Dodaj do ulubionych

Zrodlo sily koscielnych pedofilow :O)

19.05.19, 19:47
Dziś ludzie uczestniczący w mszach legitymizują władzę Kościoła. Z pełnych po brzegi świątyń hierarchowie czerpią siłę i bezkarność

Maciej Jarkowiec
18 maja 2019 | 05:59


Czy gdyby na wsiach zabrakło nagle proboszczów, polscy chłopi zaczęliby dźgać się nawzajem widłami? Czy mieszkańcy metropolii, zamiast niedzielnych spacerów do kościoła, zaczęliby plądrować nieczynne centra handlowe? Dźgać się nożami w kolejkach do kraftowych lodów?

Co dalej z Kościołem katolickim w Polsce? Jak się zmieni? Czy przetrwa? Kto szkodzi Kościołowi: film braci Sekielskich, nienawistnicy z lewicy, hierarchowie?

Już widzę, jak poniższy głos i podobne w debacie po premierze „Tylko nie mów nikomu” dostają nalepkę zbyt radykalnych, lewackich, antyklerykalnych. Czyli nieważnych.

Na wstępie więc wyjaśnię: wiem, że są tysiące wspaniałych księży, którzy robią wspaniałą robotę. Miliony polskich katolików to ludzie uczciwi i dobrzy, o otwartych głowach. Nie zgadzam się z nimi w niektórych fundamentalnych sprawach, ale ich szanuję. Wielu podziwiam.

Muszę jednak stwierdzić szczerze: guzik mnie obchodzi, co dalej z Kościołem w Polsce. A może raczej obchodzi mnie bardzo. Nie mam wątpliwości co do tego, że dla naszego wspólnego dobra Kościół powinien zniknąć. Jako temat do debaty. Jako problem społeczny.

***

Publicysta Jarosław Gugała w Radiu TOK FM: - Kościół jest bardzo potrzebny Polakom. Jeśli go stracimy, jako społeczeństwo stracimy wszelakie hamulce. I tu się będą działy straszne rzeczy.

Zastanawiam się, o co chodzi Gugale i myślącym tak jak on. Jakie straszne rzeczy będą się dziać, gdy puszczą hamulce? Czy gdyby na wsiach zabrakło nagle proboszczów, polscy chłopi zaczęliby dźgać się nawzajem widłami? Pod ukryciem nocy odkręcaliby sąsiadom z dachów anteny satelitarne? Przestaliby uruchamiać traktory i kombajny? W kraju zabrakłoby żywności? Groziłby nam głód?

Czy mieszkańcy metropolii, zamiast niedzielnych spacerów do kościoła, zaczęliby plądrować nieczynne centra handlowe? Dźgać się nożami w kolejkach do kraftowych lodów? Na elektrycznych hulajnogach taranować bliźnich? Naród polski pozbawiony kościelnej opieki zacząłby jeszcze bardziej łamać przepisy drogowe? Jeszcze bardziej przeklinać? Pić więcej wódki?

A może stwierdziłby, że nikomu nie stanie się krzywda, jeśli geje będą mogli brać śluby? Adoptować dzieci? A kobiety zdobędą prawo decydowania o własnym ciele? Może społeczeństwo bez duszpasterskiego przewodnictwa doszłoby do groźnego przekonania, że Polska nie jest mesjaszem narodów i ostatnią deską ratunku dla chrześcijańskiej Europy, tylko mało istotnym kraikiem na peryferiach świata?

***

Przykład Irlandii odmieniany jest dziś przez wszystkie przypadki. Zbrodnie Kościoła wyjaśniono tam sumiennie i do końca. Opublikowany w 2009 r. raport na ten temat miał 2,5 tys. stron, jego przygotowanie zajęło dziesięć lat. - Też byśmy chcieli stworzyć taki raport - powtarzają wszyscy po tzw. oświeconej stronie.

Ale czy na pewno chcielibyśmy tych wszystkich innych rzeczy, które stały się w Irlandii?

Już tylko 30 proc. irlandzkich katolików deklaruje, że chodzi do kościoła co tydzień. W referendach zalegalizowano tam małżeństwa jednopłciowe i aborcję. Gejowskie i lesbijskie pary mogą adoptować dzieci. 17 proc. populacji kraju to ludzie urodzeni poza Wyspą. Obcy nie najechali tylko Dublina, Galway czy Corku. Są wszędzie, w każdej, najmniejszej nawet mieścinie. Premierem kraju jest Leo Varadkar, homoseksualista, syn imigranta z Indii. W konstytucji pojawił się zapis o „harmonijnej, przyjaznej koegzystencji wszystkich ludzi dzielących terytorium Irlandii, reprezentujących pełną różnorodność tożsamości i tradycji”.

Czy to są właśnie te rzeczy straszne, które dzieją się, kiedy zabraknie hamulców?

A jeśli zgodzimy się, że nie, jeśli zgodzimy się, że zeświecczenie Irlandii nie zaszkodziło jej społeczeństwu, jej tradycji i kulturze, to dlaczego mielibyśmy twierdzić, że nam może zaszkodzić?

Kraje najbardziej zlaicyzowane, gdzie w starych kościołach zamiast mszy odbywają się koncerty jazzowe - takie jak Holandia, Dania czy Norwegia - są najczęściej wymieniane jako wzorce demokracji, dobrobytu, nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego. Podajemy je jako przykłady najwyższych standardów edukacji, służby zdrowia, ochrony środowiska, transportu publicznego itd. Czy radykalne zmarginalizowanie roli instytucjonalnej religii w życiu tych społeczeństw nie jest również znakomitym, godnym do naśladowania standardem? Jakie wskaźniki pokazują, że obywatele w krajach o silnej roli Kościoła w życiu społecznym mają się lepiej i są szczęśliwsi od tych w krajach totalnie świeckich?

***

Oczywiście już słyszę argumenty: nie jesteśmy Irlandią, Holandią, Danią. Inna historia, inna tradycja, inne uwarunkowania.

Tak, uwarunkowania są zawsze dla wszystkich inne. Ale historia nie stoi w miejscu. Społeczeństwa się zmieniają. Ewoluują. Czasem zmiany przyspiesza rewolucja - tak stało się w Holandii i w innych krajach w dobie reformacji czy w Irlandii w ostatnim ćwierćwieczu po ujawnieniu pierwszych skandali w Kościele.

Być może to jest w Polsce czas przyspieszenia. Polacy zasadniczo nie różnią się od innych narodów. Uprawiają seks przed ślubem. Nie poszczą jak należy. Wymawiają imię Pana Boga nadaremno. Chcą być szczęśliwi. Poza wyjątkami nie kradną, nie zabijają się nawzajem. Szanują bliźnich ani bardziej, ani mniej niż ludzie w większości krajów świata. Noszą w sobie wewnętrzny kompas moralny, jak większość mieszkańców tej planety. Nie ma żadnych przesłanek, żeby sądzić, że staną się gorsi, jeśli zabraknie Kościoła.

***
Edytor zaawansowany
  • benek231 19.05.19, 19:58
    A może nasze dążenie do Zachodu jest tylko fikcją? Podobają nam się ich czyste miasta, ścieżki rowerowe, niskie wskaźniki korupcji, wysokie zarobki, stabilne instytucje. Ale puste kościoły już nie? Pełna tolerancja dla Innych już nie? Przyjmowanie uchodźców już nie?


    Może po cichutku zgadzamy się z konserwą, że Zachód jest zgniły, nie obowiązują tam żadne normy moralne, a wstrętni pederaści - przepraszam - całują się bezkarnie na ulicach?

    Gugała mówi, że Kościół „pionizuje” nasze społeczeństwo.

    Myślimy: tam, na Zachodzie, nikt nie stawia ich do pionu. Sodoma i Gomora. My wolimy nasze swojskie przyjęcia komunijne. Nasze posypywanie głów popiołem. Naszą hipokryzję.

    Mamy przecież naszego papieża Polaka. Nawet ci najbardziej liberalni z nas boją się powiedzieć, że najpewniej wiedział o gwałtach na dzieciach. Mówią: „Pojawiają się opinie, że mógł coś wiedzieć…”.

    To nie opinie, tylko fakty. Jan Paweł II kilkakrotnie dostawał raporty o problemie pedofilii od wielebnego Thomasa Doyle’a z ambasady Watykanu w Waszyngtonie. Ignorował je. Amerykańska konferencja biskupów wysyłała do papieża prośby o uproszczenie procedur suspendowania księży przestępców. Odmówił. Przez lata wyjątkową ochroną otaczał Marciala Maciela Degollado, założyciela Legionu Chrystusa - nawet w obliczu coraz cięższych dowodów na gwałty, których Maciel przez dekady dopuszczał się na dzieciach.

    'Papież chce' - słyszeli wszyscy. Decydował jednak on! Stanisław Dziwisz. Bo Jan Paweł II nie mógł już podejmować decyzji

    Papież Polak został moralnie zaślepiony przez funkcję, którą pełnił. Wolał chronić podległą mu instytucję, a nie gwałcone dzieci.

    Nie chcemy tego przyznać, bo byłoby to rzeczą straszną. Bo mamy nasze hamulce. Bo jesteśmy społeczeństwem zestrachanym. Słabym. Drżącym o to, że wraz z utratą łączności z Kościołem stracimy tożsamość. Społeczeństwem uwięzionym we własnej historii, w zdewaluowanej tradycji, w mitach.

    Nie umiemy się wyzwolić.

    ***

    W Polsce trwa wojna kulturowa. Podobne przetoczyły się przez większość krajów Zachodu i strona konserwatywna wszędzie, bez wyjątku, musiała skapitulować. U nas batalia jest o wiele cięższa i dłuższa z jednego prostego powodu: siły są nierówne.

    PiS, Rydzyk i większość hierarchów Kościoła katolickiego reprezentują kulturę okrzepłą w XIX wieku i zasadniczo nie zmienioną od tamtego czasu. Stoją na straży tradycji: podległej roli kobiet, jednego wzorca patriotyzmu, kultu śmierci za ojczyznę, braku tolerancji dla inności i centralnej roli Kościoła w życiu rodziny i narodu.

    Po drugiej stronie pola bitwy stoi kultura świecka. Otwarta i tolerancyjna. Oparta na szacunku i podstawowych wartościach humanistycznych. Na zasadzie równości wszystkich wobec prawa. Na etyce, a nie na dogmatach. Kościół też ma w niej swoje miejsce, ale nie najważniejsze.

    Nasz dramat polega na tym, że ta druga kultura nie ma w Polsce silnego przedstawicielstwa. Duża część polityków i intelektualistów zwalczających PiS, jak i ogromna część społeczeństwa głosująca przeciw tej partii, mentalnie tkwią w kulturze reprezentowanej dziś tak wyraziście przez Kaczyńskiego. W jej obrazach, tekstach, kalkach. W jej mitologii. W jej romantyzmie. W jej uprzedzeniach.

    Miliony Polaków tkwią w rozkroku. Nie chcą PiS-u i Rydzyka, ale nie chcą też zgniłego Zachodu. Myślą, jak Jarosław Gugała, że bez Kościoła, bez katolickiej interpretacji naszej historii i tradycji zapanuje chaos. Zaczną się dziać straszne rzeczy.

    Przykro mi, ale na wojnie trzeba jasno opowiedzieć się po jednej ze stron. Inaczej wygrać się nie da.

    ***

    Film Sekielskich kończy scena, w której dwóch bohaterów - dorośli mężczyźni, którzy w dzieciństwie doświadczyli molestowania ze strony księży - próbuje spotkać się z kard. Stanisławem Dziwiszem, osobistym sekretarzem Jana Pawła II. Chcą go zapytać, czy papież wiedział o zbrodniach.

    Dziwisz, jak mówi głos w domofonie - jest nieobecny.

    - Co zrobisz? - mówi jeden mężczyzna do drugiego. - No nic nie zrobisz.

    Podobny jest stan naszego narodowego ducha: nic nie da się zrobić.

    Rydzyk jest i będzie. Hierarchowie są i będą. Kościół jest i będzie. Wraz z nimi nasze uwięzienie w XIX wieku.

    Nie zgadzam się. Kościół da się obalić, tak jak dało się obalić komunę. Obalić taki Kościół, który choć mieści wielu wspaniałych, uczciwych ludzi (PZPR też mieściła), jest instytucją przegniłą, chciwą na władzę i dobra materialne, podległą dyktatowi postaci pokroju Rydzyka.

    Już słyszę: mrzonka, utopia, naiwność. Nie da się.

    A co z przykładem Irlandii, który tak lubimy przywoływać? Tam w ciągu ćwierćwiecza społeczeństwo przeszło totalną metamorfozę.

    Wyobrażam sobie Polskę w roku 2040:

    Tylko 30 proc. wierzących chodzi co niedzielę na mszę. W niektórych regionach, choćby na Podkarpaciu, Kościół nadal jest ogniskiem dla lokalnych wspólnot, niezastąpioną częścią kalendarza rytuałów i obrzędów. Ale w wielu innych zakątkach kraju świątynie opustoszały. Wierni zachodzą do nich jedynie od święta. W największych miastach kościelne władze zdecydowały się sprzedać część swoich nieruchomości i niektóre kościoły zamieniły się w sale koncertowe. Jesteśmy społeczeństwem z pełnią praw dla wszystkich mniejszości. Nie ma religii w szkołach. Edukacja nie jest łopatologicznie patriotyczna, uczymy dzieci krytycznego podejścia do naszej historii. Pielęgnujemy nasze tradycje.

    Myślicie, że tradycja umiera z odejściem Kościoła? Chyba nie odwiedziliście Dublina w dzień św. Patryka albo Oslo 17 maja. Chyba nie tańczyliście oberka na jednej z potańcówek coraz częściej organizowanych w naszym kraju w wiejskich remizach, w miejskich domach kultury, w knajpach. Nie w kaplicach. Nie pod okiem proboszcza.

    Wyobrażam sobie Polskę w roku 2040 z grubsza podobną do większości państw Zachodu.

    Mrzonka? Utopia? Naiwność?

    ***

    Żeby taki scenariusz się ziścił, potrzebny jest bunt. Irlandia zbuntowała się przeciw Kościołowi. Takiego buntu mogą dokonać przede wszystkim praktykujący katolicy.

    My wszyscy pozostali możemy głosować na ludzi postulujących radykalne odcięcie państwa od Kościoła. Wy możecie więcej. Możecie powiedzieć proboszczowi: dość. Zawołać głośno w czasie mszy, jeśli sieje z ambony nienawiść. Możecie nie dać na tacę. Możecie zawiązywać stowarzyszenia katolickie i oddolnie wymuszać na Kościele zmianę. Domagać się usuwania złych proboszczów, złych biskupów.

    Jeśli to niewiele da, możecie przestać chodzić do kościoła. Wiem, że to trudne, przez lata byłem jednym z Was. Kościół to nie partia, z której można się wypisać. W kościele przyjmuje się sakramenty, które podtrzymują więź z Bogiem.

    Ale innej drogi nie ma. Dziś ludzie uczestniczący w mszach legitymizują władzę Kościoła. Z pełnych po brzegi świątyń hierarchowie czerpią siłę i bezkarność.

    Dopóki zamiast tłumów nie zobaczą pustych ław, będą dalej mówić i robić rzeczy straszne. Bez żadnych hamulców.


    wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24797477,dzis-ludzie-uczestniczacy-w-mszach-legitymizuja-wladze.html
    Doskonale wiem, ze dla wielu katolikow mozliwosc funkcjonowania tego swiata pod nieobecnosc tego zlodziejsko-pedofilskiego kosciolka po prostu nie wchodzi w rachube. To koniec swiata i bramy piekielne, ale dlaczego niby ja mialbym przejmowac sie ich kretynskimi urojeniami? Wkrotce bedzie ich jeszcze mniej.
  • benek231 20.05.19, 07:06
    >>
    Wyobrażam sobie Polskę w roku 2040:

    Tylko 30 proc. wierzących chodzi co niedzielę na mszę. W niektórych regionach, choćby na Podkarpaciu, Kościół nadal jest ogniskiem dla lokalnych wspólnot, niezastąpioną częścią kalendarza rytuałów i obrzędów. Ale w wielu innych zakątkach kraju świątynie opustoszały. Wierni zachodzą do nich jedynie od święta. W największych miastach kościelne władze zdecydowały się sprzedać część swoich nieruchomości i niektóre kościoły zamieniły się w sale koncertowe. Jesteśmy społeczeństwem z pełnią praw dla wszystkich mniejszości. Nie ma religii w szkołach. Edukacja nie jest łopatologicznie patriotyczna, uczymy dzieci krytycznego podejścia do naszej historii. Pielęgnujemy nasze tradycje.

    Myślicie, że tradycja umiera z odejściem Kościoła? Chyba nie odwiedziliście Dublina w dzień św. Patryka albo Oslo 17 maja. Chyba nie tańczyliście oberka na jednej z potańcówek coraz częściej organizowanych w naszym kraju w wiejskich remizach, w miejskich domach kultury, w knajpach. Nie w kaplicach. Nie pod okiem proboszcza.

    Wyobrażam sobie Polskę w roku 2040 z grubsza podobną do większości państw Zachodu.

    Mrzonka? Utopia? Naiwność? >>
    **

    Osobiscie nie mam nic przciwko temu by calkiem opustoszaly wszystkie swiatynie tego zabobonu. Swiadczyloby to o intelektualnej rewolucji w polskim narodzie. To byloby cos w rodzaju zejscia pierwszego czlowieka z drzewa - niezwykle doniosle wydarzenie.
    Ale ostatecznie jestem w stanie przyjac wizje autora.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.