Dodaj do ulubionych

Spojrzenie D.W. na strajk nauczycieli :O)

14.04.19, 07:43
"Jak rząd rozjuszył nauczycieli i pomógł Schetynie przed wyborami"


Dominika Wielowieyska
13 kwietnia 2019 | 22:14


Jeśli nawet PiS zmusi nauczycieli do zakończenia protestu bez spełnienia ich postulatów, to na placu boju zostanie mnóstwo wkurzonych ludzi i Grzegorz Schetyna, którzy obiecał im podwyżki po wyborach.

Dzisiejszy strajk nauczycieli to największy w III RP protest tej grupy zawodowej. Jego skala jest nieporównywalna z jakąkolwiek wcześniejszą akcją. Można go co najwyżej zestawiać z dwoma strajkami ZNP i „S” w 1993 r., kiedy zagrożone były matury. Sprawa rozeszła się wówczas po kościach, bo rząd Hanny Suchockiej upadł. Teraz determinacja nauczycieli i zasięg inicjatywy ZNP i Forum Związków Zawodowych są potężniejsze.

W przeszłości protesty były znaczące tylko wtedy, gdy dochodziło do sojuszu ZNP z „Solidarnością”, np. w 2008 r. za czasów rządu Donalda Tuska. Tamten strajk trwał jednak jeden dzień, a ekipa PO-PSL czym prędzej przystąpiła do systematycznego podnoszenia pensji nauczycieli w latach 2008-12. Dziś „Solidarność” podpisała porozumienie, ale wielu jej członków nie przyjęło tego do wiadomości. To ewenement, że mimo braku wsparcia związku kierowanego przez Piotra Dudę strajk jest tak powszechny.

PiS buduje mit potężnego Schetyny
Dlaczego tak ważna jest niespotykana skala protestu? Dlatego że to wywraca do góry nogami wszystkie rozważania publicystów i polityków dotyczące tego, kto wygra, a kto przegra w tym starciu rządu z nauczycielami. Czy fakt, iż udało się zorganizować egzaminy, oznacza, że rząd coś wygrał? Nie. Nawet jeśli uznamy, że rząd we współpracy z dyrektorami szkół i samorządowcami przyczynił się do sprawnej organizacji tego przedsięwzięcia.

O wygranej rządu nie będzie można mówić także w przypadku, gdy nauczycielom nie uda się niczego ugrać w wyniku tego protestu, bo tu nie chodzi jedynie o pensje nauczycielskie. O poparciu tej akcji lub jej niepopieraniu decydują także sympatie polityczne. Przeciwnicy PiS widzą w niej bunt społeczny wywołany przez wiele posunięć rządu.

Bawi mnie to, gdy politycy PiS z taką mocą podkreślają, że to strajk polityczny i że Sławomir Broniarz zawarł pakt z liderem PO Grzegorzem Schetyną. W jakimś stopniu to jest strajk polityczny, wykraczający tylko poza sprawy oświaty: świadczą o tym liczne akcje solidarności z pedagogami, zbiórka pieniędzy i demonstracje w różnych miastach. Tylko czy to jest dobra wiadomość dla PiS? Czy to dobrze świadczy o sprawności tej ekipy, skoro nie zapobiegła wybuchowi tak powszechnego buntu?

Czy to, że Schetynie przypisuje się znaczącą rolę w protestach, rzeczywiście mu szkodzi? Wręcz przeciwnie, bo przewodniczący PO jawi się jako lider, który poderwał na nogi przeciwko PiS połowę Polski. Platforma została obsadzona w roli rzecznika aspiracji potężnej grupy wyborców. Nic lepszego nie mogło się tej formacji przytrafić. A PiS, utwierdzając nas w tym przekonaniu, podcina gałąź, na której siedzi, bo buduje legendę Schetyny.

PiS mistrzem Polski we wkurzaniu nauczycieli
Rząd Mateusza Morawieckiego może brać strajk na przeczekanie, ale tak czy owak jest przegrany. Jeśli da pieniądze, ulegnie. Jeśli nie da, zostawi wściekłą grupę zawodową, która tym bardziej będzie się czuła zmobilizowana do walki z PiS. I w wyborach europejskich, i w parlamentarnych. Zachęci ich jasna deklaracja Schetyny, który obiecał im tysiąc złotych podwyżki, i jest oczywiste, że w razie wygranej będzie musiał zrobić nawet stójkę na dwunastnicy, ale tę obietnicę spełni.

Nie ważę się wróżyć z fusów, czy przyczyni się to do klęski PiS, ale uważam, że jest wysoce prawdopodobne, iż ta awantura 26 maja wyciągnie z domów trochę więcej antypisowskich wyborców.

A skoro tak, to argument, iż PiS wygra, doprowadzając do wygaśnięcia strajku bez żadnych ustępstw, wydaje mi się niemądry. Rząd zresztą sam sobie zafundował tak dużą skalę buntu. Najpierw było wiele zmian wywracających edukację do góry nogami: cofnięcie reform związanych z posłaniem sześciolatków do pierwszej szkoły, likwidacja gimnazjów oraz zmiany w podstawie programowej. To wszystko nauczyciele musieli ogarnąć.

Potem nastąpiła ofensywa ideologiczna kuratoriów, które zamęczyły nas kultem „żołnierzy wyklętych”, Lechem Kaczyńskim i Janem Pawłem II. A także straszyły potworem genderem i LGBT. Następnie mieliśmy poprawki w Karcie nauczyciela, których pedagodzy wcale nie uznali za zmianę na lepsze.

Na koniec okazało się, że o ile pensje innych pracowników rosną w szybkim tempie, o tyle wynagrodzenia nauczycielskie nie za bardzo. A kiedy wreszcie nauczyciele upomnieli się o swoje, to usłyszeli, że nie ma pieniędzy. Choć przed chwilą czarodziej Jarosław Kaczyński wyciągnął 40 mld zł z kapelusza. I to na transfery także dla osób zamożnych.

Ponadto na dzień przed strajkiem rząd wrzucił propozycję, która oznaczała podwyżki w ciągu następnych lat połączone ze zwiększeniem pensum. Propozycja nie jest zła sama w sobie, ale ma pewną istotną wadę: w praktyce oznaczała niższą stawkę za godzinę przy tablicy. Świetny sposób na dolanie oliwy do ognia.

Na tym nie koniec. Gdy w oświacie już naprawdę nieźle wrzało, Jarosław Kaczyński ogłosił program krowa+ i świnia+. Oczywiście pieniądze na te programy mają iść ze środków unijnych, a nie z polskiego budżetu, więc nie chodzi o to, że to krowa komuś zabierze 500 zł. Ale ta konwencja niosła ze sobą dość jasne przesłanie: drodzy nauczyciele mamy was głęboko w poważaniu i nawet nie zająknęliśmy się na wasz temat, bo nie jesteście dla nas istotni. Istotni są tylko ci, którzy mogą być naszymi potencjalnymi wyborcami: mieszkańcy wsi, emeryci, rodziny wielodzietne i ludzie bardzo młodzi. Była to demonstracja politycznego klientelizmu: pieniądze popłyną tam, gdzie nam – partii rządzącej – się to opłaca, a nie tam, gdzie akurat są najbardziej potrzebne z punktu widzenia interesów całego społeczeństwa.

To ujęta w punktach idealna recepta, jak potężnie zirytować jedną grupę zawodową. Nawet świętego wyprowadziłoby to z równowagi.

Zanosi się na pyrrusowe zwycięstwo rządzących
Dlaczego PiS to zrobił, skoro w ostatnich latach był znany ze skutecznej taktyki politycznej? Dlatego że – także za sprawą szefowej MEN Anny Zalewskiej – kompletnie zlekceważył zagrożenie płynące z tej strony. Uznał, że nauczyciele są zbyt słabi i za mało zdeterminowani, że wystarczy rozbić jedność związkową, by konflikt rozwodnić, i że kłopoty z przeprowadzeniem egzaminów wywołają powszechną niechęć do strajkujących. I owszem, ta niechęć jest, bo rzeczywiście uczniowie zostali narażeni na stres, ale jest jednak mniejsza, niż można się było spodziewać. I występuje głównie w elektoracie PiS, który i tak by na tę partię głosował.

Może się też okazać, że zmasowana akcja trolli i mediów rządowych przeciwko nauczycielom przyniesie skutek odwrotny do zamierzonego: mobilizację elektoratu antypisowskiego. Zresztą tego protestu nie da się przedstawić za pomocą prostackiej kliszy stosowanej do tej pory przez PiS: świnie oderwane od koryta kwestionują legalnie wybraną władzę. Bo koryto z pensją 2-3 tys. zł na rękę słabo się nadaje do takiej akcji propagandowej. Tym samym partia Jarosława Kaczyńskiego traci wizerunek partii, która stoi po stronie tych najmniej zarabiających, a przeciwko bogatym elitom.

I nawet jeśli tę batalię wygra, to może się to okazać pyrrusowym zwycięstwem.

wyborcza.pl/7,75968,24654949,jak-rzad-rozjuszyl-nauczycieli-i-pomogl-schetynie-przed-wyborami.html

Panstwo klero-faszystow nie popisalo sie teraz obrona niedocenianej i pokrzywdzonej grupy zawodowej. Panstwo PiS pokazalo, ze ma nauczycieli w dupie gdyz sie ich nie boi. Bo co niby moga oni zrobic...
Edytor zaawansowany
  • benek231 14.04.19, 08:12
    Nauczyciele mówią: Stop! To nie jest tylko strajk o kasę. To strajk o godność


    Wojciech Maziarski
    13 kwietnia 2019 | 06:00


    Rząd usiłuje znużyć strajkujących nauczycieli i opinię publiczną przeciągającym się protestem, licząc na to, że poparcie dla akcji osłabnie. Będzie grać na zmęczenie, spróbuje nauczycieli przetrzymać i oszukać tak jak wcześniej inne grupy

    To nie jest strajk jedynie o kasę. To jest strajk o godność. Jak stoczniowcy w 1980 roku żądający godnych warunków życia i zwykłej ludzkiej przyzwoitości występowali w imieniu wszystkich Polaków, tak dziś nauczyciele strajkujący w tysiącach szkół w całym kraju w istocie mówią w imieniu nas wszystkich. Owszem, żądają pieniędzy, które – cytując Beatę Szydło – po prostu się im należą, ale zarazem żądają czegoś znacznie ważniejszego: przyzwoitości w życiu publicznym.

    Cztery dekady temu komunistyczna władza sprowokowała wybuch swoim nieudacznictwem, cynizmem i bezczelnością. Nieumiarkowaniem w korzystaniu z uprzywilejowanej pozycji. Wydawaniem góry pieniędzy na rzeczy ważne dla rządzących, lecz nieważne lub wręcz szkodliwe z punktu widzenia obywateli. Demonstrowaną na każdym kroku arogancją kasty panującej. Służbowymi limuzynami, etatami dla krewnych i znajomych Królika, dwórkami naczelników i budowlami wznoszonymi na chwałę sekretarzy, gdy przeciętnej rodzinie nie starczało do pierwszego.

    Brzmi znajomo?

    Obsiedli Rzeczpospolitą jak szarańcza
    Dziś premier Mateusz Morawiecki mówi, że „stan finansów publicznych na pewno nie pozwala na żadne dodatkowe ustępstwa”. A skąd się ten stan finansów publicznych wziął? Z powietrza?

    Czy to nie ta władza przeznaczyła w budżecie dodatkowe 1,26 mld zł na aparat partyjnej propagandy dla niepoznaki nazywany „mediami publicznymi”? Czy to nie ekipa PiS podniosła budżet IPN o ponad 100 mln zł w stosunku do 2015 r., by jeszcze sprawniej opluwać bohaterów narodowych takich jak Lech Wałęsa, głosić chwałę nacjonalistycznych zbrodniarzy i propagować coraz mniej skrywany antysemityzm?

    I czy to nie ta władza kupuje kolejki linowe za ponad 400 mln, wydaje krocie na propagandowe rejsy jachtem dookoła świata i lekką ręką rozdaje nie swoje miliardy tam, gdzie może to jej pomóc zyskać głosy w wyborach?

    Wyjątkowego tupetu trzeba, by dodatkową „trzynastą emeryturę”, wypłacaną z podatków ciężko harujących obywateli, nazwać – jak to zrobiła Beata Szydło – „prezentem od Jarosława Kaczyńskiego dla wszystkich emerytów”. Jaki jest udział pana prezesa w polskim PKB? Na ile Beata Szydło wycenia wartość intrygowania i szczucia, czyli tego, czym się zajmuje Jarosław Kaczyński od 1989 roku?

    Ten rzekomy „prezent” dostaje grupa społeczna, która jako całość wcale nie jest w najtrudniejszym położeniu. Jeśli ktoś w Polsce potrzebuje dodatkowego zastrzyku pieniędzy, to nie emeryci, lecz właśnie nauczyciele. Ale jak pokazują sondaże, w starszym pokoleniu PiS może liczyć na więcej głosów niż w środowisku nauczycielskim, w rodzinach opiekujących się dorosłymi niepełnosprawnymi czy wśród lekarzy rezydentów.

    A 500 plus na pierwsze dziecko, wypłacane wszystkim rodzinom bez względu na ich dochody? Jeśli dziś premierowi Morawieckiemu brakuje pieniędzy w budżecie, by dorzucić biedującym nauczycielom, to dlaczego hojnie sypie kasą tam, gdzie nie jest to uzasadnione niczym innym niż interesem wyborczym partii rządzącej?

    Nazwijmy rzecz po imieniu – takie dysponowanie pieniędzmi wypracowanymi przez wszystkich obywateli to zawłaszczenie, polityczna defraudacja. Uprzywilejowana pisowska kasta jak szarańcza obsiadła Rzeczpospolitą, wysysając z niej soki życiowe, podporządkowując budżet swym interesom, wchłaniając instytucje publiczne, pożerając spółki skarbu państwa, media, muzea, teatry, stadniny koni arabskich.

    „Chcemy po prostu żyć godnie”
    Podejmując strajk szkolny, nauczyciele mówią tym praktykom „stop!”. I podobnie jak w 1980 roku, gdy strajk stoczniowców rozlał się na inne grupy zawodowe, tak teraz z różnych stron rozlegają się głosy poparcia i solidarności. Odzywają się nauczyciele akademiccy, ludzie kultury, twórcy, lekarze rezydenci. Ton sympatii i poparcia dominuje w komentarzach na forach internetowych, gdzie piszący masowo deklarują chęć wpłat na fundusz wsparcia strajkujących.

    Z sondażu Kantara dla „Wyborczej” wynika, że strajk popiera wyraźna większość obywateli – 53 proc., a sprzeciwia się mu 43 proc. Jeszcze większe (57 proc.) jest poparcie dla postulatu 30-procentowej podwyżki płac nauczycieli.

    To istotna zmiana, bo jeszcze kilka lat temu postulaty nauczycielskie spotykały się z nieprzychylnymi komentarzami, których autorzy wytykali nauczycielom niskie pensum godzin pracy i długie wakacje. Dziś te argumenty są coraz rzadsze i coraz więcej ludzi uświadamia sobie, że obowiązki i czas pracy nauczyciela wykraczają poza pensum. Rangę symbolu tej zmiany w nastawieniu opinii publicznej zyskała pizza zamówiona przez nauczycielki w jednej z warszawskich szkół – w pudełku zamiast paragonu znalazły kartkę: „Popieramy strajk nauczycieli. Pizza w prezencie”.

    Władza usiłuje znużyć ludzi przeciągającym się protestem, licząc na to, że poparcie dla akcji stopniowo będzie maleć. Będzie grać na zmęczenie strajkujących, spróbuje ich przetrzymać i oszukać, tak jak wcześniej przetrzymała i oszukała inne grupy.

    Dramatycznie ukazał to marcowy apel osób niepełnosprawnych i ich opiekunów, których 40-dniowy protest w zeszłym roku władza ignorowała, pozorowała obietnice, a w końcu zostawiła ich z niczym. Iwona i Jakub Hartwichowie oraz Anna i Adrian Glinkowie pisali miesiąc temu do Jarosława Kaczyńskiego:

    „Osoby z niepełnosprawnościami również chcą być pełnosprawnymi obywatelami naszego państwa. W 2018 r. zdobyliśmy się na desperacki krok i zaprotestowaliśmy w Sejmie RP. Walczyliśmy o dodatek na życie do naszej głodowej renty w wysokości 500 zł. Renta dziś wynosi jedynie 878,12 zł. Nikt w naszym kraju nie byłby w stanie wyżyć za tę kwotę.

    Gdzie podziała się Państwa empatia wobec najsłabszych obywateli? Państwo polskie powinno pomagać nam i naszym rodzinom, a nie spychać »ze skały«.

    Nasza postawa nie jest roszczeniowa, to wyrównywanie szans i poziomu życia osób z niepełnosprawnościami. Chcemy się uspołeczniać i po prostu żyć godnie. Dziś załamujemy ręce nad kondycją serc naszego rządu, który udaje, że nie ma problemu, a sprawa i problem jest. Nie zaprzestaniemy walki o nasze godne życie, bo jest tak samo cenne jak każdego innego zdrowego człowieka.

    Już 23 maja zapraszamy na Ogólnopolski Protest wszystkie osoby, które popierają nasze działania w dążeniu do poprawy życia osób z niepełnosprawnościami”.

    Dzisiaj ostrzegają nauczycieli przed taktyką władzy lekarze rezydenci, którzy prowadzili długi protest głodowy jesienią 2017 r., walcząc bez skutku o większe nakłady na ochronę zdrowia i podwyżki dla swojej grupy.

  • benek231 14.04.19, 08:17
    „My zostaliśmy oszukani przez rząd. Uważajcie. Nie dajcie się, nie poprzestawajcie w strajku” – ostrzega nauczycieli cytowany przez portal WP lekarz rezydent Tomasz Karauda. Organizatorzy ówczesnego protestu lekarskiego na Twitterze dopowiadają: „Drodzy Nauczyciele, po 14 miesiącach od porozumienia nadal gros szpitali nie wypłaca podwyżek. Wczoraj, w 12h lekarze zgłosili nam 67 takich szpitali. A to tylko wierzchołek. Nauczyciele! Bądźcie ostrożni i czujni!”.

    W tym samym czasie premier Morawiecki apeluje do nauczycieli: usiądźmy do okrągłego stołu – my rząd, wy nauczyciele i przedstawiciele rodziców. Podstęp widać na kilometr: chodzi tylko o to, by zagadać sprawę, rozwodnić protest i zmiękczyć strajkujących ględzeniem, zapraszając do tego jeszcze pseudoprzedstawicielstwo rodziców starannie wyselekcjonowane przez władze.

    Władza kontra strajkujący – kto zdobędzie rząd dusz
    Między władzą a protestującymi toczy się swoisty wyścig i rywalizacja: kto wywrze decydujący wpływ na postawy społeczne? Czy rząd pozorujący dialog, przeciągający sprawę, zapraszający strajkujących na kolejne tury rozmów, które do niczego nie prowadzą, czy organizatorzy protestów? Polacy obserwujący protest z boku prędzej się znużą czy wkurzą? 53-procentowe dziś poparcie dla strajku zmaleje czy wzrośnie?

    W czwartek powstał społeczny komitet organizujący zbiórkę na fundusz strajkowy. Lekarze rezydenci przebąkują o wznowieniu protestu. Równocześnie w swoich sprawach protestują taksówkarze. I rolnicy. Żądania nauczycielskie coraz wyraźniej rezonują w innych grupach społecznych, ośmielając je do formułowania własnych żądań.

    Oczywiście nie oznacza to, że zakiełkuje nowa „Solidarność”, na miarę tej sprzed 40 lat. Żyjemy dziś w innym świecie niż w 1980 roku. Zdecentralizowany system kapitalistyczny, w którym państwo nie jest pracodawcą większości obywateli, sprawia, że niemożliwy staje się masowy strajk obejmujący różne branże i sektory gospodarki.

    Owszem, społeczne poparcie może się przełożyć na demonstracje i wiece, ale ta forma nacisku na władzę w minionych latach okazała się nieskuteczna. Także tu ujawniła się arogancja rządzących, którzy ignorują głosy społecznego sprzeciwu, a jedyną ich odpowiedzią na wystąpienia niezadowolonych obywateli są szpalery policji i parlament za żelaznym płotem. Demonstranci są legitymowani, zatrzymywani, karani mandatami, stawiani przed sądami (które na szczęście najczęściej ich uniewinniają).

    Towarzyszą temu kampanie oszczerstw w mediach partyjnych i ataki na przeciwników jako żywo przypominające wzorce z lat 80. XX wieku. Słynny PRL-owski plakat propagandowy „Z pnia narodowej zdrady” śmiało mógłby uchodzić za dzisiejszy: z korzeni zaprzaństwa, warcholstwa, sprzedajności wyrasta pień „Targowica”, a z niego konary z nazwiskami czołowych wrogów.

    Odmawiając uwzględnienia jakichkolwiek postulatów społecznych, władza przy tym kłamie. Sam tego doświadczyłem, gdy z grupą rodziców dzieci z gimnazjum mojej córki skierowałem na początku 2016 r. do Ministerstwa Edukacji Narodowej petycję z protestem przeciwko likwidacji gimnazjów. Z resortu Anny Zalewskiej przyszła kłamliwa odpowiedź, że żadne decyzje w tej sprawie nie zapadły, toczą się dyskusje i prace koncepcyjne. A przecież doskonale wiedzieliśmy, że decyzja została podjęta i likwidacja tych szkół jest przesądzona. Minister Zalewska też wiedziała, że my wiemy, ale nie przeszkadzało jej to łgać z kamienną twarzą.

    Dziś ta szefowa resortu – celnie określona przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego mianem „bezczelnej dyletantki” – odpowiada za totalny chaos w szkołach i szykuje się do ewakuacji na synekurę w Parlamencie Europejskim. W PRL sekretarze PZPR, którym noga się powinęła lub popadli w niełaskę, też byli wysyłani na placówki zagraniczne, najczęściej do ambasad i misji handlowych.

    Kolejny „polski miesiąc”?
    Polska roku 2019 jest całkiem inna niż w 1980 r. Jednak widać wyraźnie tyle analogii, że chwilami można odnieść wrażenie, iż historia zatoczyła koło. Po latach demokracji i państwa prawa znów stoimy naprzeciw autorytarnej władzy, która choć wyłoniona w demokratycznych wyborach, zachowuje się jak okupant i wróg Polaków. Kolejne fale sprzeciwu wobec tamtego systemu nosiły nazwy miesięcy: Czerwiec ’56, Marzec ’68, Czerwiec ’76, Sierpień ’80.

    Czy nauczycielski Kwiecień 2019 przejdzie do historii jako jeszcze jeden z tych „polskich miesięcy”?

    wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24647949,nauczyciele-mowia-stop-to-nie-jest-tylko-strajk-o-kase-to.html
    Tez mam nadzieje, zekoncza sie rzady klero-faszystko i, ze koscieln-pisiorskie warcholstwo zostanie naezycie rozliczone.
  • babaobaba 14.04.19, 09:38
    Też mam taką nadzieję tym bardziej, iż okazało się, że kasa jest pusta. PiS nie ma czym dysponować i obiecuje gruszki na wierzbie. Niemniej chcą władzy za wszelką cenę. Nie, nie z miłości do Polski a ze zwykłego strachu, że za łamanie konstytucji i inne przestępstwa zostaną osądzeni. Chcą ten moment odsunąć o choćby kolejne cztery lata.



    --
    Pobożność jest niezwykle ważna ale rozumu nie zastąpi - ks. prof. Józef Tischner
  • benek231 14.04.19, 15:37
    babaobaba napisał:

    > Też mam taką nadzieję tym bardziej, iż okazało się, że kasa jest pusta...
    ***
    Zgodnie z przewidywaniami, bo to nie pierwszy populizm i pewnie nie ostatni, doszli klero-faszysci do granic obiecywania i rozdawnictwa.
    Bardzo czesto dane rzady populistyczne staraja sie o skonsolidowanie swej wladzy w tym momencie, i mozliwosc recznego sterowania aparatem przemocy. Zwlaszcza gdy liderzy obawiaja sie, ze moga zostac pociagnieci do odpowiedzialnosci karnej za kryminalne przestepstwa, ktore w miedzyczasie popelnili. To obsadzanie przez pisiorow wszelkich mozliwych stolkow wynikalo nie tylko z checi dobrania sie w ten sposob do budzetowych pieniedzy - chodzilo tez o przygotowanie sie na wypadek "W".
    I tu zaczynaja sie prawdziwe schody, gdyz populisci przeobrazaja sie w rzady autorytarne, i dopuszczaja sie znacznie wiekszych zbrodni niz wczesniej - w obronie wlasnej dupy. Jak to bedzie wygladalo w Polsce - zobaczymy. Mam jednak niemile przeczucia, ze oni nie beda chcieli oddac ani guzika.
  • czuk1 15.04.19, 06:43
    benek231..... Mam jednak niemile przeczucia, ze oni nie beda chcieli oddac ani guzika.

    To już się dzieje. Na dziś ,niestety Polakom zostaje bezpośrednia interwencja i opór społeczeństwa, gdyż rządzący zbyt często - łamią prawo a nawet działają na szkodę państwa. Okazuje się , że dla blokowania działań autorytarnych (w warunkach Polski) potrzebne są , bo okazały się skuteczne metody - czarne poniedziałki na ulicach, strajki w formie zwolnień lekarskich, demonstracje dużych grup społecznych, interwencje w UE, utrzymanie przez sędziów swojej zawodowej niezależności,...

    Akceptacja dużej części społeczeństwa dla rozdawnictwa (finansowego stosowanego do określonych grup społecznych) przez partię rządzącą przed wyborami....przedłużyć może jednak szkodliwe rządy PiS na następną kadencję.

    --
    W PiS kalkulatory poszły w ruch. Z perspektywy wyborczej spełnienie wszystkich postulatów nauczycieli po prostu się nie opłaca. Powód? Czysta finansowa kalkulacja. Nauczycieli jest mało, podwyżki kosztowałyby dużo. Inne programy mogą przyciągnąć po prostu więcej wyborców. Money.pl
  • benek231 15.04.19, 16:55
    czuk1 napisał:

    Akceptacja dużej części społeczeństwa dla rozdawnictwa (finansowego stosowanego do określonych grup społecznych) przez partię rządzącą przed wyborami....przedłużyć może jednak szkodliwe rządy PiS na następną kadencję.
    ***
    Taka opcja oczywiscie istnieje ale, obawiam sie, biskupi zaleca faszystom siegniecie po pale. Po ktora i tak musieliby siegnac pozniej tyle, ze juz w warunkach znacznie gorszej sytuacji ekonomicznej (vide Grecja czy Wenezuela). Wczesniej, gdy w pasie pozostanie jeszcze kilka dziurek, latwiej tez bedzie biskupom manipulowac parafianami na rzecz pisiorow.
  • czuk1 15.04.19, 18:55
    Przewidują dalsze dary wyborcze dla ludu pisowskiego . Znaleziono źródło finansowania kolejnych darów u samych beneficjentów - opłatę przekształceniową od IKE.

    --
    W PiS kalkulatory poszły w ruch. Z perspektywy wyborczej spełnienie wszystkich postulatów nauczycieli po prostu się nie opłaca. Powód? Czysta finansowa kalkulacja. Nauczycieli jest mało, podwyżki kosztowałyby dużo. Inne programy mogą przyciągnąć po prostu więcej wyborców. Money.pl
  • benek231 15.04.19, 19:29
    Wiesz, on potrzebuja forse teraz, a o pozniej to beda sie martwic pozniej. Lub nie martwic sie wcale, gdy przegraja wybory. Wtedy martwic sie beda inni - bo oni juz zupelnie nie beda mieli skad wziac.
  • czuk1 15.04.19, 20:43
    No tak. Tym razem przewidują, że teraz trzeba iść na całość, powiększać armię zwolenników. A więc podrzucić nowe łapówki wyborcom by ich pozyskać dla tongue_outiS (w jak największej liczbie). I zadłużą nas jeszcze bardziej - bezmyślnie i totalnie ; nie w głowach im szczegółowe kalkulacje budżetowe. Aby móc zbudować budżet na 20ty rok, bez wysokiego deficytu, możemy być pewni, że rząd sięgnie po nasze obywateli i samorządów pieniądze.

    --
    W PiS kalkulatory poszły w ruch. Z perspektywy wyborczej spełnienie wszystkich postulatów nauczycieli po prostu się nie opłaca. Powód? Czysta finansowa kalkulacja. Nauczycieli jest mało, podwyżki kosztowałyby dużo. Inne programy mogą przyciągnąć po prostu więcej wyborców. Money.pl
  • benek231 16.04.19, 05:32
    gdyz ta nowa izba SN, Izba Dyscyplinarna, to najzwyklejszy i podly bandytyzm klero-faszystow.

    oko.press/sedziowie-w-calej-polsce-demonstruja-nie-damy-sie-zastraszyc/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.