Dodaj do ulubionych

Ernest Skalski: Bandyta i Szaleniec…

13.06.18, 04:07
"…porozumieli się odnośnie tego, że sobie nie zrobią krzywdy i będą się dalej porozumiewać. Bandyta Kim zawrze dowolne porozumienie, które złamie gdy uzna, że mu się to kalkuluje, a szaleniec Trump zrobi to samo pod wpływem chwilowej zachcianki. Lecz, póki co, jest powód aby być zadowolonym, choć euforia tu i ówdzie jest, jak zwykle, przesadna."

studioopinii.pl/archiwa/186669
Co z tego wyjdzie to dopiero zobaczymy. Jak na razie wyglada to optymistycznie. I oby tak dalej.

Trump potrzebuje Kima do propagandy sukcesu, bo notowania ma Trump slabe. A jeszcze bardziej potrzebuje Trump Kima do opowiadania o sukcesie. Co zamierza robic przynajmniej do konca kadencji - chocby mial to byc jedyne opowiadanie.

Kim i jego junta, natomiast, nie po to glodzili swoj narod, i budowali nuklearny potencjal, by teraz wyrzec sie go. Wiedzac jak Stany potraktowaly Libie czy Ukraine gdy juz pozbyly sie one broni masowego razenia. Czyli wiedzac, ze cos znacza tylko tak dlugo jak dlugo maja atomowki. A bez atomowek pies z kulawa noga nie spyta sie o nich. Przy czym majac na dodatek takze do czynienia z prezydentem ktory jest patologicznym klamca oraz oszustem. Prezydentem ktoremu absolutnie nie mozna ufac...

Ale zaczelo sie bardzo ladnie i obiecujaco. A co z tego wyjdzie - ziobaczymy.
Edytor zaawansowany
  • qwardian 13.06.18, 08:20

    To samo Twoje komuchowe braciaszki z NYT pisały przy okazji spotkania Ronalda Reagana z Gorbaczowem. Że aktor, zły polityk i niewiarygodny. A prawda jest taka, że wy komuchy jesteście odpychający i potraficie jedynie rozpalać rewolucje i intrygować, nie potraficie natomiast negocjować...

    --
    Drogi Władysławie Frasyniuku! Żeście komunistów pokonali? No nie. Wyście się z nami, k..wa, przy Okrągłym Stole i 4 czerwca 1989 r. do-ga-da-li.

    Włodzimierz Czarzasty
  • benek231 13.06.18, 15:56
    Sam jestes komuch i dlatego popierasz PRL-Bis klero-faszystow.

    Z Trumpa taki negocjator jak z koziej dupy traba. To Korea poczula potrzebe nawiazania kontaktow, a Chiny na to pozwolily. Czyli wszystko zrobilo sie za Trumpa samo.

    Jeszcze miesiac temu zapowiadal Trump, ze jakiekolwiek rozmowy moga miec miejsce po rozbrojeniu sie Korei. Tydzien temu obwieszczal, ze juz po pierwszej minucie bedzie wiedzial czy intencje Kima w kwestii rozbrojenia sa uczciwe czy tez nie. A "jesli nieuczciwe to ja odchodze od stolu" - powiedzial Trump. Pozniej spotkal sie z Kimem i okazalo sie, ze to co mowil wczesniej to byly slowa na wiatr. Bo nie zrealizowal zadnego z obwieszczanych celow.

    To bylo spotkanie w rodzaju "reality show" czyli to co lubi Trump - prezentowac sie przed publika jaki to on madry i wazny. Tymczasem jedynie Kim ugral cos w wyniku tego spotkania. Dal sie poznac opinii publicznej jako kulturalny przywodca, ktorego nie ma potrzeby sie obawiac. Dal sie poznac jako ktos z kim mozna prowadzic rzeczowe rozmowy i zostal przez Trumpa wprowadzony na salony - prosto z komunistycznej krwawej nory. Choc nie tylko nic nie dal, ale nawet nic nie obiecal.

    A na marginesie to jakie "-icie"? Probowal Nixon, probowal Reagan, probowali Bushe - i co? Ano kicha gdyz wtedy sytuacja nie dojrzala jeszcze do takiego spotkania. Teraz Koreanczycy maja bron jadrowa i rozmawiaja z calkiem innej pozycji. W efekcie Trump zaakceptuje nuklearna Koree i zdejmie znich sankcje a Korea stanie sie kolejnym nuklearnym ale tez odpowiedzialnym mocarstwem.
    Swoje "-icie" mozesz odniesc zatem do swojego katolickiego kosciolka ktory takze nic nie wynegocjowal od Kimow, przez te wszystkie lata. Bo wy nic nie potraf-icie.
  • benek231 13.06.18, 16:03
    Kim wie, ze Trump bardzo potrzebuje go do kontynuowania tego show. Ktore gotow jest celebrowac przez przynajmniej jedna kadencje i miec "The apprentice" w rzeczywistosci. I za to gotow jest pojsc z Kimem na daleko idace uklady. By pozniej powiedziec, ze zrobil wszystko co mogl a to co osiagnal to najwiecej co bylo mozna.
  • qwardian 13.06.18, 19:41

    Komuch Franklin Delano Roosevelt rozpalił ten świat czerwoną rewolucją stając w sojuszu z kremlowskim Belzebubem. Ameryka musiała gasić pół świata ogarniętego komunizmem i pierwszy zrobił to Nixon normalizując stosunki z Chinami, potem Reagan z Gorbaczowem, teraz Trump z ostatnią wyspą komunizmu, Północną Koreą. To w zasadzie ostatni dzień skutków II wojny światowej i wy komuchy ostatecznie przegraliście tą wojnę...

    --
    Nagradzałam ludzi za pracę i po to, żeby w urzędzie nie było korupcji - Hanna Gronkiewicz, po ujawnieniu 2 mln 732 tys.złotych nagród i premii dla urzędników od reprywatyzacji.
  • benek231 13.06.18, 19:55
    Jednak nie powinienes tyle pic, bo wygadujesz straszne bzdury. Pieprzysz. Religia do tego stopnia padla ci na leb, ze spowodowala straszny galimatias w srodku. W efekcie jestes antydemokratyczne gowno oraz glupek.
  • babaobaba 14.06.18, 13:06
    benek231 napisał:

    > Jednak nie powinienes tyle pic, bo wygadujesz straszne bzdury. Pieprzysz. Relig
    > ia do tego stopnia padla ci na leb, ze spowodowala straszny galimatias w srodku
    > . W efekcie jestes antydemokratyczne gowno oraz glupek.


    No popatrz, daleki jestem od tego by zarzucać komuś religijność ale z głupkiem strzał w dziesiątkę. Ciekawe co on bierze, ze wypisuje po tym takie bzdury. FDR komuchem... smile


    --
    Uczeni głupcy są najgorsi.
  • qwardian 14.06.18, 14:31

    babaobaba napisał:

    > FDR komuchem.

    I sojusznik Stalina.

    --
    Nagradzałam ludzi za pracę i po to, żeby w urzędzie nie było korupcji - Hanna Gronkiewicz, po ujawnieniu 2 mln 732 tys.złotych nagród i premii dla urzędników od reprywatyzacji.
  • benek231 14.06.18, 12:38
    Przedwczoraj napisalem w tym watku:
    " W efekcie Trump zaakceptuje nuklearna Koree i zdejmie znich sankcje a Korea stanie sie kolejnym nuklearnym ale tez odpowiedzialnym mocarstwem."

    Wczoraj, po powrocie z Korei, Trump oglosil, ze juz nie ma zagrozenia nuklearnego i Amerykanie moga spac spokojnie. On to zalatwil.

    A jeszcze 2 miesiace temu krzyczal, ze nie usiadzie do zadnych rozmow zanim Korea sie rozbroi. 2 m-ce temu rozbrojenie mialo byc warunkiem rozmow. 2 tygodnie temu oglosil Trump, ze stopniowo moze znosic sankcje - w miare denuklearyzacji Korei.
    A juz dzis Korea jest cywilizowana, i OK, bez zadnych nuklearnych koncesji. Ba, nawet nie obiecala, ze pozbedzie sie atomowek.
    Ciekawe po co siegnal Kim aby mile polechtac proznosc Trumpa(?)
  • benek231 14.06.18, 22:14
    Trump i Kim dostali, czego chcieli. Reszta świata nie bardzo
    14 czerwca 2018 | 21:20

    Gdyby którykolwiek z poprzednich prezydentów amerykańskich uczestniczył w takim wydarzeniu - oddając tak wiele, a uzyskując za to tak mało - byłby zakłopotany i zapewne zostałby zmieszany z błotem.

    Scenę zdobi szereg amerykańskich i północnokoreańskich flag. Dwaj mężczyźni wchodzą z przeciwnych stron, wymieniają uścisk dłoni, pozują do fotografii. Ponownie odchodzą od siebie. Taki obraz obaj chcieli przekazać światu. Dlaczego?

    Dla Kim Dżong Una ten moment świadczy o skuteczności jego działań. Potwierdziła się mądrość jego strategii jądrowej: malutki biedny, często głodny kraj, gdzie setki tysięcy ludzi straciło życie w obozach koncentracyjnych, niewiele się różniących od tych, które zbudował Stalin, został potraktowany jak równy Stanom Zjednoczonym Ameryki Północnej.

    Gdyby Kim nie kontynuował swojej polityki rakietowej, gdyby nie zwiększał zasięgu swoich rakiet, prezydenta Trumpa by tam nie było.

    Fotografie pomogą też Kimowi rozwiązać ważny problem. Wszyscy dyktatorzy czują się niepewnie, a absolutni dyktatorzy czują się bardziej niepewnie niż inni.

    Kilka lat temu Kim w wyszukany sposób zamordował swojego stryja: zmusił elity do przyglądania się temu, jak jego rywal zostaje rozdarty na strzępy ogniem przeciwlotniczych karabinów maszynowych. Strach i terror są jednym ze sposobów przekazywania wiadomości o władzy; innym jest budzenie zachwytu i podziwu.

    Flagi i uściski dłoni z Donaldem Trumpem wzmocnią legalność władzy Kima i utrudnią jego usunięcie
    W przypadku Trumpa ten obraz wiąże się z problemem jego osobistego poczucia niepewności. Z legalnego punktu widzenia prawowitość jego władzy nie ulega wątpliwości, ale Trump często sprawia wrażenie, jakby się o nią martwił.

    Wybrany został bez większości głosów - a wielokrotnie powtarzał, że ją uzyskał. Nie mając jakichkolwiek kwalifikacji - politycznych albo wynikających z wykształcenia - Trump przypisuje sobie mistyczne, intuicyjne zdolności rządzenia.

    Dotychczas go zawodziły. W skomplikowanych, niuansowych światach gospodarki i bezpieczeństwa nie osiągnął niczego poza destrukcją - zniszczył wcześniejsze układy, naruszył instytucje, do skutku nie doszło nawet miałkie oświadczenie grupy G7 sprzed kilku dni.

    W Singapurze mógł coś osiągnąć bez omawiania złożonych zagadnień i bez jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego: fotografia, „przełom”, wizerunek człowieka intuicyjnie zawierającego umowę, który chce 'pokoju'
    Obrazy z Singapuru są ważne dla Trumpa również dlatego, że to on je stworzył. W spotkaniach ze sprzymierzeńcami nie ma kontroli nad narracją i nie decyduje się o tym, co zobaczą ludzie.

    Obraz, który stał się symbolem katastrofalnego, gniewnego spotkania grupy G7, nie był jego dziełem: fotografię zrobił niemiecki fotograf, a przedstawiono na niej ,jak kanclerz Angela Merkel nachyla się nad stołem i mówi z góry do amerykańskiego prezydenta - jak rodzic do dziecka.

    W Singapurze Trump sprawował kontrolę nad optyką, nawet celowo zapewniając priorytet singapurskiej stacji telewizyjnej zamiast zespołowi z Białego Domu. Zachwycał się tą swoją zdolnością. Pytał operatora: „Czy robicie ładne zdjęcie? Tak żebyśmy wyglądali jako ludzie mili, przystojni, piękni i doskonali?”.

    Treści spotkania nie było żadnej. W podpisanym dokumencie powtórzono wcześniejsze, ogólnikowe uzgodnienia, tak samo jak w przeszłości obiecano „denuklearyzację” i tak samo jak w przeszłości bez jakichkolwiek konkretów. Sugerowano, że nastąpią dalsze rozmowy o rozmowach, ale już wcześniej prowadzono rozmowy USA z Koreą Północną.

    Gdyby którykolwiek z poprzednich prezydentów amerykańskich, czy to z Partii Republikańskiej, czy Demokratycznej, uczestniczył w takim wydarzeniu - oddając tak wiele, a uzyskując za to tak mało - byłby zakłopotany i zapewne zostałby zmieszany z błotem.

    Trump i Kim to jednak dwójka, której udaje się przetrwać w polityce dzięki lansowaniu własnych wersji rzeczywistości. Obydwaj mają mechanizmy propagandowe, które roztrąbią ogromny sukces. Obydwu głośno będą chwalić ich zwolennicy. Obydwaj osobiście zyskają, nawet jeżeli ich kraje niczego z tego nie będą miały.

    W tym znaczeniu było to rzeczywiście, jak powiedział Trump, „fantastyczne spotkanie”.

    Przełożył Andrzej Ehrlich


    wyborcza.pl/7,75968,23542433,trump-i-kim-dostali-czego-chcieli-reszta-swiata-nie-bardzo.html

    Mam nadzieje, ze nikogo nie dziwi fakt przyjaznego dogadywania sie Trumpa z Kimem - jak i ta "chemia" ktora zaistniala miedzy nimi. I nie powinno, gdyz gosc o mentalnosci rodem z polswiatka raczej znajdzie przyjemnosc w obcowaniu z takim samym jak on sam.
  • benek231 15.06.18, 21:13
    >> I wtedy – latem 2017 – gruchnęła wiadomość, że Koreańczycy maja rakietę zdolną przenieść ładunek nuklearny na drugą stronę Pacyfiku. Wkrótce potem amerykańscy eksperci potwierdzili – nieobliczalny koreański dyktator ma możliwość zniszczenia Japonii i zachodniego wybrzeża USA łącznie z Los Angeles, San Francisco i Seattle.

    Intuicja amatora okazała się skuteczniejsza niż analizy specjalistów. Trumpowi z nieba spadła sprawa koreańska. Do tej pory uchodził za żółtodzioba w sprawach zagranicznych opowiadającego bajki i strzelającego głupimi pomysłami jak z pistoletu. >>
    (...)

    >> Na trzy miesiące przed szczytem Amerykanie informowali, że Kim „zobowiązał się do całkowitej denuklearyzacji”, a w oświadczeniu podpisanym 12 czerwca w Singapurze przez obu przywódców czytamy, że Kim zobowiązał się do „podjęcia działań w kierunku denuklearyzacji”. Czyli po spotkaniu Kim podpisał dokładnie to samo, do czego zobowiązał się już trzy miesiące wcześniej, a może nawet złagodził nieco swoje zobowiązanie. To po co był ten szczyt? >>

    www.newsweek.pl/swiat/polityka/szczyt-w-singapurze-co-wynika-ze-spotkania-trumpa-z-kim-dzong-unem-,film,428783.html?src=HP_Section_2

    Czyli wszystko idzie zgodnie z moimi przewidywaniami. A szczyt byl by - zwlaszcza w obliczu chinskiej i rosyjskiej konkurencji - w nuklearnej Korei raczej miec przyjaciela niz wroga. I jak na razie udalo sie to Trumpowi. Doceniam.
  • qwardian 15.06.18, 21:45

    Widzę zboczku, że próbujesz jak koń pod górę przebić klęskę w coś bardziej wykwintnego z miernym efektem. A ja sobie mecz oglądam, o właśnie Ronaldo strzela gola z wolnego..

    --
    Nagradzałam ludzi za pracę i po to, żeby w urzędzie nie było korupcji - Hanna Gronkiewicz, po ujawnieniu 2 mln 732 tys.złotych nagród i premii dla urzędników od reprywatyzacji.
  • benek231 15.06.18, 21:56
    Sam jestes zboczek skoro jako stary chlop slinisz sie do malolatekqwardian napisał:

    qwardian napisał:

    próbujesz jak koń pod górę przebić klęskę w coś
    ***
    Zdolnosc prawidlowego przewidywania to nie jest zadna kleska - wrecz odwrotnie. Cale szczescie, ze Trumpowi przemowil ktos do lba by poszedl sciezka ktora mu wytyczylem. A twierdzilem - od lat, nawasem mowiac - ze w przypadku dojscia Korei do zdolnosci nuklearnych mocarstwa nie beda mialy innego wyjscia jak zaakceptowac powyzsze.

    A ten glupek darl ryja, ze Kim najpierw musi sie rozbroic, stroil fochy, ostawial przedstawienia i cyrki - i co? Zderzyl sie z ponura rzeczywistoscia i wyszlo mu cale powietrze. Czyli wyszlo na moje, ty prymitywny przyglupie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.