Dodaj do ulubionych

Tajemnica śmierci ojca Macierewicza

14.04.18, 11:50
Radosław Gruca w „Fakcie” pisze o tajemniczej śmierci ojca Antoniego Macierewicza. Według wersji lansowanej przez Antoniego i jego zwolenników, Zdzisław Macierewicz miał zostać zamordowany przez UB. Świadkowie mówią jednak zupełnie coś innego. Do tego dochodzi kwestia zagadkowego parasola ochronnego, jaki komuniści roztoczyli nad rodziną zmarłego.

Gruca nawiązuje do opowieści Antoniego Macierewicza i jego zwolenników, według których Zdzisław został zamordowany przez stalinowski Urząd Bezpieczeństwa. Dziennikarz konfrontuje te opowieści z relacjami osób, które dobrze znały ojca i pamiętają okoliczności jego śmierci. W przeciwieństwie do syna, który w momencie tej śmierci miał 15 miesięcy (Macierewicz twierdzi, że 10 miesięcy, ale dokumenty mówią co innego – zdumiewające jest to, że nawet w takiej kwestii Antoni rozmija się z prawdą).

Co mówią świadkowie, a także dokumenty i opracowania historyczne?

Macierewicz-ojciec faktycznie mógł być obiektem zainteresowania UB. W latach 40. działał w podziemnych strukturach związanych z chrześcijańsko-demokratyczną partią Stronnictwo Pracy. Cecylia Weker, podziemna „kasjerka” tej partii, współpracowała ze Zdzisławem na Uniwersytecie Warszawskim jako jego asystentka (Zdzisław Macierewicz był wybitnym chemikiem). Jednak osoby mu najbliższe nie podają, że został zabity przez ubeków.

„Z wielkim zainteresowaniem chodziłem na wykłady młodego doc. Zdzisła¬wa Macierewicza. Ogromnie go lubiłem i podziwiałem (...) Kiedyś w 1949r. został ostrzeżony, że UB jest na jego tropie w związku z rzekomą siatką szpiegowską francuskiego konsula w Szczecinie, bodajże Andre Robineau. Doc. Macierewicz w swoim gabinecie na Pasteura wypił szklankę roztworu cyjanku potasu. Gdy po niego przyszli - już nie żył. Dotychczas nie mogę o tym spokojnie myśleć. A zaaresztowana wtedy jego asystentka, dr Ce¬cylia Wekerówna, młoda, śliczna dziewczyna - wyszła z więzienia dopiero w czasie odwilży 1956 roku, jako siwa staruszka... Wdowa po doc. Macierewiczu została z trojgiem dzieci, w tym starsza Basia - później dr chemii organicznej, pracująca w miejscu pracy ojca - i młodsi Woj¬tek i Antek. Wielu z nas opodatkowało się na ich rzecz i przez szereg lat wpła¬caliśmy coś co miesiąc ich matce” – pisał w swoich wspomnieniach inny wybitny chemik, zmarły niedawno profesor Zbigniew Grabowski.

Swoje wspomnienia opublikowała również siostra Antoniego, Barbara Macierewicz-Żabowska. Można je znaleźć w księdze pamiątkowej „Jubileusz 40-lecia Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego 1955-1995”. Barbara pisze tylko: „Ojciec mój zmarł w swojej pracowni”. Nie pisze jak.

Zagadek jest więcej. „Fakt” wspomina, że dwa lata po śmierci Zdzisława Macierewicza komunistyczne władze pozwoliły na wydanie jego książki pt. „Reakcje chemiczne związków organicznych w świetle elektronowej teorii wiązań”. Książka poprzedzona jest wstępem autorstwa nestora polskiej chemii organicznej, profesora Wiktora Lampego. Ten wstęp brzmi jak pean: „Przedwcześnie zmarły, nieodżałowanej pamięci docent dr Zdzisław Macierewicz (...) Po śmierci tego uzdolnionego i rokującego wielkie nadzieje docenta, grono jego kolegów opracowało pozostawione notatki i w hołdzie cieniom Zmarłego oddaje do użytku chemików (...) monografia doc. dr Z. Macierewicza powinna znaleźć się w ręku każdego młodego chemika”.

Przypomnijmy, był to rok 1951. Zmarłych „wrogów ludu” z „reakcyjnego podziemia” opluwało się publicznie lub przemilczało. Jednak Zdzisławowi Macierewiczowi komuniści wydali pośmiertnie książkę z ciepłym wstępem. Tolerowali nieformalne stypendium dla rodziny zmarłego ufundowane przez Zbigniewa Grabowskiego i innych przyjaciół. Informację o istnieniu takiego stypendium potwierdza Barbara Macierewicz. Ona też pisze, że w 1952 r. jej rodzina dostała mieszkanie (co w zrujnowanej Warszawie było sporym przywilejem, zwykle niedostępnym dla burżujów z „wrogiej” rodziny).

Skąd taki parasol nad Macierewiczami? Można przypuścić, że Zdzisław Macierewicz przechowywał pieniądze, które razem z Cecylią Weker otrzymywał z zagranicy na działalność podziemną. Zabił się, by nie zdradzić skrytek i/lub tożsamości zagranicznych kurierów. Przez co najmniej trzy lata po jego śmierci ubecja obserwowała rodzinę i przyjaciół Zdzisława. A równocześnie próbowała stworzyć wrażenie, że jego otoczenie ma się dobrze i nie jest w żaden sposób ścigane czy prześladowane. Miało to ośmielić ewentualnych kurierów, żeby zgłosili się do wdowy lub przyjaciół zmarłego.

Za takim przypuszczeniem przemawia wiele dowodów pośrednich. UB nie tylko mordowało i wymuszało – grało też w wyrafinowane gry operacyjne. Tak było w przypadku słynnej „V komendy WiN” i tzw. „afery Bergu”. W tym pierwszym przypadku ubecja opanowała resztki organizacji podziemnej „Wolność i Niezawisłość”. I utrzymywała ją przy życiu, by przejmować pieniądze i informacje od CIA. W tym drugim przypadku UB kontrolowało przepływ szkolonych przez CIA kurierów, którzy trafiali do Polski z Niemiec Zachodnich. Wielu z nich aresztowano.

„Słyszałem, że Zdzisław Macierewicz miał coś wspólnego z aferą Bergu. Ktoś poważny mi to mówił” – wspomina po latach jedno z moich źródeł. Z kolei asystentka Zdzisława, Cecylia Weker, była w kontakcie z emigracyjnym działaczem Konradem Sieniewiczem (mieli nawet swoje własne szyfry do komunikacji). A Sieniewicz naciskał, by podziemni działacze Stronnictwa Pracy – jak Cecylia i Zdzisław – ściśle współpracowali z WiN. Przy czym jedno nie wyklucza drugiego: Edward Sojka, emigracyjny organizator siatki Bergu, chciał uzyskać wpływ na działalność WiN w kraju i podporządkować ją swojej organizacji.

Warto odnotować to, co działo się wówczas po amerykańskiej stronie. CIA w sprawie WiN bardzo długo dało się wodzić za nos polskim ubekom i ich sowieckim doradcom. Czemu? Bo uległo błyskotliwemu funkcjonariuszowi łącznikowemu z Wielkiej Brytanii. Przedstawiciel brytyjskich służb wspierał wiarę Amerykanów w to, że V komenda WiN jest prawdziwą i potężną organizacją podziemną. Zachęcał ich, by wysyłać do Polski dolary, informacje, nawet ludzi. Brytyjczyk był sowieckim szpiegiem i nazywał się Kim Philby.

Omotani przez niego Amerykanie oszaleli. Oszaleli dosłownie. Bezpośrednio odpowiedzialny za sprawę WiN Frank Wisner musiał się leczyć psychiatrycznie, a w latach 60. popełnił samobójstwo. Jego kolega, James Jesus Angleton, popadł w manię prześladowczą. Doszedł do tego, że niemal każdą informację uzyskaną przez amerykański wywiad uznawał za sprytne rosyjskie oszustwo, część diabolicznego planu. A że został szefem kontrwywiadu CIA, jego obsesje sparaliżowały amerykańskie służby na długie lata. Angleton tak zaciekle tropił Rosjan, że działał na ich korzyść. Co nam to przypomina?

Istnieje przypuszczenie, że w latach 60. i 70. Angleton stał się po prostu narzędziem Kremla, manipulowanym za pośrednictwem jedynego Rosjanina, któremu ufał – Anatolija Golicyna. Był to funkcjonariusz rosyjskich służb specjalnych, który uciekł na Zachód, gdzie stał się doradcą Angletona. Współdziałając z nim, Golicyn zaszkodził nie tylko CIA. Z pomocą Angletona uzyskał dostęp do funkcjonariuszy i dokumentów innych służb zachodnich. To pozwoliło mu sprowadzić różne katastrofy na wywiad brytyjski, francuski i norweski. Zainteresowanych odsyłam np. do książki Toma Mangolda „Cold Warrior. James Jesus Angleton”.

Do dziś trwają spory, czy sam Golicyn był maniakiem czy też sowieckim agentem, który tylko udawał zdrajcę. Na pewno w jednym był dobry: wciągnął Angletona w tyle kompromitujących afer i intryg, że szef kontrwywiadu CIA nie mógł się później wycofać. Musiał iść w zaparte i popierać Golicyna.

Warto odnotować, że Antoni Macierewicz - gdy w latach 2006-2007 był szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego - kazał wydać książkę Golicyna „Nowe kłamstwa w miejsce starych”. Chciał, by stała się Biblią polskich kontrwywiadowców.

Tomasz Piatek
Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.