Dodaj do ulubionych

Czy Polska takze bedzie panstwem mafijnym? :O)

  • oleg3 17.11.18, 21:04
    Załatwione Andrzeju. Pod najbliższym baobabem znajdziesz nr konta. 1% !

    --
    OK. Problem z tobą jest taki, że w każdym przypadku skomplikowane sytuacje oparte o wieloznaczne pojęcia upraszczasz do prostych i nieskomplikowanych zdań podstawowej logiki. Przy czym uproszczenie zwykle nie oddaje sensu wypowiedzianej opinii lub nie odpowiada znanym faktom.
  • andrzejg 17.11.18, 20:21
    Nie masz sygnału od Zdziśla? Jakby co , to kupiłbym bank za 1 zł
  • benek231 17.11.18, 16:57
    babaobaba napisał:

    Przepraszam, że się "wcinam", ale oczekiwałbym, że napiszesz swój wniosek po przeczytaniu artykułu. Benek zamieścił artykuł bo działalność naszych węgierskich przyjaciół wyraźnie odbiega od standardów cywilizowanego świata a ostatnie afery w naszym państwie sugerują, że obrano podobny kierunek bardziej pasujący do tradycji wschodnich.
    ***
    Dwie obserwacje. Otoz Oleg3 dostal tu kopa, po ktorym trzymajac sie za bolaca dupe biega w kolko i wrzeszczy cos bez ladu i skladu.

    A pomijajac powyzsze nie zauwazyl Oleg3, ze juz wczesniej zostal skreslony jako dyskutant. Na co dlugo uporczywie pracowal.
  • babaobaba 17.11.18, 13:11
    oleg3 napisał:

    >
    >
    >
    Wierzono, że trolle różniły się między sobą zarówno wyglądem, jak i charakterem. Najczęściej miały to być stworzenia bardzo stare, brzydkie, złośliwe i mało inteligentne. Można było wśród nich znaleźć dużego wzrostu osobniki, jak i niewielkie skrzaty (norw. nisse) czy karły (norw. dverg).

    Niektóre większe trolle ze starości porastały lasem. Trolle mieszkały w trudno dostępnych dla człowieka miejscach: lasach, górach i jaskiniach, niektóre żyły też w morzu. Wyrządzały szkody ludziom i zwierzętom. Zajmowały się też wydobyciem i gromadzeniem srebra, złota oraz kosztowności. Były bardzo chciwe i skąpe. Nie znosiły światła słonecznego, dlatego pojawiały się wyłącznie w nocy; troll, który na czas nie schował się przed promieniami słońca, zamieniał się w kamień. Żeńskim odpowiednikiem trolla była huldra.

    ======================
    No to jak to jest z tym trollem, które wyżej opisane cechy mógłbyś przypisać sobie?
    Skąpstwo czy chciwość a może brzydotę, złośliwość czy niską inteligencję? Nie wystarczy ci srebro i złoto, które warte dla ciebie więcej niż szacunek do drugiego człowieka?



    --
    Uczeni głupcy są najgorsi.
  • oleg3 17.11.18, 11:45



    --
    OK. Problem z tobą jest taki, że w każdym przypadku skomplikowane sytuacje oparte o wieloznaczne pojęcia upraszczasz do prostych i nieskomplikowanych zdań podstawowej logiki. Przy czym uproszczenie zwykle nie oddaje sensu wypowiedzianej opinii lub nie odpowiada znanym faktom.
  • babaobaba 17.11.18, 11:39
    oleg3 napisał:

    > > Przepraszam, że się "wcinam", ale oczekiwałbym, że ...
    >
    > Troll zgłasza oczekiwania! Niesłychane.
    >
    ==========================
    >>Wniosek, że "faszystów" należy zastąpić "antyfaszystami" uznam za infantylny.

    A to co napisałeś nie jest infantylne - Jeśli ta Wyższa Szkoła Handlowa czy jak jej tam wypuszcza takich geniuszy to się nie dziwię, że stać ich tylko na to by stać za przekrętami. Charakter pisowski masz, że też nie zostałeś przyjęty.........





    --
    Uczeni głupcy są najgorsi.
  • oleg3 17.11.18, 11:02
    > Przepraszam, że się "wcinam", ale oczekiwałbym, że ...

    Troll zgłasza oczekiwania! Niesłychane.

    --
    OK. Problem z tobą jest taki, że w każdym przypadku skomplikowane sytuacje oparte o wieloznaczne pojęcia upraszczasz do prostych i nieskomplikowanych zdań podstawowej logiki. Przy czym uproszczenie zwykle nie oddaje sensu wypowiedzianej opinii lub nie odpowiada znanym faktom.
  • babaobaba 17.11.18, 10:39
    oleg3 napisał:

    > Dzięki za publikację. Tak jak Wikul nie jestem prenumeratorem GW. Dla formalnoś
    > ci zapytam: czytałeś? Jeżeli czytałeś to jakie wnioski? Wniosek, że "faszystów"
    > należy zastąpić "antyfaszystami" uznam za infantylny.
    >
    > PS.
    > To oczywiście do Benka.
    >
    >
    ====================
    Przepraszam, że się "wcinam", ale oczekiwałbym, że napiszesz swój wniosek po przeczytaniu artykułu. Benek zamieścił artykuł bo działalność naszych węgierskich przyjaciół wyraźnie odbiega od standardów cywilizowanego świata a ostatnie afery w naszym państwie sugerują, że obrano podobny kierunek bardziej pasujący do tradycji wschodnich.

    To powiadasz, że piłeś wódkę z tym gościem? - Ja bym się tak znajomością nie pochwalił, no bo co to za kolega, że nie wziął ciebie do Komisji. Ideowo byś pasował a kwalifikacje nie są wymagane.............





    --
    Uczeni głupcy są najgorsi.
  • oleg3 17.11.18, 10:17
    Dzięki za publikację. Tak jak Wikul nie jestem prenumeratorem GW. Dla formalności zapytam: czytałeś? Jeżeli czytałeś to jakie wnioski? Wniosek, że "faszystów" należy zastąpić "antyfaszystami" uznam za infantylny.

    PS.
    To oczywiście do Benka.


    --
    OK. Problem z tobą jest taki, że w każdym przypadku skomplikowane sytuacje oparte o wieloznaczne pojęcia upraszczasz do prostych i nieskomplikowanych zdań podstawowej logiki. Przy czym uproszczenie zwykle nie oddaje sensu wypowiedzianej opinii lub nie odpowiada znanym faktom.
  • czuk1 17.11.18, 09:28

    Winno być
    ---- Władza która ....zauważyła, że demokracja ma swoje wady.Zauważyła, że można je (bezprawnie ale bezkarnie) wykorzystać dla przejęcia władzy.
  • czuk1 17.11.18, 09:25
    Tak się dzieje kiedy do władzy dorwie się jedna partia pod przewodem ambitnego "kreatora nowego ustroju", wzorującego się na ustrojach totalitarnych. Władza która nie zauważyła, że
    demokracja ma swoje wady. Zauważyła, że można je (bezprawnie ale bezkarnie) wykorzystać dla przejęcia władzy. Nie zauważyła jednak (wcześniej), że - póki co - niewiele jest państw , które funkcjonują w warunkach braku demokratycznych zasad i demokratycznego ustroju.
    Dlatego już na starcie IV RP widać, że ta idea autarchii nie sprawdza się. Naród tego nie kupi. Ponadto państwo polskie wcześniej zawarło wiele korzystnych umów międzynarodowych, wpisując się w intratne traktaty. Teraz wyjścia z nich + ustroju demokratycznego samodzierżawcom Polski zabronią sami Polacy.


  • benek231 17.11.18, 08:30
    Grabież firmowego majątku, organizacyjnie wspomagana przez władze, zagraża nawet rodzinnym firmom, których obroty wynoszą zaledwie kilkaset milionów forintów, głównie śródmiejskim restauracjom i hotelom popularnym wśród turystów. Kiedy właściciel nie chce oddać swojej firmy, ponosząc straty, pojawiają się u niego przedstawiciele najrozmaitszych władz i uniemożliwiają prowadzenie firmy, tak więc przyjęcie brutalnej oferty staje się już tylko kwestią czasu. Często się zdarza, że oferenci, widząc, że właściciel w końcu się poddaje, nie chcą dać nawet początkowo proponowanej ceny, argumentując, że długotrwałe nakłanianie właściciela do sprzedaży naraziło ich na koszty”.

    Odgórnie sterowana grabież majątku
    Modele przejmowania przez państwo firm są nadzwyczaj różnorodne: niektórzy, tracąc część swojej własności, w paradoksalny sposób osiągają większe dochody dzięki uzyskanym z pomocą nowego udziałowcy państwowym zamówieniom czy/i wygranym konkursom na dotacje. Inni sprzedają jedną firmę za cenę rynkową bądź poniżej ceny rynkowej, ale udaje się im zachować pozostały majątek. Zdarzają się też takie osoby, które aby zachować wolność, zmuszane są do pozbycia się całości majątku. A ponieważ nowy kurs polityczny każe kochać piłkę nożną, niektórzy – nie wiadomo, w nagrodę czy za karę – muszą sponsorować drużyny piłkarskie. Przepływy handlowe pomiędzy sferą polityki i gospodarki podtrzymywane są dzięki aktywności prokuratury i władz skarbowych. Przykłady samowoli, stosowania politycznej selekcji osób słusznie podejrzewanych o korupcję albo tylko bezpodstawnie oczernianych potwierdzają gotowość do „narodowej współpracy” pomiędzy sferą gospodarki a światem zorganizowanej przestępczości politycznej.

    Na Węgrzech nie jest natomiast rozpowszechniona grabież majątku, w której osoba z kręgów biznesu, przekupując lokalnych urzędników, w niezgodny z prawem sposób przejmuje własność innego podmiotu. O tego typu przypadkach możemy mówić najwyżej w odniesieniu do mafii mieszkaniowej. Grabież, która odbywa się pod szyldami Fideszu, jest odgórnie sterowana i zakłada współpracę instytucji politycznych (parlamentu, samorządów) z władzami publicznymi (urzędy skarbowe, prokuratura itd.). Co zresztą jest jeszcze jednym sygnałem wskazującym, że w państwie mafijnym nie mamy do czynienia z klasyczną korupcyjną daniną czy łapówką.

    Przekład Elżbieta Sobolewska


    wyborcza.pl/7,75968,24176521,jak-to-robia-w-panstwie-viktora-orbana-panstwowy-rekiet-nad.html

    Ciekawe jak sie czuja w pyskach ci wszyscy tutejsi fani wolnego rynku, to cale antydemokratyczne gowno, znaczy ci qrwa wolnosciowcy(?)
  • qwardian 17.11.18, 08:28

    Do końca roku będziemy ostentacyjnie antyfaszystowskim. Za hailowanie, pozowanie z Hitlerem i flagami nazistowskimi odbierzemy koncesję Das TVN i sprzedamy za symboliczną złotówkę Ojcu Tadeuszowi Rydzykowi..

    --
    Дональд Туск. Наш человек в Варшаве.
    www.gazeta.ru/politics/2008/02/07_a_2627803.shtml
  • benek231 17.11.18, 08:25
    Dokonana pod presją zmiana właścicieli Narodowego Galopu oczywiście otworzyła drogę do zwiększenia wartości państwowych dotacji i umów sponsorskich.

    W przypadku jednostkowych akwizycji miesza się wedle potrzeb – niczym w koktajlu – najrozmaitsze metody urzędowego szantażu. Przykładem może tu być wydawana od 1998 roku darmowa gazeta „Metropol”, której nakład osiągnął 400 tys. egzemplarzy. Ten należący do zagranicznych właścicieli dziennik finansowany był prywatnymi ogłoszeniami oraz reklamami zlecanymi przez państwowe firmy i samorządy, a rozdawano go w przejściach podziemnych i na stacjach metra. Odcięcie od państwowych i samorządowych reklam, wypłoszenie prywatnych ogłoszeniodawców i wydanie zakazu kolportowania gazety na terenach kontrolowanych przez samorządy czy na stacjach metra sprawiłoby, że dochodowe przedsięwzięcie zaczęłoby przynosić straty, a firma straciłaby wartość. Właściciele zrozumieli to, kiedy w 2011 roku dostali propozycję kupna tytułu od topowego oligarchy z kręgu Lajosa Simicski. Tyle że w przypadku zagranicznych właścicieli zachodziła obawa międzynarodowego konfliktu dyplomatycznego i transakcja kupna-sprzedaży – choć nie była dobrowolna – odbyła się według rynkowej wyceny firmy. Kiedy zaś Simicska wypadł z łask, zrozumiał, że wobec niego też mogą zostać zastosowane identyczne metody szantażu, dzięki którym on sam przejął gazetę, i chcąc uniknąć strat, w 2016 roku sam zrezygnował z wydawania tytułu.

    Właścicielem większościowym jednej z największych węgierskich firm, specjalizującej się w budownictwie wysokościowym, Market Épitö SA była Wing SA należąca do grupy Wallis. Chęć zostania udziałowcem Wing poprzez kupno Market Épitö wyraził István Garancsi, nowy faworyt, oligarcha i figurant Viktora Orbána, który zajął miejsce Lajosa Simicski. O tym, jak poważna była jego oferta, może świadczyć wyjątkowo szczegółowa kontrola, jaką przeprowadził w grupie Wallis urząd skarbowy. Wykupienie przedsiębiorstwa Market Épitö było ważne nie tyle ze względu na wielkość napływających zamówień, ile z powodu możliwości zawyżania wyceny realizowanych przez nie projektów. Chodziło o to, żeby zyski nie znalazły się w niewłaściwych rękach. Transakcję przeprowadzono, zapłacono za sprzedane akcje.

    Oczywiście pozostaje pytanie, jak w takiej sytuacji należy wyceniać wartość sprzedanych dóbr. Transakcję przeprowadzoną pod administracyjnym przymusem tylko w ograniczonym zakresie można nazwać „sprzedażą”, gdyż to określenie zakłada dobrowolność, o której w tym i podobnych przypadkach nie ma mowy.

    Wycena „rynkowej wartości” majątku również jest problematyczna. Market Épitö bowiem będzie miało wyższą wartość, jeśli w przyszłości będzie otrzymywać zlecenia na inwestycje realizowane przez państwo przy wsparciu środków unijnych. A to może mieć miejsce jedynie wówczas, kiedy firma znajdzie się w rękach kogoś z rodziny politycznej, i to nie byle kogo. Inną wartość przedstawia ta sama spółka, kiedy wiadomo, że oprócz zamówień prywatnych firm będzie też dostawać zamówienia od państwa. Tylko że w czasie składania propozycji zakupu oferent jednoznacznie zapowiadał, że przy obecnej strukturze właścicielskiej państwowych zamówień nie będzie. Wartość firmy spada, kiedy państwo świadomie wycofa się z kręgu zleceniodawców, choć jeszcze nie „odstraszy” od firmy prywatnych kontrahentów. Jeszcze bardziej wycena spadnie, jeśli władza zechce zniszczyć właściciela odrzucającego ofertę kupna jego firmy; wtedy bowiem to przedsiębiorstwo stanie się „strefą zakazaną” nawet dla prywatnych kontrahentów.

    Właściciel zrozumiał więc, jakie opcje ma do wyboru, i większościowy pakiet akcji Marketu po zaniżonej cenie trafił w ręce nowego, teraz cieszącego się łaskami oligarchy. W zamian zostawiono w spokoju pozostałe firmy grupy Wallis. (W podobny sposób i z podobnych powodów wykupiono spółkę budowlaną Magyar Épitö SA).

    Na początku 2016 roku na podstawie ustawy upadłościowej rząd uznał spółkę Manufaktura Porcelany Zsolnay, pozostającą w rękach zagranicznego właściciela (największą na Węgrzech obok Fabryki Porcelany w Herend), za „organizację gospodarczą o szczególnym znaczeniu”, przez co stworzył część podstaw prawnych pozwalających dokonać rabunku prywatnej własności przy wsparciu państwa. „Za godne pożałowania uznajemy próby siłowego wykupu fabryki, w czym aktywnie uczestniczyli przedstawiciele niektórych władz samorządowych” – czytamy w oświadczeniu zarządu firmy. Władze państwowe chcą „uratować” fabrykę, mimo że „zagraniczny właściciel większościowy wypełnił wszystko, do czego się zobowiązał w umowie z miastem: podwyższył kapitał spółki, utrzymał dotychczasowe zatrudnienie w fabryce, a poziom eksportu i przychodów z niego wzrasta” – czytamy dalej w oświadczeniu.

    Tych kilka przykładów obrazuje różnorodność zmian własnościowych wymuszanych przy pomocy państwa, rodzaj i wielkość firm oraz przyczyny zmiany właścicieli. I choć ideologiczna propaganda uzasadnia te przejęcia potrzebą stworzenia „narodowej klasy średniej”, wydaje się oczywiste, że zmiany właścicieli nie dokonują się na osi obcokrajowiec kontra Węgier, ale pomiędzy węgierskimi właścicielami spoza rodziny politycznej i osobami do niej należącymi. Albowiem kiedy interesy rodziny politycznej tego wymagają, bez problemu pozbawia ona własności czy jej części także węgierskich właścicieli. Jeśli interesy najwyższych kręgów rodziny politycznej wymagają przejęcia jakiejś firmy, nie chroni przed tym nawet przynależność do Fideszu, wstawiennictwo partii czy sympatyzowanie z nią.

    Węgierska partia władzy przejęła 400 prywatnych firm
    W wymuszanych zmianach własnościowych może brać aktywny udział prokuratura, urząd skarbowy, Urząd Ochrony Rządu czy państwowe organa kontrolne. Każda z tych instytucji jest w stanie całkowicie uniemożliwić funkcjonowanie firmy. A ponieważ spora część przedsiębiorców w Europie Wschodniej po transformacji systemowej porusza się także w szarej strefie, łatwo jest ich przyłapać na gorącym uczynku i szantażować. Stosowane wobec nich środki prawne obejmują różnorodne metody penalizacji, od grzywny po pozbawienie wolności. Wspomniane organa władzy państwowej, stosując na zamówienie selektywne formy doboru firm według klucza politycznego, zapewniają całą paletę skutecznych argumentów do przekonania opornego właściciela i dobicia targu.

    „Fidesz, odkąd doszedł do władzy, za pomocą siły i szantażu przejął około czterystu znajdujących się w prywatnych rękach firm, mówią osoby znające kulisy węgierskiego życia gospodarczego – donosi portal informacyjny Civilhetes. – Media bezustannie informują o szykanowaniu zagranicznych banków oraz dostawców energii i wody, jednak na drugim planie mamy do czynienia z procederem zagrażającym całemu węgierskiemu światu biznesu: właścicieli dobrze prosperujących węgierskich firm odwiedzają adwokaci i powołując się na Fidesz, składają propozycję zakupu budowanej przez dziesiątki lat firmy za ułamek jej rzeczywistej wartości.
  • 17.11.18, 08:18
    Jak to robią w państwie Viktora Orbána. Państwowy rekiet nad pięknym modrym Dunajem

    Bálint Magyar
    16 listopada 2018 | 16:00


    Afera w Komisji Nadzoru Finansowego zwróciła uwagę na problem wykorzystywania instytucji państwa do szantażowania prywatnych przedsiębiorców oraz wymuszania od nich korzyści finansowych. Na horyzoncie zaczęła nawet majaczyć groźba przejmowania całych firm "za złotówkę". Tak jak to dzieje się na Węgrzech.

    Na Węgrzech pod władzą Viktora Orbána i jego partii Fidesz szantażowanie przedsiębiorców i przejmowanie ich firm (najpierw przez państwo, które następnie prywatyzuje zagarnięte przedsiębiorstwo i przekazuje je ludziom z rodziny politycznej) jest praktyką doskonale znaną. Opisał ją socjolog Bálint Magyar w książce „Węgry. Anatomia państwa mafijnego”. Polskie wydanie zostało opatrzone podtytułem „Czy taka przyszłość czeka Polskę?”. Wygląda na to, że dzięki dyktafonowi Leszka Czarneckiego zbliżamy się do uzyskania odpowiedzi na to pytanie. I że brzmi ona twierdząco.

    Oto rozdział z tej książki. Śródtytuły pochodzą od redakcji „Gazety Wyborczej”.

    Państwo składa biznesmenom propozycje nie do odrzucenia
    „Propozycja nie do odrzucenia” może dotyczyć zakupu części bądź całości firmy po cenie rynkowej, po cenie księgowej albo nawet przejęcia za darmo, w zależności od tego, jak układa się współpraca z właścicielem, na ile łatwo jest go szantażować i na ile państwo jest w stanie uniemożliwić mu funkcjonowanie na rynku. Kiedy przejęcie dotyczy węgierskiego właściciela nienależącego do adopcyjnej rodziny politycznej, państwowa machina zastraszania musi posiadać wystarczającą siłę i skuteczne argumenty, by przeprowadzić "take over".

    Dziś już nikt się nie bawi – jak w latach pierwszego rządu Fideszu – w budowanie nowych firm. Przejmuje się te już istniejące, szantażując właścicieli, by przekazali albo sprzedali całość czy część swojej firmy. Ale zdarza się też, że przejmujący oferują atrakcyjną cenę, by tylko pominąć trudną do wyjaśnienia fazę nacjonalizacji przedsiębiorstw. Wtedy firma bezpośrednio przechodzi w ręce kogoś ze świata zorganizowanej przestępczości politycznej. Jest to częste przede wszystkim w przypadku firm dysponujących infrastrukturą, wiedzą i potencjałem potrzebnymi do uzyskania dużych państwowych zamówień albo skutecznego ubiegania się o środki unijne. I kiedy liczy się czas.

    Która z wymienionych technik zostanie zastosowana, zależy od rozkładu sił i tego, na ile szantaż może się okazać skuteczny. Natomiast firmy należące do zagranicznego właściciela bywają kupowane nawet za cenę przewyższającą ich wartość rynkową, tak jak na przykład stało się w przypadku rosyjskiego pakietu akcji wielkiego węgierskiego przedsiębiorstwa naftowo-gazowniczego MOL czy niemieckiego przedsiębiorstwa gazowniczego E.ON. Czasami w zamian za firmę dotychczasowy właściciel dostaje obietnicę, że zostanie zostawiony w spokoju, a kiedy indziej rząd wyciąga ciężkie działa kodeksów i kieruje je przeciw opornym. Tak jak w Las Vegas, kiedy mafia składa ofertę kasynom… Tyle że na Węgrzech, jeśli ktoś stawia opór, nie mierzy się do niego z rewolweru ani nie podkłada mu do łóżka odciętej końskiej głowy – to nie jest styl państwa mafijnego, zresztą nie ma ono potrzeby, by tak się zachowywać. Trup nie ściele się na ulicach.

    Instytucje państwa zamiast gangsterów
    W państwie mafijnym miejsce napakowanych bandziorów, specjalizujących się w ściąganiu haraczy, zajmują parlament, urząd podatkowy i prokuratura. Gdy właściciel stawia opór, można nasłać na niego parlament, który jedną nowelizacją ustawy wyeliminuje z rynku trudną do zdobycia firmę. Tego rodzaju działania, niezgodnie z prawem angażujące wiele instytucji władzy publicznej, charakteryzują naturę państwa mafijnego i mechanizmy stosownej przez nie przemocy. W świecie zorganizowanej przestępczości politycznej instytucje władzy publicznej łączą w nielegalnym „projekcie” rodziny politycznej pozornie niezależne od siebie działania.

    Np. właściciel przedsiębiorstwa reklamy zewnętrznej ESMA umieszczającego reklamy na śródmiejskich latarniach w Budapeszcie – skądinąd sympatyzujący z lewicą i liberałami – nie był skłonny „sprzedać” swojej firmy jednemu z topowych oligarchów rodziny politycznej. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać: w firmie pojawili się urzędnicy skarbowi. Ponieważ i to nie było w stanie nakłonić go do „transakcji”, w ciągu kilku tygodni parlament przyjął ustawę zgłoszoną przez „niezależnego” posła, która ze względu na bezpieczeństwo ruchu drogowego zabraniała umieszczania wszelkich ogłoszeń w odległości pięciu metrów od jezdni. W ten sposób działalność ESMA stała się praktycznie niedozwolona, a wartość rynkowa firmy spadła do zera. Pojawił się jednak problem, gdyż zakaz dotknął także firmę MAHIR, posiadającą słupy ogłoszeniowe, która właśnie miała otrzymać od rządu pewne ulgi. Dzięki kolejnej „niezależnej” inicjatywie poselskiej sprawę rozwiązano za pomocą nowelizacji, która zdjęła z MAHIR-u zapisany w ustawie zakaz. I po kilku latach przymusowej bezczynności skarlałą firmę ESMA kupił István Garancsi, nowy ulubieniec, oligarcha i figurant Ojca Chrzestnego. W wojnie prowadzonej przez Orbána z Simicską adopcyjna rodzina polityczna musiała zdobyć własne powierzchnie reklamowe, które mogłyby konkurować z powierzchniami reklamowymi MAHIR-u, należącymi do krnąbrnego oligarchy. Nic zatem dziwnego, że w lipcu 2015 roku parlament pod płaszczykiem zapisów ustawy budżetowej zlikwidował przepis, który wcześniej pozwolił wyeliminować z rynku pierwotnego właściciela ESMA.

    Wykorzystując jako pretekst katastrofę ekologiczną, jaką było pęknięcie tamy zbiornika na odpady poprodukcyjne (tzw. czerwone błoto) należącego do koncernu aluminiowego MAL SA, parlament w przyspieszonym tempie przyjął nowelizację ustawy stanowiącą, że w sytuacji zagrożenia państwo może sprawować kontrolę nad prywatnym przedsiębiorstwem i na czas nieograniczony przejąć kompetencje zarządu.

    Na niższym szczeblu urzędową groźbą wobec właściciela mogą być decyzje podejmowane przez władze lokalne czy rozporządzenia i uchwały samorządów. Do momentu przyjęcia oferty kupna, oznaczającej zmianę właściciela, może na przykład zostać cofnięte pozwolenie na korzystanie z terenów publicznych. Tak się stało w tzw. przypadku Narodowego Galopu, organizowanych od 2008 roku tradycyjnych wyścigów konnych i towarzyszącego im festiwalu. Trzydniowa impreza, przyciągająca setki tysięcy widzów, organizowana przez niemal sto lokalnych samorządów przy udziale najznakomitszych jeźdźców, odbywa się na jednym z reprezentacyjnych, historycznych placów Budapesztu, a pozwolenie na jej organizowanie na terenie publicznym wydaje stołeczny samorząd. Po zwycięstwie parlamentarnym Fideszu wiosną 2010 roku i zwycięstwie w wyborach samorządowych jesienią tego samego roku Narodowy Galop nie otrzymał stosownego pozwolenia - aż do momentu sprzedania firmy braciom Lázár, wielokrotnym mistrzom świata w zaprzęgach konnych, mającym opinię zwolenników rządu. Z powodu przeciągających się „rozmów” w 2011 roku imprezę zorganizowano dopiero jesienią, a nie jak zwykle na przełomie maja i czerwca. Bracia Lázár są też właścicielami wspomaganej w najróżniejszy sposób przez państwo „narodowej” sieci sklepów spożywczych CBA. W 2013 roku sieć listownie wezwała wszystkich swoich pracowników do uczestnictwa w Marszu Pokoju, demonstracji wyrażającej lojalność wobec rządu, gdyż „ważne jest, abyśmy my wszyscy, prawdziwi patrioci, wyrazili poparcie dla największego węgierskiego polityka Viktora Orbána. (…) gdyż tylko razem jesteśmy w stanie przeciwstawić się i odrzucić machinacje postkomunistycznych, liberalnych łotrów, którzy na każdym kroku dopuszczają się zdrady naszej ojczyzny, służąc zagranicznym, wielonarodowym korporacjom” .

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka