Dodaj do ulubionych

Klamcy z Morawieckim i Kaczorem na czele :O)

07.10.18, 09:06
Prof. Wojciech Sadurski: Premiera Morawieckiego prawda się nie trzyma. Jest notorycznym kłamcą
WYWIAD Dorota Wysocka-Schnepf
5 października 2018 | 16:00


Mateusz Morawiecki opowiada ciągle niestworzone rzeczy. Taka przypadłość charakterologiczna. Mam nadzieję, że polski lud tego nie kupi. Z prof. Wojciechem Sadurskim, prawnikiem, rozmawia Dorota Wysocka-Schnepf

Wojciech Sadurski - profesor filozofii prawa na Uniwersytecie Sydnejskim i w Centrum Europejskim UW. Można go obserwować na Twitterze @WojSadurski

Dorota Wysocka-Schnepf: Donosy na pana piszą, panie profesorze, i to aż do Sydney.
Wojciech Sadurski: Piszą. Ja to traktuję jako rodzaj żartu i w pewnym sensie nobilitacji - jeżeli ktoś na mnie pisze donos, to znaczy, że komuś zaszedłem za skórę. I bardzo dobrze.

I co oni tam wypisują?
- Piszą, czy Uniwersytet Sydnejski zdaje sobie sprawę z tego, co ja na Twitterze, po polsku, a zatem w sposób niekoniecznie dostępny dla moich pracodawców, piszę. W ten sposób podejmują twórczo sugestię pani poseł Krystyny Pawłowicz, która, muszę to podkreślić, sama nie powiedziała, że napisze na mnie donos, ani nikogo nie wezwała, natomiast zadała pytanie: „Wojtku...” czy tam „Wojciechu...”.

„Wojtku”. A pan do pani poseł się zwraca: „Krysiu”.
- Stare znajomości nie wygasają. Otóż zapytała mnie subtelnie, czy władze Uniwersytetu Sydnejskiego wiedzą, jakim ja tutaj językiem przemawiam, i że to jest język Antify.

To został pan wyróżniony, że subtelnie pani poseł zapytała.
- To prawda, może ma jeszcze jakiś lekki sentyment z czasów młodości. Natomiast rzeczywiście doszły tam listy, bardziej obszerne, domagające się podjęcia wobec mnie kroków dyscyplinarnych i proszące w ostrym tonie Uniwersytet Sydnejski, by nadawcy owych listów zostali poinformowani, jakie kroki przeciwko mnie zostały podjęte.

Co na to władze uczelni?
- Nie mam pojęcia. Przede wszystkim myślę, że to do władz uczelni nie dojdzie, a jeżeli dojdzie, to się uśmieją, a jeżeli się nie uśmieją, to powiedzą: „Wiesz, Wojciech, takie śmieszne listy tutaj dostaliśmy. I oczywiście kompletnie się nimi nie przejmujemy”. A, kto wie, może mi nawet pogratulują.

Te listy może nie dojdą, ale pewnie także tam, tak jak do innych części świata, z Polski dochodzą wiadomości o tym, co się dzieje z polską demokracją, z trójpodziałem władzy, który ulega destrukcji, o ile jeszcze w ogóle istnieje.
- Trójpodział władzy nie istnieje. Ja dzielę demokrację na trzy podstawowe filary: filar wolnych wyborów i wszystkiego, co jest z nimi związane, filar praw i wolności obywatelskich i filar podziału władzy. Jeśli chodzi o wolne wybory, to tego jeszcze nie wiemy, bo nie było wyborów pod rządami PiS-u. Wiemy jedno - władze kompletnie zmieniły system wyborczy, dały sobie możliwość pełnej manipulacji, obsadzając zarówno PKW, jak i stanowiska komisarzy wyborczych ludźmi zaproponowanymi przez ministra spraw wewnętrznych.

Plus ich ludzie w Sądzie Najwyższym, którzy będą decydować o ważności wyborów.
- Oczywiście. Ludzie, którzy w Izbie Spraw Publicznych będą decydować o ewentualnych sporach wyborczych.

Czyli powinniśmy się szykować na to, że wybory mogą być zmanipulowane?
- Jest taka możliwość. I tylko od PiS-u będzie zależało, czy zechce ją uruchomić, czy nie. Mało tego, taki drobiażdżek, ale szalenie istotny - dotychczas było tak, że poza przecinającymi się kreskami w kratce przy nazwisku kandydata nie może być żadnych innych znaków.

A teraz można sobie pisać do woli.
- Teraz można cokolwiek. Co to oznacza? Że jeżeli, teoretycznie, ktoś z komisji wyborczej coś tam dopisze, to ocena, co naprawdę głosujący miał na myśli, będzie później zależała od komisji. To - powiedzmy otwarcie - otwiera pole do fałszerstw. Czyli mogą manipulować wyborami.

Jeśli chodzi o wolności i prawa obywatelskie, to tu jeszcze nie jest bardzo źle. Najgorzej jest, jeśli chodzi o wolność zgromadzeń. Zarówno na szczeblu samej ustawy, która dzieli zgromadzenia wedle tego, czy są cykliczne, czy zwykłe, co jest sprzeczne z zasadą wolności zgromadzeń, jak i praktyki - bardzo brutalnie są traktowani uczestnicy zgromadzeń nielubianych przez władze. Ale generalnie trudno powiedzieć, żeby prawa i wolności obywatelskie były dzisiaj w Polsce tłumione na tę samą skalę co np. w Turcji.

Ale jeśli chodzi o trzeci wyróżnik demokracji, który jest bodaj najważniejszy, czyli podział władzy, a zatem gwarancje, że cała władza nie będzie skoncentrowana w jednych rękach, że kto inny uchwala ustawy, kto inny je realizuje, a jeszcze kto inny kontroluje - to od czasu Monteskiusza jest fundamentalny wymóg demokracji, a tego nie ma. Tu jest totalna katastrofa.

Myśli pan, że Sąd Najwyższy to już jest sprawa zamknięta?
- Chciałbym być optymistą. Ale to jest trochę tak jak z tym tonącym, który jeszcze stara się jakiś haust powietrza rozpaczliwie zaczerpnąć i czasem mu się to udaje, ale tak naprawdę idzie pod wodę.

Była jakaś nadzieja w pytaniach prejudycjalnych skierowanych do Trybunału Sprawiedliwości UE.
- Tak.

Ale chyba politycy PiS-u ograli Trybunał.
- Nie, rączki polskich polityków są na szczęście za krótkie, żeby go ograć. Pytania prejudycjalne, zwłaszcza zestaw pięciu pytań z 2 sierpnia, które teraz muszą być wycofane, to była jedna mała cegiełka w bardzo dużej budowli. Ta cegiełka niczego nie zakłóca. Są inne pytania prejudycjalne, są pytania sądów z Irlandii i Hiszpanii dotyczące tego, czy na pewno mamy tutaj praworządność, i przede wszystkim są dwie bardzo ważne skargi Komisji Europejskiej do TSUE przeciwko Polsce. Jedna, o której często się zapomina, gdyż jest już dość stara - o ustroju sądów powszechnych, druga - obecna - o Sądzie Najwyższym. Więc te pytania prejudycjalne były istotne, ale nie kluczowe dla tego wszystkiego.

Ale te procedury trwają i będą jeszcze długo trwały, a u nas walec się toczy, kadry są wymieniane.
- Tak, walec się toczy. I najwyższe polskie władze mówią rzeczy absolutnie karygodne. W niedawnym wywiadzie prezydent Duda zapytany o to, czy uważa, że Polska powinna respektować wyrok Trybunału Sprawiedliwości, powiedział, cytuję niemal dosłownie: „Zaczekajmy na ten wyrok”.

I co to oznacza?
Że jak będzie po myśli polskiego rządu, to uzna. A jak nie, to nie.

- Oczywiście. Czy można sobie wyobrazić głowę państwa będącego członkiem Unii Europejskiej, która mówi: „Zobaczymy”?

Teraz już można, panie profesorze.
- Teraz już można, niestety.

Przed tygodniem Naczelny Sąd Administracyjny zarządził wstrzymanie wykonania uchwał KRS-u dotyczących powołania sędziów do Izby Cywilnej i Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN. Czy to coś zmienia?
- Tak, to jest bardzo ważne orzeczenie, zarówno ze względów ogólnych, jak i praktycznych. Ze względów ogólnych dlatego, że oto mamy sygnał od Naczelnego Sądu Administracyjnego, że przynajmniej niektóre jego składy porzucają dotychczasową, bardzo konformistyczną, oportunistyczną postawę.

Dotychczas NSA - przykro mi to powiedzieć, ponieważ znam niektórych sędziów tam zasiadających - działał tchórzliwie i nie stawał w jednej linii walki o praworządność z Sądem Najwyższym. Teraz mamy do czynienia z włączeniem się NSA, w każdym razie jednego z jego składów, w obronę praworządności.
Edytor zaawansowany
  • benek231 07.10.18, 09:15
    Teraz mamy do czynienia z włączeniem się NSA, w każdym razie jednego z jego składów, w obronę praworządności. NSA powiedział KRS-owi jednoznacznie: „Nie macie prawa przedłożyć tego kandydata prezydentowi, bo mamy odwołania ze strony dwojga czy trojga kandydatów, którzy nie zostali zarekomendowani”. Jednym jest sędzia Gąciarek, który kandydował wyłącznie po to właśnie, aby osiągnąć ten skutek proceduralny. I tu NSA powiedział: „Nie możecie przedłożyć tego kandydata, dopóki ta sprawa nie zostanie rozpatrzona przez nas co do meritum, tzn. czy jesteście właściwym organem, aby rekomendować prezydentowi kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego”. Bardzo ważne orzeczenie.

    Sędzia Waldemar Żurek z kolei zapowiedział kandydowanie do Izby Cywilnej SN, by - jak powiedział - przetestować procedurę naboru. Słuszna decyzja?
    - Znakomita. Tak trzeba robić. To jest właśnie używanie procedur prawnych do walki o praworządność. To jest bardzo słuszne i jednocześnie przemyślane posunięcie.

    A jak czytać zapytanie o niezależność zadane przez sąd w Madrycie, a skierowane do sądu w Rzeszowie?
    - To jest to niesamowicie ważne zapytanie - sąd hiszpański idzie o krok dalej niż sąd irlandzki. Przypomnę, że pani sędzia z Irlandii zapytała Trybunał Sprawiedliwości UE, jaki test ma zastosować przed wydaniem podejrzanego władzom polskim, by się upewnić, że rzeczywiście może to zrobić. I Trybunał Sprawiedliwości jej odpowiedział: „Musisz być przekonana, że Polska nie gwarantuje mu sprawiedliwego procesu”.

    Ale jeśli w przypadku zapytania z Hiszpanii osobą, która na nie odpowie, będzie nominat ministra Ziobry, to wiadomo, co napisze - że wszystko jest świetnie.
    - Tak, ale sąd w Madrycie nie musi przyjmować tego, co nominat pana Ziobry mu napisze. Ważne są pytania. Te hiszpańskie idą dalej niż irlandzkie, gdyż te irlandzkie i orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości w odpowiedzi na nie koncentrowały się wokół prawa do uczciwego procesu: trudno pokazać, że ta konkretna osoba nie zostanie sprawiedliwe osądzona w Polsce.

    Pytania hiszpańskie mają zupełnie inny charakter. One dotyczą struktury praworządności i struktury sądowej. Tam są np. pytania o to, jak wygląda system dyscyplinarny sędziów w Polsce, czy ten system gwarantuje, że sędziowie są całkowicie niezależni w swoich wyrokach. Oczywiście, nie są, bo w tej chwili system dyscyplinarny powoduje, że sędziowie mogą być dyscyplinowani, i są, za treść wyroków.

    Czyli nie będzie tak łatwo wyślizgnąć się z odpowiedzi?
    - No nie, bo tu są pytania, które nie koncentrują się na indywidualnych uprawnieniach osób oskarżonych, ale na całym systemie instytucjonalnym. Tam jest np. pytanie o to, jak są wyznaczane składy sędziowskie.

    Jak to jak? Losowanie, panie profesorze.
    - No tak, tylko oczywiście nikt w to nie wierzy. Te pytania są, powiedziałbym, z gatunku pytań retorycznych - zadane przez ludzi, którzy doskonale wiedzą, co tu się u nas dzieje i jakie są odpowiedzi. I naturalnie te odpowiedzi napisane przez nominatów ministra Ziobry w żaden sposób sądu madryckiego nie będą wiązać. Mało tego, paradoksalnie one mogą być potraktowane jako dodatkowy dowód na to, jak bardzo sądy są u nas uległe politykom, skoro dają odpowiedzi, o których skądinąd wiadomo, że są fałszywe.

    I jeszcze jedna rzecz - w orzeczeniu Trybunału Europejskiego powstałym w odpowiedzi na zapytanie z Irlandii sformułowano pewne ogólne kryteria i teraz każdy sąd w Europie, który będzie miał wątpliwości co do Polski, a będą takie, będzie musiał sięgnąć do tamtego orzeczenia. Otóż powołuje się ono na procedurę z artykułu 7 i mówi: „Pamiętajcie, sędziowie w Irlandii, Hiszpanii, gdziekolwiek, przeciwko Polsce toczy się procedura z artykułu 7 o pogwałcenie praworządności. To jest element, który musicie wziąć pod uwagę”.

    To się dzieje tam, a tutaj słyszymy o ojkofobii sędziów.
    - Można by się z tego śmiać, ale jest to jednocześnie szalenie smutne, gdyż to retoryka faszystowska. Polska nie jest państwem faszystowskim, ale władze używają faszystowskiej retoryki. Bo faszyzmem jest mobilizowanie ludzi przeciwko jakiejś grupie, która jest naznaczona jako nienawidząca swojego kraju. Przecież jeżeli ktoś nienawidzi swojego kraju, to jest zdrajcą. Ze zdrajcą się nie rozmawia. Zdrajców się eliminuje. To jest faszyzm. Tak rodził się faszyzm. To jest straszne.

    My pewnie się z tego śmiejemy, bo już się przyzwyczailiśmy do tego, że Jarosław Kaczyński jest politykiem specjalnej troski, jemu wolno więcej, on może palnąć, on może mówić jakieś szaleństwa i co najwyżej następnie jego akolici będą to tłumaczyć w języku nieco bardziej cywilizowanym. Ale nie powinniśmy się śmiać.

    Jarosław Kaczyński, mówiąc o ojkofobii, stwierdził, że niektórzy sędziowie wydawali wyroki wbrew interesom Polaków. Zasugerował tym samym, że polskie sądy powinny z zasady stawać po stronie Polaków.

    - Bzdura. Polskie sądy powinny stawać po stronie prawa. Bez względu na obywatelstwo czy narodowość osób, które są przed nimi. Mało tego - takie właśnie wypowiedzi są argumentem dla tych wszystkich, którzy mówią, że w Polsce nie ma praworządności, że polskim sądom nie można ufać.

    Tu Jarosław Kaczyński działa na szkodę polskiego systemu prawnego w Europie, gdyż pokazuje, że to jest system prawny, któremu nie można ufać - skoro osoba, która ma całą władzę nad systemem władzy publicznej, w tym także nad prawem, wyraźnie mówi, że polscy sędziowie muszą uprzywilejowywać w swych orzeczeniach Polaków. Wobec tego belgijski czy szwedzki przedsiębiorca, który robi interesy w Polsce, nie ma gwarancji, że w przypadku sporu dotyczącego wykonania kontraktu albo inwestycji będzie sprawiedliwie potraktowany. Nie ma jej, skoro naczelna osoba w państwie mówi, że w takich sytuacjach sędzia polski ma być po stronie polskiej. On nie zainwestuje. Kaczyński działa na wielką szkodę Polski.

    Powróciła afera podsłuchowa, mamy premiera Morawieckiego na taśmach i zeznania kelnerów, że premier Morawiecki rozmawiał ze swoim rozmówcą na temat udzielania kredytów bądź zakupów nieruchomości na podstawione osoby. To potężny zarzut.
    - Tak, tym bardziej że nie jest to pierwsza podejrzana rzecz, jeśli chodzi o wiarygodność i prawdomówność premiera. Gdyby trafiło na kogoś, komu się przedtem nie przytrafiały, nazwijmy to, nieszczęśliwe wypowiedzi, a mówiąc językiem bardziej dosadnym - oczywiste kłamstwa i fałszerstwa - to można by powiedzieć: „No, może coś tam powiedział, może nie powiedział, ale my tego nie wiemy, bo nie mamy taśmy”. A taśm oczywiście nie będziemy mieli, bo są w tej chwili do dyspozycji PiS-u. Natomiast, niestety, premierem Polski jest osoba, która jest notorycznym kłamcą. Mateusza Morawieckiego prawda się nie trzyma i w obliczu tych faktów, tej jego przypadłości charakterologicznej polegającej na wyjątkowej umiejętności mówienia kłamstw te doniesienia brzmią bardzo wiarygodnie.

    Tylko jeśli chodzi o kłamstwa premiera, problem w tym, że jak mawiał mistrz współczesnej propagandy, „ciemny lud to kupi”.
    - Mam nadzieję, że teraz lud - nie ciemny, ale polski - tego nie kupi. I miejmy nadzieję, że media będą tego pilnowały. Tym bardziej że już pierwsze reakcje, pierwsze działania profilaktyczne, np. ze strony rzeczniczki PiS-u pani Mazurek, polegały nie na ustosunkowaniu się do meritum, ale na jakimś takim wściekłym, wręcz bezczelnym ataku na media. Atakuje się tutaj informatora...

    ...posłańca.
    - Tak, atakuje się posłańca, zamiast odnieść się do treści przesłania.


    wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24005977,prof-wojciech-sadurski-premiera-morawieckiego-prawda-sie.html

    Co do mozliwych oszustw wyborczych to nie po to tworzy sie mechanizmy oszukiwania by nie wykorzystac ich w razie potrzeby. A moim zdaniem taka potrzebe klero-faszysci juz maja.
    Wybory beda oszukane.
  • benek231 07.10.18, 18:52
    >> Była jakaś nadzieja w pytaniach prejudycjalnych skierowanych do Trybunału Sprawiedliwości UE.
    - Tak.

    Ale chyba politycy PiS-u ograli Trybunał.
    - Nie, rączki polskich polityków są na szczęście za krótkie, żeby go ograć. Pytania prejudycjalne, zwłaszcza zestaw pięciu pytań z 2 sierpnia, które teraz muszą być wycofane, to była jedna mała cegiełka w bardzo dużej budowli. Ta cegiełka niczego nie zakłóca. Są inne pytania prejudycjalne, są pytania sądów z Irlandii i Hiszpanii dotyczące tego, czy na pewno mamy tutaj praworządność, i przede wszystkim są dwie bardzo ważne skargi Komisji Europejskiej do TSUE przeciwko Polsce. Jedna, o której często się zapomina, gdyż jest już dość stara - o ustroju sądów powszechnych, druga - obecna - o Sądzie Najwyższym. Więc te pytania prejudycjalne były istotne, ale nie kluczowe dla tego wszystkiego. >>

    Otoz politycy PiS istotnie przekonani sa, ze "ograli Trybunał".
  • benek231 08.10.18, 19:00
    PiS to dla Polski większe dobrodziejstwo niż Unia Europejska

    Marek Beylin
    8 października 2018 | 16:04

    Po raz pierwszy premier polskiego rządu stwierdził, że obecność Polski w Unii ma drugorzędne znaczenie. Co na to Kaczyński?

    Ten występ Morawieckiego w weekend na Podkarpaciu zaczął się od kłamstwa tak grubego, że aż śmiesznego. Premier pochwalił się, że ramach uszczelniania podatku VAT „więcej środków odzyskaliśmy niż środki unijne”. Przypomnijmy więc fakty: od 2004 r. do dziś Polska otrzymała z Unii ok. 140 mld euro. Np. w samym tylko 2017 r. dostaliśmy ok. 50 mld zł. A uszczelnianie VAT, jak wylicza ekonomiczny portal Money.pl, przyniosło blisko 15 mld zł. Te dane można sprawdzić w internecie w ciągu trzech minut.

    Morawiecki uchodzi za sprawnego i bystrego polityka, część mediów spekuluje nawet, że na delfina namaścił go Kaczyński. Jednak to, jak marnie premier kłamie, nie dając swoim kłamstwom szans na dłuższe życie, każe przypuszczać, że ma kłopoty ze sprawnością intelektualną.

    Morawiecki nie poprzestał na tym kłamstwie. Mówił dalej: „Środki unijne są ważne, cieszymy się z nich, one nam pomagają odnawiać chodniki, ale dużo więcej dobra przynosi rząd Prawa i Sprawiedliwości”. Uwaga, że rola Unii ogranicza się do pomocy w odnawianiu chodników, to kolejne prostackie kłamstwo premiera. Prawdziwe byłoby stwierdzenie, że dzięki funduszom UE oraz unijnym standardom, obejmującym tak system polityczny, jak warunki życia, dokonał się w Polsce wielki skok cywilizacyjny.

    Sugerując, że Unia ma dla Polski znaczenie marginalne, Morawiecki mówi w istocie, że rządy PiS są ważniejsze niż obecność Polski w UE. I oznajmia, choć w zawoalowanej formie, że Polska nie potrzebuje Unii, bez wielkiej szkody może funkcjonować poza nią.

    Na takie deklaracje nie poważył się jeszcze żaden premier RP, także z PiS. Dlatego powinniśmy wiedzieć, czy szef PiS podtrzymuje to stanowisko. Czy to pierwsza zapowiedź, że wbrew uprzednim deklaracjom PiS dopuszcza polexit? Czy też to tylko kompromitujące bajanie świadczące o niezdolności do sprawowania państwowych funkcji?

    wyborcza.pl/7,75968,24018772,pis-to-dla-polski-wieksze-dobrodziejstwo-niz-unia-europejska.html
    Gdy za lat kilka Polska znajdzie sie poza Unia, i w ogromnych tarapatach ekonomicznych, wowczas ze sceny politycznej poznikaja wszystkie pisiaki, i udawac beda, ze ich tam nigdy nie bylo. Zniknie rowniez kler, a nieliczni jego reprezentanci zapierac sie beda w zywy kamien, ze wczesniej cokolwiek laczylo ich z faszystami od Kaczynskiego. Marna to bedzie satysfakcja dla ludu klepiacego biede.
  • piq 08.10.18, 20:06
    ...przekazanie władzy w PiSie odbywa się między ludźmi "zabezpieczanymi" przez Biuro Studiów SB MSW, czyli agentami tej mało znanej, bo założonej w 1981roku przez sowieckie służby, ich przedłużonej ręki w peerelowskim aparacie opresji. Agent Jarosław zwany "Bez Teczki" przekazuje władzę agentowi Morawieckiemu, którego również BS "zabezpieczało" w latach 1980tych. "Zabezpieczenie" przez BS SB MSW to na 88% agenturalność, ponieważ oni nie rejestrowali agentów w esbeckiej ewidencji, tylko w swojej własnej, która zniknęła, a w esbeckiej wpisywali "zabezpieczenie", żeby pozostałe służby nie tykały tego agenta. Wszystko to jest łatwe do weryfikacji na stronie IPNu.

    Żeby było pieprzniej - Komorowski też był "zabezpieczony" przez BS.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.