. Przystanek byl fajny, ale krotki, a podczas wracania wieczor nas zlapal a mnie taka zalosc na przesiedziany w glupim samochodzie caly dzien, kiedy moglam lezec do gory giczolami w domu, ew pranie uskutecznic, oddac komputer do naprawy, bluzke do sklepu, odpowiedziec na maile, oraz co tam jeszcze trzeba i nietrzeba,vze sie tak zezloscilam, ze nie macie pojecia. Padly oskarzenia o owo siedzenie, i wogle. A potem z tej frustracji wynalazlam lepsza chalupe na necie, z kamienia z 1790 roku, jakiegos restauratora, za niecaly milion tylko ,pffff, pfff, odnowiona w srodku na cacy, z widokiem na gory, bede sobie o niej snic, jak usne, ale teraz nie usne bo w tv jest jakis sakramencki wyscig F1 i jezdza mi po glowie. O i tak weekend przelecial, za szybko.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka