Dodaj do ulubionych

Kaczynski nie mial wychowania seksualnego :O)

12.03.19, 20:14
Skąd się wzięła seksualizacja dzieci, którą straszy Kaczyński? Najważniejsze punkty wytycznych WHO

Dominik Uhlig 11 marca 2019 | 17:3


Wszyscy o nich mówią, niewielu je czytało. My streszczamy, co tak naprawdę zapisano w "Standardach edukacji seksualnej w Europie". Publikacja zachęca do uczenia dzieci o seksie, ale - co wielokrotnie podkreśla - z uwzględnieniem kultury, z jakiej się wywodzą, w ścisłej współpracy z rodzicami i organizacjami religijnymi.

Temat wywołał w sobotę podczas konwencji PiS w Rzeszowie szef PiS Jarosław Kaczyński. – Inwestujemy w rodzinę i będziemy inwestować. Mamy jednak wielki kłopot, zagrożenie. Tym zagrożeniem jest atak na rodzinę. Jest to w istocie atak na dzieci. Ma być zastosowana specyficzna socjotechnika. W jej centrum jest bardzo wczesna seksualizacja dzieci. Nie mogłem w to uwierzyć, dopóki nie przeczytałem. To się ma zacząć w okresie 0-4 lata. Przez cały czas ma być kwestionowana naturalna tożsamość chłopców i dziewczynek. Cały mechanizm przygotowania dzieci do przyszłej roli matki i ojca ma być zniszczony. W imię czego? Trudno zgadnąć. Będziemy mówili „nie” atakowi na dzieci. Będziemy bronić polskiej rodziny także w tych wyborach – zapowiedział.

W ten sposób odniósł się do podpisanej w Warszawie przez prezydenta Rafała Trzaskowskiego karty LGBT+ określającej politykę władz miasta wobec osób należących do mniejszości seksualnych. Jeden z punktów karty zakłada „edukację antydyskryminacyjną i seksualną dostępną w każdej szkole zgodną ze standardami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz aktywne wsparcie kadry szkolnej w zapobieganiu dyskryminacji”.

Czterolatki do szkoły nie chodzą

Skoro w warszawskiej karcie LGBT+ mowa jest o edukacji w szkołach, to można logicznie wydedukować, że nikt w stolicy nie zakłada seksualizacji dzieci w wieku 0-4 lata. Te nie chodzą do szkoły, w najlepszym wypadku załapią się na żłobek czy przedszkole. Ale warto sięgnąć do wytycznych WHO, żeby sprawdzić, co tak naprawdę zalecają i czy rzeczywiście są atakiem na polską rodzinę.

Publikacja już na wstępie jest opisana jako „podstawowe zalecenia dla decydentów oraz specjalistów zajmujących się edukacją i zdrowiem”. Dokument powstał „jako reakcja na konieczność stworzenia standardów dotyczących edukacji seksualnej w Europie”.

„Istotne jest, aby młodzi ludzie uzyskali wiedzę na temat seksualności zarówno w aspekcie ryzyka, jakie niesie ze sobą, jak i w aspekcie wzbogacającym ich życie. Celem jest rozwinięcie u nich pozytywnego i odpowiedzialnego nastawienia do seksualności, co pozwoli im na bycie odpowiedzialnym nie tylko w odniesieniu do siebie, ale także w odniesieniu do innych osób będących członkami społeczeństwa, w którym żyją” - czytamy.

Wprowadzenie zaleceń nie jest przymusem: „Mamy nadzieję, że opracowane przez nas standardy odegrają pozytywną rolę w zachęceniu państw do wprowadzania programu edukacji seksualnej bądź do rozszerzenia już istniejących programów”.

Autorzy analizy to 19 ekspertów z dziewięciu krajów Europy Zachodniej - lekarze, psychologowie, przedstawiciele nauk społecznych. W tworzeniu wytycznych brali również udział (niewymienieni z narodowości) przedstawiciele instytucji rządowych, organizacje pozarządowe, organizacje międzynarodowe i środowiska akademickie.

"Standardy nie stanowią wytycznych"

Dokument podzielono na dwie części: pierwsza wyjaśnia, na czym oparto koncepcję holistycznego wychowania seksualnego. Druga to matryca dotycząca zagadnień, które powinny zostać poruszone w ramach edukacji seksualnej: „Ta część ukierunkowana jest na bardziej praktyczne wdrożenie holistycznego wychowania seksualnego w szkołach, chociaż przedstawione tutaj standardy nie stanowią wytycznych do wprowadzenia opisanego modelu edukacji seksualnej” - podkreślają autorzy.

W pierwszej części znajdziemy podsumowanie kilkudziesięciu lat obecności edukacji seksualnej w szkołach i próbę zdefiniowania najważniejszych pojęć. Autorzy podkreślają różnice między doświadczeniami takich krajów jak Szwecja, gdzie taki przedmiot wprowadzono do szkół w 1955 r., i państw Europy Środkowej i Wschodniej, gdzie „rozwój edukacji seksualnej rozpoczął się wraz z upadkiem komunizmu (...) i uległ spowolnieniu spowodowanemu konserwatyzmem pojawiającym się w różnych sferach życia publicznego, w tym politycznego, kulturalnego i religijnego”.

W opracowaniu podkreśla się, że „edukacja seksualna musi być dostosowana do rozwoju”. Zalecane jest: „W trakcie opracowywania programów nauczania korzystne byłoby wprowadzenie pewnych form współpracy z rodzicami, nie tylko w celu zyskania ich poparcia, ale także dla zapewnienia optymalnego 'dopasowania' nieformalnej roli rodziców i formalnie prowadzonej edukacji seksualnej w szkole”.

Autorzy publikacji uzasadniają potrzebę prowadzenia edukacji seksualnej m.in. tym, że „wszystkie osoby rodzą się jako istoty seksualne i rozwijają swój potencjał seksualny w ten czy w inny sposób. Edukacja seksualna pomaga w przygotowaniu młodych ludzi do życia, a zwłaszcza do zbudowania i utrzymania satysfakcjonujących związków, a także przyczynia się do rozwoju osobowości i samookreślenia”.

Podkreślają, że w nowoczesnym społeczeństwie nie wystarcza już edukacja prowadzona przez rodziców: „Rodzice lub rodzina oraz inne nieformalne źródła często nie mają dostatecznej wiedzy, zwłaszcza kiedy konieczne jest przekazanie informacji złożonych lub fachowych (takich jak informacje dotyczące antykoncepcji bądź chorób przenoszonych drogą płciową). Ponadto młodzi ludzie, kiedy osiągną dojrzałość płciową, często wolą uczyć się od innych, a nie od rodziców, ponieważ uważają, że są z nimi w zbyt bliskim kontakcie”.

Autorzy przywołują badania z opracowań UNESCO, z których wynika, że wbrew obawom przeciwników edukacji seksualnej „przyczynia się ona do opóźnienia inicjacji seksualnej, zmniejszenia częstości kontaktów seksualnych i liczby partnerów seksualnych, a także poprawy zachowań prewencyjnych”.

Zwracają uwagę na zagrożenia, jakie niesie internet, który ułatwia młodym osobom dostęp do informacji „nieprawdziwych, niewyważonych, nierealistycznych i często poniżających, zwłaszcza w stosunku do kobiet”.

Autorzy opisują też w skrócie kolejne fazy rozwoju, w których - początkowo nieświadomie, z czasem coraz bardziej świadomie - dochodzi do rozwoju seksualnego dziecka. Pierwsza to odkrywanie i badanie (0-3 lat), druga - nauka reguł, zabawa i nawiązywanie przyjaźni (4-6), wstyd i pierwsza miłość (7-9), okres przed dojrzewaniem i dojrzewanie (10-15 lat), okres na progu dorosłości (16-18 lat).

W tym wyliczeniu opisane są pierwsze zachowania o charakterze seksualnym - w młodszym wieku związane z badaniem własnego ciała, pojawianiem się poczucia wstydu, przyswajaniem opisującego seks języka, w końcu pierwszych kontaktów młodych ludzi - tu masturbacja wymieniona jest w przedziale 12-15 lat, pierwsze kontakty seksualne: 16-18 lat.

Zasady edukacji seksualnej

Ważnym elementem standardów są zasady edukacji seksualnej. Cytujemy je w całości:

Edytor zaawansowany
  • benek231 12.03.19, 20:22
    1) Edukacja seksualna powinna być dostosowana do wieku, stopnia rozwoju młodych osób i zdolności rozumienia, a także do kultury, z jakiej się wywodzą, uwzględniając społeczno-kulturową tożsamość płci. Powinna też odnosić się do rzeczywistej sytuacji, w jakiej żyją młodzi ludzie.
    2) Edukacja seksualna oparta jest na prawach człowieka (seksualnych i reprodukcyjnych).
    3) Edukacja seksualna oparta jest na koncepcji holistycznie rozumianego dobrostanu, w tym zdrowia.
    4)Edukacja seksualna jest trwale oparta na równości płci, samostanowieniu i akceptacji różnorodności.
    5)Edukacja seksualna rozpoczyna się w momencie narodzin.
    6)Edukację seksualną należy rozumieć jako wkład w kierunku sprawiedliwego i samostanowiącego społeczeństwa, zarówno w odniesieniu do jednostek, jak i wspólnoty.
    7)Edukacja seksualna oparta jest na aktualnych/sprawdzonych informacjach naukowych.

    Edukacja seksualna wspólnie z rodzicami i Kościołem

    Autorzy publikacji podkreślają, że „uczestnictwo wielu osób i organizacji umożliwia osiągnięcie lepszych wyników”. A w edukacji seksualnej konieczna jest współpraca osób zajmujących się edukacją z rodzicami, opiekunami, nauczycielami, pracownikami socjalnymi, samą młodzieżą. Dodają, że potencjalnymi partnerami są również organizacje religijne i kulturowe.

    “Rodzice są zaangażowani w prowadzoną w szkole edukację seksualną, co oznacza, iż są oni poinformowani wcześniej o jej rozpoczęciu. Daje im to możliwość wyrażania własnych życzeń oraz zastrzeżeń. Szkoła i rodzice nawzajem wspierają się w procesie ciągłego wychowania seksualnego. Korzystna jest również współpraca z innymi osobami i instytucjami mającymi istotną rolę w procesie edukacji seksualnej (społeczne i kościelne organizacje młodzieżowe, opieka społeczna, usługi zdrowotne i doradztwo, grupy religijne)” - czytamy.

    Cytaty z matrycy wyrwane z kontekstu

    W tym kontekście zupełnie inaczej czyta się matrycę, którą w internecie we fragmentach republikują osoby ostrzegające przed seksualizacją dzieci.

    We wstępie do matrycy czytamy, że „obowiązkiem rodziców i wychowawców jest zapewnienie dzieciom oraz osobom w młodym wieku solidnych wzorców poprzez własne zachowanie”.

    Sama matryca - jak podkreślają autorzy publikacji - „może być stosowana w elastyczny sposób, co umożliwia dopasowanie zawartych w niej informacji do potrzeb poszczególnych osób albo grup. Może ona znaleźć także zastosowanie dla osób z konkretnymi potrzebami, jak również w mniejszościowych grupach społecznych. Matryca stanowi ramę, na podstawie której nauczyciele mogą wybrać tematy szczególnie interesujące daną grupę osób”.

    Celem edukacji ma być „komunikowanie się, zdolność negocjacji, wyrażanie własnych uczuć, a także umiejętność radzenia sobie w niepożądanych sytuacjach. Istotną sprawą jest także posiadanie umiejętności związanych ze stosowaniem metod antykoncepcyjnych i skutecznym zapobieganiu chorobom przenoszonym drogą płciową, jak również umiejętność zwracaniem się z prośbą o pomoc w sytuacjach, kiedy występują problemy”.

    Matryca to kilkanaście stron, na których przedstawiono, jakie informacje należy przekazać dziecku w kontekście jego rozwoju psychofizycznego. I tu rzeczywiście tkwi istota problemu i zarzutów ws. seksualizacji dzieci. W części dla wieku 0-4 lata czytamy bowiem:

    „Przekaż informacje na temat: Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa”.

    Dzieci mają też być uczone „wyrażania własnych potrzeb, życzeń i granic, na przykład w kontekście „zabawy w lekarza”.

    Podobne wytyczne znajdziemy w tabelach dotyczących starszych grup.

    Te fragmenty przytaczają od kilku dni przeciwnicy edukacji seksualnej, a ich narrację podchwycił prezes PiS, choć akurat część dotycząca wieku 0-4 lata może się przydać bardziej rodzicom, którzy w tym wieku najczęściej opiekują się swoimi dziećmi. Ci, widząc zainteresowanie dziecka swoim ciałem, nie powinni pozostać bezczynni, nie powinni karać czy obarczać go winą, ale mądrze zareagować na zachowanie dzieci i pokazać, gdzie np. w zabawie w lekarza przebiega granica, której nie powinny przekraczać ani dawać przekraczać jej innym.

    - Trzeba obserwować, kontrolować. Tłumaczyć, a nie bić je od razu po łapach, jak chcą Kościół i prawica. Nie można dziecku wdrukować do głowy, że narządy intymne to coś złego. Raczej uczmy je, że powinno akceptować swoje ciało. Bo nagle może się okazać, że wejdzie z poczuciem wstydu w wiek dojrzewania i zaczną się problemy z brakiem akceptacji. A na końcu tej ścieżki są myśli samobójcze, depresja. I to właśnie mówią standardy WHO – że jako rodzice i wychowawcy musimy być czujni - wyjaśniała w rozmowie z ”Wyborczą” Aleksandra Dulas - edukatorka seksualna, socjolożka, prezeska fundacji Spunk.

    Czytając całość wytycznych warto pamiętać o tym, co zapisano w pierwszej części publikacji - nakazującej edukatorom uwzględnienie kulturowego kontekstu, konsultacje z rodzicami, a także organizacjami religijnymi.

    Zainteresowanych odsyłamy do całości publikacji.


    sonar.wyborcza.pl/sonar/7,156422,24538740,skad-sie-wziela-seksualizacja-dzieci-ktora-straszy-kaczynski.html#S.srodkowaNajwieksza-K.C-P.-B.7-L.1.duzy
    Czyli tak jak przypuszczalem. W tej calejawanturze i rozdzieraniu szat chodzi o kampanie wyborcza pisu.
  • dachs 12.03.19, 22:16
    W tamtych latach wychowanie seksualne można było zdobyć tylko na Bałutach.
    A może to były to jakieś inne łódzkie enklawy nowoczesnego wychowania i empatii.

    --
    Probowalem odpisac dzis uczestnikowi nick Dachs i pokazala mi sie ponizsza infornacja, na zoltym tle (pod kreska). Moge podejrzewac, ze postaral sie oto wymieniony powyzej Dachs (lub Borsuk), ktory w przeszlosci byl juz moderatorem i wycinal mi podobne numery ze znikaniem moich wpisow, czy zamykaniem mozliwosci prezentowania wlasnych pogladow. smile smile smile
  • benek231 13.03.19, 05:12
    Pamietam twoje stanowisko, ze o seksie nie rozmawia sie. Nie zgadzam sie ale rozumie. Nie masz dzieci to z kim niby masz rozmawiac - ze swoim psem!? On takze nie potrzebuje seksualnej edukacji. A gdyby, jak ty, byl antydemokratycznym gownem to tym bardziej.
  • benek231 13.03.19, 06:41
    Magda Środa
    13 marca 2019 | 06:00


    Straszenie uchodźcą przestało być efektywne. Ponieważ jednak PiS nie zna innej polityki niż oparta na szczuciu wyobrażonym wrogiem, ktoś musiał się pojawić. I oto jest!

    Już nie „uchodźca-terrorysta”, ale „gej-złodziej naszych dzieci” jest nowym czarnym bohaterem wyborczego show PiS. Prezes Kaczyński zdaje sobie sprawę, że rozdawnictwo wyborcze mu nie wystarczy do zwycięstwa, więc obok zasady: „Rozdamy, ile się da (w końcu nie za nasze)”, stosuje zasadę: „Ile się da, postraszymy i namącimy w głowach ludziom”.

    Jego spece od PR otrzepali więc z kurzu dawnego wroga - „straszliwego geja”, któremu rogi przez kilka lat skrupulatnie przyprawiał ksiądz Oko, nieźle przy tym rozwijając swoją (i innych) wyobraźnię erotyczną. Bo tak jak więzień obsesyjnie myśli o wolności, tak niektórzy księża obsesyjnie myślą o seksie. W narracji PiS i Kościoła gej stał się wyuzdanym sodomitą, który rozbija rodziny, działając jak Żyd-spiskowiec w ramach homolobby.

    Kaczyński wie, że jeśli kłamstwo powtórzy się wiele razy, to nie stanie się prawdą, ale „ciemny lud je kupi”. A to najważniejsze.

    Pamiętacie? Najpierw straszono gender; ten wróg jednak się nie przyjął, choć minister Kempa zrobiła na nim wielką karierę polityczną, zwieńczaną obecnie złotą emeryturą w PE. Potem był uchodźca: ciemny, gwałtowny, groźny, występujący w hordach, przed którymi tylko PiS mógł nas obronić. Demagogiczna narracja o uchodźcach-terrorystach, o ich współżyciu z pasożytami i gwałceniu naszych kobiet przyniosła PiS zwycięstwo w wyborach 2015 roku.

    W 2018 roku straszenie uchodźcą przestało być efektywne. Suweren uchodźcy nie widział, pasożytów się nie bał, gwałtów nie doświadczał. Ponieważ jednak PiS nie zna innej polityki niż oparta na szczuciu wyobrażonym wrogiem, ktoś musiał się pojawić. I oto jest!

    LGBT w przeciwieństwie do uchodźcy może być wszędzie i niczym się nie wyróżnia. Może być Biedroniem, ale równie dobrze może być sąsiadem, nauczycielem, celebrytą i przedstawicielem „totalnej opozycji”. Figurą geja jako wroga można dowolnie manipulować. Poza tym „strategia na geja” chroni Kościół, bo przerzuca zainteresowanie „suwerena” z problemu kościelnej pedofilii na problem abstrakcyjnego homoseksualisty – złodzieja naszych dzieci.

    Mszalna narracja księży szybko dostosuje się do tej propagandowej figury i zdejmie z duchownych odium pedofilskie. W kościołach będziemy teraz słyszeli o „realnym zagrożeniu rodziny”, przed którym tylko kler wespół z rządzącą partią może nas skutecznie ochronić.

    Kozłem ofiarnym stał się Rafał Trzaskowski, który podpisał deklarację LGBT+. Słusznie zrobił. Brawo, pani prezydencie! Deklaracja chroni nasze dzieci przed zmorą pedofilii, zaleca skuteczne działania pedagogiczne, zapobiega wykluczeniom i dyskryminacji.

    PiS dyskryminację nazywa „naturą” albo „zdrowym społeczeństwem” i stoi na jej straży w imię „świętej rodziny”. Jej gorliwym obrońcą jest prezes – stary kawaler, ale wkrótce hasło „huzia na geja” zyska innowacyjne formy i rozprzestrzeni się na całą Polskę. Do wyborów. I gdyby chodziło w nich o zwycięstwo najbardziej wyrafinowanej formy cynizmu i demagogii, z pewnością laur należałby do PiS. Chodzi jednak o Polskę coraz bardziej kaleczoną przez rządzącą partię.

    wyborcza.pl/7,75968,24542163,prezes-kaczynski-i-jego-straszny-gej.html
    Ciekawe, ze przy okazji homoseksualizmu wsrod kleru koscielni wzdragali sie przed zrownywaniem homoseksualizmu z pedofilia.
  • benek231 16.03.19, 07:28
    Nauka masturbacji dla najmłodszych to mit. Oto 4 przykłady jak prawica manipuluje dokumentem WHO


    www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/nauka-masturbacji-dla-najmlodszych-to-mit-oto-4-przyklady-jak-prawica-manipuluje/mp6lm8b
  • wikul 16.03.19, 21:10
    https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/54257953_827639564263979_3604528213423816704_n.jpg?_nc_cat=102&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=377fa48a129aa66e312f4d16ba91762e&oe=5D07E11F


    --
    "…dopiero teraz widzę jak wielkim mężem stanu jest prezes Jarosław Kaczyński, i tylko pod jego jednoosobowym kierownictwem w Polsce będzie dobrze".
    Perła v. Cullinan1
  • babaobaba 16.03.19, 22:44
    smile


    --
    Pobożność jest niezwykle ważna ale rozumu nie zastąpi - ks. prof. Józef Tischner
  • benek231 17.03.19, 08:20
    Wojciech Maziarski
    16 marca 2019 | 07:00

    Zapowiadana przez Kaczyńskiego walka z rzekomą "seksualizacją dzieci" przeobraziła się w obronę pedofilów w sutannach.

    Przykrą niespodziankę zgotowali biskupi prezesowi Kaczyńskiemu, który atakując w zeszłym tygodniu środowiska LGBT, pokazał, jaka ma być linia kampanii PiS przed tegorocznymi wyborami. Skoro nie da się już Polaków nastraszyć uchodźcami, trzeba sięgnąć po inne strachy. Hasło obrony tradycyjnej rodziny przed zagrażającymi jej „zboczeniami” i walka z rzekomą „seksualizacją dzieci” miały zmobilizować elektorat i skłonić go do głosowania na partię pana prezesa.

    I może nawet ten plan choć w części by wypalił, gdyby nie Episkopat, który na polecenie papieża zebrał się w czwartek, by omówić problem pedofilii w Kościele. Franciszek chciał, by Kościoły w poszczególnych krajach zaczęły się rozliczać ze swych grzechów i zaniechań i by w ten sposób oczyściły się i odzyskały wiarygodność w oczach wiernych, którzy coraz częściej zaczęli w nich dostrzegać siedlisko patologii i seksualnej przestępczości.

    Franciszek chciał dobrze, a wyszło jak zwykle. Polscy hierarchowie dali modelowy pokaz buty, politycznej krótkowzroczności i – nie bójmy się tego powiedzieć wprost – zwykłej ciemnoty. Miast wziąć na warsztat własne przewiny, które sprawiają, że w dziesiątkach polskich miast i miasteczek na płotach kościelnych zawisły w minionych miesiącach dziecięce buciki, w Gdańsku obalono pomnik ks. Jankowskiego, a miliony obywateli tłumnie waliły do kin na „Kler” – biskupi opowiadali androny, że głoszone przez papieża zero tolerancji dla pedofilii to zasada nazistowska i że problemem nie jest pedofilia w Kościele, lecz handel organami oraz „seksualizacja dzieci”. Ta sama rzekoma seksualizacja, z której Kaczyński chce uczynić leitmotiv kampanii wyborczej.

    W ten oto sposób Episkopat, kompromitując się w oczach opinii publicznej, przy okazji skompromitował i zdezawuował hasła wypisane na sztandarach, z którymi PiS zamierza ruszać do wyborczego boju. Wychodzi na to, że partia prezesa broni nie tyle tradycyjnej polskiej rodziny i konserwatywnych wartości, co przede wszystkim pedofilów w sutannach.

    Takie oskarżenia tym łatwiej wysunąć, że przecież to politycy PiS występują w obronie – przepraszam za sformułowanie – „dobrego imienia” ks. Jankowskiego i to w szeregach tej właśnie partii wpływową postacią jest poseł Stanisław Piotrowicz, który jako szef prokuratury w Krośnie udzielał telewizyjnych wywiadów i dokładał starań, by wybielić proboszcza pedofila z Tylawy.

    Planowana przez pana prezesa ofensywa polityczna przeciw gejom i lesbijkom, rzekomo chcącym „seksualizować” nasze dzieci, już na starcie za sprawą biskupów przeobraziła się więc w kampanię obrony seksualnych przestępców w sutannach. Ciekawe będzie obserwować, jak w najbliższym czasie zachowa się PiS – czy będzie brnąć dalej w ślepy zaułek, popełniając polityczne samobójstwo jako sojusznik najgorszych elementów w polskim klerze, czy chyłkiem się wycofa i szybko zmieni pomysł na kampanię. Rozsądek nakazywałby zrobić to drugie.

    Jesteśmy też świadkami wielkiej zmiany, wręcz kopernikańskiego przełomu w polskiej polityce. Dotychczas głos biskupów i proboszczów miał decydujące znaczenie dla szans wyborczych, dlatego wszystkie duże partie polityczne zabiegały o poparcie duchowieństwa. Po raz pierwszy mamy do czynienia z przypadkiem, kiedy symbioza z Kościołem działa na niekorzyść partii rządzącej, zmniejszając jej szanse w wyborach.

    To nie jest jednorazowy akt, lecz stopniowo postępujący proces, który trochę jeszcze potrwa, ale wydaje się, że Polska – w ślad za takimi katolickimi krajami jak Hiszpania i Irlandia – nieodwołalnie weszła na ścieżkę wiodącą do rozdziału Kościoła od państwa i polityki od religii.


    wyborcza.pl/7,75968,24553837,biskupi-popsuli-pis-owi-kampanie.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.