Dodaj do ulubionych

To nie jest na temat wiary, Szkopie :O)

19.02.19, 08:35
Kościół w Polsce cierpi na otłuszczenie wiary

Artur Nowak
18 lutego 2019 | 06:00


Polski Kościół jest jak spasiony, obżarty kot. Ma wszystko podstawione pod nos i nic mu się nie chce. Pilnie potrzebuje terapii odchudzającej.

Artur Nowak – adwokat, pisarz, publicysta; współautor (z Małgorzatą Szewczyk-Nowak) książki o pedofilii w Kościele „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos”; nakładem Krytyki Politycznej ukazała się kolejna – „Dzieci, które gorszą” – zawierająca historie ofiar i dzieci księży katolickich.

W niedawnej rozmowie dominikanin o. Paweł Gużyński zwrócił moją uwagę na paradoks: dopóki św. Franciszek żył w małej wspólnocie gorliwych braci, mógł postępować radykalnie. Jednak jego radykalizm – i na tym polega ów paradoks – przysporzył mu wielu zwolenników, których nie stać było na wyrzeczenia na miarę świętego. To prawidłowość dająca się wytłumaczyć socjologicznie. Takich zależności jest zresztą więcej. Masowość, życie na bogato „zawsze demoralizuje”! U dominikanów – jak powiedział Gużyński – zaobserwowano np. spadek gorliwości życia zakonnego proporcjonalny do zwiększonych racji zjadanego przez braci mięsa.

To celna paralela, dobrze oddająca sytuację naszego Kościoła, który jest jak tłusty, obżarty kot. Ma wszystko podstawione pod nos i nic mu się nie chce. To jest prawdziwe źródło niechęci biskupów do jakiejkolwiek modernizacji czy odnowy, którą chce przeprowadzić w Kościele papież Franciszek. Obżarty kot nie chce rezygnować z czegokolwiek. Jeży się, kiedy ktoś czegoś od niego wymaga. Dlatego Kościół tak niewiele chce z siebie dać – np. partycypować w ponoszeniu kosztów religii, sprawiedliwie opodatkować swoje dochody czy też dobrowolnie zadośćuczynić pokrzywdzonym, na których w ich dzieciństwie duchowni dopuścili się gwałtów. Jednak odchudzenie kota jest konieczne, bo bez tego w końcu zdechnie.

Odwołam się kilku przykładów z ostatnich tygodni. Bardzo konkretnych i wymownych, które pokazują, że Kościół wiele wymaga od innych, ale sam nie chce dać nic.

Groszowe podatki duchownych
Właśnie opublikowano stawki podatków, które w 2019 r. zapłacą duchowni. Dochody duchownych są bowiem wyjęte z zasad ogólnego systemu podatkowego. Płacą oni ryczałt określony kwotowo, przy czym jego wysokość uzależniona jest od liczby mieszkańców parafii. Ustala się go na ostatni dzień poprzedniego roku kalendarzowego, czyli 31 grudnia. W tym roku najmniejszą stawkę zapłacą księża, gdzie parafia ma 1000 mieszkańców, a najwyższa obejmuje parafię, gdzie jest ponad 20 tys. osób. Proboszczowie w tym roku zapłacą więc co najmniej 434 zł i co najwyżej 1559 zł za kwartał, a wikariusze od 131 zł do 503 zł.

Czy ktoś poza duchownymi płaci u nas tak śmiesznie niskie podatki? Dodajmy, że ofiary z tacy i opłat za sakramenty nie podlegają żadnemu opodatkowaniu. Zresztą o dochodach duchownych w Polsce nie wiemy nic. Nawet wewnątrz Kościoła nie ma żadnego systemu kontroli. Zawartość kopert przynoszonych na plebanię zna tylko proboszcz, względnie wikary, jeśli proboszcz dopuści go do ich pobierania. Co robią z tymi pieniędzmi? Nikt nawet nie pyta.

Na zachodzie Europy opłaty za sakramenty to anachronizm. Mało tego, wszyscy księża zarabiają po równo i nikt nie czyni z tego tajemnicy. Księża diecezjalni we Włoszech zarabiają między 883 a 1376 euro, a biskupi około 1500 euro. Nasi biskupi w porównaniu z Włoskimi to krezusi. Każdy ich pobyt w parafii w podległej diecezji wiąże się z opłatą w wysokości kilku tysięcy złotych z tytułu odpustu albo bierzmowania. Takich wyjazdów w roku jest kilkadziesiąt. We Włoszech każda osoba fizyczna może odprowadzić na związek wyznaniowy znikomy procent. Podobnie jest w Niemczech. Za Odrą księża otrzymują równe uposażenie z podatku kościelnego. Podobnie jest w USA, Kanadzie i Wielkiej Brytanii. Sprawa finansów Kościoła jest przejrzysta.

Parafia – duszpasterskie lenno
W Polsce trzeba się starać wkraść w łaski biskupa, by dostać „tłustą” parafię. W tych wiejskich księża często klepią biedę, w miastach, zwłaszcza na przedmieściach, jest lepiej. To praktyka feudalna, która demoralizuje duchownych. To system sprzyjający patologiom. Rozleniwia i podcina skrzydła kapłanom, którzy chcą zrobić coś dla ludzi. Zwłaszcza tym młodym, pełnym wigoru. Zasłużyć na pochwały biskupa – tyle dziś wystarczy, by w polskim Kościele zrobić karierę. Zaangażowanie duszpasterskie, działalność dobroczynna nie mają żadnego znaczenia.

Sprawa podatków, zarządzanie mieniem parafii przez rady świeckich to kwestie, które Kościoły lokalne na zachodzie Europy uregulowały w sposób przejrzysty już lata temu. Biskupi nad Wisłą nie mają jednak interesu, by cokolwiek zmieniać. Polacy to przecież prawie w stu procentach katolicy. Może i nie chodzą tak tłumnie do kościoła jak kiedyś, ale przecież chrzczą dzieci, biorą kościelne śluby i w ostatniej drodze towarzyszy im katolicki ksiądz. Nie ma co im mieszać w głowach żadnymi reformami. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski arcybiskup Gądecki pytany o skutki „Kleru” zapewniał, że ma sygnały z dołów w swojej diecezji, iż udział w mszach świętych oraz frekwencja udziału w sakramentach nie uległa zmianie. Kościół więc nie musi nic robić i z niczego się rozliczać.

Kapłan jest wyjęty spod krytyki
Kościół, choć nie chce się reformować, aspiruje do tego, by pokazywać wiernym, jak żyć. W audycji 10 stycznia 2019 r. „Aktualności dnia” w Radiu Maryja ks. prof. Paweł Bortkiewicz, etyk i moralista (!!!), wykładowca UAM w Poznaniu oraz WSKSiM w Toruniu, stwierdził: „Jako ksiądz mogę być pijakiem, mogę być cudzołożnikiem – choć oczywiście nie powinienem – mogę mieć nadużycia finansowe, to jednak nie zmienia to faktu, że to, co Kościół głosi, głosi nie mocą autorytetu jednego czy drugiego księdza. Głosi to mocą autorytetu samego Chrystusa”. Dodał, że „atakowanie przez środowiska niechętne Kościołowi poszczególnych biskupów czy kapłanów poprzez podważanie ich autorytetu nie jest zachowaniem racjonalnym”, gdyż reprezentują oni Chrystusa.

Naprawdę nieracjonalne jest „podważanie autorytetu” księdza Jacka Dunin-Borkowskiego który błysnął na Twitterze szokującym wyznaniem, że „Adamowicz jest znany przez swoje draństwa”? A potem, po ukaraniu przez biskupa, dodał, że Adamowicz to „łajdak”. Przypomnijmy też, że ksiądz profesor, który „podważaniu autorytetu” się sprzeciwia, powiedział o burmistrzu Wadowic, że „jego miejsce jest w szambie” – bo podjął decyzję o usunięciu z herbu miasta kluczy św. Piotra. Czyli księdzu wolno powiedzieć wszystko tylko dlatego, że jest księdzem, a „racjonalni” ludzie mają siedzieć cicho.

Papież Franciszek w czerwcu ubiegłego roku powiedział duchownym w watykańskim Domu Świętej Marty: „To naprawdę okropne, że są kapłani, którzy wymagają od innych, żeby im służyli i którzy lubią, kiedy im się służy. Oni zachowują się niczym książęta. Okropne”. Takich kazań nad Wisłą nikt nie usłyszy, bo Polski Kościół nie dyskutuje o zmianach i nie słucha Franciszka. Kwestia celibatu, błogosławienia związków homoseksualnych jest na Zachodzie przedmiotem debaty od lat. Ale nie w Polsce.

Kościołowi jest ciągle mało. Chce – jak drzewiej bywało w Europie – namaszczać kolejne rządy. Kto wie, może za jakiś czas obrzuci tego czy innego polityka albo partię klątwą? „Nie będzie błogosławieństwa Bożego dla obecnej władzy, jeśli nie wprowadzi prawnej ochrony życia” – to słowa, które 29 grudnia 2018 roku wypowiedział biskup pomocniczy poznański Grzegorz Balcerek. A więc to już nie Pan Bóg, ale biskup Balcerek chce decydować, która opcja ma zwyciężyć. Podczas tego występu biskup dodał butnie, strasząc opcję sprawującą obecnie władzę: „Upadnie tak, jak upadły poprzednie rządy. Bóg błogosławi tym, którzy bronią życia”.

Edytor zaawansowany
  • benek231 19.02.19, 08:43
    Kościół odrodzi się przez upadek
    Ks. Joseph Ratzinger, przyszły papież Benedykt XVI, prognozował w 1969 roku:

    „Z dzisiejszego kryzysu wyłoni się Kościół, który straci wiele. Stanie się nieliczny i będzie musiał rozpocząć na nowo, mniej więcej od początków. Nie będzie już więcej w stanie mieszkać w budynkach, które zbudował w czasach dostatku. Wraz ze zmniejszeniem się liczby swoich wiernych, utraci także większą część przywilejów społecznych. Rozpocznie na nowo od małych grup, od ruchów i od mniejszości, która na nowo postawi Wiarę w centrum doświadczenia. Będzie Kościołem bardziej duchowym, który nie przypisze sobie mandatu politycznego, flirtując raz z lewicą, a raz z prawicą. Będzie ubogi i stanie się Kościołem ubogich. Wtedy ludzie zobaczą tą małą trzódkę wierzących jako coś kompletnie nowego: odkryją ją jako nadzieję dla nich, odpowiedź, której zawsze w tajemnicy szukali”.

    Miałem szczęście poznać wielu przyzwoitych księży i zakonników, którzy gorliwie się modlą, by to proroctwo się spełniło.


    wyborcza.pl/7,75968,24465837,kosciol-w-polsce-cierpi-na-otluszczenie-wiary.html

    Tego tlustego kota, niszczacego panstwo, i demokratyczny lad spoleczny widze i opisuje od prawie 30 lat. Na poczatku widzialem jak zabiera sie do zarcia. Teraz, po 30 latach, widze jak monstrualnie juz upasiony lezy na Polsce. I dusi ja.
  • benek231 19.02.19, 15:43
    ale nie dla mnie. I im szybciej to zrozumiecie, i zaakceptujecie, tym lepiej bedzie dla nas wszystkich.

    >>
    Kapłan jest wyjęty spod krytyki
    Kościół, choć nie chce się reformować, aspiruje do tego, by pokazywać wiernym, jak żyć. W audycji 10 stycznia 2019 r. „Aktualności dnia” w Radiu Maryja ks. prof. Paweł Bortkiewicz, etyk i moralista (!!!), wykładowca UAM w Poznaniu oraz WSKSiM w Toruniu, stwierdził: „Jako ksiądz mogę być pijakiem, mogę być cudzołożnikiem – choć oczywiście nie powinienem – mogę mieć nadużycia finansowe, to jednak nie zmienia to faktu, że to, co Kościół głosi, głosi nie mocą autorytetu jednego czy drugiego księdza. Głosi to mocą autorytetu samego Chrystusa”. Dodał, że „atakowanie przez środowiska niechętne Kościołowi poszczególnych biskupów czy kapłanów poprzez podważanie ich autorytetu nie jest zachowaniem racjonalnym”, gdyż reprezentują oni Chrystusa.

    Naprawdę nieracjonalne jest „podważanie autorytetu” księdza Jacka Dunin-Borkowskiego który błysnął na Twitterze szokującym wyznaniem, że „Adamowicz jest znany przez swoje draństwa”? A potem, po ukaraniu przez biskupa, dodał, że Adamowicz to „łajdak”. Przypomnijmy też, że ksiądz profesor, który „podważaniu autorytetu” się sprzeciwia, powiedział o burmistrzu Wadowic, że „jego miejsce jest w szambie” – bo podjął decyzję o usunięciu z herbu miasta kluczy św. Piotra. Czyli księdzu wolno powiedzieć wszystko tylko dlatego, że jest księdzem, a „racjonalni” ludzie mają siedzieć cicho. >>

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka