Dodaj do ulubionych

"A gdyby taśm Kaczyńskiego nie było" :O)

17.02.19, 17:57
Gdyby nie to, że w moim kliencie obudził się instynkt i postanowił pana Kaczyńskiego nagrać, to dziś przy jego słowach przeciwko słowom całej drużyny prezesa nikt nie dałby mu wiary. Rozmowa z mecenasem Jackiem Dubois

AGNIESZKA KUBLIK: Czy gdyby Jarosław Kaczyński chciał zapłacić Geraldowi Birgfellnerowi, to spółka Srebrna by mu zapłaciła?
JACEK DUBOIS: Tak się wydaje. Srebrna jest podmiotem gospodarczym zarządzanym profesjonalnie, ma stały dochód z użytkowania od wielu lat nieruchomości, a więc ma środki do prowadzenia działalności gospodarczej i wie, na czym ona polega.

Z naszego punktu widzenia jako pełnomocników pana Birgfellnera cały przebieg zdarzeń, poszczególne oświadczenia, udział określonych osób jasno wskazują, że doszło do wprowadzenia w błąd. Gdyby Srebrna chciała zapłacić mojemu klientowi, to oczywiście mogłaby albo przelać środki na Nuneaton, albo przygotować takie umowy, które by pozwoliły jej zapłacić. Czyli wszystko, co mówi pan Kaczyński - że nie jest to możliwe z punktu widzenia prawnego i uczciwości kupieckiej - nie jest prawdą.

To nie był pomysł Birgfellnera, by faktury wystawiać nie na Srebrną, ale na inną spółkę.
- Właśnie. Początkowo Birgfellner wykonuje zlecenie dla Srebrnej. Ale w pewnym momencie wszystkie umowy zostają przeniesione na spółkę celową - Nuneaton. I dlatego, kiedy dochodzi do konieczności zapłaty, Srebrna mówi do mojego klienta: wystaw faktury na Nuneaton.

Ale ta spółka nie ma pieniędzy.
- O czym Birgfellner nie wie, ale Srebrna i pan Kaczyński - zapewne tak. Bo Kaczyński zataja przed nim, że wstrzymuje inwestycję i że nie przenosi pieniędzy ze Srebrnej do spółki Nuneaton. To moim zdaniem była świadoma manipulacja.

Dlaczego to było możliwe? Po pierwsze, bo Birgfellner długo pracował bez umowy. Po drugie, bo faktury wystawiał nie na Srebrną, tylko na Nuneaton. Po trzecie, bo wbrew ustaleniom Srebrna nie wniosła aportem do Nuneatonu prawa do użytkowania wieczystego działki.
- Tak. I każda z tych przyczyn wiąże się z wprowadzaniem w błąd. A to właśnie jest oszustwem - mówię to jako karnik. Wprowadzenie w błąd polega na zapewnieniu o okolicznościach, które nie mają miejsca. Pierwszy element oszustwa polegał na tym, że z chwilą powierzenia tej inwestycji mojemu klientowi pan Kaczyński przedstawia się jako osoba, która w zasadzie podejmuje wszelkie decyzje.

Bo to prawda.
- Moment, moment. Składając zamówienie, gwarantuje mojemu klientowi: wszystko ode mnie zależy. A kiedy po ponad roku pracy pan Birgfellner przychodzi i mówi: proszę mi zapłacić, pan Kaczyński mówi zupełnie co innego: nie mam na to żadnego wpływu, bo zarząd podejmuje decyzje i w związku z tym nie mogę ci pomóc, chciałbym, ale nie mogę. Czyli pan Kaczyński na początku zlecenia przekonuje o swoich jednych właściwościach, a pod koniec mówi o drugich. Dlatego na początku mój klient pracuje dla niego bez podpisanej umowy, bo mu ufa.

Dlaczego tak długo ta umowa nie była podpisywana?
- W maju 2017 pan Kaczyński składa ofertę, pyta, czy mój klient jest zainteresowany. Klient mówi, że tak, robi prezentacje dotyczące swoich umiejętności i strony postanawiają, że on dostaje zlecenie. Zostaje ustalona wartość tej usługi - 3 proc. od wartości inwestycji, czyli od 300 mln euro. Mój klient dostaje pełnomocnictwo, które określa zakres jego obowiązków i uprawnień. Podejmuje pracę. Równocześnie strony zgodnie zlecają renomowanej kancelarii prawnej przygotowanie umowy. Proces trwa wiele miesięcy, to dokument kilkudziesięciostronicowy w języku angielskim. Powstaje kilka wersji, bo pan Kaczyński ma zastrzeżenia, bierze udział w przygotowaniu kolejnych wersji. I kiedy umowa jest wreszcie gotowa, wolą pana Kaczyńskiego jest, żeby jej nie podpisać przez Srebrną.

Czyli kiedy?
- W pierwszej połowie 2018 r. Pan Kaczyński wskazuje, żeby to podpisała już firma Nuneaton jako spółka celowa. Byłoby to logiczne, gdyby nie fakt, że pan Kaczyński już wtedy wie, że nie będzie realizował inwestycji, czyli ani nie przeniesie wieczystego użytkowania nieruchomości ze Srebrnej na Nuneaton, ani nie wystąpi o kredyt. Wskazuje więc na Nuneaton, wiedząc, że ta spółka nie będzie mogła zapłacić. Umowa została podpisana na Nuneaton i w ślad za nią poszła faktura na Nuneaton. Tylko że wtedy Nuneaton nie miał ani grosza.

W piątek - jak ujawniła „Wyborcza” - Birgfellner zeznał w prokuraturze, że Kaczyński kazał mu z prywatnego konta zapłacić 50 tys. zł Rafałowi Sawiczowi z rady fundacji im. Lecha Kaczyńskiego za podpis na uchwałach dotyczących m.in. kredytu na wieżowce. Czy komuś jeszcze Birgfellner musiał na polecenie Kaczyńskiego płacić?
- Nie będę komentować materiałów wytworzonych w czasie czynności w prokuraturze.

Kto wskazał bank Pekao SA?
- Mój klient dostał informację, że pan Kaczyński oczekuje, żeby stąd nastąpiło finansowanie inwestycji.

Dlaczego ten bank?
- Pan Kaczyński z zasady nie tłumaczy się ze swoich decyzji, powiedział, że finansowanie ma być stamtąd.

Kiedy Srebrna miała wnieść do Nuneatonu prawo do użytkowania wieczystego?
- Tego nie było wiadomo. Był biznesplan, cały proces był określony na około pięciu lat. Plan był taki, żeby po czynnościach wstępnych to prawo przeszło na Nuneaton, bo intencją pana Kaczyńskiego było ukrycie faktu, że to Srebrna stoi za inwestycją. Na pewnym etapie występowania o dokumentację nie miała się pojawiać Srebrna, lecz Nuneaton. Dlatego to prawo własności miało zostać przepisane.

A do tego etapu jeszcze nie doszło.
- Zgodnie z biznesplanem właśnie na przełomie wiosny i lata 2018 miało nastąpić przeniesienie wieczystego użytkowania i wystąpienie o pierwszy kredyt. Wstrzymanie tego sprawia, że mojemu klientowi zapala się czerwone światło. I wtedy nagle Kaczyński przestaje się z nim kontaktować, nie przyjmuje go. A wcześniej ich rozmowy były cykliczne, co tydzień czy co 10 dni mój klient zdawał mu sprawozdanie z postępu prac i przekazywał ich poszczególne wyniki.

Kiedy latem 2018, podczas rozmowy, którą nagrał mój klient, zostaje poinformowany, że inwestycja zostaje wstrzymana, przekazuje panu Kaczyńskiemu kilkanaście segregatorów zawierających całość dokumentacji.




Edytor zaawansowany
  • benek231 17.02.19, 18:05
    Gdyby Kaczyński jednak postanowił budować wieże, to ma już komplet dokumentacji?
    - Ma umowy kredytowe, umowy wykonawcze, koncepcję architektoniczną, wyceny, biznesplan, oszacowanie wartości - czyli wszystko, co powoduje wzrost wartości Srebrnej.

    Czy Birgfellner często spotykał się z zarządem Srebrnej: Kujdową, Kujdą, Goss?
    - Tylko na samym początku, w maju 2017, kiedy pan Kaczyński zdecydował, że on poprowadzi tę inwestycję. Potem miał praktycznie zakaz kontaktowania się z zarządem. Pan Kaczyński wymagał, żeby wszystko było ustalane bezpośrednio z nim.

    Zarząd Srebrnej spotyka się z moim klientem dopiero po ponad roku od powierzenia mu przygotowania tej inwestycji. Właśnie wtedy pan Kaczyński mówi, że nic nie wie, a zarząd mówi mojemu klientowi: my z panem praktycznie nie mieliśmy do czynienia.

    Ale to nie były kontakty w cztery oczy, uczestniczyli w tych spotkaniach bankierzy i prawnicy. Centrum tych spotkań jest Nowogrodzka, a nie Srebrna.

    Od kiedy Kaczyński zlecał różne prace pana klientowi, wiedząc, że inwestycja zostanie wstrzymana?
    - Zakładamy, że pan Kaczyński miał doskonałą wiedzę, że nie będzie mógł teraz tych wież wybudować.

    Od początku, od wiosny 2017, kiedy zaczyna z Birgfellnerem współpracę?
    - Tak przyjmujemy. Bo między 2017 a 2018 nie zaszła żadna zmiana w planach inwestycji. Dlatego zakładamy, że celem Kaczyńskiego było po prostu podbicie wartości tej nieruchomości, bo te już wytworzone dokumenty podnoszą wartość Srebrnej. A więc wydaje mi się, że już wiosną 2017 miał świadomość, że nie jest w stanie zrealizować biznesplanu, który zatwierdził. Chciał dostać dokumentację, a następnie wycofać się pod pretekstem, że realizacja jest niemożliwa.

    Od początku Kaczyński zwodził Birgfellnera?
    - Na to wskazuje przebieg wypadków.

    A gdyby PiS wygrał wybory w 2019...
    - Pan Kaczyński byłby rok do przodu w realizacji tej inwestycji, miałby projekt architektoniczny, wynegocjowane kredyty, wzory umów, wykonawców, szacunek nieruchomości. Dlatego w naszej ocenie wszystko wskazuje na to, że od maja 2017 mój klient był manipulowany przez Kaczyńskiego.

    Obrońcy pana Kaczyńskiego przywołują jego słowa z nagrania, że przecież chciał zapłacić. Moim zdaniem jego wypowiedzi nie są szczere, bo jak ktoś nie chce zapłacić, to wcale nie mówi: nie chcę zapłacić. Przeciwnie, mówi, że chce zapłacić. Tak się zbywa wierzyciela, powołuje się na różnego rodzaju okoliczności, siły wyższe itd. Klasyczne odsyłanie wierzyciela na Berdyczów.

    W naszej ocenie pan Kaczyński musiał zakładać dwie rzeczy. Po pierwsze, tak nagmatwał tym systemem spółek, że sparaliżował możliwość uderzenia w niego. Po drugie, zakładał, że nikt nie odważy się wystąpić przeciwko niemu, a ponieważ tu chodzi o rodzinę, więc jeżeli nawet coś będzie się źle działo, to dojdzie do pacyfikacji - że nikt się nie odważy wystąpić przeciwko Kaczyńskiemu.

    Świadomie wybrał kogoś z rodziny, żeby mieć gwarancję, że przeciwko niemu nie wystąpi?
    - Tak wynika z mojej analizy ciągu zdarzeń.

    Znali się wcześniej?
    - Tak. Pan Kaczyński interesował się działalnością pana Birgfellnera. Dlatego mój klient pracował dla niego bez umowy.

    Myślę, że pan Kaczyński miał świadomość, że gdyby zgłosił się do jakiejś firmy, która działa na rynku, np. belgijskim, holenderskim, niemieckim czy amerykańskim, to od razu by zażądano od niego pełnomocnictw, umowy i zaliczek. I dlatego wybrał mojego klienta - ofiarę z punktu widzenia wiktymologii łatwą. Kogoś, z kim łączą go więzy rodzinne - męża córki bliskiego kuzyna.

    Pan Kaczyński postawił mojego klienta w nieznośnej sytuacji. Po prostu głupio mu było powiedzieć: - Panie premierze, panie przewodniczący, proszę podpisać umowę, pokazać pełnomocnictwa, wpłacić zaliczkę.

    Pana klient był naiwny.
    - Teraz łapie się za głowę. Tak jak w większości tego typu spraw, gdzie zostaje wykorzystane zaufanie, przyjaźń, więź rodzinna. Birgfellner nie miał powodu, żeby Kaczyńskiemu nie ufać. To jego rodzina, odwiedzał często Polskę, wie, że rozmawia z najważniejszą osobą w Polsce, uznaje, że jego słowa są święte.

    Pytanie, dlaczego od razu nie zawarł umowy, to odwracanie kota ogonem. Wie pani, co jeszcze potwierdza hipotezę manipulacji od początku? Że był odcięty od zarządu Srebrnej.
  • benek231 17.02.19, 18:20
    Żeby się za szybko nie zorientował, że jest zwodzony?
    - Takie wrażenie mój klient odnosi. Ogromna władza, jaką ma pan Kaczyński, wywołuje u niego syndrom boga - ważny jest cel, nieważni ludzie.

    Kaczyński myślał, że łatwiej mu będzie oszukać rodzinę, a to rodzinie było go łatwiej nagrać.
    - Właśnie dlatego, że to rodzina, zawiódł system ochrony. Proszę sobie wyobrazić - a gdyby tej taśmy nie było? Pan Kaczyński mówi: chciałem zapłacić, ale nie mogłem bez dowodów. Potwierdza to zarząd Srebrnej. Prezes PiS opowiada o tym w wywiadach. I kto temu nieszczęsnemu Austriakowi uwierzy?

    Gdyby nie to, że obudził się w nim instynkt i postanowił pana Kaczyńskiego nagrać, to dziś przy jego słowach przeciwko słowom całej drużyny prezesa nikt nie dałby mu wiary.

    Dla niego jest to ogromna trauma. Z punktu widzenia psychologicznego ludzie, którzy zostają zmanipulowani, oszukani, znajdują się w strasznej traumie, bo myślą, że są temu winni. Rok życia poszedł mu na darmo. To nie jego wina.

    Jakie koszty poniósł pana klient?
    - Związane z podróżami, hotelami, przecież negocjował z wieloma zagranicznymi firmami, chodzi o ponad 170 tys. euro. I niezapłacone 1,3 mln euro za już wykonane prace.

    Tyle koszty wymierne.

    To wszystko, o czym mówię, nie jest wiedzą z postępowania, tylko materiałem, który zdobyliśmy przed jego wszczęciem, a zatem możemy o tym rozmawiać. Mówię o tym publicznie, bo dochodzą nas niepokojące głosy, że postępowanie może nie zostać wszczęte. Słyszymy też, że podczas spotkania Kaczyńskiego z Ziobrą materiały postępowania mogły zostać ujawnione. To bardzo poważne zarzuty, jeśli okazałyby się prawdziwe, standard postępowania zostałby naruszony. W tej sprawie premier, wielu ministrów i posłów jednoznacznie, bez znajomości dowodów opowiedziało się po stronie pana Kaczyńskiego. Gdy w państwie zawodzą instytucje kontrolne, adwokat musi odwoływać się do opinii publicznej, by kontrolować władzę, co od dłuższego czasu czynię.


    wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24462456,a-gdyby-tasm-kaczynskiego-nie-bylo.html

    No i znow wyszlo na moje, ze jak ktos klamie to i kradnie, badz krasc bedzie. A Kaczynski klamal, klamal, i klamal. A teraz zdecydowal sie wmanipulowac Austriaka w robote, za ktora nie mialzamiaru zaplacic. Chodzilo mu tylko o pozyskanie calosci jego prac, prze co podwyszenie wartosci dzialki, i firmy. Wiedzial, ze z wiezowcow nici, a mimo to gral z Austriakiem tak jakby rozpoczecie inwestycji nie bylo niczym zagrozone. Innymi slowy chcial okrasc Austriaka z owocow jego pracy, i kto wie czy nie okradl juz gdyz wyroki sadowe sa w tej Polsce kacza lapa na wodzie pisane.

    Mnie nie chcialo sie wierzyc w to, ze taki polityczny chachment, manipulant i szachraj jak Kaczynski moze okazac sie uczciwym czlowiekiem w byznesie. Nabralem pewnosci gdy tylko przeczytalem na temat na temat wianuszka firm i byznesowych powiazan ktore Srebrna powolala do zycia. W tym momencie stalo sie oczywiste, ze mam do czynienia z szachrajstwem i przestepczoscia kryminalna.
  • benek231 18.02.19, 03:16
    bo juz nic czytac nie potrzebuja. Wszystko wiedza. I zaden Dubois czy Kublik nie sa im potrzebni do szczescia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.