Dodaj do ulubionych

Pytanie do #, głównego śledczego forumowej IV RP

21.04.10, 13:43
- dlaczego Antek Macierewicz pojechał do Katynia pociągiem zamiast
samolotem, wraz z prezydentem?

--
"Przyjrzyjcie się mi, bo patrzycie na Łukaszenkę" - Jarosław Kaczyński
konwencja PiS, marzec 2006
Edytor zaawansowany
  • turonradio 21.04.10, 13:45
  • pan.scan 21.04.10, 13:48
    Dziękuję. PO-twierdziłeś moje przypuszczenia.
    --
    "Przyjrzyjcie się mi, bo patrzycie na Łukaszenkę" - Jarosław Kaczyński
    konwencja PiS, marzec 2006
  • turonradio 21.04.10, 13:50
    Następnego dnia 9 sierpnia przed południem na lotnisku w Gdańsku
    Rębiechowie Lech Kaczyński spotkał się z premierem Tuskiem.
    Poinformował go, że wraz z prezydentami z Europy Środkowej i
    Wschodniej ma zamiar wydać deklarację popierającą Gruzję.

    "Być może będę musiał polecieć do Tbilisi" - powiedział Tuskowi.

    "Premier rozmawiał z prezydentem o Gruzji, ale przy okazji wylewał
    żale na dziennikarzy" - mówi jeden z prezydenckich ministrów. "Był
    wściekły na DZIENNIK, który opublikował tekst o tym, jak szef rządu
    gra ze swoimi współpracownikami w piłkę".

    9 sierpnia od rana współpracownicy prezydenta wisieli na telefonach.
    Z politykami z państw nadbałtyckich ustalali treść deklaracji
    politycznej popierającej Gruzję. W odezwie padną bardzo mocne
    słowa: "Unia Europejska i NATO muszą przejąć inicjatywę i sprzeciwić
    się szerzeniu imperialistycznej i rewizjonistycznej polityki na
    wschodzie Europy".

    Ludzie Kaczyńskiego starali się, aby pod dokumentem znalazł się
    podpis czeskiego prezydenta Vaclava Klausa. Negocjacje prowadzili z
    Ladislavem Mravcem z kancelarii czeskiego przywódcy. Ale Klaus
    odmówił podpisania odezwy, która ostro atakowała Kreml.

    5.

    Głos Europy Wschodniej był istotny, ale Kaczyński chciał, by Tbilisi
    poparli jeszcze sojusznicy z Zachodu. Próbował przekonać do tego
    Nicolasa Sarkozy'ego. Byłby to spory sukces, bo w sierpniu 2008 roku
    prezydencja Unii Europejskiej pozostawała w rękach Francuzów. Obaj
    rozmawiali ze sobą telefonicznie 10 sierpnia. Szybko okazało się, że
    mają zupełnie rozbieżne stanowiska. Przebieg narady poznaliśmy
    dzięki współpracownikowi Lecha Kaczyńskiego: "Polski prezydent mówił
    do słuchawki, że trzeba bronić Gruzinów. Przekonywał nawet, że Unia
    powinna wysłać na Kaukaz siły pokojowe. Jednak Sarkozy twardo
    odpowiadał, że winny całej rozróby jest Saakaszwili, bo to on zaczął
    strzelać".

    "Kaczyński ripostował, że to nie jest dobry czas na rozstrzyganie,
    po czyjej stronie jest wina. Jeden mówił swoje, drugi swoje" -
    opowiada nasz informator.

    Polski prezydent nie odpuszczał: "Jeśli stracimy Gruzję, stracimy
    cały region".

    Sarkozy jakby nie słuchał: "Nie martw się. Ja to sam załatwię. Winny
    jest Saakaszwili. On wywołał reakcję Rosjan".

    "Rozmowa była na granicy ciśnięcia słuchawką. Sarkozy przekonywał
    Kaczyńskiego, by ten nie mieszał się do konfliktu. Kaczyński bał
    się, że Francuzi i Niemcy, najsilniejsze państwa w UE, dogadają się
    z Rosją i sprzedadzą interesy naszego sojusznika" - mówi informator
    z pałacu.

    6.

    Tymczasem na wojnie nastąpił przełom. 9 sierpnia Rosjanie rozpoczęli
    potężną kontrofensywę. Okazało się, że gruzińska armia nie jest w
    stanie jej powstrzymać. Już po południu ich wojska zostały wyparte z
    centrum Cchinwali. Jednocześnie rosyjscy sztabowcy przygotowywali
    uderzenia z nowych kierunków. Rosyjska Flota Czarnomorska zbliżyła
    się do gruzińskiego portu Poti. Władze innej zbuntowanej republiki -
    Abchazji - zapowiedziały początek operacji militarnej przeciwko
    Gruzji. W Dagestanie koncentrowały się wojska gotowe uderzyć od
    północnego wschodu. Tego dnia Rosjanie po raz pierwszy w tej wojnie
    rzucili do walki bombowce dalekiego zasięgu. Dziesięć Tu-22M3
    systematycznie atakowało bazy wojskowe na terenie całej Gruzji.
    Obrona przeciwlotnicza nie dawała sobie z nimi rady, naloty
    prowadzone były z dużej wysokości.

    Następnego ranka przyszyły jeszcze gorsze wieści. 300 czołgów i 10
    tysięcy dodatkowych żołnierzy przekroczyło Tunel Rokijski. Gruzini
    musieli wycofać się z Cchinwali. Przed południem 4000 desantowców
    wylądowało na gruzińskim wybrzeżu. Wieczorem rosyjskie wojska
    przekroczyły administracyjną granicę między Osetią Południową i
    Gruzją. Armia zbliżała się do Gori. Wojska gruzińskie i ludność
    cywilna zaczęły opuszczać miasto i okoliczne wsie. Zwycięska wojna
    zamieniła się w pośpieszny odwrót.

    7.

    Sytuacja Gruzji stała się dramatyczna i Lech Kaczyński przekonał się
    o tym osobiście. Wieczorem 11 sierpnia prezydent Saakaszwili
    przekazał przez ambasadora Gruzji w Warszawie Konstantina Kavtaradze
    wiadomość dla Kaczyńskiego:

    "Mamy informację, że rosyjskie czołgi zamierzają zaatakować Tbilisi.
    Będziemy walczyli do ostatniego żołnierza. Co by się nie działo,
    będziemy kontynuowali walkę. Liczymy na prezydenta Polski, że nie
    zapomni o Gruzji i przypomni o naszej sprawie na arenie
    międzynarodowej".

    Dyplomata mimo późnej pory wykręcił numer do Mariusza Handzlika,
    dyrektora biura spraw zagranicznych Kancelarii Prezydenta. Przekazał
    najświeższe wieści z Tbilisi. Po kilku chwilach dyrektor oddzwonił.

    "Prezydent pana oczekuje" - usłyszał Kavtaradze.

    Przed północą Kaczyński zszedł z pałacowego mieszkania do biura,
    żeby zobaczyć się z gruzińskim ambasadorem.

    "Przekazałem posłanie od mojego prezydenta. Jeszcze przy mnie Lech
    Kaczyński zatelefonował do prezydenta Litwy Valdasa Adamkusa
    (później do prezydentów Estonii i Ukrainy i do premiera Litwy) i
    spytał, czy polecą z nim do Tbilisi" - opowiada Kavtaradze.

    Kaczyński miał także informacje z innego źródła. 11 sierpnia przed
    południem wysłał rządowym samolotem na Kaukaz jednego z najbardziej
    zaufanych współpracowników, ministra Piotra Kownackiego. Minister 11
    sierpnia był w Erewaniu, do Tbilisi dotarł następnego dnia rano.
    Miasto było na wpół opustoszałe. Wiele sklepów i restauracji zostało
    zamkniętych. Kownacki mógł po drodze obserwować rzędy samochodów
    ciągnące w kierunku Armenii, widział kolejkę przerażonych ludzi na
    granicy.

    8.

    Prezydent Polski zmontował koalicję z liderów państw bałtyckich i
    prezydenta Ukrainy. - Misja była konsultowana z Waszyngtonem, który
    poparł ten pomysł - tłumaczy nam urzędnik prezydenta.

    12 sierpnia rządowy samolot zbierał prezydentów Litwy i Estonii oraz
    premiera Łotwy. Wrócił do Warszawy po Kaczyńskiego. Stamtąd udał się
    do Symferopola, by wziąć na pokład Wiktora Juszczenkę oraz żonę
    Saakaszwilego, która odpoczywała na Krymie.

    Juszczenko miał w Symferopolu przygotowany do lotu swój samolot, ale
    polskiemu prezydentowi i reszcie delegacji zależało na tym, żeby
    przywódcy lecieli razem.

    Rządowy samolot był zapchany oficjelami i dziennikarzami. Polski
    przywódca siedział koło Valdasa Adamkusa, który mówi po polsku i
    przyjaźni się z Kaczyńskim. Adamkus miał wówczas 82 lata, polski
    prezydent martwił się o zdrowie Litwina.

    W tym czasie prezydent Nicolas Sarkozy wybrał się z wizytą do
    Moskwy. Jako przywódca Unii Europejskiej chciał wynegocjować na
    Kremlu zawieszenie broni między Gruzją a Rosją.

    Najprawdopodobniej w Symferopolu do Lecha Kaczyńskiego doszły
    niepokojące informacje. W sześciopunktowym planie pokojowym
    Sarkozy'ego nie ma mowy o "terytorialnej integralności Gruzji".
    Polski prezydent doszedł do wniosku, że pozwoli to na formalne
    pozbawienie Gruzji terytoriów Osetii Południowej i Abchazji.
    Postanowił namawiać Saakaszwilego, by nie zgadzał się na takie
    porozumienie. By odnieść sukces, musiał być w Tbilisi przed
    Francuzem i rozmówić się z Saakaszwilim. Rozpoczął się wyścig do
    Tbilisi.

    9.

    Kaczyński był w gorszej sytuacji. Sarkozy leciał z Moskwy
    bezpośrednio do Tbilisi, i to w asyście rosyjskich myśliwców, które
    już wtedy kontrolowały przestrzeń powietrzną nad Gruzją. Tymczasem
    polski prezydent i reszta międzynarodowej delegacji nie mogła liczyć
    na uprzejmość Rosjan. Wcześniej zostało ustalone, że polski Tu-154
    ze względów bezpieczeństwa wyląduje w Azerbejdżanie, na lotnisku w
    Gandży.

    Dlatego jeszcze w Symferopolu ówczesny szef BBN Władysław Stasiak
    zaczął naciskać na pilota, żeby leciał prosto do Tbilisi.

    Mówił, że to jest rozkaz prezydenta, który jest zwierzchnikiem sił
    zbrojnych. Dowódca bronił się, że nie może lecieć do Tbilisi, bo nie
    ma zgód dyplomatycznych, a nad Gruzją panuje rosyjskie lotnictwo.

    Jednak Stasiak nie ustępował. Pilot zatelefonował do pułkownika
    Tomasza Pietrz
  • turonradio 21.04.10, 13:53
    Pilot zatelefonował do pułkownika Tomasza Pietrzaka, dowódcy 36.
    pułku lotniczego, który obsługuje samoloty rządowe.

    Dalsze wydarzenia zrelacjonował nam wysoki rangą urzędnik MON, gdyż
    sprawa została przez resort dokładnie zbadana. Według niego
    pułkownik Pietrzak powiedział pilotowi, że na jego miejscu nie
    leciałby do Tbilisi. Po jakimś czasie sam Lech Kaczyński został
    połączony z Pietrzakiem. "Zrobię rozpierduchę na skalę
    międzynarodową, jeśli nie polecimy" - usłyszał pułkownik od
    prezydenta. Tak relacjonuje nam wysoki rangą urzędnik MON. Ale
    Pietrzak był nieugięty, więc prezydenccy współpracownicy z lotniska
    w Symferopolu zaczęli interweniować w sztabie generalnym u generała
    Mieczysława Stachowiaka. Ten uważał, że pilot powinien wykonać
    rozkaz prezydenta i skierować samolot do Tbilisi. Takie dyspozycje
    zostały przez Stachowiaka przekazane generałowi Krzysztofowi
    Załęskiemu, dowódcy lotnictwa. Ten wydał pisemny rozkaz Pietrzakowi.
    Jeden z najdziwniejszych w historii. Dyspozycja była taka: samolot
    leci do Gandży, a stamtąd to Tbilisi. Rozkaz był sprytny i wyglądał
    na wydany zgodnie z zasadą: Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek.
    Stało się jak w rozkazie. Tu-154 poleciał do Gandży, a następnego
    dnia, gdy trwał już rozejm, przemieścił się do stolicy Gruzji.

    10.

    Salomonowy rozkaz nie pomógł prezydentowi Kaczyńskiemu. Jak
    niepyszny musiał wysiąść w Gandży. Przypuszczał, że nie zdąży do
    Tbilisi przed Sarkozym i cała dyplomatyczna układanka weźmie w łeb.
    Miał prawo być wściekły.

    Na lotnisku na prezydentów czekała gigantyczna kolumna samochodów,
    którą podstawił azerbejdżański przywódca Ilham Aliljew.

    Alijew wcześniej rozmawiał z Kaczyńskim i obiecał mu pomoc. Jednak
    zaznaczył, że nie chce się mieszać do konfliktu.

    "W rozmowie z Kaczyńskim rzucił kilka niewybrednych słów pod adresem
    Saakaszwilego. Twierdził, że Gruzja niepotrzebnie dała się wciągnąć
    w awanturę. Dodał jeszcze: «Ja jeszcze nie spaliłem za sobą mostów,
    zawsze mogę dogadać się z Kremlem»" - opowiada prezydencki minister.

    Przez Azerbejdżan w kierunku Gruzji ruszyła kolumna oficjeli. Przy
    drodze co kilkanaście metrów stali azerscy milicjanci.
    Funkcjonariusze polskiego BOR ubrani jak na wojnę. Wokół spokój,
    ładne krajobrazy, pootwierane knajpy - żadnych oznak napięcia.

    Na granicy oficjele przesiedli się do gruzińskich samochodów i
    pojechali do Tbilisi.

    11.

    Kaczyński próbował przejąć inicjatywę. Przez Piotra Kownackiego,
    który był już w Tbilisi starał się umówić spotkanie z Sarkozym.
    Strona polska naciskała na Gruzinów, żeby ci doprowadzili do
    spotkania z francuskim prezydentem. Gruzini odpowiadali, że niczego
    nie obiecują, bo to zależy od woli Sarkozy'ego.

    W końcu francuski ambasador przekazał, że Sarkozy nie spotka się z
    Kaczyńskim ani innymi delegatami z Europy Wschodniej. Dlaczego?
    Francuzi znaleźli argumenty dyplomatyczne: "Sarkozy nie jest w
    Tbilisi z oficjalną wizytą jako prezydent Francji, a jedynie jako
    mediator Unii Europejskiej, i nie może spotykać się z przywódcami
    innych państw".

    Kaczyński do stolicy Gruzji dotarł przed wieczorem. Nie było szans
    na dyplomatyczne rozmowy - pierwszym punktem programu był wiec.
    Dziesiątki tysięcy ludzi czekały już kilka godzin na placu przed
    budynkiem parlamentu w alei Rustawelego na wystąpienie Kaczyńskiego,
    Juszczenki i przywódców państw bałtyckich. Wszyscy wygłosili bardzo
    ostre mowy, ale polski prezydent był chyba najtwardszy:

    "Jesteśmy tu po to, by walczyć. Po raz pierwszy od dłuższego czasu
    nasi sąsiedzi pokazali twarz, którą znamy od setek lat. Ci sąsiedzi
    uważają, że narody wokół nich powinny im podlegać. My mówimy «nie»!
    I my też świetnie wiemy, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze
    państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj. Na Polskę" -
    grzmiał Kaczyński. Jego wystąpienie było wielokrotnie przerywane
    przez aplauz tłumu.

    Jednak w czasie wiecu doszło do dziwnej sytuacji. Okazało się, że
    Micheil Saakaszwili zniknął i jego sojusznicy zostali sami na
    schodach parlamentu, skąd przemawiali. Co robił wtedy gruziński
    prezydent? Najprawdopodobniej prowadził w budynku parlamentu
    negocjacje z Nicolasem Sarkozym w sprawie porozumienia pokojowego.

    "Rozmowy były długie" - tłumaczy DZIENNIKOWI Temur
    Jakobaszwili. "Rozważano na nich różne warianty rozwoju sytuacji, w
    tym zagrożenie atakiem rosyjskich czołgów na Tbilisi".

    12.

    Po zakończeniu wiecu Kaczyński i reszta delegacji zostali
    zaprowadzeni do budynku parlamentu. Doszło tam do kolejnej
    niecodziennej sytuacji. Trzej prezydenci i premier oraz ich
    dyplomatyczne otoczenie stali przez blisko pół godziny w dużej sali.
    Prowadzili z dziennikarzami luźne rozmowy, czekali na to, co będzie
    dalej. Jednak organizatorzy byli tak samo zdezorientowani.

    "Gdzie jest Saakaszwili? Co my tu robimy?" - szeptali między sobą
    członkowie delegacji. W końcu prezydenci i ich najbliżsi
    współpracownicy zostali zaproszeni do innego, mniejszego
    pomieszczenia, ale niewiele się zmieniło.

    "Niewielka sala, bez klimatyzacji, na stole woda. Przywódcy zostali
    pozostawieni sami sobie. Nie było żadnych informacji. Czekali na
    Saakaszwielego, który nie nadchodził" - opowiada współpracownik
    prezydenta.

    Kaczyński albo wiedział, albo się domyślał, że Saakaszwili ulegał
    namowom Sarkozy'ego. Kiedy gruziński prezydent przeszedł w końcu do
    przywódców z Europy Środkowej i Wschodniej, Kaczyński poprosił go na
    stronę.

    "Wyglądało to nieco komicznie, bo niewielki wzrostem Kaczyński rugał
    ogromnego jak niedźwiedź Saakaszwilego. Musiały paść ostre słowa, bo
    Kaczyński nie chciał przy rozmowie tłumaczki. O pomoc poprosił
    Kownackiego" - mówi urzędnik pałacu.

    Saakaszwili wymówił się od dalszej rozmowy. Czekało go kolejne
    spotkanie z Sarkozym, na którym miał oficjalnie zgodzić się na jego
    propozycje.

    Nieoczekiwanie w salce, w której siedzieli przywódcy z Europy
    Wschodniej, pojawił się prezydent Francji. Przywitał się ze
    wszystkimi, ale nawet nie usiadł. Zatrzymał się przy Kaczyńskim,
    któremu rzucił po polsku: "Mów «tak, tak, tak»!

    Kaczyński odparowuje: "Mówię «nie, nie, nie»!

    Sarkozy przemknął przez salę jak tajfun: "Muszę już wylatywać" -
    powiedział na odchodnym.

    Polski prezydent zrozumiał, że porozumienie, w którym nie ma
    gwarancji integralności terytorialnej Gruzji, jest przesądzone.

    "To się źle skończy" - powiedział jeszcze do Saakaszwilego.

    13.

    Misja była skończona. Wszyscy wyszli na wewnętrzny dziedziniec, na
    tyłach parlamentu.

    "Jedziemy do restauracji" - zarządził szef kancelarii Saakaszwilego.
    Podczas kolacji prezydent Kaczyński demonstrował swoje
    niezadowolenie. Był niemiły, brzęczał sztućcami, głośno odstawiał
    talerze.

    "Nie denerwuj się" - próbował go uspokajać Saakaszwili. Tłumaczył,
    że nie miał wyjścia. Sarkozy miał go zapytać, czy woli podpisać
    porozumienie, czy woli rosyjskie czołgi w Tbilisi.

    "Ja w czasie puczu w sierpniu 1991 r. siedziałem w gabinecie szefa
    rządu w kamizelce kuloodpornej" - wtrącił premier Łotwy Ivars
    Godmanis. Po chwili włączył się Wiktor Juszczenko: "Przynajmniej
    wiemy, jak wygląda solidarność Zachodu. Na jaką pomoc można liczyć w
    obliczu agresji".

    Następnego dnia rano Kaczyński pojechał do tbiliskiej rezydencji
    Saakaszwilego. W trakcie konferencji prasowej nadeszła wiadomość, że
    rosyjskie wojska wkroczyły do gruzińskiego miasta Gori.

    Rosjanie właśnie złamali porozumienie, które przywiózł do Tbilisi
    Sarkozy. Zakładało ono, że ich wojska wycofają się na pozycje sprzed
    rozpoczęcia konfliktu. Po dwóch tygodniach Kreml uznał niezależność
    Osetii Południowej i Abchazji. Okazało się, że Kaczyński miał rację -
    porozumienie otworzyło furtkę do formalnego podziału Gruzji.

    Pozostaje pytanie, czy Saakaszwili miał możliwość negocjacji
    porozumienie i domagania się zapisania w nim terytorialnej
  • turonradio 21.04.10, 13:59
    "Ja w czasie puczu w sierpniu 1991 r. siedziałem w
    gabinecie szefa rządu w kamizelce kuloodpornej" - wtrącił premier
    Łotwy Ivars Godmanis.

    Po chwili włączył się Wiktor Juszczenko: "Przynajmniej
    wiemy, jak wygląda solidarność Zachodu. Na jaką pomoc można liczyć w
    obliczu agresji".


    Następnego dnia rano Kaczyński pojechał do tbiliskiej rezydencji
    Saakaszwilego. W trakcie konferencji prasowej nadeszła wiadomość, że
    rosyjskie wojska wkroczyły do gruzińskiego miasta Gori.

    Rosjanie właśnie złamali porozumienie, które przywiózł do Tbilisi
    Sarkozy.


    Zakładało ono, że ich wojska wycofają się na pozycje sprzed
    rozpoczęcia konfliktu. Po dwóch tygodniach Kreml uznał niezależność
    Osetii Południowej i Abchazji. Okazało się, że Kaczyński miał
    rację -
    (....._______co Ty na to?_______
    porozumienie otworzyło furtkę do formalnego podziału Gruzji.
  • turonradio 21.04.10, 14:00
  • hymenos 21.04.10, 13:53
    Panie Haszysto.
  • snajper55 21.04.10, 13:49
    pan.scan napisał:

    > - dlaczego Antek Macierewicz pojechał do Katynia pociągiem zamiast
    > samolotem, wraz z prezydentem?

    Można jeszcze zapytać kto na tej katastrofie skorzystał ?

    S.
    --
    Forum Aquanet, tygrys6789: "Nikt w Polsce dna nie osiągnął ponieważ w Polsce dno
    nie istnieje. Są tylko różne poziomy nieba."
    Forum o Nasza-klasa.pl
  • turonradio 21.04.10, 14:01
  • snajper55 21.04.10, 14:22
    pan.scan napisał:

    > - dlaczego Antek Macierewicz pojechał do Katynia pociągiem zamiast
    > samolotem, wraz z prezydentem?

    Szczypińska, ulubienica Jarosława, też wolała trząść się godzinami w pociągu.

    S.
    --
    Forum Aquanet, tygrys6789: "Nikt w Polsce dna nie osiągnął ponieważ w Polsce dno
    nie istnieje. Są tylko różne poziomy nieba."
    Forum o Nasza-klasa.pl
  • turonradio 21.04.10, 14:28
    małpowanie nie oznacza inwencji
  • wyluzowana.kaczka 21.04.10, 14:31
    snajper55 napisał:

    > pan.scan napisał:
    >
    > > - dlaczego Antek Macierewicz pojechał do Katynia pociągiem zamiast
    > > samolotem, wraz z prezydentem?
    >
    > Szczypińska, ulubienica Jarosława, też wolała trząść się godzinami w pociągu.
    >
    > S.
    A ten jej Abdul byl z nia? Bo mnie samoloty i Plastelinczycy od razu sie kojarzom.wink
  • rycho7 21.04.10, 16:05
    pan.scan napisał:

    > - dlaczego Antek Macierewicz pojechał do Katynia pociągiem

    Josip Wisarionowicz jezdzil wylacznie pociagami (pancernymi). Musi znal ten kraj.
    --
    Pozdrawiam Rycho7
    PS. Hasz jak zwykle
    koncy
    w wodu

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka