Dodaj do ulubionych

Pisanie prac magisterskich winno być nielegalne?

11.05.04, 10:24
W dzisiejszej "RP" ciekawy artykuł:

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040511/kraj/kraj_a_2.html
Z treści wynika jedno - nasza kadra akademicka to niekompetentne lenie.
Powinnością promotora i egzaminatorów powinno być dbanie o proces
powstawania pracy oraz rzetelne sprawdzenie, czy kandydat na magistra
rzeczywiście sprawnie porusza się w tematyce swego dzieła. Tymczasem
akademicy żalą się do prokuratury na osoby prace piszące, próbując cudzymi
rękoma załatwiać sprawy, za które sami są odpowiedzialni. Żałosne.

Najrozsądniej z wypowiadających się wypadł prof. Rocki - no i nic dziwnego,
jest członkiem UPR.
Edytor zaawansowany
  • 11.05.04, 10:36
    xiazeluka napisała:

    > Najrozsądniej z wypowiadających się wypadł prof. Rocki - no i nic dziwnego,
    > jest członkiem UPR.

    powinniście zmienić nazwę na UPP czyli Unię Realnego Programu

    i niech ten prof. Rocki zamiast być członkiemniech "wypadnie" z programem jak
    to u niego magistrowie zdobywają tytuły
    i niech to będzie UDOKUMENTOWANE według naukowych zasad zrealizowany program
    produkcji najwyższej jakości magistrów

    danka
  • 11.05.04, 11:05
    osobiście napisałem kilka prac i część pracy doktorskiej dla kogoś tam.
    Oczywiście za forsę. Ale to dość dawno temu było. Teraz bym tego nie zrobił.
    Raz, że mam lepsze formy zarobkowania, dwa, że jednak teraz obiekcje mam.
    Ostatnio odmówiłem komuś. To jednak nie w porządku jest.
    Ale świat kurewski jest. Szczególnie gdy poza uczelnią to jest. Taka sytuacja
    jest. Firma X zleca swojemu młodemu i prężnemu pracownikowi z ambicjami aby
    znalazł kogoś kto wykona i wdroży system w firmie takiej. Gość dociera do
    ciebie. Zaczyna współpraca się i wszystko niby ok jest. Ten gość właściwie
    jedynym łącznikiem na tym etapie między tobą a firmą jest. On zna branżę i
    właściwie od niego zależy czy podpiszesz kontrakt o sporo szmalu jednak. Tu
    nikt nikomu nie da kasy w łapę bo to zbyt śliskie dla wszystkich jest. Ale gość
    doktoryzuje w PAN-ie się i mówi, iż chciałby abyś mu pomógł, czyli napisał
    część czegoś na czym on się nie zna, ale ty się znasz. No i co wtedy? Pieprznąć
    kontrakt za sporą kasę czy jednak napisać mu to co dla ciebie w sumie niedużym
    wysiłkiem jest?

    --
    Perła
  • 11.05.04, 11:14
    perla napisał:

    No i co wtedy? Pieprznąć
    >
    > kontrakt za sporą kasę czy jednak napisać mu to co dla ciebie w sumie
    niedużym
    > wysiłkiem jest?
    >

    Perła
    ty taki katolik i masz dylemat co zrobić?
    a wystarczy odpowiedzieć sobie proste pytanie, które kiedyś pytaniem nie było

    "nie można dwóm Panom służyć...".a dalej sobie poczytaj jakie są konsekwencje
    i wierz mi
    o rozgrzeszeniu za wybór nie tego Pana co trzeba to tam dalej nic nie ma

    danka
  • 11.05.04, 11:22
    Ja również pisałem ludziom prace. Nawet niezłe oceny dostawałem...
    Ale widzisz, Perła, to jest tak: oferujesz towar. Jeżeli kupiec się znajdzie,
    to sprzedajesz. I tyle. Pamiętasz, jak ciocia Ala i Dostojny Luzer wykłócali
    się, że sprzedaż książek to coś innego niż sprzedaż gwoździ? A przecież to jest
    to samo: towar i kupiec. Co nabywca zrobi z Twoimi gwoździami/pracą magisterską
    Cię nie obchodzi, podobnie jak ekspedienta w sklepie AGD nie interesuje, jak
    będziesz uźywał noża kuchennego - do krojenia kanapek czy niewiernej żony.

  • Gość: samsob IP: *.gorowo-ilowieckie.sdi.tpnet.pl 11.05.04, 11:41
    xiazeluka napisała:

    Pamiętasz, jak ciocia Ala i Dostojny Luzer wykłócali się, że sprzedaż książek
    to coś innego niż sprzedaż gwoździ? A przecież to jest to samo: towar i kupiec.
    Co nabywca zrobi z Twoimi gwoździami/pracą magisterską<
    >
    Moim zdaniem to nie jest to samo, jako że pisanie książek i prac magisterskich
    związane jest ze zjawiskiem pracy twórczej chronionej prawnie i nijak ma się do
    sprzedaży gwoździ. Z tej ochrony wynika obowiązek tantiem dla twórcy. Jest to
    sprawa znana i dość powszechnie egzekwowana w cylizowanych społeczeństwach.
    pzdr.

  • 11.05.04, 11:53
    Tantiema - "określony w procentach udział autora w dochodzie z wystawienia jego
    sztuki, wydania książki, wykonania utworu muzycznego".

    Piszący pracę nie zamierza wystawiać, wydawać, wykonywać czy w ogóle żądać praw
    autorskich, zatem nie ma tu nic do egzekwowania - no chyba, że twórcy słowa
    pisanego nie wolno się zrzec praw autorskich; jeśli taki zamordyzm legislacyjny
    istnieje, to proszę mnie łaskawie poprawić.
  • 11.05.04, 11:59
    xiazeluka napisała:

    > no chyba, że twórcy słowa
    > pisanego nie wolno się zrzec praw autorskich; jeśli taki zamordyzm
    legislacyjny
    >
    > istnieje, to proszę mnie łaskawie poprawić.

    ja tak mam. Wszystko co napiszę to automatycznie podlega prawom autorskim.
    Niezbywalnym do tego. Nie mogę napisać i potem twierdzić, iż to ktoś inny
    napisał, mimo, że ten ktoś chętnie by za to zapłacił. Takie realia prawne są.
    Jak ktoś napisze muzykę powiedzmy to klops. Nie może wyprzeć tego się.
    No, ale na szczęście pozaprawne metody są, lub kruczki różne.
    Praw autorskich zrzec nie można się.

    --
    Perła
  • 11.05.04, 12:23
    perla napisał:

    > Praw autorskich zrzec nie można się.
    >

    jesteś pewien?
    dopiero w chwili kiedy swoje dzieło wydasz jako autor to jest jak mówisz
    ale wcześniej?
    a podróbki jak autor nieznany?
    i jeszcze wiele innych kruczków

    danka
    ps
    ale jak prace autorskie nafaszerujemy genami to...
  • 11.05.04, 12:34
    Rzeczywiście, ustawodawca rozciągnął "prawa autorskie" na każdy przejaw
    działalności... No, ale furtki oczywiście są: zrzec się nie można, ale
    dozwolone jest, za zgodą twórcy, rozporządzanie (za wynagrodzeniem) jego
    dziełem. W omawianej sytuacji to wystarczy do uznania, że zabranianie pisania
    prac magisterskich jest bezpodstawne. W dodatku można przyjąć, że jest to
    dzieło wspólne - zamawiający inspiruje wykonawcę, podaje mu temat i ogólny
    zarys opracowania: wtedy zastosowanie ma art. 9, ewentualnie art. 41.

    Natomiast w Twoim przypadku możesz chyba zastosować przepis z art.8 p.2 i
    art.15?
  • 11.05.04, 12:43
    xiazeluka napisała:

    > Rzeczywiście, ustawodawca rozciągnął "prawa autorskie" na każdy przejaw
    > działalności... No, ale furtki oczywiście są: zrzec się nie można, ale
    > dozwolone jest, za zgodą twórcy, rozporządzanie (za wynagrodzeniem) jego
    > dziełem. W omawianej sytuacji to wystarczy do uznania, że zabranianie pisania
    > prac magisterskich jest bezpodstawne. W dodatku można przyjąć, że jest to
    > dzieło wspólne - zamawiający inspiruje wykonawcę, podaje mu temat i ogólny
    > zarys opracowania: wtedy zastosowanie ma art. 9, ewentualnie art. 41.
    >
    > Natomiast w Twoim przypadku możesz chyba zastosować przepis z art.8 p.2 i
    > art.15?

    ale są jeszcze inne metody aby sprawdzić wiedzę ewentualnego magistra.
    np. podając pytania egzaminacyjne przed egzaminem
    i kto sprawdzi?

    danka
  • 11.05.04, 13:09
    A nasza twórczość na FA nie podlega przypadkiem ochronie autorskiej? Gdyby
    literalnie zastosować przepis ustawy, to:

    a) Agora powinna nam płacić tantiemy
    b) usuwanie chronionych prawem wypowiedzi byłoby przestępstwem
  • 12.05.04, 08:18
    xiazeluka napisała:

    > A nasza twórczość na FA nie podlega przypadkiem ochronie autorskiej? Gdyby
    > literalnie zastosować przepis ustawy, to:
    >
    > a) Agora powinna nam płacić tantiemy
    > b) usuwanie chronionych prawem wypowiedzi byłoby przestępstwem

    czy podpisywałeś taką umowę z Agorą?
    ale takie ogólne podejście do tematu, że za każde wypowiedziane czy napisane
    słowo jego autor ponosi autorskie konsekwencje wszelkiego rodzaju 9z tantiemami
    włącznie) nawet mi się podoba
    może bardziej ważylibyśmy kazde swoje słowo jak przeliczyć się je da na zyski i
    straty

    danka
  • 11.05.04, 11:55
    Gość portalu: samsob napisał(a):

    > Moim zdaniem to nie jest to samo, jako że pisanie książek i prac
    magisterskich
    > związane jest ze zjawiskiem pracy twórczej chronionej prawnie i nijak ma się
    do
    >
    > sprzedaży gwoździ. Z tej ochrony wynika obowiązek tantiem dla twórcy. Jest to
    > sprawa znana i dość powszechnie egzekwowana w cylizowanych społeczeństwach.
    > pzdr.
    >

    a czy gwóźdź od razu był produktem sprzedawanym na wagę w sklepie przez
    ekspedientkę?
    uważasz Samsonie, ze kiedy gwoździe wynaleziono to to nie był akt twórczy?
    dziwne masz podejście do pracy twórczej nie chronionej współczesnym prawem
    autorskim powiązanym z tandiemami

    ale nie przejmuj się
    wszyscy dzisiejsi "twórcy" mają takie podejście do niedzisiejszych twórców

    danka
  • Gość: samsob IP: *.gorowo-ilowieckie.sdi.tpnet.pl 12.05.04, 08:25
    panidanka napisała:
    >dziwne masz podejście do pracy twórczej nie chronionej współczesnym prawem
    > autorskim powiązanym z tandiemami<
    >
    To fakt, iż mam wlasny pogląd, który z Twoim poglądem nie może rywalizować, z
    uwagi na piramidalny charakter. Porównywanie sprzedaży gwoździ z pomysłem ich
    tworzenia, to epokowe odkrycie, które uzasadnia powiedzenie o braku pojęcia o
    wyobrażeniu (tak mawiał pewien poseł).
    pzdr.
  • 11.05.04, 11:43
    Może i masz rację. Czy tytuł kupiony gorszy od wykutego jest? Tytuł jej tytuł.
    Życie potem wykaże czy delikwent do zawodu nadaje się.
    To tak jak z tymi Żydami jest. Gdzieś czytałem jak ktoś oburzał się, że Żydów
    ukrywano za pieniądze. A przecież efekt liczył się. Życie uratowane zostało.
    Poza tym, wyuczenie dyplomu też za pieniądze jest. Studia kosztują, trzeba
    kupować czyjęś książki aby zdobyć tytuł...
    A propos książek. Al i Luzer zawsze szpetne zamiary co do naszych pieniędzy
    mieli. Nie chciali uznać książki za towar, bo liczyli, iż uda wydębić się z
    naszych kieszeni podatki na dotowanie książek tych. Np. na wydanie tomika
    erotyków jakiegoś impotenta umysłowego właśnie.

    --
    Perła
  • 12.05.04, 01:53
    xiazeluka napisała:

    >Co nabywca zrobi z Twoimi gwoździami/pracą magisterską
    >
    > Cię nie obchodzi, podobnie jak ekspedienta w sklepie AGD nie interesuje, jak
    > będziesz uźywał noża kuchennego - do krojenia kanapek czy niewiernej żony.
    >
    Nietrafione porownanie. Ow "noz" to w tym wypadku maszyna do pisania czy
    komputer z software'em do edycji tekstow. Rzeczywiscie, trudno zabronic
    posiadania takowych. Gosc, ktory sie reklamuje, ze pisze prace (komus), to
    taki, ktory za pieniadze morduje owa niewierna zone na zlecenie meza-rogacza.
    W wypadku zlapania, obaj ida siedziec. A wogole studia powinny byc platne.
    Sporo by to rozwiazalo.
  • 12.05.04, 08:13
    Pani Mag, obawiam się, że jednak to Pani podała nietrafione porównanie.
    Można to ująć prościej: jest towar, jest sprzedający i jest nabywca.
    Niezależnie od tego, czym jest towar, odpowiedzialność za używanie go zgodnie z
    prawem spoczywa na kupującym (pod warunkiem, że towar nie jest rzeczą
    nielegalną - a przecież nie jest). Pani porównanie zatem pada - pieniądze
    sprzedawca otrzymuje za towar, a nie zamordowanie żony. Dlatego analogia z
    nożem jest zasadna.
    W przypadku złapania siedzieć oczywiście powinien nożownik, a nie sprzedawca -
    bo niby na jakiej podstawie? Jeżeli rozbiję głowę przechodniowi cegłą, którą
    sobie kupiłem w markecie budowlanym, to kogo oprócz mnie wysłałaby Pani za
    kraty?

    Ostatnia uwaga natomiast jest słuszna - studia powinny być płatne.
  • 12.05.04, 17:16
    xiazeluka napisała:

    > Pani porównanie zatem pada - pieniądze
    > sprzedawca otrzymuje za towar, a nie zamordowanie żony. Dlatego analogia z
    > nożem jest zasadna.
    > W przypadku złapania siedzieć oczywiście powinien nożownik, a nie sprzedawca -

    Oba porownania nie sa trafione, bo napisana przez kogos praca magisterska nie
    jest ani narzedziem zbrodni (noz) ani aktem zbrodni (pozbycie sie niewiernej).
    Jest niczym, dopoki delikwent, ktory ja zakupil, nie przedstawil jej komisji
    egzaminacyjnej jako swojej. Kiedy praca jest przedstwiona jako swoja, to
    czlowiek, ktory ja napisal, moze NIE odpowiadac przed prawem tylko wtedy, jesli
    znajdzie motyw, ze napisal te prace w celu innym niz wyzej wymieniony,
    zakladajac oczywiscie, ze podsuniecie nie swojej pracy jest aktem niezgodnym z
    jakims tam prawem. To tak, jak ktos kupuje pistolet do obrony wlasnej lub z
    wiedza, ze owa bron zostanie uzyta w celach kryminalnych. Ta osoba staje sie
    wowczas "accessory of crime". Oczywiscie, dobry prawnik moze wszystko i jesli
    Pan, Xsiaze, napisal prace swojej ukochanej, to prawnik moze sie klocic, ze
    byly to tylko poprawki gramatyczne. Ale jesli ma Pan firme, ktore pisze prace,
    to juz moze byc trudniej. Swoja droga, ytuacja opisana w artykule jest
    bezsensowna z punktu widzenia prawa - w jaki sposob uczelnie moga probowac
    karac jakies firmy czy ludzi, jesli nie moga udowodnic zaistnialego
    przestepstwa, i.e. fikcyjnych prac?

    > Ostatnia uwaga natomiast jest słuszna - studia powinny być płatne.

    Prace magisterskie tez powinny byc zlikwidowane. Pisanie dysertacji ma tylko
    sens, jesli student bierze udzial w realnym projekcie naukowym. Przedstawia
    wowczas swoj wklad do projektu w postaci pracy-raportu. Przy takiej masowce,
    jaka sa stopnie magisterskie w Polsce, jest to nierealne, nic nie udowadnia ani
    wykazuje. Jest to strata czasu delikwenta, ktory moglby isc do pracy i
    zarabiac, oraz pieniedzy podatnikow, ktorzy po zaplaceniu za cale studia tego
    czlowieka, placa jeszcze za dodatkowy czas, kiedy ow gosc wykonuje duzo
    pozytecznej, nikomu niepotrzebnej pracy.
  • 13.05.04, 09:30
    Cieszę się, że podjęła Pani temat - to naprawdę ulga po wyczynach kretyna
    Powolnego Wyboru.

    Pozwoli Pani, że jednak będę bronił analogii praca/nóż. Oba te przedmioty nie
    są narzędziem przestępstwa (oszustwa/morderstwa), ale mogą być, podobnie jak
    tysiące innych rzeczy, od suszarki do włosów a na beretcie 92F skończywszy.
    Wszystkie te przedmioty są dostępne legalnie.

    Teraz następstwa: nóż może służyć do rozmaitych celów, jednak chyba nie wymaga
    Pani od ekspedienta, by sprawdzał kartotekę klienta i domagał się od niego
    wypełnienia wielostronicowej ankiety "Do czego zamierzam używać noża
    kuchennego", prawda?
    Naturalnie może Pani teraz powiedzieć, że o ile sposób użycia noża może być
    wieloraki, to praca dyplomowa jest przeznaczona ewidentnie do jednego celu -
    oszustwa. Proszę mi jednak powiedzieć - czym w takim razie różni się taki
    proceder od wydawaia, legalnie i to często z namaszczeniem MENu, rozmaitych
    bryków, ściagawek, gotowców, streszczeń, także w formacie, który wprost
    sugeruje sposób jego użycia (książeczka z wzorami matematycznymi, na przykład,
    w formacie 4x5 cm)?
    Proszę Pani, winny przestępstwa jest zawsze człowiek, a nie przedmiot.
    Przestępstwo powstaje w chwili, kiedy oszust przedkłada komisji podpisaną przez
    siebie pracę, której nie jest autorem. Czyn popełnia więc on, a nie wytwórca
    przedmiotu (pracy). Na analogii z bronią palną - może sobie Pani pistolet taki
    kupić i nic się nie dzieje dopóty, dopóki nie uzyje go Pani niezgodnie z
    prawem. Wtedy winę ponosi Pani, a nie sprzedawca czy fabryka broni. To samo
    jest ze znacznie mniej smiercionośnymi, przyzna Pani, pracami dyplomowymi: mogę
    je sobie kupować do woli (w celach kolekcjonerskich, porównawczych - aby wybrać
    najlepszą, względnie lepszą, jeśli nie zdam dzięki pierwszej) i nie ma w tym
    niczego nagannego. Czyn nielegalny zaistnieje dopiero wtedy, gdy zaniosę pracę
    na egzamin i tak dalej. W tym przypadku nie ma podstaw do karania osoby, która
    taką pracę napisała, podobie jak nie wsadzi chyba Pani do więzienia kogoś, kto
    wyśpiewuje pod Pani oknem serenadę miłosną twierdząc, że ją sam napisał dla
    wybranki serca swego, chociaż każde słowo zgadza się z wierszem Heinego, który
    właśnie trzyma Pani w ręce, zgadza się? W takim przypadku na smieszność naraża
    się ów wyjec, natmiast chyba nie będzie Pani miała pretensji do Heinego, że
    powinien zdawać sobie sprawę z następstw opublikowania porywających erotyków?

    Na zakończenie z przyjemnością się z Panią zgodzę po raz wtóry - istotnie,
    sytuacja jest kuriozalna: uczelnie przerzucają odpowiedzialność za swoje
    gapiostwo na innych. Napisałem zresztą o tym w pierwszym poście, co sprowadziło
    na mnie atak kretyna Powolnego, który jako akademik czuje się całkowicie
    niewinny i z tej dziewiczej bieli swej sukienki czyni cnotę, pouczając
    wszystkich w okolicy, że to oni są nieetyczni.

    Pisanie prac magisterskich zdaje się i w USA osiągnęło poziom kuriozum - "Wpływ
    sekwoi na migrację szczurów miejskich" względnie "Polaryzacja nerwonośnych
    spinów w strukturze impetycznej pierwszej kwarty doby" (czyt. "poranna rosa na
    trawie") to zdaje się codzienność.

    Pozdrawiam,
    xiazeluka
  • 13.05.04, 19:12
    xiazeluka napisała:

    > Proszę Pani, winny przestępstwa jest zawsze człowiek, a nie przedmiot.
    Nigdy nie twierdzilam nic innego, Xsiaze. Jednakowoz, jesli przedmiot zostal
    dostarczony do rak przestepcy przez osobe trzecia, ktora to osoba miala
    swiadomosc mozliwosci (sic!) popelnienia przestepstwa, to osoba ta staje
    sie "accessory of crime". Oczywiscie jest roznica pomiedzy dostarczeniem pol
    tony materialow wybuchowych w celu wysadzenia w powietrze budynku rzadowego, a
    setka stron zadrukowanego papieru w celu uzyskania magistra nauk wszelakich. W
    praktyce ten ostatni przypadek nawet nie przejdzie biurka sedziego, ktory
    decyduje o wprowadzeniu sprawy na wokande, bo po prostu szkoda pieniedzy
    podatnika (przynajmniej w USA).

    > Pisanie prac magisterskich zdaje się i w USA osiągnęło poziom kuriozum -
    > "Wpływ sekwoi na migrację szczurów miejskich" względnie "Polaryzacja
    > nerwonośnych spinów w strukturze impetycznej pierwszej kwarty doby"
    > (czyt. "poranna rosa na trawie") to zdaje się codzienność.

    Przyznam, ze tematy te nie sa mi znane smile, choc slyszalam o milionowym grancie
    z DOE (Department of Energy - pieniadze podatnika) przydzielonym naukowcowi z
    University of Alaska w celu badania, czy zorze polarne da sie wykorzystac do
    komercjalnego uzyskiwania energii. Struktura studiow amerykanskich jest inna:
    90% studentow uzyskuje tzw. "bachelor's degree" czyli bakalorat, ktory to tytul
    nie wymaga dysertacji, tylko trzeba zaliczyc odpowiednia ilosc przedmiotow.
    Ci, ktorzy kontynuuja studia, moga isc w kierunku krotszego "master degree"
    (przewaznie dwa-trzy lata), z ktorych okolo polowa stanowi tzw. professional
    master, w ktorych nie wymaga sie dysertacji, choc studenci dostaja do zrobienia
    projekty, z ktorych musza przedstawic raport. Ci, ktorzy studiuja na PhD czyli
    doktoraty, musza napisac dysertacje, zdac egzamin doktorski i czesto musza miec
    przynajmniej jedna publikacje ze swojego projektu w czasopismie naukowym. Nb.,
    obrona dysertacji czy to na master czy tez PhD, jest publiczna. Studia
    doktoranckie w USA sa finansowane tylko i wylacznie z grantow, wiec doktoranci
    biora udzial w badaniach naukowych swoich mistrzow. Konkurencja o granty jest
    duza, wiec badania te musza miec jakies meritum; takie rodzynki jak ta energia
    z zorzy polarnej czy tez wspolzycie sekwoji ze szczurami, pewnie moga sie
    zdazyc, choc jestem raczej sceptyczna, jesli ktos twierdzi, ze jest to
    powszechne.
    P.S. Szereg nieporozumien, ktore zaobserwowalam w tej dyskusji, to proba
    postawienia braku rownosci pomiedzy prawem a etyka. Ogolnie jest to
    niewykonalne, i jakiekolwiek rozwiazania spoleczne, i.e. prawa, musza one byc z
    natury swojej niedoskonale, stad wyzszosc, moim zdaniem, prawa precedensowego
    nad kodeksami napoleonskimi.
  • 14.05.04, 10:54
    1. Pisanie prac dyplomowych nie jest zakazane
    2. Sprzedawanie praw do korzystania z nich osobom trzecim również
    3. Skoro tworzenie i obrót jest legalny, to wytwórca nie odpowiada za to, co
    kupujący z tym towarem zrobi. Na tej samej zasadzie: jeśli przyjdzie do Pani
    drogerii chwiejący się na nogach facet z czerwonym nosem i poprosi o wodę
    brzozową, to odmówi mu Pani sprzedaży, ponieważ ma świadomość, iż trunek ów
    zostanie spożyty wbrew przeznaczeniu?

    Prawo opiera się na etyce. Etyczne jest zatem "co nie jest zakazane, jest
    dozwolone". Zatem dozwolone jest pisanie prac na zamówienie, nie narusza to w
    żaden sposób moralności. Co innego w przypadku kupującego, ale to nie ten wątek.
  • 14.05.04, 22:11
    xiazeluka napisał:

    > 1. Pisanie prac dyplomowych nie jest zakazane
    > 2. Sprzedawanie praw do korzystania z nich osobom trzecim również
    Przepraszam, nie przeczytalam dokladnie artykulu w Rzeczypospolitej. Wydawalo
    mi sie, ze prawo zabrania pisania i sprzedawania komus prac, a uczelnie probuja
    uprawiac "spychologie" chcac karac tych co pisza, a nie tych co przedstawiaja
    swoje prace. Zgadzam sie, jesli prawo cywilne nie zabrania napisania i
    sprzedania pracy, to rozmawiamy o powietrzu, a posuniecie wladz uczelni
    swiadczy o braku znajomosci procesu demokratycznego. Jesli chca zmiany prawa,
    to powinni zwrocic sie do jakiegos lobby, a nie prokuratury.

    > 3. Skoro tworzenie i obrót jest legalny, to wytwórca nie odpowiada za to, co
    > kupujący z tym towarem zrobi. Na tej samej zasadzie: jeśli przyjdzie do Pani
    > drogerii chwiejący się na nogach facet z czerwonym nosem i poprosi o wodę
    > brzozową, to odmówi mu Pani sprzedaży, ponieważ ma świadomość, iż trunek ów
    > zostanie spożyty wbrew przeznaczeniu?
    O ile pamietam, zza PRL-u byly takie napisy w sklepach alkoholowych i
    restauracjach: "Osobom nietrezwym alkoholu nie podaje (sprzedaje) sie". Czy
    tyczy to rowniez wody brzozowej?

    > Prawo opiera się na etyce. Etyczne jest zatem "co nie jest zakazane, jest
    > dozwolone". Zatem dozwolone jest pisanie prac na zamówienie, nie narusza to w
    > żaden sposób moralności. Co innego w przypadku kupującego, ale to nie ten
    > wątek
    Niekoniecznie to "co nie jest zakazane, jest dozwolone" jest etyczne.
    Najlepszym przykladem jest zezwolenie na aborcje czy tez kara smierci. Dla
    wielu procedery te sa nieetyczne, ale innych nie, jedne systemy prawodawcze je
    dopuszczaja, a inne nie.
  • 16.05.04, 10:47
    Wody brzozowej nie sprzedawano w sklepach alkoholowych i restauracjach...

    Mordowanie bliznich (zwane dla niepoznaki "aborcja") jest naganne i swiadomosc
    te maja rowniez feminazistki pokroju Framugi-Nowatorskiej Izabeli - wystarczy
    posluchac, jak dowodza wbrew faktom, ze plod to nie czlowiek (zapewne kazda z
    tych pomylonych osob uwaza, ze nigdy nie byla plodem...). Kara smierci jest
    natomiast sprawiedliwa odplata za zamordowanie blizniego, uzasadniona chociazby
    tym, mamy prawo sie bronic. Likwidacja KS jest niedopuszczalna moralnie,
    poniewaz zapala zielone swiatlo bandziorom: niewazne, czego sie dopuscicie,
    dajemy wam gwarancje zachowania zycia. Jest to nieetyczne, poniewaz tym samym
    wystawia sie porzadnych ludzi na odstrzal.
    To nie kwestia etyki zatem, ale jej braku w prawodastwie niektorych postepowych
    krajow.

    Co do reszty - jak to fajnie z kims sie zgodzic.
  • Gość: Łomonosow IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.05.04, 11:36
    Jeżeli stylistyka twoich prac była taka jak tego postu to śmiem podejrzwać że
    sam dla siebie kupiłeś pracę na targu.
  • Gość: adamm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.04, 11:48
    jest nagrać gościa jak Rywin Michnika i dalej już do wyboru do koloru. Ty
    rozdajesz wówczas karty.

  • Gość: adamm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.04, 11:48
  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 11.05.04, 16:05
    W tych wypowiedziach widze wspanialy material na prawdziwa prace naukowa
    na temat upadku etyki zawodowej i degeneracji mentalnosciowej srodowisk
    uwazajacych sie za tzw. "elity".

    Moze naklonie ktoregos ze studentow na podjecie tego tematu.

    I nie jest istotne, czy chodzi tu o elity z cenzusem naukowym czy tez
    o elity polityczne. Chodzi o udokumentowanie zjawiska zwanego
    INDYFERNETYZMEM.

    W konsekwencji prostej prowadzi to do zaniku norm etycznych.


  • Gość: adamm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.04, 11:16
    po co sie zostaje na uczelni? Zeby nic nie robic, miec caly socjal i jeszcze
    łyknąć od czasu do czasu jakąś studentkę [dotyczy kadry plci meskiej] smile Tu
    dowcip, tam dowcip, tu troche nadąsana mina, gadki o inteligencji i zycie się
    toczy. Przeciez nikt nie zostaje na uczelni, aby cięzko pracować albo czytać
    bibliografie podane prez studentow w ich pracach. A jak sie zostanie prof. to
    już cały kraj może Ci skoczyć - zebyś nawet na wykladach gadal jak schizofrenik
    i robil rzeczy, za które wywalają z najpodlejszych prac nikt cie nie ruszy.
    Mozesz wowczas zapomniec wszystko podstaw arytmetyki i j. polskiego, a i tak
    beda ci sie klaniac i czapkowac. Ot czerń.
  • Gość: siedem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.05.04, 11:21
    inne zycie, jakby swiat rownoległy. tamci ludzie nie rozumieja nas. my nie
    rozumiemy ich feudalnego systemu.

    5040
  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 11.05.04, 13:01
    A potem Szanowni Panstwo dopominaja sie automatycznych nostryfikacji
    dyplowmow w calej Europie, na calym swiecie, bo "my som tom silom
    wykfalifiokowanom", ktora pokaze, na co ja stac.

    Troche wiecej naglosnienia dla takich dyskusji i konkretnych przypadkow,
    a Bruksela wprowadzi dodatkowe egzaminy dla wszystkich przynoszacych
    polski dyplom, gdziekolwiek to bedzie.

    Harvardu, Yale, Oxfordu i Cambridge nigdy u nas nie bedzie.
    Sami sobie na to "uczciwie" zapracujemy.
    Czy o to chodzi ?

    A tytul "magister" juz ma pejoratywny wydzwiek, dlaczego, kazdy wie.


  • 11.05.04, 13:39
    ja także pisałem i pisał
    będę nikt mi nie zabroni
    gdzieś muszę dorabiać
    a pisanie prac jest bardzo
    opłacalne, mój wytwór
    moje prawa, maja forsa.

    pzdr

    --
    najlepsi na tym forum są:
    cs137, świnia137, groszek741, arsch_boli
    to sami najlepsi fizycy w juesej nie licząc
    studentki Kasi i cioci Basismile)))))))
  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 11.05.04, 13:51
    Forsa - i wszystko jasne.

    Zycze Ci, zeby operowal Cie kiedys chirurg, ktoremu tacy jak Ty
    pomogli uzyskac dyplom lekarski. Kiedy Ci wytnie watrobe zamiast
    wyrostka - to znaczy , ze jestes dzieckiem szczescia.

    Serdeczne pozdrowienia "dorobkiewiczu".


  • 11.05.04, 14:37
    A co za róznica, kto pomógł, skoro egzamin zdawał osobiście? Jak nadzorowała
    takiego ananasa kadra naukowa, w jaki sposób sprawdziła jego wiedzę?

    Pretensje kieruj do nieudolnej komisji egzaminacyjnej.
  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 11.05.04, 14:49
    Problem to mentalnosc, ktora pozwala na akceptacje takich praktyk.
    I ty wlasnie te swa mentalnosc pokazales w calej pelni.

    Zapewniam Cie, ze tego rodzaju dyskusja nie bylaby w ogole mozliwa
    pomiedzy cywilizowanymi ludzmi na zadnym znanym mi uniwersytecie
    np. w RFN. A argument o kierowaniu pretensji do komisji jest tez
    przejawem tej wlasnie chorej mentalnosci, ktora nie wystepuje
    w normalnym srodowisku naukowym na zachodzie. Nie wysilaj sie
    wiec na riposty, bronisz smierdzacego prymitywem tematu.

    Kupowanie prac naukowych -
    jest to po prostu najzwyklejsze oszustwo i nie dorabiaj do tego
    genialnych usprawiedliwien, bo to jest zalosne.






  • 11.05.04, 14:55
    ...musiała być naprawdę genialna, że egzaminatorzy odstąpili od pytań
    sprawdzających i dali Ci tytuł na piękne oczy.

    O mojej mentalności nie pisz, ponieważ nawet nie zrozumiałeś tytułowego pytania
    otwierającego wątek.

    Natomiast zaciekawiła mnie szalenie następująca kwestia, którą podniosłeś przed
    chwilą, Wasza Kretyńskość - czym w takim razie zajmuje się komisja
    egzaminacyjna, jeśli nie weryfikacją wiedzy studenta?
  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 11.05.04, 15:02
    Wlasnie Twoja mentalnosc ukazala sie w calej krasie, autorze prac za pieniadze,
    do czego sie sam przyznajesz.

    Uzywajac epitetow pokazujesz iz akceptujesz rowniez zachowania osobnikow,
    ktorzy kiedys mieli zloty rog. Jesli pisales wiele prac magisterskich,
    to byc moze zrozumisz, co mam na mysli. A jesli nie rozumiesz,
    coz, zapytaj starszych kolegow.






  • 11.05.04, 16:00
    Owszem, zarabiałem pieniądze za pisanie prac, z czego jestem dumny. Co ma
    jednak do rzeczy mentalność?

    Jako osoba pojętna, szybko się uczę i potrafię już po jednym poscie poznać
    złożoność natury osoby, z którą mam zaszczyt korespondować. Dokonałem nawet
    błyskawicznej syntezy Twoich odrażających poglądów, określając Cię właściwie i
    zgodnie z zaproponowaną partyturą.

    Jeśli nie wiesz, o co mi chodzi, pozwalam Ci zadać pytanie z prośbą o
    wyjaśnienie.
  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 11.05.04, 16:15
    W tych wypowiedziach widze wspanialy material na prawdziwa prace naukowa
    na temat upadku etyki zawodowej i degeneracji mentalnosciowej srodowisk
    uwazajacych sie za tzw. "elity".

    Moze naklonie ktoregos ze studentow na podjecie tego tematu.

    I nie jest istotne, czy chodzi tu o elity z cenzusem naukowym czy tez
    o elity polityczne. Chodzi o udokumentowanie zjawiska zwanego
    INDYFERENTYZMEM.

    W konsekwencji prostej prowadzi to do zaniku norm etycznych.

    P.S. Rzeczywiscie jestes osoba pojetna, gdy chodzi o przystosowanie
    sie do kazdej sytuacji, jesli sie to tylko OPLACA. Jest jeszcze
    pare innych sposobow zapewnienia sobie oplacalnosci, ale to Ty jestes
    kolego drogi, ekspertem od tych spraw, wiec nie bede z Toba konkurowac.

    Dlatego wlasnie kraj nasz wyglada tak smutno na tle innych.






  • 11.05.04, 16:30
    Za podpowiedź tematu dziękuję, ale najpierw ustalmy cenę.

    Temat drugi: "Indyferentyzm sprzedawcy noży" - również jest niezły, może jakiś
    adept psychiatii będzie zainteresowany. Głównie osobą poddającą podobny temat
    pod rozwagę.

    Jeśli mi się coś opłaca, to rzeczywiście się szybko potrafię przystosować,
    dzięki czemu nie umarłem jeszcze z głodu, ani też nie siedzę na etacie
    akademickim olewając swoje obowiązki ponieważ państwo i tak mi zapłaci.

    Jeżeli nawet osoby, które podają się za wykładowców akademickiech nie potrafia
    pojąć rzeczy elementarnej - odpowiedzialności za swoje czyny - to niestety
    efekty mamy takie, że liczba dyplomowanych debili wzrasta. Członkowie komisji
    dostają wszak extra szmal za każdy egzamin...
  • 12.05.04, 09:02
    Tytuł wątku - "czy pisanie prac winno być nielegalne".

    Odpowiedź WW - "Kupowanie prac naukowych - jest to po prostu najzwyklejsze
    oszustwo i nie dorabiaj do tego genialnych usprawiedliwien."

    Moralny mędrzec odpowiada nie na temat...
  • Gość: a IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 11.05.04, 14:52
    A potem profesura krzyczy o niskich zarobkach na uczelniach i porównuje się z
    kolegami na Zachodzie (prof. X we Francji zarabia 10 razy wiecej ode mnie,
    smutne). Jak tacy dobrzy to wypieprzać na Zachód. Tyle, że nikt tam ich nie
    chce... Werteryzm naszej (wyższej) i/Inteligencji.
  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 11.05.04, 15:46
    Probowalem cos wytlumaczyc, ale bariera zrozumienia jest ponad moje sily.

    Oszustwa te nie roznia sie niczym innym od zwyklych oszustw, jakich pelno:

    1 Mechanik w warsztacie podmienia np. pompe paliwowa na "pol-zlom", a klient
    ( komisja egzaminacyjna ) nie podejrzewajac, ze jest ofiara, odbiera auto
    nic o tym nie wiedzac. W czasie wyprzedzania pompa zawodzi, no wiec
    zderzenie czolowe, smierc, i tak dalej. Klient "sam sobie jest winny",
    bo nie sprawdzil.

    2. Morderca morduje, ale policja ( analogia do komisji ) przeoczyla slady i
    mordercy udaje sie zachowac wolnosc. Morderca sie cieszy, policji wszystko
    jedno. I znowu sytuacja jest usprawiedliwiona.

    Nie wiem, czy jeszcze trzeba dawac przyklady. Dlatego pisalem, ze jest to
    oszustwo, naduzycie zaufania, bezprawie. Rzecz lezy w mentalnosci i o to
    obrazil sie tu jeden z dyskutantow. Dlatego nasze dyplomy sa za granica
    podjrzanym swiadectwem poziomu wyksztalcenia.






  • Gość: a IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 11.05.04, 16:08
    Oszustwo magistra - ok, rozumiem sprzeciw. A oszustwa nadzorcy (komisji)? Który
    egzaminator czy prowadzący doktoranta, magistra itd. przyzna, że praca jego
    podopiecznego jest falsyfikatem? To godzi w prestiż: uczelni, rektora,
    profesury, myśli polskiej (salwy śmiechu).
    Pisałeś o sytuacji w Niemczech. Któryś z tygodników podał, że w Polsce jest
    więcej studentów niż w RFN. I to jest paranoja. Papierek ma świadczyć o
    inteligencji i wykształceniu, a na rynku pracy okazuje się bezwartościowy. W
    Polsce się studiuje, nie żeby sie czegoś nauczyć, a żeby sobie przedłużyć
    młodość. I wszyscy tą fikcję akceptują. Szkoły średnie, zawodowe też niczego
    przydatnego nie uczą. Fabryka magistrów, a biedni ludzie wierzą, że to uczelnia.
    A minister oświaty dumnie poda statystyki o wzroście studentów po 89 roku i
    fakt ten niezbicie dowodzi rozwoju nauki polskiej.
  • 11.05.04, 16:11
    Ty nie próbuj tłumaczyć, spróbuj najpierw cokolwiek zrozumieć.

    Przykład 1 - idiotyczny i nie na temat:

    a) brakuje trzeciej dramatis personae
    b) klient nie egzaminuje mechanika, natomiast komisja egzaminacyjna studenta -
    owszem, to jej obowiązek, dlatego powinna być podejrzliwa
    c) oszustwo polega na podmianie rzeczy dobrej na złą, tymczasem kupowane prace
    są dobre, ponieważ zatwierdza je promotor i komisja egzaminacyjna

    Przykład 2 - znowu nie na temat i jeszcze bardziej, co w pierwszej chwili
    wydaje się niewiarygodne, idiotyczny:
    a) analogia policja/komisja chybiona: gliny szukają sprawcy, komisja ma
    delikwenta przed sobą i może przesłuchiwać do woli
    b) nieudolność komisji oznacza, że nawet z własnoręcznie napisaną pracą
    magisterską byle debil może liczyć na zdanie egzaminu, co sprawia, że zarzut
    kupowania prac na rynku upada jako nieistotny (skoro głupcy egzaminują, to
    przpuszczą nawet kogoś, kto zamiast pracy dyplomowej przyniesie przepisany
    rozkład jazdy pociągów intercity)
    c) jeśli policji/komisji jest wszystko jedno, to patrz punkt b)

    Jeśli nie wiesz, czy dawać jeszcze przykłady, to Ci podpowiem - nie.
    Kompromitujesz się tylko w ten sposób. Zresztą nie tylko w ten - brakiem
    zrozumienia tematu wątku również.
  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 11.05.04, 16:31
    Wytlumaczono mi, ze chodzi tu o reprezentanta srodowiska "naukowego",
    ktory za pieniadze wyda dowolna opinie na dowolny temat.

    I potwierdzilo sie, bo kiedys w to nie wierzylem. Sa tacy.


  • 11.05.04, 16:33
    Tylko: co to ma do rzeczy?

  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 11.05.04, 16:42
    Co to ma do rzeczy ?

    Wszystko na sprzedaz - to jest Twoja etyka.

    Ale jesli czegos nie rozumiesz, to juz nie pytaj, bo pytan wlasnych
    tez nie rozumiesz, nie mowiac juz o odpowiedziach na te pytania.

  • 11.05.04, 16:54
    Ja nie handluję etyką, ale owocami swojej ciężkiej pracy. Przymusu nie ma -
    mozesz kupować lub nie.

    Z bełkotu, który zamieściłeś w ostatnim akapicie jasno wynika, że poza
    szlochaniem na nic innego Cię nie stać. Żałosne z Ciebie indywiduum.
  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 11.05.04, 17:12
    Nikt Cie nie nauczyl myslec takimi kategoriami, ktore zawarte sa
    w normach etycznych. Nie wiesz o nich nic.

    Jestes wiec tylko prostym handlowcem i to towarow nedznej jakosci.
    Dlatego polskich laureatow Nobla jeszcze DLUUUUUUUUUGO nie bedzie.

    Dlatego ciagle uzywasz sformulowan: kupic, sprzedac, handluje i t.p.
    Najlepiej funkcjonowac mozesz tylko w takim srodowisku.

    Przerzuc sie na skup smieci produkowanych przez autorow prac
    magisterskich za pieniadze - moze zarobisz jeszcze wiecej ? Kto wie.



  • 11.05.04, 17:28
    ...warzywno-polskich.

    O mojej etyce nie masz pojęcia, słodki idioto. W ogóle o etyce nie masz
    pojęcia - w przeciwnym razie nie pouczałbys sprzedawcy noży, że jest nie w
    porządku, ponieważ jeden z jego klientów wsadził zakupiony u niego towar
    koledze w plecy.

    Gdybyś miał jakiekolwiek pojęcie o moralności, nie wypisywałbyś odrażających w
    swym nadętym prostactwie filipik wobec handlowców, którzy w pocie czoła
    pracują, byś miał rano świeży chleb w pobliskim sklepie i proszki na ból głowy
    w aptece, której jesteś stałym klientem.

    Za dobre rady dziękuję, ale nie skorzystam - poleganie na idiocie nie jest
    dobrym pomysłem.

    A, i mam prośbę - nie wyj tak. Jest jeszcze jasno.
  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 11.05.04, 18:48
    Widze, ze skoncentrowales sie na dostarczeniu ilustracji do tego niewatpliwie
    rozleglego zagadnienia, a opisywane prostactwo wychodzi jak sloma z butow
    z kazdego napisanego przez Ciebie akapitu.

    A jesli chodzi o uzywanie epitetow, to kiedy sie czyta Twoje posty,
    z ulubionymi slowami "kretyn" / "idiota" - nie jestes szczegolnie
    oryginalny. Czlowiek majacy takie ambicje moglby troche nad soba
    popracowac.

    Stosujac Twoje metody polemiczne, pytam :
    Czy masz juz swojego psychoanalityka ?
    Przyda Ci sie niezwlocznie.






  • 12.05.04, 08:23
    Jak widać, nasz złotousty Wolnomyśliciel ma szalone problemy z odzieleniem
    odpowiedzi merytorycznej, dlatego woli zająć się czymś łatwiejszym - pozowaniem
    na Etalon Kultury. To istotnie nie wymaga wysiłku, szczególnie, że już na samym
    początku ów mąż raczył określić się jako osobę "cywilizowaną"; siłą rzeczy inni
    już cywilizowani nie są, a w każdym razie w mniejszym stopniu od owej
    pustosłowej samochwały.

    A, jesteś "kretynem" nie dlatego, że akurat trafiłeś na rabatową okazję w
    szmateksie - to jedynie zdiagnozowanie Twojej wyjątkowo nadętej osoby. Pardon,
    Osoby. No i wyjaśnij mi przy okazji, jakie to ja mam ambicje, ponieważ z Twojej
    bałaganiarskiej składni nie sposób się tego dowiedzieć.

    Psychoanalityk mi niepotrzebny, ale dziękuję za troskę; w rewanżu mogę Ci
    zaproponować zdolnego hydraulika, z pewnością coś zaradzi.

    Siedem jak zwykle miał rację - Ty jesteś z innego wymiaru: lodowej planety Leń-
    Patentowany w galaktyce JA-1.
  • 11.05.04, 18:50
    Gość portalu: Wolny wybor napisał(a):

    > Nikt Cie nie nauczyl myslec takimi kategoriami, ktore zawarte sa
    > w normach etycznych. Nie wiesz o nich nic.

    Wolny wyborze, nie przesadzaj. Luka nigdzie nie napisal, ze uzyskiwanie
    dyplomow za fikcyjne prace jest OK. Twierdzil jedynie (z wlasciwym sobie tzw.
    chamstwem retorycznym, ktorego byc moze nie znasz i to tak Cie wzburzylo), ze
    nalezy karac promotorow, ktorzy dopuszczaja takie prace do recenzji, a takze
    studentow, ktorzy popelniaja plagiat, a nie ludzi, ktorzy te prace pisza. To
    ten sam poglad, ktorzy kaze odstepowac od karania ludzi, ktorzy przekupuja
    funkcjonariuszy panstwowych, a takze w ogole nie karac lapownictwa w prywatnych
    firmach. To jest dobrze uzasadniony poglad i nie ma w nim nic strasznego.

    Owszem, pisanie komus pracy magisterskiej ze swiadomoscia tego, ze ta praca do
    niczego dobrego nie posluzy, jest niemoralne i z pewnoscia taki Luka czy Perla
    pojda za to do piekla. Ale nie rozumiem, dlaczego prawo mialoby tego zabraniac.
    Rownie dobrze moglbys np. zabronic mowienia nieprawdy.

    Pulbek.
  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 11.05.04, 19:03
    Dziekuje serdecznie za komentarz.
    Zauwazyles tez, ze:

    >Twierdzil jedynie (z wlasciwym sobie tzw.
    > chamstwem retorycznym, ktorego byc moze nie znasz i to tak Cie wzburzylo),

    Ja tez odnioslem takie wrazenie, ze jest to chamstwo retoryczne, ale przez
    kolege X. niedostrzegane ( samemu czasem trudno dostrzec gdy czlowiek jest
    zaslepiony ). Jest to byc moze takze wrodzony sposob na zycie, ale kazdy
    sobie sam na to zapracowal.

    Niemniej jednak do tego "tanga" z pisaniem prac mam stosunek jednoznaczny,
    negatywny i zaden X. lub P. nie sa w stanie tego pogladu zmienic.

    Juz sam fakt uczestniczenia w tym rynku dyskwalifikuje X. i P. jako
    "recenzentow" innych wypowiedzi. Jest to wspoludzial w oszustwie.
    I tyle.


  • 11.05.04, 19:11
    Gość portalu: Wolny wybor napisał(a):

    > Ja tez odnioslem takie wrazenie, ze jest to chamstwo retoryczne, ale przez
    > kolege X. niedostrzegane ( samemu czasem trudno dostrzec gdy czlowiek jest
    > zaslepiony ).

    Wyrazilem sie niescisle, przepraszam. Mialem na mysli "chamstwo jako srodek
    retoryczny". Z cala pewnoscia Luka jest swiadomy, ze stosuje ten srodek
    retoryczny. W dodatku skutecznie; sam zobacz, ile listow z nim wymieniles.

    > Niemniej jednak do tego "tanga" z pisaniem prac mam stosunek jednoznaczny,
    > negatywny i zaden X. lub P. nie sa w stanie tego pogladu zmienic.

    Trudno.

    Pulbek.
  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 11.05.04, 19:20
    To jest mocno zlosliwe sformulowanie "chamstwo jako srodek retoryczny",
    bo jak wiadomo RETORYKA i CHAMSTWO naleza teoretycznie przynajmniej
    do dwoch roznych swiatow.

    Pan X. jednakze w utalentowany sposob laczy te dwa pojecia,
    w czym osiaga prawdziwy profesjonalizm.


  • 11.05.04, 19:18
    Gość portalu: Wolny wybor napisał(a):

    > Niemniej jednak do tego "tanga" z pisaniem prac mam stosunek jednoznaczny,
    > negatywny i zaden X. lub P. nie sa w stanie tego pogladu zmienic.

    I nie zwracasz uwagi na to, że przyczyną patologii jest fakt, iż tak fajnie
    jest studiować na "bezpłatnych" uczelniach, gdzie kwitnie życie towarzyskie, a
    nauką nikt się nie przejmuje. Uzyskanie "papierka" (dyplomu) jest traktowane
    tak samo jak "nauka" podczas studiów. Zresztą ten papierek i tak nie ma
    wartości na rynku pracy.
    Zastanawiałeś się laczego pisanie prac za pieniądze nie jest plagą np. na
    studiach MBA? smile))
  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 11.05.04, 19:30
    Ja na prawde rozumiem przyczyny handlowania w Polsce ( sam pracuje poza Polska
    w RFN ) pracami dyplomowymi. To bieda, albo pazernosc jak kto woli, "zmusza"
    wielu do takich dzialan, ale to nie znaczy, ze mozna to akceptowac.
    Jest to zjawisko, ktore jak bumerang uderza w to samo srodowisko.

    Mnie od poczatku chodzilo o MENTALNOSC akceptujaca takie zjawisko.
    Sam X. i P. przyznaja sie do pisania prac. I krytyka tej mentalnosci
    doprowadzila X. do wybuchu.

    Wiec jesli studenci to akceptuja, jesli ktos zaklada firme, ktora takie
    prace pisze, jesli ktos inny akceptuje taka sytuacje, a cala wine
    przenosi na komisje egzaminacyjne to jest to typowa "X." - luka w rozumowaniu.

    Pozdrawiam.






  • 12.05.04, 08:40
    Wolnomyśliciel mądrzy się na temat "mentalności" i "etyki". No coż, każdemu
    wolno, prawda? Jednak problem polega na czymś innym - jest to mentorstwo
    wybiórcze i spłaszczone. W skrócie - głupie.

    Otóż, szanowny WyjątkowoWolnoWybierającyWłaściweWyrazy, zjawiskiem nagannym nie
    jest pisanie prac na zamówienie, ale obrzydliwa postawa kadry akademickiej,
    która z racji niedouczenia, lenistwa, niekompetencji (właściwe podkreślić
    wężykiem na czerwono) dopuszcza do powstawania takich sytuacji. Pierwszy winnym
    jest promotor, który winien nadzorować powstawanie pracy dyplomowej, następni w
    kolejce to egzaminatorzy, których obowiązkiem jest sprawdzenie, czy kandydat na
    magistra w ogóle wie, o czym jest jego praca. Za to dostają przecież pieniądze.
    I jest całkowicie obojętne moralnie i formalnie, że istnieje rynek pisania
    gotowców.
    Do kogo tymczasem kierują swe żale egzaminatorzy? Nie do siebie, ale do innych.
    Nie od siebie wymagają lepszej, dokładniejszej pracy, ale pomstują na piszących
    magisteria. To dowód ich lenistwa i niekompetencji właśnie. I niemoralna próba
    zrzucenia odpowiedzialności za SWOJE błędy na innych.

    Pan WW po prostu rozumuje w kategoriach zarozumialsko-komunistycznych: niewinna
    jest osoba odpowiedzialna za weryfikację przedstawionej pracy tudzież osoby
    podającej się przez autora, a przestępcą producent. Innymi słowy - w przypadku
    morderstwa, rzecze mr WW, winny jest producent broni, a nie osoba, która
    pociągnęła za spust... I tu jest luka w Waści rozumowaniu, o ile ten pełen
    pychy nudny wywód można uznać za skażony myślą.
  • 12.05.04, 08:49
    xiazeluka napisała:

    > Wolnomyśliciel mądrzy się na temat "mentalności" i "etyki". No coż, każdemu
    > wolno, prawda? Jednak problem polega na czymś innym - jest to mentorstwo
    > wybiórcze i spłaszczone. W skrócie - głupie.
    >
    > Otóż, szanowny WyjątkowoWolnoWybierającyWłaściweWyrazy, zjawiskiem nagannym
    nie
    >
    > jest pisanie prac na zamówienie, ale obrzydliwa postawa kadry akademickiej,
    > która z racji niedouczenia, lenistwa, niekompetencji (właściwe podkreślić
    > wężykiem na czerwono) dopuszcza do powstawania takich sytuacji. Pierwszy
    winnym
    >
    > jest promotor, który winien nadzorować powstawanie pracy dyplomowej, następni
    w
    >
    > kolejce to egzaminatorzy, których obowiązkiem jest sprawdzenie, czy kandydat
    na
    >
    > magistra w ogóle wie, o czym jest jego praca. Za to dostają przecież
    pieniądze.
    >
    > I jest całkowicie obojętne moralnie i formalnie, że istnieje rynek pisania
    > gotowców.
    > Do kogo tymczasem kierują swe żale egzaminatorzy? Nie do siebie, ale do
    innych.
    >

    no i takim to sposobem sam xiaze luka doprowadził do tego, że głowa ma pożreć
    włany ogon, bo ci co teraz za pieniądze piszą prace magisterskie dla innych,
    kiedyś je pisali dla siebie i ZA DARMO, ale NIKT nie sprawdził ich moralności
    na ebzaminie
    no i oczywiście najpierw winna komisja egzaminacyjna,, że nie sprawdziła czy
    ten magistrant będzie zdolny do napisanią następnej magisterskiej pracy,
    zamiast np. doktorskiej, a potem winny jest promotor bo nie dopatrzył czy
    komisja dobrze rozdaje dyplomy
    no i fajnie, że takie zjadanie własnego ogona można już sobie zobaczyć u samych
    naukowych elit

    danka
  • 12.05.04, 08:55
  • 12.05.04, 10:30
    egzamin z moralności zdaje się każdego dnia przez całe życie

    przez 5 lat pobierania nauki na tzw. studiach też

    danka

    ps
    a wiesz przynajmniej luko, kto jest egzaminatorem moralności?
  • 12.05.04, 10:56
    ...ponieważ po wrzuceniu Pani ostatniej wypowiedzi do mojego translatora
    neurastenicznego doszło do przegrzania urządzenia i przez to nie wiem, o co
    Pani chodzi.
  • 12.05.04, 11:00
    xiazeluka napisała:

    > ...ponieważ po wrzuceniu Pani ostatniej wypowiedzi do mojego translatora
    > neurastenicznego doszło do przegrzania urządzenia i przez to nie wiem, o co
    > Pani chodzi.

    a to dlatego, że pomyliłeś nie tylko wsady, ale i urządzenia do wsadów

    danka
  • 11.05.04, 16:15
    Gość portalu: Wolny wybor napisał(a):

    > Probowalem cos wytlumaczyc, ale bariera zrozumienia jest ponad moje sily.
    >
    > Oszustwa te nie roznia sie niczym innym od zwyklych oszustw, jakich pelno:
    >
    > 1 Mechanik w warsztacie podmienia np. pompe paliwowa na "pol-zlom", a klient
    > ( komisja egzaminacyjna ) nie podejrzewajac, ze jest ofiara, odbiera auto
    > nic o tym nie wiedzac. W czasie wyprzedzania pompa zawodzi, no wiec
    > zderzenie czolowe, smierc, i tak dalej. Klient "sam sobie jest winny",
    > bo nie sprawdzil.
    >
    > 2. Morderca morduje, ale policja ( analogia do komisji ) przeoczyla slady i
    > mordercy udaje sie zachowac wolnosc. Morderca sie cieszy, policji wszystko
    > jedno. I znowu sytuacja jest usprawiedliwiona.
    >
    > Nie wiem, czy jeszcze trzeba dawac przyklady. Dlatego pisalem, ze jest to
    > oszustwo, naduzycie zaufania, bezprawie. Rzecz lezy w mentalnosci i o to
    > obrazil sie tu jeden z dyskutantow. Dlatego nasze dyplomy sa za granica
    > podjrzanym swiadectwem poziomu wyksztalcenia.
    >
    >
    > Masz racje, ale nic nie zrobisz pozniej xiazeluka bedzie sie oburzal na posty
    jakiegos balwana, za ktorego ktos tam cos napisal.
    Ciszej nad ta trumna.
    >
    >
    >
  • 11.05.04, 16:10
    xiazeluka napisała:

    > A co za róznica, kto pomógł, skoro egzamin zdawał osobiście? Jak nadzorowała
    > takiego ananasa kadra naukowa, w jaki sposób sprawdziła jego wiedzę?
    >
    > Pretensje kieruj do nieudolnej komisji egzaminacyjnej.

    Kadra naukowa , za ktora ktos tez kiedys napisal prace...
  • 11.05.04, 17:32
    sa te wszystkie prace magisterskie. Wartosc naukowa i praktyczna wszystkich
    tych prac razem wzietych bliska jest zeru. 99,99 % procent to zwykly chlam,
    ktory tak czy inaczej nadaje sie glownie na smietnik. Te kilkaset prac, ktore
    rzeczywiscie cos wnosza mozna rownie dobrze publikowac w prasie naukowej.
    Pisanie prac powinoo odbywac sie na zasadzie dowolnosci, tytul magistra nalezy
    w ogole zniesc. Wszystko to tylko absorbuje ogromna ilosc energii, a co za tym
    idzie, i srodkow materialnych. Co lepsi studenci sa i tak juz w trakcie studiow
    wylapywani przez dynamiczne firmy, ktore tworza faktycznie nasz dochod narodowy
    i obrona pracy magisterskiej przez takiego studenta nie ma zadnego znaczenia-
    lepszy od tego nie bedzie.
    Przyszlego pracodawce same prace magisterskie kandydatata nie interesuja
    zbytnio- bardziej liczy sie tu sama uczelnia i jej renoma i na tym akademickie
    towarzystwo powinno sie koncentrowac- na podnoszeniu poziomu i renomy wlasnej
    uczelni.
    A ci co decyduja sie na kariere naukowa niech sobie publikuja do woli,
    doktoryzuja sie i tak dalej. Po cholere tylko zmuszac do pisania prac
    wszystkich innych?
    i.
  • Gość: a IP: *.katowice.msk.pl / 81.219.117.* 11.05.04, 17:49
    Ciekawe cu by wtedy na uczelniach robiła kadra? Przenosiła obiekty badań z
    jednej szafy do drugiej? Jaki byłby wtedy sens życia "Pana Profesora?" A tak
    mogą wyładować kompleksy na pseudostudentach pozorując nauczanie.
  • 11.05.04, 18:29
    institoris1 napisał:

    > sa te wszystkie prace magisterskie.

    Mowiac scisle, Institorisie, nikt nikogo nie zmusza do pisania pracy
    magisterskiej. Odpowiedz na Twoje pytanie brzmi: prace magisterskie sa
    (najwyrazniej) potrzebne wszystkim tym, ktorzy je pisza. A dlaczego sa im
    potrzebne? To juz pytaj kazdego z osobna. Na przyklad: dlaczego napisales swoja?

    Pulbek.
  • Gość: AndrzejG IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.04, 07:54
    Gdyby nie napisał,to byłby w sytuacji prez. Kwaśniewskiego i naraziłby sie na spory o swoje wyższe wykształcenie.Ma ,czy nie ma?Niby studia skończył,ale nie zaliczył wszystkich egzaminów,bo praca magisterska jest jeszcze jednym takim zaliczeniem,które rzeczywiście moznaby znieść.Byłoby ono potrzebne w dalszej karierze naukowej,której szczeble byłyby znaczone własnie takimi zaliczeniami,bronionymi przed gronem starszych kolegów,którzy decydowaliby o dopuszczeniu do 'ścisłej elity'.

    Poza nauką te prace nie maja wiekszego znaczenia,bo pracodawca z reguły zyje innymi zagadnieniniami niż poruszanymi w temacie pracy magisterskiej swojego pracownika.

  • 11.05.04, 18:59
    xiazeluka napisała:

    > Z treści wynika jedno - nasza kadra akademicka to niekompetentne lenie.
    > Powinnością promotora i egzaminatorów powinno być dbanie o proces
    > powstawania pracy oraz rzetelne sprawdzenie, czy kandydat na magistra
    > rzeczywiście sprawnie porusza się w tematyce swego dzieła. Tymczasem
    > akademicy żalą się do prokuratury na osoby prace piszące, próbując cudzymi
    > rękoma załatwiać sprawy, za które sami są odpowiedzialni. Żałosne.
    >
    > Najrozsądniej z wypowiadających się wypadł prof. Rocki - no i nic dziwnego,
    > jest członkiem UPR.

    Żyjemy w takim dziwnym kraju, gdzie siła "papierka" jest ogromna.
    Dlatego uzyskiwano u nas prawa jazdy za łapówki, bo nie ważne jest, czy ktoś
    umie jeździć, tylko czy ma prawo jazdy.

    Podobnie jest ze studiami.
    Gdy rynek pracy zacznie weryfikować "wartość" absolwentów radykalnie zmieni się
    podejście do kupowania prac magisterskich. Na dobrych uczelniach zarówno kadra
    dbająca o prestiż uczelni (a co za tym powinno iść - wysokość czesnego) jak i
    studenci, którym będzie zależeć na wiedzy będą zainteresowani rzetelną pracą, a
    nie pozornymi działaniami.

    Zaś na kiepskich uczelniach kolekcjonerzy papierków (dyplomów) będą sobie w
    najlepsze kupowali prace magisterskie, bo i oni i kadra będa doskonale zdawać
    sobie sprawę z "umownośi" układu - studenci udają, że się uczą, kadra udaje że
    się przejmuje.

    Miejmy nadzieję, że rynek pracy zweryfikuje to jak najszybciej i absolwenci
    dobrych uczelni będą zatrudniani za duże pieniądze, przez dobre firmy,
    a "kolekcjonerzy dyplomów" będą mogli sobie znaleźć pracę za takie pieniądze,
    za jakie zasługują smile))
  • 11.05.04, 20:58
    xiazeluka napisała:

    > Najrozsądniej z wypowiadających się wypadł prof. Rocki - no i nic dziwnego,
    > jest członkiem UPR.


    Prof. Marek Rocki, rektor Szkoły Głównej Handlowej

    Karać tych, którzy kupują

    Jako rektor uczelni i promotor uważam, że trzeba łapać i karać tych, którzy
    kupują prace magisterskie, a nie tych, którzy je sprzedają. Jeśli promotor
    pracuje regularnie ze swoim magistrantem czy dyplomantem, praca dyplomowa
    powstaje w toku seminarium i nie może być kupiona. Uważam, że trzeba poszukiwać
    aktywnych form współpracy promotorów ze studentami i jednocześnie wzmocnić rolę
    egzaminu końcowego. Komisja egzaminacyjna jest naprawdę w stanie sprawdzić, czy
    autor umie to, co powinien umieć, i czy porusza się sprawnie w tematyce, którą
    przedstawił w pracy. NOT. A.P.


    Prof. Jerzy Woźnicki, były rektor Politechniki Warszawskiej

    Co za madry UPR-owski profesor smile

    Twierdzi ze "Komisja egzaminacyjna jest naprawdę w stanie sprawdzić, czy autor
    umie to, co powinien umieć, i czy porusza się sprawnie w tematyce, którą
    przedstawił w pracy." a jednoczesnie domaga sie scigania tych co kupuja. Tylko
    po co ich scigac skoro przyjda sami... wprost do Komisji, ktora itd.... smile
  • 12.05.04, 08:45
    gretshen napisała:

    > Tylko po co ich scigac skoro przyjda sami... wprost do Komisji

    Ściganiem zajmują się odpowiednie służby, a nie Komisja. Komisja jedynie
    zgłasza fakt prawdopodobnego zaistnienia przestępstwa.

    Nie usiłuj zrozumieć mądrzejszych od siebie, po prostu słuchaj i wykonuj
    polecenia.
  • 12.05.04, 16:26
    xiazeluka napisała:

    > gretshen napisała:
    >
    > > Tylko po co ich scigac skoro przyjda sami... wprost do Komisji
    >
    > Ściganiem zajmują się odpowiednie służby, a nie Komisja. Komisja jedynie
    > zgłasza fakt prawdopodobnego zaistnienia przestępstwa.
    >
    > Nie usiłuj zrozumieć mądrzejszych od siebie, po prostu słuchaj i wykonuj
    > polecenia.
    .
    :::
    czy Komisja bedzie przetrzasac kieszenie oby-magistrow w celu zdobycia dowodow
    przestepstwa?
    Ciekawe, ze im bardziej utytulowany taki UPR-owiec tym mocniej z rozsadkiem na
    bakier.
    Komisja jest od zaliczania badz oblewania - nie od szukania dowodow
    przestepstwa, panie UPR-czyk.
  • 12.05.04, 16:34
    ...służbowy słoik z mózgiem, nr katalogowy NIC/000.

    Czy osoba jest w stanie przeczytać tak ze trzy zdania i nie pogubić się w
    semantycznej dżungli? Odpowiedź na Twoje kretyńskie wątpliwości padła powyżej.
  • 12.05.04, 18:47
    xiazeluka napisała:

    > ...służbowy słoik z mózgiem, nr katalogowy NIC/000.
    >
    > Czy osoba jest w stanie przeczytać tak ze trzy zdania i nie pogubić się w
    > semantycznej dżungli? Odpowiedź na Twoje kretyńskie wątpliwości padła powyżej.

    Jak widac ty go nosisz. smile

    I jak nie masz argumentow to siegasz po obelgi. Zalosny jestes sad

    Co za roznica czy ktos kupil prace magisterska czy nie - skoro potrafil ja
    obronic przed Komisja, ktorej nie kupil.

    Wniosek do prokuratury o wszczecie postepowania (jakiego?) moze ewentualnie
    Komisja zlozyc, gdy tylko uzyska dowod, ze praca zostala kupiona. To dlatego
    mowilam o przeszukiwaniu kieszeni, panie wlascicielu sloika na szyi. smile
    Gdy takiego dowodu nie ma to go nie ma. Wykazanie sie matolstwem przez
    egzaminowanego nie moze byc dowodem na zakup pracy magisterskiej - to tylko
    dowod matolstwa, panie nieuk. smile
  • 12.05.04, 20:45
    w poblizu garow znajdziesz Luko olej, to wlej sobie troche do tego swojego
    sloika smile

    My rozwinelysmy sie intelektualnie przy garach wlasnie - miej mowiac, a wiecej
    myslac. Wy, panowie - wrecz przeciwnie.
    Stanowczo za duzo mowisz Luko smile
  • 13.05.04, 08:18
    gretshen napisała:

    > w poblizu garow znajdziesz Luko olej, to wlej sobie troche do tego swojego
    > sloika smile
    >
    > My rozwinelysmy sie intelektualnie przy garach wlasnie - miej mowiac, a
    wiecej
    > myslac. Wy, panowie - wrecz przeciwnie.
    > Stanowczo za duzo mowisz Luko smile


    moje gratulacje smile)))
    lepiej nie potrafiłabym zastosować tak dobrze naoliwionej "maszynki do myślenia"

    danka
  • 13.05.04, 05:16
    tu szykuje, a jego sekundant zasnal, albo wkurzony wyszedl. Ludzie zlitujcie
    sie - przeciez on sie slania biedak, charczy, rzezi, i nie wie co sie z nim
    dzieje.

    Blagam by dac mu szanse... przy garach. Tam predko oduczy sie damskiego
    lobuzowania sad(

    Utarlas nosa samemu Luce, Gretshen. Tym razem nie dopisala mu klaka wink))))
  • 13.05.04, 09:38
    To jakieś święto czy macie zlot okolicznościowy?
  • 13.05.04, 09:36
    ...nie nudzić. Kołysankę opowie pielęgniarka, kiedy tylko skończy robić
    zastrzyk Powolnemu Wyborowi.

    Argumenty padły, przupominam po raz wtóry, powyżej. Zadaniem osoby było jedynie
    sprawdzić treść poprzedniego postu i ucieszyć się ze znalezienia odpowiedzi.

    "Co za różnica" - do tej kwestii ustosunkowałem się już w poście otwierającym
    wątek. Czyżby osoba miała trudności ze znalezieniem go?

    Wniosek do prokuratury składa się po powstaniu podejrzenia, że doszło do
    naruszenia prawa. Od zbierania dowodów jest policja i prokuratura, a nie
    komisja, przechodnie czy kaloryfer w męskiej ubikacji. Czy w zerówce
    przedszkolanki nie informuja osoby o niektórych realiach swiata zewnętrznego?

    A poszlaką zaistnienia przestępstwa jest np. brak wiedzy u zdającego, jaki
    tytuł ma jego praca. Kilka następnych pytań komisji łatwo wykaże, czy to głupek
    czy oszust.

    A teraz sio, na podwórko, pobaw się piłeczką z koleżankami. Trudne rozważania
    pozostaw dorosłym.
  • 13.05.04, 18:46
    xiazeluka napisała:


    >
    > Wniosek do prokuratury składa się po powstaniu podejrzenia, że doszło do
    > naruszenia prawa. Od zbierania dowodów jest policja i prokuratura, a nie
    > komisja, przechodnie czy kaloryfer w męskiej ubikacji. Czy w zerówce
    > przedszkolanki nie informuja osoby o niektórych realiach swiata zewnętrznego?

    A poszlaką zaistnienia przestępstwa jest np. brak wiedzy u zdającego, jaki
    > tytuł ma jego praca. Kilka następnych pytań komisji łatwo wykaże, czy to
    głupek czy oszust.


    Czyli Komisje zajmowac sie beda donosicielstwem jakby samo oblanie nie
    wystarczylo...

    A gdy policja dostanie taki donos to co wtedy? Bedzie wydawac fundusze na
    dochodzenia, czy moze da podejrzanemu lanie i bedzie mu lala tylek tak dlugo az
    sie ten przyzna?

    Ty jakis socjalista jestes chyba skoro tak bys trwonil pieniadze podatnika sad

    Podstaw poprosze ten swoj sloik smile
  • 14.05.04, 04:19
    zwykle. Ciagle to samo.
    A przeciez nie musza. Moga zaliczyc szkole srednia czy studia bez tego. Czyzby
    czuli sie gorsi z tego powodu - no powiedz sama...
    Zachowuja sie tak jak ten lis z bajki o lisie, ktoremu pulapka uciela ogon.
    Paradowal pozniej po puszczy i namawial wszystkie inne lisy do pojscia w jego
    slady - bo ogon to niepraktyczny przezytek, no i taki niemodny...
  • 14.05.04, 10:44
    To coś napisało:

    > Czyli Komisje zajmowac sie beda donosicielstwem jakby samo oblanie nie
    > wystarczylo...

    Zgłoszenie zaistnienia podejrzenia o popełnieniu przestępstwa to powinność
    komisji - bo niby kogo innego? I czy donosicielstwem jest zawiadomienie przez
    rodziców prokuratury, iż mają podejrzenia co do jakości leczenia, jeśli dziecko
    im umrze w szpitalu na zapalenie płuc, jeśli przyszło jedynie z katarem?

    Dalej to coś wybełkotało:

    > A gdy policja dostanie taki donos to co wtedy? Bedzie wydawac fundusze na
    > dochodzenia,

    Jak prokurator otrzymana takie zawiadomienie, to robi dokładnie to samo, jeśli
    otrzyma "donos" o kradzieży Twojego samochodu, debilu.

    > Ty jakis socjalista jestes chyba skoro tak bys trwonil pieniadze podatnika sad

    Wniosek na poziomie słoika bez mózgu.
  • 14.05.04, 18:48
    ty pewnie donosisz na policje gdy twoja zona oszukuje przy grze w tysiaca. I
    zajmujesz urzednikow wykonywaniem pracy zleconej - przez ciebie, ale za
    pieniadze podatnikow.

    Komisja jest od tego by stwierdzic czy magistrant jest wystarczajaco dobrze
    przygotowany. Jesli jest to staje sie magistrem. Jesli nie - to takim oby
    magistrem jak ty lub prezydent Kwasniewski. Jesli prootor pracowal z
    magistrantem to nie potrzebuje go lapac. Jesli nei pracowal to moze mu sie uda.
    Ale to jest jego problem - nie prokuratury.
  • Gość: luka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.05.04, 19:32
    Bardzo ciekawa obserwacja - obywatel powinien ścigać przestępców sam, aby nie
    trudzić policji i prokuratury. Z jakiej planety przybyłeś, kosmito?

    Wymóg magisterski to na razie także przedstawienie samodzielnej pracy. Jeżeli
    podaje się pracę cudzą, to mamy do czynienia z oszustwem. A to już kryminał,
    podobnie jak wprowadzanie do obiegu fałszywych pieniędzy. Oszustwa są ścigane,
    a więc jest to sprawa prokuratury.

    Jak będziesz chciał, świrze, żeby Ci napisać pracę magisterską, to daj znać. Na
    razie jednak skoncentruj się na nauce, ponieważ z obecną wiedzą nie zdasz nawet
    matury.
  • 14.05.04, 21:01
    Od lapania do karania daleka jest droga. A karanie to niekoniecznie to samo co
    kodeks karny. Czy ten twoj profesor powiedzial ci, ze nalezy zglaszac do
    prokuratury czy sam "wymysliles"? No to nie mysl wiecej - tobie szkodzi.

    Za zwykle oblanie egzaminu nie grozi wylanie z uczelni. Mozna sprobowac raz
    jeszcze. Za oblanie polaczone z oszustwem magistrant moze juz nigdy nie byc
    magistrantem na tej uczelni - to jest ukaranie.

    Prokuraturze nie wystarczy domniemanie lecz musi zdobyc dowody. Czy liczysz
    madralo na to, ze oszust sam sie przyzna? On zostal zlapany na nieprzygotowaniu
    i mozliwym oszustwie tak samo jakby zostal przylapany na sciaganiu. Nie
    zawiadamia sie organow scigania gdy ktos sciaga (oszukuje) na klasowce.

    Przeczytaj to jeszcze raz - zaraz po tym jak poswiecisz sobie nad sloikiem.
    Skapnij do niego nieco oliwy z kaganka.

    Ponadto jesli sprzedawanie nie jest przestepstwem, matolku, to i kupowanie nie
    moze stac w sprzecznosci z kodeksem karnym.




    Jako rektor uczelni i promotor uważam, że trzeba łapać i karać tych, którzy
    kupują prace magisterskie, a nie tych, którzy je sprzedają. Jeśli promotor
    pracuje regularnie ze swoim magistrantem czy dyplomantem, praca dyplomowa
    powstaje w toku seminarium i nie może być kupiona. Uważam, że trzeba poszukiwać
    aktywnych form współpracy promotorów ze studentami i jednocześnie wzmocnić rolę
    egzaminu końcowego. Komisja egzaminacyjna jest naprawdę w stanie sprawdzić, czy
    autor umie to, co powinien umieć, i czy porusza się sprawnie w tematyce, którą
    przedstawił w pracy. NOT. A.P.



  • 16.05.04, 11:05
    ...pomyliłaś wątek. A raczej gabinet. Tu nie przyjmują specjaliści od ratowania
    osób cierpiących na chaotyczne gonitwy myśli. Pytam jeszcze raz: jak Ci buchną
    samochód, to idziesz z "donosem" na komisariat czy nie?

    Mylisz po prostu odpowiedzialność wewnetrzną, uczelnianą, z kodeksową. Jeżeli
    rozprowadzasz fałszywe pieniądze, to nikt ich od Ciebie więcej nie weźmie,
    jeśli wpadniesz, jednak jednocześnie będziesz odpowiadać karnie za przestępstwo
    z KK. Trybisz?

    Zdobywanie dowodów to sprawa prokuratury, a nie skarżącego. Nawet jeśli ktoś
    ukradnie Ci samochód na Twoich oczach, to Twoje zapewnienie prokuratora nie
    jest dowodem winy złodzieja. Prokurator musi zdobyć dowody, które potwierdzą
    lub podważą Twój "donos". Nawiasem pisząc osobiste przyznanie się do winy nie
    jest dowodem.

    Acha, i kto tu pisał, że kupowanie prac jest sprzeczne z KK? Jesteś pewna,
    słodka kakadu, że zrozumiałaś, o czym jest ten wątek?

    Jako minister oświaty i wicepremier uważam, że nie można, z braku podstaw,
    karać piszących prace dyplomowe na zamówienie. Natomiast jako zwykły forumowicz
    uważam, że znak "?" jest wystarczająco czytelny dla każdego, kto ma głowę
    zamiast słoika, że zdanie stojące pod tym znakiem jest zgłoszeniem wątpliwości
    i zaproszeniem do syskusji, a nie wnioskiem.
    Dam Ci w prezencie 2-litrowego weka, nalej sobie do niego oleju silnikowego i
    spróbuj przeczytać post nr 1 ze zrozumieniem.
  • 17.05.04, 16:29
    uwazaj bo ci jeszcze szelki przy porcietach trzasna smile

    Ale to milo ze przypomniales sobie o tym znaku zapytania. Rabales tak na
    pewniaka jakbys przy tym zdjetym z nogi butem w klawiature walil wink

    Skoro tak piales o madrosci tego nana psoraz UPR to postaraj sie zauwazyc, ze
    on nic nie wspomina o zglaszaniu do prokuratury, organach scigania, sadach,
    wiezieniach...to wytwory twojej...koguciej wyobrazni. smile
    Pan psor z UPR mowil jedynie o lapaniu i karaniu, a ja wyjasnilam juz ze karac
    mozna roznie. A zglaszanie sie z praca nabyta jets takim samym przestepstwem
    jak sciaganie na klasowce.
    Ty natomast, moj ty czupurny, pewnie bys za sciaganie rad na szafot wysylac. To
    juz nawet nie socjalistyczna natura, lecz iscie komunistyczny badz faszystowski
    kogucik z ciebie smile
  • 18.05.04, 09:38
    ...bezpośredni kontakt z postami tego czegoś grozi radioaktywną egzemą.

    Przykład 1:
    "Ale to milo ze przypomniales sobie o tym znaku zapytania. Rabales tak na
    pewniaka jakbys przy tym zdjetym z nogi butem w klawiature walil"

    Pytania badawcze:
    a) a kiedy zapomniałem?
    b) co "rąbałem" na pewniaka?
    c) jaki jest związek między oboma zdań?

    Analiza:
    Superkomputer wydzierżawiony z NASA wywalił się podczas przetwarzania danych,
    co dowodzi, że ludzka pomysłowość jest nie do objęcia dla durnej maszyny,
    tkwiącej w okopach nudnej logiki.

    Przykład 2:
    "Skoro tak piales o madrosci tego nana psoraz UPR to postaraj sie zauwazyc, ze
    on nic nie wspomina o zglaszaniu do prokuratury, organach scigania, sadach,
    wiezieniach...to wytwory twojej...koguciej wyobrazni."

    Pytania badawcze:
    a) czy wątek założył profesor Rocki?
    b) czy tematem wątku jest jego wypowiedź?
    c) czy ktoś słyszał, by rektor walił dyscypliną w pupę ściągającego studenta?
    d) czy uczelnie są organami wymiaru sprawiedliwości?

    Analiza:
    Ponieważ nasz superkomputer zawziął się i odmówił współpracy, zastosowano do
    badań inne skomplikowane urządzenie w postaci papierka lakmusowego. Zanurzony w
    miazmatach greczen papierek najpierw zmienił kolor na czerowny, następnie
    pojawiły się na nim sierpy i młoty, a na koniec spłonął w ciągu 0,0265 ns,
    wydzielając jednocześnie opary sarinu. Ewakuacja laboratorium była udana, nie
    zanotowano strat w ludziach.

    Przykład 3:
    "na szafot" /za ściaganie/

    Pytanie badawcze:
    a) kto i gdzie tak napisał?

    Analiza:
    ............ /głucha, kretyńskopięćdziesiątdruga cisza/
  • 11.05.04, 22:02
    Zastanawiam się dlaczego xiazeluka nie został alfonsem i nie żyje z prostytucji
    własnej matki. Przecież i ona i on ciężko by pracowali, a jakby umieli sprzedać
    swoje usługi to byłby zysk i wszystkim byłoby fajnie. Liczy się przecież efekt,
    miałby na chleb! Myślę, że ja jako istota wybitnie inteligentna (ale przecież
    nie dorównująca mojemu idolowi, Boże broń) zawarłem w jednym poście całą jego
    osobowość i światopogląd - wszystko jest na sprzedaż, a jak klient syfilisu nie
    złapie to nie ma sprawy.

    Oszczędź sobie epitetów, nie sądzę, abym wrócił do tego wątku.

    Ciekawe jak (bo że wykażesz to nie mam wątpliwości - nawet domyślam się w jakim
    typie logiki) uda Ci się wykazać, że życie z pisania prac jest lepsze od życia
    z prostytucji matki (względnie własnej).
  • 12.05.04, 08:54
    Odpowiedź na Twe kretyńsko-chamskie wątpliwości jest bardzo prosta:
    a) moja Mama nie jest towarem
    b) stręczycielstwo jest nielegalne
    c) jako kretyn nie zrozumiałeś istoty postawionej przeze mnie w tym wątku
    kwestii
    d) nie zawarłeś - powód wyłuszczono w p. c)

    Życie z pisania prac zakończyłoby się wtedy, gdyby osoby odpowiedzialne za
    odsiewanie ziarna z plew wykonywały swe obowiązki. Wtedy rynek gwałtownie by
    się skurczył. Ale dopóki kadra będzie finansowo zainteresowana nadprodukcją
    niepiśmiennych magistrów, to i funkcjonować będą usługodawcy, wykorzystujący
    głupotę egzaminatorów i lenistwo studentów.
  • 12.05.04, 10:35
    xiazeluka napisała:

    > Życie z pisania prac zakończyłoby się wtedy, gdyby osoby odpowiedzialne za
    > odsiewanie ziarna z plew wykonywały swe obowiązki. Wtedy rynek gwałtownie by
    > się skurczył. Ale dopóki kadra będzie finansowo zainteresowana nadprodukcją
    > niepiśmiennych magistrów, to i funkcjonować będą usługodawcy, wykorzystujący
    > głupotę egzaminatorów i lenistwo studentów.

    niech żyje rynek z towarem moralność!!!
    a xiaze niech zyje z jego efektów bo wymyślił zasady działania takiego rynku
    wystarczy po prostu "odsiewać ziarna z plew"
    ależ to brzmi rynkowo właśnie
    czyżby wzrosło nam zapotrzebowanie rynku na kopciuszki?
    nie...chyba to odsiewanie było w innej bajce i nie plew ale ziaren maku

    danka
  • Gość: Wolny wybor IP: *.arcor-ip.net 12.05.04, 11:20
    Droga PaniDanko, powiem krotko: szkoda czasu na tlumaczenie.
    To tylko jeden z przekupniow na jarmarku. Bedzie tak dlugo krzyczal,
    jak dlugo mu to sie bedzie oplacac.

    Staroswieckie poglady o etyce i moralnosci sa tylko reliktem
    ze starszych wydan niektorych ksiazek, ktorych ten pan nigdy na oczy
    nie ogladal.

    Chwasty to takie rosliny, ktore maja najwieksze szanse
    egzystencji na wysypiskach smieci. X dopasowal sie do srodowiska.







  • 12.05.04, 11:27
    Gość portalu: Wolny wybor napisał(a):

    > Chwasty to takie rosliny, ktore maja najwieksze szanse
    > egzystencji na wysypiskach smieci. X dopasowal sie do srodowiska.
    >
    >

    smile))))

    to teraz ja wiem dlaczego udało mi się przetrwać aż do dzisiaj smile)))

    danka
  • 12.05.04, 11:29
    Czasu istotnie byłoby szkoda, gdybyś w ogóle tłumaczenia jakieś zaczął.
    Ponieważ jednak pomyliłeś temat wątku ze swoimi urojeniami, to i tak cała para
    poszła w gwizdek. A efekty działalności swoich uczelnianych kamratów podziwiaj
    tutaj:

    www.superexpress.pl/iso/Dzisiaj/Wiadomosci/Kraj/kraj_6.shtml
    O etyce i moralności nie masz zielonego pojęcia, czego dowiodłeś wykazywaniem,
    że majster nie odpowiada za wyszkolenie swego terminatora. Wytłumaczeniem być
    może jest lektura "starszych wydań książek", zapewne z lat pięćdziesiątych,
    wraz z późniejszymi didaskaliami, znanymi chociażby z "Hańby domowej" Trznadla -
    to dokładnie to samo miganie się odpowiedzialności i zrzucanie jej na innych.

    A swoim chamstwem mi i tak nie zaimponujesz - takich mądrali pogardzających
    całym światem jest na FA bez liku. Poziom dokumendy jest dla Ciebie
    nieosiągalny.
  • 12.05.04, 20:37
    Cóż ujmę to lapidarnie: masz moralność złodzieja, który twierdzi, że wszystko
    jest ok. i że to nie jego wina, że go policja nie złapała jak kradł.
    A co do Twojego efektownego porównania ze sprzedawcą noży - otóż sprzedawca
    noży zakłada, że klient kupuje nóż do krojenia chleba, gdyż to jest jego zwykłe
    zastosowanie (a nie mordowanie - co jest wyjątkiem). Ty natomast wiesz, że Twój
    produkt jest wykorzystywany do oszustwa, do łamania prawa, więc jesteś za to
    odpowiedzialny, tyle, że nasze prawo jest w tym względzie chore. Na twoją ostrą
    jak maczuga ripostę odpowiem za dwa dni, wcześniej to technicznie niemożliwe.
  • 13.05.04, 09:47
    Ujmę to jeszcze lapidarniej - jesteś głupek. Kogo okrada piszący pracę na
    zamówienie kretyna? Kogo policja ma łapać - piszącego czy oszusta?

    Sprzedawca nie jest od zakładania, na co komu nóż/cegła/butelka/sznur do
    bielizny (przedmioty niezwykle często stosowane jako narzędzia zbrodni - nóż
    kuchenny zdaje się prowadzi w statystykach), tylko od sprzedawania. Każdy
    niemal przedmiot może być wykorzystany jako narzędzie mordu i żaden handlarz
    nie jest w stanie przewidzieć, że suszarka do włosów będzie miała zastowanie
    inne od zwykłego. Odpowiedzialność za takie czy inne użycie czegokolwiek
    spoczywa na osobie, która jej użyje, a nie na sprzedawcy, komuchu.

    Jeżeli jestem sprzedawcą broni to zdaję sobie sprawę, że mój towar będzie
    służył do zabijania ludzi, często z naruszeniem prawa. Mam prewencyjnie nie
    sprzedawać?
    Prawo nie jest chore w tym akurat przypadku, przeciwnie, to zdaje się jedna z
    nielicznych enklaw wolności. Podobnie - jesli posłuchasz pokrzykiwań Leppera i
    przestaniesz spłacać kredyt, to Ty będziesz za to odpowiadał, a nie towarzysz
    Przewodniczący, durniu. To Ty - jako człowiek (?) odbarzony rozumem i wolną
    wolą - masz być odpowiedzialny za swoje czyny, a nie osoba trzecia.

    Jesteś homo sovieticus, mój mały.
  • 14.05.04, 19:40
    A ja jeszcze raz powtarzam, że gdyby u nas stręczycielstwo było legalne byłbyś
    ustawiony do końca życia (szczególnie jeżeli oprócz matki masz siostrę). Pisząc
    pracę magisterską na zamówienie pomagasz w popełnieniu przestępstwa (chociaż w
    świetle prawa go nie popełniasz) i masz tego świadomość. Zdążyłem się już
    zorientować, że słowa "moralność" w Twoim słowniku nie ma, trudno, można i tak.
    A i bystry też zbyt nie jesteś. Nie umiesz nic udowodnić to schodzisz na poziom
    obrażania. Ja Cię lżyć nie będę, szkoda klawitury, poza tym stoję trochę wyżej
    w poziomie ewolucji moralnej. Niektórzy poza homo sovieticusa (do Ciebie to
    bardziej pasuje) nie wychodzą. Jesteś marnym człowieczkiem i tyle.
  • 16.05.04, 11:10
    "Gdyby było legalne..." - ale nie jest. Zatem przykład jest nietrafiony.
    Pisanie prac na zamówienie legalne jest - więc dowodzisz w tej chwili tylko
    swojej zajadłej głupoty.

    W moim słowniku byc może różnych rzeczy nie ma, ale przynajmniej słownik taki
    mam. Ty natomiast jesteś tabula rasa. Zapewne dlatego masz trudność z polemiką,
    jako że cały czas piszesz nie na temat. Wydrukuj sobie moje posty i poćwicz na
    ich podstawie dowodzenie swoich racji. Praw autorskich nie wymagam, uznaj to za
    freeware. Za jakieś 38 lat byc może zblizysz się w swojej ewolucji do poziomu
    Tytusa de ZOO.
  • 14.05.04, 21:18
    Czytam sobie jeszcze raz Twojego posta i jestem ciężko porażony... Co ma
    komunizm do odpowiedzialności za to, co się robi? Czy Ty w ogóle umiesz czytać
    ze zrozumieniem, czy jesteś półanalfabetą? Czy Ty w ogóle myślisz o tym, co
    piszesz? Wyłoże Ci to jak w przedszkolu - sprzedawca sprzedaje nóż. Nóż ma
    wiele zastosowań. Przykładowe zastosowania noża: Krojenie chleba, krojenie
    mięsa, patroszenie ryby zabicie sąsiadki. Nóż jest powszechnie używaną rzeczą.
    Zwykle stosuje się ją do czynności "codziennego użytku" (czy to nie jest zbyt
    abstrakcyjny frazeologizm dla Ciebie? Nie przegrzałeś się jeszcze? Drucik
    między uszami Ci się nie zjarał?). Sprzedawca nie musi myśleć, po co komu nóż -
    w 99,9% przypadków używa się go zgodnie z założeniem.
    Pracę dyplomową piszę się w określonym celu. Tym celem jest uzyskanie dyplomu.
    Dyplom uzyskuje osoba, która napiszę pracę. Dyplom stwierdza, iż osoba która go
    otrzymuje odebrała stosowne wykszałcenie. Praca jest zwieńczeniem tego
    wykształcenia, dowodem, iż delikwent potrafi wykorzstać swoją wiedzę. Aby
    uzyskać dyplom trzeba napisać pracę (nadążasz? - wiem, że dla takich jak Ty to
    nieco skomplikowane). Piszesz pracę - otrzymujesz dyplom. Nie napiszesz pracy -
    nie otrzymasz dyplomu (to takie proste, prawda? Nie? - cóż, przykro mi).
    Napisana praca jest wytworem intelektu piszącego. Niektórzy nie potrafią,
    względnie om się nie chce, co na jedno wychodzi napisać pracy. Ale chcą mieć
    dyplom. Idą do osoby, która jest w stanie napisać pracę. Taka osoba pisze
    pracę. Wie dlaczego ją pisze. Wie, że wytwór jej intelektu będzie wykorzystany
    do złamania prawa. Ma to gdzieś bo ma kasę z tego. Nie interesuje jej, że
    przyczyni się do złamania prawa, gdyż ona nie jest "umoczona". Wszystko jest
    pięknie.
    Jeżeli ciągle nie widzisz różnicy pomiędzy pisaniem pracy na zamówienie a
    sprzedażą noża to możesz mieć tylko pretensje do swoich rodziców za ciężkie
    dzieciństwo (ew. za lekkie dzieciństwo i ciężkie zabawki). Otóż gwarantuje Ci,
    że NORMALNY człowiek, wyposażony w system aksjologiczny nie sprzeda noża/broni
    jeśli będzie wiedział, iż ktoś użyje jej do przestępstwa. Co więcej, zawiadomi
    władzę, aby zapobiec przestępstwu (wiem, że żyjemy w Polsce i to co piszę to
    utopia... Ale od czegoś trzeba zacząć). A Ty co zrobiłeś? Wiedząc, że ktoś
    zamierza popełnić przestępstwo zignorowałeś to. Nie jestem prawnikiem, więc nie
    będę twierdził, że są na to paragrafy. Cel napisania pracy był dla Ciebie
    jednoznaczy, a jednak pomogłeś mu. Ale pozostaje nam odpowiedzialność moralna -
    pojęcie, które Ciebie specjalnie nie interesuje. Cóż, domyślam się ,że ludzie
    tacy jak Ty, przeliczający wszystko za mamonę, ew. subiektywnie spodziewaną
    użyteczność mają fajnie. Proste kryterium do oceny świata. Banał. Czy smucisz
    się, że stręczycielstwo jest nielegalne...? Oczywiście, że tak, przed
    zrobieniem czegoś co w dominującym systemie moralnym danego społeczeństwa
    powstrzymuje Cię tylko strach przed karą...
    Nazwałeś mnie homosovieticusem i komuchem. Bez uzasadnienia bo i po co.
    Najprościej kogoś zelżyć bo i się wtedy czujemy o wiele lepsi, nie? Możemy
    dzięki temu kompleksy podleczyć...
    A dlaczego to Ty jesteś homosovieticusem? Prosty przykład homosovieticusa -
    siedzi dwóch kumpli - robotników na budowie. Nagle jeden postanawia zabrać parę
    cegieł. Bo to państwowe, więc niczyje. Mogę sobie wziąć. Proste. Drugi nie
    bierze, tylko patrzy. Też uważa, że to państwowe. Więc co go to
    obchodzi. "Kradnie? No to co". Jego to nie dotyczy. "A niech się martwi
    policja, oni za to dopowiadają, co mnie to obchodzi". "Może się ze mną
    podzieli"? Jeszcze mu taczkę poda. przypomina Ci to coś?
    Postawa taka jak Twoja prowadzi do przyzwolenia na przestępstwo. Wiem, jaki
    będzie kontrargument - namawiam do donosicielstwa. Mylisz się. Ja nie zgadzam
    się na bierne przyglądaniu się łamani prawa >I< elementarnych norm społecznych.
    Sprzeciwiam się akceptacji, pomocy i gloryfikacji przestępstwa - A TY to
    właśnie robisz. To jest styl myślenia homosovieticusa, Twój styl myślenia,
    komuchu. Jak widzisz pozwoliłem sobie zejść na Twój poziom. Fajnie było. Ale
    wracam, bo mam świadomość rzeczy, których Ty do siebie nie dopuścisz do końca
    życia. Obrażaj mnie ile chcesz. Tego, że jesteś "marny" nie zmienisz.
    Co ciekawe, doszedłem do wniosku, że tak naprawdę to Ty już wiesz, że bredzisz.
    Ale duma nie pozwala przyznać się do porażki. I nie wierzę, że ja coś zmienię...
  • 16.05.04, 11:42

    Komunizm to promocja braku odpowiedzialności za swoej czyny, czyli postawa,
    którą stręczysz. Przeczytaj sobie zatem mój post jeszcze raz, jeszcze, jeszcze
    i tak przez tydzień. Szansa na prawidłowe wnioski wzrośnie.

    Przykład Twojej głupoty jest tutaj:

    "Sprzedawca nie musi myśleć, po co komu nóż - w 99,9% przypadków używa się go
    zgodnie z założeniem."

    Jeżeli nie musi myśleć, po co komu nóż, to druga część zdania jest zbędna,
    nawet jeśli ten procent "przeznaczalności" wynosi 0,01. Jasne?
    Nawiasem pisząc nóż zajmuje drugie miejsce na liscie narzędzi, którymi w Polsce
    popełnia się zabójstwa.

    Dalej zaczynasz gonić w piętkę:
    "Piszesz pracę - otrzymujesz dyplom. Nie napiszesz pracy - nie otrzymasz
    dyplomu (to takie proste, prawda? Nie? - cóż, przykro mi)."

    Owszem, powinno być Ci przykro. Kompromitowanie się takimi bzdurami powinno Cię
    zawstydzić. Twierdzenie, że wystarczy pracę napisać i dostać magisterkę jest
    wnioskiem tak dennym, że wprost nieprawdopodobne wydaje mi się, byś to napisał
    będąc o zdrowych zmysłach.
    Egzamin składa się z dwóch części: przedstawienia pracy i obrony jej. Samo
    napisanie nie wystarczy. Tak więc przyniesienie cudzej pracy względnie plagiatu
    wykonanego własnoręcznie również. I weryfikacja wiedzy tudzież znajomości swej
    pracy jest zadaniem komisji, a wczesniej promotora. Innymi słowy: na egzamin
    możesz przynieść nawet zerwany z przystanku rozklad jazdy. Własnoręcznie
    przepisany. Nie jest to jednak podstawą do uzyskania dyplomu. Kto i jak Ci
    pracę napisał nie ma nic do rzeczy. Na tym polega zadanie promotora i komisji.
    W przeciwnym wypadku, wedle Twego zdania, mozna przytargać plagiat, osobiscie
    zerżniętą pracę, bez udziału pośrednika (czyli piszących na zamówienie).
    Dociera?

    Sprzedawca nie odpowiada za nielegalne użycie jego wytworu autorskiego.
    Złamanie prawa nastąpi dopiero z chwilą przedstawienie pracy jako własnej przez
    kupującego. Jeśli twierdzisz coś innego, toś homo sovieticus. I totalitarysta -
    domagasz się od sprzedawcy noży, by odpowiadał za to, co kupujący z nim zrobi,
    Ty aksjologu. A od zawiadamiania o próbie oszustwa jest komisja właśnie. A nie
    sprzedawca noży.

    Cel napisania pracy jest jasny, ale intencjonalny. Sprzedawca pracy/noża nie
    może zakładać, że towar zostanie uzyty nielegalnie. Przestępstwo jest wtedy,
    gdy następuje czyn. A czynem jest dopiero próba oszustwa, a nie sprzedaż
    przedmiotu, który MOZE być użyty w celach przestępczych. Ponieważ nie jesteś
    prawnikiem, to oświecę Cię: karanie za zamiary to domena sowieckiego
    prawodastwa, homo sovieticusie. Tym bardziej, że pisanie prac w świetle naszego
    KK nie jest przestępstwem.

    Moralnie jest to również nienaganne: to, co zrobisz z pistoletem, który Ci
    sprzedam, jest Twoją sprawą. Możesz jej użyć do obrony własnej albo napadu na
    bank. W tym ostatnim przypadku nie ponoszę żadnej, ani formalnej ani prawnej,
    odpowiedzialności za TWOJE CZYNY.

    Dalej miałeś wątpliwość:
    "Nazwałeś mnie homosovieticusem i komuchem. Bez uzasadnienia bo i po co."

    Uzasadnienie jest powyżej. Wyrazić je można tak: "Każdy jest kowalem własnego
    losu". Nie wymagam, byś pojął tę złożoność od razu. Przeczytaj kilka razy moje
    genialne posty i wtedy odpowiedz. Daję Ci na to tydzień. Jeśli za mało, daj
    znać.

    Przykład z robolami jest nadal nieadekwatny (Ty to masz talent do nietrafionych
    analogii...) - mamy do czynienia z kradzieżą. Stosunek osobisty obu robotników
    do takiego czynu niczego nie zmienia. Dlaczego przykład jest więc nietrafny?
    Ponieważ pisanie prac dyplomowych na zamówienie kradzieżą (przestepstwem) nie
    jest...

    Co do akceptacji przestępstw, to znowu kulą w płot:
    1. Pisanie nie jest nielegalne
    2. Co nie jest nielegalne, jest dozwolone
    3. Podważanie p. 1 i 2 dowodzi komunistycznej natury protestującego, ponieważ:
    4. Odbiera ludziom swobodę wyboru (tak, także do popełniania czynów zakazanych).
    5. Ergo: jesteś komuch.
    Ciekawe ile jeszcze razy będziesz się żegnał. Brak konsekwencji to także cecha
    homo sovieticusa.
  • 16.05.04, 12:22
    No tak, moja teza o ciężkim dzieciństwie, względnie zabawkach sprawdza się. Ty
    zdecydowanie masz problemy z lekturą postów, które są proste jak konstrukcja
    cepa (ojej, zapomniałem, że tacy jak Ty nie wiedzą, czym jest cep - już służe -
    to takie narzędzie do młócenia zboża - nie tych trzech słów tłumaczyć Ci nie
    będę...). Nie wiem, co Ci się uroiło, iż "stręczę" (kto Ci to słowo
    podpowiedział? Kumpel z podstawówki dla formalnie dorosłych, tzn. ludzi którzy
    mają 18 lat?) brak odpowiedzialności - to Ty promujesz brak odpowiedzialności -
    "zrobię coś, a co się z tym zrobi nie do mnie należy". Ja natomiast domagam
    się odpowiedzialności dla tego, kto pracę "produkuje" i dla tego, kto ją
    kupuje.

    Po kolei: Czy wiesz, że nóż jest najczęściej uzwanym w Polsce narzędziem do
    krojenia chleba (tak, wiem, że to dla Ciebie za skomplikowane - musisz kupować
    krojony). Przykład miał Ci unaocznić różnicę pomiędzy sprzedażą noża a pracy
    dyplomowej - jak wspominałem, pretensje kieruj do rodziców, ew. do szkoły
    podstawowej, iż uczyniła z Ciebie półanalfabetę... (tzn. znasz litery, umiesz
    napisać słowa, ale powiązać je w zdania a zdania w struktury wynikania
    logicznego już nie. Czytać też nie umiesz. Ciekawe jak wygląda życie takiego
    jednokierunkowego stworzenia człowiekopodobnego).

    Widzę, że umiejętność używania skrótów myślowych jest Ci również obca Ty to się
    chyba ogólnie na tym świecie oboco czujesz...) - dobrze rozwinę wątek. Jak
    celnie, aczkolwiek kompletnie niepotrzebnie zauważyłeś, pracę trzeba obronić. I
    tu się nawet z Tobą zgodzę, że w większości polskich szkół wyższych obrona to
    kpina. Ale o mentalności złodzieja, który zrzuca winę na policje, że go nie
    złapała już pisałem, tradycyjnie nie dotarło, ew. spowodowało spięcie na
    drcuiku.
  • Gość: luka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.04, 13:21
    Na początek zagadka - kto to napisał:

    "A i bystry też zbyt nie jesteś. Nie umiesz nic udowodnić to schodzisz na
    poziom obrażania. Ja Cię lżyć nie będę, szkoda klawitury, poza tym stoję trochę
    wyżej w poziomie ewolucji moralnej."

    Odpowiedź - ta sama osoba, która wyprodukowała następujący tekst o ogromnych
    walorach merytorycznych:

    "No tak, moja teza o ciężkim dzieciństwie, względnie zabawkach sprawdza się. Ty
    zdecydowanie masz problemy z lekturą postów, które są proste jak konstrukcja
    cepa (ojej, zapomniałem, że tacy jak Ty nie wiedzą, czym jest cep - już służe -
    to takie narzędzie do młócenia zboża - nie tych trzech słów tłumaczyć Ci nie
    będę...)"

    oraz

    "Przykład miał Ci unaocznić różnicę pomiędzy sprzedażą noża a pracy
    dyplomowej - jak wspominałem, pretensje kieruj do rodziców, ew. do szkoły
    podstawowej, iż uczyniła z Ciebie półanalfabetę... (tzn. znasz litery, umiesz
    napisać słowa, ale powiązać je w zdania a zdania w struktury wynikania
    logicznego już nie. Czytać też nie umiesz. Ciekawe jak wygląda życie takiego
    jednokierunkowego stworzenia człowiekopodobnego)."


    Bardzo ładnie, mój drogi łabędziu. I jak konsekwentnie...

    Czy było jeszcze coś ciekawego w tym poście, poza szalenie odkrywczą
    informacją, że noże do krojenia chleba kupuje się do krojenia chleba? Owszem,
    idiotyczna sugestia, że złodziejem jest producent nożyc do metalu, a nie
    złodziej, który obrabia piwnice w blokach, ucinając rzeczonymi nożycami
    kłódki...

    Cała para w gwizdek, mój drogi.
  • 16.05.04, 14:14
    Zgadza się, że nie jestem konsekewentny - mówiłem Ci, że schodzę na Twój
    poziom - po prostu wiem, że Ty nie zrozumiesz nic, co mówię, więc postanowiłem
    się trochę zabawić. Niestety należysz do gatunku ludzi, którzy żyją w swoim
    zamkniętym świecie, świecie prostych i jasnych dyrektyw życiowych,
    przyjmowanych bezrefleksyjnie. Każdą refleksję na temat ich systemu "wartości"
    (jakoś mi to słowo do Ciebie nie pasuje...) traktują jak zamach na swoją
    tożsamość. Mi np. zdarza się zmieniać zdanie pod wpływem sensownej
    argumnetacji. Tobie to "nie grozi".... Aha i nie chwytasz różnicy pomiędzy
    ironią a lżeniem, ale to już naprwdę szczególik...

    Ostatnio czytałem ciekawy tekst o myśleniu prelogicznym w społeczeństwach
    pierwotnych. Nie sądziłem jednak, że zdarzy mi się dyskutować z człowiekiem,
    który sam stosuje myślenie prelogiczne (oparte o zasadę partycypacji). Jeżeli
    Ty widzisz (wywodzisz) u mnie twierdzenie, iż złodziejem jest sprzedawca nożyc
    do metalu to ręce opadają... Ciekawe metody ekstrapolacji... Więc powtórzę
    poraz czwarty bodajże: jeżeli masz świadomość, że pomagasz w przestępstwie, to
    przestępcą nie jesteś (chyba, jak mówiłem prawnikiem nie jestem), ale moralnie
    odpowiadasz za czyn, który zostanie popełniony (gdyż mogłeś zapobiec ucznieniu
    zła). Nie dotarło? Szkoda...
  • Gość: luka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.04, 15:24
    Wykazałeś się głupotą i niekonsekwencją, tłumaczenia o zaniżaniu poziomu są
    równie zbędne, jak infantylne. Widzisz, to jest tak: znajdujesz się cały czas
    parę kroków za mną, dlatego stając w miejscu i uzasadniając, że jesteś przede
    mną, powoduje jedynie zwiększenie dzielącego nas dystansu, czego dowodzi
    tłumaczenie, że siliłeś się na ironię. Odnotowałem te nieporadne próby i
    zlekceważyłem je, podobnie jak teraz mogę jedynie z ubolewaniem potrząsnąć
    głową, obserwując wojnę, jaką wydałeś zdrowemu rozsądkowi, z nieubłaganym
    postanowieniem przegrania jej.

    Owszem, piszesz rzeczy horrendalne, z których można wywieść pewne głupoty.
    Niestety, za swoją twórczość jesteś odpowiedzialny Ty osobiście, zatem żale
    skieruj do tego mało przystojnego faceta w lustrze.

    Acha, szpanowanie słownictwem przepisanym na chybił trafił z podręcznego
    słownika psychologii("prelogiczny, partycypacji, ekstrapolacji" w jednym
    akapicie to stanowczo zbyt wiele muchomorów w jednej zupie...) nie przydaje Ci
    powagi. Inaczej nie potrafisz? Biedactwo.
  • 16.05.04, 15:49
    Widzisz synku, to moje standardowe słownictwo... Aż tak Cię poraża? Źle z
    Tobą... Będę starał się nie używać, jeżli masz z tego powodu kompleks
    niższości. Pocieszę Cię, że rodzaj kodu językowego nie wpływa bezpośrednio na
    treść.

    No tak, zero konkretu tylko plucie. Skończyły Ci się sofistyczne (przepraszam
    za trudne słowo, spróbuj przsylabizować, może pomoże) argumenty?

    Ależ ja nie uzasadniam. Po prostu twierdzę, że jestem przed Tobą, na takiej
    samej zasadzie, jak Ty twierdzisz, że jesteś przede mną.

    Zdrowy rozsądek... Polecam jakąś rozwijającą lekturę na ten temat, np.
    Habermasa, jeżeli to nie porazi tojego antylewackiego drucika między uszami.
    Uprzedzam, dużo trudnych słów, nie ma obrazków a i zdania często dosyć złożone.
    Aha i nie wszytko da się sprowadzić do noża i kapusty.

    I mam prośbę - nie przelewaj na mnie swoich frustracji, że masz życie
    zwalone... Naprawdę nie ja jestem temu winny. Lewacy też nie, w końcu jest się
    odpowiedzialnym tylko za siebie...
  • Gość: luka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.05.04, 16:14
    Co mnie poraża poza Twoją głupotą? Eeee... chyba nic. No, może jeszcze natura
    łącząca komunizm z tchórzostwem, no, ale to nie moja sprawa, jak młodzi
    dżentelmeni zabijają czas.

    Ja rozumiem, że kiedy nie umiesz odparować, to zarzucasz oponentowi brak
    argumentów, ale czy na pewno powinieneś się tym chełpić? Poczytaj może
    Pitigrillego albo Kowalskiego, też bez obrazków, ale jakie rozwijające! I humor
    Ci się polepszy, ponieważ ja na Twoim miejscu czułbym się parszywie, gdybym
    wyprodukował podobnie płaskie posty jak Ty.

  • 16.05.04, 12:56
    Stwierdziłem, że Ci to pokawałkuję, to może łatwiej będziesz przyswajać...

    Jeżeli twierdzisz, że o planowanym przestępstwie można nie zawiadamiać, to
    dziękuje bardzo, ale to już jest szczyt wszystkiego. Przerzucanie
    odpowiedzialności na komisję, przerzucanie na kogoś innego - typowy homo
    sovieticus. Widzisz, Ty rozumujesz mniej więcej tak (zachowałem schemat Twojego
    myślenia językowego - abstrahując, czy myślenie jest językowe, czy nie, zdania
    wśród filozofów i psychologów są podzielone): "jak mi źle robią to ja naskarżę,
    jak komuś innemu źle robią to nie naskarżę bo nie mi, jak innny robi źle to
    podam mu coś do zrobienia źle bo będę miał z tego zysk". (Hmmm w sumie to chyba
    zrobiłem błąd - ty "zło" definujesz jako coś, co zmienia TYLKO TWOJĄ sytuację
    na niekorzyść - resztę świata masz w d...).

    Karanie za zamiary? Wiesz, słyszałem o takiej sprawie, kiedy żona chciała zabić
    męża, ktoś o tym zawiadomił i poszła siedzieć. Widzisz, w twoim systemie
    prawnym ona byłaby winna w momencie kiedy wynajęci zabójcy wymierzyliby
    pistolety, a nie od momentu w którym podjęła działania w celu ich wynajęcia -
    wybacz trudny przykład (nie zrozumiesz go - to pewne), ale prostszego nie chce
    mi się wymyślać. Gdyż życie nie jest takie proste (nie daje prostych
    przykładów), jak Ci się wydaje, nie ogranicza się do zabawy własnymi klockami
    (mam nadzieję, że dwuznaczność do Ciebie dotarła).

    Aha, co do przykładu sprzedawcy noża - wyobraź sobie taką sytuacje w USA.
    - Dzień dobry
    - Dzień dobry.
    - Co tam u Ciebie stary?
    - A wszystko w porządku (uśmiech). Przyszedłem kupić nóż.
    - Proszę. A po Ci właściwie nowy nóż? Wkurzył Cię ktoś? (śmiech)
    - Taa, mam dosyć żony, coś jej zrobię (śmiech).
    - hahahaha...

    Widzisz, gdyby w tamtyk kraju rozmowa tak była nagrana, byłaby wystarczającym
    dowodem do oskarżenia klienta o zamiar zabójstwa. Powołuje się na przykład USA
    bo Wy ten kraj bardzo lubicie.

    Widzisz, tu nie chodzi o odpowiedzialność za własne czyny, do której wszystko
    sprowadzasz. Tu w grę chodzi odpowiedzalność za niezapobieżenie ludzkiej
    śmierci - jest to wyższa wartość, czego Ty nigdy nie zrozumiesz...

    W sumie to nawet zabawne pokazywać absurdy Twojego rozumowania, szczególnie, że
    nie umiesz odnieść się do meritum moich wypowiedzi, czepiając się w zamian
    rzeczy pobocznych. Owszem, człowiek ma wolność do popełnienia czynów
    niedozwolonych, ale i powinien ponieść za nie odpowiedzialność. A Ty, swoim
    działaniem pozwalasz, aby tej odpowiedzialności nie ponósł. Wiem, że dla
    człowieka, którego interesuje własne plecy i okolice to nie do pojęcia. Cóż,
    powiem Ci tyle - przerzucanie odpowiedzialności jest zasadniczym elementem
    myślenia komucha, a ja dosyć jasno (dla Ciebie nie) pokazałem jak mechanizm
    przerzucania odpowiedzialności działa u Ciebie. Wszystko sprowadza sie do
    definicji - ja do odpowiedzialności włączam odpowiedzialność za podtrzymywanie
    ładu społecznego (opierajacego się na normach społecznych - w konsekewncji jest
    to dobre i dla mnie), Ty nie i nigdy się nie dogadamy.

    Rozwiń temat pożegnań i mojej niekonsekwencji - niekonsekwentny byłem bodajże
    raz, kiedy odpowiedziałęm na krytykę mojego pierwszego posta. Potem już się nie
    żegnałem, stwierdziłem tylko, że nie będzie mnie dwa dni. Jak doczytałeś coś
    innego, to dajesz kolejne potwierdzenie swojego półanalfanebyzmu...

    Do następnego posta, już się doczekać nie mogę, co z siebie wyrzucisz.
    Udowadnianie Twojej głupoty jest nawet zabawne...
  • Gość: luka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.04, 13:46
    Przemawia bardzo_mały_ciemniak (czy jakoś tak):

    "Jeżeli twierdzisz, że o planowanym przestępstwie można nie zawiadamiać, to
    dziękuje bardzo, ale to już jest szczyt wszystkiego."

    Ja planuję dokonać napadu na bank. Planuję go już od dłuższego czasu, jakichś
    dziesięciu lat, ale kto wie, czy go w końcu nie przeprowadzę. No, a teraz
    biegusiem na najbliższy komisariat, powiadom oficera dyżurnego, że planuję itd.
    Przy okazji donieś na ekspedienta w sklepie żelaznym, że sprzedał nóż facetowi,
    który kupując mówił do swego kolegi: "Moja żona tak mnie drażni, że kiedyś ją
    zarżnę".

    Odpowiedzilanościa komisji jest ocena, czy przedstawiona praca poparta jest
    wiedzą delikwenta. Jeżeli komisja miga się od tej czynności i ma pretensję do
    osób trzecich, to jest to właśnie przerzucanie odpowiedzialności, towarzyszu
    Wyszyński.

    Mojego rozumowania naturalnie nie udało Ci się prawidłowo odtworzyć, ponieważ
    nadal go nie jesteś w stanie zrozumieć. Co ja pisałem o sprawcy i czynie? Ze
    dwa posty wstecz, przeanalizuj to sobie jeszcze raz.

    Prawdziwości plotek, które rozgłaszasz, nie jestem w stanie zweryfikować. W
    każdym razie na Twoim miejscu nie wierzyłbym w pogłoski, które słyszysz w
    okolicach magli i blokowych pralni; robienie zaś z plotek argumentu
    kompromituje Cię. Podobnie jak umieszczenie w jednym zdaniu "słyszałem...
    wymyśliłem".
    Natomiast zaintrygowałeś mnie informacją, że mam jakiś "system prawny". W tej
    chwili chyba mnie przeceniłeś, ale dziękuję za uznanie.

    Dalej mamy ciekawostkę: "Wy ten kraj bardzo lubicie". Mój mały_negrze,
    ilu "nas" widzisz przed sobą? Halucynacje czy niewłaściwie dobrane okulary?
    Kolejnym zabawnym akcentem jest załączony dialog - który ma dowodzić niby
    czego? Morderczych zamiarów? Jeśli tak, to należałoby zapudłować - po
    bolszewicku, za nieudowodniony zamiar - jakieś trzy czwarte rodziców, którzy w
    chwili irytacji wrzeszczą na swoje dziecko "Następnym razem, jak znowu
    rozedrzesz nowe spodnie, to cię zabiję!", szczególnie, że słowa te padły w
    gniewie, a nie jak na załączonym przez Ciebie obrazku, w żartach. Następnie do
    pudła kwalifikowałyby się miliony kłócących się małżeństw, ujadających na
    siebie kierowców i tak dalej.
    Twój zapał do wtrącania do lochów ludzi za niewinne wypowiedzi jest odrażający,
    ale jednocześnie potwierdzający Twe komunistyczne zapędy.

    Dalej to już niestety popis głupoty:
    "Owszem, człowiek ma wolność do popełnienia czynów niedozwolonych, ale i
    powinien ponieść za nie odpowiedzialność"

    A gdzie ja napisałem, że nie powinien? Przeciwnie, cały czas piszę, że oszust
    na egzaminie powinien być ukarany, ale najwyraźniej abyś to pojął, musiałbym
    pisać zdaniami prostymi, akcentując każde słowo kapitalikami. Ty, jako komuch,
    chciałbyś karać wszystkich za wszystko, w tym sprzedawcy broni, bo ich klient
    następnie zabił żonę, a ekspedient wiedział, że nabywca jej baaardzo nie lubi.
    Problem polega na tym, towarzyszu - broń sama nie strzela. Podobnie jak
    sprzedana praca dyplomowa nie pójdzie sama na egzamin. Musi być SPRAWCA - który
    pociągnie za spust względnie będzie chciał oszukać komisję.

    A tak w ogóle, durniu, to niczego nie zrozumiałeś - w Polsce pisanie prac na
    zamówienie nie jest nielegalne. Pisałem o tym kilka razy, ale jak ktoś ma beton
    zamiast mózgu, to nikłe są szanse, by to pojął. Dlatego w poście otwierającym
    wątek dałem znak "?", abyśmy wspólnie zastanowili się, czy jest to właściwe. Ty
    piszesz w pewnym sensie na temat, ale z pozycji odwrotnej, jako że penalizacja
    tego procederu nie istnieje. Co więcej, prokuratura odmówiła wszczęcia
    postępowania po donosie z którejś uczelni.
    Teraz napisz wszystkim, jakie to komuchy urzędują w prokuraturze...

    Co teraz pomylisz, głupku?
  • 16.05.04, 15:01
    Dziękuje, że przywróciłeś mi prawo myślenia...

    Pisząc "Wy", miałem na myśli "Wy, UPRowcy", ale celowo skasowałem, żebyś miał
    okazję do "kąśliwej" uwagi tongue_out (coś co się kupy trzyma, napisać kiedyś musisz,
    nie?). Po prostu byłem ciekaw, czy ustosunkujesz się do sytuacji w USA. Nie
    zrobiłeś tego, trudno.

    Sam tekst miał pokazać pewne absurdy, do których chesz sprowadzić moje
    rozumowanie ,udowodnić Ci, że zdaję sobie sprawę z konsekewncji, tego co piszę
    (widzisz? Masz unaocznienie, że bywam samokrytyczny). Ale wierz mi - w stanach
    taka sytuacja byłaby jak najbardziej możliwa i to jest dla mnie straszne.

    Całe ta wypowiedź, miała pokazać, iż mam na całą sprawę pogląd wyśrodkowany.
    Widzisz, piszesz, że musi być sprawca, bron sama nie strzela. Ale Ty dajesz do
    ręki tę broń. Z pełną świdomością w jakim celu będzie użyta. Wiem, teraz
    wrócisz do przykładu ze sprzedawcą noża. On również daje "narzedzie mordu" do
    ręki. Tyle, że on nie wie, iż narzędzie to będzie użyte w celu morderstwa. Ty
    natomiast wiesz, że Twój klient użyje tego, co mu dajesz do popełnienia
    przestępstwa. I to was różni. Świdomość celu, do jakiego będzie użyte narzędzie
    jest tu kluczowa. Ty negujesz tą świadomość, sprowadzając to do
    indyferentnego: "to nie moja sprawa". Podobnie pewnie myśleli Amerykanie
    sprzedając Irakowi rakiety w latach bodajże osiemdziesiatych. Nie twierdzę, że
    kazdy sprzedawca noża musi interesować się, do czego on jest potrzebny jego
    klientowi. A wynika to z faktu, żę nóż ma społecznie usankcjonowaną
    użyteczność. Z pracą dyplomową sprawa nie jest taka prosta. Tu cel napisania
    jest jednoznaczny.

    Czy dałbyś człowiekowi nóż, gdybyś miał pewność, że zabije nim swoją żonę?
    Jeżeli tak, to cóż, w ogólnospołecznym odczuciu byłbyś obciążony moralnie...
    Mylisz dwa rodzaje odpowiedzalności, chociaż być może i ja w pewnym momencie,
    nieprecyzyjnie formułując myśl, również to mogłem zrobić...

    Nie chce mi się teraz sprawdzać, ale raczej nie napisałem, że pisanie prac jest
    nielegalne w sensie prawnym. Prędzej, że powinno być, choć teraz i tak się nad
    tym zastanawiam. I widzę elementy absurdu w tym podejściu. Ja po prostu uważam,
    że takie działanie sprzyja popełnianiu przestępstw (oh, zaraz mi napiszesz, że
    zostawianie roweru bez opieki prokuruje przestępstwo - zastanów się chwilę i
    zauważ pewne różnice). Piszesz prace masz jeden cel: zarobić. Konsekwencją
    tego, co zrobisz jest zarobek. Ale drugą konsekwencją jest złamanie prawa przez
    zleceniodawcę. Jeżeli świadomość tego, że pomagasz w popełnieniu przestępstwa
    (chociaż w nim nie uczestniczysz w sensie prawnym, podkreślam), w złamaniu
    pewniej normy społecznej nie rusza Cię, to rzeczywiście nie mamy o czym
    rozmawiać, po prostu mamy inne definicje wartości i ładu społecznego, i żaden z
    nas nie zmieni drugiego. Zauważ, że bez Twojego działania do przestępstwa by
    nie doszło (oczywiście może napisać ktoś inny, ale w tym momencie Ty nie masz z
    tym nic wspólnego). Mówisz: "nie napiszę". I koniec. Oczywiście rodzi się tu
    wątpliwość: "Czy powinienem zawaiadomić kogoś, iż ten człowiek zamierza
    popełnić przestępstwo"? Jeśli nie, to tak jakby któś nie zawiadomił o próbie
    namówienia go do zabójstwa, a tamtem poszedł szukać innego wspólnika. Moralnie
    jest to dwuznaczne. Nie ma tu chyba prostej odpowiedzi. Zawiadomienie komisji
    egzaminacyjnej o próbie namówienia do napisania pracy mogło by pomóc w wykryciu
    oszustwa (jeżeli klientowi napisał ktoś inny) i ukaraniu sprawcy na obronie.
    Jeżeli oni nic z tym nie zrobili, to już rzeczywiście "nie moja sprawa",
    sumienie jest czyste. W sensie prawnym zawiadomienie do prokuratury jest chyba
    bez sensu (raczej na pewno), bo przestępstwa póki co nie ma. Jak mówię, cała
    ta sytuacja jest niełatwa. Dla mnie oczywiste jest jedno: gdybyś był "dobrym
    obywatelem" (wiem, ze w tym kraju brzmi to jak ze skeczu Pythonów) to byś nie
    zgodził się na napisanie pracy i próbował przekonać zleceniodawcę do
    samodzielnej pracy. Naiwne, idealistyczne? Z pewnością. Ale zastanów się
    dalczego to jest naiwne i idealistyczne w percepcji nas obywu. Ano ponieważ
    całkowicie rozmija się z praktyką, z naszą codziennością. My jesteśmy nauczeni
    traktować patologię jako coś normalnego. Zrobienie czegoś, co byłoby zgodne z
    normami uczciwości jest dla nas śmieszne. Od czegoś jednak trzeba zacząć...

    Jak widzisz, mogę napisać coś bez obrażania, choć w Twoim wypadku to trudne,
    gdyż Ty widać inaczej nie potrafisz. A ja tylko się do Twojego poziomu
    dostosowuje. Aha i przeczytaj mojego posta w miarę uważnie - może wtedy
    zastanowisz się chwilę nad tym, co piszesz.
  • Gość: luka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.04, 15:47
    Jeden akapit, trzy brednie:

    "Pisząc "Wy", miałem na myśli "Wy, UPRowcy", ale celowo skasowałem, żebyś miał
    okazję do "kąśliwej" uwagi tongue_out (coś co się kupy trzyma, napisać kiedyś musisz,
    nie?). Po prostu byłem ciekaw, czy ustosunkujesz się do sytuacji w USA. Nie
    zrobiłeś tego, trudno."

    1. Pytam, powtórnie - ilu tych "nas" tu widzisz? Zwolennikami UPR są
    indywidualiści, którzy nie występują stadnie. W tej chwili usiłujesz
    polemizować z jednym upeerowcem, niewykluczone, że inni mają inne zdanie na
    omawiany temat.
    2. Najpierw piszesz "wy", potem "byłem ciekaw, jak USTOSUNKUJESZ SIĘ..." -
    zdecyduj się może, jeśli nie wymagam zbyt wiele.
    3. O sytuacji w USA chętnie się wypowiem, pod warunkiem, że podasz przykład, a
    nie zasłyszane plotki. Zapewnienie z komsomolską szczerością "wierz mi" mnie
    nie wystarcza. Dyskutuję o faktach, a nie historyjkach, które opowiadają Ci
    głosy.

    Jako kretyn nie zwróciłeś uwagi na pewną rzecz - warunkowość przeznaczenia. Nie
    tylko noża, ale i pracy dyplomowej. Oraz swobody dysponowania swoją własnością -
    jak napiszę pracę, artykuł czy cokolwiek, to mogę przenieść swe prawa na osobę
    trzecią, czyli zezwolić jej na używanie. Co jednak użytkownik zrobi, nie jest
    moją sprawą. CZYN powstaje w chwili, gdy nabyty legalnie towar służy
    popełnieniu przestępstwa. Świadomość, że kupujący MOŻE (bo nie musi)
    wykorzystać ją do popełnienia przestępstwa, nie jest obciążająca moralnie, z
    dokładnie tego samego powodu, jak sprzedaż broni palnej - a propos, dlaczego
    pominąłeś ten przypadek? Za trudny? Tak czy inaczej - odpowiedzialność za
    użycie czegolwiek (pracy, noża, cegły) spoczywa na tej osobie, która zrobi z
    tych przedmiotów użytek. I tu jest odpowiedzialność bezpośrednia, bez
    proponowanej przez Ciebie rozcieńczonej ("odpowiedzialność za śmierć pana
    Dziedziucha ponosi gawron..." - znasz?).

    Konsekwencja, mój drogi, to osobista odpowiedzialność za swoej czyny, względnie
    osób, które są pod naszą opieką. Nie jest nią natomiast potencjalna możliwość,
    że ktoś kiedyś gdzieś bez naszej wiedzy złamie prawo, komunisto. Piszesz: "Czy
    powinienem zawaiadomić kogoś, iż ten człowiek zamierza popełnić przestępstwo"".
    Nie, oczywiście! Co to znaczy "zamierza"? Mam donosić na osoby, która
    fantazjują, bawią się sytuacją, ironizują, prowadzą rozważania teoretyczne,
    hipotetyczne? Co innego, jeśli zobaczę kilku uzbrojonych facetów w
    kominiarkach, siedzących w krzakach pod czyjąś posesją. Tu jest podstawa do
    wezwania policji, ale w celu sprawdzenia tych facetów, a nie sprzedawcy
    kominiarek!

    Dalej biadolisz: "Dla mnie oczywiste jest jedno: gdybyś był "dobrym
    obywatelem" [...] to byś nie zgodził się na napisanie pracy i próbował
    przekonać zleceniodawcę do samodzielnej pracy."
    Przepraszam, kolego, ale kim Ty jesteś, by pouczać dorosłych ludzi? To ich
    życie, ich wybory - jeśli odrzucają dobre rady, to ich sprawa, ich rozrachunek
    z sumieniem. Nie przeprowadzisz każdego przez życie za rączkę. Jeśli mówisz
    komuś "nie wsadzaj ręki do wrzącej wody", a ten ktoś wsadzi, to kto jest winny?
    Gazownia?



  • 16.05.04, 16:12
    Wiesz, wiem, że to dla Ciebie nieprawdopodobne, ale w dwóch zdaniach mogą być
    zawarte dwie myśli. Rozumiem, że gramatyką też masz problemy. Jeżeli nie umiesz
    odróżnić dwóch różnych wątków... To jedna z Twoich najgłupszych uwag, widać po
    niej, że czepiasz się tylko dla samego czepiania...

    Podsumuje Cię krótko - nie interesuje Cię, co inny ma do powiedzenia. Brak
    argumentów przesłaniasz określeniami typu: "kretyn", "debil". Nie powtarzaj
    tego, jak za tobą w przedszkolu wołali, dobra? Oczywiście do prostego wywodu
    ustosunkować się nie umiesz, co najwyżej przyczepić do rzeczy najmniej ważnych.
    Z bronią jest podobnie jak z nożem, też sprzedaje się ją w społecznie
    usankcjonowanym celu- do obrony. Aha i ciągle mieszasz różne rodzaje
    odpowiedzialności, widać inaczej nie umiesz.

    Nie jest twoją sprawą... Jak mówię mamy inne definicje odpowiedzialności i
    żyjemy w świecie różnej aksjologii - nie zrozumiemy się.

    Nie chodzi mi o odpowiedzialność za coś "co ktoś może kiedyś cos zrobić" -
    mówię o KONKRETNEJ sytuacji, gdy wiesz, że przestępstwo będzie popełnine.
    Oczywiście do tej części wypowiedzi nie umiesz się ustsunkować, wystarczy Ci
    napisać, że jestem kretynem. Ty też jesteś kretynem. Fajnie nie? Tośmy się
    obelgami wymienili, hehe. Nie umiesz się do tego sensownie odnieść, bo wiesz,
    że nawet w twoim szczątkowym systemie etycznym nie ma miejsca na rozwikłanie
    tego problemu.

    Powtarzasz w kółko to samo, na różne sposoby. Zastanawiam się, czy to wynika z
    Twojego ograniczenia umysłowego, czy ze świadomości, że nie masz żadnych
    argumentów wobec faktu, że ktoś popełnia przestępstwo, a Ty mu je umożliwiasz i
    wiesz, że się je popełni. Wyłożyłem to prosto - napisałeś pracę, wiedziałeś w
    jakim celu, masz pewność że przestępstwo będzie popełnione. Prościej się już
    nie da.

    Aha nie rozumiem, dlaczego nazywasz mnie tchórzem. To Ty tchórzliwie unikasz
    pytań, uciekasz w inwektywy a nie argumenty, boisz się zmierzyć z
    konsekwencjami Twojego myślenia, które Ci wyłożyłem. Jak już Ci kiedyś
    napisałem - jesteś marnym człowieczkiem.

    Oszędź klawiatury, jeżeli znowu chcesz we mnie rzucić wiązką obelg. Postaraj
    się powiedzieć coś konstruktywnego, odnieść się do głównego zarzutu - wiesz, że
    popełnione będzie przestępstwo i pomogłeś w powstaniu warunków wyjściowych dla
    niego.
  • Gość: luka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.05.04, 16:31
    "Myśli" to niewłaściwe słowo. Lepsze byłoby "coś mi cieknie z
    uszu". "Gramatyka" to również pomyłka - "płaski wykres EEG" brzmi właściwiej.

    Nie chce mi się, jako żem leniwy, kopiować Twoich wyzwisk. Było ich co
    niemiara, zatem histeryczne "przesłaniasz określeniami typu: "kretyn", "debil"
    odnieś może najpierw do siebie, Narcyzie. Nie ulega jednak dla mnie
    wątpliwości, ze szukujesz grunt do sromotnej rejterady - to standardowa metoda
    postępowania kretynów właśnie.

    Z bronią, podobnie jak z każdym innym towarem, jest tak samo, jak z pracami.
    Jeśli go kupisz, to odpowiedzialność za jego stosowanie spoczywa na Tobie, a
    nie na sprzedawcy. To bardzo proste dla ludzi odpowiedzialnych, niemożliwe
    natomiast do pojęcia dla komuchów.

    Co do zamiaru ewentualnego, to wyraziłem się jasno i to kilka razy. Być może
    powinienem to napisać drukowanymi literami, ponieważ masz problemy z orientacją
    w terenie usianym zdaniami złozonymi. A mapę masz w brajlu. Sprzedawca nie ma
    możliwości zbadania mózgu nabywcy, w celu zbadania, czy cegłę kupuje do budowy
    domu czy raczej rozbijania głów przypadkowym przechodniom o północy. Dlaczego?
    Ano dlatego, że... patrz post wyżej. Przesylabizuj go powtórnie, zamiast
    ględzić o komunistycznej moralności.

    Dlaczego powtarzam w kółko to samo na różne sposoby? Ponieważ nie jesteś w
    stanie tego pojąć. Szukam klucza do Twojego szczątkowego umysłu. Praca sama w
    sobie nie jest popełnieniem przestępstwa. Aby je popełnić, musi byc czyn. Czyn
    nabywcy. To tak samo, jak z pistoletem - strzeli po pociagnięciu za spust, a
    nie sam z siebie. I tu właśnie pojawia się odpowiedzialność - bezpośredniego
    sprawcy, a nie wiosny (bo pojawiły się gawrony itd.)

    Tchórzem nazywam Cię dlatego, że ukrywasz się za nikiem tymczasowym, chociaż
    jesteś forumowiczem z dłuzszym stażem niż to głupawe pseudo, którym się
    zasłaniasz.

    Końcowy akapit to kolejny popis głupoty - wcale nie wiem, że "popełniono"
    przestepstwo. Wiem jedynie, że może być popełnione. A karanie za zamiary -
    nieudowodnione - nie jest miarką cywilizowanego prawodastwa.
  • 16.05.04, 19:12
    Zacznę od końca... Że co?! Jaki tymczasowy nick?! Jak to dłuższy staż?! Nie no,
    nie dość że ciężko myślący, to jeszcze paranoik...

    Widzisz, potwierdza się moja teza. My żyjemy w zupełnie innych światach. Tyle,
    że ja jakoś nie mam problemów w komunikacji z normalnymi ludzmi, umiem
    odróżniać dobro od zła, czyn moralnie godny do zwykłego kurestwa. W Twoim
    świecie wszystko to jest przemieszane - i nic tego nie zmieni. Nawet zabawnie
    się z Tobą dyskutuje. Próbujesz stylizować się na "wielkiego pana", znawcę i
    mądralę, obrońcę wolności i odpowiedzialności. Nie umiesz zauważyć komuszych
    zapędów w Twoim rozumowaniu, wygodniej Ci zarzucać je innym. Bo cóż, jak się
    nie ma argumentów, to się pisze bzdury, ew. odbija piłeczkę za pomocą obelg.
    Prosty sposób. A i jeszcze ciągle mieszasz porządek prawny z aksjologicznym...

    Śmieszny jesteś, naprawdę. Z przyjemnością będę wymieniał z Tobą kuksańce i
    pokazywał Twoje debilne odzywki znajomym. Pociecha z Ciebie nie ma co.

    Eh, mój instynkt dyskutanta zwycięża. Więc zamiast odpisywać na Twoje
    pozbawione treści, a przede wszystkim sensu wypociny, zadam Ci pytanie:
    Dlaczego nie zawiadomisz komisji, że osoba, która kupiła od Ciebie pracę,
    postanawia przedstawić ją jako napisaną własnoręcznie? Przecież nic Cię to nie
    kosztuje. A powiadomisz o możliwości zaistnienia przstępstwa. Jeżeli
    przstępstwo nie zaistnieje, to przecież nic się nie stanie. Proste i nic Cię
    nie kosztuje... Mam nadzieję, że pytanie jest zrozumiałe.

    Cóż, jak napiszesz coś sensownego to chętnie Ci odpowiem. Odpyskiwanie na Twoje
    obelgi jest zabawne, ale trochę męczące... Będę jednak twardo odpyskiwał, w
    miarę mojego skromnego czasu.

    Aha na koniec mam do Ciebie proste pytanie: Skoro jesteś taki mądry, to
    dlaczego ludzie zwyczajnie w świecie Cię olewają? Tylko ja podejmuję dyskusję z
    Tobą (ja znam odpowiedź, ale ciekaw jestem Twojej). Czy dlatego, że jesteś zbyt
    mądry dla nich? Na ogół jest tak, że mądry człowiek jest w stanie dotrzeć do
    każdego, ew. zmusić do polemiki jeśli się z nim nie zgadzają. Z Tobą polemika
    szybko się kończy i schodzi na poziom pyskówki, którą sam prowokujesz. Ciekaw
    jestem Twojego zdania na ten temat.

    P.S. Ludzie, którzy przestają z Tobą rozmawiać nie tyle rejterują, co uważają
    Cię za idiotę i mają dosyć Twoich chamskich odzywek. Ja na chamstwo jestem
    odporny więc mam tu przednią zabawę...
  • Gość: luka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.05.04, 19:31
    Zacznę od początku: ile jesteś na FA?

    Następnie coś tam chwaliłeś się o dwoich przewagach moralnych. Niech Ci będzie,
    świrku - co za różnica? Najpierw się chełpisz, że nie wyzywasz, potem bluzgasz
    przez cały post, następnie dowodzisz, żeś "aksjologicznie" wyżej... Nie pij
    tyle, kolego.

    Odpowiem teraz na Twoją durną wątpliwość: dlaczego nie zgłaszam? A dlaczego
    miałbym to robić? I w jaki sposób? Musiałbym kupującego śledzić. Oraz
    ograniczać jego wolność do podejmowania osobistych wyborów. Jako komuch nie
    rozumiecie tego, że odpowiedzialność polega na przyjmowaniu konsekwencji za
    swoje czyny, a nie cudze. Twoją sprawą jest to, co zrobisz z pistoletem, który
    Ci sprzedam. Łapiesz?

    Dlaczego ludzie "mnie olewają"? Zakładając, że to prawda - nie wiem. Nie znam
    motywów postępowania wszystkich tych "ludzi". Stadne, kolektywne myslenie -
    komuch jak się patrzy. Jesteś kretyn - ponieważ uzurpujesz sobie prawo do
    wypowiadania się za innych. No i ślepiec.
  • 16.05.04, 20:08
    Hmmm, wychodzi mi że ok. 2 miesiące...

    Chwaliłem się, ale stwierdziłem, że jak stanę się taki jak Ty będzie zabawniej.
    Poza tym kolejność była odwrotna, najpierw byłem wyżej, dopiero potem przstałem
    być, hehe. Zresztą czy to ważne? Teraz realizuję się zachowując się na Twoją
    modłę...

    Aha, czyli twierdzisz, że porządek społeczny utrzymuje się sam? Można i tak...

    Ty masz jakąś obsesję. Wszędzie widzisz komuchów. Czy ty przypadkiem nie
    pracujesz w biurze Samoobrony, względnie SLD i przez to masz manię
    prześladowaczą...?

    Kończę wątek ze sprzedażą pistoletu. Implikacje Twojego myślenia już Ci
    pokazałem, cóż więcej mogę zrobić...?

    Nie wiem, co Ty sobie wyobrażasz. Że wymienię wszystkich, którzy mogliby brać
    udział w tej dyskusji, ale mają Cię gdzieś? To tylko moja interpretacja
    zachowań, nie naburmuszaj się tak. Zauważyłem po prostu, że ludzie często
    ignorują rzeczy, które piszesz.

    Masz dziwną tendencję do stwierdzania rzeczy, których nikt nie napisał, nie
    powiedział, nawet nie pomyślał, które po prostu nie zaistniały. Niczym
    inkwizytor. Albo oficer NKWD lub SB. Oni zwykli wyciągać nieprawdopodobnie
    wnioski z prostych i jasnych zdań. Coś z Tobą nie tak...

    Najśmieszniejsze w Twoich wypowiedziach jest to ciągłe wyszukiwanie inwektyw do
    każdej własnej wypowiedzi. Ja jestem bardziej selektywny...
  • Gość: luka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.05.04, 20:17
    Wychodzi Ci 2 miesiące? Ojej, to cofam wszystko, co na Twój temat napisałem.
    Męska solidarność jest ważniejsza, niż moja prywata. A nie próbowałeś wsazić do
    mikrofali?

    Nie widzę "wszędzie" komuchów, ale prawie wszędzie. Poza tym, co za różnica?
    Jest nas tu dwóch, więc co za "wszędzie"?

    Uciekasz z kwestii pistoletu - tego się spodziewałem, pisząc o szykowaniu
    gruntu. Nie zawiodłeś mnie.

    Maniery wypowiadania się za innych nie porzuciłeś - nic dziwnego, jako komuch
    pewniej czujesz się w towarzystwie. Nawiasem pisząc - jak z kimś się zgadzam,
    to również nie zabieram głosu.

    Mam genialną umiejętność syntezowania wypowiedzi kretynów - im sie wydaje, że
    napisali coś innego niż to, co z ich tekstów wynika. Ty nie odbiegasz od tego
    wzorca. A najśmieszniejsze jest co innego - Tobie naprawdę się wydaje, że ryba
    potrzebuje roweru...
  • 16.05.04, 21:12
    Problem polega na tym, że tylko Tobie wydaje się, że wiesz, co ja napisałem.
    Widzisz, to jak Ty interpretujesz cudze teksty to Twoja sprawa, moja tyle
    tylko, że muszę Twoje interpretacje prostować... (z marnym skutkiem - do Ciebie
    nic nie dociera... Coż, narcystyczne osbowości tak mają...).

    Niech Ci będzie, prawie wszędzie. Sprecyzuje myśl - każdy kto się z Tobą nie
    zgadza jest komuchem. Czyli (prawie) każdy z FA. CO Ty jeszcze robisz w tym
    komuszym kraju, na komuszym forum?

    Uciekam, bo i po co to ciągnąć? Zatrzymaliśmy się w jednym miejscu. Doszliśmy
    do punktu, w którym podjęcie jakiegokolwiek dialogu (jeżeli w wymianie postów z
    Tobą można w ogóle mówić o dialogu) jest niemożliwe - okopałeś się na swoich
    pozycjach i nie interesuje Cię nic poza nimi. A ja potakiwać Ci nie będę, bo
    się z Twoim immoralizmem nie zgadzam.

    Mówił Ci ktoś, że jesteś megalomaniakiem?

    A i jeszcze jedno - za kogo mnie brałeś? Pytam z próżnej ciekawości - porównam
    sobie poglądy tej osoby z moimi. To może być ciekawe...
  • 17.05.04, 09:49
    Ja nie tylko wiem, co napisałeś, ale nawet to, co napiszesz. To naprawdę
    nietrudne.

    Dalej pogrążasz się następująco:
    "Sprecyzuje myśl - każdy kto się z Tobą nie zgadza jest komuchem. Czyli
    (prawie) każdy z FA."

    Jego Cesarskiej Mości Galbę nie uważam za komucha, chociaż zdanie na temat
    amerykańskiej agresji na Irak mamy rozbieżne. Twoja "precyzyjna myśl" szwenda
    się więć po manowcach.

    Dialog to jest wtedy, kiedy wymienia poglądy, a nie twierdzi, że oponent jest
    (tutaj wpisz swoje mądrości na mój temat). Rzecz nie sprowadza się do
    potakiwania, ani wystawiania cenzurek Moralności.

    Za kogo Cię biorę? Za jakiegoś tchórza, który boi się podpisać własnym nikiem.
    Skoro twierdzisz, że "nikt" nie chce ze mną rozmawiać, to na pewno nie jest to
    bezczelne kłamstwo, ale efekt wielomiesięcznych studiów statystycznych
    przeprowadzanych na FA na moich postach.
    Ponieważ jednak pokorne prośby zawsze mnie rozbrajają, to podam Ci niki, które
    prezentują zbliżony poziom do Twojego: waciak, chris, kir. No i kretyn52,
    oczywiście.
  • 17.05.04, 13:59
    Megalomaniak, z manią prześladowczą i półanalfabeta. Ale mi się okaz trafił...

    Twój dialog wygląda tak: ktoś coś mówi, Ty stwierdzasz, że jest komuchem,
    idiotą, kretynem itp., rzucasz swoją teorię niewiele mającą wspólnego z
    rzeczywistością, a każdy kontrargument zbywasz stwierdzeniem, że oponent to...
    i znowu powtarzasz to samo, jakbyś samemu sobie tłumaczył swoje wytwory. Nie
    umiesz dopowiedzieć na proste pytania, ze zdań rozumiesz co Ci wygodne. Cóż
    więcej można o Tobie powiedzieć? Jesteś miałki intelektualnie i tyle (syndrom
    UPR - dobrze się dobieracie z indywidualistami i liberałami z Samoobrony...)

    Ciebie też nietrudno rozpracować - zawsze będziesz twierdził jaki to Ty jesteś
    wspaniały, obrażał ludzi swoim marnie rozbudowanym słownikiem i narzucał swoją
    definicję sytuacji.

    Miłego dnia paranoiku.

    P.S. Przejrzałem 10 ostatnich stron Twoich wypocin na forum. To mi wystarczyło
    do uprawomocnionego wnisoku, że mikt z Tobą nie gada i coś ciężkiego Ci w
    dzieciństwie na głowę padło...

    P.S.2 Pokonwersuj z krzysiem 52 - prezentujecie podobny poziom intelektualny
    tyle, że on jest dodatkowo troszkę mniej błyskotliwy (tak to możliwe - ty
    jeszcze pewnie odróżniasz prawą od lewej...).
  • 17.05.04, 14:36
    A oto najnowsza reklama pasty do butów marki "mały_negr":

    Pasta do butów, którą Państwu oferujemy, to niezwykły produkt na miarę XXIII
    wieku, dostępny jedynie w kioskach przyszpitalnych w zakładach lecznictwa
    zamknietego, arcydzieło przemysłu galanteryjno-melioracyjnego, jedyny w swoim
    rodzaju okaz, o którym nikt nie zapomni, jeśli tylko go kupi!

    A kupi go na pewno, ponieważ na produkt jest osiągalny dla każdej kieszeni za
    niewiarygodnie niską cenę trzech podpasek dla dorosłych za sztukę! Niemożliwe?!
    Ale prawdziwe! Posłuchajcie Państwo opinii jednego z naszych zadowolonych
    pacj... /przekreślone/ klientów:

    Mówi pan Napoleon Skunks-Tępawy:

    Ta pasta, którą se kupiłem, no nie, jezd zajebista, no po prostu kul! Wymyłem
    se niom zemby i od razu poczułem siem lepsiej... Dlaczego pan mie tronca we w
    ramię, panie redaktorze? Że co? Aaaaa, przepraszam, no tak - do butuf se
    kupiłem pastem oczywista! A wogle o co biega, przeca moje zdanie ma tak dużo
    wspólnego z rzeczywistościom, że tylko ja mogem być tak jnteligentny, by na to
    wpadnąć, no nie?

    To co ja miałem, panie redaktorze... Co z tego, że mam na kartka tekst?
    Prosiłem, coby dać mię mojom kwestiem pismem obrazkowem, nie? Kurde, z baranami
    muszem pracować... Co to znaczy, że mię nie zapłacicie za udział w reklamie? Co
    to za narzucanie definicji sytuacji?! Poskarżem się mojemu panu kuratorowi,
    zobaczycie, łaaaaaa [szloch].

    Przepraszamy za zakłócenia. Pełną wersję reklamy nadamy w późniejszym terminie,
    jak tylko uda nam się zagonić tego troglodytę z powrotem do izolatki.



    PS. Zamiast przeglądać "10 ostatnich stron Twoich wypocin na forum",
    wystarczyło przeczytać wpisy w wątku, który zaśmieciłeś swoimi ciężkawymi
    postami. Od razu inne wnioski by Ci przyszły do głowy - właściwe.
  • 17.05.04, 14:47
    Ale śmieszneeeeeeeeee!!!!!! UHAHAHAHAhahahaaahaaa a a... Coś Ci nie wyszło. Kto
    Ci pisze taksty? Pan Mietek spod sklepu z jabolami? Babcia Niedorypka, Twoja
    wierna opiekunka i podcieraczka tyłeczka? A może przekazujesz własne
    doświadczenia? Fajnie masz w psychiatryku... A może Ty z zoo piszesz? Nie
    wiedziałem, że Gucwińscy wstawili komputer do klatki pawianów. A swoją drogą to
    nie powinieneś jeździć po komuchach - Twoi dobroczyńcy są chyba w SLD...

    Po Twoich pierwszych postach właściwe wnioski nasunęły się od razu - jesteś
    bucem, co ma niewiele treściwego do powiedzienia, lubi się kłócić i obrażać
    ludzi, aż w końcu rozumieją to i dają sobie z Tobą spokój. Co się tak
    zbulwersowałeś? Wstydzisz się głupot, które wcześniej nawypisywałeś?

    No to zrobiła się jechanka na całego. I bardzo dobrze, lubie pomęczyć od czasu
    do czasu sfrustrowanych życiem nieudaczników...
  • 17.05.04, 15:02
    Teksty pisze mi sam Michnik Adam, a redaguje je nastepnie Czesław Miłosz. Jeśli
    mają być przeznaczone dla amatorów pism, które i Ty preferujesz,
    czyli "Hustlera" i "NIE", to Jurek Urban za niewielką opłatą dokonuje
    podrasowania artykułu, metodą, którą jak widać, bezbłędnie opanowałeś: "Babcia
    Niedorypka", "podcieraczka tyłeczka" etc.

    Skoro jednak postanowiłeś załapać się jako zastępca redaktora naczelnego, to
    ustalmy najpierw, co za moi dobroczyńcy siedzą na tej kanapie, której nazwę
    wymieniłeś bez większych błędów (gratulacje)?

    Zanim jednak przyjmę Cię na etat, czuję się w obowiązku uprzedzić, że musisz
    się nieco bardziej starać. W naszej redakcji nie tolerujemy plagiatorów i
    smęciarzy, którzy w kółko piszą nie tyle artykuły, ale autoreklamy. Nazwisko
    możesz wyrobić sobie w "Trybunie Ludu", byle kto nie będzie sobie z nas robił
    trampoliny do Pulitzera.

    Acha, proszki od bólu głowy wydaje pani Alinka w sekretariacie. Tylko nie zjedz
    od razu wszystkich, bo Ci odliczymy od pensji. I nie wybałuszaj tak oczu, bo
    przestraszysz sprzątaczkę.
  • 12.05.04, 14:05
    xiazeluka napisała:

    > W dzisiejszej "RP" ciekawy artykuł:
    >
    > www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040511/kraj/kraj_a_2.html
    > Z treści wynika jedno - nasza kadra akademicka to niekompetentne lenie.
    > Powinnością promotora i egzaminatorów powinno być dbanie o proces
    > powstawania pracy oraz rzetelne sprawdzenie, czy kandydat na magistra
    > rzeczywiście sprawnie porusza się w tematyce swego dzieła. Tymczasem
    > akademicy żalą się do prokuratury na osoby prace piszące, próbując cudzymi
    > rękoma załatwiać sprawy, za które sami są odpowiedzialni. Żałosne.
    >
    > Najrozsądniej z wypowiadających się wypadł prof. Rocki - no i nic dziwnego,
    > jest członkiem UPR.
    Istotnie, uważam, że sądy nie powinny zajmować się takimi duperelami, mają
    ważniejsze sprawy na głowie (inna rzecz, że nimi też się nie zajmują).
    Czy to naprawdę tak trudno sprawdzić, czy dany osobnik sam napisał pracę?
    Wystarczy parę podchwytliwych pytań na egzaminie, żeby takiego kogoś "uwalić"!
    (Pomijam tutaj aspekt moralny sprawy, bo nie o niego chodzi). W końcu uczelnia
    sama winna dbać o swój prestiż, tzn. o to, żeby nie wypuszczać "niedorobionych"
    absolwentów. Skoro tego nie robi, to do kogo zgłasza pretensje?
    Pzdr.
  • Gość: anetka IP: *.246.209.72.tisdip.tiscali.de 12.05.04, 20:04
    Chcialam przeprowadzic test na kolezankach i kolegach . Zadalam im pytanie, co
    mysla o takiej hipotetycznej sytuacji, gdyby istniala mozliwosc kupienia
    gotowej pracy dyplomowej, co by zrobili.

    Popatrzyli na mnie jakos dziwnie, a po chwili konsternacji, jeden z kolegow,
    powiedzial : " Ty, Aneta, zawsze wymyslisz cos absurdalnego, aby rozbawic
    towarzystwo". Na szczescie mnie tym uratowal, wiec nie kontynuowalam.

    Pozdrawiam z praktyki w Berline




  • Gość: szermierz IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 14.05.04, 21:44
    To jakas paranoja, czy ci faceci(facetki), maja zamiar sie w koncu o to wszystko
    pozabijac ? Trzeba miec dobrze narabane w glowie, aby sie w taka balange
    pakowac !

    Xiazeluka, idz na spacer !
    Maly Czarnuchu jedz na ryby !
    Wolny wybiorco nalej sobie jednego !
    Panidanka niech idzie spac !
    Gretshen niech wyszywa makatki !

    Po kiego grzyba marnujecie zycie przy tych glebokich polemikach ?
    Ja ide wlasnie z psem na spacer, bo przyniosl mi w pysku smycz.

    PA !






  • Gość: Wolny najmita IP: *.ipt.aol.com 14.05.04, 21:52
    Jedna pani napisala, ze polskie uniwersytety sa bardziej zeuropeizowane niz niemieckie

    Wegen des längeren Aufenthaltes brauchen deutsche Studenten in den neuen
    EU-Staaten ein Visum (ist problemlos zu bekommen). Inzwischen ist es
    dort sogar leichter zu studieren als in vielen westeuropäischen
    Ländern, weil viele Universitäten dazu übergehen, Vorlesungen und
    Seminare auf Englisch anzubieten, gelegentlich sogar auf Deutsch.
    Speziell Polen führt derzeit auch immer mehr Studiengänge mit den
    international anerkannten Abschlüssen Bachelor und Master ein - und
    ist in diesem Punkt sogar weiter als Deutschland.

    Czy niemieccy abiturienci moga studiowac w Warszawie albo Pradze i czy dyplomy beda uznawane
    w Niemczech?

    Od niemieckich studentow wymagana jest wiza ze wzgledu na dluzszy pobyt. Jest ona jednak
    latwa do uzyskania. W nowych krajach czlonkowskich mozna obecnie latwiej podjac studia niz w
    krajach zachodnioeuropejskich, gdyz uniwersytety przechodza na wyklady i cwiczenia w jezyku
    angielskim a nawet i niemieckim. Najbardziej specjalizuje sie w tym Polska. Uniwersytety w Polsce
    wprowadzaja coraz wiecej kierunkow w miedzynarodowym systemie Bachelor i Master i pod tym
    wzgeldem wyprzedzaja uniwersytety niemieckie.
    Niemiecka Organizajca Studentow zacheca do studiowania w Europie Wschodniej.

    Polskim wladzom w to graj, bo uczelniom przybedzie szmalu.

    Pani zapytala ponadto:
    Können deutsche Abiturienten in Warschau oder Prag studieren, und gelten die Abschlüsse auch in
    Deutschland?
    (Tlum.: Czy niemieccy abiturienci moga studiowac takze w Warszawie i Pradze, czy dyplomy sa
    wazne takze w Niemczech?)

    Odpowiedz:
    Polskie uniwersytety to freblowki! One chetnie przyjma wszelkich cudzoziemcow, bo chca wiecej
    szmalu.

    Ale plotka, ze polskie stopnie Master i Bachelor sa uznawane w zachodnich uprzemyslowionych
    krajach, to jest pusta legenda.


    Niecha Pani spojrzy tez na stan wyksztalcenia Polakow w liczbach. Co tu sie dzieje. Czy w takim
    kraju moze istniec choc jeden przyzwoity uniwersytet?

    W kraju zyje 2/3 wszystkich Polakow, tj. 40 mln. Z tego:

    - 2 mln 41 tys. posiada dyplom wyzszej uczelni, co stawia nas na ostatnim miejscu w Europie. (Na
    zupelnie ostatnim jest Albania, ale ta liczy sie tylko dla formalnosci.)

    - 763 tys. skonczylo szkoly policealne.
    Tzn. lacznie ksztalcilo sie po maturze nawet nie 3 mln.

    - 15 mln ma wyksztalcenie srednie.

    Ale przerazajaca jest liczba 20 milionow z raportu ministra kultury "O stanie kultury", z ktorej:
    - 8 mln ukonczylo szkoly zawodowe,
    - 10 mln poprzestalo na szkole podstawowej,
    - 2 mln nie skonczylo szkoly podstawej.
    Armia 20 mln wtornych analfabetow niezdolnych do wyrazenia swojego sprzeciwu skuteczniej niz
    pluciem na wlasny telewizor, lub. . . wyborem UE!

    20 milionow narzekajacych a bezbronnych i, co gorsza, bezradnych.

    Przeciez nie wystarczy przeczytac gazety. Trzeba jeszcze umiec czytac miedzy wierszami, "czuc
    pismo nosem" i wyszukac co w trawie piszczy.
    Potem trzeba jeszcze umiec zorganizowac sie.

    A jak wyglada rozklad zajec Polaczka? Piwko ze szwagrem, pilocik, telewizorek. . .

    8 godzin pracy,
    1 godzina dojazdu,
    4 godziny telewizji (durne seriale: jedna pani z jednym panem, potem bez, go zostawila, ich
    dziecko z tamtym dzieckiem romansowalo, cos sprzedali, cos kupili - 100 odcinkow; newsy na
    poziomie debili: tam zabili, tu zgwalcili, tam wojna, autobus wpadl do wody, psa udusili).

    Czyli 12-14 godzin poza zyciem rodzinnym, poza zyciem narodowym i w ten sposob caly dzien
    zlecial i trzeba isc spac. I tak w kolko.

    Kowalski stracil orientacje, juz nie wie co jest prawda a co falszem, co dobre a co zle. Bo w tym
    jest metoda, zeby zmiazdzyc nasza swiadomosc do utraty orientacji - z jednej strony szkola, z
    drugiej mediami.

    Zestawienie wyksztalcenia Polakow w kraju:

    $$$ - dyplomy uniwersyteckie: 2 mln 41 tys., pomaturalne: 763 tys.

    $$$$$$$$$$$$$$$ - srednie: 15 mln

    $$$$$$$$$$$$$$$$$$$$ - zawodowe, podstawowe, bez podstawowego: 20 mln

    Hitler mawial w przystepie humoru przy kieliszku: nas interesuje, by Polak mial tylko tyle szkoly,
    zeby umial czytac nasze znaki drogowe, wskazujace mu usuwanie sie nam z drogi, kiedy bedziemy
    jezdzic po Europie naszymi Volkswagenami.
    ("Rozmowy Hitlera przy stole" spisane na polecenie Bermanna.)



    Marzenie Hitlera porwali globalni Zydzi.
    Dwie macki globalnego Zyda miazdza Twoja swiadomosc:
    - falszywa lub zadna edukacja i
    - medialna propaganda wmieszana w rozrywke i newsy.

    Ilu z glosujacych za UE zna "Traktat z Maastricht"? 1 na 1000?

    Niemozliwe. Nawet nie jeden. Jezeli zna tylko jezyk polski, to nie mogl go przeczytac. Tekst
    tlumaczenia na polski nie jest autoryzowany, a w innych jezykach nie rozprowadzono go w
    Polsce.

    Ci nieliczni co znaja jezyki widza jakie poslizgi ma polskie tlumaczenie.

    Kiedy w Norwegii zblizalo sie referendum o ?wejscie" do Unii Europejskiej, wyslano do 2 milionow
    wyborcow wierny tekst "Traktatu z Maastricht" i Norwegowie powiedzieli "NIE". Dowiedzieli sie, o
    co chodzi.

    Dawniej elita wladzy wysylala zolnierzy walczyc w wojnie na armaty, karabiny i bagnety. Dzisiaj
    elita wysyla armie redaktorow i rezyserow i rozgrywa wojne miazdzeniem swiadomosci iluzjami
    "fabryk marzen" i redakcji.

    Rzad, sejm i sady konformizuja te zmiazdzona swiadomosc. Kowalski po prostu glupieje i nie tylko
    pozwala sie okradac, ale jak zahypnotyzowany oddal zlodziejowi ziemie, na ktorej sie urodzil i
    gdzie sa groby jego ojcow. A na tego, co go przywoluje do opamietania sie, krzyczy: "Wiem co
    robie!"


    ---------------------------------------

    Drugi Protokol Starcow Syjonu

    ROLA PRASY: Wytworzyc iluzje w glowach gojow
    "Panstwa wspolczesne posiadaja w reku swoim olbrzymia sile, wytwarzajaca ruch mysli w
    narodach. Jest nia prasa.

    Rola prasy polega na wytyczaniu niezbednych zadan, na komunikowaniu skarg narodu, na
    wyrazaniu a nawet tworzeniu niezadowolenia. Prasa jest ucielesnieniem wolnosci mowienia.
    Panstwa nie umialy wykorzystac tej sily i oto znalazla sie ona w naszych rekach.

    Przez nia zdobylismy wplywy, pozostajac na uboczu i w cieniu, dzieki niej zgromadzilismy w
    posiadaniu naszym zloto, nie baczac na to, ze zmuszeni bylismy wylawiac je ze strumienia krwi i
    lez."

    ---------------------------------------



    Od 1918 roku, kiedy Polska kongresowa odzyskala niepodeglosc, reforma edukacji natychmiast
    wprowadzila wychowanie w poszanowaniu wspolnego dobra jakim jest ojczyzna i w gotowosci
    poswiecenia temu dobru umiejetnosci, talentu, wiedzy, sil, a w potrzebie i zycia.

    Od 1989 roku, kiedy Polska syjonistyczna "odzyskala niepodleglosc", minelo 15 lat a dzieci ucza
    sie wciaz z podrecznikow h i s t o r i i pisanych jeszcze w stanie wojennym, ze "Zygmunt Krasinski
    pochodzil z rodziny feudalno-arystokratycznej", a "krol chlopow" Kazimierz I (ten co zadluzyl
    kraj 46-procentowa lichwa u Zydow na budowe przestarzalych warowni) byl Wielki.

    Kiedy Niemcy sie zjednoczyli, to wyslali na renty i emerytury 5 tys. profesorow, aby ci nie
    skrzywdzili mlodziezy trzymaniem jej w naukowym zacofaniu i niewolniczym mysleniu.

    Natomiast u nas ONI, komuchy, zostali i maja sie lepiej niz przedtem. Dalej profesoruja za
    katedrami, chociaz ich wiedza jedzie naftalina i stalinowskimi freblowkami i dyplomami
    uzyskanymi punktami "za pochodzenie", za partyjnosc, za udzial w akademiach i pochodach
    1-majowych i robienie "gazetek sciennych" z bristolu. ONI zasiadaja w przeroznych komisjach,
    nadaja stopnie "naukowe" i rozdaja fundusze, decyduja jaka rosnie ta cudaczna inteligencja
    polska.

    Widac to po swiezych przyjezdnych z kraju mlodych inteligentach na Zachodzie. W Chicago pani
    magister z Polski idzie "na domki", tj. sprzatac cudze domy, albo podcierac tylki umierajacym
    Zydom. Agencja weryfikacji dyplomow w Nowym Jorku uznaje z Polski tylko Uniwersytet
  • Gość: Goly i wesoly IP: *.ipt.aol.com 14.05.04, 21:56
    Agencja weryfikacji dyplomow w Nowym Jorku uznaje z Polski tylko Uniwersytet Jagiellonski, a i
    to tylko dlatego, ze to jest uniwersytet najstarszy, a nie ze najlepszy.

    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

    Z czego to sie bierze? Otoz to bierze sie wlasnie z tego bajora, do ktorego zepchneli nas wpierw
    komunistyczni, a potem syjonistyczni Zydzi:

    "Kto z panstwa jest za tym, zeby Polska w e s z l a do Unii Europejskiej - prosze podniesc reke!
    Dziekuje.
    Kto jest przeciwko - reka do gory! Nie widze, dziekuje.
    A kto sie wstrzymal?. . . Oj, psiakrew, jest troche rozsadnych."

    (Z Kabaretu "Ejze fijolecku lesny")

    ______________________________________________ _
    Wedlug: Toronto-HSE-ppp3670691.sympatico.ca


    Ta pani w koncu opuscila rece:
    Der Deutsche Akademische Austauschdienst wirbt gezielt für ein Studium in Osteuropa.
    Die Idee ist natürlich nicht schlecht.
    Die Frage ist aber: welcher westeuropäischer Student will wirklich im ehemaligen Ostblock
    studieren?
    Arbeiten - vielleicht, aber studieren? Vielleicht nur "Polonistik", alles andere ist nicht so sinnvoll...

    (Tlumaczenie:
    Niemiecka Sluzba Wymiany Akademickiej werbuje do stuiowania we wschodniej Europie.
    Pomysl jest naturalnie niezly.
    Pytaniem jednak jest: ktory zachodnioeuropejski student chce
    rzeczywiscie studiowac w bylym bloku wschodnim?
    Pracowac moze tak, ale studiowac moze tylko "polonistyke", wszystko inne nie mialoby sensu.)


    Ta pani ucelowala w dziesiatke, co zreszta nie bylo trudne:
    polskie freblowkowate uniwersytety moga wydawac sie atrakcyjne mlodziezy polskiej, ktora nie
    wytknela nos poza polskie "uczelnie".

    Niemcy poratowaly poziom nauczania bylych NRD-owiczow po 1989 roku w ten sposob, ze poslaly
    "profesorow" NRD-owskich szczypac trawke na emeryturze, a mlodziez uczeszcza do zachodnich
    uniwersytetow i uczelnie wschodnie otrzymaly sily z zachodnich Niemiec.

    W Polsce zostala stojaca woda, ze tak powiem, ktora zarosla kaczencem jeszcze bardziej.

    Nie chcialbym byc w skorze mlodego Polaka w kraju obecnie.

    Mlody zmarnuje lata "studiow", ktore nie dadza dyplomu honorowanego w uprzemyslowionych
    krajach Zachodu, "wiedza" nabyta jedzie naftalina.

    Gdybym byl mlody w Polsce, to moze wycialbym w pien rzad warszawski i sprowadzil profesorow z
    zachodniej Europy za pieniadze wyrzucone na:
    - budowe szklanego Disneylandu w Wilanowie dla wyalienowania gryzipiorkow z Brukseli (1,5 mld z
    twojej dziurawej kieszeni),
    - wyslanie i utrzymywanie polskich zolnierzy w Iraku,
    - utrzymanie skorumpowanego rzadu warszawskiego i sejmoknesetu wraz z ich pajeczyna poza
    Warszawa,
    - itd.,
    a ponadto sfinansowalbym dojazdy do uczelni niemieckich i tam zakwaterowanie i stypendia dla
    dwoch milionow polskich studentow.

    Polacy musza bezwzglednie zbudowac linie szybkiej kolei Transrapid do naukowych i
    przemyslowych osrodkow w Niemczech.

    Zydzi doja czwarte pokolenie Niemcow. Polacy nigdy nie dostali reparacji za zniszczenia wojenne.
    Wszystko porwali Zydzi, zwlaszcza na budowe i podtrzymanie sztucznej egzystencji tzw. Izraela
    w Palestynie. Z jakiej racji?

    Zydowskie organizacje storpedowaly budowe linii szybkiej kolei Berlin-Poznan-Bydgoscz-Gdansk,
    ktora Niemcy chcialy sfinansowac.

    Jezeli dbasz o swoje dziecko, przepedz zydowska mafie z Warszawy, Brukseli i marionetkowego
    rzadu federalnego Niemiec i Reichstagu.

    Ale sprobuj cos zrobic, a Zydzi cie ubiegna. Pinjondze, dummer Pollacke?! Nein, nein, nein.
    Nur für Juden!

    Przyklad:

    Rzad niemiecki opracowal umowe pomiedzy Centralna Rada Zydów (CRZ) w Niemczech a republika
    bonska o przyznanie statusu mniejszosci zydowskiej zrzeszonej w CRZ.

    Mniejszosc zydowska otrzymalaby status jaki ma Kosciól Ewangelicki i Katolicki, oraz zwiazki
    wyznaniowe.

    Gdy jednak przyszlo do przydzielenia pieniedzy (oczywiscie z podatków podatników niemieckich -
    drobiazg), to Unia Postepowych(!) Zydów podniosla wielkie ajwaj!

    "Postepowi" chca "sprawiedliwego" podzialu, tzn. oni tez chca szmal.

    Umowa ma byc podpisana przez Centralna Rade Zydów w Niemczech z niemieckim rzadem 27
    stycznia 2003 roku. Umowa bedzie pierwsza taka umowa po wojnie.

    Nalezy przypomniec, ze rzad republiki bonskiej jest tworem zydowskim (Henry Morgenthau-a i
    jego mafii) i nie reprezentuje narodu niemieckiego, tylko nim zarzadza pod komando elity
    syjonistów w USA.

    Dlatego umowa, czy traktat podpisywany jako "rzad niemiecki" jest z reguly cyniczna farsa
    niezaleznie od partii przy "wladzy", czy od kanclerza.

    (NB. "kanclerz" Helmut Schmidt, dla którego usunieto Willi Brandta, to Zyd, byly oficer Luftwaffe, a
    Helmut Kohl to wnuczek galicyjskich Zydów, laureat lozy masonskiej w Monachium i
    przypuszczalnie jej czlonek.

    Wyobrazenie Polaków, ze Niemcy sa tym zagrozeniem dla Polski, co w 1939, jest absurdalne, choc
    wciaz slyszy sie: - Wykupia nasze "Ziemie Odzyskane", Pomorze, Gdansk itd. Zapewne wykupia,
    ale nie te Niemcy z 1939 roku, tylko te z nakazu elity nowojorskich i bostonskich syjonistów.

    (Tych niuansow Polacy jeszcze nie przyswoili sobie tylko mysla na "bazie danych" z
    zydokomunistycznych dzienników telewizyjnych i PRL-owskich podreczników historii.)

    Umowe podpisze Schröder dla dopelnienia farsy:

    1. Zydom zamieszkalym wsród narodu niemieckiego przyzna sie taki sam status prawny, co
    Kosciolowi Ewangelickiemu i Katolickiemu.

    2. Zydzi w Niemczech otrzymaja od podatników niemieckich trzykrotnie wiecej pieniedzy niz
    dotychczas. Nie 1 ale 3 MILIONY EURO rocznie!

    Sluchajcie Polacy: 3 MILIONY EURO ROCZNIE!

    3. "Rzad" rozpuscil blage, ze umowa zrewolucjonizuje nature Zyda, ze umowa nadprzyrodzona
    moca z-i-n-t-e-g-r-u-j-e Zydów. (Jakby Schröder nigdy nie slyszal o walce Zydów z asymilicja,
    albo Niemcy chcieli sie integrowac z wszawa szarancza swiata.)

    Gdy przyszlo do podarku, Zydy od razu zaczely szarpac worek z pieniedzmi, kazdy w swoja
    strone. Ortodoksyjni (Centralna Rada Zydów) krzycza, ze sprezentuja ten niemiecki szmal 83
    "gminom" zydowskim. Zas niezrzeszeni - ze wiecej niz polowa to ich.

    Ogólem jest w Niemczech ponoc 100 tysiecy Zydów. Z tego 70 tysiecy, tj. 70% przywieziono z
    Sowietów w ostatnich kilku latach. Napchano ich na "odgórne" zarzadzenie elity nowojorskiej z
    Jewish World Congress.

    Te 70% zglaszaja, ze oni nie sa wyznaniowymi i nie zrzeszeni w CRZ, ale chca pieniedzy.


    Friedman (CRZ) powiedzial do "Der Tagesspiegel":
    - Stwierdzenie, iz Zydzi w Niemczech sa bardzo wplywowa mniejszoscia, jest przejawem a n t y s
    e m i t y z m u. Mniejszosc ta nalezy o c h r a n i a c.
    - Antysemityzm jest zamachem na demokrajce.
    - Umowa "jeszcze nie jest normalizacja."

    Zas Spiegel w "Tagesspieglu" podziwia fakt, ze tylu Zydów zamieszkalo w Niemczech. W 1945 r.
    rodzice Spiegela mysleli, ze w Niemczech raz na zawsze nie bedzie wiecej Zydów.

    Friedman i Spiegel zatrabili w jedna trabe:
    Zydzi w Niemczech sa dyskryminowani!!! "Tylko dzieki nam doszlo do tej umowy".


    ICKI BIORA SIE ZA LBY O SZMAL

    Icki z CRZ chca cale 3 mln euro dla "gmin", czyli dla siebie.
    Zwiazek Postpowych Zydów (Union Progressiver Juden in Deutschland) chce "sprawiedliwego"
    podzialu.
    Jakis tam wazny rabin Uri Regev z Jerozolimy pieniaczo domaga sie od rzadu niemieckiego
    "sprawiedliwego" podzialu.

    Tymczasem ortodokyjni zacieraja rece - 1 mln juz wyladowal w ich kieszeniach.

    Icki w Saksonii-Anhalt, jak to Zydy, zaraz pobiegly do sadu: - Dyskryminacja, gewaal!!! - i tam
    Trybunal Administracyjny przyznal im lwia czesc: dac wszystkim, a nie tylko "gminom" czarnych
    przebieranców.

    Ale wyrok zbagatelizowano i pejsaci inkasuja.

    Nikt nie widzial Zyda, co by przepuscil okazji dmuchniecia cudzych pieniedzy - grupa w Monachium
    pobiegla do samego pana burmistrrza, Christiana Ude. Ten jednak, nie taki glupi zeby narazac
    swoja posade, napisal decyzje, ze
  • Gość: Goly najmita IP: *.ipt.aol.com 14.05.04, 21:59
    Ten jednak, nie taki glupi zeby narazac swoja posade, napisal decyzje, ze nie bedzie "mieszal sie
    w wewnetrzne sprawy spolecznosci zydowskiej".

    Totez grupa pobiegla dalej, na sama góre wladzy panstwowej, do rzadu: "Czarni" zmuszaja nas, z
    krwi i kosci ateistów z Sowietów, do zapuszczania pejsów, chodzenia w chalatach i krymkach i
    zapisania sie do ich "gmin".

    Zaden goj rzadowy nie wyrazil ochoty narazenia swojej kariery jakakolwiek decyzja w tej
    sprawie. Przeciez Niemcy znaja ta nacje.

    Tak wiec sowieckie Zydy z nagla odzyskuja wiare w Boga, no coz - dla pieniedzy. I rosnie liczba
    "wyznaniowych" - informuje "Frankfurter Algemeine Zeitung".

    Polacy w Niemczech prosza od rzadu daremnie o jakiekolwiek pieniadze z funduszy dla
    "mniejszosci" - od przeszlo dziesieciu lat. Szmal jest, ale Nur für Juden!

    ______________________________________________ _________
    Wed;ug informacji Waldemara Maszewskiego z Hamburga w lutym 2003.
  • Gość: szermierz IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 14.05.04, 21:59
    Najmito ( Kto cie wynajal ? ), jestes nastepnym pieniaczem w tej dyskusji,
    a na pewno xiseluka znajdzie dla ciebie bardziej pasujace okreslenia.

    Na prawde musze z psem wyjsc, bo mi sie z...a na dywan, ktory niedawno
    kupilismy.
    Czesc !
  • Gość: Polski najmita IP: *.ipt.aol.com 15.05.04, 03:18
    Bezrobotni akademicy
    (Wedlug "Der Spiegel" 40/29.9.03, str. 60)

    MADRZEJSZY OD SZEFA

    Najlepsze kadry bezrobotnych zanizaja swoje pretensje, a mimo to personalnicy ich odrzucaja -
    za nadmierne kwalifikacje.

    Niedawno temu Burkhard Bauman, 48, byl wielce dumny ze swojej drogi zyciowej: po szkole
    wyzszej wypracowal sie na dyplomowanego gospodarza socjalnego, zostal kierownikiem
    projektu, nauczycielem kadr kierowniczych, a w koncu kierownikiem szkolenia w firmie
    konsultantow. Imponujaca kariera?

    Tak, ale obecnie on chcialby ja przemilczec. Bauman jest od trzech lat bezrobotnym.

    Napisal dobrych 250 wnioskow o prace. Od dawna wyszukuje stanowiska o wiele nizsze od jego
    kwalifikacji. Staral sie nawet o praktyke bez zaplaty: "Nie rozzalam sie nad soba." - powiada -
    "Najwazniejsze, ze znowu zlapie grunt."

    Ale rynek pracy jest jak zaklety: kiedy wlasnie wyszukal stanowisko, ktoremu moglby sprostac
    nawet lewa reka, otrzymal odmowe nieomal za zwrotem pocztowym.. Zapytujac o przyczyny,
    czesto slyszy od referenta personalnego: "Ladne kwalifikacje, ale niestety za wiele."

    Za dobry na takie stanowisko? Otoz to.

    W obecnym czasie wielu bezrobotnych akademikow ogarnia frustracja: wpierw przez wiele
    miesiecy ubiegaja sie o posade, ktora odpowiada ich wyksztalceniu i praktyce, ale bez rezultatu.
    Wiec, bieda przyparci, zanizaja swoje wymagania. Sa juz gotowi sprzedac sie ponizej ich
    wartosci, gdy stwierdzaja - o zgrozo - ze zupelnie utkneli!

    Naukowiec socjalny z doswiadczeniem zagranicznym ubiega sie o prace sekretarki - daremnie.
    Zarzadcy przedsiebiorstw, ktorzy kierowali praca pracownikow, staraja sie o prace asystenckie - i
    nie zostaja zaproszeni nawet na rozmowe. Niemiecka liste zawodow typizuje nieslychany
    dylemat: wybitne kwalifikacje dyskwalifikuja.

    Przedsiebiorstwa obawiaja sie, ze na dluzsza mete byli kierownicy nie zadowola sie swoimi
    czynnosciami, do ktorych sie znizyli, aby otrzymac prace i jak tylko koniunktura sie poprawi, oni
    znajda sobie cos lepszego. "Gdy wysoko kwalifikowany pracownik zwolni sie po szesciu
    miesiacach, nie moze to odbyc sie z korzyscia dla przedsiebiorstwa", powiada Constantin Birnstiel
    z Elektrokonzern Siemens. Wpracowanie kosztuje pieniadze i czas.

    Ponadto spokoj w przedsiebiorstwie moglby zostac naruszony, gdyby, na przyklad, naukowiec
    finansowy rozegral swoja wiedze akademicka w dziale, gdzie zwykle pracuja pomocnicy od
    podatkow. "Nie miarkujac, stanie sie jatrzycielem", powiada Margarete Horstman, radca
    absolwentow w hamburskim Urzedzie Zatrudnienia.

    Akademicy moga calkiem wiarygodnie zapewniac i zaklinac sie na wszystkie swietosci, ze beda
    trzymac na wodzy swoje ambicje, a i tak ich kwalifikacje beda wisiec im kula u nogi. Joachim von
    Rosenberg, 48, uzyskal swoj dyplom inzynierski z elektrotechniki i na boku studiowal jeszcze
    chemie. Powiada, ze bylby juz zadowolony, gdyby mogl popracowac gdziekolwiek, moze w sluzbie
    wewnetrznej, moze obsludze klientow. Na prozno - to, ze byl kierownikiem sprzedazy na
    centralna Europe w monachijskiej firmie software, przylgnelo do niego jak stygmat. "Wiele
    przedsiebiorstw nie chce wierzyc, ze dosc znize moje wybrazenia o moim uposazeniu."

    Rosenberg jest bez pracy od ubieglego lata. Wtedy, latem 2002 roku, po raz pierwszy dalo sie
    zaobserwowac, ze bezrobocie, rozciagajace sie na wszystkie grupy zawodowe, dosiegnelo elity
    akademickiej. Teraz jest jasne, ze wtedy zaczal sie kryzys, ktory trwa. Przewidywano, ze
    skonczy sie dawno temu.

    W czerwcu tego roku (2003) zglosilo sie o 35 procent wiecej bezrobotnych pracownikow
    bankowych anizeli przed rokiem, liczba radcow przedsiebiorstw bez pracy wzrosla o 37 procent,
    zas informatykow podskoczyla nawet o 65 procent. Wszyscy czekaja niecierpliwie na mozliwosc
    wskoczenia - a niechajby to bylo o kilka stopni nizej - byle juz!

    Co na to federalny minister gospodarki Wolfgang Clement? On oczekuje od bezrobotnych
    e-l-a-s-t-y-c-z-n-o-s-c-i. Oni maja podjac K-A-Z-D-A prace, takze gdy ta daje mniejsza
    podniete i zla zaplate: "Kto odmawia podjecia oferowanej pracy, musi liczyc sie z sankcjami."

    Ta grozba trafia w pustke tak dlugo, jak akademicy wola podjac tylko nieco prostsze czynnnosci
    wbrew temu, ze rozbijaja sie o szefow personalnych. "Wymagania Clementa sa nierealistyczne",
    krytykuje ministra ekspert kadr kierowniczych w Saarbruecken Christian Scholz
    "Przedsiebiorstwa na to nie pojda."

    One oferuja bezrobotnym akdemikom co najwyzej woluntariaty. Owszem, wielu przyjmuje taka
    oferte nawet z wdziecznoscia: u Onvista, firmie informacji finansowej w Kolonii, wiecej niz polowa
    ubiegajacych sie o praktyki ma studia wyzsze juz za soba, ale czy to ma byc rozwiazaniem
    bezrobocia?

    Niektorzy niezmordowanie wierza, ze ich szanse na otrzymanie pracy poprawia sie, kiedy
    przemilcza swoje dodatkowe kwalifikacje. Przy ubieganiu sie o przyjecie nie wspominaja o
    znajomosci jezykow, wyszkoleniu komputerowym, nawet o tytule doktorskim, raportuje Manfred
    Bruecks z agencji zatrudnienia Adecco: "Cos takiego odstrasza niektore przedsiebiorstwa."

    Byly kierownik wydawniczy, monachijczyk Thomas Padel, 39, przyjalby K-A-Z-D-A posade -
    dokladnie tak jak zaleca minister - gdyby nie beznadziejne tluczenie glowa o mur. Nazbieral juz
    150 odmow, w tym najwiecej formalnych listow ze standardyzowanym tekstem. Tylko jeden
    kierownik przedsiebiorstwa wyjasnil mu z ogrodkami dlaczego nie chce go zatrudnic, powiada
    Pradel: "Przewyzszalbym moich przelozonych zawodowo." [I naruszyl niemiecki porzadek.]

    Bezrobotni akademicy w Niemczech
    kazdego konca wrzesnia w t-y-s-i-a-c-a-c-h:

    1995 - $$$$$$$$$$ $$$$$$$$$$ $ = 208
    1996 - $$$$$$$$$$ $$$$$$$$$$ $ = 209
    1997 - $$$$$$$$$$ $$$$$$$$$$ $$$ = 230
    1998 - $$$$$$$$$$ $$$$$$$$$ = 194
    1999 - $$$$$$$$$$ $$$$$$$$$ = 195
    2000 - $$$$$$$$$$ $$$$$$$ = 175
    2001 - $$$$$$$$$$ $$$$$$$$ = 179
    2002 - $$$$$$$$$$ $$$$$$$$$$ $$ = 220
    2003 - $$$$$$$$$$ $$$$$$$$$$ $$$$$$$$$$ $ = 310

    Zrodlo: ZAV

    Zatrudnianie wysoko kwalifikowanych na niskich stanowiskach naruszyloby nie tylko spokoj, czy
    porzadek hierarchii, ale by zachwialo cala struktura gospodarcza i jej czescia - edukacja. Z
    przedluzaniem sie kryzysu przyjdzie wolanie o silnego przywodce.

    _______________________________

    Z ostatniej chwili:
    Ogolne bezrobocie w Niemczech wynosi oficjalnie10%




  • Gość: szermierz IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 16.05.04, 11:12
  • Gość: samsob IP: *.gorowo-ilowieckie.sdi.tpnet.pl 16.05.04, 12:38
    Z tego wniosek, iż pisanie prac, to psia służba, chociaż za pieniądze.
    pzdr.
  • Gość: Krzys52 IP: *.proxy.aol.com 17.05.04, 02:00
    nie zmuszaj sie. Po co jednak zaraz nawolywac do delegalizacji pisania prac
    magisterskich?!
    Wyluzuj sie. To nie taki wielki wstyd nie byc magistrem. Bez magistra mozesz
    nawet prezydentem zostac. Nie ma musu i naogol nie beda cie uwazac za
    skonczonego debila. Bedziesz debil nieskonczony.smile))

    Pozwol jednak innym pisac, gdy tego sobie zycza surprised)) Nie delegalizuj pisania
    prac magisterskich. sad Nie kazdy, jak ty, ma wylacznie mieso pomiedzy
    uszami. smile)
    .
    K.P.
  • 17.05.04, 09:29
    Gość portalu: Krzys52 napisał(a):

    > Po co jednak zaraz nawolywac do delegalizacji pisania prac magisterskich?!

    A kto nawołuje?
  • Gość: Krzys52 IP: *.proxy.aol.com 17.05.04, 15:06
    Eeech Luka, Luka... Kretynie ty. smile)
  • 17.05.04, 14:00
    Nieprawdopodobne... Ktoś może być jeszcze głupszy niż xiazeluka...
  • Gość: Marek IP: *.eseenet.com 18.05.04, 09:41
    Absolutnie . Nawet nasz (??) prezydent poparl ta teze i swojej nie napisal
    (choc potem twierdzil ze napisal)
  • 18.05.04, 12:27
    Gość portalu: Marek napisał(a):

    > Absolutnie . Nawet nasz (??) prezydent poparl ta teze i swojej nie napisal
    > (choc potem twierdzil ze napisal)

    jak nie glejt z urodzenia do władzy i pieniędzy to czemu stać na przeszkodzie
    wyrównywania szans dla wszystkich?
    a metody?
    to chyba był jakiś święty
    a wszak nie święci garnki lepili
    oni mieli inne, wyższe zadanie za wyższą cenę
    czy coś nie gra?
    chyba praca doktorska ma wyższą cenę niż magisterska?
    chociaż teraz to nie wiadomo jak z tymi opłatami jest, bo ekskluzywne
    przedszkole z językami chyba więcej teraz kosztuje

    danka
  • Gość: klip IP: *.2.Core.net.pl 18.05.04, 20:20
    Dla siebie - oczywiście,że nie.
    Dla kogoś - to zalezy. Jesli student przedstawiający prace magisterska,ktorej
    nie napisal, jako swoja popelnia przestepstwo,to osoba ktora wiedziala takim
    zamiarze i taka prace mu napisala powinna odpowiadac karnie. Powinno to dotyczyc
    przypadkow gdy zamawiajacy prace mowi piszacemu po co mu ona jest. Piszacy na
    zamowienie powinien doniesc na policje o takim zamiarze. Jesli tego nie zrobil i
    prace napisal ,to powinien poniesc odpowiedzialnosc za pomoc w oszustwie. Jesli
    jednak zamawiajacy nie poinformowal piszacego,ze ma to sluzyc oszustwu z jego
    strony,a jedynie potrzebuje opracowania na dany temat,to takiej
    odpowiedzialnosci nie powinno byc. Od razu wyjasnie ,ze nie jestem karnista i
    nie wiem czy da sie to podciagnac pod istniejace przepisy. Pisze jak moim
    zdaniem powinno byc.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.